Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-11-2007, 20:03   #111
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
- Hej! - Klepnął Kmicica w ramię - Znaczy się panie porucznik. - Zasalutował z pokrzepiającym uśmiechem. - Trzymajcie się, to już niedługo.

Chmura przewiesił Browninga przez plecy sprawdził przy okazji ile pestek mu zostało. Faktycznie starczy nie na długo. Poprawił zieloną apaszkę pod szyją i ponownie podwinął rękawy. Po wyjściu ze zburzonej świątyni skierował kroki do swojego plutonu. "Jednak, zawsze lepiej przy swoich. Jakoś się zgrało przez ten cały czas" Wiatr wzbijał tumany kurzu i gruzu co znacznie zmniejszało widoczność. Wkrótce pluton szturmowy "Wierny" mógł zobaczyć przez pył niewyraźną sylwetkę kaprala. Jak on sam reszcie powstańców tak i jemu z daleka przyjaciele broni swoimi niematerialnymi kształtami przypominali duchy. A może naprawdę nimi byli? Jak Drągal, którego już wcześniej dostrzegł chłopak jak Kruk, któremu wierny zamykał powieki, jak położony obok Antoś, jak większość oddziału. Mimo, że nieżywi nadal przecież byli jego częścią. Nikt nie czuł inaczej. Kimże zatem są jak nie batalionem duchów?

Oczy Chmury łzawiły od dymu.

- Melduje się, że żyje panie poruczniku. - Zwrócił się bez najmniejszego uśmiechu do Wiernego. - Podczas misji zostałem tymczasowo wcielony do plutonu Kmicica. - Odwrócił się w tamtą stronę i trochę ciszej dodał. - To dopiero było piekło. - Głos mu się lekko łamał przy otaczających go ciałach. - Dlatego chciałbym... Chciałbym przejść się po okolicy i m...może zebrać trochę amunicji, dla oddziału. I później odpocząć.

...od dymu...
 

Ostatnio edytowane przez Angrod : 12-11-2007 o 21:35. Powód: jednostki wojskowe
Angrod jest offline  
Stary 13-11-2007, 23:05   #112
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
- Basiu...Jak ty się czujesz? Wiem, że martwisz się o wszystkich, ale kto pomoże tobie? słyszałam kiedyś takie powiedzenie: 'Kto uzdrowi uzdrowiciela'?
Słowa wypowiedziane przez Olgę zdawały się przez chwilę jakby trwa w powietrzu.
Basia na chwile zastygła, na jej twarzy nie malowały się żadne uczucia, tylko te oczy...
- Nie walczymy tu dla siebie tylko. Walczymy o sprawy wielkie, o nasz kraj, o Polskę! A w takich sytuacjach uczucia jednego człowieka przestają mieć znaczenie...
Słowa sanitariuszki były gorzkie, gorzkie jak popiół i łzy.Po sekundzie na chwile spuściła wzrok i zajęła się jak gdyby nigdy nic usztywnianiem nogi Olgi.
Sama łączniczka zagryzała wargi z bólu, nie chciała ni krzyczeć, ni jęczeć.
Perlisty pot wystąpił jej na czoło, ale wytrwała w swym zamiarze.
Skupiła się na tym co słyszy, była to mieszanina głosów, jęków, krzyków, szybkich rozkazów, strzałów, wybuchów...
Melodia wojny...przemknęło jej przez myśli.

Gdy Basia skończyła odezwała się znowu.
- Nie martw się o mnie. – powiedziała pewnym głosem. – Jeśli chcesz oszczędzić mi zmartwień, to po prostu zdrowiej jak najszybciej. Dobrze jakbyś teraz poćwiczyła chodzenie z tym usztywnieniem. Potem nie będzie już czasu na próby...

Olga skinęła głową i przy pomocy Basi wstała.
Znów zaciskając żeby, znów walcząc sama z własnym ciałem zaczęła chodzić.
Wiedziała, że nie ma innego wyjścia.
Czekają ich kanały, tam będzie musiała dać z siebie tyle ile się da, starając się obciążać jak najmniej innych.

Odgłosy walki wskazywały na to, że zaczęła się naprawdę piekielna przeprawa...

Głos Wiernego :
- Basia! Tam, przy kościele, Antoś! Dawać sanitariuszkę, natychmiast!

O Boże w niebiesiech, bądź łaskaw...
Okrucieństwa wojny zabierającego przyjaciół, kolegów, tych którzy są bliscy sprowadzały na umysł stan bliski obłędu.
żyć w ciągłym strachu, niepewności, co dzień budzić się z nadzieją ze może znów się uda, i zwątpieniem jednocześnie.
kiedy skończy się ten koszmar?

Po chwili Basia z Gromem przynieśli Antosia.
Olga poczuła jak szczypią ją oczy.
Ile ludzkie serce może znieść?
Jaka jest miara mej wytrzymałości, Boże?
Pozwól mi wytrwać dla tych których kocham, i dla spraw jakie są ważne, jakie są najważniejsze...

Nie zauważyła nawet gestu Groma, oczy na chwile zakryła jej mgła łez, które równie szybko odpędziła.
A już myslała, że się skończyły...
Całą uwagę i pomoc drżących rąk skupiła na tym by wesprzeć Basię w ratowaniu życia Antosia.
Jednak..
Jednak się nie udało...

Na chwile ogarnął ją bezwład, ale z tępą determinacją, zaczęła znowu, wspierając się na ułamanej desce chodzić.
By móc skupić się na bólu, by przez chwilę znów nie myśleć...
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 14-11-2007, 02:41   #113
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Akt I Starówka
Scena 5 Odejście
Stare Miasto, barykada na ul. Długiej 1 IX 1944 20.40 – 2 IX 1944 3.45

23 sierpnia 1944
Będziemy się ewakuować. Nie mogę napisać skąd i gdzie, kapral mówił, żeby unikać takich informacji w pamiętnikach. Mój to ledwie kilka kartek, ale go rozumiem.
A co do tej ewakuacji to mam problem, przecież Junak nie da rady przejść... jak my przechodzimy. Muszę popytać, kiedy będą przewozy rannych. Nie wiem jak oni chcą się przebić, ale pewnie mają jakiś bezpieczny zakątek. Koniecznie muszę się dowiedzieć!
Nie wiem tylko czy mówić teraz o tym Junakowi. Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy mieć tajemnic, ale... nie chcę, żeby się martwił. Ta rana naprawdę mi się nie podoba, szczególnie boje się o płuca...
Muszę iść.
Zapis z 23 sierpnia 1944, Pamiętnik Anyżkowej Panienki („Basi”)

[media]http://schlaufox.googlepages.com/kolumb1.mp3[/media] Odeszli. Ucichł nawet rumor silników czołgowych. Ustał ostrzał artyleryjskich. Upragniony wieczór, a potem noc. Ciemności zapadły jakąś godzinę wcześniej, dym zasnuł kompletnie niebo. Teraz to, co zostało z plutonu „Wiernego” odpoczywało na kwaterze w kamienicy, nieopodal barykady na Długiej. Niewiele było rozmów. Tego dnia stracili sześciu towarzyszy. „Niusia” zabita przez odłamek, „Krzysztof” rozerwany pociskiem artyleryjskim. Potem „Dyzio” spalony przez miotacz, „Drągal” skoszony z kaemu, „Antoś” wykrwawiający się przez wielką ranę w piersi. I wreszcie „Kruk”, który żył nikomu nie wadząc i umarł tak, że nikt nie spostrzegł. W ciągu dnia sześciu. Hekatomba. Zostało ich ośmioro, dziewięcioro z nieprzytomnym „Junakiem”. Dlaczego właśnie „Junaka” mieli wlec ze sobą. W szpitalu na Długiej było jeszcze kilkudziesięciu „wigierczyków”. Dlaczego on? Bo to chłopak „Basi”? A inni nie mieli dziewczyn? Żon? Matek? „Wierny” wpatrywał się w niebo, na próżno wypatrując gwiazd. Nawet nie wiedział, kiedy pojawił się obok niego „Daniel”. Snajper przysiadł bez słowa obok swego dowódcy i kolegi jeszcze sprzed wojny. Tu nie trzeba było słów.


„Junak” przebudził się z niespokojnego snu. Oblizał spierzchnięte usta i delikatnie poruszył głową, próbując przebić wzrokiem panujące wokół ciemności. Usłyszał czyjeś chrapanie. Kto to mógł być? „Drągal”? Może „Jastrząb”? Oni tak chrapali? Gdzie on jest? To nie szpital, brakowało tego odoru śmierci, umierania. Nie słyszał jęków. Za to czuł jej obecność:
- „Basiu”, „Basiu”… - suchy, cichy szept poniósł się w pomieszczeniu. Sanitariuszka momentalnie otworzyła oczy. Oczy „Junaka” niezdrowo lśniły w ciemnościach. On żył, odzyskał przytomność! Wyjdzie z tego! „Basia” wciąż nie mogła zapomnieć twarzy umierającego „Antosia” w nocnych majakach zmieniał się ona raz to w oblicze „junaka”, innym razem sanitariuszka widziała własną twarz z krwią na ustach.


„Chmura” wreszcie uspokoił się, ale wciąż w nozdrzach czuł swąd dymu, prochu, trupów. Oparł się o ścianę kamienicy posiekaną odłamkami. W bezsilnym gniewie uderzył pięścią w mur. Raz, drugi, trzeci. Ból nieco go otrzeźwił. Dłonią otarł rodzące się łzy. Teraz dopiero poczuł jak trzęsą mu się nogi. Tak samo się czuł wtedy, gdy sprzedał tę rodzinę żydowską. Miał ochotę zwiać najdalej stąd, ale nie, nie czas. Nie miejsce. Jeszcze nie. Wyprostował się i przywołał ów cwaniacki uśmieszek na twarz i ruszył w stronę barykady. Widział „Wiernego” i siedzącego obok niego „Daniela”. Snajper coś pogwizdywał. „Chmura” poczuł falę mimowolnej sympatii do tego bubka z dobrej rodziny. Rzecz jasna nawet przed sobą było mu się ciężko do tego przyznać, a co dopiero przy innych. Podszedł bliżej:
- O i nasz strzelec zlazł na dół. Zimno się na górze bratku zrobiło czy samotność zaczęła doskwierać?
„Daniel” tylko wzruszył ramionami, nawet nie spojrzał na kaprala, który znów poczuł zimną wściekłość. I nie wiedział czy do kolegi z oddziału, „Wiernego”, czy całego tego burdelu, który ich otaczał.


„Jonasz” szybko zasnął, jak zawsze. I szybko się wyspał. Im starszy był, tym krócej spał. Tak przynajmniej to sobie tłumaczył, bo trudno by było mu przyznać przed samym sobą, że to sny mu nie dają spokoju. Po raz pierwszy nie śnił o mężczyźnie, który przed śmiercią chciał coś rzec, odpowiedzieć, być może wytłumaczyć się. Kula z parabelki „Jonasza” nie dała mu tej szansy. Tym razem nie jego widział w nocnych majaczeniach. „Jonasz” zobaczył po raz kolejny małego „Dyzia” jak pędzi przez kościelną nawą , ciągnąc pióropusz ognia. Słyszał jego piskliwy krzyk. Widział „Wiernego” jak dobija chłopaka z peemu. Sierżant przeciągnął się i wstał. Niedługo zejdą do kanałów. Może faktycznie lepiej wziąć pistolet maszynowy? Zostały dwa - po „Kruku” i po „Antosiu”. Z innej strony emgie powinien wejść w kanały. PIATa też żal się pozbywać. Został MG-42 po „Drągalu”, lepszy od MG-34. I pewnie kilka bębnów amunicją.
W tej samej chwili usłyszał czyjeś kroki od strony powstańczej. Podrzucił erkaem, ale okazało się, że to łączniczka ze sztabu od „Wachnowskiego”. Przybyła z rozkazami do „Wiernego” i „Kmicica”. Sierżant zaprowadził ją do swojego dowódcy. Porucznik wziął zwitek papieru i rozwinął. Rozkaz ewakuacji do kanałów. Pierwszy rusza „Kmicic”, o 3.30. Drugi „Wierny” ze swoimi ludźmi. Gdzieś kwadrans później. Prawdopodobnie będą ostatnim oddziałem powstańczym, jaki opuści Starówkę.


Od strony Placu Krasińskich nagle dosłyszeli krzyki. Pewnie znów wybuchła kłótnia o kolejność ewakuacji. Nawet stad, w nocy widzieli mrowie cywilów i powstańców tłoczących się przy włazie, którego strzegli żandarmi „Barry’ego”.


„Grom” nie mógł zasnąć. Ale nie był jedyny. Obok „Czarny” postękiwał z bólu. Widać rana ręki zaczęła mu poważnie doskwierać. Chłopak się nie skarżył, co rusz jedna sprawdzał opatrunek, poprawiał go, licząc być może, że to choć trochę przyniesie mu ulgę. „Grom” obserwował kompana. Wreszcie podniósł się i poszedł na zewnątrz opróżnić pęcherz. Ne zewnątrz było chłodniej. Poczuł nagły dreszcz. Poruszył ramionami, starając się zabić zimno. Gdzieś z południa usłyszał jazgot cekaemu. Powstrzymał chęć padnięcia za najbliższą osłonę. Zastanawiał się nie nad tym, ile jeszcze wytrzyma, ale kiedy przyjdzie jego kolej, bo właśnie w tej chwili zrozumiał z niezwykłą pewnością siebie, że przyjdzie i to prędzej niż później.


„Olga” czuła się mimo wszystko lepiej. Widać rana była czysta. Fakt, nie dałaby rady biec, ale mogła poruszać się, kulejąc. Zrobiłaby w tej chwili wszystko, byleby być przydatną. Ona, najlepsza łączniczka w batalionie.


***


Mijały godziny. Po północy odgłosy ewakuacji wpierw ścichły, a potem kompletnie ustały. Mimo to „Wierny” czekał. Jego ludzie odpoczywali na zmianę, starając się przespać przed ciężką przeprawą przez kanały.


Po godzinie drugiej mogli usłyszeć śpiewy z niemieckich pozycji, czy sporadyczne wystrzały od strony Żoliborza czy Śródmieścia. Na Starówce zapanowała kompletna cisza. Do czasu. Kwadrans po trzeciej od północy znów dały się słyszeć odgłosy walki. Najpierw pojedyncze wystrzały, potem tak dobrze znany im chaos nagłej, nieopanowanej strzelaniny, kontrapunktowanej wybuchami granatów. Ledwie dziesięć minut później wszystko ucichło.


Wreszcie o 3.30 z ruin kościoła św. Ducha wyłonili się jak duchy właśnie żołnierze „Kmicica”, ledwie dwunastu. Niemal wszyscy ranni. „Kmicic” podszedł do „Wiernego” i podał mu rękę:
- Bywaj, Tadek. Do zobaczenia po drugiej stronie. – Poklepał „Wiernego” po ramieniu. – Gorzej już być nie może. Pamiętaj. Aha, nie zgubcie się, gdzieś tam w Śródmieściu wolałbym ciebie mieć blisko siebie.
Chłopcy i dziewczęta „Kmicica” żegnali się z żołnierzami „Wiernego”, przechodząc obok barykady. „Jonasz” kiwnął kilku z nim dłonią. „Grom” obserwował ich, czując potworną zazdrość, że oni pierwsi, że przed nim, ze on musi tu jeszcze tu gnić, choćby kwadrans dłużej, ale zawsze. „Chmura” zamachał od niechcenia, a potem poszedł do "Czarnego”, sprawdzić, czy z przyjacielem wszystko w porządku. „Basia” przebywała z „junakiem”, który choć co jakiś czas zasypiał niespokojnym, niezdrowym snem, to zawsze powracał, by wpatrywać się w swoją ukochaną. „Olga” wiedziała, że nadchodzi jej czas. To ona miała opinię tej, która znała kanały i trasę do Śródmieścia jak własną kieszeń. Musi się zmobilizować. Musi.


Oddział „Kmicica” zniknął w mrokach nocy, pośród oceanu ruin.


Minął kwadrans.



Ruszyli.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 16-11-2007 o 00:31.
kitsune jest offline  
Stary 16-11-2007, 00:39   #114
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Kanały. Z jednej strony droga do bezpieczniejszych fragmentów Warszawy, z drugiej zaś zdawały się być metaforyczną drogą ku klęsce. Wycofujemy się z kolejnej dzielnicy, wędrujemy przez prawdziwy koszmar, walcząc nie tylko o życie, ale i o własną duszę. Wśród Powstańców krążyło wiele legend o tym, co dzieje się w pod ulicami. I chociaż większość opowieści o tajemniczych korytarzach i wysadzanych przez Niemców całych zespołów przejść zdawały się być ewidentnymi dziełami wyobraźni młodszych z walczących o miasto, to historie o szaleństwie, zwątpieniu i śmierci były prawdziwe. Kanały były koszmarem.

- Nie ma tu naszych. Nie powinno być tu wielu wrogów. Mimo wszystko, musimy być przygotowani na wszystko, poruszamy się więc najostrożniej jak to możliwe. To nasze pożegnanie ze Starym Miastem, kto wie- możliwe, że widzimy te ulice ostatni raz. Nie polegnijmy na nich przez naszą głupotę i niecierpliwość. Zachowajcie rozsądek, który towarzyszy wam od miesiąca, gdy będzie taka konieczność- walczcie tak, jak walczyliście od dawna.- przerwał na chwilę, chrząknął- być może dlatego, by ukryć łamiący się powoli głos?- Kto wie, czy tam na miejscu będzie jeszcze jakaś okazja, kto wie co wydarzy się na dole... Chciałbym podziękować wam wszystkim za każdy dzień, za każde słowo, za każdą chwilę spędzoną na Starówce. To wy jesteście prawdziwymi bohaterami tej wojny. Zaszczytem było bronić z wami Starego Miasta, mam także nadzieję, iż wszystkim nam uda się stanąć na barykadzie w Śródmieściu.

Wierny stanął na baczność i zasalutował swym ludziom.

- Ruszajmy.- odezwał się już typowym tonem. I ruszyli...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 16-11-2007, 19:21   #115
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Jonasz

- Daniel na przód zakomenderował sierżant.
- Panie poruczniku strzeżonego Pan Bóg... - zawiesił głos. Zatem pierwszy ruszył Daniel, za nimi Wierny, Jastrząb z PIATem, potem dziewczyny z Junakiem i Chmurą, mały pochód zamykał Grom i Jonasz, który oprócz MG miał przewieszone przez ramię "od wypadku" eMPi.

Potykali się w ciemności o odłamy gruzu i cegły zalegające ulicę. Sierżant zaklął, gdy nadepnięty, większy od innych kawałek szyby pękł pod butem z hukiem wystrzału.
Jonasz
ani razu nie spojrzał na opuszczane stanowisko. Nie był sentymentalny, a tu stracili zbyt wielu przyjaciół, by żegnać to miejsce z jakimkolwiek żalem. Zresztą bardziej zaprzątała go droga przez kanały. Wstyd mu było przyznać się przed samym sobą, ale był przerażony. Włosy jeżyły mu się na karku, a zimny pot spływał po plecach gdy wyobraził sobie nisko wysklepione, wąskie kanały. Sama myśl o zanurzeniu się w wąską studzienkę przyprawiała go o dreszcze. Ulicami dałoby sie przejść na Śródmieście góra w pół godziny, ile będzie trwała wędrówka ściekami ? Godzinę, dwie, miał nadzieje że nie dłużej, to i tak wydawało się maksimum jego możliwości.

Wiatr przyniósł kłęby tłustego, ohydnego dymu. Jakoś nigdy nie mógł przyzwyczaić się do zapachu palonego żywcem miasta. W ustach poczuł smak żółci. Splunął i poprawił zsuwające się z ramienia MP. Jakoś da radę, po prostu musi. Przyspieszył nieznacznie kroku rozglądając się uważnie wokół.
 
Arango jest offline  
Stary 16-11-2007, 23:26   #116
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 21902 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Basia otworzyła pełne piasku oczy. Mimo iż ciągle męczyły ją koszmary zeszłego dnia, z trudem wracała do rzeczywistości. Ktoś szeptał jej imię i gładził splątane włosy, z których zsunęła się czapka. To było... miłe.
Dziewczyna uniosła ciążącą głowę i poszukała źródła tego ciepłego, cichego głosu.

„Junak!”

Znów był przytomny i znów patrzył na nią z taką miłością, że nie wiedziała czy skakać z radości, czy ryczeć. Tak wiele trosk tłamsiło ich wzajemne szczęście. Pośród pożogi i śmierci nie raz już zdawało się, że nawet do tych krótkich chwil radości nie mają prawa... Dlatego były one tak cenne, dlatego po stokroć dziękowała w duchu wszystkim z oddziału i przepraszała zarazem.

Czas ewakuacji zbliżał się już wielkimi krokami, wszyscy poczęli zbierać swoje manatki. Podczas gdy ludzie Kmicica już wyruszyli, "Wigry" wciąż zabezpieczały tyły.

Wróciwszy do rzeczywistości, Basia obmyła mokrą szmatką twarz ukochanego i napoiła go, szepcząc przy tym czułe słowa.
Z wahaniem otworzyła swoją apteczkę, raz po raz zerkając to na Junaka, to na Olgę. Musiała podjąć decyzję jak dawkować leki. Właściwie poza morfina nic jej nie zostało przeciwbólowego, zatem... wóz albo przewóz. Sanitariuszka odetchnęła ciężko, starając się postapić jak najmądrzej. Od tego wszakże mogło zależeć czyjeś życie.

„ Dostaną teraz. Junak 2/3, a Olga 1/3 dawki. Może starczy na całą drogę, choć różne rzeczy się słyszało... No trudno. Trzeba zaryzykować, a nic z tego nie przyjdzie, jak nie będzie warunków do podania morfy w kanałach...”

Z uwagą i precyzją, której nie powstydziłby się lekarz z kilkunastoletnim stażem, Baśka przygotowała środek przeciwbólowy, po czym zwróciła się do Olgi.

- To na wzmocnienie przed przeprawą. Nie powinno boleć.

Marszcząc brwi, sanitariuszka pilnowała, by jej koleżanka dostała wydzieloną dawkę, po czym resztę wstrzyknęła Junakowi. Ten poddał się zabiegowi bez grymasu. Swej „Anyżkowej Panience” ufał bezgranicznie.

Ostatnie minuty przygotowań do drogi minęły Basi bardzo pracowicie. Musiała jeszcze sprawdzić i poprawić opatrunki wszystkich rannych. Chmura i Czarny nawet nie mieli możliwości zaprotestować, bo, gdy tylko próbowali, paraliżowały ich błyskawice, bijace z ciemnych oczu sanitariuszki. Jej uwadze nie umknął nawet Wierny, który w natłoku „wielkich” spraw, zupełnie zapomniał o ranie na nodze.

Wreszcie, kiedy skończyła, mogli ruszać wedle szyku, jaki obrał Jonasz. Dziewczyna szła teraz podpierając kulejącą Olgę, a za nią podążał Chmura z na wpółprzytomnym Junakiem.

Basia co chwila oglądała się za siebie i choć jej samej ciążyło ciało łączniczki, z lękiem w sercu obserwowała swego ukochanego.
Było ciężko, a przecież to dopiero początek...
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...

Ostatnio edytowane przez Mira : 16-11-2007 o 23:32.
Mira jest offline  
Stary 17-11-2007, 03:14   #117
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
Chmura powoli rozprostowywał obolałe kości po drzemce, którą ze zmęczenia uciął sobie tak jak usiadł, pod jakimś murem. Zaraz dopadała go Basia i rozpoczęła staranne oględziny. Chłopakowi wydawało mu się, że jemu sanitariuszka przyglądała się znacznie uważniej niż reszcie, w końcu to on będzie ciągnął Junaka przez ten kanał. W zasadzie...

- Nie martw się damy sobie rade. - Starał się poprawić dziewczynie humor -
Jeszcze ciebie na barana bym wziął, ale sufit trochę za nisko.

W zasadzie pomoc Junakowi była jego pretekstem, żeby w ogóle wejść w kanał. Niedawno nawet zastanawiał się, czy nie powiedzieć Jonaszowi, że zostaje. Nie zamierzał uciekać, jak szczur, przez te śmierdzące kanały. We własnym mieście.
"Ale przecież nie wychodzimy z Warszawy." - Powtarzał sobie. "Jeszcze nie." - Dodawało mu się zawsze mimochodem. A czy mógłby żyć gdziekolwiek indziej? Tu jest jego dom. Podniósł do ręki garść prochu z resztek jakiegoś budynku. Spojrzał kolejno na Junaka, na Olgę, na Czarnego, który właśnie marudził coś Basi przy zmianie opatrunku. Kolejno odszukał wzrokiem pozostałych członków plutonu, na każdym zatrzymując dłużej wzrok. Rozluźnił pięść i wysypał proch na ziemię.

Zostać wśród gruzów i zginąć? To byłoby łatwe. Ale przełamać się i wejść w ten śmierdzący kanał, żeby dalej żyć, to naprawdę wymagało odwagi.
 

Ostatnio edytowane przez Angrod : 17-11-2007 o 03:17.
Angrod jest offline  
Stary 20-11-2007, 01:15   #118
 
Grey's Avatar
 
Reputacja: 30 Grey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodze
Grom szedł jako przedostatni...
Miał dziwne wrażenie. Ale nie dopuszczał go do swojej świadomości. Za każdym razem, gdy zaczynało wypływać, szybko i na siłę myślał o czymś innym. A to spoglądał za siebie, choć w mroku nie widział nic i nie mógł się spodziewać, aby coś zobaczyć. Przynajmniej poza spokojnym Jonaszem i jego wielkim MG42 zwisającym na pasie. A to spoglądał przed siebie, gdzie dostrzegał sylwetkę rannego niesionego przez kolegę i Basię, która nerwowo doglądała ukochanego.
Basię...
Ta dziewczyna niepokojąco często pojawiała się ostatnio w myślach Groma. A przecież była bez granic zakochana w Junaku, zero szans. Więc... Czyżby w ostatnich godzinach śmierci Rudzielec szukał nadziei w beznadziejnej miłości?

- No dalej. Nie zamyślaj się tak, bo się zgubisz! - Syknął poirytowany Chmura widząc, że Grom zwolnił zaprzatnięty myślami.
 
Grey jest offline  
Stary 20-11-2007, 20:44   #119
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
To, że już niedługo padnie rozkaz do wymarszu nie było niczym tajemniczym.
Wszyscy tego oczekiwali, niektórzy z wytchnieniem, inni z obawą.
Olga przysiadła na załomie skalnym tak, by nie nadwyrężać nogi.
Z plecaka wydobyła dwie nieco poniszczone, i poplamione mapy.
Rozłożyła tę mniejsza.
Mama kanałów....

Tak naprawdę znała je chyba na wylot, ale...wolała ją sobie przypomnieć.
Porównała dla pewności z mapą Warszawy...a może tego co z niej właśnie zostało...

Tak, tu jest zejście, najlepsza trasa..to będzie tu...tak by wyjść poza obręb starego miasta...

Chowała właśnie mapy, gdy podeszła do niej Basia z strzykawką w ręce.
- To na wzmocnienie przed przeprawą. Nie powinno boleć.
Sanitariuszka sprawnie wkłuła się w żyłę Olgi dokładnie dawkując lek.

Wiedziała, że jej miejsce będzie na przedzie, że to ona będzie prowadzić swych przyjaciół.
i że nie wolno jej ich zawieść.

Zrównała się z Wiernym.
-Poruczniku, ustaliłam trasę. Będziemy musieli iść dokładniewedług moich wskazówek.Zerknęła z uwagą na idącego obok chłopaka.
-I..mam prośbę, panie poruczniku...Gdy Wierny spojrzala na nią nieco zmęczonym wzrokiem rzekła:

-Głowa do góry...to moja prośba. Bo teraz się już musi nam udać. Bo jeśli nie nam, to komu?
Uśmiechnęła się do niego tak jak to tylko ona potrafiła. Nie wiedziała, czy to może działanie morfiny krążącej w jej żyłach, czy też może naprawdę uwierzyła w swe słowa, ale tak musiało być.
Musi się im udać.
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 20-11-2007, 23:55   #120
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Stare Miasto, ulica Długa, 2 IX 1944 3.45-4.15

Jak okiem sięgnąć Długa zasłana jest fragmentami gruzu, cegłami. Wzdłuż niej płoną kamienice. Łunę z pewnością widać z wielu kilometrów. Nad tym wszystkim unosi się gęsty, gryzący dym. Od strony Placu Krasińskich nie dochodzą już żadne głosy, najprawdopodobniej ewakuacja praktycznie się skończyła. Teraz z całej Starówki do upragnionego włazu spływają niewielkie oddziałki osłonowe, takie jak pluton „Wiernego”. Daniel podbiegł kilka kroków do przodu, zmrużył oczy, rozglądnął się uważnie. Teoretycznie tu nadal rządzili powstańcy, ale cholera wie. Tyle snajper z „Wigier” nauczył się w ciągu trzydziestu dwu dni walk. Wreszcie machnął ręką. „Wierny” ruszył pierwszy, kilka metrów za nim „Jastrząb” objuczony Mauserem i PIATem. Odczekali znów kilka chwil. Kompletna cisza. Pustka. Gdzieś w oddali, na tle płomieni zamajaczyła czyjaś sylwetka. Z oddali cuchnący wiatr przywiał echo zaciekłego starcia. Czyżby jednak Niemcy zdecydowali się nacierać nocą?


Przechodzili w ciszy wzdłuż elewacji powstańczego szpitala na Długiej. Wewnątrz słyszeli jęki rannych, uspokajające głosy personelu. Oni widać się nie ewakuowali.


Znów znak ręką. Dziewczyny na w pół niosąc, w pół ciągnąc „Junaka”, przypadły do porucznika ciężko dysząc. Ranny powstaniec sprawiał wiele kłopotów w transporcie. „Chmura” osłaniał „Olgę” i „Basię”. Znów postój. Wreszcie „Czarny”, „Grom” i wreszcie „Jonasz” dołączyli do oddziału. Opuszczoną przez nich barykadę dzieliło od włazu około 300-400 metrów. Niby nic, niby 5 minut spacerkiem. Owszem, przed wojną, kiedy na balkonach otaczających kamienic było kolorowo od kwiatów, chodnikami przechadzali się ludzie, a po bruku ulicy jeździły samochody a nie czołgi. Teraz w ciągu kwadransa przeszli ponad sto metrów.


Nagle nad ich głowami rozbłysnęła raca, zalewając całą ulice potokiem światła, przyćmiewając nawet żar płonących budynków. Zarówno „Wierny” i „Jonasz” wydali ten sam rozkaz. Ciche, lecz dobitne „Padnij!”. Dziewczyny, rzuciły się z „Junakiem” w stertę gruzu. Chłopak zajęczał. „Basia” modliła się, by „Junak” przeżył transport. „Chmura” zajął pozycje na lewo od nich, w leju po bombie. Szybko rozłożył dwójnóg Browninga i czekał. Pozostali podobnie. „Wierny’ nie przerwał modlitwy, sprawdził tylko, ile ma naboi z magazynku i włożył go z powrotem do broni. ”Grom” został z tyłu i, odwróciwszy się, osłaniał kierunek skąd przyszli. Mijały sekundy, potem minuty, które w umyśle przerażonych i krańcowo zmęczonych powstańców zmieniały się w godziny. Flara unosiła się w powietrzu, opadając powoli na spadochronie. Nim przygasła Niemcy wystrzelili kolejną. „Wierny” zaczynał się denerwować, leżeli ledwie 200 metrów od włazu, ale w razie czego byliby widoczni jak na dłoni.


To „Grom” zobaczył ich pierwszy. Od strony opuszczonej barykady skradał się silny patrol wroga. Kilkunastu żołnierzy. Pewnie sprawdzali teren, a za nimi szła całą reszta. Kolejny pluton, może kompania. Czas się skończył. Wóz albo przewóz. „Wierny’ wydał jedyny możliwy rozkaz. Czołgać się kierunku włazu. Tyły osłaniają „Grom” i „Jonasz”.


Ruszyli z mozołem po gruzach. Filigranowa „Basia” ciągnęła za sobą „Junaka”, który raz po raz jęczał i rzucał głową. Dla chłopaka to była najgorsza męczarnia. „Basia” widziała jak opatrunki jej narzeczonego przesiąkają krwią. Jeśli nie umrze tutaj, zrobi to w kanałach. Nie, nie może! Zacisnęła zęby i czołgała się dalej, omdlewając z wysiłku.


Paradoksalnie „Olga” poczuła ulgę. Czołgając się, nie czuła aż tak postrzelonej nogi. Ból nie doskwierał aż tak bardzo. Łączniczka bardzo uważnie rozglądała się. Analizowała charakterystyczne punkty, wysilała pamięć, szukając możliwych dróg dojścia do włazu. Nawet przypomniała sobie o alternatywnym zejściu na ulicy Miodowej, nieco dalej niż Plac Krasińskich. Co prawda tamtejszy kanał był dużo gorszy, węższy. Breja sięgała w nim niemal do szyi małej „Olgi”, ale cóż z tego? Kanał to kanał.


„Jonasz” myślał inaczej. Klepnął zniecierpliwiony „Groma” i został na końcu. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie przebijać się samemu na powierzchni, ale szybko odrzucił tę myśl. Raz, że był racjonalistą i wiedział, że taka akcja nie ma żadnych szans powodzenia. Dwa, iż był zawodowym żołnierzem, inaczej niż te dzieciaki. Ale nie potrafił pozbyć się natrętnej myśli, iż kiedy zejdzie do kanałów, to po prostu zwariuje. Najzwyczajniej oszaleje.


„Grom” podczołgał się bliżej „Basi”. Widział jak dziewczyna zaciska zęby. Jej umorusana, mała twarzyczka lśniła od potu pod okapem zbyt wielkiego, niemieckiego hełmu. Widział też, że cudem wręcz ciągnie za sobą „Junaka”, który przecież w plutonie wzrostem ustępował tylko „Drągalowi”. Ale „Drągal” nie żyje… „Grom” odwrócił się. Niemcy byli bliżej, szli powoli, ale z pewnością szybciej niż czołgający się powstańcy. Zobaczył też „Jonasza”, który został kilka metrów za pozostałymi. Wielki sierżant spojrzał na chłopaka, a ten przez chwilę dostrzegł w oczach dowódcy strach.


„Chmura” czołgał się obok „Olgi”. Słyszał coraz głośniejszy oddech „Basi”, która taszczyła za sobą swojego chłopaka. Zaraz za kapralem czołgał się ‘czarny”, cicho posykując, kiedy raz po raz urażał sobie ranną rękę paskiem od STENa. „Chmura” spojrzał pytająco na przyjaciela, lecz ten lekko tylko pokręcił głową. „Chmura” tylko uśmiechnął się. Musi im się udać. Musi.


Kurwa, musi!


Nie musi.


„Wierny” zobaczył jak od strony Placu Krasińskich wyłania się grupa kilkunastu Niemców. Słyszał ich głosy, ostrożne. Gdzieś od strony szpitala na Długiej, gdzie zostali ciężko ranni powstańcy, usłyszał strzały i głuche wybuchy granatów. Byli odcięci od włazu. W tych warunkach nie mają żadnych szans.

Cytat:
Stan broni i amunicji w oddziale:
„Wierny” – MP-40, 4 magazynki; VIS, 2 magazynki
„Jonasz” – MP-38, 4 magazynki; MG-42 (po „Drągalu”), 4 bębny nabojów (200 sztuk); Walther PPK, 1 magazynek
„Chmura” – erkaem wz. 28 (Browning), 5 magazynków
„Grom” – Błyskawica, 5 magazynków
„Basia” – VIS, pół magazynka
„Olga” – Walther PPK, 2 magazynki
„Jastrząb” – Mauser, ok. 50 nabojów; PIAT, trzy pociski
„Daniel” – SWT-40, ok. 20 nabojów
„Czarny” – STEN, 5 magazynków
„Junak” – brak broni
Tytuł Terminatora roku uzyskał „Jonasz” z trzema sztukami broni.
Granatów nie liczyłem, policzyć sobie samemu, ile wam zostało. Zakładam, że nikt nie brał butelek zapalających, ale jeśli tak, proszę w komentarzach napisać. Amunicja do peemów (MP-40, MP-38, STEN, Błyskawica) jest identyczna, można się wymieniać, magazynki są różne.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 20-11-2007 o 23:57.
kitsune jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168