Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-04-2020, 22:19   #1
 
Mike's Avatar
 
Kroniki Indium City (s1 e4)

Miasto to żywa istota. Tętnice ulic przemierzają setki, tysiące ludzkich krwinek. Ludzie są tym co daje miastu życie. I tym co je odbiera. Indium City żyło i miało się dobrze, choć parę organów należałoby amputować dla dobra całego organizmu. Były niczym rak, pożerając je po trochu. Kawałek po kawałku. Miasto potrzebowało kogoś kto je oczyści. Kogoś nie skrępowanego przepisami i zasadami. Bohatera. Być może miasto było tego świadome, być może pokierowało tak swym systemem immunologicznym, że bohaterowie pojawili się.
A być może to wszystko bujda i światem rządzi przypadek. Przekonajmy się.


Udana akcja przejścia kontenera z narkotykami okazała się brzemienna w skutki, sprawy wymknęły się spod kontroli. Walka włochów i japończyków rozpętała się nagle. I nagle skończyła po wspólnej interwencji herosów Indium city. Zawiązał się też nieformalny klub herosów. Co z niego wyjdzie czas pokaże.

Zbadanie łuski okazało się formalnością. Nie było na niej odcisków palców. Kaliber 7,62x54mm, selekcjonowana amunicja do karabinów snajperskich. Oficjalnie może je kupić tylko wojsko i agencje rządowe. Niestety Max nic więcej nie wyciągnął z tego. W połączeniu z wiedzą od porucznik Ortegi dało to tylko tyle, że wiedzieli, iż ten sam koleś kropnął kilka osób w Indium City. Każdy z nich był powiązany ze światem przestępczym. Ale nie był też zbyt ważny w przestępczej hierarchii. Najwyraźniej w ten sposób usuwali zagrożone wpadką wtyczki. Jak Marianno.

O wiele lepiej poszło z GPSem. Furgonetka znikała w jednej z kopalń w Eye Hills. W czynnej! Należącej do niewielkiej spółki Martens Co. Parkowała też regularnie w czwartki o 20, na parkingu IronShield Arena.
Właścicielem kopalni był niejaki John Martens, mieszkał w Waszyngtonie i najprawdopodobniej nigdy nie był w Indium City, prawdopodobne było, że nawet nie wie co się dzieje w kopalni. Był właścicielem kilku biznesów rozrzuconych po całym kraju. Posiadał firmę transportową, fonograficzną, niewielkie wydawnictwo, pracownię rusznikarską, wypożyczalnie łodzi i hotel w Miami.
Na bardziej poinformowanego wyglądał Adrian Page, dyrektor kopalni. Był tu na miejscu.
Kopalnia, podobnie jak pozostałe sąsiadujące kopalnie, była dobrze strzeżona. Najnowsze zabezpieczenia i ludzie o wojskowej przeszłości.
https://cdn.thegentlemansjournal.com...0-c-center.jpg Adrian Page




Żelazny gambit

Danny nie mógł zasnąć. Spojrzał przez okno księżyc świecił niepokojąco wpadając przez odsłonięte okno. Danny długo myślał. To wszystko przerosło go. Nigdy nie spodziewał się, że stanie w centrum wydarzeń. Zawsze starał się tego unikać, a teraz przez niego miasto stanęło w ogniu. Gangi rozpoczęły wojnę. Wojnę w której jego ludzie stali się nie tylko stroną ale wręcz ją sami rozpętali. Franko był dla niego jak syn. Jak syn marnotrawny, który powrócił nawrócony. Wszystko w tamtym momencie wróciło na prawidłowe tory… Ale do czasu… Spotkał tego całego Tommiego. To dobry chłopak ale jego moce… Danny odwrócił się na drugi bok i spojrzał na na wpół obdartą ścianę. Zawsze powtarzał dzieciakom, że nie uczy ich walczyć po to by rozpoczynali wojny, ale by byli gotowi gdy wojna zapuka do ich drzwi. Franko należał do tych, którzy nigdy nie wzięli sobie tych słów do serca, a przynajmniej nie wystarczająco głęboko.

Podniósł się i oparł twarz w dłoniach. Czuł się jak ostatni hipokryta całe życie uczył dzieciaki by trzymały się z dala od takich sytuacji a teraz jego wychowankowie w myśl górnolotnych haseł sprowadzili na to miasto wojnę.

Podniósł się z trudem. Reumatyzm dawał się mu we znaki i ruszył przed siebie. Wyszedł na korytarz minął parę drzwi i oparł się o kolejne te otwarły się cicho skrzypiąc. Dany zobaczył niemal opuszczony pokój Franko. Nie było tam nic co by świadczyło o tym, że ktoś tam mieszka.

- Też ma problemy ze spaniem - powiedział do siebie stary trener i ruszył w kierunku schodów do piwnicy.

Danny idąc zatopił się w myślach. Przez całe życie nie spotkał tylu “nadzwyczajnych” - jak zaczął ich nazywać - co Franko nie sprowadził do jego domu w ciągu ostatnich tygodni…. Stracił nad tym wszystkim kontrolę. Jego klub stał się modny i popularny coraz więcej osób pojawia się tutaj ze względu na Tommiego i Franko. Piwnica jego klubu stała się jakimś kosmicznym laboratorium…

Dotarł do stalowych drzwi i nacisnął klamkę. Te drzwi chyba w przeciwieństwie do wszystkich w klubie otwarły się gładko mimo ich grubości. Danny niemal bezszelestnie wsunął się do królestwa “nadzwyczajnych” gdzie rytmiczne ogłuszenia rozchodziły się drżeniem w powietrzu. Dany minął ścianę i zobaczył Franko.
Potężny włoch stał przed ścianą na lekko ugiętych nogach z wysoko uniesioną gardą z twarzą opuszczoną ale z oczami uniesionymi. Delikatnie poruszał się miękko na nogach. Zmylił krok i wyprowadził cios. Danny aż zatrzymał się opierając o ścianę. Widział jak węzły mięśni poruszają się Potężny cios wyszedł od stopy przez łydkę udo biodra plecy do ramienia i pięści owiniętej bandażem. Cios trafił prosto w stalową płytę zamontowaną do amortyzatora z ciężarówki Amortyzator ugiął się głęboko. Cios był potężny. Płyta jednak błyskawicznie oddała. Franko już jednak uchylił się i wyprowadził niski cios lewą ręką w okolicę nerek. Druga płyta ugięła się. Franko zwiększył dystans i wyprowadził serię 3 szybkich prostych i zakończył prawym sierpowym skracając dystans i uderzył kolanem. Metal jęknął gdy płyta ugięła się niemal na całą głębokość.
Franko odskoczył idealnie wyczuwając gdy mechanizm zadziałał i sprężyna wypchnęła płytę z siłą, która powaliła by pewno słonia. Odskoczył zwiększając dystans i wyprowadził kopnięcie, noga uderzyła w płytę ponownie niemal ją składając, tym razem jednak nie robił uniku jedynie zaparł się nogami. Danny nie zdążył zareagować oderwał się od ściany i widział jak Franko ustawia lepiej stopę szukając oparcia gdy płyta oddała z siłą rozpędzonego samochodu. Franko przyjął uderzenie na gardę. Uderzenie cofnęło włocha o dobre 20 cm. Jednak nie zmienił on pozycji. Jego stopy tylko wzbiły tuman kurzu. Zmienił ustawienie nóg i zamarł w pół kroku patrząc za siebie na Dannego.

Dany widział, że Franko ćwiczy bez ustanku. Jakby miał potrzebę udowodnienia czegoś sobie i całemu światu. Nie zauważył nawet kiedy Franko osiągnął taki poziom. Sposób w jaki Franko walczy przypominał Dannemu taniec. Pozycje ruchy, wszystko dograne i techniczne. A siła i wytrzymałość wykraczała poza granice wszystkiego co w życiu widział. Bandaże na rękach włocha pokryte były żelowatą konsystencją krwi. Podobnie pobrudzone były płyty jego maszyny treningowej. Na której Tommy przykleił wielką emotkę uśmiechniętego Diabła. Była ona teraz już wytarta a płyta wgnieciona do środka.

Danny spojrzał na Franko. Musiał tłuc w tą płytę od dawna. Może to te wibracje nie dawały Dannemu spać. Mimo to włoch nie wydawał się zmęczony, wielkie więźnie mięśni poruszały się pod jego skórą. Dopiero, gdy Dany spojrzał w twarz Wujaszka dostrzegł w niej cienie i bruzdy. Musiał od dawna nie spać był wyczerpany zmęczeniem nie fizycznym, a psychicznym.
- Znowu koszmary? - zapytał cicho trener
- Piekło wraca, wyraźniej niż ostatnio. Zupełnie jakby zły szykował dla mnie coś specjalnego…
Dany widział jak Franko patrzy na swoje drżące dłonie.
- Franko… - zaczął Trener, ale Wielki Włoch zdawał się go nie słyszeć samemu kontynuując
- Tracę nad tym wszystkim kontrolę Danny. Im bardziej się staram, tym świat więcej ode mnie wymaga więc daję z siebie więcej i więcej. Nie ma już opcji ucieczki i chyba nigdy jej nie było. Świat się zmienia Danny i to w nic dobrego. Staram się postępować zgodnie z twoimi zasadami. - Jakby na potwierdzenie sięgnął pod koszulkę i wydobył duży krzyż zawieszony na grubym rzemieniu. - Zawsze powtarzałeś, że muszę być gotowy na wojnę, która zapuka do mych drzwi. Gdy mnie zabili i zesłali do piekła zrozumiałem że nie byłem gotowy… Wojna przyszła i mnie zabrała... Złamała mnie i posłała na 3 stopy pod ziemię. Ale nie poddałem się wtedy. Wygrzebałem się własnymi rękami i teraz już wiem, że nawet jeśli świat mnie wyprzedza to i tak trzeba walczyć. Ale tym razem chcę być gotowy na tą wojnę. Zasady się zmieniły i nie my je ustalamy.Gdyby to ode mnie zależało nie rozpętał bym tej awantury z Japończykami. Oni przynieśli tutaj wojnę i narzucają nam swoje zasady. Oni wrócą Danny i to szybciej niż byśmy sobie tego życzyli i znowu przyniosą wojnę, ale tym razem będziemy na to przygotowani. Musimy być od nich szybsi i sprytniejsi.

Danny tylko pokiwał głową i odwrócił się na pięcie. Nie zdążył nawet dojść do drzwi, gdy seria ciosów rozeszła się echem po piwnicy.
Autorem tekstu jest Fenrir__.




Krótkowłosa brunetka biegła ulicą mijając przechodniów w ręku ściskała spory pistolet. Chwilę później w ciemnym magazynie strzelała, rozbłyski wydobywały jej twarz z cienia i nadawały drapieżny wygląd. Kolejna scena - samochód zatrzymał się. Ta sama dziewczyna wysiadła i obraz zrobiwszy przybliżenie na jej twarz zatrzymał się. Pojawił się napis “Jessica Cambell”.
Rozległy się brawa w studiu. Prowadząca program w stacji Ind Channel Miriam Eliot zwróciła się do swojego gościa:
- Jessico, witamy w naszym programie. Serial, w którym grasz główną rolę ma najwyższą oglądalność w tej kategorii jaką zanotowano od roku. I nie wygląda na to by miała spaść.
- Witaj Miriam i witajcie telewidzowie - dziewczyna pomachała do publiczności. I za to, plus śnieżnobiały uśmiech zebrała jeszcze większe brawa niż przed chwilą. - Miriam, jeśli chcesz zapytać o sekret wielkiej oglądalności to ja go nie znam.
Założyła z wdziękiem nogę na nogę, przy tym ruchu w świetle reflektorów zalśnił designerski naszyjnik. Może nie wyglądał na drogi, ale na łabędziej szyi Jessiki nawet zawieszona opona rowerowa nabrałaby szyku.
- Myślę moja droga, że to ma coś z tobą wspólnego - Miriam uśmiechnęła się przyjaźnie - I nie mówię o samym wyglądzie. Gdyby tak było miała byś fanów tylko wśród mężczyzn, ale tak nie jest. Masz w sobie to coś. I jeśli tego nie zmarnujesz z pewnością trafisz na wielki ekran.
- Och, chciała bym. Ale na razie to tylko kilka odcinków pierwszego sezonu. Wciąż kręcimy sceny do ostatnich.

- Ale zarząd już zatwierdził drugi sezon, więc nie planuj zbyt długich wakacji po zakończeniu zdjęć.
Obie zaśmiały się uprzejmie.
Rozmowa promująca serial trwała kilka minut.
- Ale nie zaniedbujmy też naszego drugiego gościa - kamera skierowała się w bok, pokazując drugą kobietę. - Powitajmy panią porucznik Ortegę.
O ile Jessica dobrze się bawiła, to Kristin Ortega szukała pretekstu by stąd zniknąć. Podpadła kapitanowi i wylądowała tutaj.
- Dzień dobry, pani Eliot.
- Och, mówi mi Miriam, tak będzie łatwiej. Powiedz, co sądzisz o tym serialu? W końcu pokazuje pracę w policji…
- Nie pokazuje…
- przerwała jej Ortega.
- Słucham?
- Nie pokazuje. To tylko hollywoodzkie wyobrażenie pracy w policji. Nie biegam jak szalona po mieście z bronią w ręku, nie strzelam gdzie popadnie w ciemnych zaułkach. Każdy pocisk, który nie trafia w cel, trafia gdzieś indziej… lub w kogoś. Jessico
- zwróciła się do młodej aktorki - nie odbieraj tego jako ataku. Po prostu serial nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ale prawdziwej policyjnej pracy nikt by nie chciał oglądać.
- Och, nie przejmuje się tym. Każdy ma prawo do własnego zdania. Zresztą nie kręcimy filmu dokumentalnego, tylko serial policyjny, a te jak wiadomo rządzą się swoimi prawami. - Odparła Jessika.
- Porucznik Ortega jak zawsze konkretna - Miriam uśmiechnęła się.
- W tym fachu trzeba być konkretnym. - Mruknęła Ortega.
- To dobrze, do tej pory rzecznicy prasowi policji byli mało konkretni…
Ortega gdyby mogła, zabiłaby Miriam spojrzeniem. Nie była ona temu winna, ale ofiary wśród postronnych zawsze były.
- Czy już gratulowałam, awansu na rzecznika prasowego? - miło uśmiechnięta Miriam dolewała oliwy do ognia. - Nominacja na to stanowisko jest chyba pokłosiem wystąpienia medialnego po ostatnich wydarzeniach w Chinatown?
- Polityka kadrowa policji jest poza moimi kompetencjami - odparła Ortega - Znalazłem się na tym stanowisku i będę wykonywać obowiązki najlepiej jak umiem.
- Ale przyznasz, że ucięcie napastliwej i ukierunkowanej na oczernienie bohaterów z Indium City wypowiedzi kierującego akcję policjanta mogło być powodem tego awansu?

- Nie ucięcie, tylko sprostowanie, prowadzący akcje oficer nie miał wszystkich niezbędnych informacji by wypowiadać się publicznie. Reporter także wykazywał karygodną stronniczość. - odparła spokojnie Ortega.
Złe wspomnienia wróciły momentalnie. Ciemny i śmierdzący papierosami gabinet kapitana. Buzująca adrenalina i wrzask przełożonego:
- Pojebało cię? Myślisz, że jak masz plecy to nie mogę cię wyjebać? Masz rację, nie mogę cię wyjebać za to. - komendant usiadł i przeczesał włosy dłonią i już spokojnie rzekł - Skoro lubisz występy publiczne to, kurwa, pójdę ci na rękę. Od teraz jesteś rzecznikiem prasowym policji.
Ortega wróciła do rzeczywistości zdając sobie sprawę, że umknęło jej ostatnie zdanie Miriam.
- Słucham?
- Nie bądź taka zdziwiona, twoje ostatnie występy, wczorajszy i ten z akcji na wiadukcie przyniosły ci spore grono fanów.
- Na wiadukcie nie byłam sama…
- Oczywiście, ale to nie znaczy, że nie zauważono ciebie. Gdy pojawiłaś się na świeczniku sporo osób zaczęło sprawdzać kim jesteś. Jest w tym mieście parę osób, które lubią uczciwych gliniarzy, robiących dobrą robotę. I myślę, że nie zagrzejesz zbyt długo miejsca na nowym stanowisku.

- Też tak myślę - mruknął pod nosem Ortega.
- Zmieńmy temat, moja droga. Co sądzisz o formowanej właśnie jednostce do zwalczania mścicieli?
- To potrzebna inicjatywa by ukrócić samosądy przez przebierańców…
- Czy ty czytasz z kartki?

Pani porucznik schowała trzymaną w dłoni karteczkę i wzruszyła ramionami.
- To oficjalne stanowisko policji w tej sprawie.
- A twoje zdanie?
- Jako rzecznik prasowy policji mam takie samo zdanie.
- Odparła z kamienną twarzą.
- Rozumiem, a co sądzisz o Miguelu Servantesie, chodzą plotki, że ma stanowisko szefa tej nowej grupy w kieszeni.
Biorąc pod uwagę, komu lizał tyłki było to więcej niż pewne. Przemknęło przez myśl Ortedze, ale za cholerę nie mogła tego powiedzieć.
- Przebieg jego służby i zasługi wyraźnie wskazują, że ma potrzebne predyspozycje.
- Doprawdy?
- Miriam powątpiewał - pozwolisz, że puszczę pewien materiał filmowy.
Ortega skinęła głową i tak nie miała wpływu co reporterka robi w swoim własnym programie. Miała ochotę powiedzieć, że co by to nie było, Servantes już ma to stanowisko…
- Osz, kurwa - widząc ekran wypadła z roli stonowanego i mówiącego gładkimi słówkami rzecznika policji. Brak jej było doświadczenia, ale i doświadczony rzecznik miałby problem z pohamowaniem emocji widząc jak Servantes relaksuje się w barze ze striptizerem w towarzystwie największej szychy mafijnego światka. Do tego dostaje kopertę, wyjmuje z niej plik banknotów i przelicza.
- Pendrive z tym nagraniem przyszedł poranną pocztą. - powiedziała Miriam - Myślę, że powinnam przekazać go policji, co niniejszym czynię. - podała jej pendrive.
Wcześniej
To było jak surrealistyczny sen. Ruchy tak szybkie, że przy obrotach pole widzenia aż się rozmazywało. Dudniący dźwięk bijącego serca wypełniał cały umysł. W mrokach korytarzy znowu zakłócono spokój. Światło latarki samotnego wędrowca cięło mroki niczym promień lasera. Dotarcie do niego było chwilą. Coś wyczuł… ale nie widział. Ślepy jak kret wytrzeszczył oczy w mrok. Co tu robisz i kim jesteś? Ale on tego nie słyszał, nie mógł. Wycofał się do wielkich drzwi jakby mogły mu zapewnić jakąkolwiek osłonę...

Zeszło mu się trochę z dotarciem do podziemi pod uniwerkiem. Ale było warto, okazyjnie kupiona gitara była w całkiem dobrym stanie. Pudło było porysowane, ale cała reszta działała jak należy. Wystarczyło założyć nowe struny i wygonić pająki ze środka. Okazja była spora, bo jedna laska wyprzedawała graty byłego. Nawet drogo nie policzyła. Chyba jak najszybciej chciała się pozbyć wszystkiego co jej o nim przypominało.

Duncan szedł mrocznymi korytarzami już kilka minut. Światło latarki rozciągało mroki niczym świetlisty miecz. W końcu świetlisty owal wyłowił z mroku drzwi. Muzyk poczuł, że nie jest sam. Nie, to nie obecność przyjaciół wyczuł. Włoski na karku stanęły mu dęba. Gwałtownie się odwrócił świecąc nerwowo latarką po korytarzu, ścianach, suficie i podłodze. Ale tam nic się nie czaiło... Najwyraźniej ostatnie wydarzenia bardziej zszargały mu nerwy niż przypuszczał. Uspokoił oddech, ale na wszelki wypadek ruszył tyłem do drzwi. W końcu poczuł je za plecami, otworzyły się lekko. Spojrzał przez ramię i zmarł. W środku było ciemno. Cicho i ciemno. Nawet jakby spali to słyszał by chrapanie Dimy. Wszedł ostrożnie, oświetlając latarką ściany i podłogę. Nagle mało się nie zesrał jak coś zabrzęczało metalicznie. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to on potrącił nogą leżący na podłodze łom. Spojrzał pod nogi. Znajomy kształt, zabawka perkusisty. Zawsze miał go ze sobą jak szedł szabrować.
Ruszył dalej, nigdzie nie widział plecaków, ani rzeczy, które przynieśli. Na jednej ze ścian zauważył prawie czarną plamę, chyba nową. Podszedł i dotknął palcem. Była jeszcze lepka, a z bliska w świetle latarki okazała się czerwona.



- Tommy, masz chwilę? - zapytał Danny, gdy Tommy pędził do drzwi. Musiał zdążyć do sierocińca by się przebrać w czyste ciuchy i zdążyć do szkoły.
- Co jest? Do szkoły lecę.
- To leć, pogadamy po południu. To sprawa na dłuższą chwilę.
- odparł Danny. Miał dosyć poważna minę. Sprawa najwyraźniej nie była lekka.
Dopiero w drzwiach Tommy zobaczy, że na stole koło Dannego leżały jakieś papiery. Pod tym kątem zdołała odczytać tylko końcówkę okładki “...ament”.
*
Tommy ledwo zdołał się wemknąć do pokoju, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
- Tommy, to pani Rockwell. Otwórz proszę, jest tu ktoś kto musi z tobą porozmawiać.
Tommy otworzył, w progu stała dyrektorka, a za nią jakiś facet w znoszonym płaszczu. Na kilometr śmierdział gliną.
- Pan detektyw chce z tobą porozmawiać w sprawie Zacka. Zgłosiliśmy jego zaginięcie.
- Detektyw Tomson
- przedstawił się facet w znoszonym płaszczu - Z tego co wiem, widziałeś Zacka jako ostatni. Opowiedz dokładnie, może pamiętasz coś więcej niż powiedziałeś pani dyrektor?


Koszmary nie pozwalały spać, ćwiczenia fizyczne prawie pomagały… prawie. Mimo godzin okładania “manekina” wciąż czuł się jak szmata.
Wziął prysznic, ale nocne znużenie nie spłynęło z galaretowatym potem i “krwią”. Wziął piwo z lodówki i otworzył. Popatrzył na nie. Nie jadł i nie pił od dawna. Ale odruchy zostały. Pociągnął łyk, zimny, złoty trunek nie dawał już takiej radości jak kiedyś. Dopił jednym haustem i zmiażdżył puszkę w małą kulkę. Założył bluzę od dresu i wszedł na siłownię. Może trochę pracy pozwoli oderwać umysł od koszmarów. Paru bywalców skinęło mu głowami. Słysząc rytmiczne uderzenia wszedł za róg i zobaczył Kristin Ortegę odkładającą worek. Ociekała potem, pozlepiane włosy oklejały jej twarz.
- Ciężki poranek? - zagadnął.
- Byłam dziś w telewizji, oglądałeś?
- Nie, to dobrze czy źle?
- Byłem tam służbowo, zrobili mnie rzecznikiem
- worek trafiany uderzeniami podskakiwał i starał się uciec poza zasięg kobiety.
- To chyba źle.
- Źle to było potem.Szef, w przeciwieństwie do ciebie oglądał. Prawie na sygnale zawieźli mnie na dywanik.
- Wywalił cię?

Pokręciła głową i dalej z dziką agresją zaatakowała worek.
- Powiedział, że burmistrz też oglądał, i jego zastępca i radni i wszyscy święci z ratusza i okolic.
- A potem wywalił?
- Gorzej, awansował mnie na szefa brygady zwalczającej samozwańczych stróżów prawa. Mówiłeś, że nie zabijasz. Ale może zrobiłbyś wyjątek i zatłukł Miriam Eliot? Mi wrodzone zamiłowanie prawa nie pozwala.

Uderzyła jeszcze parę razy, ale chyba wyładowała już całą złość. Podniosła leżącą pod ścianą butelkę i długo piła, w końcu zakręciła butelkę.
- Pamiętasz sprawę przez którą się spotkaliśmy?
Franko skinął głową.
- Dziś sprzątając biurko znalazłam notatkę, która zawieruszyła się między papierami i wtedy jej nie przeczytałam. Ciało Mistrza zniknęło z kostnicy...


Lotnisko Indium city, parę godzin wcześniej
Wysoki mężczyzna odszedł od okienka. Starsza kobieta zajęła jego miejsce.
- Powód wizyty? - zapytał urzędnik.
- Sprawa rodzinna. Pogrzeb - odparła, nie dodała, że grzebany jeszcze nie jest martwy. Ale będzie. Na pierwszy pogrzeb się spóźniła, list szedł przez Alaskę i Kanadę. Na kolejnym planowała być o czasie.
Urzędnik popatrzył na czarno ubraną kobietę i przybił pieczątkę.
- Życzę miłego po… - umilkł uświadamiając sobie nietakt. - To znaczy witamy w Indium City.
Kobieta spojrzała na niego tak, że poczuł dreszcze, zabrała paszport i wizę i ruszyła dalej.

Zabrawszy bagaż wyszła na parking. Stała tam tylko jedna taksówka, ruszyła raźno. Przyśpieszyła kroku widząc, że wysoki facet zmierza w tym samym kierunku. Był szybszy. Pierwszy położył dłoń na klamce. Spojrzał na Mamę Bertollo.
- Chyba mamy problem - powiedział, światła odbijały mu się w okrągłych okularach - Możemy podzielić się taksówką. Jadę do Little Italy, a pani?
- Ja też, co za szczęśliwy zbieg okoliczności.
- Raczej zrządzenie Boże.
- Odparł z uśmiechem otwierając drzwi i gestem zapraszając kobietę do środka. Sam obszedł taksówkę i wsiadł z drugiej strony.
- Dokąd?
- Lombard Małego Vito
- powiedziała.
- Będzie jeszcze zamknięte - powiedział taryfiarz - otwierają około jedenastej.
- Dla mnie zrobią wyjątek
- powiedziała Mama i stanowczym gestem postawia torebkę na kolanach.
- A mnie proszę wyrzucić przy kościele. Z całą pewnością będzie już otwarte - powiedział z uśmiechem ojciec Baionetta. - Ale nie dlatego, broń Boże, że mam takie chody. Ojciec Forthill nie zamyka kościoła na noc, zwłaszcza zimą.
IronLabs, budynek C-7
- Panie Jacobs - powiedziała Laila Irons wchodząc do laboratorium - Ucieszyła mnie informacja, że jest pan gotów.
- Pani Irons… cieszę się, że pani przyszła. Sierżant jest gotów do testów polowych. To idealny moment, akurat policja montuje spec grupę…
- Nie.
- Nie? Ale dlaczego. To idealna okazja…
- Nie chcę by sierżant ścierał się z herosami z Indium.
- Ale dlaczego? idealnie się do tego nadaje… Wszystkie testy…

Laila gestem go uciszyła.
- Panie Jacobs, pan to robi z powodu ambicji. Chce pan osiągnąć jak najwięcej w tej dziedzinie. Nie robi pan tego z altruizmu, czy by dać policji narzędzie. Zaprzeczy pan?
Jacobs pokręcił głową.
- Proszę sobie wyobrazić, że ja też mam swoje ambicje. To miasto należy do naszej rodziny. Gdyby nie mój ojciec teraz pasły by się tu krowy. Nie zamierzam pozwolić, by jakieś ścierwa niszczyły to co tu mój ojciec i ja zbudowaliśmy. Mafia, sprzedajne gliny, sprzedajni politycy. Niszczą to co należy do mnie. A na to nie mogę pozwolić. I tu pańska praca przychodzi mi z pomocą. Pański projekt właśnie został zamknięty, pewnie otrzyma pan niedługo informację.
- Ale, ale…

Znowu uciszyła go gestem.
- Będzie pan pracował nad tym projektem dalej, tyle że nieoficjalnie. Oczekuję, że odegra pan pełną emocji scenę. Proszę nie żałować mocnych słów pod moim adresem. Dostanie pan urlop, laboratorium już na pana czeka. Jeśli w innych działaj jest jakiś projekt, który ułatwił by panu życie, proszę dać znać, postaram się go panu załatwić.
- Nie wiem co powiedzieć.
- że pan przyłoży się do roboty i zachowa dyskrecję. Nie mogę pozwolić sobie na przecieki… rozumie pan?

Jacobs przełknął ślinę i skinął głową.
*
- Tu sierżant, jestem na pozycji. Test telemetrii…
- Wszystko w normie, Sierżancie. Możesz działać. Monitoring potwierdza czterech podejrzanych. Analiza spektralna gazów kominowych jednoznacznie wskazuje na “kuchnię”.

Sierżant odruchowo skinął głowa przyjmując do wiadomości informacje. Kuchnia policyjnym żargonie nazywano domowe laboratorium produkujące prochy.
Stał na dachu sąsiedniego budynku, lokal podejrzanych był na ostatnim piętrze, okna i świetlik w dachu zostały zamalowane. Nie było to nic nadzwyczajnego w Dead End.


Od końca poprzedniego odcinka minęło kilka godzin.

 
Mike jest offline  
Stary 18-04-2020, 09:54   #2
 
Brilchan's Avatar
 
Duncan cieszył się z zakupu nowej gitary. "Trupa" starej Oczywiście nie wyrzucił to nie byłoby w jego stylu. Zadekował ją w schowku i właśnie myślał, że jakby dodać zawiasy na odciętym gryfie, trochę stalowej ramy strun i można by zrobić ukrytą w gitarze bojową kuszę!

- Na wszystkie duchy zielonej wyspy, co tu się porobiło?!! - Humor zupełnie się zważył a krew w żyłach ścięła mu się do konsystencji galarety.

Łom zabrał obiecując sobie, że otworzy nim łeb kogokolwiek, kto to zrobił potem zaczął nadawać przez komunikator słuchawkowy - MAYDAY! MAYDAY! MOICH ZNOWU PORWALI! PROFESORKU ZGŁOŚ SIĘ! - Po chwili przestał krzyczeć - Masz jakieś kamery tutaj? To pewnie te pieprzone Japońce ich porwały z zemsty tamten im kupił czas na ucieczkę a oni ich odszukali! - Wziął kilka głębokich oddechów następnie dodał - dzwońcie do tej waszej wtyki wśród Bobbies niech da mi 20 minut z szefem nie tknę go palcem fizycznie, ale zmuszę żeby mi wszystko wyśpiewał! - Nagle uświadomił sobie, że jest pod ziemią i sygnał pewnie nie wychodzi.

Jeżeli faktycznie tak będzie wyjdzie na zewnątrz i ponownie nada komunikat alarmowy.
 
Brilchan jest offline  
Stary 18-04-2020, 23:36   #3
 
TomaszJ's Avatar
 
Mama zapłaciła taksiarzowi i kazała mu zaczekać.
Mały Vito kręcił się za szybą i kratą lombardu, gdy zapukała głośno i niecierpliwie. Otworzył, a właściwie uchylił drzwi. Już miał otworzyć usta, ale starsza pani była pierwsza.
- Jestem odebrać paczkę dla Pana Luigi.
Wpuścił mamę do środka.
- Szanowna Pani zaczeka. Tu jest krzesło.
Wyszedł na zaplecze i po kilku chwilach wrócił niosąc spory karton. Mama zgrabnie przecięła sznurki i taśmę, wyciągnęła ze środka altówkę w futerale, małą siatkę z ciężkim bagażem, a resztę drobiazgu wrzucając do torebki. Poszło szybko, karton ukrył zawartość, a było wszystko. Przesyłka była wcześniej opłacona, ale Mama i tak zostawiła banknot.
- Dziękuję i do widzenia - brzęknęła dzwonkiem i wyszła. Weszła do taksówki i podała mu adres siostry. Musi złożyć osobiście kondolencje, i może we dwie pójdą na cmentarz.
 
__________________
Bez podpisu.
TomaszJ jest offline  
Stary 19-04-2020, 22:43   #4
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 

Tommy starał się nie dać tego po sobie znać, ale bardzo mu ulżyło, gdy heca z Yakuzą i przeklętymi dragami się skończyła. Cały czas miał w głowie, że pomysł z rozdmuchaniem wszystkiego w internecie był jego autorstwa. Gdy zobaczył tłumy, które przyszły zobaczyć walkę bohaterów z gangsterami, jak gdyby to był tylko film w kinie, na serio się przeraził. Kwestia z jednego takiego filmu wryła mu się mocno w pamięć: "Jeśli potrafisz rzeczy, które ja potrafię, ale tego nie wykorzystujesz, a potem dzieje się coś złego, to jest to twoja wina". Co prawda chłopak zgadzał się z tym tylko częściowo, wiedział jednak, że gdyby jakiś niewinny głupek został tego dnia ranny, albo co gorsza zabity, z pewnością byłaby to wina O'Connora.

W każdym razie po tym wszystkim zapragnął jakiejś odskoczni. Na jeden dzień zmienić się w zwykłego chłopaka. Pójście do szkoły wydawało się pod tym względem dobrym pomysłem. Da trochę głowie odpocząć, gdy myśli skupią się tylko i wyłącznie na odliczaniu minut do końca kolejnej nudnej lekcji. Avalanche Kid zasłużył na krótki urlop, a Tommy O'Connor mógłby trochę poprawić swoją frekwencję.

Przez hol i schody przedarł się piorunem. Wpadł do swojego pokoju i zaczął się w pośpiechu pakować. Po prawdzie nie był nawet pewien jakie ma dzisiaj przedmioty, pakował te, na które była największa szansa. Jego wzrok mimowolnie padł na wolne łóżko, należące nie tak dawno do Zacka. Ciekawe co u niego słychać?

Tommy posmutniał. Normalnie wpadłby tutaj i zaczął ze szczegółami opowiadać przyjacielowi o wydarzeniach z ostatniej nocy, a po szkole wzięliby się razem za wyszukiwanie nowinek w internecie. Teraz jednak nie miał już komu się wygadać. Został mu tylko pusty pokój, ale pewnie wkrótce mu kogoś dokwaterują. W Colorful Life nic się nie marnowało. Nawet nie mógł zadzwonić do Zacka, gdziekolwiek ten teraz był. Jedyne czego można być pewnym to fakt, że Sullivan z pewnością dobrze się nim opiekuje, podobnie jak małym Tedem i Brooke.

O'Connora zabolało również wspomnienie ładnej dziewczyny, którą zdążył polubić w trakcie ich krótkiej znajomości. Ale ona też musiała wyjechać. Nagle chłopak poczuł się bardzo samotny. Nigdy nie był zbyt dobry w utrzymywaniu bliższych znajomości. Oczywiście znał sporo osób, ale jego prawdziwym przyjacielem był zawsze Zack i to mu wystarczało. Teraz gdy wyjechał, najbliższymi mu osobami stali się Franko i Danny.

Tylko że z mięśniakiem kontakt zdawał się być coraz gorszy. Włoch coraz częściej zamykał się ze swoimi myślami, nie było już jak kiedyś, gdy był dla Tommy'ego wzorem do naśladowania. Owszem, nadal nim był, ale jakby odcinał się od chłopaka. O'Connor do dzisiaj pamięta uczucie, jakie mu towarzyszyło, gdy Franko po raz pierwszy zabrał go na akcję. Poczuł się wreszcie doceniony, wręcz wyróżniony przez kogoś, na czyjej opinii zależało mu najbardziej na świecie. Ostatnio jednak czuł się bardziej jak ciężar, który Giovanni wziął sobie na plecy i musi taszczyć czy tego chce, czy nie. I nie pocieszał fakt, że nie był jedynym ciężarem Włocha.

Z Dannym też działo się coś dziwnego. Był jakiś inny. To jego dzisiejsze zachowanie i ten tajemniczy dokument ze stołu. Czy jego też zawiódł?

Pukanie do drzwi wyrwało go z czarnych myśli. Okazało się, że była to Rockwell. Na szczęście w czyimś towarzystwie, więc była milsza niż miała to w zwyczaju, gdy w pobliżu nie było nikogo z zewnątrz. Niestety tym kimś okazał się oficer policji, a co gorsza wypytywał o jedną z rzeczy, których Tommy wolałby mundurowym nie zdradzać.

- Detektyw Tomson. Z tego co wiem, widziałeś Zacka jako ostatni. Opowiedz dokładnie, może pamiętasz coś więcej niż powiedziałeś pani dyrektor?

- Nie wydaje mi się - odparł potulnie Tommy - ale mogę opowiedzieć wszystko raz jeszcze. Z Zackiem widziałem się po raz ostatni w szkole. Chociaż chodzimy do jednej klasy, rzadko wracamy razem. On ma trochę zajęć dodatkowych, tego dnia musiał czekać bodajże na kółko matematyczne. Do tego ja pomagam trochę w Rockym. To taki klub sportowy i siłowania w jednym. Gdy wróciłem do domu było już ciemno. Nie zapalałem światła w pokoju, bo myślałem, że Zack śpi i nie chciałem go budzić. Dopiero rano okazało się, że go nie ma. Natychmiast powiadomiłem panię Rockwell.

- Czy Zack miał jakichś wrogów? Może ktoś mu groził?

- Nie, jego wszyscy lubili. Ludzie są zwykle łaskawi dla niepełnosprawnych. Zresztą on nigdy nikomu nie zrobił nic złego. Za co ktoś chciałby go skrzywdzić?

- A może miał jakichś podejrzanych znajomych? Może poznał kogoś ostatnio?

- Nie sądzę, powiedziałby mi. Jesteśmy najlepszymi kumplami. Zresztą Zack nie był najlepszy w nawiązywaniu nowych kontaktów. Chociaż... Nie wiem czy to może mieć coś wspólnego ze sprawą, chyba nie. Zack był bardzo podekscytowany rozmową z tym doktorem, który kręcił się po sierocińcu. Wie pani - Tommy spojrzał na Rockwell - ten, który robił u nas jakieś badania. Taki gruby. Jak mu było... Me... Metzger. Tak, doktor Metzger. Nie wiem o co dokładnie chodziło, ale Zack mówił, że ten doktor może odmienić jego życie. Nie chciał powiedzieć o co dokładnie chodziło. Mówił tylko, że dowiem się w swoim czasie.

- Metzger - policjant zanotował nazwisko. - A nie próbowałeś podpytać o to kolegi?

- Próbowałem. Oczywiście, że próbowałem. Ale niczego nie chciał powiedzieć. Podejrzewam, że to mogło mieć coś wspólnego z jego nogami. Bo jaki mógł mieć inny, by powód by się tym tak podniecać? A do tego byłem świadkiem, jak ten doktor mówi pani Rockwell, że posuwają medycynę do przodu, czy coś w tym stylu. Ale to tylko moje domysły, nie wydaje mi się, by to w ogóle było możliwe.

- Masz coś jeszcze do dodania?

- Nie, chyba nie.

- Gdybyś coś sobie przypomniał, zawiadom panią Rockwell. Zostawię jej namiary na siebie.

- Panie Tomson, znajdzie pan Zacka, prawda? - spytał Tommy, modląc się jednocześnie w duchu, by do tego nie doszło.




- Wszystko w normie, Sierżancie. Możesz działać. Monitoring potwierdza czterech podejrzanych. Analiza spektralna gazów kominowych jednoznacznie wskazuje na “kuchnię”.

- Zrozumiałem, wkraczam. Bez odbioru.

Mężczyzna odwrócił się na pięcie i zaczął równym krokiem oddalać się od krawędzi dachu. Gdy uznał, że odległość jest wystarczająca, odwrócił się raz jeszcze i zaczął biec. Na krawędzi wybił się w górę. Machając rękoma i nogami w powietrzu "przefrunął" nad niezbyt zatłoczoną ulicę. Jego stopy twardo wylądowały na dachu budynku naprzeciwko. Wiedział, że ma niewiele czasu. Prawą ręką sięgnął do kabury po swojego Colta, lewą złapał MP5.

Odbezpieczył broń, wybił się kilka metrów ponad poziom dachu, a następnie całym ciężarem swojego ciała spadł na zamalowany świetlik. Zamierzał wylądować pośrodku pomieszczenia i wezwać przebywające w nim osoby do poddania się, a jeśli to nie zadziała, podjąć drastyczne środki...
 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col

Col Frost jest offline  
Stary 20-04-2020, 07:07   #5
 
Fenrir__'s Avatar
 
Franko złapał worek i przytrzymał by nie odskakiwał.
- Mówisz o tym kanibalu? - zapytał
Ortega kopnęła worek i aż sapnęła, gdy worek niemal nie skompensował potężnego kopnięcia. Policjantka skinęła głową potakująco i rzuciła się do dalszego ataku.
- Może myszy go zjadły? - zażartował - Wątpię by wstał po tym wszystkim. Ale wracając do twojego awansu. Gratuluję! Czyli teraz będziesz na nas polować? - zapytał mniej pewnym tonem.
Ortega się zatrzymała i spojrzała Włochowi prosto w oczy. Oczy Franko były puste. Już wcześniej mówili mu, że źle mu z oczu patrzy. Ale po śmierci jego spojrzenie stało się wręcz nienaturalne.
- To zależy... - odpowiedziała po dłuższej chwili wymijająco
- Od czego?
- Od tego jak będziecie się zachowywać. - dodała sapiąc
- To znaczy - Franko podszedł krok do przodu poirytowany tą rozmową. Ortega nie zdążyła powstrzymać potężnego kopnięcia, na które franko wyszedł.
Trafiła go prosto w szczękę. Cios powinien powalić nawet tak rosłego draba jak Franko. Włoch jednak wystał, choć głowa mu odskoczyła. Uśmiechnął się krzywo i dodał
- To było specjalnie...
- Oczywiście - przytaknęła z uśmiechem Ortega, choć widać było, że nieco się przestraszyła w pierwszym momencie. Odeszła parę kroków i podniosła z ławki bidon
- Swoją drogą mam jeszcze jeden temat kojarzysz Adriana Page. Dyrektor kopalni miejscowej. Coś mi mówi że jest umoczony w czymś po uszy. Chcę się wokół niego i jego kopalni pokręcić. Pogadam z Tommim i Maxem czy chcą się wybrać na wycieczkę popołudniu. Masz czas? Pojechałabyś z nami?
 
Fenrir__ jest offline  
Stary 20-04-2020, 22:37   #6
 
Mike's Avatar
 
Duncanowi odpowiedział tylko szum. Nie było zasięgu. ruszył na zewnątrz. Miejscami biegł, gitara obijała mu się o plecy, momentami groziło załamaniem gryfu. Musiał zwolnić. Wbiegając po schodach ledwo łapał oddech, w końcu wypadł na zewnątrz.
- MAYDAY! MAYDAY! MOICH ZNOWU PORWALI! PROFESORKU ZGŁOŚ SIĘ!
Duncan zamarł, z samochodu patrzyło na niego dwóch facetów. Dwu trzydniowy zarost. Na oko szerokie bary. To na pewno nie byli zbłąkani turyści.


Taksówka zatrzymała się przed kamienicą. Niewiele się tu zmieniło. Poza połatana ulicą i nowymi graffiti na ścianach to chyba nic. Taksówka odjechała, wiatr wzbił tuman śniegu. Mama ruszyła do wejścia taszcząc odebrana przesyłkę. Lata chyba dawały znać o sobie, bo paczka była cięższa niż pamiętała. Weszła po schodach na drugie piętro. Nacisnęła dzwonek, ale po dłuższym oczekiwaniu nikt nie otwierał. Profilaktycznie zapukała. Usłyszała kroki zbliżające się do drzwi, ktoś popatrzył przez judasz. Szczęknęły zamki, drzwi otworzyły się. Stała w nich siostra Mamy, lata nie były dla niej łaskawe. Nigdy nie było im lekko, do tego pochowała obu synów…
- Maria… wejdź.


Gdy Tommy wspomniał o Metzgerze, Rockwell spięła się.
- Co to za doktor? - zapytał detektyw.
- Jego klinika w ramach wolontariatu badała naszych wychowanków. Nieodpłatnie. nie muszę panu mówić, że u nas każdy cent się liczy. Dbamy o nasze dzieci, ale na tak dokładne badanie nie bylibyśmy w stanie sobie pozwolić. Chodźmy do mojego gabinetu, tam podam więcej szczegółów.
- dobrze, tu już skończyliśmy. pamiętaj młody jak sobie coś przypomnisz, daj znać. Jest zima, twój kumple nie chodzi, może gdzieś tam zamarza na śniegu.
- rzucił na pożegnanie, licząc najwyraźniej, że Tommy spęka przygnieciony taką wizją i się wsypie.
Gdy drzwi się zamknęły Tommy wrzucił książki do plecaka. zanim sięgnął do klamki zadzwoniła komórka.
- Co jest Max? Do szkoły idę… Jak to porwali ich? Kto?


Sierżant wpadł do środka otoczony odłamkami szkła. Wylądował w przyklęku. Wstał celując z obu broni. Przy stole zastawionym laboratoryjnym sprzętem stało trzech facetów. Spojrzeli na Sierżanta, potem na siebie i rzucili się praktycznie jednocześnie do ucieczki. Każdy w inna stronę, jedne najwyraźniej zmierzał do drzwi, drugi chyba chciał zawieruszyć się w zagraconej części magazynu, trzeci najwyraźniej planował uciec oknem i po schodach przeciwpożarowych.


- Nie kojarzę tego Paga, ale nie znam 80% ludzi w tym mieście. - odparła - Dlaczego uważasz, że jest umoczony? Wykopaliście coś? Muszę przejrzeć papiery kandydatów na łowców herosów, więc nie piszę się na wycieczkę. Ale uważajcie, w kopalniach mają dobrą ochronę, te kopalnie to można powiedzieć więcej niż kopalnia złota. Mają kamery i tak dalej. Szczegółów nie znam, ale pilnujcie się. A wracając do tego trupa, który znikł. Ktoś go musiał ukraść. Myślisz, że to jego pomagierzy z sekty? Może chcieli go zjeść? Wiesz, wszystko zostaje w rodzinie. Tak czy inaczej miejcie oczy otwarte, jakby sekciarze wrócili...
 
Mike jest offline  
Stary 21-04-2020, 06:49   #7
 
Fenrir__'s Avatar
 
Franko podszedł do Ortegi i położył jej swoją wielką łapę na ramieniu.

- Słuchaj na nas też możesz liczyć w razie czego. Pomogłaś nam nie raz pomożemy my i tobie. Jak chcesz pogadam z Maxem może przepuści ci kandydatów przez jakąś maszynkę i znajdzie odpowiednich. - Franko wzruszył ramionami. Siadł obok. Ławeczka niebezpiecznie zatrzeszczała. - Co do tego Paga to kieruje kopalnią z której wyjeżdżają podejrzane dostawczaki. Nie wiem czy tam nie robią kolejnych eksperymentów. Są na uboczu obiekt jest chroniony... Sprawdzimy to ostrożnie.
 
Fenrir__ jest offline  
Stary 21-04-2020, 10:35   #8
Kapitan Sci-Fi
 
Col Frost's Avatar
 

"Tu cię boli" pomyślał Tommy, widząc reakcję dyrektorki na dźwięk nazwiska Metzgera. Zasadniczo chłopak chciał podać jak najwięcej informacji, by wypaść jak najlepiej w oczach detektywa, a jeśli przy okazji udałoby mu się skierować uwagę policji na grubasa to co w tym złego? Oczywiście doktorek pewnie nie jest bezpośrednio umoczony w całą sprawę, jest twarzą "naboru", nie można go narażać, ale gdyby wyszło na to, że kontaktował się z większą liczbą osób, które potem zaginęły, mogłoby być ciekawie. Chociaż po prawdzie O'Connor nie wierzył w skuteczność policji w tej sprawie, ale jeśli detektywi coś odkryją, jest szansa, że dowie się o tym Ortega, a więc niewykluczone, że również Wujaszek i Kid.

Teraz zaś chłopak zaczął się zastanawiać jak głęboko siedzi w tym Rockwell? Może tylko dostała trochę kasy od Metzgera, albo zwyczajnie boi się, by z zaginięciem Zacka nie powiązano nazwy sierocińca? A może jednak wie coś więcej? Nie zaszkodzi przyjrzeć się temu bliżej w przyszłości.

Myśli przelatywały przez głowę Tommy'ego w tempie błyskawicy, ale nie pokazał nic po sobie. Pożegnał się grzecznie z detektywem, po czym wrócił do pakowania się do szkoły. I wtedy zadzwonił jego telefon.

- Co jest Max? Do szkoły idę… Jak to porwali ich? Kto? - O'Connor starał się mówić szeptem. Jeszcze tego by brakowało żeby ten cały detektyw albo Rockwell usłyszeli przez zamknięte drzwi jak mówi o porwaniu. - Franko wie? Dobra, zaraz będę w klubie. Cześć.

I to by było na tyle jeśli chodzi o urlop Avalanche'a. Tommy wypakował większość książek i zeszytów, a sam plecak wziął tylko dla picu. Zostawi go u Danny'ego, a po wszystkim odbierze. Oczywiście nie zapomniał o kominiarce, którą nosił stale przy sobie. Wychodząc z bidula cały czas się zastanawiał jak mogło do tego dojść? Wydawało się, że po rozprawie z Yakuzą kapela Duncana powinna być bezpieczna. Czy to zwykły zbieg okoliczności? Z tego co O'Connor zaobserwował, w zespole nie brakowało różnej maści indywiduów. Być może przeszłość któregoś z nich doścignęła całą grupę? A być może Tommy, Franko i Duncan coś przeoczyli walcząc z narkotykowymi bossami?


Sierżant zareagował błyskawicznie. Colta skierował w stronę uciekającego do drzwi wyjściowych, MP5 zaś w tego, który próbował wyskoczyć przez okno. W magazynie mogło nie być żadnego wyjścia, więc z prostej logiki wynikało, że w pierwszej kolejności należy zatrzymać tych, którzy do takiego zmierzają z całą pewnością. Mężczyzna nacisnął spusty...


Sierżant strzela dubletem z Colta w tego, który ucieka do drzwi oraz serią 3 pocisków z MP5 w tego, który pryska oknem. Potem ruszy za tym, który został słabiej "spowolniony". Jeśli zaś uda mu się zatrzymać obu, to wtedy ruszy w stronę magazynu za trzecim.

 
__________________
Edge Allcax, Franek Adamski, Fowler
To co myśli moja postać nie musi pokrywać się z tym co myślę ja - Col


Ostatnio edytowane przez Col Frost : 21-04-2020 o 10:38.
Col Frost jest offline  
Stary 21-04-2020, 12:23   #9
 
Brilchan's Avatar
 
~Z tego stresu zupełnie nie uważam na to co robię! Pora wypróbować nową gitarę ~ - Pomyślał. Te przeczucia które miał przed chwilą i teraz były jakieś dziwne. Julia powiedziałaby że to dziedzictwo Fey coraz mocniej się w nim uaktywnia...

Zaczął grać prostą melodie podśpiewując:

Myślisz że nie dzieje się nic
Nie masz co raportować
Bo tu nic podejrzanego się nie stało
nikogo nie widziałeś ye ye ye

Jeżeli są za daleko spróbuje podejść żeby byli w odpowiedniej odległości gdy poczuje że ich umysły mu uległy po prostu odejdzie przygrywając sobie ot kolejny studenciak co myśli że jest artystom.

Moc hipnozy muzycznej żeby wmówić im że "to nie są droidy których szukacie " jedi mind trick

 
Brilchan jest offline  
Stary 21-04-2020, 17:11   #10
 
TomaszJ's Avatar
 
- Witaj kochana - Maria położyła bagaże na podłodze i objęła siostrę. Nic nie mówiła, przynajmniej na razie. Od tak dawna chciała pocieszyć się rodziną...
Smutek objął obie i przytulił, oplatając tęsknotą za nieobecnymi. W takich chwilach rodzina, ta która została, jest najważniejsza. I najcenniejsza.
- Przygotowałam Ci łóżko - bezpłciowo powiedziała gospodyni, a Mama Bertollo - chwilowo zwykła Maria Cervo -położyła na nim torbę, walizkę podróżną i altówkę.
- Chodź do kuchni - powiedziała Maria, proponując rodzinną nasiadówkę w miejscu które było sercem domu - ty nam zaparzysz herbaty, ja dokończę szydełkowanie i powiesz mi o wszystkim.
 
__________________
Bez podpisu.
TomaszJ jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:08.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168