Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-03-2007, 14:19   #1
 
Krakov's Avatar
 
[Sesja] Wojownicy Nocy - Prolog

WOJOWNICY NOCY
Prolog



Świecie, Ośrodek terapeutyczny imienia bł. Małgorzaty z Castello

Obszerny, piętrowy budynek, istniejący od 1854 roku, przez ponad 150 lat był siedzibą Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych (nazwanego później imieniem dra Józefa Bednarza). Była to jedna z najstarszych i najdłużej funkcjonujących placówek tego typu w Polsce. Niestety pod koniec 2005 roku ogromne problemy finansowe sprawiły, że została zamknięta. W marcu 2006 roku budynek został wykupiony przez Radosława Orłowskiego. W dwa miesiące później zaczął tutaj funkcjonować ośrodek, będący już siódmym tego typu obiektem utworzonym przez tego milionera.

Cała działalność Orłowskiego jest mocno tajemnicza. Przez większość swojego życia bogacił się na różne sposoby: zakładał kolejne firmy, inwestował, grał na giełdzie. Ciężko powiedzieć czy tak dobrze znał się na swym fachu czy też miał tak ogromne szczęście. Nie brakuje też opinii, że prowadzone przez niego interesy ciężko by nazwać legalnymi... Faktem jest jednak, że udało mu się dorobić niemałej fortuny. Los uśmiechał się do niego także w swerze życia osobistego. W wieku 30 lat ożenił się z 7 lat młodszą od siebie Anną. W niedługim czasie urodziło im się pierwsze i jak się później okazało jedyne dziecko - córeczka Wiktoria. Wszyscy znajomi oraz partnerzy w interesach gratulowali mu rodzinnego szczęścia. Rzeczywistość w rezydencji rodziny Orłowskich nie wyglądała jednak tak różowo jak na łamach kolorowych czasopism. Co prawda nie można powiedzieć, żeby Pani Orłowskiej i jej córce czegokolwiek brakowało, przynajmniej z rzeczy materialnych. Żadna bowiem ilość pięknych sukni, biżuterii, zabawek czy też zagranicznych wycieczek nie zastąpi rodzinie ojca. A ojciec przebywał poza domem często więcej niż 300 dni w ciągu roku. Wpadł w pułapkę chciwości. Jedyną świętością była dla niego praca a jedynym celem pomnażanie ilości zer na swoim rachunku bankowym. I przez cały ten czas wierzył, że robi to dla swojej rodziny. Najbliżsi znajomi dziwili się Annie w jaki sposób wytrwała w tym "związku" przez tyle lat...

Lato roku milenijnego okazało się tragicznym dla Orłowskiego. Tego roku jego córka kończyła osiemnaście lat. Z tej okazji ojciec obiecał córce wspólny wyjazd do Nowej Zelandii na dwa tygodnie. Zarówno Wiktoria, będąca teraz piękną młodą kobietą jak i jej matka z niecierpliwością czekały na te wakacje. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu nadarzała się okazja by spędzić czas z ojcem rodziny. Niestety w przeddzień odlotu Orłowski otrzymał telefon. W ciągu 24 godzin musiał się stawić w filii swej firmy w Tokio, w przeciwnym razie kontrakt wart niespełna trzy miliony USD trafiłby szlag...
Gdy ojciec powiedział, że będą musiały pojechać na wakacje same wybuchła awantura. Pierwsza i jedyna tak poważna w ich życiu. Padały ostre słowa. Córka wykrzyczała ojcu w twarz, że go nienawidzi i nigdy mu tego nie zapomni. Żona ocierając łzy z oczu dodała tylko, że nie jest już tym samym człowiekiem, z którym zdecydowała się niegdyś spędzić resztę życia.
Następnego dnia wydarzyła się nieszczęście. Podczas lądowania w Nowej Zelandii samolot, którym leciały Anna i Wiktoria uległ awarii. Wszyscy pasażerowie zginęli w ognistym potrzasku jakim stała się płonąca maszyna. W tym samym czasie Radosław Orłowski podpisywał kontrakt swojego życia...
Potrzeba było tak ogromnej tragedii by jeden człowiek zrozumiał prozaiczną prawdę. Pieniądze nie były najważniejsze. Miał ich miliony, a nawet gdyby miał ich nieskończenie więcej nie mógłby zwrócić życia żonie i córce. Mimo wszystko je kochał. Szkoda tylko, ze tak późno to sobie uświadomił...

Na kilka tygodni odciął się od świata. Nie wychodził z domu, nikogo też nie wpuszczał i nie odbierał telefonów. A później... Pewnego dnia jak gdyby nigdy nic wrócił do życia. Co prawda na jego ustach bardzo rzadko gościł już uśmiech, za to w jego oczach pojawił się jakiś dziwny błysk. Błysk pasji, a może... błysk obłędu. Założył fundację mającą na celu pomoc ludziom skrzywdzonym przez los: niepełnosprawnym, pozbawionym opieki, samotnym. Nie szczędząc środków finansowych zakładał kolejne ośrodki terapeutyczno rehabilitacyjne, wyposażał je w najlepszy sprzęt, sprowadzał najlepszych specjalistów. Sam zaczął jeździć po kraju w poszukiwaniu ludzi, którym mógłby pomóc.
Dlaczego zaczął to robić i robi to nadal? W tej kwestii zdania są podzielone. Część zainteresowanych uważa, że Orłowski nigdy nie przestał się obwiniać o śmierć rodziny, a działalność charytatywna jest dla niego swego rodzaju pokutą. Niektórzy twierdzą, że po wypadku, gdy odciął się od świata, doznał wizji, w której Najwyższy nakazał mu nieść pomoc najbardziej potrzebującym. Część osób doszukuje się w tym wszystkim jakichś nieuczciwych interesów z mafią i praniem brudnych pieniędzy włącznie. Nie brakuje także takich, którzy są przekonani iż po tragedii jaką przeżył, Orłowski po prostu postradał zmysły...


20 lipca 2006, godz 19:00

Ośrodek w Świeciu istniał zaledwie od dwóch miesięcy, a już w jego murach zamieszkało niespełna dwadzieścia osób. Prawie wszyscy zdążyli już zapoznać się z budynkiem, a także z personelem oraz ze sobą nawzajem. Powoli nawiązywały się pierwsze przyjaźnie. To było właśnie najbardziej niesamowite w ośrodkach Fundacji Orłowskiego. Nie najwspanialsi lekarze, których jakimś cudem skłaniał do współpracy, nie najnowocześniejszy sprzęt, który ciężko odnaleźć w najlepszych z polskich szpitali. Nie chodziło nawet o to, że wystrój wnętrz jak i najbliższych okolic każdej z placówek przywodził na myśl bardziej ośrodek o charakterze rekreacyjnym niż rehabilitacyjnym. Najbardziej niezwykła była atmosfera, jaką za każdym razem udało się stwarzać. Niesamowite ciepło którym promieniowały mury i twarze mieszkających w nich ludzi.

Gdyby ktoś przeszedł teraz jednym z korytarzy trudno byłoby mu uwierzyć, że za drzwiami, które mija mieszkają osoby niepełnosprawne, którym los przez całe niemal życie rzucał kłody pod nogi. Po kolacji prawie wszyscy pensjonariusze (z wyjątkiem nielicznych, którzy wybrali się na spacer) przebywali w swoich pokojach. Klimatyzacja sprawiała, że w ten kolejny gorący i duszny letni dzień było w nich o wiele przyjemniej niż na zewnątrz. Z zachodniego skrzydła płynęły dźwięki muzyki klasycznej. Z któregoś z pokojów na parterze co kilka minut wydobywała się salwa śmiechu. Jak zwykle o tej porze kilka osób spotykało się w pokoju Marcina i Marka - sparaliżowanych braci bliźniaków, by umilić sobie czas opowiadaniem lepszych lub gorszych dowcipów.


Maybe I, maybe you
Can make a change to the world
We're reaching out for a soul
That's kind of lost in the dark

Maybe I, maybe you
Can find the key to the stars
To catch the spirit of hope
To save one hopeless heart

You look up to the sky
With all those questions in mind
All you need is to hear
The voice of your heart
In a world full of pain
Someone's calling your name
Why don't we make it true
Maybe I, maybe you

Maybe I, maybe you
Are just dreaming sometimes
But the world would be cold
Without dreamers like you

Maybe I, maybe you
Are just soldiers of love
Born to carry the flame
Bringin' light to the dark

You look up to the sky
With all those questions in mind
All you need is to hear
The voice of your heart
In a world full of pain
Someone's calling your name
Why don't we make it true
Maybe I, maybe you...

Scorpions - "Maybe I, Maybe You"
 
__________________
Gdzieś tam, za rzeką, jest łatwiej niż tu. Lecz wolę ten kamień, bo mój.
Ćwierćkrwi Szatan na forumowej emeryturze.
Krakov jest offline  
Stary 11-03-2007, 21:37   #2
 
Khalida's Avatar
 
Natalia siedziała przed budynkiem, na jednej z ławek. W dłoniach trzymała książkę - zbiorek poezji Staffa, ale nawet jej nie otworzyła. Dziewczyna patrzyła sie gdzieś przed siebie, przechodzeń mógłby pomyśleć że gapi sie bezmyślnie w przestrzeń.
Dziewczyna siedziała jednak nieruchomo, obserwując stojące nieopodal ptactwo. Ot, zwykłe, szare wróble, jednak przekomarzające sie, poprawiające piórka, otrzepujące w piasku, ćwierkające. Jeszcze do niedawna jej mali przyjaciele zawzięcie dziobali okruszki chleba, którego kromkę dziewczyna przyniosła z kolacji. Teraz, po tym cowieczornym rytuale wrócili do swoich zajęć, lecz Natalia nie mogła oderwać od nich wzroku. Książka leżała nie otwarta, a na twarzy dziewczyny malował sie lekki uśmiech.
Nagle powiał lekki wiaterek poruszając jej grzywką. I na to nie bardzo zwróciła uwagę.
Wróble zerwały sie z łopotem skrzydeł i odleciały. Dziewczyna żałowała ze nie może tego usłyszeć... 'znała' ten dźwięk jedynie z książek, ale nigdy go nie usłyszała. Jednak nie o tym teraz myślała. Ptaki przestraszyły sie jednego z pielęgniarzy, który przyszedł najwyraźniej skontrolować tych, którzy byli na dworzu.
Natalia wstała z lekko poirytowaną miną. Trzymając książkę w rękach rozejrzała sie, gdzie mogła by posiedzieć w chwili spokoju. Niestety większość ławek była już zajęta, a ona nie miała jakoś dziś ochoty na towarzystwo. Na jej twarzy odmalował sie lekki smutek, po czym dziewczyna skierowała sie z powrotem do budynku, a tam od razu do swojego pokoju.
 
__________________
Każdy powinien mieć motto.
Nawet jeśli jest dziwne:
"I'm greedy, not stupid..."
Widzicie?
Khalida jest offline  
Stary 11-03-2007, 23:38   #3
 
Lenin's Avatar
 
Pielęgniarka zamknęła za sobą drzwi i Aleksander pozostał w pokoju sam. Towarzystwa miało mu dotrzymywać włączone przez współlokatora radio. Właśnie leciały "Naiwne pytania" jeden z jego ulubionych utworów. W zasadzie od kiedy utracił wzrok muzyka pozwalałą mu uruchomić wyobraźnie i przywołać obrazy widziane w przeszłości.
Ostatnimi czasy często miał okazje do myślenia o przeszłości. Z racji tego, że pogoda tego lata dopisywała Stefan czas po kolacji najczęściej spędzał na dworze delektując się widokiem drzew, trawy, ptaków oraz... pielęgniarek, które według jego opowieści były bardzo urodziwe.
W pokoju dawało się wyczuć lekki wiaterek wpadający przez uchylone okno, mimo pory był on dosyć ciepły i niósł ze sobą dobiegające z zewnątrz odgłosy. Były dni, w których żałował, że własnie jego okno wychodzi na tę strone budynku przed która zwykle przesiadywali pensionariusze ośrodka. Zwykle dawało się usłyszeć jakieś strzępki rozmów i śmiech przesiadujących na ławce.
Aleksander rzadko wychodził posiedzieć na zawsze oblężonych ławeczkach przedewszytkim dlatego, że lubił przesiadywać w samotności wsłuchany w muzykę i pogrążony w rozmyślaniu. Zresztą wyjście w jego przypadku było nieco bardziej skomplikowane niż u większości pensionariuszy ktoś musiał go wyprowadzić na zewnątrz poźniej przyprowadzić co mu nie odpowiadało, gdyż nie lubił być od kogoś uzależniony. Czuł się wtedy słaby niczym małe dziecko, któremu we wszytskim trzeba pomagać. Nienawidził tego uczucia tak jak i tego, że na zewnątrz ciągle miał wrażenie, iż oczy wszytkich skierowane są włąśnie na niego.
Zegar wiszący na ścianie właśnie wybijał 20.00 oznaczało to rychły powrót Sefana, który zwykle wtedy wracał by zdąrzyć zająć sobie miejsce na świetlicy gdzie jak co wieczór puszczą jakiś film na DVD albo obejrzą coś w telewizji. Aleksandrowi musiało wystarczyć radio i szum drzew kołysanych przez wiatr. Czasem myślał sobie, że wolałby jak jego współlokator nie mieć ręki a w zamian moć widzieć otaczający go świat, świat którego nie widział już od kilku lat. Wspomnienia często dawały o sobie znać podczas tych samotnych wieczorów tak było i tym razem ale podróż do przeszłości została przerwana przez dźwięk otwierających się drzwi, jak się domyslał własnie wrócił Stefan.
 
__________________
7 lat i 16 dni poza forum, ale nareszcie wróciłem. Pozdrowienia dla tych, którzy jeszcze mnie pamiętają :)

Ostatnio edytowane przez Lenin : 11-03-2007 o 23:54.
Lenin jest offline  
Stary 14-03-2007, 21:03   #4
 
Krakov's Avatar
 
Natalia

Dziewczyna wolnym krokiem zmierzała do swego pokoju. Po drodze spotkała Annę, jedną z najsympatyczniejszych pielęgniarek w Ośrodku. Anna była młodą, najwyżej dwudziestopięcioletnią szatynką o dużych brązowych oczach. Widząc Natalię uśmiechnęła się promiennie. Tym razem jednak zamiast zamienić ze swoją podopieczną kilka słów w języku migowym, jak to miała w zwyczaju, oddaliła się szybko. Najwyraźniej musiała się bardzo spieszyć...

Dziewczyna weszła do swojego pokoju zamyślona. Nie zauważyła nawet postaci stojącej przy oknie naprzeciwko drzwi. Gdy odwróciła się by je zamknąć, stało się coś niezwykłego. Coś co przekraczało jej wyobrażenia. Natalia pierwszy raz w życiu usłyszała jakikolwiek dźwięk. A dźwięków było więcej. Dobiegały zza jej pleców i układały się w słowa, które w jakiś niewytłumaczalny sposób rozumiała:

"Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić,
Mówić tęsknocie: Precz, i błagać: Prowadź,
Oto jest życie - nic, a jakże dosyć..."


Natalia odwróciła się gwałtownie i ujrzała stojącego plecami do niej wysokiego mężczyznę w długim białym płaszczu. Najwyraźniej przyglądał się czemuś za oknem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Po chwili jednak odwrócił się. Nieznajomy był przystojnym, krótko ostrzyżonym brunetem. Oprócz płaszcza miał na sobie idealnie wyprasowane białe spodnie oraz intensywnie czerwoną koszulę. Najbardziej jednak przyciągały uwagę jego oczy o niespotykanej jasnozielonej barwie. Patrząc w nie można było odnieść wrażenie, że widzi się dwie odległe zielonkawe gwiazdy, zamiast ludzkich źrenic.

Gdy ich spojrzenia spojrzały się, ukłonił się nisko i bardzo elegancko. Zszokowana Natalia wciąż nie mogła przestać mu się przyglądać, gdy jego usta znów się poruszyły i mężczyzna przemówił:

- Witaj Natalio. Czekałem na Ciebie.


Aleksander

Drzwi uchylały się bardzo powoli, co było bardzo dziwne biorąc pod uwagę "wejścia" Stefana. Po chwili Aleksander usłyszał odgłosy kroków. Delikatne, ciche stuknięcia. "Czyżby szpilki?" - przemknęło mu przez myśl. Później nastąpiło równie delikatnie zamknięcie drzwi i chwila ciszy, po której tajemnicza postać podeszła do jego łóżka. W tym samym czasie muzyka płynąca z radia stopniowo cichła, by po kilku sekundach całkiem zamilknąć. To również było bardzo dziwne, gdyż radio znajdowało się na stoliku po przeciwnej stronie pokoju i niemożliwym było wyłączenie go z tego miejsca.

Chłopak poczuł się bardzo dziwnie. Ogarnął go jakiś niewytłumaczalny lęk. Chciał się poruszyć, machnąć ręką próbując dotknąć intruza. Strach jednak zupełnie go sparaliżował. Udało mu się jedynie wydusić z siebie ciche:

- Kto... Kim jesteś?

Najpierw Aleksander poczuł zapach subtelnych perfum. Być może pod jego wpływem strach, który tak nagle go opanował zaczął go powoli opuszczać. Ponadto był już prawie pewien, że przybyszem jest kobieta. Po chwili upewnił się o tym, gdy przemówiła do niego ciepłymi i subtelnymi słowami:

- Nie obawiaj się. Nie przyszłam by Cię skrzywdzić Aleksandrze....

Był to najcudniejszy głos jaki kiedykolwiek dane mu było słyszeć. Delikatny i czysty. Tylko odrobinę głośniejszy od szeptu, a przy tym bardzo wyraźny. Aleksander nie mógł tego widzieć, jednak mógłby założyć się o wszystkie pieniądze świata, że niewiasta, która go odwiedziła jest niezwykle piękna.
 
__________________
Gdzieś tam, za rzeką, jest łatwiej niż tu. Lecz wolę ten kamień, bo mój.
Ćwierćkrwi Szatan na forumowej emeryturze.

Ostatnio edytowane przez Krakov : 20-07-2007 o 15:36.
Krakov jest offline  
Stary 14-03-2007, 21:25   #5
 
Khalida's Avatar
 
W pierwszej chwili, gdy usłyszała słowa mężczyzny upuściła gwałtownie książkę i cofnęła sie o kilka kroków. Położyła dłoń na piersi, jakby bała sie że zachwile jej serce może stamtąd wyskoczyć. Wpatrywała sie ze strachem w mężczyznę. Dopiero po chwili, gdy uspokoiła sie troche opuściła dłoń i spojrzała w jego oczy. Gdy skłonił sie i wypowiedział kolejne słowa, znowu drgnęła lekko, ale tym razem nie przestraszyła sie aż tak bardzo.
Mężczyzna był bardzo dziwny... Nie mogła zaprzeczyć że był również bardzo przystojny, ale mimo wszystko jego nagłe pojawienie sie, i to że mogła usłyszeć jego słowa było... no po prostu dziwne. Powoli cofając sie do drzwi na migi zapytała go:
"Kim jesteś?"
 
__________________
Każdy powinien mieć motto.
Nawet jeśli jest dziwne:
"I'm greedy, not stupid..."
Widzicie?
Khalida jest offline  
Stary 31-03-2007, 20:55   #6
 
Lenin's Avatar
 
Aleksander jeszcze przez chwile leżał niczym sparaliżowany na łóżku nie mogąc wydusić z siebie słowa. Nie wiedział kim jest tajemnicza postać i skąd zna jego imię... Poczucie lęku podęgował fakt, iż nie mógł zobaczyć kim jest osoba, która jest z nim w pokoju. Jedyne czego mógł się domyślać to, że ma dobry gust co objawiło się doborem perfum.
Mimo początkowego odrętwienia szybko doszedł do siebie. Delikatny głos wydawał się nadal brzmieć w jego uszach uspokajając go nieco.
Aleksander po chwili, tym razem już zdecydowanie spokojniejszym tonem, ponowił swoje pytanie:

- Kim jesteś?

Oprócz samej odpowiedzi na pytanie chciał poraz kolejny usłyszeć ten łagodny głos, będący niczym muzyka dla jego zmysłów...
 
__________________
7 lat i 16 dni poza forum, ale nareszcie wróciłem. Pozdrowienia dla tych, którzy jeszcze mnie pamiętają :)
Lenin jest offline  
Stary 09-04-2007, 21:10   #7
 
Krakov's Avatar
 
Natalia

Natalia wciąż stała zaniepokojona oczekując na odpowiedź przybysza. Zanim jednak zdołał się odezwać drzwi za plecami dziewczyny otworzyły się dotykając jej pleców. Przestraszyła się i chcąc nie chcąc musiała zbliżyć się odrobinę do nieznajomego.
Gdy drzwi otworzyły się zupełnie ujrzała za nimi Ewelinę, jedną z pielęgniarek, która najwyraźniej przyszła sprawdzić czy wszystko w porządku. Kobieta powitała Natalię miłym uśmiechem i skinieniem głowy. Odruchowo rozejrzała się po pokoju, sprawdzając czy panuje w nim porządek. Przez chwilę wpatrywała się w miejsce, w którym stał mężczyzna jednak nie odezwała się do niego ani słowem. W zasadzie zdawała się wcale go nie widzieć, pomimo tego, iż stał na wprost niej.
Pielęgniarka stała tak jeszcze przez chwilę po czym, wciąż się uśmiechając, wyszła zamykając za sobą drzwi. Tymczasem człowiek w białym płaszczu zbliżył się o krok i spojrzał Natalii w oczy.

- Raczy pani wybaczyć ten nietakt z mojej strony Istotnie długo zwlekałem z przedstawieniem się. Nazywam się Mikołaj Roth. - powtórnie się ukłonił, może nawet niżej niż uprzednio... - Proszę... nie obawiaj się. Nie mam zamiaru uczynić ci najmniejszej krzywdy.

Mimo głosu zdrowego rozsądku, który w takiej sytuacji ostrzegałby przed niebezpieczeństwem nakazując nawet ucieczkę, dziewczyna nieco się uspokoiła. Być może stało się tak dzięki słowom mężczyzny, a może dzięki jego uśmiechowi i przyjaznemu wyrazowi twarzy. Jednocześnie jednak czuła się jakoś nieswojo. Zdała sobie sprawę, że nie jest najdziwniejszym to, że słyszy swego rozmówcę. Bardziej niesamowite było to, że mówiąc do niej w ogóle nie poruszał on ustami. Nawet ich nie otwierał...

Aleksander

Kobieta usiadła na brzegu łóżka. Przez kilka sekund nie odzywała się ani słowem. Aleks zaczął już zastanawiać się czy jej przyjście nie było tylko snem... A jednak wciąż czuł jej perfumy...
Zanim zdołał ubrać swe myśli w słowa, nieznajoma odezwała się.

- Jestem Joanna Roth. Ale moje nazwisko nie jest teraz najistotniejsze. Najważniejszy jest cel mojej wizyty Aleksandrze.

Zdawała się czytać w jego umyśle niczym w otwartej księdze. Gdy zapragnął o tym, bo go dotknęła chwyciła jego dłoń. Poczuł jej ciepło i coraz trudniej było mu uwierzyć, że nie śni... Jednocześnie zaczął odmawiać bezgłośną modlitwę prosząc Boga, aby pozwolił mu choć przez chwilę popatrzeć na Joannę.

- To nie sen drogi Aleksandrze. A teraz uspokój się i wysłuchaj mnie. Moje słowa mogą być dla Ciebie trudne do zrozumienia jednak musisz mi uwierzyć.

Kobieta znów zamilkła. Najwyraźniej dawała Aleksandrowi czas na uświadomienie sobie, iż jest prawdziwa i przygotowanie się na jakieś niezwykłe wieści, jakie najwyraźniej mu przyniosła...
 
__________________
Gdzieś tam, za rzeką, jest łatwiej niż tu. Lecz wolę ten kamień, bo mój.
Ćwierćkrwi Szatan na forumowej emeryturze.

Ostatnio edytowane przez Krakov : 20-07-2007 o 17:30.
Krakov jest offline  
Stary 12-04-2007, 16:53   #8
 
Khalida's Avatar
 
Natalia uśmiechnęła sie krzywo.
"No tak, to pewnie tylko jakiś dziwny sen. Jak sie rano obudze i opowiem wszystko Nataszy to pewnie popuka sie palcem w czoło, dając mi znać że głupia jestem" pomyślała sobie, po czym uspokoiła sie. Nagle jednak przyszła jej do głowy pewna myśl : " Ale gdyby to był sen, pewnie mogła bym mówić!" Po czym pokręciła głową. Cóż, najwyraźniej nawet w snach cuda sie nie zdażają.
Ale że jako miała do czynienia ze snem, postanowiła pozostawić wszystko własnemu biegowi. Wzruszając ramionami i 'olewając' przybysza podeszła spokojnie do swojego łóżka, usiadła na nim, po czym sięgnęła na leżącą na nim książkę i zaczęła ją kartkować, szukając miejsca gdzie skończyła czytać.
 
__________________
Każdy powinien mieć motto.
Nawet jeśli jest dziwne:
"I'm greedy, not stupid..."
Widzicie?
Khalida jest offline  
Stary 24-05-2007, 16:01   #9
 
Lenin's Avatar
 
Słowa Joanny sprawiły, że Aleksander po raz kolejny nie wiedział jak zareagować. W jego umyśle kłebiły się miliardy myśli. Co takiego chciała mu powiedzieć kobieta, która odwiedziła jego pokój, kobieta która zna jego imię i jak się wydaje fakty przez niego nie znane. Co chciała przekazać mu Joanna, wiedział, że aby się dowiedzieć musi jej wysłuchać.
Zamyślenie Aleksandra trwało kilkadziesiąt sekund jednak jemu wydwało się jakby minęło conajmniej kilka minut. W końcu przerwał milczenie i postanowił odpowiedzieć, w tym samym momencie wszystko na zewnątrz jakby ucichło.

- Proszę mów, chcę dowiedzieć się skąd mnie znasz i jaki jest cel Twojej wizyty Joanno... jeśli wolno i mnie zwracać się do Ciebie po imieniu.
 
__________________
7 lat i 16 dni poza forum, ale nareszcie wróciłem. Pozdrowienia dla tych, którzy jeszcze mnie pamiętają :)

Ostatnio edytowane przez Lenin : 24-05-2007 o 16:04.
Lenin jest offline  
Stary 20-07-2007, 16:06   #10
Patronaty i PR
 
Redone's Avatar
 
Kasia siedziała na swoim łóżku i rysowała. Chociaż nie była w tym bardzo dobra, pozwalało jej to zapomnieć. Chociaż przez chwilę nie myślała o swojej nodze, o zabitej matce i o tym wrednym skurwielu, który pozbawił ją wszystkiego. Nikt nigdy nie widział jej rysunków i robiła wszystko by nikt ich nie zobaczył. Rysowała zapamiętane rzeczy. Psa, który przebiegał dziś koło ośrodka. Tą miłą pielęgniarkę, która rano zawsze do nich przychodzi. Teraz rysowała chłopaka, który odwiedził dziś w ośrodku swojego sparaliżowanego brata.

Dziewczyna nie potrzebowała wiele do życia. Jadła mało, spała także mało. Właśnie snu unikała jak ognia. Czasem budzi się w nocy zlana potem, czując ból w zmasakrowanej kończynie, a w każdym razie w tym, co z niej pozostało. Chodzenie o kulach sprawia jej coraz mniej kłopotu, nie potrzebuje więc już stałej opieki. Blok i para ołówków, to wszystko czego jej potrzeba.

Kasia powoli robiła się śpiąca, musi jednak poczekać na kolację. Nie wiedziała co będzie robić potem, może posiedzi w pokoju Marcina i Marka i posłucha dowcipów? Co prawda rzadko ją one śmieszą, ale przynajmniej jest wśród ludzi. Nie odzywa się, nie rzuca w oczy, ale mimo wszystko tworzy część grupy. Nie chce już, by to samotność była wciąż jej towarzyszką, chociaż trzeba przyznać, że czasem jest ona niezastąpiona.
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher

Ostatnio edytowane przez Redone : 20-07-2007 o 22:38.
Redone jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172