Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-04-2008, 19:15   #141
 
Eliasz's Avatar
 
Pożegnał się Mariusz ze Starostą i z Ligęzą, rad iż poznał tak ciekawe osobistości. Uwadze jego nie uszło dziwne zachowanie Mości Pana Daniłłowicza, gdyż Leszczyński nie widział wcześniej, aby ten od trunków stronił a krzywił się teraz tak niemiłosiernie przy przednim winie. Było to tak wymowne, że i sam Mariusz sprawdził węchem, czy aby nie czuje zapachu złego dolatującego z gąsiorka. Szybko jednak myśli przybrały nowe kształty, gdy w trakt wyruszyli. Mariusz lubił jazdę a w dobrym towarzystwie tym przyjemniej się jechało, nie stronił od kamratów raz po raz żartując lub sam się z żartów śmiejąc. Ostatnia potyczka podniosła mu humor, pomimo śmierci kamrata, cieszył się z własnej skóry całej i z tego, że zdołał bandytów usiec i ważne osobistości poznać.

Nastrój jeszcze bardziej mu się poprawił na widok wspaniałego dworku. Można tu było wspaniale wypocząć a huczne zabawy trwać musiały do wczesnego świtu.

- Winszuję Waszmości posesyji wspaniałej – zwrócił się do Pana Tomasza, na widok zaś siostry jego biegnącej ku nim dodał – i tak urodziwej siostrzyczki.

Gdy już z bratem się przywitała i wysłuchała komplementu Mateusza, Mariusz pokłon pannie lekki złożył i ucałował w dłoń.

- Witaj Pani, myślałem, że uroda tego dworku przez czas długi najurokliwszym wspomnieniem dla mnie będzie, teraz jednak widzę w jak wielkim błędzie byłem.

Uśmiechnął się szarmancko i figlarnie, po czym i pozostałym kamratom dał pole. Co prawda wiedział, że w ważnej sprawie tu przybyli, nie mógł jednak myśli od możliwych zabaw odciągnąć. Długo już na żołnierskim wikcie przebywał i w warunkach dalekich od wygody przebywał, a wraz z dworkiem wszystkie wspomnienia sprzed traktu wróciły. Zabawy, swawole i niczym nie ograniczana szlachecka wolność…
 
Eliasz jest offline  
Stary 29-04-2008, 12:46   #142
Banned
 
Bobrowniki Niewiarowskich

Zakrzątnęła się panna Elżbieta (choć często ją też Halszką, albo Halżbietą nazywano jak to na tych ziemiach w obyczaju jest), widać było, że gospodarowanie jej nie pierwszyzna.

Panom Braciom przynieśli pachołkowie stągwie wody ze studni naciągniętej, zimnej, że aż prychali twarze obmywając, zaraz potem na poczęstunek ich proszono, z czego radzi skorzystali.

Stały na stołach misy z kaszą, pętami kiełbas mocno przyprawionych, bochny chleba śmiały się do Towarzystwa rumianą i chrupiącą skórką, na środku pysznił się półgęsek okazały. Nad misami wyrastały dwa gąsiorki, jeden z winem dobrym, odstałym węgrzynem, dla gości specjalnych, drugi z miodem zeszłorocznym, trójniaczkiem, od lipca w piwniczce chowanym. Obok zaś dzbany z kwasem chlebowym na upał z racji swej cierpkości dobrym prezentowały się.

Zasiedli do poczęstunku i przez długą chwilę słychać było tylko chrzęst miażdżonych chrząstek, odłamywanego chleba i słodki bulgot lanego do kielichów wina i miodu.

W końcu zaspokoili pierwszy głód i pragnienie, poluzowali pasy i rozsiedli wygodniej na ławach. No może poza panem Daniłłoiwiczem, który wino jeno powąchał, skrzywił dyskretnie i odstawił puchar. Widać pan Czetkowski jeszcze w grobie nie został złożony.

Panna Niewiarowski milczała dotąd, przypatrując tylko się bratu, którego wszyscy już za zmarłego mieli. Teraz jednak zasypała go mnogimi pytamniami, na które ten odpowiadał niechętnie, widać o wojnie i niewoli moskiewskiej mówić nie chciał.

Po uczcie rozścielono skóry na ławach i tak wczasowali się Panowie Bracia, po raz pierwszy od dawna spokojnego snu zażywając.

Dzień następny był piękny, słoneczny, zdawał się raczej majowym niż marcowym. Szlachta przybywała z okolicy całej, by pana Tomasza na własne oczy zobaczyć. Mówiono dużo o wojnie, o podatkach, Królu i Hetmanie Żółkiewskim, pito sporo i często, chwalono wojsko, które w takich ciężkich czasach, bez lafy, żywności w polu stało i Moskwę biło. Tedy Panowie Bracia pod humorem cały czas, bo i o nich goście nie zapominali gęsto do nich przepijając i częstując.

Pod wieczór goniec przyjechał od pana Ligęzy, że jutro do południa stanie w Bobrownikach z dwudziestu hajdukami, nad którymi pan Hassan ma komendę przyjąć, była też wieść o pochówku pana Czetkowskiego, co ze znaczną radością przyjął pan Władysław, który przez te dwa dni zmizerniał srodze wina do ust nie biorąc.

Dzień następny spędzono na ostrzeniu, broni, szykowaniu moderunku. Jako że ród Niewiarowskich zawsze dobrze Ojczyznie służył, w komorze mnogość broni była, której pan Niewiarowski nikomu nie skąpił.
Zaczęła się też szlachta zjeżdżać okoliczna : Jaworscy, Balowie, Sienniccy inni do Chajnówki, do Pana Wolskiego zmierzali. Liczono że zbierze się do 30 szlachty do szabli zwyczajnej oprócz hajduków pana Bełzeckiego, pachołków staroscińskich i Panów Braci.

Szykowano sie tedy do wyprawy konie oporządzając i broń szykując.
 
Arango jest offline  
Stary 29-04-2008, 14:58   #143
 
Eliasz's Avatar
 
Wspaniała to była uczta, Mariusz radość czerpał z każdej chwili, z gościnności i zacnego towarzystwa. Uznał też za słuszne kilka toastów uczynić, przypatrując się bacznie, choć ukradkowo Panu Bratu Daniłłowiczowi.

- Za króla Waszmościowie!...Za małżonkę jego!...Za piękną Panią Elżbietę, gospodynię jakich ze świecą w reku szukać!...Za szczęśliwy powrót Pana Brata Tomasza w rodzinne progi!

Kolejkę dość szybką ustanowił, aby sprawdzić czy Władysław pije i czy dolewa sobie trunku, a że patrzał dokładnie na reakcje towarzysza, nie umyło mu, iż krzywi się pijąc zacny trunek. Wybór miał przecie szeroki, a i żaden z trunków zepsuty nie był – co Mariusz racząc się każdym osobiście sprawdził.
Następnego dnia gdy biesiada trwała w najlepsze, Mariusz na bok wziął towarzysza i wprost zapytał.

- Wiesz Waszmość, jam na sprawach sadowych wielem się nasłuchał i nawidział. Czyś nie naraził się komu ostatnio? Czy może jakie inne powody twej niechęci do trunków?
Wybacz Waszmość, może zbyt bujna wyobraźnia moja, lecz zbyt długo cię znam i nigdym nie widział abyś tak stronił od napojów dobrych. Nie widzę też byś struty był jakoś, gdyż strucie wiele innych jeszcze dolegliwości przysparza, których Waść nie objawia.


Kolejny dzień na oporządzaniu konia i moderunku. Sprawność miał już w tym sporą i dobrze wiedział jak wiele od tego może zależeć. Naostrzył jeszcze bardziej szablicę – zużytą ostatnio na zbójach, wyczyścił konia, a chwilę wolną – wyoszczędzoną przez sprawną pracę, na przyjemności zostawił. Miodu jeszcze trochę wypił a i rozmową z przybyłą szlachtą się ukontentował.

- Co tam słychać Panowie Bracia? Jak tu sprawy stoją? Kto Starosta, kto Sędzia? Jam z zachodu Rzeczypospolitej, ciekawym co możecie jako tutejsi o Panu Tomaszu powiedzieć? Co też ciekawego ostatni się wydarzyło?

Lawina pytań następowała po sobie, wcześniej wysłuchawszy odpowiedzi a i czasem sam zaś raczył szlachtę opowieściami z zachodu, o zakusach Prus i wojnie w Niemczech, o utarczkach na zachodzie. Mariusz wyrażał też pogląd iż Rzeczpospolita większą uwagę na zachód teraz zwrócić powinna, gdy sąsiedzi osłabieni a i raz na zawsze można by było utrapienia się pozbyć i na Prusy większy nacisk wywrzeć. Nie przekonanych, przekonał opowieściami o wyczynach księcia elektora i jego knowanich przeciw Braciom Szlachcie.

- Małom to razy był na procesie w którym to sługusy elektorskie majątki przygraniczne przejmowali? Mało to napadów zbójeckich z ich strony, gdzie sprawcy po powrocie do Prus nijak ścigani nie są? A nasi starości wstępu tam nie mają.

Przytoczywszy jeszcze kilka spraw mógł się solidnie odwdzięczyć za informacje od szlachty uzyskane.
 
Eliasz jest offline  
Stary 04-05-2008, 12:30   #144
Banned
 
Bobrowniki

Wśród szlachty rej wodził pan Leszczyński,a to o polityce debatując, a to rozpytując wszystkich o tym co w okolicy sie dzieje. Dowiedział sie tez niemało o sprawach szlachty okolicznej i starszym panu Niewiarowskim.

- Bo widzisz Waszeć - mówił mu tęgi szlachcic, bodajże Bal, czy Sienicki - jak pan Tomasz na wojne pojechał wszedł ojciec jego w komitywę znaczną z panem Bełzeckim co na Bolatynie siedzi. Znali po prawdzie oni się od dawien dawna, a wiesz mi Waszeć że szabli nad Niewiarowskiego wtedy w województwie nie było. Takoż pokumali się znowu razem i co raz ojciec pana Tomasza do drucha swego zajeżdżał. Ale jak to miedzy przyjaciółmi czasem bywa do niezgody miedzy nimi przyszło.
Ponoc o jakies złoto poszło, ale jakie, czort wie -
tu przeżegnał się szlachcic, by Złego nie kusić i splunął od uroku.

- Niewiele pózniej pan Niewiarowski do Sańska pojechał. Pojechal ale nie wrócił już. Znalezli go na błotach niedalekich ugodzonego kindżałem. Twarz całą kamieniami po śmierciach miał pobitą, tak Waszeć, tak... A wiesz kto wtedy też w Sańsku był ? - tu gaduła przybliżył się do pana Leszczyńskiego i glos znizył - LIGĘZA !
- Tak Waszmości szczerą prawdę mówię jako na spowiedzi.
- No ruszać w droge nam przyjdzie -
zakończył szlachcic - bo widzę że pachołek od pana Wolskiego przybieżał.

Faktycznie nie mylił się, młody chłopak wpadł na spienionym koniu i zaraz do dworu wpadł. Nie minęło i kilka pacierzy jak pan Tomasz wyszedł na majdan. Mało co widzieli go ostatnio Panowie Bracia, zamykał sie w komorze, pisma jakieś słał i mizerniał w oczach. Teraz zmrużył oczy na słońcu i patrzył chwilę po zgromadzonych.

- Na kon Waszmościowie. Pan Starosta pismo przysłał, że na Wrazym Uroczysku na nas czeka. Na koń !

Ruch sie zaraz rozpoczął i poczęto wierzchowców dosiadać. Pan Leszczyński pana Daniłłowicza wzrokiem szukał, chcąc rozpoczętej rozmowy dokończyć, wtedy bowiem pan Władysław oczami w bok uciekł i nic nie odpowiedziawszy odszedł, ale widać było, że strapiony byl.

Nieopodal pan Ankwicz rumaka dosiadał, pistolety oporządzał, obok pan Hassan ludzi pana Bełzeckiego co rankiem przybyli do wymarszu sposobił.

Dzień był piękny i słoneczny, ale nie upalny, droga więc wydawało sie szybko zleci, na wieczór wszyscy powinni na Wrażym Uroczysku do panu Wolskiego dołączyć.
 

Ostatnio edytowane przez Arango : 04-05-2008 o 12:46.
Arango jest offline  
Stary 09-05-2008, 15:34   #145
 
Eliasz's Avatar
 
Mariusz raz po raz wnioski z plotek wyciągał, okazywało się, lub raczej potwierdzało, że Mości Pan Bełzecki prym w tych stronach wiedzie i osobą powszechnie znaną i szanowaną być musi.
Niewiarowski był mu kamratem, ale i znajomość ta tak różową zdawać się nie była. "Jak nie wiadomo o co chodzi…to chodzi o pieniądze, czyżby Bełżeckiemu żal było rozstawać się z nimi i wolał Ligenzę posłać i kamrata stracić niźli majątek?"
W każdej plotce ziarno prawdy tkwiło, w tej nie można było wykluczyć, że o sprawy pieniężne poszło, Niewiarowski będąc przyjacielem Bełzeckiego, może się czego dowiedział, a złoto jedynie dla zaciemnienia sytuacji? Może ogół, pojęcia nie ma o sporze kamratów i jako oczywisty powód pieniądze wymienia…Wypadałoby sprawdzić te informacyje i z samym Bełzeckim i Ligęzą słówko zamienić.

Nie przypominał sobie Pan Mariusz, aby Ligęza o spotkaniu w Sańsku z Panem Niewiarowskim wspomniał, gdyby jednak wyszło na jaw, że faktycznie wówczas się z nim widział, wielce podejrzane mogło być pominięcie tego faktu gdy na polance po bitwie rozmawiali.

Korzystając z bogatych już informacyji zaczął po drodze rozmowy kolejne.

- Bełżecki jawi się jako prawy i wielki patriota z tegom co słyszę

"Trochę podpuszczenia nie zaszkodzi, komu nie w smak taka ocena zaraz się z nią nie zgodzi, komu w smak przytaknie. Argumenty na tą czy inną stronę przytoczą." - przemknęło mu po głowie.

- Mogło to być aby Ligęza w ciemne sprawki był wmieszany? Ponoć to infamis i to jakich mało, ale czy honor szlachecki chociaż mu pozostał?

Z dala od osób o które się rozpytywał, czuł się Mariusz dość swobodnie, z garścią informacji do Tomasza się zbierał i gdy tylko okazyja się natrafiła przekazał mu wieść od okolicznej szlachty płynące, sam pytając i o jego zdanie na ten temat.

Tymczasem do Wolskiego cała zebrana szlachta ruszyła, moderunek sprawny, broń palna nabita, nic tylko korzystać z przyjemnej jazdy i pogody. Humor po ostatnich biesiadach wyraźnie Mariuszowi dopisywał, śmiał się i żartował więcej niż dotychczas, chyba trudy wojaczki wpływały zbyt mocno na nastrój Mariusza, więc dopiero po wypoczynku iście szlacheckim, nastrój mu się poprawił a koszmary wojny odeszły w zapomnienie.
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 09-05-2008 o 15:48.
Eliasz jest offline  
Stary 14-05-2008, 13:55   #146
 
Junior's Avatar
 
Leniwie dziobiąc ziemię statyczne postaci raz po raz w rytmicznym niemal tańcu przesuwały się dalej. Co chwilę tylko gdacząc. Kundel przysiadł w cieniu przyglądając się kurą podczas karmienia. Sielski widok. Jak w domu. Ależ tęskno…

Cycata dziewucha spoglądała z rumianym licem na rycerza który przypatrywał się jej, gdy tak karmiła kury. Ściskając kosz przy pasie, drugą ręką zamaszystym ruchem darowała paszę ptactwu przydomowemu. Energicznie rozrzucając po ziemi. Raz po raz. A ptactwo legło do niej dziobając ziemię.

Dziewucha raz po raz spoglądała na rycerza obserwującego całą scenę. Przybrany w kolczugę opinał pasem. Sposobią się do walki. O pieniek nieopodal oparta była szabla, bandolety i inny moderunek. A także zapożyczona włócznia i kałkan, co to nosił ślady bitew licznych czym tylko groźniej prezentował tego co miał osłaniać.

Kilka koni zarżało. Mateuszowi siwek zastrzygł uszami, kiedy to kilku konnych zbliżyło się ku niemu. W koło zbierało się szlachty. Wszyscy się sposobili jak nie zbrojnie moderując, to słowem, opowieścią, a kubkiem dodając sobie animuszu. Nie wszyscy wyglądali na zaprawionych w boju. Choć siła jaka miała się dalej zjawić słuszna być mogła..

Pan Ankwicz oderwał wzrok od Panny, na chwilę skupiając się na karwaszach, które to opinały już jego ramiona. Poczym powiódł wzrokiem po zbrojnych. Konno, uzbrojeni. Część w zbrojach inni nie. Z najróżniejszym uzbrojeniem. Ot pospolite ruszenie. Zbieranina najróżniejszych, a każdy w sercu z poświęceniem i przekonaniem swej misji. Dobrze.

Lecz szkoda było odrywać się od krągłych bioder. Od ziemi. Zwierzyny. I spokoju tego miejsca. Ostatnimi czasy krótka gościna wielce rozleniwiła rycerza. Dała sposobność do leczenia ran, wypoczynku na ciele i duchu. I oderwania się od kurzu gościńca i zawieruchy, która towarzyszyła mu od tak dawna. Spokój jaki odnalazł u Niewiarowskich obudził dawne obrazy domu. Rodziców, braci. Dawnych lat. Ciekawe co u nich? Jak się wiedzie? Ależ dobrze by było spróbować własnego piwa, a i miodu starego…

Nic tu po tym!

Podszedł rycerz do swego wierzchowca, który z lubością łeb wyciągał i wciskał pod ramię, końskim zwyczajem szukając jabłuszka czy innego smakołyku. Mateusz odnalazł owoc, podając swemu Towarzyszowi, który jak zwykle z lubością się poczęstował.

Czas było się zbierać. Bandolety narychtowane już znalazły miejsce w swej oprawie. Tak i kałkan. Szabla zawisła u pasa. Wskoczył jeździec na koń, chwytając jeszcze włócznię.

– Wody przyniosłam – glos zwabił spojrzenie rycerza. Dziewucha stała z garncem pełnym wody i podawała jego w górę.
Mateusz schylił się bez Słowa odbierając naczynie. Poczym z lubością wypełnił gardo zimnym płynem. Tak że aż woda pociekła po brodzie. Na sam koniec resztkę wody wylał sobie na czerep chłodząc głowę. Skinął i uśmiechnął się ku dziewce oddając naczynię.
– Niechaj was bóg prowadzi – żegnała się kobieta.
– Zapłać. I dzięki za wodę.

Nie znajdując innych słów, pchnął konia, który obrócił się w miejscu poczym ruszył w stronę zbierającej się szlachty. Od teraz nie wodą, a krwią pożywiać się będą. Szare myśli towarzyszyły Panu Ankwiczowi. Jechał pochmurny, skoncentrowany. Srogi. Niczym zaprawiony wojak ruszający w bój.

W koło szlachta żwawsza i rozochocona ciągłym gadaniem. Mijając kolejnych podjechał ku Panu Niewiarowskiemu.
– W konie Panie Tomaszu. Jako mówisz. Nie wypada na polach zjawić się na ostatku. Wiesz już przy kim będzie komenda? Sam Pan Starosta zechce nas prowadzić? – Zagadnął Mateusz, nie ujawniając czy ma w poważaniu czy może z szacunkiem mówił o Panu Wolskim.
 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.
Junior jest offline  
Stary 21-05-2008, 15:02   #147
Banned
 
Droga na Wraże Uroczysku
Jechali gwarnie i głośno, choć starych tu żołnierzy i porządek panował nie piękna była pogoda, zupełnie nie jakby koniec marca, a maj. Droga wiodła między polami nie wzrosłymi jeszcze, ale zazielenionymi już mocno. Ptaszyny ćwierkały, drzewa pierwszymi listkami obsypane, wypadu ludzi Rożyńskiego się nie bano, zdało się że w gości jadą, na chrzciny, nie wyprawę wojenną przepijano do siebie tedy gęsto.

Pan Leszczyński wypytywał o pana Bełzeckiego

- Bełżecki jawi się jako prawy i wielki patriota z tegom co słyszę

- Waść prawdę mówisz, że to wielki patriota, teraz wielki prawa obrońca prawa, ale drzewiej ho ho... róznie bywało -
przytaknęli mu też inni.
- Widzisz asan u nas to różnie bywa. Raz prawem, raz lewem swoich praw dochodzić trzeba. A Bełzeckiemu jako innym też różnie bywało. Ale miał komiltona, starego Niewiarowskiego świeć Panie nad jego duszą.

Świeć, świeć -
przytaknęło kilku.

- A wiesz waszeć kto to był stary Niewiarowski ? Nie wiesz boś młody i nie z tych stron. Toć on na cały powiat, ba województwo sławny był. Nie było szabli nad niego, a fantazję do tego miał wielką. Staroście pod nosem w karczmie siedział, wino pił, a Starosta jeno zębami zgrzytał, a bał się go brać. Było tak ?

Było, było -
rozległy się potakiwania

- Nie ten Starosta rzecz jasna, poprzedni, a on tez był różny człek jeśli wiesz waść co mam na myśli. No i tak hulali Bełzecki z Niewiaromskim. Potem Bełzecki spadek wziął i ustatkował się, a że co prawda w szabli druhowi nie dorównywał, pomyślunkiem i zmyślnością przewyższał. Tak doszli razem do majątków. Bełzecki w dostojniki poszedł, a Niewiarowski Bobrowniki wziął. Dalej druhami byli aż coś się popsuło między nimi i krzywi na siebie zaczęli być. No i wtedy Bełzecki po Ligęzę posłał infamisa sławnego co z kraju uchodzić musiał. A dalej to już waszeć wiesz...


- Mogło to być aby Ligęza w ciemne sprawki był wmieszany? Ponoć to infamis i to jakich mało, ale czy honor szlachecki chociaż mu pozostał?
Pytał pan Leszczyński

- Nie powiem waści, bom nie ksiądz, a kropić wodą Ligęzy nie będę, ale coś na rzeczy może być. Czy honor pozostał ? Daj Boże by nasza szlachta tyle go miał co ten infamis. A człek do tego wykształcony, rozumny, nieraz biedzie innych potrafi zaradzić. Dziwny on, bo w nim dobro ze złem wymieszane, ale mówią, że i Diabłu na szable by stanął i za nic by go miał. Czy charakternik ? Bardzo możliwe. Mógł na złość całemu światu i duszę zatracić, ot tak dla fantazji. Różnie o tym mówią, ale panu Wolskiemu nie raz się wymykał z takich zasadzek... Ale o takich sprawach lepiej nie mówić nawet w dzień, bo czart wszystko słyszy.

Słyszy, słyszy..
potaknięto.


Zgoła inną rozmowę toczyli pan Niewiarowski i Ankwicz.

- Komenda rzecz jasna przy panu Staroście będzie choc pewnie pana Michicza chętnie posłucha i paru znaczniejszych dawnych żołnierzów.
Ech lat temu dziesięć było jakem na wojnę ruszał tak samo smark niedorosły.

Nagle zamyśli się jakoś widać wspomnienia go naszły.

- Waszeć Ją widział ? - spytał zmienionym głosem, ale nie czekał odpowiedzi - staliśmy wtedy w kilka tysięcy i czekaliśmy aż z carem Dymitrem do obozu przyjedzie. Kolasę miała bogatą, rycerstwo w najlepszych zbrojach stało, pan Potocki jak młody bóg, a ona wysiadła w sukni pięknej, ale skromnej i wtedy wszystko zagasło, ludzie, zbroje wodzowie, a jaśniała tylko ona.

- Boże, Boże -
jęknął opierając się o koński kark, oddalili się tez nieco od kawalkady - mówię waści jakby sztylet w serce wrazili.
Potem wiesz waść jako było, zdrada bojarska, smierć Dymitra, Ona w więzieniu. A ja w boju tyle lat bez Jej widoku. Nadszedł czas wymiany jeńców. Mówiono nam, że Dymitr ocalał cudem, uszedl. Więc znowu pod jej rozkazy... Jakem ujrzał tego ŁżeDymtra i Ją przy nim teraz zgasłą, zrozpaczoną, ale dumną wiedziałem że nieszczęście blisko.
I stało się, zostali przy niej tylko Zarucki z Kozami i my, kilkudziesięciu młodych dobrej szlachty, psami Jej nas nazywano, oklinano, nic to nam było...
- Musiałem ją opuścić, kijem by mnie nie odpędziła, ale musiałem dla Jej ratowania. Chciała wywiazć to na czarną godzinę. Poszło nas kilkunastu z jednym wozem tylko daleko w droge pod granicę. Dojechaliśmy, rozkaz spełniliśmy.
Jak wracaliśmy Moskwa nas otoczyła, broniliśmy się, aż prosić poczeli byśmy się w niewolę zdali, nikt nie słuchał. Potem już tylko prosili, żeby parol dać, że z nimi walczyc nie będziemy wolno puszczą, my nic. Bić się z nami juz nie chcieli bo trupów wał nas otaczał. Ale musieli batiuszka im kazał. Mnie rannego, nieprzytomnego z pola wzieli. Traktowali dobrze, nie powiem, domyślali się z czym jechaliśmy, ale ja ich nie widziałem, nie słyszałem. Pomyśleli żem zwariował. Puścili.
Byłem i taki, aż usłyszałem, że ona nie zgineła, a w Astrachaniu siedzi uwięziona. Myślałem wrócę przywiozę, wysypię im pod nogi puszczą ją.
Po drodze znów mnie uwięzili, alem uciekł, wróciłem, a tu... -
chciał coś rzec , ale głos mu się załamał, zamilkł. Po chwili podjął wątek.
- Nie wiem co się stało..nie...ma... on nie żyje, kto go zabił , komuś powiedział ? Nie wiadomo, nie odkryli a rok minął.

- A cóż to waszmościowie tak z tyłu ? Poganiaj, poganiaj, niedługo w droge na Uroczysko skręcimy, a tam nawet samotrzeć zle jechać -
dobiegło od czoła.
Koń chrapnął za nimi. Obejrzeli się. To pan Michicz odstał też od oddziału, nie wiadomo czy modlić sie może nie został, by w samotności spokój mieć. Słyszał, nie słyszał ? Zrozumiał, nie zrozumiał ? Nie wiedzieli.

Pogonili koni.
 

Ostatnio edytowane przez Arango : 21-05-2008 o 15:40.
Arango jest offline  
Stary 20-06-2008, 15:49   #148
Banned
 
Droga na Wraże Uroczysko

Wkrótce skręcili z drogi i choć dalej świeciło słońce, to ścieżka skryta pod łączącymi się nad nimi potężnymi konarami biegła jakby ciemnym tunelem. Wszystkim zrobiło sie jakoś nieswojo, tym bardziej, że i ptaki umilkły jakby wystraszone. Rozmowy również ucichły i podróżowali tak przy wtórze tylko odgłosu końskich kopyt.

Wkrótce wyjechali na otwartą przestrzeń i ze zdumieniem spostrzegli, że choć zdawało im się że droga trwała kilkanaście pacierzy, to zobaczyli że słońce już zachodzi.



Na tle ciemniejącego nieba odcinały się dwa krzyże, jeden katolicki, drugi prawosławny.

- Ludzie mówią - zwrócił się ku Kompanii szlachcic, ten co przedtem z panem Leszczyńskim dysputę toczył - że lat temu kilkadziesiąt banda tu stała okrutników panów Budzińskich. Trzech i było - kontynuował szeptem, a nietutejsi skupili sie wkoło niego chciwie słuchając. - braci. Bezbożnicy to byli nic nie potrafiwszy uszanować. Ludzi mieli kilkudziesięciu i tak łupili . Napadli kiedyś na poczet pana Szarzyńskiego, żołnierza dobrego co z łupami z wojny wracał. Pomordowali ich okrutnie a skarby wzięli. I tu na Wrażym Uroczysku o złoto sie pokłócili.
Najmłodszy z nich, braciom swoim w końcu trucizny do gorzałki dosypał. Resztę szlachciców-hultajów Kozacy pomordowali. I poszli biesiadować. Rano do wsi koń przybiegł bez jezdzca cały pokrwawiony. Poznano konia najmłodszego Budzińskiego, bo piękny był to ogier.
Ludzie co przyjechali tu z dragonami opowiadali potem, że wszyscy Kozacy wyrżnięci zostali. Ale najmłodszego Budzińskiego wśród trupów nie było. A na ziemi mnóstwo śladów podków jakby w ziemi wypalone. Może diabli go porwali ? Mogło tak być, mogło -
zakończył szlachcic.

Jechali teraz łąka dziwna, bo raz konie po suchym szły, raz po brzuchy sie w mazi śmierdzącej zapadały i klęli wszyscy na taką drogę.



Odetchnęli wszyscy na suchy grunt się wydobywszy, tym bardziej że ujrzano ogniska które rozpalili ludzie pana Starosty. Zaraz też ugoszczono ich okowitą i polewką mięsną już uwarzoną, bo pan Wolski wiedząc że drogę będą mieli ciężka jadło kazał przygotować. Zasiedli tedy w lepszych humorach przy ognisku zwyczajem jak to jest nakazane młodzież i hajducy przy jednym, ludzie godnością znaczniejsi i experiencją przy drugim. Zaproszono tez do niego i Kompanię jako ludzi bywałych i gości.

- Dziwicie się pewnie Waszmościowie dlaczego tak trudną jazdę nakazałem. Otóż od tej strony w Teleśnicy nikt sie nas nie spodziewa. Ilu ludzi ma Rożyński nie wiemy, ale ponoć jacyś Kozacy się po okolicy kręcą. Tedy radzmy czy z zaskoczenia atakować, czy najpierw informacje jakieś zdobyć ? Czekam zdania waszmościów...


 

Ostatnio edytowane przez Arango : 20-06-2008 o 15:56.
Arango jest offline  
Stary 24-06-2008, 14:35   #149
 
Eliasz's Avatar
 
Bagna, moczary i jeszcze ta opowieść…co prawda rzucająca pewne światło na sprawę , ale i mrożąca krew w żyłach, szczególnie , że na tym terenie usłyszana i z pewnością prawdziwa. Leszczyński modlić się począł po cichu i rozglądał się bacznie. Strach go przejął spory gdyż nawet włoski na ciele wszystkie , mu się zjeżyły. Nie był jednak wystraszony – co by przy najmniejszej akcji panicznie ucieczkę szykować, była to raczej wrodzona przezorność, wręcz oczekiwanie nieoczekiwanego, pozwalające szybko reagować na każdą sytuację, choćby najbardziej straszną.

Z lubością przyjął możliwość obozu i odpoczynku. Mięsiwo i trunki wspaniale pachniały a po podróży wilczy apetyt nie pozwalał na bierne przyglądanie się temu. Dopiero więc gdy Leszczyński pierwszy głód ugasił, zapijając przy tym wina, zdecydował się dodać co nieco od siebie.


- Ależ Waszmość jak tu zaskoczenie szykować, jak sami nie wiemy co nas tam czeka? Toć to dopiero byłoby zaskoczenie dla zaskakujących.
Mariusz uśmiechnął się tylko , widząc oczyma wyobraźni, jak szlachta szykująca „zaskakujący” atak na zameczek, sama zostaje zaskoczona choćby i solidnym ostrzałem.

- Trzeba nam sprawdzić teren, słabe punkty odnaleźć, jaką drogę na zameczek ukrytą. Ale przede wszystkim czujność i liczbę strażników, gdyby tak ich dało się ominąć lub cichaczem pozbyć, zamek byłby nasz i to bez większych ofiar… Jam gotów na przeszpiegi się udać, nie raz na podchody szedłem i jak widać z każdych wróciłem.
 
Eliasz jest offline  
Stary 27-06-2008, 17:06   #150
 
Junior's Avatar
 
– Hoo, spokojnie, spokojnie… – Mateusz poklepał Siwka po szyi. Konik nerwowo postępował wielce nie rad. Grzązł i zapadał się w bagnie. A do tego gzy wszędzie w koło latały atakując biedne zwierze. Tak że konik szarpał się, kąsał, skakał i wymachiwał przy tym ogonem jak mógł.

I nie dziwota. Pan Akwicz ze zrozumieniem podchodził do konika. I jemu było nie w smak brnąć w błotach. Wolał by już traktem wprost pojechać, nawet jakby miało się to równać jakimiś harcami z okrutnikami. Co to na których zasadzać się mieli, choć tak po prawdzie wątpliwym sprawa była. Byli na Ich terenie, co też nie dawało dużych szans na branie z zaskoczenia. Zwłaszcza że kawalkada jaką szli nie w pełni była zdyscyplinowana, niektórzy szli głośno, nie trzymając szeregu. Taka to była Polska Szlachta. Czego innego oczekiwać.

Przeto czemu nie szli traktem, ale chowali się po błotach? Myśli coraz bardziej natarczywe się stawały.

Nie minął kwadrans jak ktoś z czoła obwołał że teren się prostuje, utwardza i ogniska widać. I faktycznie zawitali na polanę, gdzie wojska Starosty obozowały. Po chwili wątpliwości, jaka towarzyszyła Infamisowi, wszyscy poczęli się witać miło. Lepsze to niż samopały wycelowane. Znak to że Pan Starosta ma nieco fantazji i pewnikiem na swe sądy zaczeka aż sprawa tu się skończy.

---

Ciemniało już kiedy Mateusz dosiadł się do ognia. Zmęczony i wielce wygłodniały. Ostatnia godzinę czyścił i oporządzał Siwka. Tedy teraz gdy podszedł bliżej pewnikiem wyglądał gorzej niż Siwek po przeprawie przez błoto.

Ktoś wcisnął w rękę miskę już nie tak ciepłą. Rozmawiali co czynić dalej…

- Trzeba nam sprawdzić teren, słabe punkty odnaleźć, jaką drogę na zameczek ukrytą. Ale przede wszystkim czujność i liczbę strażników, gdyby tak ich dało się ominąć lub cichaczem pozbyć, zamek byłby nasz i to bez większych ofiar… Jam gotów na przeszpiegi się udać, nie raz na podchody szedłem i jak widać z każdych wróciłem.
To Pan Leszczyński opowiadał. Dobry to był rycerz i dzielny, tedy uśmiechnął się znad miski Pan Mateusz. Poczym otarł usta i się ozwał.

– Jeśli ognia nie uwidzieli to pewnie innymi sposobami wywiedzieli się że ku nim idziemy. Głośno o tym było, a pewnie Hultaje one mają swe języki. Tedy radzę porzucić myśl że o nas nie wiedzą. – zagryzł pajdę, poczym kontynuował dalej – Ale nie musi to być ze szkodą dla nas. Jeśli już wiedzieć mają, to niechaj im się wydaje że siły z dwa razy liczniejsze mamy. Rozpalmy więcej ognisk. Ruszmy z wielu stron. Tam prawdziwych rycerzy niema. Większość tak się przerazi że w ręku broni nie utrzyma. Zdobywać nam wtedy będzie łatwiej. Ale jak już o ataku mowa, to się z Panem Leszczyńskim zgadzam. Wyślijmy zwiady. I ja pójść mogę. Ale zaraz za zwiadem wojska główne. Jak Lisowski pokazywał. W szybkości i determinacji zaskoczenie! … Insza inszość jeśli faktycznie mogą oni o nas nie wiedzieć. Ale tak po prawdzie czemu miało by tak być? Idziemu tu jak na jaką pielgrzymkę. Z ogniskami i głośno…
 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.
Junior jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168