Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-01-2021, 23:05   #41
 
Sorat's Avatar
 
- Umarli nie potrafią dać wsparcia… sami go potrzebują. Przyczepiają się pazurami i karmią twoją energią. Niepotrzebne im trzymanie kciuków, wolą ci je wbić w oczodoły. Nie wzywaj ich, nie wywołuj… bo jeśli opuści cię szczęście wreszcie cię dojrzą i już nigdy nie przestaną patrzeć - sennym tonem szarowłosa wyszeptała szeleszczącym głosem, podobnym do trzepotu skrzydeł ćmy. Drgnęła i pokręciła głową. Pocałowała ją w policzek, po czym poklepała po ramieniu.
- Spokojnego wieczoru, uważaj na ludzi bez twarzy - zaczęła iść do taksówki, machając rudzielcowi przez lewe ramię. - Jesteśmy… w kontakcie.

Aoife odprowadziła ją aż do pojazdu. Abigail weszła do środka.
- Gdzie jedziemy panienko? - rzucił.
Tymczasem barmanka zdawała się chcieć zadać jeszcze jedno pytanie. Przykucnęła i zbliżyła twarz do ucha de Gillern.
- A nie zdarzyło ci się nigdy zobaczyć jakiegoś dobrego ducha? Dobrą babcię opiekującą się wnusiem? Wszystkie są złe?

Blada dłoń o lodowato zimnych palcach dotknęła ciepłego, piegowatego policzka. De Gillern westchnęła cicho. Od razu pomyślała o Dubhe i Kirillu.
- Widziałam dwa - odpowiedziała szeptem - Ale były tak piękne i dobre, że dały mi nadzieję aby zacząć marzyć o czymś więcej niż bycie figurą z czarnego lodu płaczącą na cmentarzu w otoczeniu korowodu upiorów. - 22 Nutley Ln poproszę - ostatnie dodała do kierowcy.

Charon wskoczył na uda Abby. Położył się, machając ogonkiem.
- Oby tylko błota nie naniósł! - krzyknął taksówkarz, ale na tym zakończył narzekanie. Na szczęście łapki psa były czyste. - No, to jedziemy!
Pojazd wystartował.
- Opowiesz mi o tym potem! - rzuciła Aoife, po czym jej sylwetka rozmazała się, kiedy taksówka odjechała.
Barmanka znów posmutniała na sam koniec. Abigail nagle uświadomiła sobie, dlaczego była tak bardzo zaangażowana w pomoc. Na pewno chciała dla de Gillern dobrze, ale przede wszystkim rozpraszało ją to. Nie chciała ciągle myśleć na temat Kiary. A zdawało się, że jej myśli ciągle uciekały w stronę dziewczyny za każdym razem, kiedy tylko była sama.
- Jedziemy na koncert? - zapytał taksówkarz. - Tak pani ładnie ubrana, nie jak do klubu golfowego.

Twarz dziewczyny bardzo powoli obróciła się od szyby na kierowcę i spojrzała mu w oczy poprzez wsteczne lusterko. Patrzyła tam dłuższą chwilę nie mrugając. Starszy jegomość, nie wyglądał groźnie, ale dłoń i tak powędrowała niby po drobnostkę z wewnętrznej kieszeni. Drugą ręką drapała Charona po głowie.
- Jedziemy do weterynarza, mój pies… - przeniosła spojrzenie na szczeniaka, rysy twarzy od razu jej złagodniały. Aoife chyba przegięła z tymi ciuchami, skoro taksówkach to zauważył, a przecież nie znał jej w ogóle. W zestawieniu z wersją Abigail-kloszarda… w głowie dziewczyny przetoczył się głos Rosjanina z Iteru, opowiadającego która z baśni jest jego ulubioną.
- Brzydkie Kaczątko - wyszeptała do zwierzaka, pacając go w czubek nosa palcem delikatnie.
- Chorował ostatnio - dodała mężczyźnie - Spokojnie, nie zapaskudzi tapicerki. Kwestia zastrzyku do wzięcia. Jak u ludzi, seria to seria… jest dziś jakiś koncert? - na koniec ponownie łypała przez lusterko.

- Nie, ale tak mi się pani skojarzyła… - powiedział taksówkarz. - Chyba… to po prostu ta scena z pani ostatniego filmu… ta za kulisami koncertu rockowego… tak mi się skojarzyło… i w ogóle…
Mężczyzna nieco zarumienił się.
- Jestem wielkim fanem pani pracy, Lolligray - rzekł. - Widziałem wszystkie pani filmy.
Zdaje się, że w okolicach Milltown wszyscy uwielbieli akurat tę jedną aktorkę porno.

Tłumaczyło też dlaczego wet w ogóle zwrócił uwagę na bladą strzygę. Pewnie przypominała mu pornogwiazdkę i tyle. Abigail odetchnęła powoli, przywołując na twarz sztuczny, krótki uśmiech, chociaż wewnątrz ciała zaczął rosnąć znajomy chłód. Przecież samej de Gillern nie mógł nikt lubić, chodziło o podobieństwo do celebrytki.
- Miło mi, cieszę się że przez chwilę zrobiłam panu dobrze - weszła w obcą rolę i uderzyła hakiem - A który konkretnie moment najbardziej się panu podobał?

Mężczyzna zakrztusił się śliną.
- Nie wiem, to nie przystoi mówić na takie tematy - rzekł. - A ja nie chcę uderzyć w drzewo - mruknął, kierując samochodem. - Ale… lubię wszystko. Po prostu wszystko - powiedział. - Daje pani mężczyznom fantazję. Dziki sen, który spełnia się tylko w wyobraźni oraz na szklanym ekranie. Moja żona to w ogóle nie chce niczego od dziesięciu lat. A co dopiero takich rzeczy, które pani robi - powiedział. - To praca, która powinna być bardziej szanowana przez społeczeństwo - dodał i chyba znowu zakrztusił lekko.
Jechał dość szybko. Chyba nieumyślnie wciskał pedał gazu bardziej, niż to było rozsądne.

- Też tak uważam, miło słysząc to z innych ust - dziewczyna kiwnęła mu krótko głową, biorąc psa na kolana - Ale ustalamy jedno. Płacę gotówką na miejscu, jedziemy najkrótszą trasą. Nie mam ochoty na Fake Taxi, więc proszę patrzeć na drogę i nie rozbić nas na tym drzewie - skończyła, odrwacając twarz do okna.

- Fake Taxi to był mój ulubiony film z panią - taksówkarz rozmarzył się. - Wtedy, kiedy grała pani dziewczynę gangstera. W pierwszej scenie wziął panią w tamtej spelunie. Potem taksówka miała panią odwieźć do domu, ale ona była fałszywa. Została pani porwana przez konkurencyjną mafię. Druga scena była właśnie z taksówkarzem. Trzecią był gangbang, kiedy tuzin gangsterów brało panią w garażu. A na sam koniec ta ostra scena z podwieszaniem i podduszaniem, kiedy wziął panią Ojciec Chrzestny. Czytałem w trivii, że zostały pani blizny na pośladkach po tym czasie. Czy to prawda?

Taksówka dojechała już na miejsce.


Burke’owie to była zamożna rodzina. Posiadali cały ogrodzony teren, na którym znajdowało się pole golfowe i sportowe. Cały ośrodek. Wybudowano tu dwa budynki. W jednym zatrzymywali się goście, była recepcja, restauracja oraz gabinet Logana. Drugi to był prywatny dom Burke’ów. Odkąd jego rodzice zginęli, weterynarz pozostał sam z bratem, który aktualnie był na wyjeździe służbowym w Stanach Zjednoczonych. Do królestwa wchodziło się przez bramę. To był zupełnie inny świat.
- No, to już na miejscu - mruknął taksówkarz, zjeżdżając na pobocze.
Wydrukował paragon i pokazał go kobiecie.

Szybkie zerknięcie na kwotę, nim do taksówkarza nie powędrował odpowiedni banknot.
- Reszty nie trzeba - szarowłosa otworzyła drzwi i wypuściła psa zanim sama nie zaczęła wysiadać. Wyciągnęła nogi na chodnik, wtedy dopiero dopowiedziała.
- Dziękuję panu, udanego dnia życzę… i tak. Zostały blizny - wysiadła całkiem, zabierając koszyk z praniem.

Charon wyskoczył za nią. Dziewczyna ruszyła w stronę posiadłości. Weszła na teren Burke’ów. Nie musiała nawet dzwonić, bramka była otwarta. Goście klubu golfowego wchodzili i wychodzili, a nie była to luksusowa placówka dla ścisłych elit. Nie utrzymałaby się na tego typu terenach, mimo że do Dublina było blisko.
Od razu wybiegł im na spotkanie Cezar.


Pies wolno biegał po otoczeniu. Zaczął gonić Charona, a że ten był na smyczy, to wnet zaplątał się wokół nóg Abigail. Kilku starszych panów z kijami golfowymi ruszyli w jej stronę. Nie byli zbyt szybcy, jako że mieli pewnie z siedemdziesiąt lat. W odróżnieniu od Logana, który szybko podbiegł.
- Cezar, do nogi! - krzyknął i złapał psa za obrożę, odciągając go na bok.
Uśmiechnął się szeroko do Abigail. Przez chwilę byłaby w stanie uwierzyć, że uśmiech o takim natężeniu mógłby przegnać wszelkie duchy. Przez krótką chwilę. W każdym razie Logan naprawdę słodko się uśmiechał. Miał lekko wilgotne, kręcące się, brązowe włosy. Koszulka polo z logiem Lacoste oraz krótkie, dżinsowe spodenki. Ładnie pachniał perfumami, które wydały się Abigail bardzo lekkie, wręcz kwiatowe. Prawie kobiece. To mógł po prostu bardzo mocny szampon.

Pasował do zielonych, idealnie strzyżonych trawników pola golfowego, wypucowanych samochodów i elizejskiej sielanki kiedy nie trzeba się martwić stanem konta albo zawartością portfela, a spać nigdy nie chodzi się głodnym… i ten uśmiech przez który de Gillern nie umiała się ruszyć. Stała więc wrośnięta w żwirową alejkę, ze smyczą obwiązaną wokół cienkich nóg i Charonem merdającym ogonem którym bił ją w lewą łydkę.
Doktorek musiał wziąć prysznic całkiem niedawno, włosy jeszcze mu nie wyschły. Do tego oślepiał błyskając bielą zębów.
- Spóźniłam się, przepraszam - przełamała zastój ściśniętego gardła - Kolacja nadal aktualna czy mam przyjść jutro do szpitala?
 
Sorat jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:06   #42
Banned
 
- Oczywiście, że aktualna - powiedział Logan. - Mam dom zupełnie wolny, wysprzątany i gotowy na nas. Znaczy na pizzę i maraton filmowy - rzekł.
Następnie zamilkł, bo dotarło do niego to, co widzi. Kogo widzi. Spoglądał na jej makijaż. Potem na jej ubrania. Na jej całą. Zamrugał powoli. Wreszcie utkwił wzrok w jej nogach spiętych rajstopami. Odetchnął głęboko przez usta.


- Hmm… - zamruczał. - Zacząłem się stresować… może się przebiorę… - mruknął pod nosem.
Chyba odniósł wrażenie, że był gorzej ubrany od Abigail.

- Po co? - dziewczyna zmarszczyła lekko czoło. Przecież i tak się potem rozbierze, więc jaki sens? Zbędne zawracanie głowy.
- Dlaczego się stresujesz, coś nie tak? - teraz to ona się spięła, łypiąc w dół na swoje ciało i czuła jak zaczynają się jej pocić ręce.

- Bo… wyglądasz inaczej, niż przy poprzedniej kontroli. Bardzo ładnie… pięknie wręcz. Znaczy wtedy również tak wyglądałaś… - Logan chyba stresował się.

De Gillern pomyślała, że Aoife jednak przegięła. Z drugiej strony znów usłyszała że nie jest tak do końca chodzącym trupem. Prawie zaczęła wierzyć w wersję gdzie to nie do końca kłamstwo.
- Nie przebieraj się, tak jest dobrze - powiedziała, przypominając sobie o radzie barmanki na temat zapewnienia komfortu. Z trudem przebiła paraliż mięśni twarzy, posyłając kąciki ust do góry na kilka sekund.
- Podobasz mi się - dodała i zaraz zakłopotana opuściła wzrok, żeby rozplątać smycz wokół nóg.
- Wzięłam pranie i… - przełknęła ślinę dość głośno - Jak to nadal nie problem… przeprać. Będę bardzo wdzięczna.

Logan milczał przez chwilę.
- Przepierzemy - obudził się wreszcie. - Oczywiście, że przepierzemy.
Pogłaskał Charona za uszkiem. Chyba był jego tarczą w tym momencie, bo przez pół minuty rozmawiał z psem, zastanawiając się, co dalej.
- Wiesz co? Może jednak rano przesadziłem z tym alkoholem. Naparstek to mało nawet jak dla ciebie. Chciałabyś, żebym napoczął mój najlepszy rocznik? Dwadzieścia lat temu mój tata kupił z włoskiej winnicy cały zapas win. Miał potem nimi handlować, ale tak się zakochał w smaku, że zostawił dla siebie. Potem zginął, a alkohol został. Ja rzadko pije alkohol, ale ten jest naprawdę dobry. Chciałabyś spróbować? - zaproponował.
Najwyraźniej Logan uznał, że najlepszym ruchem będzie gadać o swoim zmarłym ojcu.

Teraz to Abigail milczała przez dłuższy moment.
- Nie będzie ci szkoda? - podniosła spojrzenie, chociaż czuła się coraz mniej na miejscu. Flaszka whiskey z plecaka ciążyła niemiłosiernie i wydawała się tak żałośnie śmieszna wobec kupionej winnicy ojca Logana.
- Nie musisz go na mnie marnować, przyniosłam whiskey dla ciebie. - burknęła ponuro, kucając aby pogłaskać Charona po grzbiecie, co ją uspokajało. - Jesteś Irlandczykiem, pomyślałam że przecież musisz lubić whiskey… a potem, już po fakcie, doszło do mnie, że nie znam się na alkoholach, a to co widziałam na reklamach pewnie ma się kiepsko do gustu kogoś stąd. Nigdy nie twierdziłam, że nie jestem ułomna, a to dopiero początek długiej listy minusów - wzruszyła ramionami - Dla mnie cokolwiek, nie piję… dziś próbowałam wyjaśnić znajomemu że nigdy… nie upiłam się. Kurwa, nie słuchaj mnie - westchnęła ciężko, wstając i łapiąc koszyk.
- Prowadź - uśmiechnęła się krótko aby poprawić mu humor.

Mężczyzna przejął od niej koszyk, aby nie musiała go dźwigać.
- W ogóle, bardzo miło, że cię widzę. Nie pamiętam, czy to już powiedziałem. Rzeczywiście trochę się spóźniłaś i przestraszyłem się, że może zrezygnowałaś. Ale jesteś i bardzo się ucieszyłem z tego powodu. Cezar chyba też się trochę za bardzo podekscytował - Logan zaśmiał się. - Wino to tylko wino. Nic dla mnie nie znaczy. Nie miałem zbyt dobrych relacji z moim ojcem, więc nie szanuję do końca tego, co kupił za swoje pieniądze… To tylko pieniądze. Miał ich wiele, to wydawał. Natomiast ty… nie chcę być nieelegancki, ale zdaje mi się, że nie masz ich dużo. A i tak kupiłaś mi drogi alkohol. Dlatego tak bardzo go doceniam… bardziej niż tę całą winnicę - powiedział. - I to go wolałbym zachować. I cieszyć się nim - mruknął.
Lekkie rumieńce pojawiły się na jego twarzy. Szli w stronę domu. To spotkanie było dużo bardziej niezręczne od wszystkich innych. Totalna zmiana wizerunku Abigail bez wątpienia ścięła nieco Logana. Pewnie zastanawiał się, co takiego znaczyła.

De Gillern przeszedł po kręgosłupie nieprzyjemny dreszcz.
- Jestem bezdomna, ale nic ci nie ukradnę. Nie musisz się martwić - wzruszyła nerwowym ruchem ramionami. Szła wbijając wzrok w ziemię i zgrzytała zębami.
- Mogę też iść w cholerę i tyle, weź flaszkę i się pożegnamy. - przełknęła gorzką żółć z ust. Nie chciała iść, jednak rozumiała podejście ludzi do kloszardów a tym właśnie była.

Logan przełknął ślinę.
- W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogłabyś coś wziąć… Jak mógłbym cię w ten sposób potraktować? Nie jestem moim ojcem - rzekł weterynarz. - Choć pewnie nawet on nie potraktowałby kobiety w ten sposób. Choć raz zdarzyło się tak, że mocno poturbował służącą… i to nie w tym dobrym sensie. W sumie zdrada na mojej matce nie byłaby wcale w porządku. Sam nie wiem, co gadam. Chyba robię się trochę nerwowy… - zaśmiał się… no cóż, nerwowo.
Otworzył drzwi do środka.
- Zapraszam - powiedział. - O ile nie wystraszyłem cię tym ciągłym gadaniem o moim ojcu. Chyba… powinienem przestać. Po prostu… a zresztą… nieważne - mruknął.

- Nie wystraszyłeś, mnie naprawdę ciężko przestraszyć - szarowłosa popatrzyła mu w oczy, a potem spojrzała na drzwi i wnętrze korytarza.
- Dobrze… mrok potrzebuje zaproszenia aby przekroczyć próg - uśmiechnęła się nawet całkiem sympatycznie, choć krótko i pewnie weszła do środka.
- Opowieści umarłych, albo o umarłych mi nie przeszkadzają - dodała, odwracając się przez ramię, a szare ślepia płonęły choć tym razem nie obłędem i pustką. Było w nich życie, przysypane popiołem, ale wciąż żywe.
- Też nie miałam dobrych kontaktów z ojcem. - odstawiła koszyk, biorąc krótki wdech i prychnęła - Nieważne, nieistotne. Obiecałam że nie będę ci tyrać głowy, masz się dobrze bawić. Obłęd to ostatnie czego ci trzeba.

Logan spojrzał na nią dłużej.
- Tak w ogóle to trochę jesteś jak ta dziewczynka z rodziny Addamsów - powiedział. - To w sumie całkiem seksowne. Znaczy… - odwrócił wzrok. - Mam na myśli, że ty jesteś. Jeśli ci to nie przeszkadza. Mam nadzieję, że nie. A nie, że dziewczynki są seksowne. Nie jestem pedofilem… Ech…
Ruszył w prawo w stronę schodów.
- Tam jest piwnica. Poczekasz tu, czy ze mną zejdziesz?
Uśmiechnął się niewinnie.

Rezydencja była piękna i luksusowa. Bez wątpienia wiele pieniędzy poszło na jej wybudowanie oraz urządzenie. Przypominała taką katalogową, z filmu o nawiedzonych domach. Tak bardzo, że aż brakowało jej nieco… realności. Trudno było uwierzyć, że to miejsce należało do faktycznych ludzi. Pewnie Logan nie urządzał tych pomieszczeń, gdyż nic tutaj nie wskazywało na jego osobowość.

Abby skinęła głową i zeszła do piwnicy z mężczyzną.


To było ciepłe, przyjemne pomieszczenie zbudowane z czerwonej cegły. Z tego samego materiału zbudowano duże półki, w których umieszczono butle z winami. Znajdowały się tutaj również różne przyrządy do wyrobu trunków, choć zdawały się nieużywane. Logan raczej nie zajmował się tym w wolnym czasie. Lampa nad sufitem promieniowała przyjaznym światłem, które nadawało całości kameralnego charakteru.
- Słabe, mocne, czy bardzo mocne? - rzucił Logan, przechodząc półkami.

Dziewczyna obserwowała go, przypatrując się plecom i tyłowi spodni w okolicy bioder. Kołek w jej ciele zaczął pulsować, albo miała po prostu takie wrażenie. Całkiem przyjemne.
- Jak kiedyś będziesz myślał nad zatrudnieniem upiora do dzwonienia łańcuchami to odezwij się - wypaliła zanim zdążyła pomyśleć. Odkaszlnęła - Przytulnie tu… sucho, ciepło i nie ma okien. Brak przeciągu, masz światło… ekhm. Zdam się na ciebie, ale pamiętaj. Mam słabą głowę, więc za dużo nie wypiję. Lepiej żebym się nie upijała - skończyła melancholijnie.

- Nie pozwolę ci - powiedział Logan. - Mamy oglądać filmy, pamiętasz? - zapytał. - Jak będziesz leżała nieprzytomna, to co to byłaby dla mnie za przyjemność…
Następnie zamilkł, zastanawiając się nad tym pytaniem. Rozkaszlał się i znów zarumienił.

W międzyczasie zza rogu wychynęła postać wysokiego, przystojnego mężczyzny. Choć starego i wąsiastego.
- Złodzieje! - wrzasnęła postać. - Moje wino kochane kradną! Ja ci dam! Ja ci dam, gówniaku!
Wziął laskę i zaczął okładać nią Logana, choć ten niczego nie zauważył. Tylko poskrobał się po ramieniu. Chwycił jedną butelkę i zaprezentował ją Abby.
- To moje ulubione - uśmiechnął się. - Nie takie słodkie, ale też nie kwaśne. W sam raz.
- W sam raz?! Tożto najlepszy rocznik! Chowaj, to, jebańcu pizdogłowy! - duch dalej okładał laską, bez żadnego efektu.
 
Ombrose jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:08   #43
 
Sorat's Avatar
 
Szarowłosa kiwnęła głową na zgodę, ale szybko uciekła spojrzeniem w bok, tam gdzie widmo. Jeśli za życia mężczyzna tak samo zwracał się do swojego syna nie było się co dziwić, że jego śmierć przyniosła Loganowi zamiast rozpaczy jedynie ulgę.
Dziewczyna zamknęła oczy, wzięła głęboki wdech, a gdy je otworzyła, sięgnęła ku duchowi. Widmowymi dłońmi złapała równie niematerialne ramiona i przez chwilę spijała jego wspomnienia jakby były najlepszym winem.
- Twój ojciec… też je lubił - szepnęła, pusty wzrok przenosząc na butelkę - Straszny skurwiel. Pił je zanim… przedarł się przez barierę. Widziałeś to, byłeś tam… w pokoju o dębowych ścianach. Z kominkiem obłożonym czarnym marmurem i głową niedźwiedzia u góry. Za oknem padał śnieg… burza. Zły omen… - otworzyła usta, aby przełknąć ślinę i dodać coś jeszcze, ale w jednej chwili wyprostowała się, jakby rażona piorunem.
- N..nie słuchaj mnie, proszę - objęła się ramionami, cofając do tyłu, w cień pod ścianą aż cegły zadrapały jej plecy.
- Będzie idealnie - dodała zduszonym głosem, uciekając spojrzeniem w bok.

Butelka wina spadła Loganowi z ręki. Rozbiła się o podłogę.
- Kurwa - przeklął mężczyzna.
- Kurwa! - wrzasnął duch.
Tymczasem żyjący Burke wyprostował się i pomasował oczy.
- Hmm… pewnie czytałaś mój wywiad do gazety… Choć trochę stary, bo sprzed kilku lat. Musiałaś zrobić dobry research, ale ci się nie dziwie… jeszcze bym okazał się jakimś psychopatą, czy coś…
- A jesteś, a jakże! - wrzasnął duch. - Moje wino jeszcze rozbiłeś, skurwielu niedorobiony! A teraz udajesz, że mnie nie słyszysz! - ojciec wściekał się.
Ciekawe, czy świadomość tego sprawiłaby Loganowi przyjemność, czy wręcz przeciwnie. Z jednej strony ojciec ciągle z nim był, nawet jeśli po śmierci. A z drugiej nie miał żadnej kontroli nad nim i żadnego wpływu na jego życie, co musiało być dla niego istną torturą.

W myślach de Gillern odbijał się inny głos, kobiecy i lekko chrypiący. Powtarzał jak zdarta płyta, ciągle werset o tym, by nie ryć głowy komuś takiemu jak Logan. Nie zasłużył na to, a ona przyszła tu nie dla umarłych, a żywych. Jednego, konkretnego żywego.
- Tak… jestem ostrożna, mówiłam - wypuściła powietrze, a zniechęcenie przez pół minuty usadziło ją w miejscu.
- Zostaw… - odepchnęła się od zimnych cegieł, powoli idąc ku doktorowi - Posprzątam, jeszcze się pokaleczysz. Masz tu gdzieś ścierki albo papier? Szufelkę? Przepraszam, mówię bzdury, nie… wybierz co uważasz za stosowne i chodźmy na górę. - skończyła, stając przed żywym brunetem. Patrzyła mu w oczy przez całe trzy długie oddechy.
- Tam czeka nas więcej… atrakcji niż w tej ciemnej piwnicy.

Logan ruszył w jej stronę jakby nieco rozchwiany. Abby oddalała się od zimnych cegieł… nagle jednak znów je poczuła na plecach. Mężczyzna rzucił ją o nie, choć nie tak mocno, żeby zabolało. Znaleźli się obydwoje w półmroku, mimo że cała reszta piwnicy była dobrze oświetlona. Oni jednak znaleźli sobie swoją prywatną dziuplę, gdzie nie nękał ich nawet duch zmarłego ojca.
- Jesteś pewna? - zapytał cicho. - W tej piwnicy również może być trochę rozrywki.
Wpił się w jej usta. Był dość agresywny w tym, a zarazem czuły. Abigail poczuła jego język na swoim. Nigdy wcześniej się nie całowała. Zaskoczyło ją to, że nie poczuła żadnego smaku… a jedynie bliskość. I wilgoć. Przydusił ją do ściany. Bez wątpienia pragnął to zrobić już od jakiegoś czasu. Może nie chciał słuchać kolejnych niepokojących tekstów i chciał ją po prostu zatkać.

Na jego miejscu też zrobiłaby podobnie, choć przy użyciu ołowiu. Skrócenie dystansu i przejście do kontaktu bezpośredniego wywołało zamieszanie w ciele i głowie szarowłosej. Od pleców wciąż czuła zimno ściany, coś co znała, ale od przodu…
Z przodu przytulał się do niej masywny, ludzki kształt, sącząc ciepło tam, gdzie do tej pory królował chłód. Jego zapach, wzrok, głos i język obdzierały brutalnie następne warstwy zastałego lodu, odkrywając coraz więcej ludzkiej istoty pod spodem: zagubionej, skołowanej i jak przystało na świeżo obudzoną nie za bardzo wiedziała jak zareagować.
Przy pierwszym kontakcie przypominającym atak pojawiła się złość, którą momentalnie zmazały usta. Drżące, blade dłonie powędrowały ku górze, przysiadając na szerokich ramionach, a potem poleciały dalej, krzyżując się w nadgarstkach gdzieś za jego plecami.
Abigail niewprawnie, ale oddała pocałunek. Pierwszy pocałunek w realnym świecie.
- Jestem pewna - odpowiedziała z wargami zahaczającymi o jego wargi. Wyszło sucho, oschle.
- Nigdy wcześniej…a teraz jesteś ty. Znaczy jeśli chcesz… i będziesz chciał. Wolę łóżko… albo chociaż kanapę. I ręcznik, bo wszystko pobrudzę - Szybko dodała wyjaśniając sytuację zanim nie pomyślał że ona tego nie chce. Chciała jak cholera.

Logana jakby otrzeźwiło. Całował jej szyję, kiedy mówiła. Ale wnet zrobił krok do tyłu.
- Ja… to… - zawiesił głos. - Zachowałem się nie na miejscu - powiedział. - Nie chciałbym, abyś pomyślała, że specjalnie zwabiłem cię do tej piwnicy. Po prostu kiedy zobaczyłem, jak wynurzasz się z mroku… I twoje piękne, duże oczy przeszyły mnie na wskroś… Poczułem, że muszę zareagować. To było silniejsze ode mnie. Przyszłaś tutaj dla Charona, nie dla mnie. Nie pozwolę ci uczynić czegoś, czego miałabyś potem żałować… - zawiesił głos.
Niektórzy mężczyźni najwyraźniej bali się dziewic. Najpierw Kirill, teraz Logan. A może ta wzmianka o brudzeniu wszystkiego…
Pomimo swoich słów Logan jeszcze raz nachylił się i pocałował ją.
- Masz taką gładką skórę - pogładził jej policzek. - I takie miękkie usta. Nie pasują do tak obłąkanych oczu… - mruknął.

Role się odwróciły, gdy to blade dłonie chwyciły koszulę na jego piersi i przyciągnęły do chłodnego ciała pod ścianą. Raz Abby pozwoliła komuś oddalić się i tego żałowała. Teraz nie zamierzała popełnić błędu ponownie. Czuła się dziwnie, jak wstawiona. Chciała jeszcze, najlepiej jak najwięcej. Na zapas, na później. Aby mieć co wspominać kiedy piękny sen się skończy.
- A może jestem obłąkana… - zaczęła dysząc mu w nos i patrząc w oczy od których nie mogła oderwać wzroku. Na oślep wymacała jego rękę - ... tobą… - szepnęła, wychodząc ustami naprzeciw jego ust. Podniosła lewą nogę, ocierając udem o biodro w jeansach.
- Przyszłam dla Charona - szepnęła - Ale to dla ciebie się przygotowałam - dodała, w pustkę w oczach zastąpił figlarny, jakby żywy blask. Poprowadziła męską dłoń na swoje pośladki i dalej wskazała niespodziankę między nimi.
- Jeśli wolisz tak… tylko - przełknęła ślinę, szalonym spojrzeniem łowiąc jego wzrok - Nie zrób… mi krzywdy. Chcę… ufam ci.

Logan jęknął.
- Chcę cię jakkolwiek - odpowiedział. - Ale teraz. W tym momencie - mruknął.
Złapał ją za żuchwę i mocno ścisnął. Odgiął jej głowę do tyłu i polizał dystans od obojczyka aż do brody. Smakował ją. Niczym drapieżnik gotowy na skonsumowanie zwierzyny.
Chwycił jej dłoń i wsunął ją pod dżinsowe spodenki… a także swoją bieliznę. Wyczuła bardzo sztywny, gruby kształt, który się nie kończył. Były ciepły i lekko drżał. Logan napalił się niczym pies na sukę. I chciał ją teraz dosiąść.

Tyle że otworzyły się drzwi i zbiegł na dół jakiś mężczyzna. Burke szybko odskoczył od Abigail.
- Panie Loganie, pizze wszystkie już gotowe, mówi kucharz - powiedział elegancko ubrany służący. - Już ser przystyga, jak mogę pomóc… Ach, rozbiliście wino… - pokręcił głową, cmokając.
Kolor twarzy weterynarza przypominał dojrzałego buraka.

Pod ścianą de Gillern rozpłaszczyła się na cegłach, ledwo stojąc na drżących nogach. Oddychała ciężko, obłąkanym, zamglonym wzrokiem wpatrując w bruneta. Dłoń która jeszcze sekundę temu dotykała napęczniałego, ciepłego prącia bładziła opuszkami palcy po wnętrzu ręki, jakby szukała jakiegokolwiek kontaktu. Niestety przerwana brutalnie bajka nie chciała się ponownie odpalić.
- Przepraszam, to moja wina. Zaraz to posprzątam - odpowiedziała, biorąc się w garść i odklejając od ściany. Przeniosła uwagę na gospodarza prawie się na niego rzucając. Oddychała szeroko rozszerzonymi chrapkami.
- Logan… ile tej pizzy zamówiłeś? - łypnęła i spytała, byle oderwać myśli od tego, czego pozwolił jej dotknąć.

Mężczyzna zamrugał powoli.
- Poprosiłem kucharza, aby upiekł kilka. To powiedział, że świetnie się składa, bo jego kolega był przez dziesięć lat w Mediolanie i ciekawiło go, czego się tam nauczył. No go zaprosił go dzisiaj. Pieką te pizze już od kilku godzin. Najwięcej przygotowali na moment, kiedy miałaś przyjechać. Ale spóźniłaś się i od tego czasu dalej… pieką. Ale to w porządku, bo dobrze się przy tym bawią. Co nie zostanie zjedzone, idzie dla obsługi. Nic się nie marnuje. Ale w sumie dobrze byłoby, gdyby kiedyś przestali piec… więc może rzeczywiście… zjemy - mruknął.
Ale skrzywił się okropnie. Pewnie nie pizze chciał w tej chwili najbardziej konsumować.
- To nie jest wina panienki… oczywiście, że nie - powiedział służący. - Nie godzi się, aby gość sprzątał. Nic się nie stało. To tylko butelka wina premium za około tysiąc dwieście euro. Takich tysiące.
Charon zbiegł na dół, kiedy drzwi zostały otwarte. Wpierw chciał do pani, ale potem skręcił w stronę wina. Zaczął je chłeptać.
- Może być szkło! - krzyknął Logan. - Mały alkoholiku - dodał ciszej, ruszając w stronę psa.

Widok znajomych czterech łap ucieszył de Gillern. Sekundę później wciągnęła ze świstem powietrze.
- Charon fuj! Nie ruszaj, fuj słyszysz?! Jeszcze Logan pomyśli że to u nas norma… - jęknęła, wyciągając ręce w stronę trójbarwnej kulki futra i zaczęła truchtać w jego stronę aby jak najszybciej unieść bezpiecznie poza kałużę ze szkłem.

- Czy to byłoby najdziwniejsze? - zapytał Logan. - Ktoś z takim obłędem w oczach pewnie byłby zdolny do większych nieprzyzwoitości… - mruknął i uśmiechnął się półgębkiem.
Tymczasem Charon próbował się wyszarpnąć. Bez wątpienia smakowało mu drogie wino.
- Jesteś pewna, że nie dajesz mu trochę alkoholu? - mruknął Logan. - Ale tak na poważnie. Może jego poprzedni właściciel dawał mu wódki. Czasami patosy poją alkoholem zwierzęta, aby były ciche i grzeczne.

De Gillern zacisnęła ramiona mocniej na psie, łapiąc palcami obroże aby jej się nie wywinął. Sam w sobie nie był taki lekki, ale kiedy się wyrywał sprawiał już spore problemy.
- No już… uspokój się. Dostaniesz ucho, nawet ci je zamoczę w winie… - mruczała uspokajająco do psiego towarzysza, ale w pewnej chwili znieruchomiała, a głowa jej uciekła do gospodarza. Słuchała go z zaciśniętymi szczękami póki nie skończył. Nieprzyzwoitość i obłęd.
- Mówiłam ci, nie jestem dobrym człowiekiem - odpowiedziała zduszonym głosem, pakując kiełkujące nadzieje i normalność z powrotem do dołu i zasypała dla pewności lodem z serca. Z jej twarzy zeszły kolory, wróciła trupia biel.
- Zabiorę go na górę, zanim nie nałyka się szkieł. Nie wiem co mu dawali. Znalazłam go przywiązanego do drzewa, pamiętasz? - dodała chłodnym tonem, zawijając się na górę.

 
Sorat jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:09   #44
Banned
 
Logan ruszył za nią, natomiast mężczyzna na dole zajął się sprzątaniem.
Wyszli na parter. Zostali sami. Burke zamknął za sobą drzwi.
- Czy pójdziemy teraz zjeść…? - zapytał. - Czy może wolisz porozmawiać o tym, co się stało na dole… Bo… ja nie wiem, czy mam apetyt na jedzenie. Choć pewien apetyt mam - mruknął…
Podniósł dłoń i pogłaskał Charona, których chyba zapomniał o winie, bo polizał jego dłoń.

Jego pani za to odwróciła powoli twarz w stronę doktora. Szare oczy powitały go pustką bez cienia życia.
- Możemy wziąć jedną pizzę i zamknąć się u ciebie w sypialni, albo w salonie. Czy ją zjemy to zobaczymy ile czasu zajmie rozmowa. Nie musimy oglądać żadnego filmu, nie biorę cię za zwyrola, o to się nie martw. Niczym nie uchybiasz… istnieje niestety prawdopodobieństwo że jak od razu pójdziemy na górę to zanim skończymy cały dom ci zarzucą pizzą. - wzruszyła ramionami - Będziesz miał ochotę zostanę na noc, nie będziesz miał ochoty wyjdę wieczorem.

Mężczyzna zastanowił się.
- Chcę cię brać przez całą noc aż do samego rana - mruknął, kładąc dłonie na jej biodrach. - Bardzo długo nie byłem z kobietą. Naprawdę długi czas. Nie wystarczy mi dwadzieścia minut - dodał. - Nie wystarczą mi nawet dwie godziny - nachylił się, aby pocałować jej czubek nosa. - Obawiam się, że będziesz musiała również zostać na cały następny dzień. Bo jak z tobą skończę, to będziesz taka połamana, że nie uda ci się ustać na nogach i wyjść. Obiecuję… - szepnął i delikatnie pochwycił w zęby płatek jej ucha. Ostatnie słowa wyszeptał prosto do niego.

- Cholera - dziewczyna zaklęła, w ostatniej chwili przypominając sobie że trzyma psa i jak zechce położyć dłonie na dużych dłoniach przy swoich biodrach to go upuści. Postawiła go więc na ziemi, schylając się, a jej pośladki z premedytacją otarły się o krocze Logana.
- Czyli porwanie... miała rację - mruknęła. Jak Aoife to od razu rozgryzła? Sens całego spotkania? Abby naiwnie naprawdę myślała tylko o pizzy. Zanim barmanka jej nie naprostowała.
- Ty nie byłeś dawno z kobietą, ja nigdy nie byłam z mężczyzną… z kobietą zresztą też - wróciła na poprzednią pozycję, obracając jedynie kark do weta.
- Jesteś pierwszym który mnie pocałował, tam na dole…- westchnęła ale bez ponurej otoczki - W takim razie zostanę...i tak nie zadasz mi takiego bólu, który… - potrząsnęła karkiem, burcząc - Najpierw pizza, potem ty. I długo później nic poza tobą. Całkiem dobry plan.

- Nie, najpierw ja - mruknął mężczyzna. - Jeżeli tyle lat przeżyłaś bez jedzenia, to jeden dzień więcej nie zrobi ci różnicy - szepnął. - Muszę mieć cię teraz - znowu przyłożył jej dłoń do swoich spodenek, tyle że teraz wyczuwała przez materiał sztywność fallusa. - O niczym innym nie myślę. Miałaś wielką uwagę, przychodząc tu w tej kusej spódniczce i perwersyjnych rajstopach - mruknął. - Zedre je z ciebie po kolei. Albo w dowolnej kolejności. Chodź… - szepnął.
Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę schodów na górę…
Aż wpadli na starszą kobietę w fartuszku.
- Tu jesteście - powiedziała. - Zastawa już gotowa. Świece się palą, jedzenie stygnie. Paniczu Burke, myślałam, że zna panicz drogę do jadalni - pokręciła głową. - Jak nie, to w takim razie zaprowadzę - powiedziała i oddaliła się. Zerknęła do tyłu za nimi. - No już, już.
Logan był wściekły. Przypominał w tej chwili mimiką Cezara, kiedy na podwórku przebiegały inne psy. Chciał po prostu zagryźć. Jednak wnet się opanował. Zerknął na Abigail.
- Ty ją tu przywołałaś, czyż nie? Myślisz, że to cię uratuje? Może na chwilę… - mruknął i poszedł za służącą.

Charon wrócił na ziemię, dziewczyna zgarnęła plecak i po paru krokach dogoniła swojego przyszłego oprawcę. Oddychała ciężko, kołek w trzewiach uwierał przy każdym ruchu. Zrobiło się jej dziwnie, gdy dotarło do niej, że uda ma całe mokre i jak pies łowi w powietrzu zapach mężczyzny. Otworzyła usta aby odpowiedzieć że gdyby ona coś przywołała pewnie wszyscy w domu już wkrótce byliby martwi, jednak zmilczała. Była tu dla żywego, nie dla widm i było jej z tym dobrze.
- Nie ma dla mnie ratunku - odpowiedziała z cieniem dowcipu, chwytając go za rękę i mocno ścisnęła. - Zresztą kto powiedział że go chcę?

Wnet dotarli do jadalni.
- Cholera, chciałem zjeść w salonie, tam jest wygodniej - mruknął Logan. - Powoli zmieniam antyczny wystrój na coś bardziej nowoczesnego i komfortowego. No ale trudno, nie będę wybrzydzał.
To był dość duży pokój. Swobodnie możnaby tu było urządzić weselę lub inną uroczystość tego typu. Jeden z pięciu stołów został zastawiony.
- Nie, nie będziemy jeść po obu końcach stołu - mruknął.
Ren rzeczywiście miał z pięć metrów. Ale świeczki zostały zaplanowane tak, aby jak najbardziej oddzielić parę. Pewnie służąca była tradycjonalistką. Logan chwycił świecznik i ruszył z nim do drugiej zastawy.Mnogość różnorodnych pizz zachwycała.


Niepotrzebnie Burke pytał o jej ulubione smaki, bo były tutaj wszystkie.
- Jestem ogromnym psem… nie tylko na ciebie… ale również na pizzę - mruknął Logan. - Pewnie zjem tyle, że potem nie będę mógł się ruszyć. Ale to źle. Dlatego wolałem zjeść po wszystkim - mruknął pod nosem.
Wybrał sobie trzy kawałki i położył na odpowiednim miejscu. Następnie wziął talerz Abigail.
- Które wyglądają dla ciebie najbardziej apetycznie? - zapytał, chcąc jej nałożyć.

Otoczona najgorszym koszmarem anorektyka, Abigail przycupnęła na brzegu swojego krzesła, rozglądając się niepewnie po stosie najróżniejszych smakołyków. Pewnie nie dało się już wykręcić nieśmiertelnym “nie jestem głodna”.
- Usiądź - poprosiła, ciągnąc go na najbliższe krzesło, wcześniej wyjmując z dłoni szpatułkę do pizzy.

Mężczyzna zerknął na nią.
- Czy aż tak bardzo starasz się wykręcić od jedzenia? - zapytał, uśmiechając pod nosem.
Usiadł tam i wpatrzył się w jej oczy. Chyba właśnie je najbardziej lubił. Płomienie świec odbijały się w nich. To go hipnotyzowało.

Nie odpowiedziała, chociaż uśmiechnęła się: trochę nieśmiało, trochę jakby była głodna ale to nie łaknienie czuła. Dwa kroki wystarczyły aby znaleźć się tuż przy nim i móc do woli patrzeć w jego twarz. Pogładzić zimnymi palcami tak przyjemnie ciepły policzek.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego przełożyła nogę nad jego kolanami, w duchu dziękując Aoife, za spódniczkę. W spodniach podobny numer by nie wyszedł. Wciąż patrząc mu w oczy opadła w dół, moszcząc się na jeansowych udach. Oddychała coraz płycej, nie umiejąc zdecydować czy bardziej się boi, czy czy niecierpliwi. Prawę dłoń położyła mu na ramieniu, zbliżając usta do jego ust. Pocałowałą go w tym samym momencie, w którym lewą wcisnęła między ich ciała aby rozpiąć guziki spodni.

Logan jęknął. Nie spodziewał się tego.
- Tak - mruknął. - Tylko… czy to będzie dobra pozycja dla ciebie? Na pierwszy raz? - trochę psuł nastrój. - Chcę, żeby ci było wygodnie… - zawiesił głos.
Ale chyba jeszcze bardziej pragnął jej ciała. Wsunął dłoń pod jej spódniczkę i odkrył wilgoć ściekającą po udzie. Na dodatek dziewczyna nie miała bielizny. Burke prędko dołączył drugą dłoń i zaczął pruć cieniutki materiał tak, aby się do niej dobrać. Zupełnie tak, jak Aoife przewidziała.
- Tak, będzie ci wygodnie. I tak, to odpowiednia pozycja - wychrypiał. - Idealna, na pierwszy raz.

De Gillern wychyliła się w bok, żeby z bocznej kieszeni plecaka wyjąć butelkę oliwki dla niemowląt. Jednocześnie przyciskała się torsem do piersi weta, dysząc mu z podniecenia prosto do ucha. Nie wiedziała co można powiedzieć, słowa nie chciały się złożyć w nic sensownego, zresztą bała się że pierdolnie coś, co tylko pogrzebie nastrój. Całowała go więc po szyi, żuchwie i policzku, buteleczka od Aoife stanęła na stole. Na dole uparty guzik wreszcie puścił, zostało rozpiąć suwak i wygrzebać skarby Logana na światło dzienne.
- Z tyłu… wyjmij - gorący szept owiał mężczyźnie bok głowy, dziewczyna poruszyła niecierpliwie biodrami, napierając nimi na dużą, ciepłą dłoń jak marzyła odkąd pierwszy raz je zobaczyła. Świadomość prostej potrzeby uderzyła nagle, w gardle zapiekło a wargi zadrżały. Smutek jednak minął, wyparty rosnącym wewnątrz ciała obłędem w zupełnie nowej formie.

Mężczyzna już wcześniej wyczuł kształt, ale teraz tak po prostu na niego natrafił. Wcześniej myślał, że mu się tylko wydawało. Teraz miał pewność. Wyjął z niej korek, a Abby syknęła. Przyzwyczaiła się już do niego. Natomiast kiedy najgrubsza część przeszła przez jej zwieracze, okazało się, że jeszcze nie były odpowiednio dostosowane. Miała jednak kandydata chętnego na ich rozpracowanie. Logan zaczął wkładać i wyjmować z niej korek. Powoli. Po chwili wyjął go i nalał na niego oliwki i znowu włożył. Patrzył w oczy dziewczyny, widział jak stają się coraz bardziej zamglone i szalone. Oddychał ciężko przez usta. Jego męskość była napięta. Więcej niż gotowa. Gruba żołądź zdawała się wręcz fioletowa od nadmiaru nagromadzonej w niej krwi. Wnet Burke wyrzucił korek i wsunął w nią dwa palce, a jej zabrakło nagle powietrza. Tak od razu. Poczuł niesamowitą gładkość błony śluzowej, której nic nie mogło podrobić. Wnet wyjął palce i nalał na nie oliwki. Chciał, aby była cała śliska i ociekająca nie tylko własnymi sokami, ale również lubrykantem.
- Wydajesz mi się osobą, która ma wiele wyrzutów sumienia - mruknął pod nosem. - Nadszedł dzień kary. Zostaniesz nabita na pal.
Położył obie dłonie na jej pośladkach, które wciąż były opięte rajstopami. Przeszkadzał jej nieco materiał spódniczki, ale Aoife rozsądnie wybrała najkrótszą możliwą. Kopciuszek miała swoją Matkę Chrzestną, Abigail również posiadała własnął Logan zaczął nakierowywać jej odbyt na swojego fallusa. Żołądź weszła niespodziewanie gładko. Przez moment de Gillern nawet nie wiedziała, czy był już w środku. Ale wtedy zaczął ją nabijać, jak groził wcześniej. I poczuła falę gorącego, pulsującego rozpierania, która zaczęła przewalać się przez jej wnętrzności…
 
Ombrose jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:10   #45
 
Sorat's Avatar
 
Złapał wreszcie swoją ćmę, bezlitośnie umieszczając ją na igle aby cieszyła oko w kolekcji, albo gablocie. Wpierw zabolało, dziewczyna syknęła, ale syk ten szybko zmienił się w głośny jęk.
- Jezu… - rozszerzonymi oczami patrzyła Loganowi prosto w twarz, dysząc spazmatycznie przez rozchylone usta. Policzki na odlew chalsnął krwisty rumieniec, uda po bokach mężczyzny drżały jak w gorączce, tej samej jaka trawiła Abigail od środka, mając swoje źródło między pośladkami. W głowie zaczęło się jej kręcić, skóra na całym ciele zrobiła się nieznośnie nadwrażliwa, szczególnie ta ukryta głęboko w dopiero co penetrowanym rejonie. Tam osiągnęła wrażliwość graniczącą z oparzeniem jak jakie było tylko jedno lekarstwo. Opadała powoli, rozluźniajac mięśnie zwieraczy najbardziej jak się dało, a w zamroczeniu nie ogarniała jakim cudem mężczyzna siew niej zmieścił. Był kilka razy większy od korka Aoife, a mimo to, łamał jej barierę i opór centymetr po centymetrze, które czuła aż pod czaszką. Każdą wypukłość trzonu, żyłkę i wklęsłość, a na końcu poczuła pod pośladkami łaskoczące włoski podbrzusza oraz materiał jeansów. Wtedy jej oddech stał się odrobinę rozpaczliwy, nie zamykając oczu wciąż przeglądała się w źrenicach kochanka, gdy przyzwyczajała się do uczucia całkowitego wypełnienia, pod pomalowanymi powiekami coś się zaszkliło.
- Zrób to - ni to wychrypiała, ni wyjęczała.

Mężczyzna osunął materiał spodenek nieco niżej, aż te kompletnie zleciały z jego nóg. Aby to się stało, musiał jednak wstać na moment, a przynajmniej pchnąć biodrami do przodu. Wtedy też jego penis w całości znalazł się w jej odbycie. Logan znów usiadł i uśmiechnął się do niej szeroko. Oraz z pełną satysfakcją. Abigail nagle zrozumiała, w jaki sposób można było zakochać się w mężczyźnie.
- Zrobię ci wszystko - mruknął. - Dziewico… - zaśmiał się pod nosem.
Położył dłoń na jej wargach sromowych. Ociekały śluzem. Bawił się nim, wcierał go w jej kobiecość, muskał palcami łechtaczkę. Na koniec oblizał palce.
- Mam nadzieję, że się przyzwyczaiłaś. Lepiej będzie dla ciebie.
Następnie złapał jej biodra… i podniósł do góry, jakby była szmacianą lalką. Poczuła objętość fallusa wysuwającą się z nią. Potem znów nabił ją aż po jądra. Zupełnie jakby była jego zabawką. Ważyła tyle co piórko i mógł bawić się nią jak chciał. Wnet coraz szybciej i szybciej masturbował się jej odbytnicą. Jęczał, czując ogromną rozkosz. Nic nie umywało się z ciepłem, gładkością i wilgocią kobiety. De Gillern miała wrażenie, że była rozjeżdżana przez pociąg, ale wnet to tarcie okazało się dla niej przyjemne. Kompletnie odpuściła i poddała się tym dużym dłoniom, które tak bardzo zapadły jej w pamięć.

W pewnym momencie mężczyzna wstał. Wygiął plecy i lędźwia tak, aby móc ją penetrować w tej pozycji. Przytulił ją mocno do siebie, aby nie spadła. Tylko jak by mogła? Była nabita na jego kutasa tak mocno, że nawet gdyby puścili się, to najpewniej nie spadłaby z niego.

Odruchowo blade ręce zacisnęły się mocno na jego ramionach, gdy Abigail przestraszyła się, że zaraz kompletnie uniesie się w powietrze i nie spadnie z powrotem. Na szczęście był on, łapiący ją za każdym razem gdy ulatywała i z powrotem nabijający na siebie, co kończyło się rozedrganym jękiem i kolejnym i jeszcze jednym, tempo rosło i rósł hałas. Nie znając dotąd przyjemności nagle została nią zalana, sieć nerwowa nie wiedziała co robić, więc po prostu wybuchła, gdy przy następnym dobiciu aż do jąder plecy de Gillern wygięły się do tyłu. Rozkosz spełnienia zacisnęła wszystkie mięśnie w jej ciele, oczy wywróciły się wgłąb czaszki aby tam podziwiać fantastyczne eksplozje białego światła i tylko z gardła uleciał nagły skowyt rżniętej suki przeprowadzonej przez wrota raju.

Nawet nie wiedziała, kiedy została przeniesiona na stół. Pizze spoczęły na podłodze, wyrzucone nagle. Logan zdawał się nie mieć większego szacunku do jedzenia. Sam wszedł na stół. Był całkiem nagi, musiał ściągnąć w międzyczasie ubrania. Ona natomiast wciąż miała na sobie T-shirt, sweterek, spódniczkę, rozdarte rajstopy… nawet buty… A w jej odbycie pulsowała ogromna męskość Logana. Poruszał biodrami, czując narastającą ekstazę.
Tymczasem w oddali rozległ się przytłumiony, męski głos.
- Bracie, wróciłem wcześniej z podróży!
Logan zerknął na drzwi.
- Wypierdalaj stąd! - krzyknął, na moment przestając posuwać Abigail. Utkwił w niej głęboko aż po jądra. Miała wrażenie, że jego penis zaraz wyjdzie jej przełykiem.
- Ale macie pizzę…! Słyszałem, że macie pizzę! - powtórzył brat Logana.

Drzwi otworzyły się, a w przejściu stanął… nikt inny jak Rhys Wood.
- Wypierdalaj - powtórzył Logan.
Ten w pierwszej chwili już się cofnął. Zrobił krok do tyłu… aż nagle kolejny miał miejsce do przodu.


- Przecież… ty jesteś zakonnikiem, braciszku - powiedział Rhys. - Kogo takiego rżniesz? Kto wreszcie zaliczył wszystkie twoje trudne standardy…? - mruknął i podszedł bliżej.
Tak bardzo, że aż go wcięło.
- Abigail? - zapytał Rhys.
Logan opadł na nią i kontynuował rżnięcie. Chyba już nic go nie obchodziło. Wcześniej przeszkodził mu lokaj, potem służąca. Miał ochotę spuścić się w de Gillern. Helikoptery telewizyjne mogłyby mu krążyć w tej chwili nad głową, a on miałby to w dupie. Tak, jak Abigail w swojej czuła armagedon wykonywany przez jego męskość.

Pieprzył ją tak mocno, że zaczęła mieć halucynacje. Rozłożona na stole podskakiwała w rytm coraz silniejszych i zdecydowanych pchnięć, lewitując nad obrusem ze śladami pizzy. Nieobecnym wzrokiem równie przytomnym jak po paczce Xanaxu wodziła chwilę po twarzy nowoprzybyłego, ale nim coś jej zaskoczyło pod czaszką, przez jej ciało przeszedł kolejny impuls i znów pochłonięta przez pożogę ekstazy mogła tylko chwytać rozpaczliwie pracujące nad nią szerokie barki i wczepiać w nie paznokcie. Piętami mocno zapierała się o stół unosząc biodra aby przy każdym zderzeniu Burke brał ją jak najgłębiej. Chciała go czuć w żołądku, w mózgu. W sercu i pod skórą, najlepiej przez całą wieczność.

- Może mógłbym…? - Rhys zawiesił głos.
Logan chwycił flakonik z kwiatami i popisowo rzucił nim w brata. Nie trafił i nawet nie był tego blisko, ale wiadomość została przekazana. Rhys wycofał się, wzdychając ciężko i zamknął za sobą drzwi.
Burke opadł na nią ciężko
- Ten chuj ukradł mi dziewczynę w liceum. Teraz mu na to nie pozwolę. Czujesz, że jesteś moja? - zapytał i wręcz sadystycznie docisnąć penisa do jej bioder. Specjalnie tak, żeby ją zabolało. Następnie wycofał się i znów to uczynił. - Czujesz, czyja jesteś?

De Gillern wpierw syknęła i zgrzytnęła zębami, a potem chwyciła meżczyznę za gardło, zaciskając na nim palce. Mało delikatnie, czuła jak paznokcie wbijają się w spoconą skórę dość głęboko.
- Czuję - zgodziła się przez oddech rwący się niczym smużka dymu znad świeżo zgaszonego znicza. Blade uda w podartych rajstropach rozłożyły się jeszcze szerzej, tworząc praktycznie linię prostą - Jesteś... mój - dodała z fascynacją, dzieląc obłęd z jego spokojnymi do tej pory oczami.

To było chyba magicznym zaklęciem. Logan błyskawicznie wszedł w nią po raz ostatni. Spuścił się tak głęboko, jak tylko mógł. Kobieta poczuła, jak zaczęła ją zalewać ciepła, wilgotna sperma. To było dziwne, obce uczucie. Mężczyzna mocno ścisnął jej ramiona. Na pewno zostaną jej po tym siniaki. Jęknął. Na moment zastygł w bezruchu, ale wnet znów zaczął poruszać biodrami, pompując ostatnie strugi nasienia.
- To wciąż za mało - szepnął. - Chcę cię brać tak długo i zalewać cię tak bardzo, że aż zaczniesz wymiotować bielą - mruknął.
Gdyby mógł, wlewałby siebie w nią jak szlaufem. Niestety był tylko mężczyzną i wnet zaczął wiotczeć.
- Chcesz ze mną zamieszkać? - zapytał.

- Co? - szarowłosa potrzasnęła głową, ale obezwładniające zmęczenie nie pozwalało jej się skupić. Przełknęła ślinę, a twardy penis w jej odbycie malał z każdą chwilę, a miarę jak to czynił, pod plecami zaczęła się zbierać dziewczynie niewielka, mokra kałuża. Ogień powoli przygasał, a ona aż zbyt wyraźnie zdawała sobie sprawę z pustki pozostałej w miejscu, gdzie kiedyś miała jelito.
- S.. .stój, czekaj… - jęknęła, skupiając uwagę na ile mogła i zmrużyła oczy aby sobie w tym pomóc.
- Jakie mieszkać? Tu… znaczy ja? - pomysł wydał się jej… niedorzeczny. Zaraz pojawiło się wspomnienie znajomej twarzy i to było jak cios obuchem.
- Dobrze… zróbmy tak - im mniej penisa zostawało w niej, tym lepiej się myślało - Zróbmy tak… ogarnijmy się. Zjedzmy pizzę i przeprośmy twojego brata… albo go spytajmy. Czy mu nie będzie przeszkadzać.. ktoś taki jak ja… pod dachem - zamknęła oczy i wbrew wszystkiemu wyciągnęła ramiona, aby mocno przytulić kochanka.

Mężczyzna był jednak w tej chwili mniej czuły, a bardziej biznesmenem. Wyszedł z niej z głośnym, mokrym odgłosem i jej głośnym, tęsknym jękiem. Od razu struga spermy wyleciała z jej odbytu.
- Ale jak chcesz ze mną zamieszkać, to najpierw musimy coś ustalić - rzekł. - Będziemy to powtarzali każdego ranka przed moim wyjściem do pracy. Każdego popołudnia po moim powrocie do domu. I każdego wieczora przed pójściem spać. Dzień w dzień. Możesz zostać dziewicą, jeśli chcesz - powiedział. - Nie przeszkadza mi to. Po prostu chcę cię rżnąć. Bez przerwy. Trzy razy na dzień to będzie za mało, ale gdybyś była chora, bolało cię coś, albo czuła się niedysponowana, to na tych minimum trzech razach może uda się mnie zaspokoić.

Westchnienie szarowłosej wyszło dość ciężkie i nie chodziło o zmęczenie. Patrzyła na niego, zabierając ręce i leżała na płask, zaciskając szczęki.
- Dupa za mieszkanie? - spytały, a z jej oczu i głosu powiało lodem - Masz mnie za kurwę, miło. Nie jestem kurwą, puść mnie - syknęła, chcąc się wytoczyć i zejść. Zniknąć zanim się rozpłacze.

Mina Logana zmieniła się momentalnie. Przestał być demonem seksu, a zamienił się w łagodnego mężczyznę, jakim był zazwyczaj.
- Ja… ja myślałem, że… będziesz chciała - kaszlnął. - W sensie… nie podobało ci się? - zapytał smutnym tonem.
Nagle wydawał się młodszy o ponad dwadzieścia lat, bo zaczął przypominać dziecko. Albo zbitego psiaka.
- Byłem zbyt… chyba zbyt brutalny.
Usiadł na brzegu stołu i zwiesił głowę. Wygiął plecy, garbiąc się ciężko.

De Gillern poczuła się głupio i nie na miejscu. jak znicz postawiony na weselnym stole. Jedno spojrzenie na doktorka starczyło, aby cała złość z niej wyparowała. Przekręciła się i zasyczała, kiedy rozjechany tyłek skontakował się z obrusem. Szybko podniosła się na kolana, chociaż ciągle miała wrażenie jakby była teraz jej dupa odpływem w zlewie pozbawionym zwykle siedzącego tam korka. Aż bała się pomyśleć o wizycie w toalecie. Z drugiej w sumie była anorektyczką i jadła tyle że raczej szybko jej nie przyciśnie potrzeba tego rodzaju.
- Logan - powiedziała ochrypłym głosem. Musiała się nieźle drzeć jeśli tak zdarła gardło. Usiadła na kolanach i objęła go od tyłu, przywierając frontem do jego pleców.
- Było zajebiście, chcę jeszcze - dodała zakłopotana, ale uścisku nie zwolniła. Pocałowała go w skroń - Nie muszę tu mieszkać żeby chcieć… żebyś mi to robił częściej. Miałam cię prosić, czy byłbyś… - odkaszlnęła - Czy byś może chciał zrobić z każdą z trzech moich dziur to samo, co zrobiłeś mi z dupa? Tylko… wiesz że byś musiał - znów kaszlnęła - zerwać gwint i… kurwa mieć cierpliwość, bo… nie jestem aktorką porno, nawet zwykłą dziewczyną. Brak doświadczenia… czegok...
 
Sorat jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:12   #46
Banned
 
Mężczyzna wykręcił się i zamknął jej usta pocałunkiem. To była chyba rzeczywiście jego metoda na sytuacje, kiedy mówiła rzeczy, których on nie chciał słyszeć.
- Ćśś… - szepnął. - Nie musisz prosić mnie o to. Mogę być twoim erotycznym niewolnikiem. Zrobię cokolwiek zapragniesz - mruknął.
Potem jednak spojrzał w bok. Poskrobał się po głowie.
- Wiesz… teraz słyszę, że mogłaś się przestraszyć. Ale może powiem ci, z czego to wyniknęło - mruknął. - Moja poprzednia dziewczyna… bardzo ją kochałem i na początku było tak samo zajebiście. Potem jednak kochaliśmy się coraz mniej. Musiałem praktycznie błagać ją o każde zbliżenie i czułem, że się tym upokarzam. Wnet… wnet okazało się, że sypiała z inną kobietą na boku - dodał, choć niewyraźnie. Więc ciężko było zrozumieć jego słowa. - I w ogóle bardziej wolała kobiety od mężczyzn. Ale na początku chyba taka nie była. Może coś we mnie sprawiło, że zmieniła zdanie co do mojej płci. W każdym razie… nie chciałbym, żeby to się powtórzy…

Tym razem to de Gillern mu przerwała, całując tak samo jak on ją poprzednio. Przesunęła się, żeby po paru chwilach móc usiąść obok i objąć ramieniem.
- Nic ci nie brakuje, ona była dziwna - powiedziała kiedy ich usta się rozłaczyły - Chcesz dowodu? To masz - chwyciła go palcami za brodę - Zamieszkam z tobą i rżnij mnie ile chcesz. Wchodzisz w to? - dokończyła z wyzwaniem w głosie a także spojrzeniu.

Mężczyzna parsknął śmiechem.
- Myślę, że tak. Warunki są dla mnie korzystne… - pokręcił głową. - Ale nie chcę, żebyś pomyślała, że cię nie szanuję. W ogóle… od tamtej dziewczyny nigdy nie byłem z kobietą, bo nie chciałem się tak samo poczuć jak wtedy. Dlatego mnie tak zamurowało, kiedy zobaczyłem cię dzisiaj. Widać było wyraźnie, że przygotowałaś się dla mnie… a ja nie wiedziałem, co mam robić. Bo nigdy nie byłem mężczyzną, dla którego warto byłoby się stroić lub malować. I chyba po raz pierwszy poczułem się… atrakcyjny. I pożądany. Dlatego też tak zareagowałem w piwnicy. I teraz przy tobie… - pogładził ją po policzku. Chyba znów myślał o tym, jak bardzo był gładki. - Może oszalałem. Ale w tych szaleństwie chcę tkwić.

Obce słowa sprawiły, że Abby zamarła, a w jej oczach pojawił się smutek.
- Gdyby zmory nie wyciągały po mnie rąk… marzyłabym, aby być z tobą już zawsze. Jeśli ty nie jesteś wart starań, to nikt nie jest. Dobry, jasny i piękny z ciebie mężczyzna. Taki, przy którym nawet kamienny posąg poczuje się… żywy. Mogłabym patrzeć na ciebie godzinami i godzinami pod tobą jęczeć - wyszeptała, choć głos ledwo dawał radę opuścić jej gardło - Rzucam bardzo zimny cień, nie ucieknę od tego... uciekam od wielu rzeczy i ludzi. Od ciebie nie chcę, chociaż powinieneś coś wiedzieć - odwróciła głowę w bok - Nie jestem dobrym człowiekiem, nigdy nie będę. Ani… wolnym. Kryję się w mroku i ruinach, unikam ludzi. Są tacy, którzy bardzo chcieliby mnie złapać i zabrać. Daleko stąd. Boje się, że kiedyś w końcu mnie znajdą, tobie zrobią krzywdę… nie wybaczę sobie tego.

Logan uśmiechnął się do niej.
- Ale w tym zagrożeniu chcę tkwić - powiedział. - Warto poświęcać się dla ludzi, na których nam zależy. I sądzę, że ty jesteś właśnie taką osobą - dodał. - Ja sam również nie jestem dobrym człowiekiem, nawet jeśli sprawiam takie wrażenie. Sama widziałaś, jak przed chwilą chciałem cię kontrolować i próbować wymusić na ciebie… ech… regularny seks ze mną? To brzmi jakbym był sam bardzo zjebany - rzekł. - Obiecasz mi, że jeśli w którymś momencie poczujesz się przy mnie bardzo niekomfortowo, to nie będziesz w tym tkwić? Już teraz twoje życie nie jest wcale łatwe. Nie chcę ci go dodatkowo zjebać samym sobą. Mogę znieść wszystko. Mrok, ruiny, cienie… cokolwiek, co przyniesiesz. Ale na pewno nie zniosę świadomości, że jestem twoim kolejnym demonem. Chciałbym być kimś lepszym.
Dotknął jej dłoni. Chwycił ją mocno i przystawił do swoich ust. Pocałował ją i mruknął. Chyba nawet taka podstawowa niewinna rzecz sprawiała mu przyjemność. Tak długo, jak Abigail była obok i wciąż chciała z nim być.

- A jeśli przyniosę śmierć? - szarowłosa patrzyła mu w oczy - Cezara, Rhysa… twoją?
Wzdychając zacisnęła palce na jego dłoni. Tak samo jak zacisnęła szczęki aby się nie trzęsły.
- Poczekaj z decyzją do rana, wtedy zdecydujesz - mruknęła głucho - Nie sypiam dobrze… jeśli cię to nie przerazi, wrócimy do tematu.
Logan spojrzał na nią.
- Ludzi zazwyczaj ocenia się po efektach, a nie po intencjach. Tak mówi moja znajoma. Ale ja jestem chyba odwrócony, bo dla mnie te intencje liczą się jeszcze bardziej. Jeśli nie będziesz chciała naszej śmierci, a ona się po prostu… przydarzy… to nie będę cię za nią winił. Chciałbym najbardziej, żebyś ty nie umierała - powiedział. - Jak mi to obiecasz, to już będę uspokojony. I mam na myśli również powolne umieranie, jakim jest to stałe głodzenie się, które uprawiasz. Jeśli Rhys zginie, to za to ci tylko podziękuję - zaśmiał się lekko i pokręcił głową. - Natomiast Cezar… wolałbym, aby przeżył. To dobry chłopiec. Jak każdy pies. Szczerze mówiąc ta praca jest dla mnie bardzo wyniszczająca. Mówię sobie, że chcę pomóc tym zwierzętom, ale tak naprawdę dzień za dniem widzę ich cierpienie… to ma na mnie duży wpływ. Bo zbyt często nie mogę nic zrobić. Ale i tak się staram. O to chciałbym też prosić ciebie. Abyś również się starała. Dla nas - mruknął. - A jeśli sam umrę? No cóż, tak naprawdę jedyna rzecz, jaką możesz zrobić ze swoim życiem, to je stracić - uśmiechnął się. - Nie będzie mi z tym źle, jeśli umrę dla kogoś, kto się dla mnie liczy.

Wstał i pociągnął ją za rękę.
- Czy chcesz, żebym ci pokazał twoją nową sypialnię? - zapytał.

- Śmierć nie jest najgorsza… - Abigail wyszeptała rozgoryczonym głosem, na więcej nie mogąc sobie pozwolić. Niewidzialna łapa dusiła ją za gardło, usta drżały i ciężko szło mówić, gdy żadne słowo nie chciało opuścić ust. Ostatnio i nie tylko ostatnio staranie kiepsko jej wychodziło, zwykle gdy zaczynała ktoś cierpiał. Nie dało się od ręki pozbyć fatalizmu, ani przezwyciężyć niechęci do ludzi. Albo strachu przed kontaktem z nimi. Momentu kiedy zaczyna jej zależeć, a potem budzi się pośrodku pola tlącego się popiołu.
Stanęła tuż przed wetem i pokiwała głową, obserwując jego rozmazaną i niewyraźną twarz tuż obok.

Logan pokiwał głową.
- Dużo gorsze jest życie w cierpieniu - odpowiedział.
Miał już ruszyć w stronę wyjścia, ale wpierw przypomniał sobie o swojej nagości. Zaczął się ubierać. Wnet był już gotowy. Chwycił jeden kawałek pizzy, bo wciąż był głodny, a wcześniej nie udało mu się zbyt wiele zjeść. Wnet wyszli na korytarz. Na szczęście tym razem służących nie było w zasięgu wzroku. Burke był w dobrym humorze.
- Jestem podekscytowany - rzekł. - Nawet jeśli to wszystko skończy się źle, to wcześniej chcę stworzyć dla nas wspaniałe wspomnienia… Tak, żebyśmy mogli czym torturować się później, kiedy wszystko minie - zaśmiał się lekko, choć wcale nie poruszał lekkich tematów. Pociągnął ją w stronę schodów.

Dziewczyna zagryzła wargi, dając się prowadzić jak na sznurku. Z tym, że zamiast liny albo smyczy Logan używał uścisku dłoni. Jeśli on czuł się podekscytowany, ją zaczynało to wszystko przerażać. Za dużo, za szybko, zbyt intensywnie i obco… tylko puszczenie ręki mężczyzny było wysiłkiem ponad możliwości.
- Dlaczego ja? - spytała w końcu chrypiąco - Bo przypominam Lolligray? I czy… możemy porozmawiać z twoim bratem? Wyszło obcesowo, a skoro będziemy tu mieszkać razem… nie lubię kwasów i… może się przypierdalać. Kość niezgody - skrzywiła się.

- Porozmawiamy z nim - Logan skrzywił się. - Ale proszę, nie dzisiaj. Przed chwilą stał i obserwował to, jak posuwam cię od tyłu. Pewnie napalił się sam. W takim razie rozsądnie będzie to przeczekać. Ja staram się być dobrym człowiekiem, ale Rhys nigdy nie miał takich ambicji. To nie bedzie przyjemna rozmowa. Porozmawiamy z nim jutro rano po śniadaniu. Jak będzie najedzony i jego potrzeby zostaną zaspokojone… przynajmniej te najprostsze… to dużo łatwiej dojdziemy z nim do porozumienia. Mój brat jest uzależniony od seksu i od odbierania mi tego, co jest dla mnie najdroższe. Pewnie jak do niego pójdziesz, to będzie bardzo napalony i ja nie chcę się z tym teraz zmagać. To jest syf. Nie wkraczasz do zbyt zdrowego środowiska, chcę ci to powiedzieć na wstępie.
Szli korytarzem na pierwszym piętrze.
- Nie wiem, kto to jest Lolligray - nawiązał do wcześniejszego tematu. - Ale cię lubię dlatego, bo… może jestem uzależniony od naprawiania zepsutych, pięknych rzeczy. A może dlatego, bo ten cały mrok wokół ciebie zmienił cię we wrażliwszą osobę… a tych jest mało w moim życiu. Poza tym… seks z tobą jest bardzo dobry. Najlepszy - zaśmiał się. - Nie mogę znaleźć powodu, dlaczego to nie miałabyś być ty. Jesteś w moich oczach idealna.

Szklane oczy anorektyczki patrzyły bez mrugania na rozmówcę.
- Zamów mu dziwkę, niech spuści ciśnienie - powiedziała spokojnie, powoli zwalczając gniotącą kulę w gardle. Oczywiście, że sprowadzi katastrofę na to miejsce… ale może minie troche czasu i pech ich zgapi, a potem doktorek się znudzi, wścieknie i po prostu odejdą. Ona i Charon.
- Mój pies… - drgnęła, przystając - Gdzie Charon? Był na dole, chyba poszedł za nami do jadalni ale… - poruszyła wargami po czym prychnęła - Mówiłeś że dawno nie miałeś kobiety, było ci dobrze… to dobrze - drgnęła nerwowo i prawie się uśmiechnęła - Było dobrze, bardzo i trzeba to powtórzyć. A twój brat - pokręciła głową. Skoro był takim skurwielem czemu jej pomógł w Detroit?
- Jego zepsucie i moje zepsucie. - dodała cicho - Nie jestem idealna, ale postaram się… być lepsza. Dla ciebie, nie dla niego.

Logan uśmiechnął się.
- Cieszę się. Może masz o sobie małe mniemanie, ale w rzeczywistości jesteś jedyną dobrą rzeczą, jaka mi się przytrafiła od naprawdę długiego czasu - mruknął.
Zamknął za nimi drzwi do sypialni.


Następnie natarł na nią ciałem, przyduszając tak, jak to miało miejsce na dole w piwnicy.
- I wciąż nie mam cię dosyć - mruknął. - Pójdę teraz pod prysznic - rzekł. - Chcę z siebie zmyć ten dzień. Jak wyjdę, to chcę cię widzieć nagą i czekającą na mnie - powiedział. - Połóż się na brzuchu. Dzisiaj nie stracisz dziewictwa - mruknął. - Chcę, żeby to był specjalny dzień, który dopiero zaplanuję. Jednak to nie znaczy, że nie zostaniesz jeszcze lepiej przerżnięta - dodał. - Nie żartowałem, gdy mówiłem, że odbiorę ci zdolność chodzenia.
 
Ombrose jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:15   #47
 
Sorat's Avatar
 
De Giller położyła mu przedramiona na barkach, wplatając palce w lekko kręcone włosy. Bawiła się nimi jakby były psią sierścią z tym że nie przyniosiły jak ona ukojenia, lecz pobudzały zmysły i przyspieszały oddech.
- Chcę cię - przyznała nie czując żadnego wstydu czy wyrzutów sumienia. Prosty fakt który chyba należało w końcu powiedzieć na głos - Chcę cię jak najwięcej, jak najczęściej… bez czekania - dodała, przełykając głośno ślinę i opuściła dłoń, zaciskając ją na przodzie jego spodni - Z dziewictwem. Czekałam dziewiętnaście lat, nie będę dłużej. Zrób to dziś, teraz. Bez planowania, bo plany się sypią. Jesteśmy tu dziś, jutro może pozostać tylko popiół i kurz.

Logan pocałował ją krótko w usta.
- Być może. Jeśli taka jest twoja wola - zamruczał. - Sam nic na tym nie stracę. Jesteś bardzo ciasna… nie mogę doczekać się tego… jak zacznie zmieniać się twoje ciało. Z każdym kolejnym dniem będę rozpychał cię coraz bardziej i bardziej. Jesteś moja. A ja jestem twój.
Zdarł z niej sweter i koszulkę tak szybko, że nawet nie zdążyła zaprotestować. Nawet nie zwrócił uwagi na jej blizny na ramionach. Następnie rzucił ją na łóżko. Powietrze uciekło prędko z jej płuc. Poczuła, że mężczyzna zdarł z niej spódniczkę. Pozostały jedynie podarte rajstopy. Następnie odszedł w bok. Być może długo pościł, ale i tak miał odpowiednie zabawki w zanadrzu. Spiął jej nadgarstki z tyłu kajdankami. Kolejne znalazły się na jej kostkach. Połączył je z ozdobną rurą na końcu łóżka. Została unieruchomiona. poczuła, jak wilgotny język mężczyzny przejechał przez jej odbyt. Logan był głodny.
- Będziesz czekała - rzekł. - Jak wrócę, to chcę napotkać przemokniętą pościel. Tak na wylot - mruknął.
Wstał i ruszył w stronę łazienki, do której prowadziły specjalne drzwi w pomieszczeniu.

Wystarczyło tak niewiele, by ekscytacja w jednej sekundzie wyparowała, zostawiając po sobie raptem gorzki posmak. Zwyle podobne zabawy między dorosłymi traktowano jako porządną grę wstępną. Sam doktorek nie widział w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Myślał że skrępowana i zdana na jego łaskawą wolę zmieni mu materac w wodne łóżko, łowiąc najmniejszy ruch zwiastujący koniec jego prysznica i przejście do konkretów które tak się obojgu podobały. Pewnie tak właśnie de Gillern postrzegałaby całą akcję z krępowaniem, gdyby przez lata nie przypinali jej regularnie do szpitalnych łóżek, zmuszając do długich godzin wegetacji w mroku i mrozie, pośrodku obłędu.

Wpierw pojawił się szok, po nim nastąpiło niezrozumienie. Przecież Logan nie zrobiłby jej krzywdy - tłumaczyła to sobie, gdy wstawał z łóżka, sparaliżowana nagłym atakiem paniki. Najpierw tej cichej, kiedy ciało sztywnieje jak przy zaawansowanym stadium śmierci. Przyspieszony podnieceniem oddech przyspieszył jeszcze bardziej, chociaż źródło reakcji było jak najdalej od słowa “przyjemne”.
Przerażenie przyszło zaraz potem, razem ze wspomnieniami. Znów w parę chwil wepchnięto ją do głowy tej młodszej Abigail, skrępowanej pasami bezpieczeństwa. Wspomnienia w serii błyskawicznych migawek przelatywały jej przed oczami, dziki zwierzęcy strach szarpnął mięśniami raz i drugi.
Próbowała się uwolnić, ale kajdanki trzymały mocno, aż za mocno. Zaszczute zwierze zamieszkało w wychudzonym ciele, pierwotny lęk wyparł wszystko inne. Po pierwszych szarpnięciach, kolejne przyszyły już mocniejsze.
- N..nie… nie...n-nie… nie. Nie… Nie! - bełkotała, miotając się z każdą chwilą coraz mocniej, aż wreszcie ostatnie tamy rozsądku puściły.
- NIEEE !!! - zawyła, wyrywając się z okowów ile tylko zostało w niej siły. Już nie zwracała uwagi, że metal wbija się w ciało i przecina skórę, kalecząc dotkliwie. Nie obchodziło ją czy coś sobie połamie, albo wybije. Musiała się uwolnić - cel nadrzędny, nie pozwoli żeby znów ją zamknęli!

Wnet dźwięk prysznica przyciszył się. Logan wrócił. Ujrzał, w jakim stanie była Abigail. Zrobił się cały blady. Dziewczyna bez wątpienia czuła się niekomfortowo. Myślał, że będzie zadowolona z tej gry wstępnej, ale przekroczył granicę, której nie powinien był przekroczyć. Nie wiedział, jak się czuła za każdym razem, kiedy pętali ją w zakładzie.
- Boże… - mruknął.
Odpiął ją czym prędzej. Wnet znów poczuła się wolna.
- Zrobiłem to, czego właśnie chciałem nie robić - mruknął. - Ty martwiłaś się, że przyniesiesz mi nieszczęście, a to ja jestem jego źródłem.
Czym prędzej schował kajdanki. Najchętniej wyrzuciłby je za okno, ale byłoby to chyba zbyt dramatyczne.
- Zrozumiem, jeśli będziesz chciała wyjść - rzekł. - Proszę cię jednak, abyś nie zrywała kompletnie kontaktu ze mną. Nie jestem tak perwersyjny. Moim celem nie było to, żeby cię zranić. Po prostu przepraszam.
Zdawał się wycieńczony psychicznym bólem Abigail. Czuł obezwładniające poczucie wstydu.

De Gillern zwinęła się w drżącą kulkę, a potem stoczyła na podłogę i jak karaluch wpełzła pod łóżko, gdzie znów przybrała pozycję embrionalną. Ciemność, złudne poczucie bezpieczeństwa i odcięcia od świata z żółwim tempie uspokajało szalejące tętno, strach malał z oddechu na oddech. Zamiast niego falami przychodziło zmęczenie, głowa zaczęła ciążyć, a migrena ćmiła w okolicach skroni i za uchem.
- N… nie twoja wina, nie… nie mogłeś wiedzieć - odpowiedziała z przerwą na krótkie kaszlnięcie. - Ale… nie rób tak więcej. P-potrzebuję izolacji… i kawałka gazy albo chustki. Gdzie Charon?

Logan wciąż był blady niczym duch. Może potknął się pod prysznicem, uderzył głową w ścianę i umarł tam, a teraz przyszedł jako zjawa. Tak właśnie wyglądał. Kiedy dziewczyna wpełzła pod łóżko, w ogóle chyba przestał oddychać, bo na jego twarzy wnet pojawiło się dziwne zaczerwienienie.
- Może… pójdziemy go poszukać? - zapytał. - Pewnie jest gdzieś w rezydencji. Znajdziemy go, weźmiemy i obejrzymy tego Adwokata Diabła? - zaproponował. - Chyba że wolałabyś jakiś lżejszy film - zawiesił głos. - Kiedy poczujesz się gotowa, możesz stamtąd wyjść… jak będziesz… no cóż, gotowa… - mruknął.
Zaczął się ubierać. Był kompletnie nagi i na dodatek mokry. Czuł, że nie prezentował się w tej chwili odpowiednio, biorąc pod uwagę stan dziewczyny. Wnet stanął pod ścianą i zastygł w kompletnym bezruchu, czekając na odpowiedź Abigail. Trochę się jej bał.

Ta w końcu nadeszła, cicha z początku. Pod łóżkiem ciało dziewczyny poruszyło się odrobinę, pociągnęła kilka razy nosem i obserwowała stojące nieopodal nogi doktorka. Psuła mu plany, niewielu chciałoby mieć pod łóżkiem wariatkę.
“Tato, pod moim łóżkiem jest potwór” - usłyszała w głowie suchar, poznany w jakimś serialu oglądanym w oddziałowym telewizorze na świetlicy gdzieś… kiedyś. Zanim zaczęła uciekać.
Teraz nie chciała, nie do końca to rozumiała. Wyciągnęła pokrwawioną dłoń w stronę stóp pod ścianą, zostawiając parę nikłych, rdzawych smug na dywanie.
- To na łóżku był potwór…nie bój się - powiedziała cicho i siorbnęła nosem - Podejdziesz?

Logan potrzebował kilku sekund, aby przypomnieć sobie, że ma władzę nad własnym ciałem. Ruszył naprzód zgodnie z poleceniem Abigail. Zdawało się, że spełniłby każde jej polecenie, żeby tylko poczuła się lepiej. Bo to był jedyny sposób, aby sam poczuł się lepiej.
- Potwór był pod prysznicem - mruknął pod nosem.
Jego głos był ochrypły, jakby nie korzystał z niego od wielu lat. Co rzecz jasna nie było prawdą.

Dłoń spod łóżka zrobiła przyzywający gest, zachęcając, aby brunet się schylił.
- Już go nie ma… potrz… - Abby przełknęła ślinę - Posiedzisz ze mną? Tu jest bezpiecznie… a mi jest zimno.
Logan zaczerpnął głęboki wdech. Opadł na czworaka i wszedł pod łóżko. Nagle zrobiło się dużo mniej miejsca, jako że mężczyzna zajmował nieco przestrzeni.
- Jak byłem dzieckiem, to lubiłem chować się pod biurkiem - przyznał. - Nie rozumiem ludzi z klaustrofobią. Lubię takie ciasne przestrzenie - rzekł. - Może dlatego nie jestem fanem tej posiadłości. Tu jest tyle… powierzchni. Zawsze marzyłem bardziej o jakiejś ciasnej kawalerce, którą urządziłbym od początku do końca według mojego gustu. Byłyby takie duże, włochate pufy, na których bym siedział, oglądając telewizję i pijąc martini - mruknął.
Uśmiechnął się blado. Wcześniej był podniecony, po czym to uczucie zmieniło się w panikę w przeciągu sekundy. Mimo wszystko to był pewien szok. Ale nie myślał o własnym stanie emocjonalnym, tylko bał się o Abigail. Która przecież przeżyła dokładnie to samo i na pewno z jeszcze większą intensywnością.

Mówił spokojnie, a jakaś nieuchwytna nuta w jego głosie sprawiała, że stres odpływał, zdmuchnięty ciepłem i obecnością spokojnego człowieka. Dobrze było słuchać o marzeniach, planach. Czymś… wesołym, jak wizja własnego domu.
- Kiedyś - szarowłosa przetarła oczy wierzchem dłoni, aby po chwili przesunąć się i wtulić w mężczyznę ufnie. Przywarła do jego boku, splatając ich nogi.
- Kiedyś miałam marzenie - kontynuowała, zapatrzona w przeszłość - Zamieszkać na Alasce, tak daleko na północy jak to tylko możliwe. Mieć ostatni dom w ostatniej wiosce wśród drzew i polarnej zimy. Tam, gdzie zapasy dla mieszkańców dowozi się trzy razy w roku helikopterami… dom z kominkiem i psi zaprzęg. Podbiegunowy las, ciszę i… spokój. Miałyśmy tam zamieszkać we dwie, ale - westchnęła, zamykając oczy - To tylko marzenie.

Logan nieco rozluźniał się.
- Przypomniałaś mi coś tymi zapasami dla mieszkańców… Ja kiedyś miałem podobne marzenie, tyle że dotyczące wyspy. Gdzieś na środku Pacyfiku. Kompletnie niezamieszkałej przez innych ludzi. Tylko ja i domek z bambusa. Czy tam z bali. Nie wiem, jak miałbym go zbudować, bo nie jestem typem robotnika… ale zrobiłbym to. I raz na miesiąc helikopter zrzucałby mi racje żywnościowe. Wyobrażałem sobie, jak całymi dniami siedzę na plaży i spoglądam na rytmicznie szumiące, błękitne fale oceanu. A potem przedzieram się przez dżunglę. Wędruję…. i wędruję… cały czas zwiedzam tropikalny busz. Zatracam się w nim. Lepiej w nim, niż we własnych myślach - uśmiechnął się lekko. - Ale Alaska również brzmi dobrze. Lubię mróz, śnieg i chłód. Wolę zimę niż lato. Wszystko wydaje się martwe i zastygłe w czasie. A biel pięknie spowija otoczenie, przykrywając wszelką brzydotę… - zamyślił się.
Nagle coś sobie uświadomił.
- We dwie? Ty z siostrą? Czy z jakąś dziewczyną? - zapytał.

Wizja wyspy nie przemawiała do de Gillern. Od razu pomyślała jak biega w kółko niewielkiej przestrzeni, a za nią stado upiorów próbujące jej wejść do głowy i karmić cierpieniem. Chyba, że na absolutnie bezludnej wyspie by ich nie było… ale wtedy kwestia nadmiaru słońca. Zima była lepsza: biała, mroźna i martwa. Lecz nie ona zatrzymała dziewczynie oddech, a pytania.
- Z przyjaciółką - odpowiedziała po dłuższym momencie zastoju.
 
Sorat jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:16   #48
Banned
 
Logan poczuł, że to nie był temat do rozmowy i lepiej nie iść w tym kierunku. Miał już dość wszelkich spięć i poszukiwał spokoju. Potem przypomniał sobie o tym, że Rhys był w posiadłości i pewnie cisza będzie po prostu niemożliwa.
- Podoba mi się pod tym łóżkiem - powiedział. - Może moglibyśmy tutaj zostać we dwoje - zaproponował. - Najchętniej na wieki. Tak, abyśmy nigdy nie musieli stąd wychodzić.

- Ja nie muszę jeść, ty zaraz zgłodniejesz - dziewczyna uśmiechnęła się blado, zadzierając głowę żeby spojrzeć mu w twarz. Oddychała już spokojnie i zniknęło spięcie z jej mięśni. Nawet tych na twarzy - Chyba żeby ci donosili jedzenie… ty, ja… Cezar i Charon. Ten zestaw zabrałabym na bezludną wyspę. Albo daleko na północ - wychyliła się, całując go delikatnie po czym dodała - Przepraszam, nie chciałam ci sprawiać przykrości. Już mi lepiej i… poszukajmy Charona, dobrze? - poprosiła - A potem, jeśli nie… jeśli wciąż chcesz, wrócimy tu… tylko - podniosła spojrzenie na materac ponad ich głowami - Na górę. O ile wciąż tego…masz ochotę.

Logan nie sprawiał wrażenia bardzo podnieconego. Ale zastanowił się, czy może to byłoby możliwe. Seks miał pewne terapeutyczne właściwości. Czy że Abigail nie miała go wcale na myśli, wtedy zrobiłby kolejny zły krok. Tak właściwie coś w tym wszystkim wydało mu się zabawne, bo zaśmiał się pod nosem.
- Jestem nieco zmęczony - mruknął. - A co do jedzenia… zawsze mógłbym tutaj żywić się tobą - rzekł. - To układ idealny, nie sądzisz? Zwłaszcza że wyglądasz bardzo apetycznie… - mruknął. - Może to dlatego chcę cię nieco podtuczyć. Aby całą zjeść. Kanibalizm brzmi jak całkiem porządny fetysz - mruknął. - Choć myślę, że może ci się jednak nie spodobać - uśmiechnął się lekko.
Wyszedł na zewnątrz. Zmrużył oczy, światło go nieco raziło.
- Chodźmy po niego - mruknął.
Przeciągnął się i podszedł do lustra. Zerknął na swoje odbicie w nim. Nie poznawał mężczyzny po drugiej stronie. Była to dla niego obca twarz. Zamrugał kilka razy i dziwne wrażenie zniknęło.

Zaraz po dwóch stronach jego torsu pojawiły się białe, kościste i pokryte bliznami ramiona. Sunąc od dołu, od żeber, przeszły dłońmi do góry, zastygając na wysokości obojczyków. Zimne palce gładziły je powoli, nad prawym barkiem pojawiła się wpierw siwa strzecha włosów, a potem blada twarz o lśniących niepokojąco szarych oczach.
- Była taka piosenka Rammstein. Mein tail… o kanibalach z Austrii - dodała pogodnym jak na nią głosem i przytuliła policzek do jego policzka po czym naraz wypaliła - Mogę iść tak, mi to obojętne. Ale jak czujesz się niekomfortowo to się ubiorę - skończyła poważnym tonem, tylko długo nie utrzymała powagi i parsknęła. Śmiechem.

Brwi Logana ruszyły do góry. Nie spodziewał się śmiechu ze strony dziewczyny. Uśmiechnął się łagodnie. Ten dźwięk uspokajał go. Pomyślał, że to było cholernie dziwne, że najwyraźniej dłużej był roztrzęsiony od samej Abigail. Chyba że ta udawała, aby się lepiej poczuł. Jednak nie sprawiała wrażenie osoby, która mogłaby podrobić śmiech lub uśmiech. Brzmiało to całkiem autentycznie.
- Najchętniej widziałbym cię cały czas nagą - powiedział. - Ale nie, kiedy Rhys jest w domu. Myślisz, że powinienem mu przywalić za to, że tak nas nakrył?
Podszedł do szafy i wyjął z niej koszulę.
- Może być? - podał ją dziewczynie.
Następnie zagryzł wargę.
- Dałbym ci spodnie dresowe, ale zaraz zlecą z ciebie. Chyba jesteś skazana na tę spódniczkę - mruknął.

Abby bez mrugnięcia okiem wzięła jego ubranie. Mogła niby założyć swoje, ale w jego koszuli była niczym podpisana aktem własności i żeby przypadkiem jego brat nie przegapił czyje ciuchy nosi.
- Jest idealna - odparła, zakładając ciuch na grzbiet. Był dla niej za duży, nic dziwnego, miała za to dużo swobody gdy podwinęła rękawy i zapięła guziki. Popatrzyła w lustro i wzdychając opuściłą rękawy zakrywając z powrotem ramiona.
- Myślę, że nie ma potrzeby go bić. Nic złego nie zrobił - mruknęła, wkładając kraciastą spódniczkę - Albo raczej zrobił sobie, gdy się gapił i napalił, a teraz siedzi sam, o ile nie zamówił żadnej dziewczyny na noc… szkoda nerwów. Wystarczy że ja cię denerwuję - ze swetra wyjeła telefon.
- Tylko napisze że nie jesteś psychopatycznym mordercą i odezwę się rano… - wyjaśniła, szybko dziergając smsa - Nie kłamałam z tym wparciem w razie czego, ale jest niepotrzebne. - spojrzała mu prosto w oczy. Wysłała wiadomośc i odłożyła telefon na łóżko.
- Dla ciebie mogę chodzić nago kiedy sobie zażyczysz. - rozejrzała się wokoło - To… nigdy nie spałam w tak ładnym miejscu. Przy tak… przystojnym człowieku jak ty - dokończyła, rumieniąc się. Zażenowana przeszła przez pokój, stając obok niego.

Mężczyzna przytulił ją. Nawet nie w taki romantyczny sposób. Chyba po prostu pragnął czułości lub też chciał obdarzyć nią Abigail. Zacisnął na niej mocno dłonie. Używał nieco zbyt dużo siły, bo de Gillern poczuła się miażdżona. Położył dłoń na jej głowie i głaskał ją powoli. Nic nie mówił przez dłuższy czas.
- Nigdy nie usłyszałem od kobiety takiego pięknego komplementu… że nie jestem psychopatycznym mordercą - powiedział. - Kto wie? Może słusznie nikt mi tego nie mówił - mruknął. - Mam w planach zmiażdżyć cię kolejnym objęciem - uśmiechnął się lekko.
Chyba zauważył, że Abigail zaczęła szybciej oddychać przy poprzednim uścisku.

Mimo dyskomfortu i lekkiej duchoty dziewczyna nie wyglądała jakby chciała w jakikolwiek sposób oponować, wręcz przeciwnie. Sama wyciągnęła ramiona, obejmując go mocno w pasie i tuląc twarz do koszuli. Dotyk na włosach powodował że z jednej strony chciało się jej płakać, a z drugiej się cieszyła nie chcąc, żeby doktorek kończył. Spokój i bezpieczeństwo budzić zaczęły inne pragnienia. Płytki oddech przestał mieć podłoża jedynie w braku tlenu.
- Zrób to - poprosiła, wlepiając w niego ufny wzrok psa wpatrzonego w swojego pana.

Logan raz jeszcze pochwycił ją w ramionach. Był bardzo ciepły. Rozgrzewała się przy nim. Przytulił ją równie mocno, jak wcześniej. Następnie pocałował ją w policzek.
- Nie myśl, że nie zauważyłem, że nic nie zjadłaś - mruknął. - Chodź - dodał lżejszym tonem.
Otworzył drzwi i wyszedł na korytarz. Uśmiechnął się do niej szeroko.

Szarowłosa przewróciła oczami, sapiąc cicho pod nosem.
- Nie zadziała wymówka, że nie jestem głodna, prawda? - spytała, mimo że znała odpowiedź. Ruszyła za gospodarzem i po zrównaniu kroku objęła ramionami jego ramię, żeby dalej dać się holować gdzie sobie zażyczy.
- Ale najpierw znajdziemy Charona - odparł.

Przeszli tam i z powrotem po korytarzu, ale nie znaleźli psa. Sprawa była o tyle prosta, że Charon nie mógł sobie otworzyć drzwi, więc nie musieli szukać we wszystkich pokojach. Potem zeszli na parter.
- Ty pójdziesz w prawo, a ja w lewo? - zapytał Logan. - Będzie szybciej, jak się rozdzielimy - mruknął. - Cezara zresztą również nie ma. Mam nadzieję, że nikt ich nie wypuścił na zewnątrz. Ale nie powinien. Na pewno gdzieś tu są.

Abigail popatrzyła na niego poważnie.
- W horrorach zawsze jeśli ludzie się rodzielają to zaczynają umierać - powiedziała i krótko parsknęła, wychylając się żeby go pocałowac krótko w usta.
- Pójdę na prawo, ty na lewo i nie martw się. Rewolwer został na górze, nikomu tu nie zrobię krzywdy - wyjaśniła, aby go uspokoić.

Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
- Wierzę, że to nie horror, tylko romans - odpowiedział. - Trochę dziwny, pewnie też trochę zjebany. Tak jak my. Ale taki właśnie powinien być - dodał. Jego oczy się cieszyły.
Następnie rozdzielili się.
Dziewczyna szła samotnie korytarzem. Z drugiej strony przeszedł lokaj. Zerknął na jej koszulę, ale nie odezwał się. Jedynie skinął jej głową. Następnie ruszyła dalej. Na końcu korytarza przejście rozciągało się w drobny salonik. Znajdował się tutaj regał z książkami, dwa wygodne fotele oraz okrągły stolik. Niedaleko palił się ogień w kominku. Tuż przed nim grzali się Charon i Cezar. Chyba spali. Słodziutko, stykali się grzbietami. Wcześniej byli rywalami, ale chyba się z sobą pogodzili.
W pomieszczeniu był ktoś jeszcze.
Rhys.
- Wiedziałem, że prędzej czy później cię tu znajdę… choć sama ty tego nie wiedziałaś - uśmiechnął się lekko. Pił kawę.

Jeśli w pierwszej chwili dziewczyna poczuła ulgę na widok psa, to w następnej uderzyło w nią zmieszanie. I tak czuła się dziwnie, nie na miejscu, idąc korytarzami do których pasowała jak płatek sadzy na śnieżnobiałym obrusie. Na dźwięk głosu odwróciła się nagle, stając oko w oko z wysokim, eleganckim mężczyzną. Nie zmienił się prawie wcale, zresztą nie miał jak skoro minęło może dziesięć dni od chwili gdy ją uratował w Detroit.
- Rhys - przełknęła ślinę i zamrugała, stając nieruchomo żeby nie obudzić zwierzaków.
- Jesteś cały? - pytanie cisnęło się na usta i padło szybciej, niż zadziałał rozum. Ostatnio gdy się widzieli krwawił poważnie. Ale to było ponad tydzień temu.

Mężczyzna uśmiechnął się do niej, choć jego wzrok nie był do końca przyjazny. Zupełnie jakby sobie z niej zadrwił w głowie.
- Oczywiście, że jestem. Jak zresztą widzisz. Ja zawsze wychodzę ze wszystkiego obronną ręką - mruknął, pijąc dalej. - Ale to nie o mnie powinnaś się martwić. Biedny Logan… - westchnął i pokręcił głową.
Przesunął wzrok na gazetę, którą miał w dłoniach. Chyba ją już całą przeczytał, gdyż znajdował się na ostatniej stronie. A może zawsze zaczynał od horoskopów.

De Gillern zmrużyła oczy, gorycz podjechała jej do gardła i zapiekła w język.
- Nie… nie skrzywdzę go. Nie jego. W końcu odejdę, zanim przyjdzie mu cierpieć, albo obrócić w popiół - odpowiedziała cicho, chrapliwie, zaciskając pięści z całej siły. Żywy wyrzut sumienia za to dalej pił kawę - Dlaczego mi pomogłeś? Po co tu ściągnąłeś? Czego ode mnie chcesz?

Mężczyzna odłożył gazetę i przeniósł na nią wzrok.
- Logan myśli, że zajmuję się biznesem i dlatego ciągle jeżdżę po świecie, rozmawiając z potencjalnymi klientami. I rzeczywiście zajmuję tym, ale w rzeczywistości należę do organizacji zajmującej się sprawami paranormalnymi. Byłem w trakcie dość grubego śledztwa, kiedy natknąłem się na dużo, dużo grubszą. Na ciebie. To dość zabawna metafora, bo - palcem zakreślił kółko w powietrzu - wcale nie jesteś gruba. Ha. Żartowniś.
Napił się kawy do końca.
- Uznałem, że skieruję cię prosto do mnie, do mojego domu. Nie chciałem, aby IBPI o tobie wiedziało, bo nie byłem pewny, jak zareagują. Ja sam jeszcze nie wiem, co z tobą zrobię - mruknął. - Na pewno zależy to w dużej mierze od tego… czego sama będziesz chciała.
Spojrzał na nią… inaczej. Drapieżnie. Jego wzrok po chwili zmętniał i skierował się na rozpalony kominek. W Ameryce myślała, że był taki intensywny ze względu na okoliczności, krew i w ogóle to wszystko. Zdawało się jednak, że Rhys zawsze zachowywał się w ten sposób. Był narwańcem.
 
Ombrose jest offline  
Stary 10-01-2021, 23:16   #49
 
Sorat's Avatar
 
- Czym jest IBPI? - Abigail spytała niepewnie, robiąc krok w jego stronę a potem jeszcze jeden - Czemu nazywasz mnie grubą sprawą i nie chcesz im pokazać? Są jak ci którzy najchętniej widzieliby mnie w izolatce albo na krześle? - trzeci ostrożny krok zaprowadził ją tuż pod stolik. Też popatrzyła w ogień.
- Chcę żeby Logan był bezpieczny, a jeśli dostanę ataku i… nie da się go opanować - przeniosła wzrok na bruneta - Chciałabym żebyś mnie zabił zanim go skrzywdzę. Jeśli istnieje taka szansa powiedział… albo pokazał jak się bronić. Wyjaśnił… chociażby czym jest Iter tak dokładnie.

Rhys zmrużył oczy.
- Z kim się kontaktowałaś? - zapytał krótko. - Kto wypowiedział ci to słowo? Iter.
Abigail nagle poczuła, że powiedziała za dużo. Wyraz twarzy mężczyzny sugerował, że zaczął dedukować coś z wypowiedzi Abby. Niestety nie miała pojęcia, co dokładnie myślał i ta niewiedza dodatkowo denerwowała.

Szarowłosa znów zwróciła twarz w stronę ognia.
- Byłam tam. Gdzie ogień i nienawiść. Gniew - powiedziała spokojnie, podziwiając tańczące płomienie - Zabrał mnie tam upiór którego kochałam i który mnie ścigał. Znów zginął… już nie cierpi. Odzyskała spokój - objęła się ramionami - Nie chcę tego ponownie. Pomożesz mi?

Rhys założył nogę na nogę. Spojrzał na nią głębiej.
- Jest wiele spraw, w których potrzebujesz mojej pomocy. O większości nawet nie wiesz - mruknął. - A jesteś śmiertelnie niebezpieczna. Boję się, co takiego możesz zrobić Loganowi. Mój brat nie wie nic o świecie paranormalnym. Jest zbyt słaby, aby być w stanie w nim żyć. Natomiast prędzej czy później dowie się, jeśli będziesz przy nim. To go zniszczy. Już w młodości miał bardzo kruchą psychikę, co manifestowało się na wiele sposobów, o czym się nie chwali. Jeśli będziesz przy nim… - Rhys zawiesił głos. - Prędzej czy później wpadnie w to samo szambo, w którym my żyjemy. Tyle że on nie ma dość siły, aby w nim tkwić. Zamieni się w ciebie. Ale skoro taka jest twoja wola… to może lepiej będzie jak od razu do niego pójdę i mu wszystko powiem - powiedział i wstał. - Nie ma po co odkładać na później tę tragedię.

W oczach dziewczyny pojawił się strach, po nim wzrok przesłonił chłód. Stanęła naprzeciwko mężczyzny i wbiła w niego spojrzenie dwóch kawałków lodu.
- Nie szantażuj mnie - wyszeptała zimno. Tylko oddychało się jej coraz ciężej, a w kącikach oczu szkliły się diamentowe krople - Żyjesz z nim tyle lat… ma ciebie. Jeśli coś wypłynie… przecież mu pomożesz, to twój brat. Nie szantażuj mnie - powtórzyła kręcąc głową - Gdyby chodziło o niego kazałbyś mi stąd wyjść i nigdy nie wracać. Sama ci powiedziałam ż-że mi na nim zależy. Jesteś biznesmenem, próbujesz wykorzystać okazję - zgrzytnęła zębami - Czego ode mnie chcesz? Mów wprost… i nie odpowiedziałeś na… nieistotne - pokręciła głową - Jeżeli moja obecność będzie tak destruktywna to odejdę, skoro mam gdzieś zdechnąć zadbam, aby było to na pustkowiu z dala od ludzi. I z dala od niego - na koniec głos jej się załamał.

Rhys usiadł na krześle i wzruszył ramionami.
- To mój brat, ale nie jesteśmy w najlepszych stosunkach - powiedział. - Nie można powiedzieć, że dbamy o siebie nawzajem. Żyjemy w świecie, w którym informacje są na wagę złota. A ty chcesz, żebym ci wszystko powiedział za darmo. Poza tym jeszcze otoczył opieką ciebie i twojego kochanka, z którym pieprzysz się na stole w mojej jadalni - powiedział. - Chcesz, abym mówił wprost? Ta rezydencja ma dwóch właścicieli. Nie możesz płacić czynszu tylko jednemu z nich - mruknął i posłał jej raz jeszcze to intensywne spojrzenie. Jego oczy kompletnie nie przypominały oczu Logana. Czaił się w nich chłód, przenikliwość oraz wręcz socjopatyczna obojętność. Choć w tym jednym przypadku Rhys zdawał się akurat emocjonalnie zaangażowany.

- Przypominasz swojego ojca, to samo spojrzenie - de Gillern powiedziała nie ruszając się z miejsca, a na jej twarzy pojawił się niesmak.
- Chcesz… kurwa nie mów że chodzi o pieprzenie i seks - odetchnęła dla uspokojenia żołądka który złośliwie podjechał jej powyżej zwyczajowego adresu - Próbuję być… z twoim bratem. I pieprzył mnie na stole w waszej jadalni - warknęła - Przy całej masie spierdolenia, chaosu, śmierci i pożogi… tobie chodzi o dupę? Logana rozumiem, próbuje mnie naprawić. Ty możesz mieć każdą a łasisz się na kości… bo liże je twój brat - odetchnęła, wracając do spokoju - Z jakiegoś powodu nie wydałeś mnie temu IBPI. Jestem coś warta inaczej niż cieleśnie. Pokażesz w jaki sposób będę się mogła odwdzięczyć za naukę to to zrobię, ale nie w ten sposób.

Rhys ponownie wzruszył ramionami.
- Nie musisz mnie lubić, aby uprawiać ze mną seks - powiedział. - A widziałem, że lubisz go uprawiać. Nie masz nic do stracenia. Logan o niczym się nie dowie, nie pobiegnę się chwalić. W zamian powiem ci wszystko co wiem, a jeszcze będę miał was obu na oku - rzekł. - Możesz wiele zyskać. Musiałabyś być głupia, aby tego nie zauważyć. Miło, że mi mówisz, że mogę mieć każdą, ale ja nie chcę mieć każdej. Chcę mieć ciebie. Chcę czuć to samo, co Logan czuł. Nigdy nie widziałem go takiego szczęśliwego. To samolubne, aby nie dzielić się dobrymi rzeczami w naszym życiu. Jeśli jesteś samolubna, to czemu wzięłaś tego psa, którego dla ciebie zostawiłem? - zapytał, zerkając na Charona.

De Gillern wciągnęła z sykiem powietrze, paznokcie wbiły się w miękkie wnętrze dłoni do samej krwi. Nie wiedziała już, czym jest… czuła głód, było jej zimno i chciało się pić. W takich chwilach odwołanie do woli, nie miało sensu. Liczył się wstręt do przejawów życia, wstręt do tego, co Rhys mógł jeszcze powiedzieć, do czego próbować zmusić. Przez pamięć przeleciała skrzekliwa wróżba babki Aoife, zwiastująca zainteresowanie ludzi ze względu na Dubhe. Tylko i wyłącznie przez Dubhe. Wewnątrz wychudzonej klatki piersiowej poruszyło się złote ciepło chyba próbując nosiciela uspokoić, mróz był jednak silniejszy.
Logan czerpał energię istoty Iteru, stąd radość i szczęście. Nie przez bladego upiora. Agibail dostrzegała w sobie jedynie pęknięcia, niemoc, daremne wzburzenie. Czuła się przegniła, jak przegniłe było wszystko, czego dotykała brudząc śladami popiołu i szronu.
- To byłeś ty… ty go zostawiłeś. Bez jedzenia, bez wody… samego. Pozwoliłeś mu cierpieć, a to jeszcze dziecko - wypowiedziała powoli. Wszelkie ślady życia odpłynęły z jej twarzy, zostawiając po sobie pośmiertną maskę z marmuru. Czuła jak niewidziana od lat wściekłość przeszywa jej wnętrzności równie potężnie, co osprzęt Logana kwadrans temu.
- Nie pozwolę dotknąć się nikomu, kto bez mrugnięcia okiem skazuje na cierpienie niewinne stworzenia. Charon jest mój, ty na niego nie zasługujesz. Zepsute serca nie wierzą w zło, jeśli nie potrafią go wytłumaczyć jakimkolwiek interesem - wycedziła. Wrócił chłód kąsający odsłonięte fragmenty skóry, pokrywający je przezroczystą, prawie niewidzialną skorupą cienkiego lodu. Dla kontrastu mrok wewnątrz dziewczyny zapłonął, karmiąc się złością tak potężną, że w każdej chwili mogła eksplodować. Szare oczy patrzyły na bruneta z obrzydzeniem i wściekłością. Niedobra mieszanka.
- Nie poczujesz tego samego co Logan bo jestem jego, nie twoja. Dla ciebie będę lodową figurą, ładowanie kutasa w śnieg grozi odmrożeniem. Lepiej załatw sobie dmuchaną lalkę albo zamów dziwkę z dowozem. Nie wiem jeszcze czy lubię seks. Dopiero co mam za sobą pierwszy raz, powiem za tydzień jeśli twój brat odpowiednio się postara. Skoro jesteś tak cwany i wszystkowiedzący znajdź alternatywną drogę zapłaty. Zawsze są alternatywy. Ta metoda jest nie do przyjęcia. - zmrużyła oczy - Choćby całe miasto zmieniło się w duchy spętane w martwych ciałach, jak ten który chodzi w centrum.
 
Sorat jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170