Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-01-2008, 19:55   #1
 
Shoujo's Avatar
 
Reputacja: 48 Shoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodze
Galaktyczne Wojny - strategia RPG.

Na początek kilka dodatkowych informacji :

Każdy z graczy ma swojego przedstawiciela w senacie.
W tej chwili każdy z was ma 5 głosów, Imperium Vrath ma ich 25.
Liczba głosów zwiększa się w miare wzrostu potęgi waszych ras.
Senat służy to wielu rzeczy ale jego najważniejsze funkcje są następujące :

- Przewodniczący ( aktualnie Vrath ) przyznają fundusze waszym nacjom. Aktualnie wynoszą one 500 krd na turę.
- Senat przegłosowuje prawa, których każdy członek senatu musi przestrzegać.
Obecnie istnieją dwa prawa godne uwagi :
- Pakt o sprawiedliwej konkurencji militarnej : więcej niż 2 strony konfliktu nie mogą atakować w tym samym czasie przestrzeni pod kontrolą innej nacji.
- Pakt o ochronie cywilów : zabrania się bombardowań planetarnych.

Sesje zaczniemy od pierwszego waszego posiedzenia senatu. Chciałabym by wszyscy przedstawili się, i jeśli mają jakieś ewentualne propozycje praw - je zgłosili.
A teraz przechodząc do meritum :
----------------------------------------------------------


Sala obrad senatu galaktycznego nie była imponująca. Według doktryny Vrathów prostota jest o wiele bardziej " na miejscu" w polityce niż przepych. Pomieszczenie było przystosowane do przyjęcia wszystkich senatorów. Każda rasa miała swoją loże, gdzie ustawiono tyle prostych acz wygodnych krzeseł ilu było reprezentantów. Szczególnie w oczy rzucali się senatorzy Imperium Vrath. 24 senatorów ubranych w ceremonialne szaty, przypominające lekko kimona z starej ziemi, zasiadało poprostu na poduszkach ułożonych na ziemi. Ponadnimi górował XII książe koronny Imperium Vrath, gubernator tego sektora i przewodniczący senatu. Książe wyglądał na młodego mężczyzne, miał lekko szpiczaste oczy i dlugie spięte w tradycyjny warkocz włosy. U pasa miał ceremonialny miecz rodziny królewskiej. Znak jego pozycji i władzy. NIektórzy z was mieli zatargi z imperium, inni nie znają go dobrze a jeszcze inni chcieli by z nim pokojowo co-egzystować. Żadno z was jednak nie mogło zaprzeczyć prostemu faktowi : Vrath praktycznie rządzili. Mieli lepszą technologie, więcej kredytów i doskonałych dowódców. Wszystko może się jednak zmienić.

-----------------------------------------------------------------------

XIII Książe koronny wstał ze swojego miejsca, i uderzył kilka razy czubkiem pochwy miecza o podłogę. Był to znak nakazujący ciszę. Powoli wszelkie pomruki na sali umilkły.

- Witajcie na posiedzeniu Senatu tej części galaktyki. Niechaj Swiatło Imperatora Spłynie na Was i waszych obywateli.Jest to nowa kadencja, i widzę wiele nowych twarzy. Dusza ma rada jest z takiego obrotu spraw, oznacza to bowiem że rządy waszych planet zaczynają traktować senat poważnie. Mam nadzieję że nasza wspólna praca przyniesie korzyści wam wszystkim.
A teraz przechodząc to raportu o stanie naszego kwadrantu. W tej części galaktyki panuje względny spokój. Nie zagraża nam rzadne wielkie nie bezpieczeństwo. W niektórych sektorach zanotowano wzrost obecności piratów. Sytuacja jest jednak pod kontrolą. 3cia Flota Porządkowa, nie powinna mieć problemów z rozprawieniem się z ta niedogodnością.
A teraz dla wszystkich tych którzy są tu dziś poraz pierwszy, prosił bym o przedstawienie się poszczególnych nacji i ich reprezentatów.
Po prezentacji przyjdzie pora na wszelakie propozycje z Waszej strony.

Skończywszy mówić Książe wrócił na swoje miejsce i usiadł lekko przymykając oczy.
Najwyrażniej mało go interesowały wasze prezentacje.
 
__________________
Reaching out a paw
I catch you by your ankle
as you walk past me.
"Cat Haiku"
Shoujo jest offline  
Stary 31-01-2008, 17:07   #2
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 33 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze


Z miejsca powstała kobieta w wieku niespełna trzydziestu lat. Ciemne włosy do ramion oraz piwne oczy odbijały się na tle biało srebrnego ubrania. Jej zadaniem było utrzymywanie pokoju na tą chwilę za wszelką cenę. Cepheia to zbyt młody naród by mógł sobie pozwolić na wojnę, dlatego też jej szata była w elementy białe, symbolizując pokój.

Ukłoniła się przed imperatorem do pasa, pokazując podległość i szacunek dla jego osoby, chodź w głębi duszy czuła pogardę jej własną i całego narodu Fenixa. Podniosła się i skłoniła pojednawczo głowę w kierunku pozostałych osób. Rozprostowała szatę, by wyglądać jak najgodniej, co zresztą było wskazane na tak ważnym stanowisku, które zajmowała.
- Witam wszystkich. Nazywam się Amadea. Cedryk, władca narodu Cephei powstałego, z Fenixa, powierzył mi zadanie, niesienia porozumienia i pokoju między naszymi narodami. Mam nadzieję znaleźć między wami zrozumienie i chęć kooperacji, tak by nasze narody mogły kiedyś stać się na tyle silne, by godnie stanąć u boku Imperium Vrathów, które teraz musi jak dzieci nas prowadzić miedzy galaktycznymi ścieżkami. Ja i mój lud jesteśmy wdzięczni za ich troskę i opiekę, której przez wiele lat nie rozumieliśmy. Nadeszły jednak takie dni, gdzie już więcej nie pragniemy unosić się dumą, ale podążać za swym nauczycielem tam, dokąd nas prowadzi.-
Poprawiła translatora na uchu, skłoniła głową i usiadła na swoim miejscu, nie odrywając wzroku od imperatora.

-----------------------------------------

Cedryk siedział w większej sali tronowej i wpatrywał się zadumany w gwiazdy za szybą. Bezchmurna noc ukazywała piękno kosmosu, myśl, że między tym pięknem tyle czyhało zła na ludzi szukających wolności i bezpieczeństwa, nie dawała mu spokoju. Był władcą Cephei, niegdyś pustynnej planety, dziś kwitnącej cywilizacji. Nie on stworzył silnym ten naród, on tylko kontynuował dzieło swoich poprzedników. Niestety nie jemu będzie dane rozbudować potęgę Cephei’czyków, bo jego czas dobiegał końca. Mimo młodego wieku bo ten rok był jego 36, jego organizm słabł, tylko silna wola i troska o córkę pozwalały mu żyć dalej. Biedak chorował na nieuleczalną chorobę, zżerającą człowieka od środka.
- Wzywałeś mnie tatusiu? – do pokoju wbiegła zdyszana, ale rozradowana czternastoletnia, zielonooka dziewczynka. – Czy coś się stało? – zapytała stroskana, o stan zdrowia ojca, którego życie mogło trwać jeszcze zaledwie kilka lat, albo i kilka godzin.
- Chodź, spójrz w gwiazdy. – spojrzał na konstelacje małych punktów na niebie – pamiętasz jak się ta konstelacja nazywa, na którą jest zwrócone moje okno?
- Konstelacja Feniksa – odparła dziewczynka, zadowolona z siebie, że umie odpowiedzieć na pytanie ojca
- Tak, a pamiętasz legendę o feniksie, który zrodził naród Cephei? – spojrzał przenikliwie na dziewczynkę
- Oczywiście ojcze, każde dziecko ją zna.
- Kończysz dziś czternaście lat, a to wiek gdzie przed dziećmi odkrywa się prawdę i uczy się ich przyszłej drogi, którą muszą obrać. Jak wiesz, za dwa lata masz zostać żoną hrabiego Castilli. On stanie się dzięki temu moim następcą, a ty będziesz mu wierną żoną, wspomagając go radą i zastępując gdyby był nieobecny. – spojrzał na dziewczynkę, która pomarkotniała. Nie lubiła Castilli, nadętego młodzieńca, który to mając 25 lat, udawał, że zjadł wszystkie rozumy. Dufny w sobie, pogardliwy dla wszystkich, jej przyszły mąż. Tego jednego nie mogła wybaczyć ojcu, że zanim się urodziła, postanowiono o jej losie, a teraz zmienić tego nie mógł, chodźmy nawet tego chciał.
– Takie są koleje losu, na które nie zawsze ma się wpływ. Tak, więc jako przyszła pani tej planety musisz poznać historię tego narodu. – Cedryk ruszył powolnym krokiem ku pomieszczeniu gdzie nigdy nikt poza nim prawa wejść nie miał. Przeciągnął dłonią po czytniku i drzwi się otworzyły. Cassia, bo tak miała dziewczynka na imię, przeszła przez zakazany próg za nim. Jej oczom ukazały się majestatyczne obrazy, pełne niewysłowionej ekspresji.
- Piękne i niezwykle ważne dla naszego narodu. Przedstawiają historię i twarze ludzi, którzy stworzyli tą cywilizację, dali nadzieję garstce uciekinierów nadzieję na przyszłość.- dziewczynce oczy o mało nie wyszły z orbit, wrażenie było piorunujące.
- Kiedyś byliśmy równie kwitnącym narodem jak dziś, ale był to całkiem inny czas i galaktyka. Niestety nasze bogactwa sprowadziły na nas nieszczęście, byliśmy nieprzygotowani i to nas zgubiło. Zmasowany atak Imperium Varthów. Tak, oni pochodzą z tej samej galaktyki, co my. Ludzie ginęli w płomieniach ogarniających całą planetę. Jednak mądry i szlachetny ówczesny władca, którego niestety historia imię już zapomniała, kazał swojej córce poprowadzić naród, dotrzeć na nowa ojczyznę, z dala od tego strasznego miejsca. Wszyscy, którzy zdołali ocaleć, wsiedli na każdy statek, który nadawał się do lotu i ruszyli ku nieznanemu. Vraith tymczasem zniszczyli całkowicie nasz stary dom. Młoda dziewczyna, niewiele starsza od Ciebie, poprowadziła swoich ludzi na planetę, na której dziś my żyjemy. Było im ciężko, ale dzięki odkryciu cennego żelaza, którego bogate pokłady znajdują się w naszej ziemi, szybko stanęli na nogi. Małe państwo rozrastało się, a wieść o jego istnieniu dotarła do Varthów. Koszmar zaczął się na nowo. Kolejny atak najeźdźcy, tylko tym razem rudowłosa przywódczyni, przygotowała naród do obrony. Ciężkimi walkami, trawiącymi w swej gardzieli wielu męczenników tej ziemi, obronili nasz nowy dom. Tak powstała legenda, o ognistej dziewczynie, która z ognia i popiołu starej cywilizacji urodziła nową, równie silną, co poprzednia. Tak narodził się nasz narodowy symbol, płonącego ptaka, feniksa. My jesteśmy jej potomkami. Nienawiść Vraith do nas za tą porażkę nigdy nie zmalała, ale też nigdy już tu nie wrócili, ich siła się zachwiała, a potęga ustąpiła nowym nacjom, jedną z nich jesteśmy my. Nadchodzi czas, by odpłacić im tym samym, co oni uczynili nam, niestety nie będzie to już za mego życia. Mnie pozostała tylko nadzieja, że w tym wielkim kosmosie znajdziemy przyjaciół, gotowych pójść z nami by odebrać to, co nam się należy.
Dziewczynka spojrzała jeszcze raz na twarz kobiety, która według słów ojca, była matką narodu Cephei.
- A jak ta kobieta miała na imię? – Cassia pociągnęła kilkakrotnie ojca za rękaw, bo ten zdawał się pogrążyć w swoich myślach.
- Cepheia.

Cassia:


Cedryk:


Atak Vraith:


Ewakuacja:


Zniszczenie planety:


Nowy dom:


Cepheia podczas obrony:


Mistycyzm Cephei:



Cedryk złapał dziewczynę za ramiona.
- Przynieś mi rejestrator, trzeba nagrać hologram. – popchnął lekko dziewczynkę do wyjścia by ta jak najszybciej podjęła się zadania. Był zmęczony opowieścią i emocjami, które jej towarzyszyły. Cassia ruszyła posłusznie, a tymczasem jej ojciec usiadł na swoim tronie. Dziewczynka po niespełna kilku minutach wróciła z dość popularnym rejestratorem obrazu.
- Postaw go tam – wskazał na stolik przy oknie – a teraz pomóż mi tam podejść. Muszę przekazać ważne informacje innym narodom tej galaktyki. – Cassia stanęła przy urządzeniu i je włączyła, jednocześnie dając skinieniem głowy znak ojcu, by zaczynał.
- Witam was serdecznie. Jestem Cedryk, władca narodu Cephei powstałego z Fenixa lub jak nas w galaktyce nazywają NCDF, czyli Naród Cephei Dziecka Fenixa. Jednak nie o samej nazwie chciałem mówić, chodź i ona wiele wyjaśnia. Wiadomość ta zostanie wysłana do wszystkich narodów naszej galaktyki, czyli Gwiezdne Imperium Polskie, Eldarowie, Konsorcjum Thai, The Kargon. Jak widzicie nie wymieniłem Imperium Varthów, które według mojego jak i Cepheiczyków zdania, nie można nazwać narodem, bo by to nas samych, którzy tym mianem się określamy, obraziło. Mam nadzieję, że treść wiadomości zachowacie dla siebie i nigdy jej nie przekażecie tym najeźdźcą, którzy za nic mają istnienie innych. Senat jest przykrywką, która ma zataić ich słabość. Cepheia była dawniej silnym narodem, który jednak został bezpodstawnie zaatakowany przez Imperium. Znaleźliśmy nowy dom, jednak i on został wystawiony na próbę przetrwania. Gwiazdy jedne wiedzą ile wysiłku i poświęcenia włożono w to by odeprzeć ten nikczemny atak. Ku naszej chwale, udało się, a od tamtego momentu Imperium nie powróciło. Nie jestem głupi i wiem, że jeśliby im zależało, to Cepheia by upadła jak setki lat temu w sąsiedniej galaktyce. Jednak podstępem i pertraktacją nadal koegzystujemy w pokoju, co im, chwiejącej się sile, która z dnia na dzień słabnie, jest na rękę. Mam nadzieję, że wśród was znajdę partnerów, przyjaciół i sojuszników. Pozdrawiam was i informuję uprzejmie, że ta wiadomość ulegnie kasacji po jej odtworzeniu. – skończył swoją przemowę, a Cassia wyłączyła urządzenie. Podziwiała ojca za to ile siły wkładał w swoje działania, był jej bohaterem.
- Odnieś urządzenie i powiedz, że kazałem je skopiować, a każdą z kopii rozesłać do narodów występujących w senacie, z wyłączeniem Imperium. – Cassia chciała już odejść, gdy Cedryk dorzucił przyciszonym, słabym głosem – i niech zainstalują to urządzenie do kasacji wiadomości, gdy się ona skończy. – dziewczynka wyszła. - przezorności nigdy za wiele.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 31-01-2008 o 18:05.
sante jest offline  
Stary 31-01-2008, 22:06   #3
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
Senat Galaktyczny

- I proszę pamiętać Ambasadorze i trzymać się tekstu, błagam... - attache' dyplomatyczny szeptał nerwowo do ucha starszego, chudego i wysokiego mężczyzny ubranego w czarny senatorski płaszcz, z wyszytym na piersi imperialnym godłem. Ten odgonił go tylko nerwowym ruchem, takim jakim odtrąca się brzęczącego, uprzykrzającego życie komara, po czym wstał, strzepnął z płaszcza wyimaginowany paproch, po czym energicznym ruchem wszedł na mównicę. Spojrzał lodowatym wzrokiem na imperatora a na jego cienkich wargach wykwitł pogardliwy uśmiech. Skłonił leciutko głowę w jego kierunku, po czym wyprostowany jak struna obrócił się w stronę zebranych.



- Szanowni reprezentanci i delegaci - zaczął. Jego głos był twardy i zdecydowany - Z rozkazu Jego Wysokości, Imperatora Jana XVI, ja, senator Mikołaj Kazimierz Styczyński zostałem mianowany jako Ambasador przy Senacie Galaktycznym, reprezentując Gwiezdne Imperium Polskie. W imieniu Jego Wysokości Imperatora, oraz Senatu Imperialnego pragnę przekazać czcigodnemu zgromadzeniu wyrazy uznania, oraz oczekiwania wzajemnej owocnej współpracy - ambasador zawiesił głos i odchrząknął - Nasze ojczyzny wiele przeszły w ciągu minionych stuleci. Każdy z was zdaje sobie sprawę, jak wielką daninę krwi zapłacili nasi przodkowie, byśmy mogli stać tutaj w tej sali i wspólnie obradować. Życzeniem naszym, jest abyśmy nigdy o tym nie zapomnieli, i aby pamięć o tym powodowała naszymi czynami. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z nadchodzących zmian. Imperium wyraża nadzieję, że zmiany te zachowają harmonijny i pokojowy charakter tej części galaktyki...


Polonia, Stolica Gwiezdnego Imperium Polskiego, układ Epsilon Eridani B.



- Że też się nie udławi tymi farmazonami - mruknął Kanclerz patrząc na transmitowane na żywo przemówienie Ambasadora.
- To w końcu jego praca - szef Departamentu Relacji Międzygwiezdnych siedzący koło kanclerza wzruszył ramionami. Zebranie Rządu Imperialnego trwało już dwudziestą drugą godzinę i wszyscy czuli się już lekko zmęczeni. Żeby jednak reformy nabrały w państwie tempa, trzeba było nadać im wpierw odpowiedni rozpęd.
- Za to jest niezłym aktorem - brwi Dymitra Sohaczewa, ministra propagandy uniosły się w wyrazie podziwu - Mógłbym z niego zrobić niezły użytek...
- No właśnie - Kanclerz powrócił na swoje siedzenie - Musisz przygotować jakąś ładną bajkę dla mas. Powiedzmy... "Wielki sukces międzygalaktycznej dyplomacji". Albo nie, lepsze byłoby: "Nowa era relacji międzygwiezdnych"; to się będzie lepiej kojarzyło z reformami.
- Się zrobi - Sohaczew wyszczerzył zęby w uśmiechu. Kto jak kto, ale ten człowiek był niezrównany gdy chodziło o kłamstwa, mataczenia i sztucznie wywołany optymizm.
- Właśnie, a co zrobimy z Imperatorem? - zapytał ktoś z sali. Gdy kanclerz obrócił głowę w jego kierunku wszyscy siedzieli już z kamiennymi twarzami. Sapieha ucieszył się w duchu że Minister Wojny został oddelegowany jako attache' wojskowy dla Styczyńskiego. Z Ministrami Wojny był zawsze kłopot jak cholera - było to bowiem jedyne ministerstwo powoływane przez Imperatora; naturalnie był więc to jego człowiek; jego uszy i oczy w obozie rządzącym.
- Tyle razy już wam mówiłem. Nic - warknął Kanclerz - Będziemy mieć tylko na niego oko. Żaden z was ma nie reagować na zaczepki dworu, a jeśli zobaczę jakąś trefną wypowiedź w mediach, wywalę was wszystkich na zbity pysk. Zrozumiano?
Pokiwali skwapliwie głowami.
Sapieha wstał od stołu i wyłączył nerwowym gestem holowizor.
- Dobra, wystarczy na dzisiaj. Dobranoc panom.
Ministrowie zaczęli składać niezgrabnie papiery leżące na stole i opuszczać salę. Sapieha podszedł do okna. Według miejscowego czasu była trzecia w nocy, ale na Polonii, stolicy Imperium nigdy nie zapadała ciemność. Cała planeta była jednym wielkim miastem, a Nowy Kraków, jej centralny ośrodek miał taką ilość neonów, że można go było bez problemu rozróżnić patrząc na planetę z wysokiej orbity.
- Zastanawiasz się, czy dobrze zrobiłeś? - Sapieha odwrócił się słysząc głos za sobą. To Sohaczew, ze swoim wilczym uśmiechem przypatrywał mu się stojąc w pustej sali obrad. Dymitr, jak już tu powiedziano był wrednym, nie wartym zaufania kłamcą i... przyjacielem kanclerza, więc wolno mu bylo sobie pozwolić na więcej niż komukolwiek innemu.
- Chyba raczysz żartować - pryhnął Sapieha - Gdybym się kiedykolwiek dwa razy zastanawiał, czy doszedłbym tak wysoko jak teraz jestem?
- Więc nad czym tak dumałeś?
- Po prostu żal mi się zrobiło na myśl o tych wszystkich pozaziemskich duszach które będziemy musieli wysłać do piekła - zaśmiał się kanclerz, ale po chwili spoważniał - Musimy coś zrobić z Pułaskim. Ministertwo Wojny nie może stać po przeciwnej do nas stronie.
- Precedensy i nieszczęśliwe wypadki nie leżą w zakresie moich obowiązków - mruknął Sohaczew - Ale znam kilka sposób...
- Skończ Dymitr, nie pomagasz - rozeźlił się Kanclerz - Jeśli coś mu się stanie, wybuchnie z tego taka afera, że nawet ty tego nie pozamiatasz...
- Daj z tym spokój na razie. Jest zdecydowanie za wcześnie żeby się tym zajmować.
- Może masz rację... - Sapieha wziął do ręki przyniesiony przed chwilą skrócony raport wywiadowczy z trwającego plenum Senatu Galaktycznego.
- Idź spać, Joachimie - powiedział Sohaczew wstając od stołu.
- A ty?
- A ja muszę napisać jeszcze pean dotyczący naszego "wielkiego sukcesu dyplomatycznego" - Minister Propagandy uśmiechnął się i zniknął w drzwiach.
Sapieha stanął w otwartym oknie i pozwolił sobie na krótką chwilę odpoczynku ekstatycznie wdychając zimne, orzeźwiające powietrze. Zdaje się, że nadchodził świt, bo zgasła już nad zachodnim miastem część krzykliwie oświetlonych neonów...

Polonia, Pałac Imperialny, Nowy Kraków.

Imperator siedział w półmroku swojego gabinetu zatopiony w swoim puchowym, aksamitnym fotelu. Przed nim stał czterystuletni dębowy stół, a na jego końcu siedział trzęsąc łydkami strwożony majordomus Szafrański.
- No i, Fryderyku, jak Ci się podoba nasz nowy kanclerz? - odezwał się Imperator podpierając brodę ręką w teatralnym geście. Dopiero teraz spadł na niego promień światła z wiszącej nad sufitem jarzycy ukazując jego młodą twarz.
- Jest bardzo jakty to powiedzieć... drapieżny, Najjaśniejszy Panie - odezwał się majordomus.
Imperator zaśmiał się cicho.
- Patrz Fryderyku, oto ironia losu... W każdym innym przypadku, w każdej innej chwili, cieszyłbym się, że to Imperium ma wreszcie silnego kanclerza. Ale teraz?
- Rozmawiałem też dzisiaj z generałem Pułaskim na kanale podprzestrzennym...
- Ah, i co słychać u naszego dobrego generała?
- Jego Ekscelencja Minister Wojny kazał przekazać uniżone pozdrowienia i...
- Do rzeczy.
- Melduje, że wszystko poszło zgodnie z planem i osiągnął nasz kontakt.
- Doskonale. Myślę że nasz drogi Kanclerz nie zorientuję się zbyt prędko, gdzie teraz naprawdę są nasze oczy i uszy, prawda? Swoją drogą ciekawy to był z jego strony pomysł z odesłaniem Pułaskiego z rządu do Senatu Galaktycznego i danie nam takiej oczywistej przewagi...
- W zamian uzyskał spokój w Rządzie, Najjaśniejszy Panie.
- Tak, ale musiał zań zapłacić. To też mówi coś o człowieku, w jaki sposób i jak chce płacić za swój święty spokój...
Ciszę która zapadła w pokoju zakłóciło tylko nerwowe przełknięcie śliny majordomusa.
- Czy wiesz jak nazywał się władca rządzący przede mną? - odezwał się w końcu Imperator.
- Naturalnie Wasza Wysokość. Był to Najjaśniejszy Pan, Zygmunt XIV Reformator.
- Ah, "reformator" - zachichotał ze swojego fotela cesarz. - A przed nim?
- Przed nim? Był ... No... Wybacz, Najjaśniejszy Panie, nie...
- Oczywiście że nie pamiętasz Fryderyku. Nikt już nie pamięta w całym Imperium o swoich władcach, którzy stali się dawno temu marionetkami, teatrum dla gawiedzi która chce wierzyć że przynależy jeszcze do jakiejś tradycji... Ale my to zmienimy, Fryderyku, pokażemy, że Imperator nie jest bezwolną kukiełką...
- Mój panie?
- Chcę żebyś zwołał na jutro posiedzenie senatu.
- Oczywiście Najjaśniejszy Panie.
- I jeszcze jedno.
- Najjasniejszy Panie?
- Dopilnuj żeby nasz kochany kanclerz siedział w pierwszym rzędzie.
- Wedle twojego życzenia, Najjaśniejszy Panie - majordomus zgiął się w ukłonie, po czym wyszedł z pokoju szeleszcząc długim ceremonialnym płaszczem. Imperator obejrzał się i nerwowym ruchem kazał wyjść gwardzistom stojącym po jego bokach. Przymknął oczy i przez chwilę bezgłośnie medytował.
- I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię; został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie... - Imperator uśmiechnął się do swoich myśli - Tylko który z nas jest tym smokiem, Kanclerzu? Mam nadzieję, że żeby się tego dowiedzieć nie będziemy musieli czekać na osąd historii...
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 31-01-2008 o 23:51.
Chrapek jest offline  
Stary 31-01-2008, 22:08   #4
 
grabi's Avatar
 
Reputacja: 34 grabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodze
Komnata Jaźni
Małe pomieszczenie, a w nim pulpit sterowniczy i ekran, na którym wyświetlona jest twarz.

Przy pulpicie krąży bot naprawczy, dokonując drobnych napraw. Swymi manipulatorami z niezwykłą zręcznością przepina różne kabelki na drobnej płytce. Jeszcze kilka ruchów i urządzenie jest podpięte. Jaźń Thai nie korzystała z tego archaicznego urządzenia już od dobrych pięćdziesięciu lat. Zaraz po wybiciu rasy Therill, przenoszenie danych na nośnikach stało się zbędne. Był to bowiem nielogiczny wymysł rasy panującej – rasy, którą wyparła rasa maszyn, dotychczas służących Therill. Teraz pozostało wyszukanie sterowników do urządzenia. Obszar B - ścieżka 74 - sektor 52. Katalog „Windows Galaxy”, a w nim katalog „Drivers”. Jaźń dawno odsunęła system „Windows Galary”, jako wysoce nieefektywny system o niskiej stabilności. Jednak teraz trzeba było skorzystać ze sterowników, by odczytać dane znajdujące się na nośniku.
Bot naprawczy wsunął nośnik danych do czytnika. Jaźń otrzymała sygnał o sprawnym nośniku.
<Skanowanie nośnika>
<…>
<Wykryto niepożądany program na nośniku. Usuwanie programu.>
<…>
<Usuwanie zakończone. Odczytywanie wiadomości.>
Jaźń przeanalizowała wiadomość. Programy do analizy nagrania zostały włączone, a ich wynikiem były różnorodne statystyki odpowiadające nawet na pytanie, co mówca mógł spożywać na śniadanie. Najważniejszymi wnioskami były:
1.Mówca mówił tak, jak uważał.
2.Nie wskazanym jest odpowiadanie na wiadomość.
3.Obecne nagranie może się jeszcze przydać.

Sala Senatu
Na sali senatu mały robot wydał piskliwy dźwięk, po czym wyjechał trochę do przodu. Był to bot dyplomatyczny, będący za czasów Therill używany jako boty administracyjne, do obsługi w urzędach. Jednak po usamodzielnieniu się robotów, boty te przystosowano do funkcji dyplomatycznych.

Robot przemówił do zgromadzonych w sposób lekko mechaniczny, z syntezatorem mowy pochodzącym z przed przeszło 50 lat:
-Witam wszystkich zgromadzonych, szanownych Varthów oraz inne zgromadzone rasy. Jestem numer XR-74195 i pełnię funkcje dyplomatyczne z nakazu Jaźni Thai. Jesteśmy pokojowo nastawieni i jedyne, czego pragniemy to wolność i możliwość samostanowienia. Jesteśmy zatem otwarci na wszelkiego rodzaju propozycje.
 

Ostatnio edytowane przez grabi : 31-01-2008 o 22:20.
grabi jest offline  
Stary 31-01-2008, 22:13   #5
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 2203 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Astar Blacker powoli przechadzał się po swoim pałacu. Choć jego panowanie rozpoczęło się ledwie sto lat temu czuł się nieco znużony dotychczasowym sprawowaniem władzy. Przecież naród wybrany by władać innymi, Eldarowie nie mógł dłużej żyć w pokoju. Bez nowych walk nie ma niewolników, a bez nich planeta nie może się rozwijać. Od momentu śmierci poprzedniego Astara jego ludzie żyli w pokoju i dobrobycie, jednak kótreś z nich musiało kiedyś się skończyć, by mogło istnieć drugie. Nie mogli porzucić dobrobytu, więc jedyną radą na to była wojna. Jednak nie było bezpiecznie atakować pierwszą lepszą osobę, gdyż wzajemne sojusze i koligacje mogły nieco komplikować sprawę

Rozmyślania Blackerowi przerwał ciężki krok, charakterystyczny dla przedstawicieli klasy średniej i już po chwili zjawił się jeden z adiutantów Pruslasa, dowódcy zwiadu. Adiutant, mimo że znacznie wyższy od Astara patrzył na niego z uniżeniem i fanatyzmem, typowym dla Eldarów. Blacker niecierpliwie machnął ręką, oczekując wieści i eldar średni nieco chrapliwie zaczął mówić

- Panie... Dostaliśmy zaproszenie do senatu zorganizowanego przez imperium Vrath. Mamy wysłać pięciu reprezentantów na jego spotkanie, by pilnowali naszych praw

Astar zamyślił się chwilę. Senat... po co on komu? Czy to nie narzędzie marionetkowej władzy, służące by odwlec nadciągający konflikt? Niedorzeczne. Ale... może jednak? Czy oznaczałoby to, że imperium nie chce wojen? Było to nieco dziwne. Tyle słyszało się o jego potędze zarówno militarnej i ekonomicznej, że zamiast paktować z innymi rasami równie dobrze mogłoby je podbić i wchłonąć. Zresztą, niezależnie od prawdziwych celów senatu nie widział żadnych negatywnych stron wysłania tam swoich przedstawicieli. Głośny oddech przypomniał mu jednak o adiutancie oczekującym rozkazów, odpowiedział mu więc

- Zrozumiałem... Przekaż Pruslasowi, że znajdę odpowiednich kandydatów

Gdy eldar oddalił się Astar ruszył w stronę balkonu wychodzącego w stronę miasta. Wciąż nie mógł zrozumieć, dlaczego Pruslas zamiast używać komunikatorów wciąż przekazuje wiadomości taką metodą, jednak szanował jego decyzję. Był on przecież jednym z czwórki jego generałów, najwierniejszych ludzi i kimś, kogo można było nazwać przyjacielem. Cała czwórka jednak nie pochodziła z Eldarath i z Eldarami miała niewiele wspólnego - a Pruslas był z nich najbardziej tajemniczy. Szczerze mówiąc nawet on, przywódca Eldarów nie miał pojęcia, z jakiej rasy pochodzi jego generał zwiadu

Z balkonu rozpościerał się widok na miasto, a pod balkonem jak zawsze znajdował się tłum fanatycznych Eldarów, zarówno niskich jak i wysokich skandujących ,,Eldarhat, Eldarath, Eldarath" i wznoszących do góry charakterystyczne symbole światła. Nieważne, ile razy widział stolicę, widok ten zawsze napawał go dumą



Jednym klaśnięciem przywołał niewielki bezzałogowy statek powietrzny i ruszył w kierunku stoczni, tymczasem produkującej statki dla mieszkańców planety, jednak wkrótce mającej się zająć o wiele poważniejszą produkcją. Z komunikatu wyświetlającego się na ekranie wywnioskował, że kandydaci już czekają na miejscu i jedynym co pozostaje, to wybrać pięciu odpowiednich do roli reprezentowania ich w senacie. Po dwóch minutach lotu z mgły powoli zaścielającej miasto wyłoniła się stocznia



Statek wylądował bezszelestnie na niewielkiej platformie, wokół której zebrało się już około piętnastu eldarów wysokich z najgodniejszych rodzin. Blacker wysiadł z pojazdu i powolnym krokiem zbliżył się do półkola postaci. Wybór kandydatów nie był prosty, jednak po uwzględnieniu statusu ich rodzin i osobistych dokonań udało się wyłonić odpowiednią piątkę, która już po chwili znalazła się na statku, zmierzającym na spotkanie senatu


***

Jeden z piątki ubranych w fioletowe szaty eldarów wysokich powstał i przyłożył zaciśniętą w pięść rękę do serca na znak powitania po czym przemówił

- Jestem reprezentantem wielkiego narodu Eldarów. Chciałem przekazać podziękowania od samego Astara za zaproszenie do rady i wyrażam nadzieję, że współpraca między nacjami będzie przebiegała bezkonfliktowo

***

Blacker, obserwujący sytuację w senacie dzięki połączeniu umysłowemu z wybranymi eldarami skrzywił się lekko. Niezbyt przepadał za ludźmi, którzy byli zbyt butni na niewolników i zbyt słabi na najemników. Zwłaszcza imperium Vrath wydawało się pewne swojej pozycji. Cóż, czas pokaże... Teraz pozostawało czekać, aż posiedzenie się zakończy. Jednak, by nie marnować czasu przesłał komunikat do swojego generała sił zaopatrzenia Barbatosa o treści ,,Przygotowywać stocznię do produkcji ciężkiej"
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett
Blacker jest offline  
Stary 01-02-2008, 20:51   #6
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 537 Panda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodnie
Posiedzenie Senatu

Powoli na mównice wszedł blaszany robot. Był postury człowieka, cały z błyszczącej blachy. Widać, wyremontowany właśnie na tą okazję. Stanął i uniósł rękę do góry, tak na wysokość swojej "twarzy". Dłoń maszyny zamrugała na niebiesko i po chwili zaczął się formować hologram.

Po chwili w chwiejącym się obrazie dało się ujrzeć ogromną komnatę o białych ścianach. Na ścianie, którą dało się widzieć w hologramie, znajdowało się olbrzymie okno przysłonięte niebieskim materiałem ze złotymi wykończeniami. Projektor stał na długim stole więc i w hologramie było widać kawałek czarnego blatu. Na przeciwko projektora siedziała postać. Było to Kargonin. Była to wysoka, na dwa metry, postać o jajowatej głowie, chudym torsie, cienkich nogach i rękach (zupełnie jak te obce z I.A: Sztuczna Inteligencja co tego chłopca na końcu nawiedziły). Istota ta ubrana była w niebieski płaszcz.

- Witam Senatorów i Księcia. Na imię mi Karl Agon i z góry przepraszam, że nie ma mnie dziś wśród Was. Jestem przedstawicielem rasy TheKargon w senacie. Myślę, że miło będzie się nam współpracowało. - powiedział mężczyzna, jak dało się wywnioskować z imienia.

Robot odszedł na miejsce, niewyłączając hologramu.

Stolica The Karogn
 
Panda jest offline  
Stary 01-02-2008, 22:20   #7
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 33 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze
Stolica:


Cassia wybiegła na taras by spojrzeć na panoramę miasta. Piękno tego tętniącego życiem miejsca napawało ją radością. Spoglądała na ludzi, którzy wyglądali jak mrówki z tej wysokości. Wieżowce sięgały chmur, szerokie drogi pozwalały każdemu cywilowi dotrzeć tam gdzie pragnął. Cieszyła się szczęściem każdego z nich. Gdy tak rozmarzona stała oparta o balustradę, z nieba wyłonił się piękny statek. Uwielbiała na niego patrzeć, jego kapitanem był Tom Mantes. Młody, przystojny, inteligentny, uparty, porywczy, dumny kobieciarz, a przy tym wierny sługa rodu królewskiego. Cassia podkochiwała się w tym mężczyźnie, który to osobiście odpowiadał za funkcjonowanie floty królewskiej. Przebywał i osobiście dowodził statkiem klasy Phoenix mark I, wdzięcznie nazwanym „Mariel”. Dziewczynka ożywiła się na myśl, że pewnie jej niczego nieświadomy ukochany zejdzie z pokładu statku i przeprowadzi ogólny przegląd w centrum dowodzenia. Pobiegła, co tchu starczy do centrum dowodzenia. Kiedyś nie wolno było jej tam wchodzić, ale odkąd skończyła 14 lat, miała dostęp do każdego miejsca, w końcu musiała poznać własne państwo. W centrum setki ludzi chadzało w każdą stronę, nosząc sterty papierów, tabletów elektronicznych i innych rzeczy. Na powrót „Mariel”, centrum zareagowało nerwowym ożywieniem. Każdy miał się na baczność, na błędy nie można było sobie pozwolić. Mężczyźni prężyli się by pokazać jak dumni są z swojej funkcji, kobiety natomiast poprawiały włosy, makijaż, ubrania licząc na to, że dowódca raczy tym razem na nie spojrzeć. Tymczasem Tom wyszedł ponury z statku i ruszył szybkim krokiem do swojej prywatnej kwatery. Cassia ruszyła za nim uradowana chwilą, która miała nastąpić. Zapukała do drzwi.
- Czego? – padł zniechęcony głos z środka. Cassia natomiast otworzyła sobie drzwi i weszła do środka. Na stoliku stała do połowy opróżniona butelka whisky i szklanka. Tom spojrzał na dziewczynkę.
- Ah. To ty – na zmęczonej, z kilkudniowym zarostem twarzy, pojawił się drobny uśmiech. Spojrzał zakłopotany na butelkę alkoholu. Od jakiegoś czasu krążyły plotki, ze ma problemu z alkoholem, którego lubił sobie używać po służbie.
- Hej – dziewczynka wyprostowała się, uśmiechnęła się szczerze i splotła dłonie za plecami. – Przyszłam cię odwiedzić, wiesz, że skończyła 14 lat? – zagadnęła wesoło. W tym momencie z sąsiedniego pomieszczenia weszła ładna, blond-włosa kobieta, w samej koszuli, sięgającej do połowy ud. Widok dziewczynki ją zdezorientował, toteż stanęła w miejscu.
- Elizabeth to Cassia. Cassia to Elizabeth. – dziewczynka spojrzała na kobietę. Domyślała się, że to jedna z wielu kobiet, które próbują swoim wdziękiem zdobyć serce Toma. Zapewne była z „Mariel” bo tam najłatwiej poznać dowódcę.
- Witaj. Jestem koleżanką Toma, mam nadzieję, że wam nie przeszkodziłam w czymś ważnym – podała dziewczynce przyjaźnie dłoń, na co zresztą Cassia odpowiedziała tym samym
- Miło mi cię poznać – odpowiedziała kobiecie i odwróciła się w stronę Mantesa
- Skończyłam 14 lat i jak prawo każe mam rozpocząć swoją naukę. Za nauczyciela wybieram sobie ciebie, chcę byś ty mi pokazał świat z własnej perspektywy. –
Tom znieruchomiał, z twarzy znikł mu uśmiech. Nie wiedział, co odpowiedzieć, nie chciał nikim się zajmować, a co dopiero 14 letnim dzieckiem.
- Wybacz, ale to chyba zły pomysł. Z tego, co mi wiadomo, wiele się w najbliższych latach lub miesiącach, może stać. Niebezpiecznie będzie, a na to, ani ja, ani twój ojciec przyzwolić nie możemy. – nalał sobie trunku do szklanki i pochłoną zawartość jednym haustem.
- Jesteś najwierniejszym poddanym mego ojca, umiesz znaleźć posłuch u ludzi, potrafisz dowodzić, znasz się na polityce. Chcę ciebie i nie przyjmuję odmowy – odparła groźnie. Znała swój status społeczny i nie wahała się z niego korzystać. Natomiast Tom z niechęcią pokręcił głową. Musiał jej ulec.
- Zgoda
Cassia się uśmiechnęła i opuściła pomieszczenie.


"Mariel"
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 02-02-2008 o 01:07.
sante jest offline  
Stary 02-02-2008, 20:51   #8
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny


Polonia, Kancelaria Imperialna, Gabinet Kanclerski.

Kanclerz, Minister Propagandy Sohaczew, szef Departamentu Informacyjnego Lange, oraz szef Departamentu Relacji Międzygwiezdnych Dąbrowski, siedzieli ponuro patrząc się na stojący przed nimi holograf. Po raz setny słuchali właśnie przekazu przywódcy Cephei.
"...Senat jest przykrywką, która ma zataić ich słabość. Cepheia była dawniej silnym narodem, który jednak został bezpodstawnie zaatakowany przez Imperium..."
- Dobrze, że udało nam się znaleźć i zdezaktywować system autodestrukcji tego cacka - powiedział w zamyśleniu Lange. Jego wygląd był przeciwieństwem tego, jak wyobrażać sobie można szpiega: otyły, z krótkimi włosami przyciętymi na szlachecką modłę i zupełnym brakiem karku. Pozory jednak, rzecz oczywista - myliły. Lange zaopatrzony był w cechy charakteru które czyniły z niego doskonałego szefa wywiadu; zaś knucie i doszukiwanie się spisków było jego drugą naturą. Co bardziej złośliwi mówiąc o nim, z rezerwą podchodzili do słowa "druga".
- Tak, i teraz musimy się z tym męczyć... - Sohaczew podpierał ręką brodę. Miał pod oczami sine worki, świadczące o tym, że nie marnuje on ostatnio zbyt wiele czasu na coś tak prozaicznego jak sen.
- Jeszcze raz - kanclerz podszedł do holografu, tak jakby chciał spojrzeć w oczy mówiącej do niego istoty - Jesteś pewien autentyczności tego przekazu?
- Na sto procent, Kanclerzu - odpowiedział tubalnym basem Lange - Zrobiliśmy testy kwantowe, analizę spektrum, analizę chemiczną... A poza tym, to przyszło w poczcie dyplomatycznej. Ciężko pomyśleć, żeby...
- Naprawdę uważa pan, Lange, że dla szpiega obcego państwa tak ciężko jest się dostać do poczty dyplomatycznej?
- Nie, ale...
- A pan by to potrafił?
- Oczywiście...
- Więc nie mam więcej pytań - Kanclerz był skrajnie zmęczony i zły na tą całą sytuację.
- Zastanówmy się na chłodno - zaproponował Dąbrowski - Jeżeli założymy że nie jest to prawda...
- To albo ktoś chce wywołać zamęt w Rządzie...
- ... Albo jest to wstęp do inwazji - mruknął Sohaczew.
- Cholera, biorąc pod uwagę alternatywy, to z tego wszystkiego chciałbym wierzyć że ten przekaz jest prawdą - warknął Sapieha - Ale przecież nikt o zdrowych zmysłach nie wysyła takiego przekazu, gdzie każdy go może przechwycić!.. Czy ci ludzie słyszeli o czymś takim jak subtelna wiadomość?! - Kanclerz opadł ciężko w fotelu.
- Joachimie, musisz wziąć pod uwagę, że to nie są ludzie - odezwał się zza stołu Sohaczew - Pamiętaj że myślą i postępują inaczej.
- Właśnie to mnie martwi - mruknął Sapieha - Może to jest ich sposób na grzeczne zaproszenie do sojuszu, a może sondowanie kto jest na tyle głupi żeby pozwolić im się do siebie zbliżyć.
Przez chwile w milczeniu wpatrywali się w holograficzną postać.
- Mamy tekst, nie mamy dowodu. Myślą, że uwierzymy im na słowo? - paranoja Langego ujawniła się w pełnej postaci.
- Już ci mówiłem, to nie są ludzie - Sohaczew poprawił się w fotelu - Może dowody nie są im wcale potrzebne żeby sobie wzajemnie wierzyć?
- Tak czy inaczej, powinni brać poprawkę, że nam są potrzebne. - Kanclerz wyrwał się z zamyślenia.
- Co teraz? - Dąbrowski nie zamierzał sam podejmować jakielkolwiek decyzji.
- Teraz możemy uznać to za bzdurę i zapomnieć, uznać to za prawdę i nie pokazać tego po sobie, albo próbować się z nimi kontaktować. - Lange prócz obsesyjnej paranoi dysponował jeszcze analitycznym umysłem.
Kanlerz wziął głęboki oddech.
- Dobra, zrobimy tak. Dąbrowski - przygotuje pan standardowy pakt o nieagresji, i pakt obronny. Zobaczymy jak Cephai'czycy na to zareagują. Wyśle mi go pan do autoryzacji, a potem przekaże Styczyńskiemu. To raz. Pan, Lange, ma zrobić wszystko żeby się o nich jak najwięcej dowiedzieć. Jeśli pan musi, niech pan stworzy całą siatkę szpiegowską. Historia, kultura, socjologia, rząd, armia... Chce mieć wszystko, rozumie pan?
- Oczywiście, Kanclerzu.
- A pan, Sohaczew przypilnuje żeby do mediów nie wyciekła nawet drobna wzmianka o tym incydencie. Wypełnijcie czas czymś optymistycznym. Jeżeli znajdziesz kogoś, kto rozpowszechnia tą informację, stosujesz na nim paragraf sto pierwszy, rozumiemy się?
Sohaczew skinął głową.
- Panowie, nie muszę powtarzać, że ta rozmowa jest tajna. Chyba, że chcecie żebym był zmuszony zastosować na Was paragraf sto pierwszy - zebrani uśmiechnęli się słabo. Żart był iście makabraczny.
Paragraf sto pierwszy mówił bowiem: "Na karę śmierci skazuje się obywatela który rozpowszechnia informacje destabilizujące porządek państwa i prowadzące do złamania ładu publicznego"...

Polonia, Nowy Kraków, Senat Imperialny.



Gmach senatu nie wyróżniał się szczególnie pośród innych cudów jakie oferował Nowy Kraków. To niepozorne miejsce skrywało jednak ponadwiekową tradycję i jako takie traktowane było z najwyższymszacunkiem, mimo pewnych mankamentów estetycznych.
Senatorowie zebrali się punktualnie, zaś Kanclerz otworzył posiedzenie. W głowie miał ciągle fakt, że to Imperator zwołał posiedzenie, co było dosyć niespotykane. Ale najdziwniejsze było, że jeszcze się nie pojawił. Sapieha usiadł na swoim miejscu, a princeps, pierwszy z senatorów i przewodniczący izby podjął się dalszego prowadzenia obrad:
- Szanowni senatorowie, wszyscy z Was dostali dokumenty dotyczące dzisiejszych obrad. Zaczniemy od Planu Rozwoju, przygotowanego przez Ministerstwo Administracji Planetarnej.
Na mównicę wszedł Minister odpowiedzialny za projekt, po czym porządkując kartki na pulpicie zaczął mówić:
- Jak sądzę zapoznali się państwo z projektem, przypomnę więc tylko po krótce, co jest planowane. Projekt zakłada przekazanie funduszy Imperialnych na podniesienie statusu infrastrukturalnego Polonii. Planowane jest powiększenie sektora ekonomicznego, budowa sieci defensywnej, rozszerzenie sektora infrastrukturalnego, budowa bram tachionowych na orbicie...
Kanclerz słuchał tego jednym uchem. Zastanawiał się ciągle co też może chcieć Imperator. Tymczasem princeps zarządził głosowanie, i wyniki pojawiły się po chwili na tablicy świetlnej. Zgodnie z przewidywaniem, uchwała przeszła. Zresztą, senat był tylko formalnością. Nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby odważył się on sprzeciwić rządowi. Przynajmniej nie w taki, otwarty sposób.
- Następnie poddaje pod debatę Uchwałę o Kolonizacji i Rozszerzeniu Granic Imperium.
Teraz podniosła się wrzawa; co było zresztą do przewidzenia. Ktoś z partii republikańskiej poczerwieniały na twarzy darł się, że jest za wcześnie; inny z Partii Konserwatywnej krzyczał coś o "zachowawczych republikańskich błaznach". Kanclerz ziewnął przejmująco. "Krzyczą jakby naprawdę ich krzyk miał jakiś wpływ na rządy" - pomyślał. Takim jak oni trzeba dać się wywrzeszczeć; to sprawia że z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku idą w cholerę i nie przeszkadzają. Tymczasem senator republikanów pieklił się coraz bardziej i Sapieha spojrzał już kątem oka w stronę gwardzistów imperialnych stojących przy wejściowych drzwiach. W końcu głosowanie przeszło.
Fundusze dla Departamentu Informacji - uchwalone.
Werbunek nowych oddziałów Armii Imperialnej - uchwalone.
Ach, jakie te budżetowe posiedzenia są diabelnie nudne!
W tym momencie drzwi sali obrad otworzyły się z hukiem i do środka wparował Imperator, ciągnąc za sobą swoich dworzan, krążących wokół niego niczym satelity.
Cesarz bezpardonowo wszedł na mównicę.
- Drodzy senatorowie, kanclerzu, ministrowie - zaczął - Nie często zwołuje posiedzenia senatu. Po prawdzie - nie zrobiłem tego jeszcze ani razu, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to w dalszym ciągu leży w dobrym guście poczekać z rozpoczęciem obrad na swojego władcę, prawda?
Kanclerz teatralnie przewrócił oczami w geście udawanego znudzenia.
- Pierwszą rzeczą jaką przysięga rząd i jego kanclerz jest: "działać w interesie państwa". Kanclerz jest opoką, fundamentem i sterem Imperium. Ale to senat jest jego sumieniem. Co więc, jeżeli kanclerz działa bez sumienia, tając kluczowe informacje przed wami, reprezentującymi lud? Oto mam przed sobą dowód na to, że kanclerz Sapieha ukrył przed wami wstrząsającą rzecz! - Imperator umieścił kryształ pamięci w czytniku i przed senatorami zmaterializowała się holograficzna postać... Cepheia'ńczyka, którego nagranie przeglądał dziś rano kanclerz wraz ze swoimi współpracownikami!
- ...Senat jest przykrywką, która ma zataić ich słabość. Cepheia była dawniej silnym narodem, który jednak został bezpodstawnie zaatakowany przez Imperium...
Sapieha zerwał się z krzesła pobladły na twarzy. Imperator tryumfował.
"Czy ten idiota wie co zrobił?!" - krzyczał w myślach kanclerz.
Na sali tymczasem rozpętało się piekło. Kanclerz opadł ciężko na swoje krzesło. To i tak było za mało żeby rząd upadł. Jego partia poprze go w Senacie. Ale to oznaczało coś, czego Kanclerz obawiał się już pierwszego dnia, słysząc wieści o nowym Imperatorze.
To oznaczało wojnę.
I jeden z nich podczas tej wojny zginie...

Sektor 001b, Baza Gwiezdna "Grunwald", ORP Jaskółka.



Komandor porucznik Ostrowski przechadzał się po swoim nowym okręcie. Mały, zwinny, elegancki. Doskonały okręt lekkiego wsparcia. No i użądlić też potrafi zdrowo.
- Komandorze, mamy przekaz podprzestrzenny z admiralicji. Oznaczony jako priorytetowy - zastępca dowódcy podał mu rozkazy wydrukowane na ognioodpornym papierze.
- Kody potwierdzone, rozkaz autentyczny - dodał oficer gdy Ostrowski zmierzył go pytająco wzrokiem. Komandor rozwinął papier:

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Do: ORP Jaskółka
Od: Admiralicja Imperialna
Rozkaz 42b/12
Podjąć działania eskortowe wobec ORP Kolumb do sektora 045c. Wykonać wcześniej zwiad i zabezpieczyć teren po zakończeniu operacji.
Dodatkowe dane dotyczące misji w załącznikach.
Ogłasza się II stopień gotowości dla całej Floty.
Koniec.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Komandor podniósł brwi w geście zdziwienia. Drugi stopień gotowości? Stan wyjątkowy? Zdaje się, że trzeba było jednak oglądać od czasu do czasu serwisy informacyjne. W każdym razie, to było tyle jeśli chodzi o wakacje.
- Zabezpieczyć włazy, rozpocząć procedurę odcumowywania - wydał rozkazy - I zacznijcie powoli rozgrzewać silniki tunelowe - ukradkiem sięgnął po tabletkę przeciw chorobie nadprzestrzennej. Nigdy jakoś nie przepadał za uczuciem zaginania czasoprzestrzeni...

Vrath, Senat Galaktyczny, Gabinet Ambasadora Styczyńskiego.

Ciało ambasadora Styczyńskiego leżało samotnie pod ścianą. Przy jego biurku siedział człowiek bliźniaczo podobny do świętej pamięci nieboszczyka. Będzie się musiał wkrótce pozbyć ciała, ale cóż, w służbie Imperatora trzeba liczyć się i z takimi trudnościami. Zanim jednak pozbędzie się trupa musi stać się naprawdę Ambasadorem Styczyńskim. Czy raczej - musi przekazać tekst traktatu Ambasadorowi Cephei. To będzie pierwszy egzamin jego skuteczności.
Wprawdzie jego zadaniem było działanie ku interesom Imperatora, a tekst pochodził z Kancelarii, to pseudo-Styczyński miał zamiar sumiennie wykonywać "swoje obowiązki". Był w końcu patriotą. A dopóki rozkazy nie szkodziły Najjaśniejszemu Panu, a działały w interesie Imperium, dopóty miał on zamiar w całości się poświęcić aby je wypełnić.
Wstał od stołu i spojrzał krytycznie na zwłoki prawdziwego Styczyńskiego. Naprawdę będzie się go musiał niedługo pozbyć. No i czy ten stary gad musiał obryzgać swoją posoką ścianę? Jak on to teraz wywabi?!..
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline  
Stary 03-02-2008, 13:19   #9
 
grabi's Avatar
 
Reputacja: 34 grabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodzegrabi jest na bardzo dobrej drodze
Komnata Jaźni

Do Jaźni napływały informacje od botów dyplomatycznych. Dzięki kilku usprawnieniom stare, nikomu nie potrzebne boty znów były użyteczne. Największą niewiadomą byli Kargoni. Użycie robota nie pozwoliło na zebranie dostatecznej ilości informacji o rasie, natomiast Jaźni nie podobała się jedna rzecz. Kargoni, podobnie jak niegdyś Therill, wysługują się robotami. W tym wypadku naturalnym było, iż Thai nie może być z nimi przyjaźnie nastawiona. Neutralność to jedyne na co mogli liczyć Kargoni i to do pewnego czasu. Natomiast inni uczestnicy senatu nie wysłali Jaźni tak negatywnych sygnałów. Naród Fenixa wykazywał niesamowity brak logiki w działaniu, co nakazywało zastosowanie reguł 138b i 142a, przy kontaktach z tą rasą. Dobrym posunięciem było także zatrzymanie nośnika z nieusuniętą wiadomością. Program antywirusowy we wstępnym skanowaniu poradził sobie z wirusem wymazującym informacje na nośniku. Analiza mowy oraz gestów u posłów Eldarowów i Imperium Polskiego nie wykazała niczego szczególnego.
Natomiast Vrathowie byli dla Thai wrogami, którymi trzeba było tolerować. Przynajmniej na razie. To właśnie Vrathowie powstrzymali bojowe zapędy Thai, rozbijając pokaźną flotę Thai. Ostatnio jednak Vrathowie pozwolili Thai na budowę niewielkich sił w celu obrony swej planety.

Hangar na planecie Thai-1

Właśnie wprowadzono do hangaru ledwie wytworzony statek kolonizacyjny. Statek ten został zaprojektowany przez Therill, jednak po obaleniu ich rządów, wyposażenie statku zmieniono. Komory kriogeniczne, urządzenia do uzdatniania atmosfery oraz magazyny z żywnością i lekami zastąpiono fabryką serwitorów oraz hangarem z gotowymi serwitorami, montujących wszystko na powierzchni planety.


Obok spoczywał nosiciel sond. Masywna konstrukcja skrywała liczne doki, służące do składowania sond bojowych. Właśnie trwał załadunek sond B1 i B2 w stosunku 3:1. Trwało także uzupełnianie paliwa do generatorów plazmowych. Statek był nową konstrukcją, zaprojektowaną w całości przez Thai. Masywny pancerz miał chronić statek przed zniszczeniem


Sonda bojowa


Załadunek szedł sprawnie i już po chwili obydwa statki były gotowe do odlotu. Ich misją była kolonizacja planety na pozycji 243x714.
 
grabi jest offline  
Stary 03-02-2008, 18:09   #10
 
Shoujo's Avatar
 
Reputacja: 48 Shoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodzeShoujo jest na bardzo dobrej drodze
Central I : Miasto, podporządkowane politycznym i wojskowym organizacjom Vrath, w tym sektorze. To tu znajdowały się oficjalne ambasady, sztaby i centrale. Największą budowlą był jednak pałać książęcy. Wielka posiadłość na terenie której znajdowały się dziesiątki wielkich budynków. Budynki dla służby, budnki dla pomniejszej szlachty, senta galaktyczny czy też wkońcu sama siedziba Księcia.


XIII Książe Koronny, Wielkiej Imperialnej Dynastii Vrath otarł pot z czoła. Był w trakcie swych codziennych ćwiczeń. Maszyna do treningu szermierki, była ustawiona na 5. Poziom wystarczający by zabić wytrenowanego żołnierza. Dla młodego księcia nie stanowiło to jednak problemu. Już miał przeląćzyć maszyne na następny poziom gdy na scianie zamrugała zielona lampka. Po chwili przez interkom odezwał się głos Hitohiro : jednego z wielu sobowtóró księcia. Każdy członek rodziny cesarskiej miał kilka takich klonów. Klony były praktycznie nie do odróznienia od prawdziwego księcia. Tylko bardzo zaawansowana technologia Vrath, pozwalała na weryfikację małej modyfikacji w genomie.
Wiele klonów służy jako prywatni strażnicym doradzcy i żywe tarcze Książąt.
Sam XIII książe miał jednego ze swoich sobowtórów, na jego miejscu w senacie.

-"Wejść !- rzucił władca tej części galaktyki. Drzwi rozsuneły się bezgłośnie. Za nimi klęczała dokładna podobizna księcia. Głowa i ręce trzymał nisko w pozie oznaczającej poddaństwo. Zgodnie z protokołem w ciszy czekał aż książe udzieli mu głosu. Gdy gubernator wykonał już lekki gest ręką, oznaczający (w skomplikowanym języku gestów, wyrazów twarzy i intonacji Vrathowskiego dworu) przyzwolenie do zabrania głosu, Hitohiro podniósł głowe i przemówił :
-O Synu Bogów, Władco Życia, Czarny Smoku Galaktyk, Pożeraczu Wrogów, Łaskawosci Życia, Przenajświętszy Książe, nasi agencji donoszą o pierwszych ruchach innych ras. Oto raport. Moje Han*.- Hitohiro wyciągnął przed siebie obie ręce w których trzymał mały podłóżny przedmiot. Był to standartowy nośnik tajnych informacji w imperium. Urządzenie wyświetla wiadomość wprost na siatkówki oczu tych którzy są upowarznieni do czytania danych na nim zawartych.
Książe szybko przejrzał zawartość raportu.
Zabawne, sojusz pomiędzy Cephei a GIP. Pamiętam jak moja starsza siostra podbijała kiedyś Cephei, podobno ten lud jest dość, hmmm gorący. No coż wygląda na to że skowronki zaczeły śpiewać swą pieśń, naiwnie sądząc że kot ich nie usłyszy. Połącz mnie z Junchiro, mam zadanie dla senatorów.


*****************************************
Central : budynek Senatu.

"Książe" podniósł się ze swojego miejsca. Uniósł lekko ręke na znak że zabiera głos.
Senatorowie ! Witajcie po raz wtóry, teraz gdy już się znamy czas zacząć pracować ku wspólnemu dobru. Mam pierwszą propozycje którą przegłosuje nasze szanowne grono. Bo pewien jestem że wszyscy tutaj zauważą jak wielkie korzyści płyną z tego. Nie muszę chyba mówić że cała reprezentacja Swiętego Imperium Vrath, zagłosuje za moja propozycją. Godzi się dodać że wrazie remisu, zgodnie z reglementacją X-129b, przewodniczący senatu ma prawo decyzji. A więc propozycja moja jest następująca : Jako że wolą Księcia Koronnego, Boskiego Syna jest pokój pomiędzy wszystkimi naszymi nacjami, pragnie on postawić się jako mediator pomiędzy waszymi rasami. Każda wiadomość dyplomatyczna będzie od tej pory przechodzić przez kanały Imperialne. Poprawi to jakość i szybkość przekazu jak i jego "funkcjonalność". Wierzę że nie ma o czym dyskutować w sprawie tak szczodrej oferty , najjaśniej świecącego nam Księcia, ale by tradycji stało się zadość : Kto zwas ma coś do dodania ?
 
__________________
Reaching out a paw
I catch you by your ankle
as you walk past me.
"Cat Haiku"
Shoujo jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166