lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Inne (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-inne/)
-   -   [Sesja 7Sea] Cienie przeszłości (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-inne/4266-sesja-7sea-cienie-przeszlosci.html)

Cedryk 07-10-2007 20:25

Sytuacja była bardzo nieciekawa dla napastników. Myśleli, iż będą mieli do czynienia z samotnym niezbyt groźnym przeciwnikiem, a tak nie było.
Na odgłosy walki nieliczni goście i służba szybko znalazła sobie bezpieczne miejsca pod ścianami i za stołami. Wszakże, po co im mieszać się w gardłowe sprawy. Zarobek marny a i głowę stracić można. Karczmarz oblany gulaszem z jękiem odczołgiwał się z spod nóg walczących. Napastnicy jak oparzeni odskoczyli poza zasięg miecza olbrzyma i wyjętymi za pasów pistoletami zakończyli walkę. Kule z krócic rozdarły pancerz i dosięgły witalnych organów nawet, jeśli to by nie zabiło wojownika, ostatnia z kul rozwaliła czaszkę mężczyzny.

- Cisza, bo wszystkich zabijemy - zawoła jeden z nich. W tym czasie zbóje szybko ładowali krócice z których poprzednio strzelali.

3killas 08-10-2007 01:14

Zrobiło się zdecydowanie mniej zabawnie, kiedy padł pierwszy trup. Jednooki nie spudłował z dziesięciu centymetrów i zamienił twarz jednego z napastników w mieszankę krwi, płynu mózgowego i okruchów czaszki. Butelka, celnie rzucona przez Phillipa rozbiła się na głowie drugiego z myśliwych. Uderzony dotknął włosów, które powoli zmieniały kolor z brązu w czerwień.

Wtedy huknęły cztery pistolety, de la Baume odruchowo schylił się i zeskoczył ze stołu na podłogę, starając się uniknąć kul. Żadna jednakże nie była dla niego przeznaczona, wszystkie dosięgły zażarcie broniącego się brodacza. Jedna trafiła w głowę. Martwe ciało upadło z łomotem na podłogę.

Napastnicy natychmiast zaczęli ponownie ładować broń, Phillipe nie miał czasu do stracenia. Podbiegł do najbliżej stojącego i zaatakował prostym pchnięciem. Krótko przystrzyżony, nabijający właśnie prochem pistolet mężczyzna dostał w bark, rapier przy akompaniamencie trzasku kości wszedł dość głęboko w ciało. Phillipe nie chciał go zabijać, nie widział takiej potrzeby. Niech tutejsze prawo się nim zajmie.

Ku swojemu zdumieniu wcale nie bawił się dobrze. - Cholera - pomyślał ocierając ostrze o nogawkę ranionego - starzeję się? Ale przecież mam ledwo 27 lat? Fakt na froncie rzadko zdarzała się dobra, karczemna bijatyka, ale żeby się tak odzwyczaić? Taką oto ciekawą wewnątrzną dysputę przerwał mu jednooki, który po kolei pozbawiał życia resztę atakujących. Jedna z jego ofiar upadając prawie potrąciła szlachetnie urodzonego le Blanca, który na szczeście zdołał odsunąć się w ostatnim momencie.

Biedny chłopak nie miał dziś szczęścia. Ciągle trzymał się za krwawiącą głowę i nawet nie zauważył kiedy Phillipe rozbił na jego czerepie drugą butelkę, a on sam padł nieprzytomny na ziemię.

Kelly 08-10-2007 09:22

Kiedy sytuacja staje się gorąca, warto przypomnieć sobie porady starych wiarusów. Jeden z nich wspominał Diego:
- Pamiętaj, podczas prawdziwej walki nieczęsto wygrywa ten, kto jest lepszym szermierzem. Zwykle cało z walki wychodzi ten, kto lepiej wykorzystuje nadarzające się okazje.
Niewątpliwie jedna z takich okazji się nadarzyła. Z początkowej grupy 7-iu napastników pozostało 5iu. Pierwszego zastrzelił ów nieznajomy przybysz, drugiego Diego. Pozostali zastrzelili owego brodatego przybysza, potem zaś krzycząc, żeby nikt się nie ruszał, zaczęli ładować broń.

Zaczęło się robić zabawnie. Ładowanie pistoletu wyglądało w skrócie tak: wyciągasz róg, gdzie trzymasz proch, ostrożnie wsypujesz do lufy, potem ugniatasz specjalnym podbijakiem, potem wsuwasz ostrożnie kulę układając zaraz za ugniecionym prochem, wreszcie ustawiasz kapiszona, który uderzy w spłonkę zapalając proch. Nawet, jeżeli ktoś robi to szybko, to szybkość ładowania oznacza i tak kilka długich chwil, podczas których nie można robić nic innego. Więcej, trzeba uważać, gdyż złe nabicie prochu oznacza, ze może ci się on rozerwać w samej broni. Co to oznacza dla strzelca, chyba oczywiste. Tymczasem napastnicy gremialnie zaczęli ładować broń. Widocznie nie ufali swoim zdolnościom szermierczym i ryzykowali, albo po prostu byli tak przyzwyczajeni do tego, ze zastraszeni podróżni robili co tylko oni rozkazali. Trafili jednak kiepsko. Jakże Diego mógł zaufać ludziom, ze nic nie zrobią podróżnym, jeżeli już dwóch ich zginęło, w tym jeden osobiście z ręki Diega. Słowa zbója „Cisza, bo wszystkich zabijemy” były dla Diega wyłącznie chwytem dla uzyskania chwili czasu, podczas których mogliby naładować broń. Lecz Diego na ten numer nie miał się zamiaru złapać. Skoro ładują broń przez chwilę nie byli gotowi do obrony. Teraz trzeba było zaatakować.

Katem oka Kastylijczyk zauważył, ze ów szlachcic, który wcześniej obrzucając napastników butelkami i wyzwiskami skoczył na stół, teraz z niego skoczył atakując skutecznie jednego z nich. Diego uderzył na dwóch innych, którzy właśnie zmagali się ze swoimi krócicami i nawet nie mogli dobrze się bronić. Diego nie lubił ryzykować. Starał się trafiać skutecznie. Akurat podszedł mu jako pierwszy ten, który wcześniej pośliznął się na gulaszu. Prosty sztych sprawił, że twarz napastnika zmieniła się w krwawą mieszaninę jego posoki z kawałkami sosu, które podczas upadku przykleiły mu się twarzy. Drugi natomiast usiłował się zastawić nienabitą krócicą. Diego najpierw go zranił w rękę, potem zaś, gdy ten pod wpływem bólu puścił spluwę, poprawił ciosem, przy okazji popychając go na kolejnego.

Pozostało dwóch, w tym jeden wcześniej trafiony butelką. Niestety, ci nie bawili się już w ładowanie, ale walcząc o życie rzucili krócice atakując szablami. Diego ledwie się uchylił od ciosu zadanego przez jednego z nich. Szczęśliwie drugi zwrócił się na owego szlachcica. Szybko odskoczył do tyłu machając ostrzem nie tyle po to, by trafić przeciwnika, ale chociaż na chwilę go zastopować. Niestety, nie dostrzegł czołgającego karczmarza, który poparzony, oblany gorącym gulaszem próbował się wydostać z placu boju. Diego cofnął się, zahaczył nogą i nie mogąc już złapać równowagi wywalił do tyłu lecąc pod stół obok kominka, gdzie próbowała się skryć owa nieznajoma podróżna wraz ze swoimi ochroniarzami.
- „Niedobrze – pomyślał, - ciekawe, czy pobrudziłem sobie ubranie.”
Chyba był lekko zamroczony upadkiem. Szczęśliwie, napastnik także przez chwilę nie widząc Kastylijczyka przed sobą przez moment nie wiedział co się stało.

John5 09-10-2007 21:41

Władimir ze spokojem wyjrzał zza prowizorycznej osłony, którą dawał mu przewrócony stół. To co ujrzał lekko go zdziwiło, napastnicy mimo przewagi liczebnej nie potrafili działać skutecznie, zabili co prawda brodatego ale z jednookim i z tym, który stał wcześniej na stole szło im raczej opornie. Właśnie w tym momencie jednooki potknął się o czołgającego się karczmarza i Władimir mógł obserwować jak ten upada nieopodal kominka, na jego szczęście przeciwnik, który stał nad nim nie skorzystał z okazji i nie zaatakował. Młody człowiek ponownie schował się za stołem. Przez moment wpatrywał się w resztkę miodu w kuflu po czym dopił ją i wychyliwszy się nagle zza osłony cisnął pustym już naczyniem w napastnika stojącego nad jednookim.

""No wóz albo przewóz. Zobaczymy kto kogo. Nie podoba mi się tamta siódemka. Po jakiego czorta strzelali w karczmie? Przecież mogli spokojnie załatwić brodatego na zewnątrz. Cóż jak widać nie każdy myśli."" wyciągnawszy rapier spojrzał czy trafił kuflem. Prowizoryczny pocisk miał za zadanie tylko odciągnąć uwagę i dać czas jednookiemu na to, by wstał.

Lhianann 11-10-2007 10:56

Wydarzenia w karczmie dość mocno zdziwiły Aileen.
Mimo wszystko po raz pierwszy od dość dawna spotkała się z burdą w zajeździe na taką skalę.
Miała tylko nadzieję, że zarówno Marius jak i Sean nie zrobią niczego niespodziewanego.
mimo swego pozornego opanowania obaj byli nieodrodnymi potomkami klanu MacBrigeen, góralami wychowanymi sród chmurnych gór i wrzosowisk...

Mimo wszystko była przygotowana na ewentualność walki.
Wiedziała, że czasem nawet najlepsze chęci, i fakt, że jest kobietą zajmującą się taką a nie inną dziedziną, nie uchronią jej od tego...

Cedryk 11-10-2007 12:57

Sytuacja dla Diego była bardzo niewesoła. Upadając zaplatał się w swój płaszcz. „Na szczęście upadając nie wypuściłem rapiera”. Była jednak złudna nadzieja zaplątany w płaszcz z bronią w dłoni był jak wilk w sidłach niebezpieczny, ale dla doświadczonych łatwa zdobycz.

Jeden z wrogów przeskoczył nad leżącym towarzyszem i zadał potężne cięcie. Młodzieńcowi ledwo udało się je częściowo sparować. Cios jednak był potężny i przeszedł przez paradę kawalera raniąc go w pierś. Krew trysnęła aż na twarz młodzieńca.

Ciśnięty kufel nieszkodliwie odbił się od olbrzyma, dopadł on Phillip’a cisnął w jego twarz krócicą i rozbił mu łuk brwiowy w tym czasie jego szabla zataczała niski łuk, kierując się ku kroczu muszkietera.

Lhianann 11-10-2007 13:37

Krew zawrzała w żyłach dziewczyny.
To czego nie znosiła to nieuczciwości w walce.
A może nie tyle nieuczciwości co pozbawionej zasad i bazującej na przewadze większości rąbaninie jaka miała doprowadzić do zabicia bogu ducha winnych podróżnych.
Nawet piraci uważani przez większość ludzi za bandytów nie atakowali w ten sposób...

Z zaciętym wyrazem twarzy wycelowała starannie i pociągnęła za spust.
Zarośnięty zbir stojący nad oszołomionym młodzieńcem, jaki jeszcze przed chwilą rozbił butelką głowę jednego z atakujących z paskudnym uśmiechem zamierzył się by trafić w nieodsłonięta szyję ofiary, gdy nagle na jego twarzy pojawił się dziwny wyraz.
Zachwiał się, po czym niezgrabnie osunął się na kolana, po to by zlec po chwili na podłodze.
Tył jego głowy zamienił się w czerwono- czarno-szarą masę.
Kula z pistoletu dziewczyny utkwiła głęboko w jego czaszce...

Po oddaniu strzału Aillen ponownie schroniła się za stołem.
Nie chciała ryzykować trafienia zbłąkaną kulą, czy lecącym kuflem, bądź innym przedmiotem.

3killas 11-10-2007 19:45

Szczęście wyraźnie dziś opuściło muszkietera. W ferworze walki, krzyków i kobiecych pisków, popełnił błąd. Nie zauważył jednego z napastników, który rzucił się na niego z szablą. Zdołal jedynie w ostatniej chwili lekko sparować uderzenie, dzięki któremu ostrze trafiło w prawą pierś, zamiast w serce. Nie poczuł nawet bólu, adrenalina i emocje robiły swoje. Zobaczył tylko swoją krew, tryskającą na jego twarz. Przez ułamek sekundy stanął jak wryty. Kolejny błąd. Kolba krócicy uderzyła szybko i znienacka, rozbiła mu łuk brwiowy. Więcej krwii na twarzy, sytuacja robiła się poważna. Nie wiele widział na oczy, zaczął działać instynktownie. Odbił cios, który wyprowadził jego przeciwnik i juz miał zamachnąć się lewą pięścią, by uderzyć go w twarz, gdy usłyszał strzał, a niedawny oprawca upadł na ziemię, tuż obok niego. Phillipe oparł się o stół i z trudem się po nim przetoczył na drugą stronę, by odsunąć się od walki i znaleźć bezpieczne miejsce do ogarnięcia się.

Starzeję się, wychodzę z wprawy. Na froncie nie ma takich atrakcji...

Kelly 12-10-2007 10:19

- „Gdybym miał 3 sekundy” – pomyślał Diego. Tyle pozwoliłyby mu wyplatać prawą rękę z płaszcza, zadając potem cios przeciwnikowi. Byłoby to nadzwyczaj łatwe, gdyż ten był pochylony nad Kastylijczykiem. Prosił się więc aż o cios spod spodu, natomiast wznosząc swoją szablę do góry, nie był w stanie przez mgnienie oka jeszcze uderzyć Diega. Tak, 3 sekundy, ale Diego miał tylko pół sekundy dzięki akcji nieznanego młodziana, który wcześniej krył się za stołem. Ten osobnik rzucił kuflem. Wprawdzie nie trafił w przeciwnika Diego, ale mimo wszystko lecący obok jego głowy przedmiot na moment przerwał jego atak. Prawą rękę Kastylijczyk miał unieruchomioną, lewą pustą, jednakże zostawały jeszcze nogi, przeciwnik zaś był pochylony nad nim już szykując się do ciosu. Diego desperacko kopnął. Napastnik stojący na szeroko rozstawionych nogach nagle wydał głośne:
- Puff! – Opuszczając bezładnie szablę. Potem ryk wydarł się z jego piersi, oczy wyszły z orbit po tym jak obcas Diega trafił go całą siłą w męską słabiznę. To dało Kastylijczykowi tyle czasu, ile potrzebował. Szarpiąc niemal wyplątał trzymająca broń prawą rękę z obszernego płaszcza i mocno pchnął przeciwnika w rękę trzymającą ciągle szablę. Nie chciał go zabijać. Miał ochotę dowiedzieć się potem od rannego trochę więcej, skoro bowiem miał zanieść list hrabiemu liczył na otrzymanie informacji ułatwiających misję.

Szabla wypadła z ręki napastnika, który chyba nie wiedział, czy trzymać się za pokaleczone ramię, czy też za co innego. Wyrzucał z siebie charkotliwe wycie. Diego przerwał je skacząc na równe nogi, uderzając krzyczącego zbója po skroni głownią. Ten padł na podłogę rozłożony. Obok jego ramienia powoli zbierała się niewielka kałużą krwi przesiąkająca przez koszulę. Zdaje się ejdnak, ze jej strumień powoli malał, a sądząc po wielkości rana musiała być bardziej bolesna niż niebezpieczna. Tak czy siak, trzeba go było szybko związać.

Uciszenie wrzeszczącego zbója nagle przyniosło niespodziewaną ciszę. Diego zakręciło się w głowie, chyba jeszcze od tego upadku, albo nagłego powstania po tym. Opadł na kolano podpierając się rapierem. „Muszę od razu naładować krócicę” – pomyślał. Niewątpliwie, była to niepisana zasada wszystkich, którzy mieli jakie takie pojęcie o walce. Broń zawsze musiała być gotowa. Potem zaś wypadało zerknąć, co ta zabita hołota ma. Jakieś listy, czy inne rzeczy mogły dać ciekawe wskazówki. Przy czym Diego nie miał planów ukrywania czegoś, jeżeli coś znalazłby przy kimś, było to dla niego do dyspozycji wszystkich walczących. Ci, którzy w tej walce stawali razem byli dla niego na ten moment towarzyszami. No i towarzyszkami – dodał w myśli. Bowiem kobieta także miała swój udział prawdopodobnie ratując nieznajomemu szlachcicowi głowę. „Ładna – pomyślał Diego. – Szkoda tylko, że ruda.” Diego nie cierpiał rudych włosów. Och, nie dlatego, że miał złe wspomnienia pod tym względem. Po prostu szalenie mu się ten kolor nie podobał. Ale, cóż mu było do tego. Nie jego osoba, nie jego sprawa.

Kastylijczyk rozejrzał się. Szlachcic walczący wcześniej po jego stronie ciężko dyszał ranny, pokrwawiony. Rudowłosa kobieta i młody człowiek, który pomógł mu rzucając kuflem chyba właśnie szykowali się do opuszczenia swoich schronów.

- Karczmarzu – krzyknął Diego nawet nie patrząc, gdzie gospodarz, czy już się wygrzebał. – Macie tu jakiego cyrulika? Taż widzicie, ze gość ranny. Więzy tez porządne przyszykujcie dla tego ścierwa. Aha, i dla tego młodziana z kuflem jeszcze raz to samo na mój koszt. – teraz zwrócił się do chłopaka, który cisnął kuflem dając mu moment czasu na kopniaka. - Ten rzut był udany, choć trafił w kogo innego. Kastylijczyk Diego jest ci wdzięczny – przedstawił się, nadal w przyklęku przy nieprzytomnym napastniku, ciągle jeszcze trochę oszołomiony i jeszcze bardziej zmęczony niżeli na początku całego zajścia. Nie lubił mówić całego nazwiska, szczególnie przypadkiem spotkanym podróżnym.

John5 12-10-2007 15:47

Władimir przez chwilę uważnie słuchał czy czasem z zewnątrz karczmy nie dochodzą jakieś dźwięki, przecież nie wszyscy napastnicy musieli wchodzić do pomieszczenia. Kiedy jednak nic nie usłyszał wstał i przeciągnął się. Następnie postawił na nogi stół, który wcześniej wywrócił.

””Cóż zadaje się, że to było niepotrzebne, ale ostrożności nigdy za mało jakby to powiedział Jurgij.””

Szybko zorientował się w sytuacji, wszyscy przeciwnicy byli albo martwi albo niezdolni do walki. Brodaty mężczyzna, który jakby nie patrzeć sprowadził ich tutaj również nie żył. W tym momencie odezwał się jednooki zapytał karczmarza o cyrulika po czym zamówił dla Władimira kolejny kufel miodu i odezwał się do niego.

Ten rzut był udany, choć trafił w kogo innego. Kastylijczyk Diego jest ci wdzięczny

-Cieszę się, że byłem zdolny pomóc. Cóż rzut niezbyt celny jednak na chwilę odwrócił uwagę tak jak planowałem. Zwę się Władimir Bogunowicz, nie ma za co dziękować.- uśmiechnął się –Nie lubię kiedy przeszkadza się spokojnym ludziom w odpoczynku po podróży. Takie rzeczy załatwia się na zewnątrz a nie w środku karczmy, gdzie niewinni mogą oberwać. No ale co się stało już się nie odstanie prawda?- na twarzy młodzieńca ponownie zagościł uśmiech.

Powolnym krokiem Władimir podszedł do ciała jednego z napastników. Przez chwilę spoglądał na nie po czym podniósł leżąca nieopodal krócicę. obrucił ja kilka razy w dłoniach patrząc uważnie czy nie jest czasem uszkodzona. Zdawało się, że wszystko jest w porządku. Bez słowa sprawnie przeszukał ciało zabierając sakiewkę oraz kule i proch. Następnie usiadł na pobliskim krześle, które jakimś cudem nadal było w całości i zaczął przeładowywać broń. Sam niezbyt często korzystał z krócicy niemniej jednak wiedział jak się nią posłużyć i jak należy ją przeładowywać. Kiedy skończył spojrzał na pomieszczenie lekko znudzonym wzrokiem. Z niezadowoleniem zauważył, że praca rzeźbiarza poszła na marne, zbłąkana kula trafiła w niedokończoną płaskorzeźbę niszcząc ją całkowicie. Młodzieniec wzruszył ramionami po czym odezwał się.

-Trzeba by wynieść ciała na zewnątrz zanim zaczną cuchnąć. Gospodarzu mam nadzieję, że znajdzie się miejsce gdzie można by pogrzebać tych bandytów? Dranie bo dranie ale zawsze ludzie. Poza tym zawartość ich sakiewek powinna z nawiazką wystarczyć na pokrycie strat.-


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:53.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169