Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-12-2007, 21:48   #1
 
Tokokamre's Avatar
 
Reputacja: 76 Tokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znany
[autorski] By ocalić?

Czasy obecne... świat pędzi do przodu, tak mówią w telewizji, radiu, internecie... lecz czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo świat pędzi? Czy potrafimy uświadomić sobie, że wszystko - włącznie z nami - prze naprzód i nie zamierza czekać łaskawie, aż ludzkie umysły przygotują się na to, co nadchodzi? Tego nie wie nikt. Wkrótce kilkoro ludzi zostanie poddanych najcięższej próbie w ich życiu. Ale czy podołają, i czy zdołają ocalić wszystko, co dla nich ważne? Albo raczej, czy zechcą to zrobić?

Adam
Polska, Poznań, bar ‘U Henryka’

Od kilkunastu minut siedzisz przy kontuarze, popijając spokojnie piwo, czekając na ważny telefon od szefa, albo raczej tego idioty, który każe się tak nazywać, i obserwując grupkę dziewczyn siedzących przy jednym ze stolików. Spojrzałeś na zegarek. 15:35. Dlaczego ten idiota kazał mi czekać na telefon właśnie tu? Świr. – pomyślałeś. Po kolejnych kilkunastu minutach zacząłeś się naprawdę denerwować. Już miałeś dać sobie spokój i pojechać do domu, gdy twoja komórka zaczęła dzwonić. Szybko odebrałeś.
- Witam, panie Janik. – usłyszałeś nieznany ci głos.
- Kto mówi?
- Hm… powiedzmy, że poznanie mojego imienia w niczym panu nie pomoże. Ważne jest, że chcę pana ostrzec. Grozi panu wielkie niebezpieczeństwo. – gdy to usłyszałeś miałeś ochotę wybuchnąć śmiechem, ale powstrzymałeś się. Co jest, ukryta kamera? Albo może zaciągnęli mnie po pijaku do filmu? – przemknęło ci przez głowę, lecz po chwili nie było ci wesoło, gdyż zauważyłeś 2 gości w garniturach, którzy jakby nigdy nic… kradli ci auto. Albo przynajmniej tak to wyglądało. Już chciałeś wypaść z baru i przegonić ich, ale zauważyłeś u jednego z nich broń. Usiadłeś, nie wiedząc co robić. Po jakiejś minucie doszło do ciebie, że wciąż trwa połączenie.
- Przepraszam… że przerwałem, ale coś mi upadło. – wypróbowałeś starą jak świat wymówkę. Zadziałała.
- Nic nie szkodzi, ja mam czas. W przeciwieństwie do pana. Oni już po pana i- głos urwał się nagle, przerwany przez huk wystrzału. Najwidoczniej ktoś nie chciał, by twój rozmówca cię ostrzegł…

Devon
USA, Detroit, boisko do koszykówki za domem Kyle’a Thompsona

To twój szczęśliwy dzień. Trzy razy pod rząd wygrałeś z Kyle’m w meczu jeden na jednego, a wraz z Marco w pięknym stylu dołożyliście mu i Paulowi… teraz jesteś wycieńczony, ale szczęśliwy jak nigdy. Pozostaje tylko iść do domu i przespać kilka godzin w spokoju. Z łatwością przeskoczyłeś przez siatkę otaczającą boisko i po krótkim biegu znalazłeś się przed swoim domem. W chwili gdy łapałeś za klamkę, usłyszałeś krzyk dochodzący z wnętrza. Bez wahania wpadłeś do środka, wyciągając przy okazji broń. Na środku pokoju stał jakiś facet i trzymał pistolet przy głowie twojej siostry!
- Ty… zaj**** cię! – wykrzyknąłeś, niemalże od razu ogarnięty furią.
- Ta, już. – gość zaśmiał się tylko, a ty przyjrzałeś mu się uważnie. Blada, niemalże idealnie biała skóra, jasnoniebieskie oczy i tłuste, czarne włosy. Ubrany w jakiś podarty łach, który kiedyś był pewnie płaszczem – Spróbuj tylko coś zrobić, a odstrzelę twojej siostrzyczce łeb. Nie chciałbyś tego, prawda? – zaśmiał się, po czym splunął na podłogę – A może wolałbyś, żebym zabił twoją mamuśkę? Albo inną siostrzyczkę? A może… brata? – uśmiechnął się do ciebie paskudnie i znów splunął… tym razem krwią. Pewnie był ranny… masz przewagę, ale… lepiej udawać że to on ją ma. Opuściłeś broń, a on roześmiał się.
- Bardzo mądrze. A teraz… pod ścianę! – powiedział, odpychając od siebie twoją siostrę. Ta szybko wybiegła przez drzwi – Głupia… ale mniejsza. Mi chodzi o ciebie. – wyszczerzył się, robiąc krok w twoją stronę i celując ci ze swojego rewolweru w głowę. Zauważyłeś że utyka… i to może być właśnie fakt, który da ci przewagę. Jeśli tylko uda ci się do niego doskoczyć lub dobiec…

Kate
USA, Nowy Jork, restauracja ‘Betts Dinner’

Byłaś wycieńczona. Cały dzień latałaś wte i wewte, notując zamówienia. Na szczęście została jeszcze tylko godzina do zamknięcia. Teraz siedziałaś przy jednym stoliku zarezerwowanym dla personelu, i rozkoszowałaś się pozostałymi ci 5 minutami przerwy popijając kawę. Spojrzałaś przez okno na ulicę. Ci to mają dobrze. – przyszło ci na myśl, gdy zauważyłaś grupkę dzieciaków, malujących coś na ścianie budynku – Nie pracują… też bym tak chciała… no, ale- rozmyślania brutalnie przerwał ci jakiś facet, który zataczając się wypadł z łazienki i wleciał na stolik.
- Przepraszam. – wyszeptał słabo, po czym jakby nigdy nic odszedł. Wzruszyłaś tylko ramionami. W końcu w mieście takim jak to jest wielu dziwaków. Dopiłaś resztkę kawy, złapałaś za notes i wróciłaś do pracy. W pewnym momencie z łazienki wyszedł jakiś policjant i, pokazując odznakę, oznajmił.
- Właśnie zostało popełnione przestępstwo. Proszę zachować spokój i pozostać na swoich miejscach do przybycia śledczych, którzy zbiorą zeznania.
Pobladłaś. Jak to? Tu, teraz? Musisz przecież wrócić do domu…

Thomas
USA, Nowy Jork, okolice restauracji ‘Betts Dinner’/ restauracja ‘Betts Dinner’

Właśnie skończyłeś robotę, gdy zadzwonił telefon. Dzwonił jeden z twoich dawniejszych znajomych – jeszcze z Polski – Dawid, i prosił o pomoc. Podobno wpakował się w niezłe bagno z jakimś nowym wirusem, a jako że to kolega i w dodatku znajomy po fachu od razu zgodziłeś się mu pomóc. Udałeś się więc do ‘Betts Dinner’, gdzie miał na ciebie czekać. Jednak gdy znalazłeś się niedaleko restauracji, wiedziałeś już że coś jest nie tak – w sumie, każdy by się zorientował widząc wozy policyjne… przyspieszyłeś kroku i wszedłeś do restauracji, mijając po drodze jakąś dziewczynę siedzącą w kącie. Przy jednym ze stolików zauważyłeś bladego jak ściana Dawida, wpatrującego się niewidzącym wzrokiem w jeden punkt. Dopadłeś do jego stolika.
- Cześć… co się tu, do cholery, dzieje? – zapytałeś po polsku, gdyż wiedziałeś że nie jest aż tak dobry z angielskiego.
- Cześć. – Dawid z początku wydawał się zaskoczony, lecz po chwili cię rozpoznał – nie wiem. Czekałem tu na ciebie, a tu nagle jakiś glina wypada z WC i każe wszystkim pozostać na miejscach. Pięć minut później roiło się od smerfów… - zaśmiał się cicho – podobno jakiś wariat zabił kogoś w kiblu. Słyszałem z rozmowy policjantów, że wyglądało to jak – uwaga uwaga – rytualne morderstwo!
- Żartujesz. – spojrzałeś na niego z niedowierzaniem. Dawid już otwierał usta by zaprzeczyć, gdy wyrósł przy was policjant.
- Panowie pozwolą zadać sobie kilka pytań… - bardziej stwierdził, niż spytał. Dawid przytaknął tylko, zaś policjant spojrzał na ciebie pytająco. Hm. Co prawda jestem tu od kilku minut, ale… co mi szkodzi? – pomyślałeś i kiwnąłeś głową.
- Świetnie… a więc po pierwsze – czy widzieli panowie coś podejrzanego?
- Nie. – odpowiedzieliście chórem ty i Dawid. Gliniarz wzruszył tylko ramionami.
- Wiecie co… ani wy tego nie chcecie, ani ja. Na dobrą sprawę to ja nienawidzę tej roboty… nie zamierzam ułatwiać pracy tym bubkom, a i wy nie wyglądacie na takich, którzy coś widzieli… tak więc do widzenia. – zaśmiał się cicho i odszedł. Popatrzyliście po sobie zdziwieni.
- No… to było dziwne. Ale mniejsza o to – zaczął Dawid – chodziło mi o tego nowego wirusa. Tak więc zaprogramował go jeden z mojej firmy i wpuścił w całą sieć. Po dwóch dniach zżarł wszystko. Dosłownie. Nikt nie wie, jak działa i jak się przenosi, ale jeśli wydostanie się z biura… - przełknął ślinę, a ty zorientowałeś się natychmiast, że sprawa jest bardzo poważna – Tak więc chciałem cię prosić żebyś go złamał. Nie wiem jak, ty jesteś mistrzem w te klocki. Zrobisz to? Jeśli będzie trzeba, dam ci nawet dostęp do głównego komputera. – zakończył i spojrzał na ciebie pytająco.

Karol
Polska, Żary, dom Karola Kryszyłowicza

To był naprawdę dobry dzień. Najpierw szef dał ci – w pełni zasłużoną oczywiście – podwyżkę, a potem włamałeś dla żartu się do komputera jednego ze swoich kolegów i odkryłeś kilka wyjątkowo… interesujących zdjęć. Pozostawało tylko zadzwonić do niego, uczciwie powiadomić o tym, jak łatwo było to znaleźć i poradzić coś na przyszłość. Wystukałeś jego numer. Nic. Spróbowałeś ponownie. Znów nic.
- Głupi telefon… ale, ale, od czego mamy zapasowy. – zaśmiałeś się, wystukując jego numer ponownie, tym razem na drugim telefonie. Działa! Po kilku minutach odebrał.
- Halo?
- Cześć, tu Karol… wiesz co, muszę ci powiedzieć że ochrona twojego komputera jest do bani. I do kitu. I… łapiesz?
- Łapię to, ale nie łapię o co cho. – odpowiedział. Czy ten gość nie może wyrażać się normalnie? – pomyślałeś.
- Chodzi o foteczki… - powiedziałeś powoli.
- Że co? Jak ty… ty… - zaczął, po czym wybuchnął śmiechem – dobre to było… no, to co powinienem zmie-
Połączenie padło. Ale nie, to nie to… telefon nie działa. Co jest? – zacząłeś się zastanawiać, grzebiąc w plątaninie kabli zalegających pod biurkiem. Po chwili zaszokowany opadłeś na krzesło. Kabel od telefonu spalił się. Dosłownie. Na proch.
- Ale… dlaczego? – zapytałeś się sam siebie.
- Powiem ci, dlaczego… ale później. Teraz… idziesz ze mną. – usłyszałeś za sobą głos. Szybko obróciłeś się, ale zdążyłeś tylko zauważyć mężczyznę w idiotycznej pelerynie i w masce gdy poczułeś ból… i zemdlałeś.

???, ???, ???

Ocknąłeś się w jasno oświetlonym pomieszczeniu bez widocznych drzwi, za to z wielkim lustrem zamiast jednej ze ścian – i z megafonem w jednym z kątów.
- Co jest… - wyszeptałeś, wstając i masując czubek głowy.
- Witaj, obiekcie Bishop… Karo… albo raczej Karolu Kryszyłowiczu. – z głośnika dobiegł męski głos, mówiący po angielsku – Co prawda wiemy o tobie wszystko, ale musimy upewnić się czy jesteś prawdziwym Bishopem. Opowiedz o sobie wszystko… wszystko.
- Ta, już. – odpowiedziałeś, trzęsąc się mimowolnie ze śmiechu. Co to jest, jakiś film sensacyjny?
- Ano właśnie, już. Chyba że wolisz, żebyśmy podali ci serum prawdy… albo potraktowali elektrowstrząsami. – odpowiedział łagodnie głos, i poczułeś że nie żartuje. Przełknąłeś ślinę.
- Co… co chcecie wiedzieć?
- Wszystko. Od kiedy jesteś tak zwanym hakerem – a w rzeczywistości kimś więcej – do ilu komputerów i serwerów się włamałeś – chodzi o te ważniejsze – i ogółem o wszystko związane z twoją działalnością jako Karo lub Bishop. - głos urwał. Poczułeś, że jeśli nie zaczniesz mówić będziesz w niezłych tarapatach.
 
Tokokamre jest offline  
Stary 15-12-2007, 22:21   #2
 
Rainrir's Avatar
 
Reputacja: 134 Rainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znany
Myśląc sobie - No taaak, wiedziałem że w koncu mnie złapią,szkoda ze tak szybko, najpierw ostrzegam innych, a sam wpadłem-po czym się roześmiał
-No dobra, panie drogi z głośnika, w ten sernik prawdy nie wieże, ale słyszałem ze krzesła elektryczne niewygodne są, dlatego coś wam powiem...- powiedział z uśmiechem na twarzy, by po chwili dodać
-...ale chciałbym usłyszeć kilka odpowiedzi na moje pytania po mej jakżeto zawiłej wypowiedzi, zgoda??- i nie czekając na odpowiedź zaczął zadawać pytania-
-Gdzie dokładnie wpadłem, co się stało z moim przyjacielem, i jak to jest, że kazałeś mi opowiedzieć swoją historie, sądze że jest dość mało wazna...- skończył tą lawine pytań, by po chwili opowiedzieć im to co chcieli wiedzieć-
-to że jako małe dziecko był bardzo uzdolniony, gdy inne dzieciaki uczyły się rysować na paintcie i pisać w notatniku, on wkradał im się do komputerów, aby ulepszać te ich prace, jak to otrzymał stypendium, zaraz po studiach rozpoczął prace w bardzo dobrej firmie komputerowej i wczesnym awansie i...-Chyba powiem im o moim hobby-... jak to hakował komputery innych firm, aby anonimowo doradzać ze ich systemy są wadliwe, choć dodał, że żadnych danych nie wykradał, no przynajmniej tych ważniejszych-kończąc tą wypowiedź dodał-
-No to teraz prosze o odpowiedzi na moje pytania...
 

Ostatnio edytowane przez Rainrir : 15-12-2007 o 22:32.
Rainrir jest offline  
Stary 15-12-2007, 22:21   #3
 
muzeum's Avatar
 
Reputacja: 98 muzeum ma wyłączoną reputację
Gdy dochodzi do niego to co usłyszał wypuszcza telefon z ręki i bezsilnie opada na krzesło. Chwyta się rękoma za głowę i przez chwilę tak siedzi.
Kurwa kradną mi auto przebiega mu przez głowę.
Schyla się w poszukiwaniu telefonu. No tu jest Bierze go i wystukuje 112
Halo policja? Właśnie dwóch gości obrabia moje auto i wygląda na to, że alarm nie jest dla nich żadnym problemem Odkłada słuchawkę. To i tak nic nie da Wybiega przed bar i nie zważając na nic biegnie w kierunku swojego auta.
 
muzeum jest offline  
Stary 15-12-2007, 23:59   #4
 
Elmero's Avatar
 
Reputacja: 41 Elmero ma wyłączoną reputację
Yyy...What the fuck? Jakiś typ się naćpał i zarżnął kogoś. Jak na Amerykę to nic nowego,a co do wirusa ciekawe co takiego ktoś wymyślił. Się zobaczy. -Thomas pomyślał.
-Zgadzam się z tobą. Ale wiesz, to Ameryka. Niejeden dziwak tutaj mieszka.
A co do wirusa to zrobię wszystko, co w mojej mocy. Po pierwsze musicie odłączyć całą sieć od Internetu, aby to świństwo nie przebiło się poza firmę.
Najlepiej ograniczcie używanie pecetów do minimum. W sumie to jak zżarł wszystko to i tak ich nie używacie, więc możecie je nawet z prądu odłączyć.
Opowiesz mi na miejscu, o co chodzi. Jeżeli już tu jesteśmy, to może się czegoś napijemy? Dawno się nie widzieliśmy.
Po chwili Storm rozejrzał się po lokalu i zawołał kelnerkę. Kiedy przyszła,
powiedział:
-Dzień dobry pani. Poproszę 2 małe kufle piwa.
Następnie zwrócił się po polsku do znajomego:
-To kiedy mogę wpaść do twojej pracy? I co tam u ciebie?
 

Ostatnio edytowane przez Elmero : 16-12-2007 o 19:29.
Elmero jest offline  
Stary 16-12-2007, 16:56   #5
 
Radioaktywny's Avatar
 
Reputacja: 48 Radioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodze
To było przepiękne popołudnie. Właśnie w taki sposób Devon uwielbiał spędzać wolny czas. Wraz z kumplami, grając na boisku w kosza, a w przerwach popijając browarki. Zaczynało się już zmierzchać kiedy skończyli ostatni mecz.

Dobra panowie ja spadam. Obiecałem mamie, że przypilnuję młodych. Widzimy się jutro... a i Kyle, wpadnij wieczorem po te filmy - powiedział żegnając się z kumplami.

Boisko znajdowało się niedaleko jego domu. Jak w większości czarnych dzielnic, były one gęsto rozsiane. Koszykówka to sport, który kocha prawie każdy nigga. Nie inaczej było z Dixem i jego ziomkami. Grali praktycznie codziennie, a kiedy w telewizji leciał mecz Pistonsów na ulicach nie dało się dostrzec chłopca w wieku od 10 do 30 lat.

Teraz wracał zmęczony i spocony, aby położyć się w kanapie i trochę zdrzemnąć. Był dobrze znany w okolicy. Dobrze zbudowany, wysoki wysportowany murzyn to niby normalny widok w tych okolicach ale Devon był charakterystyczny nie tylko z wyglądu ale i z charakteru. Jedni go lubili inni nienawidzili ale mało było takich którzy o nim nie słyszeli.

Kilkoma zwinnymi ruchami przeskoczył siatkę ogrodzenia, odwrócił się jeszcze raz w stronę kolegów a następnie pobiegł w kierunku domu. Już miał wchodzić do środka kiedy usłyszał krzyk kobiety. Wbiegł do środka odruchowo wyciągając broń. Normalnie nie wolno mu jej nawet pokazywać w domu, gdyż matka nie popiera tego co robi, lecz w tej sytuacji nie miał wyboru. Wpadł do pokoju i na środku zobaczył jakiegoś obdartusa trzymającego broń przy skroni jego siostry. Trzymając wycelowaną w niego broń krzyknął:

Puść ją sukinsynu, albo zaraz ozdobie sobie ścianę tym co masz zamiast mózgu

Dix był z reguły spokojny, lecz uważał, że człowiek który grozi jego rodzinie, nie ma prawa aby żyć. Widząc że bandzior może nie żartować upuścił broń a następnie stanął pod ścianą, jednocześnie bacznie przyglądając się napastnikowi. Gdy ten wypuścił dziewczynę Devon zobaczył że utyka na lewą nogę. Młody murzyn już wiedział co robić. Poczekał aż facet przesunął się jeszcze trochę do przodu a następnie wykonał szybki skok w przód, starając się złapać go za rękę trzymającą pistolet a jednocześnie kopnąć go w ranną nogę... tego ciosu nauczył go brat kiedy jeszcze żył...
 
Radioaktywny jest offline  
Stary 20-12-2007, 21:33   #6
 
Eda_Murtagh's Avatar
 
Reputacja: 56 Eda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodze
Dlaczego akurat dzisiaj? Jakiś świr musiał zamordować klienta Betts Dinner akurat kiedy Vanessa po prostu oszalała (inaczej nazwać się tego nie da!) i dała szlaban za spotykanie się z nieodpowiednimi chłopcami? Jeżeli teraz Kate spóźni się do domu chociaż minutę to Vanessa pójdzie do rodziców Carla... to było już ostatnie ostrzeżenie.
Mózg Kate pracował, więc teraz na najwyższych obrotach.
Jedyną osobą, która wiarygodnie mogłaby mnie kryć jest Lilyan. Ona natomiast nie pomogłaby mi nawet jeżeli to byłoby jej na korzyść. Co robić, co robić?-myślała gorączkowo kelnerka.
Najpierw obsłużyć klientów. Kate podeszła do grupy bogatych studentów, wrzeszczącej i żartującej sobie w najlepsze, kiedy wokół kręcą się już gliniarze.
Jednak chyba Vanessa uwierzy mi w morderstwo, szczególnie jeżeli pokażą to w wiadomościach... a pokażą na pewno.
Ostatnimi z zamówieniem byli jacyś dwaj faceci, z których mówił tylko jeden. Zamówili piwo, czyli godziny pracy Kate wydłużą się raczej znacznie na wyrzucaniu tych gości z restauracji. Może na to przyda się chociaż policja.
Kate nie mogąc znieść już dłużej tych walniętych gliniarzy, podeszła do tego, który wyglądał na ich dowódcę i zapytała:
- Czy mogę w czymś pomóc?
 
Eda_Murtagh jest offline  
Stary 21-12-2007, 10:20   #7
 
Elmero's Avatar
 
Reputacja: 41 Elmero ma wyłączoną reputację
Kelnerka przyjęła zamówienie, a następnie po chwili przyniosła piwa.
Thomas rozmawiał z Dawidem popijając orzeźwiający trunek
-A co tam u Magdy? Nadal jesteście ze sobą?
Kiedy owa kelnerka przyszła i się spytała:
-Czy mogę w czymś pomóc?
- Chciałbym zapłacić. Późno się robi, a lokal pewnie zamykacie niedługo.
Jesteśmy chyba jednymi z ostatnich klientów.
Thomas wyjął pieniądze, po czym przyjrzał się kelnerce i rzekł:
-Jestem Thomas, ale mówią do mnie Storm. Jeżeli chcesz mogę cię podwieźć, bo i tak znajomego -wskazuje na Dawida- podwożę.
 

Ostatnio edytowane przez Elmero : 21-12-2007 o 16:32.
Elmero jest offline  
Stary 21-12-2007, 12:10   #8
 
Eda_Murtagh's Avatar
 
Reputacja: 56 Eda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodzeEda_Murtagh jest na bardzo dobrej drodze
Kate spojrzała badawczo na Thomasa. W końcu nie z tacy kolesie ją już 'podwozili', a powinna być już w domu. Wzięła więc głęboki wdech i powiedziała ze sztucznym uśmiechem:
-Jasne, jeżeli to nie problem. Tylko się przebiorę.
Po czym przeszła slalonem obok stolików do 'POKOJU DLA PERSONELU'
Oczywiście, czekało ją jeszcze zwolnienie u natrętnej szefowej i wygonienie bandy rozwydrzonych studentów. Łatwo nie będzie.
 
Eda_Murtagh jest offline  
Stary 26-12-2007, 15:30   #9
 
Tokokamre's Avatar
 
Reputacja: 76 Tokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znanyTokokamre wkrótce będzie znany
Adam
Polska, Poznań, Przed barem ‘U Henryka’

Po „powiadomieniu” policji wybiegłeś z baru. Na twój widok jeden z mężczyzn rzucił się do ucieczki, zaś drugi wyciągnął z kieszeni nóż i zaczął iść w twoją stronę. Wziął zamach, ale udało ci się uniknąć cięcia – niestety zostałeś przyparty do muru i jedynym wyjściem wydaje się próba walki. Na szczęście gość nie jest zbyt wprawny w posługiwaniu się nożem, więc nie powinieneś mieć większych problemów z odebraniem mu go.

Devon
USA, Detroit, dom Dixów

Wściekły rzuciłeś się w stronę faceta z bronią. Nie udało ci się złapać go za rękę, ale na szczęście wyjątkowo bolesny kopniak w zranioną nogę nie tylko powalił go na podłogę, ale też zamroczył. Bez wahania wziąłeś jego broń i wycelowałeś w głowę. Gdy tylko zorientował się co się dzieje, wrzasnął ze strachu.
- Nie zabijaj mnie! – wydarł się, rzucając ci się pod nogi. Żałosne ścierwo…


Thomas, Kate
USA, Nowy Jork, restauracja ‘Betts Dinner’

W chwili gdy skończyliście ‘rozmowę’ do restauracji wkroczył – inaczej się tego określić nie da – mężczyzna w śnieżnobiałym garniturze. Rozejrzał się po obecnych, po czym z uśmiechem zbliżył się do was.
- Dzień dobry. Nazywam się Hernest Killby i jestem… detektywem, właśnie. Z zaufanych źródeł wiem, że macie coś wspólnego z morderstwem, do jakiego tutaj doszło. Dlatego zadam wam kilka pytań… pozwolicie? – zapytał, wskazując na stolik z dala od tłumu. Dawid wytrzeszczył oczy.
- Ch-chyba nie mówi pan o NAS? Ja i mój znajomy jesteśmy tu od niedawna i…
- …i jesteście podejrzani. Idziemy tam. – Killby zmienił ton głosu na stanowczy.
- To absurd! – wykrzyknął Dawid, wyraźnie wściekły na detektywa. Chciał jeszcze coś dodać, ale powstrzymało go lekkie uderzenie w ramię. Detektyw mruknął coś pod nosem, po czym udał się w stronę stolika. Najwyraźniej nie macie wyboru…

Karol
???,???

- Świetnie, wszystko zgadza się z naszymi danymi. Skoro pana tożsamość została potwierdzona, możemy przejść do fazy drugiej. – powiedział właściciel głosu, wyraźnie zadowolony. Przez chwilę nic się nie działo, po czym fragment lustra opuścił się z sykiem, pozwalając ci na opuszczenie pokoju.
- Tędy proszę, panie Kryszałowicz. – oznajmił. Ty jednak nie ruszyłeś się z miejsca.
- A moje pytania? Chcę wiedzieć, gdzie jestem!
- Wszystkiego dowie się pan po przejściu przez ten tunel… wszystkiego i jeszcze więcej. – nie wiesz dlaczego, ale to zdanie przyprawiło cię o dreszcze. Przez chwilę wahałeś się, jednak przeszedłeś przez otwór, a potem przez dość długi tunel. W końcu znalazłeś się w kolejnym jasnym pomieszczeniu – tym razem ze stołem i 2 krzesłami. Na jednym z nich siedział odziany w fartuch starszy mężczyzna, którego oczy zasłaniały ciemne okulary.
- Proszę usiąść. – powiedział. Gdy wykonałeś jego polecenie, blat stołu rozsunął się, zaś z jego wnętrza wysunęła się czarna skrzynka. Po chwili stał przed tobą komputer. Spojrzałeś pytająco na mężczyznę, ten zaś uśmiechnął się.
- Czas na demonstrację. Ma pan 2 godziny na włamanie się do któregokolwiek z naszych licznych serwerów – tu podsunął ci kartkę z informacjami o nich – i zdobycie zakodowanego hasła, które pozwoli otworzyć kolejne drzwi. Dla takiego eksperta nie powinien być to problem…
 
Tokokamre jest offline  
Stary 26-12-2007, 19:37   #10
 
Radioaktywny's Avatar
 
Reputacja: 48 Radioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodzeRadioaktywny jest na bardzo dobrej drodze
Krzyk przestępcy przeszył cały dom. Devon bez wahania podniósł upuszczoną przez niego broń i przystawiając mu ją do głowy zaczął krzyczeć:

Kim jesteś skurwysynu, po coś tu wlazł i kto cie przysłał? Gadaj!

W odpowiedzi na to usłyszał tylko żałosne "nie zabijaj mnie". Wściekły Devon nie panował nad sobą. Cały czas mając przed oczyma widok bandziora celującego do jego siostry, miał ochotę zamordować drania. Na jego dzielnicy raczej do tego przywyknięto więc zbytniego rozgłosu by ta sprawa nie nabrała, a facet też nie wyglądał na takiego, kogo ktoś miałby szukać. Był jednak jeszcze na tyle rozsądny aby dowiedzieć się najpierw czego facet szukał w jego domu. Jeśli był nasłany to niedługo może ich się pojawić więcej, a wtedy lepiej być przygotowanym. Nie mając ochoty na przekomarzanie się z tym menelem z całej siły nadepnął mu na ranę w nodze.

Boli dziadku? Tak? To dobrze bo jak nie zaczniesz gadać to za chwilę zacznie boleć bardziej - krzyknął ponownie, przestawiając pistolet z głowy do rannego kolana mężczyzny.

W tej samej chwili zauważył że w drzwiach pokoju stoi jego siostra. Uspokoił się nieco i łagodniejszym tonem rzucił w jej stronę:

Idź do jakiejś koleżanki. My tu sobie musimy porozmawiać na osobności

Odwrócił się ponownie w stronę nieproszonego gościa i gotów do strzału czekał na odpowiedź...
 
Radioaktywny jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166