Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-03-2007, 01:00   #1
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
[Kult] Kąty

-Nowy Jork o tej godzinie jak zwykle tętni życiem i każdy śpieszy się z pracy do domu. Ruch na ulicach jest utrudniony. Omijajcie centrum, bo utkniecie w korkach. Jest piątek, 24 stycznia. Mamy godzinę 16:30, temperatura na zewnątrz wynosi 2 stopnie i wciąż spada. Tak wiem, ja też czekam na wiosnę. Na razie tyle informacji, życzę wam szczęśliwych powrotów do domu a teraz zapraszam na utwór zespołu Queen – We will Rock You…-
Kierowca taksówki wyłączył radio. Chyba woli wsłuchiwać się w klaksony samochodów. Sam dał sobie upust parę razy wysyłając w chaos uliczny przeciągnięte sygnały. Widocznie to było mu mało, bo wychylił się jeszcze przez okno i dodał parę obraźliwych uwag.

Audrey poczuła się zdegustowana. Nerwowo spojrzała na zegarek. – Cholera, spóźnię się na uczelnie – Nerwowo przeczesała swoje kasztanowe loki i zaczęła przeglądać się w małym lusterku do makijażu wyjętym z torebki. Widocznie niezadowolona z tego, co ujrzała, zaczęła wyciągać resztę przyborów i poprawiać brwi. W zasadzie to nie mogła za bardzo narzekać, Duże, zielone oczy po matce Szkotce i śliczna cera po ojcu elegancko komponowały się z pełnymi ustami tworząc nad wyraz ładną buzię. Miała 20 lat całe życie przed sobą. – W przyszłości będę ratowała życie, wiele żyć.- Myślała. Od dziecka marzyła, aby zostać pielęgniarką i jej marzenia miały się spełnić. Jeżeli tylko ta głupia taksówka ruszy wreszcie. Nienawidziła zajęć popołudniowych, ponieważ wieczorem była zbyt zmęczona, aby spotkać się z ukochanym Matthew. Rozmarzyła się wspominając ostatnie intymne chwile z nim spędzone. Z zamyślenia wyrwało ją stuknięcie o szybę tuż koło niej. Dziewczyna zlękła się nie na żarty. Mężczyzna dobijający się do samochodu był młody a jego mina zdradzała najgorsze intencje. Przejechał nawet palcem wskazującym po szyi ruchem poziomym. Taksówkarz ruszył z piskiem opon, zostawiając napastnika z tumanem kurzu.

- Czy nic się panience nie stało?- Zapytał zatroskany. – Takich debili jest w mieście coraz więcej.-
- Nic się nie stało. Przestraszyłam się tylko to wszystko.- Wydawało się jej to dziwne, była przekonana, że nigdy wcześniej nie widziała tej twarzy. Nie wiedziała, że najdziwniejsze miało dopiero nastąpić.



W tym samym czasie, parę ulic dalej, Edward Paterson próbuje się obudzić. Łapie się zgiełku ulicznego dochodzącego z zewnątrz niczym tonący tratwy, ale koszmar nie pozwalał mu tak łatwo uciec, ciągnął go w dół, męczył…
-… tato! Nie! Dlaczego?! Ja nie rozumiem…- Głos małej dziewczynki dobiegał go z otchłani, następnie odgłos dzwoniących łańcuchów i szyderczy chichot.
-… do zobaczenia Edwardzie.- Usłyszał znajomy głos swojej żony. Te słowa wyrwały go ze snu. Podniósł się z podłogi i zapalił lampkę. Był przemarznięty i spocony. Wypity przed snem alkohol dawał o sobie znać. Pokuj był w tragicznym stanie. Nie dosyć, że obskurny to jeszcze zaniedbany. Przypomniał sobie ostatnie słowa ze snu… nie, to już było po przebudzeniu.
Zaczął się rozglądać po pokoju, po chwili znalazł telefon pod stertą papierów.
-O, a to coś nowego…- Pomyślał patrząc na wiadomość na sekretarce, nagraną chwilę temu. Włączył odtwarzanie.
- Edwardzie? To ja Sara, odbierz… …dzwonię, bo chcę z tobą porozmawiać. Mam już dosyć…, co się z nami stało? Przecież było nam tak dobrze. Chcę wszystko naprawić, a jak się nie da, to zacząć od nowa. Angelika wciąż pyta o ciebie, ma problemy w szkole. Nasze rozstanie jej nie służy… i mi zresztą też nie. Tęsknie za tobą. Słyszałam, że wyrzucili cię z pracy… nie martw się, tata powiedział, że znajdzie coś dla ciebie w firmie. Przyjdź jutro do domu. Naszej córki nie będzie, więc porozmawiamy spokojnie. Kończę prace o 15. Więc zorbie obiad na 16. Mam nadzieję, że przyjdziesz. Do zobaczenia, Edwardzie.-

Zastanawiał się, co to wszystko ma znaczyć? Taka nagła zmiana nastawienia? Może to mu jest właśnie potrzebne. Spojrzał na papiery w ręce… no tak, rachunki, czynsz za zeszły miesiąc. Zaczął się zastanawiać, co powinien zrobić. Praca u teścia to jest jakieś rozwiązanie problemów. Ale co ja jej jutro powiem? „Dzięki kotku, że chcesz abym wrócił, a tak przy okazji możesz pożyczyć mi parę stówek?” Zaśmiał się i usiadł na fotelu. Czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż przed snem.
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.
Kmil jest offline  
Stary 25-03-2007, 21:20   #2
 
Dogen's Avatar
 
Reputacja: 21 Dogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znany
Edward Paterson


Rozłożył się wygodniej w fotelu. Jego wzrok zaczął błądzić w poszukiwaniu jakiejś flaszki, ale niestety niczego nie namierzył a wstać nie miał siły. Podrapał się po nieogolonej brodzie i jego wzrok ponownie spoczął na telefonie.
- To jest jakiś koszmar, po jaką cholerę ona do mnie dzwoni? – Pomyślał, dalej wpatrując się w telefon. – Przecież to nie ma najmniejszego sensu, teraz, po tym wszystkim, przecież jestem wrakiem, a zresztą sama tego chciała, to był jej wybór. – Złapał się za głowę i zaczął lekko masować.
Ponownie rozejrzał się po pokoju. Obraz nędzy i rozpaczy. Walające się butelki, kartony po jedzeniu, papiery, przepełnione popielniczki. Tak jak jego życie.
Próbował wstać. Lekko się zachwiał, ale ustał. Podszedł do telefonu i jeszcze raz odsłuchał wiadomość.
Wspomnienia wróciły. Złapał się za głowę. Nie chciał ich, jakaś siła kazała mu je wyprzeć.
- Muszę się czegoś napić! Muszę! – Gorączkowo zaczął miotać się po pokoju w poszukiwaniu alkoholu.
Niestety, nic nie zostało. Upadł na podłogę, zwinął się w kłębek jak dziecko i próbował się opanować.
- Ale dała mi szansę do cholery, kretynie, obudź się, nie widzisz tego ty żałosny dupku! – Myśli zalewały głowę – Spróbuj chociaż, weź się w garść, może los się do ciebie uśmiechnął, nie masz pieniędzy, rodziny, przyjaciół, staczasz się, doprowadzasz do samounicestwienia. Spróbuj! – Ból do nie zniesienia.
Podczołgał się do telefonu. Ledwie podniósł słuchawkę i drżącą ręką wystukał numer.
Jeden sygnał. Drugi. Ból, jezu jak boli! Trzeci...
- Tak, słucham? – Jej głos w słuchawce.
- Przyjdę. – Wyszeptał i przerwał połączenie.
Z słuchawką w ręku, leżąc na wznak, ponownie usnął. Nawet nie zauważył, kiedy jego twarz zrobiła się mokra od łez.
 
__________________
Wycofuję się na z góry upatrzoną pozycję
Dogen jest offline  
Stary 27-03-2007, 01:38   #3
 
copyR's Avatar
 
Reputacja: 87 copyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znany
Matthew Winder

Od paru chwil po ulicach niósł się sygnał starającego przecisnąć się przez korek wozu strażackiego. Duża ciężarówka, z drabiną na dachu, miała nie lada problem z omijaniem aut zbitych w ciasne gromadki to przy jednej, to przy drugiej krawędzi ulicy. Siedzący w tyle kabiny Matt przyglądał się przez szybę zjeżdżającym z drogi autom. Szczególnie zainteresowała go blondynka kierująca małą Toyotą, próbująca w kaleczny sposób uciec na pobocze przed nadjeżdżającym czerwonym kolosem. Gdy ją minęli, odwrócił wzrok kręcąc głową z politowaniem. W radiu puścili „We will rock you” Queenów.
„Co za ludzie…” – pomyślał. Właśnie jechali do wezwania – jakiś koleś, cholera wie po co, wlazł na gzyms budynku. I teraz nie potrafi, albo może wcale nie chce, zleźć na ziemię.
Gdy zajechali na miejsce, pod sześciopiętrowym budynkiem stał już, jak zwykle gdy się coś dzieje, całkiem spory tłum gapiów. Mężczyzna, którego mieli ściągnąć siedział na wysokości piątego piętra, kurczowo trzymając się rynny.
- Na prawdę trzeba mieć niezła wyobraźnię, żeby tam wleźć. W takie zimno... – stwierdził Matt puszczając z każdym słowem kłąb pary z ust. Dowódca machnął tylko ręką.
- Rozkładaj drabinę, ściagniemy go raz-dwa i tyle.
Mechanizm drabiny działał wcale szybko, jednak parę chwil zajęło zanim jeden ze strażaków znalazł się przy niedoszłym samobójcy. Matt te parę chwil poświęcił na szybki przegląd perspektyw na wieczór. Miał na coś ochotę. A właściwie na kogoś... „Nie tak powinien wyglądać początek weekendu, że jedno pracuje, a drugie ma wieczorne zajęcia. O tej porze ludzie powinni mieć wolne, żeby móc być ze sobą...” – myślał.
„A może... może po robocie odbiorę ją z zajęć? Taak, wezmę auto i zrobię jej niespodziankę!” – mimo niskiej temperatury zrobiło mu się cieplej na myśl o spotkaniu. Na chwilę, co prawda, dopadła go wątpliwość, czy zdąży. Jednak uznał szybko, ze taki drobny szczegół nie może zniweczyć jego planów na dziś. Oparł się o wóz, wyraźnie zadowolony z pomysłu na jaki wpadł. Może to nie będzie całkiem zmarnowany piątek?
 
__________________
"Jeżeli zaczynamy liczyć historię postaci w kartkach pisma maszynowego, to coś tu jest nie tak..."
"Sesja to nie wyścig"

+belive me... if I started murdering people, there would have no one been left
copyR jest offline  
Stary 01-04-2007, 05:13   #4
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
Bob Smith


Bob Smith zaraz po obudzeniu się, zrozumiał, że coś jest nie tak. Miejsce, w jakim się znajdował w niczym nie przypominało jego pokoju, w którym zasnął. – A więc śpię – Pomyślał. Ale wszystko wydawało się być takie realne. Jego wszystkie zmysły działały niezawodnie. Zapach gnijącego dywanu, na którym leżał i wilgoć w powietrzu sprawiały, że chciało mu się rzygać, ale niemiał czym. Podniósł się na nogi i o mały włos znowu nie upadł gdyż smród przyprawiał go o zawrót głowy. – Gdzie ja jestem? – Rozejrzał się i stwierdził, że znajduje się w korytarzu jakiegoś starego i bardzo obskurnego hotelu. Z lewej strony okna a z prawej, drzwi. Wszystko pokryte pleśnią, ze ścian zwisają odklejone do połowy tapety w bardzo kiepskim guście. Za najbliższym oknem świeci na różowo jakiś neon z niezrozumiałym napisem. Pozatym reszta widoku z stamtąd spowita jest nienaturalnie gęstą mgłą, a może te szyby są takie brudne. Spojrzawszy w jedną i drugą stronę korytarza odkrył, że giną one w ciemnościach, gdyż z wszystkich lampek paliły się tylko te najbliżej niego. – To może drzwi? – Pomyślał. – Tylko które? Jest ich tak wiele, i jedne koło drugich. Może po prostu powinienem spróbować się obudzić? – W powietrzu unosiło się coś jeszcze – stęchły dym papierosowy…
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.
Kmil jest offline  
Stary 01-04-2007, 21:42   #5
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
Edward Paterson

Pobudkę poprzedził skurcz żołądka. Całym ciałem wstrząsają drgawki. Organizm jest przemęczony i niedożywiony. Sen od paru dni nie przynosi ukojenia.
- Dlaczego jest tak jasno? O cholera to już jest dzień? Jak ja długo spałem? – Spojrzał na zegarek, godzina 14 w południe.
- Niemożliwe, prawie 24 godziny snu i wciąż czuje zmęczenie. No tak, poprawka, 24 godziny koszmaru. Tylko o co w nim chodziło?- Bezskutecznie próbował przywrócić do pamięci majaki senne. Jedyne, co pamiętał to syreny straży pożarnej, ale te mu się chyba nie śniły.
- Za dwie godziny muszę spotkać się z Sarą, lepiej abym zaczął się przygotowywać.-



Matthew Winder

- Jeszcze półtorej godziny i kończę tą zasraną piątkową służbę. A za dwie godziny będę znowu z nią. Może uciekniemy gdzieś za miasto, na ten parking na wzgórzu, co całe miasto z niego widać… - Pogrążony w rozmyślaniach nie zauważył, że drabina, którą czyścił nie mogła być już bardziej lśniąca.
- Tak. Muszę w inny sposób zakończyć ten parszywy dzień. Ciarki mnie przechodzą gdy tylko sobie przypomnę twarz tego człowieka co go z rynny ściągnęli. Zupełnie jakby tam się wspiął w obawie przed czymś. Ludzie z psychiatryka od razu go zabrali. Ale już niedługo to wszystko będzie za mną, a przede mną tylko Ona…-
Z głębokich rozmyślań wyrwał go ryk syreny strażackiej. Obok niego przebiegł Roy – kumpel z drużyny. W biegu zakładał kombinezon.
- Zostaw te drabiny! Akcja!! Nareszcie prawdziwy pożar!! Jyyyhhhaaaa!!!!! – Krzyknął.
- Spokojnie, powiedz mi co się pali? – Zapytał podekscytowany Matthew.
- Uczelnia medyczna…-
- -
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.
Kmil jest offline  
Stary 03-04-2007, 01:53   #6
 
copyR's Avatar
 
Reputacja: 87 copyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znany
Smile Matthew Winder

Matt stanął osłupiały. Niedowierzał własnym uszom. „Uczelnia... Jezu!, Audrey!” – spadło jak grom z jasnego nieba. Zostawił drabiny, które czyścił, szmaty cisnął gdzieś w kąt i poleciał w kierunku z którego przybiegł Roy. „Przebrać się” Pospiesznie zapakował się w kombinezon, zabrał osprzęt, nałożył hełm i pobiegł na miejsce zbiórki. Nie było czasu. Syrena wyła nieznośnie.
Przy wozach kapitan już wydawał rozkazy - wyjeżdżały dwa, z drabiną oraz gaśniczy.
- Panowie! Nie ma teraz czasu na szczegóły. Wsiadamy do wozów, dowódcy drużyn wytłumaczą wszystko w drodze! – strażacy pospiesznie załadowali się do aut. Matt ze swoją drużyną wsiadł do wozu z drabiną. Po chwili po mieście rozniósł się sygnał jadących wozów straży pożarnej.
Kapitan, dowódca drużyny Matt’a, tłumaczył w drodze szczegóły. Płonące piętro, szybko rozprzestrzeniający się ogień... Matt jednak nie słuchał. W głowie miał tylko jedną myśl – żeby nic się jej nie stało.
Zauważył, że trzęsą mu się ręce. „Muszę się uspokoić! Jestem zawodowcem!” – myślał gorączkowo. „Na pewno wszystkich ewakuowali. Wyprowadzili ją, jest bezpieczna.” - tego musiał się trzymać.
Przypomniał sobie dzień, gdy był z Audrey na jej uczelni. Musiała coś wtedy załatwić, zabrała go ze sobą. Rozmawiali o głupotach, potem ona podjęła temat jego pracy. Lubiła wypytywać o różne szczegóły. Prowadząc go przez korytarze wypytywała o procedury w razie pożaru, o normy przeciwpożarowe, biorąc za przykłady wiszące na ścianach gaśnice, fluorescencyjne oznaczenia czy gaśnicze węże... Nie lubił pytań w stylu „A co by było, gdyby był pożar?”, jednak figlarny uśmiech Audrey nie pozwalał mu się złościć. Przyglądał się temu, co mu pokazywała i odpowiadał. Teraz miał nadzieję, że coś jej z tej wiedzy zostało...
Te myśli uspokoiły go nieco. Odetchnął głęboko.
- Kapitanie... – odezwał się w końcu – Czy wszystkich ewakuowano z budynku?
- Nie wiem... A czemu pytasz? – kapitan odwrócił się w jego stronę. Matt przygryzł wargę.
- Bo tam studiuje moja dziewczyna...
 
__________________
"Jeżeli zaczynamy liczyć historię postaci w kartkach pisma maszynowego, to coś tu jest nie tak..."
"Sesja to nie wyścig"

+belive me... if I started murdering people, there would have no one been left
copyR jest offline  
Stary 05-04-2007, 00:14   #7
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
Matthew Winder

Kapitan Henry Watson, gdy pierwszy raz brał udział w gaszeniu pożaru, poznał swego przełożonego Boba Windera w samym centrum Inferna. Było to w 1975 i miał wtedy 25 lat.
Do dzisiaj dziękuje Bogu za to spotkanie, bo inaczej nie dożyłby 26 roku. Dzisiaj sam jest kapitanem i dowodzi grupą, w której oprócz dwóch innych młodych żyć musi jeszcze uważać na syna Boba. – Mam tylko nadzieje, że nie będę musiał dzisiaj spłacać długu życiowego. – Pomyślał i obleciał go strach, niepewność a może dziwne przeczucie. – Jego dziewczyna tak? Musze szczególnie go pilnować. Niepotrzebna nam tutaj nowych bohaterów, bo wszyscy poprzedni są albo w szpitalu, albo na cmentarzu. – Kontynuował rozmyślanie.

- Nie wiem, co mam Ci odpowiedzieć chłopcze. Mam nadzieję, że jest bezpieczna. Pamiętaj, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc tym ludziom, nie mniej i nie więcej.- Odparł.
- Nie mam informacji na temat ewakuacji cywili. Zgłoszenia napływały od przechodniów i mieszkańców pobliskich kamienic. Ale na pewno udało Jej się uciec. – Próbował pocieszać Matta.
Nie mogę mu powiedzieć tego jak źle to wszystko wygląda. Chyba nie bardzo się przysłuchiwał, gdy chwilę temu omawiałem szczegóły. Może lepiej, aby sam się przekonał.- Dodał w myślach.

Przez pierwszych pięć minut wozy strażackie pędziły przez miasto z wielką prędkością, lecz potem z trudem przepychały się przez tłok uliczny. Im bliżej pożaru tym gorzej. Po kolejnych dziesięciu, które zdawały się Mattowi wiecznością dotarli na miejsce. Przez ten czas chłopiec miał już gotowych 100 najgorszych scenariuszy odnośnie tego, co mogło się stać.
Z wozu pierwszy wyskoczył kapitan, spojrzał w stronę wroga i zamarł. Niewiadomo czy z szacunku czy z przerażenia. Roy wpakował się na niego z rozpędu.
- Matko boska.- Wyjęczał Henry.
- O k**wa jego mać…- Dodał swoje Roy.
Matthew także obrócił głowę w stronę łuny światła i żaru. Jego oczom ukazał się obraz, którego nigdy nie zapomni. Lewe skrzydło budynku stało w płomieniach całkowicie, gigantycznych rozmiarów ogień trawił wszystko z niesamowitą siłą, podniesiona temperatura była wyczuwalna nawet w miejscu, w którym stali strarzacy. Dym przesłaniał większą część nieba, drażnił nozdrza i kuł w oczy. Płomienie rozprzestrzeniały się przerzucając na centralną część budynku. Ryk pożaru był na tyle donośny, że od tej chwili musieli do siebie krzyczeć. Przywodził na myśl odgłosy wielkiej bestii wyzywającej swego przeciwnika. W jednej chwili młodzieniec zdał sobie sprawę z tego, że nigdy jeszcze się tak nie bał. Mimo wszystko ku swemu zaskoczeniu z zimną krwią zaczął oceniać sytuacje. Najpierw rozejrzał się za punktem ewakuacyjnym, gdzie powinni zebrać się wszyscy ludzie, którym udało się uciec z budynku. Odnalazł je po chwili, ale niestety było zupełnie puste, ani jednej osoby. Perspektywy gaszenia także wyglądały nie ciekawie. Uczelnia ogrodzona była murem i parkiem, wozy będą musiały się nieźle namanewrować zanim zbliżą się dostatecznie.
Z rozważań wyrwało go krzyknięcie kapitana:
- Ok.! Mamy rozkazy! W środku są prawdopodobnie jeszcze cywile! Musimy spróbować ich odnaleźć i walczyć z ogniem od środka! To dziwne, ale główne wejście jest zabarykadowane więc wejdziemy oknem! Roy! Ty prowadzisz, zlokalizuj węża i gaśnice! Matthew ty idziesz za nim, ja i Loyd będziemy tuż za wami! Ruszamy!!-
W głowie Matta wirowało, był zupełnie oszołomiony, czy to adrenalina?
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.

Ostatnio edytowane przez Kmil : 05-04-2007 o 15:26.
Kmil jest offline  
Stary 06-04-2007, 17:32   #8
 
Dogen's Avatar
 
Reputacja: 21 Dogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znanyDogen nie jest za bardzo znany
Post Edward Paterson

Próbował myśleć. Co robić? Co robić? Mam dwie godziny, a wyglądam niezbyt wyjściowo. Wstał, lekko zakręciło mu się w głowie. Złapał kierunek. Łazienka. Obijając się o stolik, wręcz wleciał do niej. Zatrzymał się na umywalce. Spojrzał w lustro. Spoglądała na niego twarz umęczonego człowieka: rozczochrane, brudne włosy, podkrążone oczy, kilkudniowy zarost, mętny wzrok. I tak miał się pokazać Laurze. No nic, trudno, za mało czasu, nie ogarnie się, a zresztą to i tak nie ma znaczenia. Czego ona odemnie chce?
Odkręcił wodę i lekko spłukał pierwsze zmęczenie z twarzy. Przylizał włosy. Wziął aspirynę z apteczki, jeszcze jedna na szczęscie została. Następnie na szybko przebrał się w jakiś pierwszy znaleziony łach, równocześnie szukając czegoś do picia, czegokolwiek. Nic. Zajrzał do lodówki. Jest mleko, lekko stare ale może być. Otworzył i wypił do dna. Troszkę lepiej.
trzymaj się chłopie, jeszcze trochę. - Pomyślał.
Spojrzał na zegarek, zostało mu gdzieś godzina-dwadzieścia czasu. Jak teraz wyjdzie to jeszcze zdąży.
Podszedł do drzwi frontowych. Pogrzebał w kieszeniach w poszukiwaniu jakiś pieniędzy. Znalazły się jakieś drobniaki.
Dotknął klamki i zatrzymał się w takiej pozycji:
Jezu, boję się, po co ja tam idę, przecież to nie ma sensu. Lepiej może do baru, może spotkam kogoś kto mnie zasponsoruje i zapomnę o tym wszystkim, tak może będzie lepiej. Nie wiem, ku... nie wiem.
Nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Zamknął za sobą i skierował swój chybotliwy krok ku wyjściu na ulicę. Gdzieś w oddali znowu dało się słyszeć jęk syreny strażackiej.
- Hmm, może u niej się pali? - Pomyślał, zapalając papierosa i ciskając niedogaszoną zapałkę w kąt.
 
__________________
Wycofuję się na z góry upatrzoną pozycję
Dogen jest offline  
Stary 07-04-2007, 03:59   #9
 
copyR's Avatar
 
Reputacja: 87 copyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znanycopyR wkrótce będzie znany
Smile Matthew Winder

„Cywile w środku... Ooch...” - westchnął w myślach wysłuchując rozkazów. Mimo oszołomienia ogromem pożaru, zamętu w głowie i dziwnego ssania w żołądku, myślał dosyć trzeźwo. Wiedział, że to będzie trudna akcja. Trudna, bo długa. Tego ognia nie da się ugasić, ot tak, polewając trochę wodą... Formułując w głowie swoje trzeźwe osądy, nie zauważył nawet, kiedy ponownie się wyłączył. Na właściwy tor przestawiło go dopiero klepnięcie w ramię. Widać Roy przejał się jego zamyśleniem..
- Nie martw się stary, jakoś to będzie. Damy radę. – Roy uśmiechnął się pokrzepiająco i pociągnął Matta za sobą.
Przed wkroczeniem do budynku musieli się przygotować. Butle z tlenem, maski, podręczne gaśniczki... Czwórka strażaków pospiesznie kompletowała ekwipunek, który ze sobą przywieźli. Chwilę potem biegli już z drabiną w stronę akademii. Po drodze mijali członków drugiej drużyny z remizy, którzy podłączali węże do hydrantów stojących na zewnątrz. To dawało choć cień nadziei, że przynajmniej trochę spowolnią ten piekielny pochód ognia...
Tak jak mówił kapitan, nie mogli wejść przez główne wejście. Było zablokowane. W tej chwili Matt nie zastanawiał się dlaczego. Nie było czasu. Musieli podstawić drabinę pod najbliższe okno i dostać się do środka przez wybitą szybę.
W środku panowała nienaturalna cisza. Aż męcząca, w porównaniu do ryku na zewnątrz budynku. I temperatura była niższa. Czuli to nawet w kombineoznach. Ściany dobrze izolowały od żaru. Przynajmniej póki był w miarę daleko.
Okno wpuściło ich do jakiejś sali. Musieli wyjść na korytarz i tam zlokalizować hydranty. Z tej strony budynek jeszcze nie płonął, więc mogli poruszać się w miarę szybko, bez szczególnej ostrożności. Korytarz nie był ani długi, ani przestronny. Matt uważnie rozglądał się za oznaczeniami na ścianach, ale to Roy wypatrzył pierwszy hydrant. Byli na skrzyżowaniu z innym korytarzem, chyba prowadzącym już do wejścia głównego.
- To co teraz? Będziemy z tym chodzić, czy tylko rozwiniemy, podciągniemy w stronę ognia i będziemy zalewać? – Matt zwrócił się do kapitana, jednocześnie z Royem już rozwijając i przypinając węża.
- 20 metrów. Dałoby radę podciągnąć w stronę płonącego skrzydła. – stwierdził Roy. – Może dwóch niech podciągnie go w stronę ognia, a dwóch niech poszuka ludzi na tym skrzydle. Potem znowu się połączymy.
Propozycja wydała się Mattowi sensowna. Chciał iść szukać. Jej. Spojrzał pytająco na kapitana.
- To co robimy?
 
__________________
"Jeżeli zaczynamy liczyć historię postaci w kartkach pisma maszynowego, to coś tu jest nie tak..."
"Sesja to nie wyścig"

+belive me... if I started murdering people, there would have no one been left
copyR jest offline  
Stary 07-04-2007, 12:29   #10
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
Edward Peterson


Płynąc przez zatłoczone ulice Nowego Yorku myśli kłębiły się w jego głowie. W większości wspomnienia. O dziwo tym razem, więcej było tych szczęśliwych, a kłótni prawie wcale. Powodowały one dziwne, ale znajome ciepło gdzieś w środku. Przystanął na rogu ulicy gdyż zdał sobie sprawę z tego, że robi bezwiednie coś czego nie robił od dawna. Jego usta były wygięte w uśmiechu radości i za nic nie mógł tego zmazać. Czerpał radość z tej chwili jak wodę ze strumyka po paru dniach na pustyni. Ruszył dalej. Radość ta sprawiała, że wszystkie knajpy na drodze traciły znaczenie, nawet ich nie zauważał. Zauważył jednak przez przypadek nagłówek na gazecie w kiosku: „Wczorajszej nocy spłonęła większa część uczelni medycznej. Są ofiary śmiertelne i ranni, zarówno w cywilach jak i w oficerach straży pożarnej.” Przypomniał sobie wczorajsze syreny, jakiś dreszcze przeszedł go po plecach. Odrzucił te myśli i powrócił do wspomnień. Pół godziny później stał już przed domem, który kiedyś był też jego. Spojrzał na zegarek. Pierwszy raz od dłuższego czasu był punktualnie. Podszedł do drzwi aby zastukać, ale zauważył kartkę przyklejoną do nich. Zerwał ją i przeczytał: „Przepraszam Edwardzie, ale zaraz po naszej rozmowie zadzwonił do mnie szef. Mają dużo pracy i czeka mnie robota papierkowa po godzinach. Próbowałam się z Tobą skontaktować, ale było zajęte. Nie chciałabym aby to zniweczyło nasze plany tak, więc wejdź i rozgość się, zrób sobie coś do jedzenia. W lodówce jest piwo. Klucz jest tam gdzie zawsze. Postaram się wrócić jak najszybciej, nie powinno to trwać dłużej niż godzinę. Pa.”
-Hmm… piwo. – pomyślał. Zabrał klucz sprytnie schowany za rynną i wszedł do środka. Na widok wnętrza domu znów ogarnęła go fala wspomnień…
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.
Kmil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166