lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Inne (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-inne/)
-   -   [autorski] Straszny Dwór (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-inne/18005-autorski-straszny-dwor.html)

Mira 28-07-2018 10:30

[autorski] Straszny Dwór
 
Modlą się duchy ciemnych wód -
modli się serce krwawe.
W wnętrznościach mogił szlocha lud
i szlocha serce krwawe.
Armat śpiżowych tętni grzmot
i tętni serce krwawe.
Bagnety pełzną pjanych rot
i pełznie serce krwawe.
Zadrgały bruki rżniętych miast -
zadrgało serce krwawe.
Wampiry gaszą wieczność gwiazd
i gaszą serce krwawe.
Zhańbione ciała - pusty dwór -
zhańbione serce krwawe.
Wtem tryumfalnie zapiał kur -
i pękło serce krwawe.

Tadeusz Miciński, "Wampir"


klimacik

Zamek w Głogówku wybudował w 1250 roku książę opolski Władysław I i po dziś dzień wielu zachodziło w głowę jakim cudem dotrwał on do 1999 roku. Co wydawało się jeszcze dziwniejsze, tym nieco zapuszczonym, ale wciąż świetnie utrzymanym zamkiem nie interesowało się ani miasto, ani konserwatorzy zabytków. Budowla jakby nie istniała w oficjalnych rejestrach zabytków i tylko zapaleni historycy i podróżnicy słyszeli o niej. Co z tego jednak, skoro prywatny właściciel niemal nigdy nie wpuszczał do środku gości, a jeśli już to robił... wychodzili dopiero po kilku dniach... inni niż wcześniej.
Drzwi wewnątrz baszty skrzypnęły. Do niedużego pomieszczenia, wyglądającego bardziej jak szpitalna izolatka niż zamkowa komnata wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna.



Mimo iż jego skóra była raczej blada, rysy twarzy i fryzura zdradzały iż nie jest Polakiem z pochodzenia. Mężczyzna wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi i podszedł do siedzącego na parapecie blondyna o oczach tak czysto błękitnych, że wydawały się wiecznie zapłakane.



- Karol mówi, że do Opola przybył wampir. Najprawdopodobniej parias. - odezwał się po angielsku głębokim głosem wysoki mężczyzna nazywany przez wszystkich Łamaczem.
Blondyn nawet na niego nie spojrzał. Patrzył przez otwarte okno w mrok nocy z jakąś dziwną tęsknotą.
- Wiecie co robić. - odparł krótko. Łamacz skinął głową.
- Już wysłałem naszych ghuli, będą wieczorami patrolować miasto.
- Dobrze.

To był chyba koniec rozmowy. Dredziarz odwrócił się na pięcie i już miał wyjść z komnaty, gdy nagle zatrzymał się. Jego mocarne pięści zacisnęły się.
- Lesławie... myślisz, że kiedyś się uda? - zapytał cicho. Blondyn milczał dłuższą chwilę, jakby w ogóle nie usłyszał pytania.
- Co nam zostało, jeśli nie próbować...
Pięści Łamacza zacisnęły się tak mocno, że jego ramiona zaczęły lekko drżeć.
- To okrutne, co nam zrobili. Ta nadzieja... to jest chyba najgorsze.
- Zapłacą za to - odpowiedział z przekonaniem blondyn. - Czas nie stanowi dla nas problemu. Prędzej czy później wszyscy zapłacą...
Spod uniesionej jak u warczącego zwierza wargi błysnął śnieżnobiały, nienaturalnie długi kieł.


***


Za dnia park na wyspie Bolko był jednym z najpopularniejszych miejsc w Opolu, gdzie mieszkańcy miasta wybierali się na spacery, przejażdżki rowerowe, do ogrodu zoologicznego i - oczywiście - do kawiarni. Jednak późnym wieczorem, czy już właściwie nocą, bo ledwo godzinę przed wybiciem północy, stare drzewa i opustoszałe alejki nie wydawały się zbyt przyjazne. Każdy przerośnięty krzew, każdy cień drzewa, każda boczna ścieżka mogła stanowić kryjówkę jakiegoś zboczeńca. A na pewno tak by było zdaniem babci Stanisławy, gdyby dowiedziała się, że jej wnuczka o tak nieprzyzwoitej porze sama spaceruje parkowymi alejkami. Jaki jednak wybór miała Mokka, gdy wypadała jej kolej na zamykanie kawiarni niedaleko przystani kajakowej. Zarobki były tam niezłe, jednak podliczenie kasy i ogarnięcie lokalu przed kolejnym dniem zwykle zajmowało koło godziny czasu. Toteż zamykając kawiarnię o 22, Aleksandra, pseudonim Mokka od nazwy swojej ulubionej kawy, mogła się cieszyć jeśli dotarła do swojej kawalerki na starówce przed północą.

Zresztą znała już tę drogę i wiedziała, że raczej nie ma się czego obawiać. W wielu miejscach zamontowany był monitoring miejski, a zazwyczaj jedynymi osobami, które mijała byli biegacze, ludzie z psami lub obściskujące się na ławkach parki, które życzyły sobie mieć z nią do czynienia tyle sam, co ona z nimi.

Zazwyczaj więc Mokka szła spokojnie, nawet odczuwając przyjemność podczas tego nocnego spacerku, gdy z grającym hity rockowe lat 70-tych discmanem i słuchawkami na uszach przemierzała opustoszałe parkowe alejki.

Tego dnia jednak coś było nie tak. Czy to przez pełnię Księżyca? Od momentu jak zamknęła kawiarnię, Aleksandra miała dziwne przeczucie, że jest obserwowana. Jednocześnie nikogo w okolicy nie widziała. Czyżby babcia miała rację i Szatan ją opętał za złe prowadzenie się?

Aiko 30-07-2018 12:38

Ola czuła jak nieprzyjemne dreszcze przechodzą jej po plecach. To… to musiała być jakaś paranoja. Babcia zawsze wyolbrzymiała, prawda? Mokka przyspieszyła krok, jednocześnie ściszając odrobinę muzykę.

- To tylko twoja wyobraźnia… - Szepnęła. Jednak zarówno dziwne uczucie jak i gęsia skórka nie chciały przejść. Wzięła kilka głębszych oddechów starając się uspokoić, a gdy nie dało to satysfakcjonującego efektu zaczęła biec, ściskając w dłoni niewielką torebkę, w której był discman.

Jeszcze jakieś pół kilometra i będzie na moście, a potem to już oświetlone uliczki między domami Pasieki... Skręciła w główną alejkę, która miała doprowadzić ją do mostu, gdy zobaczyła, że ktoś jedzie z naprzeciwka na rowerze. Co ciekawe, gdy znaleźli się na tej samej alejce obcy - ogolony prawie na łyso mężczyzna zszedł z roweru i prowadząc go powoli zaczął iść w stronę, z której Aleksandra nadchodziła. Wzrok miał ponury, twarz młodą, ale jakąś taką bladą.

Ola zwolniła, odwlekając nieuniknione spotkanie. Minie go… to pewnie jakiś zwykły spacerowicz. Tylko czemu zszedł z roweru? Przygryzła wargę. Minie go i ucieknie. Czuła jak serce przyspiesza zrównując się z tempem jej kroków.
Rowerzysta nie patrzył na nią, głowę miał spuszczoną, a jednak czuła, że jej się przygląda. Czuła na sobie jego wzrok, czuła jak bardzo jest napięty... i po prawdzie nie wiedziała jak to możliwe, że tyle czuje. Czyżby ponosiła ją wyobraźnia? W każdym razie za moment ona i nieznajomy mieli się zrównać, przejść obok siebie wąską, parkową alejką, gdzie nikogo innego nie było…
Ola zbliżając się do mężczyzny powoli zsuwała się ku krawędzi alejki. Starała się z całych sił nie dać po sobie poznać, że się boi, jednak kilka kroków przed spotkaniem nie wytrzymała i puściła się biegiem.
Nie zareagował. Po prostu przebiegła obok i biegła dalej. Miała jednak wrażenie, że obcy przystanął i patrzy teraz za nią, bo nie słyszała chrobotania łańcucha, gdy koła od roweru obracały się.
Dla Oli liczyło się teraz tylko to by jak najszybciej opuścić park i znaleźć się w swoim mieszkaniu. Biegnąc nasłuchiwała pościgu. Z tyłu nie dochodziły jednak żadne odgłosy.
- Ale spid... Pędzi pani jakby panią sam diabeł gonił. - usłyszała nagle głos z boku. Gdy spojrzała w tamtą stronę, gdzie znajdował się opustoszały o tej porze placyk zabaw, na huśtawce dostrzegła młodziutką, chyba jeszcze niedorosłą dziewczynę o krótkich, rudych włosach.
Ola zatrzymała się by złapać oddech. Obecność drugiej kobiety, nawet jeśli była to dziewczynka, odrobinę uspokajała jej skołatane nerwy.
- T...takie miałam wrażenie. - Obejrzała się przez ramię sprawdzając czy mężczyzna ją goni. Nigdzie nie było go jednak widać, co było dość dziwne, bo przecież nie powinna tak szybko stracić go z oczu. Tymczasem huśtawka skrzypnęła. Nastolatka podeszła bliżej.
- Hej, wszystko w porządku? Ktoś panią zaczepiał? Może panią odprowadzić?
- Chyba… też nie powinnaś chodzić sama po nocy. - Ola przez chwilę wpatrywała się w drzewa, po czym uśmiechnęła się do stojącej obok nastolatki. - Nie… to było tylko dziwne wrażenie.
I wtedy to zauważyła - błysk wyjątkowo białych i ostrych zębów w ustach dziewczyny, która nagle rzuciła się Mokkę. Kierowana odruchem blondynka kucnęła, dzięki czemu obca przeskoczyła nad nią. Opadła na cztery kończyny i zawarczała zupełnie jak zwierzę, a jej oczy zalśniły złocistym blaskiem. Spojrzała wściekle na Aleksandrę i właśnie szykowała się do kolejnego skoku.



- Jeśli zaczniesz uciekać, po tobie. Jest szybsza, silniejsza, ale też i dużo głupsza w tej formie. Musisz ją przechytrzyć. - Nie wiadomo skąd dobiegał męski głos.
Odcięta Ola zaczęła się wycofywać w kierunku placu zabaw, przygotowując się na to by znów uchylić się przed bestią.
- Co.. co to? Jak?! - Spanikowana zerknęła szukając osłony. Stanęła za huśtawką, na której do tej pory bujała się “nastolatka”.
Dziewczyna zaryczała i rzuciła się za nią. Faktycznie nie zachowywała się rozumnie, nie omijała przeszkód, a tratowała je. Zerwała łańcuch huśtawki jednym uderzeniem ręki, czy właściwie łapy z ostrymi pazurami, w którą przeistoczyła się jej kończyna.
Ola rzuciła się w kierunku kolejnej osłony. Tym razem trafiło na bogu ducha winną ślizgawkę. Musiała to bydle w czymś zamknąć, tylko w czym?
- Nie ucieknieeesz... - głos, który wydobywał się obecnie z gardła dziewczyny bardziej przypominał gulgotanie niż mowę - A ja nie chcę cię zabić... tylko trochę... krwi... troszeczkę... nie uciekaj... bo mogę... stracić kontrolę...
I nie czekając na odpowiedź potwór znów skoczył w stronę Oli, tym razem jednym susem wskazując na szczyt ślizgawki.
Ola przerażona wskoczyła pod ślizgawkę, starając się schylić na tyle by uniknąć ewentualnego ataku pazurami. Co niby miało znaczyć, że chce jej krwi? Rozejrzała się szukając mężczyzny, którego głos słyszała.
- Drabinki. - usłyszała jego głos, ale wciąż go nie widziała.
Ola zerknęła w kierunku zbioru pospawanych rurek inspirowanych trzepakiem. Dystans, który w świetle dnia… i w towarzystwie dzieci, a nie krzyżówki nastolatki i piranii… wydawałby się nieznaczny, teraz przypominał trasę do Wrocławia. Wypowiedziała słowo, za które babcia odesłałaby ją do spowiedzi i za karę karmiła tydzień wątróbką, po czym rzuciła się biegiem we wskazanym kierunku. Słyszała za sobą odgłosy pogoni, warczenie, kłapanie zębami i... poczuła ból gdy pazury rozorały jej łydkę, kiedy siłą rozpędu wpadła do środka konstrukcji. Co dalej? potwora stała po drugiej stronie uśmiechając się szpetnie i oblizując posokę z pazurów. Szykowała się do ostatecznego ataku. Ola jęknęła z bólu. Nagle dotarło do niej, że to dzieje się naprawdę. Nie rąbnęła się w głowę gdzieś po drodze i nie zapadła w dziwny… potwornie nieprzyjemny sen. Wydobyła z torebki do połowy opróżniony kałamarz z ecoliną. Teraz żałowała tej godziny spędzonej, podczas spaceru do pracy, na rysowaniu. Chlusnęła resztką gęstej cieczy w kolorze sepii w twarz, przeciskającego się między szczebelkami potwora i zaczęła się czołgać na drugą stronę, konstrukcji… byle jak najdalej od tego bydlaka.
Przeciwniczka zawyła i zaczęła się miotać, lecz bynajmniej nie zamierzała puścić ofiary - nawet jeśli była teraz oślepiona.
- Masz dezodorant i zapalniczkę? - usłyszała ten sam męski głos.
Ola spróbowała kopnąć łapę potwora, by ten puścił jej nogę.
- M… mam zapałki! - Pospiesznie wydobyła z torby niewielki pojemnik z dezodorantem i zaczęła szukać pudełeczka z resztką zapałek, które znalazło się w torbie tylko dlatego, że miała ją z sobą ostatnio na cmentarzu.
- Szkoda, że nie hubkę i krzesiwo - usłyszała głos... chyba od strony drzew, po czym coś błysnęło nad nią, uderzyło w powierzchnię drabinek, wydając metaliczny dźwięk, a następnie upadło koło Mokki. Zapalniczka!
Tymczasem potworze udało się znaleźć otwór, przez który mogła się przecisnąć, by dostać się do środka konstrukcji.
- Zaaaaabiję... powoli... boleśnie... - warczała, jedną łapą wciąż trzymając się za oczy, a drugą machając przed sobą, by “namierzyć” dziewczynę.
Ola wpatrywała się w bestię ściskając w jednej dłoni dezodorant, a w drugiej zapalniczkę. Była tylko jedna rzecz, która przychodziła jej do głowy jeśli chodzi o zastosowanie takich dwóch przedmiotów, ale… nie była przyzwoita, ba była bardzo niegrzeczna. Widziała huliganów, którzy podpalali tak różne rzeczy. Rzeczy… Podniosła wzrok na bestię i zobaczyła rząd ostrych zębów, niebezpiecznie blisko swojego ciała.
- T..to tylko sen…. to nie może być prawda. - Wcisnęła przycisk dezodorantu wypuszczając z niego strumień w kierunku atakującej ją bestii, i podpaliła ją darowaną zapalniczką. Poczwara wydarła się przeraźliwie. Zdecydowanie była łatwopalna jak wiązka starych patyków od razu cała zajęła się ogniem. Tylko że to uczyniło ją jeszcze bardziej niebezpieczną, kiedy pędziła wprost na Mokkę. Ola wygramoliła się spod drabinek i spróbowała uskoczyć z drogi oszalałej bestii, licząc na to, że tusz wystarczająco ją oślepił. Ruszyła biegiem w kierunku jakiejś osłony, wybierając na cel kolejną ze znajdujących się na placu atrakcji. Na szczęście ogień działał szybko. Maszkara upadła na piasek i tam wierzgając, zamieniła się w krótkim czasie w kupkę popiołu.

Mira 01-08-2018 08:38


- Dobra robota - usłyszała za sobą Ola, a gdy obejrzała się z przerażeniem, zobaczyła znajomego rowerzystę.


- Nie myślałem, że sobie poradzisz, wyglądałaś na panikarę, a tu proszę... niespodzianka. Moje gratulacje. - uśmiechnął się półgębkiem.
- Ty…. - Ola na chwilę zamarła, wpatrując się z niedowierzaniem w mężczyznę. - Kim ty w ogóle jesteś?! Czemu mi nie pomogłeś?! Co… Co to było?! - Zaczęła wymachiwać dłonią wskazując dopalające się truchło i czując jak późna kolacja powoli wędruje w kierunku gardła.
- Nie mogłem ci pomóc, wybacz - zrobił minę jakby faktycznie było mu z tego powodu przykro - A teraz chodź ze mną. Nie powinniśmy tu dłużej przebywać. Dostaniesz swoje odpowiedzi na miejscu.
Mokka zamarła. Wzięła głębszy wdech i czując zapach palonego mięsa szybko tego pożałowała. Na dłuższą chwilę zacisnęła wargi, sprawiając że zmieniły się w cienką kreskę i walczyła ze swoim żołądkiem.
- Na jakim miejscu? - Odezwała się w końcu szeptem. - Ja wracam do domu. Muszę opatrzyć nogę. - Zrobiła krok w tył gotowa wrócić na alejkę i puścić się znów biegiem w stronę mieszkania.
- Czyli nie zależy ci za bardzo na odpowiedziach. W porządku. - Odparł swobodnie nieznajomy, po czym wskazał jej nogę - A czy pozwolisz mi się zająć tą raną? To zajmie chwilkę.
Ola zatrzymała się. Odpowiedziach… Zerknęła na to co pozostało z “nastolatki” i szybko odwróciła wzrok. Ten, zapach, mdłości, ból. To nie był sen. Popatrzyła na mężczyznę podejrzliwie. Chyba gdyby chciał jej coś zrobić już by to zrobił, prawda? I… pomógł jej choć w potwornie pokraczny sposób.
- D...dobrze. - Powiedziała cicho i opuściła wzrok. - Ja... chciałabym wiedzieć... co tu się stało. Nie możesz mi teraz powiedzieć?
- Nie - odparł krótko.

Mężczyzna odwrócił się i wyprowadził swój rower z pobliskich krzaków. Z torby pod siedzeniem wyciągnął małą buteleczkę, wyglądającą jak pojemnik na krople do oczu. Podszedł z nim do Oli, która nagle poczuła się bardzo mała. Ile ten facet mógł mieć wzrostu? Ze dwa metry chyba? Na pewno powyżej 1,90m!
Nieznajomy klęknął przed nią i spojrzał na ranę krytycznym wzrokiem.
Ola nie wiedziała co zrobić z rękami. Cała ta sytuacja była dziwna… niepokojąca i z jakiegoś powodu wydawała się jej być nieprzyzwoita.
- Czemu nie możesz mi tu powiedzieć? - Powiedziała cicho obserwując poczynania mężczyzny.
Ten nawet nie kwapił się oczyścić rany. Po prostu zakraplaczem nałożył na nagorsze miejsca ciemnoczerwoną ciecz. Ola poczuła, że ból momentalnie ustępuje. Jeszcze większy szok przeżyła, widząc, jak rany w ekspresowym tempie zabliźniają się.
- O pewnych rzeczach można mówić tylko mając pewność, że jest się bezpiecznym. - podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się nieco łobuzersko - Chyba się zgodzimy, że tu ciężko mówić o bezpieczeństwie.
Po paskudnych, krwawych ranach od szponów potwora nie pozostał nawet ślad, gdy rowerzysta skończył mówić. Zakręcił pojemniczek a potem wstał i spojrzał z góry na Mokkę.
Dziewczyna wpatrywała się otępiale w miejsce po ranach. Co się działo? Czyżby ktoś podał jej po kryjomu jakieś narkotyki? Gdy podniosła wzrok wzrost mężczyzny ją przytłoczył. Odruchowo zrobiła dwa kroki w tył.
Ten gigant mógł jej odpowiedzieć na pytania. Pomógł jej… zaleczył rany.
- Daleko musielibyśmy pójść? - Spytała powoli.
Skinął głową.
- To kawałek... no i musiałabyś się zgodzić wsiąść do mojego samochodu. Chociaż wydaje mi się, że to pikuś przy tym, co już zrobiłaś.
Znów się uśmiechnął. Nie gonił jej. Pozwolił jej decydować.
- Tak… może. - Ola opuściła wzrok i zaczęła miętosić w dłoniach swój sweterek. To nieznajomy… czy naprawde chce wsiąść do samochodu z obcym facetem? To co tu się wydarzyło było tak dziwne. Chciała się dowiedzieć… jeśli to nie jest sen… co się dokładnie stało. - Dobrze… ale powiesz chociaż jak masz na imię?
- Pod warunkiem, że dostanę zwrotkę. Jestem Karol. Nazywam się Karol Mleczarski, mam 23 lata, studiuję budownictwo na polibudzie... przynajmniej dopóki mnie nie wywalą. A teraz chodź, naprawde musimy się zwijać. Przedstawisz mi się po drodze.
Ola zawahała się. Nie powinna. Co by babcia powiedziała? Dobra, wolała nawet sobie tego nie wyobrażać.
- Niech będzie… - Podeszła do mężczyzny. - Jestem Ola.
- No to chodźmy, Olu. Musimy zdążyć przed świtem.

Aiko 02-08-2018 12:44

Bała się. Nie dość, że zobaczyła dziś potwora rodem z filmów hollywoodzkich, wsiadła do samochodu z obcym facetem, to teraz ten facet wywiózł ją w środku nocy w ciemny las. Od kilkunastu minut jechali ścieżynkami leśnymi, które wyglądały jakby zaraz miały się urwać. Zresztą wielokrotnie mijali znaki typu “Zakaz wjazdu”, “Teren łowiecki”, “Wjazd tylko dla pracowników nadleśnictwa”. Inna sprawa, że Aleksandra całkiem straciła już rozeznanie gdzie są. Gdzieś w okolicy Głogówka, ale gdzie dokładnie? Od dawna nie widziała żadnych zabudować.

A jednak coś tu było. Pokonawszy wertepy leśnych ścieżek, które pewnie dla większości aut byłyby nieprzejezdne (ale dla suva, którym okazał się jeździć Karol była to raczej gratka niż wyzwanie) wjechali na polankę, która doprowadziła ich do starej, ogromnej budowli zamku.

Oczywiście, jak wielu Opolan Mokka wiedziała, że w Głogówku jest zamek i nawet parę razy koło niego przejeżdżała. Budowla była jednak ogrodzona wysokim płotem, a wokół zabudowań zazwyczaj kręcił się jakiś strażnik. Dziewczyna nie wiedziała, że można tu wjechać od innej strony.

- Zaraz przedstawię cię komuś, kto odpowie na wszystkie twoje pytania. Bądź cierpliwa. I bądź miła. Oni... bardzo nie lubią, gdy ktoś okazuje im brak szacunku. - Powiedział Karol, gdy zaparkował auto pod budowlą.
- Tutaj? - Ola już od jakiegoś siedziała spięta na miejscu pasażera. Mniej więcej od kiedy wsiadła do samochodu. Nim zdążyli przejechać kilka metrów zaczęła miętosić swój sweterek zerkając to na drogę to na kierowcę. Nie do końca była pewna czemu to robiła. Może… może nadal myślała że to sen? Bo kto na jawie władowałby się do samochodu z obcym mężczyzną i dał się wywieźć w las? - Tu… chyba nie powinno się wchodzić.
- Chyba że za zaproszeniem właścicieli. A my jesteśmy bezsprzecznie zaproszeni. - Karol uśmiechnął się. Wysiadł z auta, okrążył je, a potem otworzył drzwi Oli. To zadziwiające, że studenta polibudy było stać na takie luksusowe auto. A może był jednym z tych, co to zarabiają wywożąc naiwne dziewczęta do burdeli w Holandii i Niemczech?!
Ola z drżącymi dłońmi siedziała w aucie nawet gdy drzwi się otworzyły. Czemu… czemu nie przyszło jej to wcześniej do głowy? Tak nigdy by nie wsiadła do tego auta! Tylko… co miała na celu cała ta akcja z “nastolatką"?
- Ktoś tu mieszka? - Spojrzała niepewnie na budynek wysiadając z auta.
- Jest środek nocy. Myślisz, że to zwiedzający? - Karol wydawał się poirytowany jej postawą, lecz po chwili pomiarkował się i uśmiechnął lekko - Nic gorszego cię nie spotka, obiecuję. Oni... są ekscentryczni, ale jestem pewien, że okażą ci wdzięczność i szacunek za to, co zrobiłaś w parku.
Ręka wciąż na nią czekała.
Ola ujęła podaną dłoń.
- Ja… chodziło mi tylko o to, że to… - Rozejrzała się po starych murach by po chwili dodać prawie szeptem. - … niesamowite miejsce.
- To prawda - mężczyzna wyszczerzył się. - Chodź, w środku jest jeszcze lepiej!

Mira 03-08-2018 20:28


Czy lepiej... ciężko było to stwierdzić. Już sam hol sprawiał wrażenie ponurego z powodu ciężkich, dębowych mebli i obitych ciemnoczerwoną materią kanap. Wszystko to musiało być niesamowicie drogie, jednakże atmosferę, jaką budowały te przedmioty ciężko nazwać domową.

- Zaczekaj tu - polecił Oli Karol, gdy nie zastali nikogo po wejściu. Pomijając podwójny rząd schodów na piętro, w holu znajdowało się aż pięć par drzwi.


Mężczyzna przeszedł przez jedne z nich, zamykając je za sobą. Dziewczyna została całkiem sama.
Ola rozejrzała się na spokojnie po pomieszczeniu, w którym ją zostawiono. Poczuła jak nieprzyjemny dreszcz zaczyna wędrować po jej plecach ponownie wywołując drżenie rąk. Takie smutne… nieprzyjemne miejsce… Jak ktoś mógł żyć w czymś takim? Ostrożnie usiadła na jednej z kanap i uniosła nogę by przyjrzeć się miejscu gdzie drapnęła ją bestia. Gdyby nie porwany materiał spodni, mogłaby myśleć, że coś jej się przywidziało - po ranie nie było już śladu. Czemu zgodziła się na tą wycieczkę? Spojrzała na drzwi, za którymi zniknął Karol, nasłuchując jakichś odgłosów. Kim mógł być gospodarz tego miejsca?
Po chwili drzwi uchyliły się, a w nich stanął chłopak tak piękny, że gdyby nie widziała go na żywo, pomyślałabym, że jego uroda była poprawiana w Photoshopie.


- Ola, prawda? - uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Gdy podszedł, zobaczyła, że są mniej więcej tego samego wzrostu, choć przy jego zgrabnej, szczupłej sylwetce dziewczyna mogła się czuć trochę jak krowa.
- Wybacz, że kazaliśmy ci czekać. Karol musiał nas zwołać, a to czasem... nie jest łatwe. - znów się uśmiechnął tym razem jak przepraszający łobuz, któremu wcale nie jest przykro.
Ola przez chwilę siedziała oniemiała wpatrując się w to dziwne zjawisko. Tacy ludzie nie powinni istnieć… może w filmach… gazetach. Cokolwiek, ale na pewno nie w jej życiu. Dopiero po kilkunastu sekundach zdała sobie sprawę, że obserwuje go z rozdziawionymi ustami. Poderwała się, stając na nogach.
- Przepraszam.. nic się nie stało… może przeszkadzam? - Mówiła coraz ciszej, aż jej głos sprowadził się do ledwo słyszalnego szeptu.
- Nie musisz być taka skromna - mężczyzna podszedł i ujął ją pod ramię. Choć wyglądał jak jej rówieśnik, to zachowywał znacznie “dojrzalej”. Człowiek z klasą - chciałoby się rzec, nie jakiś napalony małolat.
- Jestem Ares. Karol wspomniał co zrobiłaś, a my chcielibyśmy poznać szczegóły...
Z tymi słowami na ustach wprowadził Mokkę do przestronnej sali z kominkiem, ozdobionego myśliwskimi trofeami.


Tutaj w cieniu przyczepionych do kolumn proporców na rozstawionych po kątach kanapach i krzesłach siedzieli jacyś ludzie. W większości młodzi, choć ubrani różnie, niektórzy wręcz dziwacznie. Ola naliczyła jakieś sześć osób - czterech mężczyzn i dwie kobiety, ale nie była pewna czy to wszyscy. Nie widziała też nigdzie Karola. Wszyscy patrzyli na nią, z rzadka wymieniając jakieś uwagi szeptem. Jedna z kobiet o długich blond włosach zaśmiała się cicho. Ona również wyglądała jak modelka z journala.


Piękny Ares poprowadził dziewczynę dostojnym krokiem aż pod kominek, czyli na środek sali. Tu ukłonił się jej i odsunął parę kroków.

- Podobno zabiłaś wampirzycę - nagle wszystkie szepty umilkły, gdy odezwał się mężczyzna siedzący w fotelu pod ogromnym gobelinem, przedstawiającym jakąś scenę łowiecką. Miał zimne, jasne oczy, które zdawały się przeszywać Mokkę na wylot.

- Opowiedz nam o tym. - ton był uprzejmy, ale ciężko było poczytywać go za prośbę. Mężczyzna domagał się odpowiedzi. Lub raczej nie przyjmował do wiadomości, że Aleksandra mogłaby mu odmówić.

Ola już na samym początku chciała powiedzieć, że Karol doskonale widział całe zajście i nie musiał jej angażować w opowiastki, ale ugryzła się w język. Dała się poprowadzić mężczyźnie i z szokiem odkryła, że nowych twarzy jest tu więcej. Słysząc pierwsze zdanie zasiadającego w fotelu meżczyzny, najpierw rozchyliła usta i zaczęła łapać przez nie szybko powietrze, po czym zakrztusiła się.

Chwilę je zajęło nim ogarnęła się na tyle by coś powiedzieć.
- W...wampirzycę. Ja… przepraszam ale… takie coś nie istnieje, prawda? - Rozejrzała się pytająco po twarzach zebranych w pomieszczeniu ludzi. Nie spotkała się jednak ze zrozumieniem. Na kilku twarzach pojawiły się uśmiechy.
- W takim razie co lub kogo twoim zdaniem zabiłaś? Wielkiego komara? - zachichotała blondynka.
- Jakąś… dziewczynę. - Mruknęła cicho. Jakoś nadal nie wierzyła, że to co stało się w parku było prawdą… toż… nie byłaby w stanie podpalić kogoś, prawda? - Wyglądała i zachowywała się zupełnie normalnie, dopóki się na mnie nie rzuciła. Miała dziwne zęby, ale…. myślałam, że może to jakaś wścieklizna.

- Opowiedz, proszę, w takim razie dokładnie krok po kroku, co tam się wydarzyło. To dla nas bardzo ważne. - rzekł głębokim, ale zadziwiająco kojącym głosem ogromny mężczyzna z dredami o zdecydowanie nieeuropejskich rysach twarzy.

Ola przytaknęła i wzięła głębszy oddech. Skupiła wzrok na oparciu fotela, tuż obok głowy zasiadającego na nim mężczyzny i powoli zaczęła opowiadać. O uczuciu bycia obserwowanym, o tym jak minęła Karola i dalej o całej “potyczce”, starając się przekonywać swoich słuchaczy, do tego że to wszystko toż był tylko sen.

W miarę jednak jak jej słowa płynęły, uśmiechy na twarzach zebranych postaci zamierały. Wszyscy słuchali Oli z uwagą, ba, można by nawet powiedzieć z nabożną uwagą. Kiedy skończyła, nikt się nie odzywał. Dziewczyna poczuła się tym skrępowana, co widać ruszyło Aresa.

Piękny chłopak podszedł do niej, uklęknął przed nią i złożył pocałunek na dłoni Mokki.

- Jesteś bohaterką, Olu. - powiedział miękko. Sposób w jaki wymówił jej imię miał w sobie jakiś rodzaj poufności, intymności…
- Nie… raczej nie. - Mokka poczuła jak ponownie się rumieni. Nie powinna, miała chłopaka. gdzieś tam był Tomek, a ona zachwycała się urodą jakiegoś obcego faceta. Co gorsza nie rozumiała tej zmiany atmosfery. - Karol… mi podpowiedział i… dał zapalniczkę.
Nagle coś zgrzytnęło. To mężczyzna, ten o jasnych oczach, najmniej sympatyczny ze wszystkich poderwał się na nogi.
- Wyjść! Wszyscy wyjść! - wrzasnął, a po plecach Oli aż przeszedł dreszcz strachu.
- Ty nie. - mężczyzna wskazał na nią, podczas gdy pozostali zaczęli wycofywać się z pomieszczenia. Tylko Ares zatrzymał się w progu i posłał jasnookiemu spojrzenie pod tytułem “błagam, tylko nie spieprz tego”. Wreszcie zostali sami.
- Usiądź. - polecił już spokojnym tonem obcy, choć on sam zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju. Nie patrzył na Mokkę.
- Ja… chyba wolę stać. - Szepnęła cicho. - Jeśli mogę. - Ola zerkała nerwowo w kierunku drzwi, którymi weszła gotowa w każdej chwili z nich skorzystać… i to raczej biegiem.
Popatrzył na nią w taki sposób, że fraza “lodowata nienawiść” wydawała się być całkiem sensowna. Wszystko przez te jego błękitno-stalowe oczy. Słowa bowiem były wyważone.
- Oczywiście, że możesz. Po prostu... myślałem, że siedząc lepiej to przyjmiesz... - zatrzymał się na moment i spojrzał na Mokkę z powagą - To był wampir. I co więcej, prawdopodobnie należał do stada, które teraz... może chcieć cię tropić.
- W… wampir? - Ola pokręciła głową. - Przepraszam, ale… rozumiem. Ta dziewczyna mogła być chora. - A ty ją spaliłaś. Paskudna myśl sprawiła, że znów ją zemdliło. Wzięła dwa głębsze oddechy i odezwała się cicho. - Wampiry… nie istnieją.
- Nie zachowuj się jak idiotka. Wypieranie nic ci nie da! - warknął mężczyzna, po czym jego twarz zmieniła się - nabierając dzikiego wyrazu, kły się wysunęły spomiędzy uniesionych warg, a oczy zaczęły połyskiwać złocistym blaskiem - Ja też jestem chory, twoim zdaniem?!
Ola zacisnęła wargi, tak że te zmieniły się w cienką kreskę. Chciała krzyczeć, uciec. Jednak gdzieś tam na zewnątrz byli jego kumple, a jeśli on był tak szybki jak tamta dziewczyna, to nie miała z nim szans.
- N...nie… - Odezwała się cicho, nie mogąc oderwać oczu od twarzy mężczyzny. - Nie wiem, ale… jesteś inny niż ona.
Mężczyzna odwrócił się do niej tyłem i spojrzał w okno.
- I na czym niby polega ta różnica? - zapytał normalnym głosem.
- Ona była bardziej dzika… jakby zwierzęca. - Ola mówiła cicho, a jej dłonie zacisnęły się na krawędzi sweterka. - Miała stado? Jak… jak mogą mnie wytropić.
Mężczyzna odwrócił się w jej stronę. Jego twarz znów była normalna, gdy wykonał klasyczny facepalm.
- Mamy końcówke XX wieku, dziewczyno! Monitoring, satelity... no a oprócz tego jeśli odnajdą choćby kroplę twojej krwi, znajdą cię po jej zapachu prędzej czy później.
Przeczesał dłonią krótkie włosy i znów spojrzał na Mokkę.
- Chociaż jednak twoja dedukcja była jednak słuszna. Tamci są bardziej dzicy. Co prawda zazwyczaj nie zabijają ofiar, spijając je do nieprzytomności, ale nie w sytuacji, gdy ktoś zalazł im za skórę - spojrzał znacząco na Olę. - My zaś bardzo byśmy tego nie chcieli, aby cię zabili. Jesteśmy tu od bardzo dawna i nikomu nie przeszkadzamy. Osoby takie jak Karol żywią nas, otrzymując w zamian satysfakcjonujące wynagrodzenie. Chciałbym żeby tak zostało, dlatego gotów jestem zaprosić cię do mojego domu, dopóki sfora będzie kręcić się na tych ziemiach.
Ola zrobiła naburmuszoną miną.
- Osoby z mojego otoczenia nie mają dostępu do satelit, monitoringu i już na pewno nie tropią. - Mówiła szeptem, bardziej do siebie niż do mężczyzny.
Powoli podeszła do jednego z foteli i opadła na niego ciężko. Prawda była taka, że kogoś zabiła. Ponownie zacisnęła dłonie na sweterku wpatrując się w swoje stopy.
- A ta sfora… co jeśli tu przyjdzie? - Podniosła wzrok na swego rozmówcę. Teraz wyglądał jak normalny człowiek, aż ciężko było uwierzyć, że jest czymś innym.
Tym razem mężczyzna uśmiechnął się, odsłaniając rząd równych, białych zębów.
- A widziałaś kiedyś żeby sfora psów zaatakowała leże wilków? Niech spróbują...
Wydawało się, że przez chwilę się rozmarzył, po czym dodał.
- Zagrożona będziesz tylko w nocy, więc póki Słońce będzie na niebie możesz normalnie realizować swój plan dnia. Przed zachodem Karol będzie po ciebie przyjeżdżał i cię tu przywoził. Następnego dnia zaś on lub ktoś ze służby... ludzi zawiezie cię gdzie tylko i o której będziesz chciała. Oczywiście, dostaniesz tu też swoją własną sypialnię.
Ola zarumieniła się i odwróciła wzrok.
- D..dobrze, ale… czemu właściwie chcecie mi pomóc? - Skupiła spojrzenie na swoich butach i rozerwanej nogawce. Jakoś nadal nie wierzyła, że to wszystko wydarzyło się naprawdę…. że to dzieje się naprawdę. Obudzi się… niebawem się obudzi i to wszystko zniknie. Ci ludzie i zapach palonego ciała, który jakby wżarł się w jej włosy i ubranie. - Dziękuję, ale.. chyba nie jestem jakoś… istotna?
Mężczyzna miał już coś powiedzieć, ale wstrzymał się. Chwilę patrzył na Mokkę tymi swoimi jasnymi, jakby załzawionymi oczami.
- Jak cię zabiją na naszym terenie, to może spowodować zamieszanie. Cenimy sobie spokój. Goszczenie cię to niewielka cena za to. Zresztą jeśli chcesz, możesz już teraz skorzystać z łazienki i prysznica. na pewno znajdą się też jakieś czyste ciuchy na ciebie i kosmetyki.
Tym samym dał jej do zrozumienia, że śmierdzi i brzydko wygląda. Ola zareagowała ponownie robiąc naburmuszoną minę. Gdyby nie oni już dawno byłaby w domu, wymyta w piżamce i w łóżku. Nagle wizja miękkiego materaca sprawiła, że poczuła jak bardzo jest zmęczona. Była niemal pewna, że gdzieś tam czaił się jeszcze jakiś powód. A zamieszanie… skoro tak łatwo sobie by z nimi poradzili i już wspomniał o kamerach monitoringu.. to pewnie mogli zatrzeć za nią ślady.
- Z przyjemnością skorzystam. - Mruknęła cicho, licząc na to że niebawem po prostu sen się skończy. Jeszcze tylko chwila… może… może prysznic będzie takim impulsem. - Kąpiel brzmi wspaniale.
Mężczyzna skinął głową, po czym wydał krótki, ostry gwizd. Nie minęły 3 uderzenia serca Oli, gdy w drzwiach po przeciwnej strony od holu pojawiła się rudowłosa kobieta w stroju pokojówki. Uśmiechnęła się lekko, po czym skłoniła.


- Laura zadba o wszystko, czego ci trzeba. Możesz prosić ją o wszystko. Też jeśli jesteś głodna... czy coś. - końcówka wypowiedzi zabrzmiała tak, jakby jasnooki wampir starał się być miły, ale nie do końca wiedział czego żywa dziewczyna może potrzebować.
Ola podniosła się z fotela.
- Dobrze, będę o wszystko prosić Laurę. - Uśmiechnęła się do dziewczyny, która weszła do pokoju. Chyba będzie lepiej jeśli ją wypyta o to co ewentualnie jej wolno lub nie. Rozmowa z gospodarzem podajacym sie za wampira nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. - Nie będę wobec tego przeszkadzać.

Aiko 06-08-2018 12:15

Pokojówka poprowadziła ją bocznymi, wąskimi schodami na pierwsze piętro. Tam chwilę szły korytarzem, ozdobionym gobelinami i obrazami, by zatrzymać się przy jednych z drzwi. Przez całą drogę Laura nie odezwała się słowem. Tu zresztą także nic nie powiedziała, po prostu zapraszającym gestem otworzyła drzwi.
Ola zaczynała mieć obawy czy dziewczyna w ogóle jest w stanie mówić. Skorzystała jednak z czasu na poukładanie myśli, a przede wszystkim na zadanie sobie poważnego pytania: Co jeśli to nie jest sen? Spaliła jakąś nastolatkę w parku, jest w zamku wypełnionym obcymi ludźmi, z których część uważa siebie za wampiry. O dziwo jeszcze żyje… nieprzyjemne ciarki przeszły jej po plecach ale, nie chciały przejść. Skrzyżowała ręce na piersi starając się jakoś zapanować nad drżeniem dłoni i w ciszy podążała za pokojówką.
- Nie powinnam raczej nikomu mówić, że tu jestem, prawda? - Obejrzała się na dziewczynę wchodząc do pokoju.
Ognistowłosa spojrzała na nią jakby z litością, po czym skinęła głową.
Gdy weszły do pokoju oczom Mokki ukazała się komnata żywcem wyjęta z jakiegoś filmu o królach i księżniczkach. Każdy mebel był tu dziełem sztuki, a do tego to łóżko, które wyglądało mega-wygodnie!


Służąca otworzyła kolejno dwie pary innych drzwi, znajdujących się w pomieszczeniu. Za pierwszymi kryła się garderoba - częściowo pełna, za drugimi zaś łazienka, skąd uszu Oli doszedł odgłos lejącej się wody. Jakby na to nie spojrzeć Laura fizycznie nie miała możliwości zająć się kąpielą. Kto więc za tym stał? A może zachowanie Aleksandry było tak przewidywalne, że samozwańcze wampiry przewidywały jej zachcianki?
- Czy.. mogłabym dostać coś do picia? - Spytała ostrożnie rozglądając się po pomieszczeniu. Naprawdę nie było możliwości by ludziom tutaj jej pobyt mógł się opłacać. To wszystko.. ten “pokój gościnny” było większe niż jej wynajmowane mieszkanko.
Pokojówka skinęła głową i rozsunęła przesuwne drzwiczki, ukazując całkiem nieźle zaopatrzony barek. Połowy z tych butelek nie rozpoznawała, wydawało się jednak, że większość to alkohole. Była jednak także cola i woda niegazowana. Laura ujęła w dłoń szklankę i czekała na instrukcję, co ma nalać Oli. Przez cały czas nie odezwała się ani słowem.
- Colę… mogę sobie sama nalać, nie przejmuj się. W ogóle myślę, że już sobie poradzę. - Szepnęła cicho. - Ktoś mnie odwiezie rano… jeśli dobrze zrozumiałam?
Laura nalała jej jednak napój i postawiła na tacce. Przy okazji okazało się, że w szafce pod barkiem jest kostkarka do lodu. Służąca wskazała jeszcze srebrny dzwoneczek koło łóżka, potem na siebie, ukłoniła się i wyszła, znów pozwalając sobie na ten ironiczny uśmieszek. Ola została sama.
Mokka rozejrzała się jeszcze raz po pokoju. Kusiło ją by rzucić się na łóżko i wypłakać, ale… jeśli zamierzała się potem w nim zdrzemnąć, musiała z siebie zmyć ten zapach. Pytanie czy zaśnie? Zakręciła wodę i podeszła do szafy by wybrać sobie coś co mogłaby założyć po kąpieli. Z zainteresowaniem przyjrzała się co ciekawego wybrali jej gospodarze. Ubrania, podobnie jak meble zdawały się być koszmarnie drogie, a na dodatek większość z nich stanowiły wydekoltowane sukienki. Ola pomału przesuwała palcami po drogich tkaninach, czując jak z każdą zobaczoną metką jest coraz mniej chętna do przebieranek. Nigdy nie była jakąś specjalistką ale nawet ona rozpoznawała takie marki jak versace, dior… chanel. Koronki, klejnociki i atłasowe tkaniny sprawiały, że zaczęła myśleć o tym czy byłaby wstanie zapłacić choć za jedno z tych ubrań na wypadek gdyby je zniszczyła. Poważnie rozważała pozostanie w obecnym ubraniu, ale jego zapach mocno ją zniechęcił. Po chwili walki z sobą wybrała coś od chanel, co wyglądało na tyle wytrzymałe, że nie będzie w stanie go zniszczyć. Wolała nawet nie rozważać jak będzie wyglądać w tak głębokim dekolcie.

Zgarnęła sukienkę i nim udało się do łazienki zamknęła drzwi do pokoju na klucz. Przez chwilę zastanawiała się czy zamknąć drzwi do łazienki, ale w końcu uznała, że woli wiedzieć gdy ktoś będzie się do niej dobijał. Odłożyła ostrożnie sukienkę na znajdujący się w łazience blat i zabrała się za rozbieranie. Szybko zdała sobie sprawę, że robi to może nazbyt entuzjastycznie. Była w obcym miejscu, z obcymi ludźmi i teraz nagle była też zupełnie naga.
- Co by powiedziała babcia… - Szepnęła do siebie, patrząc na swoje odrobinę zakurzone op potyczce ciało. Na pewno cofnęłaby jej kieszonkowe i szybko przekonała rodziców by zrobili to samo, a co za tym idzie musiałaby wprowadzić się z powrotem do niej.

Powoli weszła do wanny i zanurzyła się w pachnącej jakimś olejkiem wodzie po samą brodę. Może… może gdyby… gdyby też mogła ich żywić. Ola poczuła jak nagle oblał ją zimny pot. Szybko zanurzyła się więc razem z głową i zabrała za rozczesywanie mokrych włosów. Wynurzyła się dopiero gdy zabrakło jej oddechu, a ciało przyjemnie się ogrzało. Gdyby się zgodzili, mogłaby dorobić, mogłaby tu spać, a w dzień… przygotowywać się na uczelnię. Przygryzła wargę i zabrała się za szorowanie swojego ciała. Jeśli byli wampirami… jeśli rzeczywiście płacili… Karol miał drogi samochód. Może coś było na rzeczy. Wyjęła korek, pozwalając wodzie spłynąć i obserwowała jak jej szczupłe ciało wyłania się spod piany. Nie była nikim szczególnym. Trafiła do nich przypadkiem i…. chyba karmienie kogoś nie było przyzwoite. Tyle, że ona nie była pewna czy właśnie taka chce być.

Opłukała się świeżą wodą i wyszła z wanny. Owinęła się dokładnie ręcznikiem i podeszła do lustra z pułeczką wypełnioną słoiczkami, fiolkami i jakimiś tubkami. Przyjrzała się stercie zbyt drogich jak na jej kieszeń kosmetyków i wybrała jakąś odżywkę by była w stanie jakoś rozczesać swoje włosy. Przeczesując pasma palcami, przeglądała zgromadzone, szminki, tusze… perfumy.

Wypróbowała jedne z nich i niestety musiała przyznać, że pachniały wspaniale. Nie mogąc tego dłużej odwlekać, podeszła do przygotowanej sukienki i się w nią wcisnęła, zakładając pod spód jedynie jakieś znalezione w szafie, koronkowe majtki.


Ubrana w dziwną sukienkę, która wyglądała by pewnie znacznie lepiej gdyby dekolt wypełniało ją coś większego, podeszła do lustra. Po chwili walki z sobą wybrała jakąś delikatna szminkę i tusz do rzęs. Było odrobinę lepiej ale to ewidentnie nie był strój w jej guście. Czując, że prędko nie zaśnie zaczęła się kręcić po pokoju.

Musiała przyznać… że ci dziwni ludzie zachowywali się nieco jak wampiry. Musiała tu dotrzeć w nocy. Pewnie dlatego, że nie wychodzili w dzień… więc nie dziwota, że wszyscy byli tacy bladzi. To tego to gadanie o krwi i… specyficzne uzębienie. Ole przeszył mocniejszy dreszcz na wspomnienie dziwnego zachowania gospodarza. Nie było szansy, że zaśnie!

Spojrzała na drzwi. Nie powinna wychodzić. Była tu tylko gościem… ale chyba nie oczekiwali, że będzie spędzać noce w pokoju? Czysto teoretycznie mogła zawołać Laurę, ale dziewczyna miała pewnie na głowie więcej obowiązków niż jej niańczenie. Może… może nic się nie stanie jak się nieco rozejrzy? Podeszła do drzwi i otworzyła zamek. Ostrożnie wyjrzała na korytarz, gdzie nie było nikogo. Nie tylko żywej duszy, ale nawet martwej - o ile wampiry w ogóle dusze posiadały. Ola wynurzyła się z pokoju i idąc na bosaka ruszyła w kierunku mijanych wcześniej z Laurą obrazów. Nie miały one jednego motywu. Zdawały się pochodzić z różnych czasów i miejsc, reprezentować różne techniki od malarstwa tradycyjnego po ekspresjonizm czy wręcz kubizm. Ola utknęła przy obrazach na dłuższy czas, zapominając w końcu o tym w co jest ubrana i jak bardzo nie powinna tu być. Przyglądała się dziełom z uwagą ciekawa czy rozpozna w nich twórczość jakiegoś znanego sobie artysty. Kilka znanych nazwisk kołatało jej się po głowie, ale... to przecież nie mogła być prawda!
- Lubisz obrazy? - usłyszała tuż obok siebie pytanie. Jakby spod ziemi koło niej pojawił się wysoki mężczyzna w dredach. Uśmiechnął się do dziewczyny lekko.
- Oczywiście, jeśli chcesz je oglądać sama, nie będę ci przeszkadzał…
Ola prawie podskoczyła. Czuła jak jej serce wali chcąc wyrwać się z klatki piersiowej.
- Ja… tak lubię. Nie przeszkadza… przeszkadza Pan. - Spróbowała się uśmiechnąć. Ciekawe czy ten mężczyzna, też uważa siebie za wampira. - Chcę startować na ASP i… muszę przyznać, że niektóre wydają mi się być znajome, tylko… - Obróciła się ponownie w stronę zawieszonych na ścianie płócien. - … aż ciężko uwierzyć by oryginały mogły być tutaj.
Mężczyzna znów się uśmiechnął, co znacznie łagodziło przytłaczające wrażenie jakie sprawiał jego wzrost i obca uroda.
- Masz rację. Większość to repliki namalowane przez Marię. Może ją zauważyłaś? Była na dole, zawsze na czarno ubrana, trzymała się jak zwykle raczej w cieniu. - wyjaśnił, a Ola faktycznie nie umiała sobie przypomnieć takiej osoby - I żaden ze mnie pan. Moje imię jest dość trudne do wymówienia, dlatego nazywają mnie Łamacz. Ty też możesz tak do mnie mówić.
- Nie… nie widziałam. - Wyszeptała Ola. - Ma niesamowity talent. - Po chwili zreflektowała się, że wypada raz na jakiś czas chociaż zerknąć na swojego rozmówcę. Obróciła się i natrafiła spojrzeniem na tors. Powoli zadarła głowę, przypominając sobie przy tym ruchu co ma na sobie. Policzki momentalnie zaczęły piec. - Bardzo tu… cicho.
- Grube mury... - zaczął mówić Łamacz, lecz ktoś wszedł mu w słowo. Tym kimś okazał się boski, uśmiechnięty łobuzerski Ares, który właśnie szedł do nich.
- Mury jak mury. Czego się spodziewać po żywych trupach? - zachichotał, a wyższy mężczyzna zgromił go wzrokiem - No co? Oj... przecież to żarty. Cieszę się, że z nami zostałaś Olu. - powiedział i mrugnął do dziewczyny konspiracyjnie.
Mokka nie była pewna czy się cieszy, szczególnie po wzmiance o żywych trupach.
- Dziękuję za gościnę. - Dygnęła lekko tak jak nauczyła ją babcia. - Czy… czy dużo osób tu mieszka?
- W sumie ciężko powiedzieć... - zastanowił się Ares, a tym razem to Łamacz wszedł mu w słowo:
- Niektórzy są tu wiecznymi gośćmi. - stwierdził z rozbawieniem, które jednak szybko uleciało.
Zapadła krępująca cisza.
- Taaa... to na co byś miała ochotę, Olu? - piękny mężczyzna objął delikatnie jej ramiona ręką - Wbrew pozorom dysponujemy tu też współczesnymi rozrywkami. Jest telewizja, komputer... nawet mamy konsolę do gier.
Ola poczuła jak jej twarz oblewa rumieniec. Może w innym stroju te gest byłyby miłe ale teraz…. Mokka ścisnęła uda i opuściła wzrok.
- Nie mogłam zasnąć i myślałam… że trochę pozwiedzam. Tylko… nie wiem czy mogę. - Wyszeptała cicho starając się powstrzymać drżenie rąk.
- Jasne, że możesz! - pospieszył z zapewnieniem entuzjastycznie Ares - Jesteś dla nas taka odświeżająca... chodź gdzie tylko chcesz!
- No może poza naszymi sypialniami... chyba, że ktoś cię zaprosi - Łamacz spojrzał odruchowo chyba na przystojnego towarzysza i westchnął.
- Czas na mnie. Mam trochę pracy. Panienka wybaczy - ukłonił się Oli.
Mokka poczuła jak rumieniec rozlewa się dalej. Jak to ktoś miałby ją zaprosić do sypialni? Po… po co? Chyba nie… rumieniec się pogłębił, zjeżdżając w stronę szyi. Musiała szybko zmienić temat.
- C.co znaczy, że niektórzy są to “wieczymi” gośćmi? - Odezwała się cicho, niepewnie zerkając na stojącego obok Aresa.
Ten jednak nie patrzył na nią a na Łamacza, który odchodząc zmarszczył jeszcze brwi, jakby przed czymś ostrzegał towarzysza.
- Ojej, a czemu ty taka gorąca się zrobiłaś? Masz gorączkę? - piękny mężczyzna zaniepokoił się i podszedł bliżej, kładąc dziewczynie swoją zimną dłoń na czole. Faktycznie w porównaniu z nim Ola była niczym piec.
- Źle się czujesz? - zapytał zatroskany, a jedyne co dzieliło ich ciała to materiały ich ubrań.
- Wybacz… nie jestem przyzwyczajona, że ktoś obcy jest tak blisko. - Ola niepewnie zerkała to na Aresa, to w dół na swoje nogi. Za każdym razem przypominając sobie co ma na sobie. - Czuję się dobrze.
Mężczyzna odstąpił od razu i roześmiał się zażenowany.
- To ja przepraszam! Zupełnie nie pomyślałem, że to może być krępujące. No i to, co przeżyłaś... - spojrzał na nią ze współczuciem - Pewnie się mnie obawiasz. Możesz mi jednak wierzyć, że nie głód mnie do ciebie przyciąga a twoje ciepło, zapach i... jest coś w tobie, Olu... Coś, czego chyba sama nie jesteś jeszcze świadoma.
Znów przysunął się o krok i popatrzył dziewczynie głęboko w oczy.
- Ja… myślę, że jestem całkowicie normalna… w sensie… nie ma we mnie nic. - Wyszeptała spuszczając wzrok. Cała ta sytuacja robiła się coraz bardziej krępująca. - Czy może… chciałbyś.. miałbyś czas… pokazać mi zamek?
Ares uśmiechnął się szeroko.
- Obawiam się, że pokazanie ci całego zamku to plan na więcej niż jeden wieczór, ale z przyjemnością się tego podejmę.
Podsunął po dżentelmeńsku ramię Oli, gdy nagle tuż obok rozległ się głos:
- Więc oto i nasza wyzwolicielka. Wybacz, że się nie kłaniam...
Każde słowo zdawało się być przesycone jadem.
Niedaleko w nawie ktoś stał - początkowo ciężko było dostrzec coś więcej, bo kontury postaci były jakby rozmyte z powodu falujących wokół niej czarnych tkanin.


- Maria... - szepnął z trwogą w głosie przystojniak.
Mokka spróbowała skupić wzrok na kobiecie. W końcu jednak ograniczyła się do grzecznego dygnięcia.
- Jeśli… jeśli dobrze zrozumiałam, jestem raczej kłopotem niż wyzwolicielką. - Wyprostowała się, jednak pozostała obok Aresa. Zachowanie kobiety wydawało się jej być odrobinę nieprzyjemne… Szkoda bo była bardzo ciekawa osoby, która namalowała te obrazy.
- Jesteś więc durna.
- Mario... - w głosie Aresa słychać było błaganie. Kobieta jednak zdawała się mieć je za nic.
- Spytaj go. Spytaj Łamacza czemu sam nie odprowadzi cię do domu. Spytaj Lesława czemu nie ruszy na polowanie. Zapytaj Aresa dlaczego okazuje zainteresowanie tak nieciekawej dziewczynie, której nawet dziwkarska kiecka Livii nie pomogła nabrać szyku. Koniecznie ich zapytaj o klątwę Janaela.

Czarne materiały wokół malarki zaczęły trzepotać, zasłaniając ją, a następnie blednąc... aż nic nie zostało. Ares stał jak zaklęty i ze strachem wpatrywał się w to miejsce.
Mokka odetchnęła i spojrzała na swój strój. Dziwkarska kiecka… Tak. Chyba można było ten strój pod to podciągnąć.
- To nie jest… zbyt uprzejma osoba. - Wyszeptała podnosząc wzrok na Aresa. - O to chodzi z wiecznymi gośćmi? Jesteście tu uwięzieni? Kim właściwie jest Maria?
Ten złapał się za głowę, po czym w jego oczach pojawiła się jakaś dzikość. Nagle przypadł do Olgi i przycisnął ją do ściany. Mówił szeptem, a jego tęczówki błyszczały złotem.
- Powiem ile mogę, ale najlepiej żeby to Lesław z tobą pogadał. Tylko... mam prośbę. Nie mów, że to Maria ci powiedziała, dobrze? Powiedz, że się wypaplałem czy coś, ale nie że ona. Proszę... dość już mają z Lesławem na pieńku. Ok? Obiecasz mi to?
Zniknął gdzieś playboy, lew salonowy. Ares zachowywał się nerwowo. On... się bał?
- D...dobrze. - Ola przyglądała mu się z obawą. Choć ku własnemu zaskoczeniu czuła dziwną potrzebę uspokojenia go. - Postaram się ale… jeśli tak będzie lepiej… mogę pójść do Lesława… ktokolwiek to jest.
Ares odsunął się. Dłonią zaczesał do tyłu grzywkę i... wrócił jego nonszalancki urok.
- Rozmawiałaś z Lesławem tam na dole. On cię zaprosił. To nasz... - zawahał się - lider. On decyduje ile ci powie o nas, więc najlepiej żebyś to z nim rozmawiała.
- T...to może później. - Mokka zawahała się słysząc, z kim przyjdzie jej porozmawiać. - Przejdziemy się?
- To zależy czy chcesz zwiedzać, czy wyciągać ze mnie informacje. Jeśli to drugie, proponuję swoją komnatę. - mrugnął do niej spoufale.
- Zwiedzać… - Ola opuściła wzrok. - obiecałam, że wypytam Lesława.

Tak też uczynili, a około 4 nad ranem Ola - choć miała wątpliwości czy zaśnie w ogromnej komnacie w pełnym wampirów domu - po prostu padła. Zasnęła w ciągu minuty, a ostatnią jej myślą było: “Czy na pewno powinna tu jutro przyjeżdżać?”

Mira 13-08-2018 09:39



Śniła o ogniu. Lecz to nie wampirzyca na placu zabaw płonęła, lecz ona sama. Była przywiązana do stosu i była naga, a jej bliscy - Tomek, rodzice, przyjaciółki... i oczywiście babcia, patrzyli na nią z nienawiścią.
“Czarownica”
“Wiedźma”
“Nałożnica Złego”
Próbowała im wyjaśnić, że to pomyłka, nieprawda, że wciąż jest sobą. Lecz oni nie słuchali. Chcieli ją spalić żywcem, głusi na płacze i błagania. Czuła już języki ognia na ciele, jak robi jej się gorąco, gdy nagle otulił ją płaszcz utkany jakby z nocy. Stos zniknął. A tuż za swoimi plecami Ola poczuła dotyk chłodnego ciała. Ludzie zamarli z przerażenia, gdy spojrzeli w jasnobłękitne, zimne niczym lód oczy, które ukazały się nad ramieniem dziewczyny. Szponiasta dłoń władczo objęła jedną z jej piersi.
- Mojaaa... - usłyszała szept tuż przy uchu. Szept, od którego jej ciało zapłonęło ponownie.

PUK PUK PUK

Stukanie w drzwi wyrwało Olę z objęć Morfeusza na tyle, że scena ze snu zniknęła.

PUK PUK PUK


Pukanie powtórzyło się.
- Hej śpiochu, to ja, Karol - usłyszała za drzwiami znajomy głos - Robimy śniadanie. Zjesz z nami?
Ola czuła łzy zbierające się pod powiekami. Jej ciało drżało, więc podciągnęła kolana, do piersi i przycisnęła je mocno. Czemu? Czemu śniło się jej coś takiego? Nie była czarownicą. Zabiła jakąś nastolatkę ale… Świadomość tego, że została mordercą, sprawiła że skuliła się jeszcze bardziej. Może… może to przez to co czuła? Dotyk lodowatej dłoni wyrył na jej ciele ślad. Zupełnie jakby sen nadal trwał.
- Z… Zaraz przyjdę. - Starała się by jej głos brzmiał pewnie i spokojnie, choć nieznany jej dotąd gorąc niezbyt pozwalał na zachowanie na rozluźnienie.
- Spoko, dopiero będziemy robić grzanki. Masz kwadrans żeby były gorące. Aha, kuchnia schodami po lewej w dół i dwa razy w prawo. Zreszta poznasz po zapachach. - usłyszała jeszcze, po czym została sama ze swoimi myślami i delikatną łuną słońca, przebijającą się przez zasłony. Ta niesamowita noc skończyła się…
Ola odczekała chwilę i powoli podniosła się z łóżka. Szybko przypomniała sobie o sukience, w której najwyraźniej zasnęła. Teraz i tak kusy strój był podciągnięty i odsłaniał koronkowe majtki, które wczoraj pożyczyła. Szybko poprawiła go, czując że bielizna jest do tego przemoczona po wrażeniach jakie pozostawił na niej dziwny sen. Stała speszona przy łóżku obciągając sukienkę tak by zasłaniała jak najwięcej nóg, mimo iż wtedy widać było więcej jej niewielkich piersi.

Czemu musiał się jej przyśnić on? Czemu… Ścisnęła mocniej uda. Czemu zareagowała na jego dotyk w ten sposób? Powinna czuć obrzydzenie… strach… cokolwiek innego! Gwałtownymi ruchami zdjęła z siebie sukienkę i zrzuciła przemoczone majtki i zamknęła się w łazience by wziąć prysznic. Pozostawione tutaj ubranie, przypominało swym aromatem i stanem o wydarzeniach poprzedniej nocy. Patrząc na nie Ola nabrała pewności, że nie da rady go założyć. Najchętniej wywaliłaby je lub spaliła. Jednak najgorsze było to, że musiała przez to wybrać inną sukienkę z tych, które jej “zaoferowano” i w tym zejść na śniadanie.

Zdecydowała się na coś z cieńszego materiału, za to zasłaniające nieco więcej niż poprzednia kreacja i w kolejny nieprzyzwoitym ciuchu ruszyła na poszukiwanie śniadania.


Faktycznie trafiła łatwo dzięki zapachowi jajecznicy i grzanek. To zadziwiające jak za sprawą zapachu i słońca tajemniczy, prastary dwór stał się zwykłym domem. No, może zwykłym w teorii. W kuchni, pośrodku której stał ogromny stół krzątały się trzy osoby, z których Ola znała tylko Karola. Ogolony chłopak powitał ją znad patelni, szerokim uśmiechem.
- O, jesteś. Poznaj Gosię i Rafaela. - wskazał najpierw na stojącą przy zmywaku dziewczynę, potem na chłopaka, który siedział przy stole i wyjrzał zza gazety. Szlag, kolejny piękniś. Chłopak był w pewnym sensie podobny do Aresa, tyle że wyższy i bardziej umięśniony... aczkolwiek jego twarz była bardziej pospolita. No i brakowało mu uroku wampira.

Małgorzata tymczasem może nie była zbyt piękna ze swoim ostrym nosem, ale stanowiła typowy przykład fit-czterdziestki, o której umięśnionym, wyrzeźbionym ciele Mokka mogła tylko pomarzyć.
- Heja, nie wyglądasz na łowcę wampirów. - powiedziała Gosia, wycierając jakiś półmisek - Najwyżej na obiad... albo nawet nie, przekąskę.
Był to chyba jakiś hermetyczny żarcik, bo cała trójka wybuchnęła śmiechem.
Ola przyglądała się im z lekko rozchylonymi ustami starając się dojść do przyczyny tej nagłej radości. Lesław… poczuła jak na samo wspomnienie mężczyzny przeszły ją ciarki. Wspominał, że ludzie tutaj ich żywią. Czyżby o to chodziło? Zamyślona przyglądała się dziwnej grupce, cały czas stojąc w drzwiach.
- Miło… miło was poznać. - Odezwała się w końcu i spróbowała uśmiechnąć.
- Postaw szklanki na stole. Trzecia półka po lewej. Dla ciebie kawa czy herbata? - Małgorzata zaatakowała ją gromem informacji.
- Ej, przecież to Rafael miał rozstawić szkoło. - zaprotestował Karol, chcąc chyba okazać solidarność z Olą.
- Zestarzejemy się czekając na to. Rafael ją odwiezie do miasta.
- Co?! - poderwał się sam zainteresowany - Ale przecież to Karol miał...
- Karol zrobił większość śniadania, kiedy ty się obijałeś - Gosia spojrzała na przystojniaka z naganą. ten jakby skurczył się i dodał:
- A co jak będę miał zawroty?
-Od dawania dupy nie ma się zawrotów! - warknęła na niego fit 40-cha.
- Użarł mnie potem!
- Ej, ej, może... oszczędzicie Oli szczegółów - Karol starał się ratować sytuację.
- T...to nie problem. - Mokka podeszła do szafki i wydobyła z niej cztery szklanki. - Kawa byłaby super.
Z całych sił starała się nie zerkać w stronę Rafaela. Co znaczyło, że dawał d ..dupy? Słowo niechętnie wpłynęło nawet w jej myślach. Czy… czyżby chłopak był… ge… innej orientacji? OStrożnie ustawiła szklanki na stole, wpatrując się w nie w skupieniu. - Możemy wyjechać za jakiś czas. Mam do pracy na popołudnie.
Rafael spojrzał na nią z wyrzutem znad gazety.
- Dobra! Ale w takim razie chcę deser czekoladowy!
- Wczoraj miałeś.

Po kilku minutach ciągłych docinków, udało się dokończyć przygotowywanie śniadania, które w niedługim czasie dosłownie zniknęło. Mokka zauważyła, że przy tej trójce jadła jak ptaszek - wszyscy oni wciągali naprawdę solidne porcje.
W sumie wszyscy byli od niej więksi, raczej dobrze zbudowani. Pomału zjadała niewielkie kęsy jajecznicy regularnie zerkając na pozostałych.
- Wszyscy żywicie wampiry?
Na to pytanie Karol aż się zakrztusił. Małgorzata spojrzała na Olę taksująco.
- Jesteś nowa, więc powiem to spokojnie, bo może nie wiedziałaś. Nie gadamy o nich bez nich. W sensie możesz wymieniać imiona, mówić że ktoś dawał dupy - Rafael prychnął - ale nie mówimy kim są. Nigdy. A już szczególnie nie mówimy o nich, gdy opuszczamy dwór. I to nie dlatego, że jesteśmy im tacy oddani, wierni itp. Jeśli zagrozisz ich maskaradzie, zabiją cię. Bez wstępów, bez szans. Po prostu jesteś trup. Dlatego trzymaj buzię na kłódkę, lala, dla swojego dobra. Czaisz?
- I tak nikt by mi nie uwierzył. - Mokka wzruszyła ramionami i wróciła do posiłku. Ładny chłopak był chyba kolejną osobą, za którą nie będzie tu przepadała, a już na pewno nie będzie przepadała za określeniem “lala”. - Spytałam bo jesteśmy w dworku i chyba wszyscy tutaj wiedzą o co chodzi.
- Więc chyba łatwo się też domyśleć po co tu jesteśmy. Nawet blondi. - Rafael warknął, po czym wstał - O 12 spotykamy się na parkingu. Pasuje?
- Dobrze… dziękuję. - Ola całkowicie zignorowała jego oburzenie. Doskonale wiedział, że przybyła tu w nocy i nie musiała tego wiedzieć. Odłożyła sztućce na talerz i upiła łyk kawy odruchowo sprawdzając z czego została zaparzona. Podniebienie szybko rozpoznało czystą arabice, ale Ola powstrzymała uśmiech.
- Ja… wczoraj nie było za bardzo jak wypytać… ich. Więc nie wiem co mi wolno a czego nie. - Odezwała się cicho, spoglądając na Karola i Gosię.
- Ojej, biedna sierotka... - mruknął Rafael, nalewając sobie jeszcze kawy i kierując się do wyjścia z jadalni. Tymczasem Małgorzata zaczęła zbierać talerze.
- Jeśli nie pytałaś, to sama sobie jesteś teraz winna. Nie licz na naszą pomoc. W imię czego mielibyśmy ci jej udzielać? Teoretycznie jesteś konkurencją dla każdego z nas, dlatego owszem, pomożemy ci w takim zakresie, do jakiego zostaliśmy zobowiązani, ale sama musisz o siebie zadbać dziewczyno. Wpakowałaś się w niezłe gówno, jeśli jeszcze tego nie zauważyłaś.
- Dajcie spokój, nie straszcie jej. Karol próbował załagodzić temat, ale nie bardzo miał coś do powiedzenia.
- Nie przejmuj się. - Ola uśmiechnęła się do Karola. - Po prostu nie rozumiem skąd to oburzenie. Ale… jestem przyzwyczajona. - Opuściła wzrok, powracając do sączenia kawy. Mina zirytowanej obrażonej o coś babci, która zagościła w jej głowie, popsuła jej nastrój bardziej niż bulwersacja Rafaela czy dogryzki Gosi. Nie czuła się konkurencją i na ten moment nie planowała nią być… tak samo jak łowcą wampirów.

Po średnio-udanym śniadaniu Aleksandra wróciła do przydzielonego sobie pokoju i tam po chwili wahania przebrała w swoje stare ciuchy. Akurat zdążyła obejrzeć wszystkie papiloty i ozdoby w komnacie, gdy zegar wybił godzinę 12 w południe.

Aiko 19-08-2018 10:09

Kiedy dziewczyna opuściła posiadłość, jej kierowca - Rafael - już na nią czekał za sterami czarnego Porsche Carrera 911. Doprawdy, przyjaźń z wampirami musiała się opłacać. Wsiadając do pojazdu kątem oka Mokka dostrzegła coś w oknie posiadłości. Czyżby to była twarz rudowłosej służącej? Wydawała się być w sumie człowiekiem, ale nie było jej na śniadaniu... Dziewczyna nie miała jednak możliwości rozwinąć myśli, bo Rafael przywitał ją instrukcją zachowania na pokładzie:
- Uważaj na głowę, zegnij nogę, wsiadając, nie zahacz o zagłówek, regulacja jest z lewej strony, podgrzewanie siedzeń z prawej, zapnij pas, nie pal, ani nie pij niczego. Możesz żuć gumę, jeśli chcesz.
Ola spróbowała powtórzyć wszystkie instrukcje.
- Dziękuję, że mnie odwozisz i przepraszam za pytania przy śniadaniu. - Kręcąc się po pokoju uznała, że lepiej nie robić sobie wrogów wśród ludzi, z którymi będzie miała spędzić kilka nocy. Zapinając pas zerknęła jeszcze raz na zamek upewniając się czy służąca rzeczywiście tam była. Nie zauważyła jej jednak.
- O której kończysz pracę? Ktoś z nas przyjedzie po ciebie. - powiedział chłodno Rafael, ruszając z piskiem opon.
- Koło dwudziestej. - Ola zacisnęła dłonie na swojej torebce. Czuła się niekomfortowo w takim aucie, a już tym bardziej w takim towarzystwie. Niepewnie zerkała na siedzącego obok mężczyznę. - Możesz mnie wysadzić gdzieś na wyspie Bolko. Dalej już sobie dotrę.
- Spoko lola. Jeszcze by nas jakaś fajna foczka zobaczyła i kontakt spalony - powiedział Rafael i to chyba miał być żart, bo po chwili dodał - Ale wieczorem nie wychodź sama. Ktoś z nas po ciebie przyjdzie.
- Dobrze. - Ola podała mężczyźnie adres kawiarni, w której pracuje. Z jakiegoś powodu jej ciało znowu przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zagrożenie, które jeszcze wczoraj wydawało się być nierealne dziś, w świetle słońca, zaczynało ją niepokoić, by nie powiedzieć, że przerażać.
Czy Rafael to zauważył? Być może, bo powiedział jeszcze:
- Laura już zhakowała kamery w lokalu i okolicy. Gdyby coś ci zagrażało, będziemy wiedzieli.
Ola zerknęła na chłopaka i szybko dotarło do niej, że teraz oprócz obaw, przez cały dzień będzie jeszcze czuć, że ktoś patrzy się jej na ręce. Przytaknęła ruchem głowy.
- A ile zajęłaby wam reakcja? - Spytała ostrożnie nie chcąc znów zirytować Rafaela.
- Trudno powiedzieć. Nie, nie będziemy siedzieć i gapić się kiedy włożysz rękę do gaci, żeby poprawić majtki. - parsknął.
- Bardziej chodziło mi o czas dojazdu. - Mruknęła cicho Ola.
Rafael spojrzał na nią.
- Naprawdę jesteś tępa. Ale może to i lepiej... No przecież ci mówię, że nie będziemy siedzieć na dupie. Zależy kto gdzie będzie. Mówiąc najprościej, jak potrafię: nie wiem!
- A ty jesteś potwornie opryskliwy. - Ola nie wytrzymała. - Nie wiem czy bywacie w mieście, czy też siedzicie w tym zamku i będziecie się tłuc przez całą trasę do mnie. Wczoraj prawie mnie coś zżarło i okazało się być… - ugryzła się w język. - Fakt faktem ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę było przesiadywanie z nimi i wypytywanie o każdą głupotę. - Odwróciła wzrok skupiając spojrzenie na okolicy. - Będę czekać w kawiarni.
Rafael nic na to nie odpowiedział, przez co resztę drogi przejechali w milczeniu. Przystojny mężczyzna dojechał na parking pod mostem na Bolko - czyli najdalej jak mógł dostać się samochodem. Resztę drogi - jakieś 200m Ola miała przejść pieszo. Kiedy wysiadła, zamykając za sobą drzwi, chłopak w porszaku opuścił szybę i rzekł jeszcze:
- Nie martw się. Oni o ciebie zadbają. Jesteś dla nich ważna. Bardziej niż myślisz, dlatego... chyba jestem trochę zazdrosny. Nic to, trzym się!
... i nie czekając na odpowiedź, odjechał z piskiem opon.
Ola sama nie była pewna czy chce by ta banda “wampirów”, za jakie chcieli się uważać, o nią dbała. Nie zważając na stan swojego ubioru ruszyła przez park w kierunku swojego mieszkania. Szerokim łukiem ominęła plac zabaw, który zapoczątkował te wszystkie niecodzienne wydarzenia. Miała niewiele czasu, ale też nie potrzebowała go dużo. Wpadnie do domu umyje się, przebierze. Wchodząc na Piastowską wyostrzyła wzrok, szukając znajomych babci. Gdyby ją ktoś zobaczył z rozwaloną nogawką, zaraz miałaby Stanisławę na głowie.

Przekroczyła rzekę i klucząc uliczkami tak by jak najszerszym łukiem obejść oka “przyjaciółek” babci agle sobei coś uświadomiła. Co… co jeśli ktoś zobaczy ja wsiadającą do tych wszystkich drogich aut? Była co będzie na ten temat sądziła Stanisława. Na pewno uzna, że jej wnuczka zaczęła się puszczać i to pewnie za pieniądze. Zirytowana dotarła do mieszkania i od razu zrzuciła z siebie ubrania, w których przyszła. Spodnie wylądowały w koszu na śmieci, a reszta w pralce ustawionej na szybki program. W pokoju, który służyła jej za sypialnię, salon i kuchnię, unosił się uspokajający zapach farb i tempery. Ola od początku wmawiała babci, że to tutejszy zapach, skrzętnie ukrywając wszystkie swoje prace w obszernej szafie, stojącej w rogu pomieszczenia. Teraz otworzyła ją i wydobyła z górnej półki nowe dżinsy i czysty sweterek. Mogli być dziani, mogli być tymi wampirami, ale nie planowała się dla nich stroić. Tym bardziej, że musiała jakoś dotrzeć do kawiarni nie narażając się na atak plotek znajomych babci.

Szybko ogarnęła się i zmieniła torebkę na większą. Wrzuciła do niej nowy słoiczek z tuszek, odkrywając że nadal ma w niej zapalniczkę Karola. Powinna mu ją oddać. Spakowała jakieś ciuchy na zmiane. Tuż po wyjściu z kamienicy, zahaczyła o znajdującą się niedaleko żabkę i kupiła sobie nowy dezodorant i po chwili namysłu zapalniczkę. Tak uzbrojona ruszyła do pracy.

Hania była już na miejscu i zdążyła rozstawić stoliki. Ola szybko przyłączyła się i jeszcze nim przebrała się w firmową koszulkę, pomogła z rozstawieniem potwornie ciężkich krzeseł. Jej przyjaciółka i już niebawem studentka studiów medycznych była typem dziewczyny, o której marzy większość facetów. Zgrabna, o ślicznej twarzy i gładkich czarnych włosach. Do tego zawsze potrafiła okazać innym wiele zrozumienia i pocieszyć.


Była zupełnie inna niż dziewczyna, którą zobaczyła w swoim śnie… To… to była wyjątkowa osoba, taka o względy której warto zabiegać. Ola pokazała jej na zapleczu swoje prace, opowiadając co nieco o tym gdzie je wykonała. Pominęła temat powrotu do domu, a i Hania o niego nie wypytywała. Wieczór zapowiadał się przyjemnie… gdyby nie wizja wyprawy do zamku i spotkania z jego mieszkańcami. Już podczas robienia kawy zaczęła urabiać Hanię o tym, że jedzie do kuzyna na imieniny i ktoś z jego znajomych po nią wpadnie.

Mira 22-08-2018 07:06

Sprawy skomplikowały się jednak bardziej, gdy pół godziny przed końcem zmiany do kawiarnii wpadł Tomek - jej chłopak.


Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i ruszył ku Oli z różyczką w dłoni.
- Kochaaaanie, wróciłem wcześniej z delegacji, co na obiad? - zawołał żartobliwie, wywołując rozbawienie u kilku klientów lokalu. Jakieś nastolatki taksowały teraz to Tomka, to Mokkę wzrokiem i półgłosem wymieniały między sobą komentarze.
Ola przyglądała się chłopakowi z lekko rozchylonymi ustami. Czemu akurat teraz? Z obawą zerknęła na zegarek i spróbowała się uśmiechnąć do Tomka.
- Ekhym… cieszę się.. że przyszedłeś, ale jestem w pracy, wiesz?
- I zaraz kończysz... co też wiem.
Tomek objął ją, ucałował w policzek, wciskając do ręki kwiatka, po czym spojrzał na menu.
- Chodzi dzisiaj za mną duża latte. I lody. Czy mógłbym u pani złożyć zamówienie?
Dziewczyna spanikowała na chwilę, ściskając w dłoni kwiatka. Musiała się jakoś wykręcić… szybko.
- Szkoda, że nie dałeś mi znać wcześniej, odwołałabym te głupie imieniny. - Uśmiechnęła się do Tomka. Czemu… czemu na jego dotyk nie reagowała aż tak jak na dotyk wampira. Może dlatego, że nie dotykał jej po gołej piersi. Poczuła jak na wspomnienie znów robi się jej gorąco. - Zaraz przyniosę ci zamówienie.
Tomek nie miał innego wyjścia, jak zająć stolik. Kiedy jednak Mokka wróciła z kawą i lodami, zapytał:
- Imieniny? Czyje?
- Kuzyna. - Ola ustawiła przed Tomkiem zamówienie i usiadła naprzeciwko ze swoją kawą.
- Nie możemy iść oboje?
- Miałam nadzieję, że szybko to odbębnię i wrócę. - Ola uśmiechnęła się smutno. - Zabiorę ciebie to zaraz zrobi się z tego wieczorek zapoznawczy.
- No tak... - Tomek zamyślił się. - to może ty idź a ja zrobię coś dobrego i będę czekał na ciebie w mieszkaniu? Jutro sobota, więc możemy się polenić.
Mokka zaśmiała się cicho.
- I będziesz czekał nie wiadomo ile a ja wrócę pewnie padnięta i zmęczona? - Mrugnęła do Tomka. - Może wybierzemy się na jakieś śniadanie w plenerze. Wpadłaby do ciebie rano…. tylko miałbyś trudne zadanie wybrania miejsca i przygotowania czegoś.
Chłopak wydawał się jednak trochę niepocieszony.
- Liczyłem na to, że dziś spędzimy czas razem... no ale niech będzie... jeśli mi to wynagrodzisz. - spojrzał na nią znacząco.
Ola zmieszała się. Nie do końca była pewna, co Tomek ma na myśli. Jednak co by to nie było będzie musiała wymyślić jakąś wymówkę by jutro znów udać się do zamku. Jakiego pomysłu by Tomek nie miał, musiała mu nieco ustąpić, jeśli miała później cokolwiek wytargować.
- D.. dobrze, ale do wieczora, bo obiecałam coś babci. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Oooo to ja mogę iść z tobą. - ucieszył się młody mężczyzna - Jak zdrówko babci?
Ola poczuła kroplę potu spływającą po plecach. Musiała kombinować i to szybko. Zaśmiała się.
- Myślę, że babcia byłaby niezbyt zadowolona gdybyś mi w tym pomagał… - Nachyliła się do chłopaka i odezwała szeptem. - … muszę jej ręcznie przeprać kilka rzeczy.
Tomek aż cofnął twarz.
- Aaa to faktycznie. No to rano się widzimy u ciebie, tak? Nie chcesz żebym cię chociaż odprowadził? Wydajesz się jakaś taka... zdenerwowana.
Choć chłopak nie grzeszył przesadną empatią, teraz przyjrzał się Oli z uwagą.
- Może nie tyle zdenerwowana co zirytowana. - Mokka westchnęła odsuwając się. - Przyjeżdża po mnie jakiś “kolega”, podobno go kojarzę. Powinien po mnie przyjechać tuż po pracy. - Uśmiechnęła się do swojego chłopaka. Trzeba było jakoś poprawić atmosferę tego spotkania tyle że… jakoś ciężko jej szło gdy musiała non stop kłamać. - O której najwcześniej mogę być u ciebie?
Tomek nie przestawał jej się przyglądać. Wręcz przeciwnie, zdawało się, że czynił to jakby intensywniej.
- Przed chwilą ustalaliśmy, że spotykamy się u ciebie... Co jest mała? Coś cię wkurzyło? A może... potrzebujesz się odstresować na zapleczu? - posłał jej powłóczyste spojrzenie.
Ola zarumieniła się i zerknęła w kierunku uwijającej się Hani.
- Ja… chyba po prostu jestem zmęczona. - Powróciła spojrzeniem do Tomka i uśmiechnęła się do niego już zupełnie szczerze. Henia jakoś nie domagała się by wróciła do obsługi klientów, więc chyba sobie radziła, a jej przydałby się jakiś pozytywny akcent nim trafi do zamku wypełnionego świrami. - Może… jeśli miałbyś chwilę.
Tomek wyszczerzył się radośnie.
- Pani pierwsza - wskazał przejście za barem.
Ola podniosła się z krzesła i ruszyła we wskazanym kierunku czując jak z każdym krokiem robi się jej coraz goręcej. Tuż przed wejściem na zaplecze zerknęła jeszcze na zegar i co robi Hania. Ta mrugnęła do niej porozumiewawczo, dając znać, że spokojnie sobie poradzi. Zresztą klientów nie było już zbyt wielu. Nawet chichoczące małolaty wiedziały, że lokal zaraz będzie zamknięty i zaczęły zbierać się, śląc Tomkowi pełne tęsknoty spojrzenia. Chłopak jednak nie zważał na nie. Gdy tylko znalazł się sam na sam z Olą przyparł ją do ściany kantorka i wpił usta w jej wargi w wygłodniałym pocałunku. Dziewczyna poczuła jak jego dłoń dotyka jej piersi. Prawie tak, jak w śnie… Mokka przez chwilę odrobinę zaskoczona jedynie pozwalała na pieszczoty. Wspomnienie obcego dotyku na nagim ciele sprawiło, że w jej podbrzuszu zrobiło się gorąco. Zarzuciła ręce na szyję Tomka odpowiadając na pocałunek. Mężczyzna aż zamruczał z zadowolenia, uznając to za przyzwolenie. Jego lędźwie przycisnęły się mocniej do dziewczyny, aż - pomimo dzielących ich materiałów ubrań - poczuła specyficzną wypukłość jego spodni. Dłoń Tomka tymczasem zaczęła nerwowo podciągać jej służbową koszulę.
- Tyle czekałem... - wymamrotał chłopak między pocałunkami
- T..Tomek? - Ola szeptała nerwowo błądząc wzrokiem pomiędzy drzwiami, chłopakiem i tym co dociskał do jej krocza. Czyżby to miał na myśli mówiąc o wynagrodzeniu? Chyba nie zrobią tego na zapleczu? Toż to byłby jej pierwszy raz! - Ktoś… ktoś może wejść.
- Nawet wiem kto... - wymruczał jej do ucha, myśląc chyba o innym “wchodzeniu” - Już niedługo się zobaczymy, moja piękna.
To szepnąwszy polizał ją zmysłowo po płatku ucha i... odskoczył jak oparzony. Twarz chłopaka pokrył rumieniec.
- Wybacz! Ja... ja nie wiem co mnie podkusiło. Pójdę już!
I nim Ola zdążyła zareagować, była już sama na zapleczu kawiarni.
Mokka wpatrywała się w drzwi na salę z rozdziawionymi ustami. Osunęła się na podłogę, cały czas opierając się o ścianę. Przytuliła kolana i ukryła twarz.

Co się wydarzyło?! Zacisnęła dłonie w pięści starając się powstrzymać ich drżenie i oddychając powoli starała się uspokoić. To… to nie był jej Tomek. Pocałunek… pieszczoty, ale… wchodzić.. wchodzić w nią? Zacisnęła mocniej uda, to jednak nie powstrzymało charakterystycznego pulsowania w podbrzuszu. I jak ma w tym stanie udać się do tego nawiedzonego zamku!

Powoli zebrała się z podłogi i zamknęła w łazience. Oblała twarz zimną wodą ciesząc się z braku makijażu, złapała dwa głębsze oddechy. Czując, że nadal nie panuje nad sobą, powtórzyła cały proces… i jeszcze raz… i kolejny. gdy wyszła z łazienki był już koniec jej zmiany, a i tak gdzieś między udami czaiło się charakterystyczne ciepło.

- Wszystko gra? - zainteresowała się druga pracownica, gdy Ola wreszcie opuściła łazienkę - Tomek prawie wybiegł. Pokłóciliście się?
- Nie. - Mokka podeszła do swojej szafki i zabrała się za zmianę koszulki na sweterek, w którym przyszła. Chwilę walczyła z sobą nim powiedziała przyjaciółce co się stało. - Prawie mnie tutaj wziął i nagle się spłoszył.
- Och, to już tak daleko jesteście? Gratki - powiedziała Hania i wróciła do swoich zajęć.

Aiko 30-08-2018 10:42

Kiedy Mokka przebrała się i ogarnęła, zobaczyła przez wielką witrynę kawiarnii, że na zewnątrz czeka na nią już Rafael. Dziewczyny, które niedawno siedziały przy stoliku i zachwycały się Tomkiem, teraz krążyły wokół niego i nawet nie starając się zachowywać dyskretnie, robiły przystojniakowi zdjęcia. Ten nawet na nie nie spojrzał zza ciemnych okularów, wpatrzony w swój telefon komórkowy.
- No to jest kolega kuzyna. - Ola nawet nie musiała udawać by z jej ust wyrwało się ciężkie westchnienie. Szykowała się kolejna przejażdżka w opryskliwym towarzystwie. - Do zobaczenia za dwa dni. - Wrzuciła na ramię plecak, w którym miała rzeczy na zmianę i ruszyła w kierunku swojego szofera.
Rafael skinął jej głową na powitanie, po czym nie oglądając się czy za nim idzie, ruszył alejką w kierunku mostu. Nie odzywał się. Tymczasem stojące niedaleko nastolatki mordowały wzrokiem Olę - oto drugi przystojniak się koło niej kręcił. A ona nawet nie miała tipsów!
Mokka podbiegła do mężczyzny prawie się z nim zrównując.
- Ciebie też miło widzieć. - Poprawiła plecak na ramieniu rozglądając się po parku. Nie spodziewała się tego, ale jednak po ostatniej przygodzie to miejsce napawało ją niepokojem.
Chłopak nie zareagował. Zatrzymał się dopiero przy swoim luksusowym aucie. Tam otworzył drzwi Aleksandrze, rozglądając się przy tym nieco nerwowo. Ola wsiadła szybko do samochodu, biorąc plecak na kolana i ściskając go nerwowo. Cała ta atmosfera była dziwna… nieprzyjemna.
Trwała jeszcze trochę, nim wyjechał z Opola. Wtedy Rafael przerwał milczenie.
- Masz pomysł, co chciałabyś dziś wieczorem robić?
- Chciałam się spotkać z Lesławem… wypytać o wszystko. - Ola mówiła cicho. To dziwne spotkanie z Tomkiem, ta cała atmosfera podczas spaceru… Niepokoiły ją i stawiały zbliżające się spotkanie w niekorzystnym świetle. Zacisnęła pięści na plecaku. Nie dość, że kłamała swojemu chłopakowi… spłoszyła go. To jeszcze jechała w miejsce, w którym nie do końca chciała być. - Nie chce wam wszystkim przeszkadzać więc pewnie później sobie porysuję.
- Słuchaj... - Rafael westchnął - Chyba źle zaczęliśmy. To przez... No, przez to, że czujemy się zagrożeni, że... oni nas teraz nie będą już potrzebować. Ale po prawdzie, to sprawa każdego z nas. Trzeba się starać i... mieć nadzieję, że nie wywalą nas na bruk. - uśmiechnął się półgębkiem - Załatwię ci spotkanie z Lesławem. Kolacja powinna już na ciebie czekać. I chyba jakieś prezenty na powitanie. Ale nie wiesz tego ode mnie. No i generalnie miej świadomość, że gdy tylko wychodzisz poza pokój, pewnie będziesz śledzona i podsłuchiwana, bo jesteś dla nich nowością. Mają jednak zakaz nagabywać cię w twojej komnacie. Lesław order.
- Czemu mieliby was przestać potrzebować? - To lekko zbiło z tropu Olę. Chyba… chyba wszystkie te wampiry nie planowały nagle posilać się z niej? Poczuła nieprzyjemny dreszcz. Ona na pewno nie planowała się ot tak dać. No i… jakie prezenty? - Dziękuję, że mnie uprzedziłeś.
Rafael roześmiał się, choć wydawał się spięty.
- Oj tak sobie gadam. Zwykłe prezenty. Kosztowne, ale spokojne, nic ponad ludzką miarę. Po prostu je przyjmij i nie zastanawiaj się ile kosztowały. Pieniądze to dla nich nie problem. Im chodzi o to, żeby ci się podobało. Choć... miewają dziwne pomysły…
Ola przez kilka chwil obserwowała mężczyznę z odrobinę niepewną miną. Czemu cokolwiek miałoby się jej podobać? Będzie tu te kilka dni… Choć już nie wie jaką wymówkę znajdzie na pojutrze. Najlepiej byłoby ogarnąć kilkudniowy wyjazd. Tylko… gdzie ona się wtedy podzieje? W końcu westchnęła odwracając wzrok od kierowcy.
- Dobrze choć… nadal nie rozumiem czemu mieliby poświęcać mi tyle uwagi.
Rafael prychnął i przeczesał palcami jednej ręki swoje włosy. Zerknął na Mokkę, po czym wrócił do obserwowania coraz bardziej wyboistej drogi.
- Wiesz, że ta postawa szarej myszki bardziej wkurza niż sprawia, że jesteś niewidoczna? Pytanie brzmi dlaczego nie mieliby ci poświęcać uwagi?
- Nie czuję się szarą myszką. - W głosie Mokki pojawiła się lekka irytacja. To że miała świadomość swojego wyglądu nie oznaczało, że jakoś jej przeszkadzała. Miała przystojnego chłopaka, któremu się podobała, którego… podniecała. To, że widziała różnicę sobą a tą zamkową bandą nie oznaczało, że była szarą myszką, a przynajmniej nie czuła się nią gdy nie musiała takiej udawać przed babcią. Gdyby tylko mogła po prostu żyć po swojemu. Założyć ciuchy ukryte w szafie, nie omijać domów przyjaciółek babci gdy wraca z randki. By… by było trochę jak w Krakowie. Ludzie którzy ją akceptują, świat który nie musi być pod dyktando babci. Gdyby tylko miała pieniądze już by jej tu nie było. Czując, że milczy zbyt długo powróciła do przerwanej wypowiedzi.
- Wiem jakie mam atuty ale prawda jest taka, że jesteście band… grupą przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet. Świadomie nie mówię tu tylko o nich. Wierzę, że gdyby chcieli mogliby sobie sprowadzić do tego zamku każdego i zapewne zapewniłby im więcej atrakcji niż moja osoba. Do tego władowałam się w tarapaty, zab… - Słowo utknęło jej w gardle. Nadal miała problem z przyznaniem się do tego co zrobiła. - Spaliłam ją. W moim świecie pomijając fakt grzechu śmiertelnego, oznacza to więzienie jeśli nie gorzej… a do tego jeszcze ci jej kumple. - Westchnęła ciężko. - Mam kłopoty i mogę je także im i wam przysporzyć. Nie wiem czemu uważają, że tak nie jest… czy tak uważają. Chcę się tego dowiedzieć ale jest tego tyle, że nie wiem od czego zacząć.
Zamyśliła się odchylając głowę i na chwilę przymykając oczy.
- Obawiam się, że gdyby inni się dowiedzieli o tym co zrobiłam, mogłabym się spodziewać co najwyżej ostracyzmu. To, że mi pomogli, zapewnili schronienie to i tak dużo więc skąd ta uwaga, po co ma być mi miło? Bardziej miło...
Rafael chwilę milczał, pokonując cięższy odcinek drogi, po którym pojawiła się przed nimi znajoma budowla zamku.
- Może Lesław zobaczył w tobie coś więcej... coś o czym jeszcze sama nie wiesz... - powiedział cicho, parkując wóz.
Na ganku czekała już na nich Laura w swoim stroju profesjonalnej pokojówki.
- Może… Dzięki wielkie za podwiezienie. - Ola powoli wyszła z auta i podeszła do dziewczyny. - Dobry wieczór.

Rafael odjechał z piskiem opon, zaś Laura tylko skinęła jej głową, dając znać ruchem dłoni, by Mokka za nią podążała. Poprowadziła dziewczynę jednak w prawo - czyli w stronę przeciwną niż gabinet Lesława, w stronę, która z każdym krokiem coraz bardziej kusiła Olę smakowitymi zapachami. Kiedy Laura otworzyła kolejne drzwi, oczom dziewczyny ukazała się uczta - jednoosobowa, ale patrząc na sposób podania, godna 5-gwiazdkowego hotelu.


Służąca uczyniła zapraszający gest ręką, choć na jej twarzy jak zwykle błąkał się subtelny, ledwo uchwytny uśmieszek, którego znaczenie wydawało się niejasne - mógł być zarówno wyrazem uprzejmości, sympatii, jak i ironii. Doprawdy, ta kobieta mogłaby udawać Mona Lisę i jej intrygujący wyraz twarzy.

Mokka przez chwilę przyglądała się wszystkiemu z lekko rozchylonymi ustami, czując jak brak kolacji po pracy zaczyna się odzywać. Niepewnie zerknęła na Laurę.
- To wszystko dla mnie? - W jej głosie pojawiła się obawa. Może jednak ktoś się do niej dołączy. Wątpiła by nawet mimo głodu była w stanie pokonać coś takiego.
Służąca kiwnęła potakująco głową, po czym podeszła do stolika obok i wskazała na napoje - znów większość stanowiła alkohole - drogie alkohole.
- Może… odrobinę wina. Jakiegoś słodszego. - Mokka usiadła przy stole i spojrzała na te wszystkie dania. - Nie chciałabyś się przyłączyć? To naprawdę dużo.
Znów ten dziwny uśmiech i przeczący gest. Laura postawiła przed Olą kieliszek z białym winem, po czym dygnęła i wyszła, zostawiając dziewczynę samą z wystawną kolacją.
Ola rozejrzała się po pomieszczeniu i westchnęła ciężko. Dlaczego to robili? Po co? Jakoś ciężko było jej uwierzyć, że za tą całą gościnnością nic się nie kryło. Gdyby tylko mogła zacząć tą noc od rozmowy z Lesławem. Na myśl o wampirze przeszedł ją znajomy dreszcz, a podbrzuszu znów pojawiło się ciepło. Ostrożnie chwyciła kieliszek i upiła łyk wina. Dobre… bardzo dobre. Wielokrotnie lepsze od tego, co zdarzało się jej pijać w Krakowie. Z ociąganiem zabrała się za posiłek. Nie czuła się jednak swobodnie. Właściwie to z każdym kęsem czuła się bardziej spięta - jakby ktoś... lub coś ją obserwowało. Przestała więc jeść i rozejrzała się nerwowo. Kiedy zaś jej wzrok powrócił do talerza, zobaczyła jak pełza po nim najgorsze robactwo.

Ola odskoczyła od stołu z głośnym piskiem, przewracając przy tym krzesło. Odsunęła się pod najdalszą ścianę zasłaniając usta i starając się powstrzymać odruch wymiotny.
Gdy jadła… nie smakowało robakami. Na pewno nie! Więc skąd ten syf się tu wziął. Wpatrywała się w robactwo mając nadzieję, że to tylko przywidzenia. Skąd to się tu nagle wzięło? Czemu? Podeszła do drzwi zgarniając po drodze plecak. Wyszła na korytarz. Po chwili, wiedziona jakimś dziwnym odruchem zajrzała raz jeszcze do pokoju - jedzenie znów wyglądało apetycznie i nigdzie nie było widać ani jednego robala.

Tymczasem od strony schodów dobiegły odgłosy kroków. Jak się okazało, należących do Karola. Chłopak zamachał wesoło ręką.
- Dobry wieczór. Jakby co, Lesław jest już wolny. - powiedział i odruchowo poprawił kołnierzyk koszuli.
- Fajnie… - Ola jeszcze raz spojrzała na talerze z jedzeniem, ale jakoś wizja tego, że miałaby znów wbić w nie widelec, niezbyt dobrze oddziaływała na jej żołądek. Przeniosła wzrok na chłopaka skupiając się na kilka sekund na jego szyi. Czyżby… stamtąd pił? Zaskoczyło ją to, że sama wizja nie tyle ją przerażała, co ciekawiła. Jakie musiało to być uczucie? Jak komar? Czy… potem swędzi? Z tego co pamiętała nie powinna o to pytać. - Znajdę go w tym pokoju co ostatnio?
- Nie, siedzi na swojej wieży. Chodź, zaprowadzę cię.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:53.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166