Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-01-2021, 17:58   #31
 
Sorat's Avatar
 
Mina de Gillern wyrażała przez moment zakłopotanie.
- Bez Charona się nie ruszę. Raz go zostawiono, o raz za dużo. Ja tego nie zrobię i… nigdy nie grałam w Scrabble - przyznała chropowatym tonem, przepijając resztką herbaty - Będziesz musiał mi pokazać jak się w to gra - dodała szukając wyjścia z sytuacji zamiast skupiania się na przeciwnościach.
- Mam ci mówić doktorze, czy po imieniu? Tak głupio być… na pan, ale jak wolisz - zerknęła w bok pokoju, mrużąc oczy. - Mógłbyś mnie zważyć, proszę? Skoro już tu jestem, zgodziłam na dokarmianie i… - strzeliła kostkami palców - Przynajmniej będę wiedziała co mówić bratu…

Logan pokiwał głową.
- Tak, mów mi po imieniu. To nie pasuje, żebym ja do ciebie per ty, a ty do mnie jak do pana. A co do wagi… jeśli nie obrazisz się, możemy cię zważyć. Ale tylko na zwierzęcej. Wagę pomierzy tak samo, ale nie chciałbym, abyś pomyślała, że to uwłaczające.
Podszedł do metalowej tacki i nacisnął przycisk, włączając urządzenie.
- Zapraszam. Ściągnij może buty - zaproponował. - Aż boję się, co zobaczę - mruknął pod nosem.

- Na pewno nie zobaczysz ducha - Abby odpowiedziała śmiertelnie poważnym głosem, zdejmując zgodnie z zaleceniami buty. Po chwili namysłu zdjęła też kurtkę i bluzę, przewieszając je przez krzesło. Pod spodem miała czarną koszulkę z długim rękawem i golfem, spodnie też zostawiła. Zamarła przy krześle coś sobie uświadamiając, a potem pogrzebała za plecami, wyciągając koszulę ze spodni i puszczając luźno.
- Z pewnością ważę więcej niż większość twoich pacjentów. Jeśli nic się nie zmieniło mam 175cm wrostu - dorzuciła, wchodząc na wagę.

Wskaźnik pokazał 50,3kg. Logan wyjął telefon i zaczął obliczać.
- Wychudzenie spowodowane ciężką chorobą lub anoreksją - powiedział donośnie. - Jakby to było zaskoczeniem. Na litość boską, dziewczyno - westchnął. - Tak właściwie jaki jest twój problem? Jesteś tak zestresowana, że nie masz najmniejszego apetytu? Czy uważasz się za brzydką i pragniesz zmienić swoje ciało na lepsze?

Abigail zeszła z wagi i sięgnęła po bluzę.
- Powiedzmy, że to pierwsze i… to pierwsze. Po prostu - mruknęła, z prawdziwą ulgą opatulając się ciepłą warstwą bawełny. Łypała na Logana kątem oka, zakładając buty.
Wystarczyła odrobina złości i złej woli z jej strony, a też by zobaczył przez chwilę co czai się w mroku Iteru. To nie mogło się wydarzyć.
- I daj spokój, tego nie da się zmienić na lepsze - spojrzała w dół, na swoje ciało. Zmieniła temat - Na którą mamy przyjść?

- No wystarczy jeść - powiedział Logan błyskotliwie. - To, że nie masz apetytu nie znaczy, że nie możesz zjeść na siłę. Co innego jeść na siłę, jak masz pełen żołądek, bo tyle już zjadłaś. A co innego, jak tak obkurczony, że z głodu nie może się rozluźnić. Trzeba go… rozepchać na siłę - spojrzał na moment w bok. - A jak już będzie nieco… rozepchnięty, to będzie dużo łatwiej wchodziło… jedzenie. I tym będziemy się zajmować o osiemnastej.

- Mądrala - mruknęła melancholijnie, zarzucając na grzbiet kurtkę i kaptur na głowę. Wyciągnęła dłoń w stronę smycz.
- Może od razu mi zaproponuj karmienie prostu do żołądka… nie pamiętam jak to się nazywało - schyliła się, żeby przypiąć Charona. Pogłaskała go za uszami.
- Będziesz wkurwiony jeśli poproszę o możliwość zrobienia u ciebie prania? - wyprostowała się jak gdyby nigdy nic - U siebie nie mam wody.

- Jak nie masz wody, to też możesz się umyć - dodał Logan. - I przy okazji Charona. A karmienie prosto do żołądka… masz na myśli sondę? Nie wiem, czy ty się śmiejesz, ale jakbym był rozsądny, to bym ci to załatwił.
Tymczasem ktoś zapukał do drzwi.
- Chyba kolejny pacjent - mruknął Logan. - I tak dziwię się, że tyle mieliśmy czasu dla siebie. Dobrze się złożyło - uśmiechnął się lekko. - Pizza o jakim smaku?

De Gillern wzięła psiaka na ręce, przeciągając policzkiem po jego miękkiej sierści.
- Załatw mi ręcznik albo dwa i już będziesz najrozsądniejszym człowiekiem na ziemi - zerknęła na niego z cieniem rozbawienia - A pizza serowa o smaku sera, z dodatkowym serem na serze… i mnóstwo sosu barbecue albo czosnkowego. Obrzydliwie słodka cola do popicia i sałatka - powoli ruszyła w stronę drzwi - Jesteśmy umówieni na osiemnastą i… - zagryzła wargi, ale dokończyła - Jeśli serio tak cię to martwi pozwolę ci na kroplówkę. Tylko pamiętaj, że będę kryta i ubezpieczana. Coś durnego wpadnie ci do głowy…- urwała, spoglądając na niego przez ramię - Wiem że tak nie będzie… ale muszę się ubezpieczyć, inaczej nie dam rady przyjść… a chcę. Chcę z tobą zjeść pizzę. Cezar co lubi? - spytała, odnosząc się do psiaka weta.

- On lubi dosłownie wszystko. Rano zjadł dosłownie rzodkiewkę. Bałem się, że będzie wymiotował, ale nie. Słyszałaś kiedy o psie, który sam wskoczy na stół, aby zjeść rzodkiewkę? No właśnie - Logan rzekł. - To jak mówisz o serze i sosach… słodkiej coli… Przyznaj się. Ty wcale nie masz problemów z apetytem, tylko chcesz, żebym ja ci kupował zawsze jedzenie - zaśmiał się mężczyzna. - Tak jak o tym opowiadałaś sprawiło, że sam poczułem ochotę na pizzę. No to cóż. Sałatkę szlag trafił. Jesteśmy umówieni? - zapytał. - A co do kroplówki, to chyba nie myślisz, że w domu ci ją podłączę. Od tego są oddziały żywieniowe w szpitalach. Ale powinnaś pójść do apteki i poprosić o takie wzbogacane preparaty. Jakieś Nutridrinki, Nutramile… rozrobisz z wodą, przyjmiesz i już organizm nieco wzbogacony. Musisz się odżywiać.

Dziewczyna najpierw słuchała z zainteresowaniem przy kawału o zwyczajach żywieniowych czarnego labradora, potem się zjebało.
- Sama zapłacę. Nie chcę twoich pieniędzy, niczego nie musisz kupować - chłód z jej głosu dałoby radę wrzucać kostkami do drinków. Wzrok też się oziębił - Nie będziesz mi nic kupował. Kiedyś lubiłam pizzę, zanim... - sapnęła i zazgrzytała zębami. - To był głupi pomysł, do zobaczenia jutro doktorze. Dziękuję za herbatę.

- Daj spokój, przecież żartuję - rzekł mężczyzna.
Zrobiło mu się na pewno głupio. Nie chciał, żeby wyszło z tego, że zależy mu na pieniądzach? Za pizzę? Poczuł, że popełnił faux pas, żartując na te tematy. Z drugiej strony Abigail ogólnie była tkliwa.
- Możesz mi obiecać coś? - zapytał. - Postarasz się dobrze bawić? Albo w ogóle zrelaksować…? - poprosił. - Chciałbym, żebyś ty też się dobrze czuła. Chciałabyś może obejrzeć jakiś film? Masz jakiś ulubiony, który mógłbym przygotować?

Pytanie zbiło Abby z tropu. Skakała spojrzeniem po gabinecie, unikając patrzenia na kłopotliwego bruneta.
- N… nie wiem - przyznała rozbrajająco, zaczynając myśleć. - Zawsze lubiłam “Adwokata Diabła” z Keanu Reevesem i Alem Pacino… ale może być cokolwiek… bez dramatów wojennych i horrorów o zombie, upiorach… żadnych Poltergeistów, ani Wzgórz co mają oczy. Harry Potter też jest w porządku.

- Adwokat Diabła będzie dobry - powiedział Logan.
Przez chwilę milczał. Może uznał, że Keanu będzie w stanie odpowiednio nastroić Abigail. Natomiast filmy o młodym czarodzieju totalnie nie. Albo w ogóle nie myślał na te tematy.
- Super. Zero alkoholu, bo się przekręcisz - powiedział. - Może naparstek wina. Albo i nie.
Wydął wargi.
- Dobra, zmykaj - rzekł, uzupełniając wpis w książeczce Charona. - Możesz poprosić kolejnego pacjenta?

- Mogę - padła krótka odpowiedź. Książeczka szczepień wróciła do kieszeni kurtki, dziewczyna ruszyła do drzwi. Położyła dłoń na klamce.
- Logan… dzięki - zamknęła oczy, naciskając i drzwi się otworzyły - Do wieczora.
- Dobra, nie mogę się doczekać. Nie ma za co! - uśmiechnął się. - I ty też psiaku się trzymaj. Będziesz się bawił z Cezarem niedługo.
Burke uśmiechnął się pod nosem, gdyż pierwsze spotkanie dwóch psów nie było wcale zbyt przyjacielskie. Cezar gonił Charona po całej klinice, a potem jakoś tak się stało, że odwróciło się. Charon zaczął gonić Cezara. Totalny chaos.

Abby wyszła na zewnątrz i wpadła na kolejną pacjentkę. Ta zerknęła na nią i zmrużyła oczy.
- Oj… przepraszam.
Już miała odejść, ale przystanęła.
- Czy ja pani gdzieś nie widziałam? Może w telewizji? - zapytała z mocnym teksańskim akcentem.
Miała wytapirowane blond włosy, masę kolczyków w uszach i tyle samo pierścionków na rękach. Trzymała maleńkiego Yorka z końcówkami sierści ufarbowanymi na różowo.

De Gillern uwielbiała takie pytanie, ucieczka przed nimi nie miała sensu. Wzbudzała też zainteresowanie, bo nic tak nie wzmagało ludzkiej upierdliwości jak tajemnice.
- Nic się nie stało - mruknęła, przyciskając do siebie mocniej Charona i popatrzyła na blondynkę spod kaptura - Pewnie tak, grałam w paru filmach. Gray Skinny, hardcore anal, dp i gangbangi. Czasem interracjalne - uśmiechnęła się sztucznie - Spieszę się na plan, więc przepraszam i miłego dnia ma’am.
 

Ostatnio edytowane przez Sorat : 08-01-2021 o 23:59.
Sorat jest offline  
Stary 03-01-2021, 17:59   #32
Banned
 
Szczęka kobiety opadła do podłogi.
- Lolligray? - zapytała. - To ty?! - zawołała za nią. - Uwielbiam twoją pracę…
York szczeknął pojedynczo, jakby się zgadzał ze swoją panią.

Abby pomachała jej ręką nie odwracając się i szybko zbiegła z niebezpieczniego terenu. Minęła korytarz, potem recepcję gdzie pożegnała się z miłą kobietą po drugiej stronie biurka. Znów przekroczyła ulicę, wracając do parku i dopiero wtedy postawiła Charona na trawie.
- Widzisz? Idziemy na kolację… dasz wiarę? - mruknęła. Oboje zaczęli iść alejką kierując się do Milltown wolnym krokiem - On żyje, prawda? Musi żyć, robił ci zastrzyk i pracuje z ludźmi… lubisz pizzę? - popatrzyła na czworonoga czule. Spacerowym tempem pokonywali kolejne metry parkowej uliczki, przystając na obowiązkowe wąchanie co ciekawszych zapachów. Mieli czas, niewiele do zrobienia. Najpierw zajść do kościoła, a potem do sklepu. Nie wypadało iść w gości z pustymi rękoma. Normalni ludzie przynosili gospodarzom różne fanty.
- Jak myślisz - zagadnęła pieska - Lubi whiskey?

Charon szedł dalej i nie nie robił sobie ze słów pani. Dreptał i zdawało się, że wcale nie bolał go zastrzyk. Zatrzymał się, aby oddać mocz na słup wysokiego napięcia. Skończył, zanim Abby skończyła zareagować, ale na szczęście nie uderzył w niego prąd. Czy to byłoby w ogóle możliwe? De Gillern liczyła na to, że nigdy się nie dowie.
Kościół był niedaleko. Przechodziła obok komisariatu policji, kiedy nagle… Charon zerwał się do biegu. Zaczął prędko biec w stronę jakiegoś mężczyzny, który wyszedł z budynku. Nagle tak po prostu… wgryzł się w jego łydkę. Co ciekawe, facet w ogóle nie zareagował i szedł dalej z Charonem u nogi.
Tymczasem Abigail zaczęła boleć głowa. Z tyłu, w okolicy potylicy. Jak gdyby mała igła wbijała się jej w czaszkę i penetrowała do mózgu.

Migrena zaatakowała nagle, de Gillern odczuła to jak cios obuchem. Złapała się za głowę, ściskając palcami skronie i musiała się pochylić żeby nie stracić równowagi. Dyszała ciężko, wodząc średnio przytomnym spojrzeniem po ulicy. W pierwszej chwili pomyślała, że obłęd ją dopadł, potem szybko znalazła inne wyjaśnienie: ćpun. Facet był ćpunem, dlatego nie czuł ugryzienia.
- Charon! - krzyknęła, zaczynając pijany bieg do celu, a skóra ją mrowiła od czubka nosa po pięty w butach. Coś mocno nie grało, nie zastanawiała się co konkretnie. Liczyło się dopadnięcie do psa zanim zrobi się zamieszanie.

Dopadła psa, ale ten miał bardzo mocną szczękę. W ogóle nie było widać po nim jakiejkolwiek choroby. Może wręcz przeciwnie, cieszył się zbyt dużym zdrowiem. Abby nie tylko musiała zapanować nad swoją głową, która implodowała, ale jeszcze siłowała się z wyjątkowo silnym stworzeniem. Wreszcie oderwała go od łydki mężczyzny… z całym płatem skóry oraz mięsa. Ten szedł po prostu dalej, choć jego stopa zaczęła kiwać się dziwnie. Miał całą twarz pokrytą bandażami. Wyglądał tragicznie, jak ofiara wypadku samochodowego. Ale szedł prosto i nawet sprężyście.

Dziewczyna próbowała sięgnąć ku niemu poprzez dzielącą odległość, zajrzeć pod bandaże i wtedy dotarło do niej jak cicho jest w okolicy… znaczy cienie nie zniknęły, ale blask Gwiazdy je tłumił. Albo tłumił przeczulone zmysły de Gillern, pozwalając wreszcie oddychać bez ciągłego strachu. Niestety to, co pies trzymał w pysku dalekie było od ulgi.
- Puść… zostaw… - pokonując nudności, chwyciła zwisający płat skóry chcąc go wyszarpać psu z zębów. Usiadła na chodniku,oplatając szczeniaka ramionami i nogami żeby drugi raz się nie wyrwał.
Dziwny człowiek nie dawał jej spokoju, samo patrzenie na niego potęgowało migrenę. Zaciskając własne szczęki, szarowłosa spróbowała jeszcze raz spojrzeć pod bandaże i aż ją zmroziło. Facet zdawał się spowity białą, mglistą energią pasmami przelewającą się wokół niego, lecz nie to było najgorsze. Najgorszy był widok jego wnętrza, gdzie pośród pasm mlecznej mgły obracała się mała, ściśnięta dusza, równie apatyczna co poruszające się jak po sznurku ciało.
Dziewczyna szybko się wycofała, zgarniając Charona pod pachę, a potem chwiejnie rozpoczęła trucht w przeciwną stronę. Wszystko, byle oddalić się od nienaturalnego stwora, zniknąć mu z radaru. Do kościoła mogła przecież iść dłuższą drogą.

Usłyszała huk, kiedy meżczyzna najwyraźniej upadł. Charon jednak dotkliwie go pogryzł i ciężko mu było utrzymać równowagę. Potem jednak wstał i ruszył dalej. Na szczęście nie w jej stronę i wnet zniknął za zakrętem.
Była bezpieczna. Pies zdawał się cały poddenerwowany, bo podskakiwał dziwnie i szedł zygzakami. Abigail tak właściwie przestraszyła się, że może mięso było zatrute i Charon zaraz padnie. Na szczęście jednak mijały kolejne sekundy i potem minuty. Robiło się coraz lepiej niż gorzej i sama de Gillern uspokoiła się. Zwłaszcza że ból jej głowy wyciszył się.
Coś jednak w całej sprawie nie dawało jej spokoju. Oczywiście, była szokująca i niestandardowa… ale pod tym wszystkim kryło się coś jeszcze, czego nie mogła w tej chwili wychwycić. Jakiś szczegół, na jaki powinna zwrócić uwagę. Odnosiła wrażenie, że ma to już na końcu języka… jednak umykało. Wtem znalazła się przed fasadą kościoła. Był ponury i złowieszczy, wybudowany z ciemnej cegły, która jeszcze dodatkowo sczerniała pod zębem czasu.

De Gillern ujrzała wychodzącą z niego znajomą osobę. Ostatnią, jakiej by się spodziewała w świętym miejscu. Może nie absolutnie ostatnią, lecz bez wątpienia zaskakującą. Aoife Callaghan nie płakała w tej chwili, ale miała zaczerwienioną twarz, a zwłaszcza oczy. Nie była płaczliwą dziewczyną, więc musiało wydarzyć się coś naprawdę straszliwego, jeżeli doprowadziło ją do tak wyjątkowego stanu. Mijała właśnie Abby i nawet jej nie zauważyła, albo nie chciała zauważyć. Zdawała się okropnie podłamana.

Szarowłosa stała nieruchomo, a ruda barmanka zbliżała się i z każdym krokiem cierpienie na jej twarzy stawało się widoczniejsze. Jak zacząć rozmowę w takim momencie i czy w ogóle wypadało? Abigail nie lubiła, gdy ktoś ją zaczepiał w gorszych chwilach… a że miała tylko takie, grono jej bliskich znajomych ograniczało się do Charona. Przełamała niepewność, choć czuła niechęć przed wtrącaniem w sprawy innych. Nie mówiąc nic wyjęła z kieszeni kurtki zwiniętą w kule bandanę i wyciągnęła na wysokość piersi Aoife zmuszając do reakcji, choćby nadziania się na bladą kończynę i skrawek materiału koloru węgla.

Barmanka była osowiała i spowolniała. Jej reakcje były powolne i kiedy Abby wyciągnęła rękę, to po prostu na nią wpadła.
- Kurwa - krzyknęła, czując ból rozchodzący się po sutkach. - Poje…
Zamilkła, widząc Abigail.
- ...bało? Czemu chcesz mnie atakować… Abby? To ty? Za co to? Co takiego… zrobiłam…? - westchnęła ciężko.


Szarowłosa kiwnęła krótko głową w kapturze.
- Nie nosze chusteczek, mam tylko to - mruknęła ponuro, otwierając dłoń z chustą - Cierpisz… lepiej będzie jeśli odejdę i… - odwróciła twarz w bok, ukrywając ją za włosami i materiałem kaptura - Weź ją, proszę. Ty jej bardziej potrzebujesz. Cokolwiek się stało… przykro mi. Nie zasługujesz na łzy, masz dobre serce. Jeśli… - westchnęła boleśnie -... lepiej pójdę, przyciągam nieszczęścia a tego nie potrzebujesz w tej chwili.

Aoife po chwili zrozumiała, że Abigail niezwykle niezręcznie próbowała ją poczęstować chustą do otarcia twarzy. Zrobiło jej się trochę głupio. Nie odniosła się już więcej do sytuacji, ani do słów wypowiedzianych właśnie przez de Gillern.
- Kiara próbowała się zabić! - krzyknęła bez najmniejszego wstydu na cały regulator.
Dwie panie obróciły się w ich stronę, spojrzały po sobie, a następnie ruszyły dalej.
- Znasz Kiarę? To… nie wiem, czy nazwać ją miłą dziewczyną, ale na pewno… zjebaną. Jak mogła to sobie zrobić?! Ja… czy to moja wina? Może gdybyśmy nie rozstały się, może byłabym w stanie ją pocieszyć? Ja chyba spierdoliłam - westchnęła Aoife, kręcąc głową.
Faktycznie zaczęła ocierać chustką twarz, bo pojawiły się na niej nowe łzy.

Akurat szarowłosa aż za dobrze rozumiała całą tą Kiarę.
- Chciała zniknąć, już nic nie czuć. Uwolnić się… ale to nic nie zmienia. Śmierć nie jest żadnym wybawieniem - odpowiedziała pustym głosem, obracając powoli trupio bladą twarz z powrotem ku rudej barmance - To nie twoja wina… to nigdy nie jest wina tylko jednego czynnika. Zawsze na podobne decyzje składa się cała masa powodów. Zbierają się, aż przeważą szalę… i nie - podniosła dłoń jakby chcąc zastopować jakikolwiek sprzeciw - Nie wyrzucaj sobie nic. Gdybyś… nie myśl “gdybyś”. Nie ty, pojawiłby się inny czynnik, coś innego przeważyłoby szalę. Są też ludzie, którzy… - zacisnęła wargi, gryząc się w język. Zły czas i miejsce na dywagacje.
- Którzy co? - wcięła się Aoife.
- Którzy oczekują śmierci jako ostatecznego wybawienia - dokończyła bez grama emocja, spoglądając prosto w zapłakane oczy - Mówisz że próbowała się zabić… czyli tego nie zrobiła, żyje. Idź do niej, bądź obok. Każdy Kay potrzebuje swojej Gerdy. Chcesz to jutro pójdziemy obie, przemycimy Charona. - pokazała brodą na psiaka - Zwierzęta potrafią wlać ciepło i energię w najbardziej puste skorupy, wiem co mówię. To on mnie tu trzymał - powiedziała i zaraz znów ugryzła się w język.
- Nieważne, zapomnij - pokręciła głową - Ale propozycję towarzystwa jutro jak najbardziej… jeśli chcesz i, nie wiem.

Aoife na pewno nie spodziewała się takich słów. Liczyła na kogoś, z kim będzie mogła narzekać na Kiarę, natomiast znalazła jej poplecznika.
- No ja się boję zaprowadzić cię do niej, bo jeszcze weźmiesz poduszkę i zaczniesz ją litościwie zaduszać. Bo tak, przeżyła, ale jeszcze się nie obudziła. No jak można zrobić coś takiego ludziom bliskim tobie? W sensie to ma ich ukarać za to, że cię nie wsparli? Mają się gorzej poczuć? Bo ja się gorzej poczułam. Mówisz, że to nie moja wina… że pojawiłby się ktoś inny, kto przeważyłby szalę… a może i nie? To jest takie ciężkie. Na dodatek jeszcze czuję wstyd, bo...
Zamilkła.
- Bo kurwa powiedziałam jej, jak zrywałyśmy, żeby się zabiła. Potem się pogodziłyśmy i myślałam, że nawet zaprzyjaźniły. Były kulturalne. No bo tak było. Ale teraz myślę, że może… może gdybym jej nie włożyła do głowy wtedy tej myśli… to nie doszłoby do tragedii. Ja wcale nie wiem, czy ona przeżyje, nie jest jeszcze w takim dobrym stanie - znów załkała, przemywając twarz.
 
Ombrose jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:00   #33
 
Sorat's Avatar
 
Abigail podniosła głowę, wpatrując się w chmury nad ich głowami.
- Chciała zniknąć, myślała że jeśli to zrobi nikomu więcej nie wyrządzi krzywdy. Usunie błąd systemu - powiedziała cicho, czując jak liszaje mrozu osiadają jej na skórze - Skoro nie zgasła, wciąż jest obok ciała. Jej… dusza. Szarpie się, miota. Próbując przekroczyć granicę między życiem i śmiercią często… wpadamy w stan zawieszenia. Chcesz aby wróciła to idź do niej, bądź kotwicą. Powodem dla którego warto… - opuściła wzrok -... warto tu zostać. Będąc w zawieszeniu czujemy obecność innych ludzi, ich emocje. Nie myśl że zrobiła ci przykrość, myśl o tym, że chcesz aby żyła i bądź obok.

Aoife spojrzała na nią dziwnie.
- Jesteś w chuj niepokojąca - powiedziała. - Jakbyś urwała się z kosmosu - dodała. - Ale mimo wszystko masz rację, muszę przy niej być. A u ciebie wszystko w porządku? Bo nie brzmisz zbyt normalnie. Znaczy nigdy nie brzmiałaś. Ale teraz dopiero zaczęłam się zastanawiać. Po tym, co Kiara zrobiła… nie chcę więcej takich akcji. Nic nie odwalisz, prawda? - zapytała. - Masz nieco za dużo współczucia i zrozumienia do Kiary - to już prawie warknęła. - I skąd w ogóle tyle wiesz o ezoteryce? Właśnie Kiara też się nią interesowała. Ciekawe czy to wszyscy depresyjni ludzie interesują się ezoteryką, czy może właśnie odwrotnie, to przez ezo są tacy depresyjni - mruknęła.

- Albo w ezoteryce szukają odpowiedzi na dręczące ich problemy - szarowłosa wzruszyła ramionami, choć wewnętrznie zbystrzała.
- Czy Kiara mówiła ci o czymś… dziwnym? W co nie chciałaś wierzyć? - spytała, wbijając w barmankę spojrzenie dwóch kawałków szarego lodu - Coś jak opowieści z krypty, albo urban legends. Widziała albo czuła… rzeczy których nie ma?

Aoife pokiwała głową.
- Ona w ogóle zbierała jakieś lokalne podania i opowieści. Wiem, że odkryła coś w swoich zbiorach takiego, że się wystraszyła i koniecznie chciała rozmawiać z taką naszą koleżanką jedną. Ale nie zdążyła. Tak, to brzmi zagadkowo. No ale chyba nie było takie ważne, skoro postanowiła się w pierwszej kolejności zabić - kobieta skrzywiła się. - Mówiła też, że słyszy jakieś szepty śmierci, czy inne gówna. I koty. Jakieś koty zakradają się do jej mieszkania, i w nocy wchodzą jej do głowy. Tak. Jak teraz tak o tym mówię, to mega popierdolona. Ale ja się tym nie przejmowałam, bo po prostu piłam i kiwałam głową, słuchając muzyki w tle. Ona zawsze była taka zakręcona. W sumie trochę jak ty, ale ty dużo więcej mówisz. Ona głównie milczała, rzadko kiedy się odzywała.

Przez twarz Abigail przemknął cień smutku.
- Próbowała przed tym uciec… ucieczka wydawała się łatwiejsza, ale to niemożliwe. Nie da się uciec. Też próbowałam, zanim tego nie zrozumiałam… nieważne - zmęczonym gestem przetarła twarz, a potem popatrzyła Aoife prosto w oczy jakby chciała zajrzeć do duszy.
- Dlatego że milczała mogła chodzić wolno… naprawdę, z całego serca życzę jej, aby nie była jak ja. Nikomu tego nie życzę, nawet najgorszemu wrogowi - w głosie dziewczyny pojawiła się gorycz do spółki z melancholią - Mówiłam… od ósmego roku życia mówiłam co widzę i wiesz co? Od ósmego roku życia zamknięto mnie w wariatkowie, ale to niczego nie poprawiła, wręcz przeciwnie. - parsknęła zrezygnowana - Nie da się naprawić bycia medium garścią tabletek ryjących banię. Jedyny efekt był taki, że widziałam ten cały syf ciągle i ciągle… śmierci nie oszukasz benzodiazepiną, wciąż jest obok ciebie. Widzisz ją kątem oka pośród poruszających się w mroku cieni. Kiara ma podobnie, nie wytrzymała. To co znalazła jedynie przyspieszyło decyzję o ucieczce… ale jak mówiłam od tego nie ma ucieczki - pokręciła głową - Inaczej już dawno bym to zrobiła, bez sensu… stawać się następnym widmem albo upiorem.

Aoife uderzyła się tą chustą po twarzy, jakby na otrzeźwienie.
- Już wiem, kogo mi przypominasz. Znaczy może nie idealnie. Ale Mandy z Mrocznych Przygód Billy’ego i Mandy. Choć ona była bardziej zrzędliwa. Ale mniej więcej tak samo wesoła jak ty. Weź się ogarnij dziewczyno. Nie ma duchów czy tam upiorów, jest tylko schizofrenia. Od tego są neuroleptyki, nie benzodiazepiny. I elektrowstrząsy.
Barmanka zaczęła się nakręcać.
- Jak jesteś chora, to czemu nie możesz po prostu pójść i się leczyć? Czemu zamiast tego chcesz ranić ludzi wokół ciebie i na koniec jeszcze się zabić? - Aoife zdawało się mówiła trochę do Abby, ale chyba głównie do nieobecnej Kiary. - Mamy dwudziesty pierwszy wiek i można znaleźć leki na wszystko. Jak miałaś zjebanych psychiatrów od ósmego roku życia, no to już sprawa do prokuratory - powiedziała. - Obiecasz mi, że jutro pójdziemy nie tylko do Kiary, ale potem do psychiatry? Ustawi ci leczenie. Nie mówię tego, żeby cię upokorzyć czy coś, bo w tym nie ma nic upokarzającego. Spójrz na mnie i powiedz mi jasno. Bierzesz neuroleptyki czy nie? - wyciągnęła dłoń w geście.

- Ostatni mój psychiatra po sesji ze mną wziął z kotłowni butlę nafty, oblał nią dziewczynę z izolatki i podpalił - z głosu Abigail wiało spokojem. Takim ostatecznym - Jeszcze poprzedni wydrapał sobie oczy zanim się powiesił. Jedna pielęgniarka posiwiała w dwie noce, inną znaleźli zaćpaną w łazience. Wzięła wszystkie tabletki jakie tylko znalazła w zabiegowym. Naprawdę uważasz, że wpychanie mnie do szpitala to dobry pomysł? Aż tak nienawidzisz tego miasta? - spytała uprzejmie.

- No ja ci nie każę rozpierdalać systemu. W sensie podziwiam, że potrafisz, zaproszę cię do moich wrogów, zrobisz im piekło na ziemi - odpowiedziała Aoife. - Ja ci każę tylko wziąć na to leki. Nie musisz zsyłać pecha na jakąś pielęgniarkę, aby pójść do apteki, kupić z recepty i zażyć. A że syf dzieje się w psychiatrykach? No dziwisz się? Przecież to psychiatrycy. Gdzie ma się dziać schiza jak nie tam? - zawiesiła głos. - Powiedz mi szczerze, Abigail. Nie sądzisz, że jest tak, że na tym zjebanym świecie dzieje się dużo syfu, a ty sobie romantycznie dorobiłaś do tego duszki Casperki, które podstawiają ludziom nogi i ci się przewracają? Nie, to sami ludzie są zjebani i nie potrzebują jeszcze paranormalnej pomocy, aby bardziej rozpierdolić sobie życie - mówiła. - Jak pójdziesz na stację benzynową to wybucha? Jak wejdziesz do kościoła, to krzyże obrócą się do góry nogami? Jak pójdziesz do lodziarni, to cała śmietana zrobi się kwaśna w podajnikach? No nie. O tu stoimy sobie teraz kilka minut i jeszcze nie stało się nic złego. Sama widzisz.

- Tymczasem Kiara leży w szpitalu po próbie samobójczej, bo znalazła coś co ją przeraziło do tego stopnia, że postanowiła uciec. - de Gillern wzruszyła jednym ramieniem - W śmierci nie ma romantyzmu, ani w cieniach i tym, co czai się w mroku kiedy zamykasz oczy. Jest tylko obłęd… za dużo bajek się naoglądałaś, ale to dobrze. Tak jest lepiej - wzrok jej złagodniał - O mnie się nie martw, niedługo zabierze mnie stąd mój brat… właśnie. Jeśli pojawi się u was w knajpie ksiądz zaciągający ze wschodnim akcentem, albo przedstawi się jako Kirill… to on. Po prostu mu powiedzcie że się tu kręcę i pamiętam na którą się umówiliśmy. Swoją drogą kim jest ta koleżanka z którą chciała rozmawiać Kiara?

- Taka Nevaeh. Jej siostra bliźniaczka zginęła potrącona przez samochód - powiedziała Aoife. - W ogóle ta akcja ratunkowa była właśnie tej nocy - dodała. - To ona i jej znajomi napotkali Kiarę, a potem mnie poinformowali nad ranem. A co do brata… masz brata ze wschodnim akcentem? Przecież ty jesteś z Ameryki… masz jakąś wschodnią mieszankę we krwi? - zapytała Aoife. - Powiedzieć mu, że kręcisz się tu, w sensie w kościele?

- To… - na usta szarowłosej cisnęło się “skomplikowane”, użyła jednak innego określenia -... brat przyrodni, powiedz mu aby poczekał u was, sama przyjdę o wyznaczonej porze. Nie chcę mu robić dodatkowych problemów - prychnęła wyraźnie zmieszana po czym wypaliła - Mam prośbę, skoro już rozmawiamy. Dziś wieczorem idę… - łypnęła na Charona - Weterynarz młodego stwierdził, że chyba niedojadam.
- Chyba? - Aoife zaśmiała się. - Oj misiaku...
- Zważyłam się to zaczął gadać o jakimś niedożywieniu i… tak jakby mnie zaprosił na pizzę. - zmieszanie i zagubienie zintensyfikowało się - Umówmy się na rano gdzieś, ok? Jeżeli się nie pojawię znaczy… pewnie będzie znaczyło, że mnie poćwiartował, popakował w worki i gdzieś zakopał, albo utopił resztki w jeziorze… i nie wiem, co mu kupić? Nie wypada iść z pustymi rękami, ale nigdy u nikogo… nigdy z nikim… - poprawiła nerwowo kaptur - Raczej jadam sama, jak już jadam… chyba że z Charonem. Wtedy… no ale teraz… ehhh… - westchnęła - Nie chodziłam dotąd w gości. Do nikogo.
 
Sorat jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:01   #34
Banned
 
Aoife uśmiechnęła się. Czuła się bardziej komfortowo w pierwszym w miarę normalnym temacie od godziny.
- Pamiętaj, że pewnie on się stresuje dużo bardziej niż ty. Jeśli w ogóle się pojawisz, to będzie sukces. Staraj się do niego uśmiechać, bo poczuje się wtedy pewniej przy tobie, jak będzie myśleć, że go lubisz. W sensie nawet jeśli sama masz zjebaną głowę, to mu nie zjeb jego własnej, bo możesz mu stworzyć problemy z poczuciem własnej wartości. Jeśli będziesz tylko narzekała, mówiła o śmierci i cierpieniu i płakała jak do mnie, a on będzie się starał i próbował poprawić ci nastrój. Więc staraj się go nie zdołować. Myśl o tym, jak sprawić, aby czuł się dobrze, bo to jest definicja klasy. Czyli umiejętność sprawiania, aby ludzie czuli się komfortowo w naszym towarzystwie. Ja tego nie posiadam za bardzo, ale myślę, że ty mogłabyś mieć, gdybyś zechciała. Ubierz się w miarę ładnie i może pociągnij usta kredką, to pomyśli, że postarałaś się choć trochę dla niego i nie masz go w dupie. Nie mówię, że masz się odwalić, bo wtedy właśnie poczuje się niezręcznie, jakby zależało ci za bardzo. Jak zawsze w życiu najważniejszy złoty środek. Weź condomy, bo może nie mieć, a nimi zabezpieczasz głównie siebie. Do tego alkohol. Ty masz takie ciało, że jak wypijesz jednego drinka, to pewnie padniesz trupem. Więc ja bym powiedziała, że wino. Z drugiej strony gdybyś kupiła mu w prezencie whiskey to byłoby na pewno ładnie. Tylko że to byłoby raczej za dużo, bo skoro będziecie jeść pizzę, to raczej bardziej na spontanie i luzie. Wydepiluj nogi i może nie tylko nogi, w zależności jak lubisz i czujesz się komfortowo. Perfuma nie zaszkodzi. Masz piękne oczy, jak pociągniesz je kreską, to od razu się zakocha. Zresztą są takie duże już teraz. Masz śliczny ryj, choć ciągle napierdala o źle i zepsuciu, więc sam się trochę zgniły przez to wydaje. Przynajmniej w moich oczach. Dlatego uważaj, co do niego mówisz.
Aoife zastanowiła się.
- To taki główny zarys, ale diabeł tkwi w szczegółach rzecz jasna.

Jej rozmówczyni wyglądała jakby ktoś ją zdzielił na odlew i ogłuszył. Gapiła się tępo w barmankę nie ruszając się i tylko czasem mrugnęła dając znak iż nie umarła w trakcie. Ledwo Aoife przestała mówić, Abigail wypuściła z sykiem powietrze.
- Po co mi kondomy do pizzy? - zaczęła bardzo powoli, ostrożnie wręcz, podchodzić do tematu. Chyba jej coś umykało…
- Pan seksowny doktor zdiagnozował, że w głowie ci się przewraca od niedoruchania i postanowił znaleźć dla ciebie swoje własne lekarstwo - powiedziała Aoife. - Wiadomo, że jak dobrze przerżniesz anorektyczkę, to i ochota na jedzenie jej nagle wróci.

Szarowłosa przekrzywiła kark wybitnie psim ruchem.
- Logan jest… seksowny? - z każdą minutą wydawała się coraz bardziej zagubiona i nie na miejscu.
- Kicałabym po jego kutasie jak konik polny po łąkach - odparła Aoife. - A na dodatek jeszcze singiel i to z tych dobrze prowadzących się. Pewnie chce cię naprawić, bo ma syndrom mesjasza. Powinnaś go nagrodzić za te starania, bo sama na tym lepiej wyjdziesz.

- Jest miły. Chciał być… miły, myśli że jestem kolejnym burkiem, a takiemu trzeba michy jeśli widać mu wszystkie żebra. Z tym przerżnięciem nie wiem - postawiła Charona na ziemi i wyjęła z bluzy paczkę papierosów. Zapaliła jednego, bo czuła że bez tego zaraz zwariuje.

- No i przystawką jest pizza, a głównym daniem gruba pała - odpowiedziała Aoife. - Na tę jedną noc zdejmij swój pas cnoty. To akurat dobry facet do wyruchania. Mogłabyś trafić dużo gorzej. Jak nie będzie chciał, to sama go uwiedź.

- Jestem dziewicą - burknięcie wyszło Abby bardzo oschłe - Nie umiem w uwodzenie… zresztą rozumiem. Odbijasz sobie i dworujesz za wstawki o ezo. Spytał czy przyjdziemy do niego z Charonem na kontrol wieczorem po szczepieniu… i czy przy okazji coś zjem. Wpierw miała być kroplówka, ale się nie zgodziłam - tłumaczyła powoli - To wyskoczył z jedzeniem. Nie chodzę na randki, nie ja, bo dlaczego? To głupie - prychnęła, zaciągając się nerwowo.
- Jeśli twoje życie naprawdę jest takie pełne zła, duchów i cierpienia, to chociaż bym starała sobie nieco odbić, ruchając się - powiedziała Aoife. - Jesteś dziewicą. No ok. Jak to problem, to idziemy teraz do mnie do domu i zmienimy to moim wibratorem. Brzmi seksownie. Nie wiem w jakim systemie się wychowałaś, ale nikt ci nie wypłaci większej fortuny za każdy kolejny rok z pieszczonym dziewictwem. Zacznij wreszcie coś mieć z tego życia, zamiast gadać o śmierci i końcu istnienia. Jakbym ja była taka cnotliwa, to pewnie też bym sobie chciała w łeb strzelić.
- Idę do niego na przegląd Charona…
- Oj i nie tylko Charona.
- ...pizzę… i pozwolił mi zrobić pranie, bo u siebie nie mam wody. Tyle - Abigail mruknęła ponuro - Jak się będzie prało obejrzymy Adwokata Diabła… i taki jest cały plan. Nie widzę w nim - zaciągnęła się - Nie tylko łaknienie mi szwankuje, popęd też. Naprawdę myślisz że Loganowi chodzi o - zaciągnęła się ponownie - cokolwiek cielesnego? Nie będę się malować bo nie mam czym i nie wiem co ci nie pasuje w moich ciuchach - prychnęła - Są ciepłe, nie przemiękają...i nie są jeszcze brudne. No i nie mam innych.

- To chodź do mnie, przygotujemy cię na tę randkę. Ale prania ci nie wypiorę, bo to jednak będzie słodkie, jak obydwoje będziecie stać przed walącym bębnem. Niech zainspiruje was do waszego prywatnego łomotu - powiedziała Aoife. - Widzę, jak bierze cię na tej kotłującej się pralce i ty nie wiesz, czy ten rytm to pochodzi od bębna, czy może od młota pneumatycznego w twojej… w czymkolwiek będziesz chciała - powiedziała. - Jak ci popęd szwankuje, to może się właśnie obudzi po tej pizzy. Albo musisz zacząć jeść albo się pieprzyć, jeśli chcesz wziąć się do życia i nie skończyć jak Kiara.
- Na litość boską Aoife, to tylko pizza - na bladej twarzy pojawiły się ceglaste wypieki, zajmując większą część policzków. De Gillern westchnęła zrezygnowana. Nie wierzyła że komukolwiek może się podobać, chyba że to dziwna konstelacja i Kirill mówiący o niezdrowym przyciąganiu.
“Co ty ze mną robisz, co?” - pomysłała, mając przed oczami świetlistego anioła. Prawie się uśmiechnęła.
Prawie.
- Zjemy i… - zacięła się, wreszcie kapitulując - Jeśli się zgodzę na to… będę wdzięczna jeżeli pomożesz mi się… nie umiem się malować, nie robiłam tego. Ale żadnych wibratorów i… serio uważasz że powinnam ogolić nogi? - spytała z zabarwieniem fascynacji. Golenie nóg też ją ominęło do tej pory.
- Możesz mieć rację… z tymi nogami - dodała pochmurnie - Jeżeli upiorę ciuchy to w czym będe chodzić? Chyba że mi pożyczysz dresy, oddam czyste, obiecuje.

Aoife zamrugała.
- Dresy? Ale po co ci dresy? - zapytała. - W sensie… jak dresy.
Zamilkła na moment.
- Jak będziesz leżała naga w jego pościeli, czekając na koniec prania i aż wyschnie… to chyba nie myślisz, że w moich starych, przepoconych dresach będzie chciał cię widzieć. W ogóle twój outfit…
- Miałam nadzieję, że znajdziesz jakieś wyprane, ale nie będę narzekać - Abigail wtrąciła cicho.
- Nie. Masz udać głupią, słabą idiotkę. Od razu mu od tego stanie, obiecuję ci. Powiedz, że nie pomyślałaś o tym i czy mógłby ci jakoś pomóc… bo jest ci tak zimno… I cała drżysz… I najlepiej, gdyby cię pokrył jak burą sukę i napierdalał w ciebie co chwilę kutasem, to może będzie cieplej… Znaczy tego ostatniego nie mów. Ale czekaj i licz na to, że będzie biegł do ciebie ze swoją koszulą albo polarem. I jak go przyjmiesz, to uśmiechnij się do niego wdzięcznie, jakby wymagało to od niego wielkiego wysiłku i zbawił całe twoje życie….
- Nie lubię się uśmiechać - de Gillern mruknęła - Nie wychodzi mi… i to… wyglądam jak szczerząca się czacha, a mam go nie straszyć.
- Nie mówię, że masz oślepić go bielą swoich zębów. Lekko kącik ust do góry. Spodobałaś mu się jako ofiara i pewnie każdy twój najmniejszy gest, że jest ci lepiej, pomoże ci znacznie. Ogólnie to znam tylko dwie strategie udanego seksu. Albo jesteś miła, uśmiechnięta i ciepła tak długo, aż facet poczuje się przy tobie komfortowo i ciepło… Choć to niebezpieczne, bo łatwo się przywiązać. Albo nie będziesz się faktycznie uśmiechać, ale tu już będziesz taką wyuzdaną suką, która wie czego chce. I że chce jego. Sekretem jest to, że mężczyźni chcą czuć się pożądani jeszcze bardziej niż kobiety. Bo jak kobieta chce faceta, to wydaje się to dużo bardziej wyjątkowe. Jak mu to dasz, to się w tobie zakocha. W sensie jak dasz mu poczucie, że się liczy, a zwłaszcza dla ciebie.

- Nie chcę żeby się zakochiwał, to mu nie wyjdzie na dobre - szarowłosa wyrzuciła kiepa i przydeptała go butem - Jest zbyt porządnym człowiekiem… chyba nie powinnam tam iść, tylko… myślałam że chodzi o pizzę, a nie… o to wszystko, co mówisz. Ja się do tego nie nadaję.

- Wszyscy tak myślimy z początku. A potem przychodzi co do czego i okazuje się, że jednak wszystkie sterowniki są w naszej głowie. Te takie pierwotne, zwierzęce instynkty. Tylko czekają na przebudzenie się i może ci się wydawać, że tego nie masz, ale to wszystkim się tak wydaje. Twoja wewnętrzna suka wyjdzie na zewnątrz, obudzi się, a ty poczujesz się pierwszy raz od naprawdę długiego czasu po prostu dobrze. Jedyne czego będziesz żałowała, to że posiada tylko jednego kutasa, a ty masz trzy otwory - powiedziała. - Ale od tego są gangbangi. Jednak spokojnie, siostro. Wszystko po kolei. Drobnymi kroczkami.

- Zacznijmy od kupienia whisky, zabawki dla Cezara…
- Bez przesady, zajmijcie się sobą, nie swoimi psami. Zoofilia to jednak rzadki kink. Uważaj z tym - Aoife chyba już faktycznie żartowała. - Może mu się nie spodobać.
- ...i tego malowania - szarowłosa dokończyła zrezygnowana, patrząc na zegarek. Miała jeszcze godzinę.
- Obiecałam że coś przyniosę Cezarowi… i Loganowi też. Poza tym, co mam między nogami - popatrzyła ciężko na rudzielca nie dając mu szansy na kolejny wkręt.
- O 18:00 mam być na miejscu… jeżeli nie odezwę się do jutra naprawdę mnie poćwiartował. Albo zamknął w piwnicy. Obiecaj że wtedy coś zrobisz… chociaż zadzwonisz na policję, albo coś. Albo daj mi swój numer, zapiszę i jeśli się okaże - zacięła się, patrząc pod nogi - Jak ciuchy będą schły do rana dam ci znak.

- Jutro to nawet osobiście tam się pojawię, jak nie będziesz odbierała telefonu. Możesz do mnie pisać SMSy w trakcie. Jak ci idzie. Znaczy nie… “w trakcie w trakcie” - zaśmiała się. - Ale będę czuwała i tak. Tylko dbaj o to, żeby nie mieć cały czas wyciągniętej komórki przy nim, bo pomyśli, że cię nie interesuje i masz lepsze rzeczy do roboty. Oczywiście możesz ją wyciągnąć kilka razy, bo nie jesteś niewolnicą i mamy dwudziesty pierwszy wiek. Ale niech poczuje, że jesteś tam dla niego i nic cię poza nim tak naprawdę nie interesuje, a jak nawet coś robisz z tym telefonem, to dlatego, bo życie tego od ciebie wymaga. A nie dlatego, bo nudzi ci się przy nim.
 
Ombrose jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:02   #35
 
Sorat's Avatar
 
Nastąpiła niezręczna cisza, przerwana równie niezręczną odpowiedzią.
- Nie mam komórki - przyznała de Gillern.
- W sensie naładowanej? - Aoife zmarszczyła brwi.
- W sensie w ogóle - doprecyzowała dziewczyna.
- To po co ci mój numer telefonu? W sensie jak okaże się psychopatą, to jak dasz mi znak? - barmanka patrzyła na Abby jak na wariatkę. - Mogę ci dać mój stary telefon, no ale nie mam karty SIM drugiej. Musiałabyś coś szybko ogarnąć. Tak bardzo szybko. Jeśli poczujesz się lepiej, to mogę dać ci mój własny telefon, ale tego to bym chciała uniknąć z całych sił. Chcę tylko, żebyś poczuła się tam bezpiecznie. No a ciężko, jak nawet nie mogłabyś zadzwonić gdziekolwiek i do kogokolwiek. Znaczy tak o tym mówimy, ale on nie jest psychopatą. Nie zabije cię. Jak cię zwiąże i zaprowadzi do lochów, gdzie będzie trzymał miesiącami, jadąc cię jak tanią dziwkę, to tylko profit.

- Rzeczywiście tanią, skoro wystarczy jej pizza jako zapłata za usługi - de Gillern burknęła ponuro, biorąc oddech, po czym ruszyła z powrotem w kierunku ulicy, machając zapraszajaco na Aoife.
- Zróbmy tak… kupię kartę, butelkę i coś dla Cezara. Pożyczysz mi stary telefon… tylko powiedz jaka sieć… i ten - chrząknęła, owijając smycz Charona wokół nadgarstka - zapiszesz swój numer i… chyba będzie ok. N… nie będę sie golić, albo… - wzruszyła nerwowo ramionami - Teraz już nic nie wiem.

- Ogolimy cię - powiedziała Aoife. - Będziesz miała czyściutkie nóżki. Założymy ci na nie rajstopy. Nie takie bardzo ciemne, widzę cię w jaśniejszych. Potem będzie mógł je rozedrzeć, kiedy będzie się do ciebie dobierał. Nie będziesz miała bielizny, tylko te rajstopy. Pożyczę ci moją krótką, czerwoną spódniczkę w kratę. Oraz czarny t-shirt z białym logo jakiegoś tam zespołu. Pasuje do ciebie taka stylówa. Ubiorę cię jak laleczkę. Masz przekłute uszy, prawda, pieprzona amiszko?

- Jeśli będzie się dobierał - Abigail sprostowała, czując coś dziwnego. Jakby… ekscytację? Radość? Nie znała tego do tej pory, chyba że teorię. Przez myśl przeszło jej, że doktorek miał ładne dłonie, zwróciła na nie uwagę już przy pierwszym spotkaniu: fakt odnotowany w podświadomości. Dwa oddechy później znów była spokojna, grobowo wręcz.
- Skoro mam się ubrać, znaczy nici z prania… ale to chyba… chyba ok. Albo wezmę samą kurtkę, żeby nie było - zamyśliła się - Tak, mam przekłute uszy.

- Dam ci uroczy koszyczek i będziesz miała w nim swoje wszystkie ubranka ładnie poskładane i gotowe do wyprania. Ty też będziesz gotowa do prania - dodała Aoife. - Musisz tylko zadbać o to, żebyś nie wydała mu się kompletnie słaba i zbyt łatwo do połamania. Nie stanie mu, jak będzie bał się ciebie przetrącić. Jeśli byłabyś zdrowa i w pełni sił to co innego - dodała. - Ale jeszcze chuda jak szczypiorek. To mimo wszystko działa na twoją niekorzyść. Nie żebym cię wpędzała w kompleksy. Zresztą tak cię wystroje, że będzie wiedział i tak, po co tam przyszłaś - Aoife wydawała się sama podekscytowana. - Potem mi wszystko opowiesz ze szczegółami.

- Znaczy… będzie wiedział, że na pizzę, tak? - szarowłosa wydawała się śmiertelnie poważna kiedy patrzyła bez mrugania na towarzyszkę idącą po lewej stronie.
- A nie mogę się go po prostu spytać od progu jakie ma oczekiwania po tym wieczorze? Oboje będziemy wiedzieli na czym stoimy i czy to tylko pizza przy filmie, czy… wszystko o czym wspomniałaś - zawiesiła się, gapiąc pod nogi i milczała przez parę długich kroków.
- Pewnie sobie za dużo wyobrażam i tyle… jednak… będzie mi miło… w tych ubraniach o których mówisz. Jest problem… - westchnęła, oddając jej smycz. Chwilę manewrowała przy kurtce, zdejmując lewy rękaw, potem lewy rękaw bluzy i na koniec podwinęła bluzkę, ukazując skórę na przedramieniu i ramieniu, zmienioną w jedną wielką kolekcję starych blizn. Część od noży i ostrych przedmiotów. Dużo było półokrągłych, jakby od wbijanych do mięsa paznokci. Jeszcze inne przypominały równoległe szramy powstałe od rycia w ciele własnymi pazurami. Na koniec de Giller odwróciła dłoń wnętrzem do góry, pokazując wklęsłą, kolistą bliznę na nadgarstku.
- Kiedyś… - skrzywiła się, prawie czując w ustach smak krwi i ból przegryzanych żył, mięśni oraz nerwów - Nie mam kompleksów, zdaje sobie sprawę jak wyglądam - wzruszyła prawym ramieniem, zaczynając się ubierać - Druga strona wygląda tam samo, dlatego noszę długie rękawy i… mniej mi w nich zimno.

- No od tego mu nie stanie - przyznała Aoife. - Trochę źle, że tak się kroiłaś. Oczywiście źle dla ciebie, ale też estetyczne to nie jest. Ale każdy ma jakieś mankamenty, których się wstydzi. Tobie damy jakiś ładny sweterek. Może nie będzie tak seksownie, jak by mogło być, ale ujdzie. Podkreślimy wszystkie inne walory twojej urody. Nie mów nic o seksie na progu, bo przyjmie pozycję defensywną i zacznie się bronić. Bo odniesie wrażenie, że myślisz o nim jak najgorzej, jak o takim, który nic tylko chce cię wykorzystać. Poczekaj aż trochę się napijecie. Wtedy może cię pocałuje. A ty możesz powiedzieć, że nie przyjmiesz go od przodu, bo pochodzisz z katolickiej rodziny. I masz zasady. Ale przyszłaś z moim korkiem analnym. Jesteś bardzo rozepchana i gotowa na wejście od samego początku. Zasugeruj, że jak ci dobrze przetrąci jelita, to może twój układ pokarmowy zacznie pracować i wróci ci ochota na jedzenie. Poproś go, aby przejebał ci odbyt tak, że aż pęknie. Bo to dla ciebie jedyny ratunek. Po tym pewnie rzuci się na ciebie jak jeden z tych psów, które leczy na co dzień. I obyś była pijana, bo będzie cię rżnąć do rana. Na czworakach będziesz stamtąd wychodzić, a o siedzeniu to będziesz mogła zapomnieć do końca tygodnia. Niech pan doktor cię leczy.

O dziwo podczas całej przemowy Abby miała skupioną, wręcz zamyśloną minę. Poczekała aż Aoife skończy i dopiero się odezwała.
- Co to jest korek analny i na cholerę mi on? - zadała nurtujące ją pytanie.

- Misiu, wiem, że cała krew ci odpłynęła już z mózgu do miednicy, ale pomyśl jednak trochę. Korek. Analny. Czy to jakaś zagadka Sfinksa, co to może być? - zapytała Aoife. - Będzie cię rozpychać przez cały wieczór i nie będziesz umiała dobrze siąść tak, aby się nie wiercić. Kiedy tylko go z ciebie wyjmie, będzie miał do dyspozycji luźny, rozgrzany, szeroki otwór, w który będzie wchodził jak w masło. Z seksem analnym jest tak, że często na początku boli, a nawet później może boleć, jak nie jesteś odpowiednio zrelaksowana, podniecona i chętna. Ważne jest to, aby relaksować zwieracze tak, jakby ich nigdy nie było, gdyż ta masa przetłaczająca się przez nie z prędkością pociągu… to może uwierać. I tu wkracza korek analny, który fizycznie przyzwyczai cię i trochę tak jakby znieczuli. Jak cię dobrze przerżnie, to dojdziesz od tego - dodała. - Więc bez obaw.

Wspomnienie że z podnieceniem mogło być różnie nie miało sensu. Abigail zamiast przemieszczenia krwi do miednicy czuła zakłopotanie i coraz większy niepokój.
- Bardziej się obawiam że to naprawdę tylko kolacja, a my się niepotrzebnie nakręcamy, wyobrażam coś… - zaczęła, jednak nie skończyła. Schyliła się za to, biorąc Charona na ręce. Potrzebowała namacalnego wsparcia czegoś znajomego, co rozumiała.
- Przecież… chyba nie stanie się nic złego, jeżeli go spytam, czy nie miałby nic przeciwko gdyby… ze mną… znaczy ja z nim… gdzieś przy drugim kawałku pizzy… spytam - dukała, głaszcząc pstrokate, psie futro - Jest miły i lubię go… może nie będzie miał obiekcji, ani nie znajdzie przeciwwskazań, aby… i tak będzie tym pierwszym, co za różnica? Sama mówiłaś że dziewictwo jest… przereklamowane. Powiem prawdę, po co kłamać? Będzie mu...chyba… miło. Pierwszy raz sprawie… że komuś zrobi się miło, a nie… tragicznie - westchnęła. To byłaby cudowna odmiana.

Barmanka pokiwała głową.
- To może wypaść dobrze, a może wypaść kiepsko - powiedziała Aoife. - Niektórzy mężczyźni są tacy, że jak zaproponujesz im seks, to zaczną się od razu rozbierać. Inni mogą się nieco speszyć taką bezpośredniością, zwłaszcza jak są tacy mili jak Logan. Więc tutaj uważaj.
Rzeczywiście, Kirill również wycofał się w Iterze, kiedy zaproponowała, że po prostu prześpią się ze sobą.
- Z drugiej strony jeśli będziecie nie tyle po drugim kawałku pizzy… co po drugim kieliszku wina… to może to najlepsze rozwiązanie. Wszystkiego nie zaplanujesz z góry - dodała Aoife. - Czasami trzeba iść po prostu na żywioł - dodała. - Obserwować go i myśleć, co na niego zadziała. A i jeszcze jedno. Jak zrobi coś, co będzie ci się nie podobało, albo uznasz, że to jakiś debil, to oczywiście misja odwołana. Ja ci radzę, jak zachowywać się w momencie, kiedy on jest idealnym facetem. Jak zacznie się kłócić, czy robić coś bardzo nie na miejscu, to oczywiście masz prawo, a nawet powinnaś odpowiednio reagować.

Abigail zmarszczyła brwi, krzywiąc do kompletu usta. Ludzkie zachowania behawioralne nie były tym, w czym przodowała. Nie chciała nic zepsuć, ten jeden raz nie zostawić za sobą zgliszczy. W końcu następnego dnia i tak miała wpaść do tego konkretnego weta na kontrol Charona.
- Niczym mnie nie zaskoczy - stwierdziła ponuro - Niczym negatywnym. Gorzej jeśli zechce być… miły. W pierwszym przypadku sobie poradzę, mam rewolwer.

Aoife roześmiała się.
- Wiesz, czasami ludzie potrafią być skurwielami, ale nie na tyle, by zasługiwali na śmierć - powiedziała. - Ale nie nauczę cię kontaktów z całym rodzajem ludzkim, bo tego po pierwsze nikt do końca nie umie. A po drugie na pewno nie ja. Tworzenie barier, przekraczanie granic, rozmowa na poważne, lekkie tematy… Będziesz potrzebowała nieco czasu, aby przyzwyczaić się do ludzi, ale w końcu ci się to uda - powiedziała. - Chciałabym powiedzieć, że nie wydajesz się osobą, która chciałaby ranić innych, ale przypomniałam sobie, jak zaatakowałaś moje cycki. Więc tego nie powiem - zażartowała, ale zarazem skrzywiła się lekko. - To co, ja idę do siebie przygotować wszystko, natomiast ty szukasz karty SIM? - zapytała.

- Może być - Szarowłosa zgodziła się po chwili milczenia. Pogłaskała psa po głowie, patrząc w niebieskie ślepia - Jaka sieć? W markecie powinni mieć startery. Albo… macie tu takie sklepy z gazetami i… hm - skrzywiła się - Elektroniczny? Nieważne. Market wystarczy, przy okazji wezmę te prezenty. Gdzie mieszkasz?

 

Ostatnio edytowane przez Sorat : 08-01-2021 o 00:32.
Sorat jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:04   #36
Banned
 
- Norwood Park 19 - odpowiedziała Aoife. - To boczna od Sandford Road. Ta ulica odchodzi naprzeciwko stacji paliw Circle K. Powinnaś zauważyć - uśmiechnęła się delikatnie. - Co do telefonów to ja ci nie doradzę, zapytaj sprzedawcy. Znaczy co do samego pakietu, bo ja fizycznie komórkę dla ciebie mam Rozejrzyj się w okolicy. Jeszcze prezenty i gumki. Choć… w sumie nie będą potrzebne, jeśli weźmiemy pod uwagę nasz plan… - zaśmiała się. - Tyle że warto uczyć się zdrowych nawyków. Nigdy nie wiesz, jakiego syfa może mieć druga osoba, nawet jeśli nie dajesz mu się od przodu.

- Gumki… znaczy prezerwatywy? - Abby zamrugała, wzdychając zaraz potem - Ok… a jakie? - kojarzyła, że parę rodzajów widywała w sklepowych witrynach - Masz telefon ze zdjętym SIM-lockiem? Nie będę brać abonentu, zwykła karta. Co chcesz za pomoc?- popatrzyła na barmankę.

Dziewczyna zastanowiła się.
- Chcę, żebyś mi wszystko dokładnie opowiedziała - uśmiechnęła się. - Jak weźmiesz kilka zdjęć jego kutasa na pamiątkę, to chętnie obejrzę. To chyba wszystko, przynajmniej na ten moment - mruknęła. - Nie będę jeszcze torturowała cię wizją trójkątów - zaśmiała się. - Tak, to był w ogóle telefon kupiony nie od operatora, więc w ogóle nie miał simlocka. Masz pieniądze? - zapytała. - Chcesz, żeby ci pożyczyć? Tylko ostrzegam, że nie mam za wiele.

- Coś… tam mam - dziewczyna mruknęła i z kieszeni wyjęła zwitek banknotów, związanych gumką recepturką. Patrzyła na nie przez moment. Zdjęła gumkę, wyjęła dwa banknoty studolarowe, a resztę znów związała.
- Masz - wcisnęła dolce barmance - Wymieniłam część na wasze...a bilet nie był drogi i… weź je, proszę. Za pomoc i… wszystko. Nam starczy - popatrzyła na psiaka - Aż nadto.

Kobieta mrugała przez chwilę, spoglądając na te pieniądze.
- Za kogo mnie uważasz? - zapytała. - Jakbym czuła się, gdybym przyjęła te pieniądze? Przecież mnie to nic nie kosztuję. Na czym mam zarabiać?
Pokręciła głową.
- Teraz to mnie dopiero uraziłaś - rzekła. - Jeszcze chwila i będę domagała się waszego filmiku w ramach rekompensaty - mruknęła, udając obrażoną.

- Za straty moralne? - Abby odpowiedziała poważnie - I za rajstopy… ten korek. Lekcję obycia... uwagę. Weź je, proszę. Kup za to... coś co ci sprawi radość. Nie wiem co lubisz, tak łatwiej.

- Za straty moralne to ja ci powinnam wypłacić rekompensatę - powiedziała. - De facto radzę dziewicy, aby dała dupy na pierwszej randce pierwszemu mężczyźnie, który zaprosił ją w całym jej życiu - mruknęła. - Powiedzmy, że ja ci jestem winna dwieście, i ty mi jesteś winna dwieście i wychodzi na zero. Kwita? - zapytała.
Uśmiechnęła się zadziornie i poklepała dziewczynę po ramieniu.
- No dalej, idź na zakupy. Ja muszę wygrzebać ten telefon. Może mi to chwilę zająć, bo pewnie jest w jakimś pudle na strychu.

- Radzisz aby zacząć... żyć. To dobra rada, mądra - de Gillern spojrzała na nią spokojnie, zaciskając pięść na banknotach. Wychodziło, że kupi coś sama, może i lepiej.
- Ten korek. Pomożesz… potem? Ja… pójdę do tego sklepu, postaram się wrócić jak najszybciej.

Aoife otworzyła usta, po czym je zamknęła. Nie spodziewała się, że pomysł z korkiem przejdzie. Bardziej żartowała. Ale skoro de Gillern to podchwyciła, nie zamierzała kręcić nosem. Wymyśliła jej bardzo podniecającą scenkę.
- Nie wiem, czy jestem mądra, ale przynajmniej jestem. Jestem przy tobie - uśmiechnęła się. - To ja zmykam. I pamiętaj, Norwood Park 19.
Odeszła, uśmiechając się pod nosem. Potem jednak przypomniała sobie o Kiarze i znów zmarkotniała. Jak to było realistyczne… niektórzy umierali, inni dopiero zaczynali żyć… W tym wszystkim tkwiła pewna idealna równowaga. Coś się kończyło, coś innego zaczynało. Aoife uznała, że to zarazem dziwnie pokrzepiające, jak i przerażające.

***

[media]http://www.youtube.com/watch?v=GGm72iNBF8E[/media]

Chwilkę jej to zajęło, ale koniec końców zrobiła potrzebne zakupy i znalazła dom Aoife. Furtka była już otwarta. To był dom na przedmieściach, zbudowany z typowej, czerwonej cegły. Prezentował się całkiem dobrze, przynajmniej to ogrodzenie. Było pokryte bujną roślinnością. Tak gęsto, że ciężko było zobaczyć, co znajdowało się po drugiej stronie. Abigail nie widziała nawet samego budynku, choć raczej znajdował się gdzieś za gęstwiną. Na drugą stronę można było przedostać się przez drewnianą furtkę. Zupełnie jak w bajce. Choć sama okolica wcale bajkowa nie była. Również nie przerażała. Zwyczajne osiedle, jakich wiele w Irlandii.


Własny dom, to musiało być miłe uczucie-mieć gdzie wracać bez obawy, że znajdzie się tam gromadę żuli, albo kogoś kto dla jaj zacznie ganiać nocą dzikiego lokatora, bo czemu nie?
Z drugiej strony dom przywiązywał do jednego miejsca, łatwo szło znaleźć człowieka po jego adresie. Zostawiał ślad, płacił czynsz. Musiał mieć pracę, aby się utrzymać wraz z domem.
- Kiedyś taki będziemy mieć - Abigail szepnęła do psiaka, biorąc go na ręce. Razem z ciężkim plecakiem zaczynał jej ciążyć już po paru krokach. Podeszła do drzwi i zapukała.

Niestety nikt jej nie odpowiedział. Pewnie jeśli Aoife była w domu, to nie usłyszała takiego pukania do furtki. A nie było nigdzie dzwonka. Abigail odniosła wrażenie, że to było w pełni zaplanowane przez barmankę. Nie sprawiała wrażenia osoby, która chciała mieć wielu gości po całym dniu spędzonym wśród ludzi w pracy.
Szybko na szczęście okazało się, że przejście było otwarte, wystarczyło je nieco popchnąć. Z drugiej strony zamykało się na haczyk. Wnet Abby ujrzała naprawdę piękny, zadbany ogród. Przystrzyżona trawa, kwiaty, ładnie wymodelowane krzaki… Na wstępie znajdowała się wysoka jabłoń, która uginała się od mrowia malutkich, ale za to czerwoniutkich jabłek. Sprawiały wrażenie niezwykle słodziutkich i soczystych, choć bez spróbowania Abby nie miała się tego dowiedzieć.

Za drzewami znajdował się niski domek. Miał tylko parter. Wyglądał zarazem przytulnie, jak i ubogo. Chyba Aoife odziedziczyła go po dziadkach, bo na pewno był bardzo stary. Wchodziło się do niego poprzez ganek, gdzie znajdowały się drewniane drzwi blokowane haczykiem. Natomiast obok postawiono ławkę. Zardzewiała i pokryta jakimś porostem, ale przy tym sprawiała wrażenie niezwykle wygodnej i zachęcającej. Siedziała na niej Aoife. Nie miała na sobie żadnych kolczyków oraz makijażu. Ubrana była w piżamę, choć na niebie świeciło słońce. Zdawała się kompletnie inną kobietą. Zwyczajną. W pierwszej chwili Abby zastanawiała się, czy to może nie jest jakaś jej siostra.
- Kupione? - głos upewnił jednak Abby, że rzeczywiście miała do czynienia z Aoife.

Szarowłosa pokiwała głową na znak zgody. Milcząc podeszła do ławeczki i usiadła ciężko. Charon trafił na trawę, plecak też, tyle że obok nóg dziewczyn.
- Ładnie wyglądasz - powiedziała, rozsuwając suwak. Wewnątrz znajdowała się butelka z charakterystycznym korkiem Jacka Danielsa. Obok wciśnięto dwie paczuszki z logiem sklepu dla zwierząt. Pomiędzy nimi zaś błyskały wesoło pudełeczka w różnych barwach, z wiele mówiącym logiem Durex.
- Kartę też mam - dodała cicho, kładąc na ławce karton z logiem sieci komórkowej - Będzie pasować?

- Już patrzę - powiedziała Aoife.
Wyciągnęła swój stary telefon. Miał pękniętą szybkę. Musiał to być jeden z wcześniejszych modeli smartfonów, gdyż nie prezentował się zbyt dobrze. Mimo to działał i można było z niego korzystać. Dziewczyna zaczęła już majstrować przy nim, kiedy zerknęła na Abby.
- Częstuj się - rzuciła i wyciągnęła otwartą paczkę kwaśnych żelków. - Tylko ostrzegam, że są mocno cytrynowe. Ale lubię. Wyparza ryj aż miło.
Następnie powróciła do skomplikowanej operacji wkładania karty SIM do aparatu. Miała jakąś igłę, którą próbowała podważyć wieczko.
- I nie śmiej się z mojego wyglądu. Jak jestem u siebie w chacie, to zmieniam się w normalną dziewczynę. Nie jestem rebel wariatką przez całą dobę.

- Nie śmieję, ładniej ci tak. Normalnie, domowo… prywatnie i bez maski - de Gillern sięgnęła do kieszeni kurtki i chwilę w niej grzebała. - Też chciałabym… umieć odłożyć swój obłęd, ale nie narzekam. Mogło być gorzej. - westchnęła ponuro, a potem wyjęła niewielkie czarne puzderko. Na otwartej dłoni podała je Aoife.
- Paw to ptak Junony, symbolizuje słońce, nieskończoność, wieczność, zmartwychwstanie, godność, dostojność, wiosnę, Jeruzalem, kontemplację, królewskość, dworskie życie, dumę... piękno - wzrok jej złagodniał - W chrześcijaństwie paw symbolizował nieśmiertelność... chciałabym, abyś go wzięła.


Aoife zdziwiła się i aż igła jej wypadła z ręki.
- Zdaje się, że sądzisz, że potrzebuję naprawdę wielu różnych darów - zażartowała, a potem spojrzała na biżuterię. - To jest… śliczne. Nie będę chodziła w tym codziennie do pracy, ale… wow. Postawię sobie na stoliku nocnym. Dziękuję…
Odłożyła telefon i chwyciła czarne puzderko. Uśmiechnęła się na widok błyskotki.
- Musiało to dużo kosztować - mruknęła. - Ale jesteś uparta, aby robić mi prezenty - pokręciła głową. - To jest zaskakujące i zastanawiające… że ci, którzy mają najmniej… najchętniej dzielą się tym, co mają z innymi.
Schowała ptaka do kieszeni piżamy. Tak, aby się nie zgubił. Następnie znów zaczęła grzebać w komórce. Zdawała się nieco wzruszona, ale z całych sił to kryła.
- Możesz skoczyć umyć się - powiedziała. - Łazienka to trzeci pokój po prawej stronie, otworzyłam specjalnie dla ciebie drzwi. Masz też w środku ubrania. Poradzisz sobie z korkiem sama? - ściszyła nieco głos, zerkając w stronę Abby. - Jakby co, to masz dziecięcą oliwkę na regale. W sumie całą ją sobie możesz wziąć. Choć w sumie ten typ lubrykantów jest zły do kondomów. Te na bazie wody lepiej współpracują z lateksem. Ale tak się składa, że tu ci nie pomogę. Moje zapasy są… przeterminowane - mruknęła.
 
Ombrose jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:04   #37
 
Sorat's Avatar
 
De Gillern wzruszyła ramionami.
-Spróbuje bez, najwyższej zaboli - nie wyglądała jakby to robiło na niej wrażenie, bardziej czuła rezygnację. Nic nowego, nic niezwykłego. Wszystko szło przeżyć.
- Wezmę oliwkę, zawsze może zdjąć gumę - to też wypowiedziała zmęczonym, pustym tonem.
- Tylko mi tu nie zgiń z ekscytacji - mruknęła pod nosem Aoife.
Wstała powoli.
- Poradze sobie z kąpielą i... dziękuję - dodała cicho - Naprawdę nie mogę się doczekać, z drugiej strony próbuje na nic nie nastawiać. - wzruszyła ramionami - Lepiej się przygotować na najgorsze. Wtedy ewentualnie mile się rozczaruję i jutro rano będę ci dukać urywanymi zdaniami co mi robił i jak. Zostawię ci tu na razie Charona, dobrze? Przywiąże do ławki to ci nie ucieknie... dziękuję. - podniosła wzrok na oczy kobiety - Mam wrażenie, że dziś śnię piękny sen… a nie miewam dobrych snów. Jeżeli wydaję się zagubiona wybacz. - wbiła ręce w kieszeń kurtki - Próbuję nie przykuwać uwagi, żeby nie kusić losu. Nie chcę się budzić. - wzruszyła nerwowo ramionami.

- Oj, ale się obudzisz - powiedziała Aoife. - Bo takie jest życie. Ale jeszcze nie teraz. Teraz jeszcze masz swoje miłe chwile. Potem będą te złe. Następnie znów spotka cię coś złego. Aż do uprzykrzenia - mruknęła pod nosem, ale też uśmiechnęła się lekko. - To nie jest świat dla wrażliwych, delikatnych ludzi. Kluczem jest mieć na wszystko wyjebane - mruknęła.
Pogłaskała Charona od niechcenia za uchem. To był ładny pies, który potrafił przekonać do siebie wszystkich. Nawet jeśli wcale nie przepadali za czworonogami.
- Jeśli zamknęłaś bramkę, to możesz go wypuścić. Niech sobie pobiega. Płot jest szczelny, nigdzie nie ucieknie. W ogóle jeśli chcesz, to możesz go tu zostawić. Nie musisz go z sobą brać - mruknęła. - Pamiętam, jak raz przyszedł do mnie facet z psem. Na początku pomyślałam, że dziwne. A potem, że słodkie, bo tak fajnie biegał. Ale wkurwiłam się, kiedy mnie rżnął, a to psisko nadleciało i zaczęło mi walić jęzorem po pysku. Niefajne.

Abigail podrapała się po głowie.
- Nie zostawię go - stwierdziła tylko, kucając aby odpiąć smycz od obroży. Potarmosiła miękkie futro i nagle pochyliła się, całując psa w środek czoła.
- Nigdy cię nie zostawię - dodała szeptem zanim wstała - Będzie tam Cezar, dostaną smakołyki i się nimi zajmą. Dla każdego jego przysmak. Zresztą Logan chciał żeby Charon przyszedł na kontrol po szczepieniu.

- Ach, to w porządku. No tak, to była ta wymówka - Aoife uśmiechnęła się. - Ciekawe, czy w ogóle zauważyłby, że Charona nie ma - mruknęła.
Zjadła jednego żalka i skończyła majstrować przy komórce.
- O, już powinno działać. Pod szybkim wybieraniem ustawiłam ci na 1 mnie, a pod 2 policję. Spróbuj już teraz. Komórka nie ma kodu do odblokowania, usunęłam go dla ciebie - dodała.
Podniosła rękę z telefonem w stronę dziewczyny. Czekała, aż go weźmie.
- A swoją drogą, to tutaj nie ma żadnego piekła - powiedziała. - Na serio jakby co, to mogłabyś go zostawić. Nawet jeśli nie dzisiaj. To nie tak, że jak zgłodnieję i nic nie będzie w lodówce, to go zjem - mruknęła pod nosem. - Luz, siostro.

- Zostawić kogo? - de Gillern nie zrozumiała, więc zmrużyła trochę oczy. Wyciągnęła dłoń w stronę telefonu i już miała go dotknąć, gdy ten nagle ożył na ręku Aoife. Wyświetlacz błysnął bielą, standardowy dzwonek Samsunga zaczął świergotać cicho, a cały aparat drgał lekko od wibracji.
Dziewczyna zacisnęła usta w wąska kreskę, patrząc na zieloną słuchawkę świecącą z niewielkiego monitorka. Numer nie wyświetlał się żaden.
- Nigdy nie dacie spokoju, prawda? - mruknęła tonem równie pustym i ciepłym co kosmiczna próżnia. Wzięła telefon i odebrała połączenie.
W eter popłynęły trzaski, połączenie trwało parę sekund i zakończył je głośny wizg. A później nastała cisza.
-To… pod jedynką jesteś ty, tak?

Aoife mrugała powoli oczami. Potem jednak zagryzła dolną wargę.
- To pewnie sieć się kalibruje. Może operator automatycznie kalibruje kartę SIM, w sensie sprawdza, czy już jest aktywna. To stąd - powiedziała. - A ty pewnie już uznałaś od razu, że to duchy.
Starała się korzystać z pewnego tonu, ale głos jej niezauważalnie zadrżał na końcu. Chyba chciała przekonać samą Abby, że wszystko było w porządku, aby ta się nie martwiła. Nie zdarzyło się nic nienormalnego.
- Aparat w telefonie jest dobry, więc zrób mu kilka zdjęć dla mnie - uśmiechnęła się na koniec. - A zostawić to miałaś na myśli Charona. Trochę zareagowałaś tak, jakby było u mnie niebezpiecznie. A nie jest. W porządku.

- To nie tak - młodsza kobieta pokręciła głową patrząc na psa. Część o kalibracji sieci zmilczała, bo po co psuć nastrój? Wystarczyło, że czuła chłód w całym ramieniu trzymającym telefon. Schowała go do kieszeni.
- Jego poprzedni właściciel zostawił go przy szosie, przywiązanego do drzewa kawałkiem sznura. Bez jedzenia i wody. Kiedy go znalazłam był już dwoma łapami po tamtej stronie. Zaniosłam go do Logana - popatrzyła na rudzielca - Nigdy go nie zostawię, teraz jest pod moją opieką. Póki… - zacięła się. Jeszcze rano najbardziej na świecie chciała po prostu umrzeć obrócić w nicość. Plany się zmieniły, ale co znaczyły w rzeczywistości dopiero miało się okazać.
- Nie ma co go denerwować - podsumowała - Lepiej mu kiedy mnie widzi. Też się dziwię, ale tak jest. Na razie za wcześnie... jeszcze pomyśli że i ja go opuściłam...i chyba - chrząknęła - Pójdę się umyć. Ogolić nogi…

Aoife uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową.
- Znajdziesz w pierwszej szufladzie pod zlewem jednorazówki. Powinni zostać trzy - mruknęła.
Potem jednak spoważniała.
- Powiesiłabym za jaja takiego chuja, który psa w ten sposób zostawił w lesie. Nie dziwię się, że jesteś przywiązana do tego biedaka. I że on do ciebie. Może to jednak dobrze, że istnieją duchy. Jeśli naprawdę istnieją. Jeśli tak, to niech zadręczą poprzedniego właściciela psiaka. A potem niech sam się w takiego zamieni i niech cierpi wiecznie - powiedziała. - To nie jest niezamierzona wtopa, ale akt czystej złości i okrucieństwa - dodała. - Za to naprawdę należy się kara śmierci i nie uroniłabym ani jednej łzy za takim człowiekiem, nawet gdybym była jego matką.

Odpowiedziała jej grobowa mina, a w oczach anorektyczki coś drgnęło. Przez krótką chwilę wypełniły je lód i mrok, kotłujące się wewnątrz źrenic.
- Masz rację, powinien cierpieć - dziewczyna szepnęła tonem równie ciepłym co jej spojrzenie, a potem drgnęła i potrząsnęła głową - Ale to jutro. Dziś jest już inny plan, prawda?

- Nie do końca. Dzisiaj też ma cierpieć, tyle że twój odbyt - odpowiedziała Aoife.
Zaśmiała się lekko. Przymrużyła oczy i nachyliła się nieco w stronę de Gillern.
- Jeśli chcesz wiedzieć, czego się spodziewać, to mogę zaprezentować ci wersję demo - mruknęła.
Zaśmiała się pod nosem. Zjadła przedostatniego żelka, po czym wyciągnęła rękę z ostatnim w stronę Abigail.

- Jak na filmach dla dorosłych? - ta podziękowała ruchem ręki i przez jej twarz przetoczył się blady rumieniec - Kiedyś parę widziałam, jak ukrywałam się w Seattle, w sex shopie na święta. Sklep był zamknięty, mnie się nudziło, a wybór filmów mieli… mocno ograniczony - uciekła wzrokiem gdzieś w bok. - Chyba wiem czego się spodziewać...w razie czego. Chyba. O ile to naprawdę nie będzie tylko pizza - dodała burkliwie, cofając się do tyłu. - Umyję się szybko, jeśli zdążymy to... makijaż? Ta kreska o której mówiłaś.

- Tak, zmykaj szybko do łazienki, umyj się, ogol i przebierz. Ja ci znajdę jakąś torbę i zapakujesz do niej swój dobytek oraz ubrania, które upierzesz u niego. Jesteś głodna? Wyglądasz jakbyś zawsze była, głupie pytanie. Mogę ci zrobić kanapkę. O, mam połowę tortilli z kimchi, ale uprzedzam, że jest nadgryziona przeze mnie. W środku są takie pyszne, pieczone korzenne warzywa oraz sos umami, który nadaje wszystkiemu mięsny smak.
Aoife wyglądała tak, jakby sama zaczęła sobie robić ochotę na tę tortillę.
- W sensie może powinnaś zjeść choć dwa gryzy, bo jak nawpierdolisz się tam na dzień dobry kilka kawałków pizzy, to zaczniesz wymiotować - powiedziała. - Twój organizm nie jest przyzwyczajony nawet do postnej owsianki, a co dopiero do najtłustszego dania, jakie istnieje na świecie.

Abigail zagryzła wargę.
- Jadłam...ciastka. Wczoraj. Nie jestem głodna - mruknęła speszona - Jak zjem teraz cokolwiek, potem nie dam rady więcej, a nie chcę mu robić przykrości. Ma być mu miło, tak? Ma się dobrze poczuć... wezmę parę gryzów pizzy, aby nie miał wrażenia, że ta cała kolacja jest o kant dupy potłuc. Dzięki Aoife, zjedz sama. Brzmi dobrze, szkoda żeby się marnowało. Zaraz wrócę, to nie potrwa długo - wykrzywiła kąciki ust ku górze co prawie przypominało uśmiech i zawinęła się do domu.

Rzeczywiście łazienka znajdowała się tam, gdzie wskazała ją Aoife. W budynku unosił się dziwny zapach. Bardzo charakterystyczny. Niby nie był nieprzyjemny, ale kojarzył się ze starymi ludźmi. Trochę stęchlizny przeciętej różanymi kadzidełkami, które sączyły dym w przedpokoju. Kilka zapachowych świeczek również tliło się na szafce. Wciąż był dzień, ale światło nie docierało do korytarza w zbyt dużych ilościach. Panował tu półmrok nawet pomimo światła. Ruszyła w stronę łazienki, w której paliło się światło. Już miała wejść do środka… kiedy poczuła zaciśniętą dłoń na łopatce. Ktoś musiał znajdować się za drzwiami i czekać, aż pojawi się w zasięgu wzroku… Palce boleśnie wpiły się w jej skórę, naciągając mięśnie i zatrzymując się dopiero na kościach.

De Gillern krzyknęła krótko, z zaskoczenia, a cierpienie momentalnie wyssało kolory z spektrum postrzegania. Wrócił arktyczny mróz, ścinający mięśnie o krew w czerwone bryły lodu. Ostatkiem sił, niczym karaluch zagnany pod ścianę, spróbowała rzucić się do przodu, byle wyrwać ramię z obcego uścisku.
 
Sorat jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:05   #38
Banned
 
Co się nie udało.
Ludzie nie bez powodu konsumowali jedzenie. Chcieli mieć siłę, która przydałaby się chociażby w takiej sytuacji jak ta. Abigail była kompletnie bezwolna w przypadku podobnych ataków fizycznych, zwłaszcza z zaskoczenia. Wierzgnęła do przodu, ale to nie miało żadnego sensu. Równie dobrze mogłaby być wyjętą z wody, szamotającą się rybą.
- Dziewucho, co robisz w moim domu…?! - zaskrzeczała starucha.
Była dość wysoka, mimo że pogarbiona. W młodości musiała być olbrzymką. Miała na sobie pomarańczowy sweterek, który kojarzył się z kocimi wymiocinami. W lewej ręce trzymała laskę. Prawą zaciskała na ramieniu de Gillern.
- Przynosisz zmory do domu mojego… Krzywdę chcesz zrobić mojej dziewczynce?! Wynoś się! Wynoś się czym prędzej! Złe siły cię tu przygnały. Akysz, złośnico! Licho się przydarło, niech licho cię zabierze!

Szarowłosa obróciła się na tyle, na ile pozwalał uścisk. Zimna, blada dłoń drgnęła chcąc wślizgnąć się pod płaszcz i wyciągnąć rewolwer. Dwa oddechy później opadła wzdłuż tułowia. Staruszka żyła, brakowało jej charakteru upiora. Żywa, stara baba stojąca nad własnym grobem przez co dostrzegała coraz wyraźniej czające się dookoła cienie.
-Aoife jest moją - przełknęła ślinę, czując jak jeżą się jej włoski na ramionach. Wypowiedziała jednak ciężkie słowo i kontynuowała - przyjaciółką. Prędzej sama się narażę, niż pozwolę jej cierpieć przez mrok i… - sapnęła - To moje zmory, nie jej. Ona w nie nie wierzy i tak pozostanie. Zaprosiła mnie, muszę skorzystać z łazienki. Proszę mnie puścić, nie nosze w sobie złych zamiarów przeciwko nikomu, kto żyje pod tym dachem.

Staruszka ją puściła. Jej oczy były przymglone, ale chyba jednak coś widziały. Mimo że nachylała się, aby zobaczyć lepiej twarz Abigail. Na pewno słabe światło w niczym nie pomagało.
- Jesteś jak pszczoła - powiedziała do niej. - Gruba, spasiona pszczoła. Na czele Roju. Świecisz swoimi złotymi paskami, ale są przedzielone czarnym mrokiem. Naprzemienny wzór zepsucia i zniszczenia. Będziesz miała wielu przyjaciół z tego powodu. Wielu kochanków. Jeszcze więcej wrogów. Ale przede wszystkim śmierć. Wtedy, kiedy zapragniesz żyć i poczujesz szczęście, zaciśnie swoje kościste palce na twojej szyi. Da ci to, czego tak długo pragnęłaś, ale wtedy… wtedy nie znajdziesz w tym radości. Twoi przyjaciele będą zlizywać złote łzy, które zaczną skapywać z twoich oczu. Aby choć trochę poczuć boskości, zanim zostanie wyrwana z twojego ciała i wróci na nieboskłon…

De Gillern zmrużyła oczy, aby nagle po prostu wzruszyć ramionami. Przez chwilę przypatrywała się kobiecinie. Wiedziała o Dubhe, widziała jej blask i mrok żywego nosiciela.
- Pragnę tylko jednego - odpowiedziała spokojnym, cichym głosem skrzypiącym od mrozu - Końca. Pustki i nicości. Czerni poza czasem i przestrzenią, gdzie przestanę istnieć. Ja, nikt inny. Twoja wnuczka jest bezpieczna - zrobiła krok w bok, a potem obróciła się, chcąc iść do łazienki i tylko zaciskała dłonie w pięści wewnątrz kieszeni. Boskość? Nie jej, tylko Gwiazdy. Ludzka powłoka niosła że sobą jej przeciwność, tłumioną przez obecność światła, ale starucha miała rację. Bez Dubhe była wciąż tylko pustą skorupą z popiołu.

- Nadciąga Apokalipsa - powiedziała babka. - A ty znajdziesz się w jej środku, choć nie wiem, jaką rolę spełnisz. A moja biedna Aoife wtedy…
Nagle zamilkła. Zamrugała. Biel z jej oczu zniknęła. Ładny, niebieski błękit wrócił na jej tęczówki. Postukała kilka razy laską o podlogę.
- Aoife, to ty? - zapytała. - Dziecinko, co ty taka chuda? - skrzywiła się, mrużąc oczy.
Zrobiła kilka kroków w stronę łazienki, patrząc na Abby.
- Ta to przecież nie jest moja Aoife. Ty jesteś tą koleżanką, tak? Miło mi, zaparzyłam dla nas herbaty. Mam nadzieję, że lubisz zieloną. Uspokaja mnie. Mam takie skołatane nerwy ostatnio… - westchnęła. - Ale po zielonej herbacie mi dużo lepiej. Może tobie również posmakuje.

Szarowłosa obróciła się przez ramię i po nieskończenie długiej chwili kiwnęła głową bojąc się, że jeśli otworzy usta to zwymiotuje. Miała wrażenie, że ktoś właśnie przeszedł po jej grobie. Odetchnęła i w ciszy ruszyła do łazienki robiąc wszystko, by nie myśleć o przepowiedni. Jutro to zrobi, porozmawia z Kirillem gdy ten przyleci. O ile przyleci.
Dziś chciała zobaczyć co to znaczy być żywym i czy rzeczywiście ma czego żałować otaczając się pancerzem z lodu.

- O jaka cicha dziewuszka - odpowiedziała staruszka, po czym sobie poszła.
Rzeczywiście na pralce ustawiono wszystkie ubrania. Abigail przyszło do głowy, że to naprawdę mało materiału. Najbardziej przerażała spódniczka kończąca się mniej więcej w połowie ud. Długie, cienkie nogi de Gillern będą w niej przypominać słomki do picia napojów. Tak o tym myślała… aż dostrzegła czarny podłużny przedmiot wykonany z gumowego tworzywa. Najpewniej to był ten korek analny. Wydawał się… bardzo duży. Z drugiej strony Logan mógł być jeszcze większy. Wszystko sprawiało wrażenie tak nierealnego, że Abby tylko czekała, aż się obudzi. Pod prysznicem leciała na szczęście ciepła woda. Wokół można było znaleźć mnóstwo szamponów i płynów pod prysznic. Chyba rzeczywiście miała tutaj wszystko, czego mogła chcieć.

W pierwszej kolejności de Gillern przysiadła na zamkniętym sedesie i głęboko odetchnęła. Pomyśleć że miała poukładane życie: chłód, mrok i śmierć. Nie było tam miejsca na obecność żywych, niosącą ze sobą tak wiele niewiadomych. Nie było też miejsca na dziwne wynalazki jak ten leżący obok minimalistycznego ubioru.
- Że niby… - burknęła, biorąc do ręki czarny walec i obróciła go w palcach, oglądając pod każdym możliwym kątem. Niby jak miała to w siebie wcisnąć? Czuła się obco, nieswojo. Niepokój rósł w żołądku i spływał niżej, do podbrzusza. Dziwne uczucie, którego nie umiała sklasyfikować.
Sapiąc przez nos odłożyła zabawkę, schyliła się za to do szafki i wyjęła maszynkę jednorazową. Zrzuciwszy ubrania weszła pod prysznic, biorąc pierwszą z brzegu butelkę. Otworzyła i powąchała. Pachniało przyjemnie, owocowo. Jeśli owocowe miewały syntetyczne nuty.

Po kwadransie zaczęła się myć. Doszła do wniosku, że najpewniej spóźni się nieco do Logana. Ciekawe, czy będzie na nią czekać. Może po prostu zrezygnuje z pizzy i w ogóle wspólnej kolacji. Tak zastanawiała się na temat tego, jak bardzo przyszłość była nieprzewidywalna. Charon okropnie skomplikował jej życie tymi wizytami u weterynarza. Choć rzecz jasna to nie była jego wina. Mimo wszystko zastanawiała się. Gdyby człowiek skurwiel nie zostawił Charona, ona nie szykowałaby się na randkę z Loganem. Czy z tak cholernie nieskończenie złej rzeczy mogło wynikać coś dobrego? Jeśli tak, to świat był naprawdę groteskowy, bezwzględny i okrutnie zabawny.
- Hej, jak ci idzie? - rzuciła Aoife, pukając do drzwi. - Podobno babcia cię widziała. Mam nadzieję, że cię nie nastraszyła. Czasami trochę jej odwala… - mruknęła. - Jest głucha, na pewno mnie nie słyszy.

Z łazienki dobiegł zduszony głos szarowłosej, wyrwanej z zadumy.
- Zaraz wyjdę... Już skoczyłam tylko… wiesz co zostało. - zakręciła wodę lewą ręką. W prawej ściskała korek. Westchnęła żeby zaraz kucnąć. Taka pozycja wydawała się jej odpowiednia.
- Z babcią ok. Miła jest - dodała, napierając obłą stroną na zaciśnięty z nerwów otwór. Wzięła głęboki wdech, żeby opanować zniechęcenie. Jeśli nie dawała rady z zabawką, co będzie potem? Pewnie nie lepiej. Kręcąc głową ze złością ponownie odkręciła wodę ustawiając prysznic tak, aby ciepła struga lała się jej po plecach i spróbowała jeszcze raz. Zamykając oczy przypomniała sobie pierwsze spotkanie z doktorkiem, jego duże, delikatne dłonie. Uśmiech i przyjemny głos. Wyobraziła sobie te wszystkie rzeczy o jakich opowiadała Aoife i niepokój wewnątrz brzucha nasilił się. Wstrzymując oddech dziewczyna nacisnęła mocniej, wpychając zabawkę we własne trzewia.

Aoife, chyba spodziewała się, co się właśnie działo.
- Oddychaj powoli, przez usta. To nie jest żadna wielka próba, masz godziny, aby to tam umieścić - rzecz jasna przesadziła. - Nie musi wejść od razu. Rozluźnij się. Jak nadal boli, to znaczy, że nie jesteś rozluźniona. Żadne mięśnie nie mogą się kurczyć - dodała.
Barmanka zamyśliła się. Nie wiedziała, czy powinna powiedzieć o tym, że przed seksem analnym zawsze warto było się najpierw wypłukać. Potem doszła do wniosku, że Abigail nie ma z czego. Przecież nic nie jadła.
- I jak, kochanie? - rzuciła po chwili Aoife.

"Oddychaj"... łatwo powiedzieć. De Gillern spróbowała, wypuszczając powietrze i nacisnęła jeszcze raz. Poprzedni sprawił jej ból, ciało zesztywniało nie godząc się na coś co było wbrew naturze i fizjonomii. Dziewczyna sapała ciężko, a potem na wydechu po prostu użyła siły.
Przez całe jej ciało przeszedł prąd, od strony pośladków zapiekło jak cholera, aż w oczach stanęły jej łzy. Jęknęła przez zaciśnięte zęby i nabrała ochoty, aby zwinąć się w kulkę i nigdzie nie iść. Usta jej drżały, gdy chwiejnie podnosiła się na nogi...wtedy zabolało ponownie, ale mniej. Było też dziwne uczucie… wypełnienia, towarzyszące każdemu ruchowi i oddechowi. Jakby trafiła na wyjątkowo mocne zatwardzenie, z tym że nie bolał brzuch. Jak kaczka podeszła do szafki, sięgając po ubrania.
- Z...zaraz wyjdę - dodała, pociągając nosem.

Aoife milczała przez moment.
- Jak się czujesz? - zapytała.
Pomyślała, że trochę zbyt łagodnie to zabrzmiało. Jak ona zacznie się nad nią rozczulać, to Abigail pewnie również zacznie.
- Jak boli, to dobrze. Zawsze mam drugiego, może zmieści się, jak będziesz narzekała - dodała. - Mogę wejść? Bo ciekawi mnie, na którą zamówić ci taksówkę i gdzie on mieszka. W sumie nie muszę wchodzić, abyś mi powiedziała - mruknęła.

-Wejdź, oczywiście - de Gillern schyliła się podnosząc stopę aby zacząć zakładać rajstopy i że zdziwieniem odkryła że tyłek boli ją coraz mniej, zaczynała za to czuć ucisk jako coś przyjemnego. Na próbę zacisnęła i rozluźniła zwieracze, a po plecach przeszły jej ciarki.
-22 Nutley Lane, taki ładny dom z ogrodem obok pola golfowego - dodała, wciągając nylon na drugą stopę i podciągnęła materiał wyżej.

Aoife pokiwała głową, zapisując to sobie w komórce. W końcu planowała udać się pod ten adres, gdyby coś miało stać się Abigail.
- A jak ci się podobają te ubrania? Jak nie są w twoim guście, to możemy wybrać coś innego. Choć nie pozwolę ci tam pójść ubrana jak babcia, to musisz wiedzieć już teraz - mruknęła pod nosem.
 
Ombrose jest offline  
Stary 03-01-2021, 18:06   #39
 
Sorat's Avatar
 
- Mam chude nogi - Abigail popatrzyła na krótką spódniczkę - Wykałaczki... są brzydkie. Mogę… spodnie? Może spodnie… nie wiem. Żeby się nie bał że mnie połamie. Trochę… mało jadłam i widzisz - popatrzyła na wychudzone ciało.

Aoife zerknęła na nią.
- Przecież ty wyglądasz jak modelka - powiedziała. - Trochę niezdrowo jak na standardy normalnych ludzi i naprawdę warto, żebyś przytyła. Jesteś bardzo blada. Ale na wybieg mody to by cię wzięli w bikini. Myślę, że naprawdę nie powinnaś mieć kompleksów w tym względzie - dodała. - Jesteś śliczna. Jeżeli słyszysz, że powinnaś przytyć, to dlatego, bo ludzie nie chcą widzieć cię osłabionej. Ale jeśli chodzi o atrakcyjność, to tu się nie martw. Sądzisz, że Logan… facet, który mógłby mieć każdą… zainteresowałby się tobą, gdybyś była naprawdę brzydka i pokraczna w jego oczach? Wiele osób marzy o takim ciele jak twoje. I niesłusznie. Nie zamierzam gloryfikować anoreksji. Ale bez przesady. Nóg zasłaniać naprawdę nie musisz.

Szarowłosa miała odmienne zdanie, uciekła spojrzeniem na lustro i skrzywiła się. Widziała tam upiora, wet po prostu się zlitował nad kundlem wyglądającym jakby od lat błąkał się po pustkowiach.
- To nie farba - powiedziala cicho, biorąc do rąk spódniczkę. Z wyrazem rezygnacji zaczęła ją zakładać - Nie farbuję włosów… a to tylko jeden z wielu… problemów. Ty masz piękne włosy, zazdroszczę ci.

- Przecież ty również masz śliczne. Jeszcze lepsze ode mnie. To bardzo modny kolor, taki srebrny. Przy młodej twarzy dodaje jej wyrazu. To teraz bardzo modne. Szczerze to zastanawiałam się, czy nie przefarbować się na taki kolor jak ty, ale ja bym nie wyglądała w nim dobrze. A tobie się nie podoba? - zmarszczyła brwi. - Naprawdę masz taki naturalny kolor i nie jesteś dumna? Totalnie mogłabyś zrobić karierę modelki. Masz wszystko, nawet dodatkowo ten wtręt, srebrny lisie.

Abigail milczała przez resztę ubierania. Po spódniczce przyszedł czas na bluzkę i potem rozpinany sweter. Popatrzyła w dół i westchnęła. Miała wrażenie, że spod krótkiego, czerwonego materiału w kratkę wystają dwa patyki obleczone w nylon. Długie, chude, bez kobiecych krągłości. Do tej pory jej to nie przeszkadzało. Pewnie dlatego, że nosiła jedynie spodnie.
- Miałam czarne, jak m...moja mama - przyznała wreszcie, smutne oczy zwracając ku Aoife - Osiwiałam… chyba w wieku 10 lat. Za dużo… - zagryzła wargę i otrząsnęła się - To teraz... makijaż i już? Dzięki, jesteś dobrym człowiekiem.

- Dostałam już piękną broszkę, a mam obiecaną opowieść erotyczną. Nikt nie nazwałby mnie dobrym człowiekiem, a bardziej wynudzonym… - mruknęła. - Tak, makijaż. Chodź do kuchni, tutaj ci go nie zrobię. Jest tam stół z krzesłami, usiądziemy na jego rogu.
Przeszły do kolejnego pomieszczenia. To również wyglądało w bardzo babciny, staromodny sposób. Nawet na ścianie były wywieszone chusty z wyhaftowanymi hasłami. “Nie mów nikomu co się dzieje w twoim domu” wisiało nad kontuarem, gdzie ustawiono imbryk z filażankami. Biała para unosiła się z dziubka naczynia.
- Oczywiście nie ja byłam designerką wnętrz - mruknęła. - Jakby ktoś dowiedział się, jak mieszkam, pewnie by mnie obśmiali tak, że z mostu bym skoczyła - westchnęła. - Tak długo, jak babcia żyje, nie zamierzam zmieniać wystroju chaty. Z drugiej strony nie planuję się wyprowadzać, bo ktoś musi opiekować się babcia. A na dodatek nie zanosi się, aby babcia długo… - nie dokończyła. - Usiądź tu, proszę - wskazała krzesło.

Szarowłosa posłusznie wykonała rozkaz, obciągając spódniczkę trochę nerwowym ruchem. Każdy krok czuła bardzo wyraźnie w sobie. Samo siadanie też chwilę trwało, bo wierciła się żeby korek w odbycie uwierał jak najmniej.
- To twój dom, nikomu nic do tego. Ważne abyś się w nim dobrze czuła - odpowiedziała melancholijnie - kiedyś też… miałam taki. Znaczy jak byłam mała… dom. Zielone ściany w herbaciane róże, domek dla lalek i masę pluszaków. Łóżko z pościelą w Atomówki... kiedyś. Teraz przynajmniej - parsknęła krótko - Nie muszę się martwić czynszem. Pustostanom się ich nie nalicza, ale trzeba uważać na ćpunów, policję i zboczeńców. - znów parsknęła - Uważać na zboczeńców po prostu. Albo złodziei. Z drugiej strony kiedy nie ma co ukraść ci drudzy się nie pojawiają.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=mngtcfcaVrI[/media]

Barmanka zaczęła nakładać na jej twarz makijaż. Najpierw jednak zaczęła przemywać ją jakimiś wacikami, dopiero później zaczęła nakładać podkład.
- Wszystko ma plusy w życiu i minusy. Rodzinny dom, pustostany, mieszkania z babcią, mieszkanie we własnym mieszkaniu, wynajmowanie pokoju, apartamentu… W życiu spróbowałam kilku z tych opcji… zawsze marzyłam o czymś innym. Zadowolenie to chyba po prostu stan umysłu, a nie faktyczne miejsce, w którym znajdujesz się w życiu. Sama nie wiem. Może to po prostu ja zawsze pragnę czegoś innego. Mam chaos w sercu i nie mogę zbyt długo ustać w jednym miejscu - mruknęła. - Mam nadzieję, że ten odcień współgra z twoją karnacją. Mamy tu słabe światło i nie widać dobrze. Ale ty jesteś dużo bledsza ode mnie. Na szczęście ja nie jestem murzynką - mruknęła pod nosem. - Będziesz wyglądała trochę zdrowiej może. Ale będę musiała wyjść na twoją szyję, żeby nie było widać różnicy. Chyba że w ogóle zrezygnujemy z podkładu. Jak myślisz? Masz chyba całkiem gładką skórę… - mruknęła pod nosem.

- Zróbmy same oczy - dziewczyna poruszyła się na krześle przez co musiała szybko przełknąć ślinę i zacisnąć uda - Nie wiem czy mam alergię, nie malowałam się do tej pory, a to by było...przykre, gdybym nagle dostała plam i krost. Bez tego już - sapnęła - Oczy będą ok. Chyba.

- Tak, może trochę różu… ale nie na tyle dużo, że wyglądałabyś jak klaun. Twoja twarz potrzebuje nieco wigoru, ożywienia. Chyba że chcemy pójść w stylówę gotyckiej księżniczki. Ale masz tego już na co dzień dość. Dzisiaj trochę odmiany. I kredka. Dziwkowa czerwień, czy tajemniczy fiolet? Normalnie polecałabym czerwień, ale widzę cię w fiolecie.

Brzmiało jakby Aoife warzyła wiedźmią miksturę. Fiolet w uszach szarowłosej brzmiał jak oko traszki, dziwkowa czerwień niczym skrzydła nietoperza.
- Loganowi podobają się… widma - szepnęła zmieszana - Co zrobisz będzie dobrze. Fiolet jest kolorem żałoby, będzie pasował.

Kobieta kredką przesunęła po linii warg Abby.
- A za kim rozpaczasz? Czyją śmierć wspominasz? - mruknęła.
Dziwnie uśmiechała się do de Gillern. To było osobliwe uczucie, kiedy ktoś patrzył na twoją twarz jak na przedmiot do ozdobienia. Aoife chyba była zadowolona ze swojego dzieła i stąd kąciki jej ust ruszyły do góry.

Abigail zamarła, czekając aż kredka odsunie się od jej ust.
- Ja jestem śmiercią - wyszeptała ledwo słyszalnym głosem, patrząc rudzielcowi w oczy z bardzo zmęczoną miną - Tych wszystkich, którzy przyszli do mnie aby… pokazać. podzielić bólem i pustką. Strachem… tych, którzy próbowali mnie… naprawić. Umarli, większość cierpiała i krzyczała. Żyliby, gdybym nie weszła im w drogę. Wtedy - westchnęła, z oczu spojrzała zimna pustka - Teraz...nie chcę o tym myśleć. Dziś czuję jakbym żyła i proszę, nie budź mnie. Jeszcze nie teraz.

- Na te pierdolenie właśnie mamy przygotowanego dla ciebie kutasa. Wybije ci z głowy te wszystkie nihilistyczne nonsensy. Czasami na skomplikowane problemy są proste rozwiązania. W tym przypadku jeśli rozwiązanie będzie nieco zagięte, to też dobrze. Ważne, aby było sztywne.
Zabrała torebkę z przyborami.
- No już. Pięknie. Przejrzyj się i sama zdecyduj. Kiedy ostatni raz byłaś pomalowana? - zapytała.

Kutas będący panaceum na całe zło i obłęd obu światów. Wizja miała w sobie coś urzekającego: prostego, nienaznaczonego chaosem i mrozem.
- Nigdy - przyznała, spoglądając w lustro i aż westchnęła. Ze szklanej tafli wielkimi szarymi oczami spoglądała lalka. Porcelanowa cera, ciemnofioletowe usta i oczy z długimi rzęsami barwy węgla.
- Mówiłam ci, nigdy się nie malowałam. Nigdy nie byłam z mężczyzną. Nigdy nie... wyglądałam tak ładnie. Jesteś aniołem? - spytała, odwracając do barmanki głowę.

Aoife uśmiechała się.
- Nie, ty jesteś - powiedziała. - Jesteś takim białym, marmurowym aniołkiem, który płacze na cmentarzach. Tak cię kojarzę, jako taką posągową piękność. Ha, dosłownie posągową.
Wyciągnęła telefon i zrobiła jej zdjęcia. Pewnie chciała uwiecznić tę metamorfozę.
- Ale na serio, jakbyś wyszła bez makijażu, to też byłoby dobrze, bo jesteś naturalnie ładna. To ubrania zrobiły największą robotę. Już nie wyglądasz jak menel. Bez urazy. I jeszcze świadomość tego korka… którą mam na razie tylko ja i ty… Hmm - zamruczała. - Czy dostanę pocałunek w nagrodę? - zapytała, krzyżując dłonie na piersi.
Spoglądała na nią może nie z pożądaniem, ale na pewno z ekscytacją. Istniała duża szansa, że będzie z lornetką stała przy oknie domu Logana.

- Posągi są zimne i martwe. Też je lubię - de Gillern wysiliła się na dowcip, widok w lustrze poprawił jej humor, że prawie się zapomniała.
- Proszę, zachowaj zdjęcia dla siebie, nie udostępniaj ich nigdzie - poprosiła, wstając powoli z krzesła - Dokonałaś cudu… to tylko twoja zasługa. Dziękuję - wychyliła się, całując krótko piegowaty policzek. Pod wargami czuła ciepłą, miękką skórę. Żywą i pachnąca kwaśnymi żelkami.
- Opowiem ci wszystko ze szczegółami, bo teraz...chyba sama chcę mu pokazać tę niespodziankę. Jeśli będzie chciał. - dodała speszona.
 
Sorat jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:01   #40
Banned
 
- A drugi policzek?! - krzyknęła Aoife.
Podniosła w górę dłonie jak do przytulania, ale pozostała na miejscu. Następnie wystawiła policzek.
- Nie szczędziłam ci mojej winogronowej szminki, możesz mi jej nieco zwrócić. Skąpiradło!
Chyba była w dobrym nastroju. Pewnie zgadzała się po cichu z tym, że dokonała cudu. Musiała czuć dumę. Zwłaszcza, że jej działania nie ograniczyły się wcale do pracy nad wyglądem Abigail. Większość czasu zostało poświęcone na modelowanie jej nastawienia oraz chęci do bardzo… aktywnego spędzenia tego wieczoru.

De Gillern powtórzyła proces całowania, atakując wystawiony policzek po raz drugi. Krótki kontakt ust z piegowatą skórą i ponownie cofnęła głowę na bezpieczną odległość. Minę miała prawie nie ponurą, jakby śladowo podekscytowaną.
- Taryfa? - spytała krótko.

- Ewentualnie mogłabym cię podwieźć - powiedziała. - Choć piłam kieliszek wina. Nie czuję się pijana, ale sama rozumiesz. Poza tym ja bardzo rzadko jeżdżę samochodem. Podsumowując zamówiłam ci taksówkę, powinna być lada moment. Wszystko masz zapakowane? Żebyś nie zapomniała czegoś - dodała Aoife.

Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę, a korek w jej ciele poruszył się drażniąco.
- Wrzucę ubrania do torby i już - odpowiedziała powoli, zastanawiając się czy aby na pewno ma to, czego potrzebuje. Był chyba jednak komplet.
- Ciekawe… czy przywita mnie osinowym kołkiem, wieńcem czosnku i srebrnym krzyżem - dodała z cieniem dowcipu, wracając do łazienki. Brakowało rzeczy do prania i Charona.

- Na pewno przywita cię kołkiem, ale niekoniecznie osinowym - odpowiedziała Aoife. - Wieniec czosnku? No cóż, każdy ma swoje własne fetysze. W sumie podoba mi się, bo jest bardzo niestandardowe. Ostre rżnięcie pośród główek czosnku… Słodko - mruknęła. - A na pewno intensywnie. A co do srebrnego krzyża… nie wiem. Ale spodziewam się, że twoje własne krzyża będę połamana pod koniec wieczoru. W najlepszy z możliwych sposobów.

- Ostateczny? - dziewczyna rzuciła gospodyni długie spojrzenie, gdy ta skończyła kwestie krzyży i ich łamania. Każdy miał swoją wizję idealnego szczęścia. Szybko wróciła do łazienki, zgarniając z szafki swoje ciuchy. Na grzbiet założyła kurtkę, resztę złożoną zaniosła z powrotem do kuchni.
- Masz koszyk? - spytała rudzielca - Ten o którym mówiłaś i… jako lekarz będzie umiał zakładać kondomy, co nie? Na pewno - dodała, krzywiąc lewy kącik ku górze. - Duży jest. I normalny. Będzie umiał.

Aoife zmarszczyła brwi.
- Tu nie ma wielkiej filozofii - powiedziała. - Trzeba zostawić nieco wolnej przestrzeni na przodzie na spermę. Reszta zsuwa się aż do końca. Jeżeli nie robi tego regularnie, to może mu chwilę zająć. Wtedy robi się trochę niezręcznie, kiedy ty jesteś na czworakach i czekasz, a on mocuje się przez minutę z własnym penisem - wzruszyła ramionami. - Ale od tego jest wino. Nie wyobrażam sobie uprawiać seksu na trzeźwo - dodała. - Może to nie kojarzy się ze mną, ale w rzeczywistości łatwo się stresuję. Choć nie daję tego po sobie nigdy poznać - mruknęła.
Podała jej koszyk i dodatkowy sweter.
- Masz na wszelki wypadek, jakby było ci zimno. Zawsze możesz schować.

- Albo poproszę go o jego sweter, albo koc. Albo polar - szarowłosa dołożyła całkiem mało depresyjnym głosem. W głowie widziała te jego wielkie dłonie, musiały być przyjemnie ciepłe…
- Dziękuję Aoife - powtórzyła, wkładając złożone ciuchy w koszyk. Była w połowie, gdy zamarła, łypiąc na rudzielca kontrolnie, a następnie westchnęła i spomiędzy zwojów bluzy wyjęła stary, obdrapany rewolwer colta i przełożyła go do wewnętrznej kieszeni kurtki.
- Ty nie wyobrażasz sobie go na trzeźwo, ja w ogóle - wzruszyła ramionami - Ale zobaczymy co z tego wyjdzie.

- A kiedy byłaś ostatni raz pijana? - zapytała Aoife. - No właśnie. Więc skąd wiesz, że w ogóle?
Straszna babcia na szczęście już się nie pojawiała. Wyszły na przedsionek, a potem na ganek. Usiadły na ławce, czekając na taksówkę. Miały chyba jeszcze minutę lub dwie.
- Palisz? - rzuciła dziewczyna, po czym wyjęła papierosa z opakowania. Zapaliła. następnie podsunęła paczkę de Gillern.

Blada dłoń wyłuskała jeden rulonik i umieściła między fioletowymi wargami.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam pijana, ani czy w ogóle. Unikam alkoholu, bo kiedy przytępisz zmysły to tracisz czujność i ciężej się obronić. - przyznała optymistycznym tonem “na Abigail”, siadając obok na ławeczce. Odpaliła papierosa i nabrała porządny, dymne oddech.
- Logan też nie chciał mnie upijać, bronił przed częstowaniem alkoholem. “Naparstek wina” ewentualnie - pyknęła fajka i twarz jej złagodniała - O ile plany mu się nie zmieniły, ale pewnie nie. Nawet jak się spóźnię raczej nie każe mi spierdalać, jest zbyt - prychnęła - Miły.

Aoife pokiwała głową.
- Masz rację z tym alkoholem. Dlatego ja sama rzadko piję w barze. Po pierwsze, pracuję tam i muszę jednak trafiać butelką do kieliszka. Po drugie, to mogłoby być niebezpieczne. Alko sprawia, że czujesz się lżej i wygodniej ci, ale z drugiej strony nie jest dobrze upijać się na pierwszej randce. Ani nawet na drugiej. Chyba że pijecie tyle samo. Czy może raczej… te ilości, które wprawią was w ten sam stan. Ja tak kiedyś pijałam na równi z jednym kolesiem. Po trzech kolejkach on był trzeźwiutki, a ja głupiutka. Potem było mi wstyd. Choć wypiliśmy niby tyle samo.
Zaciągnęła się papierosem.
- Czasami tacy mili jak Logan to też kiepsko. Bo sama musisz być miła i jak zrobisz coś źle, to tak, jakbyś kopnęła szczeniaczka - mruknęła. - Nie, żeby skurwysyn był lepszy, ale takie coś pośrodku… przy tym czuję się najlepiej.
Gdzieś w oddali rozległ się dźwięk opon. Taksówka zbliżała się.
- Chodźmy już może - powiedziała Aoife.

De Gillern wstała powoli, wrzucając niedopałek do puszki służącej za popielniczkę.
- Nie krzywdzę zwierząt - powiedziała jakby dla uspokojenia barmanki. Nie wyobrażała sobie aby pić tyle co ewentualnie Logan. Jej by poskładała szklanka whiskey. - Spiję go, będzie mu łatwiej ze mną siedzieć. Dobrze, że kupiłam Danielsa - zarzuciła plecak na plecy, do ręki wzięła koszyk - Dam ci znak jak dojadę i potem parę smsów. Jeśli coś się stanie puszczę ci sygnał. Kto wie...może naprawdę zostanę tam do rana. Dziękuję aniele - popatrzyła na kobitę obok, kiwając jej krótko głową w podzięce.

- Nie ma za co, nic nie zrobiłam, a jeszcze mi dałaś tę śliczną broszkę - powiedziała. - Wracaj spać do mnie. O ile nie boisz się mojej babci, albo tego zapachu, który próbuję zniszczyć kadzidełkami - dodała. - W ogóle nie ma sensu, żebyś mieszkała w tej wieży. Przynajmniej na kilka dni możesz zamieszkać u mnie. Jeśli chcesz czuć się z tym dobrze, to możesz gotować. Bo ja tego nie cierpię - dodała. - A, nie spijaj go za bardzo, bo mu nie stanie. Ale małe ilości są bardzo dobre. Pijani faceci potrzebują dużo więcej czasu, aby dojść. A to jest pozytywne.

- Zrobiłaś - szarowłosa mruknęła pod nosem i prawie się uśmiechnęła.
- Nie spijać go, nie mówić o cieniach, śmierci… próbować uśmiechać. Sluchać, nie ryć bani… pryszcz - wzruszyła ramionami, chociaż już się nie denerwowała. Będzie co ma być.
- Dzięki Aoife, przemyślę to - spojrzała rudej w oczy z wyjątkową powagą - Naprawdę przemyślę… a teraz… jak to się mówi? U żywych… - zmarszczyła czoło - Trzymaj kciuki?

- A co, martwi kciuków nie mają? Też mogą je trzymać - odpowiedziała Aoife, uśmiechając się pod nosem. - Wiem, że trochę tak wyszło, jakbym próbowała zrobić z ciebie inną osobę i kogoś innego wyprawić na tę randkę… No ale o to nam chodzi. Abyś stała się kimś innym. Fake it till you make it. Twój obecny stan nie daje ci szczęścia, a więc trzeba coś zmienić w swoim życiu. Albo zmienić wszystko - rzekła. - Ech, gdybym sama była taka dobra w słuchaniu swoich rad… może nie mieszkałabym dalej z babcią - mruknęła pod nosem.
Tymczasem taksówka zatrąbiła.
 
Ombrose jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168