Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-02-2007, 16:44   #1
Lady Redone
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 3136 Redone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputację
[Sesja] Anioły kontra demony

Ziemia.

Jedni czują się tu jak u siebie. Są wolni i nieograniczeni. Mogą w spokoju nękać ludzi swoim złem.

Inni jednak są tutaj, bo muszą, i wcale się to im nie uśmiecha. Bo czy ta nędzna kraina może porównywać się z niebiosami?

Toruń, Polska, Wtorek 20.06.2006

[center:01c4bf0d5e][/center:01c4bf0d5e]

Piękny, ciepły dzień zaczął się tak jak zawsze. Jakaś karetka przejechała na sygnale budząc wszystkich śpiochów. Ludzie pędzą do pracy lub szkoły. Panujący na ulicach gwar przypomina, że sen trzeba zostawić w domu i czas zabrać się za codzienność. Może trzeba kogoś uratować przed czającym się w najgłębszych zakamarkach umysłu złem? Albo wręcz przeciwnie, trzeba z tego umysłu zło wydobyć?

Kolejny, zwykły dzień walki dobra ze złem.

[center:01c4bf0d5e]Ale czy na pewno zwykły?[/center:01c4bf0d5e]
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher
Redone jest offline  
Stary 17-02-2007, 00:00   #2
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 534 Glyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnie
Głuchy łoskot rozległ się na podwórku jednej z toruńskich kamienic. Kilka kotów kręcących się obok śmietnika właśnie wywaliło jeden kontener. Adam stał przy trzepaku i przyglądał się im z politowaniem. Znał je dobrze, przychodziły tu dzień w dzień i zawsze sprawiały kłopoty. Od niechcenia udał, że do nich podbiega.Uciekały aż się kurzyło, ale anioł nie miał ochoty ich ścigać. Szybko skręcił w bramę prowadzącą na ulicę. Poczuł delikatny powiew wiatru. Rześki, letni poranek.
~Prawe...lewe...prawe..lewe~ Powtarzał w kółko dwa słowa, żeby jak zwykle się nie wywrócić. Chyba nigdy się nie przyzwyczai.
Szedł szybkim, miarowym krokiem lawirując między przechodniami. Ci zdawali się nie zwracać na niego uwagi. Wczesny poranek. Kupcy otwierali swe sklepy, wykładali towar, wszyscy spieszyli się do pracy. Co bardziej rozbudzeni omijali go szerokim łukiem, ci mniej szturchali lub wręcz wpadali na niego. Jak bardzo tego nie lubił. Skręcił w prawo w uliczkę zaraz za mięsnym. Minął wielki samochód dostawczy i przystanął z boku patrząc na ludzi wnoszących świeże mięso do chłodni.
-Co tak stoisz?-odezwał się jeden z mężczyzn-Zjadłbyś coś pewnie, a tu nie ma dziś nic dla Ciebie. Nie tym razem
Pokiwał ze zrozumieniem łbem, ziewnął i położył się nieopodal drzwi. Obserwował skrzynkę, którą właśnie wnosili, gdy wielkie pęto kiełbasy ześlizgnęło się i spadło na ziemię. Na to czekał. Pochwycił je szybko i znikł w głębi alejki zostawiając zdumionego dostawcę. Jak na małego, rudawego jamnika miał szczęście. Nie było dnia, żeby coś nie spadło...z mniejszym lub większym udziałem sił nadprzyrodzonych. Szybko zjadł "śniadanie". Musiał się spieszyć, ktoś już czekał na niego.

Nieopodal kilka ulic dalej chodnikiem szedł mężczyzna w średnim wieku. Kierując się na przystanek w pośpiechu poprawiał jeszcze niechlujnie założony krawat, wygładzał źle doprasowaną, jasnoniebieską koszulę, takież same brązowawe spodnie. Co jakiś czas gładził się po brodzie klnąc przy tym, że powinien był się ogolić. Choć nie było jeszcze tak gorąco, od szybkiej wędrówki na jego twarzy pojawiły się kropelki potu. Wyciągnąwszy chusteczkę wytarł przesadnych rozmiarów nos i czoło, które zasłaniały kosmyki czarnych rozczochranych włosów.
Pewnie nie zdawał sobie sprawy, że jego malutkie mieszkanie od jakiegoś czasu było obserwowane. Mały jamnik zdołał dobrze poznać swego przyszłego pana. Samotny, być może rozwiedziony, wiódł spokojne i dość schematyczne życie. Codziennie na przystanek, po drodze gazeta, dosłownie 5 minut czekania na autobus i w końcu przyjazd na budowie do pracy. Zebranie dalszych informacji stanowiło nie lada wyzwanie dla zwierzęcia: Był inżynierem budowlanym, jego firma budowała nowe osiedle na obrzeżach miasta. I tyle, jednym słowem kandydat idealny.

Spotkali się na następnym skrzyżowaniu, gdy stał właśnie w kolejce do kiosku z gazetami.
-Zwierzak ma swoje zalety-stwierdził Adam sikając w tym czasie na parkometr.-ale już czas zająć się czymś na poważnie.
Podbiegł do mężczyzny i zaczął go radośnie obszczekiwać. Człowiek przez chwilę wydawał się zdezorientowany. Nie wiedział co się dzieje, chyba zrobiło mu się słabo, bo zamknął oczy i chwycił się nieporadnie lady.
Anioł czuł jak miliony wspomnień przepełnia jego świadomość. Gdy otworzył oczy, spoglądał na świat z zupełnie innej perspektywy. Udało się. Przez kilka dni znów będzie człowiekiem.
-Dziękuje-odparł odbierając gazetę z rąk kioskarki. Chwiejnym krokiem powędrował na przystanek. Czekając na autobus co chwila spoglądał na zegarek. Chciał sprawiać pozory normalności, chociaż od dziś człowiek znany jako Allan Koening będzie miał inne priorytety.
 
Glyph jest offline  
Stary 17-02-2007, 21:52   #3
 
plenty's Avatar
 
Reputacja: 0 plenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodze
- No, to tyle tytułem wykładu. Prosił bym moją grupę ćwiczniową o pozostanie, pozostali mogą iść. Odczekawszy aż reszta roku wyjdzie z sali, wyciągnął kapciuch z tytoniem, skręcił i zapalił skręta. Nikt nie zaprotestował - to była jego grupa, doskonale znali jego częste dobne dziwactwa. Jakiś gorliwszy od innych chłopak już wszedł na ławkę i zakładał reklamówkę na czujnik dymu.
Zaciągnął się papierosem, demonstracyjnie wypuszczając niebieski obłok dymu w kierunku czujnika.
- No, uczkowie kochani. Zapowiada się egzamin... z łaski swojej zdejmij tego kondoma z czujki, ona nie działa od lat, lepiej otwórz okno... dziekuję.. Więc co do egzaminu: wiem jak bardzo jesteście zajęci nauką, zwłaszcza ta część z was balująca akademiku... żeby was nie przemęczać, mała alternatywa, powiedzmy zadanie domowe. Wrzuciłem na FTPa dodatkowy wykład o injekcji SQL, oraz kilka półautomatycznych skryptów... Wasze zadanie to znaleźć bazy danych z lukami, jak najwięcej z nich. Oczywiście nie interesują mnie prywatne bazy, ale możecie na nich poćwiczyć.
- Ci, którym się uda znaleźć najwięcej, dostaną piątki. Pał nie będzie, ale chcę zobaczyć logi że pracowaliście. A, skrypt śle dane na serwer, więc będziecie wiedzieli co już sprawdzono, czyli żadnego powtarzania wyników! I nie róbcie tego z domów, uczelni ani akademików, przypominam, polecam kafejki. To niby nic nielegalnego, ale sami wiecie że ONI są podejrzliwi...
W jego głosie słychać było niepokój, a mówiąc "oni" wykrzywił usta w grymasie człowieka jedzącego cytrynę.
- Przyjdziecie na egzamin, oddacie kartki - nie przerywaj jak mówię - nie, nie puste. Możesz przepis na zupkę chińską napisać, nie będę sam na egzaminie, musi być widać że piszecie.
Ściszył głos i zekając mimowolnie na zamknięte drzwi dodał:
- Jestem pewien że ten magister od trzeciej grupy donosi na mnie dziekanowi...
Tym razem pewniejszym tonem, bo wracając na pewny grunt, rzucił:
- A po egzaminie zapraszam wszystkich do klubu. Trzeba oblać waszą ciężką - i owocną, mam nadzieję - pracę. Dobra, koniec tych ćwiczeń. Dzisiaj w Piwnicy pod Aniołem nie ma żadnych koncertów bodajże... Trwają za to 13 urodziny lokalu, szczęśliwa liczba! Można się zwalić. Kto idzie? Rynek Staromiejski 1 . Można by wypić za powodzenie na egzaminie, ale można też po prostu wypić.
W sali zapanowało poruszenie, nie wywołane bynajmniej jego słowami. Szukając jego źródła, podążył za wzrokiem większości.
Czerwona dioda migała złowieszczo pod sufitem.
- Jasna cholera! Naprawili ten pier***ony czujnik! Zmykamy, szybko! Jakby pytali, nie było nas tutaj od dziesięciu minut! Niech pani się nie stroi teraz! Kurtkę na ręce i w długą! Powiem, że zostawiłem otwarte drzwi przez pomyłkę i ktoś musiał wejść i narobić syfu...

Wyszedł z uczelni jeszcze przed przyjazdem dwu wozów straży pożarnej i karetki.
- Ale się narobiło! Nic to, czas przygotować się na wieczorną imprezę... na pewno znajdzie się jakaś ślicznotka, która dostarczy mi nieco radości w nocy... i esencji.
Nieświadomie skierował kroki w kierunku pobliskiej restuaracji, a znalazłszy się tam, już z pełną premedytacją, zamówił spieczonego schaboszczyka.
- Jaki cudowny poranek... zapowiada jeszcze piękniejsza noc! Tylko to ciało... starzeje się nieco za szybko... Jeszcze kilka lat i będę musiał znaleźć kogoć innego na jego miejsce... Ale przecierz mam tyle możliwości, jako Andrzej Rozkosz ...
- Dzisiaj wtorek, mam dyżur, od dwunastej do pierwszej... żeby tylko nikt się nie pytał o ten fałszywy alarm... zwłaszcza Lemańczyk!
 
__________________
Samotny pośród ludzi wielu / skazany na wygnanie w świecie realnym, / w nierzeczywistości znajdę ukojenie... / żegnajcie!
plenty jest offline  
Stary 20-02-2007, 20:46   #4
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 532 Lorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnie
Adriell cieszył się swoją nową powłoką jak nastolatek, który dostał właśnie Play Station 2. Od trzech dni i nocy nie odrywał się od swojego laptopa i nie wychodził z sieci pochłaniając tylko kolejne porcje kawy i batoników. W reszcie trafił na pewien problem i zamyślił się na chwilę. Tak go to znużyło, że tak jak siedział zsunął się z krzesła na podłogę i zasnął.
Sen o nieskończonych przestrzeniach Internetu więził go jeszcze przez kilka godzin, po czym uwolnił głodnego.
- Mmmm, czysta rozkosz – wepchnął do ust niedokończony batonik, który cały czas znajdował się w jego dłoni. – Ciekawe, kto to wymyślił? Na pewno ktoś z naszych.
Wstał z podłogi i ubił nogą sprężynujące papierki po pochłoniętych ostatnio batonach i innych słodyczach wystające z kosza.
- Leżcie grzecznie to wieczorem dostaniecie kogoś do towarzystwa… Leżeć było! – Rozzłościł się na żarty, nienażarty Adriell, ale miesięczna kolekcja papierków stawiała dzielnie opór jego naciskom. – No dobra, – dał w reszcie za wygraną - jak sobie chcecie, egzekucja dziś o dwudziestej, A ty Azor szykuj się idziemy na spacer. – powiedział w kierunku pracującego non stop laptopa. Zakładając nowe ubranie, zdalnie wypiął go z sieci i zamknął.
Na nogach miał szare glany i bojówki, na plecach kurtkę w kolorze khaki. Kiedyś był ciemnym blondynem, ale obecnie był łysy, z resztą z własnej i nieprzymuszonej woli. Miał niebieskie oczy i pogodny wyraz twarzy, który nie opuszczał go od kilku dni.

Chwycił urządzenie pod pachę i wyciągając klucze otworzył drzwi, a po chwili zamknął je z drugiej strony i spojrzał na zegarek.
- Trzy minuty, czterdzieści trzy, hmm chyba muszę opracować lepszy algorytm wyjścia z domu. Już po jedenastej cholera, trochę dziś pospałem. – przeciągnął się czując ból w kościach. Zbiegł szybko po paru schodkach i wszedł do garażu. Wsiadł do zaparkowanej tam furgonetki i wyjechał na ulicę otwierając pilotem bramę. Odczekał aż ta się zamknie i włączą się czujniki alarmu w domu, a następnie ruszył powoli przed siebie. Gdy dojechał do centrum miasta włączył wyszukiwacz sieci WiFi i rozpoczął polowanie.
- Ściągać gacie bydło rogate!, wujek przyjechał i zaraz zrobi wam lewatywkę. Który pierwszy do badania?
 
Lorn jest offline  
Stary 22-02-2007, 11:37   #5
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
Sen...
Głęboki, rozkosznie gorący sen...
Nie ważne o czym był, ważne, że był przyjemny.
Nagle coś zaczęło go z niego wyciągać, wybudzać...

Telefon.


Przeciągnęła się iście kocio, delektując się delikatną pieszczotą jedwabnej pościeli pod jaką leżała. Jednak uporczywy dźwięk telefonu nie pozwolił jej ponownie pogrążyć się w słodkich odmętach snu.
Fakt, że obudziła się w swym łóżku sama wcale jej nie zaskoczył.
Nie każdy zasługuje na to by się w nim przy niej znaleźć...
Kto powiedział, że zanim tu wróciła nie bawiła się doskonale gdzie indziej...

Wyślizgnęła się spod pościeli, i szybkim krokiem ruszyła do drugiego pokoju, z przyjemnością stawiając każdy krok, pozwalając by stopy swobodnie zatapiały się prawie po kostki w gęstym, grubo strzyżonym dywanie zaścielającym większość powierzchni jej mieszkania.

Podniosła telefon, zerknęła na wyświetlacz, czy to ktoś znajomy, ohh, no tak, Anna...
-Słucham?...
- Kochanie ty moje, moja słodka gwiazdko, możemy się dziś spotkać?
Tęsknie za tobą, za twymi dłońmi, ustami...to już prawie tydzień, proszę...

Głos jednej z jej aktualnych kochanek miał w sobie głód, żądze, błaganie.
Doskonale.
Ale niech jeszcze trochę wzrośnie.
-Dziś wieczorem nie mogę...przecież wiesz czemu...Też za tobą tęsknię, a kiedy się spotkamy.....
Gdy po piętnastu minutach skończyła mówić Annie co jej zrobi gdy się spotkają, wiedziała już doskonale, że ta ofiara została wytypowana bezbłędnie...


Hymn, aż sama nabrała ochoty na to by się porządnie zabawić...
Przeciągnęła dłońmi w dół po swym nagim ciele.
Taak, dziś jest dobry dzień na zabawę...

Długa, odprężająca kąpiel, dotyk balsamu na gładkiej skórze.
Lubiła to ciało.
Jest bardzo przydatne, i takie...świeże....

Zaczęła się ubierać, dziś tak, żeby było grzecznie, acz nie do końca...
Batyst, jedwab, koronka, skóra....

Zapach perfum 'Hypnotic Poison' otulił ja lekką mgiełką.
Śniadanie.
Jedzenie to też przyjemność...a dziś ma ochotę na sama przyjemności...


Nałożyła odpowiedni do całości leciutki makijaż, laptop, komórka do torby, włożyła płaszczyk, buty, torba na ramię.
Do torby jak zawsze wrzuciła sztylet w ozdobnej, skórzanej pochwie.

Poprawiła na nosie okulary zerówki <lenonki> jakie dodawały jej twarzy nieco dziewczęco- psotnego wyrazu, lekko przeciągnęła dłonią po włosach i wyszła.
Ruszyła ulica w stronę rynku, mieszkanie tuż przy bulwarze filadelfijskim ma swoje zasadnicze plusy...
Po drodze pod wpływem impulsu kupiła w mijanej kwiaciarni dopiero co rozwijającą się białą róże, poprosiła o skrócenie długości łodyżki do około 3 centymetrów i wsunęła kwiat za prawe ucho, podpinając wsuwką by na pewno trzymał się w jej ogniście czerwonych włosach.
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 25-02-2007, 15:40   #6
Lady Redone
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 3136 Redone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputację
Adam

Bycie znowu w ciele człowieka to prawdziwa przyjemność. Może i zwierze ma swoje zalety, ale człowiek zdecydowanie jest najlepszą powłoką.

Autobus jak zwykle przyjechał spóźniony. Nie dość że i tak jest gorąco jak na czerwiec, to w środku jest pełno młodzieży udającej się do szkoły. To sprawia że w środku panuje niemiły zaduch. Na szczęście już na następnym przystanku tłumek dzieci wysypał się z pojazdu i zwolniły się miejsca.

Usiadłeś wygodnie, a ktoś siedzący nieopodal uśmiechnął się do ciebie. Ah tak, pani Zielińska, była sąsiadka Allana. Rozłożyłeś gazetę a w środku znajdowała się karteczka.

[center:a8c8ee6169]O12.00 pod pomnikiem Kopernika. Y.[/center:a8c8ee6169]

Cóż, to trochę zmieniało plan dnia. Nie zawsze archanioł schodzi na ziemię.


Numen

Schabowy. Poezja dla podniebienia. Ziemia jest jednak cudownym miejscem, bez dwóch zdań. A dzień zapowiadał się niezwykle ciekawie, tak samo zresztą jak każdy inny.

Dokończyłeś już swoje jedzenie. Zauważyłeś, że dziewczyna siedząca dwa stoliki dalej zalotnie się do ciebie uśmiecha. Już chciałeś do niej podejść, dopiłeś tylko sok do końca. Ale nagle zauważyłeś, że pod szklanką przykleiła się karteczka:

[center:a8c8ee6169]12 – tam gdzie ostatnio.[/center:a8c8ee6169]

Nie musiał się podpisywać, wiadomo że to Alaemon. A miejsce to pewnie ten opuszczony kościół za miastem. Czego on kurna chce?


Adriell

Taaak. Praca to prawdziwa przyjemność. Można komuś dokopać wcale przy tym nie grzesząc, wręcz przeciwnie, jeszcze z tego dobry uczynek.

Rozłożyłeś sprzęt i zauważyłeś że na laptopie wyświetliła ci się wiadomość:

[center:a8c8ee6169] O 12 pod pomnikiem Kopernika, nie spóźnij się.
Jan
[/center:a8c8ee6169]

No tak, nie ma to jak uprzedzać na pół godziny przed faktem. Ale chyba powinieneś zdążyć. Ciekawe co się kroi. Może jakieś nowe zadanie dla nowej powłoki? Bo chyba nie zdążyłeś jeszcze nabroić? A sprzęt wygląda trak zachęcająco. Szkoda że trzeba go odłożyć na później.


Vanya

Hmmm. Cały dzień przed tobą i tyle opcji rozrywki i przyjemności. Pogoda też sprzyja nicnierobieniu. Czerwiec to chyba jeden z najpiękniejszych miesięcy.

Różyczka doskonale pasowały do dzisiejszego ubioru i nastroju. Biel dziwnie kontrastowała z czerwonymi włosami i z charakterem zresztą też. Nie każdy przecież jest demonem.

I wtedy przyszedł sms.

[center:a8c8ee6169]12, opuszczony kościół za miastem. M.[/center:a8c8ee6169]

Znasz to miejsce, słyszałaś o nim. Trzeba będzie je odwiedzić.
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher
Redone jest offline  
Stary 26-02-2007, 00:15   #7
 
plenty's Avatar
 
Reputacja: 0 plenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodzeplenty jest na bardzo dobrej drodze
- Jasna cholera... to kawał drogi... No to Lemańczyk da mi popalić... opuszczę dyżur, a skubaniec ma zaraz po mnie... dowie się... Trzeba będzie wcisnąć jakiś kit... może że "ewakuowałem się" słysząc syreny... powinien uwierzyć... ostatnio po fałszywym alarmie bombowym też nawiałem... ale "strzeżonego.." no, może nie Bóg, ale lepiej chuchać na zimne.
Skinął na kelnerkę i zapłacił, nie zapominając o drobnym napiwku.
- Mogłabyś złotko zamówić taksówkę?
Czekając na przyjazd taksówki, bębnił niecierpliwie palcami po blacie stołu. W końcu nie wytrzymał, z czeluści skórzanej aktówki wydobył jaskrawo-żółty hermetyczny pojemnik i ku zgrozie obecnych zamówił zrazika - na wynos.

...

- Pana taksówka już czeka.
Wstał, podziękował grzecznie i wyszedł. Czekała go jazda do domu, kilka minut zaledwie, potem prysznic, mniej formalny od garnituru ubiór - dres, oraz ponad godzina jazdy na miejsce... Właściwie dwie godziny, bo ostatnio silnik nawala... Oczywiście są inne, szybsze sposoby, ale nie warto ryzykować.
 
__________________
Samotny pośród ludzi wielu / skazany na wygnanie w świecie realnym, / w nierzeczywistości znajdę ukojenie... / żegnajcie!
plenty jest offline  
Stary 26-02-2007, 21:20   #8
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 532 Lorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnie
Adriell
Siedział zakamuflowany w bagażowej części swojej furgonetki depcząc stopami w rytm muzyki US3 papierki po spożytych ostatnio batonikach. Acid Jazzowy hacking - to było to, co misie lubią najbardziej. Z nierozłącznym batonikiem w gębie, wklepywał w klawiaturę kolejne komendy.
Już zaczął szperać w znalezionej właśnie sieci, gdy dotarła do niego wiadomość od Jana. Skrzywił się na myśl, że cała dzisiejsza praca pójdzie w diabły, a właściwie to nie w diabły tylko w cholerę, w pustkę, po prostu do dupy. Gdyby poszła w diabły byłoby ok. – No, to dzisiaj wam się upiekło, ale jutro zmiana, was będziemy piec.

- Będę na czas. –
odpisał krótko na maila.
Zamknął laptopa i wrzucił na zasłane batonikami dno plecaka dwie naładowane, zapasowe baterie i zasilacz. Na samym wierzchu położył swojego dwurdzeniowego rumaka ze stajni Intela.
– Na 12 godzin bez zasilania powinno wystarczyć. Nigdy nie wiadomo, czego będzie można się spodziewać tym razem. - Upewnił się, że Glock leży w kieszonce plecaka.
– ok., – dla pewności wsunął obok spluwy trzeci zapasowy magazynek. – ale ostrożności nigdy za wiele.
Przeszedł do z bagażówki do szoferki i usiadł za kierownicą swojego Vito. Odpalił silnik i skierował się na ulicę Św. Jana. Ustawił prądnicę na doładowywanie wewnętrznego UPSa i podpiął swój fotel do wolnego gniazda. - Nic tak dobrze nie relaksuje jak ładowanie się podczas jazdy. - pomyślał
Droga zajęła mu niecałe 5 minut, bo był tuż przy rynku. Zaparkował przy rogu Św. Jana i żeglarskiej, skąd było najbliżej do pomnika.
- Tobie to dobrze Janie, nawet masz tu swoją ulicę. Nic dziwnego, że lubisz tu zaglądać. – pomyślał sobie – Mam jeszcze trochę czasu, a ładowanie na parkingu też jest cool. – (Samochodowy fotel elektryczny, to był jego własny patent, tylko nie opatentowany. Krzesło elektryczne też, ale to jednak udało mu się opatentować w Stanach, zamieszkując ponad sto lat temu powłokę pewnego dentysty, Alberta Southwicka. Stwierdził, że ludzie nie dojrzeli jeszcze, by korzystać z samochodowych foteli elektrycznych, może kiedyś…
Adriell używa fotela także jako zabezpieczenie przed złodziejami. Obwód zamyka się pod ciężarem kierowcy i rozłącza po minucie, nikt dłużej nie wytrzyma. No cóż, ciężko to będzie opatentować.)

Wyciągnął z plecaka kolejny batonik i odgryzł z niego duży kęs, by doświadczyć dopełnienia błogości swojego stanu.
- Słodkie 230 volt – powiedział do siebie czując przepływający przez ciało prąd – prawie jak w Niebie, ale jednak to w dalszym ciągu tylko substytut.
Nęzna namiaftka Nieba –
dokończył z ustami pełnymi czekolady, karmelu i orzeszków.

Po 15-minutowej, hedonistycznej terapii rozluźniającej, zdecydował się w reszcie stanąć naprzeciw swojego Mistrza. Chwycił swój plecak i wysiadł z samochodu. Zamknął go pilotem i poszedł sprężystym krokiem w kierunku pomnika Kopernika, uśmiechając się do starych kamieniczek i młodych ludzi mijanych po drodze.
To był własnie powód, dla którego golił czachę. Po każdym podłączeniu włosy na głowie stawały mu dęba i łaskotały. To było wkurzające.
 
Lorn jest offline  
Stary 28-02-2007, 11:52   #9
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 534 Glyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnie
Adama zdziwiła karteczka. Archanioł był zawsze zajęty, trudno było go zastać nawet we własnej bibliotece, a teraz wyznacza im spotkanie? Czyżby szykowała się jaka grubsza sprawa?

Gorączkowo zaczął się drapać za uchem myśląc jakby tu spełnić rozkaz zwierzchnika, a i nie namieszać zbytnio w życiu gospodarza. Szybko opuścił rękę, czując na sobie dziwne spojrzenia współpasażerów. Z resztą sam jako kudłaty jamnik leżąc pod siedzeniem zauważył już, że jego ludzka powłoka nie zachowuje się tak jak powinna.
-Ehh-mruknął-"znów minie miesiąc zanim się odzwyczaję"-pomyślał w duchu-"A Ciebie moja mniejsza połowo, trzeba by w końcu odpchlić."


Dojeżdżali już na miejsce, gdy anioł kończył przeglądać pamięć właściciela. Wyrwał się z zadumy z bardzo zadowoloną miną. Odkrył właśnie, że dawny Allan ma przeszło 2 miesiące urlopu..zaległego, jeszcze z dwóch lat zostało.
"W kadrach musieli pracoholika wyklinać"-układał plan w głowie-" więc jak teraz zrobi sobie dwa trzy dni przerwy, to i na zdrowie mu wyjdzie i ja dobry uczynek spełnię.
Zadowolony z siebie ruszył w kierunku wielkich dźwigów i reszty budowy. Na miejscu poinstruował majstra o zaistniałej sytuacji i już z biura zadzwonił do kadr. Pozostał tam jeszcze trochę niby nadzorując pracę, a w każdym razie czekając na przerwę. Przed jedenastą w powietrzu rozległ sie gwizd, znak przerwy, więc mógł spokojnie zacząć się zbierać.
Majster jak zwykle gdzieś się zapodział, wszedł więc do biura i zostawił krótką notatkę. Dzisiaj go już nie będzie, bo jest na kilkudniowym urlopie, robota ma być dobrze wykonana, bo jak wróci to dwa razy sprawdzi.


Wyszedł ponownie na drogę przed placem. Jamnik czekał na niego grzecznie zajęty obserwacją jakiegoś motyla. W końcu obaj znów powędrowali na przystanek. Podróż przebiegła tym razem bez większych przeszkód. Bo po prawdzie kto o tej porze jeździ autobusem? Na miejsce dotarli punktualnie o 12. Adam usiadł na ławeczce nieopodal pomnika, a jamnik leniwie ułożył się w cieniu obok.
 
Glyph jest offline  
Stary 04-03-2007, 17:02   #10
Lady Redone
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 3136 Redone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputacjęRedone ma wspaniałą reputację
Numen i Vanya

Tak jak przypuszczałeś, droga nie była za ciekawa. Szczególnie że w samochodzie siadła klimatyzacja - otwarte okno nie wiele pomagało. Jakiś baran wyskoczył ci przed maskę i o mało nie pozbawiłeś go życia. Cóż, to by na pewno nie przeszło nie zauważone.

Na miejsce przyjechałeś 5 minut przed czasem. Mury kościoła unosiły się ponad przylegającymi krzaczkami, a mały lasek tuż za nimi nadawał całej scenerii ładnego tła. Poszedłeś do środka, pewnie tam czeka twój zwierzchnik.

[center:c30d89b898][/center:c30d89b898]

I rzeczywiście, stał tam Alaemon i ktoś jeszcze, kogo rozpoznałeś jako Malfasa. Jak zwykle ubrani na czarno, rozmawiali przyciszonym głosem, po chwili spostrzegli cię i uśmiechnęli się. Już mieli się odezwać kiedy do kościoła weszła jakaś dziewczyna o czerwonych włosach.

Malfas najwyraźniej znał tę dziewczynę i pozdrowił ją skinieniem głowy.
- Więc jesteśmy wszyscy. Co słychać tu na ziemi?

Adam i Adriell

[center:c30d89b898][/center:c30d89b898]

Adam:
Tłum ludzi przewijał się w tą i z powrotem, jak ty zwykle o tej porze dnia i roku. Siedziałeś sobie spokojnie na ławaczce kiedy zauważyłeś jak do pomnika podchodzi dwoje mężczyzn. Jednym z nich na pewno jest Jan, tego drugiego widzisz pierwszy raz w życiu. Po chwili podszedł do nich jeszcze ktoś. Yvesa jednak nigdzie nie widać.

Adriell:
Słońce pięknie przygrzewało. Skierowałeś się w stronę pomnika i kiedy byłeś już na miejscu rozejrzałeś się. Pod pomnikiem zauważyłeś dwoje mężczyzn z czego jeden to Archanioł Jan.

Kiedy do niego podszedłeś przywitał cię.
- Ah, witaj Adriellu, poczekamy aż podejdzie do nas ktoś jeszcze. Jak się miewasz?

Jan jak zwykle w dobrym humorze, ale ten koleś obok niego jakoś małomówny, patrzy tylko z ukosa jakby nie wiele go to obchodziło.
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher
Redone jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166