Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-07-2008, 01:33   #191
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 345 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Rozdział dwudziesty pierwszy
W którym Kuba poznaje, czym jest kobiecość, a Alusia nie, bo jest malutka, a na koniec i tak trzeba iść dalej.

[media]http://schlaufox.googlepages.com/DemarczykEwa-Mayksi.mp3[/media]
Pytanie Kuby zawisło w powietrzu. Chwile potem ciekawskie buzie dzieci zgromadziły się nad kwiatkiem. Osłonięty szklanym kloszem pysznił się, rozchyliwszy purpurowe płatki.



- Słuchajcie albo mnie się wydawało albo słyszałem, ja ta róża woła, żeby ją wypuścić. Też to słyszycie?

Faktycznie róża coś mówiła, lecz szklany klosz tłumił dobrze dźwięki. Jaś nachylił się i delikatnie uniósł osłonkę:

- Nie „wypuśćcie”, wołałam „wpuśćcie”! -miała piękny, kobiecy głos. Misia zapamiętała z lekcji muzyki, że taki niski głos u kobiety nazywa się altem. Dzieci nie były zaskoczone, ze róża zaczęła mówić. Mówiły prosiaki, królik, wilk-morderca, nawet robaczki mówiły, więc czemu nie róża? A tymczasem przepiękny kwiat kontynuował swoim pięknym, lecz kapryśnym głosem:

- Wpuśćcie więcej światła, nie zasłaniajcie mi słońca, głuptasy! – a potem melodyjnie westchnęła. – wiem, chłopcy, że jestem piękna, ale to nie powód, by przesłaniać mi słoneczne promienie.

Melodyjnie się roześmiała:

- Dokąd podążacie dzieciaki?

„Dzieciaki” spojrzały po sobie:

- Noooo... – Kuba jako pierwszy się odezwał. Wszak był chyba najstarszy, a przynajmniej tak się zachowywał. Teraz trochę zbaraniał, róża sprawiła, że zaniemówił. Była taka... odległa dla niego, kobieca. On, najdoroślejszy z dzieciaków, nie potrafił wykrztusić niczego sensownego, a może właśnie dlatego, że był dojrzalszy od innych? – Nooo, tak se łazimy....

Ranyyy, jaki blamaż. Kuba poczuł na twarzy gorąco. Kurdem, zaczerwienił się jak uczniak! Róża musiała to zauważyć, bo kokieteryjnie i perliście się zaśmiała. Alusia spojrzała to na różę, to na chłopca. O co tutaj chodzi?

- Prose pani, my chcemy wrócić do nasych mam...

Róża jakby przychyliła płatków ku dziewczynce:

- Zgubiliście się? Dzieci w Lesie? Czasem tu dzieciaki przechodziły, ale nigdy już nie wracały? Może właśnie dlatego, że znalazły swój dom?

Starsze dzieci posmutniały. Podświadomie czuły, dlaczego Róża nigdy więcej nie widziała „tamtych” maluchów. Ale nie Alusia:

- Ooooo, to moze jest właściwa droga?

Jaś odchrząknął nagle, Róża zwróciła swe piękne oblicze w jego stronę.

- Tak, mój drogi?

„Jego drogi” nagle zaczął przestępować z nogi na nogę:

- No bo kolega się pytał o Księcia.

Róża spuściła „głowę”, a z jej płatków potoczyły się krople rosy. Przez chwilę zawisły na krawędzi płatków, opalizując w popołudniowym słońcu, zakołysały się i wreszcie spadły, niknąc w trawie.

- Odszedł, kocha inną. Ja nie jestem jego Różą. Okrył mnie przed zimnem i ruszył w tę stronę, w którą i wy zmierzacie.

- Nie wiem czy Lotus była piękniejsza, ale pewnie szczęśliwsza – wyszeptał Piotruś do Misi.

***



Ruszyli dalej, podążając wygodnym traktem. Po kilku godzinach słonko ziewnęło, aż mu promyki nieco przygasły i zaczęło zniżać się ku horyzontowi, co i raz przymykając oczy. Krajobraz wokół zmieniał się coraz bardziej. Wielki, Okropny Las stał się wspomnieniem, zniknęły gęste mateczniki, spowijająca wszystko mgła. Coraz częściej widzieli łagodne pola porośnięte z rzadka drzewami. Wreszcie zaczął zapadać zmierzch, ale mimo to Staś, czy to dlatego, że miał być może najlepszy wzrok, czy też może przez przypadek dojrzał daleko na horyzoncie wieże i spadziste dachy jakichś budowli, które okalał wysoki, zębaty mur. Miasto! Staroświeckie miasto, jak, nomen omen, z baśni:

- Patrzcie, patrzcie! – krzyknął Staś, a dzieci popatrzały. Trakt ewidentnie prowadził w kierunku owej osady.



Nie było jeszcze zupełnie ciemno, więc jeszcze godzinkę mogli iść. Mimo że nóżki coraz bardziej bolały, świadomość, że być może spotkają ludzi, dodawała im sił. Pewnie każdy zastanawiał się, jakie czeka ich przyjęcie. Czy mieszkańcy będą przyjaźni? A może wszystko potoczy się jak w przypadku Trzech Świnek?



Wreszcie zmęczenie było zbyt wielkie, a i noc zapadła niemal zupełna. Niebo roziskrzyło się tysiącem gwiazd, wzeszedł księżyc, który z marsową miną na pulchnym obliczu zaczął przemierzać nocny nieboskłon. Dzieci weszły na kolejny pagórek. Kilkadziesiąt metrów od nich stał starszy chłopak, a kto wie, może nawet młody mężczyzna. Odziany był w granatową marynarkę, spod której wystawał podniesiony kołnierz staromodnej koszuli. Wokół szyi, choć wieczór był bardzo ciepły, miał luźno zawiązany biały szal. Taki sam jak kiedyś, dawno temu nosili lotnicy. Patrzył tęsknie w niebo i marzył.

 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 29-07-2008 o 01:57.
kitsune jest offline  
Stary 30-07-2008, 22:28   #192
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 61679 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Ta róża była jakaś.. Inna... Widział już wiele kwiatów... Większych... Piękniejszych... Ale w tej róży było coś takiego... A może w tej Róży, a nie róży...

Nie bardzo wiedział, czemu, zamiast normalnie odpowiedzieć na całkiem normalne pytanie wydobył z siebie tylko przeciągłe
- Noooo...

Normalnie zabrakło mu słów, bo następne, co powiedział, chociaż zawierało więcej słów, było mniej więcej tak samo inteligentne.

- Nooo, tak se łazimy....

Poczuł, że się czerwieni. Pewnie dlatego, że jako najstarszy powinien umieć mówić z sensem, a nie wysławiać się na poziomie trzylatka...

Perlisty śmiech różyczki sprawił, że rumieniec na twarzy Kuby pogłębił się. Chłopak miał tylko nadzieję, że zajęte różą dzieci nie zwrócą uwagi na plamę, jaką dał przed chwilą.
Postanowił, że nie odezwie się więcej, choćby nie wiadomo co się stało. Na szczęście ciężar konwersacji został przeniesiony na kogoś innego...

Kuba oderwał oczy od róży. Przez moment miał wrażenie, jakby ktoś zdjął z niego jakiś zły czar, że wraca mu zdolność logicznego myślenia i inteligentnego wypowiadania się. I chociaż stale zdawało mu się, że sam głos róży źle działa na jego zdolność koncentracji, to był w stanie skupić się na treści rozmowy.

To, że czasami jakieś dzieci przechodziły tędy... o niczym to nie świadczyło. Mogły odnaleźć drogę do Babilonu... A mogły trafić na duchowych krewnych Trzech Świnek. Na dwoje, jak powiadali, babka wróżyła.

Żałosny ton, brzmiący w głosie róży mówiącej o Księciu sprawił, że Kuba poczuł się trochę nieswojo. A gdy zobaczył, jak krople rosy, niczym łzy, ściekają po płatkach o mały włos sięgnąłby po chusteczkę i podał różyczce...
Pogłaskałby ją po płatkach, żeby ją pocieszyć, ale miał wrażenie, że róża nie byłaby tym zachwycona. Była taka delikatna... Jeszcze pogniótłby jej płatki...

- Czy możemy ci jakoś pomóc? - spytał niepewnie. Zapomniawszy o tym, ze miał się nie odzywać.

Róża jakby sie zawahała.

- Gdybyś był tak łaskaw... Trzeba mnie podlewać, chronić przed wiatrem - zatrzęsła się, jakby poczuła nagle tchnienie Północny Wichru. - Mógłbyś powiedzieć mi coś miłego, parę komplementów. Okazać trochę serca. I chronić przed zwierzętami... Jestem taka słaba i bezbronna - dodała, usiłując ukryć pod listkami parucentymetrowej długości kolce. - Gdybyś został ze mną jakiś czas...

Widok kolców wyrwał Kubę z transu, w jaki wprawił go słodki głosik róży. Wszystkie perypetie Małego Księcia, do których przyczyniła się taka sama róża, stanęły ma przed oczyma.

- Przykro mi, różyczko, ale najpierw muszę odprowadzić to damy - wskazał Misię i Alusię - do Babilonu. Wiesz coś o tym miejscu? - spytał.

- Nie - powiedziała róża obrażonym głosem i obróciła się do Kuby plecami. W każdym razie tak należało zinterpretować ten gest. - Wszyscy jesteście tacy sami - w głosie róży brzmiała śmiertelna uraza.

- Do zobaczenie, różyczko - powiedział Kuba, ale róża nie raczyła się już do niego odezwać.

***

Spotkanie z różą zdecydowanie zepsuło dobry początkowo nastrój Kuby. Z opuszczoną głową szedł na końcu grupy. Dopiero po jakimś czasie ponownie wysunął się na czoło. I właśnie dlatego jako pierwszy spotkał się z niespodzianką, jaka czekała na nich za zakrętem ścieżki wijącej się przez niski zagajnik.

- Stój - rozległ się niezbyt głośny, ale bardzo wyraźny głosik. Dobiegający gdzieś z dołu. - Zatrzymaj się!

Kuba spojrzał pod nogi. Niedaleko niego, na środku ścieżki, stała malutka mrówka wymachująca kawałkiem czerwonego płatka.

"Mam nadzieję, że to nie z róży" - pomyślał Kuba.

Kawałek dalej wrzała praca. Przez ścieżkę maszerowała długa kawalkada mrówek, przenosząc materiały budowlane z jednej strony ścieżki na drugą.


- Pomóc wam jakoś? - spytał Kuba, niepomny doświadczeń sprzed paru godzin.

Mrówka z rozpaczą chwyciła się za głowę.

- Tylko nie to! - zawołała. - Rano przechodził tędy jeden taki... Też chciał nam pomóc i do teraz musimy uprzątać bałagan. Wy, ludzie - dodała nieco łagodniejszym tonem - nie nadajecie się do takich precyzyjnych prac...

Widać było, że ogromne mrowisko, leżące parę metrów od ścieżki, było zdecydowanie niesymetryczne, jakby ktoś sypnął parę garści igliwia na szczyt...

- To już nie będę się wtrącać - powiedział Kuba. - Ale czy nie zechcielibyście nas przepuścić? - spytał.

Mrówka skinęła głową. Nieco niechętnie, ale zawsze... Podeszła do brzegu ścieżki, wyciągnęła gwizdek i dwa razy zagwizdała. Dźwięk był przenikliwy i aż nieprzyjemny.
Mrówki przechodzące przez ścieżkę przyspieszyły nieco, te, które dopiero dochodziły do ścieżki zatrzymały się. W parę sekund droga była wolna.

Kuba zrobił kilka kroków do przodu, a potem obrócił się.

- Dziękuję bardzo - powiedział.

Mrówka zareagowała nie całkiem tak, jak się spodziewał. Spojrzała na te dzieci, które jeszcze nie zdążyły przejść przez drogę mrówek i zawołała:

- Nie guzdrać się! Szybciej! Tamujecie drogę! Raz, dwa, raz, dwa... Ruchy, kluchy, leniwe!

Kubie niemal opadła szczęka.
Gdy tylko ostatnie z dzieci przekroczyło trasę, po której poruszały się mrówki, kierująca ruchem mrówka podniosła gwizdek do ust. Rozległ się długi gwizd i długi szereg mrówek znów ruszył przez ścieżkę.


***


Uginające się pod ciężarem pięknych owoców drzewo natychmiast przyciągnęło wzrok Kuby.

- Tak ładnie wygląda - powiedział do pozostałych dzieci - że to z pewnością jakaś pułapka.

Gestem dłoni poprosił, by nikt nie szedł za nim i powoli, zachowując ostrożność, ruszył w stronę drzewka.

- Dzień...

Nie dokończył. W ostatniej chwili uchylił się przed lecącym w jego stronę czerwonym jabłkiem.

- Ale ja...

Kolejna jabłko trafiło go w nogę, na szczęście niezbyt mocno, i upadło u jego stóp. Gdy schylił się, by je podnieść, następny owocowy pocisk przemknął nad nim.

- Precz, wstrętne trole - dobiegło go od strony jabłonki, gdy wycofywał się w stronę reszty. - Nie połamiecie mi gałęzi.

- Przecież my nie jesteśmy... - przerwał, gdy kolejnym jabłkiem omal nie oberwał w ramię.

To go nieco zdenerwowało. Ściągnął plecak. Nie zamierzał pozwalać, by byle jabłonka tak go traktowała.

- Może tak jeszcze... - zaczął. I przerwał. Przypomniał sobie skutki rozmowy z Mamą Gąską. - Przepraszam, jabłonko, ale myśmy naprawdę chcieli tylko porozmawiać.

Z trzech jabłek, które równocześnie poleciały w jego stronę, dwa go minęły. Trzecie trafiło w plecak, którym zdołał się zastawić. Podniósł z ziemi jabłko, a potem cofnął się do ścieżki, gdzie stała reszta.

- Może wy spróbujecie - powiedział, rozkładając ręce.

Obejrzał jabłko. Z pewnością było jadalne, bowiem właśnie wyjrzał z niego malutki robaczek i z pretensją w oczach przyglądał się Kubie.


A potem pokazał Kubie język i schował się z powrotem.

Kuba westchnął i odłożył jabłko. Az taki głodny nie był. Poza tym... Miał jeszcze jedno...

***

Na widok miasta, rozciągającego się w oddali Kuba sięgnął po 'Poradnik'. Książka otworzyła się sama i chłopak mógł przeczytać:

"Po wyjściu z Wielkiego, Okropnego Lasu znajdziesz li się pośród Królestw Szachownicowych. Wiele ich, jedne rozległe niczym władztwo Sułtana, inne małe jak znaczek pocztowy. Jedne niebezpieczne, inne tylko groźne, a jeszcze inne krańcowo zagrażające życiu i duszy. Wchodzą do nich tylko naaaaaajbardziej nieodpowiedzialne dzieciaki. Ty spoglądasz na Gród Kraka. Miłą osadę z miłymi mieszkańcami (zazwyczaj), która boryka się z pewnym problemem".

Pod spodem widniała ilustracja. Z odpowiednim podpisem.


Gród Kraka


Kuba zamknął 'Poradnik', pogładził okładkę z pewną czułością i schował książkę do plecaka.
A potem powiedział:
- Przed nami znajduje się miasto zwane Grodem Kraka. Mieszkańcy są zazwyczaj mili, ale teraz mają jakiś problem. Tylko mnie nie pytajcie, jaki...
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 31-07-2008 o 14:41.
Kerm jest offline  
Stary 31-07-2008, 09:55   #193
 
Toho's Avatar
 
Reputacja: 144 Toho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znanyToho wkrótce będzie znany
Jaś ucieszył się, że jednak słyszał dobrze. Co prawda róża nie wołała by ją wypuścić ale by wpuścić nieco światła, ale wołała i to się liczyło. Jaś niewiele interesował się do tej pory kwiatami - owszem znał kilka podstawowych nazw, umiał odróżnić stokrotkę od kaczeńca - nic niezwykłego. Gdy nie wiedział z jakim kwiatem miał do czynienia mówił Co to za petunia? czym doprowadzał swoją mamę zapaloną ogrodniczkę do szału.

Głos róży mimo, że cichy to brzmiał dość wyraźnie. Jasiowi nie wiedzieć czemu skojarzył się z ciotką Anną - wesołą, nieco pulchną kobietką. Poza tym głos róży powodował, że czuł się dziwnie niepewnie. Jaś zdziwiony popatrzył jak na twarz Kuby wypływa soczysty rumieniec, sam również czuł się dziwnie przy róży. Gdy róża zwróciła się do niego per "mój drogi" nogi Jasia odmówiły stania w miejscu, zaczął nimi dreptać niczym trzylatek pragnący siusiu, poczuł, że również oblewa się rumieńcem.
- No bo kolega się pytał o Księcia. odpowiedział w końcu. Mało co nie zaciął się na "no", ale jakoś przebrnął.

Jasia poważnie zaniepokoił fakt, że przechodziły tędy inne dzieci, ale nie wracały. Być może dotarły do Babilonu? A może .... wolał nie myśleć o tym co widział u trzech świnek. A jeżeli dalej jest podobnie? Czuł się podobnie do muchy biegającej po rosiczce - jeden niewłaściwy ruch i koniec.
Słowa róży o księciu sprawiły, że mimowolnie poczuł się nieszczęśliwy i wyjątkowo daleko od domu. Na koniec tuż przed odejściem wszystkich dzieci Jaś sprawdził czy klosz pod którym stała róża jest dobrze ułożony i czy nie ma wokół niej jakichś złośliwych chwastów. Znalazł jednego małego mlecza - wyrwał go bezlitośnie.

Droga dzieci biegła dalej poprzez niski zagajnik. Jaś wziął deskę pod pachę i szedł piechotą. Nie to, że był zmęczony, wolał iść spokojnie i pomyśleć. Nagle na jednym z krzaków, na wysokości jego twarzy, zauważył całkiem sporą osę. Rozpoznał owada po żółto-czarnych paskach.


Jaś czuł spory szacunek do tych owadów, od czasu, gdy kilka z nich mocno go pożądliło. Osa z wściekłym brzęczeniem podniosła się z gałęzi i podleciała Jasiowi przed twarz. Ku zdziwieniu Jasia owad nucił pod nosem:

Bzyk, bzyk, bzyk,
leć i brzęcz,
bzyk, bzyk, bzyk,
wroga dręcz!
Bzyk, bzyk, bzyk,
śmiało w bój!
Bzyk, bzyk, bzyk,
leć i kłuj!


Z bliska Jaś dostrzegł, że osa ma w łapkach małą włócznię. Podleciała całkiem blisko i wycelowała oręż w nos Jasia, mówiąc ostrym, brzękliwym tonem:
- Hasło!
- Eeeee, przepraszam ja nie zzzznam. Mo mo mogę przejść? Jaś zaczął się jąkać i dodatkowo spocił się na wspomnienie bolesnych użądleń
- Hasło! Bez hasła przelotu nie ma! Każda osa, pszczoła, szerszeń, czy bąk musi podać hasło. Hasło! Albo żądlę!
- Ale ale ale, ja nie jestem owadem tylko dzieckiem, a hasła nie znam. No chyba, że hasłem jest Puchatek! Jasiowi przypomniał się miś o bardzo małym rozumku.
Osa podleciała jeszcze bliżej i co dziwniejsze zdawała się mrużyć swoje oczy.
- Możesz przejść. A niech tylko się dowiem, że to wy wyjadacie miód, niszczycie ule, czy dręczycie owady - wówczas bez litości! owad groźnie machnął włócznią i nucąc "bzyk, bzyk, bzyk..." odleciał w las.

Wreszcie po dłuższej wędrówce Staś zawołał, że w oddali widać miasto. Chwilę później i Jaś je zobaczył. Wydawało mu się dziwnie znajome, ale sam nie umiał określić dlaczego. Dopiero, kiedy Kuba otworzył swój poradnik ii powiedział wszystkim, że to gród Kraka, w którym mieszkańcy są zazwyczaj mili, ale teraz mają pewien problem, Jaś zrozumiał skąd zna to miasto. Podszedł bliżej Kuby i powiedział dość cicho
- Myślę, że wiem, jaki to problem dręczy mieszkańców grodu... odchrząknął, nie tyle z rutyny, co ze strachu który zaczął ściskać jego gardło
- W zwykłej bajce gród króla Kraka miał problem ze smokiem, nie inaczej. Smoka nazywano wawelskim. Nie chcę być pesymistą, ale przy smoku wielki zły wilk to betka... Co gorsza smok wawelski zjadał dziewice, jeżeli tam Jaś machnął ręką w stronę zamku jest smok, to być może zjada dzieci! Róża mówiła, że wiele ich szło w tą stronę, żadne nie wracało.... Jaś po przeprawie ze świnkami nadal był nad wyraz ostrożny i wolał na zimne dmuchać.

Przez pewien czas szli dalej, aż nastała noc. Kilkadziesiąt metrów dalej stał jakiś młody mężczyzna. Jego wygląd Jasiowi skojarzył się z pilotem z I Wojny Światowej. Nie wiedzieć ten dziwny gość stał zapatrzony, gdzieś w dal ...
- Może warto zagadać go o miasto? Albo i o szklaną górę czy Babilon zwrócił się Jaś do Kuby
- Myślę, że lepiej poczekać do rana z wejściem do miasta... dodał, gdy zauważył wzrok Kuby wodzący między miastem, a nieznajomym.
 
__________________
In vino veritas, in aqua vitae - sanitas
Toho jest offline  
Stary 31-07-2008, 11:53   #194
Adr
Dział historyczny
 
Adr's Avatar
 
Reputacja: 14224 Adr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputację
Piotruś Czarny

Piotrek przysłuchiwał się rozmowie innych dzieci z różą. Kwiat była pewny siebie i trochę zarozumiały. Śmiało rozmawiała z Kubą i Jasiem doprowadzając ich do irytacji i zawstydzenia. Piotrek odwrócił wzrok od Róży, która znalazła się w centrum uwagi wszystkich dzieci.

Nieopodal miejsca gdzie spotkali Różę Piotrek zauważył drzewo, które znacznie różniło się od wszechobecnych dębów, olch i sosen. Była to jabłoń obsypana owocami tak gęsto, że gałęzie uginały się pod ciężarem owoców. Drzewo z trudnością trzymało się w pionie przypomina wycieńczoną staruszkę niosącą na garbatych plecach nadmiernie ciężki kosz. Ten kłopotliwy urodzaj i nieznośny nadmiar nie służył dobrze jabłoni. Kilka gałęzi poddało się i pękło. Teraz wisiały złamane i uschnięte jak żałosny kikut z szarzejącymi liśćmi.

„Drzewo cierpi to pewne. Jest w tym drzewie dziwny smutek.” – pomyślał Piotrek i podszedł bliżej drzewa. Pień drzewa był bardzo dziwny, czerń i biel splatały się jak noc i dzień lub jak mrok i światło.

Chłopiec postanowił zdjęć ciężar z jabłoni i zaczął wspinać się na drzewo. Po czym zaczął potrząsać gałęziami drzewa. Owoce sypały się gęsto jak krople deszczu w czasie ulewy, a może jeszcze bardziej przypominały łzy smutnego drzewa. Kiedy spora część owoców leżała na ziemi gałęzie odzyskały naturalną sprężystość. Między gałęziami zrobiło się luźniej dzięki czemu Piotrek dostrzegł w czubku drzewa trzy dziwne jabłka, które wyglądały na szczególnie apetyczne sztuki. Postanowił wspiąć się wyżej i sięgnąć po smakowite owoce. Napiął małe mięśnie i wreszcie czubkami palców dotknął dorodnych jabłek. Mając w ręku zdobycz zeskoczył na ziemię. Z zadowoleniem i dumą zerknął na trzy jabłka.

„ Tylko jak podzielić te trzy jabłka na całą grupę. Jedno dla Misi, jedno dla mnie, a trzecie może dla Owieczki. Ale nie wiem nawet czy owieczki jadają jabłka. Muszę zapytać.” – myślał Piotruś w drodze powrotnej do miejsca gdzie rosła róża.

- Proszę to dla Ciebie – wyciągnął rękę z jednym jabłkiem w stronę Moniki – a to dla Twojej Owieczki. Ale nie wiem nawet czy Owieczka lubi jabłka? – zapytał dziewczynkę.

Czekając co odpowie mu dziewczynka postanowił spróbować swoje trzecie jabłko. I gdy tylko przełknął pierwszy kęs jabłka jego usta otwarły się i chłopiec mimowolnie wypowiedział dziwne słowa:

Rosa que prado, encarnada,
te ostentas presuntuosa
de grana y carmin benada
campa lozana y gustosa;
pero no, que siendo hermosa
tambien seras desdichada.*


* Różo wezwana do życia
Na łące wznosisz swą szyję
Szkarłatem, pąsem rozkwitasz,
Powabu dumnie nie kryjesz
Lecz chociaż blask twój w oczy bije
Zły los na ciebie też czyha.

CDN...
 

Ostatnio edytowane przez Adr : 05-08-2008 o 01:06.
Adr jest offline  
Stary 02-08-2008, 18:54   #195
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 1662 Milly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłość
Misia podeszła do kwestii Róży dużo bardziej naukowo, niż reszta dzieci. Podczas gdy inni rozmawiali z damą, jąkali się i czerwienili, dziewczynka kucnęła przy niej i przyglądała się uważnie. Po chwili pojawiła się Owieczka (która bardzo upodobała sobie towarzystwo Alusiowego Kotecka i bardziej niż na rączkach właścicielki wolała hasać i bawić się z niewidzialnym zwierzaczkiem) i zaczęła obwąchiwać Różę. Gdy wyciągnęła swój mały, pluszowy języczek w stronę apetycznie wyglądających listków, Misia ledwo zdołała ją odciągnąć! Na szczęście Róża była wtedy zajęta rozmową z chłopcami i stała odwrócona „plecami”, więc nic nie zauważyła. Dziewczynka pogroziła paluszkiem Owieczce i szepnęła jej do uszka, że ta roślinka nie jest do jedzenia, że to prawdziwa dama i trzeba się do niej odnosić z szacunkiem. Owieczka odeszła urażona.


W chwili przerwy w rozmowie Monika postanowiła, że musi się wykazać i opowiedzieć innym co wie na temat tych pięknych kwiatów.


- Kiedyś, jak chodziłam do szkoły, robiliśmy wystawę z okazji pierwszego dnia wiosny i ja przygotowałam cały referat na temat róż. Wiecie, że nauka o różach nazywa się rodologia? A ogrody wypełnione samymi różami, to rosaria, bo po łacinie jej nazwa to rosa. A wiecie, że róże pojawiły się na ziemi czterdzieści milionów lat temu! To strasznie dawno. Pochodzą głównie z Azji, a ludzie hodowali je już w Sumerze, a to też bardzo dawno temu. I na pewno nie wiecie, że jest ich aż dwieście gatunków i niektóre nawet nie wyglądają jak róże! Widziałam zdjęcia w atlasie. Róże mają bardzo wiele zastosowań, czasami leczą, a czasami można je nawet jeść. Mówi się, że róże to królowe ogrodów. Szkoda, że nie masz tu swojego ogrodu. – powiedziała już bezpośrednio do Róży. - Mogłabyś mieć poddanych i być dla nich prawdziwą królową. Na pewno byłabyś szczęśliwsza i podobałoby ci się to. Wiesz co? Jeśli znajdziemy po drodze jakieś kwiaty i będziemy mieć trochę czasu, może uda nam się je tu przesadzić. Byłby to początek twojego królestwa.


Na zakończenie wizyty u Róży, gdy dzieci już zaczęły się oddalać, Misia nie mogła zapomnieć smutnej miny kwiatowej damy i tego, co mówiła o Małym Księciu. Zawróciła jeszcze na chwilę i przyklęknęła przed Różą:


- Nie bądź smutna. Zdradzę ci sekret. Mały Książę nie kocha żadnej innej Róży prócz ciebie. Bardzo za tobą tęskni. Kiedy był w ogrodzie i spotkał inne róże, zrozumiał, że tylko ty jesteś tą jedyną, najwspanialszą, najpiękniejszą i w ogóle naj! Naprawdę. Wiem o tym, chyba każde dziecko o tym wie. Ty i Mały Książę jesteście bardzo sławni w naszym świecie. Jest o was książka nawet! I film! Wszyscy was kochają. Więc nie smuć się już. Mały Książę jest ci wierny.


- Pa pa! - krzyknęła jeszcze w biegu, odwracając się i machając do Róży. Po chwili dogoniła przyjaciół.


***




Podczas drogi Misia zauważyła, że Owieczka chętniej przebywa w towarzystwie Koteczka, niż z nią. Gdy dziewczynka ją wołała, ta wesoło skakała, chyba razem z niewidzialnym przyjacielem. Jednak nie chciała przyjść. Gdy Misia próbowała ją złapać, uciekała i meczała, a raz pokazała jej język. Od kiedy to Owieczka zrobiła się taka niegrzeczna i tak bardzo zaczęła hasać? Chyba wtedy, gdy poszła poszukać Kotecka, zrobiła się bardziej ruchliwa i odważna. Może to wpływ Alusiowego zwierzątka?


Jednak Owieczka wyglądała nie na niegrzeczną, ale na obrażoną. Nie dała się ułagodzić. Patrzyła z wyrzutem w stronę Misi. Dopiero po chwili dziewczynka zorientowała się o co chodzi. Zaniedbała swoją najlepszą przyjaciółkę! Owieczce wydawało się, że Monika znalazła sobie innego przyjaciela i już jej nie kocha. Misia przeprosiła Piotrusia, z którym cały czas szła i pobiegła za Owieczką. Zaczęła z nią rozmawiać i choć pluszak tylko na nią patrzał, czasem wydając z siebie cichutkie „meee”, to wydawało się, że dziewczynka doskonale ją rozumie.


- Przepraszam, nie wiedziałam, że jest ci smutno. – powiedziała. - Dlaczego nic nie powiedziałaś? Przecież wiesz, że nigdy bym cię nie zostawiła.


- Och, Piotruś jest też moim przyjacielem, ale innym niż ty. Ty jesteś wyjątkowa. Jak ta Róża. Możemy być przecież przyjaciółmi w trójkę, prawda? Chociaż Piotrek jest chłopcem, potrafi opowiadać wspaniałe bajki i dobrze mnie rozumie. Polubisz go na pewno.


- Przestań się już gniewać, Owieczko! - Misia skorzystała z okazji drobnej nieuwagi Owieczki i porwała ją na rączki, mocno tuląc – Ja i tak nie przestanę cię kochać. I bardzo jestem dumna, że już się nie boisz i tak pięknie sobie brykasz. Zawsze wiedziałam, że kiedyś się przekonasz, że potrafisz biegać jak prawdziwe owieczki!


Monisia i Owieczka pogodziły się wreszcie i przez resztę drogi pluszowa maskotka biegała pomiędzy Alusią, Koteckiem i Misią. Oczywiście dopóki się nie zmęczyła. Wtedy chętnie wskoczyła w ramiona swojej pani i przytuliła się mocno. Było tak, jak powinno być.


Gdy to Misia się zmęczyła, a przed nimi wciąż piętrzyła się trudna droga, dziewczynka chętnie korzystała z pomocy Piotrusia. Szli ramię w ramię. Dopiero wtedy Monika zdała sobie sprawę z tego, że nie może się już doczekać wieczora, kiedy wszyscy położą się już spać. Nie mogła się doczekać wieczora z Piotrkiem.


- Czy dzisiaj też opowiesz mi bajkę? - zapytała chłopca. - Wczorajsza bardzo mi się podobała i miałam dzięki niej piękne sny. Ale dzisiaj musiałabym cię poprosić, żebyś opowiedział tak, żeby i Owieczka słyszała. Dobrze? - dziewczynka wpatrywała się w Piotrusia z nadzieją i niemal uwielbieniem.


***


- Przed nami znajduje się miasto zwane Grodem Kraka. Mieszkańcy są zazwyczaj mili, ale teraz mają jakiś problem. Tylko mnie nie pytajcie, jaki... - powiedział Kuba.


- Myślę, że wiem, jaki to problem dręczy mieszkańców grodu... - powiedział Jaś. - W zwykłej bajce gród króla Kraka miał problem ze smokiem, nie inaczej. Smoka nazywano wawelskim. Nie chcę być pesymistą, ale przy smoku wielki zły wilk to betka... Co gorsza smok wawelski zjadał dziewice, jeżeli - tam Jaś machnął ręką w stronę zamku - jest smok, to być może zjada dzieci! Róża mówiła, że wiele ich szło w tą stronę, żadne nie wracało....


- Ale chyba nie mamy wyjścia, musimy iść. - wtrąciła się Monika. - Być może okaże się coś zupełnie innego. Nie dowiemy się dopóki tam nie pójdziemy.


Tak czy inaczej, dzieci ruszyły dalej, gdy nagle na ich drodze pojawił się jakiś rozmarzony, starszy chłopak. Misia trochę się na początku wystraszyła i schowała za plecami Piotrka, ale gdy okazało się, że nie wygląda groźnie, a na dodatek jest do kogoś podobny (ale Misia nie wiedziała jeszcze do kogo), wyszła zza pleców przyjaciela.


- Może warto zagadać go o miasto? Albo i o szklaną górę czy Babilon? - zwrócił się Jaś do Kuby.


- I od razu o jedzenie... - wtrąciła się znowu dziewczynka, chwytając się za bardzo głośno burczący brzuszek – Ciastka już dawno się skończyły, a ta miła pani chyba naprawdę się obraziła. Może ten chłopak ją zna?
 

Ostatnio edytowane przez Milly : 02-08-2008 o 21:15.
Milly jest offline  
Stary 03-08-2008, 16:43   #196
 
Diriad's Avatar
 
Reputacja: 52 Diriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodzeDiriad jest na bardzo dobrej drodze
* * *
Od spotkania z Mamą Gąską, Staś zaczął się czuć w Ponurych Krainach prawie jak na wycieczce. No, bardzo długiej wycieczce - takiej, o której śmiało można powiedzieć "Wędrówka". Pozytywnie nastrajało go towarzystwo innych dzieci, a także poprawiająca się pogoda i fakt zostawiania powoli gęstego lasu za sobą. Idąc, podśpiewywał sobie i pogwizdywał piosenki śpiewane zwykle przy ognisku. Starał się zabawiać rozmową tych, którzy zdawali się mieć gorszy humor.

I w ten sposób doszedł ze wszystkimi na pagórek, gdzie stała samotna róża pod szklanym kloszem.

Mimo, że czytał Małego Księcia, jego pierwsze skojarzenie poszło w zupełnie inną stronę...



Szedł jednak ostatni, więc nie zdążył nikomu o tym powiedzieć, zanim Kuba nie uniósł klosza.

Staś wzdrygnął się...

Cytat:
... i już widział, co się dzieje. Gdy tylko Kuba wymówił pierwsze słowa, za krzakami rozległ się przeraźliwy ryk. Nikt jeszcze nie zdążył nawet obrócić się w kierunku, z którego dochodził hałas, a już wielkimi susami polanę przemierzał Bestia. Gdzie była Piękna - nie było czasu się zastanawiać. W końcu to Ponure Krainy - może po prostu tak jak jej siostry nie zgodziła się zamieszkać z Bestią? O ile ojciec w ogóle zdążył to zaproponować...
Tak czy siak, wściekły potwór zbliżał się nieubłaganie do klęczącego na środku polany Kuby.
Trzeba jednak zauważyć, że wyobraźnia chłopca nie była jeszcze tak wybujała pod kątem rozrywania na strzępy, bądź innego typu masakrowania ciał dziecięcych etc, jak mogłaby być biorąc pod uwagę fakt przebywania w Ponurych Krainach. Dlatego też...

Cytat:
W tym momencie Staś rzucił się w stronę przyjaciela. Tuż przed tym, jak Bestia zakłapnął na nim wielką paszczę, Rudzielec odepchnął go tak mocno, że obaj chłopcy potoczyli się kilka metrów dalej. Staś wrócił zaraz do róży i drżąc nakrył ją kloszem.
Bestia popatrzył groźnie po dzieciach, ryknął przeraźliwie i pobiegł w las...
Chłopiec wzdrygnął się kolejny raz. No, tak. Z pewnością to wszystko byłoby bardzo rycerskie, ale... Na szczęście niepotrzebne.
Przez następne kilka godzin jednak, Staś nie potrafił myśleć o niczym innym.

* * *

-Patrzcie, patrzcie!

Miasto! Tam było miasto! Takie starożytne! Czy raczej średniowieczne...

"Co za różnica?" - powiedziałby sobie w myślach chłopiec.

A mimo, że różnica to spora, nie przyćmiewało to faktu, że było to miasto.
A miasto oznaczało wielu ludzi.
A wielu ludzi oznaczało przynajmniej trochę dobrych ludzi.
A dobrzy ludzie oznaczali ciepłe przyjęcie.
A ciepłe przyjęcie oznaczało pachnącą kolację i miękkie łóżko.
A to... To mówiło samo za siebie.

Kuba streścił to, co wyczytał w Poradniku. Zaraz też Jaś wysnuł przypuszczenia, z którymi zresztą nie można było się nie zgodzić znając legendę o Smoku Wawelskim, a Misia wyraziła swoją opinię.

- Chyba Jaś ma rację... Tutaj bajki są poprzekręcane, ale dotychczas bohaterowie zawsze zostawali ci sami. No, chyba, że tym razem to Smok jest tym dobrym, a Krak czarnym charakterem. - powiedział Staś żartując na końcu. - A w takich miastach podobno i tak na noc zamykano bramy... No i nie jesteśmy wcale tak blisko - godzinkę chyba jeszcze nam zajmie droga.

Zaraz jednak pojawiła się propozycja zagadnięcia kogoś, kto stał obok - Rudzielec dopiero teraz go zauważył. Czyżby to był... Już-Nie-Tak-Mały Książę? Zgadzał się, że należy z nim porozmawiać, dlatego nie czekając na nikogo podbiegł do niego i zagadnął:

- Dzień dobry! To znaczy, dobry wieczór już teraz... - zacukał się na chwilę. - Czy ty jesteś Mał... Jesteś Księciem? Bo widzisz, my nie jesteśmy stąd i chcielibyśmy wrócić do domu...
Westchnął i pożałował, że wybiegł sam na przód i nie zostawił rozmowy komu innemu. Ale jak się coś zacznie, należy brnąć dalej.
- Ech... Po prostu nie bardzo mamy co z sobą zrobić, jesteśmy zmęczeni i trochę głodni... Może mógłbyś nam jakoś pomóc? Powiedzieć, gdzie możemy dostać coś do zjedzenia, albo przenocować... Albo jak się dostać do Babilonu - bo tam idziemy.
Jeszcze raz westchnął głęboko i dopowiedział zrezygnowany:
- Jestem Staś...
 
__________________
Et tant pis si on me dit que c'est de la folie - a partir d'aujourd'hui, je veux une autre vie!
Et tant pis si on me dit que c'est une hérésie - pour moi, la vraie vie, c'est celle que l'on choisit!
Diriad jest offline  
Stary 03-08-2008, 16:58   #197
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 23062 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Alcia poczuła się nieco zagubiona. Inne dzieci szybciej niż ona zrozumiały sytuację róży, podjęły decyzje, wobec których mogła tylko się podporządkować. Wiedziała, że nie powinni stać w miejscu, ale chciała czasem by ktoś wytłumaczył jej, co dzieje się w tym dziwnym świecie, który ją otaczał. Jedynym pocieszeniem był dotyk ciepłej, puszystej sierści Koteczka, a także... dotyk miłej wełenki. Od pewnego czasu bowiem Owieczka Misi nie odstępowała jej i Koteczka na krok, brykając radośnie z niewidzialnym przyjacielem dziewczynki.

Widząc zabawy dwóch zwierzaków, buzia Ali wręcz promieniała, a problemy szybko ulotniły się z jej główki, gdy do trójki urwisów dołączyła poważna zazwyczaj Monika.

Ala szła więc dalej dzielnie, rozmawiając przy tym innymi dziećmi. O czym paplała? Trudno sprecyzować, wszak jako dziewczynka szczera i otwarta, mówiła po prostu o wszystkim, co przyszło jej do głowy. O śpiewie ptaszków, o złym królu, o Koteczku, o niedobrym szpinaku, o swoich rodzicach, o słoneczku... jedynie unikała tematu swoich snów, choć te cały czas krążyły po jej blond główce.

Czas mijał, a Alusia zaczęła odczuwać zmęczenie. Gdy już miała poprosić Michasia, aby ten znów wziął ją na wózek, hen, hen daleko na linii horyzontu dzieci dostrzegły miasto. Śliczne, otoczone murami wydawało się dziewczynce tak ogromnym, że mogło stanowić ów Babilon, do którego podążali. To dodało jej sił, które pozwoliły jej przejść cała trasę na własnych nóżkach, nawet, kiedy Kuba rozwiał jej przypuszczenia, nazywając mieścinę grodem Kraka.
Kimkolwiek jednak ów Krak nie był, to na pewno w takim dużym skupisku ludzi było dużo sklepów, a skoro było dużo sklepów, to musiały być wśród nich kramiki ze słodyczami.

Marząc o słodkich krówkach i czekoladzie z truskawkami, Alcia ledwo słuchała rozmów innych dzieci. Dopiero słowa Misi o smoku zwróciły jej uwagę.

- E tam, zły. Pewnie jest po prostu smutny, albo zaklęty, jak pan Wilk. Kotecku... – blondyneczka spojrzała poważnie na swojego przyjaciela, który od razu popatrzył na nią swymi pionowymi źrenicami – Musimy zrobić, żeby pan smok był scenśliwy, a nie zły. W imieniu księzyca!

- Miaaaau!


Rozkładając rączki, jakby leciała, Ala pomknęła przed siebie z zapałem. Niestety, nawet wtedy miasto nie bardzo się przybliżyło. Wyglądało na to, że tego dnia dzieci nie zdążą wejść za bramy i będą musiały nocować pod gołym niebem. Noc była ciepła, więc ta perspektywa nie martwiła przesadnie Alicji, natomiast myśl o dłuższym oczekiwaniu na karmelki, zdawała się nieznośna!

- Ja chcę krówkę... gdzieś tu musi być jakiś sklepik... – marudziła dziewczynka przechadzając się po okolicy, w której mieli spać.

Kiedy tak szła przed siebie, podobnie jak inne dzieci, dziewczynka dostrzegła młodego mężczyznę o smutnych oczach. Cała jego fizjonomia nie pasowała jednak do sprzedawcy słodyczy, wobec czego Alcia uznała, że muszą jechać na tym samym wózku. Podeszła powoli do obcego i dygnęła przed nim, podobnie jak przed chwila uczynił to Staś. Dziewczynka jednak nie czuła żadnego skrępowania, bowiem twarz młodzieńca budziła w niej sympatię.

- Dzień... Dobry wiecór! Jestem Ala, mam siedem lat. – przedstawiła się, jak uczyła ją mama – Cemu jest pan smutny? Skońcyły się panu cukierki?
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...

Ostatnio edytowane przez Mira : 03-08-2008 o 17:01.
Mira jest offline  
Stary 08-08-2008, 00:29   #198
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 345 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Rozdział dwudziesty drugi
W którym dzieci spotykają Mał... nooo, Już-Nie-Tak-Małego-Księcia.

Róża odprowadzała wzrokiem dzieci. Grube szkło klosz dziwnie deformowało sylwetki maluchów, czyniąc je na przemian grubymi i chudymi. Róża zafalowała płatkami, co z pewnością w jej przypadku oznaczało niezwykle głębokie westchnienie:

- Książę jest wierny, ale swojej Róży. Ja nią nie jestem niestety. – I zwiesiła kielich tak nisko, że niemal trąciła pręcikami źdźbła trawy. Po płatkach popłynęła zapomniana kropla rosy, zawisła na krawędzi i spadła, wtapiając się w spragnioną wilgoci ziemię.

A dzieciaki, bez większych przygód pomaszerowały wzdłuż traktu. No oczywiście nie licząc drobnych zatargów Kuby z mrówkami i jabłonką czy Jasia z ŻądlOsą. Zmierzch zapadł nad podziw szybko, a zmęczenie wreszcie dało znać o sobie. Cel mieli tuż, tuż. O ile celem było to wielkie, imponujące miasto o strzelistych wieżycach i wysokich murach.

Poradnik nie kłamał, przynajmniej dotychczas. Co najwyżej jasno i wyraźnie stwierdzał: „Kubo, ja tego nie wiem, więc czynisz to na własną odpowiedzialność”. Tym razem jednak jasno stwierdził, że ludzie są mili, ino jakiś problem ich trapi. Jeśli to Gród Kraka z legendy, to Jaś musi mieć rację. Smok. To słowo dzieciom nie kojarzyło się raczej pozytywnie. No tak, smok Tabaluga z durnej bajki animowanej, która w niczym nie przypomina prawdziwych baśni. A w prawdziwych baśniach smoki to raczej dobre nie są. Mało tego, Misia pamiętała, że jest coś takiego jak eposy i mity, i że w mitach takich noooo.... chyba mówią na nie północne, to smoki już w ogóle są bardzo złe, na żartach się nie znają, za to z natury są nienażarte.

Misia poczęstowała Owieczkę otrzymanym od Piotrusia jabłuszkiem. Pluszowe zwierzątko nieufnie poniuchało owoc, a potem zaczęło z apetytem pałaszować, aż kropelki soku tryskały wokół. Spoglądało przy tym wyniośle na Misię i Piotrusia, jakby mówiło: „Owszem, lubię jabłuszka, ale nadal jestem obrażona”. Niewiele było jednak w tym prawdy, skoro jabłuszko w kilka chwil zmieniło się w naprawdę rachityczny ogryzek, a futrzak (a raczej wełniak) wtulił się pod rączkę swojej pani i zasnął snem niewinnej trzody.

***

Mężczyzna, który wydawał się być postarzoną wersją Małego Księcia, jakby ich nie zauważał. Zadarłszy wysoko głowę z utęsknieniem wypatrywał czegoś. Wreszcie Staś nie wytrzymał:

- Dzień dobry! To znaczy, dobry wieczór już teraz... Czy ty jesteś Mał... Jesteś Księciem? Bo widzisz, my nie jesteśmy stąd i chcielibyśmy wrócić do domu...

Mężczyzna nie zareagował, a może nie usłyszał, bo faktycznie Staś z wrodzonej nieśmiałości mówił dość cicho. Chłopiec dodał więc nieco głośniej:

- Ech... Po prostu nie bardzo mamy co z sobą zrobić, jesteśmy zmęczeni i trochę głodni... Może mógłbyś nam jakoś pomóc? Powiedzieć, gdzie możemy dostać coś do zjedzenia, albo przenocować... Albo jak się dostać do Babilonu - bo tam idziemy. Jestem Staś...

Mężczyzna jakby zbudził się z głębokiego snu, obrócił głowę, pochylił się, spojrzał na kajtka i uśmiechnął się delikatnie. Otworzył usta, widać już miał coś rzec, gdy Alcia wyskoczyła, niczym trzecia świnka z domku:

- Dzień... Dobry wiecór! Jestem Ala, mam siedem lat. Cemu jest pan smutny? Skońcyły się panu cukierki?

Książę zszedł niżej, podszedł do dzieci i kucnął, by mieć ich twarze na wysokości swojej.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 08-08-2008, 20:54   #199
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 61679 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Smok...

Nie da się ukryć, że Jaś mógł mieć rację. Ba... Było to nawet prawie pewne i Kuba sam się sobie dziwił, że nie pomyślał o tym wcześniej.

Smoka wawelskiego widział już w paru wersjach... Ziejącego ogniem przed Smoczą Jamą, w "Porwaniu Baltazara Gąbki", w paru książkach.
W większości przypadków smok był bardzo mało sympatyczny i myśl o spotkaniu się z nim nie wywoływała w Kubie nawet odrobiny entuzjazmu.

Z podobnym brakiem entuzjazmu spotkała się myśl o ewentualnej inwazji Deszczowców, bo i z tym zmagał się kiedyś Książę Krak i jego poddani.

Osobiście to Kuba by wolał, żeby Jaś i prawda w tym wypadku znaleźli się bardzo daleko od siebie, szczególnie jeśli od ostatniej "dostawy" dzieci minęło dość dużo czasu. Bo to by oznaczało, że smok jest głodny i zły, a mieszkańcy - zdesperowani.

Ziejący ogniem i zajadający się dziewicami smok świetnie się prezentował w bajkach, natomiast spotkanie z taką bestią oko w oko dobre było jedynie w cRPG-ach, gdzie w razie utraty życia można było wczytać ostatni save.

Kuba nie bardzo sobie wyobrażał, w jaki sposób mieliby zmierzyć się z taką bestią... To nie była Warszawa i bazyliszek, żeby mu pokazać lusterko. Nie ta bajka...
Na dzielnego syna króla Kraka żaden z nich nie wyglądał. Na rycerza też nie. I gdyby tak ruszyli na smoka, to ten pewnie śmiałby się do łez. Pękniecie ze śmiechu było jednak bardzo mało prawdopodobne.

Trudno było sobie wyobrazić, by zdołali powtórzyć numer ze Złym Wilkiem. Smoki, jak dobrze pamiętał, były dużo większe od Wilków, nawet bardzo Złych. Może Alusia zdołałaby zamienić worek siarki w niezbyt szlachetnie pachnącego baranka, ale smok pewnie nie nabrałby się na faszerowaną trucizną podróbkę.

Mieli co prawda w drużynie owieczkę, ale Misia prędzej by wydrapała pomysłodawcy oczy, niż pozwoliła na spotkanie swego wełniaczka z taką straszliwą bestią. A Kuba wcale by się temu nie dziwił.

Z dość ponurych rozmyślań wyrwały go słowa Stasia.

- Z pewnością masz rację. Do żadnego otoczonego murami miasta nie wpuszczą nikogo po zmroku. Czyli po zamknięciu bram. Będziemy musieli poczekać do świtu... - skomentował słowa kolegi.

- Ale - tym razem nawiązał do tego, co powiedziała Misia - może lepiej by było, gdyby tak wysłać kogoś na zwiady... Kogoś, kogo trudno dostrzec...
Czego chyba nie dosłyszała adresatka, której myśli i język zajęte były "nawracaniem" smoka.

Gdy szli, niezbyt już się spiesząc, w stronę miasta, Kubie dźwięczały w uszach słowa Alusi. Był pewien, że dziewczynka nie ma racji.

"Co ona sobie wyobraża? Że odczaruje smoka? Może buzi, jak w bajce, a smok zamieni się w królewicza? Parę łez i ze złego smoka zrobi się dobry?"

Na wszelki wypadek postanowił pilnować Alusi, żeby ta nie zrealizowała czasem jakiegoś szalonego pomysłu...

***

Bez wątpienia zadumany młodzian, który był być może Nieco-Starszym-Księciem, znajdował się bliżej nich, niż Gród Kraka. I zapewne stanowiłby świetne źródło informacji. Gdyby, rzecz jasna, był wcześniej w mieście i mimo widocznej obojętności na bodźce zewnętrzne zdołał się czegokolwiek dowiedzieć.

"Może jest głuchy" - pomyślał przez moment, gdy Być-Może-Mały-Książę-Teraz-Już-Starszy nie zareagował na pytania. Ale w końcu słowa Stasia dotarły do uszu wpatrującego się w niebo miłośnika białych szalików.
Gdy nieznajomy podszedł do nich i przykucnął, by nie patrzeć na wszystkich z góry, Kuba uchylił czapkę.

- Dobry wieczór - powiedział. - Jestem Kuba.

W tym wypadku nie okazał się oryginalny. Ale w końcu na ile sposobów można się przedstawiać.
Postanowił o nic nie pytać. W końcu każdy, nawet Być-Może-Książę, może się zdenerwować, zalany powodzią pytań.
 
Kerm jest offline  
Stary 11-08-2008, 22:59   #200
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
Niebo długi czas jeszcze nie chciało pokazać wszystkich gwiazdek. Wychodziły one powolutku, jakby były trochę nieśmiałe, albo niepewne czy to już czas. Zachód słońca właśnie dobiegał końca i wkrótce jedynym jego śladem został różowo-szary odcień Ponurych Krain.



Książe początkowo jakby w ogóle nie zwracał uwagi, aż słońce znikło całkowicie a w punkcie który obserwował pojawiła się maleńka gwiazdka. Na jej widok uśmiechnął się melancholijnie. Po ruchu jego klatki piersiowej można było dostrzec, że cichutko westchnął po czym odwrócił się do dzieci i przykucnął, by mieć ich twarze na wysokości swojej. Przez chwilę znowu nic nie mówił tylko twarz stała mu się nieco weselsza.

- Gwiazdy są tak daleko... To długa droga. Czasami wydaje mi się, że utknęliśmy w nieskończoności. A zobaczcie jacy wy duzi jesteście przy tych kropeczkach. - Książę sprawiał wrażenie, że chciałby się uśmiechnąć, ale dzieciom mogło się wydawać, że jeszcze bardziej cierpi. - Wiecie, wszechświat się rozszerza, dlatego kiedy zgubicie coś wyjątkowego, jednostkowego, nie jak cukierki, ale jak osobę, którą się kocha, to z każdą chwilą jest ona coraz dalej.

Mężczyzna nie odpowiadał wprost, mogło by się wydawać nawet, że niektórych pytani nie słyszał.

- Ona jest taka... efemeryczna. Ma tylko cztery kolce do obrony przed całym światem. A ja odszedłem, zostawiłem ją. - Zamilkł i pochylił głowę jednak po chwili jakby sobie coś przypomniał powiedział - Kiedyś przyjaciel dał mi pić. To dla niej go opuściłem. Dobrze jest mieć przyjaciela. Chcieli byście zostać moimi przyjaciółmi? - Zrobił pauzę, zmarszczył nieco brwi i zadał drugie pytanie.

- Po co idziecie do Babilonu?
 
Angrod jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169