Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-01-2008, 21:16   #41
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
Zauważmy już na początku, że nasze kochane czupiradełka ubrane są w sposób, co najmniej zastanawiający. Na pierwszy ogień - przesympatyczna rodzina Muminków. W co też się ubiera? Ano tu problem, bo widać tu wyraźne nachylenia seksualne. Ojciec Muminka - stary ekshibicjonista, emerytowany tancerz na rurze z klubu dla gejów, który choć wyrwał się z matni, to pozostawił nawyki (ubrany jest tylko w cylinder, tak chętnie uznawany za atrybut amerykańskiego geja (por. gejowo.pl ), które udzielają się całej rodzinie. Matka Muminka bowiem, również ubrana jest w skromny fartuch kuchenny, od razu pokazujący szowinistyczną rolę kobiety w wyimaginowanym świecie, jak i również skąpość ubrania (druga rola kobiety według twórców bajki). Jak wspomniałem ubrana tylko w skąpy fartuch taki który zasłania według taty Muminka najważniejsze dla niego elementy, choć ewidentnie nie zasłania tzw. dupy, oraz ogona, co ma z pewnością zgubny wpływ na dziecko. Muminek bowiem jest, tak jak rodzice - roznegliżowany, i bez żadnych zahamowań biega na golasa po sąsiedztwie.
Kompletny brak zahamowań można zauważyć też u innych mieszkańców Doliny. Migotek & Migotka - gatunek ten sam co Muminki, i takie samo zachowanie. Pokrewieństwo należy wykluczyć, ponieważ Muminek nieudolnie zarywa Migotkę, a tyle genetyki to miejmy nadzieje zna, żeby się nie pakować w koligacje rodzinne.
Włóczykij - ubranie typowego menela, Paszczak paradujący w piżamie, cała reszta w worach zgrzebnych lub całkowicie bez. Słowem - paranoja!
Z powyższych wniosków wysunąć możemy konkluzje:
1. Dolina Muminków to specjalne więzienie w którym przebywają przestępcy, wariaci; słowem - Prison Break.
2. Odosobnione miejsce, kolonia, gdzie kolonistom puściły nerwy i przy okazji zahamowania, słowem - Australia.[1]


Woń kiełbasy niosła się po zielono-złotej krainie. Przed bohaterami roztaczały się sielskie widoki. Gdzieniegdzie fruwały reinkarnacje biedronki Antoniny zarywające równie zreinkarnowane resztki Żuków Kleofasów... Jako ten kwiat, przed Filonkiem i resztą kompanii wykwitł niebieski obszarpany namiocik.
- Hop, hop! Włóczykiju! - zawołał Muminek - To ja, Muminek!
Przez chwilę wokół panowała cisza.
- Szmal masz? - zachrypiał ze środka przepity głos.
- Tak, mam, Włóczykiju - Muminek kiwnął swoim hipopotamim ryjem.
- No, to chodź w ślimaka! - pełna satysfakcji nieogolona morda Włóczykija wychyliła się z namiotu. Firmowy dwupaskowy dres dopełniony był słomkowym kapeluszem i nosem którego kolor subtelnie przechodził z malinowej czerwieni w kwitnącą purpurę. Włóczykij złapał Muminka za ramiona i brutalnie wsadził mu język do gardła.
Bartłomiej był zwykle tolerancyjnym chłopcem. Bartłomiej nie bił nigdy kibiców; no może poza tą żydokomuną z Legii, ale jeśli nawet, to oszczędzał życie tym którzy prosili o litość. Ale jednego Bartłomiej zdzierżyć nie mógł. Jego niewinny świat; świat dziecięcych marzeń, pełen sympatycznych Muminków, radosnej pszczółki Mai i Pana Tik-Taka, powoli zamieniał się w świat spedalonego Muminka, Mai pracującej na trasie Toruń-Poznań i zakręconego ćpuna posiadającego wolny czas antenowy w TV. Sami więc rozumiecie - nie mógł pozwolić na tę Sodomę. Toteż wyciągnął swoją markową kosę, sprzedał bombę Włóczykijowi, po czym rzucił mu się do gardła.
- Bartuś! Co ty k[urde] robisz?! - krzyknął Filonek odciągając Chomika który, z braku posiadania kosy, która wypadła mu z chomiczej dłoni, próbował przegryźć włóczykijową aortę zębami. Filonek uderzył Bartusia w twarz.
- A ty co ziomek, też chcesz obskoczyć wpier[nicz]?! - piana popłynęła po chomiczym pysku. Filonek nie skorzystał z tej hojnej propozycji, zali uderzył raz jeszcze. Tym razem skutecznie. Bartłomiej złapał zawiechę, spojrzał na Filonka, na Muminka, na Włóczykija z którym właśnie lizał się Kotecek, i... I po prostu się popłakał. Jego świat... Jego niewinny, dziewiczy świat legł właśnie w gruzach.
- Kogoś Ty ziomie Muminie sprowadził?! - Włóczykij trzymał się za mordę na której rósł guz wielki jak nos Barbary Streisand - Jeszcze u twoich jareckich się rozprują że na loveparade do mnie chodzisz i będzie bromba.
- Nie przejmuj się kochany, muszę ich tylko odstawić do jareckich właśnie, a potem wracam do Ciebie, mój ty misiu-pysiu - przysłodził homomuminek.
- No dobra - Włóczykij był się ździebko udobruchał - To skitraj po drodze trochę zioła od zioma Paszczaka i wracaj do mnie, sucz...
Muminek złapał Kotecka, Bartłomieja i Filonka po czym ruszył z nimi raźno w kierunku plantacji Paszczaka.

Przyjrzyjmy się teraz modelowi rodziny Muminków. Matka siedząca przy garach, ojciec ... o ojcu właściwie nic nie wiemy! Praktycznie cały dzień go nie ma, pojawia się tylko na obiad, w porze spania, oraz gdy trzeba wygłosić durne komunały. Muminek wychowywany jest bez żadnej edukacji, ale to nie jest najgorsze, gdyż zamożność rodziny (na podstawie domu i wnętrza) wskazuje że ojciec w ciągu dnia bawi się gdzieś (vide Migotka), pozostawiając rodzinę samą sobie, i dając malcowi zły przykład. Żeby było gorzej, rodzina toleruje kontakty Muminka, z podejrzanym, menelem, ćpunem, i alfonsem, niejakim 'Włoczykijem'.
Tenże osobnik, spędza czas głownie na zbijaniu bąków, jaraniu trawy, spaniu z Muminkiem, oraz opowiadaniu sprośnych historii o kondonach z łapkami (patrz 'Hatifnaty'). Kontakty Muminka z Włóczykijem można uznać za co najmniej niepokojące, wręcz po dogłębnej analizie stwierdzam, że Muminek staje się powoli kryptogejem, a jego kontakty z Migotką zaspokoić maja jedynie oczekiwania jego rodziny, zaś sam nasz drogi bohater zakochał się bez pamięci we Włóczykiju...[1]


- To mówisz że jak długo to trwa? - Filonek położył ze współczuciem płetwę na Muminkowym ramieniu.
- Od dzieciństwa - morda Muminka rozszerzyła się w uśmiechu. - Poznałe...
- Aaaa! - usłyszeli wrzask dochodzący z pobliskiego drzewa. Filonek dyrdnął w tamtym kierunku. Na drzewie siedziała postać z pofarbowanym na czarno pióropuszem na łbie, czarnych kwadratowych okularach i jeansach ściągniętych z młodszej siostry.
- Czego drzesz mordę?! - warknął w jego kierunku Bartłomiej. Chomik miał drobną alergię na gejów; no, może z wyjątkiem Kotecka - ale od wieków wiadomo, że do trucizny podawanej w małych ilościach można się po pewnym czasie przyzwyczaić.
- Świat mnie nie kocha! Żyletki mnie nie kochają! - postać rozpłakała się rzewnymi łzami.
- Pedał - mruknął ponuro Chomik i roztarł plwocinę w łapach.
- Nie pedał. To Ryjek - sprostował Muminek - Czy może raczej lepiej byłoby powiedzieć: Emoryjek.
- Muszę opuścić was.../ Zniknę wchodząc w las/ Wyposażenie mam: dwie żyletki i pas/ Ciąć się powoli będę,by poczuć extremalny ból/ Love, love, love, love !.. - doszło sponad ich głów.
- O nie, kur[czak w jabłkach], tego już za wiele!
Z nożem w zębach w kilku susach pokonał odległość dzielącą go od Ryjka.
- W ogóle mnie nie rozumiesz! Wy wszyscy mnie nie rozumie... - dobiegło z góry.
A potem zapadła cisza...

Kimże też jest drogi Włóczykij? Pobieżny opis pozostawiłem u góry, ale przyjrzyjmy się bliżej. Włóczykij jest typowym agresywnym menelem - gejem. Jego przybycia do Doliny (raz na rok) można tłumaczyć nie tyle chęcią przelecenia Muminka, co uzupełnienia zapasu... No czego?.. Oczywiście że trawki! Przybywa do Paszczaka, jedynego botanika, i posiadacza plantacji (a co myśleliście że rośnie w tych szklarniach?!) który na marnej emeryturze dorabia sobie sprzedając prochy. Przywiązanie Włóczykija jest dostateczne aby przyjechać do Doliny zasłaniając się przyjaźnią z Muminkiem i 'podróżami', ukrywając zaś w tajemnicy prawdziwe cele. Niejasne są także kontakty Włóczykija z Ryjkiem, uzależnionym od środków pobudzających emolekofilem, który często odwiedza Włóczykija po północy w jego namiocie..[1]

Ostrożnie zajrzeli do chatki Paszczaka. Różne ploty chodziły o jego gospodarstwie - zresztą, do cholery, co można sądzić o kolesiu który dwa hektary przeznaczył na plantację zioła, a drugie dwa obsiał makiem?
Wewnątrz unosiły się nieprzebrane mlecznobiałe opary. Gdzieniegdzie walało się zapalono bongo. Chomik zaklął gdy wdepnął gołą łapą na szklaną fifkę. Nagle usłyszeli za sobą szelest. Odwrócili się gwałtownie. Skryta w cieniu stała za nimi postać spowita w dym z L&M'a którym ekstatycznie się zaciągała.
- Rembember, remember, the 5th of November... - wydeklamowała grobowym głosem postać.
- Dobra, Paszczak, nie popisuj się. Po towar żem przyszedł - rzekł Muminek. Paszczak wyszedł z cienia, obrzucił Muminka krytycznym spojrzeniem, po czym się skrzywił:
- Ty to Muminek, każde za[rąbiste] wejście musisz spier[niczyć]. Spier[niczacz] wejść jesteś.
- Dobra, jestem, a teraz masz tutaj hajs i pełen bak poproszę...

Zacznijmy od tego że układ rodziny Migotków jest chory! Wyjdźmy z założenia że dwoje dzieci siedzi samych w domu (gdzie rodzice?! gdzie opieka społeczna?!), nie interesując tym nikogo w sąsiedztwie. Ba, rodzice Muminka są jakby usatysfakcjonowani! Czy więc możliwe jest, że jest to ich porzucone potomstwo? Tego nie da się jednoznacznie określić, wskazują na to pewne oznaki (tłumaczyłoby to te same przyzwyczajenia w ubiorze). Model rodziny Migotków: brat pochłonięty pracą nad 'czymś', zwykle zaś zbijający bąki, siostra musząca zarabiać na chleb zwykle ku... się. Czy więc miłość z Muminkiem jest pozorowana chęcią polepszenia swego bytu poprzez wejście w korzystny mariaż? Na to również znajdą się dowody. Jednak najbardziej zatrważający wydaje się kolejny przekaz podprogowy zawarty w tym fragmencie i przeznaczony dla dzieci - kobieta poniżająca się do roli prostytutki aby zarobić na rodzinę, i mężczyzna zbijający bąki, właściwie nic nie robiąc...[1]

Paszczak zaczął przygotowywać strzykawkę, gdy nagle jego głowa eksplodowała czerwoną fontanną, a jego bezgłowy czerep zwalił się z hukiem na podłogę. Muminek zaczął histerycznie drzeć mordę, i pewnie gdyby nie to, że Filonek prewencyjnie uderzył go w potylicę nie mogliby się spokojnie zastanowić gdzie tu teraz spier[dzielić]. Bartłomiej turlnął się w kierunku strzykawki. Turnlnąwszy się zobaczył przytwierdzony do pleców Paszczaka napis. Napis był kunsztownym arcydziełem ręcznej epistolografii, niosącym w sobie treść :"Róska mafja nie fybacza!".
Chomik ze złością zgniótł w dłoni wiadomość. Nagle na jego mordzie pojawił się cień. Podniósł głowę, a jego oczom ukazał się Benedykt XVI z podniesioną, dymiącą lufą pistoletu.
- Ten świat jest zgubiony - rzekł grobowym głosem B16 - A Wy, nędzni śmiertelnicy nie powinniście się mieszać w nie swoje sprawy...
- To się jeszcze okaże - Bartłomiej wymacał pod dresem swój bejzbol z podpisem samego Radka Majdana. Celnym kopnięciem obezwładnił złoty czakram B16'ego prowadzący wprost do jego prostaty. Napastnik klęczał teraz przed nim bezbronny, podczas gdy Bartłomiej wziął zamach swoim magicznym kijem.
- Jeśli mnie zabijesz, stanę się jeszcze potężniejszy! - zawołał B16, ale widząc że jego gwiezdnowojenna bajeczka nie zdaje egzaminu, krzyknął po prostu - Litości!
Bartłomiej zawahał się przez chwilę.
- Nie ma litości, dla takich gości - warknął i dokończył uderzenie. Głowa napastnika rozbryznęła się na sąsiedniej ścianie znacząc ją czerwoną plamą.
- Habemus papam, kur[nik]... - Bartłomiej podsumował swoje rękodzieło.
- To żeś odpier[niczył] - mruknął Filonek wystawiając zza stołu swój żółwi dziób - Mogliśmy go przesłuchać albo co... A tak miejmy nadzieję że znajdziemy coś przy jego zwłokach...
- Tak, na przykład kasę. Albo komórki - Bartłomiej mlasnął i rzucił się w chwalebnym celu przeszukania resztek doczesnych.
Nagle coś wbiło mu się w rękę. zaklął. "Coś" okazało się być mało profesjonalnie zrobioną plakietką. Przyjrzał się raz jeszcze.
- Co tam? - Filonek podszedł i wziął od niego plakietkę - O kur[tyzana]...
Napis składał się tylko z jednego zdania. "Jeźdźcy Apokalipsy nadciągają". Filonek spojrzał raz jeszcze na resztki B16. Nieopodal Muminek dochodził powoli do siebie...

W bajce tej obserwujemy również inne postacie - Mimbla & Mała Mi dwie siostry - lesbijki (to tłumaczy nerwowe zachowanie Małej Mi – cóż, jest wykorzystywana w dzieciństwie), Ryjek - gej, lekoman, być może żydowskiego pochodzenia (co tłumaczy jego żyłkę do interesów por. "Kometa w dolinie Muminków' gdzie Ryjek sprzedaje baloniki z tlenem), oraz najciekawsza chyba para - Buka i Bobek. Obydwoje nielubiani, typowi outsiderzy, co ich prawdopodobnie do siebie popycha i jednocześnie odrzuca. Prawdopodobnie związani więcej niż przyjaźnią, obydwoje nieszczęśliwy - Buka, bo kto by chciał mieć obrzydliwego pokrytego futrem dupka za męża, i Bobek, bo kto by chciał mieć paskudną, oziębłą i tłustą krowę za żonę?
W bajce przewijają się postacie epizodyczne - Paszczak - hodowca trawy, Skorumpowany Policjant, i Pani Filifionka, będąca dziwnie nadopiekuńczą matką. Zupełnie jakby się bała że na wierzch wypłynie jakaś tajemnica (?!). W kilku odcinkach pojawiają się Kondony z łapkami (Hatifnaty) będące jednak prawdopodobnie efektem przedawkowania marihuany przez nasz ukochany gejowski tandem - Włóczykij & Muminek.[1]


[1] - Chrapson Andrzej, Analiza Doliny Muminków, Melmak 1410.
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 15-01-2008 o 21:22.
Chrapek jest offline  
Stary 27-04-2008, 12:14   #42
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Wink attenzione

"Jeźdźcy Apokalipsy nadciągają..." - Odczytał drżącym głosem Filonek, potykając się o nieprzytomnego Muminka. Tymczasem Kotecek, szukał swojej niebieskiej muchy, która podczas całego zamieszania zapodziała się.
-Cholera no, przez Ciebie Bartuś zgubiłem muchę... - wyżalił się zdołowany dachowiec.
-Ziomuś, ale masz problemy, pewnie skitrałeś gdzieś w krzakach się wałęsałeś a teraz na mnie zwalasz winę lamusie? - Zagrzmiał Chomik, przejeżdżając swoją łapą po porośniętym malutkim puszkiem łbie.
-Jasne, pewnie zabrakło Ci na szluga to zabrałeś kiedy spałem!! - Oczernił swojego przyjaciela Kotecek
-Chyba pogięło Cię kur[dystan] do reszty! Na c[ewke] mi Twoja pier[óg] w du[sze] pedalska muszka?! - Bartłomiej uzasadniał merytorycznie swoje stanowisko wobec zagubionego fanta.
Kotecek długo w ciszy trawił słowa przyjaciela w dresach, a Bartłomiej już miał w zanadrzu niejedną wiązankę, na wszelki wypadek odparcia zarzutów. Jednak Chomik nie był przygotowany na to co nadchodziło, Kotecekowi podskoczyła gula, a łzy zaczęły coraz to spływać po kocich policzkach i tym samym, częściej kapać na zapaskudzoną krwią podłogę przez B16 i Paszczaka, oraz moczem Muminka.
-Nie krzycz na mnie... nie lubię jak taki jesteś, wtedy boje się Ciebie... - wypłakał szybko biegnąc i tuląc z całych sił Bartłomieja
-No spoko ziom, wiesz żebym Cię nie wydymał na tą Twoją muszkę... - Bartłomiej również oddał Koteckowi przytulenie.
- O żesz kur[de]...- Jedyne na te słowa odważył się Filonek, patrząc w porażeniu co wyrabiają jego podkomendni. - Dobra dość tego, dobrego. Może nie widzicie... ale Ruska mafia nas ściga! Wysłali na nas swojego agenta... musimy stawić czoła nowemu wrogowi, i dowiedzieć sie o co chodzi z tymi czterema jeźdźcami... - Nim dokończył Filonek swe komunały, odwrócił plakietkę na drugą stronę, widniał tam napis - A piąty jeździec będzie jechał na muminku...", chwila moment Żółwik spoważniał nie na żarty.
-Panowie chyba mamy szczura na pokładzie - Stwierdził wskazując na leżącego we własnych szczynach Muminka.
-Że kogo? - Zafrasował się Bartłomiej, choć o niezwykle szczerym sercu, to jednak o wąskich horyzontach intelektualnych.
Filonek nie pomyślał, że Bartłomiej nie może odczytać tak skomplikowanej terminologii jaką jest, "szczur na pokładzie", więc użył synonimii w dialekcie osiedlowym.
-Konfident kur[ka] no...- Odparł Filonek coraz baczniej przyglądając się zarówno plakietce, jak i Muminkowi.
-Wiedziałem że ten hipopotami ryj za bardzo się zaciesza... - Rzekł Chomik, rozpościerając ramiona, tłucząc pięść o pięść i pstrykać koścmi na zmianę, raz w lewej, a to w prawej dłoni.
-A jeśli o szczurach mowa... to gdzie jest Jezus? - Zafrasował się Filonek, rozglądając się w celu odnalezienia kamrata.
-A Joszka mówił że go brzuch boli i pójdzie do domu muminków, coś na sranie wziąć. - Poinformował Filonka Kotecek...

******** Tymczasem w domu Muminków ********

Zmierzch zbliżał się nieubłaganie nad dolinę Muminków i innych Paszczaków.
Kolor nieba już mieszał się wtapiając noc w dzień, tam gdzie słońce chyliło się ku zachodowi, tam z drugiej strony nieboskłonu pojawiał się dorodny księżyc.
Wszędzie panowała ciemność, i głusza, gdzie niegdzie można było jedynie usłyszeć dorodne pohukiwanie sów, i wycie wilków. Było tylko jedno miejsce, gdzie noc nie miała wpływu na życie miszkańców, był to właśnie... dom Muminków. Przed gankiem, Tatuś z Mamusią rozbili szafę i podpalili ją, dokładając co jakiś czas by podtrzymywać ogień, wszakże musi starczeć ognia na całą noc.
-No widzisz Stara, jakiego gościa mamy! Zawsze mówię, gość w dom, to Bóg w dom!! - Stwierdził Tatuś Muminka, zabawiając tłumnie zgromadzonych gości na cześć Jezusa, nie codziennie mogą gościć w swych skromnych progach, nieznajomych.
-Ja tylko chciałem skorzystać z ubikacji... - Odparł Jezus przewierając nerwowo nóżkami.
-Oj... Kawałek boczku i bigosik dobrze zrobi na żołądek - Odparła Mamusia Muminka, która niemrawo krżątała się w okół gości.
-Tak jest! - Krzyknął w alkoholowej ekstazie Tatuś Muminka, klepiąc dziarsko małożonkę po pośladkach. - Stara! Przynieś w podskokach ten bimber, który pędziłem z Migotkiem w zeszły wtorek.
-Już już idę ukochany - Mamusia obdarowała Tatusia namiętnym pocałunkiem i udała sie do spichlerza.
-Powiedz, masz dziewczyne? - Odparła Mała mi, siadając Jezusowi na kolanach, zadając mu przy tym nieopisany ból w okolicy podbrzusza.
-Tata powiedział ze nie mogę mieć dziewczyny - Odparł na pytanie małej dziewczynki - Poza tym, nie masz chyba 16 lat jeszcze?
-No nie postarzaj mnie! Mam dopiero 14 lat i już po dwóch rozwodach jestem.
-Tak Synu... lepszej żony niż Mała Mi nie znajdziesz... no może Migotka, ale ona zajęta jest, Muminek codziennie ją w muszelke całuje.
-Muszelkę? - Spytał prewencyjnie Jezus, nie dowierzając swojemu słuchowi.
-No tak muszelkę, wiesz Migotkę na kolonie socjalne nad UStkę wywieźli kilka lat temu i tam znalzała tą muszelkę.
-Muszę do toalety... - Odparł Jezus, nie mogąc znieść już bólu, zaciskajć z całych sił zęby a brzuch tak mu bulgotał .
-No synu, widzę ześ delikatuśny skoro nie wytrzymałeś nawet do północy.
Jezus zaczął w spazmach tarzac się po ziemi, drząc się w niebogłosy, trzymając ręce na brzuchu.
Migotki, Muminki i inne cuda-dziwy zebrały się tłumnie w okół gościa, na którego cześć wzniesiono ten bankiet, nikt nie spodziewał się ze tak może sie skończyć impreza, z reguły przyjeżdzała straż miejska i zabierała imprezowiczów na myjkę.
-O człowieku ale masz zatwardzenie! - Podsumował owe zdarzenie Tatuś Muminka, w tym momencie przez tłum gapiów, przeciskała się Stara Muminka, a ta zdumiona, nie parskała śmiechem jak większośc towarzystwa, przetarła raz drugi oczy... I krzyknęła.
-On jest przy nadzieji!! - Wydarła się, upuszczając baniak bimbru.
-No taką domówke to ja rozumiem! Do stajenki go zabieramy! - Krzyknął Tatuś Muminka i pochwycił ciężarnego Jezusa.

******** Tymczasem w laboratorium Paszczaka ********

Muminek zaczął się budzić, raźnie zatrzepotał rzęskami i ku jego zaskoczeniu... siedział związany na krześle, nim odzyskał świadomość percepcji i chciał zawołać o pomoc, okazało się ze jest zakneblowany kawałkiem... perułki paszczaka.
-Dobra Muminku... a teraz nam grzecznie odpowiesz co to ma wszystko znaczyć - Powiedział Filonek przystawiając plakietkę znalezioną przy B16 z jednej strony oznaczoną czterema jeźdźcami apokalipsy, a zdrugiej przepowiednia o piątym, ujeżdzający muminka....

Czy Bohaterowie dowiedzą się jaki ma związek z tym wszystkim Muminek? Co się stało Jezusowi Chyrstusowi? Czy Tatuś Muminka ma kompleks małego prącia i nadrabia to gruboskórnością wobec żony? Czy Kotecek znajdzie swoją niebieską muchę? Czy Ambroży Kleks powróci z niebezpiecznej wyprawy na planetę Mango? Czy Wisła pokona Legię? To wszystko i wiele więcej, w następnych odcinkach.
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 28-04-2008 o 13:29.
Extremal jest offline  
Stary 27-04-2008, 12:20   #43
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 27-04-2008 o 12:31.
Chrapek jest offline  
Stary 27-04-2008, 18:30   #44
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Lulaj Jezuniu, lulaj malutki...

-PRZYJ!!- Rozchodziły się okrzyki po całej dolinie Muminków. - Przyj!! Przyj!!.
-O Jezu Chryste! Jak to Kur@#! boli!! - Skomentował Jezus, odchodząc od zmysłów z powodu katorżniczego wycieńczenia.
-Przyj Synu!! Widzę główkę! Ale nie pluj! - Otarł się ze śliny Jezusa, który ten niemiłosiernie wydobywał ze swojego otworu, co najmniej gębowego.
-Nie dobrze, utknął i nie chce iść dalej!! - Ryknęła Migotka, trzymająca rodzącego Jezusa za rękę.
- Stara!! Przynieś bimbru, bo nie będę ciąć na żywca!! I zdejmuj ten fartuch, trzeba w czymś owinąć niemowlę.- Rozdysponował Tatuś muminka pocierając dłonie, wiadomo odbieranie porodu to nie łatwa sprawa, trzeba się przygotować emocjonalnie.
-Zaraz, zaraz... co wy chcecie ciąć? - Spytał się zażenowany całą sytuacją Jezus.
-Nie bój się nic... - Wyszeptała cichutkim głosikiem Migotka wprost do lewego uszka Jezusa - Zaraz będziesz szczęśliwą mamą... ee to jest tatą... mamusiem? - Zgubiła się już Migotka w swoich własnych słowach.
-Nie no Jezus będzie mamusią, bo on rodzi, a kto będzie tatusiem? - Trafiła w samą dziesiątkę Mała Mi
-No właśnie, chyba wiatropylny nie jesteś? - Zadumała się Migotka - No bez Seksu to tak głupio trochę...
-A przede wszystkim nudno jak skur[zana kurtka]! - Zawył Tatuś, przerywając w połowie wypowiedzi Migotki. Nie będąc przy tym całkowicie świadom swojego miejsca w czasie i przestrzeni, wszakże dla niego życie to ciągła imprezka - Stara!! Gdzie ten bimber!?
-Już idę kochaniutki!! - Oznajmiła swe położenie Mamusia vel Stara muminka.
-Zaraz... Odbierałeś już kiedyś poród? - Niespokojnym głosem spytał się ciężarny Jezus.
-Tak, ale nie pytaj jak to się skończyło... Ale nie bój się nic, mam pewną rękę! - Odparł pocieszająco Tatuś, dzierżący w jednej łapie siekierę do drewna, a z drugiej popijał własnej roboty bimberek w butelce od oleju.
-... - Zaniemówił Jezus, z gałami na wierzchu, z przejętą miną pół-głosem spytał się Migotki, tak żeby nie słyszał tego Tatuś, który pochłonięty był wewnętrznym monologiem na temat czy ciąć z lewej, czy z prawej strony. - Jaki poród on odbierał... i jak to się skończyło?
-Oj Menelku Ty mój, Tatuś raz po libacji usnął w stajence i jak obudził się rano to zobaczył jak jego jedna z krów cielaka rodzi, to on na bombie myślał, że obcy wychodzi z krowy i pociął ją, myśląc że zabił królową i ocalił rodzaj ludzki przed zagładą. - Odparła Migotka, pociesznie tuląc i głaszcząc Jezusa po skołowanej skroni.
Tymczasem Tatuś raz jeszcze zaciągnął poezji z trzciny i kartofli;
- Dobra Stara, zdejmuj kieckę i bądź blisko by łapać jak wyskoczy! Dobra jedziemy!! - I podniósł w iście rzeźnickim geście siekierkę, Jezus Jedyne co zdołał to zasłonić oczy i... przeć z całych sił, tak że dziecko wyszło samodzielnie, "naturalną" drogą przez odbyt. Nagle w jednym momencie znikąd wszyscy słyszeli chóry gregoriańskie, wszelkie istoty, począwszy od muminków przez stajenne krowy i świnie aż na bobkach skończywszy padli na kolana, chyląc czoła
-Jezu... masz ślicznego syna... - Powiedziała z łzami w oczach Mamusia tuląc w swym fartuchu świeżo narodzone dziecię boże.



-Tak... ma nos i uszy po Tobie - Stwierdził Tatuś Muminka, jakże dumny z wykonanej pracy, zdejmując cylinder i ocierając mokre czoło od potu, popijając chwile później końcówkę z butelki plastikowej.
- A jak nazywa się ojciec dziecka? Nie odpowiedziałeś nam na te pytanie.- Zaciekawiła się Migotka
-Rydzyk... Tadeusz Rydzyk... - Odparł wzruszony tą wiekopomną chwilą Jezus.
-Ola boga! Cuda niewidy! Dziecię księdza i Jezusa! - Wydarła się Mała Mi i wybiegła z hukiem, aż się za nią kurzyło ze cudownej stajenki i poszła ogłaszać dobrą nowinę.

-No to pozostało tylko dać mu imię, jak go nazwiesz? - Spytał się Tatuś.
-Dam mu imię, takie jakie ja zawsze chciałem mieć... - Popłakał się Jezus ze szczęścia gdy mamusia wręczała mu swoją pociechę.
-Czyli jak? - Podchwyciła za język Migotka
-Przemuś...
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"
Extremal jest offline  
Stary 27-04-2008, 22:19   #45
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
Planeta MANGO, HQ Ligi Sprawiedliwych

Kleks usiadł ciężko opierając się o stół taktyczny. Straty jakie poniósł w walce partyzanckiej z Wielkim Elektronikiem były ogromne. Codziennie posyłał ludzi na śmierć. Nawet teraz dochodziły go krzyki rannych i umierajacych którzy z braku miejsca leżeli w Centrum Operacyjnym. Wojska Wielkiego Elktronika wsparte dwoma dywizjami elitarnych SS Teletubiś Totenkopf pod dowództwem legendarnego generała Alojzego Bąbla dopełniały dzieła zniszczenia.
- Musimy wycofać wojska - powiedział zza stołu Leonidas, ubrany w swoje stylowe getry i panterkę.
- Nie możemy tego zrobić - powiedział poważnie Klex.
- To szaleństwo!
- Nie, k[urtyzana], Sparta - uśmiechnął się krzywo Klex.
- Elektronik jest niepokonany, dobrze o tym wiesz. Powinniśmy się poddać. A już od kiedy porwał mocarnego battlestara, zablokował nam wszelkie działania!
- I dlatego... wezwałem pomoc. Nie obawiaj się, drogi Leonidasie, zwyciężymy! - poklepał przyjaciele po wysmarowanych olejem ramionach, posmyrał po policzku, po czym oddalił się wolnym krokiem. Leonidas splunął ponuro po czym powrócił do rozpoczętej partii bierek.

Dolina Muminków, Laboratorium Paszczaka

- No to co robimy, kochani? - Kotecek patrzył na czerwone niebo i chmury które układały się w fikuśne "666" tuż nad chatą Muminków.
- Bo ja wiem? - wzruszył ramionamy Filonek.
- Jak to co? - zafrasował się Bartłomiej - Kilym kur[ę] i do piachu!
- ... I obszukać z kasy i komórek jeszcze pewnie, co?
- No ba, jak nie jak tak - oburzył się chomik - Ty zielony, gdyby nie ja to byś gówno z klopa jadł i mówił, że wolna europa - pochwalił się znajomością grypsu podsłuchanego na dołku.
Filonek spiorunował go wzrokiem ale nic nie odpowiedział. Obracał w palcach złotą plakietkę. Fascynował go napis. Ale apokalipsa była zła, a on nie powinien do niej dopuścić. Jak coś go nie daj Boże zabije to straci dużo XP i wszystkie itemy, a do tego nie chciał dopuścić.
- Wiem - odrzekł w końcu.
- No?
- Tu jest napisane, że jeden z tych jeźdźców przyjedzie na Muminku.
- No i?
- W sumie to go nie będziemy zabijać, bo kiełbasą nas poczęstował - Chomik ostentacyjnie puścił w tym miejscu focha - Ale żeby nie mógł tego z apokalipsy przywieźć to odpier[niczmy] mu nóżki.
Oczy chomika zaświeciły się wszystkimi kolorami tęczy.
- ... A potem obszukamy go z kasy i komórek!.. - dokończył w rozmarzeniu.
- Dobrze Bartuś, a potem go obszukamy - spatował Filonek - Panowie, musimy wykończyć tych jeźdźców zanim oni wykończą nas. Za długo pracowaliśmy na nasze levele żeby je stracić w taki głupi sposób!

Battlestar Elektronik (wcześniej 'Pegasus')

- ...I przybędzie Prorok Adama i będzie sądził żywych i umarłych Cylonów - Wielki Elektronik właśnie kończył koncelebrowanie mszy. Podszedł do swoich wiernych dowódców.
- Verka - zwrócił się do Verki Serduchki, kiedyś nikomu znanego transwestyty, dziś dowódcy SS Schmaletz Korps, siejącej postrach wśród partyzantki Klexa.
- Wszystko gotowe, milordzie - wyrzekła Verka - Możemy zacząć ofensywę o każdej porze.
- Doskonale, doskonale - Elektronik zatarł kośluny - Zaprawdę powiadam Wam, miłe jest Galactice to co dzisiaj uczynimy. Albowiem błogosławieni ubodzy w RAM, gdyż ich będzie DDR3 niebieski.
- Amen.
- Admirale Soczewka - Elektronik czule uścisnął dowódcę swojej marynarki.
- Towarzyszu Elektroniku - Soczewka oddał honory - Flota ustawiona na pozycjach.
- Wspaniale! Możecie zaczynać, moje ptysie kremowe. Niech dzieje się wola Proroka Adamy!

Dolina Muminków, Laboratorium Paszczaka

- No - sapnął Bartłomiej. Obcinanie Muminkowi nóżek nie było proste, ale się opłaciło. Kto mógłby pomyśleć że taki wieśniacki mumin będzie miał w kieszeni nowiutkiego Iphone'a?
- Bez pracy, ku[rde], nie ma kołaczów - Bartłomiej podzielił się swoją życiową mądrością ze światem - Cokolwiek to k[urde] ci kołacze są.
Filonek stał przed chatką Paszczaka i jarał ćmika.
- Co tam Filonek? - zagadał go Bartłomiej.
- Gdzie Kotecek?
- Został z Muminkiem. Ponoć opatrzeć go chce.
W tym momencie doszedł do nich donośny krzyk Muminka. Raczej nie mógł być spowodowany 'opatrywaniem'.
- Yhy - mruknął żółwik - Ty się lepiej Bartuś zastanów jak przykminimy gdzie się ci jeźdźcy chowają.
- Ja wam powiem - postać u furtki zrzuciła torbę listonosza i zdjęła z głowy równie niebieską czapkę - Jam jest Aragorn, syn Arathorna, legendarny władca Etiopii i Rycerz Okrągłego Stołu!
- Nosz czy my wyglądamy tak kijowo, że ściągamy wszystkich debili z okolicznych bajek?! - żachnął się Filonek.
- Bartłomieju, Królu Gondoru, synu Elendila i Isildura, oddaje się pod Twoje rozkazy.
Po czym tajemniczy rycerz uklęknął i ucałował włochatą stopę chomika.

Z powrotem HQ Ligi Sprawiedliwych

Klex stał ze skupieniem, gdy nagle zadzwonił dzwonek przy drzwiach.
- To pewnie pomoc! - ucieszył się Leonidas.
- Nie, to po prostu telepizza - rzekł Klex - No co? Zgłodniałem.
Posiliwszy się nieco, podszedł do swojego spedalonego przyjaciela i rzekł poważnie:
- Pomoc już nadeszła. Widzisz, moje badania dowiodły że jing musi nakopać jang, białe jest czarne, a czarne białe. Rozumiesz?
- E?
- Przeciwne bieguny się przyciągają, a te same odpychają. Dwa atomy o tym samym ładunku wybuchają w eksplozji...
- Przestań pier[niczyć] Klex.
- No dobra, więc na twój chłopski rozum - Wielki Elektronik jest elektronikiem, nie?
- No nie da się ukryc...
- Więc pokonać go może tylko inny Elektronik!
W tym momencie z błyskiem i hukiem pojawiła się w środku sali zakapturzona postac. Zaśmierdziało siarką.
- Ktoś ty?! - wyjąkał Leonidas.
Postać zrzuciła kaptur.
- Jam jest Lech Wałęsa. Elektronik. Przybyłem by wam pomóc.



- A co z flotą admirała Soczewki?
- O to się nie martw dżentelmenie - z progu rozległ się nowy głos.
- A ty to kto znowu?! - zszokował się po raz kolejny Leonidas.
- Ja?.. Jam jest...

[media]http://youtube.com/watch?v=ddEIICbllAI[/media]
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline  
Stary 30-04-2008, 14:54   #46
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
League of Justice!

Headquarters Ligi Sprawiedliwych - Planeta Mango

-Captain Jean Luc Picard! Jueses Enterprajs! - Zawył poczciwy łysy starzec w obcisłym różowym mundurze i ustał w progu u boku sprzymierzonego wąsatego Elektronika.
-No nie! Toż to czysty skandal! - Podsumował zażenowany całym obrotem sprawy Leonidas - Zeus nigdy by na to nie pozwolił!! Nasza ojczyzna jest już stracona!
-Uspokój się! Kocham tą planetę tak samo mocno jak Ty! - Nawrzeszczał na swego przyjaciela Kleks waląc zaciśniętymi pięściami w stół. - Wiesz o tym doskonale, nie jedną wojnę razem przeżyliśmy i sobie nawzajem tyłki ratowaliśmy - otworzył się Klex przed Leonidasem - Pamiętasz bitwę pod górą Hijal? Jak z połączonymi siłami Orków i Nocnych elfów pokonaliśmy płonący Legion i Archimonda? Wychowaliśmy się razem... Razem się bawiliśmy i razem na dziewczyny do tamtej remizy chodziliśmy - pokazał gdzieś w bliżej nie określony punkt - Wątpisz we mnie przyjacielu? A pamiętasz tą polankę gdzie się biliśmy? Bo powiedziałeś ze że Spiderman jest lepszy od Batmana a to nie prawda.
-Heh pamiętam, po 5 lat mieliśmy, ale to była solówa- na ponurej twarzy Leonidasa pojawił się dziecięcy uśmiech
-I pamiętasz co sobie przyrzekliśmy po wszystkim?
-Że zostaniemy kumplami do końca życia.
-No, chcesz złamać dane słowo?
-Nawet mi się nie śni... ale powiedz - w tym miejscu Leonidas bacznie przyjrzał się dwóm nowym osobnikom Ligi Sprawiedliwych - Skąd ich wytrzasnąłeś?
-Z gazety, bezrobotny inżynier urządzeń elektrycznych, a przy tym doktor prawa i emerytowany kapitan zwolniony dyscyplinarnie za alkoholizm
-Gah! - Leonidas splunął ponuro przed oblicze Kleksa - I co myślisz że to coś da? Z Pegazusem Wielki Elektronik jest niepokonany, cała nasza armia nie dała mu rady... - Z smutkiem w oczach stwierdził Spartanin, drapiąc się po getrach w panterkę.
Kleks w kontemplacji trawił słowa przyjaciela, raz przyglądając się mapom taktyczno-strategicznym z rozmieszczeniem korpusów SS Teletubiś Totenkopf i siły osłaniające Elektronika SS Schmaletz Korps, raz przyglądając się gustownemu kaskowi Lecha Elektronika i jego zastanawiająco zacieszającym się uśmieszku, raz na dziurawe getry Leonidasa i raz rażący gejowski mundur Picarda. Przez tą chwilę konsternacji przechodziły różne myśli przez jego umysł, ba, czuł nawet że jego umysł to nic innego jak pewnego rodzaju gniazdko przez które przechodzą miliony światłowodów. Profesora Ambrożego zaczęło podniecać owe myślenie, a może to było dzieło dziurawych getrów Leonidasa i munduru Picarda...
-Proszem wybaczyc, ale czemuż się zajmujemy jakimis tutaj prawda bredniami, do jasnej anielki musimy coś zrobić! I proszem przestać dlubać w nosie, bo czujem sie zniesmaczony! - I tak oto chwila wyłączenia umysłowego i odpłynięcie do krainy marzeń sennych zostało przerwane przez dukanie Lecha.
-Musiałem sie... no tego zastanowić! I już wiem! - Oznajmił Kleks. - Musimy poprosić Madam Web by sprowadziła nam posiłki!
-HA! Wiedziałem! - Rozległ się głos Leonidasa po całej sali narad - Ty Ch[amulca] wiesz co robić? Ty nic nie wiesz!! To już teraz se możemy kule w łeb w[sadzić] jak mamy korzystać z jej pomocy!
-O co Ci chodzi... ? - Spytał odwracając w teatralnym geście gałki oczu, odwracając przy tym niechętnie wzrok
-O co mi chodzi? O to chodzi że chcesz skorzystać z pomocy tej wiedźmy, która nawet nie wie jak się nazywa!
-Nie marudź! Nie mamy innego wyjścia, chodźmy do wyroczni.

Wnet bez dalszego szemrania cała czwórka weszła do windy która znajdowała się w centrum dowodzenia. Winda była mała, 2 osobowa, ale z powodzeniem mieściły się 20 osoby, przetestowane i zatwierdzone jeszcze za czasów pokoju, kiedy to owy obiekt pełnił rolę akademika. Kleks czuł co prawda pewien dyskomfort, gdyż w jego mniemaniu każdy jeden z jego podwładnych śmierdział gorzej od drugiego, lecz to on w rzeczywistości puszczał bąki gazując towarzyszy. Kiedy wreszcie zjechali 20 pięter pod ziemię, drzwi od windy w końcu się otworzyły, pośpiesznie wszyscy wysypali się z niej by móc odetchnąć świeżym powietrzem, ale ich złudne marzenia szybko prysły, gdy poczuli swąd moczu, lekarstw i innych woni rodem wziętych z kostnicy i innych pieczar cmentarnych. A przed ich oczyma ukazało się...
- O w dupęm !! - Zawył elektryk chowając swą mizerną posiwiałą główkę w kask



-Sir, kto to jest? - Zaintrygował się Picard
-To jest właśnie Madam Web - Odparł na pytanie Profesor Kleks, każdy mieszkaniec planety Mango wie że jest ona od zawsze, małe dzieci się nią straszy i jest obiektem szykan i dowcipów. Krążą legendy że buszuje po kanałach i pod osłoną nocy wychodzi z muszli klozetowej, porywa małe dzieci i wraca do swej kryjówki gdzieś w głębinach piekielnych.
Rzeczywistość jest bardziej oczywista , Madam Web to stara, emerytowana luksusowa prostytutka, która w latach świetności swej kariery zawodowej była pojona wódą i różnymi dragami. I tak po dziś dzień kobicina nie jest w stanie wyrwać się z narkotykowego letargu. Zamieszkała tutaj w podziemiach akademika, gdyż ciągle miała dostęp do różnych dilerów, w zamian wróżyła im z żył dłoni i innych kończyn, ale w każdej legendzie jest ziarenko prawdy, Madam Web potrafi siłą woli przyzwać osoby z najodleglejszych stron wszechświata, a to było dowódcy partyzantki Kleksowi niezbędne do skompletowania drużyny.
-Maaaacieee PIii...Piiixyyyy?? - Spytała się na wpół grobowym głosem kobieta na taborecie, porośnięta pajęczynami
-Mamy - Stwierdził raźnie kleks, wyciągając z kieszeni kilka białych tabletek
-Nie dawaj jej wszystkiego, bo zeżre z miejsca i odleci - Ostrzegł przyjaciela Leonidas - Wiesz jaka ona jest pazerna, po kolei jej dawaj... I pamiętaj że musisz mieć jedną pigułkę dla siebie, w razie jakbyś wpadł w niewolę, wróg nie może się niczego dowiedzieć...
-Wiem wiem pamiętam, nie dygaj - Uspokoił druha w panterce i podszedł bliżej przed jej karkołomne oblicze, z pewną dozą nieufności dając na koniuszkach palców pigułkę radości, nieruchoma dotąd Madam, z trudnością poruszająca dotąd ustami, żywiołowo pochwyciła nimi ofiarowaną pigułkę, prawie odgryzając przy tym dłoń i zaczęła namiętnie przewracać ozorem w gębie, wykrzywiając głowę w nienaturalne pozycje, raz 90 geometrycznych stopni na lewo, chwile potem na prawo, dostając szczękościsku przeżywała taką rozkosz że aż zaczęła się obracać na taborecie w okół własnej osi. PO chwili jak nagle wszystko się zaczęło, tak szybko i gwałtownie ustało a Madam z powrotem przyjęła pomnikową pozycję.
-Miiisiiibiiisiiii... - wydukała śliniąc się przy tym
-Co? - Zapytał Leonidas który nie zrozumiał słów naćpanej wyroczni
-Mitsubishi... - Przetłumaczył na bardziej zrozumialsze słowa Kleks
-Cóóż... cheeeecieeee... mooojeeee Dziiaaatki...
-Potrzebuję Twojej pomocy, musisz przywołać kilka osób, które pomogą nam w obronie Mango! - Rozkazał Madam Web Ambroży czule pieszcząc swoją brodę obklejoną cekinami.
-Aaa.. kooogooo...poootrzeebuujeeeciee?? - wystękała z trudem trzymając się na taborecie
-Potrzebujemy najsilniejszego woja, jaki widział świat... daj nam Conana Barbarzyńcę z Cymerii!!
-Beeezieee Kooonaaan... ale nie z Cyyymeriiii.... - Rzekła Madam, emfatycznie kręcąc głową i rysując rękoma coś w powietrzu, majacząc przy tym, po krótkiej chwili trwania w transie coś huknęło i wzniósł się kurz... a przed bohaterami pojawiła się dodatkowa pomoc w walce ze złym Elektronikiem:

[media]http://www.youtube.com/watch?v=PkbB-X9654s&feature=related[/media]

Pojawił się na wpół nagi, odziany jedynie we włochate majtki dwu metrowy goryl, który zręcznie wymachiwał świetlnymi ozdóbkami które są niezwykle popularne na parkietach techno-party

-Co jest... kur[cze]? - Zająknął się Leondias przecierając oczy ze zdumienia
-Jam jest Conan z Ibizy! - Przedstawił się osobnik, zręcznie kłaniając się w pół
-Dobrze. - odrzekł Kleks- Conan to Conan - Usprawiedliwił sobie, że nie tak to miało wyglądać - No to teraz potrzebny nam będzie cygan!
-Cygan? Po cholerem nam jakiś Cygan? Panie, ja się bojem Cyganów, jak byłem mały to jeden z tych łobuzów wsadził kosem w plecy! - Zakłopotał się Wałęsa Lech
- Mistrz ekscelencja Ja-Po nauczał, "Smród dokucza mniej, kiedy masz szczura obok"... i tego się będę trzymał - Oznajmił Kleks kładąc swoją dłoń na niskim ramieniu zaprzyjaźnionego elektronika, a przyjacielski uśmiech jakim go obdarował sprawił, że Lechowi minęły wszelkie wątpliwości i przytaknął swojemu dowódcy
-Madam Web, sprowadź nam jakiegoś Cygana! - Kontynuował

Zaś Dama porośnięta pajęczynami ponownie zaczęła mamrotać i gestykulować bliżej nieznane obiekty w powietrzu, huknęło pierdnęło a przed nimi pojawił się...

[media]http://www.youtube.com/watch?v=7ZiyuhWQxt0[/media]

-Niech Cię Klex! - zaklął Leonidas, już nawet te pchły które miał na getrach nie przeszkadzały mu na tle tego co się wyrabiało przed jego oczyma - Gorszego debila jak Ty to świat nie widział! Te oszołomy jedyne co mogą to iść na linie ognia i osłaniać mięso armatnie, bo do niczego więcej się nie nadają!
Klex zmroził Leonidasa wzrokiem, po czym sprzedał mu liścia, Leonidas w obrazie majestatu opuścił zwiesił wzrok i milczał, dając jasno do zrozumienia że nie ma ochoty na dalszą rozmowę.
-Nigdy więcej nie śmiej wątpić w moją wizję... TEN plan musi się udać! - Zripostował oczernienie na oczach podwładnych Profesor.

-Ziomki o co kaman? Bo mnie się trochę śpieszy a nie mam czasu tu byle komu nawijki nawijać, sucze na mnie czekają a mam dziś zagrać melo z Liroyem - Wybełkotała nowo przybyła postać, brana w gustowne przy małe dresy odsłaniając urok cały kostek u nóg oraz brudny szary polar z kapturem, trzymając w rękach mikrofon.
-Coś mi się zdaje że dogadałbyś się z Bartłomiejem... - Odpowiedział Klex, tuląc trzęsącego się Lecha przed obliczem nowego nabytku do drużyny.
-Nie w takcie jest się nie przedstawić. - Rzekł Picard, który dotychczas cały czas był dystyngowany, małomówny i wyrafinowany słowem aż do bólu "angielski"
-Co chcesz gościu? - Odparowała postać machając mikrofonem
-Jak Cię zwą ziomek... - z trudem wydusił z siebie Klex, ale te długie tygodnie obcowania z Bartłomiejem opłaciły się, z każdym teraz się da porozumieć.
-Lech Roch, raper ogólnoświatowy Kumalski lamusy? - Przedstawił się Cygan

Madam Web przerwała jakże porywający dialog i ponownie jej grobowy głos zmroził zjeżył włosy co najmniej na głowie:
-Muusiiciee ooodszuuukać Meeerliiina...
-Merlina? - Wyskoczył Klex - Skąd znasz Merlina?
-Oooon, jest waaaszą jedynaaa nadziejaaa... znaaadziecie gooo na baazaaarkuu, wieeecej nieee mogeee waaam pooomoooc - Rzekła Madam Web i machnęła rękoma, a cała liga sprawiedliwych znalazła się na samym środku bazarku.



Muszą odnaleźć RoboMarlina, od tego zależą losy planety Mango...
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 30-04-2008 o 15:26.
Extremal jest offline  
Stary 02-05-2008, 14:47   #47
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
... Konan czuć Ibizę...

- A weź, goń się niemyty listonoszu - obruszył się Bartłomiej i profilaktycznie otworzył swoją posrebrzaną kosę, co ją nosił na wielkim goldzie zawieszonym z kolei na chomiczym karku.
- Jam nie listonosz, królu mój i władco - odrzekł Aragorn - Jam przybył coby Cię do twojego królestwa zabrać...
- Kure..? - Chomik nie potrafił powtórzyć słowa które nie znajdowało się w jego dresiarskim słowniku T9, toteż próbował je skojarzyć ze słowem które brzmiało możliwie najpodobniej.
- No, że masz dużo kasy, dup i rządzisz - podsunął mu Filonek.
Oczy Chomika zaświeciły się niczym sto kogutów z policyjnych suk na meczu Legii. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że jest sutenerem. No bo ponoć kasę miał, dupy miał i w dodatku rządził. W chomiczym łbie wszystko to układało się w logiczną całość.
- Prowadź podnóżku - wyrzekł Bartłomiej - Ale mam nadzieję że dziewczyn nieobstawionych nie zostawiłeś?
Aragorn otworzył już pysk żeby coś odpowiedzieć ale Żółwik wpadł mu w paradę:
- Zaraz, zaraz, najpierw musimy kropnąć Jeźdźców Apokalipsy, bo inaczej ja stracę XP a ty swoje królestwo. Potem możesz robić ze sobą co zechcesz.
Bartłomiej się skrzywił, ale co było robić. Zawsze chciał się w życiu ustatkować, znaleźć porządną czarną chomiczycę, i spłodzić dorodne potomstwo. Własne kure.. tfu! Królestwo dawało mu tę możliwość.
- Gadaj Alf, gdzie możemy znaleźć tych ziomków - wyrzekł władczo do Aragorna.
Rycerz podrapał się po przyłbicy:
- No, tutaj, niedaleko jest stadnina koni... Jak mówicie, że jeźdźcy to może i tam siedzą?..

- Dobrze się stało, że źle się stało - podsumował swoją obserwację Lech Wałęsa.
- Ty no, od początku wiedziałem, że jak pójdziemy do tej starej ćpunki, to tak skończymy - mruknął Leonidas.
- Weź nie smuć tutaj. Sam zanim pojechałeś bronić Sparty przed Persją, to się ćpunki radziłeś! - rozeźlił się Klex.
- Wrobili mnie - Leonidas wzruszył ramionami - A poza tym tamta była fajna - wysunął oskarżycielsko palec w kierunku Klexa.
- Co ty wkręcasz, przecież ja wiem i ty wiesz że chłopców tylko lubisz - żachnął się Klex.
- Nie przy ludziach, pedofilu!..
- Mordy! - spieklił się Wałęsa - Aferzystów, to ja puszczę w skarpetkach! Furman nie może być koniem i odwrotnie... tego... Rozdzielić się trza.
Cisza zapadła po wytryśnięciu oszałamiającej wiedzy z antycznej krynicy mądrości.
- Lech elektronikiem jest ale rację ma - rzekł Klex - Ja biorę ze sobą Cygana, bo inaczej mnie okradną a nowego rolexa w kieszeni mam. Leonidasie, pójdziesz z Lechem. Jean Luc, z Konanem z Ibizy.
- KONAN SZUKAĆ!
- ... Spotykamy się tutaj za godzinę. No chyba, że ktoś jakąś promocję znajdzie na tym bazarze, to wtedy dłużej.

- Ty, Cygan, wy się podobno jak tasiemce, dzielicie na jakieś rodzaje, co nie? - Klex próbował nawiązać przyjacielską konwersację ze swoim śniadym towarzyszem.
- Ty nie mów na mnie Cygan, co?! Skorpion jestem, raper!
- Dobra, dobra... - Klex położył uszy po sobie.
Przez chwilę szli w milczeniu.
- No ale wychowałeś się z Cyganami, nie?..
- Coś ci powiedziałem, brodaty!
- ... bo podobno są Cygany Uzbrojone, Uzbrojone W Harmoszkę i Nieuzbrojone, nie?..
Ręka Skorpiona niebezpiecznie powędrowała w kierunku swojej magicznej kosy, gdy nagle zobaczył przed sobą mikrofon. Mikrofon co prawda wyglądał na świeżo podprowadzony z jakiejś imprezy, bo wystawały z niego kabelki, wyraźnie ucięte sekatorem. Ale dusza rapera została już obudzona. Lech przyssał się do mikrofonu, zanim Klex zdołał go złapać.
- Kochani moi - zagaił, mimo że mikrofon nie był podłączony do czegokolwiek - To dla was:

Żeli papą, a papą, ekemene merde
Szukam Merlina jedząc kanapkę
Lech Roch jestem, to co patrzę
Dzikich kotów parę, to i zobaczę
Więc zejdź mi z drogi, bo zaraz
Ku*wa roz*dolę Ci nogi!
Umyj stopy swoje antylopie,
Bo ty jesteś głową w klopie...
Ała!

W tym miejscu Lech przyjął na łeb uderzenie średnio wyważonym kluczem francuskim, za którym posypał się istny grad pocisków. Ludzie nie przebierali w środkach, i rzucali nawet własnymi dziećmi.
- Chodu Cyganie! - krzyknął Klex łapiąc za ramię osłupiałego Lecha Rocha - I przypomnij mi, żebym Ci krtań wyciął, jeśli uda nam się uciec...

Leonidas z Lechem przeciskali się pomiędzy straganami. Nagle ich oczom ukazał sie dziwny metalowy kształt.
- Lech, patrz!
- Ano, ano - Lech pokiwał łbem w kasku.
Podeszli do trefnego straganu.
- Dobry wieśniaku, cóż to za diabelski sprzęt masz na straganie? - zagaił Leonidas. Dobry Wieśniak wybałuszył oczy.
- E? - stwierdził inteligentnie - Panie', bo ja wszyściuchne rachunki opłacone mam. A tych od mafii, to co ja panie, ja z nimi nie handluje!..
Lech złapał Leonidasa za rękę.
- Ja to załatwie - rzekł był - Panie, a co to za cholerstwo pan masz?
- Panie, pralka! Dobra pralka, 100 złoty i bierzesz pan.
- Dziesięć dam.
- No co panie, osiemdziesiąt!
- Dwanaście!
- Pięćdziesiąt!
- Pięć złoty na piwo, i nie powiem żeś pan od kitajców adidasy przemycasz pan na straganie!
Straganiarz zachłysnął się po czym wydał towar.
- Dobra, teraz to trzeba uruchomić...
- Ale to nie jest robomerlin, prawda? - zafrasował się Leonidas.
- Nie, ale też metalowy, więc może coś wie... Weź no francuza podaj, na pasku mam... Nie chcem ale muszem... - Lech walnął swoim popisowym grypsem.
Przez chwile majstrował coś we wnętrzu świeżego nabytku.
- Coś Ci nie idzie - mruknął Leonidas - Wielki Elektronik to by to w try miga załatwił...
- Wielki Elektronik?! - wściekł się Lech - On nie jest elektrykiem i nie wie, że są akumulatory kwasowe i zasadowe. Ciekawe, które on ładuje?! O, poszło!
Wyczołgał się spod obiektu swojej pracy i przyjrzał się nań krytycznym wzrokiem:



- No żesz, kochani, nigdy się zabawić do syta nie mogę - żachnął się Kotecek.
- Ty nic nie mów sierściuchu! - wściekł się Bartłomiej - tak żeś się zabawił, że go nie mogliśmy ocucić, żeby się od niego czegoś dowiedzieć!
- Oj, no może troszkę przesadziłem... Ale tylko troszkę! - poprawił swoją muchę i zadarł w górę koci pysk.
Podeszli do stajni. Wyglądała na opuszczoną. Żółwik przekroczył próg otwierając skrzypiące drzwi. W nozdrza uderzył go zapach eau de shchineaux i delikatny posmak
chateau de naturat.
- Jest tu kto? - zapytał nieśmiało.
Drzwi za nim zatrzasnęły się nagle z hukiem.
- Witaj Filonku - rozległ się głos z naprzeciwka. Zapłonęły ukryte reflektory oświetlając rozmówcę. Filonek szarpnął za drzwi, ale te nie puściły. Napastnik tymczasem przybrał postawę bojową.



- Stawaj do walki, Filonku!

- KONAN NISZCZYĆ! - wielkolud wbił sobie w żyłę strzykawkę z metą. Jego mięśnie natychmiast nabrzmiały a sam Konan zrobił się dwa razy większy.
- Messieu, naprawdę sądzę, że nie powinniśmy... - zaczął Picard, ale został odepchnięty włochatą łapą.
- KONAN W TRANCE'SIE! KONAN CZUĆ IBIZĘ - zgarnął pierwszy lepszy stragan i zaczął skakać po następnym. Nagle jakaś ręka klepnęła go w plecy.
- Może trochę koksu? Dobry koks, prosto od braci z Ukrainy! - zagadnęła jakaś nieogolona gęba - Co to za trance bez koksu?
- KONAN CIEKAWY... TY PROWADZIĆ - wyrzekł wielkolud, zgarnął Picarda pod pachę i poszedł za jegomościem.
Dziesięć minut później siedział już w wygodnym fotelu. Świat zaczął przyjemnie wirować a uszy pieściła kojąca melodia...

[media]http://www.youtube.com/watch?v=4ferPNYmJsM[/media]
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 02-05-2008 o 15:04.
Chrapek jest offline  
Stary 26-06-2008, 19:36   #48
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Sztillle NAHT

-Stawaj do walki Filonku!! - Rozniósł się przenikliwy bełkot po całej stodole, Filonek nie wiedząc czemu jeszcze zanim wszedł do stodoły czuł że to pułapka, więc spytacie pewnie czemuż to zrobił? Ano żółwie to mało rozgarnięte i spostrzegawcze stworzenia, a w dodatku ten okaz jak zwykle zapewne cierpiał na kaca i to zmniejszyło jego zmysły percepcji. Zanim bohater zorientował się co w ogóle się dzieje, już Jeździec Apokalipsy powalił go na ziemię, siedział mu na klacie i ciągnął za poliki w iście morderczym szale, tocząc pianę z pyska.
-Maciek? Maciuś Lubicz z Klanu? - Zagaił Filonek który przeżywał szok spotkania 3ciego stopnia z Maciusiem z Klanu.
-Maciusia już nie ma... - Odpowiedział opamiętując się choć na moment, otarł z pewną dozą nonszalancji pot i pianę z pyska - Maciusia nie ma odkąd tatuś zabrał na izbę wytrzeźwień. TERAZ JEST JEŹDZIEC APOKALIPSY!!


** W tym samym czasie: Orbita planety Mango: Battlestar Elektronik (Wcześniej Pegazus):Sala Tronowa Wielkiego Elektronika (Wcześniej mostek dowodzenia) **

Sala tronowa, wzniesiona ku chwale patrona okrętu będąca hołdem jego nieskończonej mądrości, jak i miejscem jego pobytu, to właśnie stąd Wielki Elektronik kierował wszystkie swoje knowania oraz zasięga porad u swoich dowódców.
W tej chwili na tronie spoczywał we własne osobie Wielki Elektronik, głowa oparta o dłoń jasno mówiła że wódz jest strasznie zmęczony, co rusz mrużąc oczka i walcząc ze snem starał się zapanować nad ciężkimi powiekami, nużyła go tak audiencja dyplomaty Cylonów, którzy oferowali pakt o nieagresji oraz pokojowy



-Moja rasa proponuje Twojemu imperium o Najwyższy, sojusz wojskowy zakrojony na międzygalaktyczną skalę, ponadto w zamian za neutralność i wymianę handlową oddajemy wam ten o to trybut w postaci 100 ton złota i trzy wsie w Warmińsko-Mazurskim - odpowiedział beznamiętnie przybysz Cyloński, dając do rąk Pana Soczewki list uwierzytelniający od dowództwa Cylonów. Pan Soczewka w podskokach pokonał schody prowadzące pod tron, przed obliczem Elektronika padł na kolana, głowa skulona w dół nie mogąc sobie pozwolić na taką bezczelność jaka byłaby spojrzenie swojemu Imperatorowi w oczy, wyciągnął do góry dłonie z owym listem.
Wielki Elektronik obcesowo ziewnął, podrapał się po główce i leniwie podniósł świstek papieru, zręcznym gestem dłoni rozwinął kartkę, wyciągnął z ręki binokular i zanurzył się w lekturze. Zarówno Dyplomata Cylonów jak i Pan soczewka nerwowo przydreptywali, oczekując w pełnym skupieniu na słowa Wielkiego Elektronika, ten czytając w dalszym ciągu list, niemrawo drapał raz zaropiałe oczęta, a dwa po plecach, pół szeptem parsknął coś pod nosem gestem i podniósł leniwie prawy półdupek, podłożył pod siebie traktat pokojowy, głośno i z gracją pierdnął na niego, na samym końcu podarł na malutkie kawałeczki rozsypując je przed sobą. Cylonowi z miejsca zapaliły się czerwone diodki i złapał się za swój łeb w kształcie posrebrzanego czajnika
-Cóż żeś uczynił?! Miesiące starań przekonywania radykałów spełzły na niczym! To skończy się wojną! - Oburzył się Cylon
-Mówiąc krótko Otóż nasze Imperium od zawsze wierne było podstawowym wartościom. Wartości to Prorok Adama, honor i ojczyzna. Te wartości są fundamentem naszego istnienia, na tej ideologicznej opoce zbudowaliśmy wszystko, co mamy.
I tych właśnie wartości nie widzimy w Waszej propozycji. Brakuje mi w proponowanej przez Was strukturze miejsca dla duszpasterzy, jedynie wojna i pieniądze... a gdzie nieśmiertelne dusze? - bezradnie rozpostarł ramiona Wielki Elektronik
- Gdzie wiara, godność i chwała w Proroka? - Kontynuował - Już odpowiadam... nigdzie. - Skończył swój męczący wywód, pstrykając palcami przywołał dwóch żołnierzy ubranych w ssmańskie mundury z maskami teletubisiów, uzbrojonych w długie halabardy
-Straż zabrać go i przerobić na płyty DVD! Skończyły mi się, a nowe Hentaje są w sieci a nie chce mi się ruszyć dupy do sklepu - podsumował dyplomatyczną wizytę.

-Panie... - rozpoczął rozmowę niepewnie Pan Soczewka zostając sam na sam z niepodzielnym Imperatorem planety Mango - Nasi agenci donieśli mi o Klexie... zbiera w okół siebie drużynę, nazywają siebie Ligą Sprawiedliwych.
- Klex?! - odparł poruszony Wielki Elektronik, wybudziwszy się momentalnie na samo brzmienie jego imienia - Jak to?! Czy on nie zginął podczas ostatniego nalotów bombowych tydzień temu? Tak chcesz się bawić Klex... ok. Soczewka! Sprowadź mi agenta Żwirka i agenta Muchomorka!

- Konana boleć główka... - zdołał wydobyć ze swojej przećpanej krtani Konan, lekko podnosząc swą niewinną główkę z twardej poduszki.
Leżał na karimacie okryty jakimś starym, zawszonym płaszczu, czuł jak dreszcze mimowolnie przechodzą jego mocarne ciało, ale jednak zatęsknił za Ibizą
-Konan nie czuć już Ibizy, ale Konan mieć piękny sen, Konan być tam król i mieć dużo pięknych kobieta - I nad sobą na suficie zobaczył plakat nagiej pieknej dziewczyny, z zajączkiem playboya na majteczkach, Konan z szaleńczym pożądaniem wyciągnął rączki do niej, odkrywając z siebie stary płaszcz, którym był przykryty:
-Konan chcieć tam wrócić - zaczął markotać pod nosem...

-Bajtek? - Zdziwił się na widok blaszaka Wałęsa - Mordo Ty moja! - i wpadli sobie w ramiona, obściskując się przy tym i witając się w iście radzieckim stylu, wszakże nie ma nic bardziej dumnego niż kwiecisty męski pocałunek na przywitanie.
-Przysłała nas Madam Webb - Skrócił ceremonie przywitania Leonidas
-A tak zbliżcie się i słuchajcie, chodźcie, chwyćmy się za dłonie i stańmy w kółeczku - zaczął Bajtek raźnie mrugając antenkami, merdając niczym pies ogonem
-Do rzeczy Towarzyszu - Klepnął w ramię Robociego towarzysza elektryk, a z zamiłowania prezydent.
-RoboMarlin nie może przyjść, matka go w domu trzyma, i uczy się do matury z angielskiego; ale zanim dostał szlaban kazał mi przekazać przepowiednię, którą miał wam przekazać.
-Jaka przepowiednia? - Spytał zaciekawiony Leonidas
-Przepowiednia o początku końca... przepowiednia o kimś kto zmieni oblicze tego świata... On nie tańczy do muzyki... to muzyka jest grana pod jego taniec:

"Ten, którego zaraza ani miecz nie zgładzą,
Umrze na szczycie wzgórza, uderzony z nieba.
Opat umrze, gdy ujrzy ruiny narodu,
Na wraku statku, próbującego wytrwać na rafie.

Przed bitwą wielki człowiek padnie, wielki dla śmierci.
Śmierci zbyt nagłej i opłakiwanej.
Zrodzon ułomnym, przebędzie przez większą część drogi;
Przy rzece krwi ziemia jest splamiona."


-O boże... to straszne! - Wydarł się Wałęsa
-Ale to nie wszystko! Towarzyszu Bolek! Dowiedzieli się! Dorwali się do mojego dysku twardego! - Zaczął łamiącym syntezatorem mowy robot człekoidentyczny
-Co? Jak? Kiedy? - z przerażeniem w oczach Towarzysz Lech Wałęsa zaczął trząść za łachmany Bajtka
- To było latem, szedłem sobie spokojnie przez park, aż tu nagle znikąd wyskoczyli na mnie w kominiarach, założyli torbę na łeb, i spadły razy na mój monitor, upadłem bałem się podnieść... - padł na kolana i wtulił się w sparaliżowane ciało Elektryka
-Kto to był?...- spytał się poważnie Lech Wałęsa, zdejmując swój mocarny kask
-To oni... to te świnie z IPNU! - Wydarł się Bajtek - Jak leżałem, to oni mnie kopali, powiedzieli że mnie na mikrofalówkę przerobią jak komuś powiem...
- I co zrobili?
-Podłączyli się pod USB, i zaczęli kopiować dane, ale Lechu, mój przyjacielu nie zdążyli wszystkiego skopiować, nie wiedzą że masz 5cioro nieślubnych dzieci
-Widzisz Bajtek, tyleżeśma lat strajkowali w stoczni, tyleżeśma, ale to już koniec-
Wyjął zza pazuchy pistolecik, malutki, będąc jednocześnie bardzo figlarny, w sam raz pasował do spasionej raczki Lecha
-Nie... proszę, nikomu więcej nie powiedziałem, przyrzekam...
-Ile dostałeś?... - Ponurym głosem kontynuował Lech
-Boże, nie kupili mnie... przysięgam! - Bajtek zaczął coraz to krok po kroczku oddalać się od swojego towarzysza, nagle rozległ się huk, powietrze zostało rozdarte przez świst kuli przeszywającej miedziane pudło, jakim było ciało Bajtka
-2 patole...- wyjęknął Bajtek, trzymając swoją mechaniczną łapką przedziurawione ramię, na kształt rury od odkurzacza
-Za 2 patole... nie ma dla Ciebie litości - Mafijnie spojrzał nań, i założył z powrotem swój kask elektronika, wymierzył prosto w metalowy monitor robota
-Bezpieka Cię dorwie i tak, nie masz dokąd uciec! PRL powróci, i zemszczą się na Tobie! - Wywód przerwał strzał prewencyjny, rozbryzgując HDD i niebieskie diody w obrębie dwóch metrów od jednostki centralnej
-Nie chcem ale muszem... Dobrzę, a Ty coś słyszałęś dobry człowieku? Nię mam nic przęciwko Tobię, alę wiesz, częrwona pajęczyna oplonta wszystkich - Oświadczył Lech celując w Leonidasa ze swojego pistoleciku
-Ja? Nie nic nie słyszałem - Odparł beznamiętnie Leonidas, wzruszając ramionami, kopiąc w stronę Lecha, odstrzelony kineskop zastrzelonego konfidenta
-No to dobrze, porachuje wszystkim kości kto ośmieli się mnie nazwać ponownie Bolkiem!- Oznajmił Wałęsa
-A nie ładniej by brzmiało, zamiast porachuje, już czas panowie? - Odparł Leonidas?

Filonek i Maciuś na krańcu stali świata, i zło zmierzyło się raz jeszcze z siłami dobra, przepowiednie mówiły, że stanie do walki dwóch, przeżyje tylko jeden, piekło i niebo starły się w decydującej bitwie o los ludzkości, walczyli tak, jakby nic innego się nie liczyło, liczyła się tylko ta chwila, ten moment... ops, nie ten cytat;

Maciuś siedział na klacie Filonka i wyrywał mu włosy z główki...
-Tata mnie kocha trzy razy dziennie! Dopóki nie miał kuku w samochodzie, teraz ja go kocham!
Filonek czuł, że sytuacja wymyka się spod kontroli, czuł jak każdy jego oddech robi się coraz bardziej płytki, a siła Maciusia, przerosła jego wszelkie oczekiwanie
Wnet, znikąd zjawił się on...
-Ciii Maciusiu... Ciii - Wydobyło się zza pleców nieszczęśliwego demona uwieziona w ciele downa, Chomicza ręka zakryła usta Jeźdźca apokalipsy, wbijając kosę w plecy, powolutku rozdzierając jego delikatną skórę, sprawiając iż każda sekunda cierpienia była dla niego kakofonią, a do uszu napływać zaczęła niemiecka pieśń

- Stille Nacht! Heilige Nacht!
Alles schläft; einsam wacht
Nur das traute hochheilige Paar.
Holder Knabe im lockigen Haar,
Schlaf' in himmlischer Ruh'!
Schlaf' in himmlischer Ruh'!

Maciuś upadł martwy, na Filonka, bryzgając krwią z ust, a z jego pleców wystawała przyczyna śmierci niedoszłego zabójcy, wetknięta kosa Bartłomieja.
-Co to było? - Zaciekawił się Filonek
-Oglądałem szeregowca Ryana i tam była taka scena! A teraz idziemy do mojego kur... kures...
-Królestwa... - dokończył Filonek
-O właśnie! No to idziemy
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 26-06-2008 o 23:22.
Extremal jest offline  
Stary 30-06-2008, 16:58   #49
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
- Mnie można zabić, ale nie pokonać - Wałęsa opuszczając dymiącą lufę podzielił swoją magiczną refleksją ze światem przedstawionym - Idziemy do domu Robomerlina!
Leonidas, lekko zszokowany tym co zaszło, przez dłuższą chwilkę walczył z przywłaszczeniem sobie kilku światłowodów które wypadły z Bajtka. Świecidełka w tych stronach z których pochodził były w cenie. Mógłby sobie za nie kupić dużo krów na swoim ranczo, a Wielkie Mzimu byłoby z niego zadowolone. Zwalczył jednak w sobie szatańską, materialną pokusę i mrucząc pod nosem ruszył za Lechem.

Konan z Ibizy ogarnął się w tym czasie na tyle, że zauważył brak stanu osobowego. Co prawda liczenie do dwóch nie było nigdy jego mocną stroną - znacznie lepiej wypadał w liczeniu do jednego, ale jego herkulesowy umysł gotów był się wznieść na szczyty kiedy zachodziła takowa potrzeba.
- KONAN SZUKAĆ PIKARDA - rzekł wielkolud, po czym ruszył po piwnicy w której do tej pory przebywał. Poszukiwania jednak nie przyniosły ozekiwanego rezultatu - Pikarda nigdzie nie było widać. Konan stwierdził więc, ze tutaj niezbędne staje się użycie trensu. Oczywiście, w jego skromnym umyśle brzmiało to znacznie prościej - ponieważ jednak przytoczyłem Czytelnikowi obraz Konana jako względnie inteligentnego wielkoluda, umiejącego samodzielnie policzyć do dwóch, nie chciałbym burzyć tego światopoglądu. Wojownik Ibizy wyjął tymczasem swoją dorodną empetrójkę i założył słuchawki na uszy. Trens rozlał się po jego mocarnym ciele miłym ciepłem, które przenikało wszystkie dawno zabite sterydami komórki.
- TRENS, ZAPROWADŹ KONANA DO PIKARDA - wyrzekł magiczne zaklęcie. Trens wygiął ramiona i nogi Konana, i ten, koślawo, prowadzony rytmem magii ibizjańskiej począł iść do przodu. Trens doprowadził użytkownika jego mocy do dużego śmietnika na zapleczu piwnicy. Konan otworzył wieko.
Jego oczom ukazał się Pikard, a raczej to co z niego zostało. Na łbie miał ciągle zarzucony worek, brzuszek zaś zszyty był na okrętkę czerwoną nicią. Zresztą, kilka razy poprawianą w miejscach z których wyciekały flaczki. Na końcu szwu, wbita była igła - widać ten, kto poczęstował się bogatym zyciem wewnętrznym Pikarda zapomniał ją stamtąd wyjąc.
- PIKARD, TY WSTAWAĆ - rzekł Konan i potrząsnął doczesnymi resztkami kapitana Gwiezdnej Floty. Dopiero teraz zobaczył wytatuowany markerem napis na plecach Jean-Luca. Niósł on świetlane przesłanie:
"Wot, durak, to nie bylie mariha kak to bylie pigułkie gwałtu w skrętu!".
Konan, dziękować wszystkim bogom Olimpu, nie zrozumiał napisu. Dzięki temu nie mógł się domyśleć co się z nim działo, podczas gdy on śnił o "królestwie i piękna kobieta".
- TY ODPOCZYWAĆ! - rzekł, zatrzaskując klapę śmietnika - KONAN SZUKAĆ ROBOMERLINA!
Może to zwykłe złudzenie, ale trensowiczowi wydawało się, że usłyszał słabe: "I am Jean-Luc Picard, of the USS Enterprise..." niesione echem po metalowych ścianach śmietnika...

Lech puknął zdecydowanie w drzwi. Nikt nie otworzył. Raz jeszcze sprawdził adres: wszystko się zgadzało. Tu powinna stać chata Robomerlina, a on sam winien uczyć się był do matury.
- Nie można mieć pretensji do Słońca, że kręci się wokół Ziemi - rzekł filozoficznie Lech, i już chciał odejść, kiedy pieszczotliwym ruchem odsunął go Leonidas.
- Lech, mów szybko: "this is madness"!
- Co?!
- Mów, szybko!
- This is madness!
- Madness?! THIS IS SPARTAAAA! - noga Leonidasa z całym impetem wylądowała na niewiernych, perskich drzwiach, które siłą spartańskiego uderzenia wyleciały z zawiasów, razem z kawałkiem futryny i poszybowały w dziewiczy lot.
Lech zajrzał ciekawie do środka, otrząsając się z pyłu. I wrzasnął.
Oczom jego ukazał się potworny widok.



Robomerlin leżał nieprzytomny na ziemi. Oba stwory spojrzały na nowoprzybyłych.
- Agencie Żwirek, zajmijcie się nimi.
- Tak jest, agencie Muchomorek!
Żwirek wyskoczył i przybrał podręcznikową pozycję kung-fu.
- Jak Pan w ogóle śmie mnie atakować? Atakowanie mnie, myślenie źle o mnie jest zbrodnią! - zbulwersował się Lechu. Żwirek jednak tylko skinął dłonią, zachęcając go do pierwszego ruchu.
Muchomorek tymczasem rozmontował wierzchnią płytę Robomerlina, który obudził się na tyle, że zaczął bezradnie wierzgać nóżkami. Zły skrzat włożył rękę do wnętrza swojej ofiary, chwycił za coś i wyciągnął, trzymając weń... SAGALĘ! Nóżki Robomerlina opadły bezwładnie.
- Agencie Żwirku, mam obiekt - rzekł profesjonalnym głosem.
Leonidasowi i Lechowi opadły kopary.
- A co myśleliście, frajerzy, że co, na benzynę on jeździ?! - warknął na nich Żwirek.
- To jest... - zaczął Leonidas, ale nagły błysk uderzenia pozbawił go przytomności. Obok, brocząc posoczem leżał Lechu.
- Nie, to nie jest Sparta. To jest Liga Łachudr! - Żwirek i Muchomorek wsiedli do muchomormobilu i odlecieli w siną dal.

- Przemuś - rzekła Migotka ujmując się za hipopatmi ryj - Jakie to słodkie!
Noworodek spojrzał na nią bystro.
- Nie jestem Przemuś - odpowiedział tęgim barytonem.
Zapanowała niezręczna cisza.
- O k[urtyzana], muszę się w du[rszlak] napić, krucafiks, strzemiennego, bo nie wyrobię - rzekł Tatuś Muminka i golnął sobie zdrowo.
Jezus przygotowany był jednak na takie niespodzianki. Ostatecznie też miał niezłego zonka, kiedy rozmnażał sobie w spokoju chleb i ryby dla słuchających go ludzi, a tu nagle wpadł w niego Sanepid, skuł i wywiózł na dołek.
- To kim jesteś?! - wyrzekł w końcu przez łzy.
- Jestem wcieleniem Rona L. Hubbarda - odrzekł Przemuś kiwając swoim kulfoniastym nosem - Muszę szybko dostać się do Toma Cruisa i Johna Travolty, moich orędowników na Ziemi! Musimy uwolnić dusze wszystkich thetan i sprawić, by kościół scjentologiczny zatryumfował!
Jezus bez słowa wziął Przemusia na ramiona. Ten, jakby tego nie zauważając kontynuował dalej:
- Xenu nadchodzi! Ale my go pokonamy! Zniszczymy, a biblia Qur'an zwycięży, niosąc pokój dla całej galaktyki!
Jezus bez słowa zacisnął palce na karku Przemusia i szarpnął. Słysząc lekkie chrupnięcie, rzucił zwłoki niedoszłego proroka o ziemię.
- Kolejna sekta zduszona w zarodku. Tatuś będzie zadowolony - mruknął.
Migotka pochyliła się nad trupkiem Przemusia. Spojrzała na Jezusa, potem na Przemusia, potem na Tatę Muminka:
- Teraz już wiecie czemu jestem za badaniami prenatalnymi?!

- Grosse Elektroniku - agenci Żwirek i Muchomorek padli na twarz przed władcą znanego wszechświata.
- Powstańcie, powstańcie przyjaciele - rzekł dobrodusznie koleś w sreberku na łbie, podnosząc z ziemi swoich poddanych - Wasza misja, jak mniemam, powiodła się?
- Tak, mój panie - rzekł Muchomorek i podał Elektronikowi zawiniątko. Ten odpakował je, i wyjął ze środka świecącą wewnętrznym blaskiem Sagalę. Na samym jej środku widniał wyraźny napis: "Made in China".
- Tak! Taaaak! Starożytna chińska Sagala! W moich rękach! - podniecił się władca - Dzięki niej odpalę swoje wunderwaffe! Skoro nie mogę mieć tego świata, nikt go nie będzie miał!
Zaśmiał się upiornie, po czym zwrócił się do swoich najlepszych agentów:
- Dobrze się spisaliście. Jestem wam szczerze wdzięczny. Idźcie teraz do Verki, i niech ona w nagrodę ukręci wam koglu-moglu!
Żwirek i Muchomorek upadli na kolana całując stopy swego władcy, po czym opuścili jego salę tronową. Złośliwy śmiech elektronika długo jeszcze niósł się po mocarnym battlestarze...

- Żeś go tak szybko zarżnął, że nie zdążyłem się dowiedzieć gdzie znajdziemy następnego! - ofuknął Bartłomieja Filonek.
- Ziomek, gdybym go nie zarżnął to by ci ten kolo po mordzie zaczął skakać! - zbulwersował się Chomik.
- A poza tym miał taką seksi pupcię - Kotecek oblizał pyszczek.
- Ty się sierściuchu zamknij! To, że był martwy jak płód Kurta Cobaina nie przeszkadzało ci spędzić z nim tam sam na sam czterech godzin! - warknął Żółwik.
Zapadła niezręczna cisza.
- No i jak my teraz znajdziemy drugiego... - zamruczał pod nosem Filonek.
Nagle, w błysku i oparach siarki pojawił się przed nimi zakapturzony dziad.


Ten, która został odrzucony, powróci do władzy,
Jego wrogowie znajdą się pomiędzy spiskowcami,
Z większą chwałą, niż przedtem będzie panować,
Z trzema i siedemdziesięcioma śmierć jest pewna
- wyrzekł dziad.

- Ktoś ty?! - Chomik prewencyjnie wyjął swoją kosę.
- Jam jest Deckard Cain. Czy macie jakieś przedmioty do identyfikacji?
- Ziomek, mów lepiej gdzie jest kolejny jeździec apokalipsy, bo zaraz będziesz swoje wyprute bebechy na ziemi identyfikował! - warknął Bartłomiej.


Niedaleko zatoki w remizie strażackiej
Pojawia się niewidzialne dotąd plagi
Głód, zaraza... które zostały
Zrzucone przez didżeja
Będą prosić nieśmiertelnego Boga o pomoc
...

- A niech cię - mruknął Bartłomiej, zdzielił dziada w łeb i zaczął przeszukiwać.
- Zaczekaj, Bartuś! - krzyknął Filonek.
- Co?!
- Spójrz!..
Daleko przed nimi, malował się na horyzoncie czerwony budynek ochotniczej straży pożarnej...
 

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 30-06-2008 o 21:11.
Chrapek jest offline  
Stary 11-11-2008, 17:35   #50
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Finalny Sezon 10 ostatnich postów...
[red]Post 10[/red]


Slumsy Planety Mango:
Klex biegł ile miał tylko sił w swoich nóżkach, fakt że profesor cierpiał na reumatyzm nie był największym zmartwieniem. Największa bolączką poczciwego brodacza, był zawszony cygan zarzucony niczym worek kartofli przez ramię, który to został celnie trafiony przez rozwścieczony moloch usiłujący permanentnie uciszyć grajka - rapera - cygana.
-Dość, jeszcze kilka takich akcji a mi pikawa siądzie! - Oznajmił Klex rozglądając się za jakąś spokojną uliczką w bok, w której mogli by skrzętnie się ukryć przed antyfanami Lecha Rocha, którzy ciągle dawali o sobie znać, A kleks przypominał sobie o nich, co jakiś czas dostając jakimś jajkiem w plecy, dowiadując się jednocześnie z kim i kiedy jego matka się prowadzała z tutejszymi kanalarzami.
Klex czuł że jeszcze przebiegnie ze 100, być może przy dobrych wiatrach 150 metrów, ale nie więcej. Biegł coraz wolniej i w mozolniejszym tempie, jak tylko czuł jak ktoś jego serdaczek chwyta dłonią przyśpieszał kroku na moment i znowu czuł na sobie oddech pospólstwa...
Sytuacja zdawała się być nie ciekawa, bo oprócz tych którzy gonili ich od momentu usłyszenia bitów Skorpiona, to każdy podczas gonitwy zwoływał swoich znajomych, wujów, braci i ojców... także z chwili na chwilę tłum robił się coraz okazalszy.
Klex z zaparowanymi okularami dyszał jak mokra świnia w rzeźni, zaczął odmawiać Tales - szał modlitewny proszący Pana o łaskę powrotu do Syjonu, chyba go ktoś lubił tam na górze, bo ni stąd ni zowąd, spod ziemi niczym anioł w bieli wyrosła Postać ujeżdżająca wielbłąda. Mimo iż za postacią biły promienie słoneczne, pozostawiając tym samym nie do zauważenia, ten cień zakrzywionego nosa zdradził swoją właścicielkę... to była...



-Szybko tędy - Wydarła się Barbara Streisand, wskazując ręką w zapyziałą uliczkę odchodzącą w bok.
- Przysyła mnie Madam Web! Odwrócę ich uwagę, a wy uciekajcie! Wio Bazyli! - Oznajmiła podstarzała gwiazda Broadwayu i machnęła lejcą z całych sił, poczciwy Bazyli przestał mlaskać wielbłądzią mordą, parsknął nozdrzami, wierzgnął i ku zaskoczeniu wszystkich ustał na dwóch kopytach, podrzucając Barbarę tak by jechała na baranda na nim, a konkretniej na garbie
Klex żył bardzo długo na tym świecie, podróżując przez wszystie gęstości i wymiary, ale jedno jest pewne, to co za chwilę ujrzy to jest ch[ore] w porównaniu z wiecznością
-Bierz ich Bazyli! - Fuknęła złowieszczo Streisand i niewiedząc kiedy wyjęła zza pazuchy zaczarowaną lutnię, a z niej zaczynęła wyodbywać się piękna melodia.
Ta melodia była tak piękna, że aż baśniowe nutki zaczęły wylatywać z instrumentu falując beztrosko po niewidzialnej pięciolinii, co niektóre zaczęły przybierać różne miny, ale wszystkie były radosne i szczęśliwe a jeszcze innym nutkom wyrosły rączki, wyciągając je do innych nutek chwytały się i zataczały piękne kółeczka w okół własnej osi.
Cały tłum łącznie z Klexem oniemiał, i pewnie długo by tak stali osłupieni gdy by nie fakt że Wielbłąd Bazyli wpadł pełnym cwałem na dwóch kopytkach wprost w rozjuszony tłum...


Dwóch pancernych i Kotecek zmierzali w stronę Remizy strażackiej

Daleko przed nimi, malował się na horyzoncie czerwony budynek ochotniczej straży pożarnej...

-Ej wy czaicie ile ten dziad miał jakichś gówien? Jakieś pudło jego starych, jakaś błyskotka... co za frajer z niego! - Oznajmił Bartłomiej - Jakby moje ziomki z osiedla to zobaczyły to by powiedzieli że gorszego lamusa nie mogłem skroić - wyżalił się, tłumiąc w sobie łzy poczciwy fan regionalnej piłki nożnej
-Po pierwsze Chomiku, nie pudło starych, a kostka Horradrimów, nie błyskotka a kamień duszy... - zaczął wyliczać na palcach jednej homołapy Kotecek
-A po drugie i tak jesteś lamusem - Cynicznie wycedził przez zęby Filonek, wtryniając się Koteckowi w słowa.
-Ty Solembub! - Zaczął niewinnie Bartłomiej - Nie bądź taki cwany bo nawet nie wiesz kiedy i gdzie możesz kose w plecy zarobić! A błyskotka przyda się dla mojej niuni, jak jakąś w końcu poderwę, wiecie nie taką tylko do puknięcia na raz, ale taką na stałe - Rozmarzył się Bartłomiej, wizją swojego własnego królestwa, domu gdzie nie będzie musiał stłuc na kwaśne jabłko 5 innych adoratorów by przelizać panienkę na dysce, ale to one się będą ustawiać się w kolejce do niego, bo Bartłomiej miał przeczucie, że w tak wyjątkowej istocie jaką domniemał być musi płynąć iście szlachecka krew, godna spędzenia resztki żywota na wspaniałym zamku, a w samym środku dziedzińca zbudowałby piękny stadion dla Legii... Imienia Bartłomieja Chomika.
-Ale... - Filonek znowu miał bezsprzeczną ochotę na uciszenie gryzonia
-Ale po drugie jak ja jestem lamus to Ty jesteś konfident, frajer i zaganiacz - podsumował Filonka Bartłomiej, z iskierką w oku podziwiając klejnocik.


Planeta Mango - Miejsce nieokreślone

Mocarny Konan z Ibizy w rytmie Trance'u przemieszczał się przez ulice Mango, w poszukiwaniu RoboMarlina. Sam jeszcze do końca nie kontaktował w której gęstości czasoprzestrzennej się znajduje, w dodatku coś koślawo szedł mu ten taneczny krok, nie wiedząc czemu masował się co i rusz za tyłek.
-KONAN SZUKAĆ ROBOMARLIN!



Złapał jakiegoś przechodnia który bogu winny ducha się napatoczył klubowiczowi z roztańczonej Ibizy.
- Nie wiem panie, proszę nie po twarzy! Nie mam przy sobie pieniędzy - Odrzekł przerażony człowiek, wyjmując na wierzch materiał kieszeni, urzetelniając swoje słowa o stanie majętnym w danej chwili.
-ALE KONAN SZUKAĆ! - NIe zniechęcił się Konan, po nie otrzymaniu jednoznacznej wiadomości, chwytając gościa jeszcze bardziej za habety i potrząsając nim w powietrzu
-Nie zabijaj mnie! - Załamał się nieszczęśnik - Ja mam rodzinę, piękną, kochającą żonę i trójkę dzieci, muszę zarobić na chleb dla nich - Próbował wziąć Konana na litość.
-TY NIE ROZUMIEĆ? KONAN CZUĆ IBIZĘ! - I nie dochodząc w rezultacie do kompromisu pomiędzy obydwoma potrzebami, Konan wyrzucił faceta przez ramię i założył słuchawki na uszy, a jego umysł pieściła delikatna, aczkolwiek energetyzująca muzyka Trance'u.
-KONAN PRZYZYWAĆ MAGIA SZAMANA TIESTO! - Po czym zamknął swe zmęczone oczka, i chwiejnym z bólu krokiem dał się prowadzić rdzennej magii swojego ludu do miejsca przeznaczenia...

Ciągle planeta Mango: Slumsy

Klex z obdartymi łachmanami doczołgał się do rogu ulicy, zrzucił zbędny balast w postaci Lecha na ziemię, a ten łupnął o nią głuchym hukiem. Spadł na szczęście, lub też i nie, na kręg szyjny, pobudka bolesna, ale skuteczna.
Jednak dla powabnego profesora Ambrożego poobijany cygan był najmniejszą bolączką w tym momencie. W jego uszach ciągle rozbrzmiewa łagodna lutnia Barbary, a serce wali jak szalone, zupełnie jak wtedy kiedy posłał swoje pierwsze mudżahedińskie dziecko do kiosku ruchu za rogiem, bo wredny sprzedawca Antek nie wydał mu 30 groszy, za poranną gazetę. A propos Barbary, co z nią? Pomyślał niepewnie. Zdjął swoje mosiężne gogle z nosa, przetarł o brodę i założył z powrotem na leciwy, piegowaty nos.
Wystawił niepewnie swą kleksowatą gębę zza winkiel, by móc obserwować dalszy rozwój wydarzeń. Po Barbarze ślad zaginął, radosne nutki zażarcie stawiały opór w tej nierównej walce, przed oczyma Klexa pojawia się obrazek w którym jeden z jełopów rzuca Lutnię Barbary i depcze ją, w tym samym momencie Nutki tak jak błyskawicznie się pojawiły, tak szybko rozproszyły się w powietrzu.
Ostatni na placu boju pozostał Bazyli, który w akcie wołania o pomoc, desperacko machał kopytem ponad głowami swoich katów, na wielbłąda wskoczył pół tuzina barbarzyńskich łotrów i Bazylego tyle widzieli.
-Ty Ziom! Skorpiona się tak po prostu nie rzuca na glebę! - Oznajmił przebudzony Lech
- Zamknij jadaczkę Cyganie, wiać musimy i ani myślę taszczyć dalej Twoje grube dupsko - odparł Klex po czym odwrócił się na pięcie i zawrócił w głąb uliczki. Lech złapał go w tym momencie za ramię:

[media]http://youtube.com/watch?v=jstJAbuKnwU[/media]

Ponownie Dwóch Pancernych i Kotecek Przemierzali krainę w poszukiwaniu remizy

Idąc raźnie jeden za drugim gęsiego planowali jak powstrzymać kolejnego jeźdźca apokalipsy, a konkretniej jakie Itemy im przypadną po tym Queście.
-Ok Chłopaki Wszystkie Nokie Sony Ericcsony i Samsungi do mnie, a Motorolki i Sagemy idą do Kotecka, bo to telefony dla pedałów!
- Ty barbarzyńco! Motorola ma 4 miliony kolorów na wyświetlaczu - powiedział Kotecek.
- No przecież mówię, że dla pedałów - odparł Bartłomiej - Prawdziwy facet rozróżnia jedynie 16 kolorów.
- A śliwka ze śmietaną?
- Śliwka ze śmietaną to nie kolor, tylko na bank sraczka. Jakbyś używał tyłka do tego, do czego go bozia stworzyła, to byś o tym wiedział.
Filonek nerwowo czekał kiedy tylko Bartłomiej podzieli łupy na trzech:
-No dobra a co wodzu mi przypadnie? - Zakłopotał się Filonek, drażniąc się przy tym
-Ty to służbista jesteś, dam kartę Sim i se możesz podzwonić do Księżnej i relacjonować jak nam idzie szukanie Sagali! - Wyjawił sprawiedliwy podział Bartłomiej
Filonek spojrzał na szczerbaty uśmiech Chomika w iście pogardliwym stylu
-I z czego rżysz? Jak i tak masz rozumek Chomika, zakopiesz je gdzieś na podwórku jak wiewiórka zapasy na zimę i podobnie jak ona ich nie znajdziesz - Nie wytrzymał Filonek
Chomikowi wróciły wspomnienia, zeszłej zimy, jak na wiosnę biegał z łopatą i przekopał cały ogródek by odnaleźć zakopaną wcześniej Nokię E220
-Filonek... ale z Ciebie Ch[lebak] - Podsumował jak umiał Bartłomiej
-Dobra Patrzcie co jest przed nami... - A przed oczyma ujawniła się zwykła czerwona buda, z obdartym tynkiem, wręcz schodzącą elewacją, wyłamanymi drzwiami, wybitymi przez kamienie szybami, a przed Remizą stała czerwona Nyska z kogutem Ochotniczej Straży Pożarnej w Pabianicach.
Wpadają bez zastanowienia do środka
-Szyk Delta! - ryknął Filonek, skradając się pod oknem i machając płetwą w nieokreślony sposób
-Co?! - Zagaił Kotecek przyczajony za drzwiami
-Daj spokój, skąd ten biedny HomoLamus może to wiedzieć? -Odpowiedział Bartłomiej
-Nic z tego panowie, Ja będę panem świata, a jak ja będę panem świata to nie będzie korupcji. A później Zostanę prezesem PZPNi oczyszczę polską piłkę z przestępstwa. Nie będzie złodziejstwa, nie będzie warcholstwa, nie będzie niczego! - tu głos Jeźdźcy Apokalipsy zniknął
- Ożesz k[urtyzana], odwal się ch[amie] od Legii!! - wykrzyknął Bartłomiej
-Dobra wpadamy! Ja na lewo! - Ryknął Filonek i w pośpiechu wyważył drzwi i splądrowali remizkę niczym tsunami przez Indonezyjskie wysepki.
-Jestem z ramienia Podlasia XXI Wieku! Głosujcie na mnie! - Głos dalej się rozchodzi po całej okolicy. Wpadają bohaterowie do biura, Komendanta, fotel tyłem odwrócony do bohaterów
-Aha mam Cie Kogutku! - Ryknął Kotecek i swoją figlarną łapą odwrócił postać na krześle:




-Sprzedaliście Polskę Niemcom!!! Przyszliście po krew białego-stoku, a w zamian Wy utopicie się w swojej własnej - Ryknęła postać!
-To Ty! - Odparł Filonek nie ukrywając przy tym szoku
-Tak to ja! - Wstał i przeszedł między nich wprost nad kuchenkę gazową ogrzewaną przez butlę
-Ciii Koteczku, będzie dobrze - Mówił tuląc czarnego kota do swojego kosmatego torsu - To będzie chwilę tylko trwało - ucałował w tym momencie kotka w czółko - Będę za Tobą tęsknić - Uniósł pokrywkę od gara, i powoli, powolutku upuszczał doń małe stworzonko, które poczuwszy wrzątek na ogonie, zaczęło się szamotać i rzucać w mocarnych ramionach Krzysia
-Nie wierć się! Wiesz że Cię kocham! - I upuścił przyjaciela, poprawiając ręką obijając go głębiej w kotle, drugą ręką dosypując resztkę pierogów z opakowania, rzuciwszy worek, zamknął wieko od garnka i zwiększył tylko ogień na kuchence.
-A teraz nie będzie dialogów! Wielki elektronik ostrzegł mnie przed Wami! - odparł Pasibrzuch Molestator
-Pracujesz G[uarano] dla niego? - Chomik Próbował przeprowadzić wywiad środowiskowy
-Nic nie rozumiecie, on jest początkiem, jest i końcem, Alfą i Omegą wszystkiego, a ja teraz sprawię, że nie będzie niczego! - I wnet prysło, blask oślepił bohaterów, a po chwili kiedy opadł dym i płatki stokrotek okazało się że...

-Nie ma dialogów!! - Oznajmił Kononowicz wcinając leniwe

-... - Powiedział Filonek
-Jakie to uczucie, nie mieć dialogów? Jesteście bezbronni! a Podlasie będzie stolicą
- :> :3! XD - Odpowiedział

-Psss ej Filonku!! Kotecku!! Baaaartłomiejjuuu!!! Tutaj, klęknijcie na moment - Usłyszeli znajomy Kobiecy głos

-^^ - Bartłomiej odparł z taką mimiką, jakby chciał powiedzieć że nie ma ochoty ciągnąć komuś laski
-Głuptasku ja nie mam laseczki!! - Odparła zadziornym głosikiem niczym Lina Inverse Z serialu dla dzieci Slayers

-XD - Powiedział Kotecek
-:3 - Odparł Filonek
- -_-... - Zasmęcił Batłomiej




-Co się dzieje się?! - Zafrasował się Krzysztof. K wycierając brudną szmatą resztki po kocie z swojego plugawego otworu gębowego - To teraz nie będzie niczego !! - Przez chwilę się nadymał, naburmuszając brzuch, pierdnął nieskazitelnie czystym deuterem wyrównując ciśnienie w uszach po czym otworzył gębę i niczym czarna dziura zaczął wszystko wsysać:



Pierwsze padło światło, zmierzch nastał... no bardzo szybko, następnie poległa komóreczka Bartłomieja, a za nią poleciały krzesła i stoły, okoliczne krowy wpadały przez szybę do biura, ale już zdechłe bo powietrze też było wysysane.
Filonek Złapał się odstającego kaloryfera chwytając Kotecka za łeb, a Bartłomiej chwytając z kolei kociego przyjaciela za nogi, pluł się niemiłosiernie do Kononowicza, Dzięki bogu że nie ma dialogów, bo to byłyby zwroty bardzo niecenzuralne
- ;/ \;p/! - Odparł Bartłomiej
W tymże też momencie rozległo się charakterystyczne hukniecie przekraczania bariery dźwięku. To Falcor, przyjazny smok, ostatni dinozaur, wpadł do tej gęstości by pomścić wszystkich Siouxów... tfu, nie ta gęstość.
Jednak Falcor w dalszym ciągu chciał się zemścić. W pysku trzymał podpaloną laskę dynamitu, która groźnie syczała odliczając sekundy do wybuchu. Falcor w pełnej szybkości wpadł w otwór gębowy Krzysztofa K. Tenże wzdął się, zakrztusił... A po chwili eksplodował w kolorowej fontannie. Uwolniony z jego żołądka kot wskoczył na biurko i zaczął się myć; krówki z powrotem pasły się na trawce, zaś podpieprzone dialogi wróciły na swoje miejsce. Tylko głowa Falcora potoczyła się powolutku na dół, po schodach.
-Falcor.. przyjacielu - próbował wydusić kilka prostych słów z siebie Kotecek, ale nie mógł, nie umiał pogodzić się z tym, że to co widzi, to tylko łeb tego którego znał
-To już koniec - Odparł Filonek, trzymając Kotecka za ramię
-W końcu moja dusza jest wolna - Odpowiedziała turlająca się po ziemi - pomściłem swoją cesarzową i zabiłem władcę nicości. Kraina Fantazji jest bezpieczna, a ja już nie jestem dłużej Roninem - zakrztusił się własnymi zębami Smok Falcor - Znowu... jestem samurajem fioletu posłusznemu kodeksom bushido... -Przemawiał z łzami w oczach
-Ziom słuchaj, nie leć se w kulki wyliżesz się, Widziałeś Predatora z Shwarzennegerem jak się na bencki okładali i Arni Wygrał! - Pocieszył, bynajmniej próbował to zrobić Bartłomiej
-Mój czas już nastał przyjaciele... Pochowajcie moje ciało z Ed'em woodem, a serce wyjmijcie z piersi i złóżcie z królami na Wawelu - Odparł Smok wyrzuciwszy ostatni wdech z smoczej japy.
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 04-12-2008 o 12:53.
Extremal jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169