Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-09-2006, 22:43   #1
 
Kutak's Avatar
 
Scena Grzegorza

Ogromna sala w karczmie potrafiła zszokować swym rozmiarem i przepychem wystroju. Wszędzie piękne stoliki, z pozłacaną zastawą i wielkimi żyrandolami, widać, iż jej właściciele szykowali się od dawna na przybycie Ath-chathacha. Tłumy zaczynały już skandować imiona niektórych zawodników, piękne i nad wyraz piersiaste kelnerki biegały między ludźmi, podając im upragnione potrawy czy napitki. Ludzie stali i siedzieli, obojętne- każdy już chciał wysłuchać cudnej historii, a później śmiać się z tych dociekliwych pytań konkurencji. Oh, nikt nie mógł już się doczekać!
W całej karczmie zbudowano siedem scen- pięć dla każdego z zawodników, jedną dla Izartha i jedną, największą, gdzie za grubą kurtyną rzekomo spoczywał sam Ath-chathach! Lecz nikt nie zwracał już uwagi na bóstwo, interesował ich tylko Izarth, który zacznie wywoływać zawodników.
Tak! Stało się! Nagle całą salę opanował pisk gorących fanek i niemniej nagrzanych fanów. Izarth wyszedł na swoją scenę, w tym samym momencie na swoje podesty wkroczyli także zawodnicy! Wielki Arcykapłan, po krótkim powitaniu, począł po kolei odczytywać pytania i czekać na opowieści. W końcu doszedł także do Grzegorza y Moliny de Carramby el Pommidore!
Grzegorzu y Molino de Carramba el Pommidore, bez zbędnych powitań zechciałbym odrazu poprosić cię o opowieść, bowiem jest ona słynna na całą Ziemię i nie tylko! Chodzi mi o prawdziwą wersję opowieści o tym, jakżeś bazyliszka co pod Warszawą grasował pokonał i dlaczego do dzisiaj czuć w tych podziemiach zapach źle doprawionego leczo?
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 23-09-2006, 05:54   #2
 
Mist's Avatar
 
Grzegorz na tą okazję wystroił się jak na barda opowieści snującego przystało choć odrobinę, rzec by można ponadczasowo. Oto bowiem spod piętnastowiecznej szerokiej czapy z pękiem pawich piór na środku fantazyjnie wystawał chwycony całkiem współczesnym mu lakierem i przefarbowany na blond fryz. Gładko ogolona twarz i głowa wznosiły się nad niezwykle bufiastą bluzą z obfitymi rękawami w stylu wieku siedemnastego, nachodząca na ciasno opinające spodnie z czarnej skóry znikające w imponujących kowbojkach z wyglądu i stopnia zużycia wyglądających na orginalny wytwór dziewiętnastowieczny. W rękach Grzegorz trzymał bałałajkę a scenę za nim zdobił fałszywy kominek imponujących rozmiarów z równie fałszywym trzaskającym weń ogniem oraz sporo sztandarów i flag herbowych rzucających na całość odpowiednio dużo dramatycznego półmroku i sprawiających że kominek z daleka wydawał się całkiem realny. Efekt całości był w równej mierze zaskakująco podniosły jak i komiczny niezaprzeczalnie przy tym przykuwając uwagę. Zadowolony z niego i uradowany, że wereszcie nadeszła jego kolej, Grzegorz zagrał, lekko fałszywych taktów na bałałajce, wypróbował głos podśpiewując
Lallaa, mi mi mi do...
Po czym wstał, odłożył instrument i mówiąc już całkiem normalnie rozpoczął
Wybaczcie mi wszyscy ten wątpliwej klasy występ muzyczno-wokalny ale tradycja zobowiązuje i każdy kto bardem choć na trochę być zamierza musi się niestety doń stosować. Tak mi zresztą przynajmniej kiedyś mówiono.
Witam najszczerzej wszystkich tu zgromadzonych

Kilka głębokich ukłonów w stronę publiczności
i życząc szczęścia swoim rywalom o nadzwyczaj imponujących talentach
Ukłon w stronę pozostałych scen
dziękuję jednocześnie prześwietnym gospodarzom za tak szczere zaproszenie mojej skromnej osoby, okazaną pomoc i gościnę.
Trzy kolejne ukłony w stronę arcykapłana i zasłoniętej kurtyny
Historia, którą tutaj usłyszycie jest zaiste porywająca, pełna zdrad i intryg, porywającego bohaterstwa i niedocenionych poświęceń. Będzie o życiu, śmierci, litości, kuchni i stosunkach między narodami a także o tym jak to pamięć ludzka rzeczy przeszłe na piękniejsze zmienia. Jeśli wady jakoweś przyuważycie, to będą to tylko niedoskonałości warsztatu mojej skromnej osoby spowodowane obezwładniającą chęcią opowiedzenia jej jak najwierniej i najatrakcyjniej dla waszej droga gawiedzi i gospodarzy naszych satysfakcji.
A zdarzyło się to wszystko lat temu kilkaset, gdy miasto Warszawa już znacznym będąc jeszcze stolicą Rzeczypospolitej nie było. Książe Mazowiecki naówczas w obronie granic lub dla podboju, bo w tamtych czasach jedno się z drugim wykluczać nie zwykło, miasto wraz z większością krzepkich wojów opuścił starców, kobiety i dzieci nieomal na losu pastwę zostawiając z garścią wojska i straży jeno dla murów nietrwałej obrony. Ale gdzie potrzeba tam i pomoc, gdy tylko wieść o tym się po kraju i Europie rozniosła wnet zaczeły się doń zjeżdżać zastępy ludzi odważnych i doświadczonych by ludzi i kupców od złego bronić. Do grupy owej, znaczy ludzi odważnych i doświadczonych, należałem ja kawaler Grzegorz de Carramba, y Moilną i el Pommidorem jeszcze nie będący i niejaki Ferenc Guylczasy lub Gulczas Ferenc, właściwej wersji do dziś dnia nie znam, węgier prawdziwy z Węgierskiego Królestwa, rycerz, najemnik, awanturnik i kucharz, wiecznie przy tym wypity i co rusz nieco inaczej choć nieodmiennie bełkotliwie się przedstawiający. Spotkałem ja owego Gulczasa, pozwólcie państwo, że tak go odtąd zwał będę, w karczmie "U Dekerta" co to nieopodal Krzywego Koła umiejscowiona była gdzie zajadawszy leczo, taką potrawę ichnią narodową nieomal tokajem się raczył, co rusz wyzywawszy ludzi na pojedynek w jedzeniu i picu. Starcia te o zgrozo nieodmiennie wygrywał, jak się niedługo później okazało przez owo leczo właśnie, które osobiście na tą okazję w karczemnej kuchni przyrządził i z premedytacją tak doprawił by całkowicie niezjadliwe dla niewytrenowanych żołądków ludzi nieostrożnych się stało. Ponieważ po czasie niedługim zaczął ów Gulczas twierdzić, że Polacy naród mikry pić w ogóle nie potrafią, zmuszony się poczułem osobą własną i z poświęceniem wątroby honoru narodu swojego bronić i na wyzwanie przystałem pod warunkiem jeno, że pić będziemy na przemian tokaja i prawdziwą polską śliwowicę.

Odchrząknął i wytarł brew z potu gdyż przemowa była nadzwyczaj długa jak na jego ostatnie wyczyny a na samo wspomnienie owych wydarzeń zrobiło mu się lekko gorąco i w gardle sucho
Rozpoczęliśmy tedy. Ja będąc z natury nieufnym dla zagranicznej kuchni najpierw połknąłem szklankę śliwowicy, coby zmysł smaku na chwilę zabić i żołądek na rozmaite świństwa znieczulić, dopiero później zabrałem się za leczo, które znalazłem sycącym acz oryginalnym. Gulczas widząc, że po pierwszym kęsie i kolejce odpaść nie zamierzam szczerego szacunku do mnie nabrał i juz szczere toasty począł wznosić, i tak w radosnej atmosferze, z napięciem w sali nagle rozładowanym zaczęliśmy stosunki między narodami pogłębiać i wymianę kulturalną w dziedzinie alkoholi rozwijać. Byłaby się ta impreza skończyła jak zwykle porannym kacem i niestrawnością gdyby nie to, że leczo się nagle skończyło a my już na lekkim wzdęciu zapragnęliśmy dokonać czynu bohaterskiego coby wspólną przyjaźń polsko-węgierską w pieśniach, kronikach, przysłowiach i legendach opiewano. Zaczęliśmy się tedy dopytywać klientów szynku czy potwora jakiego w mieście nie ma szczególnie że ja doświadczenie już miałem na tym polu wielkie przyłozywszy rękę między innymi do rozprawy ze smokiem spod Wawelu za co mi ostrogi rycerskie i zaszczytne nazwisko de Carramba przypadły. Okazało się, że istotnie, w kamienicy nieodległej od dawna opuszczonej i w ruinę popadłej, w piwnicach bazyliszek pomieszkuje i na ludzi zacnych, co na bogactwa tam podobno spoczywające ochotę mając w loch się zapuszczali, polując i wzrokiem zabójczym ubijając. Zapytacie się pewnie cóż to takiego ów bazyliszek. Tedy wam powiem, że legenda miejska powiada że stwór ów szkaradny, szkaradność którego całym sercem potwierdzam, wykluwa się z jaja przez koguta złożonego, co być może chociażem jeszcze dziwu takiego nie spotkał, które to jajo węże jadowite przez lat siedem potem wysiadują, co być może również choć ja, wyłączając zoo ostatnimi czasy, nigdyżem o gadzinie jadowietj w warszawie nie słyszał, efektem owego wysiadywania bazyliszek jest właśnie, a efekt to szkaradny, że hej, choć jak dokładnie wyglądał powiedzieć wam dzisiaj nie zdołam bo ciemno nieco było a i pamięć w moim wieku człowieka czasem zwodzi.
Ruszyliśmy więc z Gulczasem do piwnicy owej po drodze łebków dwóch młodych biorąc coby skarby pomogli wynosić i na bohaterów napatrzyli właściwe wzorce w ten sposób dla wychowania zdobywając. Starszy z nich, przygłupi lekko w lustra się zaopatrzył żeby zabójcze spojrzenie potwora precz odbijać, na co myśmy się z tylko w czoło popukali bo takie drobiazgi prawdziwy bohater gołymi rękami nieomalże zgładza. Przed wejściem do piwnicy tłum zgromadzony pozdrowiwszy zeszliśmy w dół kłócąc się przy tym zajadle o to kto będzie miał prawo potwora osobiście ukatrupić, spór rozwiązany został prostym rzutem monetą, gdzie ku smutkowi mojemu wielkiemu fortuna węgirowi sprzyjała. Puściłem go tedy lekko przodem by miał lepsze pole manewru i na przeciwnika widok samemu zaś nieco z tyłu pozostawszy solennie sobie obiecałem nie przeszkadzać chyba, żeby trudności mój przyjaciel nowy miał jakoweś. No i jak się okazało dobrzem zrobił bo gdy bazyliszka wreszcie znaleźliśmy Gulczas zawianym mocno będąc nie mógł myśli znaleźć i nóg do szarży skoordynować, tedy wyprzedzając jego prośbę pchnąłem go z całych sił w kierunku szkarady, żeby mu sprawę ułatwić i impetu wstępnego dodać. Niestety tu się szczęście od niego odwróciło, tuż przed celem potknął się on bowiem o szkielet jakiegoś wcześniejszego śmiałka i upadawszy na szkaradę nieopatrznie w oczy jej prosto spojrzał za co go niechybna śmierć spotkała. Ale ponieważ jak już wspominałem obydwaj po leczo i alkoholu wzdęcie mieliśmy straszliwe, tedy po śmierci żółta chmura gazu przeraźliwe cuchnącego się z jego jelit wydostała i stwora paskudnego otoczyła. Ów woni znieść niemógłszy padł bez życia chmurę ową przedtem wzrokiem w kamień, a raczej piasek jak śnieg drobny, przeraźliwie przy tym źle przyprawionym leczem cuchnący obrócił. Ukręciwszy bazyliszkowi tedy łeb dla pewności aby poświęcenie Gulczasa na marne nie poszło zacząłem skarby owe legendarne do worów ładować. Wtedy też spostrzegłem że chłopaczków owych dwóch których ze sobą wzięliśmy w piwnicy brakuje. Zdradę jakąś, jak się później okazało słusznie, węszywszy wziąłem co było można i loch drugim wyjściem opuściłem po cichu z samego miasta na czas potem dłuższy wyjechawszy.
I tak to właśnie moi drodzy było, a co historia z opowieścią ową zrobiła sami wiecie, a jak nie to każdy stary warszawiak opowiedzieć wam może.

Ukłonił się raz jeszcze w każdą stronę dziękując za burzę oklasków i usiadł pod kominkiem czekając na pytania.

******

No to lecim
Dla zainteresowanych orginalna legenda jest tutaj : http://www.um.warszawa.pl/v_syrenka/.../legendy-6.htm
 
__________________
Just because you feel good it doesn't make you right...
Mist jest offline  
Stary 23-09-2006, 16:17   #3
 
Milly's Avatar
 
Dante skłoniła się z uśmiechem przed tym niezwykłym bardem, kiwając głową dla aprobaty jego pięknej opowieści. Widać konkurs jest przedni i przyciągnął wielu naprawdę znakomitych mitomanów. Ciężko będzie wygrać z takim talentem!

- Oto i moje pierwsze pytanie: jakiej zdrady dopuścili się ci dwaj chłopcy, którzy razem z Tobą byli w lochach?
 
Milly jest offline  
Stary 24-09-2006, 08:32   #4
 
Mist's Avatar
 
Cóż za pytanie i jak ładnie utrafiło to w co się wgłębiać, dla przyzwoitości i pamięci o zmarłych, nie chciałem. Jak zapewne pani szlachetna pamięta przed zejściem do owego lochu okropnego, co się w piwnicy pod kamienicą ową zrujnowaną znajdował, gdzie ów potwór paskudny leże miał swoje, zebrał się tłum niemały w oczekiwaniu na rezultaty naszej, znaczy Gulczasa i mojej, wyprawy bohaterskiej. Otóż jak mi się później dowiedzieć udało, młodszy z łebków owych coto żeśmy ich ze sobą wzięli, imię którego niestetyż mi z głowy wypadło, zetknąwszy się choć z oddali z wonią jaka z umarłego węgra się wydostała zemdlał nieszczęśliwie, starszy wówczas, Franek mu było, wziął go na ręce i razem ze swoimi lustrami z piwnicy czmychnął wprost w objęcia tłumu co to przed wejściem oczekiwał. Czegóż to to ladaco małe, ten zdrajca paskudny, tym naiwnym ludziom nie nagadał, że to niby po zejściu na dół chcieliśmy ich obu z Gulczasem przodem puścić, żeby się bestyja nimi wpierw zajęła dając nam czas na zajście jej z zasadzki, lub przynajmniej skarbów pozbieranie. Że gdy plan ten dzięki czujności Franka owego na panewce spalił w planach mieliśmy skarby jeno pozbierać i na pierwszy widok potwora czmychnąć by wmówić potem ludziom, że bestia ubita. I wreszcie, że to nie moja odwaga i Gulczasa poświęcenie, tylko jego lustra bazyliszka zabiły wzrok jego ku niemu spowrotem odbijając. Tak to nas ów Franek zdradliwie za plecami szkalował, przyzwoitość i dobre imię zmarłego za nic mając i sobie całe zasługi niecnie przypisując. Zdrada, zdrada powiadam przeraźliwa i nikt ze zgromadzonych tutaj mam nadzieję temu nie zaprzeczy.
 
__________________
Just because you feel good it doesn't make you right...
Mist jest offline  
Stary 24-09-2006, 12:20   #5
Patronaty i PR
 
Redone's Avatar
 
- Bardzo piękna opowieść, panie Grzegorzu. Zauważyłam jednak pewną nieścisłość i prosiłabym o wytłumaczenie jej. Otóż z tego co zrozumiałam, bestia zamieniała ludzi w kamień samym wzrokiem tylko. A powiedział pan, że wchodząc do groty, pański towarzysz potknął się o szkielet zabitego przez bestię. Jak więc to było, że leżał tam szkielet a nie zamienione w kamień ciało?
Uśmiechnęłam się złośliwie, mając nadzieję, iż przyłapałam konkurenta na zbytnim koloryzowaniu opowieści.
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher
Redone jest offline  
Stary 24-09-2006, 13:33   #6
 
Mist's Avatar
 
Szlachetna przedstawicielko sił wyższych, ze smutkiem głębokim jakim napawa mnie wskazywanie błędu w rozumowaniu tak pięknej, i niewątpliwie potężnej, istoty, jak ty pani, muszę stwierdzić, że dokonałaś nadinterpretacji. Choć pamięć moja może i jest nieco zawodna jestem całkowicie pewien, iż powiedziałem, że świętej pamięci Gulczas potknął się o szkielet jakiegoś wcześniejszego śmiałka, nie stwierdzając przy tym, że była to ofiara wzroku bazyliszka.
Grzegorz obdarzył anielicę najpiękniejszym ze swoich uśmiechów
Choć przyznać muszę, że fakt napotkania tam szkieletu, i to niejednego, również mocno moją ciekawość pobudził. Wyjaśnienie jednakże nasunęło mi się po pewnym czasie samo niejako w natchnieniu. Bazyliszek, rozumiecie jaśniepani, mimo że szkarada to jednak bydle ze wszech miar żywe, a jako takie jeść też musi. Ponieważ jak naukowo stwierdzono kamień w żaden sposób pożywnym nie jest musiał on czasem zapolować bez używania wzroku żeby nieco mięsiwa na ofierze zostało. Jak przypuszczam wykorzystywał on do tego kły z jadem okrutnym po gadzinach go wysiadujących odziedziczone. Przypuszczalnie lokalizował on ofiarę metodą wężową, drgania gruntu zapach i ciepło wykorzystując, po czym gryzł nagle od tyłu truciznę wpuszczając. Gdy nieszczęsna po męczarniach strasznych skonała potwór ją powoli konsumował szkielet jeno zostawiając.
 
__________________
Just because you feel good it doesn't make you right...
Mist jest offline  
Stary 02-10-2006, 00:38   #7
 
kitsune's Avatar
 
Profesor Oxbridge wysłuchawszy pytań swoich poprzedniczek uśmiechnął się, ot nikt nie zapytał o to, co każdego naukowca interesowac powinno:
- Rzeknij mi człowieku, bom wiele stworzeń widział. Z jakimiż to gatunkami powinowacony jest ów bazyliszek i jakże naukowo wyjaśnić fakt petryfikacji dokonywanej w ułąmku sekundy oczyma jeno?
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 02-10-2006, 04:12   #8
 
Mist's Avatar
 
Cóż za pytanie, od razu poznać czowieka uczonego. Odpowiem więc najlepiej jak umiem za pomocą swojej skromnej wiedzy odsiewając fałsz, przypuszczenia i plotki od prawdy naukowej jakakolwiek by ona ostatecznie nie była. W czasie owym wierzyłem jako rycerz Grzegorz de Carramba, że bazyliszek to nic więcej jak wytwór magii plugawej diabelskim zamysłem i sztuką uczyniony, żeby prostych ludzi gnębić i do zguby spojrzeniem prowadzić i taka by też była wówczas, na pańskie profesorze pytanie, odpowiedź. Dziś doświadczenie nieco większe posiadłszy mogę zaryzykować kilka hipotez niemalże naukowych. Po pierwsze i najważniejsze,
Grzegorz wyciągnął dłoń i wyprostował pierwszy palec
stworzenie owo musiało przybyszem do mojego świata, takim jak my uczestnicy tego przewspaniałego konkursu jesteśmy dla tego miejsca, acz niefortunnie przypadkowym i prawdopodobnie bez drogi powrotu. Tłumaczyłoby to dlaczego było tak różne od wszelkiego innego stworzenia ziemskiego a także odpowiadało na pytanie dlaczegóż to nie było ich w okolicy więcej. Po drugie,
w górę powędrował drugi palec
ewolucja w świecie pochodzenia szkarady musiała potoczyć się odmiennie do naszej, lub nawet zatrzymać, wyglądała ona bowiem jak szalone skrzyżowanie węża z małym jaszczurem z tych co to się ich szkielety w skałach odnajduje i ptaka o żółtobrązowym upierzeniu. Że jest to możliwe naukowo chyba nie muszę szanownemu profesorowi przypominać, wszak udowodnione jest że zarówno węże jak i ptactwo się od większych i mniejszych jaszczurów wywodzą, ten się najwyraźniej zdecydować do końca nie mógł ai do swego dziedzictwa przywiązany być musiał. Po trzecie wreszcie,
Grzegorz wyprostował trzeci palec po czym opuścił dłoń
informację o tym że bydle samym wzrokiem w kamień zmieniało trzeba niestety w bajki i ludową skłonność do przesady włożyć, choć przyznać należy że daje to historii pewnego dramatyzmu. Przypuszczam że kłamstwo to ów, za przeproszeniem wszystkich zebranych, gówniarz Franek wymyślił, żeby swoją relację uwiarygodnić. Wszakże gdyby była to prawda bazyliszek dużo wcześniej sam siebie by w kamień obrócił w zwierciadło wody podczas picia spoglądając. Sam proces petryfikacji musiałbyć nieco bardziej złożony i zapewne wyglądał tak. Wiadomo powszechnie, że oczy polującego węża hipnotyzują ofiarę, tak samo musiało być i z bazyliszkiem choć sam trans musiał być głębszy, wręcz wywołujący paraliż. Ofiara bazyliszkowego wzroku pod urokiem owym stawała jak wryta bez ruchu lekko dychając jeno czym w zupełności posąg przypominała. Dodatkowo bestia w stanie rozdrażnienia rozpylała wokół siebie w dużych ilościach ślinę, która w zetknięciu z żywą tkanką powodowała jej natychmiastowe zwapnienie, zapewne w efekcie obecności bardzo zjadliwego, szanowna publiczność wybaczy obce i trudne określenie, retrowirusa. Stąd gdy się nachodziło potwora w leżu zmuszając do agresywnej obrony własnego terytorium efektem były wapienne posągi nachodzących. Mam nadzieję, że to wyjaśniło choć trochę wątpliwości pana profesora, jeśli nie, cóż, jako osoba nienaukowa nigdy sprawy bardziej nie zgłębiałem i niestety nie mogę bardziej pomóc.
Grzegorz zmęczony wykładem otarł pot z czoła i zwrócił się do publiki
Tak przynajmniej może sprawę całą tłumaczyć osoba wszędzie doszukująca się naukowych uzasadnień i za wszystkim poszukująca racjonalnych pobudek, ja zaś wierzę że nie wszystko da się wytłumaczyć logiką i całe szczęście gdyż wszelakie opowieści są dzięki temu, i ciekawsze, i piękniejsze, a tylko takich tak wspaniała publicznośc jak wy, jest warta.
 
__________________
Just because you feel good it doesn't make you right...
Mist jest offline  
Stary 31-10-2006, 14:57   #9
 
Pikazzo's Avatar
 
Kule podrapał się po brodzie. Wyglądał na zamyślonego. -Taaak- westchnął -Miałem kiedyś do czynienia z bazyliszkami. Miało to miejsce w sześcdziesiątym ósmym podczas walki o Termopile. Sprytni Grecy wywabili stado tych stworzeń, które dokonały wielkich zniszczeń w moich oddziałach. Później bazyliszków zaczęto używac jako standartowych bestii bojowych w Rzymie i Grecji...- Zamilkł na chwilę rozmyślając -Jestem bardzo ciekawy szlachetny panie- zaczął mówic -skąd bazyliszek ten wziął się pod Warszawą...- pociągnął długi łyk piwa -Ale jeszcze bardziej interesuje mnie, jak ta bestia wyglądała dokładniej. Najwidoczniej pochodzimy z różnych światów więc ciekawi mnie czy te potwory wyglądają tak samo w każdym z nich...-
 
__________________
"People say I talk too much
I don't care I talk too much
Momma say I failed in life
I don't care I failed in life
Daddy says I drink too much
I don't care I drink too much"
Pikazzo jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172