Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-05-2007, 16:00   #1
 
OZ40's Avatar
 
[Storytelling] Aniołeczki

Adam patrzył w dziwne zwierciadło. Kłębił się w nim dym.
-Co mi ukażesz?
Anioł był niepewny swych decyzji. Bał się o każdą duszę, jaką lustro łaskawie wybierze by wysłać na śmierć. Miał wrażenie, że gdzieś w fioletowym dymie wewnątrz lustra wystawały rogi, na chwilę jeden z obłoków przybrał formę Cerbera.
-No nie, tylko nie ten wstrętny...
Nagle chmura zaczęła się rozwiewać. W tafli zwierciadła ukazała się młoda twarz. Zwierciadło wybrało dziwnie.
-To nie możliwe. – Głos starego archanioła łamał się na każdej sylabie. – Mam przekazać moją tajemnicę dla istnienia, które nie jest człowiekiem? Nie jest elfem? Mam przekazać to komuś, kogo dusza żyje między dwoma światami? Czemu tak wybrałeś? Gdzie reszta z drużyny? Ten młodzieniec o temperamęcie byka ma być wybawcą? Zginie, zginie! Zginie przy pierwszej próbie.
Starzec złożył głowę w dłonie. Nie wiedział, co ma myśleć. Chłopak został już napiętnowany, nie dało się tego odwrócić. Nie dało się zmienić przeznaczenia. To wiedział każdy...

Młody półelf imieniem Silvarin odbywał poranną musztrę, jak zwykle nie sprawiała mu ona kłopotu. Z lekkim uśmiechem na twarzy pokonywał kolejne kilometry lasu służącego za tor przeszkód. Zwinne ruchy, miarowe tępo biegu, równe oddechy.

Do końca biegu pozostało może dwieście metrów. Wszystko idzie gładko. Półelf w porannym słońcu wygląda tak jakby niosły go skrzydła prawdziwego anioła.

Dowódca kompanii Silvarina wyprężył wzrok. Coś nad młodziakiem błysnęło. Czy to możliwe by?
-Skrzydła... został wybrany!

Młodego półelfa dało się zauważyć na skraju lasu. Ponad nim połyskiwały wielkie, anielskie skrzydła. Wyglądały jak uplecione przez pająka z najdelikatniejszych nici. Wyglądały na wyjątkowo silne. Krople rosy pokrywające widmowe pióra przypominały drobne diamenty. Półelf czół się dziwnie lekki. Zamknął na chwilę oczy i pozwolił swoim stopom prowadzić. Wydawało mu się, że oderwany od ziemi szybuje. To był cudowny moment. Który nagle zamienił się w palący ból na lewym policzku. Coś okropnego! Uczucie rozgrzanego do białości metalu przytkniętego do skóry. Półelf zemdlał.

Pozostałe Aniołki, które widziały całe zdarzenie zazdrościły dla Silvarina. Zostać wybranym to wielki honor! Każdy z zazdrością patrzył jak na policzku młodziaka powoli pojawia się znak wybrańca – stary znak przedstawiający skrzydła anioła rozpostarte, przygotowane do bitwy.

Silvarin podniósł się w ciemnym pokoju. Piekł go lewy policzek. Zza jego pleców dobiegł go śpiewny, męski głos.
-Przy lewej ręce masz lusterko, możesz to obejrzeć.
Tancerz wojny odruchowo spojrzał za siebie, nie było tam nikogo. Lewą dłonią znalazł lusterko leżące na ziemi. Spojrzał na swój lewy policzek. Widniała na nim para nastroszonych, anielskich skrzydeł. Znak był mocno wypalony na skórze.
-Spokojnie, zniknie.
Tym razem głos rozległ się przed Aniołkiem. Silvarin był zdumiony, gdyż do tej pory nikt nie był wstanie podejść go z taką łatwością.
-Jestem Archanioł Adam. To miejsce, w którym się teraz znajdujemy to tylko wytwór twojej wyobraźni. Miejsce dla naszej pogawędki – Mężczyzna w białej szacie zastanowił się chwile – w zasadzie dla mojego monologu. Będę się streszczać. Zwierciadło wskazało właśnie ciebie jako drużynę, która ma odzyskać tajemny skarb. Nie myśl, że pomyliłem się. Powinno mi wskazać czterech śmiałków, jednak ukazało tylko ciebie. Nie rozumiem, co to znaczy. Więc, wracając do tematu. Na twoim policzku pojawiło się znamię, znamię Anioła. Jest błogosławieństwem naszego świata, jednak w krainach barbarzyńców czy przy spotkaniach z wszelakimi bestiami jest ono przekleństwem. Nie ukryjesz go przed żadnym z Aniołów... tych upadłych również. Uważaj, więc na nie. Nie martw się, nie będzie oszpecać twej twarzy w nieskończoność. Zniknie, gdy tylko powrócisz do realnego świata, a pojawiać się będzie być może w czasie walk, przy bestiach... gdy będzie musiało.
Głos starca mocno posmutniał. Wzrok beznamiętnie patrzył na twarz Silvarina.
-Twą nagrodą za przyjęcie tego brzemienia jest uzyskanie dostępu do tajemnych mocy Aniołów. Nie myśl tylko, że do wszystkich. Na wiele będziesz musiał długo pracować. O tym jednak dowiesz się w czasie swej podróży. Teraz powiem ci mój drogi Aniołeczku jak będziesz musiał zasłużyć na pierwszą z tajemnic.

Silvarin zaczął powracać do realnego świata, a w oddalającym się głosie Archanioła Adama wyłapywał szczątkowe informacje. Słowa, które zapamiętał brzmiały: północ, czarownic, zabić, ostrzegam, zły wybór.

Młody półelf otworzył oczy w swojej komnacie. Był bardzo zdezorientowany. Podbiegł do lustra i spojrzał na lewy policzek. Nie było na nim nic. Na chwilę w jego głowie pojawiła się myśl, że powinien odłożyć na jakiś czas ziele głupca, którego fajkę wypalił wczoraj z kolegami.

W tym jednak momencie, jak na złość, policzek zabłyszczał lekko. Nagle po policzku przebiegła czarna linia układająca się w dwa skrzydła przygotowane do ataku.

-Co dalej? – Młody półelf nie wiedział, co robić. – Północ? To dwojakie znaczenie...


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Bajarz zasiadł na schodach starej karczmy. Odpalił fajkę, z której uniósł się zapach ziół. Dym wypuszczany z jego ust przybierał dziwne formy i nie raz przypominał bajkowe stwory, o których tak często on sam opowiadał.
-Bajarzu! Bajarzu! Co nam dzisiaj opowiesz?
Jedno ze starszych dzieci, jakie zbiegły się by wysłuchać historii zapytało podstarzałego mężczyznę.
-Być może będzie to opowieść o ludziach. Myślicie, że to nie jest ciekawe? Baśń będzie straszna! Więc które z was się bać ma w nocy i nie będzie mogło spać, niech lepiej odejdzie. Kiedy byłem dużo młodszy i wędrowałem po całym świecie trafiłem do miasta gdzie swe umiejętności ćwiczą najmłodsze z Aniołów. To przepiękne i stare miasto.
Dym uniósł się ku górze i przybrał kilka kształtów by po chwili całkowicie się rozpłynąć.
-Gdy siedziałem w tamtejszej karczmie los pozwolił mi podsłuchać jak dwoje młodych ludzi umawiało się na spotkanie na Szczycie Cerberusa. Na górze tej wiele setek lat temu, jedna z najstarszych Cnot podobno pokonała tego piekielnego psa, jednak nie wiedząc, że zwierze to potrafi się odradzać pozostawiła jego trzy głowy razem. Każde z was wie, że zęby Cerbera zrobione są z najczystszych diamentów, które potrafią zniszczyć nawet anielskie zbroje. Nasz świat jest dziwny by tak nieczyste zwierze w swej paszczy nosiło tak szlachetne kamienie. Jednak! – Głos starszego mężczyzny uderzył w słuchających niczym grom. – Ci młodzi ludzie mieli w swej podróży inny cel. Czekałem na nich przy północnej bramie miasta. Nie dałem im odejść daleko. Znając te lasy biegłem jak oszalały by zdążyć przed nimi. Tam musiało się coś dziać. No cóż moje dzieci... nie myliłem się! Gdy dotarłem na miejsce wielki księżyc oświetlał łysy szczyt góry! To, co ukazało się moim oczom przeszło wszelkie moje oczekiwania! Na tle białej tarczy na niebiosach zobaczyłem lewitujące wysoko nad ziemią postacie. Dwunastu ludzi tworzyło krąg, ich dłonie mocno iskrzyły, a słowa mówione przez nich odbijały się niewiarygodnym echem. Chwile po mnie na miejsce tych dziwnych obrzędów przybyło także dwóch młodziaków, których podsłuchałem w mieście. Zdziwiłem się, gdy pewnym krokiem weszli na sam szczyt. Prawie na czworaka skradałem się bliżej. Nagle dwójka z kręgu zeszła na ziemie. Stojąc za plecami młodych ludzi wyciągnęli sztylety i sprawnym, głębokim cięciem poderżnęli im gardła. Modły stały się jeszcze głośniejsze, a iskry lecące z dłoni odprawiających rytuał zaczęły przybierać formę prawdziwego ognia. Dwa martwe ciała, tak! Te dwa martwe ciała również zaczęły się modlić. Mógłbym przysiądź, że tak właśnie było. Dwójka z dwunastu magów wrócili na swoje miejsca w kręgu. Stałem tam jak wryty i zastanawiałem się, co dziwniejszego mogło się jeszcze zdarzyć! I WTEDY! Wtedy nadszedł on! Iskry spadające na ziemie rozpętały pożar, płomienie strzelały wysoko, delikatna łuna rozświetliła okolice. Gdzieś z tego małego piekła usłyszałem skowyt jakby trzech psów jednak wiedziałem, że ten pochodzi od jednego! Nie myliłem się. Po chwili na nasz świat ze swej pieczary wylazł strażnik samego Hadesu! Cerber! W mgnieniu oka rozszarpał dwójkę martwych, młodych ludzi. Gdy piekielny ogar kończył swą ucztę magowie nagle przestali się modlić. Ogień gasł, a cała dwunastka stanęła na ziemi. Mym oczom ukazał się kolejny zadziwiający widok gdyż nad jedną z tych osób ukazały się skrzydła. Skrzydła czarne jak noc. W jego ręku zabłysnął anielski miecz i wtedy zrozumiałem, że jest to legendarna Cnota. Jednak, czemu miała ona czarne skrzydła? Widziałem jak wprawionym cięciem odcina pierwszą głowę, jak następne dosięga drugiej i jak trzecie zostawia ostatnią z tych głów na nikłym paśmie skóry przytwierdzonym do śmierdzącego karku bestii. Widziałem jak ta wisząca głowa wyje i jak zapada się pod nim ziemia, która pochłania prawie zdechłego Cerbera wraz z jego głowami spowrotem do piekielnych czeluści.

Widziałem jak Cnota opada na kolana wbijając ostrze swego miecza w ziemię. Chwile później wszystko zniknęło i powróciło do normalności. Zostałem sam na pustym szczycie oświetlanym jedynie przez księżyc.

Wgłębiając się w tę historię zrozumiałem treść widma, jakie było mi dane zobaczyć. Legendarna Cnota nie zdołała pokonać Cerbera gdyż trzecie z jej cięć nie odcięło jego głowy do końca. Anioł o tak wysokiej randze wiedział, co to znaczy i poświęcił swe wieczne życie by dokończyć dzieło. Co kilka lat, przy pełni księżyca poświęca się dwie nieczyste dusze dla Cerbera, a Cnota stara się dokończyć to, co zaczęła. Historia jednak lubi się powtarzać. Ludzie powiadają, że Cnota ma nagrodę dla tego, kto pomoże jej dokończyć dzieła i oczyści jej imię. Czy to prawda? Nie wiem, próbowałem się dowiedzieć jednak brakło mi specjalnej broni. Sztyletu, jakim podcina się gardło nieczystym duszom, bo tylko ten sztylet jest wstanie przeciąć skórę tego piekielnego strażnika.

Jednak to nie koniec kłopotów... słowa zaklęć, modlitw, ofiary – to wszystko zaginęło przez wszystkie lata. Podobno można to odnaleźć w mieście młodych Aniołów. Lecz nie sądzę by zwykłym śmiertelnikom mogłoby się to udać. Jak myślicie me dzieci? Czy ktoś odnajdzie stare wzgórze, o którym już prawie nikt nie pamięta? Może jeden stary bibliotekarz czy skryba.
Fajka starszego mężczyzny zgasła, a on sam odszedł bez słowa. Tłum wsłuchanych dzieci odprowadzał go wzrokiem...
 
OZ40 jest offline  
Stary 16-05-2007, 17:03   #2
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Silvarin Elessedil

Silvarin chodził po lesie zastanawiając się nad tym, co ma robić.
-Północ. Północ i co dalej? Będę szedł aż dojdę? Do czego mam dojść?-pytał sam siebie, lecz nie znalazł odpowiedzi. Tym razem nie pomógł mu jego zmysł, chociaż usilnie starał się zmusić go do pracy. W końcu zrezygnowany, usiadł i bezwiednie dotknął policzka, na którym był niewidoczny znak. Jedyne, co zdecydował to to, że musi ćwiczyć, by nie stracić formy, więc wstał i poszedł poćwiczyć. Wrócił do letniego domku Rhevira i stamtąd wyciągnął pięć małych kulek i wyszedł na pole treningowe. Rzucił kulki, które natychmiast eksplodowały, a za chwilę uniósł się gęsty biały dym, który opadł równie szybko, co się pojawił, lecz Silvarin nie był już sam. Stał przed nim wysoki, czarnoskóry Elf imponujący atletyczną budową ciała.
-Kończę-rzucił Półefl i z zadziwiającą szybkością wyjął dwa krótkie miecze. Elf nie został daleko w tyle i dobył półtoraręczny miecz. Zaatakował, lecz Silvarin uchylił się i rozpoczął Taniec Czarnego Gryfa. Taniec ten składał się głównie ze skoków, padów i przewrotów, a Tancerz wykonywał to z taką szybkością, że Elf nie wiedział gdzie ma ciąć, by trafić. W pewnym momencie, gdy przeciwnik był pocięty, Silvarin stanął za jego plecami i zakończył trening decydującym ciosem Tańca Tygrysa, czyli wyskoku i wbiciu mieczy w głowę oraz serce. Elf padł na ziemię, a następnie rozwiał się jak dym, z którego powstał. Zmęczony Półelf udał się na spoczynek.
Następnego dnia zdecydował, że rusza, gdyż jest to lepsze niż bezczynne siedzenie i zastanawianie się, co ma robić, więc przywdział to, co powinien mieć i ruszył, zgodnie ze słowami Archanioła, na północ.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 19-05-2007, 21:19   #3
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Silvarin po pięciu dniach zobaczył na horyzoncie miasto, lecz dopiero gdy się zbliżył, zobaczył jego ogrom. Mur miasta był wysoki na piętnaście, szeroki na pięć metrów i połyskiwał śnieżną bielą. Brama w murze, otwierająca się na zewnątrz była najgrubszą jaką widział, bo miała ponad półtora metra, około osiem wysokości i ponad pięć szerokości. Dalej była druga otwierana do wewnątrz o takich samych proporcjach. Zrobione były prawdopodobnie z utwardzanej stali, a pomiędzy nimi była opuszczona krata, a wszystko to śnieżnobiałe. Przed wejściem stało dwudziestu zbrojnych-dziesięciu halabardników i dziesięciu żołnierzy z prawężami i mieczami dwuręcznymi. Półelf zastanawiał się jak oni mogą walczyć mieczem dwuręcznym i zasłaniać się prawężą. Na murach tylko od strony idącego Tancerza stacjonowało około pięć razy więcej łuczników niż żołnierzy pilnujących bramy. Dopiero gdy podszedł, zobaczył na uzbrojeniu pikującego orła, co było znakiem armii.
Zbliżył się do wejścia, lecz drogę zagrodziło mu pięciu halabardników, a pozostali wyciągnęli pergaminy z wizerunkami poszukiwanych.
-Imię, nazwisko, cel przybycia, zdjąć kaptur-nakazał jeden z nich, więc uczynił to.
-Silvarin Elessedil. Nocleg, skorzystanie z biblioteki-rzekł spokojnie, po czym ponownie naciągnął kaptur.
-Iść.W górę.-polecił kolejny z nich, a krata podniosła się, umożliwiając przejście. Wewnątrz miasto uderzało bielą, gdyż wszystkie budynki miały taki kolor, a wokół nich piękna zieleń idealnie przystrzyżonych trawników. Nawet bruk lśnił bielą.
Zaraz przy wejściu stała tablica z planem miasta. Okazało się, że w mury miasta miały kształt kwadratu, zaś bramy były dwie, dokładnie pośrodku dwóch przeciwległych boków-północnego i południowego. Dokładnie w centrum miasta stał zamek widoczny nawet od wejścia, gdyż wysokość budynków rosła ku środkowi miasta, czyli zamek powinien być najwyższym zabudowaniem miasta i tak było, ponieważ dokładnie w centrum pałacu znajdowała się najwyższa wieża w mieście, identyczna do tych w kątach miasta. Stały tam strzeliste wieże o stosunkowo małej średnicy, nieznacznie zmniejszającej się z wysokością. Nie było tam żadnych balkonów, ani nawet okien, co było niezwykle dziwne. Biblioteka znajdowała się dokładnie pośrodku Wielkiego Parku Narodów, jak głosił napis, który znajdował się dokładnie przy wschodnim murze na całej jego długości. Po drugiej stronie-zachodniej znajdował się Wielki Targ Narodów, dokładnie tej samej wielkości co Park. Pewnie analizowałby mapę dalej, gdyby nie wychwycił pośród gwaru, dźwięku cichego stąpania za jego plecami. Gwałtownie obrócił się, a sztylet nie wiadomo skąd zalśnił w jego dłoni i przy szyi nieznajomego. Był to niski, zgarbiony, stary człowiek z długą siwą brodą w postrzępionych ubraniach. Z dłoni Silvarina sztylet zniknął równie szybko, co się pojawił.
-O co chodzi?-zapytał łagodnie.
-Żeby wejść do Biblioteki Mistrzów musisz być kimś więcej niż zwykłym półelfem z rodowym nazwiskiem. Tam nawet szlachty nie wpuszczają, chyba że odpowiednio i po cichu zapłacą strażnikom. Ty niestety nie masz aż tyle sztuk złota. Może tam wejść tylko władca, wysocy panowie i najwyżsi magowie. Ty nie jesteś ani jednym z nich, nie masz też żadnych znajomości. To dlatego strażnicy przy bramach wpuścili Cię. Wiedzieli, że nie masz szans się tam dostać. Nawet cień, duch i niewidzialny nie wejdzie tam niezauważony, a jest tylko jedno wejście. Jak, więc chcesz tam wejść?-zapytał z uśmieszkiem na ustach.
Skąd on tyle wie?-pytał siebie w myślach Silvarin.
-Skąd tyle wiesz? Masz jakiś pomysł?-zapytał starca.
-Skąd wiem to już moja sprawa, a co do pomysłu to może... Sprawdź za tablicą-Tancerz zajrzał za tablicę, a w krzakach zobaczył jakiś cylindryczne pudełko. Obejrzał się, lecz starego człowieka już nie było.
Dobry jest-pomyślał i ponownie skupił uwagę na pudełku. Wyciągnął je i otworzył wieko. Był tam pergamin z pieczęcią, zwykły pergamin i pierścień. Rozwinął ten z pieczęcią.
"Oświadcza się, że adept Magii Natury, Silvarin Elessedil, ukończył szkolenie i test na poziom Najwyższego Maga Natury ze specjalizacją na Magię Przemiany u Generalnego, Naczelnego Mistrza Magii Natury ze specjalizacją Najwyższego Maga Magii Przemian, Lorenza Micheleva, w Najwyższej Akademii Magii w Belavarnixie."-głosił list. Następna była tylko pieczęć i odręczny podpis Micheleva. Wziął drugi pergamin.
"Pierścień jest potwierdzeniem ukończenia nauki i umożliwi Ci przemianę w Czarnego Gryfa, lecz moc zaklęta w pierścieniu, wystarczy na najwięcej pięć razy. Używaj mądrze."-było napisane na drugim. Wyjął pierścień i schował go do kieszeni, a następnie ruszył w kierunku Wielkiego Parku Narodów i Biblioteki Mistrzów znajdującej się w centrum owego Parku.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 24-05-2007, 13:42   #4
 
OZ40's Avatar
 
Młody i dumny (a być może głupi) półelf ruszył przez symetryczne miasto. Mijał stragany, na których wszelakiego rodzaju towary pachniały, błyszczały i zachęcały podróżnych do kupna. Wszędzie panował spokój. Spokój zachwycający przyjezdnych. Piękne dziewki zaczepiały dzielnych mężów zalotnymi spojrzeniami. Dzieci bawiły się grzecznie w wyznaczonych na to strefach, a tego wszystkiego pilnowali dostojni strażnicy. Strażnicy, którzy byli wszędzie i na każdego z przyjezdnych mieli oko.

Młody półelf czuł na swoich barkach ciężar. Ciężar wzroku, który nie opuszczał go nawet na krok. Nie chciał łamać prawa, więc nie martwił się o to. Podążał zgodnie ze szlakiem, jaki mapa wyznaczała, aż do samej biblioteki.

Idąc poprzez białe ulice baczył na wszystko i wszystkich. Wydawać by się mogło, że tu nie ma czegoś, co nie było by, choć bliskie ideałom. Dla Silvarina miasto te wydawało się okropne. Wiedział, że spokój, jakim inni się zachwycają narzucany jest przez panujące władze. Wiedział, że nie wszystkim to się podoba. Jednym z tych, którzy tego nie lubili był ten dzieciak w czarnym płaszczu czmychający nieopodal. Ukrywał swe ruchy, krył się przed strażnikami. Był szybki i nie groźny. Lecz czego chciał?

Młodzian stanął pod drzwiami dziwnie niedużego budynku. To tu na mapie zaznaczona była biblioteka i właśnie to głosił szyld.
-„Biblioteka Mistrzów”? Trochę to takie małe.
Silvarin stał i wpatrywał się w drzwi. Coś mu mówiło, że nie należy pukać. Mijały minuty, a półelf nie ruszał się z miejsca. Po pewnym czasie wejście uchyliły się, a z głębi do młodziaka wyszedł niewysoki mnich.
-Czegóż tu szukasz?
-Szanowny mnichu, przybyłem skorzystać z mądrości ksiąg, jakie kryje ta biblioteka – Silvarin ukłonił się nisko i podał pergamin dla starca – oto moje zezwol...
Mnich wziął pergamin i nawet go nie czytając porwał.
-Brawo Silvarinie, chciałeś mnie oszukać?! Z tego pudełka, które sam ci wręczyłem, jedynie pierścień ma jakąkolwiek wartość. Choć i tak jest ona nikła. Masz szczęście, że jest eteryczny, który użyczył ci swego prawa do przeglądania ksiąg młody Aniołeczku. Zapamiętaj proszę, że nie kłamstwem zdobędziesz wiele.
Mnich odwrócił się na pięcie i poszedł w głąb korytarza. Silvarin przeszedł przez próg, a pod jego nogi upadła mała karteczka. Podniósł ją i rozwinął:

Wiem, że Twoja czujność mogła być zachwiana z powodu tegoż pięknego miasta i jego jeszcze piękniejszych dziewic, jednak pamiętać musisz, że zawsze jesteś zagrożony.

Zefir.

P.S Z ksiąg postaraj się skorzystać rozsądniej.


Silvarin przystanął na chwilę. Zrobiło mu się trochę głupio. Wiedział, że powinien być mądrzejszy. Wędrował w dół lekko pochylonym korytarzem i nagle zobaczył coś, co absolutnie go zaskoczyło. Wielki, owalny pokój, w którym zalegało tysiące starych ksiąg i pergaminów. Gdzie miał zacząć?
 
OZ40 jest offline  
Stary 29-05-2007, 15:57   #5
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Silvarin zszedł w dół i zobaczył ogromną owalną bibliotekę.
No tak, gdzie ja mam zacząć? Może zaczną od A. Anioły.-pomyślał i zaczął przeglądać tytuły. Przeglądał, aż w końcu trafił na interesującą pozycję-"Anioły-legenda czy prawda". Szybko czytał i przerzucał kartki księgi, lecz tak, żeby jej nie podrzeć. Wiekowa księga była bardzo delikatna, a lekko skośne, ładne pismo wypełniało dokładnie każdą kartę. Szybko zorientował się, że jest to książka o tematyce religijnej, a więc nie była obiektywna. Szybko odłożył ją na miejsce i przeglądał następne. Dopiero po pół godziny trafił na kolejną książkę mogącą go zainteresować, gdyż miała tytuł "Anioły i Cerber". Zapamiętał gdzie ma ją odłożyć i skierował się do stolika, gdzie usiadł. Położył książkę na blacie, a następnie otworzył ją i przeczytał pierwsze litery...
 
Alaron Elessedil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:41.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172