Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-02-2020, 00:15   #11
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 6 - 2020.02.04; wt; g 10:30

Czas: 2020.02.04; wt; g 10:30
Miejsce: Los Angeles, budynek DEA, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz nieprzyjemnie i mżawka


Drugi dzień tygodnia okazał się o tyle chmurny co zajęty. Chociaż poranek z początku tego nie zapowiadał. Ledwo Ed otworzył oczy by spojrzeć na świat zewnętrzny i zamiast słonecznego błękitu ujrzał chmury i mgły. Może to nie było gęste mleko co nie pozwalało dojrzeć wyciągniętej ręki ale jednak na pewno nie pomoże kierowcom co oznaczało dodatkowe korki i nerwy na drodze. Może to efekt wczorajszego załamania pogody. Wieczorem rzeczywiście rozpadało się, że to już był nie tyle standardowy deszcz co prawdziwa ulewa. I tak lało gdzieś do północy. No a akurat w tą ulewę Ed wracał wczoraj do domu już dawno po zmroku.

Wczoraj po rozmowie z Grimbergiem już zbyt wiele nie załatwił. Jak z skończył rozmowę, pogadał z Chrisem jak mu poszło z Maxwellem to właściwie zrobiła się prawie 21-sza. O tej porze to już nawet szefa nie było w biurze więc musiał resztę spraw przesunąć na dzień kolejny. Czyli właśnie na dzisiaj.

No ale poranek zaczął się chmurnie i mgliście. Ale tym razem przynajmniej nic nie padało przez tą mgłę. No ale do pracy jechało się dłużej i bardziej nerwowo. Bo oczywiście skoro mgła to gdzieś musiała się komuś przydarzyć jakaś stłuczka spowalniając te setki aut na drodze. Padać zaczęło gdy Ed już był u siebie w biurze. Mgła właśnie zaczynała rzednąć i zanikać no ale z tych chmur co wisiały do tej pory nad niebem zaczęło mżyć. No ale o tej porze pogoda za oknem biura zeszła już na zdecydowanie dalszy plan. Bo działo się. Prawie od samego rana.

Zaczął Ben z laba. Pofatygował się osobiście zamiast po prostu przyszłać raport więc musiało się stać coś wyjątkowego co ten pulchny technik - laborant chciał przekazać osobiście.

- Cześć Ed. W sumie wysłałem ci raport na maila no ale chyba zanim go przeczytasz łatwiej będzie pokazać. - wskazał na płaski ekran monitora na biurku Hoovera a ten rzeczywiście widział już ten raport na poczcie ale jeszcze nie zdążył się w niego wczytać.

- W największym skrócie to płytki są do wyrzucenia. Nic już się z nich nie da odczytać. Jako dowód są bezużyteczne. - Ben nie owijał w bawełnę a sam sięgnął do kieszeni fartucha i wyjął z niej jakąś płytę CD. Wyglądała na dość starą, chyba z jakąś muzyką więc to nie mogła być ta hotelowa płytka jaką dostał do zbadania.

- A dlatego, że tą część wytrawiono kwasem. Kwas wypalił cały zapis. - pulchny palec technika wskazał na lustrzaną stronę płyty na jakiej powinien być zapis.

- Kwas miał dość słabe stężenie więc gołym okiem nie widać żadnych zniszczeń i płyta wygląda na całą. Ale jednak wypalił tą warstwę gdzie był zapis. - Ben rozłożył ramiona na znak, że tutaj nic już się nie da poradzić. A za to mówił jakby czuł satysfakcję, że rozwiązał jak coś zostało zrobione.

- A to było bardzo proste do zrobienia jak już wiadomo było co i ja. - to mówiąc sięgnął do kieszeni po jakieś małe pudełko jak od wazeliny czy kremu jakie można było wrzucić do kosmetyczki.

- Bierzesz trochę lekko stężonego kwasu jaki kupisz wszędzie w budowlanym czy innym technicznym sklepie. - tłumaczył otwierając pudełko i maczając kawałek wacika w płynie jaki był w środku.

- To tutaj to oczywiście zwykła woda. Tak tylko demonstruję jak to łatwo zrobić. Gdyby to był kwas lepiej to robić w rękawicach. - technik uśmiechnął się unosząc nieco do góry i te pudełko i ściekający wodą wacik.

- No i jak masz ten wacik w kwasie to po prostu przecierasz dokładnie wybraną płytę. O tak. - to mówiąc odłożył pudełko z wazeliną i w zamian wziął płytę którą chwilowo położył na biurku Eda. Po czym rzeczywiście przesmarował tym wacikiem po tej płycie. Zrobiła się mokra chociaż woda dość słabo chciała się rozprowadzić po tej lustrzanej powierzchni.

- I tak zostawiasz. Z początku płyta wygląda właśnie tak, jakby była mokra. Ale wystarczy zostawić ją na kilka godzin i kwas zrobi swoje po czym odparuje zostawiając wypaloną, bezużyteczną płytę która nadal wygląda na nienaruszoną. Cała operacja to przesmarowanie wacikiem płyty. Chwila moment a efekt właściwie stuprocentowy jeśli się dokładnie to zrobi i zostawi na te minimum kilka godzin. Na dzień, na noc. Proste do zrobienia nawet dla laika. Muszę przyznać, że nieźle to wykombinowali. - Ben mówił jakby winszował niewidzialnemu spraingpartnerowi w tych szachach na odległość pomysłowości no ale też i czuł satysfakcję, że mimo to rozgryzł go co i jak zostało zrobione. No i Ben był laborantem więc więcej go sprawa nie interesowała póki nie trafiła do jego laboratorium. Dodał jeszcze, że zabezpieczono na płytkach odciski palców no ale komputer wskazał jakiegoś Duffy'ego i MacNamarę, gliniarzy z pobliskiego posterunku oraz odciski dwóch innych osób jakich nie było w rejestrze. Odciski lokalnych policyjnych detektywów jednak nie były żadną sensacją jeśli Duffy sam przyznał bez oporów, że cały tydzień trzymał i oglądał te płytki u siebie w biurze.

Po wizycie Bena Eda czekała rozmowa z szefem. Blecher był od samego rana w swoim biurze więc tym razem agent Hoover nie musiał czekać ani odbijać się od zamkniętych drzwi jak wczoraj wieczorem. Pomysły podwładnego przywitał cierpkim spojrzeniem. Chociaż o czasem można było odnieść wrażenie, że taka jest jego pierwsza reakcja na wszystkie pomysły, wszystkich swoich podwładnych.

- Nakaz na zajęcie telefonów, laptopów i takich tam? No to zadzwoń do Racetti’ego i powiedz mu w czym rzecz. W ciągu paru dni chyba powinien to załatwić. - skwitował wzruszeniem ramion obracając w palcach jakąś układankę ze sznurków i koralików. Pewnie znów jakiś element terapii antystresowej.

- Ale kontakt z chłopakami z Margarity? - skrzywił wargi w podkówkę i popatrzył krzywo na Edwarda jakby sprawdzał czy on to na poważnie zaproponował. - To jakaś tajna operacja zagraniczna tych z El Paso. Pewnie taka co jest w toku. Wiesz chyba Ed jak to jest z tajnymi operacjami w toku co? - zapytał raczej retorycznie. Co prawda operacja może nie była taka tajna, może agenci DEA po prostu szkolili jakieś miejscowe siły rządowe w zwalczaniu karteli narkotykowych czy coś w tym stylu. No ale rodzaj zdjęć jakie przysłali z tej wenezuelskiej wyspy sugerował, że chyba jednak brali właśnie kogoś pod lupę. Na razie żadnych wieści wewnątrz biura ani w prasie o wielkiej wpadce czy sukcesie DEA z tych okolic nie było no to mogło znaczyć, że operacja wciąż jest w toku. A jeśli tak było to chłopcy i dziewczyny którzy badali tą sprawę mogli mieć naturalne opory i niechęci by rozmawiać o tym z kimś spoza ich grona.

- Dobrze zapytam tych z El Paso. Ale nie napalaj się na prędką odpowiedź. - westchnął szef znów wracając wzrokiem do tych koralików nawleczonych na rzemyki i swoich palców które próbowały to zaplątać czy rozplątać.

A gdy z gabinetu szefa Ed znów wrócił do siebie zbyt długo się nie nudził. Właśnie jakoś akurat gdy mżawka za oknem zdążyła skutecznie rozproszyć poranną mgłę zadzwoniła jego komórka. Dzwonił Duffy.

- Możemy się spotkać? Chyba coś mam. Przyjedź do nas na komisariat. - policyjny detektyw nie był zbyt wylewny więc rozmowa nie trwała zbyt długo.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 07-03-2020, 17:04   #12
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Gliniarz pokrzyżował plany Eda, który po rozmowie z Blecherem zamierzał od razu pojechać do biura prokuratora, by poprosić o nakaz na zajęcie komputerów i telefonów Alyssi Salvado. Tych prywatnych i służbowych. Uznał jednak, że sprawa może zaczekać, w głosie Kena wyczuł, że nie dzwoni byle z błahostką. Przeklinając w duchu paskudną pogodę, wybiegł z budynku agencji, wsiadł do dodge’a by za chwilę włączyć się w ruch uliczny. Nieprzyjemna mżawka spowodowała, że tego dnia większość ludzi przesiadła się do aut, więc zanim dojechał na miejsce, zdążył wypalić trzy papierosy.
Wchodząc na komisariat, zatrzymał się w holu i wyciągnął telefon, wybierając numer Kena Duffiego. Poinformował detektywa, że czeka na niego na dole.
- No to chodź do nas na górę. Musisz coś zobaczyć. - Duffy odpowiedział szybko i krótko.
Agent schował telefon i po schodach wszedł na pierwsze piętro. Udał się od razu do biura, w którym urzędowali detektywi Duffy i McNamara oraz ich dwóch kumpli. Zapukał, po czym nie czekając na odpowiedź wszedł do środka.
- No jesteś. To jest Scott. - Duffy przedstawił drugiego z mężczyzn który siedział przy sąsiednim biurku które podczas wcześniejszej wizyty agenta federalnego było puste. Scott McNamara przywitał się z agentem ale skoro to Ken prowadził rozmowę to mu się nie wtarabaniał w kompetencję.
- Wiedziałem, że to nikt od nas. - zaczął mówić Duffy ledwo Ed usiadł na swoim miejscu dla gości i petentów. Mówił jakby się nie mógł powstrzymać, że udowodnił coś czy złapał jakiś trop w śledztwie.
- W zeszłym tygodniu siadło nam światło. Mnie to obeszło by wówczas mnie tutaj nie było. Ale słyszałem, że jakiś czas nie było. Oczywiście mamy generatory awaryjne no ale wezwaliśmy ekipę serwisową. - Ken zaczął tłumaczyć co i jak to było z tym światłem.
- Mamy od lat tą samą firmę. Sprawdzają nam system co kwartał. Takie przepisy. No i jak coś się przydarzy to przyjeżdżają. “Morgan & Son”. - Scott dorzucił od siebie parę detali aby wyjaśnić jak to jest z tym serwisem od elektryki.
- Oczywiście przyjechali. Posprawdzali co mieli sprawdzić. Światło wróciło to sobie pojechali. Żadna sprawa. - drugi z policyjnych detektywów rozłożył ramiona i uśmiechnął się z lekką ironią. No rzeczywiście wyglądało na mało istotny detal. Światło siadło, wezwali ten sam serwis co zwykle, przyjechali, naprawili, pojechali. Koniec historii. Nie bardzo nawet było co opowiadać.
- No ale jak się zastanawialiśmy z Kenem kto mógł się obcy kręcić po naszym posterunku w ciągu tygodnia czy dwóch no to tylko oni przyszli nam do głowy. Też prawie psim swędem bo nas to ominęło jak Ken mówi to tylko chłopaki nam o tym na drugi dzień wspomnieli. - Scott zaczął mówić dlaczego właśnie tych monterów wzięli pod lupę.
- No to dzwonię do tych z “Morgan & Son”. No i słuchaj tego: ostatni raz byli u nas w grudniu jak rutynowo na koniec kwartału sprawdzali system. Potem nie mieli od nas żadnych zgłoszeń to nikogo do nas nie wysyłali. - Ken znów rozłożył ramiona tym razem z grymasem mieszaniny triumfu, że na coś wpadł i irytacji, że ktoś tu robi ich wszystkich w wała.
- Sprawdzamy te połączenie. Ale jak ktoś jest tak cwany to wątpię by zostawił jakiś namacalny ślad. Ale sprawdzamy. - Scott dorzucił od siebie z niewiarą w głosie, że coś znajdą.
- No a tu są nasi panowie monterzy. - Duffy obrócił ekran swojego monitora i puścił czarno - białe nagrania z kamer komisariatu. Widać było na nim dwóch ludzi w luźnych kombinezonach roboczych i osblaksowych kamizelkach. Obaj w bejzbolówkach z logo firmy “Morgan & Son”.
- Niezłe cwaniaki. Na żadnym ujęciu nie widać ich zbyt dobrze. - skomentował kwaśno Scott też pewnie już nie pierwszy raz oglądając to nagranie. No rzeczywiście. Na każdym ujęciu widać było jak gdzieś idą korytarzem, ktoś im otwiera jakieś drzwi czy coś tam robią i sprawdzają. Mieli kombinezony, kamizelki, torby robocze, zachowywali się tak jak monterzy powinni. Sprawdzali kontakty, skrzynki bezpiecznikowe, chyba napięcie w kablach no jak to monterzy na wezwaniu co szukają miejsca awarii by je zlokalizować i naprawić. Ale jednocześnie te luźne kombinezony, bejsbolówki i takie układanie głowy by nie patrzeć wprost na kamerę sprawiało, że trudno było rozpoznać kto to jest. Albo widać było dół twarzy albo boczny profil ale z dalszej odległości. Zresztą kamery nie celowały dokładnie w nich więc zwykle tylko łapały ich jak gdzieś przechodzili albo zatrzymywali się. Edowi też było trudno wyłapać jakiś charakterystyczny detal ich anatomii czy facjaty. Tacy jacyś nijacy do tego te luźne ubranie zniekształcało ich sylwetki. Więc można było powiedzieć, że są średniego wzrostu i budowy. No raczej żaden nie pękał w szwach od tłuszczu czy mięśni. Raczej chyba biali chociaż może i któryś był Azjatą czy Latynosem bo na szarych zdjęciach tylko czarnoskórych można było rozpoznać od razu. No a żaden z nich taki nie był.
- Przyjechali furgonetką. Sprawdziliśmy ją. Szary Ford. Na kradzionych numerach. - Ken przewinął taśmy aby pokazać jeszcze widok z którejś z zewnętrznych kamer na rzeczony pojazd jakim przyjechali tamci dwaj przebierańcy. No faktycznie szary Ford stojący na parkingu przed budynkiem.
- Byli też w magazynie dowodów. Lamar był z nimi ale został w drzwiach z jednym z nich. Drugi wszedł do środka sprawdzić skrzynkę. Nic nie wyniósł bo torbę zostawił w wejściu. Jak sprawdzili tą skrzynkę to podziękowali i poszli do sąsiedniego pomieszczenia. Myślę, że wtedy coś mogli zrobić z tymi nagraniami. A w ogóle już wiadomo czemu nie działają? - Duffy westchnął cicho gdy dorzucił ostatni element tej układanki. Na sam koniec zapytał o nagrania jakie poprzednio zabrał ich gość do swojego biura.
Ed w pewnym sensie poczuł ulgę słuchając tłumaczeń detektywów. Gdyby sprawa się nie wyjaśniła, musiałby powiadomić wydział spraw wewnętrznych a bardzo nie chciał tego robić. Zdążył polubić Duffiego, a przez sprawę z płytami gliniarz, mógłby mieć poważne nieprzyjemności.
- Nagrań nie udało się odzyskać – odpowiedział Hoover po czym wyjaśnił gliniarzom w jaki sposób doszło do zniszczenia nośników. Gdy skończył wskazał palcem na monitor, pokazując na fałszywych monterów.
- Gadaliście już z Lamarem? Widział tych z facetów z bliska. Powinien zapamiętać jakieś szczegóły. Akcent, typ urody, znaki szczególne?
- Nic szczególnego. Wtedy był bardziej zaaferowany tą awarią i tym by mu nic nie wnieśli z magazynu niż nimi samymi. Z wyglądu opisał ich jako dwóch białasów. Jeden miał niewielką brodke. Ten który został w drzwiach. Nasi spece teraz z nim siedzą by zrobił portret pamięciowy. Zobaczymy co z tego wyjdzie. - policyjny detektyw rozłożył ramiona jego kolega pokiwał głową na potwierdzenie słów. *jego słów.
Hoover przytaknął ze zrozumieniem. Nie ma takiej możliwości, żeby ci faceci byli amatorami, musieli figurować w jakichś bazach danych, portrety pamięciowe mogły pomóc ustalić ich tożsamość. Agent zastanawiał się teraz, kto byłby na tyle bezczelny żeby zorganizować taką akcję. Sabotażyści musieli doskonale orientować się jak na co dzień funkcjonuje komisariat, wiedzieć, że to firma „Morgan & Son” zajmują się konserwacją i naprawą elektryki w budynku, znać rozkład pomieszczeń. Byle debil z ulicy, nawet gdyby go zaprowadzono do magazynu z dowodami, nie wiedziałby od czego zacząć, zanim by znalazł to czego szuka, Lamar zdążyłby pięć razy zorientować się, że coś jest nie tak. To była szybka, sprawna, brawurowa akcja w stylu służb specjalnych. Sprawcy mogli być w przyszłości gliniarzami, federalnymi lub pracować dla CIA, ewentualnie zostać przeszkoleni przez ludzi, którzy przeszli na drugą stronę barykady. Ed nie wykluczał też, że ktoś wewnątrz, policjant lub pracownik komisariatu pomagał w sabotażu.
- Wspominaliście, że to było w zeszłym tygodniu. Ale kiedy dokładnie?
- To było… - Duffy zerknął na ekran i coś sprawdził. - … w poniedziałek. Tydzień temu, 27-go. - odpowiedział czytając datę z ekranu.
Poniedziałek. 27 stycznia. Hoover dostał sprawę trzy dni później. Czyżby ktoś przewidział, że DEA włączy się do zamkniętego przez policję śledztwa w sprawie śmierci Salvado i przejrzy nagrania z hotelu? Innego wytłumaczenia nie było, chyba że….
- A co z dowodami z innych śledztw, znajdującymi się w magazynie? Mieliście tam jakieś inne płyty CD? Coś jeszcze zostało zniszczone albo zginęło z ewidencji? – próbował dociekać agent. Nie wykluczał, że sprawcy mogli zniszczyć nagrania z hotelu, dla odwrócenia uwagi od jakiejś innej sprawy prowadzonej przez komisariat.
Obaj policyjni detektywi popatrzyli na siebie pytająco. Po chwili Ken wrócił spojrzeniem do rozmówcy i z rozbrajającą szczerością wzruszył ramionami na znak, że nie ma pojęcia.
- Nie wiem. Sprawdzaliśmy nasze śledztwo i dowody. Lamar na razie nic nie krzyczał, że coś jeszcze zginęło czy coś w tym stylu. Ale nie wiem czy zrobił inwentaryzację całego magazynu. - policjant odpowiedział spokojnie a drugi potwierdził to skinieniem głowy.
Powinien, pomyślał Ed, ale po chwili zmienił temat, licząc, że gliniarze wykażą się rozsądkiem i dokładnie zbadają sprawę. Wyciągnął z kieszeni pendrive na którym znajdowały się zeskanowane odcinki palców, położył go na biurku.
- Na płytkach znaleźliśmy odciski. Twoje Ken, detektywa McNamary i jeszcze dwa, których nie mieliśmy w rejestrze. Być może to paluchy Lamara i kogoś kto przekazywał wam nagrania w hotelu, ale warto się upewnić – powiedział po czym wskazał na nagrania z komisariatu – Zgracie mi to na płytkę albo pendrive? Oddam to do analizy, może komuś z naszych, uda się ich zidentyfikować.

Po wyjściu z komisariatu postanowił od razu spotkać się z prokuratorem. Uzbrojony w nagrania, na których dwóch fałszywych monterów dostało się podstępem na komisariat i zniszczyło, kluczowe dla sprawy dowody, był pewien, że Racetti nie odmówi jego prośbie i wystawi mu nakazy. Nie tylko zajęcie sprzętu elektronicznego Salvado. Ed zamierzał również przejrzeć listę klientów „Morgan & Son”. Niektóre firmy rozdawały klientom darmowe gadżety, także czapki z firmowym logo. Niewykluczone, że tych dwóch cwaniaków, właśnie w taki sposób weszło w posiadanie swoich przebrań.
Po nakazy prokurator Racetti kazał zgłosić się jutro, więc Ed wrócił do biura DEA. Poprosił Blechera, by jutro, gdy już Ed dostanie kwity, przydzielił paru agentów, którzy pojadą do siedziby "Caribbean Tourism" i zarekwirują komputery i telefony, używane służbowo przez Salvado. Jego samego, jutro czekała nieprzyjemna przeprawa z rodziną denatki, od których miał zażądać wydania prywatnych laptopów, dysków i telefonów Alyssi. Hoover w środę zamierzał spotkać się też z właścicielem "Morgan & Son", któremu zamierzał zadać parę szczegółowych pytań, by na koniec rozmowy, asekurując się nakazem prokuratorskim zażądać wydania listy klientów, którzy korzystali z usług firmy w styczniu.

Skończyła się gra w podchody. Ed wprawił w ruch maszynę, której nie da się już zatrzymać.
 

Ostatnio edytowane przez Arthur Fleck : 08-03-2020 o 09:58.
Arthur Fleck jest offline  
Stary 08-03-2020, 16:27   #13
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 7 - 2020.02.05; śr; g 12:00

Czas: 2020.02.05; śr; g 12:00
Miejsce: Los Angeles, budynek DEA, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz nieprzyjemnie i mżawka


W środku tygodnia pogoda się wreszcie poprawiła. Co prawda było tylko kilkanaście stopni powyżej 0*C ale wystarczyła bluza czy marynarka aby nie czuć nieprzyjemnego chłodu. No i wreszcie od rana było słonecznie w przeciwieństwie do ostatnich kilku dni. Niebo było w iście pocztówkowym błękicie a słoneczko było ładną, świecącą plamką na nieboskłonie. Więc w tą środę to się nawet przyjemnie jechało przez miasto. Trochę mniej przyjemne było wczorajsze spotkanie z szefem.

- Hoover kto prowadzi śledztwo w sprawie tej Salvado? Ty czy całe nasze biuro? - Blecher wydawał się być nie w humorze, że widzi swojego podwładnego zwłaszcza z taką prośbą o dodatkowych ludzi. Jakby przyszedł w złym momencie. No ale właściwie czasem można było sądzić, że Blecher ma same takie złe momenty więc chyba dla tego jednego agenta nie robił jakiegoś wyjątku. No i mimo wszystko dał mu znowu Chrisa i Terry’ego aby kolejnego dnia pojechali do agencji turystycznej z nakazem na elektronikę denatki. No to te jutro to właśnie dzisiaj. Tylko zacząć trzeba było od wizyty u prokuratora by odebrać ten nakaz.

Przy okazji Racetti dał znać, że na dzisiaj z drugim nakazem, na okazanie listy klientów firmy serwisowej jaka obsługiwała również posterunek policji dzisiaj się raczej nie wyrobi. Jak się jednak wyrobi to da znać jak nie to postara się na jutro.

Więc po wizycie u prokuratora Ed mógł przydzielić dwóm przydzielonym przez szefa agentom zadania. Skończyło się na tym, że pojechali do “Caribbean Tourism” a Ed do rodziców Alyssy.

Tak jak się tego spodziewał rozmowa z rodzicami a raczej z ojcem nie była zbyt miła. Starszy pan który mu otworzył drzwi chyba nie spodziewał się, że jeszcze się spotkają. Ale zaprosił go do środka, do tego samego salonu w jakim rozmawiali wcześniej. No to jeszcze nie było tak źle. Gorzej jak zobaczył nakaz i usłyszał po co agent DEA przyjechał. Usta zacisnęły mu się w wąską linię gdy jeszcze raz czytał papier z urzędu prokuratora.

- Nie mamy żadnych jej laptopów, telefonów ani nic takiego. W rzeczach jakie nam oddano z kostnicy nie było nic takiego. Powinna mieć swój telefon ale go nie było. Resztę rzeczy pewnie ma swoim domu. Zadzwonię do Toma by się z panem skontaktował. On ma klucz do jej mieszkania. - senior rodziny Salvado odpowiedział niezbyt głośno chociaż nie ukrywał, że te nachodzenie wcale mu się nie podoba. Z niedzielnej wizyty w domu Alyssy Ed wiedział, że ostatnio rzeczywiście jej najstarszy brat otwierał i zamykał jej dom gdy tam pojechali. A jeśli był człowiekiem pracującym to w środku tygodnia pewnie jeździł do pracy i takie tam. Dlatego w przeciwieństwie do weekendu teraz w domu jego rodziców go nie było.


---



Po powrocie Ed zbyt długo nie czekał na powrót dwóch kolegów z miejsca pracy Alyssy. Wrócili z komputerem, laptopem, nawet myszką i klawiaturą zmarłej pracownicy. Oraz przekazali obietnicę szefa firmy, że złoży na nich skargę za to nachodzenie i bezczelność. Nawet policja co prowadziła śledztwo nie robiła takich rzeczy. Nie wiadomo było czy rzeczywiście agencja turystyczna złoży tą skargę jeśli nie to nie było się co przejmować. Jeśli tak no to w tym bardzo złym wariancie mogło się skończyć na rozprawie sądowej, w mniej nieprzyjemnym wariancie wpisem do akt, reprymendą od szefa który by musiał wykazać, że “coś zrobił” gdyby i jego wzięli na dywanik i takimi tam atrakcjami.

Niedługo zadzwonił też Thomas Salvado. Do niego z kolei zadzwonił ojciec. Mówił krótko, że może się spotkać dzisiaj po pracy. Czyli jakoś o 18:30, może z jakimś poślizgiem bo nie wie jakie korki wieczorem będą. Pod domem Alyssy.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 16-03-2020, 10:46   #14
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Gdy Chris opowiedział Edowi o zachowaniu szefa Caribbean Tourism, agentowi podskoczyło ciśnienie. Nie był raczej skory do awantur, nie zamierzał jednak pozwolić by jakiś dupek utrudniał dochodzenie nasyłając prawników i strasząc agencję pozwami. Trzeba było facetowi dać jasno do zrozumienia, kto tu rozdaje karty, więc przed wyjściem z biura, znalazł numer telefonu właściciela CT i wystukał go na klawiaturze telefonu.
Długo nie czekał. Może jeden sygnał gdy po drugiej stronie odezwał się jakiś przyjemny, kobiecy głos przedstawiając swoją firmę i pytając w czym może pomóc.
Hoover przedstawił się jako agent federalny, po czym poprosił, żeby kobieta, którą uznał za sekretarkę, połączyła go natychmiast ze swoim szefem.
Znów zbyt długo nie musiał czekać. Kobieta uprzejmym tonem poprosiła by chwilę zaczekał i rzeczywiście po chwili w słuchawce rozległ się pewny, zdecydowany głos.
- Jonathan Perkins, słucham. - przedstawil się ów głos co pasowało do danych jakimi o tym biurze turystycznym dysponował Edward.

Agent jeszcze raz podał swoje nazwisko i stopień po szybko dał mężczyźnie do zrozumienia, że to on jest sprawcą zamieszania z komputerami.
- A teraz proszę mnie uważnie posłuchać – odparł stanowczo Edward gdy skończył krótkie wprowadzenie - Pani Salvado w trakcie swojej ostatniej służbowej wizyty w Wenezueli została sfotografowana w towarzystwie osoby, która jest członkiem południowoamerykańskiego kartelu. Obowiązkiem DEA jest sprawdzić te powiązania, dlatego poprosiłem o nakaz wydania służbowego sprzętu, z którego korzystała pani Salvado. Jako, że była wysoko postawionym pracownikiem Carribean Turism, mogłem zażądać dokładnej kontroli, zarekwirować cały wasz sprzęt, zarządzić przesłuchanie kadry kierowniczej. Jednym słowem sparaliżować pracę firmy na parę tygodni. Zamiast więc wygrażać się agencji, radzę docenić mój gest i z nami współpracować panie Perkins. Zarekwirowany sprzęt zostanie zwrócony po wykonaniu analizy przez naszych informatyków. Wytłumaczyłem to panu jasno, czy są jeszcze jakieś pytania?
Ed czekał teraz na odpowiedź mężczyzny.

Mężczyzna po drugiej stronie aparatu zastanawial się dość krótko. Widocznie miał wyprawę w podejmowaniu decyzji.
- No dobrze, przekonał mnie pan. Nie będziemy składać pozwu. Ale nie obiecuję, że to się tak nie skończy jeśli pan i pańscy ludzie będziecie nas dalej gnębić i nachodzić. Najazd Agentów federalny z odznakami i nakazem nie wpływa zbyt dobrze na wizerunek biura turystycznego. Tak samo jak jakieś plotki o kontaktach naszych pracowników z podejrzanymi typami. - szef wyrażał swoje niezadowolenie z tej calej afery jaką jego zdaniem wywołał agent Hoover. Chociaż przemowa czy argumenty jakie ten przedstawił trafiły mu do przekonania na tyle by go udobruchać na tą chwilę to jednak niezadowolony był i wcale tego nie ukrywał.

Agent podziękował i się rozłączył po czym zabrał sprzęt przyniesiony przez Chrisa i udał się do pokoju informatyków. Wyjaśnił im dokładnie czego od nich oczekuje, szczególnie interesowała go skrzynka mailowa Alyssi Salvado, Ed liczył, że chłopakom szybko uda się złamać hasło i przejrzeć zawartość poczty.
- Jak skończycie przejrzyjcie też nagrania z komisariatu, ok? Wrzućcie tych dwóch fałszywych monterów w nasz program do wyszukiwania twarzy, może coś wyskoczy. Wiem, że dałem wam dużo roboty, ale odwdzięczę się. W piątek w „Tessa Bar” stawiam pierwszą kolejkę – uśmiechnął się Ed poklepując jednego z mózgowców po plecach.

Mimo, że Racetti nie wystawił mu nakazu agent postanowił pojechać do „Morgan & Son”. Przejeżdżając bulwarem agent napawał się błękitem nieba i oceanu, w radiu grała jego ulubiona nuta, Ed wystukiwał palcami rytm o kierownicę, co lepsze fragmenty nucąc przed nosem. Pogoda wprawiła go w dobry nastrój, na chwilę zapomniał o sprawie Salvado, ale tylko na chwilę. Gdzieś z tyłu głowy, jak węże w kłębowisku, wiły się pytania bez odpowiedzi.

Z firmy serwisowej odjeżdżał z niczym. Chociaż miał wrażenie, że niewiele mu brakowało by szef firmy się zgodził. Okazał się już starszym, siwowłosym mężczyzna z brzuszkiem. Klasyczny stereotyp drobnej przedsiębiorczosci. Podobnie jak to przez ostatnie dni Ed zdążył zauważyć wizyty agenta federalnego kompletnie się nie spodziewał. Tym bardziej, że u niego wcześniej nie było żadnej policji ani nijak nie był dotąd zamieszany w sprawę Alyssi Salvado. Więc z początku dominowały u niego głównie zaskoczenie. No a potem też i złość gdy dowiedział się jak niecnie ktoś wykorzystał jego firmę.

No ale nie był biznesmenem od wczoraj. Nie chciał mieć kłopotów z prawnikami i pozwami. A bez nakazu to nawet nie miał jak się zasłaniać prawem. Więc jak Ed wróci z nakazem to bardzo chętnie z tą listą no ale tak na krzywy ryj no to no nie.

Powiedział tyle że na pewno od początku grudnia nikogo z nie wysyłali ba rzeczony posterunek. Tutaj to co mówił ładnie zazebialo się z tym co już Hoover usłyszał wcześniej od Duffego i MacNamary. Czyli, że na początku grudnia tak bo to przegląd okresowy i załatwili to rutynowo. A kolejny będzie na początku marca. No chyba, że coś się stanie, jakaś awaria no to wtedy oczywiście wyślą ekipę serwisową. No ale pan Morgan nie miał dużej firmy i ponad programowy wyjazd do awarii na komisariacie i to tydzień czy dwa temu na pewno by zapamiętał.

A kradzież ubrania roboczego? No nie. Nic takiego nie zanotowali. Ale same artykuły promocyjne może wziąć każdy kto jest w poczekalni. Wizytówki, czapeczki, ulotki, długopisy.

Po wizycie w „Morgan & Son”, Ed od razu pojechał do mieszkania Alyssi Salvado, gdzie czekać na niego miał jej brat Thomas. Agent, trzymając w ręku kwity od prokuratora wysiadł z samochodu, wypluł na jezdnię niedopałek papierosa, który zdeptał obcasem buta, po czym ruszył w kierunku drzwi wejściowych do klatki schodowej apartamentowca.

Spotkanie w domu Alyssi z jej najstarszym bratem było dużo chłodniejsze niż w niedzielę przy pierwszej wizycie. Thomas przyjechał mniej więcej punktualnie. Co przy godzinie popołudniowych korków raczej było normą.

Gdy przywitał się z Edwardem już dał wyczuć ten chłód i rezerwe. Poprosił o nakaz po czym go przeczytał bez pośpiechu. Pokręcił głową i schował nakaz do kieszeni.

- Widzę, że jesteś na prawie. - powiedział bez radości. Potem już się prawie nie odzywał. Otworzył drzwi wejściowe i poprowadził agenta do sypialni siostry gdzie ostatnio widział zamknięty laptop. Ten nadal tam sobie leżał tak samo jak w niedzielę. Brat Alyssi podał agentowi ten laptop razem z ładowarką.
- Nie wiem gdzie jest jej telefon. Nie było go w rzeczach z kostnicy. - powiedział sucho i popatrzył na Edwarda wzrokiem sugerującym, najkrótszą drogę do wyjścia.
Ed podziękował, pożegnał się i wyszedł, zabierając zarekwirowany sprzęt. Postanowił nie wracać do biura. Był wieczór, po drodze zatrzymał się przy jednym z monopolowych, do mieszkania wrócił więc z butelką Jacka Danielsa i laptopem Alyssi Salvado. Zamierzał kolejne kilka godzin spędzić szukając tajemnic. Pokaż mi historię swojej przeglądarki, a powiem ci kim jestem, pomyślał, włączając komputer zmarłej.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 19-03-2020, 07:58   #15
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 8 - 2020.02.06; cz; g 10:00

Czas: 2020.02.05; śr; g 10:00
Miejsce: Los Angeles, budynek DEA, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz umiarkowanie i pogodnie


Z wieczornych planów Edwarda niewiele wyszło. Co prawda Jack dotrzymał mu wieczornego towarzystwa i laptop Alyssy również. No ale ten drugi nie miał zamiaru współpracować. Ledwo agent specjalny DEA go otworzył i uruchomił a odbił się jak piłeczka od betonowej ściany. Hasło. Laptop był zabezpieczony hasłem. Bez tego nie chciał podzielić się tym co w sobie krył. Edwardowi więc został tylko Jack do towarzystwa. Zdawał sobie sprawę, że zapewne dla firmowych bystrzaków takie hasło nie będzie zbyt wielkim wyzwaniem no ale to najprędzej jutro rano będzie mógł im zanieść ten laptop. Standardowe hasła “1234” czy imię użytkowniczki okazały się nieskuteczne. Hoover musiał więc przesunąć swoje plany zapoznania się z zawartością laptopa na kolejny dzień.

A kolejny dzień okazał pogodny i słoneczny chociaż chłodny. O poranku było ledwo ze 2 stopnie powyżej 0. Ale przynajmniej nic nie padało. I według prognoz powinno się ta pogoda utrzymać do wieczora. Dopiero wieczorem spodziewano się zachmurzenia i może przelotnych opadów. Za to w środku dnia miała przyjść fala upałów.

Po przyjeździe do pracy Edward zdał laptop do kolegów informatyków. Obiecali, że się tym zajmą tak szybko jak to tylko możliwe. A ten mógł się zająć planowaniem kolejnych kroków w tym śledztwie. I tak mu zeszło z godzinę czy dwie gdy prawie na raz otrzymał dwa telefony. Pierwszy z wewnętrznego numeru, od informatyków. Zdjęli blokadę hasła więc mógł przyjść po odbiór laptopa. Drugi z biura prokuratora. Sekretarka Racetti’ego dzwoniła, że nakaz na wydanie listy klientów “Morgan & Son” jest już gotowy i można po niego przyjechać.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 23-03-2020, 11:02   #16
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Hoover był niepocieszony, gdy okazało się, że laptop Alyssi jest zabezpieczony hasłem. Wieczór spędził więc bezproduktywnie, osuszając butelczynę. Rankiem, gdy w końcu chłopaki odblokowali sprzęt, postanowił przejrzeć zawartość komputera. Dokładnie przeszukał każdy z dysków, a potem zajął historią przeglądarki. Kiedy skończył zaniósł laptop z powrotem do informatyków z poleceniem, by przejrzeli prywatną skrzynkę mailową denatki o ile uda im się złamać hasło. Miał świadomość, że gdyby w tych komputerach znajdowały się jakieś ważne informacje, prawdopodobnie zostałyby usunięte jak nagrania z hotelu. Ktoś starannie zacierał ślady. Najgorsze, że tak naprawdę Ed nie wiedział, dlaczego ci ludzie to robią, co takiego próbują ukryć przed śledczymi? Spokoju nie dawał mu telefon Alyssi Salvado. Musiała go mieć przecież przy sobie w dniu śmierci a jednak w tajemniczych okolicznościach przepadł jak kamień w wodę.

Po odebraniu kwitów od prokuratora, pojechał znów do „Morgan & Son”. Po wczorajszej rozmowie z szefem serwisu, okazało się, że firmowe czapeczki można zabrać z poczekalni i tak pewnie Ed by zrobił, gdyby planował, to co zrobili fałszywi monterzy. Niemniej listę klientów i byłych pracowników, trzeba było sprawdzić, jeśli istniała chociaż minimalna szansa że przestępcy popełnili błąd, Hoover nie mógł pozwolić sobie na podobne partactwo. Wchodząc do poczekalni sprawdził czy w środku znajdują się kamery. Zamierzał poprosić szefa o udostępnienie nagrań z ostatnich dwóch tygodni i przejrzeć jej na spokojnie, wieczorem w mieszkaniu.

Gdy wrócił do biura czekał na pierwsze ekspertyzy informatyków, sam zajął się sprawdzaniem nazwisk z listy którą otrzymał od szefa „M&S”. Gdy wrzucał na bęben kolejne nazwisko z listy klientów, zadzwonił telefon. Gdy spojrzał na wyświetlacz, zamarł. W końcu odebrał.
- Cześć Ed – usłyszał w słuchawce głos Mary Taylor. Nie pamiętał kiedy ostatni raz z nią rozmawiał. To było chyba na ostatniej rozprawie, kiedy zapadł wyrok a kobieta, szlochając rzuciła się agentowi w objęcia i podziękowała za wszystko co zrobił.
- Dzień dobry pani Taylor. Coś się stało?
- Dostałam dzisiaj wiadomość od mojego prawnika. Adwokaci Millsa zamierzają przekonać gubernatora LeBeau, żeby wstrzymał egzekucję.
Mary Taylor rozpłakała się. Ed nerwowo ścisnął ołówek trzymany ręce.
- Pani Taylor…Mary….To nic nie znaczy. Za trzy tygodnie Mills skończy na elektrycznym krześle i żadna apelacja mu nie pomoże.
- Podobno LeBeau to zagorzały katolik i przeciwnik kary śmierci. A Mills był pastorem w Maple Ridge…
- Powtarzam, to nie ma żadnego znaczenia. Uspokój się, weź swoje leki. Niedługo będzie po wszystkim, obiecuję ci.
Hoover usłyszał w słuchawce przeciągłe westchnienie.
- Byliście taką piękną parą. Ty i Gwen. Ostatnio w końcu odważyłam się przeczytać jej pamiętnik, wiesz? Kochała cię nad życie Eddie. Mam nadzieję, że ułożyłeś sobie w końcu życie. Masz żonę, dzieci?
Ołówek trzymany w dłoni agenta złamał się na pół.
- Nie, pani Taylor. Przepraszam, ale jestem teraz trochę zajęty, oddzwonię później.
- Oczywiście, oczywiście. Trzymaj się Eddie.
Hoover rzucił telefon na stół i wyciągnął papierosa, którego natychmiast odpalił, szybkim i nerwowym ruchem.
- Hej, pojebało cię Hoov!? Tu się nie pali! – zawołał Chris, który właśnie przechodził korytarzem. Ed pokazał mu środkowy palec po czym wrócił do sprawdzania listy klientów i pracowników „Morgan & Son”.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 25-03-2020, 21:48   #17
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 9 - 2020.02.06; cz; g 23:30

Czas: 2020.02.06; cz; g 23:30
Miejsce: Los Angeles, dom Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz chłodno i mżawka



Edward poczuł, że potrzebuje przerwy. Przez większość dzisiejszego dnia siedział przed monitorem. Miał wrażenie, że z mózgu już dym mu wycieka uszami a w głowie szumiało. Robił się też już dość nieuważny z tego wielogodzinnego ślepienia się w monitor. Zwłaszcza jak nie chodziło o przeglądanie zdjęć śmiesznych kotów w internecie tylko o uważne śledzenie potencjalnych poszlak na cudzym komputerze.

Odkąd późnym rankiem lub jak kto woli wczesnym przedpołudniem informatycy zdjęli blokadę hasła na laptopie denatki to większość dnia spędził przed monitorem. Albo przy jej laptopie sprawdzając co się da albo potem w biurze sprawdzając nazwiska otrzymane z firmy zajmującej się serwisem elektryki. A potem jeszcze zabrał pracę do domu zgodnie z porzekadłem, że co się odwlecze to nie uciecze. Więc w domu mógł zabrać się za przeglądanie zawartości laptopa jaki został po Alyssy Salvado.

Z tego wszystkiego oba sprawdzania były przed monitorem i oba wydawały się równie żmudne. Dlatego jedyną większą przerwę jaką w ciągu dnia miał to było trochę przed tradycyjną pora lunchu gdy pojechał, tym razem z nakazem, do firmy serwisowej po to samo co wczoraj. No i z nakazem rozmawiało się podobnie uprzejmie jak wczoraj no ale efekt był niepomiernie większy.

- Pan rozumie co by się stało jakby po naszych klientach rozeszła się wieść, że przyjdzie ktoś z ulicy i my już z miejsca pokazujemy mu wszystkie nasze dane o klientach? - pan Morgan nawet chyba z ulgą przywitał powrót agenta DEA do siedziby i nakaz jaki mu przyniósł. Teraz już mógł mu pomóc mając nakaz sądowy za plecami gdyby ktoś przyleciał z jakimś roszczeniem czy nawet oskarżeniem. Z tym mógł mieć rację. Agent federalny może nie do końca wpasował się w uliczny standard no ale sama odznaka mogła być dla sądu za mało gdyby ktoś zdecydował się pozwać firmę szastającymi danymi o swoich klientach. A taki nakaz skutecznie załatwią tą sprawę.

Samo zebranie danych nie trwało zbyt długo. Może z kwadrans czy dwa. Pan Morgan zgrał listę pracowników. Firma nie była duża, łącznie z nim i biurowym zapleczem nie było tego nawet tuzin osób. Z serwisantów było połowę tego, jeździli zwykle pojedynczo lub w parach na trzy firmowe furgonetki i jednego pickupa. Sprawa była o tyle prostsza, że skład był dość stały. Najmłodsza stażem była Ella, stażystka z biura co miała dorobić sobie na studia w wakacyjną przerwę w zeszłe lato. No i tak jakoś im została do dzisiaj na pół etatu. Przychodziła na rano na 2-3 godziny w dni robocze albo całe dniówki w soboty. Bo później miała zajęcia więc musiała jechać na uczelnię. W zeszłym roku odszedł też jeden ze starszych serwisantów. Larry chciał pójść na własny rachunek i otworzyć własną działalność. Ale mówił o tym od dawna i złozył wypowiedzenie jeszcze na początku zeszłęgo roku a odszedł zaraz po wielkanocy więc dla nikogo to nie było zaskoczeniem. No i szef uznawał, że rozstali się w zgodzie. Żadnego z pracowników nie podejrzewał o taki numer jaki ktoś wywinął pod ich szyldem w sąsiednim posterunku policji.

- To karygodne. Niedopuszczalne. Jak tak można sobie uczciwymi ludźmi gębę wycierać? - już nie najmłodszy pan denerwował się nie na żarty, że ktoś w ten sposób użył wizerunku jego firmy oraz ich klienta bo w końcu ów posterunek był dla nich właśnie klientem. Pan Morgan miał tylko nadzieję, że po takim czymś nie stracą tego stałego w końcu i solidnego klienta.

Z facjat pracowników, głównie serwisantów, niewiele się Ed dowiedział. Co prawda każdy z nich miał zdjęcie profilowe w aktach pana Morgana w zdecydowanej większości pewnie to co kiedyś złożył w cv gdy się zapisywał do pracy. I te zdjecia były czytelne i wyraźne. Ale co z tego skoro brakowało materiału porównawczego? W tych workowatych kombinezonach i firmowych czapeczkach mógł być właściwie każdy. Od biedy nawet kobieta. Chociaż kobiety raczej można było wykluczyć bo żaden z policjantów ani się nie zająknął o kobiecie jaka by przyszła wówczas do awarii elektryki. Wszyscy mówili o dwóch mężczyznach. Niestety ci dwaj mężczyźni mogli być prawie każdym kogo Ed mijał na ulicy każdego dnia. Wystarczyło, żeby mniej więcej wpisywał się w średnie gabaryty. Nie był jakimś chuchrem, mięśniakiem albo nie łaził z zaawansowanym 8-mym miesiącem na stałe.

Z facjat techników dwóch miało chociaż jakikolwiek ślad wspólny z tymi z filmików. Jeden miał zarost. Niewielką bródkę razem z wąsami. Feralnego dnia Albert jednak miał alibi bo wówczas był na awarii w restauracji i to potwierdzał tak jego szef jak i dokumenty firmy. Drugim był Jim który miał kolczyk w uchu. Jeden z tych fałszywych techników na kilku ujęciach wyglądał tak, że mógł mieć na jednym uchu jakiś kolczyk. Coś tam mu się w każdym razie błyszczało z boku głowy. No ale ilu mężczyzn miało dzisiaj kolczyki? Cała masa! Jim z kolei miał alibi takie, że dla niego nie było wówczas roboty to w połowie dnia nie chciało mu się kiblować w pracy więc pojechał do domu. Co prawda było to na styk z awarią na posterunku i teoretycznie gdyby trafił bez korków i pojechał prosto na wskazany adres to mógłby zdążyć na tamtą “awarię”. No ale to właśnie było bardzo na styk. No i jedyną poszlaką był ten “być może kolczyk”. Sam pan Morgan twardo bronił swoich pracowników w całości i każdego z osobna i nie wierzył, że ktoś z nich mógłby zrobić coś takiego.

- Po co mieliby to robić? Źle im u mnie? Byłoby źle to mogą odejść. Jest niezła konkurencja w branży na mieście. A przecież po takim numerze to wiedzą, że każdego z nich bym zwolnił. - pan Morgan pokręcił głową na znak, że taki pomysł nie wydaje mu się wiarygodny. Ale oczywiście nie zabraniał federalnemu agentowi go sprawdzić.

Następne pół godziny spędzili przeglądając nagrania z kamer. A właściwie z kamery. Bo biuro mieściło się na parterze kamienicy. Z ulicy wchodziło się do holu gdzie była poczekalnia i wejścia do czterech innych małych biur, małych firm. Jedną z nich była właśnie firma serwisowa “Morgan & Son”. Mieli jeszcze gdzie indziej “stajnie” czyli bazę samochodów i serwisantów a tutaj było tylko biuro. No ale właśnie w biurze każda z firm zostawiała swoje gadżety, wizytówki i foldery. Stąd jak uważał pan Morgan było chyba najłatwiej komuś zabrać czapeczkę firmową. Po prostu sobie leżały na stoliku właśnie do wzięcia. No i kamera była tylko jedna na cały ten hol. Była ustawiona w jednym rogu tak by obejmować front z głównym wejściem no i większość tego holu. Do tej pory nie mieli żadnych włamań ani kłopotów a hol administrowali wspólnie z innymi firmami więc jakoś nikt nie palił się do wydawania pieniędzy na dodatkowe zabezpieczenia.

Z filmami z nagrań był jednak ten sam problem co z przeglądaniem laptopa Alyssy czy sprawdzaniem potem nazwisk z listy pracowników i klientów. Czyli trzeba było je po prostu przejrzeć chociaż raz w relacji 1:1. A to oznaczało kilkadziesiąt godzin nagrań. W końcu od śmierci Alyssy w połowie stycznia do numeru z fałszywymi monterami minęło prawie dwa tygodnie. Dziewczyna zginęła 15-go stycznia, awaria światła na komisariacie była w poniedziałek 27-go. 25-go Duffy i MacNamara zamknęli sprawę. Zapewne więc gdzieś w tym przedziale jeśli ktoś by miał zabrać owe firmowe czapeczki to powinien się zabrać do roboty gdzieś w tym przedziale. Ale i tak do obejrzenia było sporo tego filmu a nie do końca właściwie było wiadomo czego właściwie trzeba wypatrywać. W końcu skończyło się na tym, że pan Morgan zgrał te filmy z dwóch tygodni i przekazał do dyspozycji agentowi federalnemu.

- Mam nadzieję, że złapiecie tych podstępnych drani. - rzekł na pożegnanie agentowi federalnemu klepiąc go przyjaźnie w ramię.


---



Popołudnie ów agent federalny spędził w swoim biurze sprawdzając pracowników firmy. Co prawda większość poszło mu całkiem sprawnie i szybko. Jeśli bowiem ktoś nie był zamieszany w jakieś sprawy kryminalne albo chociaż sądowe to raczej nie było go w systemie. Dlatego większość nazwisk ani twarzy pracowników firmy nic nie mówiła ani Edwardowi ani federalnemu systemowi bezpieczeństwa. Ale znalazło się też trochę brudu za paznokciami u paru osób.

Sam pan Morgan miał kiedyś sprawę sądową o wyłudzenia i malwersacje. Ale to była stara sprawa, sprzed kilkunastu lat. Ostatecznie sprawę umorzono bo strony dogadały się polubownie załatwić sprawę. Pozywającym była fabryka komputerów dla jakiej Morgan miał wykonać instalację elektryczną w jednym z obiektów. Kosztorys i wykonanie uznano w owej fabryce za zbyt wysoki, roboty zbyt przewlekłe i generalnie oszacowano to jako szachrajstwo prywatnego przedsiębiorcy. No ale ostatecznie sprawę umorzono bo się jakoś jednak dogadali.

Jeden z serwisantów też miał konflikt z prawem. Okazało się, że odsiedział kilka lat w lokalnym zakładzie penitencjarnym za przemoc domową. W międzyczasie żona wniosła pozew o rozwód i tak to się skończyło. Wyrok odsiedział na dobre kilka lat zanim zatrudnił się w obecnej firmie i system od tej pory nie notował żadnych konfliktów z prawem a sam pan Morgan też się o nim nawet nie zająknął.

No ale tyle. Nie było wśród pracowników żadnych widocznych powiązań ze światem przestępczym i twardymi, kryminalnymi przestępstwami. Żadnych pobić, morderstw, napadów z bronią w ręku ani handlu narkotykami. Nic z tych rzeczy. Reszta przestępstw to były po prostu błachostki jakie jeszcze mieściły się w średniej ulicznej.

Z listą klientów było trudniej bo była dłuższa. Co więcej w zdecydowanej większości były to firmy, w większości raczej drobne i średnie. Piekarnie, restauracje, zakłady fryzjerskie i tego typu lokale. Firma “Morgan & Son” zajmowała się serwisowaniem ich elektryki a także montaż czy wymianę czujników przeciwpożarowych, czasem nawet kamer i systemów bezpieczeństwa oraz tego typu usługi. Klienci prywatni jak jakiś montaż elektryki w domu albo awarie były w zdecydowanej mniejszości. Komisariat policji był pod tym względem jednym z większych odbiorców usług tej firmy i to już od kilku lat. Ale tych podmiotów biznesowych było z kilkadziesiąt. Nawet jak nie były to zwykle zbyt duże firmy ale tak po kilka, tuzin czy dwa ludzi to całościowo robiła się z tego cała rzesza ludzi. Jakby sprawdzać ich pojedynczo to zwłaszcza w pojedynkę można by utknąć z tym na całe dni, może tydzień czy dłużej.


---



Tak Ed skończył swój dzień w biurze. Gdy wracał do domu pogoda była jeszcze ładna. Była ładna, słoneczna pogoda i było względnie ciepło chociaż było widać już pierwsze chmury. Gdy już wrócił do domu i zasiadł do laptopa Alyssy zrobiło się pochmurnie no a teraz gdy wreszcie się oderwał coś kapało na szyby. Chyba jakiś kapuśniaczek. Ale na zewnątrz było już ciemno. A kopanie w czyimś laptopie było jak grzebanie w czyimś życiu. Z jednej strony trochę pociągające by dowiedzieć się czegoś o kimś tak od prywatnej strony a z innej było to jednak wścibskie. Przynajmniej tak zapewne zapatrywałby się na to jakiś przeciętniak zagadnięty o to na ulicy.

Laptop odkrywał powoli swoje tajemnice. Już po otwarciu ukazywał się rząd ikonek. Ale niezbyt duży. Niewiele z nich Ed rozpoznał jako gry czy programy do odtwarzania filmów i muzyki. Większość to były foldery użytkowe. No i użytkowniczka zebrała ich całą kolekcję. Sporo było materiałów o Karaibach. Zdjęcia, filmiki, foldery, pdf jakich książek, roczników statystycznych nawet filmy historyczne i przyrodnicze o całym rejonie Karaibów. Od Ameryki Środkowej, Południowej po Florydę i Bahamy. Nawet był folder zatytułowany “Trójkąt Bermudzki”. Przejrzeć to całe archiwum w jeden dzień na jedną osobę nie było sposób. Ale wpasowywało się w tematykę pracy jaką wykonywała pnna Salvado.

Znalazł też albumy ze zdjęciami prywatnymi. Bez trudu rozpoznał właścicielkę laptopa. Zdecydowanie dominowały zdjęcia wesołej, uśmiechniętej Alyssy w pogodnych tropikach. Istne zdjęcia z wakacji jakimi ludzie uwielbiali się dzielić na mediach społecznościowych. Na tych zdjęciach wyglądała o wiele lepiej niż na tych jakie oglądał jako pierwsze. Czyli na zdjęciach z miejsca przestępstwa albo raportu koronera. Pod tym względem nic nie zapowiadało tragicznego końca jaki spotkał tą uśmiechniętą dziewczynę w luźnych pozach na malowniczym tle. Zapewne każdy mógłby jej pozazdrościć takiej pracy jaką wykonywała w miejscach na jakie inni musieli jeździć raz w roku na wakacje. A ona buszowała tam non stop. No ale już choćby ogrom jej prywatnego archiwum Alyssy na jej laptopie świadczył dobitnie, że nie jeździła tam dla przyjemności. A fotkę robiło się chwilę czy dwie. Aż trudno było uwierzyć, że tej żywej, zgrabnej dziewczyny ze zdjęć już nie ma na tym świecie.

Na zdjęciach na których Alyssa nie była sama była zazwyczaj z kimś ze swoich kolegów z pracy albo z oboma. Co też świadczyło o tym, że robił je któryś z nich albo ktoś jeszcze podczas podróży służbowych. Niektóre nawet wyglądały jakby robiono je z hotelowego pokoju improwizowanego na biuro czy sztab dowodzenia. Rozłożone laptopy, ubrania, ręczniki, książki, mapy, foldery i ten cały sprzęt jaki świadczył, że może nieco chaotycznie i w mało standardowych warunkach czy godzinach ale tu się jednak pracuje. Cała trójka wydawała się ze sobą zżyta na tych zdjęciach, byli zazwyczaj uśmiechnięci i wyluzowani. Czasem na niektórych Alyssa robiła jakieś głupie miny albo ustawiała się w przesadnie wyzywająych pozach no ale nie było nic do czego możnaby się przyczepić w takiej kolekcji prywatnych zdjęć. No ale nawet samych zdjęć nie dał rady przejrzeć wszystkich.

Sprawdzanie historii wyszukiwarki też nie przyniosło rewelacji. Zdecydowanej większości pokrywała się z tematyką pracy czyli chodziło o Karaiby, Wenezuelę, turystykę i w ten deseń. Trochę było wyświetleń z filmami do oglądania tutaj już niekoniecznie związanego z pracą i niekoniecznie dla niepełnoletnich. Znalazł historii trochę materiałów i kartelach narkotykowych głównie w Wenezueli ale znalazł też materiały prowadzące do historii tego kraju, geografii, pogody, wydarzeń takich jak koncerty, konkursy miejscowych gwiazd i finały popularnych programów. Na tym tle po prostu był to jeden z tematów dotyczących tego rejonu świata. W końcu ile użytkowników internetu wybierało hasła jak “kokaina”, “narkotyki”, czy “kartele”? Pewnie nie tylko Alyssa. Zwłaszcza jak ktoś zamierzał lecieć w rejon świata gdzie takie zjawiska nie były żadną abstrakcją. Nawet jeśli przykryte pod lukrem barwnej i krzykliwej turystyki. No ale to może właśnie jemu tak rzuciły się w oczy tego typu hasła jak właśnie miał nawyk szukania takich właśnie haseł? Czy w całości tych przykładów w wyszukiwarce to mieściło się w granicach błędu statystycznego czy nie? Na pewno nie było głównym tematem w wyszukiwarce.

Tak czy inaczej Ed zdawał sobie sprawę, że już dzisiaj zbyt wiele konstruktywnego nie zdziała. Potrzebował przerwy a najlepiej snu. No i musiał jutro z rana zacząć kolejny dzień śledztwa.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 25-03-2020 o 21:54. Powód: Edyta daty w nagłówku. Z 02.05; śr na 02.06; cz.
Pipboy79 jest offline  
Stary 29-03-2020, 22:54   #18
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Ed znów nie pamiętał o której położył się spać. Wziął proszki, zaległ na łóżku z laptopem Alyssi Salvado na kolanach a gdy rano się obudził, komputer leżał obok na nocnym stoliku, rozładowany. Od razu podłączył ładowarkę, uznał jednak, że nie przed wyjściem do pracy, nie zdąży nic już sensownego zrobić. Wziął szybki prysznic, przebrał się i niecałą godzinę później był już w biurze. Przeglądając nagrania z poczekalni naprawdę zaczął martwić się o swój wzrok, katowany od świtu do zmierzchu promieniowaniem z ekranu. Po tym jak stary opierzył go i dał do zrozumienia, że śledztwo w sprawie Salvado prowadzić ma sam, agent nie miał odwagi prosić o dodatkowych ludzi, którzy odwalą za niego brudną robotę. Po kolejnej paru godzinach przyglądania się twarzom wchodzącym do poczekalni ludzi zerwał się z krzesła i chwycił za marynarkę.
- Pierdolę to.
Poprzedniego wieczora dużo myślał o rozmowie z szefem „Morgan & Son”. I choć facet na pierwszy rzut oka wydawał się w porządku, sprawa dwóch fałszywych monterów nie dawała agentowi spokoju. Musieli mieć wiedzę, nie tylko o tym która firma serwisowa obsługuje komisariat, ale także rozeznanie dokąd pójść i czego konkretnie szukać w policyjnym magazynie. Sabotażyści w jakiś sposób musieli być powiązani z komisariatem. Chciał wierzyć, że żaden z gliniarzy im nie pomagał, więc najpierw postanowił sprawdzić inną teorię.

Gdy przyjechał do restauracji „ABSteak”, w środku wciąż większość stolików było wolnych, prawdziwy ruch miał się zacząć pod wieczór. Agent jak zwykle w takich sytuacjach jak ta przedstawił się, pomachał służbową legitymacją po czym poprosił kelnera o rozmowę z menadżerem lub inna osobą decyzyjną. Przy sobie miał zdjęcie Alberta, jednego z serwisantów „Morgan & Son”, który w czasie, gdy fałszywi monterzy niszczyli dowody, w policyjnym magazynie, miał rzekomo przebywać na terenie lokalu. Hoover pokazując pracownikom restauracji zdjęcia Alberta zadał kilka szczegółowych pytań, by potwierdzić jego alibi. Gdy skończył udał się pod domowy adres drugiego z techników, Jima którego rysopis mógł pasować do sabotażysty z kolczykiem w uchu. Sprawdził czy na ulicy, gdzie mieszka facet są kamery monitoringu, po czym wsiadł do swojego dodge’a, odpalił papierosa i zadzwonił do detektywa Duffiego.
- Cześć Ken. Dzwonię zapytać czy macie już rysopisy pamięciowe tych fałszywych monterów. Jeśli tak, wpadnę na komisariat, chciałbym je obejrzeć.

Wieczorem, Ed wrócił do mieszkania wyprany z energii. Kolejne godziny w biurze spędził oglądając nagrania z monitoringu w poczekalni. Czuł, że oczy ma suche jak pieprz, więc w nerwach przeszukał domową apteczkę i znalazł przeterminowane krople, którymi zakroplił soczewki.
Jutro pójdzie do Flechera i poprosi by przydzielił do sprawy młodych kotów, niech oni marnują czas i przeglądają te pieprzone nagrania. Z tą myślą, odpalił laptopa Alyssi, tym razem zamierzając przeszukać jej prywatną pocztę e-mail.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 30-03-2020, 23:14   #19
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 10 - 2020.02.07; pt; g 22:00

Czas: 2020.02.07; pt; g 22:00
Miejsce: Los Angeles, dom Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz chłodno i mżawka



Za oknami panował całkiem ciepły, pogodny wieczór. Chociaż w połowie dnia wcale się na to nie zapowiadało bo znad oceanu nadciągnęły chmury z których koło południa spadła drobna mżawka. Akurat jak Ed był na mieście sprawdzać alibi obu monterów z “Morgan & Son”. Potem te chmury powisiały jeszcze trochę ale popołudniu, wraz z nadchodzącym zmierzhcem niebo się przejaśniło i zachód Słońca był już iście pocztówkowy. No i mimo chmur i mżawki cały dzień było na tyle ciepło by można było chodzić swobodnie na krótki rękaw co najwyżej wziąć jakąś bluzę na wszelki wypadek.

Ale większość dnia agent specjalny Hoover spędził w czterech, oświetlanych i klimatyzowanych ścianach więc sprawa pogody na zewnątrz była dla niego dużo mniej istotna. Tak samo jak te wieści że, w Jemenie udało się załatwić jednego z szefów Al Kaidy o czym powtarzano w chyba każdych wiadomościach tak w radiu, internecie jak i tv więc trudno to było przegapić. Ale to też za bardzo nie wpływało na pracę agenta federalnego.

Powoli przedzierał się przez zawartość laptopa denatki. Poznawał ją od tej służbowej i prywatnej strony. Poznając jej życie, zainteresowania i sekrety. Przez ostanie dwa dni przejrzał może z jedną trzecią w porywach może połowę tych wszystkich plików, adresów filmów i zdjęć. Na razie jednak nie natrafił na żadną bombę. Coś co by mogło wskazywać na jakieś powiązania z kartelami narkotykowymi czy coś co mogłoby zainteresować DEA. Ot, zwykłe, drobne sprawy i życie drobnego, szarego ciułacza. Zapewne ktoś z kolegów czy zwykłych zjadaczy chleba mógłby się zdrowo podniecić grzebiąc tak w czyichś sprawach i życiu no ale jak dla zawodowego agenta był to tylko kolejny elektroniczny świadek do przesłuchania no to trudno było o taką ekscytację jak się to robiło po raz pierwszy czy drugi. Dowiedział się całkiem sporo o podróżach Alyssy po Karaibach i o samych Karaibach. No ale właśnie nic o narkotykach czy ich produkcji i przemycie. No ale jeszcze została mu spora część adresów i plików do przejrzenia. Jakby miał tyle czasu co do tej pory to może do początku nowego tygodnia się upora z tym laptopem.

Jeszcze gorsze chyba było gapienie się w nagrania z kamer “M&S”. W laptopie to chociaż był w tym jakiś sens, było na czym skupić umysł i wzrok. A w nagraniach zbyt wiele się nie działo. W największym skrócie ludzie krecili się po poczekalni, siadali, stali, rozmawiali i wchodzili do któregoś biura albo z niego wychodzili. No jak to w poczekalni. Do tego cała menażeria społeczna. Młodzi, starzy, chudzi, grubi, mężczyźni, kobiety czasem dzieci. A co gorsza to było kilkadziesiąt godzin nagrań skoro biuro było otwarte 10 h dziennie to z jednego tygodnia robiło się bite 60 h filmu. No z taką mrówczą robotą była szansa, że Blecher mu jednak kogoś przydzieli bo inaczej agent prowadzący śledztwo utknąłby przed monitorem kamer na pół tygodnia, tydzień czy może nawet dłużej. Może jak raz przydzielił mu Chrisa i Terry’ego to znów by mu ich podesłał.

Jedyny wypad poza ślęczeniem w monitory wypadł Edwardowi w samo południe. Akurat jak się rozpadała ta mżawka. Efekty były pomyślne lub nie. Zależy jakby na to spojrzeć. W przypadku obsługi “ABSteak” nie było żadnych problemów. Poszli na chętną współpracę widząc federalną odznakę. Odpowiadali na pytania bez oporów. I bez kłopotu rozpoznali Alberta na zdjęciu. Wiedzieli, że jest monterem i całkiem często ich odwiedzał. Jednak nie do końca byli pewni czy tamtego dnia i porze był właśnie u nich. Raczej tak. Po prostu ludzka pamięć była zawodna i pamiętali, że był. Ale obecnie to było już ze dwa tygodnie temu i nie dawali sobie ręki uciąć, że to było akurat tamtego dnia czy dzień wcześniej lub później. W końcu manager zdecydował się wesprzeć pamięć nagraniami z kamer ochrony. I okazało się, że pracownik Morgana jednak ma niezbite alibi bo i agent federalny mógł zobaczyć jak siedzi przy stoliku i spokojnie zjada swoje zamówienie.

Z Joe poszło o tyle łatwiej, że nie musiał nikogo odwiedzać ani z nikim rozmawiać. Adres okazał się typowym podmiejskim parterowcem. Podobnym w jakim mieszkała Alyssa czy jej rodzice. Tylko w innej części miasta. Na trawnik i ganek domu z chodnika mógł wejść właściwie każdy a żadnych kamer Ed nie dostrzegł.

Wracając spod domu montera serwisu elektrycznego Ed zajechał na komisariat. Tam Duffy i MacNamara mieli już rysopisy sprawców. Niestety były dość ogólne. Obaj biali, w wieku 20 - 40 l, średniej budowy. Workowate kombinezony monterów skutecznie maskowały większość znaków rozpoznawczych sylwetki dając jedynie ogólne pojęcie o gabarytach właściciela. Czapeczki zasłaniały sporą część twarzy na większości ujęć z kamer. Policjanci którzy ich wówczas widzieli nie przyglądali im się za bardzo, zwłaszcza, że przez większość ich interwencji było ciemno. A jak już nie było to byli zajęci swoimi sprawami a obecność monterów na awarii wydała im się oczywista i nie zwracali na nich większej uwagi. Zwłaszcza, że nie robili nic podejrzanego. Sprawdzali bezpieczniki, kable, korki, zabezpieczenia no jak to elektrycy na elektrycznej awarii.

Czy Jeff i Albert pasowali do tych rysopisów? Raczej tak. Mogli pasować. No ale przy tak ogólnych rysopisach zapewne wielu mężczyzn mogłoby pasować do tych rysopisów. Niemniej to już była jakaś poszlaka eliminująca sporą część społeczeństwa. Wszystkie kobiety, czarnych, starców czy młodzieniaszków albo spaślaków. Niemniej nadal pozostawała całkiem spora pula podejrzanych.

W końcu dzień roboczy w biurze się skończył i o tym pięknym zachodzie Słońca Ed wrócił do domu. Znów usiadł przed laptopem Alyssy zagłębiając się w jej prywatne i służbowe sprawy. Miał już z godzinę czy dwie przeglądania folderów i adresów za sobą gdy zadzwoniła jego komórka.

- Agent Hoover? - zapytał jakiś męski głos jakby dość dobrze wiedział kogo się spodziewać przy telefonie. - No cześć kolego. Agent Johnson z tej strony. Dzwonię z Margarity. Podobno masz do nas jakąś sprawę. - przedstawił się mężczyzna z drugiej strony. Wyglądało na to, że prośba o kontakt którą przez szefa złożył ze dwa czy trzy dni temu właśnie została zrealizowana.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 05-04-2020, 22:31   #20
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Ed był zaskoczony późnowieczornym telefonem, niemal już zapomniał o prośbie skierowanej do Bletchera. Wyglądało na to, że ma u starego większy posłuch niż przypuszczał. Podziękuje mu za to jutro.
- Cześć. Rozumiem, że Steven Bletcher wprowadził cię w szczegóły? Prowadzę dochodzenie w sprawie śmierci pracownicy biura „Caribbean Turism” Alysssi Salvado i jej ewentualnych powiązań z kartelem. Dziesiątego stycznia byliście w hotelu na Margaricie, robiliście zdjęcia, na których znalazła się Salvado i śledzony przez was, jak przypuszczam, podejrzany. Na pewno wiesz o kogo chodzi. Jego dane są utajnione, zdjęcie zamazano. Możesz mi zdradzić jakieś szczegóły na jego temat?

- Tyle o ile. - odpowiedź była dość krótka i enigmatyczna. - Nic nie wiemy o żadnej Salvado i jej sprawie. Jeden z naszych cyknął jej parę fotek w windzie bo jechała w niej z jednym z podejrzanych. Nie mamy pojęcia kim ona jest więc wysłaliśmy do centrali te fotki. Więcej nic o niej nie wiemy. - Johnson z miejsca ostudził ewentualne pytania o kobietę ze zdjęć. Ed prawie czuł przez telefon jak tamten kręci głową.

- Nie pytałem o Salvado, tylko tego podejrzanego z Margarity – przypomniał Ed – Wiem, że niechętnie dzielicie się takimi informacjami, ale sprawa jest o tyle dziwna, że pięć dni po tym jak zrobiliście zdjęcia na Margaricie, Salvado wyskoczyła z okna w hotelu w LA. Kiedy chciałem przejrzeć nagrania monitoringu z tamtego wieczoru, okazało się, że płyty które trzymano w magazynie z dowodami w komisariacie zostały zniszczone. To nie byli amatorzy, faceci przebrani za monterów weszli w środku dnia do komisariatu pełnego gliniarzy. Dlatego podejrzewam, że to jakaś grubsza sprawa powiązana z Margaritą. Nie ruszę dalej ze śledztwem, jak nie dowiem się, kim był podejrzany, którego wtedy śledziliście. Pomożesz?

Agent z innej komórki DEA, podczas innego dochodzenia i w innym kraju milczał dłuższą chwilę po tym jak jego kolega z LA skończył mówić. - Skąd pewność, że ta Salvado to ta której zrobiliśmy zdjęcie? - zaczął od pytania czy rozmawiają o tej samej kobiecie. Wyglądało na to, że tam na Margaricie mają tyle pojęcia o Salvado i prowadzonym w LA śledztwie co agenci z LA o dochodzeniu prowadzonym na Margaricie.

- A my prowadzimy sprawę w sprawie lokalnego przemytu. Końcówka trasy przerzutowej prowadząca przez Wenezuelę i możliwe, że głębiej. Zajmują się tym bardzo nieprzyjemne typki. Ale nie podejrzewam ich o taką finezję i zasięg jak mówisz. Ono mogą stłamsić dziwki, ostrzelać konkurencję z samochodu, poderżnąć gardło kapusiowi, strzelać się i zarzynać między sobą ale to co mówisz kompletnie mi do nich nie pasuje. Zbyt wiele finezji. Oni by prędzej kogoś rozwalili na ulicy czy coś w ten deseń. Nie bawiliby się w żadne subtelności. I wierz mi widzimy jak właśnie tutaj tak załatwiają sprawy. Więc zdziwiłbym się gdyby wysłali kogoś do was i nagle nauczyli się innych metod pracy. - agent Johnson pozwolił sobie na dłuższą wypowiedź ale chociaż nie podał żadnych szczegółów co do prowadzonego śledztwa to głos ociekał mu sceptycyzmem. Metody działania kartelu jakie opisywał brzmiały właśnie jak dość standardowe metody działania kartelu. A numer jaki kto odstawił na komisariacie raczej trudno było wpisać w ten schemat.

Ed nie mógł nie zgodzić się z tym co powiedział Johnson. Może nie pracował w DEA zbyt długo lecz zdążył poznać zwyczaje karteli, głównie tych po drugiej stronie muru zbudowanego przez Trumpa. Metody działania narkotykowych gangów rzeczywiście wyglądały mało finezyjnie, wręcz prostacko. Raczej wątpliwe, by nagle wśród tej tłuszczy chciwych, bezlitosnych morderców z południa pojawił się makiaweliczny geniusz zbrodni rodem z „Breaking Bad”, wyprzedzający zawsze swoich wrogów o dwa kroki naprzód.
- Masz rację, to nie w stylu kartelu. Niemniej chciałbym ci wysłać parę nazwisk do sprawdzenia. Może jednak w trakcie waszej aktywności w Wenezueli, ktoś nawinął się na radar agencji.
Po ustaleniu szczegółów, Ed od razu wysłał Johnsonowi kilkadziesiąt nazwisk – gliniarzy i pracowników komisariatu, biura Carribean Turism, personel hotelu, serwisantów z Morgan & Son, członków rodziny Alyssi Salvado, wszystkich, którzy przez ostatni tydzień znaleźli się w jego notatkach lub figurowali w aktach sprawy.

Po rozmowie z Johnsonem, Ed wrócił do przeglądania dokumentów znajdujących się w laptopie Alysssi Salvado. Zaczęły go nachodzić coraz większe wątpliwości, czy sprawa jej śmierci rzeczywiście ma związek z narkobiznesem. Bo jeśli nie, znaczyło to, że Bletcher wrobił go w robotę, którą powinni zająć się gliniarze, a od biedy FBI. Nic nie wskazywało, by Salvado miała jakikolwiek związek z kartelami i gdyby nie ci przeklęci fałszywi monterzy, którzy zniszczyli nagrania, Hoover pewnie by już złożył na biurko starego raport zamykający śledztwo. Czy to możliwe, że przez cały czas patrzył nie tam gdzie powinien? Za śmiercią Salvado musiała stać jakaś grubsza afera, ale czy koniecznie związana z narkotykami.

Rano zamiast do firmy, postanowił uderzyć od razu do Racettiego. Zbyt długo z tym zwlekał, czas w końcu ustalić co stało się z telefonem Salvado. Miał nadzieję, że prokurator się nie wkurzy, kiedy znów zobaczy jego gębę w progu swojego gabinetu. Chciał zdobyć nakaz, który upoważni firmę telekomunikacyjną do ujawnienia bilingów Alyssi oraz miejsc, w których po raz ostatni logował się telefon denatki w dniu jej śmierci. Musiała go mieć przy sobie, była przecież aktywną menadżerką z szeroką listą kontaktów, komórka to narzędzie jej pracy, trzecia ręka. A nawet gdyby, jakimś cudem tamtego dnia zostawiła telefon w mieszkaniu, jej brat by przecież o tym wspomniał.
Przeglądanie nagrań z poczekalni postanowił sobie darować. Liczył, że Bletcher przychyli się do jego prośby i wyznaczy do tego agentów, którzy nie mają nic lepszego do roboty. Sam zaś czekając na nakaz od Raccetiego zamierzał się skupić na laptopie Alyssi.
 
Arthur Fleck jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171