Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-07-2007, 21:00   #21
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
Strzelanina nad zgliszczami, ciągłe meldunki, ruch, krzyki, jęki, wołania i wyznaczające temu wszystkiemu jakby stacatto karabinowych pocisków, to że ciągle była w ruchu, sprawiło, że na chwile zdołała od siebie odepchnąć złe myśli.

Do 'Wiernego' gdy ją zawołał podeszła już z swym słynnym, nieco zawadiackim uśmieszkiem.
Już odchodziła, gdy zauważyła powiększającą się plamę czerwieni na nodze dowódcy.
Pamiętała z kursu pierwszej pomocy, że żadnych postrzałów nie wolno lekceważyć.
Zwłaszcza że niedługo mają uciekać przez kanały....

Bez słowa, z zwężonymi złością oczyma, gdy przypomniała sobie jak nie pozwolił się opatrzeć Niusi ruszyła w stronę Baśki.

Szarpnięciem głowy wskazała na Wiernego lezącego na szczycie barykady.
-Opatrz go, a jeśli będzie próbował sie przed tym bronic opieprz go ode mnie na czym świat stoi. Nie możemy sobie pozwolić na jego stratę z powodu nawet takiej rany.!
Olga wyraźną obawę, większa chyba niż by wymagało, i coś jeszcze czego się bała w swoim głosie, gdy mówiła o nim starała się zamaskować gniewem.
Uśmiechnęła się szybko do Baśki, i odwróciła na pięcie.

Klucząc między ruinami, wypatrując niebezpieczeństwa ruszyła w stronę gdzie powinna znaleźć 'Kmicica' i jego ludzi.
Panie poruczniku, meldunek z Żoliborza - te słowa stały się kiedyś jej hasłem rozpoznawczym....
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 27-07-2007, 13:30   #22
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
Cholera, taka ładna panterka. Pierwsza myśl wydała się głupia nawet jemu samemu. Pobladł nieco widząc jaki rozmiar ma czerwona plama. Może Basia miała rację? Trzeba bardziej na siebie uważać. Brawura, brawurą, ale jeśli straci za dużo krwi nie będzie w stanie walczyć. Oparł browninga o murek, po czym dokonał szybkich oględzin tej uciążliwej rany. Poprawił i mocniej zacisnął opatrunek. Na teraz wystarczy, musi. Unoszący się pył sprawił, że stracił z oczu Redutę Wiernego.

- Nie martw się pan, panie sierżant. Nic mi nie będzie. Opatrzą mnie jak wrócimy. - Mówił to z uśmiechem ale głos mu lekko drżał. - I tak nie ma czasu żeby się cofnąć. - dodał pewniej. Chmura ruszył za Jonaszem przez ruiny kamienicy, po czym usadowił się wygodnie we wskazanym miejscu. Zajął pozycję tak, aby mieć dobre pole do strzału, ale się nie urazić. Przyłożył sobie kawałek materiału do ust żeby nie wdychać unoszącego się pyłu. Czekał. Krzyki jakie do nich dobiegały wzbudzały w nim mieszankę smutku i wściekłości. Wiedział że giną nasi. Dobrzy ludzie. Wojna dała proste rozgraniczenie, na dobrych i złych. Chmura nie miał specjalnych oporów do zabijania Niemców. Przy rozdeptywaniu butem robaka, jest taki nieprzyjemny dźwięk i ogólnie niemiłe uczucie. Zabijając wroga, nie czuł nic. Jasne, że towarzyszyły temu inne uczucia jak gniew, strach, nienawiść, nawet satysfakcja, jednak następowały przed lub po oddaniu strzału, były jakby skutkiem ubocznym. Pora sprzątnąć paru szkopów. Czekał.
 

Ostatnio edytowane przez Angrod : 27-07-2007 o 15:43. Powód: Żeby nie było na "odwal się"
Angrod jest offline  
Stary 27-07-2007, 18:12   #23
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 21902 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Postacie powstańców przemykały pod murami raz po raz zastygając, gdy strzały przybierały na sile.
Basia zaciskała dłonie kurczowo na apteczce, gotowa w każdej chwili zareagować na wezwanie. Wiedziała, że w takim ogniu, jaki na nich został skierowany, na pewno niejeden z towarzyszy jest ranny. Kwestia tylko, kto wytrzyma... Krzysztof nie dał rady.

Stosunkowo niedaleko ich prowizorycznego punku opatrunkowego mignęły Basi sylwetki Jonasza i Chmury. Dziewczyna powiodła zmartwionym wzrokiem za drugim z mężczyzn. Trzymał się hardo, ale ciemna plama na boku była ewidentną informacją o tym, że rana znów się otworzyła.

Sanitariuszka westchnęła ciężko. Nikt jej nie wzywał, a miała dość patrzenia, jak bliscy jej ludzie cierpią. Już chciała ruszyć za Chmurą, gdy zobaczyła, że w stronę partyzanta spod barykady przemyka się Niusia.

Niczego nie rozumiejąca Basia popatrzyła na przyjaciółkę ze zdziwieniem. Ta w odpowiedzi tylko kiwnęła głową, wskazując pozycję, którą obrał sobie Wierny.

„O co jej chodzi? Czyżby coś się stało? Ale przecież nikt nie wzywał pomocy, a gdyby... gdyby Wierny został zabity, to od razu zostalibyśmy powiadomieni!”

Sytuację wyjaśniły Basi słowa Olgi, która chyba specjalnie w tym celu zeszła pod barykadę. Dziewczyny wymieniły znaczące spojrzenia.

„No tak, o ile Chmura jest uparcie bohaterski, o tyle Wierny jest bohaterski głupio! Jak on mógł odesłać Niusię, skoro była w pobliżu? W każdym razie teraz to on jest rannym, a nie dowódcą i nie ma nic do gadania!”


- Nie martw się, zaraz zobaczy, kto tu rządzi. –
rzekła do Olgi.

Uśmiechnęła się przy tym konspiracyjnie, puszczając oczko do łączniczki. W końcu jako dziewczyny, muszą trzymać się razem.

Ściskając kurczowo apteczkę, Basia pomknęła wzdłuż muru. Dwa razy musiała przystanąć i paść na ziemię, gdy usłyszała znajomy świst granatnika. Raz zresztą wybuch był bardzo, bardzo blisko.

W końcu przedarłszy się przez tumany dymu i kurzu dotarła do dowódcy. Leżał z lornetką w rękach zupełnie pochłonięty myślami - widać oceniał sytuację... jakby coś było do oceny. Basia od razu zauważyła ciemną plamę na nodze Wiernego i niechlujnie założony opatrunek, który raczej przywodził na myśl splot szmat, a nie bandaż.

Dziewczyna przysunęła się bliżej i bez ceregieli rozwiązała materiał, odsłaniając ranę na łydce. Wierny odruchowo szarpnął się, po czym zdziwiony popatrzył na sanitariuszkę.

- Nawet nie protestuj! To w sumie draśnięcie, ale jak dobrze nie ściśniesz, to możesz stracić za dużo krwi i zemdleć. Mi zaś nie uśmiecha się targanie cię po ziemi! –
powiedziała ostro.

Otworzyła apteczkę i zaczęła opatrywać powstańca.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...

Ostatnio edytowane przez Mira : 27-07-2007 o 22:23.
Mira jest offline  
Stary 29-07-2007, 10:16   #24
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Jonasz z Chmurą wybrali dwupiętrową kamienicę, pozbawioną dachu i strychu. Po ledwo trzymających się schodach wspieli się na pierwsze pietro i zajełi miejsca w mieszkaniu, ktorego okna wychodziły na Stare Miasto.

Sierżant zlustrował przedpole przez lornetkę.

Na razie czysto.

Po przeciwnej stronie Placu zajmowali pozycje żołnierze "Nałęcza" i "Kmicica". Od strony poozycji niemieckich słychac bylo przeciągły, jednostajny grzmot silników. Być może podciągali czołgi i pojazdy pancerne.

Pognał na górę i wybrał pozycje skąd miał strzelać z panzerfausta. Złożył go tam na ziemi i powrócił do Chmury.

- Słuchaj mnie i zapamiętaj dobrze. Niemcy najpierw nadzieją się na ogień chłopaków "Kmicica" i "Nałęcza". Zwiną swoje linie i uderzą na nich. Wtedy ustawia się do nas plecami. Strzelasz dopiero jak usłyszysz wybuch z panzerfausta. Dwie, trzy serie i zmieniasz stanowisko. Szkopy muszą mysleć, ze nas jest tu więcej.
Wyślą potem grupę szturmową, miej więc oczy otwarte. Od mojego strzału siedzimy tu góra 10 minut i zwijamy sie do naszych, inaczej przykryją nas jak kapeluszem.

Rozglądnął sie po zrujnowanym mieszkaniu.

- Dobra zrobimy jeszcze tak : znajdz kawałek sznurka, drutu, czegokolwiek. Tak na oko ze 3-4 metry zrobimy frycom niespodziankę. Granaty masz ?

Nie czekając na odpowiedz chłopaka wyciągnał z zza pasa jeden z granatów. Odkręcił porcelanową nakrętkę i ostrożnie wydobył ze środka zawleczkę ze sznurkiem. Położył granat obok siebie tuż przy Mauserze i z pistoletem w ręce i lornetką przy oku znów ostrożnie wyjrzał na Plac.

Gewehr Mauser 98 Jonasza
 

Ostatnio edytowane przez Arango : 29-07-2007 o 10:20.
Arango jest offline  
Stary 01-08-2007, 21:18   #25
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Stare Miasto, barykada na Dekerta, Reduta Wiernego, 1 IX 1944 13.00-13.30
28 sierpnia 1944
Rozmawiałam z Junakiem... Długo rozmawialiśmy, całą noc spędziłam w szpitalu. On chce żebym szła z plutonem. Mówi, że jestem im potrzebna, a jeśli zostanę w szpitalu, to nikomu nie pomogę. Nie chciałam się z tym zgodzić. Nawet się popłakałam – prawdziwymi łzami! Wtedy Junak opowiedział mi historię uciekającego kanałami małżeństwa. Wzięli ślub już w czasie wojny, byli niewiele starsi od nas. Uciekali przed Niemcami, a mężczyzna został raniony w bark tak, że nie mógł poruszać prawą ręką. Udało im się jednak uciec i schować w kanałach – tam gdzie i my będziemy się przeprawiać. To był czas wielkich ulew i ścieki zamieniały się wręcz w rzeki. W pewnym momencie małżeństwo musiało zacząć płynąć. On nie mógł poruszać ręką, w związku z czym opierał się na niej. Płynęli tak i płynęli, lecz w końcu kobiecie zaczęło brakować sił. Mieli wybór: albo utoną razem, albo ona zostawi męża na zatracenie. Kobieta nie chciała tego zrobić, dlatego on sam puścił ją i zanurzył się. Żona płakała i krzyczała, uderzając pięściami w wodę. To sprawiło, że ostatnie pokłady jej sił się wyczerpały i sama zatonęła w ściekowej breji.
Straszne...
Mam nadzieję, że Junak wymyślił to tylko po to, żeby mnie nastraszyć.
Tak bardzo się boję, bo jak będę bez niego żyć?
Tak wiele już straciłam, tak wielu wokół mnie umarło... Nie chcę już więcej!
NIE CHCĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zapis z 28 sierpnia 1944, Pamiętnik Anyżkowej Panienki („Basi”)

Niemieckie działo kolejowe Schwere Bruno, kaliber 280 mm.

Ostrzał artyleryjski trwał, nie słabnąc nawet na chwilę. Bezpośrednie trafienie w barykadę „Wiernego” rozniosło stertę płyt chodnikowych, sypiąc wkoło odłamkami. Szczęśliwie porucznik siedział już w kamienicy opatrywany przez „Basię”. Ta nie przebierając w słowach odpowiednio nazwał zachowanie dowódcy, lecz troskliwie nałożyła opatrunek na głębokie rozcięcie na łydce.
Następna salwa zwaliła kamienicę na Dunaju, za plutonem „Wiernego”. Ogromny rumor zagłuszył na moment huczenie dział. A potem od nowa. Nieprzerwany huk dział i eksplozji. Znów trafili w „Kmicica”. Kolejne krzyki. Pozycje „Drągala” i „Dyzia” przysypało na chwilę. Chłopaki, nie patrząc na ostrzał rzucili się gorączkowo na pomoc. Ledwie kilka minut wydobyto pokrytych od stóp do głów czarnym pyłem obu powstańców. Salwa moździerzowa skróciła do minimum radość i wszyscy z powrotem rzucili się do schronów. Moździerzowe bomby sypały wachlarzami odłamków po całej Jezuickiej i Nowomiejskiej. Widać salwa za krótka. Na pewno, bo jakoś szkop wrzasnął na cały regulator „Chriiiiiisst…!!!!”. „Jastrząb” zaśmiał się niewesoło i po raz kolejny sprawdził Mausera, nie kryjąc się zbytnio przed odłamkami. „Niusia” pociągnęła go nagle na siebie, a rozpalone do białości odłamki świsnęły w miejscy, gdzie przed chwilą była głowa „Jastrzębia”. I znów salwa. Chłopak przełknął głośno ślinę i mocno przytulił sanitariuszkę:
- No co ty?.. Głupi… - broniła się zażenowana.
I znów huk. Chyba działo kolejowe, pewnie od Dworca Gdańskiego, walą na przestrzał przez Starówkę. Przeniosło. Wybuchło na Kamiennych Schodkach, pewnie ci od „Bończy” oberwali. Na Schodkach ciemno od pyłu. Płomienie gdzieniegdzie przebijają przez ciemny dym. Ktoś barytonem nawołuje pluton, który pewnie stopniał do drużyny. Ale „Wierny” nie ma czasu na rozpamiętywanie. Kolejna eksplozja wybucha na pozycji „Daniela”. Odłamki dachówek spadły niczym deszcz na Dekerta i Rynek. „Niusia” ma łzy w oczach:
- Boże, nie…
Chwilę wcześniej „Daniel” zszedł niżej. Znów gołębie go ostrzegły. Usłyszał ich gruchanie z dołu. A teraz nie było poddasza i drugiego piętra. „Daniel” podniósł się i otrzepał z pyłu. Mimowolnie rozmazał krew na policzku. Nawet nie czuł bólu, jakiś odłamek cegłówki. Płytkie rozcięcie. Nic to. Podszedł do rozbitego okna i pomachał do swoich. „Niusia” nie wytrzymała, wychyliła się z okna niemal do pasa i pomachała szczęśliwa do „Daniela”. Wokół padały pociski.
„Jonasz” odczekał kilka minut, w sam raz tyle, by „Chmura” znalazł kawałek solidnego drutu, a potem ruszyli z ruiny w ruinę wzdłuż pierzei Rynku. Kolejny pocisk powalił ich samą falą uderzeniową. „Jonasz” coś wrzeszczał, coś, czego „Chmura” nie słyszał. W uszach dzwoniło od wybuchów. Dalej! Naprzód! O kurwa… Ciężko, w boku znów kłuje. „Jonasz” potyka się o zwłoki powstańca, chyba z „Dzika”, obok leży bezpański granat. Hitlerowski tłuczek. „Chmura” pomaga wstać sierżantowi. Tylko po to, by zaraz paść obok niego. Seria z granatnika. Kilkanaście wybuchów zlewa się w jedno. „Chmura” w desperacji śmieje się szaleńczo do „Jonasza”:
- O w piczę, panie sierżant, oni chyba chcą nas zabić.
Dotarli, do wylotu Nowomiejskiej, tu rzadziej spadały pociski. Ich budynek wznosił się na dwa piętra, lecz jedna ze ścian była niemal kompletnie rozbita. „Jonasz” już na pierwszy rzut oka widział kilka naturalnych stanowisk strzeleckich. Góra budynku płonęła. Też dobrze, szkopy nadal nie mogą się przyzwyczaić, że w płonącym budynku też można się bronić. Pozycje czujek szkopskich były ledwie kilkadziesiąt metrów od nich, a gdzieś dalej przebiegała koncentracja do natarcia. Znów usłyszeli warkot kilku silników. Spojrzeli ponuro po sobie. Czołgi.


Pozycja Jonasza i Chmury


„Olga” gnała wzdłuż Dekerta wprost na kamienicę „Kmicica” na Krzywym Kole. Nieopodal wrzask:
- Panie poruczniku! Panie porucznikuuu!!!!
Znów eksplozja. Dziewczyna pada na ziemię i wstaje. Znów biegiem, zaciska zęby i skacze naprzód, za załom kamienicy. Następny pocisk ze sto piątki eksploduje gdzieś w ruinach. Dziewczyna przeskakuje dalej. Do kamienicy, gdzie powinna być kwatera „Kmicica”. Jest, młody, wysoki. Faktycznie, niczym sienkiewiczowski bohater. Wokół kilku rannych powstańców, trzech przy starym cekaemie wz. 31 pamiętającym jeszcze 1939 rok. Obok rosły wigierczyk kryje się pod okiennym okapem, ściskając kurczowo rurę PIATa. Dziewczyna staje na baczność, cała w pyle. W czarnej twarzy świecą się wielkie, piękne oczy. Salutuje niedbale i zaczyna meldować.


Reduta "Kmicica" na Krzywym Kole, pod ostrzałem

„Basia” opatrzyła „Wiernego”, raz jeszcze powiedziała, co o nim myśli, co Wierny” skwitował wymuszonym uśmiechem i podziękowaniem. Wciąż gorączkowo wypatrywał natarcia. Co prawda Niemcy nie atakowali w trakcie nawały, ale cholera ich tam wie. Przez szkła lornetki dojrzał, jak kolejne pociski trafiają w pozycje syndykalistów „Nałęcza” w Domu Księdza Skargi. Raz, drugi, trzeci. Część elewacji zsypała się. Jednak te pociski nie padały stromo jak haubiczne czy moździerzowo. Trajektoria byłą niemal prosta! To chyba czołgi!
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 01-08-2007 o 21:44.
kitsune jest offline  
Stary 03-08-2007, 11:41   #26
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 21902 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Jako sanitariuszka Basia powinna się wycofać w momencie, kiedy opatrzyła rannego – w tym przypadku porucznika. Czy jest jednak sens przedzierania się do punktu opatrunkowego wśród gromkiego ostrzału? Wszechobecny kurz i pył, unoszące się ze zwalonych dopiero co ścian, przysłaniały widok. Mogło się zatem okazać, że dziewczyna nie miała dokąd się wycofać. Ze ściśniętym gardłem trwała zatem przy swym dowódcy, podobnie jak on rozglądając się wokół. Ona jednak nie interesowała się strategicznym wymiarem walki. Dla niej ważne było życie, a to gasło zatrważająco szybko.

Przysłoniła usta rękami, by powstrzymać krzyk trwogi, gdy kolejna eksplozja wybucha na pozycji Daniela. Słyszała krzyki, tych z „Kmicica”, wiedziała, że wielu musiało tam dziś zginąć, a teraz jej plutonowi się obrywało.

„To nie może tak być! Nie może…”

Dłonie na ustach zacisnęły się, by nie wykrzyczała swego sprzeciwu, ale… Bóg chyba usłyszał. Gdy pył trochę opadł, Basia zobaczyła, że Daniel podniósł się i otrzepał. Żył! I nic mu nie było!

Niusia nie mogąc zapanować nad radością, wychyliła się z okna i pomachała chłopakowi.

- Głupia… -
Basia w końcu odjęła dłonie od warg. Te bezwiednie ułożyły się w uśmiech.

Popatrzyła na Wiernego, lecz ten już był zajęty czymś innym.
Kolejne wrzaski rannych wygasiły zupełnie radość, trwoga powróciła.
Ktoś z dołu krzyknął ostrzegawczo:

- Czołgi!

Dziewczyna zagryzła wargi. Sprzeciw wobec tego, co działo się wokół i stać się jeszcze miało, narastał. Odetchnęła ciężko, po czym szarpnęła za rękaw Wiernego. Nie potrafiła spojrzeć mu prosto w oczy, lecz rzekła wyraźnie, zdecydowanym głosem:

- Panie porucznik chyba czas już się zacząć ewakuować, bo inaczej… może nie być komu się wycofać.

„Wybacz mój Junaku. Wybacz mi kochany…”
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...

Ostatnio edytowane przez Mira : 03-08-2007 o 13:40.
Mira jest offline  
Stary 11-08-2007, 14:48   #27
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
Droga wśród ruin warszawskiego śródmieścia zdawała się być niekończącym się koszmarem.
Kluczenie wśród zwałów gruzu, drewnianych fragmentów konstrukcji, potłuczonego szkła nie był przyjemny.

W końcu udało jej się dopaść kamienicy w jakiej miał swą kwaterę Kmicic.
Spokojnie stanęła prze porucznikiem jaki zdawał się być rzeczywiście kimś kto zszedł z kart książki Sienkiewicza.

-Panie poruczniku, starszy strzelec Olga melduje się.
Porucznik Wierny pyta jak wielkie macie straty, czy nić się nie zmieniło od ostatniego meldunku z waszej strony. I czy czegoś wam nie brakuje, bo koniecznie jesteście potrzebni po drugiej stronie.

Jej słowa były szybkie, wyraźne.
Czekała na odpowiedź i ewentualne rozkazy.
Myślami jednak była bliska swego oddziału.
Jak sobie radzą?
Co u nich się teraz dzieje....
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 11-08-2007, 15:27   #28
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
Klucząc ruinami Chmura zbuchtował na ramieniu znaleziony drut, który wydawałoby się czekał na niego pod przewalonymi drzwiami. Ledwo skończył, a powaliła go pobliska eksplozja pocisku, unosząca tumany pyłu. Zaczęli naprawdę ostro ładować. Dało się słyyszeć grzmot jakby niedaleko piorun uderzył i długo długo nic, tylko znowu ten ból w boku i głuchy szum w uszach. Dopiero po pewnym czasie, do chłopaka dotarły wrzaski sierżanta. Zebrał się w sobie, trzeba iść. Uderzenie, a potem obsypujący się gruz. Co bliżej wybuchające pociski szamotały powstańcami jak szmacianymi kukiełkami. Chmura starał sie nie urazić rany, już dość krwi stracił do tej pory. Czy to zresztą ważne jeśli zaraz nas rozerwie na strzępy? - przyszło mu do głowy - Nie, jeszcze nie teraz. Tłuczek? Na pewno się przyda.

Kiedy dotarli do docelowego budynku, chłopak zajął dogodne miejsce do oddania strzału z którego łatwo i szybko mógłby przejść do następnego. "Dwie, trzy serie i zmiana stanowiska." - dźwięczały mu w głowie słowa Jonasza. Się zrobi. Wtem usłyszał złowrogi warkot mechanicznych pojazdów.
-Ciężko byłoby bez otwieracza do tych konserw panie sierżant. Ma pan tutaj drut i granaty mam trzy, nie wiem ile będzie trzeba.

Oparł kolbę browninga o starą ramę okienną. Gotów był nacisnąć cyngiel, po oddaniu strzału z panzerfausta. Już wiedział w które miejsca przejdzie by stamtąd pozorować innych strzelców. Czołgi już się zbliżały. Czekał na rozkazy.
 
Angrod jest offline  
Stary 13-08-2007, 00:19   #29
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Dziecięcy wręcz wyraz zawstydzenia ciągle malował się na twarzy Wiernego. Odrobinę zlęknione oczy, delikatne zająknięcia, a pod warstwą brudu i pyłu może i rumieńce- tak przywódca plutonu reagował za każdym razem na podobne sytuacje. Bo nie dość, że został ranny, to jeszcze jego decyzja nie zyskała uznania wśród jego ludzi. Mimo wielu dziwnych zachowań czuł on bowiem więź ze swoimi chłopakami i dziewczynami- więź, którą momentami ukrywał, lecz ona ciągle istniała wewnątrz niego.


- Tak... Dziękuje.- wymruczał w końcu, gdy Basia skończyła opatrywać jego nogę. "Wewnętrzny dowódca" wciąż domagał się, by udzielić dziewczynie srogiej reprymendy za, bądź co bądź, niesubordynacje, lecz nawet ktoś tak cięty na błędy ludzkie jak Wierny czuł, że w tym momencie będzie po prostu śmieszny...

Nikt nie musiał mu już donosić, co dzieje się poza kwaterą. Po okrzykach, śmiechach czy nawet głośniejszych rozmowach powstańców potrafił się zorientować, jaka sytuacja panuje na zewnątrz. Czołgi, nieznana sytuacja "Kmicica", kolejni ranni...

- Nie, Basiu, nie.- odparł spokojnym głosem, słysząc słowa sanitariuszki. Mimo to doskonale widziała ogniki, które już rodziły się w jego oczach. Tak, właśnie po tym spojrzeniu można było rozpoznać Wiernego- Mamy rozkazy, musimy osłaniać odwrót naszych. Im więcej damy im czasu, tym większe szanse na ocalenie kolejnych naszych przyjaciół, kochanków, rodzin i znajomych... Nie utrzymywaliśmy się na Reducie tyle czasu, by teraz wpuścić Niemców prosto na naszych. Choćby i nawet czołgi, choćby i cała armia- my będziemy tu stali...

Rzucił sanitariuszce jeszcze krótkie, ulotne spojrzenie i wyszedł ze zrujnowanego pomieszczenia, wprost na barykadę. Posłał przechodzącemu obok Danielowi stanowcze, lecz zarazem ciepłe spojrzenie, które od lat jego stary przyjaciel odczytywał jako "uważaj na siebie".

- Na pozycje, wszyscy! Bez szarżowania, bez wyskoków, zgodnie z regulaminem. Przyszliśmy tutaj tak jak kazali i wyjdziemy podobnie. Skuteczna walka w takich starciach to ostrożna walka- pamiętajmy o tym, a z pomocą Boga pokonamy nawet i legiony potępionych!- wypowiedział swoim znanym już, podniosłym tonem i chwytając za karabin, powolnym krokiem udał się ku wcześniej upatrzonej pozycji w pobliżu barykady. Tym razem bezpiecznej.

"Potrzebny jest dowódca, nie strzelec..."
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 13-08-2007, 01:40   #30
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Akt I Starówka
Scena 3 Szturm niemiecki
Stare Miasto, barykada na Dekerta, Reduta Wiernego, 1 IX 1944 13.30-14.00
Chcę wrócić na drugą stronę Celnej, ale właśnie biegnie stamtąd Hiszpan i chłopcy od Bończy. Niosą dwóch rannych. Palą się domy na Jezucikiej 4 i 6. Wzdłuż ulicy bije niemiecki karabin maszynowy.
Znów słychać nawoływania. Dom księdza Skargi jest pod tak gęstym ogniem, że chłopcy muszą opuścić stanowiska. […]
- Spokojnie, spokojnie – powtarza jeden chłopców z „Wigrów”. Trudno jednak o spokój, gdy niemieckie okrzyki słychać już całkiem blisko, a z góry odzywają się strzały.
Po zrujnowanych schodach wspinam się na górę. Za futryną bez drzwi – czeluść aż do parteru. Podłoga zarwana. […] Przez wyrwę w murze widać Rynek. Własowcy, pędzeni z tyłu przez Niemców, nacierają właśnie z Jezuickiej. Strzelając z pistoletów maszynowych biegną przez Rynek w stronę Nowomiejskiej.
Rozciągnęli się szeroką tyralierą.
- Teraz już koniec – mówi któryś z wigrowców. I nagle ogarnia mnie apatia i zniechęcenie.
Stanisław Komornicki ps. „Nałęcz”, Na barykadach Warszawy, Warszawa 1964, s. 183-184.

Artyleria cichnie z nagła. Kompletnie. Ostatnie echa eksplozji rozbrzmiewają w tle brzęczącym echem. Budynek „Chmury” i „Jonasza” zapala się żółtym jasnym płomieniem. Nad głowami chłopaków huczy pożoga. Pot perli się na ich brudnych twarzach. Robi się coraz goręcej. Spóźniona salwa z moździerzy ląduje 20 metrów od ich stanowiska. Sypie gruzem i pyłem. Potem znów zapada cisza. Kapral z „Wigier”, cwany warszawiak „Chmura” przytknął policzek do głądkiej kolby wysłużonego Browninga i czekał, hełm krył cieniem jego młodą twarz. Sierżant „Jonasz” zaczaił się pośród gruzów i zostawił na podorędziu fausta, a musera złożył na zgięciu ręki. Wyglądnął niespokojnie ponad krawędzią swej kryjówki i wypatrywał wroga. Nawała cichła, to musiało być teraz, za chwilę ruszą. Ze Świętojańskiej lub Jezuickiej wyłonią się stalowe cielska czołgów, za którymi kryć się będą grenadierzy. Rumor silników narastał, nie cztery, nie pięć, przynajmniej tuzin ciężkich maszyn bojowych, ale przecież wszystkie nie mogły iść na ten mały ryneczek!

„Daniel” wbiegł ze snajperką do swojego budynku, lecz zajał tym razem pozycjęna pierwszym piętrze. Też wypatrywał szkopów, już słyszał ich głosy, ich gardłowe wrzaski, nawoływania oficerów, komendy. Pojedyncze wystrzały kontrapunktowały odległy, głuchy rumor artylerii. Ale tu działa i moździerze ucichły, nawała skończyła się równie nagle, co zaczęła. „Daniel” lustrował przedpole, Rynek staromiejski zryty setkami pocisków, krater na kraterze.

„Kmicic” wysłuchał „Olgi”, usiadł i potarł twarz. Jego zmęczone oczy wyrażały głęboki smutek:
- Słyszysz „Olgo”? Przestali, zaraz pójdzie atak. Nie mam kogo wam posłać, „Wierny” musi wytrzymać. Moich musiałem rozdzielić, część siedzi z ludźmi „Nałęcza” przy wylocie Jezuickiej. Tu mam ledwie tuzin chłopaków, amunicji dość... na dziś. Ale jutra chyba już nie będzie. Wracaj do swoich, póki ciszej.
A potem wstał i wyjrzał na zewnątrz:
- Idą, są coraz bliżej. „Lonek”! – rzucił do małego łącznika – Sprawdź co i jak u „Nałęcza”.
„Basia”, słuchając ostatnich salw nawały, rzuciła do porucznika:
- Panie porucznik chyba czas już się zacząć ewakuować, bo inaczej… może nie być komu się wycofać.
„Wierny” pokręcił głową:
- Nie, Basiu, nie.- odparł spokojnym głosem, słysząc słowa sanitariuszki. Mimo to doskonale widziała ogniki, które już rodziły się w jego oczach. Tak, właśnie po tym spojrzeniu można było rozpoznać Wiernego- Mamy rozkazy, musimy osłaniać odwrót naszych. Im więcej damy im czasu, tym większe szanse na ocalenie kolejnych naszych przyjaciół, kochanków, rodzin i znajomych... Nie utrzymywaliśmy się na Reducie tyle czasu, by teraz wpuścić Niemców prosto na naszych. Choćby i nawet czołgi, choćby i cała armia- my będziemy tu stali...
„Niusia” nie zważała na ich rozmowę. Jeden z odłamków przeszył bluzę mundurową i dziewczęce ciało, kiedy młoda sanitariuszka machała szczęśliwa do ocalonego „Daniela”. „Basia” teraz dostrzegłą, że dziewczyna dziwnie skurczona niemal wisi na ramie okiennej, a ogromna plama krwi rośnie pod nią. Widziałą wcześniej jak jej koleżanka wychyla się nieostrożnie z okna i... Mogła ją uratować? A czy to ma sens? I tak wszyscy powoli tutaj giną.

- Idąąąą!

Krzyk od Jezuickiej. Z dymu wyjeżdża STUG IIIG, za nim drugi. Dwa działa samobieżne, może nie czołgi, ale równie śmiertelne. I przynajmniej kompania piechoty, dwustu szturmowców Dirlewangera. Wzdłuż Jezuickiej bił niemiecki cekaem. Głuchy wystrzał działa STUGA i eksplozja w domu księdza Skargi, gdzie kryli się syndykaliści „Nałęcza”. Zwalił się kolejny budynek. Powstańczy erkaem terkotał jak opętany omiatając niemiecką tyralierę. Lecz Niemcy wyjechali już z Jezuickiej. Dom ks. Skargi milczał pod ciągłym ostrzałem czołgowym. Chłopcy „Wierngo” i ich porucznik widzieli jak pewni siebie Niemcy wbiegają na Rynek, byli jeszcze jakieś 100-150 metrów od redut „Wiernego” i „Kmicica”. Pozycje powstańcze na Jezuickiej milczały. Być może już ogarnięte przez wroga. „Jonasz” i „Chmura” widzieli jak wróg zwartą grupą, pod osłoną dwu pojazdów pancernych wyłania się z Jezuickiej, lecz Świętojańska byłą cicha i spokojna. Nikt nie wiedział, że w ruinie budynku tkwiła zasadzka przeciwpancerna powstańców.


1. Reduta "Wiernego"
2. Reduta "Kmicica"
3. Ludzie z "Bończy"
4. Dom ks. Skargi z obsadą "Wigier" i "Nałęcza"
5. Dom na Jezuickiej, placówki "Nałęcza"
6. Odwody kapitana "Trzaski"
7. Pozycja zasadzki ppanc "Jonasza" i "Chmury"
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 13-08-2007 o 01:46.
kitsune jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168