Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-01-2020, 11:42   #21
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 
Wejście w atmosferę nie należało do przyjemnych. Ogień ogarnął całe ciało Marduka i wówczas ten zaczął próby hamowania. Nim jednak zwolnił zupełnie, minęło trochę czasu. Czasu przepełnionego potwornym bólem odkrytych części ciała. Na szczęście był saiyaninem i to dobrze wyszkolonym saiyaninem, dzięki czemu skończyło się tylko na kilku oparzeniach. Oraz dużych szkodach w kombinezonie. Nienaruszony przetrwał w zasadzie tylko jego napierśnik.

Zatrzymał się jakiś kilometr, może dwa nad powierzchnią planety. Bez skanera nie był w stanie tego dokładnie ocenić. Pod nim rozpościerała się jednolita masa ciemnej zieleni. Żadnego charakterystycznego punktu. Nawet wybrzeża nigdzie nie było widać. Po Raditzie też nie było żadnego śladu.

Trudno było ocenić czy Marduk spadł w to samo miejsce, z którego wystartował statek saiyanki i jej towarzyszy. Ich obóz był założony na niewielkiej polance, tutaj takiej nie dostrzegał. Podobnie było z obozem bandytów, których sobie podporządkowali. A właściwie których on im podporządkował, bo Raditz nie kiwnął wówczas palcem. Gdyby tylko był w stanie odnaleźć któreś ze znanych mu już miejsc...

Ale jak tego dokonać?
 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 20-01-2020, 15:06   #22
 
Mike's Avatar
 
C-SGK-1 zanim ruszył za posłańcem wzniósł się szybko do góry uważnie skanując teren. Gdzieś ktoś mógł się skradać.

Android niczego nie zauważył. Do szkoły prowadziły trzy drogi i wszystkie były strzeżone przez uczniów. Jeśli ktoś się będzie którąś skradał, prędzej dostrzegą go wystawieni wartownicy niż C-SGK1, który wciąż znajdował się w centrum kompleksu. Na południu trwała zacięta walka.

Niczym grom z jasnego nieba C-SGK1 uderzył we wroga. Ten potoczył się kilkanaście metrów w tył, ale mimo dotkliwych ran wstał.
- Ty, ty…. jak śmiesz - runął do ataku. Android przyjął cios na blok. Napastnik stęknął gdy kości dłoni pękały jedna po drugiej. Szybszy niż mrugnięcie oka cios uciszył jego jęki.

Wokół C-SGK1 trwała bitwa. Kilkudziesięciu wojowników naparzało się aż wióry leciały. Nikt się nie wyróżniał z tłumu. Nagle pod stopami C-SGK1 wylądował ranny uczeń Tiena. Za nim biegł przeciwnik by dokończyć sprawę. Uderzenie w korpus zatrzymało go. Ten nie próbował gadać czy odgrażać się. Zaatakował podstępnie, z półobrotu. Ale zanim cios doszedł do celu, android już stał metr obok.
Kolejny wróg doskoczył do androida. Ten nie chcąc wdawać się w walkę z dwoma wrogami zaatakował rannego. Ten jednak widząc odsiecz, skupił się na obronie. SIła ciosów odrzuciła go w tył, ale wszystkie utonęły w gardzie.
Obaj przeciwnicy musieli wspólnie ćwiczyć, bo uzupełniali się niczym jin i jang. C-SGK1 robił co mógł, wyliczenia trajektorii i wykresy siły ataków pojawiały się i znikały na wyświetlaczu. Ale w końcu jeden cios doszedł. Złowbiąc piętami w ziemi przejechał z półtora metra w tył.

Był od nich szybszy, ale ci dwaj współpracowali, jeden bronił drugiego. Co więcej gdy tylko nadarzyła się okazja kontratakowali. Cios za ciosem C-SGK1 obrywał coraz mocniej. Jego ataki stawały się nieskuteczne. Spróbował wyrwać się z walki, ale gdy tylko wzniósł się w powietrze jeden z nich skoczył na niego chwytając. Wbijając palce w witalne punkty na barkach rozerwał jego chwyt, lecz jego kompan wykorzystał okazję atakując z boku.
Android potoczył się po ziemi, by zerwać się błyskawicznie na nogi.

System przeciążony, zalecane przerwanie szkodliwej aktywności.

Ale przerwanie aktywności nie wchodziło w grę. Nagle wyczuł ruch po bokach. Dwóch uczniów Tiena stanęło po jego prawej i lewej. Prawy splunął krwią, lewy zerwał poszarpana bluzę i odrzucił w bok. Obaj jednakowymi ruchami skupili energię Ki i posłali wiązki wprost w rannego przeciwnika. Ten zatoczył się plując krwią.
Ale jeden z uczniów okupił to ciężkimi ranami. Drugi z wrogów serią ciosów zmasakrował mu żebra. Tylko siła woli trzymała go jeszcze na nogach.

Analiza techniki zakończona, kopiowanie w toku.

C-SGK1 rozpoczął sekwencję ruchów jaką zaobserwował u swoich pomocników. Jeden z nich widząc to dołączył. Dwie zsynchronizowane wiązki powaliły wroga.

Nagły atak z boku zdruzgotał ramię ucznia. Android skontrował, lecz tylko udało mu się drasnąć wroga. Sytuacja była coraz cięższa. Uczniowie słaniali się na nogach pod wpływem kolejnych ciosów.

Na miejsce padłego wroga wskoczył kolejny. Jeden z uczniów zwinął się pół po ciosie w brzuch i padł na kolana. Już tak został. Szczęśliwie i na jego miejsce do starcia włączył się kolejny z uczniów. Ale to mogło okazać się za mało. Gdyby C-SGK1 był człowiekiem odniesione rany dawno pozbawiłoby go przytomności. Wciąż walczył tylko dlatego, że program nie przewidywał porażki.
 
Mike jest teraz online  
Stary 26-01-2020, 15:59   #23
 
Bardiel's Avatar
 
- Do ataku!!! Za króla!!! - wykrzyknął biegnący w stronę Zere'ela strażnik. Nobrazianin momentalnie wyciągnął w jego stronę ramię z przygotowaną wiązką energii.
- Nie - mruknął Zere'el uwalniając pocisk energetyczny. W ferworze walki nie mógł pozwolić sobie na precyzyjny strzał prosto w głowę, toteż starał się przebić płuco. Niestety nie udało się... Królewski strażnik uchylił się i został jedynie draśnięty w bark.

Nobraziański dowódca skrzywił się, a zaraz potem rzucił się draśnięty przez niego przeciwnik, wymierzając cios pięścią. Fioletowowłosy nie pozwolił się zaskoczyć, przyjmując cios na gardę. W sali momentalnie zakotłowało się. Choć skanery wskazywały zdecydowanie niższy poziom u królewskich strażników, to jednak mieli przewagę liczebną. I to sprawiało nie lada problem przy szybkim opanowaniu sytuacji.

Zere'el dostrzegł kątem oka jak jeden z bliźniaków - Klion, uderzając kolanem z wyskoku momentalnie posłał jednego z przeciwników na deski. Niestety zaraz potem został obskoczony ze wszystkich stron przez wrogów, z trudem broniąc się przed kolejnymi ciosami. Młody dowódca nie zamierzał jednak tylko stać i patrzeć - zdecydowanie natarł na stojącego przed nim strażnika, zasypując go gradem pięści. Po ostatnim uderzeniu przeciwnik zatoczył się i przyklęknął na jedno kolano. Nobrazianin z satysfakcją stwierdził, że już nie w głowie było mu walczyć za króla...
Ransan zgromadził już energię w dłoni, by ostatecznie zakończyć żywot klęczącego przed nim strażnika. W ostatniej chwili dostrzegł jednak, że jeden z kamratów dobijanego wypuścił potężną wiązkę energii prosto w niego. Zere'el nie miał innego wyboru jak skrzyżować ramiona i zablokować nadchodzący strzał. Pocisk był na tyle silny, że mimo bloku odrzuciło go na kilka metrów. Nie upadł co prawda, ale czuł że przedramiona palą jak diabli. Zagryzł wściekle zęby, zły że nie udało mu się dobić tamtego oraz że ktoś ośmielił się na tak śmiały atak. Gdyby się zagapił... Być może już leżałby martwy. Ci cholerni strażnicy byli naprawdę groźni.

Spojrzenia Zere'ela i Sarthala spotkały się na ułamek sekundy. W mig się zrozumieli. Obaj z dwóch stron doskoczyli do strzelającego wcześniej silną wiązką strażnika, by zasypać jednocześnie ciosami. Po wściekłym ataku nobraziańskich gwardzistów, nieszczęśnik ledwie dychał, trzymając się tylko za obolałe, prawdopodobnie połamane żebra. Nie dane było im jednak wykończyć ofiarę, gdyż Sarthala zaatakował inny strażnik, zaś Zere'el musiał się odwrócić, by odbić kolejny pocisk ki. Nobrazianin odtrącił wiązkę, niczym uciążliwego insekta. Strzelał nie kto inny jak strażnik, który zaatakował go zaraz na początku. Ransan stwierdził z niecierpliwością, że mógłby go ktoś w końcu wykończyć. Zamierzał już ruszyć w stronę bezczelnego robaka, gdy nagle coś sobie uświadomił...

Zarówno Klion, jak i Marabal ledwie trzymali się na nogach. To na nich skupiła się w większości furia broniących króla wartowników. Jeden z Akrozian uderzył właśnie Sarthala prosto w pysk. Zapowiadała się naprawdę ciężka walka... Przeciwnicy nie zamierzali ustąpić łatwo i byli zdecydowani walczyć do samego końca. Zere'el zacisnął zęby, decydując że musi czym prędzej zniwelować przewagę liczebną przeciwników. Wzrok dowódcy skupił się na tłukącego Sarthala strażnika - ten wydał mu się najzdolniejszym i najtwardszym spośród wrogów.

Zere'el wyciągnął przed siebie otwartą dłoń, podczas gdy drugą objął nadgarstek. Energia zaczęła skupiać się w prawicy Nobrazianina, wydając charakterystyczny dźwięk. Przeciwnik zbyt późno zorientował się w zamiarach Ransana... Bardzo silna wiązka energii wystrzeliła nagle z dłoni obdarzonego fioletowymi włosami wojownika. Gdy tylko uderzyła strażnika, eksplodowała silnie, rzucając ledwo żywym celem o ścianę.
- Dzięki. Może zrobi się trochę luźniej... - stwierdził Sarthal, którego gadulstwo objawiało się nawet podczas starcia.

Nie było jednak czasu na świętowanie. Zere'el wciąż próbował złapać oddech po wyczerpującym ataku energetycznym, a już doskoczył do niego kolejny strażnik, uderzając celnie pięścią w policzek Nobrazianina. Młody dowódca zachwiał się na moment, jednak zaraz instynktownie złożył ręce do gardy, unikając lub blokując dalsze ciosy. Szczęście, że miał dostatecznie twardą głowę, aby przetrzymać taki strzał "z partyzanta".
Kątem oka dostrzegł jak otoczeni przez wrogów Marabal i Klion padają nieprzytomni na posadzkę. Na szczęście to samo spotkało też dwóch wrogów, którzy zostali położeni przez Sarthala i Naresa. Dwaj ostatni zaraz też przyszli dowódcy w sukurs. Na całe szczęście, gdyż osłabiony Zere'el potrzebował chwili na ochłonięcie.

Wspólnie uderzyli ze wszystkich stron na strażnika, tłukąc pięściami, łokciami i kolanami. Po krótkiej chwili wróg nadal trzymał się na nogach, choć przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Po raz kolejny nie pozwolono jednak Nobrazianinowi dobić ofiary...
Trzech strażników zorientowało się, że Zere'el jest lekko oszołomiony. Wszyscy wystrzelili jednocześnię wiązkę energetyczną prosto w dowódcę Gwardii Zarbona. Zielonoskóry zrobił w tej sytuacji jedyne, na co było go stać - zasłonił się i postanowił twardo przetrzymać atak.

Przedramiona zapiekły ponownie. Jedna wiązka energii trafiła Zere'ela w okolice żeber, naruszając pancerz i wywołując kolejne ukłucie bólu. Ransan miał nadzieję, że nie doszło do złamania, a jedynie stłuczenia. Żołnierz zacisnął zęby, emanując zimną wściekłością.
- Wy rebelianckie skurwysyny... - wycedził, a zaraz potem dopadł do najbliższego strażnika. Sarthal niskim kopnięciem wytrącił go z równowagi, zaś Zere'el potężnym uderzeniem łokcia niemalże oderwał głowę wrogiego żołnierza. Nares położył kolejnego, efektownym kopnięciem z półobrotu. Teraz liczby się wyrównały... Trzech na trzech. Wszyscy mniej lub bardziej ranni. Zere'el przyznał w duchu, że to starcie jest cholernie krwawe i dużo cięższe niż się spodziewał.

Kiedy przyszło do walki jeden na jednego, Akrozjanie nie mieli już najmniejszych szans. Przewaga wyszkolenia i możliwości znalazła się całkowicie po stronie Nobrazian. Nares znokautował jednego z wrogich żołnierzy zgrabnym sierpowym. Jego dwaj koledzy nie mieli już takiego szczęścia... Wściekły i ranny Sarthal w przypływie szału dosłownie oderwał głowę swego przeciwnika, który zaczął bryzgać posoką na lewo i prawo. Pozostał już tylko jeden - nie na długo.

Zere'el rozprostował palce prawej dłoni, po czym przebił nimi strażnika na wylot. Ostatni przeciwnik wybałuszał oczy, niemo spoglądając na bezlitosny wyraz twarzy oprawcy. Ransan musiał przyznać, że walczyli godnie i do ostatka. Teraz jednak duszę dowódcy przepełniała przede wszystkim lodowata furia. Opór, który stawili Akrozjanie, mógł oznaczać porażkę misji. Klion i Marabal leżeli nieprzytomni na ziemi, stając się teraz balastem.

- Niech wystąpi Niathlopeth - warknął w stronę kulących się pod ścianą arystokratów. - W innym wypadku będziemy was zabijać jednego po drugim.
Nobrazianin wyciągnął wreszcie ramię z przebitej ofiary, wyrywając przy okazji serce. Zwłoki upadły na zimną posadzkę z łoskotem. Zbroja Ransana była cała we krwi. Dowódca spojrzał na dyszących ciężko i obolałych Nobrazian.
- Dobijcie żywych. Spróbujcie ocucić Kliona i Marabala.
 
Bardiel jest offline  
Stary 26-01-2020, 21:53   #24
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 
Walka przybierała nieciekawy obrót. Android był ciężko uszkodzony, na niewiele mógł się już przydać, ale stał dzielnie na nogach, oczekując na kolejny atak wroga. Jego czujniki zarejestrowały, że uczniowie Tiena przegrywali prawie na całej linii. Napastnicy wtargnęli już głęboko w zabudowania kompleksu, a jedynym sojusznikiem jakiego C-SGK1 mógł zobaczyć był ten, który stał obok niego.

Wrogowie zaszarżowali, android czuł, że przed tym atakiem może już się nie obronić. Lecz atak nie doszedł do skutku. Oto bowiem niespodziewanie na scenie pojawił się Rottoro, olbrzym z którym wcześniej ściął się sztuczny człowiek. Jego potężne uderzenie ścięło przeciwnika z nóg, lecz ten zaraz podniósł się na niego z powrotem. Zwątpił jednak w swoją siłę, gdy zorientował się, że z razem z Rottoro przybyła kolejna trójka uczniów.

- Do tyłu - warknął olbrzym i wszyscy zaczęli się wycofywać.

C-SGK1 wiedział dlaczego. Wyczuwał, że kolejna fala najeźdźców jest blisko. Udało im się jednak oderwać od przeciwnika i powinni to wykorzystać. Wybiegli na plac, na którym zastali samotnie stojącego Chiaotzu.

- Mam ich - zameldował mu Rottoro. - Tylko tylu stało na nogach.

- Dobrze. Zabierz ich i wycofajcie się wąwozami na północ.

- Mistrzu, ty zostajesz?

- Jestem to winien tym, którzy zginęli. Muszę się zatroszczyć o tych, którzy dostali się do niewoli. Wiem, że Tien postąpiłby tak samo.

- Zostanę z tobą.

- Nie! Musisz prowadzić naszych ludzi do czasu aż Tien wyzdrowieje. Jesteś im potrzebny, Rottoro. Bardziej niż mnie.

- Ale...

- Powiedziałem! A teraz uciekajcie, oni są już blisko.

Z pewnym wahaniem zostawili malca i ruszyli w stronę najwęższego przejścia prowadzącego do kompleksu. C-SGK1 obrócił się jeszcze i ujrzał malutkiego Chiaotzu stojącego niewzruszenie, podczas gdy na plac z dwóch stron zaczęła się wlewać fala wrogich wojowników.


Gdy Sarthal i Nares dobijali nieprzytomnych strażników, wśród Arcozjan można było dosłyszeć głosy sprzeciwu i niedowierzania. Ktoś zakrzyknął "barbarzyńczy", ktoś inny "mordercy", ale w zasadzie żaden z możnych nie ruszył się z miejsca. Jedni wtulali się w kąty, jakby chcieli znaleźć się jak najdalej od Nobrazian, inni próbowali schować się za jakimś elementem otoczenia, najwyraźniej licząc, że pozostaną niezauważeni.

Na apel Zere'ela jednak nikt nie odpowiedział. Przynajmniej z początku. Widząc śmierć swoich obrońców, jeden z przywódców powstania wystąpił naprzód i stanął naprzeciw kapitana gwardii. Obu przedzielał tylko stół, na którym zgromadzeni kreślili plany bitwy.

- Ja jestem Niathlopeth.


- Zaatakowali z dwóch stron jednocześnie - Rottoro opowiadał C-SGK1 przebieg bitwy. - Pozycja na zachodzie załamała się niemal od razu. Chiaotzu posłał po posiłki, ale przybyli tylko uczniowie, ty byłeś już wtedy na południu. Ale tam też niczego nie wskórałeś - android nie mógł nie zauważyć, że w głosie olbrzyma pobrzmiewa nuta żalu i pretensji skierowana do jego osoby. Chociaż zachowywał się już inaczej niż przy ich pierwszym spotkaniu. Najwyraźniej udział w walce po ich stronie musiał go przekonać do dobrych zamiarów sztucznego człowieka.

Nastał już wieczór, gdy Rottoro zarządził postój. Całą drogę przebyli na piechotę, z obawy przed wykryciem. Poza tym niektórzy z młodzików nie potrafili jeszcze latać. Niewiele zostało ze szkoły. Prócz piętnastki młodzików, w skład grupy wchodziło pięciu starszych uczniów, Rottoro i C-SGK1. Oraz nieprzytomny Tien, oczywiście. Siła bojowa drużyny była w jeszcze gorszym stanie. Wszyscy byli pobici, ranni, albo zwyczajnie zbyt młodzi.

Zrezygnowali z palenia ogniska. Latem noce są ciepłe w tej okolicy, a z posiłkiem będą musieli zaczekać do dnia następnego. Na razie ryzyko wykrycia było zbyt wielkie. Gdy większość uczniów zasnęła, drgnęła powieka na oku Tien Shinhana...


Saiyanin wzniósł się wyżej, by lepiej się rozejrzeć, ale wciąż nie dostrzegał niczego poza zielenią lasu i błękitem nieba. I gdy już miał zakląć paskudnie i wybrać drogę na chybił trafił, dostrzegł na horyzoncie jakiś ruch. Nie widział dobrze co to, ale ktoś lub coś się zbliżało. I to bardzo szybko...


- Coś powiedział?!

Tien wpadł w prawdziwy gniew. Strata szkoły, uczniów, najlepszego przyjaciela wstrząsnęły nim. Naprężył wszystkie mięśnie, co w jego stanie musiało być naprawdę bolesne i krzyknął przeraźliwie nim Rottoro zdążył zatkać mu usta.

- Mogą nas szukać, mistrzu.

Ale trójoki o to nie dbał. Próbował odepchnąć olbrzyma, ale leżąc nie był w stanie tego zrobić. C-SGK1 pomógł w przytrzymaniu wojownika do czasu aż ten się uspokoił, choć trwało to kilka minut. Potem opowiedzieli mu wszystko jeszcze raz, na spokojnie i ze szczegółami. Tien siedział potem przybity i nie wypowiedział ani jednego słowa aż do rana.

Rano czekała ich jednak kolejna niespodzianka. Zobaczyli, a raczej usłyszeli go skoro świt, jak latał po okolicy, zatrzymywał się co jakiś czas i wydzierał na całe gardło. Nie słyszeli co dokładnie krzyczał, dopóki nie podleciał bliżej. Uczniowie sprawnie poukrywali się w zaroślach, tak by z góry nie można było ich dostrzec.

Mężczyzna miał krótkie blond włosy, a ubrany był w ciemno zielony strój. Wprawne oko C-SGK1 pozwoliło mu dostrzec, że na plecach wojownika znajdowało się białe koło, w które wpisany był symbol "Żuraw". Mężczyzna przytknął obie dłonie do ust i ryknął:

- Tien Shinhan! Wiem, że gdzieś tu się ukrywasz! Mam dla ciebie wiadomość od twojego mistrza, podły zdrajco! Jeśli zależy ci na życiu Chiaotzu i innych, pojutrze stawisz się w górskiej świątyni by stanąć do pojedynku z mistrzem Tao! Jeśli się nie pojawisz, wszyscy oni zginą, a ciebie i tak prędzej czy później znajdziemy!

Skończywszy się wydzierać, posłaniec, zapewne jeden z wielu rozesłanych po okolicy, ruszył dalej.

- Chiaotzu żyje - wyszeptał Tien.

To była niesamowita przemiana. W jednej chwili ze złamanego, zamkniętego w sobie człowieka, Tien Shinhan przemienił się znów w dawnego siebie. A przynajmniej takiego, jakim go android poznał poprzedniego dnia.

- Rottoro - zwrócił się do olbrzyma. - Ty rządzisz pod moją nieobecność. Masz znaleźć jakąś dobrą kryjówkę w tych górach dla reszty.

- A ty mistrzu?

- Ja wyruszam. Zmierzę się z moim dawnym mistrzem i go pokonam.

- Nie jesteś w pełni sił. Zginiesz.

- Jest jeden sposób by siły szybko wróciły - Tien zwrócił się w stronę C-SGK1. - Powiedz, androidzie, słyszałeś kiedyś o Wieży Korin?

 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 30-01-2020, 22:52   #25
 
Mike's Avatar
 
- Nie słyszałem - odparł C-SGK-1 - w mojej bazie danych nie ma o tym wzmianki. Nie musisz mnie namawiać, udam się tam z tobą.

Odwrócił się do Rottoro.
- Poradzisz sobie, niesprawiedliwe cię oceniłem przy pierwszym naszym spotkaniu. Ty mimo to pomogłeś zachować mi integralność moich podzespołów. Dziękuję.
 

Ostatnio edytowane przez Mike : 02-02-2020 o 21:17.
Mike jest teraz online  
Stary 01-02-2020, 20:26   #26
 
Lord Melkor's Avatar
 
Nie łatwo było zaorientować się w obcym świecie bez skanera, wszędzie tylko ta przerośnięta roślinność i od czasu ruchy kształtów które wyglądały na te wielkie gady, rodzimych mieszkanców planety. Bez swojego urządzenia czuł się prawie nagi, ale lepiej że stracił je niż życie.... kiedy zakończą misję na tej planecie, może będzie miał możliwość podążyć śladem tej Saiyanki? To było coś, czym nawet sam Vegeta mógłby być zainteresowany. W każdym razie póki co tamtą grupą nie musieli się przejmować, pozostali piraci których zastraszył i chyba wykryli jeszcze jedną grupę, ciekawe kto to był.

Marduk zaczynał już myśleć nad jakimś nowym pomysłem, bo z wysoka nic wartego uwagi nie był stanie dojrzeć, kiedy zauważył zbliżającą się z ogromną prędkością postać...czy był to Raditz? W każdym razie wolał nie ryzykować, skoncentrował swoją energię Ki, formując wobec siebie tarczę obronną. Gdyby było to niezbędne, był gotowy do walki, choć wpierw chciał sprawdzić z kim ma do czynienia.
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 01-02-2020 o 21:24.
Lord Melkor jest offline  
Stary 01-02-2020, 22:54   #27
 
Bardiel's Avatar
 
Zere'el badawczo przyglądał się możnowładcy, który w końcu wystąpił z szeregu. Nadal uspokajał oddech oraz nerwy. Intensywnie zastanawiał się, czy aby nie jest bezczelnie robiony w konia. Boleśnie uświadomił sobie, że plan Zarbona miał jedną, kardynalną wadę: nie miał pojęcia jak rozpoznać przywódcę powstania. Cholerni Akrozjanie... Zere'el klął w myślach na całą ich rasę. Przecież gdyby on stanął obok Zarbona, od razu byłoby wiadomo kto książę, a kto gwardzista! Strój i zewnętrzne oznaki zaraz by to zdradziły! A tutaj? Wszyscy ubrani podobnie. I wszyscy w maskach wspomagających oddychanie. Brakowało już tylko okrągłego stołu, aby całkiem zamydlić obraz. Niestety nie wiedział kto zajmował miejsce u jego szczytu, zanim weszli.
- A wy co? Wyznajecie wolność, równość i braterstwo, że wszyscy wyglądacie tak samo? - zapytał pogardliwie Zere'el, spluwając na posadzkę. Wiedział jednak, że arogancja była wszystkim, co mu pozostało. Stało przed nim sześciu arystokratów i nie miał pojęcia, który z nich jest królem. Tak naprawdę mogli wcisnąć mu dowolny kit. Równie dobrze królem mógł być ten, którego przypadkowo rozsmarował na ścianie zaraz na początku.

Z wielkim trudem starał się zachować zimną krew. Nie było łatwo. Już wyobrażał sobie jak zareaguje Zarbon, kiedy przyprowadzi mu jakąś popierdółkę zamiast króla...
- Masz dziesięć sekund - oznajmił wreszcie Nobrazianin, wyciągając przed siebie prawicę. - Dziesięć sekund, aby udowodnić że jesteś królem. A jeśli mnie nie przekonasz...
Energia zaczęła leniwie zbierać się w dłoni fioletowowłosego.
- Raz... Dwa...
 
Bardiel jest offline  
Stary 02-02-2020, 20:54   #28
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 
Tien i C-SGK1 wyruszyli niezwłocznie. Górskimi wąwozami ruszyli na północny-wschód, zakręcając potem szerokim łukiem na zachód. Z powodu ich ran, tempo wędrówki nie było zbyt wysokie, ale i tak poruszali się zdecydowanie szybciej niż jeszcze wczoraj, podróżując z grupą uczniów. Dopiero rankiem Tien uznał, że mogą zaryzykować lot. W linii prostej udali się na zachód.

Po krótkim odpoczynku nad brzegiem morza, ruszyli dalej. Przelecieli nad wielką wodą, a wówczas ich oczom ukazał się teren pokryty gęstym lasem. Wówczas też android dostrzegł na linii horyzonty cieniutką, pionową linię, której koniec niknął w chmurach. W miarę jak się zbliżali stało się dla niego jasne, że to jakaś monstrualnych rozmiarów budowla.

Gdy znaleźli się jeszcze bliżej, Tien zmienił kierunek swego lotu i zaczął się wznosić coraz wyżej. C-SGK1 poszedł za jego przykładem. Wkrótce lecieli już pionowo w górę wzdłuż czegoś w rodzaju olbrzymiej, kamiennej kolumny. Android mógł zaobserwować liczne zdobienia na jej powierzchni, ale poruszali się zbyt szybko, by mógł je lepiej zanalizować. Najbardziej niezwykłe było jednak to, że wznieśli się już na pokaźną wysokość, a szczytu wciąż nie było widać.

Dopiero po dłuższym czasie spomiędzy chmur wyłoniła się kulista budowla. Obaj oddalili się nieco od kolumny, czy jak już się C-SGK1 domyślił, wieży, a następnie wlecieli w przestrzeń między dolną częścią kuli, a jej kopułą. Ku zdziwieniu androida nie było tam nic wartego uwagi. Prosta, złożona z kamiennych kafli, podłoga, sufit w podobnym stylu i szereg kolumn, biegnący wokół i podtrzymujący rzeczony sufit. Były też schody prowadzące na dół, na których po chwili pojawił się...


- Tien Shinhan, nie wyglądasz najlepiej - zauważył gospodarz. - To ci powinno pomóc - rzucił mu coś niewielkiego.

C-SGK1 nie był w stanie dojrzeć co to dokładnie było, ale trójoki najwyraźniej doskonale wiedział, bo nie namyślając się w ogóle włożył to coś do ust, pogryzł i połknął. Ku zdumieniu androida, następnie zaczął zdzierać z siebie bandaże, a co jeszcze dziwniejsze, pod nimi nie kryły się już żadne rany.

- Senzu - wyjaśnił mu Tien. - Mówiłem ci, że istnieje sposób by się szybko wykurować. Nie wiem tylko czy podziała też na ciebie...

- I się nie dowiesz - oznajmił biały kot z laską. - Nie rozdajemy ich byle komu. Musiałby udowodnić swoją wartość.

- Ale mistrzu Korinie, przecież dostał się na sam szczyt wieży.

- Tak, ale oszukując. Nie wspiął się, tylko tu przyleciał. Ale nie będziemy mu przecież kazali pokonywać całej drogi na dół tylko po to by miał się tu dostać z powrotem, bo przecież nie macie czasu, prawda?

- Jak się tego...?

- Zgadywałem. Yajirobe, rusz tu swój tyłek!

Po chwili na schodach pojawił się grubas z kataną.


- A więc, przyjacielu Tien Shinhana - kot zwrócił się do C-SGK1. - Jeśli pragniesz spożyć Senzu, musisz pokonać tego tu Yajirobe w uczciwej walce do pierwszej krwi.

- Mam pokonać tego cudaka? - spytał Yajirobe. - Żaden problem.


Zbliżający się punkt rósł szybko i wkrótce Marduk mógł się przekonać, że rzeczywiście był on Raditzem. Długowłosy saiyanin zatrzymał się tuż przed swoim towarzyszem i spojrzał na niego z wrednym uśmieszkiem na twarzy.

- Co to, boisz się swoich? - spytał. - Nie martw się, niczego ci nie zrobię za tamto. Co do Vegety, gdy już się dowie, nie byłbym taki pewny - zaśmiał się paskudnie, choć Marduk zdawał sobie sprawę, że to tylko takie żarty z jego strony. A przynajmniej taką miał nadzieję.

- Dzięki twojej głupocie dopisało nam jednak szczęście - Raditz kontynuował już poważniejszym tonem. - Gdy tu leciałem zauważyłem sporej wielkości budowlę, wystającą znacznie powyżej linii drzew. Niemożliwe żeby zbudowali ją ci, którzy wykorzystują tą planetę jako kryjówkę, za bardzo rzuca się w oczy. Chodź, sprawdzimy to.

Raditz wystrzelił z powrotem w kierunku, z którego przybył. Mardukowi nie pozostało nic jak tylko ruszyć jego śladem. Saiyanie przemykali nad koronami drzew aż w końcu mogli zobaczyć budowlę, o której mówił pierwszy z nich. Był to w zasadzie bardziej kompleks budynków, wbudowany w dużych rozmiarów skałę, które zapewne były ze sobą połączone siecią tuneli lub jaskiń.

Wojownicy wylądowali na czymś w rodzaju placu, który mógł być kiedyś lądowiskiem. Mardukowi zdawało się, że pod warstwą wieloletniego pyłu, dostrzega zarys kół, najpewniej specjalnych lądowisk dla saiyańskich kapsuł. Przed nimi znajdowały się potężne wrota, zamknięte na głucho. Po ich prawej stronie znajdowało się chyba coś w rodzaju panelu sterowania.


- Masz dziesięć sekund. Dziesięć sekund, aby udowodnić że jesteś królem. A jeśli mnie nie przekonasz... Raz... Dwa...

- I co zrobisz? Zabijesz mnie? - tamten odpowiedział kpiąco.

- Trzy... Cztery...

- I niby jak miałbym to udowodnić? - hardość w głosie acrozjanina jakby zelżała.

- Pięć... Sześć...

- Czego ty w ogóle chcesz? - a teraz pojawił się strach.

- Siedem... Osiem...

- Dobrze! - krzyknął. - Już dobrze! W wewnętrznej kieszeni płaszcza mam królewski pierścień, służący do pieczętowania korespondencji. Jest na nim symbol królewskich insygniów. Innego dowodu nie mam!

 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 06-02-2020, 14:55   #29
 
Mike's Avatar
 
Yajirobe ruszył do ataku, osłabiony android nie zdołał zablokować ciosów. Ale i sam nie pozostał dłużny. Obaj odskoczyli w tył. C-SGK1 ruszył po łuku by nagle zmienić kierunek i kopnąć z półobrotu. Mały samuraj przyjął cios na przedramię lekko się krzywiąc. Zwinął się w piruecie i zaśpiewała dobyta z pochwy katana. Zadał cios szybki niczym błyskawica. Obaj przeciwnicy stali nieruchomo. Spojrzenie Yajirobe wbite w twarz androida zsunęło się na jego dłoń ściskającą ostrze tuż przy szyi. Centymetr po centymetrze android odsuwał je coraz dalej mimo wysiłku samuraja. Nagle szarpnął przyciągając go do siebie i uderzył kolanem wyciskając powietrze z jego płuc.
- STOP! - zawołał kot. - Wystarczy.
C-SGK1 odsunął się o krok, a gdy Yajirobe wstał z kolan podał mu trzymany za ostrze miecz.
 

Ostatnio edytowane przez Col Frost : 10-02-2020 o 07:42. Powód: margines i justowanie
Mike jest teraz online  
Stary 08-02-2020, 19:48   #30
 
Lord Melkor's Avatar
 
Marduk poczuł odrobinę ulgi, że Raditz go odnalazł, choć na jego kpiące słowa zacisnął zęby. Nie odgryzł się jednak - po pierwsze jego towarzysz był od niego potężniejszy i wyżej postawiony w hierarchii. Po drugie zaś wciąż czuł się upokorzony po swoim pojmaniu.. przypomniało mu to czasy gdy był więźniem na Assarii, zmuszanym wbrew swojej woli do brutalnych walk na arenie, gdzie zaczął zmieniać się w bestię. Ale nie czas był teraz wracać do tych ponurych wspomnień..., zresztą w sumie dowiedział się czegoś interesującego, odnalazł inną ze swojej rasy. Na razie nie miał nastroju by dzielić się tymi informacjami z Raditzem, więc w milczeniu podążył za nim do odkrytej budowli.

Na miejscu ostrożnie rozejrzał się dookoła...mieli chyba szczęście, że żadna ze znajdujących się na tej planecie grup nie odnalazła tego miejsca przed nimi. Baza wydawał się być od dawna opustoszała, a skaner Raditza nie wykrył żadnej obecności w pobliżu. Najprościej pewnie byłoby rozwalić wrota pociskiem Ki, ale po ostatnich wydarzeniach stwierdził, że może spróbuje bardziej subtelnego rozwiązania.

-Sprawdźmy ten panel, jeżeli to technologia Saiyańska, to powinniśmy się w tym chyba połapać...można by po prostu zniszczyć wrota ale nie chcę czegoś istotnego w środku uszkodzić, zostawmy tę opcję na później - odezwał się do towarzysza.

 
Lord Melkor jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168