Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-03-2007, 21:49   #1
 
Baby Biatch's Avatar
 
[sesja] Słodko-kwaśne historie z Saccharine

***
W poprzednim odcinku:

- Uaaa!!! – krzyk Alexandry.
- O no! Dios mio! – przerażona wrzaskiem Coco wybiega z kuchni, nie bacząc nawet na znak krzyża nad drzwiami. Po chwili skruszona wraca, klęka przed krzyżem i żegna się prawą ręką, całując ją na końcu z mlaśnięciem. Potem wstaje i ponownie wybiega z kuchni.
- Uaaa!!! – krzyk Alexandry.
Mała Alexis przestaje z przerażeniem skakać na skakance sklecionej z pokaźnego stanika Coco.
- Uaaa!!! – krzyk Alexandry.
Mops Alexandry, Van Gogh, podrywa się ze snu. Potem uświadamia sobie, że nie mógł nic słyszeć, ponieważ jest głuchoniemy i wraca do kojca.
Martwe ciało Alexandry Montmorency-Fasuto leży na schodach, gdy służaca wpada do salonu.
- Uaaa!!! – krzyk Coco.
Czemu Alexandra umarła? Czy Van Gogh naprawdę jest głuchoniemy? Czy Coco zakrzyknęła „Uaaa!!!” po hiszpańsku czy po angielsku? Jaki kolor miał stanik Coco, którego Alexis używała jako skakanki? Być może przyszłość kryje odpowiedzi na te frapujące pytania...

***
Słodko-kwaśne historie z Saccharine, odcinek... po prostu...
W rolach głównych:
Mira – Sara Barthes
Mala – Keira Couscor
Tamriel – Maximilian Tortez
Oraz Marille – Ralph Morgan

***

Alexandra Montmorency-Fausto przeżyła w Saccharine całe swoje życie. Wszystkie 65 lat. 65 lat, które odmieniły to miasteczko. Teraz jednak Alexandra Montmorency-Fausto nie żyje. A życie powinno toczyć się dalej. Nie wolno jednak lekceważyć wpływu jaki bardzo zauważalna osoba może mieć nawet po swojej śmierci.
Kazano wam czekać w salonie. Nawet za dobrze się nie znacie, tylko o sobie słyszeliście. Sara Barthes – opiekunka wnuczki pani domu, nie zdążyła dobrze poznać zmarłej, choć czuła, że lepiej nie zadzierać z taką kobietą jak Alexandra. Nagle Sara słyszy za sobą głośne splunięcie i czuje na plecach coś mokrego. Gdy odwraca się, widzi tuż za sobą służącą Coco, która niby to pogwizdując i rozglądając się po suficie, wyciera kurze ze... zdziwionego pyska mopsa Van Gogha, który błagalnie patrzy na Sarę.
Maximilian Tortez – przystojny i przebojowy, znał zmarłą dość długo, od początrku swojej pracy w fabryce czekolady był jednym z ulubieńców szefowej. Domyśla się, że mała, smutna dziewczynka, oparta o kanapę i bawiąca się swoimi czarnymi włosami to Alexis, ta z którą żywi tak wielkie nadzieje.
Keira Couscor nie ma pojęcia, dlaczego kazano jej przyjść do posiadłości Alexandry, którą znała tylko pobierznie, a i ta nie zdawała się za nią zbytnio przepadać. Czuje jednak, że jej cierpliwość zaraz się opłaci i pozna odpowiedź – czy ta będzie się jej podobała, to już inna sprawa.
Ralph Morgan jest wściekły. Nigdy nie widział tej kobiety na oczy, a każe mu się przychodzić z samego rana, 1-szej po południu, przychodzić do jej domu i czekać na nie wiadomo co. Jego żona Michelle, jest co prawda pracownicą fabryki czekolady, ale teraz już nie są razem, a Michelle wyjechała. Co on może mieć z tym wspólnego?
Nagle drzwi wejściowe otwierają się a do środka wchodzi przysadzisty mężczyzna, z dużym zakręconym wąsem. Powoli przemieszcza się ku zebranym, następnie rozgląda się po nich z niesmakiem, ignorując oczko mimowolnie puszczone do niego przez Coco, siada ociężale na kanapie i ni stąd ni z owąd robi się czerwony. Powód zmieszania niedługo uprzyksza wszystkim wrażenia węchowe. Sara słyszy za sobą podejrzany szept „Prawdziwy macho, mucho macho, ayayay...”. Grubas wyjmuje z aktówki jakieś dokumenty, a następnie rozpoczyna czytanie.
- „Ja, Alexandra Monmorency-Fausto”... w sensie nie ja, tylko zmarła... „Ja, Alexandra Monmorency-Fausto”... rozumieją państwo, przepraszam, że przerwę, że nie chodzi, o mnie, tylko o zmarłą prawda... jeszcze raz „Ja, Alexandra Montmorency-Fausto”... żeby była jasność – „ja” nie ja, to znaczy „ja”-„ja” tylko nie ja, ale tamto „ja”, zmarła, rozumiecie państwo... ehe ehe... „Ja Alexandra Montmorency-Fausto, w pełni władz na ciele i umyśle – nie wiedzieć czemu mężczyzna zaczyna chichotać przez dobrą minutę sam do siebie, w końcu odchrząkuje – „zapisuję cały swój majątek do równego podziału między moich żyjących potomków. Maximilianie Tortez – jesteś zaufanym mi człowiekiem – proszę Cię, byś chronił moją wnuczkę, i by włos jej z głowy nie spadł, dopóki nie odnajdzie się matka dziewczynki, moja synowa. Saro Barthes – nie znamy się długo, ale proszę Cię opiekuj się Van Goghiem i pomagaj Maxowi w opiece nad Alexis, dopóki nie odnajdzie się w końcu jej matka. Keiro Couscor – nakazuję ci opuścić Nadmorski Bar, za którego właścicielkę się uważasz. Zajmujesz go nieprawnie. Przed swoją śmiercią poprzedni właściciel popadł u mnie w długi. Jego weksle, a więc i lokal należą do mnie. No chyba, że spłacisz dług wynoszący 2 miliony dolarów, wtedy bar nadal pozostanie twój. Już przegrałaś. Max, proszę Cię, dopilnuj tej sprawy i wyznacz Keirze termin spłaty długu. Jeśli nie uda jej się go spłacić, bar wędruje w poczet mojego majątku. Ralphie Morganie – jesteś pewnie najbardziej z nich wszystkich zdziwiony, że tu się znalazłeś. Wiedz, że widziałam, gdzie twoja żona naprawdę pojechała na delegację. Pocztą powinny dojść do ciebie wskazówki. Coco Sanchez – kobieto noś w końcu porządną bieliznę. Wszystkie swoje staniki zapisuję mojej wieloletniej służącej i przyjaciółce – Coco Sanchez. Alexis, wiedz, że babcia kochała Cię najbardziej na świecie. Mam nadzieję, ze wyrośniesz na dzielną i piękną kobietę – masz to w genach. Podpisano –Alexandra Montmorency-Fausto”.

Wydawać by się mogło, że wszystkie najważniejsze rewelacje tego dnia już za wami. Wydawać, by się mogło...
Niespodziewanie frontowe drzwi otwierają się z hukiem, a do środka wpada elegancka, rudowłosa kobieta.

- Wszystko słyszałam. Skoro majątek ma być podzielony pomiędzy wszystkich żyjacych krewnych Alexandry Montmorency-Fausto, to połowa należy się prawnie Alexis, a połowa mojej córce, a jej nieślubnej wnuczce. I mam dowody, by to wykazać! – kobieta uśmiecha się diabolicznie i unosi do góry prawą brew. Czuć grozę.
 
__________________
Wszyscy chcą Twojego szczęścia... nie daj go sobie zabrać! gg 5067429
Baby Biatch jest offline  
Stary 06-03-2007, 22:28   #2
 
Tamriel's Avatar
 
Rozglądając się po osobistościach zebranych w rezydencji Fausto, bacznie obserwował ich zachowanie. Czując się jak u siebie w domu. Podszedł do hebanowego barku, gdzie znajdowały się wysokiej jakości trunki. Sięgnął po swój ulubiony - rum. Polał sobie do tego pół szklanki coli i szczypcami sięgnął do pucharu po dwie kostki lodu. Zanurzył swe usta w przygotowanym i wykwintnym drinku, jaki sobie przygotował. W tym momencie zauważył grubego adwokacine, który rozsiadając się na kanapie, jak prawdziwy król na tronie. Obserwując bacznie pocącego się urzędasa, bo tak myślał o wyciągających kasę prawnikach i im podobnych, czekał na odczytanie testamentu.

Maximilianie Tortez -od tego momentu zaczął słuchać odczytu. – jesteś zaufanym mi człowiekiem – proszę Cię, byś chronił moją wnuczkę, i by włos jej z głowy nie spadł, dopóki nie odnajdzie się matka dziewczynki, moja synowa. Saro Barthes – nie znamy się długo, ale proszę Cię opiekuj się Van Goghiem i pomagaj Maxowi w opiece nad Alexis, dopóki nie przyjdzie właściwy czas. Keiro Couscor – nakazuję ci opuścić Nadmorski Bar, za którego właścicielkę się uważasz. Zajmujesz go nieprawnie. Przed swoją śmiercią poprzedni właściciel popadł u mnie w długi. Jego weksle, a więc i lokal należą do mnie. No chyba, że spłacisz dług wynoszący 2 miliony dolarów, wtedy bar nadal pozostanie twój. Już przegrałaś. Max, proszę Cię, dopilnuj tej sprawy i wyznacz Keirze termin spłaty długu. Jeśli nie uda jej się go spłacić, bar wędruje w poczet mojego majątku. -

Zaczął rozmyślać co począć. Po jego zwojach mózgowych zaczęły pracować trybiki, które uruchomiły program "kombinator". Co począć, by dość do celu. Nagle pewna rudowłosa panna wpada jak pocisk, eksplodując niczym bomba. "Jak to, a Ty do cholery kim jesteś?"
- Chwilę! - wrzasnął z oburzeniem. - Nie ślubna wnuczka? A co ona ma do tego? Jakie znowu dowody? Co tu się dzieje?! - czuł, że grunt obsuwa mu się z pod nóg. Nie to, że jakaś pinda, ma mu przeszkadzać w realizacji marzeń, ma odebrać jakiś pubik, to jeszcze nieślubna wnuczka. " To znaczy, że ta ruda to córka, która się puściła z jakimś gachem, a teraz będzie próbowała zagarnąć mi miliardy sprzed nosa, o NIE!!" Myślał burzliwie. Po pewnym czasie ochłonął, by wysłuchać jakichkolwiek tłumaczeń.
 
__________________
Yami yori mo nao kuraki mono, Yoru yori mo nao hukaki mono Konton no umi yo, tayutoishi mono, konjiki narishi yami no oo Ware koko ni nanji ni negau, ware koko ni nanji ni chikau Waga maeni tachifusagarishi subete no orokanaru mono ni Ware to nanji ga chikara mote hitoshiku horobi o ataen koto o! Giga Sureibu!
Tamriel jest offline  
Stary 07-03-2007, 00:36   #3
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
W trakcie odczytywania testamentu Sara starała sie trzymać w pobliżu małej Alexis,aby służyć jej wsparciem, gdyby potrzebowała sie wypłakać lub po prostu dać ujść emocjom.
"Biedna maleńka. Gdybym tylko mogła ulżyć ci w twoich cierpieniach. Boję sie jednak kochana, boję się, żeby nie zranić cię jeszcze bardziej." - myślała sięgając po dłoń dziewczynki i ściskając ją uspokajająco. Van Gogh równiez stał obok nich, no i - skaranie boskie - Coco także. Stara służąca wyraźnie robiła wszystko żeby uprzykrzyć Sarze życie. Młoda kobieta nie mogła powiedzieć czym dokładnie załużyła sobie na taką wrogość, domyślała się raczej, iż zachowanie Coco jest intuicyjne i nie ma ona żadnych konkretnych pobudek.
Adwokat skończył czytanie, którego zebrani wysłuchali w milczeniu.
"Co ty zaplanowałaś stara harpio? Chcesz mi ułotwić życie czy raczej..."
Sara nie dokończyła myśli, bowiem jej uwagę zaprzątnęło wejście młodej kobiety, na widok której opiekunka zdebiała. I jeszcze te jej słowa! Tak pełne wyrachowania i braku wyczucia, że Sara miała ochotę zdzielić przybyła w twarz... najlepiej kilka razy.
Coś w jej głowie jednak ją hamowało, zamiast ingerować postanowiła wycofać się dyskretnie.
- VanGogh obcy! - szepnęł do psa wskazując rudowłosą. Nie wiedziała czy pies usłyszy jej słowa dlatego gostem wskazała staremu zwierzakowi o co go prosi. Pies spojrzał na nią z wyrzutem, jednak gdy powtórzyła rozkaz, ruszył się w stronę przybyłej i zaczął ja obszczekiwać. Korzystając z małego zamieszania Sara wyszła z sali, zabierając ze sobą małą Alexis.
- Lepiej żeby mała tego nie słyszała. - szepnęła jeszcze do Coco. Miała nadzieję, że gospodyni choć raz się z nią zgodzi i zaraz pozbędzie się nieproszonego gościa.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 07-03-2007, 13:30   #4
 
Mala's Avatar
 
Keira, czekając na to, co się wydarzy, przyglądała się Alexis. Śledziła dyskretnie każdy jej ruch. W końcu pierwszy raz widziała ją z tak bliska i tak długo. Nie mogła nadziwić się, jak ta mała jest urocza. "Nic dziwnego - w końcu jest taka podobna do Alexandra..." Rozejrzała się po pokoju - na szczęście nikt nie zwrócił uwagi na jej uśmiech.
Z uwagą słuchała ostatniej woli bogaczki, zastanawiając się, co ona może mieć z tym wspólnego. Miała złe przeczucia i, co najgorsze, nie myliła się.
- Jak to bar nie jest mój?! Przecież Fernando by mi powiedział, a nie wspominał nawet o żadnych problemach. To niemożliwe! - oburzyła się, wysłuchawszy tego, co mówił (a właściwie czytał, grubas. Szybko jednak opanowała swe emocje, dochodząc do wniosku, że takie wybuchy bynajmniej jej nie pomogą. "Muszę to spokojnie przemyśleć i zastanowić się, jak nie stracić lokalu." Spojrzała ukradkiem na Maximiliana.
Jej rozważania przerwała kobieta, która wpadła do pokoju i rzuciła szokującą wiadomość. "Co znowu? Jaka wnuczka? Jak ten rudzielec może być matką córki Alexandra? Czyżby..." - Kei zaczęła wysilać umysł do intensywniejszej pracy, ale chyba miał już za dużo wrażeń, a do końca dnia jeszcze sporo czasu.
 
__________________
Na początku był Chaos... Potem poszłam do sklepu, kupiłam dwa piwa, stworzyłam świat i było OK.
Mala jest offline  
Stary 07-03-2007, 21:21   #5
 
Baby Biatch's Avatar
 
Rudowłosa mierzy szelmowskim spojrzeniem wszystkich obecnych, po czym odrzuca włosy do tyłu i zaczyna mówić
- Najlepiej będzie, jeśli zacznę od początku. Nazywam się Brenda O’Riley i jestem matką Amelii Montmorency-Fausto, którą urodziłam kilka lat temu, a której ojcem był mój kochanek Alexander. Uprzedzając wasze pytania, tak Alex uznał Amelię, tak zostały przeprowadzone odpowiednie badania DNA i tak... załatwiłam was na cacy, buahahahahahahaha – złowrogi śmiech kobiety roznosi się po sali, akampaniowany przez chwytliwy kawałek intrumentalny obrazujący „Niebezpieczeństwo”. Wszyscy obecni rozgladają się nerwowo, bo nie wiedzą skąd ów dźwięk się wydobywa. Zażenowany dźwięk cichnie.
- Ponadto informuję was, że nigdy nie zobaczycie mojej Amelii. Nie pozwolę wam jej skrzywdzić. Dowody jej istnienia dostanie tylko sąd, buahahahahahaha... – Coco podchodzi do kobiety ze szklanką czegoś zimnego na przepłukanie gardła, Brenda pije, po czym oddaje służacej puste naczynie... – ...hahahahahahahahahahahahahahaha...haha...ha...ha ..........HA!
Antagonistka bierze głęboki oddech.
- Wiem, jesteście w kropce. Wiem, jesteście w szachu. Wiem, jesteście przegrani, bua... nieważne.. Nic nie możecie zrobić!
Coco podchodzi do niej ponownie i podwija rękawy.
- I tu się mylisz... o żesz motyla noga! – wszyscy są wyraźnie zszokowani wulgaryzmem służącej – Mamy asa w rękawie!...
W tym momencie Coco klęka na ziemię.
- Dalej wszyscy razem! Prośmy o pomoc Najświętszą Panienkę z Guadelupy, ona na pewno nas wysłucha!
Gruby adwokat, już chce klękać, kiedy Van Gogh dopada Brendę i zaczyna ją najpierw obszczekiwać, a potem rozwścieczony rzuca się na nię i robi jej... dziurę w rajstopie.
- Jesteście podli! Co za zniewaga! Tak kogoś upokorzyć! Jeszcze tu wrócę!
Posyła wszystkim złowrogie spojrzenie i kieruje się ku drzwiom kręcąc tyłkiem. Podkład dźwiękowy „Niebezpieczeństwo” już rozpoczyna wygrywanie swoich pełnych napięcia ton, kiedy ni stąd ni zowąd dzwonek mp3 w komórce adwokata wypełnia pokój beatem przeboju „Don’t cha wish your girlfriend was hot like me”. Obrażony podkład dźwiękowy ponownie odchodzi nie kończąc.
- O to po mnie. Muszę wychodzić w te pędy! – mówi grubas. Następnie siedzi przez kolejne dwie minuty i patrzy przed siebie. Widząc znurzone miny obecnych, w końcu postanawia wstać – No rach ciach –ciach i już mnie nie ma! – prawnik sapie, po czym powolnym krokiem, ociężale przestępując z nogi na nogę opuszcza dom zmarłej Alexandry.
 
__________________
Wszyscy chcą Twojego szczęścia... nie daj go sobie zabrać! gg 5067429
Baby Biatch jest offline  
Stary 07-03-2007, 22:26   #6
 
Mala's Avatar
 
Kei rozejrzała się po zgromadzonych, po czym oburzona i zdezorientowana podniosła swoje cztery piękne literki z fotela. Podeszła do Maximiliana i z delikatnym uśmiechem zapytała:
- O co tutaj chodzi? Czy to nie jest jakiś żałosny żart? To zakrawa na kpiny! I to w takim momencie. - czekając na odpowiedź patrzyła mu prosto w oczy.
 
__________________
Na początku był Chaos... Potem poszłam do sklepu, kupiłam dwa piwa, stworzyłam świat i było OK.
Mala jest offline  
Stary 07-03-2007, 22:40   #7
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Sara odprowadziła Alexis do jej pokoiku. Miała nadzieję, że Van Gogh zaraz do nich dołączyi że "ta ruda wariatka" niczego mu nie zrobiła.
Kobieta odetchnęła ciężko, ciemne chmury przysłoniły jej optymistyczne wejrzenie na świat. Dopiero lekkie szarpnięcie za rękaw przwróciło jej świadomość. Sara uśmiechnęła się jak mogła najmilej do Alexis.
Kiedy weszły do pokoju dziewczynki, usiadły obie na łóżku zaścielonym różowym kocykiem. Kobieta bez słowa przytuliła małą, która była nadzwyczaj spokojna. Może nie rozumiała sytuacji?
"Uff Panie Boże spraw żeby tak było!" - pomyślała Sara, prezentując na głos do kamery swe wewnętrzne rozterki - jak przystało na prawdziwą bohaterkę opery mydlanej.
- Jak się czujesz kochanie? - zagadnęła do Alexis. - Może masz ochotę na gorące kakao?
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 08-03-2007, 11:07   #8
 
Marille's Avatar
 
Wiedz, że widziałam, gdzie twoja żona naprawdę pojechała na delegację. Pocztą powinny dojść do ciebie wskazówki, fragment testamentu dudnił w uszach Ralpha od ponad pięciu minut. Wskazówki, wskazówki... , myślał gorączkowo, a jego kulawe próby zachowania spokoju przykuwały uwagę osób znajdujących się w przestronnym pokoju.
- N-n-naprawdę nie wiem, cz-cz-czemu ta wariat... Ta k-k-kobieta s-s-sprowadziła m-m-mnie d-do swego d-domu - odezwał się drżącym głosem, ale jego słowa zagłuszył łoskot otwieranych drzwi, w których po chwili pojawiła się rudowłosa kobieta.
Nie był szczególnie zainteresowany monologiem nowo przybyłej, bo ogarniająca go panika coraz silniej popychała jego sylwetkę w kierunku drzwi. Po paru minutach, wyczerpując limit spokoju, pożegnał się z gośćmi i tłumacząc się dużym natłokiem pracy w garażu, wybiegł z krzykiem z ogromnego domu, a zaraz po tym wsiadł do auta i na złamanie karku pędził do swojego niewielkiego domku.
Wskazówki, wskazówki...
STOP!
Samochód z piskiem opon zatrzymał się na środku autostrady. Ralph pośpiesznie zaczął przeszukiwać kieszenie, a już po minucie zachłannie czytał treść pomiętego liściku.
Po kilkunastu sekundach niebieski wóz państwa Morgan jechał z przerażającą szybkością z powrotem do bogatej posiadłości, a Ralph myślał tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w sypialni zmarłej Alexandry.
 
Marille jest offline  
Stary 09-03-2007, 20:40   #9
 
Baby Biatch's Avatar
 
Alexis opiera główkę o kolano Sary.
-Nie dziękuję...- szepta – Ogrodnik, ten co dużo pije i obmacuje pokojówki, powiedział mi dzisiaj, że jestem jak jakiś Midaś, wiesz Saro? Ten Midaś był królem i wszystko czego dotknął zamieniało się w złoto, był więc bardzo bogaty. Ale nie mógł nic jeść i prawie umarł. Ale najgorsze było to, że zamienił w złoty posąg swoją córkę. Ogrodnik powiedział, że ja też mam spory majątek, ale wszyscy wokół mnie umierają, więc jestem przeklęta jak ten Midaś i to że jestem yyy... „rozpieszczoną, nadzianą (czym nadzianą?) gówniarą nie da mi szczęścia”. W sumie – po zaczerwienionych policzkach Alexis ciekną łzy – najpierw tato... potem babcia... nie mówiąc już o niej... Ona to nawet mnie nie chciała, wiesz?... Zostawiła mnie... moja mama... Nienawidzę jej... szkoda, że to nie ona umarła zamiast taty i babci...

***

Ralph chce wejść z powrotem do środka, ale drzwi niespodziewanie otwiera oburzona Coco.
- Jak śmiesz, grzeszny aktywisto plugawić dom mojej pani w dniu kościelnego święta? Czy nie wiesz niegodziwcze, że dzisiaj jest dzień Świętej Klary, patronki bieliźniarek ??!!... aaa... to pan, senior Morgan, si? Zostawił pan coś u nas?
 
__________________
Wszyscy chcą Twojego szczęścia... nie daj go sobie zabrać! gg 5067429
Baby Biatch jest offline  
Stary 09-03-2007, 21:10   #10
 
Marille's Avatar
 
- T-t-to znaczy, j-j-ja j-jednak nie m-mam za dużo roboty, w-w-więc postanowiłem wrócić, b-b-bo zachowałem s-s-się dość n-n-niegrzecznie , w-wybiegając t-tak z pokoju, z-z-zostawiając w-w-wszytkich i... - przerwał, patrząc błagalnie na kobietę. - Wydaje mi się, że zostawiłem portfel.
 
Marille jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172