Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-04-2020, 03:40   #21
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 11 - 2020.02.13; cz; g 16:30

Czas: 2020.02.13; cz; g 16:30
Miejsce: Los Angeles, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz jasno, umiarkowanie i pogodnie



Jednego z agentów specjalnych DEA w biurze LA, pora czwartkowego lunchu zastała przy swoim biurku. Akurat czuł też nieprzyjemny ucisk w żołądku na znak, że ów organ dopomina się o swoje prawa. Przez ostatni tydzień był pochłonięty aż po czubek głowy sprawą Salvado. Zwykłą, mrówczą, detektywistyczną robotą jaką zwykle pomija się w filmach o detektywach. Przeglądał zasoby laptopa denatki i historię jej przeglądarki szukając czegoś co mogłoby go naprowadzić na jakiś trop w tym śledztwie. Podobnie Terry i Chris co też ugrzęźli przy przeglądaniu filmów z kamer biura Morgana. Jak trzeba było oglądać w tempie 1:1 to nawet na dwóch tydzień nagrań oglądali tydzień. A zaczęli w ten poniedziałek. Chociaż jak spotkał Terry’ego na korytarzu to mówił, że już większość przejrzeli. Dobrze pójdzie to jutro skończą. Jak im nikt i nic nie będzie przeszkadzał. Ed odniósł jakieś dziwne wrażenie, że kolega mówił właśnie o nim. Bo zazwyczaj ostatnio to działali z Chrisem na korzyść jego śledztwa.

Więc na świecie się działy różne rzeczy gdy Ed puzzel po puzzlu przymierzał i sprawdzał czy jest z tej układanki czy innej. Tak minęło mu rozdanie Oscarów w zeszły weekend, wysłanie jakiegoś sputnika na orbitę i jakieś negocjacje na Filipinach co chyba chcieli zamknąć amerykańskie bazy czy coś takiego. Podobnie jak dzisiaj co rano jakiś pociąg z gazem się wykoleił w Kentucky. Nieźle tam walnęło jak widać było w newsach z miejsca katastrofy.

W laptopie denatki zaś przez ostatni tydzień przejrzał całe archiwum jakie tam znalazł. Wszystkie te zdjęcia, filmy, pliki, pdf i inne takie. Mógł poznać ją bardziej niż gdyby miał okazję spotkać i porozmawiać z nią na żywo. Wyłaniał się obraz solidnego, zapracowanego pracownika agencji turystycznej koncentrujących się na rejonie Karaibów i Ameryki Południowej. Haiti, Kuba, Wenezuela, Bermudy, Floryda, Bahamy… Właściwie jakby kilknął w google map czy innym globusie w tym rejonie świata to a archiwum Alyssy była spora szansa, że coś znajdzie na ten temat. Miejsca, ludzie, wydarzenia, imprezy, ludzie…

Była też prywatna strona Alyssy. Zbieżna z tym co mówili o niej inni. Na pozór zadbana, jeszcze całkiem młoda, wesoła kobieta sukcesu spełniająca się w swojej pracy którą widać było, że lubi. Ale pod tą powłoką była ta samotna i starzejąca się kobieta mająca nadzieję na spotkanie miłości swojego życia. Niewiele miała zdjęć które nie były bezpośrednio związane z jej pracą. Jakby poza pracą nie miała życia prywatnego. Co biorąc pod uwagę tryb jej pracy i częste podróże było całkiem prawdopodobne.

Chociaż natrafił na podobne zdjęcia jakie widział w lokalnej gazecie sprzed prawie miesiąca. Widocznie należała do jakie gość yacht clubu czy coś takiego. Bo zdjęcia były robione na przystani albo w jakimś klubie z rybami, wiosłami i sieciami jako elementem dekoracyjnym. Zdjęcia były robione albo na jachcie podczas rejsu, postoju czy pewnie jakichś imprezach okolicznościowych. Klub żeglarski pewnie nazywał się “LA Yacht Club 2017” bo taką nazwę znalazł na jakiejś statuetce, może nagrodzie czy czymś takim co jakiś mężczyzna wręczał innemu a Alyssa była wśród gości i razem z nimi biła brawo.

Na przeglądarce znalazł też jej profil na stronie do randkowania. Więc mógł poznać właścicielkę laptopa od bardziej prywatnej strony. Profil a zwłaszcza fotografie, także te które znalazł na jej laptopie, też zostały wybrane właściwie. Co widział po odwiedzinach i komentarzach promiennie uśmiechnięta ślicznotka w egzotycznym otoczeniu siłą rzeczy kojarzyła się z wakacyjną przygodą i mogła się podobać. Może dlatego nic miała Summer Adventure. Profil wydawał się być stonowany pomiędzy niezobowiązującym flirtem a szukaniem czegoś poważnego.

Z tego randkowego profilu w oczy rzucały się trzy kontakty, dwóch mężczyzn i jedna kobieta odnalazł też w pamięci rozmów wideo konferencji. Więc prawdopodobnie znajomość przeniosła się poza randkową stronę. Chociaż nie było wiadomo o czym mogli rozmawiać. Z jednym z mężczyzn nie było rozmów już prawie od roku. Z drugim i tą kobietą rozmawiali jeszcze w grudniu.

No ale żadnej bomby powiązań z kartelami i narkotykami nie znalazł. Żadnych zapisków umów z dilerami, załatwiania dla nich spraw czy umawiania się na tajne spotkania. Żadnych zdjęć plantacji koki ani imprez z kreskami białego proszku na stole. W wyszukiwarce to co znalazł o kartelach czy narkotykach mieściło się w ramach błędu statystycznego. Zwłaszcza jak ktoś miał pracę w której niejako musiał działać na terenie krajów w jakich te kartele stanowiły coś realnego a nie krótki news z telewizji.

Z Margarity na razie nie przyszły żadne wieści. Nie do końca był pewny czy przyjdą. Co prawda z kolegą na Karaibach rozmawiało się nawet przyjemnie ale gdy w końcu Ed mu wysłał całą masę materiału, właściwie większość nazwisk, twarzy, adresów jakie do tej pory natknął się w śledztwie dostał dość szybką odpowiedź.


Cytat:
“Parę nazwisk? No chyba se jaja robisz. :/
Coś znajdziemy to wyślemy”

No to było w nocy przed ostatnim weekendem. I na razie nikt od nich się nie odezwał.

Nieco inaczej poszło z bilingami z telefonu Alyssy. Sprawa trochę się opóźniła. Głównie dlatego, że dopiero po czasie zorientował się, że właściwie to zaczął się już weekend czyli biuro prokuratora jest zamknięte. Musiał więc odłożyć sprawę do tego poniedziałku. Wczoraj Racetti wezwał go, że już ma ten nakaz. Więc po wizycie w biurze operatora zgodzili się na współpracę pod presją odznaki i nakazu. I wczoraj w porę takiego lunchu jak teraz przysłali mu te namiary.

No i znów było co przeglądać. Zwłaszcza, że widocznie Alyssa korzystała często i gęsto bo pewnie był jej “must have” w pracy. Więc tych połączeń miała od cholery. I cała masa różnorodnych kontaktów. Niektóre bez trudu rozpoznał jak firmowy numer ich biura albo Grimberga i Maxwella. Głównie do tego pierwszego. Znalazł też nazwiska jej rodziny. I całą masę rozmów z firmami, hotelami, klubami i indywidualnymi osobami.

Co do lokalizowania telefonu nie było z tym kłopotów. Zgadzało się z dotychczasowymi wynikami śledztwa to, że telefon był w podanym terminie w Wenezueli. Dokładniej od 8 do 15-go stycznia. Zgadzała się też ta przerwa lotnicza gdy trzeba było wyłączyć telefony. Pasował do lotu pomiędzy LA a Wenezuelą. Przez jakieś 3 dni telefon był odbierany na Margaricie. Od połowy piątku 10-go do połowy poniedziałku 13-go. A właśnie 10-go chłopaki z Margarity zrobili owo zdjęcie w windzie które koniec końców dwa tygodnie później Blecher przekazał w paczce Edwardowi.

Telefon był jeszcze całkiem wyraźnie namierzony 15-go stycznia gdy znów pojawił się w LA. Co zgadzało się z przylotem samolotu rejsowego z Wenezueli. Pewnie Alyssa go uruchomiła zaraz po przylocie. A potem namiar był dość solidny w okolicach hotelu w jakim skończyła żywot Alyssa. Spędził tam dobre pół doby pewnie od przyjazdu z lotniska. I nagle około północy ślad się urywał. Co mniej więcej pasowało do momentu śmierci denatki. Z dokładnością do paru minut w jedną i drugą stronę. I tym marginesem błędu, że w zamieszaniu jakie pewnie wybuchło tuż po skoku nikt pewnie nie miał głowy patrzyć na zegarek. No ale mniej więcej w tym momencie telefon znikał z namiaru systemu. I aż do momentu gdy operator wysłał mu wyniki, czyli około 24 h temu, ani razu nie namierzono tego numeru.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 07-04-2020 o 03:43.
Pipboy79 jest offline  
Stary 14-04-2020, 12:15   #22
 
Arthur Fleck's Avatar
 
- Cześć chłopaki. Mam dla was nowe zadanie – uśmiechnął się niewinnie Ed i poklepał po plecach jednego z informatyków. Położył na jego biurku laptopa Alyssi a obok niego paczkę świeżutkich pączków– Co prawda sam już przejrzałem większość rzeczy, ale potrzebuje waszej pomocy.
Agent wyjaśnił jajogłowym, że Alyssia Salvado korzystała z usług serwisu randkowego. Miesiąc przed śmiercią, w grudniu, kontaktowała się przez komunikator z mężczyzną i kobietą z którymi nawiązała poprzez portal, wszystko na to wskazywało, bliższą znajomość. Hoover znał tylko ich nicki a potrzebował więcej danych.
- Chciałbym, żebyście namierzyli ich IP i spróbowali ustalić nazwiska. A jak wyciągniecie adresy, numery telefonów, będę wam przynosił pączki przez cały miesiąc – obiecał pół żartem, pół serio.
Ed wrócił do swojego biura, po czym zaczął odpalił przeglądarkę i wpisał „LA Yacht Club 2017”, nazwę klubu żeglarskiego, z którym w jakiś sposób powiązana była Alyssia. Przekopywał się przez kolejne strony szukając informacji o znanych członkach klubu (których od razu sprawdzał w systemie), ewentualnych aferach, wszystkich co mogło by zwrócić uwagę gliniarza lub agenta federalnego. Zaginiony telefon denatki wciąż nie dawał mu spokoju, niczym natrętny robal podgryzał i nie pozwalał do końca skupić na innych zadaniach. Grimberg i Maxwell zaprzeczali jakoby podczas kolacji korzystała z komórki, z telefonem nie widziała jej jego nieudana randka (cholera, jak ona miała na imię?). Bilingi potwierdziły, że Salvado miała go jednak przy sobie w hotelu, co utwierdzało agenta w przekonaniu, że śmierć kobiety prawdopodobnie nie była zwyczajnym samobójstwem. Czy morderca był już w pokoju gdy Alyssia wróciła z kolacji? Czy to on zabrał telefon? A jeśli tak, do dlaczego? Znajdowały się na nim wrażliwe dane? Historia połączeń, SMSy, zdjęcia?
Późnym popołudniem agent skończył w końcu pracę. Stojąc w korkach i paląc papierosa zadzwonił do Kena. Liczył, że gliniarz pomoże mu wyjaśnić część wątpliwości. Opowiedział o ostatnich wynikach śledztwa.
- Przesłuchaliście świadków, którzy tego dnia zajmowali sąsiednie pokoje? – zapytał gdy już skończył dzielić wynikami swojego dochodzenia – A jeśli tak, masz do nich jakieś namiary?

Wrócił do mieszkania, ale tego dnia postanowił zrobić sobie dyspensę od pracy. Przez ostatnie dni nie robił wieczorami nic prócz grzebania w prywatnym życiu Alyssi zamkniętym w obudowie jej MacBooka. Ze szklanką burbonu w ręce zasiadł na kanapie przed telewizorem, odpalił czerwonego malboro i włączył Netlixa. Gdy po północy skończył oglądać szósty odcinek „Narcos” nie pamiętał co wydarzyło się w poprzednich pięciu. Zagadka zaginionego telefonu Alyssi Salvado nie mogła wyjść mu z głowy.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 15-04-2020, 18:58   #23
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 12 - 2020.02.14; pt; g 21:30

Czas: 2020.02.14; pt; g 21:30
Miejsce: Los Angeles, dom Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz noc, zimno, łag. wiatr i pogodnie


Siedząc na swoim ulubionym miejscu, przez kolejnym odcinku ulubionego ostatnio serialu Ed miał okazję wreszcie się zrelaksować. Ale i też tego pogodnego chociaż zimny wieczór mógł przemyśleć nad właśnie skończonym dniem. Zwłaszcza, że nikt do niego nie dzwonił, nie słał maili, ani nie nachodził go w domu.

Sam ranek zaczął się nieźle. Nie tylko ze względu na pogodny chociaż zimny poranek. Niby było ze 12*C na termometrze i słonecznie a wiatr i wilgotność w powietrzu sprawiały, że dobrze było włączyć ogrzewanie w samochodzie. Nawet jak ten wiatr nie był zbyt silny. Ale widoki za oknem były bardzo malownicze. Pod warunkiem, że się siedziało w ciepłym wnętrzu.

No i informatycy się spisali. Nie do końca był pewny czy to zasługa paczki lukrowanych pączków z dziurką czy też po prostu dla nich była to “robota na 5 minut”. No może nie do końca na 5 minut bo zawołali go do odebrania lapa jakąś godzinę później. Ale w perspektywie całej dniówki to zrobili to prawie na poczekaniu.

- Nie no co to ma być? Łapówka? No czy ty myślisz, że jesteśmy jakimiś krawężnikami? Edwardzie my jesteśmy agentami federalnymi i poważnie traktujemy nasze obowiązki. - szef informatyków złapał się za biodra i nawet nie sięgnął po paczkę postawioną na biurku. I mówił tak poważnie, że ktoś obcy pewnie mógłby pomyśleć, że on na poważnie tak poważnie mówi. Ale jak by nie planował rozegrać tą grę z kolegą z innego działu biura to kolega z własnego wszystko popsuł.

- O, ciacha, to biorę! - zawołał pulchny informatyk bez żenady przemykając dłoń po paczę leżącą na biurku i zwijając ją sprytnie dla siebie. Odszedł parę kroków wywołując konsternację zwierzchnika.

- Hej! Oddawaj to! To dowód rzeczowy! - Finn machnął ręką na te droczenie się i żarciki z kolegą z innego działu i pognał za podstępnie skradzionymi pączkami. Do tego przez podwładnego.

Ale mimo tych żarcików informatycy spisali się. Jak wrócił od nich z godzinę później, już z laptopem denatki miał na własnym mailu krótki raport o dwóch użytkownikach danego profilu randkowego.

Mężczyzna okazał się być obywatelem hiszpańskim. Nazywał się Juan Longo. Pochodził z Madrytu ale IP miał zarejestrowane na Majorce. Sądząc po zdjęciach profilowych rzeczywiście miał południowy typ urody który pasował do Hiszpana. Chłopcom nie udało się zdobyć jego numeru telefonu ale namierzyli wypożyczalnię skuterów, akwalungów i motorówek w jakiej pracował. Wyglądało na niezbyt duże przedsiębiorstwo na kilka, może kilkanaście osób nastawione na licznych turystów, głównie z Europy Zachodniej. Ed mógł więc wysłać tam maila czy zadzwonić jak każdy użytkownik internetu i telefonu. Chociaż jurysdykcja DEA nie sięgała tak daleko więc mógłby jedynie prosić czy sugerować obywatelom innych krajów w innym kraju. Tutaj już federalna odznaka czy nakaz niewiele mogły zdziałać tak jak dawały uprawnienia na terenie Stanów.

Kobieta jednak okazała się obywatelką Stanów i nadal przebywała na terenie kraju. Dokładniej IP miała w Santa Fe w Nowym Meksyku. Nazywała się Shana Dodson i prowadziła własną działalność jako osobisty trener, instruktor fitness, aerobiku i tańca. No i po zdjęciach faktycznie było widać młodą, wysportowaną i apetycznie wyglądającą brunetkę. Chłopcy od komputerów znaleźli jej stronę firmową gdzie między innymi poza osiągnięciami swoich i swoich klientów miała podane numer i mail kontaktowy.

Za to przeglądanie wiadomości o Yacht Clubie i jego członkach nie dało jakichś spektakularnych rezultatów. Klub jak klub. W miarę regularnie brał udział w lokalnych regatach, wodnych paradach i imprezach organizowanych nad wodą. Kilka lat temu załoga jednego z jachtów opłynęła obie Ameryki dookoła z LA do NY a potem z powrotem. I do dookoła Przylądka Horn a nie przez Kanał Panamski. I do dziś klub szczycił się tym osiągnięciem.

Przy paru okazjach Ed dostrzegł uśmiechniętą postać Alyssy na wspólnych imprezach z okazji jakichś rocznic, imprez charytatywnych czy podobnych. Ale jeśli nie liczyć, że była raczej młoda i zgrabna to nie wyróżniała się jakoś specjalnie na tle innych klubowiczów. Po prostu kolejny członek klubu.

Odkrył, że chyba spora część członków tych wodnych sportów zapisywała się do klubu we wczesnym wieku. Albo w szkole średniej albo na studiach. A potem byli już długo członkami mniej lub bardziej aktywnymi. Wydawało się, że po studiach większość członków pojawiała się w klubie coraz rzadziej. Klub też chyba był raczej nastawiony na rozrywkę niż aktywny sport. Więc chyba raczej chodziło o “bycie nad wodą” i “pływanie jachtem” niż jakieś wyczyny sportowe godne prawdziwych żeglarzy. Bo poza tym jednorazowym opłynięciem obu Ameryk trudno było o jakieś specjalne sukcesy sportowe w zawodach czy regatach.

A jak klub został otwarty przez weteranów walk na Pacyfiku zaraz po II WŚ to i przez parę dekad pokaźną liczbę członków jakie przewinęły się przez jego progi. Z czego zdecydowana większość to obecnie były “martwe dusze” co chyba pojawiali się w klubie jedynie na imprezy okolicznościowe albo w ogóle.

Pod względem kryminalnym jakąś przeszłość jednak miał. Już na samym początku piątka założycieli klubu trafiła do sądu z powodu wyłudzeń i malwersacji. Ale sprawę umorzono z braku dowodów. No i to było pod koniec lat 40-tych.

W latach 80-tych był nawet pewien narkotykowy ślad. Otóż u członka klubu, policja znalazła ładunek narkotyków. Właściciela jednak oczyszczono z zarzutów bo był wówczas po wypadku schorowany i od dwóch lat nie był nawet nie tylko w klubie ale i na swoim jachcie. Jacht stał na klubowej przystani i w końcu policja uznała, że to włamanie i ktoś, pewnie handlarze narkotyków, mogli urządzić sobie na nieużywanej łodzi kryjówkę. Podejrzanym był wówczas bratanek właściciela łodzi będący na bakier z prawem i podejrzewany o handel narkotykami no ale ten wyjechał do Meksyku i ślad po nim zaginął.

Inne sprawy były mniejsze. Najczęściej policja była wzywana do drobnych włamań do zacumowanych łodzi. Sprawcami byli zwykle drobne złodziejaszki albo włóczędzy szukający jedzenia, schronienia czy czegoś do opylenia. Było kilka kradzieży łodzi i jedno zaginięcie. Większość tych spraw udało się rozwiązać pozytywnie i kłopotliwe łodzie zostały odnalezione i zwrócone właścicielom. Do tego niedawno bo w zeszłym roku policja była wezwana do bójki podczas jednej z imprez. Z raportu wynikało, że chyba ktoś za dużo wypił i do tego poszło o czyjąś żonę gdy jeden pan walnął w końcu w twarz drugiego pana po czym wzięli się za łby. Ale obyło się bez poważniejszych obrażeń. Wystarczyła interwencja w ambulatorium.

No i mniej więcej tyle dogrzebał się o tym lokalnym klubie żeglarskim przez większość roboczego dnia. Może by znalazł coś jeszcze a może nie. Ale gdyby klub był zamieszany w jakąś grubą sprawę to pewnie by zostawiło to jakiś ślad w aktach federalnych. W DEA, FBI czy innej organizacji. A poza tą sprawą z czasów gdy twarde narkotyki w Ameryce dosłownie wyszły na ulice i rozgościły się w klubach i dyskotekach to nic więcej podobnego nie było. Nawet jeśli któryś z całej rzeszy członków był zamieszany w jakieś afery to już by oznaczało żmudne sprawdzanie każdej, jednej “głowy”. Te trzy czy cztery tuziny osób jakie wrzucił do systemu jakoś nie okazało się dilerami, mordercami czy osobami z powiązaniami mafijnymi. Nie każdy był aniołem i niektórzy weszli w kontakt z prawem na tyle by zostawić po tym ślad w papierach. No ale raczej chodziło o drobnostki. Jak coś było ukryte pod tą wierzchnią warstwą to po takim pierwszym skanie nic z tego nie wyszło na światło dzienne.

Gdy już był na etapie dzwonienia do Kena rozmowa z nim była raczej krótka i cierpka. - Chyba bierzesz nas za partaczy Ed. Wszystko masz w raporcie. - policyjny detektyw wydawał się albo trochę zdziwiony albo może i urażony takim pytaniem. W policyjnym raporcie były raporty z przesłuchań świadków oraz ich telefony kontaktowe. Ponieważ spora ich część należała właśnie do hotelowych gościach to teraz była rozsypana po całych Stanach i nie tylko. Niewielka ich część mieszkała niedaleko Kalifornii. Pod tym względem obsługa hotelowa była stabilniejszymi świadkami bo raczej nadal powinna przebywać na miejscu.

- No my też szukaliśmy tego jej telefonu. Ale nie znaleźliśmy. Zostawiliśmy numer kontaktowy w hotelu gdyby ktoś go znalazł i się zgłosił. Ale to po tak długim czasie to raczej wątpię by się znalazł. Może gdzieś się zawieruszył przy upadku. Albo ktoś go zawinął. Wiesz jako fetysz z wypadku czy co. Różni są popaprańcy. Lub po prostu go zgubiła jeszcze w hotelu. Wątpie by był w samym pokoju. Mała, zamknięta przestrzeń a sprzątnęliśmy go dokładnie. Tak samo jak technicy miejsce upadku. No ale było zamieszanie zanim wezwano policję, karetkę i naszych techników. Minutę czy dwie, sam wiesz jaki mamy czas reakcji do przyjazdu pierwszego radiowozu. No ale by zgubić telefon to mogło wystarczyć. W każdym razie jak my z Charlesem przejęliśmy sprawę no to ani przy niej ani w hotelu, nie znaleźliśmy żadnego telefonu. Nikt ze świadków też nie miał pojęcia co się z nim stało. - policyjny detektyw mówił pewnie o swoim śledztwie. Ale chyba wątpił by telefon po prawie miesiącu od zdarzenia i to w publicznym miejscu, dało się jeszcze odnaleźć. Jeśli sprawą zajęli się zawodowi technicy kryminalni to rzeczywiście były spore szanse, że coś względnie dużego jak telefon a nie jakiś włos czy zagubiona kropla krwi to raczej by chyba nie przegapili. W końcu powiedzenie, że pracują z lupą i na czworakach nie wziął się znikąd. Ale ci technicy też musieli dojechać na miejsce zdarzenia. Zwłaszcza jak to zdarzenie było w środku nocy już po godzinach ich pracy. Do tego czasu pewnie miejsca zdarzenia pilnowali zwykli policjanci. A przed przyjazdem pierwszego radiowozu nie wiadomo kto.


---



Po wieczornym posiedzeniu z Netflixem Ed miał okazję zaplanować sobie weekend. W końcu niby biuro pracowało na pół obrotu w weekend i co się dało to spychano na poniedziałek. No ale nikt nie zabraniał agentom federalnym przychodzić do biura jeśli czuli taką potrzebę. Zwłaszcza tym co prowadzili sprawy lub różne operacje i mieli sporą swobodę w dobieraniu sobie godzin pracy. Liczyły się efekty a nie siedzenie w biurze od 8-ej do 18-ej. Tylko z tymi sekcjami specjalistów jak chłopcy od informatyków czy różne laby to zwykle były zamknięte. No chyba, że też akurat ktoś nad czymś siedział. Mógł też pomyśleć czy się rozerwać, posiedzieć nad prowadzonym śledztwem czy pomóc kolegom na mieście. Bo dzisiaj zaczepiła go Annie zwana za jej plecami Żelazną Anną z powodu jej bezkompromisowości. Wobec przestępców, podwładnych ale też i samej siebie.

- Słuchaj Ed, masz jakieś plany na weekend? - zagaiła go gdy stał przy automacie z zimnymi i gorącymi napojami. - Trochę się chyba zasiedziałeś nad tą sprawą. Nie chciałbyś się trochę rozruszać? - zaczepiła go nawet się do niego uśmiechając przyjaźnie. - Obstawiamy takie jedno miejsce na mieście. Dziwki. Na jutro wieczór coś się kroi. Chyba będzie jakiś ważniak czy co. Może nas doprowadzi gdzieś dalej. No ale przydałby nam się dodatkowy człowiek. No przemyśl sprawę. Jutro o 18-ej zbiórka tutaj. Na odprawę. Potem jedziemy na akcję. Jakbyś miał ochotę to daj znać. Będę twoją dłużniczką jeśli nam pomożesz. - agentka przedstawiła sprawę o co jej chodziło. Prowadziła swoją sprawę tak sam jak on sobą. Nie mieli takiej różnicy szarż by któreś mogło rozkazywać drugiemu. No ale poprosić o koleżeńską pomoc już można było. Miał prawie całą dobę do tej sobotniej odprawy by się zastanowić. Chociaż jakby się zgodził to pewnie Żelazna Anna wolałaby znać odpowiedź wcześniej. Na razie 6-ty odcinek “Narcos” się skończył, zaczęły lecieć reklamy a za oknem panowało nieprzyjemne zimno w tą lutową noc.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 28-04-2020, 07:58   #24
 
Arthur Fleck's Avatar
 
- Ok Ann, to wprowadzisz mnie w końcu w szczegóły akcji? - poprosił Ed, który bez wahania przyjął propozycję koleżanki. Ostatnimi czasy zasiedział się za biurkiem a nalot na melinę był miłą odmianą dla żmudnej, detektywistycznej roboty.

- Jasne, siadaj. - Annie wskazała mu miejsce aby rozsiadł się wśród tych co były wolne. Jeszcze doszła potem jedna czy dwie osoby i Ed zorientował się, że chyba wszystkich zna mniej lub bardziej. W końcu to byli koledzy i koleżanki z tego samego biura. Łącznie poza nim i agentką prowadzącą tą odprawę i akcję było kilka osób. Z czego ze dwie to chyba Ann ściągnęła do pomocy podobnie jak jego.

- To skoro są już wszyscy to możemy zaczynać. Bardzo dziękuję wszystkim za przybycie. - Moore wstała ze swojego miejsca i podeszła do tablicy której często używano podczas odpraw by wspomóc prezentację.

- Od jakiegoś czasu rozpracowujemy sprawę narkotyków pojawiających się na rynku. Dokładniej w okolicach “Red Parrots”. - na wyświetlaczu pojawiło się wejście do jednego z klubów. Czerwony neon zdobił nazwę oraz obrys ptaka od jakiego dał nazwę.

- To nasi stali klienci. Dziwki, alkohol, narkotyki i te sprawy. Zazwyczaj ogarniają to chłopcy z metro ale od czasu do czasu albo nas wzywają albo my mamy tropy które nas tam ciągnął. - brzmiało trochę jak siedlisko grzechu. Czyli popularny nocny klub gdzie można swobodnie przyjść i spuścić trochę pary, zostawiając gotówkę. Zwłaszcza w weekendy. A przecież zbliżał się sobotni wieczór. Ed kojarzył lokal i tego, że przewijał się czasem w raportach chociaż do tej pory sam żadnych spraw związanych z nim bezpośrednio jakoś nie miał.

- Tak było i tym razem. Wszystkie tropy prowadzą do tej dziury. Możliwe, że na rynku pojawił się jakiś nowy narkotyk. Ale możliwe, że nie. Nie mamy żadnej próbki do zbadania a tylko niejasne plotki. - gdy Moore skończyła streszczać ogóły o co chodziło w tym lokalnym kolorycie przeszła do konkretów.

- Prawdopodobnie w sprawę są zamieszane dziewczynki z tego klubu. Nie wiemy czy ktoś jeszcze ani czy wszystkie. Ale wszystko wskazuje na to, że albo one rozprowadzają towar, zapewne wśród swoich klientów, albo on jakoś przechodzi przez ich ręcę. Na razie wciąż to sprawdzamy. - Annie dalej streszczała mając widocznie sporą wprawę w prowadzeniu odpraw bo mówiła wyraźnie, rzeczowo i pewnie. Ale z tego co mowiła wyniało, że sprawa jest na dość wczesnym etapie. Takim w jakiej jest pełno ciemnych i szarych plam.

- Ale to co zamierzamy zrobić z tym dzisiaj? - zapytał jeden z agentów ściągniętych do pomocy tak samo jak Hoover. Tak samo jak on pewnie niewiele wiedział o tej sprawie w jakiej mieli dzisiaj pomóc.

- Już mówię. Dowiedzieliśmy się, że dzisiaj spodziewają się dostawy. Zapewne będzie to ktoś z jakąś torbą, teczką czy plecakiem. Niestety nie wiemy kto to ani jak wygląda. Mamy tylko imię lub ksywę. Pablo. - agentka wskazała na tablicę na której była zaczerniona sylwetka głowy z wymalowanym znakiem zapytania i podpisany ową ksywą czy imieniem. To chociaż ten detal się wyjaśnił.

- Wiemy też, że powinien się spotkać z tym człowiekiem. - tutaj uruchomiła pilot i rzutnik wyświetlił fotografię meżczyzny w marynarce, krawacie i szklaneczką w dłoniach.
- To Tim Robinson. Zwany “Śliski Timmy”. Już trzy razy udało mu się wyślizgać w sądzie. Jest managerem tego lokalu i prawą ręką właściciela. Prawdopodobnie jeśli to nie on wszystkim kręci no to pewnie wie bardzo wiele ciekawych rzeczy. Ale nie on jest naszym celem na dzisiaj. Musimy zidentyfikować Pablo. I sprawdzić dokąd pojedzie po wizycie w klubie. Możliwe, że jeśli się nie zorientuje, że ma ogon to zaprowadzi nas w ciekawe miejsca. Drugorzędnym celem operacji jest dowiedzenie cię czegokolwiek nowego o tym syfie, dziwkach i co tam jest właściwie grane. Ale priorytetem jest Pablo. Nie chcemy go spłoszyć ani uprzedzić Śliskiego, że znów interesujemy się jego lokalem. Pytania? - Żelazna Anna szybko przedstawiła najważniejsze szczegóły dzisiejszej operacji. Wyglądało to na to, że trzeba zinwigilować teren tak aby teren się tego nie domyślił. No i powinno się obyć bez dymu aby nie wzbudzić podejrzeń w klubie.
- Wszystko jasne Annie – odpowiedział Hoover – Jak to robimy? Wchodzimy jako klienci i dyskretnie obserwujemy lokal?

- Tak. Obstawimy lokal. Część będzie na zewnątrz, część wejdzie do środka. Dwa samochody muszą być w pogotowiu aby w każdej chwili pojechać za tym Pablo. Ale najpierw trzeba go namierzyć. Dlatego musimy pilnować Śliskiego. Zapewne będzie trzymał rękę na pulsie skoro ma się spotkać z dostawcą. - Annie szybko odpowiedziała na to pytanie agenta i rozejrzała się czy jeszcze on albo ktoś jeszcze chce coś ustalić przed wyjazdem do klubu.

Ed w klubach i barach czuł się jak ryba w wodzie, towarzystwo dziwek dla samotnego singla mieszkającego w LA też nie było niczym nowym, nie powiedział jednak tego głośno przy Ann i chłopakach.
- Ok. Mogę rozejrzeć się w środku – zaproponował.

- Świetnie. Ktoś jeszcze ma jakieś preferencje? - szefowa operacji zaplanowanej na ten wieczór z uśmiechem zadowolenia przyjęła zgłoszenie Hoovera. A potem rozejrzała się po pozostałych. Jeszcze paru kolegów i koleżanek zgłosiło się do różnych zadań ale wykreowały się dwie podstawowe grupy, zewnętrzna czekająca w samochodach i jaka miała na siebie wziąć śledzenie już namierzonego Pabla a także stanowić ogólną rezerwę “w razie czego” dla tych wewnątrz. Tudzież kordon chociaż przy szczupłości sił raczej dość symboliczny. Grupa wewnętrzna miała zaś udawać standardowych klientów klubu i spróbować zlokalizować tajemniczego kuriera i jego równie tajemniczą przesyłkę.

- No to teraz skoro wszystko jasne to zapraszam do garderoby. - Annie klasnęła w dłonie i wskazała na drzwi wyjściowe. Nie dosłownie za nimi ale też na tym piętrze były magazyny z ciuchami i całą masą gadżetów jakimi mogli dysponować agenci jacy mieli działać w terenie. Różnorakie tereny, środowiska i subkultury wymagały różnorodnych przebrań dlatego popularnie nazywano ten magazyn garderobą.

Ed długo zastanawiał się nad doborem odpowiedniego stroju, który nie wzbudzałby sugestii co do pracy jaką wykonywał. Niektórzy dilerzy, dziwki czy alfonsi mieli radar w oczach i potrafili bezbłędnie rozpoznać gliniarza czy federalnego działającego pod przykrywką, nawet jeśli jego wygląd wcale nie był oczywisty. Hoover „Red Patriots” kojarzył tylko ze słyszenia, bywał czasem jednak w podobnych klubach, więc miał wyobrażenie jak wyglądają przeciętni klienci takiego lokalu. Nie chciał się wyróżniać z tłumu, więc postawił na t-shirt, złoty łańcuszek, jasną sportową marynarkę, spodnie w kant z w tym samym odcieniu i brązowe buty z czubem. Włosy zaczesał do tyłu brylantyną, na nadgarstku wyeksponował podróbkę Rolexa.
- Kurwa, Hoov, ale się odpierdolił! – zaśmiał się Tucker, jeden z agentów biorących w akcji Ed odpowiedział mu uśmiechem i pokazał środkowy palec – Chłopaki ktoś mu już powiedział, że „Red Patriots” to nie jest klub dla pedziów?
Ricky Martinez i Stan Krasicky zarechotali. Will Tucker robił w biurze za klasowego śmieszka i agent zdążył się już przyzwyczaić do jego niewybrednego poczucia humoru.
- Wiesz Tucker, idę na randkę z twoją matką, więc muszę wyglądać jak człowiek – odgryzł się Ed. Tym razem to Will musiał się zmierzyć się z szyderczym śmiechem kolegów. Wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby, kontrastujące z jego czarną skórą.
Wiecznie zamyślony Paul Foster przebierał się w milczeniu i nie reagował na słowną szermierkę kolegów z biura. Martin,najmłodszy stopniem agent, niemal świeżak, był zbyt zestresowany akcją by uczestniczyć w rytuałach samców. Gdy Ed w końcu uzupełnił ostatnie elementy stroju wyszedł i dołączył do Ann. Postanowił przezornie nie zabierać ze sobą ani broni ani odznaki, gdyż nie był pewien czy przy wejściu do klubu nie zostanie przeszukany przez ochroniarzy.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 28-04-2020, 23:05   #25
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 13 - 2020.02.14; pt; g 21:30

Czas: 2020.02.15; sb; g 21:30
Miejsce: Los Angeles, night club “Red Parrot”
Warunki: jasno, ciepło, sucho, klubowy hałas na zewnątrz noc, ziąb, sł.wiatr i zachmurzenie






O tak, w “Red Parrot” potrafili zadbać o prawdziwego mężczyznę. Taki na pewno się tutaj nie nudził. Kolorowe światła, kolorowe drinki, kolorowe dziewczyny. Głośna lub przytłumiona muzyka, w zależności gdzie się usiadło. Do tego gwar rozmów rozbawionych gości. Gdzie spora część pewnie przyszła by skorzystać z uroków sobotniej nocy i poznać kogoś bez zbędnego szukania i zobowiązań. Do tego obsługa lokalu to też z reguły były przyjemne dla oka panie. Te za barem, te co chodziły z zamówieniami między stolikami i te które zmysłowo kołysały się na różnych scenach kusząc swoimi wdziękami. Jedne tancerki tańczyły na małych scenkach wzniesionych ponad głowami gości tańczących poniżej niczym jakieś muzy nadające ton i rytm zabawie gości. Inne w nieco mniejszych salkach wiły się przy chromowanych rurach stopniowo pozbywając się swoich seksownych ciuszków by stopnowo odsłonić swoje seksown wdzięki gdy na klienci stopnowo rzucali im coraz większe nominały. Więc tak, pod względem zabawy w Czerwonej Papudze można było sobie poużywać do woli. Zwłaszcza, że pomniejsze alkowy można było odciąć zasłoną od reszty zamykając się we własnym lub wynajętym gronie a jeszcze były pokoje dla VIP-ów gdzie odbywały się zamknięte imprezy pewnie w towarzystwie klubowych dziewczyn.





No ale jak ktoś przyszedł tutaj w sprawach służbowych to mógł mieć nieco inny pogląd na tą klubową atmosferę i scenerię. Jakiś tuzin agentów federalnych ubranych po cywilnemu z półtorej godziny temu opuściła siedzibę DEA. Jechali na niewiele mniej samochodów. Ed wraz z kolegami był w grupie wewnętrznej która miała spenetrować lokal od środka. Drugie pół tuzina zostało na zewnątrz. Trudno było powiedzieć która grupa trafiła lepiej.

Ci wewnątrz lokalu mogli zanurzyć się w dekadenckim, nowoczesnym klubowie chaosie. Przynajmniej było ciepło. Z drugiej strony było głośno i kolorowo a do tego mnóstwo bodźców mogło odciągnąć uwagę. Do tego najzwyczajniej w świecie było tłoczno. Jak to w nocnym klubie w najlepszą noc weekendu. Więc jak się szukało kogoś konkretnego to było trudno. Do tego na nich właśnie spoczywał obowiązek namierzenia “Śliskiego” i jego kuriera. A ten pewnie wszedł by do klubu to nie wyróżniałby się na tle innych gości i nie bardzo było wiadomo kim on jest póki nie spróbowałby się skontaktować z managarem klubu. No i sześciu agentów musiało się obyć bez odznak i broni. Co znacznie utrudniało wszelkie służbowe interwencje sprowadzając ich właściwie do roli obserwatorów.

Ich broń i odznaki były za to w brązowej, nijakiej furgonetce w jakiej rezydowała Żelazna Anna. Tam właśnie było centrum dowodzenia ich operacją. Furgonetka była zaparkowana przy chodniku, kilkadziesiąt metrów od głównego,klubowego wejścia. Reszta grupy zewnętrznej też miała broń i odznaki. Obsadzali oni okolicę głównego i tylnego wejścia oraz samochody które mogły dalej śledzić podejrzanego lub ruszyć w pościg. Gdyby potrzebna była interwencja stróżów prawa wewnątrz klubu oni też mieli jej dokonać. No ale tam w ten wieczór panował nieprzyjemny ziąb, zwłaszcza jak ktoś miał posterunek obserwacyjny nie w samochodzie tylko na zewnątrz właśnie.

Nawet wewnątrz klubu sześciu agentów musiało rozproszyć się po różnych zakątkach klubu więc nie bardzo mieli ze sobą kontakt wzrokowy. Sam Ed widział z reguły tylko jednego lub dwóch z nich jak gdzieś siedzieli czy przechodzili przez salę. Tych na zewnątrz nie widział w ogóle. Jedyną jego bronią i kontaktem z resztą grupy był smartfon.

- Spójrzcie jakie cudo! - Ed a właściwie wszyscy w obu grupach mogli obejrzeć fotkę przesłaną przez agencyjnego śmieszka.





- E tam! Zobaczcie jaką ja mam na namiarze! - Ricky zrewanżował się prawie natycmiast wysyłając podobną fotkę chociaż tym razem dziewczyna siedziała przy barze więc pewnie była to jakaś klientka.





- To też pewnie któraś z dziewczynek tylko pewnie jeszcze nie zaczęła swojej zmiany. - Stan zawyrokował błyskawicznie oceniając atuty i walory blondynki na zdjęciu.

- Skupcie się do cholery! Nie jesteście tam dla przyjemności! - syknęła na nich zirytowana szefowa tej operacji.

- Wyluzuj mamuśku, wszystko pod kontrolą. Po prostu wtapiamy się w tłum nie? A naszego zagubionego kolegi na razie nigdzie nie widać. - Tucker nie dał się zmyć szefowej i pozwolił sobie na bezczelną odpowiedź. Przynajmniej w tej chwili był poza jej bezpośrednim zasięgiem.

- Widzę jakiegoś faceta z walizką. Neseser. Nie wygląda mi na biznesmena. - w dyskusję wdarł się skupiony chociaż trochę niepewny głos Martina.

- Gdzie go widzisz? Opisz go. - Paul który był najwyższy szarżą wśród klubowej grupy zareagował od razu wcześniej nie ingerując w żarciki i zabawy kolegów. Czasem jedynie kontrolnie pytał czy wszystko w porządku.

- Tylko przeszedł obok mnie. Chyba Latynos albo jasny czarny. Złoty łańcuch, fioletowa marynarka. Poszedł w głąb sali. Mam za nim iść? - młody zameldował co dostrzegł i zapytał zwierzchnika co ma dalej robić.

- Zostań na miejscu. Nie wiemy czy to ten na którego czekamy. Chyba go widzę. Jakiś ulizany. Żeluś albo ma jakieś dredy czy warkoczyki. Ed, chyba będzie zaraz cię mijał. - Paul szybko doprecyzował opis i przekazał tą obserwacyjną sztafetę dalej. No rzeczywiście już parę takich alarmów mieli. Co prawda większość gości nie miała żadnych waliz, toreb czy plecaków bo w zabawie tylko przeszkadzały. Ale na taki tłum to jednak się zdarzały. Tucker i Stan mieli właśnie obserwować jednego gościa z podejrzaną torbą co przyszedł jakiś czas temu ale na razie siedział przy barze. Też się zastanawiali czy to może być ten Pablo na jakiego czekali czy nie. No a teraz ten którego dostrzegł Martin.

Ed po chwili rzeczywiście wyłowił podejrzanego. Facet miał chyba te warkoczyki czy dredy zaczesane mocno do tyłu. Karnacja w tym półmroku była trudna do stwierdzenia czy to Czarny czy Latynos bo była względnie jasna. No ale miał na szyi podobny złoty łańcuch jak Ed, fioletową marynarkę i ten neseser co niespecjalnie pasował do reszty wizerunku. Bez niego bardziej by się wpasował w klimat lokalu. Facet szedł spokojnym ale pewnym krokiem jakby doskonale wiedział dokąd zmierza. Podszedł do baru i powiedział coś do kelnerki. Ta wysłuchała go, pokiwała głową, powiedziała coś do koleżanki i zaczęła szykować mu drinka. Koleżanka zaś wyszła na zaplecze znikając agentowi z widoku. Facet we fioletowej marynarce położył sobie neseser na kolanach gdy czekał na swojego drinka który zresztą szybko został zrobiony i podany przez uśmiechniętą barmankę.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 05-05-2020, 10:08   #26
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Wchodząc do klubu, Ed od razu uderzył do baru żeby zamówić drinka. W końcu udało mu się przecisnąć przez tłumek imprezowiczów stojących w kolejce i zająć miejsce na barowym krześle obok rudowłosej ślicznotki w obcisłym topie. Widząc, że kobieta mu się przygląda Hoover postał jej flirtujący uśmiech. Ślicznotka przewróciła oczami, zeszła z siedzenia i zniknęła, gdzieś w głębi klubu. Agent musiał przełknąć gorycz lekkiego upokorzenia. Lekkiego, bo na szczęście nie przyszedł tu na podryw, flirtowanie z klientkami klubu stanowiło część maskarady, nie chciał zbytnio się wyróżniać na tle innych facetów polujących w „Red Parrot” na jednorazowe przygody. Gdy odebrał drinka ruszył w kierunku sali, gdzie ubrane skąpo laski tańczyły na rurach. Usiadł przed sceną, ukradkiem przyglądając się mężczyznom podziwiającym wdzięki dziewcząt. Niełatwo było się skupić na zadaniu, kiedy afrykańska bogini o hebanowej skórze i zmysłowych tatuażach prężyła się przed nim zachęcając do wciśnięcia paru dolców za gumkę majtek. Co chwila w słuchawce słyszał utyskiwania Ann, która próbowała zapanować nad temperamentem Tuckera. Mimowolnie się uśmiechnął przeglądając zdjęcia, które wysłali mu na telefon chłopaki. Gdy skończył drinka postanowił iść się odlać. Mijając loże nagle usłyszał swoje imię.
- Ed!?
O kurwa.
- Ed, tutaj!
Hoover odwrócił się. Cathy, dziewczyna, którą poznał w „Bukowski’s Tample”, jedna z ostatnich osób które widziały Alyssie Salvado żywą siedziała w loży w trzema koleżankami i machała mu wesoło. Najwyraźniej przeszła jej już złość na nieudaną randkę w hotelu, albo była zbyt pijana, żeby o tym pamiętać. Ed zawrócił i podszedł do stolika.
- Cześć Cathy – przywitał się.
- No heeej! – kobieta niezdarnie podniosła się z siedzenia i cmoknęła agenta w policzek. Rzeczywiście była już mocno wstawiono.
- Zaraz! To ten Ed!? Ed z hotelu? – do rozmowy dołączyła jedna z koleżanek Cathy, latynoska przy kości, wyglądająca jak żona jakiegoś portorykańskiego dilera. Gdy Cathy potwierdziła skinieniem, reszta towarzyszek zabawy wesoło zachichotała.
- Przysiądziesz się do nas Eddie? – zaproponowała po chwili jego znajoma a Edward słysząc kolejne komunikaty w słuchawce pokręcił zdecydowanie głową.
- Może później. Muszę do toalety.
- Tylko o mnie nie zapomnij! -krzyknęła Cathy gdy Hoover odchodził w kierunku toalet. Ed posłał jej uśmieszek, uniósł kciuk do góry i w pośpiechu zniknął z pola widzenia swojej nieudanej randki. Nie sądził by Cathy była problemem i zagrażała akcji. Na wszelki wypadek postanowił jej unikać i wtopić w tłum, by go nie wypatrzyła. Kolejne minuty spędził kręcąc się w pobliżu parkietu, kilka razy odwiedził wewnętrzną palarnię. Gdy Martin namierzył podejrzanego, Ed od razu udał się do baru. Gdy zauważył jak ciemnoskóry facet z dredami i fioletowej marynarce siada za barem Hoover od razu zaczął rozglądać się za miejscem, gdzie mógłby usiąść. Najlepiej jak najbliżej celu.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 05-05-2020, 19:14   #27
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 14 - 2020.02.14; pt; g 21:40

Czas: 2020.02.15; sb; g 21:40
Miejsce: Los Angeles, night club “Red Parrot”
Warunki: jasno, ciepło, sucho, klubowy hałas na zewnątrz noc, ziąb, sł.wiatr i zachmurzenie



Zbyt długo się nie nasiedzieli. Ani Ed ani ten facet z walizką. Ledwo agent w jasnej marynarce usiadł kawałek dalej przy barze i mógł nieco lepiej przyjrzeć nowemu klubowiczowi nim się sytuacja trochę zmieniła.





- No i jak jest Ed? Co widzisz? Dzieje się coś? - telefon wyświetlił szybkie pytania od Paula czekającego na jakiś raport bo w tej chwili z całej szóstki agentów to Ed był najbliżej podejrzanego numer 2. A nadal nie wiedział czy to może być ów Pablo czy jednak to tylko kolejny klubowicz. A bez tego nie wiedział czy trzeba zrobić przemeblowanie wewnętrznej grupki by wesprzeć Hoovera innymi agentami przy obiecującym kontakcie czy lepiej niech dalej skanują klub w poszukiwaniu kogoś obiecującego.

No a zaraz potem z zaplecza wyszła ta kelnerka co przed chwilą tam znikła i nachyliła się do tego gościa w fioletowej marynarce by coś do niego powiedzieć. Ten skinął głową, dopił drinka i nie płacąc za niego wstał, wziął w dłoń swoją walizeczkę i ruszył wzdłuż baru. Kelnerka zabrała puste szkło do mycia ale jakoś nie domagała się uregulowania rachunku. Facet z walizką zaś skierował się w stronę gdzie były toalety i wejścia do viproomów i o ile dobrze pamiętał z odprawy to tam była też reszta część zaplecza już raczej dla personelu.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 10-05-2020, 18:26   #28
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Ed ledwo dokończył dopić drinka gdy pojawiła się kelnerka. Był prawie pewien, że facet w fioletowym garniaku, to osoba, której szukają więc kiedy tamten wstał, agent poczekał chwilę, a potem wystukał szybko smsa.

Cytat:
Mulat. Fioletowy garniak. Wydaje mi się, że to nasz figurant. Będę go miał na oku.
Hoover odczekał chwilę a gdy facet ruszył z baru w kierunku vip roomów i toalet, wstał ze stołka i udając, że skupiony jest na telefonie ruszył za nim, dyskretnie obserwując.

Cytat:
Kieruje się w stronę vip roomu i toalet. Idę za nim, trzymam dystans.
Miał złudną nadzieję, że facet nie wejdzie do pomieszczeń dla personelu, choć jeśli przyszedł tu w interesach, raczej nie będzie załatwiał ich w kiblu.
 

Ostatnio edytowane przez Arthur Fleck : 10-05-2020 o 18:33.
Arthur Fleck jest offline  
Stary 10-05-2020, 23:21   #29
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 15 - 2020.02.14; pt; g 22:00

Czas: 2020.02.15; sb; g 22:00
Miejsce: Los Angeles, night club “Red Parrot”
Warunki: jasno, ciepło, sucho, klubowy hałas na zewnątrz noc, ziąb, sł.wiatr i zachmurzenie


Niestety obawy agenta specjalnego Hoovera sprawdziły się i “fiolecik” poszedł w kierunku korytarza prowadzącego do vip-roomów i reszty zaplecza. A reszcie gości drogę zagradzał jeden z ochroniarzy który przechodzącemu obok dredmenowi tylko skinął głową a ten odpowiedział mu tym samym. No a zaraz potem zniknął Edwardowi z oczu. A dalej trochę trudno było go śledzić bez wchodzenia w interakcję z ochroniarzem. Ale nie musiał tego robić bo dostał sms zwrotny.

Cytat:
“Czekaj aż wyjdzie. Potrzebny nam adres dokąd pojedzie.”
Paul dość szybko przesłał odpowiedź z dalszymi wytycznymi. Wkrótce też przeorganizował resztę agentów. Martin nadal miał zostać przy wejściu głównym a Trucker na wszelki wypadek pilnować tamtego pierwszego ze sportową torbą. On sam, Stan i Ricky rozstawili się na trasie potencjalnego powrotu “fiolecika” o ile by wracał tą samą drogą. Ann zaś sprawdziła czy tylne wejście i reszta budynku jest odpowiednio zabezpieczona przez grupę zewnętrzną. I sądząc z tego co było widać i słychac na smartfonach to było. Któryś z agentów z zewnątrz przysłał nawet fotkę z niezbyt ciekawie wyglądającej alejki z kanciastymi pudłami śmietników i czymś co pewnie było tylnym wejściem do klubu. No i zaczęło się to co zwykle. Czekanie.

Cytat:
“Ile go już nie ma?”
Cytat:
“Ze 20 min”
Cytat:
“Co on tam robi tyle czasu?”
Cytat:
“Może laskę?”
Cytat:
“Bardzo śmieszne”
Cytat:
“Może się kapnął że go śledzimy?”
Cytat:
“A jak to nie ten?”
Cytat:
“To po co by poszedł z walizką do viproomu?”
Cytat:
“A po co się chodzi do viproomu? Może jakaś cizia na niego czeka i ją właśnie zapina?”

Gdy wydawało się, że mogą mieć kandydata na Pablo zaczęło się czekanie aż wyjdzie. A wraz z czekaniem zaczęły się typowe rozmyślania i rozmowy. W końcu nie wiedzieli kim jest ten facet jaki poszedł na zaplecze. Ani co ma w walizce. Ani po co tam poszedł. Ani kiedy wyjdzie. I czy w ogóle. Wydawało się, że wszystkie wejścia są pod kontrolą agentów. Ale z tym nigdy nie było pewności. Ze swojego miejsca Ed, który pozostał na pozycji najbliżej wejścia gdzie ostatni raz widział podejrzanego widział blond fryzurę Stana który siedział nieco dalej też na wszelki wypadek filując na to wyjście. A w głębi pomieszczenia, bliżej wyjścia przy jednym, małym stoliku na góra dwie czy trzy osoby siedział Martinez wcinając darmowe orzeszki i czasem zapijając je drinkiem ze szklanki.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 15-05-2020, 09:46   #30
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Ed wolał nie ruszać się z miejsca, istniała duża szansa, że pan fiolecik wyjdzie z vip roomu tym samym wejściem a wolał tego nie przeoczyć. Nie spuszczał oka z ochroniarza, który pilnował by żaden szarak nie wszedł na zaplecze dla ważniaków. Przez chwilę agent myślał by zagadać do faceta i jakoś przekonać, żeby dla niego zrobił wyjątek, ale widząc twardą minę wykidajło uznał, że nie ma wystarczającej siły przekonywania. Czekał więc cierpliwie. Sądził, że te kilkanaście czy kilkadziesiąt minut zejdzie mu na podpieraniu ściany i obserwacji, ale nie…Życie miało wobec niego inne plany.
- Hej Eddie, co tak stoisz sam? – latynoska koleżanka Cathy, dopadła do niego niczym przyczajony drapieżnik atakujący niespodziewającą się niczego ofiarę. Podrygując w rytm muzyki, kołysała szerokimi jak stodoła biodrami i ocierała się o spodnie agenta. Popijała fantazyjnego drinka, jak sądząc po mętnym spojrzeniu nie pierwszy tego wieczora.
- Czekam na kogoś – odparł agent czując, jak powierzchnia między ścianą a jego plecami zaczyna się gwałtownie kurczyć. Cathy napierała dalej, nie przestając tańczyć.
- Wiesz. Cathy mówiła, że jesteś dupkiem, ale mi się podobasz. Więc gdybyś coś tam chciał…to wiesz…
- Jasne… jasne…
Usłyszał wibrację w telefonie i zerknął na wyświetlacz.

Cytat:
Napisał Stan Zobacz post
Ej, ludzie, Hoover wyrwał jakąś dupę! Pieprzony szczęściarz!
Cytat:
Napisał Ed Zobacz post
Pieprz się Stanley
Cytat:
Napisał Stan Zobacz post
Wyślę wam zdjęcia, obczajcie jaka miss.
Cytat:
Napisał Tucker Zobacz post
W poniedziałek rano będziesz bohaterem całego biura, Eddie.
Cytat:
Napisał Ed Zobacz post
Powiedziałem pieprzcie się. Nie znam jej.
SMS został wysłany w niefortunnym momencie bo pijana latynoska w pewnym momencie bezceremonialnie polizała Hoovera po uchu jakby robiła przymiarkę przed wypiciem shota tequili. Koleżanka Cathy w końcu odpuściła, ale w każdej chwili mogła przecież wrócić.
Wyłaź fiolecik, pomyślał Ed nerwowo zerkając na kolejne szydercze smsy, które pisali między sobą agenci.
 
Arthur Fleck jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168