Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-11-2019, 13:43   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
DEA

Czas: 2020.01.30 cz
Miejsce: Los Angeles, siedziba DEA, biuro agentów
Warunki: jasno, ciepło, sucho, klimatyzowane wnętrze biura






Raport kryminalny był nudny w swojej rutynowości. No tak rutynowy, że aż nudny. Może dla kogoś z zewnątrz albo jakiegoś świeżaka co oglądał akta sprawy z denatem w roli głównej może i by to coś ruszało. Ale nie dla zawodowego szeryfa, gliniarza czy koronera co już takich akt naoglądał się mnóstwo. Albo agenta DEA. Lub agentki. A nawet agenta specjalnego. Takiej co miała swoje biurko w biurze DEA w Mieście Aniołów. Ale kto wie, może za parę lat będzie miała własny gabinet? Jakby dobrze poszło. Na początek właśnie z tą sprawą. Tej z tym rutynowym, nudnym raportem.

Męskie dłonie po raz kolejny przewróciły raport na kolejną stronę aby oczy miały szansę wychwycić to co do tej pory było tak żałośnie rutynowe. No ale było żałośnie rutynowe! Nie było czego się przyczepić. Po prostu samobójstwo. Wszystko na to wskazywało. Pewnie dlatego sprawa, mimo, że świeża miała już status zamkniętej. Akta były kopią akt przesłanych z Metro* do jakiej trafiła ta sprawa.

Policyjne akta były też standardowe. Opis miejsca zdarzenia, jakiś hotel który agentowi przeglądającemu akta z niczym szczególnym się nie kojarzył. Po prostu jeden z licznych hoteli w słonecznym LA i tyle. Standard. Czas zdarzenia 15-sty stycznia tego roku. Prawie równo 2 tygodnie temu. W tym hotelu było wiele pokojów do wynajęcia i w jednym z nich miało miejsce “wydarzenie” jak to się mówiło w policyjnym slangu. Też standard. No i w tym pokoju było takie jedno okno. W chwili robienia zdjęć przez techników kryminalnych rozbite. Co dziwne nie było. Zazwyczaj jak ktoś wypadał przez zamknięte okno to trudno było aby nie rozbić szyby. A tak to właśnie wyglądało na zdjęciach.

Oczywiście było sporo zdjęć ciała. Rozwalonego na chodniku przed hotelem. Trup na miejscu. To też dziwne nie było. Tak się zazwyczaj kończyły skoki z 10-go piętra. Było też sporo zdjęć od koronera, z sekcji zwłok. Zwykłemu cywilowi z ulicy może trudno byłoby to oglądać. Bo widok nie był zbyt przyjemny. Tak jak to po upadku ciała z 10-ciu pięter bywało. Nienaturalne powykręcane kończyny i nieprzyjemnie wyglądające obrażenia. Tak, nic przyjemnego. Tym bardziej, że ciało należało do kobiety. Na oko gdzieś między 30 - 40 lat. Co zresztą też potwierdzały akta policyjne. Dokładniej 34 lata. Ani już tak całkiem młoda ani jeszcze tak całkiem stara. Tak średnio. W sile wieku.

Denatka nazywała się Alyssa Salvado. Pracowała w firmie turystycznej. Była ekspertem od zawierania nowych kontraktów, wyszukiwania nowych miejscówek i potencjalnych hoteli, lotnisk, firm taksówkowych i wypożyczalni samochodów z jakim z kolei jej firma mogła zawrzeć umowy aby z kolei “Caribbean Tourism” mogła organizować nowe wycieczki dla swoich klientów. Według raportu Metro w owym hotelu 15-go zatrzymała się razem z dwoma kolegami z pracy. Ona miała osobny pokój a oni sąsiedni. Mieli pracować nad nową trasą do Wenezueli z jakiej właśnie wrócili. Ale Alyssa była jakaś smutna i przygnębiona, dość szybko się zawinęła do swojego pokoju. A jakąś godzinę później miała już na swoim koncie skok z 10-go piętra. Jej koledzy byli tym kompletnie zaskoczeni i po fakcie pluli sobie w brody, że dali jej odejść samej. Wspominali ją ciepło, jako sumienną i pochłoniętą pracą koleżankę. No wydawało się, że przechodziła ostatnio jakiś kryzys no ale, że aż taki to żaden z nich się nie spodziewał. Szok i zaskoczenie. Tak mówiły policyjne zeznania. W papierach były ich personalia, adresy i telefony.

Status cywilny - singielka, z rodziny dwoje rodziców i 2 lata młodszy brat, też tak jak ona zamieszkali w LA. Chociaż każde pod innym adresem. Śladów włamania do pokoju hotelowego nie znaleziono. Za to znaleziono w bagażach denatki leki na depresję. Do akt było dołączone krótkie zaświadczenie od lekarza który jej wypisał te leki z dołączoną opinią o tej długotrwałej depresji Alyssy. No i raport techników policyjnych o tym, że okno zostało wybite od wewnątrz. Znaleziono ślady odcisków palców czterech osób. Z czego trzy zidentyfikowano prawie od razu jako denatki i jej dwóch kolegów z pracy. Ci wyjaśnili, że początkowo rozmawiali w pokoju Alyssy a dopiero później zeszli do hotelowej restauracji. Czwarty z odcisków zidentyfikowano po kilku dniach i okazało się, że należał do hotelowej sprzątaczki. Miał pewne prawo się tak znaleźć bo rano sprzątała pusty jeszcze pokój, w południe wprowadziłą się Alyssa, wieczorem było to spotkanie no a w okolicach północy mieli już trupa Alyssy rozbitego wśród szklanych odłamków na hotelowym chodniku.

Był jeszcze raport koronera z sekcji zwłok. Na ciele było sporo ran. Ale wyglądało na to, że wszystkie mogły powstać albo od zderzenia z szybą podczas skoku z okna albo od zderzenia z chodnikiem 10 pięter niżej. Nic szczególnego w takich okolicznościach. Standard. Żadnych cięć, postrzałów, śladów pobicia czy innych takich co by wskazywało na udział osób trzecich w tym zdarzeniu. Brak nasienia w drogach rodnych sugerował, że nie odbyła stosunku przed śmiercią. Treść żołądka też nie budziła żadnych podejrzeń. Plus raport z toksykologii wskazujący na przedawkowanie psychotropów. Pasowały do tych leków jakie znaleziono w pokoju denatki. Co więcej badania wskazywały na to, że sporo ich nadużywała od dłuższego czasu. Od miesięcy, może nawet od lat. W dzisiejszych czasach, dla ludzi sukcesu to też standard. Na wszystko brało się pigułkę. Na pobudzenie, na powera, potem na rozluźnienie, na zapomnienie, na zaśnięcie… Standard. Nic ciekawego.

Ani Alyssa ani jej koledzy z firmy nie byli wcześniej karani. Nie figurowali w żadnym rejestrze podejrzanych czy terrorystów. Też więc i pod tym względem nie było się właściwie do czego przyczepić. Wszystko wskazywało na to, że nadużywająca od dłuższego czasu psychotropów, nowoczesna kobieta sukcesu w końcu nie wytrzymała presji, miała jakiś kryzys który zakończył się w pokoju na 10-ym piętrze skokiem z okna. Samobójstwo. Brak innych przyczyn czy podejrzanych. Toksykologia i wywiad rodzinny nic nie wykazał. Sprawa do zamknięcia. No i chłopaki z Metro właśnie dlatego zamknęli sprawę. I odkładając tą kopię ich akt agent specjalny DEA musiałby się zgodzić z ich wnioskami. Wydawały się słuszne. Ale chłopaki z Metro nie miały tej drugiej teczki jaka leżała na jej biurku.





Druga teczka była opatrzona orłem z firmowego logo DEA. Czyli to już były prywatne akta Agencji. A tam było więcej zdjęć niż tekstu. Widać było sylwetkę kobiety, w bejzbolówce, ciemnych okularach, rozpiętej koszuli i krótkim topem pod spodem odsłaniającym płaski brzuch. Do tego krótkie szorty i luźne buty. Bardzo luźny, turystyczny strój. Edward odruchowo zauważył, że kobieta na zdjęciu nie miałaby gdzie ukryć kabury z bronią. Chyba, że z tyłu za paskiem. Ale to pewnie zboczenie zawodowe.

Kobieta na zdjęciu szła jakimś korytarzem. Wyglądało jak jakimś hotel. Seria zdjęć była robiona od wyjścia z windy gdzie rozmawiała z jakimś mężczyzną. Też wyglądał jak jakiś turysta. Ale widocznie on został w windzie a ona właśnie poszła dalej korytarzem. Mężczyzna w windzie miał zaczernioną głowę. Czyli albo był jednym z tajnych agentów DEA albo podejrzanym. Zdjęcia były na tyle wyraźne by sporo dostrzec ale robione pewnie z ukrytej kamery albo może i z ręki tak by nie wzbudzić podejrzeń kobiety, że robi jej się zdjęcia. Przez co wyszły trochę niewyraźnie.

Kobieta sfotografowana na tym korytarzu mogła być ubrana lekko jak na ciepły klimat bo w Wenezueli o tej porze roku było gorąco. Może nawet goręcej niż w Kalifornii. Dokładniej na Margaricie. Jednej z wysp na północnym wybrzeżu Wenezueli, południowej odnodze Karaibów.

Tekstu raportu kolegów z tej pewnie tajnej misji DEA na tej Margaricie właściwie było jeszcze mniej niż zdjęć jakie przesłali. Tak naprawdę o kobiecie ze zdjęcia nic nie wiedzieli. Cyknęli jej fotki tylko dlatego, że rozmawiała w tej windzie z jednym z podejrzanych. To widać było tylko przez moment gdy właśnie drzwi windy się otwarły i ona wysiadła a on pojechał dalej. Tylko dlatego tajniak DEA cyknął jej te fotki. Mogła być kimkolwiek. Od przypadkowej turystki którą ktoś zagadał czy o coś pytał aż po jakaś kurierkę czy kontakt mafii. I chociaż więcej się nie pojawiła to chłopaki z Margarity, ze względu na te drugie możliwości, praktycznie w ciemno wysłali ten żałośnie krótki raport do swojej jednostki macierzystej w El Paso by to sprawdzili. I te fotki cyknęli 10-go stycznia tego roku. Parę dni przed wydarzeniami w LA.

Wenezuela bowiem kojarzyła się z prezydentem lubiącym Rosję co w naturalny sposób drażniło USA. Ale też była ciekawym i popularnym rajem turystycznym a Margarita była perłą w turystycznej koronie Wenezueli. Jak wykazał szybki research było tam lotnisko zdolne przyjmować transoceaniczne loty z Europy albo USA. Cała wyspa obfitowała w wygodne hotele na każdą kieszeń, zwłaszcza te pełną dolarów, euro albo funtów. Bo ceny na wyspie w tych walutach były o wiele tańsze niż na domowych pieleszach za podobne usługi. No i ta cała turystyczna egzotyka. Wyspa szczyciła się prawie dwiema setkami malowniczych plaż i tych popularnych i pełnych turystów jak i te które nadal mogły pokusić się o miano dzikich i dziewiczych. Do tego wypożyczalnie żaglówek, jachtów, skuterów wodnych, sprzętu do nurkowania, wspinaczki po górach, zwiedzanie posthiszpańskiego starego miasta i fortu, nocne kluby, lokalny i porty zdolne przyjąć prywatne jachty amerykańskich czy europejskich turystów albo całe statki wycieczkowe. I jeszcze ten barwny koloryt w smukłych bikini lub barwnych szortach o serdecznym, białym uśmiechu. No całość to ideał turystycznego raju.

Ale tak to mogło pewnie wyglądać dla kogoś z ulicy. Dla agentów DEA, Wenezuela miała też drugą, mroczniejszą twarz. Działały tam lokalne kartele narkotykowe nastawione nie tyle na lokalny rynek ale ile właśnie na eksport. Więc chociaż przeciętnemu zjadaczowi chleba z kartelami narkotykowymi kojarzyła się głównie Kolumbia, Meksyk, może ktoś bardziej obyty wspomniałby Afganistan ale raczej nie Wenezuelę. Ale właśnie kraj wciśnięty między Kolumbię, Brazylię i Gujanę był ważnym krajem tranzytowym przez jaką wiodły ważne szlaki tranzytowe wiodące między innymi z Kolumbii. A potem dalej, przez Karaiby i do Meksyku albo bezpośrednio do USA. A dla każdego agenta DEA było jasne, że punktem kluczowym dla tych szlaków były karaibskie wybrzeża tego południowoamerykańskiego kraju. A Margarita właśnie leżała wręcz idealnie. I pewnie coś takiego sprawdzała ta zagraniczna komórka DEA która przysłała ów cieniutki raporcik o tej kobiecie w bejzbolówce. No i właśnie ci z tej Margarity, powiadomili o niej swoje rodzime biuro w El Paso.

A ci z El Paso, nie mając żadnych danych poza tymi zdjęciami wrzucili je do przemielenia swojemu komputerowi ze specowym algorytmem do odnajdywania twarzy. Ten przemielił nie wiadomo ile danych i wypluł to. Dłoń Edwarda sięgnęła po trzeci element z tej skromnej paczki dokumentów jakie szef jej przekazał dziś rano. Gazetę. Właściwie jej fotokopię. Artykuł lokalnej gazety, “Daily LA”. Raczej tanie, codzienne czytadło przeznaczone dla mas. Artykuł z trzeciej strony. Od końca. Z lokalnej kroniki kryminalnej. Takiej od kradzionych aut, pobić, włamań i gwałtów. Gdzie napad z bronią w ręku albo obława na dilerów była sensacją o jakiej można było pisać przez tydzień. A potem jeszcze wracać po kolejnych tygodniach i miesiącach. Więc jak ktoś wyskakiwał z okna na 10-tym piętrze no to było w sam raz aby wrzucić to w tą rubryczkę. Nomen omen do artykułu były dołączone dwa zdjęcia. Pierwsze i główne to tego rozbitego okna. Robione pewnie przed hotelem z ziemi sądząc po perspektywie. Pewnie przez jakiś obiektyw. Drugie dzięki któremu algorytm do wyszukiwania twarzy zwrócił uwagę na ten artykuł to było zdjęcie kobiety. Bardzo podobnej do Alyssy Salvado. Sam artykuł był taki sam jak cała “Daily LA” czyli plotkarski i nastawiony na tanią sensację. I nie było w nim nic czego Samantha już nie dowiedziałaby się z dwóch poprzednich teczek. No ale było to zdjęcie.

No i z tymi zdjęciami też było ciekawie. Niby było ich całkiem sporo. Ale czy wszystkie przedstawiały tą samą osobę? Pierwsze zdjęcia jakie przeglądał Hoover były te z policyjnego raportu. Pierwsze zrobione przez techników kryminalnych z miejsca zdarzenia. Czyli zanim zapakowali ciało do worka, gdy jeszcze leżało na chodniku. Ale krew, rozcięcia, luźne włosy denatki zasłaniające jej twarz czyniły rysy twarzy niewyraźnymi. Nawet gdy na serii zdjęć odsłonięto te ciemne włosy aby ukazać twarz to te rozcięcia i krew czyniły tą twarz niezbyt czytelną. Ani niezbyt przyjemną.

Kolejne pochodziło z tej samej teczki ale tym razem od koronera. Tutaj dominowała zimna, schludność kostnicy i trupia biel. Twarz została obmyta z krwi a włosy ułożone ciasno przy albo pod głową by nic nie zasłaniało rysów twarzy. Tyle, że ten cały beton i szkło oraz impet zderzenia jakie przenicowały tą twarz sprawiały, że wyglądała jak ofiara ciężkiego pobicia. Nienaturalnie zdeformowana tymi świeżymi rozcięciami i opuchliznami. Chociaż twarz dało się rozpoznać no to już trudniej było domyślić się jak wyglądała ta twarz przed tym zdarzeniem.

Druga twarz tej kobiety pochodziła z gazety. Przedstawiało Alyssę ale chyba było skądeś wycięte. Pewnie z jakiegoś zbiorczego zdjęcia bo twarz kobiety patrzyła się prosto w obiektyw kamery. Ale zdjęcie było powiększone na tyle, że ostrość bynajmniej nie koncentrowała się akurat na jej twarzy. Tutaj kobieta była w jakiejś białej czapce z daszkiem i chyba z kotwicą przez co wyglądała na jakąś marynarską. Ciemne włosy miała upięte z tyłu pewnie w jakiś kuc czy kok by można było nosić tą czapkę. Sprawiało wrażenie, że to zdjęcie z jakiegoś rocznika absolwentów lub innej okazji gdzie się robi grupowe, pamiątkowe zdjęcia. Niestety artykuł w gazecie nie fatygował się wyjaśnić skąd jest to zdjęcie.

Kolejna twarz ciemnowłosej kobiety to te z hotelowego korytarza z Margarity. Tutaj też miała czapeczkę ale tym razem bejzbolówkę. I ciemne okulary. A ciemne, długie włosy związane w koński ogon. Zdjęcie pewnie robione z ręki i w ruchu więc znów trochę nieostre.

Na wszystkich zdjęciach wydawała się sfotografowana ta sama osoba. I ta z gazety, i ta z chodnika, na stole sekcyjnym koronera i w wenezuelskim hotelu. Tak. Podobna. Ale czy ta sama? Po to właśnie szef wezwał dzisiaj rano Edwarda do swojego biura gdzie przekazał jej tą niezbyt dużą paczkę z aktami tej sprawy. Miał znaleźć odpowiedź na pytanie. Czy ta kobieta znaleziona na hotelowym chodniku to ta sama jaką ich koledzy sfotografowali na Margaricie? I kim była? Czy coś ją wiązało z kartelami narkotykowymi? I co z jej nagłą śmiercią? Samobójstwo?

Zbieżności trochę było. Ci z Margarity nie mieli pojęcia kim była kobieta jaką sfotografowali. Ale czas w jakim to zrobili, jakieś 3 tygodnie temu pasował do tego co w zeznaniach mówili koledzy Alyssy, że byli w Wenezueli. Chociaż nie było sprecyzowane gdzie dokładnie. Osoba na wszystkich tych zdjęciach mogła być Alyssą Salvado. Ale nie musiała. Żaden porządny sąd by nie uznał takiego lichego dowodu. Trzeba było zdobyć dowody, że ta kobieta w bejzbolówce co 3 tygodnie temu wysiadła z windy w hotelu na rajskiej wyspie to ta sama co roztrzaskała się o hotelowy chodnik w LA niecały tydzień później. Albo udowodnić, że to dwie różne osoby.

A jeśli to ta sama to robiło się naprawdę ciekawie. Lub podejrzanie jeśli ktoś wolał. Bo kobieta w kwiecie wieku popełnia samobójstwo tydzień po tym gdy cyknęli jej fotkę agenci DEA? Przypadek? No właśnie na te wszystkie pytania miała odpowiedzieć Samantha. Tak jej rano powiedział szef.

- Słyszałem, że się nudzisz w pracy i nie masz co robić. No to zajmij się tą sprawą. Ci z Metro twierdzą, że to samobójstwo. Ale nasi koledzy z El Paso chcą mieć pewność. Resztę masz w aktach. - przywitał się z nim gdy usiadł w jego gabinecie i wskazał przygotowaną paczkę, mniejszą nawet od standardowego pudełka na buty.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 26-01-2020 o 21:49. Powód: Zmiana personaliów BG w tekście.
Pipboy79 jest offline  
Stary 27-01-2020, 01:10   #2
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Edward odłożył akta na bok, podniósł tyłek z krzesła i podszedł do okna znajdującego się w jego klimatyzowanym gabinecie. Przyglądając się panoramie skąpanego w słońcu miasta wyciągnął z kieszeni paczkę miętowych gum, które przez kretyńskie zakazy palenia musiał rzuć, żeby nie zwariować. Wspiął się na parapet i przykleił nos do szyby. Gdyby teraz ktoś zobaczył go w akcji, pewnie wezwałby policyjnego negocjatora. W DEA nie było tajemnicą, że Ed stracił odznakę w FBI kiedy oblał testy psychologiczne. Niektórzy mogli go mieć za świra.
- Hmmm – mruknął pod nosem agent po czym zeskoczył na podłogę i wrócił do biurka. Raz jeszcze przejrzał wszystkie zdjęcia, szczególną uwagę zwracając na te z sekcji zwłok. Po chwili zebrał akta w jedną kupkę i wyszedł na korytarz. Zapukał do gabinetu szefa i nie czekając na odpowiedź, wparował do środka.
- Ok, sprawa faktycznie jest trochę dziwna szefie – powiedział siadając za biurkiem przełożonego - Po pierwsze ta rozbita szyba. Wiem, że w niektórych hotelach, okna się nie otwierają, ale mimo wszystko…samobójcy raczej nie rzucają się na główkę przez szyby, to jest – szukał odpowiedniego słowa - nienaturalne, chyba, że ktoś mocno nie kontaktuje albo nie ma wpływu na to co się dzieje z jego ciałem. Gdybym chciał wyskoczyć, próbowałbym otworzyć okno, a gdyby się nie udało pewnie bym je wcześniej rozbił. Raczej nie swoim ciałem. Druga sprawa. Mam dziwne wrażenie, że odpowiedzi podsunięto gliniarzom pod nos. Cierpiała na depresję? No to w jej bagażu znajdziemy leki potwierdzające objawy. Nie twierdzę od razu, że ktoś to ukartował. Ale gdyby ukartował, to pewnie odbyłoby się właśnie w taki sposób. Chętnie pogadam sobie z kolegami denatki, ale najpierw chciałbym się dowiedzieć, kto identyfikował zwłoki. Miała w LA rodziców i brata, więc stawiam na ojca, albo rodzeństwo. Może kojarzą jakieś znaki szczególne. Pieprzyki, blizny znamiona, tatuaże. Przydałby się też kwity na przejrzenie nagrań z monitoringu w hotelu, do tego oczywiście wszystkie kamery w okolicy.
 

Ostatnio edytowane przez Arthur Fleck : 27-01-2020 o 11:48. Powód: drobna korekta dialogu
Arthur Fleck jest offline  
Stary 02-02-2020, 00:03   #3
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 2 - 2020.01.30; cz; g 13:30

Czas: 2020.01.30; cz; g 13:30
Miejsce: Los Angeles, siedziba DEA, biuro agentów
Warunki: jasno, ciepło, sucho, klimatyzowane wnętrze biura






Gdy po paru godzinach agent specjalny Edward Hoover wrócił do biura szefa po zapoznaniu się z aktami otrzymanej sprawy ten przyjął go bez specjalnej egzaltacji. Wysłuchał opinii podwładnego na temat otrzymanej sprawy. Na koniec pokiwał głową chociaż Edward nie był pewny czy na znak, że szef się z nim zgadza czy do czegoś innego.

- To twoja sprawa Hoover. Jak uważasz, że trzeba z kimś pogadać czy gdzieś pójść to zrób to. - złożył dłonie w piramidkę dając Edwardowi wolną rękę w sprawie tego gadania ze świadkami. Miał przecież swoją odznakę i uprawnienia więc mógł zrobić z nich użytek. Ale sprawa była jego. Więc czy na koniec rozwikła tą zagadkę czy nie to w aktach wyląduje z jego podpisem. Chociaż tak wedle regulaminów to z rodziną denatki czy jej kolegami rzeczywiście nie potrzebował jakichś dodatkowych uprawnień czy zezwoleń by się z nimi spotkać i porozmawiać. Dopiero gdyby wyszło coś poważniejszego to potrzebowałby nakazu od prokuratora.

- I mówisz, że sprawa wygląda ciekawie tak? Skok przez zamknięte okno? No faktycznie ciekawe. Nie niemożliwe. Ale ciekawe. - szef otworzył szufladę i wyjął z niej paczkę gum nikotynowych. Widać znów podjął kolejną próbę rzucenia aktywnego palenia.

- No to będziesz miał za czym biegać. Jak uważasz, że koledzy z Metro coś przegapili albo coś mogą wiedzieć no to może pogadaj z nimi. Co prawda to się stało na ich podwórku. Ale jeśli okaże się, że to przestępstwo federalne no to piłeczkę przejmiemy my albo federalni. - rzekł wyjmując z paczki jeden listek gumy i pakując sobie do ust. Paczkę wrzucił do szuflady po czym znów ją zamknął. No tutaj miał rację. Co prawda te samobójstwo w hotelu podpadało pod status lokalny dlatego zajęli się tym chłopcy z Metro. No ale gdyby wyszły jakieś dziwne powiązania to mogło wkroczyć FBI albo DEA jeśli jakoś by wyszły na jaw powiązania z kartelami narkotykowymi czy czymś podobnym. No ale i tak trzeba by było najpierw zgromadzić solidne dowody aby do akcji miały ruszyć agencje federalne. A na razie miał tylko własne domysły.

- Mówisz kamery monitoringu tak? - szef zawzięcie zaczął żuć gumę jakby to go miało jakoś uspokajać. Albo strasznie go dusił głód nikotynowy. Więc szybko przeszedł do kolejnego punktu o jakim wspomniał Edward.

- Pogadam z Racettim. Ale to trochę potrwa. Na razie może po prostu pojedź do tego hotelu i poproś o współpracę. Może obędzie się bez takich ceregieli. W końcu chodzi o trupa na ich chodniku a my jesteśmy federalnymi. Może okażą się rozsądni. Jak nie no to uderzymy do nich z nakazem. - Blecher mówił szybko i zdecydowanie. Racetti był prokuratorem z którym zazwyczaj współpracowało biuro i który załatwiał im większość nakazów na założenie podsłuchów, przeszukania obiektów, zatrzymania podejrzanych i tego typu sprawy. Taki nakaz jak ten pewnie powinien załatwić w dzień czy dwa bo sprawa wydawała się dość rutynowa. Ale rzeczywiście jeśli ci w hotelu okazaliby się przyjaźni do współpracy to może wystarczyłaby sama legitymacja agenta. No chyba, że trafiłaby się jakaś łajza co wymagałaby nakazu. No to trzeba by czekać na to co przyśle Racetti.

- Jak to wszystko to zabieraj tyłek z mojego biura i bierz się do roboty! - szef tak trochę niby mówił żartem ale z drugiej strony Edward wyczuwał jakąś podskórną irytację czy zdenerwowanie. Tylko nie był pewny czy chodzi o niego, tą sprawę, czy znowu szef miał niezbyt dobry dzień w pracy. Jak większość dni w tej pracy.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 06-02-2020, 18:26   #4
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Ed opuścił budynek z zapisanymi w telefonie adresami i numerami telefonów. Wchodząc na parking odpalił czerwonego marlboro a następnie otworzył drzwi swojego dodge’a, rocznik 1973. Puste paczki po papierosach, papierki po cukierkach, paragony i inne śmieci przerzucił na siedzenie pasażera po czym wgramolił się do samochodu. Po chwili sunął już ulicami miasta, dym papierosowy wypuszczając przez otwartą szybę w oknie. Ustawił radio na stację MXC California. Odkąd zaczął kręcić się koło dilerów ze Skid Row, wyjątkowo upodobał sobie meksykański hip hop. Po drodze do agent zdążył jeszcze odebrać wiadomość mms od swojego staruszka.
Joe Hoover pozował dumnie do zdjęcia z dorodną tłuściutką rybą, wydawał się rzucać synowi wyzwanie.
Ed uśmiechnął się i odpisał „Nieźle tato, ale do mojego rekordu jeszcze daleko”.
O sprawie Salvado starał się na razie nie myśleć. Blecher rzucił mu intelektualne wyzwanie, Ed miał znaleźć luki w raporcie gliniarzy i zrobił to, ale szczerze mówiąc, w niemal każdej sprawie, gdyby się uprzeć można znaleźć czarne dziury i popłynąć w spiskowych teoriach. Był raczej entuzjastą Brzytwy Ockhama, zwariowane teorie i pokręcone zagadki dobrze się sprzedawały w telewizji, prawdziwe życie było nudną prozą. Tak czy inaczej ciekawiły go powiązania kobiety z członkami kartelu. Zamierzał bliżej przyjrzeć się działalności „Caribbean Tourism” i sprawdzić czy Salvado mogła działać jako wolny strzelec czy raczej trybik w większej maszynie. Wszystko jednak w swoim czasie.

Zaparkował auto przed hotelem, uwagę od razu skupiając na oknie, z którego wyskoczyła denatka. Po dwóch tygodniach od owego feralne zdarzenia już dawno nie było po nim śladu. Przynajmniej tak na pierwszy rzut oka jak się wysiadało z samochodu na parkingu. Ot kolejny parking, na kolejnym hotelowym parkingu pod błękitnym, słonecznym niebem. Nawet jak się wiedziało z którego okna ktoś miałby wypaść to nie było to takie łatwe do namierzenia gdy brakowało charakterystycznej dziury w rozbitym oknie. Teraz widocznie już wstawiono nową szybę na miejsce. Trzeba było liczyć piony i poziomy tych okien by odszukać to jedno, właściwe. Chodnik gdzie wylądowało ciało też oczywiście już niczym się nie wyróżniał bo taśmy policyjne jakie odgradzały miejsce zdarzenia już zostały zabrane. Niemniej jak się patrzyło z poziomu ulicy to te 10-te piętro wyglądało daleko i wysoko. Instynktownie wyczuwało się, że skok bez zabezpieczenia to raczej nie będzie zbyt dobry dla zdrowia. Ed przeszedł się kawałek alejką szukając ulicznych kamer, bankomatów i sklepów z monitoringiem. Spacer po okolicy przyniósł kolejne spostrzeżenia. Owszem była ulica ale dookoła były raczej prywatne dwupoziomowe, kolorowe rzędowce. Nie zapowiadało się by mieli tam kamery które by mogły przy okazji złapać co się dzieje w hotelu. No od strony hotelu był najpierw parkan, niezbyt wysoki, może sięgający do pasa, potem ten parking, wetknięte tam i tu palmy i inne drzewa no i sam hotel

Recepcja hotelowa była całkiem ładna i nowoczesna. Był przestronny hall z wygodnymi fotelami, schody na wyższe poziomy, wszystko czyste, jasne i przestronne, przyjemne dla oka i sprawiające korzystne wrażenie. Takie drastyczne wrażenie jakie miało tu miejsce dwa tygodnie temu kompletnie nie pasowało do takiego otoczenia. Przecież to nie było miejsce w jakichś slumsach ani wojną gangów. No za to było też klasyczne biuro recepcji a za nią dwie, młode dziewczyny w hotelowych uniformach które pomagały gościom w różnych hotelowych, codziennych sprawach.
Ed podszedł, uśmiechnął się przyjaźnie po czym położył na blacie swoją legitymację służbową.
- Agent Edward Hoover, DEA. Chciałbym porozmawiać z waszym menadżerem lub inną osobą decyzyjną. Proszę przekazać, że chodzi o jedną z waszych klientek, Alyssię Salvado.
Dziewczyna z recepcji chyba nie spodziewała się gościa który wyjmie odznakę ba początku rozmowy i było to widać na jej młodej twarzy. Ale szybko dał o sobie znać jej profesjonalizm.
- Oczywiście, proszę chwilę zaczekać. - odpowiedziała szybko i wskazała dłonią na te wygodne fotele gdzie goście mogli spocząć. Sama zaś sięgnęła po telefon i przekazała informację dalej.
Edward zajął miejsce w fotelu, poprawiając opaskę stabilizującą kolano ukrytą pod materiałowymi spodniami założył nogę na nogę. Zaczął obserwować ludzi wchodzących i wychodzących z hotelu. To była jego ulubiona zabawa na zabicie czasu. Próbował zgadywać kim są, skąd pochodzą, jakie zawody wykonują, jakie tajemnice starają się ukryć przed światem. Facet rezerwujący pokój i nerwowo rozłączający dzwoniący telefon zdradzał żonę. Kobieta pachnąca drogimi perfumami i ściskająca kurczowo torebkę D&G wyglądała jak luksusowa prostytutka. Młody makler, za śnieżnobiałym szerokim uśmiechem i nadludzką pewnością siebie ukrywał twarz sadysty i damskiego boksera. W każdym chcąc nie chcąc dopatrywał się mrocznej strony, ufał tylko siebie. Pomyślał o Alyssi Salvado. Robiąca błyskotliwą karierę kobieta sukcesu. Ukochana córka spotykająca się pewnie w każdy wolny weekend i święta z rodzicami i bratem, zabawiająca ich anegdotkami z pracy, lubiana sąsiadka plotkująca przy sklepowej kasie z koleżankami, a podczas podróży służbowych spotykająca się z członkami kartelu. Dla Edwarda obdarcie człowieka z maski zawsze było unikalnym doświadczeniem.
Agent nie czekał zbyt długo. Do recepcji przyszedł jakiś mężczyzna w kwiecie wieku ubrany w czysta koszule, krawat i marynarkę. Wygląd budził zaufanie swoim profesjonalizmem tak jak od kogoś na takim stanowisku wymagano i oczekiwano. Rzucił że dwa zdania z recepcjonistka która wskazała mu spojrzeniem o kogo chodzi. Mężczyzna skinął głową i podszedł do czekającego agenta DEA.
- Dzień dobry panu. Nazywam się Joseph Paterson, jestem kierownikiem zmiany. W czym mogę Panu pomóc? - zaczął od dość uniwersalnego stylu gdy pewnie nie wiedział czego na się spodziewać.
- Edward Hoover – agent wstając z fotela wyciągnął rękę na przywitanie – Proszę wybaczyć, że tak bez uprzedzenia. Jestem tu w sprawie Allyssi Salvado.
Edward uznał, że Paterson jest doskonale zorientowany w sprawie więc postanowił od razu przejść do rzeczy.
- Nie wdając się w szczegóły, agencja interesuje się działalnością pani Salvado. Wiemy, że dochodzenie zostało przez policję zakończone, chcemy jednak bliżej się przyjrzeć ostatnim chwilom życia denatki. W szczególności ważne dla nas są nagrania z ostatnich godzin, które spędziła w hotelu. Rozumiem, że na korytarzach są kamery? Uprzedzam panie Paterson, że chwilowo nie mam nakazu, ale liczę na pańską współpracę. Oszczędzi nam to wszystkim czasu i niepotrzebnej papierkowej roboty
- Ach tak… - manager wydawał się podobnie zaskoczony tym wszystkim tak samo jak niedawno jego koleżanka z recepcji. Trawił chwilę te informacje zastanawiając się co powiedzieć - Wydawało mi się, że policja już zamknęła tą sprawę. Już tu byli, wszystko sprawdzali i rozmawiali. - mężczyzna w marynarce mówił najpierw jakby się zaczął tłumaczyć że swojego zaskoczenia albo dawał znać, że coś mu tu się nie zgadza. Ale w końcu potrzasnął głową jakby otrzepywał się z tego wszystkiego.
- Przepraszam, po prostu myślałem, że tą sprawę mamy już za sobą. - rzekł w końcu z przepraszającym uśmiechem - Czy mógłbym zobaczyć pańska legitymację? - zapytał uprzejmie jakby chodziło o jakąś drobnostkę.
Hoover przytaknął, sięgnął do kieszeni marynarki po czym wyciągnął służbową legitymację. Pozwolił Petersenowi dokładnie jej się przyjrzeć.
- Sprawa została zamknięta przez policję, ale pojawiły się nowe okoliczności, którymi zajmuje się teraz DEA. To jak? Pomoże mi pan?
- DEA? O rany w co ona nas wplątała… - manager nie był zbyt szczęśliwy gdy ktoś, do tego federalna agencja, znów zaczęła grzebać w dopiero co zagrzebanej sprawie. Ale oddał legitymację agentowi i skinął by iść za nim.
- No dobrze, proszę za mną. - rzekł odwracając się w kierunku recepcji i zaczął prowadzić swojego gościa. Najpierw minęli recepcję odprowadzani ciekawymi spojrzeniami recepcjonistek, potem szli przez jakiś korytarz już raczej nie dla gości i coś co wyglądało na tą część biurową której zapewne mało który z klientów oglądał. W końcu Petersen wszedł do pomieszczenia gdzie na drzwiach był napis “Control Room”. Zapukał a z wnętrza po chwili zgrzytnęły zamki i drzwi otwarł jakiś mężczyzna w uniformie ochrony.
- Cześć Harry. To jest pan Hoover, agent Hoover, z DEA. Weź proszę mu pokaż co mamy na temat tej klientki co nam dwa tygodnie temu rozpryskła się na chodniku. - manager nie bawił się w zbyt długie wywody tylko przedstawił kim jest ten facet którego przyprowadził i po co go tu przyprowadził.
- DEA? Myślałem, że sprawa już została zamknięta. W gazetach o tym pisali. - strażnik wyglądał na kolejną zaskoczoną w tym hotelu osobę, że jednak ktoś się jeszcze interesuje tą sprawą.
- No to już sobie o tym porozmawiacie. Ja was zostawiam, gdybym był potrzebny to proszę dzwonić. - kierownik zmiany tymi słowy pożegnał się i zaczął wracać korytarze. Strażnik zmierzył spojrzeniem Edwarda, rzucił okiem na odchodzącego kierownika, wzruszył ramionami i odsunął się aby gość mógł wejść do środka.
- No to właź pan. - zaprosił go gestem. Wnętrze okazało się typowym dla tego typu. Dominowały monitory z kamer i było 6 stanowisk dla pracowników. Z czego trzy były obsadzone i pewnie jeszcze jedno należało do Harry’ego który otwierał drzwi.
- To czego właściwie pan szuka? - zapytał Harry zamykając z powrotem drzwi i ryglując zamki gdy już zostali sami z agentem. Pozostałą trójkę chociaż trochę usiłowała udawać, że nie jest przynajmniej zaintrygowana tą wizytą więc wrócili do swoich zajęć. Chociaż w pomieszczeniu było na tyle cicho, że jeśli by nie mówić szeptem to raczej musieli usłyszeć o czym mowa.
Hoover postanowił zignorować niechciane towarzystwo, nie miał czasu bawić się w podchody.
- Nagrań z piętnastego stycznia. Na początek te z nocy, gdy doszło do samobójstwa. Chcę zobaczyć co działo się na korytarzu między dziesiątą a pierwszą w nocy. Chodzi oczywiście o piętro, gdzie denatka wynajmowała swój pokój
- 15 stycznia tak? No to dużo tego nie ma. Policja zabrała nam nagrania jako dowód rzeczowy. Zabrali nagrania z całej drugiej zmiany. Nam zostały tylko te z rannej. - Harry przejął na siebie rolę przewodnika. Poprowadził gościa mniej więcej na środek pomieszczenia ale zatrzymał się jakby miał nadzieję, że te informacje wystarczą aby gość sobie poszedł.
- Jak chce pan obejrzeć te późniejsze no to chyba musiałby pan pogadać z tymi z policji. - dorzucił jeszcze na wszelki wypadek.
- Tak pewnie zrobię – powiedział Edward już zastanawiając się do kogo uderzyć w tej sprawie – Mam jeszcze jedno pytanie. Okna na wyższych piętrach w hotelu są przez cały czas zamknięte? Gość hotelowy nie można ich zwyczajnie otworzyć?
- Teraz się otwierają. Wcześniej mieliśmy takie co mogły się tylko uchylać. No ale goście się skarżyli więc dyrekcja przy kolejnym remoncie wymieniła okna na takie co się otwierają. Wie pan, skarg trochę było a kłopotów że ktoś wyskoczył żadnych. To pierwszy taki przypadek odkąd tu pracuję. A pracuję tu już 8-my rok. Albo siódmy. Jakoś tak. Wcześniej też nie pamiętam by ktoś w tym hotelu targnął się na życie. Spokojnie tu u nas raczej. - starszy mężczyzna co wyglądał jakby chciał na tym stołku dotrwać do emerytury do której już mu chyba wiele nie brakowało mówił spokojnym tonem. Jakby chciał potwierdzić renomę tego miejsca i to, że taki straszny wypadek to raczej wyjątek a nie norma.
Edward zachował pokerową twarz, ale to co powiedział strażnik lekko wybiło go z pantałyku. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Czyli jego teoria, którą przedstawił szefowi mogła mieć jednak ręce i nogi. Hoover podziękował za pomoc a gdy Harry wypuścił go z ochronki, agent skierował się od razu na parking, gdzie zostawił swój samochód. Odpalił szybkim ruchem papierosa. Ostatni raz rzucił okiem na dziesiąte piętro hotelu, gdzie swoje życie zakończyła Alyssia Salvado. Poczuł lekki zawrót w głowie, oddech mu przyśpieszył. W Hooverze budziło się coś, co jak mu się wydawało utracił bezpowrotnie odchodząc z FBI. Spojrzał na zegarek. Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, powinien zdążyć pogadać z gliniarzami i odwiedzić państwo Salvado. Kolegami denatki z hotelu zajmie się później, najpierw da im ogon, niech świeżaki z agencji pojeżdżą za nimi i trochę powęszą o ile Blecher się zgodzi. Ed wsiadł do dodge’a, lecz dla odmiany tym razem nastawił radio z muzyką klasyczną. Pół godziny później zajechał pod komisariat.

Gdy Ed wysiadł że swojego Dodga pogoda była słoneczna a niebo błękitne. Czyli jak to zazwyczaj bywało w tym mieście. Komisariat jaki prowadził sprawę śmierci Allyssy Salvado też wydawał się raczej przeciętny. Tak z zewnątrz jak i z wewnątrz. Gdy agent wszedł do środka powitało go przyjemnie chłodzone powietrze z klimatyzatorów. No i gwar typowy dla budynków użyteczności publicznej w środku dnia. Z nakładką na komisariat.
Przy jakimś biurku jeden z funkcjonariuszy spisywał jakieś dziwki. I trudno było określić która że stron jest bardziej znudzona tą rutynowa procedurą. Gdzieś dalej jakaś starsza kobieta wyplakiwala się policjantowi w biurko. Trudno było zgadnąć o co chodzi. A u sąsiadów wściekal się jakiś facet. Chyba z jakąś skarga. Na wyrywki nie bardzo szło usłyszeć czy na coś, na kogoś, czy na samą policję. Czyli dzień jak co dzień na komisariacie.
Za to chyba nie co dzień zjawiali się agenci federalni w służbowej sprawie. Dało się to poznać po minie faceta do którego Ed podszedł i powiedzial z czym przyszedł. Chociaż policjant okazał mniej zdziwienia niż załoga hotelu.
- Tak, detektyw Duffy jest chyba u siebie. Idź po schodach na pierwsze piętro a potem w lewo. Prawie na końcu korytarza, będzie tabliczka na drzwiach. - oficer dyżurny wyjaśnił gościowi jak ma iść by spotkać szukanego detektywa.
Szło się dość prosto i trafił gdzie trzeba bez problemu. Rzeczywiście na drzwiach były tabliczki kto tu urzeduje. Duffy z partnerem widocznie urzedowali razem z dwójką innych policjantów. Wewnątrz ukazało się średniej wielkości pomieszczenie z czterema biurkami z których dwa były obsadzone przez ubranych po cywilnemu mężczyzn. Obaj podnieśli głowy aby zobaczyć kto ich odwiedził.
Edward wiele razy przekonał się na własnej skórze, że gliniarze nie znoszą, gdy federalni i agencje rządowe wpieprzają się na ich podwórko. Liczył jednak, że detektywi Duffy i McNamara nie będą stwarzali problemów. Pewnie już nawet nie pamiętali o kobiecie, która zaliczyła skok z dziesiątego piętra, W LA działo się dużo ciekawszych rzeczy, lecząca się na depresję, sfrustrowana samobójczyni to nie była sprawa, za którą można dostać awans albo świąteczną premię.
- Cześć panowie. Jestem Ed Hoover, z DEA – Ed starał się być rozluźniony i szybko skrócić dystans. Zamknął za sobą drzwi i pokazał odznakę - Pamiętacie sprawę tej kobitki, Allysii Salvado? Dwa tygodnie temu rozwaliła się na chodniku przed hotelem. Jej nazwisko wypłynęło teraz w sprawie, którą prowadzimy – Ed lekko podkoloryzował nie chcąc opowiadać gliniarzom o Margaricie, kartelu i zdjęciach zrobionych kobiecie kilka dni przed jej śmiercią. Liczył, że takie enigmatyczne wyjaśnienia wystarczą – Wiem, że zabezpieczyliście nagrania z hotelu. Szef mi truje dupę, żebym je przejrzał. Pomyślałem, że uderzę z tym od razu do was. Pomożecie mi? Odwdzięczę się przy najbliższej okazji.
Obaj mężczyźni wysłuchali tego wstępu ich gościa i pokiwali głowami z początku się nie odzywając.
- To chyba do ciebie Ken. - odezwał się jeden z nich i wrócił do pisania czegoś na komputerze.
- No widzę. No to siadaj Ed - Duffy na zbyt zachwyconego tą wizytą i słowami nie wyglądał ale wskazał gościowi wolne miejsce po drugiej stronie biurka.
- Sprawa Alyssi Salvado. Tak pamiętam. Przecież dopiero co zamknęliśmy tą sprawę. - zauważył cierpkim tonem. Wziął do ręki długopis i zaczął się nim bawić zastanawiając się chyba co dalej zrobić albo powiedzieć.
- Ona miała coś wspólnego z narkotykami? - zapytał patrząc na siedzącego za biurkiem gościa. - W śledztwie nic na to nie wskazywało. Chyba, że te antydepresanty co zarla jak cukierki. - gliniarz chyba miał kłopot by wyobrazić sobie powiązania między denatka a DEA. Gdzie tu sprawa dla federalnych? Chociaż z raportu jaki Ed czytał rano rzeczywiście wszystko zdawało się składać w spójną historię tak, że trudno było wpasować jakiś nowy element czy wątek.
- Szczerze mówiąc to sam do końca nie wiem o co chodzi – skłamał Ed - To pewnie nic ważnego, ale szef nie lubi jak trzymam dupsko za biurkiem i gania mnie po mieście. Te leki to chyba dobry trop – spojrzeniem pochwalił Kena - Ostatnio mieliśmy na celowniku paru hurtowników, możliwe że Salvado była klientką i zaopatrywała u nich w swoje pigułki szczęścia.
- Aha, takie coś. - Ken przyjął słowa agenta do wiadomości, pokiwał głową i tak przez chwilę to trawił w spokoju. W końcu znów wzruszył ramionami, rzucił długopis na stół i sięgnął po telefon.
-Lamar? Cześć, tu Duffy. Możesz przysłać kogoś z tymi nagraniami z hotelu? Te ze sprawy Salvado. Tak, tej z hotelu. No dzięki stary. - mówił na luzie jakby chodziło o jakąś rutynową, wewnątrz biurową sprawę na komisariacie jakie zdarzają się codziennie. Odłożył słuchawkę i popatrzył na gościa z zaciekawieniem.
- Zaraz przyniosą te nagrania. A ci hurtownicy to skąd? Gdzie działają? Jacyś nowi? - zapytał z ciekawością w głosie i spojrzeniu. *
- Gdybym wam powiedział, a potem by to gdzieś przypadkiem wyszło stary urwałby mi jaja – Ed postanowił szybko zmienić temat. Wyciągnął z portfela wizytówkę i położył na stół - Ale gdybyście potrzebowali kiedyś sprawdzić jakiegoś dupka w naszej bazie, tak jak mówiłem, odwdzięczę się. Też kiedyś nosiłem mundur, najpierw w Maple Ridge a potem jako zastępca szeryfa w Old Peak.
- Ah, tak. - Duffy skinął głową, sięgnął po wizytówkę i chwilę ją oglądał trzymając w obu dłoniach. Potem postukał nią w drugą dłoń i wreszcie schował ją do szuflady. - Po prostu jak się gdzieś zalągł nam jakiś nowy kartel to chcielibyśmy wiedzieć. - powiedział tonem wyjaśnienia i w końcu oparł się wygodnie o oparcie krzesła. Zbyt długo tak nie czekali bo drzwi się otworzyły i wszedł jakiś gliniarz w granatowej koszuli munduru i paczką pod pachą. Wyglądał na takiego co jest w wieku przedemerytalnym.
- Paczka przyszła. - westchnął ten nowy podchodząc do biurka Duffa i podając mu ową paczkę. A raczej jakiś kartonik w którym coś brzękało po plastikowemu. Zerknął krótko na siedzącego przed biurkiem kolegi gościa.
- Dzięki Lamar. Sam się pofatygowałeś? - Duffy przejął paczkę i zajrzał do środka.
- Musiałem. Młody poszedł na urlop. - starszy gliniarz jęknął dając znać, że bynajmniej nie jest z tego faktu zadowolony. Ruszył do wyjścia a Duffy zaczął rozpakowywać płyty by wsadzić je do komputera.
- Dzięki Lamar. A z tymi taśmami no nic specjalnego. Głównie chodzą i gadają. - rzekł krótko gdy przygotowywał tą płytę do puszczenia. W końcu przekręcił trochę monitor tak by gość też mógł coś widzieć więc drogą kompromisu ekran był teraz ustawiony wzdłuż osi biurka. Wtedy włączył odtwarzanie płyty ale nic się nie pokazało. Poza charakterystycznym komunikacie z “error” w roli głównej. Detektyw zmarszczył brwi w zdziwieniu i zaczął majstrować najpierw przy klawiaturze a potem przy płycie. Ale nic się nie zmieniało, płyta nie chciała odpalić.
- Hmm… nie wiem o co chodzi… oglądałem to ostatnio to normalnie leciało… no spróbujemy inną. - policjant wyglądał na skonfundowanego. W końcu wyjął płytę i zamienił ją na inną wyjętą z kartonu. Ale efekt był taki sam, żadna z płyt nie chciała odpalić. Wszystkie pokazywały błąd i materiał był nie do odczytu.
- Okey, przyznam, że nie wiem co jest grane. Oglądałem je wcześniej i leciały normalnie. Zadzwonię po informatyka. - detektyw mówił zdziwionym, może nawet lekko zaniepokojonym tonem. Ale w końcu sięgnął po telefon by wezwać tego informatyka.
Hoover walczył sam ze sobą by nie wyjść z roli, nie wstać i nie krzyknąć co tu się odpierdala. Już te rozbite okno w hotelu wydawało mu się cholernie podejrzane, ale kiedy zobaczył, że wszystkie, WSZYSTKIE płyty, które mogły wyjaśnić co wydarzyło się 15 stycznia zostały uszkodzone, w głowie agenta zaczęła wściekle migać czerwona lampka. Nie wiedział czy gliniarze bezczelnie kłamią, czy może sabotaż odbył się za ich plecami. Postanowił zablefować.
- Słuchajcie. Mamy teraz w agencji niezłego speca. Pracował dla Microsoftu, ale wiecie jak to jest z tymi korposzczurami, poczuł nagle powołanie i wstąpił do DEA. Jeśli komuś się uda odzyskać te nagrania, to tylko jemu. Pożyczyliście by mi te płyty na parę dni?
Przyglądał się dokładnie reakcji gliniarzy, szukając nerwowych gestów i spojrzeń, jakiejkolwiek odznaki nieszczerości i złej woli.
- Spokojnie, Martin zaraz przyjdzie i sprawdzi co jest grane. - trudno było powiedzieć czy policyjny detektyw bardziej chciał uspokoić siebie czy swojego gościa. No ale długo nie czekali. Po paru chwilach drzwi się otworzyły i wszedł pulchny młodzian w okularach.
- No co tam znowu zepsuliscie? - zapytał witając się skinieniem głowy i podchodząc do biurka Duffy’ego.
- Sam zobacz. Nie działa. Żadna nie działa. - policjant poskarżył się informatykowi. Ten spojrzał na ekran, przeczytał komunikat i pokiwał głową.
- Wpuścisz mnie? - zapytał i zaraz zajął miejsce gospodarza. Aby pracować wygodniej przekręcił sobie ekran do siebie więc Ed stracił wgląd co tam się dzieje. Duffy oparł się o regal stojąc obok swojego krzesła.
Diagnoza chwilę trwała. Ed słyszał stukot klawiatury, kliknięcia myszki i odgłos zmienianych płyt. No i dało się wyczuć tą specyficzną atmosferę czekania.
- Komputer masz mniej więcej w porządku. Więc to nie wina komputera ani programu. - odezwał się Martin po iluś tam sprawdzeniach czegoś tam.
- Płyty są trefne. Przynajmniej te trzy co na szybko sprawdziłem. - rzekł wyjmując tą ostatnią płytę i oglądając ją uważnie.
- Nie widzę tu żadnych mechanicznych uszkodzeń. Zresztą zastanawiające by było jakby wszystkie były podrapane. No ale więcej tak na szybko nie sprawdzę. Musiałbym wziąć je na warsztat. A w ogóle działały wcześniej? - zapytał obracając się na krześle w stronę detektywa i lekko kołysząc trzymana płytą.
- Jak je tu oglądałem w tamtym tygodniu to działały. - mruknął gliniarz na znak, że nie rozumie co tu się wyrabia.
- No dobra to wezmę je do siebie i sprawdzę. Jak to coś prostego może zdążę dzisiaj jak nie to jutro. - Martin nie wyglądał na zbyt przejętego i schował płytę do opakowania a te wrzucił do kartonu. Wstał aby wyjść razem z tym pudełkiem a Duffy odezwał się do czekającego agenta.
- To może umówimy się na jutro? Sam widzisz jak to wygląda. Nie wiem co tu jest grane. Ale się dowiem. Nie lubię jak ktoś robi ze mnie idiote. - zaproponował swojemu gościowi. Wyglądał jakby musiał przełknąć w środku jakąś gorzką gule żółci na tą sytuację. *
Ed chciał wierzyć gliniarzowi, facet wyglądał na poczciwca i raczej nie miał nic wspólnego z incydentem. Raczej. Hoover w swoim życiu spotkał wielu ludzi, za których mógłby poręczyć. Przed oczami od razu stanął mu pastor Mills, w dzień odwiedzający komisariat w Maple Ridge a w nocy polujący na turystki. Hoover rozłożył bezradnie ręce.
- Cóż, mówi się trudno, wpadnę jutro . Tak z ciekawości, działo się coś ciekawego na tych nagraniach? Ta Salvado podobno była w hotelu z jakimś kolegą– agent umyślnie mylił szczegóły, wciąż udając niezbyt zainteresowanego sprawą– pewnie go sprawdziliście, ale był tam ktoś jeszcze? Gadała przed śmiercią z kimś kogo nie przesłuchaliście albo nie możecie zidentyfikować?
Po wizycie na komisariacie, Ed wypalił na parkingu dwa papierosy, jeden za drugim. Popatrzył na zegarek. Może jeszcze złapie szefa w biurze i opowie o wszystkim czego się dziś dowiedział. Miał nadzieję, że stary wykaże się rozsądkiem i przydzieli mu paru ludzi, którzy poobserwują kolegów Salvado. Raczej wątpił czy nagrania uda się odzyskać. To musiał zrobić ktoś z komisariatu, pomyślał i dopisał do listy kolejną prośbę do Blechera. Może w DEA znajdowały się jakieś informacje o pracownikach tego komisariatu. Gliniarzach, informatykach, technikach, każdym kto w jakiś sposób był kiedyś na celowniku agencji. Rozdeptując peta o asfalt wsiadł do samochodu, zapalił silnik i ruszył. Wieczorem postanowił odpuścić sobie Netlixa i raz jeszcze przyjrzeć akta. Może coś jednak przeoczył?
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 07-02-2020, 01:38   #5
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 3 - 2020.01.31; pt; g 06:30

Czas: 2020.01.31; pt; g 06:30
Miejsce: Los Angeles, dom Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz umiarkowanie, szarówka i deszcz






A podobno w Kalifornii zawsze jest słonecznie… No jak tak to ten ostatni poranek stycznka kiepsko się wpisywał w te stereotypy. Za oknem panowała jeszcze szarówka jak to zawsze o tej porze doby i roku. Ale tym razem zamiast malowniczego świtu jaki można by robić widoczki na kalendarze to właśnie panowały ponure chmury z których padał deszcz. Termometr wskazywał 16* na zewnątrz. Ale w tą czy inną pogodę obowiązki nie mogły czekać więc agent specjalny Hoover musiał wyłączyć budzik i zacząć szykować się do kolejnego dnia w pracy. Ale miał jeszcze czas poukładać sobie zdarzenia z wczorajszego dnia.

Właściwie to mijała niecała doba odkąd wczoraj rano szef go wezwał i wręczył niezbyt wielką paczkę a wraz z nią sprawę Alyssy Salvado. A od tego czasu wydarzyło się całkiem sporo. Najpierw z pół dnia zapoznawał się z tym materiałem dowodowym a potem był hotel w którym zginęła ofiara, komisariat który dopiero co zamknął jej sprawę no i na koniec jeszcze własne biuro. I jeszcze raz zagłębianie się w akta już w domowych pieleszach.

W hotelu jeszcze poszło dość prosto. Zarówno na recepcji jak i z managerem a potem z ochroniarzami. Sprawy zaczęły się komplikować na komisariacie. Ten detektyw z którym rozmawiał nawet był skłonny pokazać te nagrania z hotelu gdy okazało się, że płyty są no ale zepsute. Tego chyba zwłaszcza on się nie spodziewał. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

Potem gdy Ed zgodził się nie robić afery i pójść na współpracę nawet się uspokoił i zaczął mówić o tym śledztwie.

- Kolega? Nie kolega, dwóch. Maxwell i Grimberg. Pracowali razem z nią. - szybko poprawił “pomyłkę” Eda. Nie było się co dziwić, że pamięta ich nazwiska skoro byli głównymi świadkami w jego raporcie i zapewnie rozmawiał z nimi więcej niż raz a i czesto musiał wpisywać ich nazwiska w papierologię stosowaną w śledztwie. To akurat tak samo wyglądało w FBI, DEA i pewnie każdej innej urzędowej biurokracji.

Opowiadając o tym śledztwie detektyw się trochę rozluźnił. Jakby teraz sam szukał dziury w całym skoro wpadło do niego DEA z zapytaniem. Ale nie było się co dziwić, że to co mówił do Eda było zbliżone do tego co ten czytał przez cały ranek. W końcu rozmawiał z jedną z dwóch osób która sporządziła ów raport.

Obraz jaki malował się z tego policyjnego śledztwa był bardzo spójny. Alyssa pracowała z Maxwellem i Grimbergiem od kilku lat. Stanowili zgrany, świetnie uzupełniający się zespół. Alyssa była od negocjacji. Jej ciepłemu głosowi i uśmiechowi mało kto mógł się oprzeć. Do tego była elastyczna i wydawała się intuicyjnie wyczuwać czego oczekuje rozmówca co przydawało się w negocjacjach. Maxwell był analitykiem. To on w sieci wyszukiwał nowe lokacje sledząc w sumie nie wiadomo co. Robił za wstępne sito gdzie wybierali dokąd mają lecieć czy płynąć tym razem aby znaleźć jakiś ciekawy adres dla swojego biura. A Grimberg był tym decyzyjnym. Wspierał jedno i drugie, był pośrednikiem między ich trójką a własną firmą i to on zwykle przełamywał lody z nowymi klientami. Cała trójka świetnie sie ze sobą czuła i nawzajem się uzupełniali. Tak to przynajmniej z rozmów z dwoma kolegami Alyssy zapamiętał Duffy.

Obaj też kompletnie nie spodziewali się, że gdy widzieli koleżankę wychodzącą z restauracji to ostatni raz widzą ją żywą. Pluli sobie w brodę, że jej nie zatrzymali choćby i siłą. Ale kto to mógł przewidzieć? Trochę była wypita no ale spodziewali się, że wróci do pokoju by pójść spać a nie skakać za okno. To akurat potwierdział raport koronera. Rzeczywiście denatka miała w sobie promile i trzeźwa na pewno nie była. Ale też raczej nie miała ich aż tyle by stracić świadomość. Przynajmniej na czysto. Jaka mieszanka powstała w połączeniu alkoholu z antydepresantami które brała regularnie i od lat no to otwierało się pole do spekulacji. Tutaj wnioski patologa były ujęte jako sugestie. Sugerował on, że alkohol i leki same w sobie raczej nie powinny znacząco zmniejszyć niepoczytalności denatki niemniej mogły mieć jakiś wpływ jeśli byłaby w ciężkim stanie psychicznym. Czy taka mieszanka była tą cegiełką by kobieta mogła szarpnąć się za okno to już raport patologa pozostawiał innym do rozwiązania.

- A czy na taśmach było coś ciekawego… - Ken zastanowił się gdzieś w międzyczasie nad inną kwestią o jaką pytał agent. Wykrzywił usta na znak, że trudno mu to ocenić. - Jeśli za coś ciekawego uznasz strzelaniny i bójki to nie. Przez całe nagrania albo łazili po hotelu a najdłużej wieczorem siedzieli w restauracji. Widać było, że ta laska ma jakiś problem. Miała doła. Piła najwięcej z całej trójki. Potem poszła na górę do pokoju a oni zostali. Na kamerach jest jak wsiadła do windy na parterze i wysiadła na 10-tym. Poszła korytarzem i znikła za zakrętem. Tam końcówki korytarzy się rozwidlają i z jednego wchodzi się do kilku pokoi. Ale kamery są tylko na tym głównym więc samych drzwi pokoi nie widać. No i to było jej ostatnie ujęcie żywej. Potem już znaleziono ją na chodniku. - policyjny detektyw streścił w największym skrócie co widział na taśmach z hotelu. Edowi trochę trudno było to ocenić bo nie zwiedzał hotelu ani system kamer. Zaś w pokoju ochrony w jakim był wcześniej była cała masa ekranów ale jak się je widziało pierwszy raz to trudno było ocenić jaki fragment hotelu akurat pokazują. Zostało mu ocenić to jak mówił gliniarz. A ten wydawał się mówić całkiem przekonywująco.

Z jego relacji wynikało, że Maxwell i Grimberg siedzieli jeszcze jakieś pół godziny w restauracji, coś gadali, patrzyli na swoje telefony, Grimson dostał jeden bo rozmawiał jeden. W śledztwie zeznał, że dzwonili do niego z firmy. Tak, mieli aż tak nieregularny rytm pracy. Ale był zmęczony po tym całym locie i hotelu więc rozmawiał krótko. Potem rzeczywiście obaj wrócili do swoich pokojów, tą samą drogą jaką pół godziny wcześniej odbyła Alyssa. No żadnych strzelanin, awantur, skarg od sąsiadów no nic. Obsługa restauracji też nie zauważyła w zachowaniu całej trójki niczego niezwykłego. Potwierdzali, że dziewczyna była przygnębiona, smutna, nawet trochę chyba płakała i sporo piła. No ale, żeby zaraz wyskakiać przez okno? No tu znów był dość zbieżny punkt chyba wszystkich zeznań, że tego nikt do głowy chyba nie brał co ją wówczas widział ostatni raz.

- Czy kogoś nie przesłuchaliśmy? No coś ty… - Ken spojrzał na Eda jakby ten próbował go złapać na jakimś dziecinnym błędzie. - Przesłuchaliśmy jej kolegów, rodzinę, sprawdziliśmy jej bilingi, facebooka, obsługę z tamtej zmiany, z dziennej zmiany, gości z restauracji, gości z sąsiednich pokojów… a nie czekaj… - policyjny detektyw gładko wymieniał świadków z jakimi z partnerem przesłuchali przez ostatnie dni i tygodnie. Sprawiało wrażenie całkiem solidnej, detektywistycznej roboty. Ale w pewnym momencie zająknął się jakby sobie o czymś jednak przypomniał.

- No dobra, jednego sobie darowaliśmy. - przyznał w końcu i cofnął się na krześle aby coś znaleźć w swoim komputerze. - Kelner. Jimmy Maloney. - widocznie znalazł nazwisko jakie przeczytał. - Był na tamtej zmianie w pracy. To było 15-go, właściwie nawet w nocy na 16-go. A on 17-go wyleciał na urlop zanim zdążyliśmy do niego dotrzeć. Sprawdziliśmy to u jego managera. Zamówił ten urlop pod koniec października. W tych hotelach to w wakacje i święta mają pracujące więc biorą urlopy po albo przed. Ten Maloney w poprzednich latach też brał urlop w podobnych terminach. Więc tylko zbieżność dat. Zresztą już teraz chyba wrócił. Dzwoniłem do niego ale mówił, że nie ma nic do dodania a my już zamykaliśmy śledztwo. - detektyw rozłożył ręce w geście, że uważa owego kelnera za mało istotnego świadka. Zwłaszcza w połączeniu z całą masą zeznań i dowodów które układały się w spójny obraz.

Obraz pozornie młodej i ambitnej kobiety w pełni realizującej się zawodowo dla której praca wydawała się najważniejsza. W pełni szczęśliwą ze swoich osiągnięć, ciepło dogadującą się z kolegami z firmy i mającą poprawne stosunki z własną rodziną. Do tego pod względem atrybutów fizycznych też raczej nie powinna mieć sobie zbyt wiele do zarzucenia. W końcu była atrakcyjną, zadbaną kobietą za którą pewnie niejeden mężczyzna odwróciłby się by rzucić drugie spojrzenie.

Ale to były pozory. Pod tą zewnętrzną maską i powłoką kryła się pustka. Kłopoty osobiste, przepracowanie, długotrwałe życie w permanentnym stresie, obawa czy po raz kolejny odniesie sukces no i samotność. Brak partnera życiowego, brak dzieci, brak własnej rodziny. Świadomość upływających lat, zazdrość kolegom i koleżankom którzy już mieli własne gniazdko i stadko. Wszystko to próbowała zaleczyć magicznymi pigułkami i rzucając się w jeszcze większy wir pracy i wyzwań. I błędne koło zdawało się rozkręcać coraz bardziej. Tego typu zeznania napłynęły głównie od rodziny, zwłaszcza starszego brata i od psychologa do którego chodziła Allyssa. Całościowo więc powstawał więc całkiem dojrzały materiał na samobójcę. Takie przynajmniej było zdanie Duffy’ego oraz jego raportu.


---



I tak mniej więcej się rozstali. Ale trochę im ta dyskusja zeszła wiec gdy Hoover wrócił do rodzimej firmy to większość okien była już czarna. Chociaż spotkał jak w garażu do furgonetki pakowali się szturmowcy. Pancerze, kamizelki taktyczne, broń boczna, broń główna, kominiarki i “DEA” wywalone na całe plecy oraz mniejszy emblemat z przodu. Edward nic nie wiedział o żadnej akcji ale to nic nie znaczyło. Jeśli nie był bezpośrednio zaangażowany to mógł o takiej akcji po prostu nie wiedzieć. A może po prostu chłopaki jechali na poligon na jakieś nocne strzelanie czy coś takiego.

Na górze zaś spotkał jeszcze Blechera. Szef wydziału widocznie nie kończył pracy w standardowych godzinach. Ale akurat jak już Edward go odwiedził to kończył. Poznał po już sprzątniętym biurku i irytacji w spojrzeniu. Chociaż ta irytacja z domieszką wkurzenia gościły u niego całkiem często na tej twarzy pod srebrnymi włosami. Wysłuchał podwładnego już jak wyłączał komputer i ubierał marynarkę.

- Hoover. Czy tobie się wydaje, że ja trzymam w tej szufladzie kwit na każdego sprzedajnego krawężnika w tym stanie? - zapytał go z irytacją dosłownie wskazując na własne biurko gdzie od swojej strony pewnie miał jakieś szuflady. Chociaż co tam miał to Ed oczywiście nie wiedział. Ale oznaczało to, że agent sam musi przeszperać rejestr podejrzanych albo iść do archiwum. No ale o tej porze archiwum było już zamknięte.

- Mówisz, że mają nagrania ale właściwie ich nie mają? Ciekawe. - szef chyba zastanawiał się nad tym gdy usłyszał o tych płytach hotelowych na jakich nie dało się nic obejrzeć. To go chyba na chwilę zaciekawiło i przykuło uwagę gdy tak we dwóch jechali windą na dół.

- A właśnie. Racetti dzwonił. Przyjedź do niego po ten nakaz na wgląd w kamery jutro. - rzekł gdy drzwi windy otworzyły się i ruszył w stronę holu i parkingu.

- I mówisz, że chcesz się przyjrzeć tym dwóm z firmy turystycznej. - idąc przez hol zastanawiał się nad tą prośbą o ogony dla tych Maxwella i Grimberga. Edward nie był pewny czy zastanawia się czy w ogóle mu kogoś przydzielić czy już jest na etapie kogo mu wysłać na wsparcie. I do jakich wniosków by doszedł nie wiadomo gdy w grę wszedł ślepy los. Szef wydziału stanął już przed swoim samochodem z kluczykami w dłoni i odwrócił się do podwładnego aby coś mu powiedzieć gdy usłyszeli bardzo bliskie, metaliczne uderzenie. Odwrócili się na tyle szybko by zobaczyć jak piłka do baseballu odbija się od maski i leci jeszcze kawałek dalej. A na masce pozostało niewielkie wgłębienie. Niewielkie. Ale widoczne z bliska gołym okiem. Wargi siwowłosego szefa spięły się w wąską linię prawie znikając co prorokowało ostatnie chwilę przed burzą. Z wielkimi piorunami.

- E ty, rzuć piłkę! - usłyszeli od jakiego mężczyzny w koszuli i rozpiętej marynarce. Na jedną dłoń miał nałożoną rękawicę łapacza a z marynarki zwisał mu niewielki kartonik. Pewnie identyfikator DEA skoro był na parkingu siedziby DEA. Facet podbiegł a kolejny, nieco dalej wciąż trzymał kij bejzbolowy którym pewnie właśnie dzielił tą piłkę. Blecher zmierzył go takimi celownikami w oczach jakiego pewnie sam Terminator by się nie powstydził. Tymczasem nieświadomy tego agent podbiegł bliżej i chyba właśnie zorientował się z kim ma doczynienia. Bo jakoś tak wytracił impet, zatrzymał się i ten, no…

- Eee… szefie? No cześć szefie. Bo ten, no… Terry trochę za mocno odbił i ten… coś się stało szefie? Jakieś złe wieści? - kolega Edwarda chyba się już połapał, że szef coś nie tryska radością i to bardziej niż zwykle. Więc pewnie przypuszczał, że to coś z pracy. W odpowiedzi szef spojrzał cierpkim wzrokiem na wygiętą piłką maskę własnego samochodu.

- O cholera… ale szefie to było niechcący! - agent jęknął gdy zorientował się w stratach. Piłka nie dość, że grzmotnęła w jakiś samochód, to jeszcze w samochód szefa a do tego na jego oczach.

- Hoover. Chyba znajdę ci dwóch ochotników na tych twoich turystów. A wy dwaj zgłosicie się jutro rano do Eda. Znajdzie wam zajęcie. - siwowłosy Blecher warknął krótko po czym bez pożegnania wreszcie otworzył drzwi, wrzucił do środka teczkę i zaczął wyjeżdżać z parkingu.

- Ale wtopa… A chcieliśmy sobie tylko poodbijać na koniec dnia. Tak dla relaksu. - jęknął Chris widząc czerwone światła odjeżdżającego samochodu.


---



No i na tym skończył się dzień pracy Hoovera. Nie licząc tego, że wieczorem znów zagrzebał się w zdjęciach, raportach i papierach. I znalazł pewien detal. Margarita. A raczej jej brak. Nie było o niej słowa w raporcie patologa. Co było zrozumiałe, w końcu jego interesowało tylko ciało denatki. Podobnie z technikami kryminalnymi którzy zajmowali się tylko miejscem zdarzenia. Nie było nic w szmatławcu jaki opisywał ten incydent bo ten koncentrował się tylko na nim a o samej Salvado było tyle co pewnie udało się dziennikarzowi wygrzebać z profilów społecznościowych i tego typu źródeł. Ale w raporcie Duffy’ego i McNamary też nic o Margaricie nie było. Ani w zeznaniach kolegów Alyssy ani jej rodziny. Jeśli już coś było to tylko o Wenezueli. W raporcie było wspomniane Caracas bo cała trójka przyleciała rannym lotem z Caracas. Właściwie jedyny raz gdy była wspomniana Margarita to ten skromiutki raport z lokalnego DEA z tą fotką kobiety w tamtejszym hotelu którą mogła ale nie musiała być Alyssa Salvado.

No i na tym się wreszcie skończył kolejny dzień. A teraz był kolejny. Jak na razie zapowiadał się szaro i deszczowo. Jeszcze tylko przedrzeć się przez deszcz i poranne korki no i będzie można na poważnie zacząć ten dzień.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 14-02-2020, 17:17   #6
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Położył się po drugiej w nocy, ale kilka razy jeszcze wstawał, żeby uzupełnić notatki. Kartki powoli zapełniały się imionami, nazwiskami, ludzi z którymi wczoraj rozmawiał lub o których usłyszał w rozmowach. Joseph Paterson, Harry, Ken Duffy, Richard McNamara, Lamar, Marin, Jimmy Maloney. Przy niektórych zostawiał znak zapytania, niektórych od razu skreślał. Spokoju wciąż nie dawało mu to rozbite okno, musiał jednak w duchu przyznać, że Duffy i McNamara nie wyglądali na partaczy a do śledztwa przyłożyli się solidnie. Wszystkie elementy układały się w spójną całość, to naprawdę wyglądało na samobójstwo, gdyby nie fakt, że wszystkie płyty z nagraniami monitoringu w hotelu jakimś cudem zostały uszkodzone. Musiało się na nich znajdować coś co jednak gliniarze przeoczyli. Coś na co nie zwrócili uwagi. Edward miał coraz gorsze przeczucia, nie lubił tego uczucia paranoi, które wielokrotnie go dręczyło, kiedy pracował w FBI. Śledztwo zostało oficjalnie zakończone, te nagrania nie były już żadnym kluczowym dowodem. Wylądowałyby pewnie w jakimś archiwum. Dlaczego więc je zniszczono teraz, gdy DEA zainteresowało się sprawą Salvado? Czy to możliwe, że ktoś przewidział ruch agencji? A może gliniarze nie powiedzieli jednak wszystkiego? Z dwojga złego, lepiej podejrzewać ich, niż swoich ludzi z biura.
W końcu połknął parę pigułek i opłynął w sennych majakach, ale mimo działania leków to był płytki sen. Gdy obudził się po szóstej rano, czuł się zmęczony. Wypił dwie kawy, wypalił parę papierosów po czym wziął zimny prysznic co postawiło go na nogi. O siódmej rano był już w dodge’u przebijając się przez korki. Gdy dotarł do firmy, na korytarzu spotkał Terrego, któremu przypomniał na co mają razem z Chrisem zwrócić uwagę podczas obserwacji Maxwella i Grinberga.
- Robicie zdjęcia każdej osobie, z którą się spotykają, notujecie wszystkie adresy

Ranek postanowił spędzić przed komputerem, szukając w bazie danych informacji o gliniarzach z komisariatu, badającego sprawę Salvado, ale też pracownikach archiwum, informatykach, technikach, każdym kto mógł mieć dostęp do dowodów. Przypomniał sobie „młodym”, o którym wspominał, ten szef magazynu, Lamar. Nie wiedział jak facet się nazywa, więc odpalił wyszukiwarkę internetową. Niektóre komisariaty i komendy prowadziły swoje własne strony internetowe, na których wymieniona była część kadry. Wszystkie nazwiska miał zamiar wrzucić na bęben.
Okazało się, że posterunek rzeczywiście ma swoją witrynę internetową. Każdy internauta mógł zgłosić swoją sprawę, skargę, pytanie czy opinię. Były też poszczególne wydziały które były odbiciem wydziałów w realnym posterunku. Byli też wymienieni szefowie tych wydziałów i szef posterunku. Chyba wszyscy albo większość “krawężników” czyli posterunkowych patrolujących teren albo jeżdżących na interwencję tak by obywatele mogli znać kontakt do “swojego” posterunkowego.
Byli też wymienieni detektywi. Tak by można było zgłosić jakąś sprawę bezpośrednio do detektywa albo po prostu się z nim skontaktować. Znalazł też na Duffy’ego i MacNamarę. Przynajmniej teraz wiedział jak wygląda ten MacNamara. Posterunek nie był duży to tych detektywów miał czterech. Pewnie zajmowali wspólnie ten pokój jaki wczoraj odwiedził i ten drugi był widocznie z tej drugiej pary.
No ale tych policjantów “z zaplecza” jak z magazynów czy administracji to już właściwie nie byli wspomniani. Strona widocznie była robiona pod potrzeby obywateli więc nastawiona była na tych funkcjonariuszy którzy najwięcej mieli z nimi do czynienia.
Dalsze wertowanie danych z komputerowych zasobów DEA do jakich miał dostęp nie przyniosło Edowi wymiernych efektów. Komputer nie miał nic poważnego na tych dwóch detektywów co prowadzili sprawę. Właściwie nic wspólnego z narkotykami w jakich specjalizowała się agencja. Ot, MacNamara kilka lat temu był zatrzymany przez policję w Miami za bójkę w jakimś barze. Zdaje się, że był na wakacjach więc był po cywilnemu, nie miał odznaki ani broni. Po prostu bójka. Wypuszczono go jeszcze tego samego wieczoru po wystosowaniu standardowego pouczenia. A Duffy był kiedyś świadkiem na procesie handlarzy bronią prowadzoną przez FBI. Zbyt wiele razy nie zeznawał to pewnie nie był żadnym głównym świadkiem oskarżenia no ale zostawiło to ślad w systemie który teraz to pokazywał szperającemu w tych elektronicznych aktach agentowi. Nic poważnego, nic ciężkiego co by mogło podważyć wiarygodność tych dwóch policjantów. Może jak coś przeskrobali to wydział wewnętrzny policji by miał no ale oni swoje brudy trzymali u siebie i dzielili się nimi niechętnie. W końcu chodziło o ich kolegów po fachu więc woleli załatwiać czarne owce we własnym zakresie.

Gdy skończył postanowił pojechać do Raccetiego po nakaz. Co prawda na niewiele mu się przyda, ale może pozwoli przejąć te płyty z komisariatu, jeśli grubemu Martinowi jednak nie uda się nic zdziałać. Po drodze zatrzymał się w markecie elektronicznym. Za pięćdziesiąt dolców kupił najtańszy smartfon i starter. Gdy wrócił do auta, włożył kartę do telefonu a następnie wklepał numer Jimma Maloneya, kelnera, który nie został przesłuchany przez gliniarzy.
Napisał smsa, gdzieniegdzie świadomie popełniając błędy ortograficzne i gramatyczne.

Cytat:
Wczoraj w hotelu węszył agent DEA. Rozmawiał z tobą? Co mu powiedziałeś? Odpisuj tylko na ten numer
Wysłał kelnerowi wiadomość. Postanowił wykorzystać swoją starą sztuczkę. Czasem działała, czasem nie, jeśli kelner jest czysty będzie miał lekką zagwozdkę i uzna to za głupi żart albo pomyłkę. Ed liczył tylko, że stary się o niczym nie dowie. Nie raz już w przeszłości obrywał, za takie nieczyste zagrania. W końcu dojechał do budynku prokuratury, udając się od razu do biura Racettiego.
Jeśli kelner się zdziwił czy coś sobie pomyślał po otrzymaniu takiej wiadomości to tego agent DEA nie widział. W każdym razie żadnej odpowiedzi ani reakcji się nie doczekał. Ani gdy wysłał tego sms-a, ani po drodze przez te deszczowe miasto, ani gdy już wysiadł i szedł korytarzami prokuratury. Drogę znał bo w końcu każdy agent co jakiś czas musiał tu przyjeżdżać choćby właśnie po potrzebny nakaz. Gdy wszedł do gabinetu prokuratora powitał go widok korpulentnego, łysiejącego mężczyzny w średnim wieku. To był właśnie prokurator Racetti.
- Aaa! Witam, witam! To ty jesteś po ten nakaz na nagrania tak? Proszę, siadaj. Zaraz go znajdę. - prokurator przywitał się jak jowialny wujek wskazując na miejsce przed biurkiem dla klientów. Widocznie kojarzył agenta tak samo jak on jego. Zaczął przeglądać rzeczy na swoim biurku a miał co przeglądać jakby prowadził na raz z setkę spraw.
Agent grzecznie skinął głową i odpowiedział.
- Dokładnie, to ja. Chyba nie mieliśmy okazji się poznać. Ed Hoover. –przywitał się z mężczyzną i usiadł przy biurku. W czasie gdy prokurator szukał kwitów, Ed rozglądał się od niechcenia po biurze
Ładny gabinet
- A dziękuję. Sprowadziłem łebka z feng shui aby urządził mi tutaj według dobrych energii. Ma pomagać na zmiejszenie stresu. - prokurator skinął głową ale mówił trochę z roztargnieniem bo przekładał te wszystkie akta, teczki i wydruki aby znaleźć tą właściwą. Na koniec wskazał na jakiś chyba łapacz snów czy coś podobnego co wisiało gdzieś na bocznej ścianie nad drzwiami.
- O, mam! - ucieszył się gdy wreszcie znalazł potrzebną kartkę w obwolucie. - Nakaz na zarekwirowanie nagrań z kamer w hotelu i okolicach z dnia 15-go stycznia. - przeczytał to co najważniejsze po czym podał swoją pulchną dłonią dokument swojemu gościowi.
Hoover podziękował, schował nakaz do kieszeni marynarki, pożegnał się i wyszedł z biura. Na korytarzu wyciągnął telefon i wybrał numer detektywa Duffego.
- Cześć, tu Ed Hoover, z DEA – przywitał się, kiedy usłyszał głos gliniarza – Dzwonię w sprawię nagrań z hotelu. Udało wam się odczytać już te płyty?
- No cześć Ed. Nie mam dla ciebie dobrych wieści. Ale może lepiej przyjedź bo nie chcę o tym gadać przez telefon. - Duffy przywitał się spokojnie ale zgodnie ze słowami jakie mówił głos nie tryskał mu radością.
Gdy zakończył rozmowę z detektywem wyszedł z budynku prokuratury. Wyglądało na to, że tego dnia nad LA nie wzejdzie słońce, wciąż padał deszcz, agent więc zarzucił marynarkę na głowę i przebiegł przez parking przeklinając pod nosem, kiedy wbiegł w kałużę i przemoczył nogawki spodni. Wsiadł do samochodu, od razu sięgając do kieszeni marynarki. Miękka paczka papierosów nasiąkła wodą, żaden nie ocalał.
- Szlag –
Ed rzucił bezużyteczną paczkę na kupkę śmieci zalegającą na siedzeniu pasażera i odpalił silnik. Godzinę później był już pod komisariatem. Pierwsze kroki od razu zamierzał skierować do gabinetu komendanta.

Gabinet komendanta też był na piętrze. Tylko na samym końcu korytarza. Policjant w recepcji wskazał gościowi drogę. Przy drzwiach gabinetu była odpowiednia tabliczka informująca do kogo należy ten gabinet. Wewnątrz Ed zastał właściwego człowieka. Poznał go na podstawie zdjęcia jakie wczoraj wieczorem przeglądal w elektronicznej wersji tego komisariatu. Szef posterunku, Brian Holson okazał się mieć wygląd zaywardzialego paczkozercy. Ale według profilu na stronie internetowej przeszedł całą, policyjną drogę od zwykłego “krawężnika” aż do obecnego stołka. Gdy gość wszedł do środka starszy mężczyzna zmruzyl swoje napuchniete powieki i posłał mu pytające spojrzenie.
Edward się przedstawił, pokazał odznakę po czym wyciągnął z kieszeni marynarki dokument wystawiony przez prokuratora. Położył go na biurku. Kwit był lekko przemoczony więc agent uśmiechnął się do komendanta przepraszająco.
- DEA potrzebuje nagrań, z nocy, kiedy samobójstwo popełniła Allysia Salvado, pańscy ludzie prowadzili dochodzenie w tej sprawie. Sprawa została już oficjalnie zamknięta, a nagrania przejrzane, więc raczej już ich nie potrzebujecie a nam bardzo pomogą.
Agent zastanawiał się czy poprosić tego człowieka o listę pracowników komisariatu. Mogło to jednak zrodzić pytania, na które Ed miałby problem odpowiedzieć tak by nie oskarżyć jednego z podwładnych Holsona o sabotaż. Facet wyglądał na takiego co pilnuje swojego stołka i raczej niechętnie pójdzie na współpracę, gdy na swoim własnym podwórku może mieć kreta. Przemilczał więc prośbę, czekając na to co powie stary gliniarz.
Holson zmrużył brwi jeszcze bardziej gdy usłyszał z czym przychodzi federalny. Bez słowa wziął kartkę zapisaną przez Racettiego i przeczytał uważnie. Pokiwał głową, położył kartkę na blacie ale wciąż ją czytał gdy otworzył biurko i sięgnął po paczkę paperosów. Gdy wyjął z niej jednego białego patyczka przypalił go zapałką po czym wrzucił niedopałek do popielniczki. Wreszcie znów popatrzył na swojego gościa siedzącego po drugiej stronie biurka.
- To teraz federalni przejmują tą sprawę? - zapytał patrząc spod swoich spuchniętych powiek na agenta federalnego. - Są jakieś zastrzeżenia co do naszego śledztwa albo moich chłopców? - zapytał i spokojnie i uważnie.
Agent niczym stary narkoman na głodzie obserwował unoszący się nad głową policjanta dymek i próbował skupić na jego pytaniu.
- Czytałem raport i zgadzam się ze wszystkim co w nim napisano. Pańscy ludzie odwalili kawał porządnej roboty – Ed skłamał i jednocześnie powiedział prawdę, przez co wydawało mu się, że będzie to bardziej przekonujące– Nie interesuje nas sprawa samobójczej śmierci pani Salvado, to już zostało wyjaśnione, niemniej mamy pewne przypuszczenia, że kobieta ta mogła mieć niejasne powiązania z przestępczym półświatkiem i a w hotelu, w noc jej śmierci znajdowały się osoby, które agencja ma na celowniku. Szczerze mówiąc sądzę, że popełniła samobójstwo ponieważ jedna z tych osób mogła ją zaszantażować lub zastraszyć zmuszając do współpracy. Dopóki jednak nie zobaczę taśm nie będę mógł tego potwierdzić – Ed zrobił krótką pauzę dając gliniarzowi czas na przetrawienie informacji - Mam jeszcze jedną prośbę panie komendancie. Poczęstowałby mnie pan papierosem?
- Oczywiście. - odparł szef komisariatu po chwili uwaznego trawienia uslyszanych informacji. Co więcej chyba się trochę rozluźnil po słowach swojego gościa i poczestowal go papierosem bez oporów. Potem sięgnął po telefon.
- Lamar? Przynieś do mnie nagrania hotelowe że sprawy Salvado… Tak, te od Duffy’ego i Maca… A gdzie są?... No to zadzwoń do Matta i powiedz mu by przysłał do mnie te nagrania! Tak, natychmiast. - szef okazał irytacje na tą pierwszą przeszkodę na jaką się natknął z tymi nagraniami ale wyglądało, że powinno być już z górki.
Ed rozluźnił się, założył nogę na nogę, odruchowo poprawiając usztywniacz kolana, zaczął delektować się papierosem.
- Ma pan chyba braki kadrowe komendancie – zauważył, niby przypadkiem – Byłem tu wczoraj pogadać z detektywami Duffym i McNamarą o tych nagraniach. Zdaje się, że wasz szef magazynu jest tu na każde skinienie i obsługuje cały komisariat. Nie macie nikogo młodszego w jego miejsce? Pozwolę sobie zauważyć, że Lamar wygląda, jakby jedną noga był już na emeryturze.
Hoover dalej zaciągał się spokojnie dymem, licząc, że uda mu się jakoś pociągnąć komendanta za język i ustalić nazwisko młodszego archiwisty.
- Od tego on tu jest. Jak się przejdzie raz po schodach po całym dniu pierdzenia w stołek to korona mu z głowy nie spadnie. - szef albo nie dał się podejść albo na odwrót, na poważnie potraktował pytanie gościa no ale nie widział w tym nic poważnego. Zresztą za chwilę drzwi otworzyły się i wszedł przez nie młodszy chociaż też pulchny informatyk.
- A to ty. No cześć. - Martin widocznie rozpoznał Edwarda tak samo jak on jego i niewielkie pudełko jakie przyniósł.
- Masz te hotelowe nagrania? No to przekaż je koledze. - komisarz najpierw zapytał podwładnego a gdy ten wymownie uniósł pudełko skinął głową i wskazał na siedzącego Hoovera.
- Proszę. Ale nie wiem czy coś z tego będzie. - Martin bez oporu postawił pudełko na blacie biurka przed gościem szefa.
- Dlaczego? - szef komisariatu uniósł do góry brew patrząc podejrzliwie na takie oświadczenie.
- No są zniszczone. Tego nie widać gołym okiem ale warstwa z cyfrowym zapisem została zniszczona. Nie wiem jak bo nie zdążyłem dać tego do laboratorium. Ale tam po prostu nie ma żadnego zapisu albo same resztki. Z software to chyba ciężko będzie to odzyskać. - policyjny informatyk rozłożył ramiona w geście bezradności i trochę jakby skargi, ze miał tak mało czasu na zbadanie tych nagrań.
Agent posłał informatykowi łaskawy uśmieszek, oznaczający, że nic się nie stało. Postanowił nie odkrywać się przed komendantem i udawać, że zniszczone nagrania to jakaś błahostka z którą na pewno sobie ktoś poradzi.
- No cóż, zabiorę te płyty, nasi technicy-magicy się temu przyjrzą. Nie takie rzeczy udawało im się odzyskać – odpowiedział po czym zgasił peta w popielniczce i wstał, chcąc przejąć pudełko od Martina.
Martin rozłożył ramiona na znak, że nie ma nic przeciwko po czym wyszedł z gabinetu. Szef komisariatu też spoglądał na gościa wymownym spojrzeniem. - Czy możemy pomóc w czymś jeszcze? - zapytał tonem sugerującym, że raczej nie spodziewa się potwierdzenia.
- Nie, to wszystko – odpowiedział Hoover– Dziękuję panie komendancie za współpracę. I papierosa.
Ed pożegnał się i wyszedł z gabinetu. Nie zamierzał jednak opuszczać jeszcze komisariatu. Musiał dowiedzieć się, kto miał dostęp do tych płyt. Właściwie po to tu przyszedł, nie liczył, że odzyska nagrania, liczył, że dowie się kto i dlaczego je zniszczył. Wyciągnął telefon i wybrał numer detektywa Duffiego.
- Cześć. Czekam przy dyżurce, mógłbyś do mnie zejść? – zapytał gdy usłyszał w słuchawce głos gliniarza
Zbyt długo nie czekał. Pewnie nie zdążyłby spalić pół fajka gdy energicznym krokiem nadszedł policyjny detektyw który niedawno zamknął sprawę Salvado.
- Doszły mnie słuchy, że się kręcisz po okolicy. - przywitał się skinieniem głowy. Stanął niedaleko recepcji gdzie czekał na niego federalny. Na parterze ruch był jakby nieco mniejszy niż zazwyczaj. Pewnie przez ten deszcz i słotę.
Ed przywitał się i upewnił, że nikt nie stoi zbyt blisko by usłyszeć coś, czego nie powinien.
- Macie tu gdzieś w pobliżu jakieś knajpy albo puby? Chciałbym pogadać na osobności o tych nagraniach. Mam wrażenie, że ciebie też ta sprawa dręczy.
Czekał na odpowiedź detektywa, licząc, że ten wykaże się rozsądkiem i zgodzi na współpracę. Duffy chwilę trawil to co powiedział agent federalny. Rozejrzał się dookoła komisariatu jakby sprawdzał jak to wygląda. W końcu skinął głową.
- Chodź na paczka. Tylko kurtkę wezmę. - wskazał dłonią na drzwi wyjściowe ale sam poszedł gdzieś do bocznego pomieszczenia za recepcją. Po chwili wrócił ubierając brązową, skórzana kurtkę. Następnie poprowadził gościa przez zalana deszczem ulicę do baru prawie na przeciwko głównego wejścia komisariatu. Wnętrze okazało się typową restauracją że stolikami na cztery miejsca, kelnerkami w uniformach gdzie można bylo zjeść lunch czy wypić kawę. I sądząc po mundurach wśród gości jacyś policjanci właśnie mieli chyba przerwę.
Duffy tutaj czuł się jak u siebie. Zamówił kawę i zasiadł przy jednym z wolnych stolików. Okoliczne stoliki były puste więc można było rozmawiać całkiem swobodnie. Detektyw usiadł za swoją kawą i czekał co kolega z siostrzanej służby ma do powiedzenia.
- Ok, powiem wprost, bez owijania w bawełnę Ken. Myślę, że masz kreta w firmie. Te nagrania…jedna uszkodzona płyta to może być przypadek, dwie to już podejrzane, a wszystkie cztery… - Ed popatrzył ponuro na detektywa popijając kawę z filiżanki przez chwilę się nie odzywając i pozwalając by Duffy przetrawił sobie informacje - Nie chcę się wtrącać w wasze wewnętrzne sprawy, zależy mi tylko żeby wyjaśnić sprawę Salvado i ustalić jej niejasne powiązania z kartelem. Ktoś od was jednak bardzo nie chce bym zobaczył co działo się w hotelu, w noc jej śmierci. Ty jesteś jedną z paru osób, która widziała te nagrania. Ufam ci. Wykonałeś kawał świetnej roboty, ale musiałeś coś przeoczyć. Dlatego chciałbym ci pokazać dzisiaj parę zdjęć.
Ed podzielił się z detektywem swoim planem. Chciał żeby Ken Duffy pojechał z nim do biura DEA. Zamierzał mu pokazać zdjęcia członków kartelu z którymi kilka dni przed śmiercią spotkała się Alyssia Salvado. A także wszystkich wspólników i współpracowników mężczyzn sfotografowanych na Margaricie, figurujących w bazie DEA. Na koniec rozmowy agent dodał.
- Musisz mi powiedzieć kto miał dostęp do tych płyt. Na pewno Lamar, ale zdaje się, że pracuje z nim ktoś jeszcze? Jak się nazywa?

Hoover nie wierzył, że nagrania da się odzyskać, jednak po powrocie do biura, od razu zaniósł płyty do informatyków, powtarzając, co usłyszał od grubego Martina. Poprosił od dokładną analizę.
- Chcę wiedzieć w jaki sposób nagrania zostały zniszczone, na jakim poziomie technicznego zaawansowania może być sprawca. I najważniejsze. Czy to cholerstwo da się w jakiś sposób odzyskać?
Agent skończył swój dzień w biurze zdając raport Blecherowi. Następnego dnia zamierzał porozmawiać w końcu z rodzicami Allysii Salvado, dlatego zadzwonił do nich, żeby umówić się na spotkanie. Gdy wychodził z budynku, deszcz ciągle padał. Przeklinając pogodę, Hoover wsiadł do dodge’a, nie pojechał jednak od razu do domu. Tej nocy nie chciał być sam, więc zatrzymał się przy „Bukowski’s Tample”, jednej z tych miejscowych knajp, gdzie kilka drinków postawionych nieznajomej przy barze gwarantowało niezobowiązującą znajomość trwającą od zmierzchu do świtu.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 15-02-2020, 00:52   #7
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 4 - 2020.02.01; sb; g 09:30

Czas: 2020.02.01; sb; g 09:30
Miejsce: Los Angeles, budynek DEA, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz umiarkowanie i pogodnie



No tak, wstał kolejny słoneczny dzień w słonecznej Kaliforni. Chociaż jak Edward otworzył oczy na świat zewnętrzny okazało się, że no z tym “słonecznym” to nie do końca prawda. Można by rzec - połowicznie. Niebo było zasnute chmurami ale jednak były też plamy słynnego, kalifornijskiego błękitu. No i nie padało jak wczoraj przez większość dnia.

Właściwie to była sobota. Sobota rano. No ale musiał pojechać do biura aby zobaczyć czy Chris i Terry coś wyniuchali o kolegach denatki. No i czy coś komputerowcy powiedzą o tych płytach co im przywiózł. No to tak, mimo, że była to sobota rano to jednak musiał jechać do biura.

Po drodze miał okazję przypomnieć sobie zdarzenia z poprzedniego dnia. Zaczynając od rozmowy z Duffym i potem wspólną wizytą w biurze DEA. Wyniki były jednak takie sobie. W pierwszej chwili policjant kompletnie nie chciał słyszeć, że mają kreta na posterunku.

- Nie, nie, nie, to nie możliwe. Może nie znam wszystkich jak Maca ale do cholery jakoś ich znam. Zresztą jaki by mieli motyw? Po co by mieli ryzykować pracę, dyscyplinarkę dla jakichś nagrań z zakończonego śledztwa? Ja i Mac i tak przecież je obejrzeliśmy. - pokręcił głową nie zgadzając się z takim pomysłem i żywiołowo broniąc dobrego imienia swojego posterunku. Mógł mieć trochę racji bo rzeczywiście policjant którego złapano by na takim numerze byłby w kiepskiej sytuacji. Mógł stracić pracę, dostać naganę, zasiąść na ławie oskarżonych no i tego typu konsekwencje. No i zostałby zapamiętany jako zakała posterunku za którym ciągnąłby się taka opinia jak wilczy bilet. Ryzyko było więc spore.

- A z dostępem no zwykle urzęduje tam Lamar. No i młody. Novak. Jest u nas od roku to wołamy go młody. Zwykle Lamar siedzi w okienku i daje mu przyjęte fanty do zaniesienia albo przyniesienia z magazynu. Czasem ktoś z nas tam wchodzi, zwykle w sprawie jaką prowadzi i chce coś wziąć. Zwłaszcza jak jest duże albo ciężkie. Ale to trzeba się wtedy wpisać na listę u Lamara więc jest w rejestrze. No i Lamar to porządny gliniarz pracuję tu 8 lat i nie pamiętam by coś z magazynu zginęło czy coś takiego. Ten numer z płytami to pierwszy raz. - mimo wszystko policyjny detektyw próbował ugryźć ten problem od czysto praktycznej, jak każde śledztwo. Agent który go słuchał zdawał sobie sprawę, że u nich te magazyny dowodów działają na podobnej zasadzie. I też głównymi podejrzanymi w razie jakichś machlojek byli pracownicy tego magazynu.

No a potem gliniarz zgodził się pojechać do biurowca DEA. Tam obejrzał te wszystkie fotografie jakie przysłano tutaj z Margerity więc wiele do oglądania nie miał. Z czego chłopakom z wyspy głównie zależało na ustaleniu tożsamości kobiety ze zdjęcia więc ona prawie wszędzie była w centrum ujęcia. A reszta osób ujęta była o wiele skromniej. Policjant oglądał te zdjęcia całkiem uważnie.

- To ona? Salvado? - zapytał machając jednym ze zdjęć gdzie właściwie była tylko ta brunetka. I podobieństwo do Salvado rzucało się w oczy od razu. Ale nadal nie było pewności czy to ta sama osoba czy dwie różne. No ale reszta osób na ujęciach nic Duffy’emu nie mówiła. Nie rozpoznawał żadnej z nich. Miejsca też nie. Zwrócił tylko uwagę, że ta kobieta była ubrana bardzo swobodnie. Jak turystka na wakacjach. Co dla Amerykanki w Wenezueli nie było wcale dziwne. No ale dla pracowników “Caribbean Tourism” to była podróż służbowa mieli przecież badać nowe rynki i takie tam.

- No ale może to było w jakiś dzień wolny. Albo to jednak nie ona. - w końcu Kenneth wzruszył ramionami przyznając, że jedynie spekuluje i snuje domysły bo co innego mu pozostało?

Potem gdy Ed pożegnał się z Kenem zaniósł jeszcze te nieszczęsne płyty do komputerowców. No i teraz piłka była po ich stronie, pozostawało czekać co z tego wyciągnął. Resztę dnia mu jakoś zeszło aż zrobił się wieczór i w końcu wylądował w “Bukowski Tample”. A tam los się do niego uśmiechnął. Zbyt długo sam nie siedział, od słowa do słowa poznał zgrabną brunetkę która miała na imię Cathy.

Dość szybko doszli do porozumienia, że mają podobne potrzeby na ten wieczór. Ledwo kilka wesołych kolejek później. Cathy niewiele opowiadało o sobie więc Ed dowiedział się tylko, że pracuje w jakiejś firmie kosmetycznej. Ale jakiej i jako kto to już nie powiedziała. Za to gdy tak każde z nich mówiło coś o sobie sporo mówiła o tym strasznym wypadku.

- No wiesz, ten co było w gazetach. Jak taka laska wyskoczyła z okna i się zabiła. Straszne! Zwłaszcza jak sobie pomyślę, że byłam wtedy w tamtym hotelu! Może nawet ją widziałam jak jeszcze była w restauracji bo przechodziłam tamtędy. Tylko wtedy oczywiście nie zwróciłam na nią większej uwagi więc nie wiem czy to była ona. A potem w domu się dowiedziałam, że ona się zabiła! - Cathy przeżywała jakby sama o włos uniknęła śmierci w tamtym hotelu. Ale zapewne jak ktoś nie pracował w wąskiej grupie podwyższonego ryzyka to zazwyczaj nie obcował ze śmiercią na co dzień. Cathy nawet chyba nie widziała samego wypadku a raczej dopiero z gazet się dowiedziała jak się skończyła tamta noc.

No a teraz był ten sobotni ranek. W biurze czekało na Edwarda parę wiadomości. Po pierwsze spotkanie z Terrym i Chrisem. Chociaż obaj agenci nie mieli żadnych rewelacji z inwigilacji kolegów Alyssy. Dzień pracy Maxwella i Grimberga przypominał typowy dzień korposzczura. Wyjazd z domu przed 7 rano. Na 8 w pracy. Trochę po 17-ej z pracy. Po drodze Maxwell zajechał do sklepu po zakupy jedzenia. Grimberg nigdzie nie zajeżdżał. Potem dom i do północy gdy obaj agenci prowadzili obserwację nawet nie wychodzili z domu. No nic ciekawego. Równie dobrze mogliby śledzić randomową osobę na ulicy.

Druga wiadomość pochodziła od informatyków. Ta była zapisana na wydrukowanej kartce jaką znalazł na swoim biurku. Płyty, wszystkie cztery, były uszkodzone. Nie można było odczytać żadnych danych. Ale nie mogli znaleźć jak zostały uszkodzone więc oddali nagrania do laboratorium. No ale w weekend lab był zamknięty więc technicy najprędzej się tym zajmą w poniedziałek rano. No a jeszcze nie wiadomo ile czasu im zajmą te badania. Jeśli technicy znajdą odpowiedź jak zostały uszkodzone te płyty to może łebskie, komputerowe chłopaki będą wiedzieć czy jakoś da się odzyskać te nagrania.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 21-02-2020, 13:14   #8
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Hoover miętosząc w palcach karteczkę z wiadomością od informatyków, zasiadł przed komputerem, wpisał id i hasło, po czym zalogował się do bazy danych DEA. Wklepał w wyszukiwarkę nazwisko faceta, który razem z Lamarem pracował w magazynie dowodów. Tak jak w przypadku gliniarzy, nie wyskoczyło mu nic co mogłoby go powiązać z narkotykowym półświatkiem, Stan Novak był czysty jak łza, półtora roku wcześniej ukończył akademię policyjną i to właściwie tyle, jeśli chodzi o podejrzanego. W agencie narastała powoli frustracja. Wiedział, że ktoś na tym komisariacie musiał się sprzedać, że miał jakiś cel niszcząc nagrania, nie miał jednak punktu zaczepienia. Mógł iść na otwartą wojnę z gliniarzami, rozpalić ognisko pod ich dupami tak by sami, drogą wewnętrznego dochodzenia wskazali winnego. Dopóki jednak nie otrzyma szczegółowej ekspertyzy od informatyków, musi czekać. Może w międzyczasie wymyśli inny sposób, a może Ken Duffy bardziej zainteresuje się tematem? Gdyby Ed miał w wydziale szczura, raczej by tak tego nie zostawił.

Agent wylogował się z systemu, wybrał numer Cathy. Wciąż mu było trudno w to uwierzyć, ale wszystko wskazywało na to, że przypadkiem, szukając niezobowiązującej znajomości na jedną noc, znalazł w barze ważnego świadka. Gdyby nie to, pewnie skasowałby numer kobiety i rankiem już o niej nie pamiętał, a jednak, życie potrafi czasem zaskakiwać. Cathy wydawała się zaskoczona telefonem, ale po krótkiej rozmowie zgodziła się na „randkę”. Ed postanowił nie zdradzać, dokąd zamierza ją zabrać, obawiał się, że niespodzianka mogłaby się jej nie spodobać. Zapisał sobie adres kobiety na karteczce, po czym założył marynarkę i wyszedł z biura.

Pogoda tego dnia nie rozpieszczała, Hoover powoli zaczynał tęsknić za słońcem, przyzwyczaił się już do kalifornijskiej spiekoty. Na pocieszenie, w weekend ruch na ulicach był mniejszy, więc na przedmieścia domów jednorodzinnych dojechał w rekordowo szybkim czasie. Gdy wypalił na szybko papierosa,stanął przed drzwiami domu państwa Salvado, nacisnął dzwonek. Wiedział, że nie będzie to łatwa rozmowa i wiele rzeczy trudno będzie im wyjaśnić. Niemniej musiał spróbować. Zbyt długo pod drzwiami się nie naczekał. Najpierw usłyszał spokojny rytm kroków zbliżających się do drzwi, szczęk zamka i drzwi stanęły otworem. Drzwi otworzył mu dość młody mężczyzna. Zapewne w zbliżonym wieku. Raczej nie pasował wiekowo do ojca Allyssy. Gospodarz widocznie czekał z pytającym spojrzeniem co gość powie. Edward przypuszczał, że mężczyzna, który stanął w progu to brat Alyssi. Wyciągnął więc odznakę i się przedstawił.
- Dzień dobry, agent Hoover, z DEA. Rozmawiałem wczoraj z panem Salvado, byliśmy umówieni dziś na rozmowę.
- Thomas Salvado. Jestem bratem Alyssy. Rodzice mi mówili o pana wizycie, proszę wejść. - gospodarz co prawda nie uśmiechnął się ale mówił dość neutralnym tonem. Zaprosił gościa do wnętrza domu który okazał się całkiem porządnym i porządnie utrzymanym domem jednorodzinnym. Przeszli do salonu gdzie Chris odwrócił się do gościa.
- Proszę chwilę zaczekać, porozmawiam z rodzicami. - poprosił gościa po czym wyszedł z salonu i poszedł gdzieś w głąb mieszkania. Ed zaś na kominku zauważył zdjęcie uśmiechniętej Alyssy z narożnikiem opasanym czarną wstążką i okolone bukietami kwiatów. Ten detal wskazywał na świeżą żałobę po zmarłej. Reszta salonu wyglądała całkiem przytulnie. Aż chciało się tutaj siedzieć i przyjmować gości albo być takim gościem.
Dom państwa Salvado wyglądał dokładnie tak jak go sobie wyobrażał Ed. Jego staruszkowie mieszkali podobnie, typowa amerykańska klasa średnia. Agenci DEA rzadko mieli okazję służbowo odwiedzać takie miejsca, Hoover zazwyczaj o tej porze dnia, albo siedział w biurze albo wjeżdżał z obstawą do obskurnych nor, gdzie Meksykańce albo Portorykasy ważyli i porcjowali towar. Nie pamiętał kiedy ostatni raz musiał spotkać się twarzą w twarz z rodziną ofiary o ile tak można nazwać samobójcę. Agent usiadł w fotelu poprawiając odruchowo usztywniacz. Nie wytrzymał jednak długo i wstał. Podszedł do kominka, na którym stało zdjęcie Alyssi. Przyglądał mu się przez chwilę, po czym swoim starym nawykiem wyniesionym z FBI zbadał wzrokiem resztę salonu.
Tak samo jak przed drzwiami, teraz też się zbyt długo nie naczekał. Usłyszał parę zbliżających się z głębi mieszkania kroków i po chwili do salonu wrócił Thomas ze starszym mężczyzną. Ten starszy miał już siwe włosy, spory brzuszek ale był wysoki i dobrze zbudowany. W młodości musiał być z niego krzepki mężczyzna. Obaj podeszli do gościa witając się z nim.
- Dzień dobry. Jestem Henry Salvado, ojciec Aly. - przedstawił się starszy mężczyzna. Po czym usiedli na krzesłach naprzeciwko swojego gościa.
- Szczerze mówiąc byliśmy trochę zaskoczeni pańskim telefonem. Przecież policja już prowadziła i zamknęła śledztwo. - brat Alyssy zaczął rozmowę trochę mrużąc oczy i lekko rozkładając dłonie na bok na znak, że przydałyby się jakieś wyjaśnienia. Wyglądało tak przy rozmowie przez telefon jak i obecnie, że ponownych pytań od władz to już się nie spodziewali. Na pewno nie od przedstawiciela władz federalnych.
Agent skinął głową, dając do zrozumienia, że w pełni rozumie wątpliwości jakie dręczą ojca i brata zmarłej.
- Proszę przyjąć moje najszczersze kondolencje – zaczął Ed po czym pośpieszył z wyjaśnieniami - To prawda, że śledztwo zostało zamknięte przez policję, lecz kilka dni temu pojawiły się nowe okoliczności. Mają związek z niedawnym wyjazdem Allysii do Wenezueli. Zanim jednak podam wam szczegóły, czy moglibyście odpowiedzieć mi na parę pytań?
Obaj mężczyźni mimo wszystko wydawali się zdziwieni takimi wieściami. Ale gdy padło pytania o możliwość zadania pytań obaj popatrzyli na siebie przez chwilę i chyba nie znaleźli przeciwwskazań.
- No proszę pytać. - zgodził się ojciec zmarłej.
Ed podziękował po czym usiadł z powrotem w fotelu, wyciągając cyfrowy dyktafon. Zaczął zadawać ojcu i bratu zmarłej pytania. Chciał wiedzieć czy po tym gdy Alyssia wróciła z Wenezueli zauważyli w jej zachowaniu coś niepokojącego. Może była zdenerwowana albo coś ją gryzło? Czy w ogóle wspominała coś o tej podróży i czy przywiozła jakieś pamiątkowe zdjęcia. Wypytał dokładnie o ostatni dzień, gdy widzieli kobietę żywą. Coś wskazywało, że zdecyduje się na tak drastyczny krok? Dawała jakieś niejasne sygnały, jakby chciała się z nimi pożegnać? A może wręcz przeciwnie? Podzieliła się jakimiś planami na najbliższe dni, tygodnie, miesiące?
Każdą odpowiedź Hoover mielił w głowie i analizował. W końcu wyciągnął z teczki zdjęcie, zrobione przez jego kolegów na Margaricie w jednym z hoteli. Na zdjęciu osoba uderzająco podobna do Alyssi Salvado znajdowała się w otoczeniu dwóch członków kartelu.
- Przyjrzyjcie się proszę dokładnie tej fotografii. Czy osoba na tym zdjęciu, to wasza Alyssia?
Pytań było sporo. Odpowiedzi również. Pod względem podróży do Wenezueli obaj mężczyźni nie byli zbyt pomocni. Po prostu od świąt już nie widzieli siostry i córki. Więc co robiła na tej wycieczce do Ameryki Południowej, z kim, co przywiozła to tego nie wiedzieli. Ostatni raz ją widzieli w święta. Przyjechała na święta do rodziców i wyjechała zaraz po Nowym Roku. O tym, że gdzieś leci wiedzieli mętnie. Po prostu zdawali sobie sprawę jaką ma pracę i to taką która wiąże się z lataniem po świecie, głównie po Karaibach. Więc jak na początku kolejnego sezonu miała znów gdzieś lecieć to nikogo nie dziwiło. Ale owszem, przez święta wydawała się zbierać siły i ładować baterie w domowych pieleszach. Wyglądała na przemęczoną chociaż oczywiście nie skarżyła się. Rodzice ani brat jej nie dokuczali wścibskimi pytaniami. Chociaż Thomas odniósł wrażenie, że ta praca ją wypala i zasugerował urlop albo zmianę pracy. No ale odpowiedziała, że da radę i sobie poradzi.
No ale to, żeby miała wyskoczyć przez okno i skończyć ze sobą? No nie. Tego się nikt nie spodziewał. Ta wiadomość wywołała szok w rodzinie Salvado. To było aż tak źle? Aż tyle ukrywała przed nimi? Dlaczego nic nie powiedziała?
- Wie pan jak to teraz ci młodzi. Zawsze zapracowani. Tylko praca, praca i praca. Nie mają czasu na nic. Tylko pędzą i pędzą przed siebie. Nie mają czasu chociaż na chwilę się zatrzymać. A czasem trzeba. Złapać oddech, wyciszyć się, spotkać się z rodziną, z przyjaciółmi. Trzeba zmienić scenę, towarzystwo, nawet uciec od tego co się zna. Nie dlatego, że się to przestało lubić i kochać. Tylko by złapać oddech i wrócić i lubić i kochać jeszcze bardziej. A ona tylko wciąż latała z jednego miejsca w drugie, ciągle tylko ta praca i praca. - ojciec Alyssy smutno pokręcił głową gdy tak porównywał obecny świat z tym co może znał z własnej młodości. Zupełnie jakby uważał, że jego córka stała się ofiarą tej nowoczesnej rzeczywistości.
- Myślę, że miała jakiś problem. Chociaż mówiła, że nie. Coś ją gryzło. Tam w środku. Ale nie chciała powiedzieć co. Myślałem, że może chodzi o to, że jest sama. My mamy już rodziny, jej koledzy i koleżanki w jej wieku też często kogoś mają. A ona nie. Co prawda mówiła, że nie ma czasu na związki i chce użyć życia póki jest jeszcze młoda. I może zwykle to się sprawdzało. Taka trochę propaganda sukcesu. Ale może jednak gryzło ją to bardziej niż się przyznawała? Ale, żeby wyskoczyć z tego powodu z okna? No przecież ona była taka ładna i przebojowa na pewno by sobie kogoś znalazła. No aż nie wierzę, że mogła to zrobić. - brat też pozwolił sobie na spekulacje o zmarłej siostrze. Mówił niewidzącym głosem gdy pewnie wspominał wydarzenia z końcówki zeszłego roku i swoje rozmowy z młodszą siostrą. Na końcu pokręcił głową na znak, że nie spodziewał się po niej samobójczego kroku. Nawet jeśli nie mówiła mu wszystkiego i coś ją gryzło.
- A plany na przyszłość… Tak obiecała, że w nadchodzącym roku będzie musiała podjąć kilka trudnych decyzji. I weźmie się za siebie. Ale sądziłem, że chodzi o pracę. Że ją zmieni. Na coś mniej absorbującego. Chociaż nie wiem czy to by coś dało bo ona była taka ambitna i jak się w coś angażowała to na 200%. - Thomas zadumał się i zamilkł znów kręcąc głową zapewne po fakcie zdając sobie sprawę jak dwuznacznie mogła zabrzmieć wcześniejsza wypowiedź siostry.
Zaś na pokazane zdjęcie ojciec i brat pochylili się aby mu się przyjrzeć i dali odpowiedź prawie z miejsca, że rozpoznają swoją córkę i siostrę.
Hoover próbował zbudować w głowie obraz Alyssi Salvado. Tej prawdziwej. Miała normalną i kochającą rodzinę, ciekawą choć pewnie wyczerpującą pracę, prowadziła zupełnie zwyczajne życie singielki po trzydziestce. Jak większość znanych mu ludzi , w tym on sam, cierpiała na schorzenia psychiczne nie utrudniające jednak codziennego funkcjonowania. Z drugiej strony ta kobieta o nieposzlakowanej opinii, na kilka dni przed tragiczną śmiercią sfotografowana została z członkami południowoamerykańskiego kartelu. Agent mógłby uwierzyć, że był to przypadek, że po prostu znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie, nie zdając sobie nawet sprawy kim byli ci mężczyźni. I tak by napisał w raporcie dla Blechera, gdyby nie te cholerne nagrania z hotelu.
- Muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię. Z góry za to przepraszam, zdaję sobie sprawę, że to dla was trudny i bolesny temat – popatrzył z poważną miną na seniora - To pan i syn identyfikowaliście zwłoki córki. Widziałem zdjęcia, twarz była mocno pokiereszowana. Czy jesteście w stanie stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że pokazano wam ciało Alyssi? Zanim odpowiecie proszę, żebyście się dobrze zastanowili nad odpowiedzią. Na podstawie jakich szczegółów udało wam się potwierdzić jej tożsamość?
- No co pan sugeruje? Że nie rozpoznałbym własnego dziecka? - starszy z mężczyzn wydawał się poruszony pytaniem. Pytanie może miało być neutralne ale w końcu wyszło trochę zaczepnym tonem.
- Tato… - syn położył dłoń na ramieniu ojca i popatrzył na niego łagodnie. Przez chwilę jakby spierali się spojrzeniami aż w końcu gospodarz spojrzał gdzieś w bok jakby oddając pole swojemu synowi.
- To była ona. Miała tatuaż, kolczyk i bliznę po oparzeniu. Oparzyła się jak była mała. Wylała na siebie gorący kubek. Została jej tutaj mała blizna. - Thomas po kolei wskazał na biodro i obojczyk. Edward pamiętał, że denatka rzeczywiście według raportu patologa miała wymienione owe cechy charakterystyczne.
Odpowiedź Thomasa Salvado nie budziła żadnych wątpliwości, przy takiej ilości szczegółów brat Alyssi nie mógł się pomylić. Agent wyłączył dyktafon.
- Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi. Sam też jestem winny panom wyjaśnienia – powiedział po czym wskazał na zdjęcie zrobione na Margaricie – ci dwaj mężczyźni, stojący obok waszej Alyssi to członkowie południowoamerykańskiego kartelu. Zdjęcie zostało zrobione przypadkowo na kilka dni przed jej śmiercią. Dlatego zanim zamknę śledztwo i złożę szefom raport mam jeszcze jedną prośbę. Chciałbym obejrzeć jutro jej mieszkanie. Nic nie wskazuje, by w śmierć Alyssi były zamieszane osoby trzecie, ale wolałbym mieć pewność. Nie chcę niczego przeoczyć.
- Kartel narkotykowy!? Panie no co pan!? Moja córka nie miała nic wspólnego z takimi ludźmi! To musi być jakaś pomyłka. To porządna dziewczyna była. Pracowita i uczynna, pracowała w agencji turystycznej a nie z jakimiś kartelami i narkotykami! - tym razem udało się agentowi dużo poważniej wzburzyc seniora rodu. Na tyle, że ten aż wstał że swojego krzesła i podniósł głos prawie do krzyku. Syn tym razem musiał go popierać no też wstał i sądząc po jego minie uznał, że gość podsunął się za daleko.
- Myślę, że na pana już pora. - Thomas zwrócił się do agenta spokojniej niż ojciec ale z dość czytelną sugestią. - Odprowadzę pana. - puścił ojca i ruszył że dwa kroki czekając aby gość podążył za nim.
Edward spodziewał się wybuchu złości, tak zareagowałaby każdy człowiek, który nie wie nic o brudnych tajemnicach bliskiej mu osoby. Agent nie chciał dłużej denerwować starszego pana, więc grzecznie się pożegnał a gdy Thomas odprowadził go do drzwi zwrócił się do brata Alyssi.
- Pana ojciec nie do końca mnie zrozumiał. Nie prowadzę śledztwa przeciwko pańskiej siostrze, tylko ludziom, którzy mogli w jakiś sposób wyrządzić Alyssi krzywdę. Zaszantażować ją, zastraszyć, doprowadzić do ostateczności. Jeśli znajdę dowody, zrobię wszystko, żeby winnych postawić przed sądem. Pomoże mi pan? Chciałbym się jutro rozejrzeć po jej mieszkaniu.
Młodszy Salvado nie odpowiedział. Odprowadził gościa z powrotem przez korytarz do drzwi wejściowych i je otworzył. W końcu po chwili zastanowienia skinął głową. - Jutro po obiedzie będę wracał do siebie. Czyli jakoś po 16-ej. Przyjechałem na weekend aby pomóc rodzicom. Możemy po drodze się umówić. - zaproponował już w progu.

Po wizycie w domu państwa Salvado, Ed wrócił do mieszkania. Wziął szybki prysznic, po czym zabrał się za przegląd swojej garderoby. To, że niespecjalnie przejmował się modą nie było żadną tajemnicą, uznał jednak, że na „randkę” z Cathy, może się poświęcić i do czarnej koszuli założyć krawat. Patrząc w lustro złapał się na tym, że coraz częściej myśli o sprawie Salvado. Nie podobało mu się to, nie podobało mu się, że wraca stary Ed. Z jednej strony tęsknił za tą adrenaliną, za tym transcendentnym uczuciem boskiej potęgi, gdy wszystkie elementy układanki zaczynają się układać w jedną całość, gdy opada kurtyna i wszystko nagle staje się jasne i oczywiste. Z drugiej, przyzwyczaił się już do trzymania dupska za biurkiem, tego swojskiego opierdalania się, braku poczucia odpowiedzialności. Większość brudnej roboty odwalali za niego informatorzy, co było normalne w narkotykowym półświatku. Każdy chciał kogoś sprzedać, każdy chciał iść na układ.

Cathy odebrał spod jej domu. Jak na dżentelmena przystało, wyszedł z auta, otworzył jej drzwi, komplementując przy okazji sukienkę i fryzurę. Pół godziny później dojechali do hotelu, w którym życie odebrała sobie Alyssia Salvado. Z recepcji od razu skierowali się do hotelowej restauracji i usiedli przy zarezerwowanym stoliku. Gdy kelner przyniósł karty, Ed zamówił na początek butelkę szampana i poprosił o dwie lampki. Gdy agent i jego nowa przyjaciółka skończyli wymieniać już uprzejmości, w końcu zapytał.
- Pamiętasz jak wczoraj wspominałaś mi o Alyssi Salvado? Że widziałaś ją tej nocy gdy zginęła? Przy którym stoliku siedziała?
- Ed. Zapraszasz kobietę na szampana aby wypytywac ją o inną kobietę? - brunetka popatrzyła na rozmówcę z ironicznym spojrzeniem i takimz usmieszkiem. Bawiła się przy tym kieliszkiem lekko nim kręcąc w powietrzu.
Ed odpowiedział uśmiechem, oparł się łokciami o blat stołu i pochylił do przodu, patrząc kobiecie w oczy.
- Wierzysz w przeznaczenie Cathy? Ja do wczoraj myślałem, że tym wszystkim rządzi, jakiś chory ślepy przypadek . Do wczoraj…– agent odruchowo sięgnął do marynarki po paczkę papierosów przypinając sobie jednak po chwili o przeklętych zakazach palenia – Tak się składa, że DEA zajmuje się sprawą Salvado. I w tym czteromilionowym mieście, wczoraj, w jednym z setek jeśli nie tysięcy barów spotkałem kobietę, która jako jedna z ostatnich widziała ją żywą. Jeśli to nie jest jakiś znak, to niech mnie szlag. Dodać muszę, że jesteś najseksowniejszym świadkiem w całej mojej karierze a przez twoje perfumy nie mogę się skupić.
Kobieta wydawała się wahać czy powinna się obrazić i strzelić kobiecego focha za takie traktowanie czy raczej dać się uwieść komplementom i roli ważnego świadka. W końcu po chwili tego wahania poszła niejako na kompromis z tymi dwoma sprzecznymi dylematami.
- Mówiłam, że tylko przechodziłam tędy. Czekałam na taksówkę. - zaczęła z wyczuwalną dozą pretensji i zerknęła w stronę baru. - Ona siedziała tam, z dwoma mężczyznami. - wskazała trzymanym kieliszkiem w stronę kilku stolików. Chociaż ruch był dość niedbały więc z miejsca gdzie teraz siedzieli nie bardzo było wiadomo o który stolik dokładnie jej chodzi. Ale od strony baru jeśli było wówczas pusto jak dzisiaj rzeczywiście mogła mieć niezły widok na ten rejon.
- Rzuciła mi się w oczy bo całkiem ładna była. Takie zboczenie zawodowe. Po prostu widzę kobietę to od razu rozbieram ją na kosmetyki jakich używa lub mogłaby używać. Z naszej firmy oczywiście. A ona miała ładną twarz, ładnie by się na niej pokazywało nasze produkty. No i płakała. Wyglądała na przygnębioną i chyba rozmawiała z tymi dwoma. Tylko ona płakała wtedy na całej sali więc rzuciło mi to się w oczy. No a potem przyjechała moja taksówka no to poszłam stąd. Dopiero z gazet się dowiedziałam, że ktoś wyskoczył. I wtedy dopiero skojarzyłam, że to mogła być ta płacząca co ją wtedy widziałam. - Cathy dość szybko streściła co się wówczas działo tamtej nocy cały czas nie dając zapomnieć rozmówcy, że uważa jego zaproszenie za dwuznaczne i niestosowne. Teraz sprawiała wrażenie jakby miała ochotę jak najszybciej zakończyć to spotkanie i wrócić do siebie.

Trudno było zaliczyć randkę z Cathy do udanych. Wypili po parę lampek szampana, po czym Ed odwiózł kobietę do domu. Gdy wrócił do mieszkania, czuł się podle, wiedział, że potraktował kobietę instrumentalnie, mógł rozegrać to jednak inaczej. Wyciągnął telefon i przez moment zastanawiał się czy nie napisać przepraszającego smsa, zamiast do Cat, zadzwonił jednak do Chrisa.
- Pojeźdźjcie jeszcze za Grimbergiem i Maxwellem a w poniedziałek zgarnijcie ich po pracy i przywieźcie do biura. – polecił.
Zegar wybił właśnie północ, gdy Hoover połknął swoje tabletki i klapnął na łóżku w sypialni. Włączył dyktafon, odsłuchując raz jeszcze całą rozmowę z bratem i ojcem Alyssi Salvado. Gdzieś w trakcie opłynął i zasnął.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 22-02-2020, 03:01   #9
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 5 - 2020.02.03; pn; g 09:30

Czas: 2020.02.03; pn; g 09:30
Miejsce: Los Angeles, budynek DEA, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz nieprzyjemnie i mżawka



Zima w tym roku nie rozpieszczała Kaliforni. No a na pewno nie Los Angeles. Poniedziałkowy poranek okazał się dość ponury i mokry. Co prawda z nieba siąpił tylko kapuśniaczek no ale nie wyglądało to zbyt przyjemnie. Przynajmniej nie był to regularny deszcz jak przed weekendem. Temperatura też rano była dość umiarkowana, według porannej prognozy 13*C. Ale prognoza była nietuzinkowa. W dzień miało się rozpogodzić i zrobić całkiem gorąco ale pod wieczór miało przyjść załamanie pogody i gwałtowny spadek temperatury więc pogodynka polecała zabrać kurtki i płaszcze jeśli ktoś by miał wychodzić na zewnątrz tego wieczoru. Ale póki człowiek sobie siedział w domu czy w biurze to miał ten komfort, że był panem i władcą swojego mikroklimatu. Chociaż oczywiście musiał się liczyć ze zdaniem swoich współplemieńców przy sąsiednich biurkach.

A przy swoim biurku Edward nie był zbyt długo sam. Raportu o płytach z laboratorium jeszcze nie było bo ci z laba też dopiero zaczynali poniedziałkowy ranek więc dopiero pewnie brali na tapetę to co im przysłano od piątkowego popołudnia. Ale niedługo do Hoovera dołączyli Chris i Terry.

Znów nie mieli jakichś specjalnych rewelacji. Grinberg i Maxwell wiedli nudne, uporządkowane życie korposzczurów. Nawet przy weekendzie nie było w nich czegoś ciekawszego. Maxwellowie w sobotę organizowali jakieś przyjęcie. Tak popołudniowo do wieczora. Sporo dzieci więc wyglądało na jakieś przyjęcie dla rodziny czy znajomych. Chris który wziął go pod lupę porobił trochę fotek z ulicy. Widać było zdjęcia samochodów, numery rejestracyjne, dorosłych i dzieci, głównie jak wchodzili do domu czyli pewnie przyjeżdżali na to przyjęcie. Potem jak je opuszczali. W niedzielę był spokój, popołudniu rodzina Maxwellów pojechała do samochodu, po kościele pojechali do parku a po zmierzchu wrócili do domu. Potem do północy gdy Chris skończył już obserwację to nawet nikt z nich nie wyszedł przed dom. Cały weekend Maxwellów wyglądał więc dość rodzinnie i piknikowo. Nie było się właściwie czego przyczepić. W poniedziałek rano jak na korposzczura przystało zjawił się w swojej pracy.

Grinberg okazał się jeszcze mniej interesującym facetem bo nawet żadnej imprezy nie zorganizował. W sobotę wieczorem pojechał do kręgielni gdzie chyba był stałym klientem bo przywitał się z paroma osobami jak ze swojakami. Rozegrał z nimi kilka kolejek przegryzając czymś z frytkami i popijając bezalkoholowym piwem a po paru kolejkach wrócił grzecznie do domu. W niedzielę nigdzie nie wychodził to Terry prawie zanudził się na śmierć obserwując front jego domu.

Natomiast na wizytę pary agentów DEA w poniedziałek rano obaj zareagowali zaskoczeniem. Pytali o co chodzi i sądząc z relacji Chrisa schemat “Ale jak to? Przecież policja już prowadziła i zamknęła to śledztwo” znów się powtórzył. Oczywiście mimo zaskoczenia obiecali przyjechać no ale po pracy. No bo bez nakazu to nawet agenci federalni nie mogli sobie po prostu zgarnąć kogoś z domu czy ulicy na przesłuchanie. No to narazie tyle. Jak mieli przyjechać tutaj no to raczej przed 17 czy 18 nie było co się ich spodziewać bo o tej porze kończyli pracę. To jeszcze większość tego roboczego poniedziałku czasu do tego zmierzchu.

Przy okazji Ed miał okazję wspomnieć o wczorajszej wizycie w domu Alyssy. Adres z raportów policyjnych okazał się być domem w nieśmiertelnym stylu amerykańskich przedmieść w okolicy Paramount. Płaski, drewniany dom w jasnych barwach i dachu o łagodnym spadzie na niewielkiej posesji. Jeden z wielu w tej okolicy. Wnętrze okazało się puste i ciche. Typowy klimat dla mieszkań i domów bez właścicieli. Jak tłumaczył Thomas ponieważ Al tak często wyjeżdżała, że nie bardzo miała czas w nim mieszkać. Wynajmowała meksykańską sprzątaczkę która przychodziła dwa razy w tygodniu aby posprzątać mieszkanie i zrobić pranie. A ponieważ właścicielki całkiem często nie było to zbyt Clarissa zbyt wiele do sprzątania pewnie nie miała. No za to miała klucze od domu. Przez to wszystko Thomas zapomniał się z nią umówić aby odebrać te klucze.

Mieszkanie zaś wyglądało całkiem zwyczajnie. Salon z wielką, płaską plazmą, kilka pamiątkowych zdjęć na kominku. Na jednym dorosła Allyssa była z dwójką serdecznie obejmujących ją mężczyzn z których w jednym bez trudu dało się rozpoznać jej starszego brata. Na innym była z rodzicami, na kolejnym była ubrana oficjalnie i uroczyście jak na jakimś oficjalnym spotkaniu, na jeszcze innym była w marynarskiej czapce, podobnej do tego zdjęcia umieszczonego w “Daily LA” sprzed dwóch tygodni.

Przy weekendzie wszystko wydawało się uporządkowane jakby czekało tylko na powrót właścicielki. Pewnie dlatego, że Clarissa przychodziła w piątki i poniedziałki. W sypialni łóżko było pościelone i gotowe do przyjęcia swojej właścicielki, na nocnej szafce stał zamknięty laptop z naklejką kota, wciąż podpięty pod kabel ładujący. Kuchnia również była wysprzątana jakby zaraz miała tutaj wpaść inspekcja sanitarna. W całym domu więc panowała cisza, spokój i porządek. Thomas towarzyszył Edwardowi w tym zwiedzaniu zdawkowo mówiąc co jest co. Miał minę jakby przebywanie w tym miejscu gdzie wciaż zdawało się wyczuwać oddech jego tragicznie zmarłej siostry nie był dla niego zbyt przyjemny. A może chodziło właśnie o pokazywanie tej wewnętrznej, rodzinnej strefy obcemu facetowi. A może jeszcze o coś innego. W każdym razie był dość oszczędny w słowach. Agent domyślił się, że raczej nie zostawi go tutaj samego no i, że miał wracać do swojej rodziny to pewnie nie planował tej wizyty na zbyt długą. Nie wyraził też zgody na to by cokolwiek ruszać czy zabierać z domu siostry.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 23-02-2020 o 03:12. Powód: Dodanie niedzielnej scenki z wizyty w domu Alyssy.
Pipboy79 jest offline  
Stary 26-02-2020, 13:02   #10
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Hoover bez większego entuzjazmu wysłuchał raportu Christa i Terrego. Nie wiedział czy to wina pogody, czy też wczorajszej wizyty w mieszkaniu Alysssi Salvado. Naiwnie liczył, że tym razem mu się poszczęści, że jeśli gliniarze coś przeoczyli on to znajdzie. Chociażby zużyty kondon w śmieciach albo tabletki antykoncepcyjne w apteczce, które podważą twierdzenie, że samobójczyni cierpiała na chroniczną samotność i z tego powodu popadała w coraz większą rozpacz. Im więcej myślał o tej sprawie, tym więcej nieprawdopodobnych scenariuszy rodziło mu się w głowie. Zamierzał wykorzystać wszystkie narzędzia jakie posiada, by rozwiązać tą sprawę, więc po rozmowie z agentami, od razu udał się do gabinetu szefa prosząc o nakaz zatrzymania sprzętu komputerowego oraz nośników pamięci należących do Alyssi Salvado, oraz możliwość przejrzenia jej maili służbowych i prywatnych. Kończąc rozmowę poprosił Blechera, o kontakt do agentów, którzy byli 10 stycznia na Margaricie i sfotografowali Salvado w hotelu. Chciał wiedzieć wszystko o człowieku, którego wtedy obserwowali.
Resztę dnia spędził na papierkowej robocie, czekając na przybycie kolegów Alyssi Salvado. Przed 19.00 wyszedł na papierosa, a kiedy wrócił do biura, Grinberg już tam na niego czekał, przyprowadzony przez jednego z federalnych. Okazał się mężczyzną w średnim wieku. Chyba był najstarszy z całej trójki bo Maxwell był chyba w podobnym wieku co Alyssa ale przez jego nieszkodliwy wygląd pulchnego nerda sprawiał wrażenie wiecznego studenta. Za to Grinberg wyglądał na starszego mężczyznę. Hoover się przedstawił po czym zasiadł naprzeciwko, włączając dyktafon.
Dziękuję, że pofatygował się pan do nas osobiście, doceniam to. Zanim wyjaśnię powody pańskiej wizyty muszę zadać kilka pytań
Agent rozłożył na stole zdjęcia, zrobione Alyssi na Margaricie w jednym z hoteli. Wskazał palcem na mężczyznę towarzyszącego jej przy windzie.
- Czy zna pan tego mężczyznę? Czy kiedykolwiek pan z nimi rozmawiał?
Ukradkiem obserwował mowę ciała Grinberga, szukając odznak zdenerwowania lub kłamstwa. Po chwili zaczął zadawać coraz bardziej szczegółowe pytania, dotyczące pracowników „Carribean Tourism” i ich ostatniego pobytu w Wenezueli. W jakim celu tam pojechali, z kim się spotykali, jak często podróżowali między Stanami a Wenezuelą? Czy Alyssia Salvado podczas podróży zachowywała się inaczej niż zwykle?
Gdy Ed skończył wątek południowoamerykański, przeszedł do kolejnego. Opowiedział o świadku, który widział Alyssie Salvado płaczącą w hotelowej restauracji w wieczór, gdy odebrała sobie życie.
- Pan tam wtedy był, prawda? Co ją tak zdenerwowało?
Przyjrzał się tym zdjęciom na jakim widoczna była Alyssa z jakimś mężczyzną. Wydawał się być nimi zdziwiony. - Co to za zdjęcia? Skąd je macie? Macie na to nakaz? - zapytał szybko jakby fakt robienia tych zdjęć kompletnie mu nie przypadł do gustu. Ale była to całkiem naturalna reakcja, ludzie zazwyczaj nie lubili być szpiegowani, jak im się robi zdjęcia czy nagrywa z ukrycia albo grzebie w ich rzeczach. Więc pytania i zachowanie były jak najbardziej zasadne.
Ale mężczyzny w windzie nie kojarzył. Nie miał pojęcia kim był i dlaczego stał na tym zdjęciu przy Al. Jeśli coś ich łączyło to on nie miał o tym pojęcia.
Zaś o wycieczce do Wenezueli odpowiadał całkiem chętnie. Owszem byli w Wenezueli całą trójką. Podróż była zaplanowana jeszcze w poprzednim roku więc jak tylko okres świąteczny się skończył no to tam polecieli. Służbowo a nie na wakacje. Sprawdzali nowe miejsca, jak zawsze zresztą. Maxwell znalazł obiecujące lokacje więc polecieli przekonać się jak się sprawy mają na miejscu. Rynek potrzebował nowych miejsc bo turyści wciąż szukali egzotycznych miejsc gdzie jeszcze nie były odkryte przez turystów albo w tych odkrytych pojawiało się coś nowego. Więc ich praca to był niekończący się wyścig aby znaleźć dla swoich klientów jeszcze jedną dziewiczą lokację.
Tym sposobem byli także i na Margaricie. Świetna lokacja i bardzo popularna ale sprawdzali ją pod kątem dogadania się z przystaniami wynajmu jachtów pod klientów co te jachty mieli, wspinaczki górskiej i może wybudowania parku linowo - skałkowego oraz nowych miejsc do nurkowania. Byli tam ze trzy czy cztery dni. Po prostu kolejny etap podróży biznesowej po Wenezueli. Wówczas za bardzo nie zwracał na to uwagi bo zajęty był analizą danych i negocjacjami z tyloma pomniejszymi klientami jego firmy. Z właścicielami hoteli, klubów, kapitanatem portów, z inwestorem jaki miał wybudować ten park do wspinaczki i całą masą ludzi. Na tym polegała też ich praca. Na pogodzeniu wielu sprzecznych interesów oraz negocjacjami z bardzo różnymi ludźmi. I w tym wydatnie pomagała mu Al która była jego prawą ręką i do której miał takie zaufanie, że nawet reprezentowała ich firmę samodzielnie jeśli już musieli się rozdzielić bo nie dało się pogodzić tylu różnych spotkań z różnymi ludźmi, w różnych miejscach ale o podobnym czasie. A mieli przecież tylko te parę dni, niecałe pół tygodnia aby rozpoznać rynek. Mieli wrócić tam za miesiąc czy dwa gdy się sprawy potoczą swoją drogą i już będzie widać wyniki ostatnich rozmów w praktyce.
Natomiast gdy przeszli do wydarzeń z ostatniego wieczoru Alyssy wyraźnie spasował. Jakby nie było mu łatwo mówić o tym tragicznym położeniu. – Była smutna. Samotna. Chyba dopadła ją ta świąteczna chandra. Wie pan, wszyscy mają rodziny, żony, mężów, dzieci, partnerów a ja nie a przecież już jestem po 30-tce. Całkiem się rozkleiła. I im więcej piła tym było gorzej. W ogóle nie wiedziałem co powiedzieć. Co zrobić. Myślę, że to gryzło ją od dawna ale zwykle trzymała się w ryzach. A wtedy chyba coś w niej pękło. Sam nie wiem. Ale nie sądziłem, że… no wie pan… że skończy ze sobą. Myślałem że wypije, popłacze sobie, wróci do siebie, pójdzie spać a jutro znów wróci do nas nasza niezawodna Alyssa. - mężczyzna rozłożył na koniec ręce wzdychając ciężko i kręcąc głową na znak, że absolutnie nie spodziewał się skoku z 10-go piętra gdy widział ostatni raz swoją koleżankę wracającą do swojego pokoju hotelowego.
- Żałuję, że jej wtedy nie zatrzymałem. Cholera! Mogłem nawet ją wpakować do samochodu i odwieźć do jej rodziców! Gdybym tylko wiedział po co ona wraca do swojego pokoju… - Grinberg zasmucił się wyraźnie zdając sobie sprawę jak niewiele brakowało by ich koleżanka z pracy przeżyła tamtą noc. No gdyby jakoś ją wtedy zatrzymał czy zabrał do rodziców pewnie nadal by żyła. A tak jak sądził, że po prostu wraca do siebie aby położyć się spać po tym jak się wypłakała i była mocno wypita to skończyło się wiadomo jak.
Ed słuchał uważnie. Miał w życiu do czynienia z wieloma kłamcami. Niebezpiecznymi kłamcami. Grinberg raczej do nich nie należał, trudno mu było sobie wyobrazić, by ten zwyczajnie wyglądający facet mógłby być zamieszany w niejasne interesy a tym bardziej w śmierć Alyssi Salvado. Walter White był tylko jeden i nie istniał naprawdę, przestępców, przynajmniej większość z nich, dało się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Agent znów odbił się od ściany. Wyglądało jakby rzeczywiście Salvado mogła popełnić samobójstwo z powodu swoich stanów depresyjnych. Tylko, że samobójcy raczej nie skaczą przez zamknięte okno wybijając szybę, a po ich śmierci nikt nie niszczy nagrań monitoringu z miejsca wypadku.
- Czy Alyssia wtedy, w tej restauracji rozmawiała z kimś jeszcze? Ktoś do niej podszedł? Może odebrała telefon? Miała w ogóle przy sobie telefon? – dopytywał dalej.
- Nie wiem. Jak od nas poszła wtedy wieczorem i wróciła do swojego pokoju to już jej później nie widziałem. Jak kogoś spotkała po drodze no to tego nie wiem, my zostaliśmy jeszcze trochę na dole w restauracji ale rozmowa się nie kleiła i było już dość późno to wróciliśmy do swoich pokojów. A jej telefon to nie wiem. Jak siedziała z nami to go nie wyjmowała więc nie wiem czy miała go przy sobie czy gdzieś zostawiła . - agent federalny mógł usłyszeć kolejne odpowiedzi na swoje pytania. Rozmówca wciąż wydawał się przygnębiony świadomością straty koleżanki i tego, że wówczas postąpił jak zwykle gdy ktoś ma doła czy inną chandrę a nie zrobił czegoś ponad ten standard.
Po spotkaniu z Grinbergiem, które nic nowego nie wniosło do sprawy, wrócił do mieszkania. Odsłuchał na dyktafonie nagranie z przesłuchania Maxwella, które w biurze obok poprowadził Chris. Nazajutrz zamierzał skontaktować się z agentami z Margarity, lub kimś kto znał dokładną tożsamość mężczyzny z hotelu na wyspie. Liczył też, że jutro dostanie raport od informatyków. Od niego zależało, czy ruszy na otwartą wojnę z gliniarzami.
 
Arthur Fleck jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171