Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-11-2007, 18:51   #1
 
Druidzki spokój's Avatar
 
[Autorski] MROŹNE KNIEJE

Prolog

Śnieżny jastrząb przelatywał sobie spokojnie po swoich od dawna zajętych terenach łowickich. Płatki śniegu wolno zlatywały z nieba i pokrywały liczne pagórki i lasy grubą warstwą białego, odwiecznego puchu. Słońce świeciło lekko zza niebieskawych chmur układających się w różnego rodzaju wstęgi, wtem ów ptak zobaczył coś niebywałego, jakaś kolumna pokryta od dawien dawna śniegiem rozbłysła na fioletowo w potwornym blasku, jakiego jego oczy jeszcze nie widziały. Po chwili na tej samotnej ziemi stała grupka postaci okrytych szatami. Z jego wysokości wyglądało to jak kilka czarnych pionków na białym tle, wiatr mocniej zawiał, a ptak niewiedząc co to wszystko ma znaczyć zaczął odlatywać jak najdalej z tego miejsca.


"Początek"

Pojawiacie się w pokrytej śniegiem dolinie, ciepło bijące z portalu z którego wyszliście powoli zaczyna maleć i mimo płaszczy odczuwacie prawdziwe zimno towarzyszące tym krainom. Gdy odwracacie się, widzicie że śnieg wokół pokrytego runami wyjścia kamiennego portalu jest całkowicie roztopiony. Płatki śniegu spadają wam na twarze i szaty, wieje lekki wiatr.
Rozglądacie się, na wprost was w odległości 80 kroków stoi wielki las, korony drzew są pokryte całkowicie puchem, zdaję się słyszeć szum strumyka dochodzący z wewnątrz. Na prawo jest piękny widok na odległe góry ginące we mgle, zaś na lewo pagórek na którym leży kilka kamieni i wyrwanych korzeni. za wami jest portal i dalsza część pasma coraz to wyższych pagórków. Gdy tak chwilę stoicie dostrzegacie rysia na skraju lasu przyglądającego się wam z ukrycia swoimi żółtymi ślepiami. Wiecie że powinniście iść na północ, czyli w stronę wielkich gór, tam, właśnie znajdują się szczepy barbarzyńców.
 
Druidzki spokój jest offline  
Stary 10-11-2007, 19:46   #2
 
Lukadepailuka's Avatar
 
Luke wyskoczył z telepoltera i zwymiotował na ziemie. Z łatwością można było odróżnić składniki dzisiejszego śniadania. Mleko, owsianka, bułka i parę innych nieprzyjemnie wyglądających teraz produktów.

"Ależ tu jest chłodno" pomyślał gdy zorientował się, że w około niego leży śnieg.

Naszczęście jak mu radzili zabrał grupy płaszcz. Mimo tego i tak nie było zbyt ciepło. Obejrzał resztę jego towarzyszy, przez chwile bał się spojrzeć na Strażnika, czy to może go nie urazi, ale wreszczcie ciekawość przemogła strach i odważył się zerknąć na niego.

-Nidgy więcej nie mam zamiaru teleportować się tym czymś- mruknął do towarzystwa.

Teleportacja była iście okropna dla tych którzy robili to pierwszy raz. Mdłości, halucynacje.
Na czole Luke zaperliły się krople potu. Młodą twarz przyozdabiała, a może szpeciła, burza czarnych loków, spod których nie widać było nawet uszu. Wyglądał tak niewinnie i dziecinnie, że aż żal było patrzeć. Taki dzieciak rusza na wyprawe? Dotego na twarzy widniały błękitne oczy, które były wilgotne, tak jakby chłopak przed chwilą płakał.

-Ruszamy?- Spytał się nieśmiało. W duszy jednak radował się, że to jego wybrali na tą wyprawę. Trzeba bowiem przyznać, że Luke był cholernym idealistom. Jednym z tych, którzy ginęli młodo i biednie, a w miejsca nie mieli w żadnej pamięci.

Nie chciał zbytnio wystawać ponad innych, niezbyt odpowiadał mu ta rola, więc wolał zaczekać, aż inni ruszą, a dopiero on pójdzie za nimi.
 
Lukadepailuka jest offline  
Stary 10-11-2007, 21:58   #3
 
Pinn's Avatar
 
Salhelm ot właśnie tak nazywał się ten młodzieniec. Jego blada twarz była jeszcze jaśniejsza niż zwykle, może za sprawą śniegu, może przez ostatnie wydarzenia. Pod sinymi oczodołami tkwiły jeszcze ciemniejsze małe węgielki, która wpatrywały się w wymiociny nowego kompana z powstrzymanym, choć dla lepszego obserwatora widocznym obrzydzeniem. Sam tylko raz podróżował w ten sposób i znosił to tak samo niemiło, jednak teraz nie odczuwał innych polegliwości poza kręceniem się w głowie no i może zimnem lekko przechodzącym przez gruby skórzany płaszcz. Jego wzrok przeszedł na kompanów, mógł łatwo poznać, kto miał doczynienia ze starożytnymi portalami a kto nie. Czeladnik popatrzył się w las stojący przez nimi, pośród ośnieżonych drzew bacznie wpatrywały im się żółte oczęta rysia. Wpatrywali się sobie z równą bacznością. Zignorował by to gdyby nie wiedział jak potężną bronią może być zwykły motyl. W akademi nauczył się rozmawiać ze zwierzętami nie była to oczywiście umiejętność rozmowy w stylu ,,przy kawie`` (choć Salhelm zdecydowanie wolał coś mocniejszego). Magowie kontrolowali i porumiewali się ze stworzeniami za pomocą prostych impulsów, gdy taki czarodziej starał zakomunikować wściekłemu ogarowi, że nie chce nic mu zrobić wdzierał mu się do umysłu i dawał przyjazny sygnał.

,,To pewnie nekromanci... nie jestem zbyt podejżliwy..,ale musze to sprawdzić w końcu zawsze są jakieś szanse`` -odwrócił głowę w stronę swojego towarzysza niejakiego Luka.

Widzisz tego rysia- wzkazał palcem, by przybliżyć mu miejsce- O tam na skraju lasy przed nami. Pamiętasz co mówił nam Arcymag Nurod przed wyrzuszeniem ,,Strzeszcie się wszelakich zwierząt bowiem mogą to być szpiedzy Mrocznych Mistrzów'' być może to jeden z nich. Mam dziwne przeczucie.

Luke spojrzał na niego ze zdziwieniem i spojrzał pytająco, lecz Salhem ruszył już pewnym krokiem przed siebie. Śnieg głośno szeleszczał pod jego stopami. Złapał się odruchowo rękojeści swojego krótkiego miecza runicznego i ruszył przed siebie. Moc klejnotu umocowanego na głowni Stróża Maga miło pulsowała na jego dłoni. Gdy zbliżał się do rysia ten szybko wleciał w ciemny gaj. Chłopak ruszył za nim biegiem, walecznie broniąc się przed chmarami gałęzi, ale starając nie spuścić się zwierzęcia ze swoim oczu. Zwierze było bardzo szybkie, ale Salhelm się nie poddawał biegł z całych sił. Choć był magiem dbał o swoje ciało i sprawność fizyczną. Był nawet niezły w broni białej, lekcji udzielał mu zaprzyjaźniony strażnik. Uważał, że gdy magia zawodzi miecz nie zawiedzie.

,,Skoro nekromanci mieli szpiegów w akademii...- wróciło bolesne doświadczenie, ten widok kobiety... chciał zawierzyć jej życie a ona zdradziła...Nie myśl o tym. To tylko przeszłość. Choć może zachowałem się nierozsądnie powinnem ich ostrzec. Pewnie ośmiesze się swoją nierozsądnością, to zwykły ryś. Nie mogą mieć sprzymierzeńców na całym kontynenncie. Choć jeśli atak na Półprzejrzysty księżyc był tak zmasowany, to może być początek wielkiego podboju... na ***** - przekloł przeskakując olbrzymie drzewo-Tak to bardzo prawdopodone. Jeśli ptactwo z akademii patroluje okolice Anrallasill to nekromanci też mają swoje oczy i być może więcej zdrajców w akademii.

Powoli zagłebiał się w uśnioną białym puchem puszcze...
 

Ostatnio edytowane przez Pinn : 11-11-2007 o 17:19. Powód: DROBNE POPRAWKI
Pinn jest offline  
Stary 10-11-2007, 23:24   #4
 
Sumar's Avatar
 
Surged Gerrsson otworzył oczy. Poczuł nagle chłód, który przenika jego ciało. Miał na sobie ciepły płaszcz, lub coś w tym stylu, ale na pewno było ciepłe. Mimo to chłód przedarł się przez niego bez większych problemów. Surged tylko westchnął. Tak na prawdę zimno nie robiło na nim wielkiego wrażenia, lubił zimno. Co prawda bez przesady, ale zawsze to pomagało. Poza tym cenne wskazówki, których kiedyś się uczył w większości przydawały się mu nawet teraz. Trzeba wiedzieć i wojownicy wszelkiej maści, są szkoleni nawet do takich sytuacji, żeby przez przypadek mimo wielkie siły i odwagi po prostu nie paść ofiarą mrozu.

Lekko zakręciło mu się w głowie. Na szczęście na tym ustało, bo jeden z czeladników nawet zwymiotował na ziemię. Surged spojrzał tylko swoim obojętnym wzrokiem, który to wzrok pokazywał wszystko co do tej pory przeżył ów strażnik. Nigdy nie miał prostego życia, od kiedy tylko postanowił zostać tym kim został, musiał przechodzić wiele treningów, wiele bójek nawet o śmierć i życie. Zabił również wiele osób, czy to ludzi, czy innych poczwar, co było widać w jego oczach.
Ten który zwymiotował, wyglądał jak zapłakane dziecko ze śmiesznymi czarnymi lokami. Spojrzał on na niego, co Surged zwyczajnie zignorował.
Kolejny, na którego którego popatrzył wyglądał z początku w miarę normalnie... trochę blady, ale poza tym jakoś nie zwrócił uwagi Surgeda. Z POCZĄTKU.
-Ruszamy?
- zapytał nieśmiało ten dziecinny. Strażnik wzruszył ramionami i spojrzał w inną stronę chcąc obejrzeć resztę grupy i przy okazji rozejrzeć się po krótce okolicy. Niedaleko nich, jakieś 70 - 80 kroków od nich był las. W nim tylko jakieś rysie oczy.
Ten blady, chyba również dostrzegł tego rysia, bo za chwilę dało się słyszeć:

- Widzisz tego rysia - wskazał palcem któremuś- O tam na skraju lasu przed nami. Pamiętasz co mówił nam Arcymag Nurod przed wyrzuszeniem ,,Strzeszcie się wszelakich zwierząt bowiem mogą to być szpiedzy Mrocznych Mistrzów'' być może to jeden z nich. Mam dziwne przeczucie.

Surged uniósł brwi. "Jakiś świr, czy co?" przeszło mu przez myśl, choć wiedział jaką moc mogą posiadać tacy jak oni.
Za chwilę, ku jeszcze większemu swojemu zdziwieniu (a trzeba dodać, że zadziwiony Surged to bardzo rzadko spotykane zjawisko) "blady" poleciał za rysiem prosto do lasu, krokiem pewnym, zbyt pewnym. Blady zniknął w końcu gdzieś w oddali.
Przynajmniej tak strażnikowi się wydawało.

- A temu co? - wybąknął głosem dość niskim i lekko ochrypłym. Głos ten przypominał mowę poczciwego człowieka, lecz Surged miał dopiero koło 30 lat. Był do tego dobrze zbudowany, lecz niski, miał zielone oczy i jasnobrązowe włosy sięgające poniżej ramion.

Surged zrobił ze dwa kroki w jedną, dwa w drugą stronę, a jego zbroja w tym momencie również się odezwała niczym wyśmiewający kogoś wściekły chichot.
Surged zdawał się robić kroki ciężkie, mozolne od zbroi i oręża, choć w rzeczywistości był do nich bardzo przyzwyczajony i nie przeszkadzały mu one w niczym.
Straznik miał ze sobą wielki dwuręczny miecz pokryty runami. Do tego kuszę na plecach i właśnie tą potężna zbroję z wielkimi opływowymi naramiennikami. Gdzieś wśród całego oręża dostrzec można było również plecak i żywność jakąś.
 
__________________
Question everything.
Sumar jest offline  
Stary 11-11-2007, 11:37   #5
 
Asmorinne's Avatar
 
Celedine Daewien
Niewysoka a sylwetka stała nieruchomo pozwalając alby otoczenie zgrało się w całość. Jej długi czarny płaszcz mocno kontrastował się z otoczeniem, nieustannie miała zakrytą twarz wielkim kapturem. Na plecach przewieszony miała łuk i kołczan ze strzałami. Pod grubym płaszczem nie widac było żadnej innej broni.

Szok i smutek po stoczonej bitwie w dalszym ciągu jej towarzyszył. Zrobiła kilka chwiejnych kroków w stronę północy. Po czym przykucnęła zatapiając dłonie w śniegu. Lodowate zimno zmroziło jej skórę i otrzeźwiło myśli. Było jej niedobrze ale udało jej się nie dopuścić do wymiotowania. Wstała powoli chowając dłonie w fałdy płaszcza. Rozejrzała się po zgromadzonych. Niektórych znała z widzenia a niektórych widziała po raz pierwszy.

~ dlaczego ja ?~ powiedziała sama do siebie zerkając na wymiotującego kolegę, a następnie na strażnika
Następnie rozejrzała się po okolicy korony drzew pokryte śniegiem, gdzieś w oddali wysokie wierzchołki spoglądające uważnie na skąpaną w śniegu dolinę.

-Widzisz tego rysia O tam na skraju lasy przed nami. Pamiętasz co mówił nam Arcymag Nurod przed wyrzuszeniem ,,Strzeszcie się wszelakich zwierząt bowiem mogą to być szpiedzy Mrocznych Mistrzów'' być może to jeden z nich. Mam dziwne przeczucie. – usłyszała czyjś głos za plecami

Celedine chciała odpowiedzieć, że nekromaci nie mogli tak szybko dowiedzieć się o ich położeniu kiedy to osoba mówiąca zaczęła biec w stronę lasu po czym zniknęła gdzieś w jego głębi.

- ruszajmy już... – powiedziała cicho i melodyjnie, po czym opatuliła się szczelnie płaszczem i nie czekając na odpowiedz towarzyszy ruszyła w stronę lasu. Było jej coraz zimniej nie mogła dłużej stać w miejscu.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline  
Stary 12-11-2007, 16:57   #6
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Przed Raimarem otworzył się portal, z którego wiało mrozem.
Ciepło to tam nie będzie-pomyślał z niewesołą miną, patrząc jak do portalu wchodzi ciemnowłosy chłopak.
-Ciekawe co tam będzie-mruknął sarkastycznie z udawaną ciekawością, gdy strażnik znikał w bramach portalu, po czym dziewczyna uczyniła to samo, więc Magowi nie pozostało nic innego jak naciągnąć kaptur jeszcze głębiej, schować ręce w szerokie rękawy i ruszyć za pozostałymi. Widział jednak, że wszyscy wchodzą bez uprzedniego przygotowania, a on byłby jeszcze większym głupcem, gdyby widząc to i wiedząc czym może grozić, nie przeciwdziałał nieprzyjemnym skutkom.
Młodzieniec stojąc przed teleportem napiął wszystkie mięśnie, zamknął oczy, zaczerpnął dużo powietrza i wszedł. Ziemia usunęła mu się spod nóg, lecz niedługo po tym znowu stał na pewnych nogach.
Czuł za sobą malejące ciepło, a mroźny wiatr chłostał go po ciepłej twarzy, gdy rozluźniał mięśnie oraz otwierał oczy, ale powietrze dalej wstrzymywał, nie chcąc wyziębić dróg oddechowych.
Powoli zaczął oddychać, by wnętrze przyzwyczaiło mu się do mrozu, co po chwili się stało.
-Widzisz tego rysia. O tam na skraju lasy przed nami. Pamiętasz co mówił nam Arcymag Nurod przed wyruszeniem ,,Strzeżcie się wszelakich zwierząt bowiem mogą to być szpiedzy Mrocznych Mistrzów'' być może to jeden z nich. Mam dziwne przeczucie-rzekł blady mężczyzna do chłopaka mającego pod nogami znikającą kałużę wymiocin, po czym zaczął iść w stronę rysia, zaś gdy tamten uciekł, towarzysz pobiegł za nim.
-Genialnym pomysłem jest biegać Magowi za rysiem, którego można przysmażyć z daleka. Brawo. Pomysł godny powinszowania-powiedział sarkastycznie wysoki, szczupły mężczyzna w czarnym, skórzanym płaszczu ze znakiem Akademii Magii Anrallasill. Miał on długie, srebrne włosy oraz oczy tej samej barwy, budzące grozę w najmężniejszych sercach, zaś zimno emanujące z nich, porażało i przyprawiało o dreszcze. Całości dopełniała biała skóra z niebieskim odcieniem.
Przeraźliwy mróz zdawał się nie przeszkadzać Magowi z niewiadomych nikomu, oprócz jego samego, przyczyn.
-A temu co?-zapytał niski, dobrze zbudowany strażnik z jasnobrązowymi włosami.
-Ruszamy?-zapytał młody Mag z czarnymi lokami przysłaniającymi uszy oraz niebieskimi, szklistymi oczami.
-Ruszajmy już...-powiedziała cicho niewysoka dziewczyna.
-Tak, macie rację, skoro już się znamy i wiemy w którą stroną mamy iść to nic nie stoi na drodze, byśmy poszli. Przeszkodą nie jest również to, że jeden z nas pognał za rysiem, jakby nie miał nic innego do roboty-rzekł sarkastycznie, po czym rozejrzał się i dostrzegł linię gór.
Pierwszy problem związany z kierunkiem marszu był rozwiązany.
-Taak-mruknął, rozglądając się, lecz nie miał ochoty podziwiać piękna okolicy.
-Trafi do nas-powiedział, ruszając w kierunku gór.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 16-11-2007, 14:39   #7
 
Druidzki spokój's Avatar
 
Drużyna ruszyła…powoli z mozołem zostawiając w grubej warstwie śniegu głębokie ślady … i przyzwyczajając źrenice do mocnego białego światła, bijącego z nieba jak i odbijającego się od śniegu. Bez mapy, bez jakiejkolwiek znajomości terenu i z niewielką wiedzą o tym , co może ich tu spotkać. Przemierzali puste białe stepy. Las po ich prawej się już dawno skończył, pasmo gór, które mieli przebyć rosło z minuty na minutę. Minęli stado reniferów w odległości 200 stóp od nich. Zwierzęta patrzyły się dziwnie nie rozpoznając w postaciach żadnych dotychczas znanych im istot, po czym ruszyły całym stadem na wschód. Dotarli do podnóża gór, ziemia przechylała się pod kątem 30 stopni docierając do gołych czarnych skał wystających gdzieniegdzie spod grubej warstwy bieli. Jedyne co pozostawało znaleźć to ścieżka prowadząca bezpiecznie przez to pasmo na drugą stronę, lecz w zasięgu wzroku nie było nic widać. Gdy tak stali zastanawiając się co zrobić, w którą stronę ruszyć, czy kogo wysłać na zwiad, cichaczem wśród świstu wiatru skradała się do nich wataha białych wilków. Nadchodziły z zachodu za nimi ciągnęły się płytkie wgłębienia odciśniętych łap. Przywódca zatrzymał się patrząc swymi szklisto-czarnymi oczami na wędrowców, po czym wydał ciche warknięcie, a sześć wilków z przodu popędziło w ich kierunku.
Strażnik parzący akurat w tą stronę zmrużył oczy, „czy to śnieg tak faluje czy mam omamy” – pomyślał, lecz po chwili z białego tła zaczęły wyłaniać się czarne kropki będące oczami i nosami, a potem całe ogromne, półtora metrowe cielska z żółtymi kłami, z ich otwartych mord leciała para, pierwszy z sześciu rzucił się na strażnika próbując dotrzeć do szyi, pozostałe biegły w kierunku czeladników…




3 godziny wcześniej
Salhem biegł przez las a jedyną jego myślą i największym pragnieniem było złapanie tego rysia, który uciekł w popłochu widząc młodzieńca… i wtedy się potknął, poczuł silny ból wargi i ostre kłucie lodu. Wygięty korzeń świerku tuż za nim wrośnięty w ziemię stał tak jak stał od wieków nikomu nie wadząc aż do teraz. Salhem podniósł się i nie widząc nigdzie zwierzęcia powrócił zrezygnowany z powrotem do grupy.
 
Druidzki spokój jest offline  
Stary 16-11-2007, 17:14   #8
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Raimar szedł za wszystkimi, poruszajac się po śladach pozostałych czlonków grupy, by ułatwić sobiemarszi rzeczywiście nie męczył się aż tak bardzo przedzierając się wśród zasp i głębokiego śniegu.
Mag schował ręce w szerokie rękawyszaty, lecz nie to, byuchronić ja przed mrozem, lecz po to by je czymś zająć.
Światło bijące z nieba raziło nemiłosiernie, odbijając się białego śniegu.
Przeklęte słońce. Niech ktoś zgasi tą pochodnię, a będzie więcej widać-pomyślał ze złością, patrząc przed siebie, lecz nie na śnieg, by nie dostać kurzej ślepoty. Nie patrzył również na najciemniejsze punkty, ponieważ, kiedy wracał wzrokiem do patrzenia na śnieg, wydawał się jeszcze jaśniejszy niż był uprzednio. Było to oczywiście nieprzyjemne złudzenie.
jeszcze mniej przyjemnym było to, iż las zaczynał się przerzedzać i niedługo miał się skończyć, zaś góry powiększały się z minuty na minutę, co również było dobrym znakiem, ponieważ znaczyło to nie mniej, nie więcej niż to, że są naprawdę duże i nie są pagórkami, jalby mogłosie wydawać człowiekowi, z oddali.
Około dwustu stóp od nich stało stado reniferów, przyglądając się nieznajomym osobnikom.
Oby dalej było równie dużo zwierzyny-pomyślał.
Nagle Raimar zauważył, że ziemia zwiększa kąt nachylenia, a po jakimś czasie, gdy dotarli do podnóża gór, pokazała się goła skała.
Niestety pojawił się kolejny problem w postaci braku ścieżki, pozwalającej okrążyć górę i gdy Mag zastanawiał się co zrobić, poczuł, że coś jest nie tak i rozejrzał się dookoła.
Widok atakującej watahy wilków nie był dla niego zaskoczeniem, gdyż pośród śniegów, są dosyć częstym widokiem, lecz i tak cośmu nie pasowało.
Czemu sfora wilków atakuje podróżnych, gdy w pobliżu jest tyle zwierząt?-zastanowił się, lecz postanowił rozpatrzeć to później, gdyż własniejeden z nich nacierał na niego.
Raimar szybko wypowiedział formułkę zaklęcia, przywołującego pajęczą sieć mającą opleść wilka, po czym chciał przywołać kulę lodu, którą chciał trafić w uwięzionego wilka.
Jeżeli nie uda mu się go uwięzić, rzuci kulę klodu, a następnie przywoła kolczaste ręce.
 

Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 18-11-2007 o 14:34.
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 17-11-2007, 20:16   #9
 
Sumar's Avatar
 
- Jestem Surged Gerrsson, jakby któryś się interesował. - powiedział zachłystując się zimnym powietrzem, kiedy byli znowu razem. Gdy już wyruszyli szedł przodem. Mimo potężnej zbroi, przedzieranie się przez zaspy śniegu prawdopodobnie szło mu i tak najłatwiej. Surged Jakoś nie wierzył, aby czeladnicy idący za nim byli jakoś specjalnie szkoleni w celu uzyskania jakieś większej siły fizycznej. On był. Droga nie była specjalnie wygodna, ale trzeba było, to się szło. W końcu doszli do całkiem sporej góry. Właśnie zastanawiali się jakby tu ją obejść, czy coś, gdy strażnika zdziwiło coś, co zobaczył. W pierwszym momencie pomyślał, że to powietrze, czy śnieg faluje. Było zimno, a słońce strasznie dawało po oczach, to trudno było mu cokolwiek dostrzec.
Naturalny instynkt jednak za moment mu się odezwał i powoli jego reće przybierały postawę do dobycia którejś z broni. Robił to bardzo często. W ciągu tych kilku godzin już przybierał taką postawę kilkunastokrotnie. Zawsze uczono go tego, by był wiecznie gotowy szybko sięgnąć po oręż. Im mniej czasu straci się na to, tym większe są szanse, na to że ewentualne niebezpieczeństwo się przeżyje.
Wtem dostrzegł co to naprawdę się dzieje, gdyż falujący śnieg przybrał wyraźniejszy kształt, oraz czarne oczy i nos. Biegły prosto na nich. Nie wyglądały przyjemnie. Surged natychmiast dobył wielkiego dwuręcznego miecza, z zadziwiającą szybkością pomimo sporej wagi owego ostrza, oraz całego ekwipunku, który dzierżył. Pierwszy wilk, czy co to było, rzucił się prosto na strażnika w kierunku jego szyi. Akurat szyja jest to najtrudniejsze miejsce na schowanie pod zbroją jednocześnie dobrym do zadania morderczego ciosu, dlatego też strażnik znał wiele sposobów, by uniknąć takich ciosów. Jednak głównie tyczyło się to ciosów miecza, topora bądź strzał. A nie paskudnych, żółtych kłów.

Mimo to Surged natychmiastowo ugiął lekko kolana i starał sie tłów obrócił w lewą stronę, tym samym biorąc okrężny zamach, by ukatrupić zwierzynę w locie, jeśli ta, z tym czego pragnął strażnik przeleci obok niego, chybiając celu. Jeśli mu się uda, zaatakuje resztę wilków, by chronić swoich towarzyszy.
Jeśli nie i wilk nie chybi, Surged planował upaść na lewy bok (po to też obrócił tłów w lewo, zmieniając ciężar ciała), i kończąc zamach przygwoździć bestię.
 
__________________
Question everything.

Ostatnio edytowane przez Sumar : 17-11-2007 o 20:18.
Sumar jest offline  
Stary 17-11-2007, 21:48   #10
 
Pinn's Avatar
 
Salhelm dość zrezygnowany i upokorzony dołączył szybko to grupy towarzyszy. Wyskoczył za zakrętu, co zaskoczyło pozostałych. Strażnik o mało by go nie zaatakował, trzeba było przyznać, że był przygotowany.

-Salhelm tak zostałem nazwany.-powiedział trzymając ręce w białym skórzanym płaszczu (czeladnik używając prostego zaklęcia zmienił kolor na mniej widoczny w otaczającym zewsząd śniegu)
-Jak ktoś chce wiedzieć to ryś uciekł, ale to zapewne było zwykłe zwierze. Chodźmy!- i zagarnął ręką przed siebie.


Las w którym odbył się niefortunny pościg odszedł dawno temu, słońce odbijało się niemiłosiernie od śnieżnego zwierciadła. Minęli spore stado reniferów, które pewnie widziały pierwszy raz w życiu człowieka. Zwierzęta przypatrzyły się uważnie po czym odbiegły na wschód.

,,Nie, nie mam zamiaru was gonić''- pomyślał z uśmiechem przypominając swoje głupie zachowanie. Choć z drugiej strony ciągle myśl, że nekromanci w tej chwili mogą wysyłać na nich swoich elitarnych zabójców nie dawała spokoju.

Doszli do podnóża gór. Ziemia wznosiła się wyżej. Zastanawiali się o nad tym od której strony wchodzić i innej takie sprawy. Salhelm dojrzał, że strażnik Surged Gerrson przyjmuje postawę bojową. Popatrzył się w kierunku w którym patrzył się mężczyzna. I zrozumiał, co było powodem obaw jego towarzysza. Stado białych wilków wtapiała się w tło, choć ich żółte kły pomagały zlokalizować położenie bestii. Groźba rozszarpania przez wściekłe bestie przeraziła chłopaka jednak szybko zebrał zimną krew i przygotował się na wszystko. Wyciągnął swój miecz z pochwy i ustawił go w pozycji blokującej.
Salhelm rzucił lodową kule, w zbliżającego się do niego wilka. Jeżeli kula nie trafi do celu, czeladnik rzuci kolejną. W razie ataku z wyskoku , mag postara oślepić agresora lodowym dotykiem a następnie splącze go magiczną siecią.
Jeśli zostanie zaatakowany przez więcej przeciwników jedną ręką będzie atakował lodowymi kulami a drugą będzie próbował zranić wilka mieczem. W razie mocnej rany postara się dobić sprawcę, a potem oddali się na bezpieczną odległość i spróbuje ratować się magią leczniczą. Gdy sytuacja będzie tragiczna pomimo rany czy innej sytuacji będzie walczył do końca. Salhelm jeśli sytuacja będzie opanowana postara się wedrzeć do umysłu wilka.
 

Ostatnio edytowane przez Pinn : 20-11-2007 o 15:05.
Pinn jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168