Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-04-2007, 19:36   #1
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 423 Nightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetny
[autorski] 8dni



8dni

Zacznijmy może od tego, że mam na imię Adam i nienawidzę kobiet... a może po prostu ludzi w ogóle?
Cały ten zmęczony chaos rozpętał się dokładnie osiem dni temu - w piątek 13 – ja wiem to tak pretensjonalne, że aż żałosne, ale cóż zrobić. Całe moje 21 lat było właśnie takie – żałosne.

Moje życie odarto z symbolicznego subiektywizmu i wepchnięto w masową kulturę. Betonowo-szklana trumna biura wyzuła mnie z kreatywnej indywidualności, za treść istnienia próbując sprzedać mi pęd za Mamoną – złotym cielcem aktualnego społeczeństwa. Po prostu absurd – absurd i groza w myśl Camus'a. Jedyne co pozostaje to bunt – ale to tylko niemy bunt żebraka. Nie ma ucieczki, by żyć musimy zagłębić się w to bagno miesięcznego rozrachunku istnienia...
To śmieszne, jak nagła utrata tej uporządkowanej stagnacji zamiast uwolnić mnie z błędnego koła egoistycznego kapitalizmu strąciła mnie na samo dno depresji.

Jednak, by zrozumieć to wszystko co stało się po owym piątku, muszę wrócić myślą do momentu, gdy dwa lata temu spotkałem Ewę. Miałem 19 lat i byłem głupim szczylem przekonanym o swej skrajnej nieprzydatności dla społeczeństwa, niezrozumieniu i bezkresnym, osamotnionym cierpieniu. Myślałem nawet o samobójstwie – kretyn, nie wiedziałem nawet co to prawdziwe kłopoty. Wciąż chyba nie wiem, bo życie każdego dnia przynosi nowe rozczarowania i coraz to większe problemy. Teraz przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę, ale czy czyni to ze mnie mężczyznę ? Teraz mam więcej szacunku dla życia i wyobraźni, by już nie próbować sie zabić. A może teraz po prostu jestem jeszcze większym tchórzem? Nie ważne...

Ewa miała być remedium na grozę życia. Punktem zaczepienie w wielkim morzu nicości. Światełkiem na końcu tunelu. Była chorobą trawiącą moją duszę po kawałeczku, aż do zupełnego rozpadu. Kazała mi być bezpieczną, pewną przystanią dla stateczku targanego wiatrem hulaszczego niezdecydowania. Dobrze jej było mieć misia do tulenia, którego można było wrzucić do szafy, gdy miało się chandrę lub chciało się zabalować ze znajomymi lub nieznajomymi. Dała mi koszmar, który zaczynałem brać za prawdziwe życie. Uwierzyłem, że moje marzenia i mój romantyzm to nieżyciowe bzdury - przecież miłości do garnka nie włożę. Zresztą przecież nie mógłbym jej - „księżniczki”- trzymać w kartonie pod mostem. Oczywiście, że bym nie mógł; chciałem tylko żyć w miłości na dobre i na złe. Ale jakie to miało znaczenie?
Cholera, to zaczyna brzmieć jak scenariusz jakiegoś romansidła kategorii B; może więc wreszcie przejdę do szczegółów.

Trzynastego wstałem o 10 rano nie niepokojony przez żaden natrętny dźwięk, bo i po cóż nastawiać budzik skoro straciłem pracę tydzień wcześniej, miałem wolny od studiów weekend, a moje serce spoczywało roztrzaskane wraz z resztkami kanapki z dżemem gdzieś pod moim łóżkiem.
Ogólnie rzecz biorąc zrobiłem ze swojego klaustrofobicznie przytulnego mieszkanka istny chlew, ale muszę przyznać, że było mi tak, cholera, wygodnie. Od środy zresztą się też nie goliłem i nie odsłaniałem zasłon. Całe mieszkanie tonęło w zimnym mroku, a ja otulałem się tą ciemnością. Czasem mrok jest przytulny i taki bezpieczny...

Słyszałem, że Kudłaty wrócił do domu. Nie miałem jednak odwagi się z nim zobaczyć, więc udałem sie na spotkanie z aktualnie moim najlepszym przyjacielem – prysznicem. Ciepłe strugi wody spływały po moim skostniałym ciele, relaksując je w niewyjaśniony sposób. Nie myłem się właściwie. Z czołem opartym o wyflizowaną ścianę pozwalałem po prostu płynąć wodzie.

Opuściwszy z żalem swego przyjaciela udałem się do kuchni z mocnym postanowieniem zrobienia sobie śniadania. Odsłoniłem nawet okno, by widzieć czym tym razem smaruje chleb – jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Wyciągałem z lodówki krem czekoladowy i odkręciwszy słoik usiadłem na krześle. Plastikowa zakrętka spoczęła martwo na stole tak, jak mój wzrok na ścianie. Ciało było w kuchni, myśli jednak i duch uleciały ku otchłani milczącego wszechświata...

Z odrętwienie wyrwało mnie pukanie do drzwi, chociaż właściwie to nawet go nie słyszałem. Zauważyłem Kudłatego dopiero, kiedy wszedł i oparł się o framugę....
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.

Ostatnio edytowane przez Nightcrawler : 21-08-2007 o 16:36.
Nightcrawler jest offline  
Stary 16-04-2007, 21:08   #2
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 1125 Sir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumny
Nazywają mnie kudłatym mimo że ochrzczono mnie Krzysztof. Tak bywa z ksywkami że przylegają do człowieka na całe życie i trudno się ich pozbyć. Ostatecznie co za różnica? Kudłaty czy Krzysiek, zawsze byłem tą samą osobą. Nie wydaje mi się bym się zmienił przez te wszystkie lata. Może inni tak twierdzą. Ale sam znam się lepiej. Zawsze byłem tą samą osobą...

Specjalista od uciekania. Tak to najlepiej do mnie pasuje. Gdzie nie idę, zawsze uciekam przed czymś. Tak było i będzie. Ale skoro uciekam cały czas to chyba nie jestem specjalistą... To głupie słowo. Jestem po prostu tchórzem.

Problemy z rodziną. Można zostawić rodzinę. Problemy z dziewczyną. Można zostawić dziewczynę. Problemy z pieniędzmi? Można pojechać do Afganistanu. Problemy w Afganistanie? Można uciec do Polski! Nie lubiłem tego. Ostatecznie jednak nie potrafiłem żyć inaczej. Zawsze refleksja przychodziła chwilę za późno. Czasami najlepiej nie myśleć wcale. Ostatecznie za każdym razem udawało mi się przetrwać. I przez jakiś czas mogłem chwilę odetchnąć by zebrać tą garstkę sił na następny skok. Chyba nikt nie był w stanie mnie dogonić. Ale to oznaczało także że nikt nie dotrzyma mi kroku.

Wciąż najlepiej nie myśleć.

Czasami jednak wracałem. Do osób, do miejsc. Upewnić się że dalej są, że się nie zmieniły. Albo po prostu by przypomnieć sobie... Taki mały, drobny masochizm. Nic szczególnego. Malutki pęd do cierpienia. Przecież to całkowicie normalne?

A teraz ktoś mógłby nazwać mnie sadystą, bo o to wielki, wredny Kudłaty przychodzi to delikatnego, zbrukanego Adama by napawać się morzem ruin które stworzył. O tak! Kudłaty to potwór! Bo przecież wiedział że nie będzie w stanie nawet odrobinę pomóc dla swego przyjaciela. Wiedział że nie będzie nawet w stanie spróbować!

Pewnie że wiedział...

Przyszedłem tu by obejrzeć sobie dokładnie to co tutaj zrobiłem. Po to by samemu podzielić cierpienie Adama. A więc znowu masochizm... I to jaki dziwny... Kudłaty wraca do przyjaciela by...

Właśnie po co?

Gdy teraz o tym myślę chyba dla tego żeby sobie coś udowodnić...

Brzmi dziwnie?

Powiedzmy że po prostu uciekałem od ucieczki.

Teraz wiesz skąd ten drobny masochizm?

Nikt nie otwierał drzwi więc wszedłem bo było otwarte. Dla mnie to zaproszenie. Dla złodzieja też.

Zły omen.

Stara puszka na podłodze. Brzydka jak większość wytworów naszej wspaniałej kultury. Dla Adama pewnie odrażająca. Ostatecznie mógłbym zrobić jedną małą rzecz dla mojego przyjaciela.

Wyrzuciłem puszkę za okno.

I teraz powinienem uśmiechnąć się z zadowoleniem i dziarsko pomyśleć że drobny kroczek już za mną. Tyle tylko że to był naprawdę malutki kroczek. Rozmiarów ziarnka piasku.

Mył się. Więc oparłem się o framugę by na niego poczekać. Przy okazji miałem okazje obejrzeć ten bajzel. Nigdy nie dbał o porządek, ja też nie. Ale istnieją pewne granice gdy otoczenie zaczyna utrudniać myślenie. Czasami oczywiście lepiej nie myśleć...

-Nie widzieliśmy się przez jakiś czas. Witaj.
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 18-04-2007, 21:33   #3
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 423 Nightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetny
Słowa Krzyśka były jak ostrze rozrywające zwartą kurtynę martwej ciszy mego domu
- Cześć Kudłaty miło Cię widzieć całego i zdrowego - próbowałem wysilić się na uśmiech, lecz to co wykwitło na mej twarzy musiało być jakimś bliżej nieokreślonym grymasem na zakrzepłej masce żalu - eee chcesz może kanapusię z masełkiem orzechowym - dorzuciłem szybko chcąc przynajmniej dla siebie kłopotliwą sytuację zmienić w żart - zawsze tak robiłem.

-Masło orzechowe? W zasadzie czemu nie... tylko sprawdź najpierw datę ważności na wieczku. -
Kudłaty starym nawykiem przejechał dłonią po głowie. Kiedyś ten nawyk sprawiał że zamiast fryzury miał... coś dziwnego na głowie. Dzisiaj miał jednak krótkie i praktyczne włosy. Teraz za to wyglądał jak ktoś zupełnie inny, ktoś starszy, poważniejszy...

Nieprzytomnym wzrokiem odszukałem słoik i biorąc go do ręki stwierdziłem:
- obawiam się, że nam data ważności skończyła się już dawno... ale kremik jest ok – podszedłem do chlebaka i wyjąwszy kilka kromek weki, zacząłem smarować jedną ciemną masą ze słoika.
- co tam u Ciebie trochę żeśmy sie nie widzieli ... - urwałem smarując chleb z pasją. Sam nie wiem czemu nie mogłem jakoś spojrzeć mu w oczy.
- Co u mnie? Po prostu wróciłem. Klimat nie ten... zresztą sam wiesz. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej... Coś w końcu jest w tych powiedzonkach. A u ciebie?

Kudłaty, nawet nie próbował nawiązać kontaktu wzrokowego, zamiast tego przemykał tylko wzrokiem po całym pokoju jakby nigdzie nie mógł zatrzymać spojrzenia na dłużej. Nie dziwiłem mu sie, takiego bajzlu nie było tutaj chyba nawet po sławnej zeszłorocznej imprezie. To było jakoś nie długo po tym jak ja i Ewa...

„Co u Ciebie?” - wiszące w powietrzu pytanie prześlizgnęło się nieprzyjemnym dreszczem po moim kręgosłupie. Dłoń smarująca nożem pieczywo zatrzymała się i drgnęła.
- Nic – wzruszyłem ramionami i prychnąłem – wielkie nic – bezwiednie chyba zacząłem unosić głos – zrezygnowałem z roboty, bo ta banda egoistycznych pawianów nie widząca nic po za czubkiem własnego nosa, kalkulująca tylko kasę w kieszeni drogiego garniaka, pod którym skrywa swoją zwierzęcość, zaczęła mnie po prostu wkurzać. - westchnąłem odkładając kromkę na bok – wydaje mi sie że mój szef zjadłby kanapkę z gównem gdyby za to wystarczająco dużo płacili. Gdzie sie podziały wartości takie jak wyrozumiałość, przyjaźń czy... - urwałem, by po chwili dokończyć smutno – miłość...?

-Miłość to uczucie a nie idea. A uczucia nie są doskonałe. Miłość czasami więc boli. Z reguły boli mocno - wzruszył po pierwszym zdaniu ramionami, później nie wykonał już żadnego ruchu ciałem ale jego głos stał się suchy i papierowy.
- Kurwa, ale miłość to nie znęcanie, ciągła niepewność i strach. To chyba nie używanie drugiej osoby jak ściery do podłogi ?
Zacząłem dygotać miałem wielką ochotę po prostu coś rozwalić. To nie była jego wina, ale wspomnienia zalały mnie falą nienawiści. Czułem jak nogi uginają się pode mną. Knykcie bielały od zaciskania na rączce noża.

-Niektórzy przypuszczalnie mogą traktować miłość właśnie w ten sposób. Czy to coś dziwnego? Co najwyżej złego... Zresztą pamiętasz co kiedyś mówiłem na temat zła... nieważne. Szkoda tylko, że niektórzy w ten sposób są niszczeni.

Głos Krzyśka powoli stawał się metaliczny w brzmieniu i nieprzyjemnie zimny. Jakby bezwzględny. Nie mogłem w to uwierzyć wydawał się jakiś obcy, jakby zupełnie inny. Przez głowę przebiegła mi wizja czego mógł sam niedawno doświadczyć, ale niestety, nieważne jak tego nienawidzę, jestem człowiekiem, a własne problemy zawsze przesłaniają nam świat.

- ja... ja nie rozumiem jak ludzie mogą być tak okrutni – odsuwałem się od blatu szafki na której przygotowywałem jedzenie. Pierwszy raz spojrzałem mu w oczy – jak możemy robić to sobie nawzajem ? - uderzyłem plecami o ścianę i osuwają się ciężko klapnąłem o posadzkę. - byłem głupi; uwierzyłem w romantyzm i w idee. Przez ponad rok walczyłem o lepsze z jej egoizmem. - oparłem czoło o podkurczone kolana i otuliłem się własnymi ramionami – miała mnie za nic wiesz? Przypływała, gdy mnie potrzebowała – sama kiedyś powiedziała że chciała by mieć kogoś silniejszego ale ma tylko mnie. Była w stu procentach pewna mojego ślepego, upartego uczucia...

-Nie będę w stanie cię zrozumieć-nigdy. Człowiek to też nie idea i każdy jest inny... na pewno nie doskonały. -
Poczułem dotknięcie na ramieniu. To dłoń Kudłatego na pewnie mnie dotykała.
-Ostatecznie jednak wciąż mogę próbować... I na pewno wiem, że nie wiele z ciebie zostało. Więc może opowiedz powoli co czułeś i co czujesz. I otworzymy piwo albo dwa.
Rozległ się brzęk, gdy dwie szklane butelki uderzyły o stół. Podniosłem głowę i spojrzałem na niego, jakby dopiero co wszedł, jakby jeszcze przed chwila to nie był on.

- dobre piwo nie jest złe – uśmiechnąłem się lekko i wstając sięgałem po flaszkę. Następnie zacząłem przetrzepywać okoliczne szuflady w poszukiwaniu otwieracza. Słowa wypłynęły jakby bezwiednie:
- Czułem wściekłość – pierwszy raz taka wielką, gdy po dwunastu godzinach dowiedziałem się, że w końcu poszła na imprezę na którą mieliśmy iść razem, ale ustaliliśmy, że nie idziemy bo trzeba się pouczyć wreszcie. - rozdziewiczyłem butelkę i podałem znalezione narzędzie zbrodni Krzyśkowi. Pociągnąwszy łyk kontynuowałem patrząc na przyjaciela
– gdy mnie oświeciła o tym fakcie, miałem zamiar przywalić jej kumplowi, z który siedziała w knajpie, a do której ja wpadłem „niechcący” po pracy. Przy okazji – wiesz jak to w Suchym Porcie – zawsze tam jacyś znajomi – więc przy okazji od innego kumpla dowiedziałem się, że twierdziła też, że jak ona widzi się ze swoimi znajomymi to ze mną sie nie widuje i ja niby miałem mieć tak samo. - pociągnąłem kolejny łyk.

– wiem, że to brzmi może banalnie, ale miałem już dość: ostatnie miesiące obfitowały w takie zdarzenia, ciągle wyprowadzając mnie z równowagi. A to miała ochotę po eksperymentować, a to mnie gnębiła twierdząc później, że próbuje sprawić bym był silniejszy. Aż w końcu się dowiedziałem że tak naprawdę to ona kocha tylko mamusie i kota, a ja jej nie kocham wcale bardziej niż byle ściana, do której tez może sie przytulić...

-Wykorzystany? Zawiedziony? Czy po prostu wściekły?
- wszystko naraz – kłóciliśmy się kilka dni. Potem na chwilę się uspokoiło, aż ja zrezygnowałem z pracy i wtedy wróciło
– zagryzłem zęby aż do bólu – dowiedziałem sie jaki jestem nieodpowiedzialny i nie życiowy. Stwierdziła, że przecież z miłości nie wyżyjemy i co ja sobie myślę - że pod mostem mieszkać będziemy. - odetchnąłem głęboko i spojrzałem znów na Kudłatego – wiesz, że trudno mnie wyprowadzić z równowagi, a podczas ostatniej rozmowy przez telefon rozpierdzieliłem taboret o ścianę. - parsknąłem smutno. Poczułem jak zupełnie opadam z sił – sąsiedzi to już mnie mają za totalnego degenerata

-Sąsiadów zostaw w spokoju... mogą myśleć co im się podoba. Pracy potrzebujesz, potrzebujesz pieniędzy ale najbardziej potrzebujesz wypoczynku... Pójdźmy... gdzieś. Do kina, na koncert. Gdziekolwiek. W razie czego dam w pysk jeżeli ktoś zapomni że jesteś wyniszczony.
Bo była pasożytem...

Kudłaty szybko stracił entuzjazm w swojej wypowiedzi. Nie potrafił chyba powiedzieć tego co chciał. Dopiero po tym jak wykonał trzy głębokie oddechy zdołał dodać.
-Przepraszam. Chyba jesteś zbyt kruchy dla mnie... i też czasami o tym zapominam.

- nie, w porządku masz rację, teraz chyba trzeba bym dostał w pysk na otrzeźwienie, tylko wiesz co dziś wieczór skorzystam chyba z zaproszenia na domówke ludzi ze studiów. Ale możemy się przespacerować – przydały by mi się jakiś obiad. Coś jeszcze mam na karcie, a nóż wystarczy na pizzę, albo kilka zupek chińskich
– uśmiechnąłem się. To, że wypowiedziałem uczucia na głos jakoś mi pomogło.
– to co spotkajmy sie może pod blokiem za pół godziny ja sie zbiorę i pójdziemy po prowiant ?
-Ja mam naprawdę dużo wolnego czasu. Możemy pójść i może trochę cię rozruszać.
- spoko loko luz i spontan ziomek -
uśmiechnąłem się szeroko rzucając popularnym slangiem - daj mi czas bym gatki wdział i możemy pomykać

Ruszyłem raźniej w stronę swojego pokoju by się ubrać. Usłyszałem tylko jak drzwi wejściowe zamykają się za Kudałtym....
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.

Ostatnio edytowane przez Nightcrawler : 18-04-2007 o 21:38.
Nightcrawler jest offline  
Stary 19-04-2007, 17:05   #4
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 1125 Sir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumny
Było słonecznie. Dopiero teraz to zauważyłem. Gdy szedłem do Adama nie zauważyłem po drodze wielu rzeczy.

Teraz widziałem, czułem i było dobrze. Na pewno jako rozsądny nie mogłem oczekiwać by było lepiej.

Ewa nie zniszczyła go zupełnie, mimo wszystko mógł się pozbierać i iść dalej. Widać było że wyjdzie z tego. Więc było dobrze.

Wciąż jednak nie mogłem przestać myśleć o paru sprawach...

Choćby o tym jak samotny musiał być. Widać było, czuć było że nie rozmawiał z nikim od długiego czasu. Ciekawe czy opuszczał przez ten czas swoje mieszkanie? Miałem tu wątpliwości. Duże wątpliwości.

Nigdy nie był zbyt towarzyski. Cóż, są pewne cechy które nas łączą... ale dlaczego do cholery nie było przy nim nikogo by mógł z nim wypić piwo?!

To było po prostu nieuczciwe. I po części dla tego mnie rozwścieczyło. Gdy myślę o tym dzisiaj, wydaje mi się jednak że ta moja złość była śmieszna i miała dużo większą przyczynę niż dziecinna obraza na świat za to że nie jest idealny.

Dlaczego to ja miałem z nim wypić piwo?!

Dlaczego miałem udawać, że mogę mu jakoś pomóc? Tutaj nikt nie może pomóc dla nikogo oprócz samemu sobie, bo każdy jest sam...

Cóż... tak, jestem egoistą. Ale to jedyna zdrowa postawa. Spójrzcie na Adama! Cenił swoją Ewę ponad siebie i go to zmiażdżyło. Nie jej odejście ale jego własna miłość. Warto kochać tylko siebie, i najlepiej nikogo więcej.

Jedynie nie chciałem ranić ludzi. Czasami tylko nie wystarczy do tego przejście obok, ale trzeba do kogoś podejść by sam siebie nie ranił. Pewnie że dalej jesteśmy sami, ale możemy udawać przez chwilę że jednak nie. Wszyscy potrzebują tego drobnego kłamstwa by żyć.

Człowiek to śmieszne i żałosne stworzenie w gruncie rzeczy. Jego istnienie to pasmo drobnych oszustw i kłamstw wymierzonych w samego siebie, tak by życie dało się jakoś znieść, by poczuć że ma jakiś sens.

Dla Adama tym kłamstwem była Ewa. Pomocny Kudłaty sam ją dla niego przedstawił a następnie wyniósł się bardzo daleko stąd. Kudłaty nie chciał ranić ludzi a jednak robił to nagminnie podsuwając okazje by sami siebie niszczyli.

Jasna cholera!

Co zabawne nawet nie zauważyłem kiedy doszedłem do własnego mieszkania...

Zabawnie? Nie, raczej mało zabawnie...
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 26-04-2007, 22:20   #5
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 423 Nightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetny
Dawno nie czułem się tak oderwany od swoich kłopotów. Teraz rozumiem, że pragnąłem przelać całe moje problemy na kogoś i wreszcie zatopić bezdenną otchłań własnych przemyśleń w jakiejkolwiek rozmowie z kimś jeszcze mi bliskim. Czas minął szybko i bezmyślnie na goleniu i jedzeniu. Po 30 minutach prawie radośnie zszedłem po schodach mojej betonowej trumny - takiej samej jak co najmniej dziesięć w okolicy na tak zwanym osiedlu. Pod blokiem czekał Już kudłaty

- No i masz widzisz zapomniałem Ci zrobić kanapkę - uśmiechnąłem sie trochę bardziej szczerze oddalając chwilowe smutki
-Wiesz, Twoje kanapki są równie zdrowe dla układu pokarmowego, co zupka w proszku popita mlekiem z przed tygodnia. Bez obrazy...
- Cholera nie wiedziałem, że aż tak źle -
zrobiłem smutną minę by po chwili parsknąć śmiechem. Nie pamiętałem kiedy ostatnio zdarzyło mi się śmiać...

- To co idziemy kupić coś normalnego do żarcia i jakieś piwko jeszcze ?
- Ja stawiam... Chodźmy.
- Dzięki –
przyznam, że zrobiło mi się trochę głupio, ale z kasą było u mnie strasznie krucho...

Odetchnąłem głęboko by znów nie upaść na dno tej ciemnej jamy w której obumierałem od kilku dni i zapytałem:
- Kiedy właściwie wróciłeś i jak Ci sie żyje ostatnio - miałem nadzieję, że palnę nic głupiego - miałem nadzieje że ten wyjazd będzie bardziej... udany
- Ja też miałem nadzieję że będzie bardziej... udany. Znajdę sobie niedługo jakąś normalną pracę... i będzie... jakoś. Na razie pieniędzy mi nie brakuje w każdym bądź razie.

Praca, życie – wszystko zalało mnie falą nowych przemyśleń:
- Kiedyś... jak byliśmy w liceum wszystko było takie łatwe. Choć wtedy wydawało się takie trudne. Wiele bym dał by wróciły problemy typu iść na browar czy siedzieć na nudnej lekcji. Nie zdawałem sobie sprawy, mieszkając ze starymi jakie jest życie i co to znaczy problemy. Czuje sie jak nieprzygotowany szczeniak wrzucony na bardzo głęboką i mętną wodę.
Myślałem, że dorosłość przyjdzie bezboleśnie, a zupełnie nie mogę sie w tym odnaleźć. To jakby wszystko było zupełnie nie tak jak oczekiwałem -
wbiłem wzrok w czubki moich skórzanych butów.
- jakby los drwił zupełnie z moich planów i marzeń. Chyba nie powinno niczego się od życia oczekiwać, bo można sie tak cholernie i boleśnie rozczarować...

-Czy warto oczekiwać? Wystarczy spróbować wziąć, raz sparzysz sobie palce, drugi i trzeci też ale w końcu dostaniesz to co chcesz. Tylko, że nie spodziewaj się że wszystko trafi ci się samo.
- Nigdy tak nie myślałem... choć przyznam, że wierzyłem,iż wiem co to jest życie i, że patrząc na moich rodziców, dałbym sobie z nim radę - ale myliłem się.
- spojrzałem gdzieś w przestrzeń ponad te ciemne masy społeczeństwa stłoczone na asfaltowych aortach cywilizacji
- Życie jest jak wielkie ciemne morze żalu - gdzie nurza się ludzka pych i egoizm. Każdy staje tylko po stronie swoich interesów i ma gdzieś swojego brata czy siostrę. Nie ma poszanowania wartości i uczuć.
Czuję czasem jakbym zużywał za dużo tlenu w oczach niektórych - bo nie jestem umysłem ścisłym, bo śmiem marzyć, pisać wiersze ...

-Adam, ty przestań w końcu się rozżalać nad samym sobą. Dla pewnych osób jesteś warty tyle co nic, dla niektórych więcej niż potrafisz sobie wyobrazić. Tak po prostu jest skonstruowany ten świat że strasznie trudno odróżnić jednych od drugich. Prawie niemożliwe.
-Ja wiem, ale nie uważasz, że ludzie zgubili się gdzieś pomiędzy, bo ja wiem... wierszami-
wzruszyłem chyba ramionami - tęsknią do miłości, do wyższych uczuć. Pieją peany dla przyjaźni, a tak naprawdę to tylko hedonistyczne zwierzęta. Praktycznie wszyscy myślą tylko o sobie - to smutne jak na tak dumny gatunek.
- Spojrzałem na niego - ale wiesz masz rację - dla jednych jestem nikim dla innych mogę być całym światem... heh może nie całym, ale mogę być ważny, bo dla Ciebie i mnie przyjaźń jeszcze ma jakieś znaczenie
- Doszliśmy do sklepu. Wskoczyłem na pierwszy stopień, następnie wbiegając pod drzwi odwróciłem sie do Krzyśka i kłaniając się rzuciłem:
- Choć mój Horatio na ucztę pora, smutki wżdy odrzućmy wszelkie - dla mnie dwa Żywce
- Ludzie zawsze tęsknili. Tęsknili za domem, tęsknili za rodziną, teraz będą tęsknić za samymi sobą bo już odsunęli się od całej reszty... Chyba zaraziłem się tą twoją melancholią. Muszę się leczyć tymi twoimi żywcami teraz.
- Ot i paradoks ludzkiego żywota - tęsknimy do tego co sami niszczymy i odrzucamy od siebie. Porażka na całej linii-
podszedłem do lodówki z puszkami i otwierając ja dodałem:
- Wiesz Bóg stworzył najpierw małpę -
wyciągnąłem cztery puszki piwa - ale mu się nie spodobała więc stworzył człowieka... reszty eksperymentów zaniechał
- położyłem piwa na ladzie i ruszyłem w stronę dań w 5 minut made in china
-Osobiście jestem ateistą. Po co Bóg miał cokolwiek stwarzać... przecież to męczące i bezcelowe. A jeżeli jest to Bóg, dla którego ma to cel, to oznacza to, że nie jest wszechmocny.

- dokładnie, skłaniam sie ku temu, że Boska myśl twórcza była zupełnie przypadkową, a wiekuisty już dawno o nas zapomniał - wezmę kurczaczka do tego pasztecik i klika bułek jeśli sie nie obrazisz -
sięgnąłem po pieczywo.
Musze przyznać, że miałem dziwnie filozoficznie kpiarski nastrój, który przeplatał się z przebłyskami żalu. Zacząłbym się zastanawiać czy nie wpadam w jakaś chorobę psychiczną, ale na szczęście tego dnia nie byłem całkiem sam

-Dla mnie to samo. Po prostu mamy żal że nie jesteśmy bogami. Różnica między bogiem a człowiekiem jest dramatyczna. Rozumiesz... istota stworzona na ludzkie podobieństwo to lalka a istota stworzona na boskie podobieństwo to człowiek. Więc różnica jakościowa między laką a człowiekiem jest taka sama jak między Bogiem a człowiekiem. To... denerwujące.
- Wiara to, to co człowiek robi ze swoją samotnością jak powiedział bodajże Marks. Wydaje mi się, że za jakiś czas o naszej Biblii będzie sie mówić w szkołach jak o mitologii greckiej. Taka jest prawda - ludzie od zarania dziejów woleli uważać się poniekąd za podrzędnych, by mieć na kogo zrzucić swoje porażki. A i wytłumaczyć to czego nie rozumieli. -
położyłem resztę zakupów na ladzie oczekując, aż znudzona życiem kasjerka podliczy towary

- Skąd przypuszczenie by miało się to zmienić. To chyba po prostu część natury ludzkiej... Zbiorowa nieświadomość?
- o nie, ja nie twierdzę, że to się zmieni- wręcz przeciwnie ludzkość tym bardziej sie pogrąży w swej głupocie i samotności. jesteśmy zwierzętami stadnymi - z natury, a robimy wszystko by się izolować
- Pytałem o biblię. To rozwiązanie dobre jak każde inne... albo może lepiej zabrzmi „nie gorsze”. Skoro nie można być samemu to można wmawiać sobie że jest inaczej.
- A fakt. Chodź zauważ, że wielu ludzi teraz po prostu twierdzi że są agnostykami - szczególnie politycy. zastanawiam się tylko ilu z nich wie co znaczy ten termin, a ilu powtarza bo to jest teraz "trendy" -
Pani przy kasie najwyraźniej nie rozumiejąc pół zdania z naszego dialogu rzuciła tylko w odwecie – dwadzieścia-pięć, osiemdziesiąt-dziewięć...

- Moda mija i powraca jak bumerang. Dla mnie to nic niezwykłego. Będziemy mieć rewolucje, kontr-rewolucję zaraz po niej, rewolucję w odpowiedzi i tak do końca świata. Bóg nie jest w modzie ale kiedyś do mody powróci. To też jakaś część ludzkiej natury.
- masowość kultury -
skinąłem głową - e to co kto płaci ? -
Kudłaty rzucił na ladę dwa banknoty 20 złotowe.
-Masowość... Elitarność. Co za różnica?
- Już nie ma różnicy - już nie ma - to mi przypomina...
Wyciągnąłem z kieszeni niewielki plastikowy prostokącik - kiedyś karty płatnicze mieli tylko bogaci i dobrze sytuowani - przełożyłem kartę między palcami- teraz każdy może mieć swoje konto - swój numerek NRB, swój PIN, PESEL, NIP, REGON - każdego teraz określa jakiś rządek cyferek - jak w Oświęcimiu - pokręciłem smutno głową

-Dawniej było lepiej? Zawsze można zakodować coś za pomocą kilku cyfr. Ale człowiek nie jest rzeczą. Co z tego że masz 20 numerów? Żaden nie jest tobą.
- Ciągle sprowadzamy sie do znaków-
wziąłem spakowane siatki i ruszyliśmy w drogę powrotną - Imiona to też jakaś symbolika, którą nierzadko dzierżymy z wieloma innymi indywiduami - różnimy się diametralnie a jednak określa sie nas tak samo. Więcej nawet, o zgrozo ezoterycy czy tam numerolodzy twierdzą, że od imienia zależy jakim człowiekiem kto jest - cholera mogłem równie dobrze być Paweł, Janusz, Andrzej albo Genowefa. Tak samo jak Los wybrał za mnie twarz. Czemu zawsze generalizujemy - wiesz jak mnie wkurza gdy baby mówią "faceci to świnie" albo "wszyscy faceci są tacy sami". Przecież to błąd kategorialny nikt nie zna Wszystkich facetów i nigdy nie pozna ...
-To też jest część ludzkiej natury... Adam, czy nie uważałaś że wszyscy ludzie to dranie... przez chwilę. Po prostu jesteśmy wrednymi egoistami którzy nie potrafią wyobrazić sobie niczego co nie stało się naszym udziałem, egoistami którzy chcą by ktoś ich kochał ale nie chcący odwzajemnić uczucia dopóki można jeszcze skierować się gdzieś indziej, egoistami którzy wiecznie narzekają że są samotni chociaż nic z tym nie potrafią zrobić, źle... wróć... nawet nie mają ochoty zrobić. No i mającymi wieczne pretensje do tego że nie są bogami i że Bóg jest nad nimi... ewentualnie że nie jest. Niepotrzebne skreślić.

Jesteśmy żałośni, zostawmy to tak jak jest bo szkoda zachodu na coś czego nie możemy osiągnąć. Zamiast tego możemy uczciwie zaopiekować się samymi sobą bo jako egoiści naprawdę zależy nam tylko na samych sobie... nawet jeśli o tym nie wiemy.

I skończmy już ten temat. Może byśmy zjedli to na świeżym powietrzu?

- Tak, przepraszam masz rację, narzekając teraz na ludzi pogrążam się w typowo człowieczym żałosnym stanie
Usiedliśmy na ławce pomiędzy blokami i ogrzewając się w południowym słońcu otworzyliśmy nasze zakupy
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.
Nightcrawler jest offline  
Stary 27-04-2007, 17:48   #6
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 1125 Sir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumny
To był Adam, z całą pewnością, znam jego twarz której sam nie wybrał, znam jego imię które mu narzucono więc mogłem go zidentyfikować i rozpoznać. Wciąż jednak nie wiedziałem tak naprawdę kogo rozpoznałem.

Naprawdę jesteśmy żałośni i ograniczeni. A przynajmniej ja, tak egoistyczny że nie mogłem nawet spróbować zrozumieć kogoś kto nie był mną, a jedyna osoba która była mną byłem ja sam. Mit drugiej połówki pozostaje mitem, martwą opowieścią pretendującą do przekazywania mądrości. Zmyślonych, wyssanych z palca mądrości. Lekarstwa na poczucie samotności, niezrozumienia czy własnej słabości. Jeżeli rozbudujemy taki mit otrzymamy pełną religię.

Nie wyznawałem i dalej nie wyznaje żadnej religii. Mity to dla mnie bajki dla dorosłych dzieci. Nigdy nie przyszło mi do głowy myśl by szukać miłości, nigdy nie próbowałem zwalczać samotności. Nigdy nie uwierzyłem, że warto podejmować taki wysiłek, tak samo jak nie warto stwarzać świata.

Pustka i chaos są tyle samo warte co cały świat, samotność jest warta tyle samo co miłość. Dlaczego?

Świat przemija, umiera, zmienia się, nie pozostaje wieczny i niezmienny. Ostatecznie nic nie jest w nim trwałe, wszystko w końcu rozpływa się i zamienia w milion innych rzeczy. Tak naprawdę świat jest pustką i chaosem. Aby jednak funkcjonować umysł podpowiada setki pozornych wyjaśnień, usprawiedliwień, zakłada dla rzeczywistość maskę tak by była znośna. Tak by pozwalała istnieć, i by umysł mógł się dopatrzyć w tej masce jakiegoś celu, jakiegoś rodzaju sensu.

Miłość; cóż tyle człowiek może zrobić ze swoją samotnością. Może udawać że ktoś go kocha, że ktoś go rozumie, że komuś na nim zależy. Ale wciąż zapomina że to też jakiś rodzaj kłamstwa...

Elitarność kultury-masowość kultury. Nie ma różnicy. Naprawdę nie ma.

Kultura to kłamstwo, wygodne kłamstwo pozwalające zobaczyć na świecie miłość, cywilizację, sens istnienia i wiele innych rzeczy potrzebnych pojęć. Kłamstwo jednak nigdy nie pozwoli na zobaczenie prawdy. Więc co za różnica czy oszukują się elity czy też masy? Kłamstwo dla wszystkich, po to by zbudować dla każdego wygodny wszechświat który ma sens to chyba równie dobry wybór jak kłamstwo dla elit? Bo jeśli zostawimy świat taki jakim jest to będziemy musieli się zmienić...

Naturalnym wyborem po zrezygnowaniu z kultury jest kult zła. Czy tak wielu wierzących, fanatycznie wierzących, uważali naprawdę że światem rządzi miłościwy Bóg? Czy raczej groźna gromowładna istota zdolna do niszczenia wszystkiego co sprzeciwi się Jego woli ale wciąż mogąca chronić przed innymi, jeszcze bardziej mściwymi siłami... To też jakiś rodzaj kultury ale dużo bardziej pierwotna. A jeśli zrezygnujemy jeszcze nawet z tych strzępów? Czym w tedy będzie świat?

Świat w którym ludzki umysł poddał się w walce z samym sobą o istnienie duszy to świat cielesny... z konieczności bo nic więcej nie zostało. A jeżeli nie będziemy mogli żyć dla duszy to będziemy żyć dla ciała. To też będzie jakiś rodzaj kultu zła nastawiony na hedonizm...

Ja zawsze żyłem dla siebie. Ja jako cały świat, ja jako istota która wszystko może stworzyć i zniszczyć. Wszystko można okłamać tak by się stało, można uciec tak by nie istniało. Jeżeli czegoś nie widać równie dobrze można powiedzieć że to coś nie istnieje. Ale...

Ja to też te kłamstwa. Więc tworzę sam siebie, oszukując sam siebie na własny temat.
Doprawdy wszyscy jesteśmy żałośni.
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 10-05-2007, 10:33   #7
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 423 Nightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetny
Na chwilę wszystko zatonęło w ciszy, a ona niestety ma dwa aspekty – tak samo jak ciemność. Jest cisza, którą się celebruje, która daje ukojenie i spokój. To cisza pełna metafizycznych uniesień i nastroju. Jest też cisza przerażająca pustką, dudniąca niepokojem. Pełna wewnętrznego bólu i cierpienia. Taka cisza pożera duszę rozrywając ją na części.
W takiej ciszy i ciemności o ludzkie myśli upominają demony- szepczą do podświadomości – zwodzą sumienie...
Wracają grzechy minionego dnia...

A może to rozstanie to był błąd ? Wśród ludzi zdarzają się konflikty , przecież o to chodzi by żyjąc ze sobą wspólnie przezwyciężać problemy. Być wyrozumiałym i tolerancyjnym, każdy przecież ma prawo do złego samopoczucia, do złości...

Nie – nie tak....

Z dużo moich wyrzeczeń, za dużo moich ustępstw. Tak wiele już zrobiłem na przekór sobie – ona nigdy nic. To tylko ja szedłem na ustępstwa, tylko ja rozumiałem jej złe dni. Ona nigdy nie rozumiała mojego smutku, nigdy nie liczyła sie z moimi uczuciami.
Szeptałem litanie zakochanych dla szalejącego wulkanu, tonąłem w lawie chcąc wybrnąć z morza samotności...

Nigdy więcej !
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.
Nightcrawler jest offline  
Stary 10-05-2007, 15:00   #8
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 1125 Sir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumny
Adam, zamilkł. Nie chodzi o to że nic nie mówił ale jakby wycofał się w głąb własnych myśli. Wiedziałem że się męczy, to było jasne. Czasami można z niego czytać jak z otwartej księgi.

-Powiedz mi o czym myślisz.

To powinno brzmieć inaczej. Jak prośba, nie jak rozkaz. A nawet nie chodziło mi „o czym” ale o to „jak”. Nigdy nie byłem najlepszym rozmówcą, a nawet najlepsi popełniają przecież błędy.

-Zawahałem się przez chwile. Już miałem pędzić i błagać ja na kolanach by mi wybaczyła, by wróciła...

Zająknął się.

-Ale na szczęście już wróciły do mnie wspomnienia wszystkich złych chwil - jego twarz spochmurniała- nienawiść wydawała się w nim narastać wrócił gniew, poczułem ból każdego ciosu, który mi zadała. Już nie osobno tylko wszystkie razem. Nie wrócę do niej - nienawidzę jej...

Mogłem się domyślić. W zasadzie się domyślałem, ale miałem nieśmiałą nadzieję że jednak chodzi o coś innego.

Czemu musi nienawidzić?

-Po prostu zostaw ją. Uhonoruj ją miejscem w pamięci i żyj dalej. Nie musisz jej nienawidzić, nawet nie powinieneś. Kochałeś ją kiedyś przecież.

Znasz mnie, wiesz chyba, ze ja nigdy niekogo...

Szybko urwał unoszący sie gniewem głos. posmutniał

-Ona mnie zabiła, zabiła moją niewinność, część moich marzeń i kawałek mojej duszy. Byłem zaślepionym głupcem, a ona to wykorzystała. Dotąd co najwyżej potępiałem ludzi... ale ją...

Parsknął smutno

-Cóż jest wciąż wyjątkowa - nie potrafię jej potępić. Ty nie rozumiesz.

W jego oczach znów zapłonął ogień

-Muszę jej nienawidzić, by nie dać sie złamać... tak, dokładnie tak-musze pielęgnować ten gniew, by nie mogła już do mnie trafić.

Znów wbił wzrok we własne buty.

-Już raz ją odrzuciłem, ale byłem nie dosyć silny i złamała mnie. To był mój największy błąd. Musze zachować w pamięci żywy obraz bólu, którzy mi dała. Jedynym lekarstwem na miłość jest nienawiść.

Gadał bzdury, ale uważał to za czystą mądrość.

-Nie musisz potępiać jej za to jaką jest. Musisz uszanować jej odmienność. Tylko nie dawaj się ranić.

-To że będziesz jej nienawidzić w cale nie zmniejszy twojego bólu... Więc po prostu odejdź. I nie myśl o niej na razie. A nie wrócisz bo ci nie pozwolę.


- będziesz moim aniołem stróżem? Całą dobę?

Pokiwał głową.

-Możliwe, ale będziesz tylko strażnikiem mojej powłoki fizycznej, nie pozwolisz mi chodzić w miejsca gdzie mogę ją spotkać, nie dasz mi zbliżyć się do niej ani jej do mnie. Dziękuję Ci za to, bardzo dziękuję, ale moje sny będą kierować mnie ku niej. Ich nie zwalczysz. Nie uleczysz tak łatwo bólu rozerwanego na strzępy, zdeptanego ochłapu jakim jest, dzięki niej moje serce.

-Twoja metoda wcale nie jest zdrowsza dla ducha. Pamiętaj: po pierwsze nie szkodzić. Zresztą wszyscy w koło wychodzą z tego.

-Wiesz jak to jest budzić sie rano i wiedzieć że Twoja miłość zupełnie odeszła, nie mówię tu już o Ewie jako takiej, tylko o pewnej idei kochania. Czujesz przejmujący chłodź i odrętwiającą pustkę. Jedyne co pragniesz to skulić sie w sobie i zniknąć, a łzy same napływają o oczu?

Popatrzył na mnie smutno .

- Zresztą ona chyba nigdy nie wychodziła z pozycji – nikomu nie szkodzić dla niej lepsze były hedonistyczne postulatu typu – byle mi było dobrze.
Może powinienem uszanować jej odmienność, ale ona mojej odmienności nie szanowała, próbowała mnie zmieniać, ja jej nigdy. Nigdy nic na siłę – próbowałem tłumaczyć swoje stanowisko, ale ona zawsze wiedziała lepiej i miała czelność twierdzić nawet że robi to dla mojego dobra.

-To dla czego niby ja znów mam iść na ustępstwo w stosunku do niej, łagodząc na siłę w sobie swój gniew?


-Ty ten gniew sam podsycasz, na siłę. A ja proponuje być poszedł na ustępstwo dla samego siebie i zrezygnował z tego. Robisz krzywdę tylko dla siebie.

może- dlatego dziś poimprezujemy, mam ochotę trochę poszaleć, zapomnieć o wszystkim w około. Zamknąć się na chwilę w małym, głośnym alkoholowym światku.

Wstał z ławki odgryzając kawałek bułki

-Ale jestem za słaby, podsycam gniew bo on daje mi siłę by trwać, zamiast paść przed nią na kolana...
Dobra wracam póki co do domu- zadzwonię do moich „nie-znajomych” i spróbuję Cie wkręcić na wieczór–spotkajmy się tutaj ok 17 i pójdziemy tam razem, co Ty na to?


-Dobrze, jak uważasz. Cokolwiek uważasz.

Popatrzył na mnie jakby zdziwiony

-Nie martw się, te kilka godzin przetrwam. Dziękuję ... bracie, za to że mnie wysłuchałeś i za Twoje słowa. Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczyło. Musze teraz to trochę przetrawić.

Adam ruszył w stronę bloku.

-Może przyjaźń da mi więcej siły niż gniew...
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
Stary 21-05-2007, 22:47   #9
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 423 Nightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetny
Wróciłem do mojej klaustrofobii pełen dziwnej nadziei i ciepła południowego słońca.
Zaraz też zadzwoniłem do Maxa - organizatora wspomnianej już imprezy i po dłuższej chwili tłumaczenia jakim to super facetem jest Kudłaty, udało mi się go „warunkowo wkręcić w towarzystwo”. Warunkiem oczywiście było pół litra - dla niektórych to wciąż nektar zapomnienia i dobrego humoru. Niestety dla mnie promilowy Styks wpada do wielkiego morza rozpaczy. Odkryłem to właśnie tej nocy...


Rozdział 2
Mare Tenebrarum


Coraxo cahisa coremepe, od belanusa Lucala azodiazodore paebe Soba iisononu cahisa uirequo - dochodziło gdzieś z oddali, kołatało się pod zamknętymi powiekami
- ope copehanu od racaliare maasi bajile caosagi; das yalaponu dosiji od basajime; -Zlepione potem włosy opadły na czoło Maxa, gdy w uniesieniu opuścił głowę, a zaraz za nimi ręce na moje ramiona
- od ox ex dazodisa siatarisa od salaberoxa cynuxire faboanu. -W mroku strychu, na którego ścianach tańczyły słabe blaski pojedynczej świecy, rozbłysł upiornie jego uśmiech
-To są gromy, co przyjdą w nagłym grzmocie z setkami potężnych ziemi wstrząśnięć i tysiącem fal, i nie odpoczywają ani czasu nie znają. - Gromy gniewu uśpione są na Północy...


Gdy otworzyłem oczy świat wokół mnie wirował znajomym pokojem. Zniknęły gdzieś senne wspomnienia spoconych, rozgrzanych muzyką i alkoholem ciał. Wydawało mi się, że prócz tłukących się w czaszce cichym echem dnia wczorajszego słów Maxa, nie pamiętam z tej imprezy nic. W każdym razie niewiele.
Kiedy weszliśmy do mieszkania znajomi przywitali mnie gorąco i od razu podsunęli jakąś szklankę. Piłem więc radośnie kołysany grzmiącą z głośników nutą.
Na początku nawet sie bawiłem, ale po mgnieniu oka, która mogła być godziną, wspomnienia wróciły natarczywą lawiną. W każdej dziewczynie widziałem jej twarz, każdy dźwięk wywoływał nowe, bolesne doznania.. Na przemian miałem ochotę niszczyć i płakać zapadając się na dno depresji – istna kakofonia uczuć.
Kudłaty widział, że coś nie jest tak, chyba chciał byśmy wyszli. Wtedy znikąd, chodź może po prostu z toalety, pojawił się Max i zabrał mnie na rozmowę.
Sam tego chciałem, sam o to prosiłem: – Krzychu tylko z nim pogadam i pójdziemy – tak mówiłem.

Potem był strych, świeca, gromy jakaś książka...

[i]-... i wtedy po tym winie zobaczyłem na balkonie Szatana-[i] bełkotał gospodarz wieczoru, gdy wchodziliśmy po betonowych stopniach w paszcze mroku.

Potem były gromy i upiorny uśmiech...

Dalej to tylko ożywcze powietrze i droga do domu. Ciepłe silne ramie kudłatego, gdy upadłem. Kilka razy zatrzymałem sie pod jakimś drzewem by zwymiotować. Czułem wolność, spokój i siłę – siłę mojego gniewu. Moje antidotum na każdą krzywdę...

Drzwi za cholerę nie chciały się otworzyć, buty ściągnąć, a sąsiedzi patrzeć. Gdy Kudłaty wyszedł usiadłem i włączyłem muzykę. Spojrzałem na jej oblicze skryte drapieżnie pod moim łóżkiem tuż za potłuczoną taflą szkła w skrzywdzonej ramce.

Myśli krążyły jak szalone, głosy dobiegające zza ścian dudniły mi czaszce. Nakryłem głowę dłońmi lecz nic to nie dało. Głosy mordowały, wzrok ze zdjęcia palił...

Płakałem wyszarpując kable z gniazdka, a gdy pokój zatonął w kojącej ciszy upadłem, umarłem i zasnąłem....
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.
Nightcrawler jest offline  
Stary 25-05-2007, 21:20   #10
 
Sir_herrbatka's Avatar
 
Reputacja: 1125 Sir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumny
Impreza była słaba. Oczywiście alkohol lał się szerokim strumieniem, muzyka choć tandetna to jednak rytmiczna i taneczna...

Nie lubię tańczyć, a rytm to dla mnie w muzyce za mało.

Impreza była słaba nie tylko dla mnie, czuło się tutaj napięcie, jakiś rodzaj napięcia i niepokoju. Byłem tutaj obcym, chyba nawet wrogiem. Na pewno kimś kogo się boi, ale kimś kogo się nie szanuje.

Nie lubię tańczyć, jestem dziwny, jestem wrogiem. Łatwo zostać obcym, wystarczy że w tej drobnej chwili jest się innym niż całe otoczenie. A w tedy otoczenie zamiast zajmować się tym czym chce się zajmować, obserwuje twoje ruchy. Takie samo spojrzenie widziałem wiele razy, skupione spojrzenie mierzące zza muszki i szczerbinki. Sam tak celowałem.

„My target on you
Aimed at your head”

Nie, na tej imprezie nie dało się dosłyszeć „Killing Is My Business...” ale wciąż przychodziło mi to na myśl. Nie tak łatwo zapomnieć gdy wciąż chce się pamiętać-w jakiś sposób.

Tymczasem Adam mi znikną. Popełniłem błąd, wielki błąd. Zostawiłem to. Pomyślałem że będzie dobrze, że w końcu się pogodzi z samym sobą, może nawet przebaczy albo przynajmniej zapomni bo chyba nie chce już pamiętać. Byłem tak zmęczony, sparaliżowany... teraz myślę że strachem.

„Paralyzed with fear
Feel velocity gain
Entering a near
Catatonic state
Pressure of the sound
Roaring thru my head
Crash into the ground
Damned if I'll be dead”

Nie, na tej imprezie nie było też „High speed dirt”. Zresztą sam nie wiem, wtedy megadeth cały czas chodziło mi po głowie. Głośniej nawet niż prawdziwa muzyka którą mogłem usłyszeć.

Impreza mijała, powoli odpływała. Na koniec został tylko schlany w trupa Adam oraz kilku innych niedobitków którzy z dawali się być ledwo przytomni. Ja sam dla odmiany byłem trzeźwy jak świnia co okazało się bardzo przydatne.

Rzygał i to kilka razy. Pijany człowiek to jednak żałosny widok, gdy zatacza się i coś bełkocze...

Drzwi, były wyzwaniem. Miałem ochotę je wyłamać co w sumie nie byłoby takie trudne ale naraziło by Adama na kolejne wydatki. Jakoś udało się je otworzyć bez tego. Nie pamiętam jak. Zresztą, nie wiele pamiętam z całej tej nocy.

Kilka rzeczy zostało w mojej głowie. Pamiętam, że zastanowiłem się co zrobił ze starymi zdjęciami. Pamiętam że przeszła mi przez głowę dziwna myśl, że Ewa została stworzona z Adama.

Więcej nie chcę pamiętać. Nawet tego do końca nie chcę pamiętać. A jednak, mimo wszystko nie potrafię zapomnieć.

To jednak nie jest takie proste. Nie jestem wszechmocny. Chciałbym być Bogiem. Takie człowiecze pragnienie jak to ujął Adam.

Więc wróćmy jeszcze raz do mojego prywatnego wszechświata...
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169