Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-11-2007, 00:08   #131
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Stare Miasto, ulica Długa-Miodowa, nieopodal włazu do kanałów, 2 IX 1944 4.15-4.20

ZARĘCZYLIŚMY SIĘ Z JUNAKIEM!!!
Dzisiaj na naszym stryszku mi się oświadczył! Czułam, że coś się kroi, bo zauważyłam, że wyprał koszulę i nie wziął tej swojej czapki „junackiej”, ale żeby aż tak... zaskoczył mnie.
Chwilę musiałam się zastanowić, bo to takie szybkie, wręcz niesamowite. Zapytałam jednak samą siebie czy go kocham...
KOCHAM GO! KOCHAM JUNAKA!
Zgodziłam się, lecz postawiłam jeden warunek (stwierdził, że niczego innego po przewrotnej kobietce nie można się spodziewać): Ślub weźmiemy na dworze, gdzieś na łące, gdy... nie będziemy musieli się już bać bombardowania.
Jestem taka szczęśliwa, chciałabym powiedzieć mamie!
Zapis z 6 sierpnia 1944, Pamiętnik Anyżkowej Panienki („Basi”)

Zabiła go. Zabiła swoją jedyną miłość. W tej chwili nic dla niej nie istniało. Nieważne, iż wokół znów rozpętało się piekło, że erkaem „Chmury” pluł ogniem w kierunku Niemców, a chwilę później do basowego terkotu Browninga dołączył suchy trzask szybkostrzelnego MG-42 „Jonasza”. „Basię” samą nogi niosły naprzód. Nic w tej chwili już się dla niej nie liczyło. W zmartwiałej dłoni wciąż trzymała pistolet z pozostałymi kilkoma kulami. Może by tak… Ile by to problemów rozwiązało? Wystarczy unieść rękę i przystawić lufę do skroni. Gdzieś tam w gruzach został „Junak”. Pamiętała ostatnie jego spojrzenie, choć rozgorączkowane, jednak w pełni świadome. Od strony szpitala na Długiej wciąż słyszała wystrzały i eksplozje. Niemcy jeszcze nie skończyli z rannymi.


Od strony szpitala na Długiej wciąż słyszała wystrzały i eksplozje...


To „Chmura” pierwszy otworzył ogień. Niemiecki patrol liczył niemal dziesięciu ludzi, lecz szkopy poruszały się jak na paradzie. Byli chyba pewni, ze nikogo już nie ma. Co rusz, któryś z Niemców odkręcał korek w tłuczku i wrzucał granat do kolejnej piwnicy. Polowali na ukrywających się. Warszawiak wsparł się mocno o zrujnowaną, ceglaną ścianę, dwójnóg założył za krawędź muru i wycelował. Poczekał aż wróg wejdzie w linię celowania. Powoli ściągnął spust. Pierwsza seria położyła na bruku trzech przeciwników. Jeden z nich wydzierał się przeraźliwie, pozostali zastygli nieruchomo. Zaskoczenie było kompletne. Niemcy stanęli jak wryci, a „Chmura” nie zamierzał oszczędzać amunicji. Kilkoma krótkimi seriami opróżnił magazynek i załadował następny. Kilka metrów od niego „Daniel” rzucił filipinką, trafiając w pobliże wroga. Wybuch dodatkowo oszołomił szwabów.


Tymczasem „Jonasz” otworzył ogień do nadchodzącego patrolu od strony Długiej. Trafił jednego z przeciwników, a pozostałych przydusił do ziemi. Jednak tu Niemcy szybko otrząsnęli się i odpowiedzieli ogniem. Już pierwsza z MP-40 trafiła „Jonasza” ramię. Mimo to sierżant nie przestawał strzelać i wydzierać się na swoich, by czym prędzej biegli do włazu. Ramię naparzało go jak cholera. Czuł, jak gorący strumyk spływa po ręce, a rękaw panterki błyskawicznie nasiąka krwią:
- Panie poruczniku, szybko!


„Wierny” rzucił krótki rozkaz i ruszyli w stronę. Włazu. Niemcy póki co byli przyduszeni do ziemi, lecz to nie mogło potrwać długo. Ci z plutonu, którzy pierwsi rusza do włazu, nie powinni mieć problemu z osiągnięciem zbawczego kanału, ale osłaniający? Co z nimi/ I co potem? Przecież Niemcy nie są idiotami. Domyślą, się, co się stało z powstańcami, a wtedy zrzucą granaty do kanałów. Te i inne myśli przefruwały jak szalone przez czaszkę „Wiernego”. Musiał zdecydować. I to szybko, stanowczo i konkretnie. Inaczej kolejne osoby zginą z oddziału.


„Grom” wciąż wstrząśnięty sceną zabójstwa „Junaka” biegł, potykając się, po gruzowisku. Ścigały go pociski z niemieckich peemów i Mauserów. Miał wyjątkowe szczęście. Niemcy musieli być fatalnymi strzelcami, a strach dodał chłopakowi sił. Przemknął obok strzelającego „Jonasza” odruchowo rejestrując, że sierżant krzywi się z bólu, a rękaw jego panterki jest zakrwawiony.


B-24 Liberator

To „Olga” powinna prowadzić swoich chłopców do kanału. Ona najlepiej z nich wszystkich znała szlaki skryte pod ulicami stolicy. Teraz kuśtykając, schylona, ruszyła w stronę włazu. Widziała jak na południe od niej „Chmura” i „Daniel” ostrzeliwują się. W stroboskopach wystrzałów ich broni widziała resztki alianckiego Liberatora, który 16 sierpnia nocą rozbił się na Miodowej. Z tyłu dobiegał suchy trzask MG-42. „Jonasz” osłaniał odwrót oddziału. Nieopodal siebie widziała „Czarnego” i „Jastrzębia”. W gruzach czekał „Wierny”.


Właz był niemal o wyciągnięcie dłoni. Kto i jak ma pierwszy zejść? Którędy pójść?

To co prawda właz na Pl. Krasińskich, którym mieliście się ewakuować, ale ów na miodowej jest dość podobny.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 01-12-2007, 12:50   #132
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Jonasz

No to mnie mają - przemknęło przez głowę sierżantowi. Ktoś musi osłaniać oddział a z jedną uszkodzoną ręką strzelanie z MG jest cholernie trudne. I cholernie bolesne jak skonstantował gdy odrzut broni po kolejnej wypuszczonej z kaemu w stronę Niemców serii boleśnie szarpał jego ciałem.
Dość tego dobrego - zdecydował. Poderwał się i przykurczony chwycił starym przyzwyczajeniem karabin prawą, ranną ręką. Aż go zaćmiło z bólu.
Kolejna seria szkopska przemknęła mu tuż nad głową, odruchowo rzucił się na ziemię i wlokąc MG lewą czołgał się w stronę majaczących nieopodal ruin.

Jakimś cudem mu się udało.

Podniósł się i potykając na gruzowisku dotarł do reszty oddziału. Wyciągnął z kieszeni opatrunek zabrany jeszcze Niemcom na rynku i usiłował otworzyć go ranną ręką. Za cholerę nie szło, rozerwał go więc zębami.
Jeśli ma wejść do tego pieprzonego kanału to na pewno nie będzie brnął w gównie z otwartą raną.


Jonasz dał by wiele, bardzo wiele, by przed wejściem do jego prywatnej makabry, jakim była dla niego wędrówka podziemnymi korytarzami znalazł pięć minut czasu, by opatrzyć rękę. Obok ktoś się potknął, zaklął.

Kolejny wybuch rozjaśnił okolicę tworząc fantastyczne cienie wśród zrujnowanej okolicy, kolejne kolorowe serię krzyżowały się na nocnym niebie. Ta droga przez gruzowiska, wśród wypalonych ścian budynków, była tak niesamowita, nierzeczywista, że aż się... uśmiechnął.

 

Ostatnio edytowane przez Arango : 08-12-2007 o 17:31.
Arango jest offline  
Stary 02-12-2007, 14:46   #133
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Dotarli już tutaj. Teraz nie może się nie udać, Wierny o tym wiedział- i niech sobie szkopy prują, niechaj Wilczur warczy i szczeka- oni, prawdziwi bohaterowie tej wojny, wydostaną się zaraz ze starego miasta. I chociaż nie było to zwycięstwo, a ucieczka, to sam fakt przeżycia mógł napawać dumą...

- Pluton porucznika "Wiernego" do mnie!- wywrzeszczał na cały głos.

A krzyk ten zdawał się pochodzić nie od niego, a od samych niebios. Unosił się bowiem ponad terkotem karabinów, ponad krzykami, ponad wybuchami. Docierał do uszu każdego, jakby zrodził się w jego sercu- tak samo wyraźny i pełen emocji jak w chwili, gdy wychodził z gardła Tadeusza. I wszyscy wiedzieli co to oznacza- wszystkim nagle dodawał sił, energii, wskazywał kierunek i mówił, którędy dojść najbezpieczniej. Nagle każdy z członków owego plutonu zrozumiał, iż dojdzie do kanału, że wszystko będzie dobrze...

Wierny zaś szykował już granaty, odbezpieczał broń. Znalazł naprawdę dobrą pozycję, niedaleko włazu- w razie czego zawsze wskoczy do środka, ale to jeszcze nie ta chwila...

- Wchodźcie, już! Ja poczekam na Chumrę i Jonasza!- krzyczał, widząc zdziwione spojrzenia Olgi, widząc nadbiegającą z twarzą pozbawioną wszelkich emocji Basią. Domyślał się, co się stało- nie ciągnęła za sobą już ukochanego... I w sercu dowódcy znów pojawiały się wątpliwości- czy uczynił dobrze, ściągając go ze szpitala? Czy to, że podarował im te parę godzin, ostatnie parę godzin wspólnego życia... Czy nie zranił jej tylko przez to?

Ktoś wchodził już do włazu, Wierny czekał gotowy. Gdy tylko osłaniający pojawią się w okolicy, sam zbiera się do ewakuacji. Do tego czasu samemu spróbuje ich osłaniać- w końcu domyślał się, że ich stan nie jest najlepszy, że lepiej przyjrzeć się uważnie co dzieje się za nimi...

A tak naprawdę, Tadek chciał jeszcze przez chwilę oglądać ulice, które od 30 dni podlewał własną krwią...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 02-12-2007, 20:38   #134
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 21902 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Basia przystanęła niedaleko Wiernego, odruchowo chowając się za jakiś ocalały fragment muru. Strzelanina? Wojna? Nie rozumiała teraz tych pojęć. Za to doskonale pojmowała znaczenie jednego słowa: „zabiłam”- tylko ono jej pozostało.

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,


Nie było już o co walczyć, nie było już za co umierać. W umyśle nastolatki nie pozostało nic z dawnej radości życia. Matowym wzrokiem potoczyła wokół siebie. Więc oto dotarli do kanałów... i co z tego?

Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...


Gdy sama już miała udać się do podziemi, Basia natrafiła spojrzeniem na zbliżającą się postać Jonasza. Mimo otumanienia zwróciła uwagę na jego kiepski stan. Był ranny w rękę i to chyba poważnie.

Powołanie sanitariuszki przezwyciężyło apatię, choć same działania były raczej mechaniczne niżeli przemyślane.

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,


Podbiegłszy do Jonasza, dziewczyna przycisnęła powstańca do ściany, za którą mogli się schować. Zdecydowanym ruchem dłoni przerwała jego nieporadne próby opatrzenia się.

- Pozwól mi się tym zająć. – szepnęła – Krwawienie ustanie, jeśli nie będziesz obciążał tego ramienia. Staraj się też nie zaciskać pięści.

Gdy to mówiła, drobne palce, przywodząc na myśl pianistkę, sprawnie pomykały to tu to tam, przerzucając między sobą szarawy bandaż.
Wreszcie sanitariuszka zakończyła swe dzieło na wysokości przedramienia.

- Gotowe, schodźmy na dół.

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...*




*Leopold Staff, Deszcz jesienny.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 04-12-2007, 00:30   #135
 
Grey's Avatar
 
Reputacja: 30 Grey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodzeGrey jest na bardzo dobrej drodze
Grom poruszał się jak duch. Wydawało się, że między nim a światem powstała jakaś bariera, mgła... mleczna szyba... Dźwięki dochodziły do niego zmienione, jakby z długiej rury, obraz był zszarzały, a odległości większe.
Zatrzymał się, widząc już wyraźnie sylwetki swoich opodal. Spojrzał na swoje ręce. Nie jego ręce. Były... jakby za daleko. Poruszając nimi czuł, jakby wszystko działo się z opóźnieniem. I myśli. Jakieś takie płynne, wyleniałe, nieuporządkowane.

Podszedł wolno do oddziału.
Na zewnątrz pozostali tylko Wierny, siedzący Jonasz i bandażujaca go Basia. Czyjaś głowa przed chwilą zniknęła w kanałach. Gdzieś w tle coś wybuchło. Grom miał wrażenie, że jakiś odłamek przemknął tuż przy jego twarzy. Tak... Był to wykręcony kawałek metalu, lotka z pocisku moździeżowego.
"Czemu ja to widzę" - pojawiło się po chwili pytanie, ale umysł Groma już zdążył popłynąć dalej, pozostawiając zagadkę nierozwiązaną.

Stał i przypatrywał się sanitariuszce. Miał przy tym szeroko rozwarte oczy i lekko rozchylone usta. Niczym dziecko, przyglądające się nowej zabawce za szybą sklepową.
Basia... ona pracowała jak dawniej. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Jonasz lekko syknął, ale zdusił odgłos w zarodku. A Basia... jej ręce... one tak szybko... tak pewnie. Bandaż szybko przysłaniał bielą czerwoną ranę. A jeszcze przed chwilą...

Jej twarz była zastygła w wyrazie determinacji, nieodgadniona. Pogładziła dłonią spierzchnięte usta ukochanego. Chwilę patrzyła na to strudzone, zmęczone oblicze.

Szepnęła coś do uch, po czym wyjęła pistolet z kieszeni.

Jeszcze jedna łza, ostatni pocałunek i wystrzał - prosto w serce.



Grom
stał oszołomiony. Nie zauważył, że już wszyscy zniknęli, poza porucznikiem, który szarpał Rudzielca za ramię.
- Do środka, żołnierzu! Do kanału!
- Ale...
Ale nie było czasu i miejsca na żadne ale. Chwilę później schodził w dół. Stopami dotknął drabinki, poczuł, że jest lekko śliska. Kilka szczebli w dół i mokre miejsce znalazło się na wysokości oczu Groma.
"Krew. Tu jest pełno krwi!"
Tak, bo tymi kanałami sprowadzano wielu rannych. I wielu juz nigdy z nich nie wyjdzie.

Nagle światło zostało w górze, a Grom znalazł sie poniżej. Otoczyła go ciemność. Tutaj w kanałach dźwięk był dziwny. Ktoś przeklął, ktoś zachlupotał w wodzie. Wszystko docierało z dala. Z głębokiego dołu, w którym Grom właśnie sam, dobrowolnie, się grzebał.
 
Grey jest offline  
Stary 04-12-2007, 11:08   #136
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
Właz.
Ich szansa, być może jedyna....
Dzwięki dobiegające z szpitala brzmiały upiornie w uszach Olgi.
Krzyki umierających, jęki dobijanych, chrapliwe śmiechy szkopów mordujących rannych rzołnierzy...
Odgłosy ognia łakomie pożerającego drewno i sztywne od krwi, powycierane płótno...

-Wchodźcie, już! Ja poczekam na Chumrę i Jonasza! Głos Wiernego, gorzka determinacja w nim brzmiąca.
Jego ściągnięta, zmęczona twarz.

Oobk Basia.
Jej twarz jak martwa, woskowa maska.
Nie ma obok niej Junaka...
Basiu, Basiu...czemu żyjemy w tak okrutnych czasach?
Czemu wojna nie pozwala żyć miłości?

Za chwile obok pojawił się Grom.
Olga myślała, że teraz, że ich już nic nie zdzwi, nie zszokuje.
Ale to właśnie te uczucia malowały sie na twarzy Groma.
Niedowierzanie, szok i...coś jeszcze, coś co pojawiło się tylko na chwilę, po czym znikneło jak starte gabką.

Olga podjęła decyzję.
Nie, nie podjęła, ona zapadła już dawno...

-Idę pierwsza. Musicie się trzymac dokładnie tej samej drogi co ja.
Jasne?

Jeszcze tylko spojrzała na Wiernego.
Na usta pchały jej się te wszystkie słowa jakch nie potrafiła, chyba bała się ich wypowiedzieć.
A spojrzeniem nie da się powiedzieć wszystkiego.
Ale teraz też nie umiała. I chyba nie chciała, nie teraz...
Bo to zbyt ważkie słowa...

W dół...
Zimne powietrze, przesiąknięte odorem zawartości kanału owiało łączniczkę.
Przymkneła oczy.
Tak, może to wydac sie zabawne, ale miała wrażenie, że potrafiłaby się poruszać po kanałach z zamkniętymi oczyma.
Ale teraz nie ma miejsca, czasu ani myśli na żarty.

Teraz ona poprowadzi swych przyjaciół.
Modliła się cicho, by końcem drogi była wolność...


'Do zobaczenia na "WOLNYM" powietrzu...

Klapa nad łbem się zamyka, w dół do Podziemia drabinka,
Tu się opornym urodziłem, dla sprawy żyły otworzyłem,

Tramwajem jadę na wojnę..., na pętli u Boga wysiądę,
Padnij, powstań, zgiń, zmartwychwstań, gorączkuję, spluwam, zdycham.'*

*Lao Che- 'Kanały'
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 04-12-2007, 18:50   #137
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
Świst niemieckich kul nie dawał szansy na odwrócenie głowy, a co dopiero oglądanie się za resztą plutonu. Skulony, cały czas prowadził ogień osłaniający drużynę. Zmiana pozycji i parę kroków w tył, byle bliżej do tego zasranego kanału. Widok powalonych się szkopskich ciał wcale nie sprawiał mu satysfakcji. To była pierdolona zabawa w ciuciubabkę. I znów drapiący gruz przyklejał się do spoconych przedramion. Parę kroków w tył i karabin znów powędrował do policzka.

Raz dwa trzy...

Jakieś postacie zamajaczyły mu na granicy widoczności oka, wcale się nie spieszyły. Wciągnęli już tego Junaka? Jeśli nie to już raczej tego nie zrobią. Malkontenci giną na tej wojnie. To jest Starówka, tu się nie pęka.

-Przecież kurwa nie mamy czasu!
- wysyczał przez zęby sam do siebie.

Już był przy samym kanale. Wydawało się że Szkopy są wszędzie. Tak pewnie czuje się stadko owieczek, słysząc wycie wilka. Owieczki nie mają Browninga. Rzucił by w Niemców swój ulubiony erkaem, gdyby zabrakło kul, byle by dostać się do tego zasranego, małego włazu. Przetoczył się i przydusił cyngiel.

...Baba Jaga patrzy! Kurwa!

Z otworu wyzierała najczarniejsza otchłań.
Chmura patrzył w otchłań.
Co za smród!
 

Ostatnio edytowane przez Angrod : 04-12-2007 o 18:52.
Angrod jest offline  
Stary 05-12-2007, 20:06   #138
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Akt II Kanały
Scena 1 W kanale
Stare Miasto, Kanały pod ulicą Miodową, 2 IX 1944 4.20-4.50

Boję się schodzić, przeraża mnie czarna, mroczna otchłań. Do włazu wpycha mnie siłą "Kajtuś", ratując mi tym życie. Do kanału wchodzimy tak, aby ciężej ranni szli między zdrowszymi. Posuwamy się do tego, że zdejmujemy rannym temblaki i zmuszamy ich do udawania zdrowych. Grupę "Zośki" prowadzi "Orsza", a zamyka ją i ubezpiecza "Andrzej Pol". W drodze wyjątku, z racji powierzonej mu funkcji pozwolono mu przenieść jeden granat. W naszej grupie idzie "Maks", "Witold", "Konrad II", "Lusia", ja, a za mną "Kajtuś", który przez cały czas dodaje nam odwagi. Przejmuje nas chłód, mrok i cisza panujące w kanale. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w jakimś grobowcu. Umilkły strzały, nie słychać warkotu samolotów, dochodzą nas tylko przytłumione odgłosy silniejszych detonacji. Ustawiamy się w szeregu i, trzymając poprzednika za pas, ruszamy w zupełnym milczeniu. Staramy się iść jak najciszej, ale jest to niemożliwe. Słychać miarowy plusk cieczy. Woda podnosi się coraz wyżej. Po drodze mijamy barykadę ustawioną z jakichś rupieci i belek, z trudem przechodzimy przez nią, gubiąc się nawzajem. […]
Okazuje się, że podczas przechodzenia przez barykadę czołówka kolumny, wysunięta już do przodu, oderwała się od reszty. Czekamy, znękani, szeptem zastanawiając się nad trudnym położeniem. Wracać nie możemy, wyjść też nie, bo nad nami są Niemcy. Nawet usiąść nie można w tej lepkiej, cuchnącej mazi. Opieramy się o oślizłe ściany kanału, które przejmują nas zimnem i wstrętem, szukamy najbardziej dogodnych pozycji, aby nieco odpocząć.
Opowieść „Lidki” z baonu „Zośka”. "Zwoje", 2004 nr 40.


- Pluton porucznika „Wiernego” do mnie!
Głos poniósł się po Miodowej, podrywając powstańców. Każdy z nich poczuł wewnętrzny przymus, by podbiec do swego dowódcy. Pierwsi przy włazie stanęli „Jastrząb” i „Czarny”. Pierwszy rzucił na ziemię PIATa i wczepił się palcami w otwory wybite w pokrywie włazu, rany w rękę „Czarny” pomagał mu jak mógł. Z największym trudem unieśli żeliwną pokrywę i z okropny zgrzytem zaczęli przesuwać ją po bruku. Niemcy przyduszeni przez „Chmurę” i „Jonasza” odszczekiwali się coraz częściej. Kule gwizdały niebezpiecznie blisko żołnierzy „Wigier”. Jest! Wreszcie! Przed otworem stały kanały, z których zionął potworny smród. „Jastrząb” klepnął kumpla i podniósł pancerzownicę, w tym czasie „Czarny” pospiesznie schodził po wilgotnej drabince. Któryś z Niemców krzyknął „Vorwärts!!”, kilku podniosło się. Dostało co prawda kontrę od „Chmury”, jednak wymęczony chłopak nikogo nie trafił, a nawet nie odrzucił ataku.


W tym czasie „Jastrząb” już wszedł do środka, a za nim w mroku pogrążyła się „Olga”. Na górze „Jonasz” tkwił nieopodal włazu opatrywany pospiesznie przez „Basię”. „Chmura” zaklął i Ra jeszcze wystrzelił w kierunku atakujących Niemców. Słyszał niemieckie wrzaski z Miodowej i pl. Krasińskich. Jeszcze chwila a kolejne grupy wroga włączą się do walki. Niemcy, nagle ośmieleni, puścili się pędem wzdłuż Miodowej. Kapral „Wigier” pociągnął po nich kolejną serią, zabijając podoficera i raniąc jednego z żołnierzy. Kolejne kilka cennych sekund! „Daniel” rzucił kolejnym granatem, a potem wskoczył do kanału. „Chmura” otarł spocone czoło pod okapem hełmu. Kilka metrów od niego, w gruzach eksplodował granat. Kapral zaczął się czołgać w kierunku włazu. Widział ogłupiałego „Groma”, który czekał nie wiadomo na co. Chłopak miał już chyba wszystkiego dość. Widział też „Wiernego”, który zobaczył wycofującego się „Chmurę” i zaczął go osłaniać z peema.


Tymczasem Basia skończyła opatrywać i zeszła do kanału. Chwilę za nią niemal wpadł ze swoim Browningiem „Chmura”. „Jonasz”, ciężko sapiąc, postawił nogę na szczeblu drabinki. Kaem ciążył mu straszliwie. Powoli zaczął opuszczać się do środka.; Błysk i huk! U góry eksplozja. Granat! Usłyszał ponaglający krzyk „Wiernego” i na głowę spadł mu niemal „Grom”.


„Wierny” przeładował pistolet maszynowy, przypadając do ziemi. W uszach jeszcze mu dzwoniło od eksplozji. Niemcy o dziwo nie palili się do ataku. Widać „Chmura”, musiał zastrzelić lub ranić dowódcę. Porucznik podczołgał się do włazu i zsunął się do środka głową w dół.


***


Nie odpoczęli zaraz po zejściu. Niezmordowana „Olga”, która poczuła jak nagle odzyskuje siły, prowadziła ich jeszcze przynajmniej kwadrans pod ulicą Miodową. Niemcy wrzucili za nimi kilka granatów do środka, ale skończyło się tylko na szumie i dzwonieniu w uszach. Szli burzowcem naprzód jedną z półek biegnących pod ścianą. Pośrodku płynął płytki strumień nieczystości, roztaczając wokół odór ekskrementów. Ściany były wilgotne i oślizgłe. Dopiero po jakimś czasie na jednym z rozwidleń „Wierny” wydał upragniony rozkaz odpoczynku.


Umęczeni przysiedli pod wilgotną ścianą dość szerokiego kanału. „Wierny” wydał półgłosem rozkazy i ustalił szyk. Absolutnie zakazał używania światła w pobliżu włazów. Przy niektórych z pewnością stali Niemcy. „Jonasz” sprawdził broń, po cichu wypytał o stan amunicji. Nie było najlepiej. Zresztą jak zwykle. Potem podniósł się i spojrzał wgłąb korytarza, z którego bił smród ekskrementów:


- No personel, powiedzenie, że wdepnęliśmy tu w niezłe gówno, nabiera zupełnie nowego znaczenia. – Nikt się nie zaśmiał. Nawet „Chmura”, któremu coraz bardziej zaczynała doskwierać stara rana. Teraz zacisnął mocniej zęby i wstał, czując obolałe mięśnie. Cały lepił się od krwi i brudu. „Basia” siedziała nieopodal ze zmartwiałą twarzą. Nikt dotąd nie zapytał się, co się stało z „Junakiem”. Nie było potrzeby. „Chmurę” uderzył przerażający, martwy spokój, jaki malował się na obliczu sanitariuszki. Wzdrygnął się. Z trudem przywołał na usta zawadiacki uśmiech, w tej chwili tak sztuczny:
- Panie poruczniku. Chyba nie ma co tak sterczeć jak kuśka na zimnie. Leziemy?


„Wierny” otarł czoło z potu. Tu było cholernie duszno.
- Tak kapralu. Idziemy. Ranni w środek.
Zaiste świetna uwaga. Tu niemal każdy był ranny. „Jastrząb” skrzywił się sarkastycznie. Nadal w jego oczach malowała się niechęć do swojego dowódcy. Zresztą „Wierny’ czuł, ze ten dzień był niczym podzwonne dla jego autorytetu. Pluton praktycznie nie istniał. Została garstka rannych niedobitków. „Olga” przyglądała się „Wiernemu” z troską. Ale teraz miała inne zadanie, tylko ona mogła ich stąd wyprowadzić. Zresztą przestała się bać śmierci. W piekle już była. Przez ostatnie godziny, a może i dni.

...przerażający, martwy spokój, jaki malował się na obliczu sanitariuszki...

„Grom” schował głowę między kolana i przymknął oczy. W obu dłoniach trzymał błyskawicę. Ciężko oddychał. Próbował się za wszelką cenę uspokoić. Wiedział, że tym razem udało mu się wbrew temu wszystkiemu przeżyć, ale cena, jaką za to zapłacił stawała się zbyt wysoka. Ciągły strach, ukrywany wiecznie przed wszystkimi. A potem ten rozpaczliwy bieg do kanału. Śmierć „Junaka”. Rudzielec uniósł głowę i spojrzał na towarzyszy. Nawet jeśli przedostaną się na Śródmieście, to znów będą walczyć.

„Jonasz” nie myślał o oddziale w tej chwili, nie myślał o współtowarzyszach, śmierci czy marszu kanałami na Śródmieście. Myślał tylko o tym, że nie postawi kolejnego kroku, nie pójdzie w tę czarną pustkę. Nogi niemal mu wrosły w ziemię.

Kanał rozciągał się setki metrów naprzód. Cichy, pogrążony w kompletnych ciemnościach.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 05-12-2007 o 20:44.
kitsune jest offline  
Stary 06-12-2007, 13:55   #139
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 21902 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
A więc udało się. To, co dla większości stanowiło źródło nadziei na przeżycie – dostanie się do kanałów – udało się. Tylko dlaczego nikt się nie cieszył?

Zobojętniałym wzrokiem Basia omiotła przestrzeń dookoła. Ciemno, brudno, mokro i śmierdząco. Przetrwanie w tych warunkach kilku minut stanowiło wysiłek woli, a co dopiero mówić o kilku... kilkunastu godzinach? A może jeszcze dłużej?

Sanitariuszka wyciągnęła dłoń by dotknął oślizgłej ściany, która zamykała się nad nimi półokręgiem. Starała się nie myśleć o tym, co stało się na powierzchni. Jej marzenia i nadzieje umarły wraz z płomykiem życia ukochanego. Tamten świat przestał istnieć, pozostała jej już tylko ciemność i smród.

Gdy Wierny zarządził postój, dziewczyna po prostu zatrzymała się i podsunęła pod ścianę. Automatycznie zaczęła sprawdzać swoje wyposażenie choćby po to tylko, by zająć czymś trzęsące się ręce.

Wtem coś zaszeleściło pod jej palcami, jakieś kartki.

„Mój dziennik...”

Na moment twarz dziewczyny ożyła. Pospiesznie wyjęła pomięty zwitek kartek oprawionych w tekturową okładkę. Przycisnęła do serca ten mały skarb, a na jej obliczu pojawił się wyraz straszliwej udręki.

„Zabiłam go...”

Starając się zapanować nad emocjami i ściskającym gardło płaczem, Basia wręcz siłą woli oderwała od piersi pamiętnik i spojrzała na okładkę. Wśród ciemności korytarza trudno było dostrzec rysunek na wierzchu, ona jednak doskonale wiedziała, że jest tam. Palce jej prawej dłoni dotknęły tektury, jakby szukając nań wydrążeń - kształtu, który był tu narysowany. Trafiwszy jednak na gładka powierzchnię, pospiesznie cofnęła rękę. Nie chciała, żeby się zabrudził.

Oddech na uspokojenie. Jeden, drugi, trzeci.... i powzięta decyzja.

Basia przysunęła do skulonego Groma. Bez słowa wcisnęła mu miedzy twarz, a przyciśnięte doń kolana dziennik – tak jakby bała się rozmyślić.

- To mój pamiętnik. – szepnęła, gdy zdziwiony rudzielec podniósł na nią spojrzenie – Chcę, żebyś się nim zaopiekował. Cokolwiek stanie się ze mną... on powinien przetrwać. Ty jeden wiesz, co się stało.

Przyklęknąwszy obok i nie zwracając nawet uwagi na wilgoć i brud otoczenia, sanitariuszka mówiła dalej. Jej wzrok jednak omijał zarówno kształt dziennika jak i twarz Groma, błądząc po otoczeniu.

- Tam... brakuje ostatniego wpisu. Pomyślałam jednak, że ten, kto to przeczyta kiedyś... powinien mieć nadzieję, że się udało, że wszystko skończyło się dobrze... Bo jak nie ma nadziei, to nie ma nic.


Dziewczyna wreszcie spojrzała prosto w oczy towarzysza, kładąc mu poufnie dłoń na ramieniu.

- Nie pytaj, czemu to robię. Po prostu dbaj o niego. Okładkę narysował... sam wiesz kto.

Faktycznie, wystarczyło ustawić zeszyt pod snopem światła, by dostrzec jakiś szkic, a pod nim dedykację: Dla mojego Anyżka – Junak (1944).

 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 08-12-2007, 17:28   #140
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
[MEDIA]http://nie.ma.loginu.googlepages.com/18-Track18.mp3[/MEDIA]

Znów czuł wstyd, zdawało mu się, iż cały odpoczynek zarządził tylko dla siebie. Nie był nawet zmęczony, powoli oswajał się z kanałami- czuł się za to naprawdę okropnie... Pozostawili Stare Miasto, swe barykady, pola podlewane ich krwią. Pozostawił tam pełno grobów swoich przyjaciół, podwładnych i przełożonych. Może i Janusza? Może i jemu przyszło zginąć za ojczyznę na Starówce? A on, nie dość, iż nie mógł go obronić, to nawet nie było mu dane być świadkiem śmierci jego bohaterskiej...

W duszy podziękował "Chmurze" za popędzenie. O wszystkim pomyśli później, gdy już wydostaną się z kanałów, gdy będą szykować się do obrony Śródmieścia. Wtedy też przyjdzie czas decyzji.

- Tak kapraju. Idziemy. Ranni w środek.- zarządził, po czym spojrzał wymownie na Olgę. Musiała iść przodem, to ona wiedziała, którędy iść, gdzie jest najniebezpieczniej, a gdzie uda im się przemknąć bez walki.

- Jonasz- zaczął Wierny, klepiąc żołnierza po plecach. Walczyli już na tyle długi, iż porucznik doskonale znał lęki i obawy podwładnego- Idź na przód. Obok Olgi. Nie możemy cię stracić, nie w takich okolicznościach- uśmiechnął się przez chwilę, po czym zaczekał na wyruszenie jego ludzi, samemu zaś ustawił się na końcu pochodu. W tej sytuacji, w tym miejscu chciał widzieć co dzieje się z każdym z nich...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168