Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-04-2020, 20:14   #71
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 
Servius był zaskoczony widokiem swego pracodawcy. Jego nieobandażowane oko rozszerzyło się wyraźnie, a usta zastygły na chwilę półotwarte. Początkowo nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa. Dopiero po chwili zdołał się opanować i powiedział:

- Niewiele widziałem, panie. Panienka Nertea, jak zwykle, wybrała się do miasta na zakupy, a ja jej towarzyszyłem, zgodnie z instrukcją otrzymaną przez pana przed wyjazdem. W sklepach spędziliśmy dwie, może trzy godziny. Gdy wracaliśmy do domu, na polnej drodze zobaczyłem tylko błysk światła, a potem otoczyła mnie ciemność. Od lekarzy dowiedziałem się, że nasz pojazd został przez kogoś zaatakowany. Eksplozja nastąpiła od strony kierowcy, więc pewnie ich celem była panienka, a moje życie nie miało znaczenia. Niestety to wszystko co wiem. Błagam o wybaczenie.

Servius pochylił głowę, jak gdyby oczekiwał nagany, a jednocześnie pragnął przeprosić za własne przewinienia.


Android błyskawicznie znalazł się pośrodku zakrętu. Jego oczom faktycznie ukazały się schody, w które przekształcał się w tym miejscu korytarz, lecz prowadziły one na górę. Po chwili u jego boku pojawił się towarzyszący mu uczeń:

- Żadnych schodów, tylko prowadzący dalej korytarz. A u ciebie?
 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 27-04-2020, 14:14   #72
 
Mike's Avatar
 
- Idźmy twoim korytarzem, może tam są schody na dół. U mnie tylko do góry. - powiedział android. - Pośpieszmy się, nie wiemy jak długo wytrzyma Tien.
 

Ostatnio edytowane przez Mike : 30-04-2020 o 00:07.
Mike jest offline  
Stary 29-04-2020, 21:44   #73
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 
Obaj mężczyźni ruszyli czym prędzej korytarzem. Po drodze nie napotkali nikogo. Budynek zdawał się być opuszczony. Nikogo nie było nawet w głównym holu, do którego zaprowadził ich korytarz. A przynajmniej wydawało im się, że to główny hol. Było to całkiem spore pomieszczenie, którego sufit stanowił sufit wyższego piętra. Były tu sporych rozmiarów wrota, zapewne główne wejście, oraz spore schody prowadzące na górę.

C-SGK1 i jego towarzysz weszli do holu na prawo od wrót. Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowały się identyczne drzwi, jak te, przez które przeszli. Kolejne drzwi zauważyli na prawo od ich pozycji, schowane w cieniu schodów. Mogli przypuszczać, że podobne znajdowały się też na lewo od stopni.
 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 30-04-2020, 00:07   #74
 
Mike's Avatar
 
Kierując się logiką, C-SGK 1 zignorował drzwi na przeciwko. Zakładał, że budynek zbudowany jest symetrycznie. Bez słowa wskazał drzwi w cieniu schodów. Obaj ruszyli do nich bezszelestnie.
 
Mike jest offline  
Stary 04-05-2020, 09:56   #75
 
Bardiel's Avatar
 
Szczęka nobrazianina zacisnęła się, wywołując drganie mięśni twarzy.
- Skup się Servius, bo nie mam dużo czasu. Na której drodze was zaatakowali? Czy mieliście ustalony grafik zakupów? To był rutynowy wyjazd? Ktoś jeszcze oprócz ciebie znał grafik i trasę przejazdu?
 
Bardiel jest teraz online  
Stary 04-05-2020, 18:30   #76
 
Lord Melkor's Avatar
 


Marduk nie miał dobrego dnia, czuł się rozgoryczony po reakcji Vegety na jego powrót. Nie uważał przecież wcale by poszło mu aż tak źle...zabezpieczyli bazę, wrócili z danymi, a na trop tej Sayianki może jeszcze wpadną. W każdym razie pewnie czekało go kilka dni bezczynności….planował się napić, może nawet poderwać jakąś dziewczynę? Może odezwie się do Zayi, ostatnio ich relacje stały się chłodniejsze odkąd prosił ją o przekazywanie informacji z dworu Colda…
Widok dwóch żołnierzy o dziwnym stanie stroju przerwał jego rozmyślania. Czemu nie przebrali się po powrocie z misji? Raczej nie jego sprawa...ale właściwie co miał lepszego do roboty.

-Cześć, jestem Marduk, może wolicie usiąść wygodnie przy stoliku? Zapraszam do mojego.- spytał się siedzącej przy barze dwójki.
Mężczyźni spojrzeli na saiyanina niezbyt przyjaznymi spojrzeniami.
- Nie, tu nam dobrze - odpowiedział niższy z nich.
- Prawdziwy facet pije przy barze - dodał wyższy. - Przy stolikach siada się tylko z panienką.
- Ale jeśli chcesz możesz dołączyć do nas tutaj - zaproponował niższy.
-Czemu nie…. właśnie wróciłem z trudnej misji, wy pewnie podobnie, więc chętnie się z wami napiję.
- Taa? I czym się tam zajmowałeś - spytał niższy.
--Nie mogę zdradzić szczegółów, ale między innymi rozprawiliśmy się z bandą paskudnych piratów..- Odparł Saiyanin, wiedząc że musi ważyć słowa.
- Doprawdy? Jak bardzo paskudnych? Paskudnych jak załoga “Hery” albo klan Sluga czy też raczej paskudnych jak najwredniejszy dziesięciolatek w piaskownicy? - spytał kpiąco niższy, na co wyższy wybuchnął tubalnym śmiechem.
Marduk w pierwszym odruchu zmierzył rozmówców zimnym spojrzeniem, po czym wzruszył ramionami i pociągnął łyk piwa, rozluźniając się.
-No, raczej jak pierwsza opcja, to byli twardzi dranie i korzystali z całkiem zaawansowanych maszyn....ponadto sama planeta była gigantyczną dżunglą pełną form życia które mogły cię zjeść... - Saiyanin starał się by jego opowieść nie mijała się zbytnio z prawdą, nie uważał się za dobrego kłamcę.
- Heranie nie potrzebuję żadnych maszyn by być najgroźniejszą piracką załogą w galaktyce. Z tego co mówisz, wydaje mi się, że ci twoi nie byli nawet w połowie tak groźni. Ale gratuluję zwycięstwa. Każdy walczy ze swoim. Wielki z wielkim, a mały z małym - wziął łyk z trzymanej w dłoni szklanki.
-Może Heranie wydają się tylko tacy groźni, bo rozpowszechniają o sobie historie….mieliście z nimi do czynienia?- odparł buńczucznie Marduk.
- A ty miałeś? - spytał wyższy osobnik groźnym tonem.
- No ja akurat nie, dlatego się pytam, skoro wyglądacie na ekspertów…-Saiyanin stwierdził, że nie da sobie w kaszę dmuchać.
- Skoro wyglądamy to się słuchaj, zamiast się mądrzyć, żołnierzyku - tym razem głos zabrał niższy.
Marduk zacisnął pięść, tamci dwaj go prowokowali ale nie było sensu wdawać się w bójki w barach…..byłoby to poniżej jego godności i skończyłoby się tylko kłopotami.
-To sprawdźmy czy coś potraficie poza gadaniem...założę się że pokonam dowolnego z was w siłowaniu się na rękę..
Obaj obcy popatrzyli tylko na siebie, a potem zgodnie wybuchnęli śmiechem.
- I co to niby udowodni? - spytał niższy. - Słuchaj, jeśli zamierzasz marnować nasz czas to wracaj do swojego stolika. Przyszliśmy się tutaj napić, pogadać, pośmiać się. Przynajmniej w tym ostatnim trochę pomogłeś.
Marduk wziął głęboki oddech, przypominając sobie techniki uspokajające których poznał trenując pośród mnichów. -Dobra, szczęśliwie jestem opanowany jak na Saiyanina, możemy się jeszcze napić i pogadać.
- Skoro stawiasz - niższy uśmiechnął się paskudnie. - Jeszcze raz to samo dla mnie o kolegi - zwrócił się do barmana. - Na koszt tego gościa - wskazał Marduka.
- A niech wam będzie, mogę kolejkę postawić, co by nie powiedzieć Imperium Colda dobrze płaci… - jego wzrok powędrował na ich będące w opłakanym stanie mundury.
- Może wam, saiyanom - mruknął niższy.
- A może zależy od potrzeb? Takie małpiszony pewnie nie mają na co wydawać. W końcu interesuję je tylko mordobicie - dodał wyższy.
- Może, ale na przyszłość pomyśl dwa razy nim otworzysz usta - upomniał towarzysza niższy, choć jego głos był bardziej lekceważący niż gniewny.
Marduk wzruszył ramionami, starając się zignorować obraźliwe słowa żołnierza. Powinien być ponad to.
-No płaci, bo docenia jakimi urodzonymi wojownikami jesteśmy…. poza tym służymy pod Księciem Vegetą, który dba o swoich….a wy pod kim??
- Korpus specjalny. Lepiej nie wiedzieć za dużo - odparł niższy.
-A to pewnie widzieliście w akcji elitę Frieza Forced, Zarbona, Dodorię, Ginyu?-Spytał się Marduk z ciekawością, choć tak naprawdę zastanawiał się czy ci dwaj czegoś nie ukrywają.
- Nie jesteśmy aż tak specjalni - wyznał niższy. - Nie otrzymujemy rozkazów bezpośrednio od Lorda Friezy. Na to jesteśmy za malutcy.
-Może z czasem awansujecie, kto wie?-Marduk kontynuował, próbując nieco pociągnąć rozmówców za język.
Dzień mijał całkiem przyjemnie, jeśli nie liczyć kąśliwych uwag wyższego z dwójki nieznajomych, rzucanych raz na jakiś czas pod adresem saiyanina. Jeden drink zamienił się w dwa, potem w trzy i tak dalej. Obaj żołnierze mieli już mocno w czubie, co nie uszło uwadze Marduka, chociaż jemu również zaczęło się już kręcić w głowie.
=Robi się późno, jutro macie zadania czy jeszcze trochę wolnego?- spytał Marduk, stwierdzając że musi spowolnić z piciem.
- To nie twój interes, kolego - powiedział niższy po czym czknął.
-Jak macie czas to może jeszcze kolejka albo dwie? - Saiyanin wzruszył nonszalancko ramionami.
- Są rzeczy, których porządny wojak sobie nie odmawia - stwierdził tubalnym głosem wyższy.
Niższy pokręcił tylko głową, spoglądając na swojego kolegę, po czym dodał:
- Niech będzie.
Marduk starał się pić mniej niż tamci dwaj, licząc że pijani zdradzą czy faktycznie nie są tym za kogo się podają
-Mieliście kiedyś do czynienia z Sayainami? Nie jest nas zbyt wielu.
- Raz - rzucił beznamiętnym głosem wyższy. - Gość miał niezły cios, za to strasznie głupią fryzurę.
- Czemu pytasz? - spytał niższy, najwyraźniej bardziej przytomny od kolegi.
-Szukam informacji o moim ludzie, wielu z nas po zniszczeniu planety Vegeta rozproszyło się po świecie. Ja sam wiele lat spędziłem na planecie Assarii, znajdującej się na obrzeżach Imperium i zamieszkanej przez ludzi-koty.- odpowiedział Saiyanin, chcąc wciągnąć rozmówców w dalszą konwersację.
- Wszystko to o kant… - wypowiedź wyższego przerwało czknięcie - potłuc. Jakby mnie kto pytał…
- Ale nikt cię nie pyta - tym razem przerwał mu towarzysz. - Masz pecha, młody. Ten nasz od lat gryzie glebę. Podobno ze swoimi pomagierami zaatakował więzienie na Nutts. Wiadomo, że to samobójstwo.
-Ciekawe, mówiliście że z nim walczyliście tak?- Spytał się Saiyanin z błyskiem w oku.
- Nic takiego nie mówiliśmy - odparł niższy. - Koleś był wariatem.
-Mówiliście, że miał niezły ciosy.
- Co nie znaczy, że częstował nim właśnie nas.
-A czyli walczyliście u jego boku? To nawet lepiej że nie był waszym przeciwnikiem…
- Czasami sam się zastanawiam czy lepiej walczyć po stronie wariata czy przeciw niemu? Jedno jest pewne, żadna opcja nie jest przyjemna.
-Ha, chyba lepiej mieć takiego po swojej stronie tak długo jak wie kogo bić….z nami Saiyanami nie jest wcale tak źle póki nie zmieniamy się w gigantyczne małpy.. tego pewnie nie widzieliście?-Wyszczerzył się Marduk, twardo zamawiając kolejną kolejkę.
- Wypiłeś jednego drinka za dużo - stwierdził wyższy.
-Tak twierdzisz, nie wypiłem więcej niż ty...

Dalsza rozmowa nie była szczególnie interesująca. Rozmówcy Marduka sprawiali wrażenie obeznanych z organizacją i sposobem działania Frieza Force, mieli też na sobie właściwe mundury, z tym tylko że były one w opłakanym stanie... no i była w nich jakaś dzikość, trochę jak w Saiyanach. Byli też w ostrożni w wyrażaniu opinii o ważnych osobach z Frieza Force i Imperium Colda. W końcu zrobiło się późno i odlecieli na północ. Mieli skanery, więc śledzenie ich nie wydawało się mieć sensu. Marduk czuł się już nieco zmęczony, więc stwierdził że sam uda się do bazy. W końcu nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień.
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 04-05-2020 o 18:35.
Lord Melkor jest offline  
Stary 05-05-2020, 21:25   #77
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 
Dwójka włamywaczy przemknęła wzdłuż ściany holu. Nikt ich nie zobaczył, ale też nikogo tam nie było. Jedyną oznaką życia, jaką mogli teraz zaobserwować, był krzyk tłumu, dobiegający ich od strony wrót. Zapewne gdzieś za nimi znajdowała się arena, na której w tej chwili Tien mierzył się ze swoim mistrzem. Okrzyk tłumu zdawał się radosny. Niestety z masy nagromadzonej w tamtym miejscu ki, nie byli w stanie wyłowić energii należących do poszczególnych osób.

Przeszli przez drzwi i znaleźli się w korytarzu, identycznym jak ten, który niedawno opuścili. Minęli kilka drzwi po obu stronach, skręcili w lewo i wkrótce dotarli do kolejnego większego pomieszczenia. To przypominało lustrzane odbicie holu, choć schody prowadzące na górę były o wiele węższe, a zamiast potężnych wrót, znajdowało się tu duże okno ze szklanymi, suwanymi drzwiami na dole. Drzwi prowadziły zaś do skromnego ogrodu, który znajdował się między murami. Budynek okazał się bowiem "pusty" w środku, co wcześniej umknęło ich uwadze.

Naprzeciw C-SGK1 wypatrzył przejście, identyczne jak to, którym przyszli.


- Panie, nie było żadnego grafiku, ani ustalonej z góry trasy przejazdu - głos Serviusa przesiąkał strachem. - Jechaliśmy jak zawsze, trasą wzdłuż skraju Lasu Księżycowego. Napadli nas mniej więcej w pół drogi. O kolejności zakupów decydowała panienka, ja ją tylko dowoziłem w odpowiednie miejsce. Panienka przynajmniej raz w tygodniu jeździła do miasta, najczęściej ze mną.

Drzwi do sali otworzyły się lekko. Zza nich wyłoniła się głowa Vorbisa.

- Koniec wizyty - powiedział. - Kapitan jest na dole. Zaraz tu będzie.


Następnego dnia Marduka obudził dzwonek do drzwi jego kwatery. Przecierając oczy, mężczyzna wpuścił natręta, który ośmielił się go obudzić z samego rana. Okazał się nim Tomat, Saiyanin odnaleziony w mniej więcej tym samym czasie co Marduk. Wspólnie przeszli szkolenie w korpusie Vegety i wspólnie rozpoczęli w nim służbę. W tym czasie powstała między nimi jakaś więź, choć ciężko ich było nazwać przyjaciółmi.

- Słyszałem, że przedwczoraj dostałeś zdrowy opieprz od Vegety - walnął prosto z mostu, nawet nie zawracając sobie głowy przywitaniem. Była to wspólna cecha większości saiyan, nie owijanie w bawełnę. - Chodzą nawet słuchy, że masz zostać poddany... reedukacji.

Każdy wiedział czym była owa "reedukacja". A była niczym więcej jak serią wymyślnych tortur. Informacja wydawała się nieprawdopodobna. Nigdy żaden saiyanin nie został poddany "reedukacji". To była metoda wyciągania informacji z więźniów, względnie sposób na ukaranie wrogów, za ich zbrodnie przeciw saiyanom. Ale żeby Vegeta zamyślał o zrobieniu tego jednemu ze swych braci?

- Chociaż może to tylko plotka - Tomat wzruszył ramionami. - Tak czy siak wygląda na to, że nie jesteś teraz zbyt popularny w książęcych kręgach, jeśli rozumiesz co mam na myśli. Jest na to rada. Nappa szykuje ekspedycję na jakieś zadupie. Bierze każdego kto się zgłosi. Radzę ci, zapisz się. Na jakiś czas znikniesz Vegecie z oczu. On zdąży ochłonąć, a ty może czymś się zasłużysz, co przyspieszy ten proces.
 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 05-05-2020, 22:28   #78
 
Mike's Avatar
 
Gdyby nie oprogramowanie i cierpliwość godna manekina C-SGK1 użył by słów uważanych za obraźliwe.
- Sprawdźmy czy nie ma tu jakiejś sutereny w ogrodzie, a potem sprawdzimy tamte drzwi, choć pewnie prowadzi na około do dużego holu. Może tam trafimy na jakiegoś strażnika. Chyba, że masz jakiś pomysł?
 
Mike jest offline  
Stary 12-05-2020, 01:34   #79
 
Lord Melkor's Avatar
 
Marduk przez chwilę przetrawiał niepokojące słowa Tomata, zaciskając pięść w irytacji.

-Dziękuje za ostrzeżenie, choć myślę że to jakieś bujdy z tą reedukacją, wiesz jak to jest z plotkami. Ale fakt, że Vegeta nie był zadowolony z wyników misji, która miałem z Raditzem, chociaż udało nam się zabezpieczyć opuszczoną saiyańską bazę. Jedyny problem był taki, że inna grupa była na miejscu przed nami, a co ciekawe była wśród nich Saiyanka...ale rozumiem, że informacje które uzyskaliśmy z bazy są jeszcze badane, więc nie wiemy jeszcze czy jest tam coś wartościowego, jak jest to może naszemu Księciu przejdzie złość….-Marduk wyrzucał z siebie słowa, zadowolony że choć trochę może się wygadać.

-Ale może faktycznie zgłoszę się na tę misję o której mówisz, wiesz o niej coś więcej? Na przykład gdzie lecimy i kto ma być przeciwnikiem?

Tomat wzruszył tylko ramionami.

- Nic poza plotkami, które same sobie przeczą. Ale to pewnie coś poważnego, skoro Vegeta wysyła Nappę, który normalnie nie odstępuje go na krok. A jeśli to coś poważnego, to szczegóły poznasz dopiero po dotarciu na miejsce. Swoją drogą to ciekawe, że zbierają ochotników zamiast po prostu wydać rozkaz.

-Faktycznie ciekawe, chyba zgłoszę się do Nappy. Nie ma co siedzieć na dupie, jak tyle dzieje się wokół, taka misja będzie pewnie lepsza od jakiegokolwiek treningu. Ty też planujesz dołączyć?

- Ja? W życiu! Mojej głowie chwilowo nie grozi oddzielenie od reszty ciała i na pewno nie zamierzam dobrowolnie zwiększać na to szans. Może gdybym wiedział o co w tym wszystkim chodzi.

-Hm, to może zgłoszę się do Nappy i wybadam sprawę, ktoś tu w końcu musi być odważnym Saiyańskim wojownikiem, co nie? -Marduk klepnął kolegę w plecy i oddalił się w poszukiwaniu Nappy. Tak naprawdę wcale nie palił się do niszczenia kolejnych planet i zabijania, co było codziennością we Frieza Force. Jednak jeśli miał być czymś więcej niż trybikiem w machinie wojny i zniszczenia, powinien zetrzeć złe wrażenie i jak najszybciej awansować, może wtedy będzie miał więcej w tym wszystkim do powiedzenia...

 
Lord Melkor jest offline  
Stary 12-05-2020, 21:39   #80
 
Bardiel's Avatar
 
Zęby Zere'ela zazgrzytały, kiedy zacisnął szczękę jeszcze mocniej. Wiele silnej woli kosztowało nobrazianina, aby nie wystrzelić pocisku ki w stronę przerywającego rozmowę Vorbisa. Rewelacje, którymi podzielił się z nim szofer również nie przyprawiały o dobry nastrój.
- "Jak zawsze". I właśnie w tym problem, Serviusie. "Jak zawsze" - wycedził przez zęby gwardzista, pozornie ignorując policjanta. Był zbyt wyniosły, aby zareagować od razu na na słowa funkcjonariusza. Jeszcze ktoś mógłby odnieść mylne wrażenie, że zamierza przyjmować rozkazy od plebsu... - Twoje ruchy stały się zbyt przewidywalne i wróg to wykorzystał. Nie toleruję partactwa. Ale o tym porozmawiamy, kiedy wrócisz do rezydencji. Waż słowa, gdy będziesz rozmawiać z policją.

Zere'el zadarł nieznacznie nos, po czym pewnym krokiem udał się do wyjścia. Vorbisa całkowicie przy tym zignorował, nie racząc go nawet spojrzeniem. Wcześniej widział w nim użytecznego karalucha. Tenże insekt przestał jednak mieć zastosowanie. Przez umysł nobrazianina przebiegały dziesiątki pytań. Najbardziej zastanawiało go jedno... Skoro Nertea decydowała o kolejności zakupów i w jaki dzień zamierza je odbywać, skąd wiedzieli o tym bandyci? Chyba, że...

Otrząsnął się, uznając że zaczyna bredzić w myślach. Udał się do jednego z pobliskich pomieszczeń, aby wylecieć przez okno. Nie chciał mijać się na korytarzu z komisarzem. Zamierzał z powietrza przeprowadzić inspekcję Księżycowej Drogi oraz jej okolic.
 

Ostatnio edytowane przez Bardiel : 12-05-2020 o 21:41.
Bardiel jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:41.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168