Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-09-2007, 02:56   #1
 
Ra6nar's Avatar
 
Reputacja: 89 Ra6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znanyRa6nar wkrótce będzie znany
Potęga i Władza

Ghor'Thal - Ork Berserker (33 lata)

Stoisz na samym środku placu w Ugdlargh. Jak zwykle jest tutaj bardzo gwarno, mnóstwo żółtodziobów, którzy dopiero co ukończywszy szkolenie u starszych kapitanów mają się za wielkich wojowników. Kupują oręż i zbroję, oporządzają się do wyprawy a Ty patrzysz na to wszystko ze złością. Już od kilku dni zastanawiasz się nad sensem swojego istnienia, po tym jak po spaleniu kilku ludzkich osad wróciłeś do Ognaru czekając na dalsze rozkazy od Thakhruka zwanego Czarną Pięścią. I co? I nic! Młodzi, niedoświadczeni wojownicy wysyłani są na Lantan, na grabież i mordowanie, a Ty siedzisz tutaj w stolicy czekając na rozkazy od najwyższego dowódcy wojennego. Gdyby nie to, że jest on tak ważną osobistością (mówiąc ściśle najważniejszą na Ognarze dla orkowego plemienia) to zapewne sam byś do niego poszedł prosząc się o organizację wyprawy dla Twojego oddziału. Swoją drogą ciekawe, kogo podeślą Ci tym razem...dwudziestu goblinów i garstkę orkowych siepaczy? Wszystko zaczyna Cię denerwować, gdy nagle z ogólnego amoku wścieklizny wyrywa Cię zmierzający w Twoim kierunku starszy kapitan - Ghulbag. To ten najlepiej znany wśród przygotowujących młodych wojowników do wojny nauczycieli. Czarna zbroja z czerwonymi, wymalowanymi na poteżnych naramiennikach czaszkami robiła spore wrażenie. Długie czarne włosy, spływały na owe naramienniki. U boku kapitana dostrzegłeś krótki, ale niezwykle szeroki miecz jednoręczny. Na plecach miał przymocowaną trójkątną tarczę. Zbliżył się do Ciebie na odległość około metra i rzekł głębokim, chrapliwym głosem:
- Ghor'Thal? Uczestniczyłeś w paleniu ludzkich osad kilka dni temu, czy tak? -
usłyszałeś pytanie od Ghulbaga, który stał teraz oczekując Twojego potwierdzenia. Zdaje się, że w końcu zapowiadała się dla Ciebie jakaś robota...
* * *

Quavrieledrinis - Amazonka Łowczyni (25 lat)

Siedziałaś na piaszczystej polanie - jedynym miejscu, które w obozie Yg'Urast
nie było pokryte gęstą roślinnością i bluszczem i które było zarazem jego centralnym punktem. Ze skupienia wyrwała Cię Twoja córka, Briestune, która podbiegła do Ciebie i wesoło powiedziała:
- Płynę z wami, mamo!
Uniosłaś czarne brwi, nie wiedząc o czym mówi Twoja córka, ale jeśli dobrze ją rozumiesz, to szykuje się jakaś misja, na którą znów zostałaś posłana.
Tylko dlaczego wie o tym pięcioletnie dziecko, a Ty nie? Najlepiej zapytać o to samą Adeille. Ruszyłaś pewnym krokiem do wydrążonego w olbrzymim drzewie pomieszczenia, chwytając za rękę swoje dziecko. Wewnątrz drzewa znajdowały się pnące się naokrętkę aż do samej góry drewniane schody. Gdy weszłaś na samą górę, znalazłaś się na najwyższym punkcie tego obozu. Siedziała tam na dębowym tronie Adeille, która nie czekając na żadne Twoje słowo od razu powiedziała:
- Witaj, Quavrieledrinis. Dobrze, że jesteś, zdaje się, że droga Briestune już wszystko ci powiedziała - królowa zaśmiała się głośno a następnie dodała - pozwól, że w szczegóły wprowadzę cię jednak ja - znów uśmiechnęła się szeroko, a następnie podjęła ponownie - najpierw zadam ci jednak pytanie - czy jesteś gotowa ruszyć z grupą wybranek na misję, od której może zależeć nasze zwycięstwo w tej przeklętej wojnie?

Madoka - Amazonka Łowczyni (23 lata)

Stałaś już dłuższą chwilę w siedzibie królowej, zastanawiając się, gdzie też może być ta, na którą musisz tutaj wraz z dwoma innymi amazonkami czekać. Rozglądałaś się już kilka razy po siedzibie. Jako, że nie miała dachu i znajdowała się na czubku olbrzymiego drzewa, to jedynym sklepieniem było dla owej siedziby gwieździste niebo, które tej nocy wyglądało jeszcze piękniej niż zwykle. Na ścianach oczywiście było mnóstwo poplątanego bluszczu i kilka sztuk skórzanych zbroi i płytowych naramienników. Gdy już myślałaś, że umrzesz z nudów, z małego wejścia w podłodze wkroczyła do środka czarnowłosa amazonka, prowadząc za rękę małą dziewczynkę.
- Witaj, Quavrieledrinis. Dobrze, że jesteś, zdaje się, że droga Briestune już wszystko ci powiedziała - usłyszałaś jak królowa zwraca się do nowoprzybyłej. Następnie zwróciła się do niej z pytaniem o gotowość w przystąpieniu do misji, a zanim tamta zdążyła odpowiedzieć, królowa Adeille przeniosła wzrok na was oczekując odpowiedzi na to pytanie również od was...
* * *

Vaelirius Agredon - Proarchid Mag (23 lata)

Wielki, fioletowy kryształ jak zwykle unosił się nad placem dając duży cień, w którym odpocząć można było za dnia od słońca. Podszedłeś do krawędzi miasta i spojrzałeś w dół...Jak zwykle - chmury i góry. Albo niebawem zejdziesz w dół albo pozostaniesz tutaj w roli szlachetnego obrońcy miasta Onyx. Tak czy inaczej miałeś świadomość tego, że to zależy tylko i wyłącznie od Twojej woli. Nie macie u siebie króla ani przywdócy duchowego. Nic z tych rzeczy.
Wynikało więc z tego, że nikt nie musiał Cię do niczego zmuszać, mogłeś tutaj zostać i prowadzić względnie bezpieczny żywot, jednak czytając wczoraj w myślach jednego z mieszkańców Stonekeep napotkałeś bardzo niepokojącą linię psioniczną, która powiedziała Ci tyle, że ludzie się niepokoją. Taki niepokój u ludzi czułeś wcześniej tylko raz, a było to przed ostatnim atakiem orków na osady ludzkie, które zostały potem spalone przez te bestie. Czułeś, że odpowiedzialność ciągnie Cię do pomocy sojusznikom, po chwili wiedziałeś już, że decyzję musisz podjąć natychmiast: zejdziesz schodami do Wysokich Gór, a następnie udasz się do Stonekeep, albo zostaniesz tutaj i wystawisz swoje sumienie na próbę. Twoje czerwone oczy zaświeciły na chwilę mocniej niż zwykle, po czym uspokoiły się i powróciły do dawnego poziomu intensywności blasku...
* * *

Rakkus Pain - Krasnolud Berserker (32 lata)

Stałeś pod nagim dębem na środku placu. Kamienne, niegdyś starannie ułożone płyty były teraz pokruszone, powyłamywane i odkształcane przez rosnące drzewa. Plac zamienił się w coś...co umownie można nazywać placem, a tak naprawdę wygląda to jak jakiś stary szlak. Ale tak na prawdę tutaj spotykali się głównie handlarze i krasnoludzka brać w celu dobicia jakiegoś targu, prawdziwe miasto, było przecież pod górami. Wielkie, tętniące życiem i hukiem młotów uderzających o kowadła Bazhad - Dan. Tobie kazano jednak czekać na tym placu. Zapewne miał do Ciebie przyjść ktoś od króla Dveggara, inaczej po co kazano by Ci tak późno w nocy czekać na tym przeklętym placu. Gdy śnieg znów zaczął padać intensywniej i pokrywał kamienne płyty gęstym puchem ruszyłeś w kierunku wejścia do miasta. W tej chwili jednak za plecami usłyszałeś krótkie gwizdanie. Obróciłeś się i spostrzegłeś biegnącego w Twoim kierunku prosto z lasu wojownika. Rozpoznałeś w nim Dubina, jednego z królewskich wojów.
- Witaj - niemalże wykrzyknął Dubin - chciałeś iść do miasta, a nie kazano by ci na mnie czekać na placu gdybym miał do ciebie stamtąd przyjść - zarechotał po czym położył na Twoim barku swoją masywną, dłoń, która teraz odziana była w skórzaną rękawicę:
- Sprawy nie mają się dobrze - posmutniał Dubin - jesteś gotów ruszać na kolejną bitwę?
* * *

Andre Midraneg - Człowiek Rycerz (25 lat)

Po kolejnej rozrubie w karczmie powróciłeś do chaty z bólem głowy. Oczywiście jako rycerz nie wszczynasz burd, a jedynie nie dopuszczasz by ucierpieli w nich niewinni ludzie. Tak sobie tłumaczysz swoją rolę, a naprawdę jest Ci bardzo smutno, że prócz tułania się po kolicy i walki z barbarzyńcami, którzy się czasem tam kręcą oraz uspokajania bójek w karczmie nie ma dla Ciebie żadnej sensownej pracy od króla Aramira. Odkąd zlikwidowano zakony i połączono rycerstwo w jedną instytucję w Stonekeep, tak wygląda praca większości rycerzy. Wstałeś z łożka i udałeś się na plac by szukać kolejnej okazji do tego, by przysłużyć się komuś pomocą, kiedy nagle podszedł do Ciebie człowiek w lśniącej zbroi płytowej. Cały był zakuty w owy pancerz a dzięki odsłoniętej przyłbicy mogłeś widzieć jedynie jego twarz - srogą i zdeterminowaną:
- Witaj sir Andre! Król Aramir organizuje wyprawę na Szmaragdowe Wyspy. Tam gdzie niegdyś trafili najsławniejsi przedstawiciele rycerstwa...zapytam Cię wprost - czy wybierzesz się tam wraz z dziesięcioma innymi rycerzami w celu zbadania działalności dzikusów na tamtych ziemiach?
* * *

Jup - Krasnolud Wojownik (34 lata)

Znów dzień zaczął się tak samo. Mnóstwo handlarzy na placu i jakiś towarzysz stojący pod nagim dębem w śniegu. Szybko zszedłeś z placu i udałeś się do ciepłej stolicy, tam już od bramy przywitało Cię ciepło ognia, który trawił wielkie pochodnie. Zatrzymałeś się w korytarzu zamyślając się nad potęgą krasnoludzkiej rasy, jej wspaniałego budownictwa, rzemiosła wojennego, wszystkiego tego co sprawiało, że uważa się Was za tak wyjątkowych, mało nie popłakałeś się ze szczęścia przy nagłym przypływie euforii, gdy z owego stanu wyrwał Cię jeden z wojowników króla:
- Pan Jup, jak mniemam? Czy to, że zwą pana wojownikiem, oznacza, że dobrze potrafi pan machać orężem? - zabrzmiało to dla Ciebie jak zapowiedź jakiejś ciekawej propozycji, natychmiast pospieszyłeś więc z odpowiedzią...
* * *

Ragnarok - Ork Berserker (38 lat)

Tym razem nie ropocząłeś dnia od sterczeniu na placu i oczekiwaniu, że załapiesz się na nową misję. Miałeś gdzieś to, że każą Ci czekać. Sam zorganizujesz wyprawę i rozbijesz kilka ludzkich łbów. Całe szczęście nikt tutaj nie pilnuje tego, by taki ktoś jak Ty siedział w Ugdlargh i nie wychylał poza miasto nosa. Zbierzesz najwierniejszych wojów i sam wyruszysz jeszcze dziś. Szaleńczy plan zacząłeś realizować od razu, ruszyłeś do doków i chwyciłeś cumy jednej z dużych łodzi przyozdobionej ludzkimi czaszkami. Wtedy usłyszałeś głos za plecami:
- Dokąd to? - był to Kuntrah, jeden ze starszych kapitanów - samotna wyprawa na Lantan? Ładny zamiar, ale brak szacunku dla nas...nawet nie zameldujesz Thakhrukowi o wyprawie?
* * *

Mi Raaz - Nieumarły Proarchid Rycerz (250 lat)

Gloomberg...cuchnący, zimny i cichy. Słychać tu jedynie świszczenie wiatru i piski szczurów. Woda płynie tutaj ochydnymi kanałami, w których nie wiadomo co żyje. Całe szczęście, że Twoje zgniłe ciało ukryłeś pod płytową zbroją, bo sam nie masz ochoty go oglądać. Rogaty pełny hełm nie daje również nikomu dostrzec pełni Twojej twarzy. Jedynie w otworze na oczy tlą się dwa czerwone światełka - oznaka tego, że kiedyś byłeś proarchidem.
Nie zaznałeś po śmierci spokoju a tułasz się w tym przeklętym mieście.
Teraz stoisz samotnie na placu wzniesionym z białego kamienia, który wygląda jak nowo wzniesiony. Jest to najdziwniejsze miejsce w mieście, gdyż jako jedyne nie daje po sobie poznać o swoim wieku. To właśnie tu na placu dostrzegłeś nieumarłego człowieka...był rycerzem. Stał w miejscu ze spuszczoną głową. Obok niego jego nieumarły rumak...
- Mi Raaz ? - zapytał Cię świszczącym głosem...
* * *

Zygfryd - Człowiek Rycerz (22 lata)

Trafiłeś w końcu pod bramy Stonekeep. Nie znałeś tutaj raczej nikogo ważnego, a wiedziałeś, że takich ludzi warto natychmiast poznać. Wkroczyłeś tedy do twierdzy a strażnicy nawet Cię nie zatrzymali widząc, żeś rycerz. Może powrócisz tutaj do zakonu...nie! Przecież złożyłeś śluby.
Możesz co najwyżej wspomóc Stonekeep w walce z Ognarem, a na to miałeś znów ochotę. Ruszyłeś pewnym krokiem w kierunku placu handlowego.
Tam zastałeś dwóch rycerzy. Podszedłeś tak blisko, że słyszałeś ich rozmowę. Jeden pytał drugiego:
- (...) czy wybierzesz się tam wraz z dziesięcioma innymi rycerzami w celu zbadania działalności dzikusów na tamtych ziemiach?
Teraz chciałeś wtrącić się i spytać o możliwość dołączenia się do owej wyprawy, wiedziałeś bowiem, iż może być to jedyna szansa dla Ciebie na spełnianie swych rycerskich powinności. Jednak czy na pewno nie narazisz się tym pytaniem, a jeśli już zapytać to w jaki sposób to zrobić, żeby właśnie się nie narazić?

[karty postaci niebawem]
 
Ra6nar jest offline  
Stary 09-09-2007, 09:36   #2
qaz
 
qaz's Avatar
 
Reputacja: 21 qaz nie jest za bardzo znanyqaz nie jest za bardzo znanyqaz nie jest za bardzo znanyqaz nie jest za bardzo znanyqaz nie jest za bardzo znanyqaz nie jest za bardzo znanyqaz nie jest za bardzo znany
Madoka
Amazonka kochała takie niebo, blask gwiazd ją zniewalał tak jak one mężczyzn. Wydawało się, iż jest nieobecna. Gdy Adeille przemówiła Madoka poruszyła się nieznacznie, odrzuciła włosy do tyłu i z promienistym uśmiechem rzekła:
- Masz mój łuk i me serce- zachichotała- Adeille przysięgam na mą płodność sprowadzę do Ognaru takiego wojownika który uraduje twą duszę...-Madoka ponownie zachichotała, bawiło ją chwytanie i niewolenie mężczyzn tak jak i bawiło ją kilka innych rzeczy z nimi związanych. Amazonka marzyła, by jej "okaz", którego niechybnie złapie, był godny zbliżenia z królową. To wielki zaszczyt dla łowczyni którego i ona chciała dostąpić. Spojrzała na Quavrieledrinis i pomyślała *Obyś była tak sprawna jak jesteś piękna siostro...*
 
__________________
Dobry Polak , to mądry i światły człowiek , otwarty na innych ludzi i inne kultury , ale też człowiek ostrożny , człowiek czujny , mający regał książek , komputer z internetem i Ak 47 na strychu <joke>

Ostatnio edytowane przez qaz : 09-09-2007 o 11:04.
qaz jest offline  
Stary 09-09-2007, 10:58   #3
 
Grom's Avatar
 
Reputacja: 145 Grom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znanyGrom wkrótce będzie znany
Rakkus Pain
Był to dzień jak każdy inny. Znowu padał śnieg i na placu targowym było dużo handlarzy i krasnoludów, które chciały coś kupić. Rakkus przyglądał im się, ich ruchom, gestom i twarzom.
-Tyle krasnoludów... A tylko jeden z nich został upokorzony i znienawidzony przez społeczeństwo... Gdzie ten cholerny posłaniec od króla? Czekam tu i czekam, a on się spóźnia... Nie pierwszy zresztą raz. - Rakkus miał dość czekania i ruszył spokojnym krokiem do miasta. Rozglądał się za posłańcem, jednak nie to go intrygowało. Denerwowała go obojętność krasnoludzka na obcą krzywdę. Doszukiwał się poprawy u nich po tych 12 latach które uciekły mu z życiorysu. Wtedy usłyszał znajomy głos.
-Witaj! Chciałeś iść do miasta, a nie kazano by ci na mnie czekać na placu gdybym miał do ciebie stamtąd przyjść? - zaśmiał się Dubin, znajomy wojownik Rakkusa.
-Sprawy nie mają się dobrze - posmutniał Dubin - jesteś gotów ruszać na kolejną bitwę?
-Urodziłem się gotowy. - powiedział Rakkus śmiejąc się - A jakie czeka nas zagrożenie? Wiesz o tym, że lubię wojaczkę, nawet jeśli sprawa jest z góry przegrana. Pamiętaj jednak, że jak coś postanowimy to musimy to zrobić, nie ma odwrotu... - krasnolud przyjął bardziej poważny ton.
 
Grom jest offline  
Stary 09-09-2007, 12:14   #4
 
Beriand's Avatar
 
Reputacja: 58 Beriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodzeBeriand jest na bardzo dobrej drodze
Vaelirius zastanawiał się czy Proarchidowie wiedzą już o prawdopodobnym ataku na Stonekeep. Chyba tak. A więc prawdopodobnie podjęli jakieś kroki. jeśli nie- to ludzie musieli już wysłać posłańców do innych ludów. Tych cywilizowanych, oczywiście. Cóż... i tak nie miał do roboty nic większego w Onyxie. Zabrał więc wszystko co miał, czyli prawie nic, i ruszył w dół schodów. Zamierzał iść prosto do Stonekeep, najszybciej jak sie da.
 
Beriand jest offline  
Stary 09-09-2007, 12:14   #5
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 686 John5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwu
Andre powolnym krokiem szedł w stronę placu, był już znużony swoją służbą. Nie tak wyobrażał sobie obronę królestwa. Po rozwiązaniu zakonów stan rycerski podupadł. Rycerz w oczach ludu przestał być potężnym wojownikiem stojącym na straży prawa a stał się kolejnym strażnikiem miejskim, tylko lepiej wyposażonym. Kiedy tak szedł drogę zajechał mu rycerz w pełnej zbroi płytowej pytając się o jego chęć uczestnictwa w wyprawie na Szmaragdowe Wyspy. Kiedy mówił Andre dokładnie przyjrzał się jego zbroi i wierzchowcowi.

""Koń niezły. Nawet lepiej niż niezły, ale ta zbroja. Kto to wymyślił, żeby tak ja czyścić aż do połysku. Przecież to kompletnie nieużyteczne, wróg zauważy cię z odległości trzech kilometrów."" na głos jednak powiedział coś zupełnie innego, w końcu nie chciał utracić okazji do wyrwania się z tego miasta.

-Ha! Oczywiście, że jestem chętny. Nie można przecież lekceważyć sobie królewskiej wyprawy. Zresztą od dawna chciałem stąd wyjechać ale nie miałem solidnego pretekstu by władze pozwoliły mi na wyjazd. Gdzie mam się zgłosić i kiedy wyruszamy? Nie usłyszałem panie twego imienia, jak się zwiesz?-
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej
John5 jest offline  
Stary 09-09-2007, 12:49   #6
 
Marcellus's Avatar
 
Reputacja: 52 Marcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodze
Zygfryd poprawil miecz u pasa. Wiedzial ze jego wyglad "lekko" oddstaje od standartow Stonekeep i wielkiego rycerstwa.Ale byly to pozory, jego sprzet spisal sie w wielu bojach i mlody rycerz byl pewien ze zna swoj fach lepiej niz nie jeden odpicowany rycerz ze stolicy. Zsiadl z konia i powoli podszedl do dwojki rycerzy.Najwyzszy czasruszyc na jakas prawdziwa wyprawe.Podejrzewal iz wyprawa ta moze byc pierwsza od dluzszego czasu okazja do spelnienia swoich slubow. I wolal jej nie zmarnowac. Staral sie by jego poza i chod nie wzbudzaly zlych emocji.

-Witam, waszmosci.- powiedzial klaniajac sie lekkom bardziej jako dowod grzecznosci niz unizenia. -Zwa mnie Zygfrydem " Bez Domu ", jestem wolnym rycerzem.Prosze o wybaczenie acz nieumyslnie podsluchalem fragment waszej rozmowy.Wiec rycerstwo szykuje wyprawe ?-zatrzymal sie na chwile pozorujac
zamyslenie -A moze przydal by wam sie jeszcze jeden miecz ?

Mowiac to slowa rycerz usmiechal sie lekko. Jego gesty byly lagodne i spokojne.
 

Ostatnio edytowane przez Marcellus : 09-09-2007 o 13:09.
Marcellus jest offline  
Stary 09-09-2007, 12:59   #7
 
Gettor's Avatar
 
Reputacja: 2266 Gettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputację
Ghor'Thal stał na środku placu w stolicy przyglądając się przechodzącym orkom i nielicznym innym rasom. Jaki sens miało szkolenie go na takiego wojownika, skoro nawet nie chcą go wysłać na porządną misję przeciw ludziom? No chociaż elfom...
Jedyne co zrobił w czasie swojej służby to spalenie kilku nędznych wiosek ludzi. Mało tego - te wioski były kompletnie nieprzygotowane do ataku, a oddział Ghor'Thala był znacznie liczniejszy od tamtejszych mieszkańców.
Gdzie tu możliwość wykazania się, czy chociaż radość z rozłupywania ludzkich czaszek?
W pewnym momencie z myślenia wyrwała go postać orka zmierzająca w jego kierunku. Od razu go poznał - Ghulbag, jeden z najlepszych nauczycieli w akademii. Uczył także Ghor'Thala i to on mu pierwszy powiedział motto życiowe - "Litość jest dla głupców".
- Ghor'Thal? Uczestniczyłeś w paleniu ludzkich osad kilka dni temu, czy tak?
Zdziwiony, że ktokolwiek o tym pamięta i że kogokolwiek to obchodzi odpowiedział:
- Tak. - miał nadzieję, że teraz wyślą go na poważniejszą misję. - Czy są nowe rozkazy?
 
Gettor jest offline  
Stary 09-09-2007, 13:10   #8
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 128 Astaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znanyAstaroth wkrótce będzie znany
Od samego rana Ragnarok miał paskudny nastrój. Jego gobliński sługa Mulgog opieszale wykonywał swoje obowiązki. Przynajmniej w jego oczach. Poza tym, każdy pretekst był dobry by wyładować frustrację. To już kilka tygodni odkąd był na ostatniej wyprawie. Stanowczo za długo jak na niego. Jego żądza krwi była wielka. Jednak gnębienie Mulgoga nie przyniosło ukojenia. To nic, że dostał w pysk tak potężnie, aż wylądował na przeciwległej ścianie. To nic, że potem skamlał u jego stóp, całując buty i prosząc o łaskę. Ragnarok miał ochotę wdeptać go w ziemię jak pluskwę. Powstrzymał się jednak. Nie miałby potem czasu szukać nowego pachołka. Wyszedł na zewnątrz, trzaskając drzwiami tak, że o mało nie wyleciały z futryną. Kierował się w stronę głównego placu Ugdlarghu – tradycyjnego miejsca zbiórki przed nowymi wyprawami. Kroczył majestatycznie, a jego buty dudniły potężnie o brukowane podłoże. Był to bowiem słusznych rozmiarów ork. Miał ponad dwa metry wzrostu i potężną muskulaturę. Jego pokryta wieloma bliznami zielona skóra, świadczyła o ilości wypraw jakie odbył ten osobnik. Minę miał wiecznie srogą. Pod zmarszczonymi brwiami osadzone były głęboko, jak dwa małe kamyki, brązowe oczy. Nos i lewe ucho przebite były metalowymi kółkami. Z łysej niemal głowy sterczał buńczucznie w górę rudo-brązowy koński ogon. Brak przedniego zęba i dwa ostre, wystające kły z dolnej szczęki, w połączeniu z blizną przechodzącą przez prawą brew i powiekę, dodawały mu drakońskiego wyglądu. O jego pochodzeniu świadczył wypalony na lewym ramieniu znak czarnego węża – znak rodzinnego klanu. Ubrany był w kolczą zbroję, na którą opadał zawieszony na szyi naszyjnik z kłów i zębów pokonanych wrogów. O ramię oparty niósł wielki topór dwuręczny, którym już niejedną głowę oddzielił od reszty ciała. Szedł tak przez jakiś czas, aż w końcu przystanął. Z daleka jego uszu doszedł zwyczajowy na placu gwar i harmider. Znowu młodzi kadeci zalegali na ulicach, pchając się do wszystkich możliwych wypraw. Ragnarok warknął i zaklął siarczyście. Nie miał cierpliwości do tego bajzlu. Mogło minąć sporo czasu nim dostanie przydział. Nagle wpadł na pomysł. Zwerbuje najbardziej doświadczonych i oddanych sobie wojowników i ruszą na samodzielną wyprawę. Uśmiechnął się paskudnie i natychmiast zabrał do roboty. Towarzysze nie oponowali. Też im się spieszyło do ludzkiego mięsa. Wszyscy zebrali się w dokach przy dużej łodzi, zdobionej ludzkimi czaszkami. Ragnarok chwycił cumy w swoje potężne dłonie... i wtedy usłyszał głos. Należał do Kuntraha, jednego ze starszych kapitanów.
"- Dokąd to? Samotna wyprawa na Lantan? Ładny zamiar, ale brak szacunku dla nas...nawet nie zameldujesz Thakhrukowi o wyprawie?"
Ragnarok spojrzał prosto na kapitana i powiedział:
- To jest nieoficjalna eskapada, kapitanie Kuntrah. - głos miał jak zawsze niski i gardłowy - Składa się z samych ochotników. Zameldujemy się po powrocie, oddając szacunek Thakhrukowi złożeniem u jego stóp tuzina głów tych ludzkich ścierwojadów. - to powiedziawszy, splunął na ziemię, jakby samo wspomnienie o ludziach i ich cywilizacji wywoływało niesmak w ustach.
 
Astaroth jest offline  
Stary 09-09-2007, 16:37   #9
 
Prabar_Hellimin's Avatar
 
Reputacja: 80 Prabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znany
Quavrieledrinis, gdy weszła do pomieszczenia, została przywitana nieco żartobliwie przez Adeille. Okazało się, że jest jedną z osób, mających osławić królową i cały lud amazonek w wojnie. Miała tylko dać odpowiedź, zgodzić się, tak jak rozbawiona kompanka, która się jej przyglądała.
-Będę służyć Ci, w końcu po to żyję! - uśmiechnęła się i pogłaskała córkę po główce
 
__________________
Zasadniczo chciałbym przeprosić za tę manierę, jeśli kogoś ona razi w oczy... ;P
Prabar_Hellimin jest offline  
Stary 09-09-2007, 18:08   #10
Świat Mroku
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 66698 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
Mi Raaz rozglądał się po pustych ulicach miasta. Czas w Gloombergu biegł inaczej. Tutaj nie miało znaczenia czy mijały dni, czy dekady. Ile to już czasu minęło? Stał spokojnie, gdy podjechał do niego rycerz na martwym koniu.
- Mi Raaz?- usłyszał. Imię które go określało. Tak inne od imienia z przeszłości. A jednak. Po śmierci sam siebie tak nazwał. Dla nieumarłych było to zwykłe imię. jednak w języku proarchidów znaczyło "przynoszący ból". Leniwie spojrzał na posłańca. Był od niego dużo wyższy. Mi Raazowi wzrostem dorównywały jedynie nieumarłe orki i inni proarchidzi.
- Jestem Mi Raaz, były pułkownik Hordy Czerwonego Oka, gadajże czego chcesz i miej nadzieję że nie zmuszę Cię do cierpienia - Głęboki basowy głos był jakby potęgowany przez pustą przestrzeń w zbroi. Mi Raaz wiele razy zastanawiał się, czy po tylu latach to on nosi zbroję, czy może to zbroja jest ostatnią rzeczą która chroni jego przegniłe ciało przed rozsypaniem. W każdym razie potężna magia nekromancka sprawiła, że teraz w walce był równie sprawny jak tuż po swojej śmierci. A nawet bardziej, bo nabrał wieloletniego doświadczenia. Nadal lubił się tytułować pułkownikiem, mimo tego, że został zdegradowany, a Horda Czerwonego Oka rozwiązana dobre kilka dekad temu.
- Jakież rozkazy przywozisz? Czy dane będzie mi znów przelewać krew magów?
 

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 09-09-2007 o 22:16.
Mi Raaz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169