Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-01-2008, 16:07   #1
 
MrYasiuPL's Avatar
 
[Autorskie] Wolność

Wstęp:
Przez ciemne, burzowe chmury przebijały się z trudem rzadkie strumienie słońca. Mimo iż dzień był bezwietrzny panował przenikliwy chłód. Na ziemi leżały niewysokie, śnieżne zaspy. Gałęzie świerków i sosen pokryte były szronem. Równinę okupywały rozległe choć nieliczne, kępy gurtagnu. Roślina ta miała malutkie, jadalne owoce o zielonej lub kremowej barwie. Przypominały one jagody.
Na południu, kilkanaście kilometrów dalej biegło pasmo gór Utt. Dobrze widoczna była gigantyczna, Żelazna Brama. Dawniej stali tam wartownicy. Były ich setki. Teraz armia nadciągająca z południa zabiła lub przegoniła ich wszystkich. Strażnicy Bramy pobierali myto za przejście przez nią. Blokowała wielki kanion przez którego można było się dostać na północ najbezpieczniejszym i najszybszym szlakiem. Wrota stały teraz otworem i wylewała się z nich kilkudziesięciotysięczna armia, zmierzająca, by podbić te tereny.
Naprzeciwko wejścia, w pewnej odległości rozciągał się mniej liczny 40 000 obóz ludzi zebranych z terenów północy. Postanowili, oni walczyć o ojczyznę ramię w ramię, by przeciwstawić się wrogim siłom. Przeciwnik jednak był liczniejszy, a także w większości posiadał lepsze uzbrojenie.



Mag

Amillay Haldeswar

Wielka Pięści Cathalne był jednym z najlepszych dowódców. Ty byłaś rekrutką. Adeptem. Nie osiągnęłaś jeszcze stopnia maga lub czarodziejki. Teraz jednak stałaś przy nim, tak jak 3 innych ludzi.
-Przyszliście tutaj po to, żebym dał wam tymczasowe rozkazy. –zaczął mówić Cathalne- Jesteście tylko umagicznionymi mendamiktóre przylazły tutaj z własnej głupoty. Jesteście jednak także potrzebni. Amalunus, nasz arcymag i Tumarnt, mag są jedynymi czarodziejami. Mają wielką siłę i tak dalej ale to tylko dwie osoby. Dołączycie więc do różnych oddziałów.
Zaczął wyczytywać imiona z listy. Okazało się że dołączysz do zwiadu, 13 grupy. Odetchnęłaś z ulgą. Jeden, czarnowłosy młodzieniec obok ciebie dostał przydział do ciężkiej piechoty. Prawdopodobnie zginie w pierwszej godzinie walki.

Poszłaś spokojnie w stronę niedużego skupiska namiotów gdzie rozbili się zwiadowcy.

Zwiad – grupa 12 i 13
Fenrir "Płomienne Włosy”, Metellus Akvila, Oin syn Grunda

Między kremowymi namiotami zwiadu płonęło ognisko. Dawało one dużo ciepła więc siedziało przy nim około 20 osób. Zwiad liczył sobie 200 ludzi i dzielił się na 50 grup. Każdy z nich miał po 4 osoby. Trzech zwiadowców oraz jedną osobę z innego oddziału. Najczęściej byli to saperzy.
Oin snuł jedną ze swoich opowieści kiedy, dowódca podbiegł do zgromadzonych żołnierzy i przykucnął.
-Oddziały od 1 do 20 mają się stawić po odbiór broni. Szybko, za godzinę idziecie na zwiad.
Podniósł się i pobiegł dalej przekazać wiadomość. W tym samym momencie podeszła do was czarodziejka. Ktoś przekazał jej wiadomość więc szybko odwróciła się poszukać 3 towarzyszy.

Zespoły szybko się odnalazł. Metellus i Amillay mieli 13 numer. Metellus, (brunet w czerwonym płaszczu, zwiadowca) Młotek, (siwy i niski zwiadowca-lekarz polowy o płaskiej twarzy i szarych oczach) oraz Sam (gruby blondyn o brzydkiej, zapryszczonej twarzy który został zwiadowcą z przymusu) znali się jedynie z widzenie od paru dni. Amillay nie znał jeszcze tu nikt.
Krasnolud Oin i członek Klanu Wilka Fenrir mieli w oddziale 12 Balnora (saper, prawdopodobnie kiepsko panująnował nad swoją psychiką) i zwiadowcę o imieniu Rashar. Tego ostatniego zdegradowano. Nie mówiono o tym.

Wasze drużyny poszły do wielkiego namiotu. Zobaczyliście tam jaszczuroludzia.
-Macie broń? Niessstety, mussszę ją wam zabrać… dostaniecie jednolite uzzbrojenie.

Każdy z was otrzymał sztylet, krótki miecz, łuk (lub kuszę), małą drewnianą tarczę oraz kołczan z 30 strzałami (dla kuszników z bełtami). W dodatku dostaliście lunety, śpiwory, małe toporki, zielone płaszcze z wyszytymi numerami oraz 3 dniowy prowiant. W ostatniej chwili kiedy już wychodziliście, jaszczuroludź syknął. Przeprosił i wręczył wam jeszcze emaliowane na biało kolczugi. Ku zdziwieniu niektórych nie wydawały nawet najmniejszego chrzęstu. Zbrojmistrz odebrał wam tylko broń. Mieliście więc swoje osobiste rzeczy.

Wychodząc z namiotu natknęliście się na dowódcę. Był zdenerwowany. Szybko wyjaśnił wam, że musicie dojść do gór, dał wam mapę kontynentu.

Powiedział iż majcie na przygotowanie się godzinę. Wróciliście do obozu. Przy ognisku siedziało nadal wiele osób. Rozmawiali cicho, pili piwo lub grali w kości. Jeden z żołnierzy coś pisał. Pod pniem drzewa siedział za to Diuker, historyk. Miał krótką siwą brodę. Mimo wieku wyglądał groźnie.
Młotek zagadnął do was:
-Moja pierwsza bitwa mało nie skończyła się śmiercią więc się nie cieszcie za bardzo. - właśnie poznaliście powód dla którego omijano go. Miał w sobie wiele pesymizmu ale był niemal weteranem. Nie ostódziło to waszego zapału.

Lekka piechota - pododdział 5 - dziesiętnik Debran Warron
Avagornis, Bronthion, Garret


Nagle nie wiadomo z jakiego powodu rozległ się przeciągły głos trąbki. Pospiesznie ubraliście się a mundury i ustawiliście się w szeregu przed namiotem. Byliście tu zaledwie od kilku dni, ale już zdążyliście się nauczyć, że dowódca pododdziału nie należy do delikatnych i oczekuje bezwzględnej dyscypliny. Pierwszy żołnierz, który mu się sprzeciwił wylądował w karcerze na trzy dni. Jednak nie za to, że dyskutował z przełożony, lecz za to, że zapomniał o randze tamtego i odezwał się do niego na „ty”. Teraz ten mężczyzna stał przed wami i patrzył się na was. Dobrze wiedzieliście, że zaraz na kogoś krzyknie i zruga za niestarannie ubrany mundur, albo za niedokładnie wyczyszczone buty. Jednak tak się nie stało. Dziesiętnik, postawny mężczyzna podchodzący wiekiem pod czterdziestkę, popatrzył się i spokojnym głosem powiedział jedynie.

-Wroga armia zbliża się w stronę obozu. Prawdopodobnie dotarcie tutaj zajmie przeciwnikowi trochę czasu. Wystarczająco wiele, by was jeszcze trochę podszkolić. A teraz ustawić się w kolumnę po dwie osoby i odebrać broń ze zbrojowni. Potem ustawić się w szyku na placu, tak jak co dzień. Wykonać rozkaz!

Potem odwrócił się na pięcie i udał się do namiotu, by sprawdzić, czy posłania są należycie poskładane. Staliście nadal w szeregu, kiedy to do was dotarło. Już niedługo możliwe, że będziecie walczyć w waszej pierwszej bitwie. A przecież jesteście w obozie niespełna tydzień! Lekko zszokowani udaliście się da namiotu zbrojmistrza. Tam jak dobrze wiedzieliście znajdował się wasz osobisty ekwipunek. Odebrano wam go, pozwalając zatrzymać jedynie dwie rzeczy osobiste. Teraz przypomnieliście sobie pierwszy dzień i kłótnie niemal każdego z rekrutów, o to by mógł zachować własną broń. Na nic się to nie zdało regulamin był jasny i nie do ominięcia:
oddział ma mieć takie samo wyposażenie, a broń wydawana jest tylko na czas warty, ćwiczeń lub w niezwykłych okolicznościach. O tym czy sytuacja się do takich zalicza decydują oficerowie. Podeszliście do zbrojmistrza. I odebraliście przydziałową włócznię, miecz, sztylet oraz tarczę. Lekki skórzany pancerz, wzmacniany metalowymi płytkami mieliście już na sobie, tak samo jak metalowy hełm, więc udaliście się na plac razem z resztą towarzyszy, gdzie jak co dzień ćwiczyliście w posługiwaniu się nową bronią.





Kawaleria
Niu


Czyściłaś swojego konia, który jak inne wierzchowce kawalerzystów, którzy zgłosili się do armii, przebywał w prowizorycznej zagrodzie. Byłaś sama, oprócz koni nie było w pobliżu żadnego człowieka. Do pilnowania zagrody byli wyznaczeni strażnicy, lecz ci w tym momencie rozgrzewali się przy ognisku. Czyszczenie konia sprawiało ci przyjemność i było miłą odskocznią od niemiłej rzeczywistości jaką zastałaś w armii. Już pierwszego dnia pobytu w obozie inni kawalerzyści dali ci odczuć, że według nich nie jest to miejsce dla ciebie. Najbardziej zaskoczyło cię zachowanie wychowujących się wraz z końmi ludzi z Klanu Wilka. Byli oni główną siłą kawalerii i już przy pierwszym kontakcie z jednym z nich dowiedziałaś się, że kobiety w wojsku nadają się tylko do gotowania i zajmowania się rannymi, a nie do walki, zwłaszcza konnej. Początkowo myślałaś, iż trafiłaś jedynie na wulgarnego człowieka, lecz kolejne godziny spędzone w obozie i kolejne spotkania udowadniały, że pojęcie roli kobiet w Klanie Wilka było diametralnie inne niż w twoich rodzinnych stronach.
Codziennie odbywały się szkolenia rekrutów, w których ty także uczestniczyłaś. Zostałaś przydzielona do 3 pododdziału kawalerii, na pierwszych ćwiczeniach odebrano ci twoją broń, przypominający jaszczurkę osobnik rozdał każdemu rekrutowi jednolity ekwipunek: miecz, zbroję łuskową, która chroniła jedynie korpus i uda, drewnianą tarczę w kształcie migdała, szyszak i lancę. Twoim dowódcą jest przedstawiciel Klanu Wilka, równie uprzedzony co inni do kobiet w wojsku, wysoki i długowłosy, noszący z dumą wilczą skórę na plecach, kapitan Rudgar. Szkolenia były dosyć intensywne. Nie dorównywałaś innym siłą, ale nadrabiałaś nieco swoją wrodzoną, kobiecą zręcznością.

Głos rogu wyrwał cię z zamyślenia, był to sygnał wzywający na zbiórkę. Szybko pobiegłaś na miejsce zbiórki. Gdy tam się zjawiłaś dowódca już zaczął odprawę, widzą ci jedynie skrzywił się, ale nic nie powiedział. Ustawiłaś się w szeregu w raz z kompanami.

- Już niedługo będziecie mieli okazję pokazać swoje umiejętności - powiedział. - Wróg się zbliża. Każdy mam być gotowy do wymarszu za dwie godziny. W magazynie odbierzecie broń, zadbajcie o konie bo mogą uratować wam życie. Rozejść się! - dokończył i odszedł.

Ciężka piechota, 3 pododdział
Quenril Alberai


Żołnierze zebrani na centralnym placu pomiędzy namiotami patrzyli, jak przed nimi spaceruje rudobrody krasnolud. Był to dowódca 3-go pododdziału ciężkiej piechoty Bedburg Dominsson. Chodził przed ustawionymi w szeregu rekrutami wyposażonymi w kirys, hełm chroniący górną część twarzy, ciężkie, prostokątne, obite żelazem tarcze, topory i oszczepy. Krasnolud trzymał w dłoni kufel piwa i co chwila przechylał go wlewając sobie do gardła złocisty trunek. Rekruci zdążyli się już do tego widoku przyzwyczaić, każda odprawa i ćwiczenia wyglądały tak samo. Nikt nie mógł pojąć jak ten brodacz może pić tyle piwa i nadal dowodzić pododdziałem.
Ty także nie wiedziałeś, tak samo zresztą, jak twoi towarzysze ile jeszcze może wypić wasz dowódca. Jednakże nie zastanawiałeś się nad tym długo. Nie obchodziło cię to w jakim stanie jest teraz krasnolud, stałeś w szeregu zniecierpliwiony oczekując na wiadomości jakie miał wam do przekazania Bedburg. Nie mogłeś się doczekać bitwy z wojskami Imperium, przez całe życie byłeś szkolony do walki i kolejne ćwiczenia nudziły cię, gdyż były dla ciebie raczej rozgrzewką niż okazją do nauczenia się czegoś więcej. Jedyną umiejętnością jaką musiałeś posiąść było rzucanie oszczepem. Wreszcie Krasnolud zatrzymał się.

- To ostatnie ćwiczenia - przemówił swoim basowym głosem. - Te psiejuchy z Imperium już niedługo staną na przeciwko was. Ustawcie się w parach i zacznijcie ćwiczenia tak jak wczoraj.

Słowa krasnoluda sprawiły ci radość. Szybko ustawiłeś się na przeciwko poznanego w obozie Sigunda, przedstawiciela Wodnego Klanu.
 

Ostatnio edytowane przez MrYasiuPL : 21-01-2008 o 21:37.
MrYasiuPL jest offline  
Stary 21-01-2008, 18:52   #2
 
DrHyde's Avatar
 
Oin rozglądał się z krytycznym podejściem po obozie swej „armii”. Stanął pewny siebie przed ogniskiem. Jego półtorej metra wzrostu nadrabiała masywna sylwetka. Okrył się szczelnie swoim płaszczem z niedźwiedzia brunatnego, przykrywając swoje brązowe, skórzane, luźne portki i ciężkie, masywne, czarne, krasnoludzkie buty wojskowe. Naramienniki płytowe pod płaszczem uwydatniały już wystarczająco szerokie bary Oina. Zarzucił na siebie płaszcz z wyszytym numerem dwunastym. Założył futrzane rękawice.
Patrząc się w ogień, przez chwilę zastanawiał się, czy ten cały cyrk ma jakikolwiek sens…
Może Młotek ma racje i lepiej się stąd wynieść jak najdalej. Szybko odpędził jednak myśli, które go przerażały. Oin spojrzał na Młotka, który niechybnie już się w pory zesrał ze strachu.

-Jam jest Oin syn Grunda z dziada Ulthera XIV z klanu Drakan! Nie było jeszcze takiego co by mi dorównał…chyba, że są w większej liczbie. Zaprawdę powiadam wam, nie ma lepszego wojownika niż Krasnolud! Tylko krasnolud potrafi psia jucha, tak uderzyć komuś w łepetynę, że aż żołądek dupą wychodzi. Gdy z wojny wrócicie do domów, żony stojąc w progu, jako zwycięzców was witać będą! Poległych na tarczach wzniesiecie i bohaterami okrzykniecie. Śmierci się nie lękajcie, to ona srać w pory będzie. Tylko nas zobaczy na polu bitwy.-

Krasnolud podszedł do drzewa i rzucił swoje rzeczy załadowane w plecak wojskowy na ziemię. Popatrzył w krzaki.

-Dobrze, że schowałem swój topór w krzaki. Czułem, że ten parszywy jaszczur coś knuje. Jak mnie dupa swędzi, to znaczy, że coś się święci…albo się nie umyłem.-

Wybuchł gromkim śmiechem, wyciągając topór z krzaków.

Topór Oina

Położył go na plecaku i usiadł koło ognia. Wyciągnął fajkę, nasypał tytoniu i rozpalił.
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 21-01-2008 o 19:00.
DrHyde jest offline  
Stary 21-01-2008, 19:15   #3
Nansze
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Nie było łatwo. Kobieta w wojsku. Niu jedynie potrząsnęła głową jakby bez słownie chciała powiedzieć "nie". Szczupła dziewczyna o brązowo - zielonych oczach i krótkich brązowych włosach stała jeszcze chwilkę w tłumie rosłych mężczyzn. Może wyglądała na dziecko, ale miała te 20 lat. Niu zrobiła lekki grymas niesmaku.
- Dwie godziny - Cicho szepnęła pod nosem. Poszła do stajni. Jeśli można prowizoryczne boksy tak nazwać. Podeszła do swojej karej Ne. Przytuliła się mocno. Klacz jedynie przyjaźnie skubała jej ubranie. Niu wzięła zgrzebło. Chciała skończyć czyścić swoją klacz.
-Wiesz...-Zaczęła cicho do niej mówić.
-Za niecałe dwie godziny wyruszamy - Musiała lekko szarpnąć grzywę zwierzaka, bo ten tupnął niezadowolony.
- Co jak co, ale czysty, zadbany koń kawalerzysty to podstawa!- I mocno poklepała Ne po zadzie. Jeszcze tylko wyczyściła kopyta. Sprawdziła podkowy, nakarmiła podopieczną i czas tak szybko minął, że zostało do wyruszenia jakieś 45 min. Niu szybko osiodłała Ne. Poklepała jeszcze raz i truchtem ruszyła do magazynu.
 

Ostatnio edytowane przez Nansze : 21-01-2008 o 21:02.
 
Stary 21-01-2008, 20:29   #4
 
grabi's Avatar
 


Avagornis ma długość ok. 7 stóp, i jest przeciętnej, jak na jaszczuroludzi postury. Całe jego ciało pokryte jest brązowawymi łuskami, pomagającymi upodobnić się do otoczenia. Niezmiernie rzadko rozstaje się ze swoim oswojonym wężem Ornisem.
Avagornis odebrał ekwipunek i ruszył na plac by trenować. Pierwiej począł trenować z mieczem i tarczą, gdyż w posługiwaniu się włócznią był obeznany. Taki trening przed walką był dobrym pomysłem. Przez cały czas pobytu odczuwał chłód, pomimo grubej, wełnianej odzieży, którą nosił pod zbroją. Było to związane z faktem, iż większość życia spędził na mokradłach, gdzie upał i duchota były codziennością. Teraz przynajmniej mógł się odrobinę rozgrzać. Kolejne zamachy, cięcia i pchnięcia były coraz płynniejsze, jednak nie mogły się one równać z jego umiejętnościami walki włócznią.
Ornis przez cały czas ukryty był pod wełnianą odzieżą. Biedak wypełzywał spod ubrania tylko na czas posiłków.
Pierwsza bitwa w armii. Avagornis odczuwał pewien niepokój. Zawsze walczył albo samotnie, albo w małych grupkach, lecz nigdy w armii składającej się z tylu żołnierzy. I chociaż przedstawiciele różnych ras i kultur mieszkali ze sobą razem, to nigdy nie było zbytnich waśni, no może poza momentem zbierania osobistej broni. Jego, jako przedstawiciela jaszczurołaków traktowano z pewną rezerwą, lecz zdążył się już do tego przyzwyczaić.
 

Ostatnio edytowane przez grabi : 22-01-2008 o 16:41. Powód: polska język trudna mowa
grabi jest offline  
Stary 21-01-2008, 21:02   #5
 
sante's Avatar
 


Metellus Akvila na odprawę z garnizonu dostał zielone ubranie, co dość śmiesznie wyglądało przy czerwonym płaszczu. Dotarł do obozu i tam z miejsca przydzielono mu grupę 13. Kilka dni zabawił wśród nowych towarzyszy. Śmiech go rozpierał na widok grubego Sama. Co on tu robił, tego nie umiał sobie wyjaśnić Metellus. Młotek był ponurakiem, ale to mu nie przeszkadzało, w końcu nie każdy umie się śmiać z zbliżającej się śmierci. Natomiast co do Amillay… dziękował niebiosom za tak cenny dar. Dzieweczek miejskich nigdy dość, a tu w arami szukać jakiejś to jak szukanie igły w stogu siania. Na jego szczęście bogowie nie zapomnieli o jego potrzebach i mu jedną do oddziału zesłali. Do tego niby parała się magią czy innymi mało użytecznymi sztukami… chodź kto wie, może taka dziecina w łożu potrafiła więcej niż niejedna grzeszna, miejska duszyczka. Akvila wiedział, że sobie jej nie przepuści.
Przyszła pora na rozdanie broni. Dostał mu się zielony płaszcz, który teraz bynajmniej pasował kolorystycznie do reszty ubrania. Zal mu było purpurowego, grubego płaszcza, w którym niejedną mroźną noc przetrwał. Zwinął w rulon i oddał jaszczurowi od uzbrojenia. Miecz chodź nie był nadzwyczajny, dał się prowadzić w śmiertelnym tańcu jak ramię zagrało. Gdy Akvila zobaczył tarcze wybuchnął gromkim śmiechem.
- Widzicie to – podniósł tarczę do góry by każdy zobaczył o czym mówi – no to panowie mamy w co rzucać nożami. Mniejszego celu to my chyba tu już nie znajdziemy… chyba, że dorwiemy jakiego krasnoluda – zadrwił już ciszej, tak, że go tylko najbliżsi sąsiedzi usłyszeli. Łuk i cała reszta spodobały mu się już bardziej.
Gdy wydano mu broń zbliżył się do ogniska.
Młotek zagadnął :
-Moja pierwsza bitwa mało nie skończyła się śmiercią więc się nie cieszcie za bardzo.
-Jam jest Oin syn Grunda z dziada Ulthera XIV z klanu Drakan! Nie było jeszcze takiego co by mi dorównał…chyba, że są w większej liczbie
.- "i nie są wyżsi” dorzucił Metellus w myślach - Zaprawdę powiadam wam, nie ma lepszego wojownika niż Krasnolud! Tylko krasnolud potrafi psia jucha, tak uderzyć komuś w łepetynę, że aż żołądek dupą wychodzi. Gdy z wojny wrócicie do domów, żony stojąc w progu, jako zwycięzców was witać będą! Poległych na tarczach wzniesiecie i bohaterami okrzykniecie. Śmierci się nie lękajcie, to ona srać w pory będzie. Tylko nas zobaczy na polu bitwy.- odparł na to krasnolud.
Krasnolud podszedł do drzewa i rzucił swoje rzeczy załadowane w plecak wojskowy na ziemię. Popatrzył w krzaki.
-Dobrze, że schowałem swój topór w krzaki. Czułem, że ten parszywy jaszczur coś knuje. Jak mnie dupa swędzi, to znaczy, że coś się święci…albo się nie umyłem.-
- Mam wrażenie, że to drugie. – cicho odparł do swojego kompana Sama.
Czarnowłosy Metellus spojrzał na piszącego coś żołnierza.
- Ej dziecino, już się stęskniłeś za mamusią, że listy piszesz? A może to do panienki? Akvila podszedł od tyłu i zajrzał przez ramię żołnierzowi, udał, że czyta – Droga Elżbieto! – spojrzał po kompanach z rozbawieniem – Mam nadzieję, że gdy to czytasz, jeszcze żyję, a moje dupsko przez ludzi imperium w czystości pozostawione jest.żołnierz chciał zaprotestować, jakoby czegoś takiego nie napisał, ale Akvila ciągnął dalej – Również mam nadzieję, ze i twoje takie pozostało. Wiem jak patrzyłaś na Akvile, rozumiem, że jego sława często jest wyprzedzana przez czyn w !tych! sprawach.Metellus zaakcentował słowo i pokazał kilka sprośnych ruchów – Zresztą nie gniewam się… moja matka zwierzyła mi się przed wyjazdem, że to szatan, któremu się nikt nie oprze.Akvila wyprostował się i zrobił grzeszną minę.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 21-01-2008 o 23:32.
sante jest offline  
Stary 22-01-2008, 09:20   #6
 
wojto16's Avatar
 


Nie pamiętam w ogóle snu który śnił mi się przed chwilą. Zazwyczaj ich nie pamiętam. Wiem tylko jedno. To napewno koszmary. Na szczęście te koszmary przerwał dźwięk trąbki. Otworzyłem oczy i patrzyłem w górę przez chwilę próbując przypomnieć sobie co mi się śniło. Wtedy przypomniałem sobie, że nie warto zwlekać z tym dowódcą. Wciąż miałem przed oczami tego biedaka co zwrócił się do niego na "ty". Błyskawicznie wstałem z łóżka i trochę rozciągnąłem swoje mięśnie. Ubrałem się szybko i przywdziałem zbroję. Dalej ruszyłem z całym oddziałem na zbiórkę. Po drodze cały czas sobie wmawiałem, że należy zwracać się do dowódców tylko "Tak jest" i w tym miejscu podać rangę. Inaczej mogą być kłopoty. Ludzie z różnych ciemnogrodów rozpowszechnili ostatnio jakiś głupi okrzyk "Tak jest, sir". Wielu dowódców to wkurza kiedy tak się do nich zwraca. Można za to dostać w mordę. Więcej postarałem sie nie myśleć tylko robić. Ustawiłem się w szeregu i poprawiłem mundur tak żeby dowódca nie miał się do czego przyczepić. Kiedy dowódca przyszedł czekałem tylko aż na kogoś nakrzyczy albo naklnie. Zaskoczyło mnie to, że on był całkowicie spokojny. Po chwili dowiedziałem sie dlaczego.
-Wroga armia zbliża się w stronę obozu. Prawdopodobnie dotarcie tutaj zajmie przeciwnikowi trochę czasu. Wystarczająco wiele, by was jeszcze trochę podszkolić. A teraz ustawić się w kolumnę po dwie osoby i odebrać broń ze zbrojowni. Potem ustawić się w szyku na placu, tak jak co dzień. Wykonać rozkaz!
Wiedziałem, że z dowódcami się nie dyskutuje. Szczególnie z tym. Chyba specjalnie dali mi takiego dowódcę. To zapewne sprawka tego sukinsyna któremu złamałem wtedy nos. Mogłem się spodziewać, ze będzie się chciał odegrać jeszcze bardziej. I tak miałem przesrane. Właśnie wtedy dotarło do mnie, że to będzie moja pierwsza bitwa. I na dodatek nie będzie to żadna mała bitewka tylko prawdziwa bitwa. Nie wiedziałem jak zareagować. Byłem jednocześnie zdenerwowany jak i podniecony. Zgodnie z poleceniem udałem się do zbrojmistrza. Odebrałem tam swój ekwipunek. Uzbroiłem się i ruszyłem na plac ćwiczeń. Ustawiłem się i zacząłem najpierw ćwiczyć posługiwanie się włócznią, bo to wychodziło mi gorzej. Po wykonaniu paru pchnięć postanowiłem poćwiczyć machanie mieczem. Wyciągnąłem go i zacząłem wykonywać płynne pchnięcia. Nie było wątpliwości, że byłem stworzony do walki mieczem. Tylko ta cholerna zbroja ograniczała nieco moje ruchy. Mimo wszystko to i tak lepiej niż w ciężkiej piechocie gdzie są lepiej opancerzeni, ale na tyle wolni, że przeciwnik zdązy im odciąć wszystkie kończyny nim zdążą się obrócić. Jestem wysokim mężczyzną o niebieskich oczach, szczupłej sylwetce, bladej cerze i jasnych włosach. Mam nadzieję, że uda mi się przeżyć.
 

Ostatnio edytowane przez wojto16 : 22-01-2008 o 09:28.
wojto16 jest offline  
Stary 23-01-2008, 14:44   #7
 
Asmorinne's Avatar
 


Jasnowłosa o szczupłej sylwetce i dużych niebieskich oczach kobieta stała wyprostowana jak tylko mogła. Nieruchomo ze wzrokiem utkwionym beznamiętnie przed siebie. Próbowała zapomnieć o wszystkich obelgach i drwinach skierowanych pod jej adresem.

-Przyszliście tutaj po to, żebym dał wam tymczasowe rozkazy. Jesteście tylko umagicznionymi mendami które przylazły tutaj z własnej głupoty. Jesteście jednak także potrzebni. Amalunus, nasz arcymag i Tumarnt, mag są jedynymi czarodziejami. Mają wielką siłę i tak dalej ale to tylko dwie osoby. Dołączycie więc do różnych oddziałów

usłyszała z ust Cathalne. Nagle jakby wybudziła się z transu.
„jak on śmie...umagicznionymi mendami??” pomyślała, lecz nawet nie drgneła, licząc się z pewną karą. jednocześnie miała nadzieje iż szybko spotka arcymagów.
Była zaledwie kilka dni w obozie lecz zdążyła szybko się przystosować. Wiedziała, ze nie można spać zbyt głęboko, gdyż we śnie jest bezbronna, wiedziała, ze trzeba stać prosto i najlepiej unikać wzroku wyższego rangą...

Ucieszyła się w duchu, ze dostała się do zwiadu, lecz była to dla niej nowa sytuacja, nowa chwila, która wzbudziła lęk. Od nowych kolegów żołnierzy dowiedziała się, że są najbezpieczniejszym oddziałem, nie była jednak tego pewna.

Odwróciła się na pięcie w poszukiwaniu grupy 13, znalazła kilku mężczyzn siedzących przy ognisku w pewnej chwili stojący krasnolud zaczął krzyczeć:

-Jam jest Oin syn Grunda z dziada Ulthera XIV z klanu Drakan! Nie było jeszcze takiego co by mi dorównał…chyba, że są w większej liczbie. Zaprawdę powiadam wam, nie ma lepszego wojownika niż Krasnolud! Tylko krasnolud potrafi psia jucha, tak uderzyć komuś w łepetynę, że aż żołądek dupą wychodzi. Gdy z wojny wrócicie do domów, żony stojąc w progu, jako zwycięzców was witać będą! Poległych na tarczach wzniesiecie i bohaterami okrzykniecie. Śmierci się nie lękajcie, to ona srać w pory będzie. Tylko nas zobaczy na polu bitwy-

Amillay aż się skrzywiła słuchając jego chamski i nie pohamowany żargon.
„ szkoda, ze jest taki niski, bym miała za kim się chować...” przyszła jej do głowy pierwsza myśl. Widząc strach w oczach Sama, przysiadła obok niego i w milczeniu spoglądała w taniec płomieni. Nałożyła kaptur aby nie rzucać się w oczy. Jedynie Sam wyglądał dla niej na najbardziej normalną osobę, może dlatego, że bała się tak samo jak on.

Zerknęła na czarnowłosego mężczyznę, który zaczął interpretować cudzy list. Amillay uznała go za załosnego człowieka i w duchu coś podpowiadało jej, ze powinna trzymac się od niego z daleka.
Podparła się o kolana próbując nie spać w duchu przeklinała siebie, że wstapiła do wojska.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline  
Stary 23-01-2008, 21:20   #8
 
sante's Avatar
 


Akvila zauważył przybycie dziewczyny, która wyjątkowo się wyróżniała wśród tego wojskowego motłochu. Jej wyniosłość i sposób reagowania na otaczających ją ludzi, wyróżniał ją spośród całej gawiedzi. W momencie, gdy zarzuciła kaptur na głowę zrozumiał, że nie chce z nikim rozmawiać, a tym bardziej nikogo poznawać. Nie zraził się jednak tym, bo jeśli jaką dziewkę sobie upatrzył to i tak z miejsca nie rezygnował. Skończywszy „czytać” list zawstydzonego żołnierza, podszedł do Sama i dziewczyny. Przysiadł się i przez chwilę spoglądał w tańczące ogniki, które to podskakiwały chwaląc się swoimi żółtawo czerwonymi szatami. Mokre drzewo wydawało przyjemne trzaski umożliwiając zapomnienie przestraszonych dniem kolejnym ludzi. Po chwili ważenia słów w głowie, bo wiedział, że do każdej panny innym taranem pod bramę trzeba podjechać zagadnął.
- Wiem pani, że wydajemy ci się strasznym pospólstwem, które o niczym innym jak mordowaniu i gwałceniu nie myśli. W rzeczy samej tak jest, ale to wina lęku, jaki powoduje myśl o dniu jutrzejszym. Widzisz takiego Sama – nawet nie spojrzał w stronę pulchnego mężczyznybiedak zamartwia się i zamyka w sobie. Ja i mi podobni wolimy dzień przed śmiercią porozmawiać, pochwalić się, powygłupiać. Nikt nam nie może zagwarantować czegokolwiek po życiu, także lepiej sobie folgować już za życia. Wielu z nas zna tylko śnieg, a jedynym kompanem dotychczasowego życia był wiatr i wilki. Nikomu nie marzy się ciepła strawa, czy płomień w kominku, wiemy, że to nie dla nas. Za to mamy siebie, potrafimy bawić się w trudnych chwilach, przy ognisku, w śniegu, konając w ramionach mrozu. Ty zamykasz się w sobie. Nie wiem, jakie wiodłaś życie przed tym, zanim pojawiłaś się w armii, ale sądząc po tej wyniosłości, która skruszy się już po pierwszym starciu z wrogiem, to byłaś kimś, kto siedział w ciepłej komnacie, zaczytując się w księgach, oblizując przy tym wargi po dopiero, co wypitym miodzie. Pamiętaj, nic tak nie rozgrzewa w mroźną noc, jak ciepło przyjaźni. - „ mojej oczywiście„ dodał w myślach, a na ustach pojawił się mu drobny uśmiech, był zadowolony swoją przemową.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"
sante jest offline  
Stary 24-01-2008, 23:55   #9
 
Asmorinne's Avatar
 


Szum...spokój i cisza...szum... spokój cisza...
Zmęczenie coraz bardziej dawało po sobie znaki. Jej powieki od czasu do czasu przymykały się. Walczyła za snem jak tylko mogła. Teraz nawet strach wydawał się taki bez znaczenia...
Nagle przysiadł się czarnowłosy mężczyzna. Ożywiło to nieco Amilly, pobudziły uśpione receptory. Musiała być nieustannie czujna, ciągłe napięcie powodowało nieprzemyślane reakcje.

[i-]Wiem pani, że wydajemy ci się strasznym pospólstwem, które o niczym innym jak mordowaniu i gwałceniu nie myśli. W rzeczy samej tak jest, ale to wina lęku, jaki powoduje myśl o dniu jutrzejszym. Widzisz takiego Sama biedak zamartwia się i zamyka w sobie. Ja i mi podobni wolimy dzień przed śmiercią porozmawiać, pochwalić się, powygłupiać. Nikt nam nie może zagwarantować czegokolwiek po życiu, także lepiej sobie folgować już za życia. Wielu z nas zna tylko śnieg, a jedynym kompanem dotychczasowego życia był wiatr i wilki. Nikomu nie marzy się ciepła strawa, czy płomień w kominku, wiemy, że to nie dla nas. Za to mamy siebie, potrafimy bawić się w trudnych chwilach, przy ognisku, w śniegu, konając w ramionach mrozu. Ty zamykasz się w sobie. Nie wiem, jakie wiodłaś życie przed tym, zanim pojawiłaś się w armii, ale sądząc po tej wyniosłości, która skruszy się już po pierwszym starciu z wrogiem, to byłaś kimś, kto siedział w ciepłej komnacie, zaczytując się w księgach, oblizując przy tym wargi po dopiero, co wypitym miodzie. Pamiętaj, nic tak nie rozgrzewa w mroźną noc, jak ciepło przyjaźni.[/i]

- Lęk nie jest wytłumaczeniem na mord i gwałt...-powiedziała i spojrzała pogardliwie na czarnowłosego.- Nie wszyscy są tak jak WY inni wola przemyśleć wszystko racjonalnie w milczeniu, zamiast przechwalać się i drwić ze słabszych. Czasem cisza jest najlepszym słuchaczem...nie krytykuje...Krzyk i hałas niczego nie zmieni możliwe ze cisza również...- zamilkła chwilę – ale ja się niczego nie lękam...ciepło przyjaźni mówisz? A czym dla WAS jest przyjaźń, jeśli potrzebujesz kobiety na noc szukaj ją gdzieś indziej na pewno znajdzie się taka co się „nie oprze” twojemu urokowi...- dodała pewniejszym siebie tonem i spojrzała na kawałki drzewa strawione ogniem.

„ale ja się niczego nie lękam” – powtórzyła w myślach chcąc uwierzyć w swoje słowa.
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline  
Stary 25-01-2008, 20:20   #10
 
Donki's Avatar
 


""Sprawa nie przedstawia się za różowo"" pomyślał Quenril odbierając swoją włócznie od zbrojmistrza który był jaszczuroczłekiem. Człowiek uśmiechnął się szyderczo na widok tego stworzenia. Alberai nie dość, ze był uprzedzony do innych ras, to na wszystkich patrzył pod kątem przydatności, jako niewolnika. ""Z tego bym zrobił gladiatora…z resztą jak z wszystkich gadów…"" Lata spędzone w branży robiły swoje i nawet mimo tej okropnej sytuacji w jakiej się znalazł potrafi myśleć o handlu.
Quenril był bowiem kupcem specyficznego rodzaju. Handlował bowiem ludźmi i jaszczuroludami (rzadziej zaś innymi rasami). Był on łowcą niewolników pochodzącym z Wodnego Klanu. Z jego twarzy biła szlachetność i duma (czyżby z zawodu?). Nosił także kozią bródkę. Tą idealną twarz arystokraty szpeciły bez wyrazu i krótko obcięte włosy oraz długa blizna zapewne zadana od cięcia mieczem, czy sztyletem. Choć blizna ta była dla niektórych przerażająca, była też źródłem wielu zabawnych sytuacji. Biegła bowiem od prawego kącika ust, aż do ucha. Wyglądało to tak, jakby Quenril był wiecznie uśmiechnięty. Jedna z takich sytuacji miała właśnie teraz miejsce. Alberai rzucił okiem na jednego z młodych rekrutów. Wyglądał na około 16 lat i był przestraszony (w sumie trudno mu się dziwić. 16 lat i pewnie zginie…). W końcu ich oczy spotkały się, a chłopak się uśmiechnął.
""Cholera jasna…nie znowu…"" pomyślał mężczyzna, ale nie odrywał wzroku od młodzieńca. Wielu ludzi myślało gdy spotykali go pierwszy raz, lub widzieli go z daleka, że obdarza ich szczerym uśmiechem. ""Na leśne dziwki*, czy ludzie nie widzą różnicy między szramą a wargą?! Toż to chyba wiadome, że usta na policzku to raczej rzadkość…"" Pomyślał Alberai próbując zrobić jak najgroźniejszą minę do chłopaka. Niestety mimo wszystko…dodał mu otuchy…
- Cholera…- mruknął do siebie i wyszedł z namiotu-zbrojowni z włócznią w ręku. Mężczyzna ustawił się obok Sigunda. Poznał go tutaj, w obozie i jak na razie, był jedyną osobą z którą można było normalnie porozmawiać. Reszta ciężkiej piechoty była zdaniem Quenrila ogrami w blaszanych puszkach. ""Może trzeba było iść do zwiadowców?... Niee tam pewnie sami ludzie lasu są…. Z resztą to i tak teraz nie ważne"" pomyślał. Jedynie Sigund wykazywał choć trochę inteligencji, a inteligentni i wykształceni ludzie zawsze znajdą wspólny język.
- I co może mamy rzucać w siebie tymi dzidami?- rzucił poirytowany Quenril. Było to jednak pytanie retoryczne, gdyż niemal natychmiast zaatakował drugiego mężczyznę i rozpoczęli pozorowaną walkę…



*leśne dziwki- tak Quenril nazywa kobiety sprzedawane do prostytuowania się w Klanie Wilka.
 
Donki jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172