Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Sesja RPG Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-01-2008, 03:15   #1
Nansze
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
[Autorski] Stary dom ma swoje tajemnice...

Wrzuta.pl - Thomas Newman - Ghosts
Proszę o włączenie muzyki.

Ciemny korytarz nie mający końca. Niezliczona ilość mijanych drzwi. Jedynym światłem były promienie księżyca mgliście padające na czerwony, długi, pięknie zdobiony złotą nitką, dywan z frędzelkami. Jasne plamy czerwieni w ciemnym korytarzu. Osoby ze ściennych portretów odprowadzają wzrokiem i szyderczym grymasem.

W oddali słychać głuche kroki. Po korytarzu sunie ciemna postać. Nie było by jej widać, gdyby nie przecinała co chwila swoim wątłym ciałem jasne smugi światła. Widać jedynie nogi i korpus. Twarz nadal nie była oświetlana. Miarowy, cichy chód. I baczny wzrok z obrazów ściennych. Cisza. Cisza, którą rozrywają kroki tłumione przez dywan. Drzwi. Zamknięte na zamki z dużymi kluczami. Zdobione mosiężnymi klamkami. A na każdej klamce wygrawerowany numer.

Ciemna postać. Choć twarzy nie było widać, zostawiała za sobą widmo chłodu. Stary zegar z głównego korytarza wybił 2 . Choć zegar był stosunkowo daleko od ciemnego korytarza, wybicie pełnej godziny było słychać idealnie. Cisza. Postać w czarnym fraku wyjęła duży mosiężny klucz z kieszeni. Na rączce miał numer, a był to numer 42. Stanął naprzeciw drzwi, które lekko oświetlone mglistą smugą zza szyb zdradzały swój numer. Klucz pasował idealnie. Głośne chrobotanie. Po chwili drzwi powoli zaczęły się otwierać z charakterystycznym skrzypieniem. Na ciemny korytarz wylało się ciepłe światło z kominka.

[
-Wejdź, proszę. – Ciepły lecz bez większego wyrazu głos wydobył się z wnętrza pokoju. Postać we fraku posłusznie weszła do środka pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Korytarz ponownie stał się cichy i ciemny. Niezmącony spokój. Śmiech dziecka.
Niewielki pokój z dużym zdobionym kominkiem, sofa wraz ze zdobionymi fotelami koło stylizowanego stoliczka zagościły pod jedną ścianą. Pod drugą stały regały z książkami. Koło kominka stał fotel, a koło niego stoliczek. Mężczyzna, którego twarz było teraz idealnie widać, była pomarszczona i bez wyrazu. Niebieskie oczy łypały zimnem.
-Czy rozdałeś wszystkie zaproszenia?- Był to głos kobiety. Kobiety, która siedziała w fotelu, grzejąc się przed pięknie zdobionym kominkiem. Twarz radosnej staruszki zwróciła się w stronę mężczyzny w czarnym fraku.
-Tak, Pani – W jego głosie można było wyczuć stanowczość i lojalność a w oczach niezmącony chłód. Staruszka wyciągnęła dłonie przed siebie i nadal uśmiechając się złożyła je przed ustami. Jej wzrok skierowany był w ogień kominka. Wesoło trzeszczał i przyjemnie grzał…




Jacek Czerwiński

Sesja! Tylko to chodziło po Twojej głowie. Nie spałeś po nocach, ślęcząc nad książkami. Nikt się nie dziwił, bo nie byłeś jedyną osobą ogarniętą egzaminami. Tłumy ludzi w bibliotekach. Snujący studenci po mieście. Jak cienie ludzi. Wyczerpani, wiedzą. Wszak prawo nie należy do najłatwiejszych kierunków.
Dzień jak każdy styczniowy podobny do siebie. Dzień szary, zimny i przygnębiający. Siedziałeś właśnie nad Kodeksem Karnym, na uczelnianym korytarzu. Szarzy studenci mijali Cię bezosobowo, obojętnie. Siedząc tak po turecku na brudnej podłodze chłonąłeś informacje. W pewnym momencie zatrzasnąłeś gwałtownie grube tomisko, zrobiłeś poważną minę i ciężko nabrałeś powietrza. Zaburczało Ci w brzuchu. Ten odgłos z Twojego żołądka zniwelował wygląd poważnego człowieka. Położyłeś głowę na książce. Dalej trzymając głowę na książce sięgnąłeś do kieszeni. Jakieś miedziaki zaczęły tłuc się w Twojej dłoni. Uśmiechnąłeś się. Wstałeś otrzepałeś z paproszków i zmierzyłeś w stronę bufetu. Wszedłeś do jasnego, ciepłego pomieszczenia, gdzie przyjemnie pachniało jedzeniem. Sporo osób coś przepisywało, pisało, ogólnie ślęczało nad materiałami. Nie zdziwiło Cię to. Zrobiłeś minę w stylu „ a co mnie to” i poszedłeś zamówić coś ciepłego. Herbata i jakaś bułka z pomidorem i serem. Dało się przeżyć. Gorsze rzeczy się jadło. Ciepła herbata wprawiła Cię w lekki błogostan. Twój organizm zaczął domagać się snu, którego nie mógł uprosić od kilku dni. Spojrzałeś na zegarek. Mało co się nie zerwałeś razem z krzesłem i stolikiem. Bibliotekę dziś wcześniej zamykają, a Ty jeszcze potrzebowałeś parę kserówek.
Jeszcze godzina do zamknięcia, a Ty nie wiesz za co masz się „wziąć”. Wyjmujesz z kieszeni pomiętą do granic wytrzymałości zapisaną kartkę i zaczynasz błądzić między regałami. Przeglądając jedną z wielu przed chwilą przewertowanych książek zauważyłeś, że ta ma jakąś zakładkę. Fakt faktem ludzie robią sobie zakładki, później o nich zapominają. Tak zarobiłeś kiedyś pięć dyszek. Były też pocztówki, zwykłe kartki. Różne ciekawe rzeczy. Lecz to była koperta. Brązowo – złota. Kiedy odwróciłeś zaciekawiony na drugą stronę zakładkę, upuściłeś książkę z dość porządnym hukiem. Widniał tam napis „Zaproszenie dla Jacka Czerwińskiego”. Złotymi literami. Serce zaczęło Ci momentalnie szybko i mocno bić. Pierwsza myśl: głupi żart. Otworzyłeś kopertę. W środku była beżowa karteczka ze złotymi napisami.

Nie, to nie jest żart.
Zapraszam Cię do mojej zabytkowej rezydencji. Będziesz miał okazję przeżyć niesamowitą przygodę oraz wygrać nie mały pieniądz. Przyjedź, a dowiesz się więcej.
Zabierz obowiązkowo to zaproszeniem, gdyż jest to dokument bez, którego nie zostaniesz wpuszczony na Moją posesję.
Prosi się o przybycie 25 stycznia 2008 roku.

Z wyrazami szacunku
….. .. . ….. . . ..


Niestety podpis był zbyt mały by można było go odczytać.


Tomas J. Jonson

Zbliżały się ferie zimowe, co za tym szło, ludzie masowo rezerwowali miejsca w pensjonatach. Piękny okres, dla Twojego portfela. Postanowiłeś również sobie zrobić małe ferie, razem z ukochaną żoną. Pojechaliście w góry. Wszak nie było tak zatrważająco dużo śniegu na narty, ale na spacery i na pewne szaleństwa na śniegu, idealnie. Mogliście jako tako nadrobić swój miesiąc poślubny. Nie ma to jak wylegiwać się w łóżku do południa. Śniadanie przyniosą, obiad przyniosą. Żyć nie umierać. Kiedy leżeliście wraz z Jasmin w „małżeńskim” wielkim łożu, ktoś zapukał do drzwi Waszego pokoju. Natręctwo! Bo przecież jest wywieszka z drugiej strony „Nie Przeszkadzać!”. Zignorowaliście pukanie. Cisza. Odsapnęliście od natręta. Przytuleni do siebie mocno, patrzyliście sobie w oczy. Cieszyliście się swoim towarzystwem, swoim szczęściem. Natręt powrócił. Ze zdwojoną siłą. Teraz to wyglądało jakby chciał się do Was włamać. Jakby kopniakami chciał wyważyć drzwi. Jasmin jedynie przewróciła ciężko oczami, zaś Ty puściłeś piękną wiązankę w stronę „napastnika”. Okrutnie nie chciało Ci się wstawać, ale to już robiło się nie do zniesienia. Zarzuciłeś na siebie pierwszą lepszą rzecz. Pech się stał, że był to różowy, satynowy szlafrok żony. Przekręciłeś patent i szybko otworzyłeś drzwi. Już zacząłeś coś krzyczeć, ale po drugiej stronie nikogo nie było. Wyjrzałeś zza drzwi. Obejrzałeś się. Czysto. Długi cholernie korytarz i żadnych możliwości aby się schować. Chyba, że jakiś „sąsiad” robi sobie głupie żarty. Jasmin stanęła w Twoim szlafroku koło Ciebie.. Również rozglądnęła się po korytarzu. Gdy już chciałeś zamykać drzwi, Twoja żona zauważył brązowo – złotą kopertę przed drzwiami.
-Kochanie, ktoś to zostawił- I wręczyła Ci tę kopertę. Zamknęła drzwi na patent, zdjęła szlafrok i położyła się dalej do łóżka. Ty zaś odwróciłeś kopertę. Na drugiej stronie widniał złoty napis : Zaproszenie dla Tomasa J. Jonsona. Pomyślałeś, że jakiś podły żart, aby wyrwać Cię z łóżka. Beznamiętnie otworzyłeś kopertę. W środku znalazłeś kremową karteczkę ze złotymi napisami :

Nie denerwuj się.
Zapraszam Cię do mojej zabytkowej rezydencji. Będziesz miał okazję przeżyć niesamowitą przygodę oraz wygrać nie mały pieniądz. Przyjedź, a dowiesz się więcej.
Zabierz obowiązkowo to zaproszeniem, gdyż jest to dokument bez, którego nie zostaniesz wpuszczony na Moją posesję.
Prosi się o przybycie 25 stycznia 2008 roku.

Z wyrazami szacunku
….. .. . ….. . . ..
Podpis był nieczytelnie, malutki.



Johnny Lick

Gdy wieczorem wróciłeś z knajpy do domu. W domu było bardzo cicho. Przestraszyłeś się. Myślałeś, że to może ci kolesie, którzy dzwonili jednak, na szczęście to nie oni. Wszedłeś do sypialni matki. Zobaczyłeś, że leży na podłodze z obitą twarzą. Szybko do niej podbiegłeś. –Co się stało? Mamo!- podniosłeś jej twarz. –Synku… jesteś już… - cicho wymamrotała. –Kto ci to zrobił?- zapytał. Nagle zobaczył strach w jej oczach. Szybko przytuliła się do niego i zaczęła płakać. –To był… chyba mnie zgwał…- nie dokończyła. Wpadłeś we wściekłość. Wstałeś i zacząłeś zrzucać wszystko ze stolika. –Nieeeeeee!- krzyczałeś- Nieeeeeeeeeee! – Furia. Matka skulona siedziała w kącie obejmując swoje nogi, a twarz schowała w kolanach. Gdy w pokoju nie było już nic, czym mógłbyś rzucać, usiadłeś ciężko na łóżku. Twarz schowałeś w dłoniach. Najważniejsza była teraz rodzicielka. Zadzwoniłeś na pogotowie. Pomogłeś mamie ubrać się i spakować pidżamę i inne potrzebne rzeczy. Ambulans przybył w dość krótkim czasie. Matka przed wejściem do karetki pocałowała Cię w policzek. A Tobie mimowolnie popłynęła jedna łza. Taka symboliczna. Wiedziałeś, że dobrze zaopiekują się mamą. Obiecałeś, że niedługo ją odwiedzisz. Zamknęli drzwi i pojechali na sygnale do szpitala. Wszedłeś do domu. Cisza i jakiś niespokojny chłód przeszedł przez Twoje kości. Wróciłeś do pokoju mamy, aby zrobić rozeznanie. Potłuczona lampka, szafka nocna prawie że wbita w ścianę, bo pozostawiła dużą dziurę po sobie. Masa drobnych rzeczy walających się po podłodze, jakieś szkło. Nie wiadomo skąd. Westchnąłeś jedynie na ten widok. Gdy wychodziłeś z pokoju matki, do drzwi przybita była kuchennym nożem brązowo – złota koperta. Zdziwiłeś się bo mógłbyś przysiądź, że wcześniej jej tu nie było. Nóż mocno siedział w dębinie. Po dłuższym siłowaniu się z kuchennym ostrzem, sukcesem była, prawie nie naruszona koperta. Usiadłeś na miękkim łóżku. Odwróciłeś kopertę. Widniał tam napis złotymi literami : Zaproszenie dla Johnnego Licka. Pierwsza myśl jaka przyszła Ci do głowy. Że ten kto „To” zrobił Twojej matce jest jeszcze w domu i zgrywa się. Przypływ agresji. Z chęcią rozdarłbyś tę kopertę na strzępy i podpalił, ale Twój wewnętrzny głos, kazał Ci otworzyć tę kopertę. W środku był mały kremowy kartonik, ze złotymi napisami:

Nie denerwuj się, ochłoń troszeczkę.
Zapraszam Cię do mojej zabytkowej rezydencji. Będziesz miał okazję przeżyć niesamowitą przygodę oraz wygrać nie mały pieniądz. Przyjedź, a dowiesz się więcej.
Zabierz obowiązkowo to zaproszeniem, gdyż jest to dokument bez, którego nie zostaniesz wpuszczony na Moją posesję.
Prosi się o przybycie 25 stycznia 2008 roku.

Z wyrazami szacunku
….. .. . ….. . . ..

Niestety nie mogłeś odczytać kto z wyrazami szacunku podpisał się pod tym zaproszeniem. Literki były zbyt małe, aby można było je rozczytać.


David Fox

„Doktor Historii Literatury”. Jak to ładnie brzmi pomyślałeś, wchodząc na salę wykładową. Duża sala z pojedynczymi ławkami. „Mały teatr” jak to określali studenci kiedyś. Mężczyzna szedł po schodach powoli do swojego biurka na „scenę”. Te same znudzone, zmęczone twarze. Westchnąłeś ciężko. Wyjąłeś laptopa z pokrowca i zacząłeś go podłączać do projektora. Na dziś przygotowałeś małą prezentacje.
-"Niech odpoczną sobie, a wszystko nadrobimy na sesji.” – cicho szepnąłeś plątając się w kabelkach. Gdy już uporałeś się z tym ustrojstwem lekko usiadłeś na krześle, które postawiłeś z boku sali, aby nie przeszkadzać w odbiorze studentom prezentacji. Włączyłeś mikrofon i zacząłeś z miejsca siedzącego prowadzić zajęcia. Spostrzegłeś, że drzwi sali lekko się uchylają. Skrzypnęły, przeraźliwym jękiem. A Tobie gęsia skórka przeszła po plecach. „Dźwięk taki podobny do … szafa” przeszło szybko Ci przez myśl. Impuls. Zza drzwi wychyliły się dwie głowy. Studenci. Wszak obowiązuje ten kwadrans studencki. Nie zwróciłeś im uwagi, to by było niepotrzebne marnowanie głosu i energii. Studenci, jak zwykle z zafascynowanymi minami słuchali wykładu. Marzenie. Większość weszła w pierwszy stan rozkładu na ławkach. Inni wciąż pisali sms-y. Znikomy procent, lepiej było ominąć. Dla własnego bezpieczeństwa. W środku wykładu, znowu otworzyły się drzwi. Młoda studentka oznajmiła, że jesteś wzywany do dziekanatu. Zdziwiło Cię to. Rzuciłeś szybkie spojrzenie na studentów. Teraz wszyscy siedzieli wyprostowani i uśmiechnięci. Cieszyli się, że zajęć nie będzie. Westchnąłeś. „Sesja, maleństwa, sesja” nuciłeś w drodze do dziekanatu. Wyszedłeś trochę poirytowany.
-Pomyłka, jak to mogła być pomyłka?- Gdy wszedłeś na salę wykładową nie zauważyłeś, że nikogo tam nie ma.
-Zmyli się! – Nie wiadomo czemu, ale ten fakt rozbawił Cię. Cóż miałeś wolną godzinę. Zacząłeś zbierać swój sprzęt. Gdy otworzyłeś pokrowiec na laptopa w środku była brązowo – złota koperta. Zmrużyłeś lekko oczy. Odwróciłeś kopertę, a na niej widniał złoty napis : Zaproszenie dla Davida Foxa. Obejrzałeś się dookoła siebie, dalej w jednej ręce trzymając kopertę, a w drugiej kable. Zaciekawiony otworzyłeś. W środku była kremowa karteczka a na niej złote napisy:

To nie jest studencki żart.
Zapraszam Cię do mojej zabytkowej rezydencji. Będziesz miał okazję przeżyć niesamowitą przygodę oraz wygrać nie mały pieniądz. Przyjedź, a dowiesz się więcej.
Zabierz obowiązkowo to zaproszeniem, gdyż jest to dokument bez, którego nie zostaniesz wpuszczony na Moją posesję.
Prosi się o przybycie 25 stycznia 2008 roku.

Z wyrazami szacunku
….. .. . ….. . . ..


Podpis był mały i nieczytelny. Nie można było go za bardzo „odszyfrować”.


Matt Bourne


Zaczynał się trudny czas dla studenta. Sesja. Szedłeś przez starówkę tempo patrząc na ludzi. Tyle problemów, tak mało czasu, zero rozwiązań. Potrzebowałeś odsapnąć od nauki. Musiałeś się przejść. Oderwać się. Zaczynało robić się chłodniej więc postanowiłeś napić się czegoś gorącego. Na Twoje szczęście niedaleko była dobra kawiarnia.
Kelnerka powitała Cię ciepłym, serdecznym uśmiechem.
-Dzień dobry! Proszę o to menu – i wręczyła Ci deseczkę, na której były wyryte ceny i nazwy różnych kaw, herbat itp. Zamówiłeś „małą czarną”. Długo nie czekałeś. Kelnerka przyniosła Ci kawę, gratisowe ciastko. Wziąłeś filiżankę. Aromat kawy przyjemnie rozchodził się dookoła, a jej smak. Niebo. Nie myśląc dłużej wziąłeś się za ciastko. Kremowe, aromatyczne, rozpływające się w ustach. Na duże kłopoty, małe radości. Starszy pan siedzący naprzeciw Ciebie dopił swoją kawę i powolnym krokiem sędziwego mężczyzny podszedł do Ciebie. Położył brązowo – złotą kopertę na Twoim stoliku i wyszedł z kawiarni. Twój wyraz twarzy był pomieszaniem zakłopotania z zaskoczeniem. Dość interesująca mieszanka, dla kogoś kto patrzy na Ciebie z boku. „Dlaczego ten dziadek położył mi tę kopertę?”. Długo się nie zastanawiając odwróciłeś ją. A tam złotymi literami : Zaproszenie dla Matta Bourne. „Skąd on wiedział jak się nazywam?” Jedyne słowo, które pierwsze prześlizgnęło Ci się przez myśl to „dziwne?”. Zajrzałeś do środka, a tam kremowa karteczka ze złotymi napisami:

Nie bądź zdziwiony.
Zapraszam Cię do mojej zabytkowej rezydencji. Będziesz miał okazję przeżyć niesamowitą przygodę oraz wygrać nie mały pieniądz. Przyjedź, a dowiesz się więcej.
Zabierz obowiązkowo to zaproszeniem, gdyż jest to dokument bez, którego nie zostaniesz wpuszczony na Moją posesję.
Prosi się o przybycie 25 stycznia 2008 roku.

Z wyrazami szacunku
….. .. . ….. . . ..

Podpisu nie byłeś w stanie odczytać. To był naprawdę drobny maczek, drobniejszy niż w ciastku, które jadłeś.
 
 
Stary 23-01-2008, 13:00   #2
 
DrHyde's Avatar
 


Aberdeen...Po co ktoś miał by mnie zapraszać na drugi koniec Wielkiej Brytanii...Czy ja tam kogoś znam?

David w myślach zadawał sobie pytania i jednocześnie pakował już rzeczy.

To będą kosztowne wakacje. Jednak może być ciekawie. Jeśli to żart? Głupi studencki dowcip? W liście jest mowa o wygranej. Przydało by się trochę gotówki. Ciekawe co by na to powiedziała Julia. Przypominają mi się czasy, gdy podróżowałem po Europie...

David spakował swoje rzeczy do 2 sporych walizek i popatrzył na to krytycznym okiem.

Spakowałem się jakbym się przeprowadzał, ale nigdy nie wiadomo co będzie potrzebne.

Założył swoje skórzane buty i postawił walizki pod drzwiami.

Jedno jest pewne...studenci ucieszą się z moich wakacji...tylko czy ja będę zadowolony?

Otworzył drzwi swojego domku, położonego na przedmieściach Londynu.

-Zapomniał bym...

Szybko wbiegł do sypialni, odsunął szufladę i wyciągnął zdjęcie swojej żony. Wziął kluczyki od auta i drzwi wyjściowych. Wyszedł na zewnątrz. Wrzucił walizki do bagażnika i zamknął dom.

-Obym tego nie żałował...

David nie spieszył się do Aberdeen. Wiedział, że i tak będzie przed terminem przyjazdu. Obrał sobie wygodną trasę wschodnim wybrzeżem. Miał szczęście, że wyjechał zaraz po śniadaniu. Jechał cały dzień. Późnym popołudniem dotarł do Aberdeen. Zanim odnalazł drogę do owej rezydencji, minęła dobra godzina czasu. Nikt nie potrafił mu pomóc...a może nie chcieli. Zatrzymał się przy wybrzeżu.
Pogoda zrobiła sie paskudna. Mgła spowiła cały krajobraz.



David nalał sobie kawy z termosu i usiadł na masce swojego Chevroleta.




Ciekawe co to za rezydencja. Skąd znali mój adres. Jeśli to jakiś głupi żart...a na to wygląda, bo nikt nie wie gdzie to jest...to ktoś będzie miał przez to problemy.

Wsiadł z powrotem do auta i ruszył wąską drogą w głąb lasu. Jakieś niecałe 40 mil od Aberdeen w środku lasu, na odludziu stała rezydencja...
David popatrzył ze zdumieniem na posiadłość.

Czyli to jednak nie jest żart...miejmy nadzieję, że nie żart.

Wysiadł z auta i zamknął drzwi samochodu. Nie wyciągał jednak walizek.
Podszedł do drzwi wejściowych i zastukał kołatką w drzwi.
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 26-01-2008 o 10:48.
DrHyde jest offline  
Stary 23-01-2008, 15:52   #3
 
sheey's Avatar
 


Jacek przybliżył wzrok do kartki w nadziei odczytania podpisu zapisanego drobnym maczkiem. Nie udało mu się i szczerze mówiąc wątpił, by komukolwiek udała się ta sztuka. Podpis na beżowej kartce należał to tajemniczej osoby która zaprosiła go do swojego domu. Zadawał sobie w myślach pytanie:

Skąd zna moje imię? I skąd wiedział, że wezmę akurat tą książkę?

Włożył karteczkę do koperty, a kopertę do kieszeni i wyszedł z biblioteki. Miał jeszcze jeden wykład, chyba o prawie unijnym, ale postanowił go opuścić. Zamyślony szedł w kierunku wyjścia mijając studentów z podkrążonymi oczami snującymi się po ciemnych korytarzach z termosem kawy i różnymi książkami w dłoniach. Bufet i zapach kawy nęcił. Wypić sobie filiżankę kawy i pozbyć się dręczącego uczucia snu. Jednak czwarta filiżanka kawy w ciągu dwóch godzin to raczej za dużo. Trzecia zachlapana nią książka w tym miesiącu to też zbyt wiele. Oddalił się jak najszybciej bufetu by nie ulec pokusie i ponownie zaczął rozmyślać o tajemniczym zaproszeniu. Odebrał swoją kurtkę i plecak z szatni i wszedł do olbrzymiego holu. Przechodząc przez futrynę dużych drzwi wejściowych uniwersytetu dopiął do końca kurtkę i nałożył czapkę. Styczeń nie przypominał stycznia z poprzednich lat. Z ciemnego nieba sączył deszcz, na ulicach błyszczały kałuże. I do tego sesja. Nawet on, uważany za wesołka poddał się powszechnemu wśród studentów przygnębienia. Powoli zbliżał się do akademika. Odebrał z recepcji klucz do pokoju i wszedł do niego. W pokoju stało jedno łóżko, biurko a na nim lampka i laptop, lodówka i stos książek. Jacek usiadł na łóżko odgarniając z niego notatki z prawa rzymskiego. Ostatnio na nich usnął. Wyciągnął z kieszeni zaproszenie i sprawdził czy treść się nie zmieniła. Nie rozmyślał długo.

Zrobię sobie wakacje i podszlifuje angielski. Mam nadzieję, że wrócę przed sesją .

Otworzył szufladę i wyciągnął zwitek banknotów. Miał go na czarną godzinę. Rozwinął go i policzył pieniądze. Na bilet starczy. Chwycił za telefon i zapytał się o najbliższe odloty do Aberdeen. Zarezerwował bilet na 16:00 więc miał tylko godzinę na spakowanie się i wyjście. Włożył do torby książki o prawie, jakieś ciuchy i przybory kosmetyczne. Zaproszenie razem z pieniędzmi wsadził do portfela. Wyszedł z akademika i wsiadł do taksówki. Na lotnisku znalazł się po 10 minutach. Przeszedł przez odprawę i wsiadł do samolotu. Zasnął. Obudził go głos proszący o zapięcie pasów. Już będąc przed lotniskiem wsiadł do jednej z koczujących taksówek. Powiedział taksówkarzowi nazwę wioski blisko owej rezydencji. Podróż trwała około półtorej godziny. Wioska była mała, jednak miała całkiem miłą restauracyjkę. Zjadł kiełbaskę z ziemniaczkami. Ściemniało się już więc przełożył wyprawę do rezydencji na jutro rano. Wioska miała na szczęście mały hotelik. Rano powitała go paskudna pogoda za oknem. Nie zdziwił się. W końcu to Szkocja. Kupił w spożywczym jakieś jedzenie, zawinął w torebkę i włożył do torby. Udał się w kierunku lasu szutrową dróżką która potem zmieniła się w błotnistą ścieżkę. W lesie było ciemno. Błądził po nim dobre dwie godziny, ale w końcu zobaczył rezydencję. Na chwilę stanął jak wryty. Po krótkim zdziwieniu przyśpieszył. Miał już dość deszczu i lasu. Zastukał lekko kołatką w drzwi.
 

Ostatnio edytowane przez sheey : 23-01-2008 o 23:09.
sheey jest offline  
Stary 24-01-2008, 12:44   #4
 
Mattheus's Avatar
 


Wpatrując się w zaproszenie Matt nie okazywał zdziwienia. Wielu ludzi go znało, zwłaszcza po tym, co się nie dawno wydarzyło… Ale dręczyło go to, że nie wiedział kim jest nadawca. Co prawda miał wielu wpływowych i bogatych przyjaciół, może ktoś chce, aby wreszcie odpoczął… Ale po tym co się stało ludzie raczej unikają z nim kontaktów. No cóż, może to idealna chwila na odpoczynek. Spojrzał na zegarek. Krótka wskazówka wskazywała kreskę między liczbami 1 i 2. Z wyrazem zmęczonego już życiem chwycił zaproszenie i wyrzucił je do kosza. Gdy znajdował się już dobre piętnaście minut drogi od kawiarni, bijąc się z własnymi myślami postanowił zawrócić.
„Może powinienem przeczekać, aż to wszystko ucichnie… to może być dobra okazja”- pomyślał, po czym udał się szybkim krokiem w stronę kawiarni. Na miejscu zauważył jednak brak kosza do którego wyrzucił zaproszenie…
-Gdzie jest kosz?- spytał kelnerkę swoim zdyszanym głosem.
-Na zapleczu, kucharz go potrzebował- odpowiedziała nieco zakłopotana.
Matt czym prędzej pobiegł do kuchni. Gdy zauważył kosz, odetchnął z ulgą po czym rzucił się na niego w poszukiwaniu brązowo-złotej koperty. Kucharz spojrzał na grzebiącego w koszu chłopaka po czym grubym głosem spytał:
-Czy wszystko w porządku? Szukasz czegoś?
-Jest!- wykrzyknął Matt- Dziękuję za pomoc, dowidzenia!- powiedział po czym wybiegł z kawiarni.
Heh, to dobry znak. Może w końcu coś mi się uda”- powiedział cicho chłopak w drodze do mieszkania. W małym mieszkaniu chłopaka rzucał się w oczy bałagan, który pozostał tu jeszcze od czasu rewizji. Pospiesznie spakował swoje rzeczy, po czym upadł na podłogę i zaczął pukać pięścią w karmazynowe płytki. Gdy jedna z nich wydała ‘pusty dźwięk’, Matt zaczął podważać ją nożem kuchennym. Po otwarciu swojej skrytki wyciągnął z niej paczuszkę białego proszku. Następnie coraz bardziej zdenerwowany zaczął biegać po pokoju. „Gdzie on jest?!”- powtarzał głośno sam do siebie. Wreszcie pod stołem zauważył czarną torbę. Pospiesznie wyciągnął z niej laptopa. „16:30”- powiedział na głos. Spojrzał na zegarek- było 25 minut po trzeciej. Odetchnął z ulgą, wziął telefon i wystukał czterocyfrowy numer. Po krótkiej rozmowie wziął torby i ruszył do czekającej już pod oknem taksówki.
-Na lotnisko.
Odprawa przebiegła sprawnie. Nikt ani nic nie zauważyło jego paczuszki, którą ukrył pośród ubrań. „Samolot z Oxford do Aberdeen odlatuje o godzinie szesnastej trzydzieści”- usłyszał z głośników. Spokojnym krokiem udał się do samolotu.
Podróż minęła szybko. Spojrzał na zaproszenie. „Będę nieco szybciej”- pomyślał po czym ruszył ku rezydencji.
 
Mattheus jest offline  
Stary 24-01-2008, 23:51   #5
 
Morfik's Avatar
 


Gdy Johnny skończył czytać list, odłożył go na łóżko. Powoli wstał. Nie denerwuj się, ochłoń troszeczkę. Postaram się nie denerwować.- pomyślał. Wiedział, że musi się uspokoić. Teraz i tak już nic nie zrobi. Matka była bezpieczna a to było najważniejsze. Chociaż stosunki między nimi nie były ostatnio dobre, to była to w końcu jego matka.

Poszedł do łazienki, na szczęście została ona nietknięta. Obmył twarz zimną wodą i popatrzył na nią w lustrze. Źle wyglądał. Wydarzenia ostatnich kilku minut wykończyły go. Obył twarz jeszcze raz i wytarł ją ręcznikiem. Wrócił do sypialni matki. Położył się na łóżku. Przeczytał jeszcze raz list. Kto to może być?- zaczął się zastanawiać-Może powinienem tam pojechać? Może tam znajdę tego, kto zrobił to mojej matce. Z drugiej strony ta posiadłość może w ogóle nie istnieć. Echh sam już nie wiem. Powoli zaczął robić się senny. Chciało mu się spać ale bał się, że gwałciciel może wrócić. Obiecywał sobie, że już nigdy nie będzie się bał. A jednak znów bał się. I był sam.
Szybko wstał z łóżka i poszedł do swojego pokoju. Wiedział, że musi pojechać do rezydencji. Tam być może odnajdzie tego kto skrzywdził jego matkę. Zaczął pakować swoje rzeczy do plecaka. Tylko te najważniejsze.I tak nie zamierzam tam długo zostać.- pomyślał. Spakował kilka ubrań i coś do jedzenia na podróż. Zabrał również wszystkie swoje oszczędności. Poszedł do sypialni. Posprzątam jak wrócę.- pomyślał gdy jeszcze raz spojrzał na pobojowisko. Schował zaproszenie do kieszeni. Przed wyjściem z domu upewnił się, że ma komórkę. Gdy wszystko było gotowe, wyszedł szybko z domu. Zamknął drzwi na klucz. Miał nadzieje, że zdąży jeszcze na nocny autobus do Aberdeen.

Na dworzec Johnny szedł bardzo szybko. Spieszył się na autobus ale też bał się, że coś mu się może stać. Ostatnie kilka kroków chłopak przebył biegnąc. Ledwo zdążył na autobus. Zapłacił za bilet kierowcy i zajął miejsce na końcu autobusu. Oprócz niego w autobusie siedziała tylko jakaś starsza pani i matka z dzieckiem. Wszyscy spali. Wiedział, że do Aberdeen dojedzie dopiero o świcie. Patrząc na krajobraz za oknem Johnny zaczął się zastanawiać nad tym czy w rezydencji rzeczywiście znajdzie tego kogo szuka. Jaki człowiek najpierw wyrządza krzywdę jego matce a potem zaprasza go do swojej rezydencji. To było głupie. Ale przynajmniej jest szansa na wygranie pieniędzy. Może wystarczyłoby na kupienie jakiegoś małego domku za miastem. Przeprowadziłby się tam razem z matką i mieszkał w spokoju. Chłopak myśląc o nowym domu zasnął.

Ze snu obudził go głos kierowcy. -Pora wysiadać! Dojechaliśmy.- powiedział głośno. -Dobra, dobra już wstaję. - powiedział Johnny i przetarł oczy dłonią. Wstał, założył torbę na plecy i wysiadł. Słońce leniwie wschodziło. Postój taksówek był tuż przy przystanku autobusowym. Johnny wsiadł do pierwszej. -Dzień dobry. Czy mógłby pan zawieść mnie do posiadłości znajdującej się niedaleko tego miasta?- kierowca nic nie odpowiedział tylko przytaknął i ruszył. Po godzinie dojechali na miejsce. Johnny musiał dużo zapłacić za taksówkę. Po tym kursie zostało mu niewiele pieniędzy. Taksówka odjechała zostawiając chłopaka przed wejściem do rezydencji. Dom nie zrobił dużego wrażenia na Johnnym. Widział takie w swoim mieście. Podszedł powoli do drzwi. Wziął w rękę kołatkę. Chwila prawdy.- pomyślał i mocno zastukał nią w drzwi.
 
Morfik jest offline  
Stary 26-01-2008, 02:20   #6
Nansze
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
YouTube - Thomas Newman - Cathedral

- … no bo taka cisza, to i zmarłego obudzi- Verrna popatrzała się w zimne oczy mężczyzny w czarnym fraku. Kucharka domu. Wieloletni staż. Pulchna, starsza pani o brązowych, zatroskanych oczach.

Jej fartuszek nawet w najbrudniejszej kuchni, przy gotowaniu pozostawał biały. Kobieta ugniatała ciasto. Jej sprawne ręce i kucharski zmysł pozwalał kobiecie poruszać się w zabytkowej kuchni niczym baletnica w trudnej sztuce o gotowaniu.
-Niebywałe- Na twarzy mężczyzny pojawił się grymas przypominający uśmiech. Oparł się dłońmi o blat kuchenny i wpatrywał się w dzielne, kulinarne poczynania pulchnej pani.
-Ty znowu swoje-Roześmiała się. Głos jej dość wysoki. Śmiejąc się przypominał trochę pisk. Mężczyzna położył dłonie na ramionach niskiej kobiety. Uśmiechnęła się, a na jej twarzy pojawił się rumieniec.
-Już czas- Dźwięk kołatki uderzającej w ogromne wejściowe drzwi, rozbrzmiewał po wszystkich korytarzach. Kobieta przestała wałkować ciasto. Pociągnęła delikatnie nosem. I spuściła lekko głowę. Półmrok panujący w dużej, kamiennej kuchni nie pozwalał na dojrzenie łez kapiących z pucołowatych policzków Verrny. Twarz mężczyzny niczym kamienny posąg nie ulegał najmniejszym emocjom, a jego oczy. Takie zimne i przenikliwe.
Mężczyzna szedł spokojnym krokiem przez hol w kierunku drzwi. Otworzył je, dość powoli. Aby wszyscy usłyszeli lekki jęk starego drewna. Lokaj jedynie zmierzył trójkę mężczyzn, którzy wpatrywali się w niego jak w jakiś zabytkowy posąg. Dawało mu to pewien rodzaj chorej satysfakcji. Rozejrzał się lekko stojąc w drzwiach. Nie wszyscy skorzystali z zaproszenia. To dawało pewne komplikacje. Zmrużył lekko oczy.
-Czy mają państwo zaproszenia?- Jego monotonny i taki ciężki głos, przygniatał. Aż w gardle ślina zastygała.
Po kolei wpuszczał mężczyzn, po uprzednim dokładnym sprawdzeniu zaproszeń. Gdy wszyscy weszli już do środka, lokaj podpalił zaproszenia. Płomień miał nienaturalny siny kolor, zaś jego dym był purpurowy. Znajdowaliście się w dość dużym holu. Po lewej i po prawej dwie pary drewnianych dużych, zamkniętych drzwi. Zaś na końcu tego dość przestronnego pomieszczenia schody które rozwidlały się na półpiętrze, gdzie stał duży zabytkowy zegar z wahadłem.

Czerwony dywan na schodach, zaś na dole kamienna posadzka, koloru zielonego. Na środku pod sufitem ciężki, kryształowy żyrandol.

Na ścianach obrazy przedstawiających myśliwych na polowaniu. A po bokach wypchane zwierzęta i strzelby.

Dziwna dekoracja, witająca nieznajomych. Oglądaliście to z dość nietypowymi minami.
-Panicz, lubił polować – Wyjaśnił wam lokaj bez, wcześniej zadanego pytania.
-Zaprowadzę teraz panów do ich pokoi. – Wskazał ręką na schody i zaczął wolnym krokiem ku nich zmierzać.
-Zapraszam- Nie odwrócił się do was twarzą. Szedł cały czas przed siebie. Skręcił w prawo. Na pierwszym piętrze po obu stronach były tak samo jak na dole, dwie pary drzwi. Na górze również panował „myśliwski nastrój”. Lokaj otworzył pierwsze duże drzwi. Prowadziły one do mniejszego długiego korytarza. Po lewej stronie były duże zdobione okna, zaś po prawej spora ilość zamkniętych drzwi. Czerwony dywan z frędzelkami. Myślisz sobie, że to nieodłączny element domu. Na ścianach wiszą portrety różnych osób. Starych, młodych, uśmiechniętych i tych posępnych. Pewnie to jakaś rodzina, która tu mieszkała kiedyś. Idziecie posłusznie za mężczyzną. Mijacie kolejne drzwi.
-Numer 44- Wyjął mosiężny duży klucz i otworzył drzwi. Zaś drzwi którymi weszli wcześniej, mocno zaskrzypiały i zatrzasnęły się z głośnym łoskotem.
-Pan Lick, to pański pokój- Powiedziawszy to, wręczył Ci klucz.
-Idziemy dalej panowie- Zastanawiacie się jak daleko jeszcze, każe wam iść za sobą ten bezwyrazowy typ w czarnym fraku.
-Numer 14- Wyjął z kieszeni kolejny klucz i wręczył go tym razem Jackowi Czerwińskiemu.
-Teraz panowie cofniemy się do drugiego skrzydła domu- To było dziwne. Dlaczego nie mogliście mieć pokoi blisko siebie? Tylko tak jesteście porozrzucani. Może to i dobrze, bo nie będziecie sobie przeszkadzać? Przechodząc koło zegara, ten wybił pełną godzinę. Lokaj przechodząc koło niego lekko westchnął. Otworzył pierwsze duże drzwi na pierwszym piętrze po lewej stronie schodów. Ten korytarz, niczym się nie różnił od tego z naprzeciwka. Tylko tym, że okna były po prawej stronie, a drzwi po lewej.
-Numer 43-Tym razem był to pokój Matthewa. Pan Fox, zaczął się mało komfortowo czuć w towarzystwie sam na sam z lokajem. Ten bijący chłód i obojętność. W tym było jakieś szaleństwo.
-Numer 41, ostatni pokój-Wręczył Ci klucz i wrócił korytarzem do wyjścia.



Johnny Lick


Mały, schludny pokoik w zielonej kolorystyce. Na przeciw drzwi było duże okno z zielonymi materiałami spływającymi spod sufitu. Po prawej stronie stało duże łóżko z baldachimem, a na przeciw niego stylowy kominek. Nad kominkiem wisiał obraz małej blond dziewczynki w białej sukieneczce na łące, która zbierał polne kwiatki.

Uśmiechnięte młode dziewczę, może lat 12. Koło łóżka stała komódka, a na niej świeże słoneczniki w wazonie. Słoneczniki? O tej porze roku? Koło okna stał fotel, a koło kominka mała biblioteczka. Na komodzie koło pięknego wazonu i zabytkowego zegara leżała karteczka.

Śniadanie o 9
Obiad o 14
Kolacja o 18

Spojrzałeś na zegarek. Była godzina 13. Miałeś jeszcze sporo czasu.


Matthew Bourne

W pokoju dominował ciepły czerwony kolor. Na przeciw drzwi było okno z długimi firanami i zasłonami.

Po prawej stronie duże łoże z baldachimem a koło niego kominek. Na kominku stały świeże czerwone róże. Róże? O tej porze roku?

Na przeciw łoża wisiał duży obraz młodej damy w białej sukience pozującej z polnymi kwiatami, siedząc na krześle w jasnej komnacie. Po prawej strony była duża szafa, a koło niej biblioteczka. Koło łoża stała szafka, a na niej lampa. Koło lampy była karteczka.

Śniadanie o 9
Obiad o 14
Kolacja o 18


Jacek Czerwiński

Twój pokój jak każdy był miły, schludny i ciepły. Do tego mały i przytulny. Kolorystyka jaka dominowała w tym pokoju to niebieski. Na przeciw drzwi wejściowych było duże okno z długimi firankami i lazurowymi zasłonami. Po prawej stronie stało łóżko z baldachimem, a na przeciw niego wisiał obraz starszej kobiety w białej sukience, która miała zrobiony wianek z polnych kwiatów. Pomyślałeś sobie, że nawet kobieta sympatycznie wygląda. Tak na pierwszy rzut oka, mogła by mieć 34 lata. Koło okna stał fotel, a na przeciw niego mała biblioteczka. Koło łóżka stała niska komoda, a na niej zabytkowy zegar i bukiet niezapominajek w wazonie. To było dziwne. Niezapominajki? O tej porze?

Koło wazonu leżała karteczka.

Śniadanie o 9
Obiad o 14
Kolacja o 18

David Fox

Twój pokój był malutki. Myślałeś, że w tak dużym domu to i pokoje będę duże, ale myliłeś się. Pokój był mały, ale bardzo przytulny i ciepły. Nad wyraz sympatyczny.

Kolorystyka występująca w pomieszczeniu to biel. Przyjemna, czysta. Na przeciw wejścia do pokoju jest duże okno z białymi i kremowymi firankami oraz ciężkimi zasłonami. Po prawej stronie duże łóżko z baldachimem a koło niego kominek, na którym stały orchidee. Orchidee? O tej porze?

Na przeciw kominka niewielka szafa, a koło niej biblioteczka. Na przeciw łoża na ścianie wisiał obraz starej kobiety w białej sukience, która siedział na zdobionym krześle a w ręce trzymała polnego kwiatka. Przerażająca, a jednocześnie sympatyczna starsza pani. Koło okna stał fotel. Zauważyłeś białą kartkę na nocnym stoliku.

Śniadanie o 9
Obiad o 14
Kolacja o 18
 

Ostatnio edytowane przez Nansze : 26-01-2008 o 03:02.
 
Stary 26-01-2008, 10:58   #7
 
DrHyde's Avatar
 


David przez chwile zastanowił się nad wielkością pokoju i przeszły go dreszcze. Szybko jednak odpędził złe myśli, wyciągnął ramkę ze zdjęciem żony i postawił na szafce obok łóżka.





Przypomniały mu się wspaniałe chwile jakie spędził z żoną w Paryżu.
Zamyślił się chwilę, po czym położył się na łóżku. Popatrzył na półkę z orchideami.

Moje ulubione kwiaty…To pewnie przypadek…

Ten pokój uspokajał go swoim wystrojem i za razem napawał lękiem…
David wstał. Podniósł kluczyki od auta z szafki i wyszedł z pokoju.

Musze przynieść walizki z samochodu.

David wyszedł na zewnątrz, po drodze rozglądając sie po korytarzu.

Ładny wystrój...Dalej jednak nie wiem, po co ktoś mnie tu wezwał...Nie jestem jednak sam...Konkurencja też dojechała...Ciekawe ile można wygrać i o co chodzi...

Wyciągnął ciężkie walizki z samochodu. Przytargał je do pokoju 41, który wciąż przerażał go ciasnotą. Zaczął wypakowywać rzeczy...
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 26-01-2008 o 22:47.
DrHyde jest offline  
Stary 26-01-2008, 22:42   #8
Nansze
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Lokaj wracając z pierwszego piętra zatrzymał się koło starego zegara. Wybiła godzina 13. Jego prawe oko lekko drgnęło. Odchrząknął cicho, lecz ten odgłos poniósł się po holu. A potem, cisza. Jedynie ciche, miarowe kroki tłumione przez czerwony dywan.
Pomieszczenie nie miało okien. Było w nim zimno, a wilgoć wyżerała nos przy każdym wdechu. Ciche kapanie wody. Czyżby piwnica? Kamienne ściany, są takie zimne. Można było usłyszeć ciche, delikatne kroki, a raczej kroczki. Echo odbijało się od niedalekich siebie ścian. Cichy śmiech dziecka, chwilowo zagłuszył krople wody. Echo, echo. Oddalający się śmiech dziecka. Czyżby to tunel?
Była godzina 13. Słońce schowało się za szarymi chmurami. Przygnębiająca, styczniowa pogoda. Wysoka, pięknie zdobiona brama posesji, która była cały czas otwarta, zaczęła powoli się zamykać.
 
 
Stary 26-01-2008, 23:08   #9
 
Mattheus's Avatar
 


Pierwsze co zrobił Matt po wejściu do pokoju, oczywiście zaraz po rzuceniu swojego bagażu na łoże, było podziwianie pięknych czerwonych róż. Wyjąwszy jedną ze środka wazony powąchał ją i powiedział na głoś: „Takie piękne i świeże róże w styczniu? Dziwne, ale to mi się podoba”. Odłożywszy różę na miejsce skoczył się na łoże i pomyślał z uśmiechem na twarzy: „Dobrze, że to zrobiłem. Będę miał okazję odpocząć. A swoją drogą ciekawe, jak długo tu będziemy? Co robią tu ci ludzie? Mam tylko nadzieję, że to nie będzie jakiś cholerny reality-show lub coś w tym stylu”. Tysiące myśli jednocześnie przelatywało mu przez głowę. Jego ciekawość mieszała się jednak z satysfakcją podjętej przez siebie decyzji. „Jeszcze do szczęścia brakuje mi piwa oraz jakiejś fajnej laski”- szepnął sam do siebie. Nagle poczuł nieubłagalne parcie na pęcherz. „To pewnie z wrażenia”- pomyślał. Wyjrzał na korytarz, po chwili namysłu jednak powrócił do pokoju. Spojrzał na okno. „Nie, Matt, nie zrobisz tego… A może jednak… Przecież nikt nie zauważy…”- mówiąc to otworzył okno, po czym wszedł na parapet i załatwił swoją potrzebę. „Rośnijcie kwiatki”- szepnął po cichu.
 
Mattheus jest offline  
Stary 26-01-2008, 23:23   #10
 
Scarlet's Avatar
 


Laure wysiadła pospiesznie z samochodu, który właśnie zaparkowała przed zamykająca sie bramą posesji. Zdążyła tylko chwycić torebkę, zakluczyła drzwi i w ostatniej chwili przecisnęła sie pomiędzy domykającymi się skrzydłami.
Stanęła na chwilę aby uspokoić emocje, które narastały w niej od pewnego czasu.

-Zdążyłam w ostatnim momencie...-uśmiechnęła się pod nosem-a wszystko przez ten rozpadający sie gruchot. Już dawno powinnam oddać go na części.

Zmierzając spokojnym krokiem ku drzwiom okazałego budynku, rozglądała się na boki podziwiając okolicę.

Ciekawe miejsce...Na pierwszy rzut oka wygląda spokojnie i schludnie. Hm...chyba nie jestem tu sama. Samochody. Czyżby więcej osób otrzymało zaproszenie? Swoją drogą interesujący sposób doręczania. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na pobycie tutaj. Może nadarzyć się okazja na ciekawy materiał.

Laure przyspieszyła kroku, nie mogąc doczekać się, aż pozna gospodarza tych włości. Stając przed drzwiami wstrzymała na chwilę oddech, po czym uderzyła kołatka trzy razy, oczekując nadejścia właściciela.

Chwila oczekiwania wzmogła w niej jeszcze większe podniecenie niewiadomym.
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?
Scarlet jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168