Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-07-2007, 21:09   #1
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 812 Chrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwu
[bajkopisarz] Dwóch pancernych i Kotecek

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, ze siedmioma latrynami, tam gdzie pies odbytem szczeka, takie działy się zdarzenia...

Gdzieś w Vaterlandzie, nad zielono-złotą polaną wesoło pobrzękiwały końskie muchy. Gdzieniegdzie pszczoły zapylały kwiatki, tu i tam subtelnie przelewał się czerwonawy blask zachodzącego słońca - słowem - sielanka trwała w najlepsze. Żuk Kleofas z namaszczeniem przeglądał się w podręcznym lusterku, albowiem miał się dzisiaj spotkać z Biedronką Antoniną, (z) którąże to zamierzał pofiglować trochę w cieniu traw słodkich i pachnących.
- Zali boski jestem - mruknął do siebie Kleofas, przesmarował czułkę brylantyną i założył na tułogłowie gustowny melonik. Jeno nabrał trochę wody kolońskiej i wtarł sobie w szczękoczułki coby zapach niemiły stłumić - bowiem, kochane dzieci, Żuk Kleofas był z tych Żuków, które, podobnie jak stróże prawa, zbierają g... z całego lasu.
- Antonina nie oprze mi się, albowiem wdzięk mój porażający jest! - zmotywował się Żuk Kleofas. Zali jednak ucho jego wychwyciło subtelny szmer w trawie... Podniósł jeno czułkę na wysokość i nasłuchiwać począł, jednakże bezskutecznie. Toteż rzucił ostatnie smętne spojrzenie w stronę lustra, wyłączył światło w przedpokoju i wyszedł na pachnącą, świeżą łąkę.
Odetchnął głęboko i poczuł jak do płucotchawek jego wpływa zapach... świeżej benzyny?..
...
ŁUP!
.... Zza pagórka wyskoczył czerwonoarmijny T-34 i przejechał biednego Kleofasa tuż ponad prawą płucotchawką, kończąc żywot jego smutny. Żółw Filonek z budionnówką naciągniętą na pyzaty łeb, wyjrzał ciekawie zza głównego włazu. Czapka trochę przeszkadzała mu w obserwacji, ale czegóż nie robi się dla matuszki Rosiji... to jest - księżnej Almenino. Bowiem, drogie dzieci, Żółwik Filonek, jak i towarzysz jego, Chomik Bartłomiej, a także ino i trzeci z nich - Kotecek podróżowali pomiędzy wymiarami, osiągając różne krzywe i różne gęstości, a także różne stany upojenia alkoholowego. Podróżowali by spełnić misję, powierzoną im przez ich MG - czyli księżną Almenino właśnie...
Przerwijmy jednak ten smutny, wykrętny wywód, bo oto Filonek i jego krasnoarmijny tank wjechali do jakiejś wrażej, faszystowskiej wsi... Tuż przed lufę wybiegła bowiem jakaś babina i poczęła zawodzić szwargocząc po niemiecku.
- Nicht verstehe! - wydarł się Filonek, poprawił czerwoną gwiazdę na czapce, po czym nacisnął magiczny guziczek. 76-milimetrowa armata splunęła ogniem, ziemia zatrzęsła się, jakoby w nagłym ataku kaszlu spowodowanym zaciągnięciem się "Startem"; wreszcie, kiedy opadł trochę dym, zobaczyli wielki krater wybity w gruncie.
- Prawie jak w 1910... - mruknął Filonek, mając zapewne na myśli słynny meteoryt tunguski. Nie uprzedzajmy jednak faktów, bowiem nie są one w tej chwili nam potrzebne - Prawie robi wielką różnicę - skonstatował swoją obserwację wzruszając ramionami.
Czołg stanął z wysiłkiem, wykręcając bączka i zostawiając za sobą długą bruzdę. Chomik Bartłomiej, zuch był nad zuchy - łysa główka, trzypaskowy dres adidasa naciągnięty na mundur czekisty - ale pęcherz miał słaby, i od razu skorzystał z okazji by polecieć za krzaczek, który z niezbadanych wyroków boskich przetrwał gehennę jaka się tu przed chwilą wydarzyła.
- Ech, a wszystko przez tego Borewicza... - miauknął koteczek i nieporadnie zajarał szluga. Zachłysnął się i splunął ponuro, po czym roztarł plwocinę łapą.
- Nie Borewicza, Kotecek, tylko Hansa Klosa! Borewicza żeśmy załatwili w zeszłym tygodniu.
- No co Ty... - zamyślił się Kotecek - A bo to ich policzysz... Dla mnie oni wszyscy tacy sami...
- No jakbyś tyle nie jarał, to byś kojarzył - zza krzaka wychynął Bartłomiej - Ale akurat Borewicza powinieneś pamiętać. W końcu w twojej kuwecie go kroiliśmy!
- A bo to kuwety spamiętasz... - Kotecek puścił "serduszko" z dymu.
- No panowie, nie ma bata! Nie ma Borewicza, to nie ma Sagali, nie ma Sagali to nam księżna Almenino whiskasa nie kupi i kamienie będziemy wpieprzać... - żółw Filonek skrzywił się na samą myśl. On po prostu lubił Whiskasa. Z wołowiną. Przy blasku świec i nastrojowej muzyce. Na przykład przy "Sonacie księżycowej". Albo "Keine grenzen" w wykonaniu Rubika.
- Ciekawe ile stąd może być wiorst do Berlina - zamyślił się Kotecek puszczając maślane oczka do Bartłomieja.
Dzielny chomik na szczęście nie zauważył kuszącego spojrzenia shomogenizowanej wersji Felis Domesticus albowiem grzebał właśnie w silniku poczciwej konserwy.
- W ch.j dużo - odpowiedział, i drogie dzieci, nie myślcie źle o naszym drogim chomiku! Bowiem w krainie gdzie wychował się tenże poczciwy gryzoń określenie "w ch.j dużo" było i tak najbardziej konkretną i grzeczną odpowiedzią z możliwych.
- Mam dobrą i złą wiadomość - mruknął, wyłażąc w końcu z silnika.
- Najpierw złą - miauknął Kotecek który z natury był pesymistą. A także melancholikiem i onirystą. I onanistą też był, ale to inna bajka. Chomik zmierzył Kotecka złym wzrokiem:
- Zła jest taka że kość piszczelowa tej babiny co żeśmy ją rozjechali wbiła nam się w bak. Znaczy się, bez paliwa jesteśmy.
- A dobra?
- Jak się uwiniemy przed 18 z Klossem, to zdążymy na "Na dobre i na złe"! A Kuba ma mieć nową laskę, czytałem w "Pani domu"!
Zszokowanemu Żółwikowi czapka spadła z wrażenia. Nawet Kotecek wyglądał na poruszonego, choć raczej bardziej na wzruszonego - Chomik Bartłomiej był coraz bardziej w jego typie...
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline  
Stary 06-07-2007, 21:13   #2
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 447 Extremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetny
Wink Bajeczka inna niż wszystkie

- Te starszy poborowy Kotecek - zwrócił się do sierściucha oficjalnie Filonek, który z dumą dowodząc T-34 służył Macierzy i dbał o dobre imię komunistycznego munduru księżnej z Sierpem i Wisnią wyszytym złotą nicią na czerwonym lampasie.- Daj pojarać!- Wyciągnął łapczywie rękę w kierunku rozleniwionego starszego poborowego.

Kotecek delektując się każdym pociągnieciem 'Camela' ani w głowie miał dzielenie się tym dobrodziejstwem z okupowanych terenów, gdyż jedyny środek za pomocą którego mogli w vaterlandzie cosik odlecieć, to aromat wylatujących gazów musztardowych Lorda Adnree, podpułkownika pochodzenia brukselskiego. Rodzice jego wyemigrowali na wschód do Sankt Petersburga w poszukiwaniu chleba, niestety jednak - tam go nie znaleźli; za to jednak towarzyszka sekretarz Almenino w swoim dobrodziejstwie i nieomylności pozwoliła wcielić całą rodzinę, włącznie z matką, babką i kalekim bratem do Armii Czerwonej. Wracając jednak z powrotem do trzeciej gęstości - Kotecek nie miał jednak serca odmówić takiej drobnostki swojemu dozgonnemu przyjacielowi jakim był Filonek, ba,ktoś by mógł twierdzić że nawet więcej (w końcu najczęstszą jego komendą na polu bitwy było ”Kryj moje tyły”) …Kotecek raz jeszcze zaciągnął się powoli wypuszczając dym nosem…
- Dobra, dam Ci obstawić drugą fajkę - tu na ryjku rudego pręgowanego kocura wykwitł błogi uśmiech, a oczka zamieniły się blaskiem karoserii czołgu. Kotecek zdjął swój hełm z wielką czerwoną gwiazdą i wyciągnął z niego ciemnobrunatny, podłużny, szklany przedmiot.
Żółwik bacznie obserwował poczynania swojego puchatego przyjaciela. Nie miał najmniejszego pojęcia cóż to jest, tym większe było więc jego zaintrygowanie – Poborowy, co to jest? - zagadał.
Kotecek wstał i zbliżył się do Żółwika.
- To jest coś lepsze niż szluga... - mruknął dwuznacznie, wypuszczając dym na twarz Filona, który to, krztusząc się, próbował rozwiać trującą chmurę.
- Mrau... - kontynuował sierściuch - Masz, pobaw się pomarańczowym szaleństwem, a ja nabiję - podał Żółwikowi palący się filtr od papierosa z łapy do racicy/kopyta/odnóża lub czegokolwiek innego, co to ma żółw za górną prawą kończynę. Żółw wdeczko oburzony bezczelnością podwładnego przyjął podarek i wyładował swoje troski na niewinnym papierosku ...
- Te Kotecek... - wypuścił pełnym żółwim dziobem chmurę - co nabijasz i co to jest? - zakłopotany wpadł w kompleks jak bardzo to do tyłu jest w aktualnych trendach dzisiejszej społeczności, jakby za wymówkę miał bezgraniczną i fanatyczną służbę u Księznej. Kotecek zaś rozejrzał się na lewo i prawo, patrząc zza winkla jak bardzo pochłonięty jest Bartłomiej czyszczeniem baku z wnętrzności niemieckiej staruszki:
- Powiem ci w sekrecie...- w tym momencie niezręcznie poprawił hełm na swoim asymetrycznym kocim łbie - tylko pamiętaj, ani słowa Chomikowi, bo zjara wszystko; tęgi łeb ma do tego. Najlepiej by bylo jakbyś dał mu zajęcie jakieś - mówil grymasząc się, po czym zaczął grzebać znowu w hełmie, i oczom ich ukazała się brudna karteczka, zwinięta na kilka części. Zółwik nie będąc pewien do końca co ma na myśli Kotecek, usłyszał jego cichy chichot.
- Byku weź jeszcze trochę wódeczki i się urobimy lepiej niż pod Stalingradem - zahuczał mu niski baryton w głowie.
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"
Extremal jest offline  
Stary 06-07-2007, 22:04   #3
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 812 Chrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwu
Żółwik popukał się w głowę. Od pewnego czasu jakieś jestestwo w jego skromnym łbie domagało się coraz większej uwagi i Filonek po cichu obawiał się czy po prostu nie zaczyna świrować - ale, jak mówił dziadek: "nie ma choroby której by spiryt nie uleczył". Toteż skorzystał z rady dziada, wyciągnął podręczną manierkę, i chlupnął porządnie, aż mu zagulgotało w gardle.
Nie zdążył jednak całkowicie oddalić się do Krainy Morfeusza i Królewny Fiony, bowiem wypadł na nich jakiś zakapturzony dziad.
- Chodźcie, chodźcie - powiedział do nich konspiracyjnym szeptem.
- A to co to, kurde? - zadziwił się Kotecek zajęty nabijaniem bongo.
- To? - żółwik wskazał na kapturowca - No menela śpiącego na dworcu nigdy nie widziałeś?
- Chodźcie, musimy uciekać! Żydzi już tu są! - dziad osiągał powoli wyższe rejestry - Wyczytałem to z fusów - dodał wyjaśniającym tonem.
- Weź... - Chomik, który wyjrzał zza silnika żeby nazwać tyradę dziada po imieniu, oraz wypowiedzieć się w kwestii preferencji seksualnych jego protoplastów, ze szczególnym uwzględnieniem w nich psa domowego, zamarł. Bowiem u boku każdego z czołgistów (a także i Kota) wyrosło po dwóch drabów, którzy to kościastymi dłońmi złapali ich ramiona uniemożliwiając ucieczkę. Chomik nie ciele, w gorszych zadymach brał udział; dobrze pamiętał co się działo po meczu Wisły Kraków i Legii Warszawa... Tutaj jednak wyczuwał coś dziwnego...
- Brać ich, moi Legioniści - zawył zakapturzony dziad.
Małe, drobne włoski na łysej główce Bartłomieja najeżyły się ostrzegawczo.
I w sumie była to ostatnia rzecz jaką poczuł, bo po chwili stracił przytomność dzięki celnemu uderzeniu jednego z drabów...

Obudzili się w ciemnej piwnicy. Zakapturzona postać stała nad nimi i patrzyła tryumfalnie. Chomik nie wytrzymał. Na codzień był miłym, grzecznym chłopcem, lubił baseball i zupę grzybową, ale tego było już za wiele:
- Kim ty ...[ ponieważ Bartłomiej używa tutaj wyjątkowo dużo wulgarnego słownictwa przeczytajmy fragment "Partity Gawrona", pióra Madame'a Itzkiewitche'a; leci to tak: " Nam krakać nie kazano - wstąpiłem na działo/ I spojrzałem w jabole ; chlać mi się zachiało...". Ok, chomik skończył bluzgać, wracamy do fabuły...]... czegoś nas tu sprowadził?! I kim Ty w ogóle jesteś?!
- Jam jest... - reflektory zapaliły się za plecami postaci, atoli sprawiać ona zaczęła potężne wrażenie - Jam jest ... - postać zrzuciła kaptur, a oczom ich ukazała się znajoma twarz - Jam jest PAN SOCZEWKA!
Wódz, który dotąd krążył z daleka,
Zbliżył się z garnkiem świeżego mleka
I rzekł: "rububry" z niskim pokłonem,
Ale że mleko było zielone,
Więc pan Soczewka pić nie miał chęci,
Tylko do końca film swój nakręcił...
- wyrecytował Soczewka spiżowym głosem po czym zawiesił go, jakby oczekiwał na oklaski.
Zamiast nich usłyszał jednak zduszony, a po chwili niczym już nie duszony, acz całkiem swobodnie respirowany dziki rechot.
- Nie śmiejcie się! - uniósł dłoń w geście rozpaczy - Gdyż nic o mnie nie wiecie! Kiedyś... Kiedyś! Byłem Wielkim Elektronikiem. Ale, odkąd Pan Kleks umarł na syfilis straciłem sens życia...
Jego szczery do bólu wywód przerwało nagłe pukanie do drzwi.
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 06-07-2007 o 22:45.
Chrapek jest offline  
Stary 06-07-2007, 22:51   #4
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 447 Extremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetny
Chcąc nie chcąc, Żółw Chomik i ich wierny poborowy Kotecek nie umieli przestać się śmiać. Pan Soczewka wywarł na nich ogromne wrażenie, z czego ten ostatni niewątpliwie miał zamiar zrobić, ale nie koniecznie takiej reakcji się spodziewał.
Ciągle trzymając ręce w górze, twarz Soczewki jednak jakże rozgoryczona zaczęła ociekać łzami, łzami które wyrażały tęsknotę za latami świetności kiedy po osiedlu biegał z antenką na głowie obklejony aluminium i z obsmarowany kremem przeciwsłonecznym z wysokim filtrem, tymczasem rozpacz Wielkiego Soczewki przerwało misterne pukanie do drzwi, Soczewka w jednej chwili wytarł łzy w rękaw a śmiech gierojów z T-34 ustał.
Drzwi delikatnie się uchylają, a ich oczom ukazuje się dość niecodzienna postać, jednakże reflektory oślepiały oczy załodze T-34 i jedyne co byli w stanie dostrzec to zarysy postaci, ciekawy kapelusz z bujnym kwiatem , długa niemalże królewska peleryna wykonana z psiej skóry, sukienka z cekinami, okulary które były żywcem wzięte z pana tik-taka oraz wachlujący twarz wachlarz, bohaterowie popadli w swoistego rodzaju emfazę niewiedząc czego mogą się spodziewać po owym NPC'u- ainc, cwaj, draj...- zaczęła postać wyliczać w wrogim języku.
-Czy to Giertych?-spytał kotecek z błogim usmiechem
-Czy to jest K*** Hanka Bielicka?- zafrasował się nie mniej Chomik Bartłomiej

-Niet!! To znaczy.. Nie!!- Krzyknął Człowiek-Soczewka- To...Verka Serduchka!!
W tym momencie wszystkie reflektory były skierowane na Vierke:

-Danzen!!!!
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 07-07-2007 o 07:22.
Extremal jest offline  
Stary 07-07-2007, 11:32   #5
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 812 Chrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwu
- Danzen! - krzyknęła Verka i kolory zamigotały, wstążki zafurgotały, a czapa z pióropuszem tańczyła to dalej to bliżej ryjka Żółwika; Filonek zachwycił się pięknem świata przedstawionego, bo oto wszędzie widział gustowną Verkową spódnicę w kwiatuchy, uszy jego pieściła zaś jej delikatna muzyka :"Sieben, sieben, ai lyu-lyu/ Sieben, sieben, eins, zwei/ Sieben, sieben, ai lyu-lyu/ Eins, zwei, drei"... I Filonek nieomal zatracił się w tym głosie gdy nagle wszystko ucichło, reflektory zgasły; zrobiło się ciemno jak w tyłku u murz.. ups.. u afroamerykanina. Z rozpaczą spojrzał w kierunku swoich towarzyszy, ale ku jego przerażeniu zorientował się że nikogo tam nie ma.
- Tu jesteś, kochasiu - Verka wyrosła tuż przy jego uchu - Długo czekałam na ten moment...
- Ależ co pani... - Verka zaczęła dobierać się do jego skorupy - Tak bez gry wstępnej, bez romantycznych wieczorów przy kolacji, bez trzymania się za rękę?..
- Potrzymać to ja Cię mogę - zarechotała się Verka - Widzisz Filonku, Pan Soczewka nie interesuje się mną tak jak kiedyś. Całe swe moce seksualne spożytkowywuje na budowanie tej swojej rakiety którą chce lecieć na planetę Mango... A ja mam potrzeby... DUŻE potrzeby...
Naraz Filonek poczuł jej ciepłe usta na swoim dziobie, jej jędrne piersi, jej... penisa?!
BLECH!
- Trzymaj, go trzymaj, chyba jeszcze będzie rzygał! - krzyknął Chomik który wraz z Koteckiem trzymali Filonka nad rowem.
- Gdzie ja jestem? - wybełkotał Filonek obcierając resztki sałaty ze śniadania.
- Patrz, a tyle razy Ci mówiłem, debilu skończony - Chomik zirytował się postawą Kotecka - Nie dawaj żółwiowi nic do jarania bo on ma mózg bardziej miękki niż tofi fi! On jest zdolny się najarać czystym powietrzem!
- E, daj spokój kochany - Kotecek machnął homołapą w charakterystyczny dla jego rodzaju sposób - Chłoptaś się musi wyrobić!
- Ty mi tu nie pierdziel głupot, bo ja wiem co ty mu chciałeś zrobić jak się najarał!
- Co mi chciał zrobić?! - przeraził się Żółwik.
- Małe homożółwie - szepnął mu zalotnie Kotecek do ucha.
I pewnie by się pobili gdyby nie fakt że zaczynało zmierzchać, a "Na dobre i na złe" zaczynało się już o 18.

Wyposażeni w pepesze, spaliwszy za sobą czołg wyruszyli główną autostradą w kierunku Berlina. Początkowo chcieli złapać jakiś samochód na autostop, ale większość z tych które z rzadka tamtędy przejeżdżały albo zaczynała na ich widok przyspieszać, albo - o, zgrozo! - próbowała ich ostrzelać. Rozeźleni tym faktem spalili kilka z nich, dzięki posiadaniu "cytrynek", po czym skierowali się traktem leśnym. Zaczynało się ściemniać; las stawał się dość ponurym miejscem.
- A słyszeliście, że ten las jest magiczny? - zainteresował się Filonek.
- E, pierdoły - skonstatował Chomik.
W tym momencie jak z pod ziemi wyrósł przed nimi tajemniczy osobnik. Osobnik był garbaty, niski, miał na łbie pozłacaną torebkę od "Tchibo", a na szyi wielki naszyjnik zrobiony z kawowych ziarenek.
- Kim ty do...
- Jestem Kawowym Borostworem! - wyznał im osobnik - Przybywam z innego wymiaru, aby ostrzec was, że wasz świat wkracza w Erę Wodnika. Nasze światy, Wasz i mój, łączą się, stają się jednością... Musicie temu zapobiec, inaczej nad tym światem również zapanuje zły Lord Matejko z Krainy Deszczowców!
- Ekhem - Żółwik przerwał wypowiedź nieznajomego - A kim Ty do k[urtyzany] nędzy jesteś, że śmiesz nam dawać side-questy?!
- Dokładnie! - zawtórował mu Chomik - A poza tym to wyciągaj frajerze cały bejcel i komórkę - Bartłomiej splunął ponuro i odbezpieczył pepeszę.

CDN
Dzisiejszy wpis sponsorowało niskie ciśnienie i niemożność wstania z wyra. Kawa rulz.
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline  
Stary 07-07-2007, 12:32   #6
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 447 Extremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetny
- A poza tym to wyciągaj frajerze cały bejcel i komórkę - Kawowy Borostwór na widok agresywnego Chomika oniemiał...zaczął wydzielać niekontrolowane enzymy oraz nadmiernie pociła mu się głowa przykryta rozdartą torebką "Tchibo"z kolekcji "Gold selection " - Ekhm..eee- Próbował wydostać się z jakże niezręcznej sytuacji, lecz strach który go ogarnął był tak wielki iż nie umiał za to wydusić z ust ani słowa, za to drugą stroną miał dość wiele do powiedzenia...
-Bartuś nie!!- Krzyknął Filon chwytając pepeszę Chomika i skierował ją na ziemię, tak aby nie zrobić większej krzywdy nieszczęśliwej istocie, po czym obrońca kawowego stwora stanął pomiędzy ofiarą a agresorem.
-Bartłomieju!- Zaczął dość poważnie Żółwik ostrzegawczo machając palcem -Ile razy o tym problemie rozmawialiśmy??!- Zaczął drzeć się nad Bartłomiejem i wymachiwać rękoma we wszystkie strony. Chomikowi najwyraźniej stało się głupio gdy na wyraz skruchy spuścił łeb rączki, splątane za plecami dzierżąc ciągle pepeszkę, stopą zaczął kopać w ziemi, bezradnie niczym dziecko które wybiło szybę sąsiadom- Przepraszam...To silniejsze odemnie- Bartłomiej z reguły twardo macho nie wytrzymał tym razem emocjonalnie tego zdarzenia i wtuli się w w żółwia.

-Ee..-Przerwał jakże romantyczną chwilę Kotecek- Misiaczki później się poprzytulamy, nasz jeniec wojenny ucieka- wskazując na gnającego po leśnym trakcie garbusa, który z gracją próbował utrzymać charakterystyczny ludzki pion w chodzie, lecz zważywszy na garba nie szło mu to płynnie jakby się można było spodziewać po tysiącach lat ewolucji homo sapiens.

Żółwik mimowolnie chwycił się za tylną kieszeń w skorupie.
-O zesz pier...[Ponieważ jest to forum dostępne dla osób poniżej 18-stego roku życia, prosimy nie rozpowszechniać treści oraz nie brać przykładu z głównych bohaterów, gdyż są to postacie czysto fikcyjne z problemami psycho-emocjonalnymi i wydarzenia przedstawione również nie miały miejsca].. mać!!!Buchnął mi portfel!! Gonić go!!- Wrzasnął władczo nakierowując cel szarży.
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 07-07-2007 o 12:44.
Extremal jest offline  
Stary 07-07-2007, 16:50   #7
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 812 Chrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwu
Cała trójka puściła się biegiem za garbatym Borostworem. Pomimo że Kawowiec był bez wątpienia ciężko pokrzywdzony przez los, poruszał się na swoich kaczych nóżkach zadziwiająco szybko, utrzymując stały dystans pomiędzy sobą a dzielnymi czołgistami.
- Ucieka nam - sapnął Chomik, którego łysina była już tak czerwona z wysiłku jak gwiazda na budionnówce Filonka.
- To dlatego że to Kawowy Borostwór - wyjaśnił Filonek - Rozumiesz, kofeina.
- Kofeina? - Chomik smakował nowo zasłyszane słowo.
- No, takie coś co zwiększa siłę i ciśnienie krwi... - mruknął Kotecek.
- Aaaa - uśmiech zrozumienia rozlał się na twarzy Bartłomieja - No to od razu trzeba było mówić, że anabole! Ale do metki czy do teścia to jest bardziej podobne?..
Ten niewątpliwie pouczający dialog przerwał huk wystrzału. Dwaj czołgiści i Kot spojrzeli przed siebie i zobaczyli, że w miejscu gdzie powinna być głowa Borostwora tryska teraz fontanna świeżej expresso.
Lufa pistoletu jeszcze dymiła.
- Jestem major Winky z US Army - przedstawił się niebieski ludek oddając Filonkowi porftel.
- Major Twinky Winky? Ten co wysadził niemiecką fabrykę torebek damskich?! - Kotecek był pod wrażeniem - Jestem twoim wiernym fanem! - szepnął z przejęciem.
- Ten sam! - major dumnie wypiął pierś na której pobrzękiwały medale - Widzę żeście się zgubili? Chętnie pomogę!

Dwie godziny później Filonek z Bartłomiejem na ślepo, po ciemku przeczesywali las. Major wraz z Koteckiem powiedzieli, że "idą odcedzić kartofelki", po czym wsiąknęli gdzieś w leśną gęstwinę.
- Koty chodzą własnymi ścieżkami... - filozoficznie powiedział Filonek.
- A homokoty chodzą ścieżkami razem z homomajorami US Army - dodał zgryźliwie Chomik.
- Słyszysz to? - do czujnych uszu Żółwika dotarły niecodzienne dźwięki. Coś jakby ktoś zarzynał świnię za pomocą rozstrojonej gitary...
Obaj puścili się biegiem w kierunku nietypowych odgłosów. Błyskawicznie przedarli się przez krzaki które stanęły im na drodze; ich oczom ukazał się dość niecodzienny widok...
Major grał na wytrzaśniętej skądzieś trofiejnej gitarze, Kotecek zaś siedział na jego kolanach i głaskał go po główce. Major wyśpiewywał tymczasem balladę:

O, koci kłaku! Co z gracją tanka
T-34, osiadasz na mym niebieskim swetrze!
I za cholerę cię nie mogę zeń zedrzeć
Znaczysz go białą swoją plamką.

I co doprawiasz mi do zupy smaku!
Jem cię i pije, ty latasz wysoko.
Do mojego płuca wdycham cię głęboko!
Mam cię ja wszędzie mój ty koci kłaku!

I nie wiem, doprawdy jak by to było,
Gdyby Ciebie nie było tyle wokoło.
Ty jesteś przecież moim chlebem i solą!

A gdyby wszystko to się skończyło,
Gdybyś zakończył swój żywot tułaczy,
Ja bym się na pewno pociął z rozpaczy...


Smutny molowy akord zakończył sonet. Akord był tak smutny że aż gryf poszedł w pół "z rozpaczy".
- O, na wszystkie homogangbangi na świecie! - mruknął Chomik - A ja myślałem że te pogłoski o amerykańskiej armii to tylko wierutne ploty...
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 07-07-2007 o 16:58.
Chrapek jest offline  
Stary 07-07-2007, 17:28   #8
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 447 Extremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetny
Talking Klątwa Borostwora

I pewnie ballada trwała by jeszcze długo długo więcej, jednakże miłosne wyznanie przerwało tajemnicze ujadanie wydobywające się z głębi lasu.
Major Twinky zrzucił opieszale z kolan kociego kłaka... pfff Kotecka.
"-Dość tych p[orąbanych] ekscesów-" oznajmij Bartłomiej wyłoniwszy się z kryjówki, jednocześnie jednym gestem przeładowując pepeszkę.
Filonek nie próżnując już z riflem w dłoni krocząc nisko przy ziemi obstawił lewą stronę ścieżki przy której rzępolił Tinky Winky z ju-es-ańskiej armii.
"-Kotecek trzymaj tylną wartę,Tinky idź na zwiad, Chomik.."- W tym momencie spojrzał na podekscytowanego zastaną sytuacją Bartłomieja, już ostrząc nóż myśliwski na krzemieniu jedną ręką, drugą montując celownik laserowy na swojej zaczarowanej pepeszce, a zębami za zawleczkę trzymał granat.
"-tsooo?..." w niewątpliwej konsternacji usiłował odpowiedzieć Chomik na wezwania Żółwia, plując się przy tym niemiłosiernie.
"-Ehhh"-Zdejmując czapeczkę z mocarną gwiazdą kiwał zieloną główką na lewo i prawo-"Ty najlepiej wiesz co robić."- Podsumował całokształt Chomika. Tymczasem tuż w okół nich wznowił się coraz głośniejszy i wyraźniejszy jazgot, zaczęły szeleścić krzaki oraz srać gołębie i inne żyjątka albowiem nie były przyzwyczajone do tak niecodziennych sytuacji.
"-Dobra Tinky Winky, zdaj relację co to było i wróć do nas, nie postępuj pochopnie i nie działaj sam."-Wydał rozkaz Teletubisiowi Filonek.
Major Winky dumnie zasalutował wojakom z czołgu T-34, i posłał zalotne spojrzenie do Kotecka "-Okej man you can trust me"- Po czym jednym susem pokonał dystans 2 metrów i powolutku wszedł w zarośla, znikając całkowicie z oczu bohaterów. Zapadła cisza nie ćwierkały już gołębie, ani nie było słychać tego niezbadanego jęczenia, było... za cicho.


Po dłuższej chwili trwania w milczeniu.....
......
........
"-AAAARGGGHAHAA!!!! Guys help me!!!!-" Wydobyło się z lasu, nawet najstarsze borsuki wiedziały, że w taką noc lepiej nie wychodzić późno z nory.

Bohaterowie jednomyślnie pobiegli w kierunku wydobywającego się krzyku.W nieznane nie bacząc na zagrożenia musieli uratować Majora Winky'ego...
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 07-07-2007 o 17:33.
Extremal jest offline  
Stary 07-07-2007, 17:44   #9
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 812 Chrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwuChrapek jest godny podziwu
Po dziesięciu minutach szli leśnym traktem z posępnymi minami.
- Nie wybaczę wam tego! - Kotecek zacisnął usta.
- Oj, przestań pierdzielić Kotecek, on by Cię tylko wygrzmocił i zostawił! - Chomik sprowadził Kotecka brutalnie na ziemię.
- Kociaki by Ci zrobił, a kto podczas wojny Ci będzie alimenty płacił, a?! - dodał Żółwik.
- I tak wam tego nie wybaczę! - srebrna łza pociekła po Koteckowym policzku.
- Okej, ziomek, ale co mieliśmy zrobić? Skąd mogliśmy wiedzieć, że ten frajer, Borostwór klątwę na niego rzucił?
- Mogliśmy mu jeszcze pomóc dopóki tylko płonął i krztusił się serkiem Almette, ale jak już z brzucha wyskoczył mu mały Borostwór z okrzykiem: "Alleluja i do przodu!" to pozostało nam tylko...
- ... zabić jak psa... - powiedział zmienionym głosem Chomik.
Cisza zaległa w doborowych szeregach czołgistów. Po chwili jednak Kotecek odchrząknął i począł śpiewać: "Yes sir, I can boogie", ulubioną piosenkę Twinky'ego. Chomik z Żółwikiem spojrzeli po sobie, po czym przyłączyli się do chórku, aby chociaż w taki sposób złagodzić ból Kotecka po stracie przyjaciela.

Z pieśnią na ustach wyszli z zielonego lasu prosto na pola buraków. Zdaje się, że front już tędy przeszedł, bo sporo było wokoło zniszczeń, trupów i rozkładówek z Marleną Dietrich.
- Niezłe afterparty tu było - powiedział Chomik - Może trochę fantów się znajdzie - mruknął przeszukując zwłoki na okoliczność kasy i komórek.
Nagle z hukiem przeleciał nad nimi latający fortepian. Żółwik zadarł do góry głowę; fortepian był bogato zdobiony i inkrustowany złotem, miał na bokach wymalowane godło RAFu i dwa automatyczne działka z których pruł do lecącego przed nim Messerschmitta Bf-110, grając przy tym "Marsz Turecki" Mozarta. Wraży osprzęt latający wywinął beczkę próbując wejść fortepianowi na ogon, ale niezwykły instrument muzyczny był równie zwinny i uniknął oskrzydlenia.
- Czego to ci parszywi kapitaliści nie wymyślą - podsumował swoją obserwację Żółwik.
Tymczasem strzały Fortepianu dosięgły w końcu Meserschmitta, który płonąc, rozleciał się na kawałki. Pilot fortepianu, zauważywszy krasnoarmiejców, chciał się zapewne popisać: zaczął wykonywać potrójną pętle śmierci. Niestety, podczas tego karkołomnego manewru pękła mu struna w rejonie subkontry, rozsadzając przy tym cały pulpit. Fortepian, dymiąc z klawiatury, wrył się dziobem prosto w pola buraków.
- Ideał sięgnął bruku - mruknął posępnie Chomik, i nie wiadomo było czy miał na myśli kunszt samego instrumentu, czy butelkę 'Żołądkowej Gorzkiej', która wypadła pilotowi z kieszeni, a jej zawartość właśnie wsiąkała w glebę.
Zgodnym krokiem czołgiści podeszli do wraku.
- A mamusia mi mówiła - powiedział Chomik - Gdyby Bozia chciała żeby świnie latały, to by im skrzydła przypi[.. ekhem! przytwierdziła!], i tak samo z fortepianami jest!
- Cicho, Bartuś - zestrofował go Żółwik - Lepiej byś pepeszę odbezpieczył na wypadek gdyby trzeba było dobić gagatka, a nie językiem mielesz jak Paris Hilton.
Na szczęście jednak, nie trzeba było nikogo dobijać - pilot był tak dobrze wychowany że kopnął w kalendarz bez wsparcia osób trzecich. Żółwik zręcznym ruchem wyłowił nieśmiertelnik pilota:
- Porucznik Chopin - przeczytał - Ha, jakie to teraz fikuśne nazwiska robią! - zaśmiał się, po czym wyrzucił kawałek metalu za siebie. Bartuś w międyczasie przystąpił do rutynowej procedury obszukania zwłok z kasy i komórek. Jakoś nie docierało do jego pustego, łysego łba, że komórki w tych czasach mają kable, tarcze i nazywają się po prostu "telefonami". W międzyczasie jednak, uwagę żółwika przyciągnęła depesza którą świętej pamięci porucznik Chopin trzymał w kieszeni:
- "Do wszystkich jednostek!" - Żółwik zaczął czytać na głos - "Siły niemieckie szykują kontrofensywę w rejonie pola marchewek, kwadrant 35XB, kierując się na żyzne pola buraków, azymut 87 stopni. Zachować ostrożność. PS Manchester United, Liverpool 3:0."
- Psia mać - zaklął Chomik - Straciłem dziesięć zeta przez tych zawszonych frajerów!
- Bartuś, mamy gorszy problem, kochanie - zagadał Kotecek - Ci wredni faszyści idą w naszym kierunku... Musimy coś zrobić żeby nie wpaść zanim odnajdziemy Sagalę.
Żółwik jak na żądanie łypnął pożądliwym wzrokiem w kierunku zwłok leżących pomiędzy burakami.
- Myślę, że mam pomysł, meine gute Katze... - powiedział, dobierając się do niemieckiego munduru.
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline  
Stary 07-07-2007, 19:06   #10
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 447 Extremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetnyExtremal jest po prostu świetny
Zbliżała się nieubłaganie godzina "O", marsz kontrofensywy sił wermachtu słychać już z dobrych 10 kilometrów. Kapitan Żółw Filonek, St. sierżant Bartłomiej Chomik oraz st. poborowy kot Kotecek. Odziani w niemieckie mundury, szare długie płaszcze, charakterystyczne asymetryczne hełmy z swastyką u boku.
"-Filonek... nie wiem czy ktoś Ci mówił ale jesteś po prostu po[kręcony]" Wyraził niczym nieskrępowany opinię podziwiając brudny, ss-mański mundur przydzielony mu do odziania.
"-Mrau.... szarość mnie kręci "Skomentował krótko nowe mundury. Stare Sowieckie spalili po za czapką Chomika, która była niewątpliwie chlubą dla jego rodziny, która od pokoleń wiernie służyła wiśni i sierpowi na czerwonym tle.
"-Bartłomieju natychmiast zdejmij tą czapkę!"- już desperacko próbuje nakłonić zbuntowanego podwładnego.
"-Nigdy, mój tatuś w grobie się przewraca gdy widzi w jakim mundurze paraduję, a jeśli jeszcze ktoś tego nie zrozumiał"- w tym momencie odbezpieczył swoją broń.
"-No to już teraz możemy zacząć kopać sobie grób"- zza horyzontu wparowało na pole buraków z conajmniej dwie dywizje zmechanizowane, wyposażone w różnorakie pojazdy jednośladowe klasy siemens, oraz czołgi klasy mammoth, z obstawą znakomitej dywizji SS-kleine Spachelke, która wsławiła się w bitwie ramię w ramię z Isengardem przeciwko Entom.

"-Dobra to już koniec... i to wszystko przez Ciebie skończony idioto"-Wyżalił się Filonek.
"-Lepiej żyć dumnie niż przywdziewać szwabski mundur!!"- Przedstawił swój jakże obiektywny punkt widzenia Bartłomiej.
"-Mundur? Przecież to tylko czapka, a i tak jesteś łysy!"-Kontynuował zajadle Żółw.

Lecz tu nagle w środku sprzeczki, podjechała faszystowska motorynka z doczepioną przyczepą o boku. Motorynka zaliczyła profesjonalnego drifta wymijając szczątki RAF'owego fortepianu,drift był iście kunsztem, którego sam Vin Disel by się nie powstydził. zatrzymując się o metr przed facjatami bohaterów. W przyczepce siedział niewątpliwie jakiś pułkownik jeśli nie generał, wyskoczył z niej w czarnych kaloszach drąc się na bohaterów nie podejrzewając iż coś z nimi nie tak.
"-Haltz Maul!! Treksiche Shwein!!"- Darł się na ciągle sprzeczających się Filonka i Bartlomieja.
Żółw i Chomik ucichli by móc przeanalizować z kim mają do czynienia, owy osobnik miał ostre germańskie rysy twarzy, blond włosy i niebieskie, choć zmęczone już życiem oczy, najprawdopodobniej wywodził się ze wsi, co mogło sugerować nieczysty nimiecki akcent, wszystko wygalało tak iż był to Niemiec z odzysku, możliwe że z okupowanych terenów. W dodatku jego oddech mówiąc szczerze zalatywał podgniłym czosnkiem.



"-Wie HeiB DU?"-Spytał sie bohaterów-"Schnella zdać mi raport z bitwy"
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 08-07-2007 o 11:08.
Extremal jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166