Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-08-2007, 23:36   #1
 
denis's Avatar
 
Historia pewnej wyprawy

Leniwe, słoneczne popołudnie niespiesznie zamieniało się w ciepły wiosenny wieczór. Trójka niziołków siedząca tuz obok głębokiego stawu wygrzewała się na zielonej trawie.
Pachniało stokrotkami i pieczonym karpiem którego hobbity kończyły opiekać nad niewielkim ogniskiem.
Trojka młodych mieszkańców Wiosennego Wzgórza często przesiadywała obok Marchewkowej skały. Ich wioska nie była specjalnie duża, co powodowało, że młodych też nie było zbyt wielu. W zasadzie to byli tylko oni i bliźniaki od Harweya, ale oni trzymali się razem i nie bawili się z nimi. Dwie hobbitki wyciągnęły z koszyków domowe wypieki. Boel odłożył mandolinę. Od kilku dni nie potrafili o niczym innym rozmawiać... Za tydzień, do ich małej wsi miał zawitać prawdziwy Cyrk. Mieli przyjechać magicy, żonglerzy i (co napawało młode hobbitki lękiem) treser z prawdziwym tygrysem! Wprawdzie złośliwi mówili, że tygrys jest stary i nie ma zębów, to jednak sama świadomość, że już niedługo, tuz koło ich małych norek będzie spał TYGRYS! - była czymś lekko niepokojącym.
 
denis jest offline  
Stary 26-08-2007, 13:44   #2
 
Malesur's Avatar
 
Boel ociągając się wstał i podszedł nieco bliżej stawu. Nad brzegiem leżało trochę małych kamyków, więc podniósł je i zacisnął mocno w prawej dłoni. W tafli wody zobaczył swoje odbicie. Odbicie nastoletniego hobbita, o blond włosach, bardziej podchodzących pod kolor pomarańczy. Szerokie, nieco szpiczaste uszy sterczały poziomo spod wielkiego zielonego kapelusza. Oczy, takiego samego koloru jak kapelusz, wesoło patrzyły na świat, a spod małego nosa. Z uśmiechem na twarzy palił swą fajkę. Zwykle ubierał się dość wykwintnie. Dziś miał na sobie zielone spodnie i marynarkę, z dwoma kieszeniami i czarnymi mankietami. Pod nią widać było różową - żółtą kamizelę z z także żółtymi guziczkami. Marynarkę spiąć można było guzikami o kolorze pomarańczowym, ale Boel nie lubił trzymać takiego fasonu. Miał na sobie także białą koszulę, z której na zewnątrz było widać tylko kołnierz, a pod nim beżową apaszkę. Wracając do spodni, ich nogawki wsadzone były w białe skarpety, na stopach hobbita, obutych w żółte pantofle. Zwykle nie nosił obuwia. Było to dla niego niewygodne, lubił chodzić na boso. Dziś ubrał się wyjątkowo, ponieważ jego rodzice obchodzili w tym tygodniu rocznicę ślubu. A on musiał się tak ubierać przez cały ten tydzień.
Odbicie natychmiast się rozmyło, gdy rzucił w wodę kamieniem.
- Według mnie, ten cały tygrys to bujda. Pewnie jakieś dwie osoby przebiorą się za to stworzenie, a my będziemy za daleko by to zauważyć. Założę się, że gdybyśmy poszli sprawdzić tego tygrysa, na pewno by go nie było w klatce, bo popijał by piwo w karczmie, pod ludzką postacią. Chociaż wątpię szczerze w to, iż ten wielki kot jest prawdziwy, to nie mówię, że moje domysły są prawdą. - Przerwał na chwilę i rzucał kolejno wszystkimi kamyczkami, aż wszystkie wylądowały na dnie stawu. Woda była tak przejrzysta, że doskonale było je widać. Wtedy odwrócił się do swoich koleżanek i znów zaczął mówić. - Pewnie żonglerzy i ci magicy będą lepsi od największej atrakcji. No! Pożyjemy - zobaczymy. - Po tym krótkim stwierdzeniu, zbliżył się nieco do ogniska by sprawdzić czy ryba nadaje się już do jedzenia.
 

Ostatnio edytowane przez Malesur : 26-08-2007 o 19:31.
Malesur jest offline  
Stary 26-08-2007, 19:52   #3
 
Frag's Avatar
 
Klementyna kończyła rozpakowywać koszyk. Wyjęła z niego ostatnią maślaną bułeczkę, miedziane talerzyki, i popatrzyła z podziwem na Boela. Jak to możliwe, że on wcale nie boi się tygrysa, nawet mówi o nim takie rzeczy?... Ona wręcz przeciwnie, obawiała się nawet bardzo. No bo przecież dla takiego wielkiego tygrysa, mały hobbit mógłby być smaczną przekąską…
Spojrzała na przyjaciółkę siedzącą obok – ciekawe czy i ona choć troszkę się boi. Ech, żeby ten cyrk już był! Klementynie wydawało się, ten tydzień to najdłuższy okres w jej życiu…
Jej rozmyślania zostały przerwane przez cudowne zapachy dochodzące od strony ogniska. Mniam, wyglądało na to, że popołudniowa przekąska jest już gotowa. Klementyna wstała i podeszła do Boela, który najwidoczniej doszedł do tego samego wniosku. Wciągnęła noskiem zapach upieczonego mięska i powiedziała ze znawstwem: - Nasza rybka jest już chyba gotowa. Możemy zabierać się do jedzenia.Zdjęła patyk, którego użyli jako rożna i położyła karpia na jednym z talerzy – Jemy moi drodzy! – ależ to będzie pycha!...
 
Frag jest offline  
Stary 26-08-2007, 20:42   #4
 
Malati's Avatar
 
Młoda hobbitka ubrana w błękitną sukienkę, na której wyraźne były żółte, kwiatowe hafty, przetykane kolorowymi koralikami, na których odbijały się wesoło promienie słońca, spoglądała na swych towarzyszy z ogromnym zaciekawieniem w dużych jasnozielonych oczach. Tylko na chwilę wzrok swój od nich oderwała przyglądając się jednej z nitek, czy na pewno nie odchodzi od jej najnowszego dzieła. Bo Truskaweczka, której imienia już teraz prawie nikt nie pamiętał, uwielbiała szyć, haftować a ta sukienka była jej najnowszą dumą wyraźnie wybijając się z całej rzeszy ubrań w wiosce, dlatego trochę zbyt mocno odstająca nitka przyprawiłą ją o lekki strach, zaraz jednak przygładziła ją pulchnym paluszkiem , a uśmiech powrócił na jej usteczka, kiedy na wszelki wypadek zakryło to materią fartuszka. Truskaweczka bowiem fartuszek uznawała za jedną z najładniejszych rzeczy w ubiorze każdej kobiety, fartuszek dzisiejszy był biały, a na nim zarysowane były delikatne skrzydełka aniołów, tak by jak najlepiej do sukienki pasował. Zaraz jednak spojrzała na Boela i lekko zmarszczyła zadarty nosek, który słońce przetkało kilkoma piegami. Chwilę po tym ściągnęła brwi, co przy wesołej fizjonomi hobbitki zbyt poważnie nie wyglądało. Spojrzała na kolejny kamyczek, który po wodzie skoczył, zaraz spoglądając na przyjaciółkę i chociaż głodna była, a zapachy unoszące się wokół coraz mocniej ją nęciły to swe zdanie na temat tygrysa musiała wyrazić
- Ale to na pewno prawdziwy tygrys - na słowo prawdziwy położyła szczególny nacisk. Najmłodszym dzieckiem w swej rodzinie była i przez to też jego największą pociechą. Dzięki ich miłości młoda istotka czasami z zagrożeń, czy realności świata sprawy sobie nie zdając. Tak jakby spoglądała na niego przez całkiem różowe okulary, które jeszcze sama zdobiła - bo przecież no musisz wierzyć, że prawdziwy bo dlaczego mieliby nas okłamywać - powiedziała i spojrzała na Klusie brawurą okrywając prawdziwy strach - ale nie musisz się bać, bo on będzie w klatce i on jest dobrze wychowany tak jak mój Guguś - Guguś to znane było w okolicy kocię kotki, które już kilka rąk czerwonymi śladami naznaczyło, bo Guguś był słodkim kociem tylko czasem na drapanki ochoty nie miał, jednak Truskaweczce nigdy to się nie przytrafiło więc i zrozumieć tego dlaczego Guguś lubiany nie jest nie mogła, Nagle jakby zapomniała o czym mówili podbiegła do Klementynki i zaczęła pomagać jej przy karpie, wyjmując z jasnej torby, pasującej do sukienki miski w których ukryte miała sałatki i talerzyki, żeby zjeść dobrze mogli. No cóż Truskaweczka miała wiele pasji, często wiele wielce słomianych, ale oprócz zdobienia ubrań najważniejszą było gotowanie, a jej sztandarowym wręcz dziełem były ciasteczka, wycięte w najprzeróżniejsze kształty, które z upodobaniem robiła, jej kolekcja foremek do ciast, szeroko znana była, a gdy tylko wędrowny kupiec przybył do nich z jakąś mógł być pewien, że w ręce Truskawki ona trafi. Teraz też położyła je niedaleko nich. Oblizała ustka czując jak ślinka na myśl o jedzeniu do jej ust napływa - mniam - powiedziała głośno z niezwykłym entuzjazmem - ale ona pachnie - nie mogąc się powstrzymać kawałeczek doerwała paluszkami i chuchnąwszy na niego w ustkach zanurzyła rozkoszując się jego smakiem.
 
__________________
"Dobrze się widzi tylko sercem, najważniejsze jest dla oczu niewidoczne"
Malati jest offline  
Stary 26-08-2007, 22:53   #5
 
Frag's Avatar
 
Kiedy rybka znalazła się już na talerzach, Klementyna ochoczo zabrała się do jedzenia. Nie tylko dlatego, że uwielbiała takie przysmaki prosto z ogniska. Ona po prostu nie mogła doczekać się kiedy będzie mogła spróbować kolejnego dzieła Truskawki. Ciasteczka pieczone przez przyjaciółkę były największym przysmakiem Klusi; nie było takiej siły, która zmusiła by ją do pozostawienia choć jednego, jeśli takowe jeszcze ostało się na talerzu.
Klementyna sama owszem, potrafiła gotować, nawet całkiem lubiła to zajęcie. Jej specjalnością były maślane bułeczki z owocami. Jednak jej wypieki nie dorównywały arcydziełom Truskawki.
Pulchne paluszki raz po raz odrywały kawałeczki ryby i wkładały je do małych ust. Te śliczne usteczka niezbyt często bywały zamknięte gdyż mała hobbitka była gadułą i zwykle miała całkiem sporo do powiedzenia. Jeśli jednak brakowało jej tematów (lub słuchaczy) śpiewała wesołe piosenki, które często układała na poczekaniu.
Jedząc cały czas zastanawiała się nad tym cyrkiem. I oczywiście nad tygrysem. – Na pewno będzie prawdziwy – poparła przyjaciółkę – inaczej po co mieliby go nam pokazywać? No i – rozważała dalej – musi być dobrze wychowany, bo inaczej przecież pozjadałby tych wszystkich treserów, magików i tych… no… żonglerów! – Mówiła coraz szybciej przejęta myślą, że już niedługo sama przekona się o tym jaki ten tygrys jest naprawdę. – no i na pewno będzie albo w klatce, albo na… smyczy – Klusia nie bardzo wiedziała, czy tygrysy można prowadzić na smyczy, ale pomyślała, że być może owszem – …No i na pewno będzie ktoś, kto cały czas takiego niebezpiecznego zwierzęcia pilnuje, prawda? – hobbitka spojrzała na przyjaciół ciekawa czy się z nią zgadzają. Najpierw na Boela, a potem na Truskawkę.
Na Truskawkę i jej cudną, przepiękną, ech – niesamowitą sukienkę! Bo to było coś, czego Klusia nie potrafiła… Zdecydowanie nie radziła sobie z wszelkiego rodzaju robótkami ręcznymi. Nie miała do tego talentu i już. I choć bardzo się starała, wszelkie próby haftowania, wyszywania czy szydełkowania kończyły się poplątaniem nitek i pokłuciem paluszków. Podziwiała więc przyjaciółkę i jej dzieła, marząc o tym, że i ona kiedyś nauczy się tworzyć takie cuda…
Ona sama też miała bardzo ładne stroje – o na przykład tę dzisiejszą zieloną sukienkę z falbankami przy rękawach i kwiatuszkami na dole – ale jej sukienki szyła mama. Klusia pomagała jej ile tylko potrafiła, ale żaden jej stój nie był całkowicie jej dziełem
Zamyślona hobbitka nie zauważyła nawet że jej porcja ryby znikła z talerza w imponującym tempie. Klusia oblizała pulchniutkie paluszki i z zadowoleniem spojrzała w kierunku ciasteczek.
 
Frag jest offline  
Stary 28-08-2007, 15:52   #6
 
denis's Avatar
 
W zwiazku z tym ze opuszczam niedługo Li na dobre sesja zostanie przeniesiona . Przeraszam za kłopot , nie planowałem tego ...
 
denis jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:51.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168