Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-02-2008, 11:23   #1
 
Lukadepailuka's Avatar
 
[FR-DS] Wyrok Śmierci

Rozdział Pierwszy


Wyrok Śmierci.





A wszystko działo się w Cormyrze…



Siedzieliście wszyscy patrząc się na przybysza. Zdjął, jeszcze mokry od deszczu, kaptur odsłaniając twarz pełną blizn, oraz siwe włosy. Piwne oczy wpatrywały się z nad haczykowatego nosa w świece stojącą pośrodku stołu. Odpiął guziki czarnej peleryny i uniósł głowę, patrząc na was. Przyjął od barmana piwo, poczym otworzył usta. Zaczął mówić.


***








- Wsiadajże na wóz! Podwiozę Cię!- Uśmiechnął się wesoło do niej jakiś postawny stary chłop siedzący na furze.

Lili tylko odwzajemniła uśmiech i wskoczyła na siano, znajdujące się na wozie. Czemu miałaby nie skorzystać z tej propozycji? Tak, tylko by nogi na śmierć zamęczyła. Do najbliższego miasta było trochę drogi.

- Jakże masz na imię mała?- Spytał uprzejmie wieśniak poganiając konie do marszu.

- Mów mi Lilianum.- Odpowiedziała owijając sobie włosami szyję.

- Och, specyficzne imię.- Odwrócił się i ujrzał jej spiczaste uszy.- Elfka?

Zraziła się trochę tym, brzmiało jak obraza, już miała wybuchnąć gniewem i zeskoczyć z wozu, gdy tamten rzekł uspokajająco.

- Nie martw się, nie mam nic do elfów.

Rozluźniła się lekko. Miał taki uspokajający głos. Popatrzyła na słońce, które przysłaniały zbierające się chmury.

- Ha! Ja sam mam też dziwnie na imię. Eten. Prawda, że dziwne?

Eten? Zadrżała, przeszył ją dreszcz. Dlaczego akurat tak musiał mieć na imię?

- Widzę, żeś nie rozmowna, gdzie zmierzasz?

- Do najbliższej osady.

A ta już była nieopodal. elfka zeskoczyła z wozu i podziękowała wieśniakowi. Nie miała czym zapłacić.

- Nie trzeba! Ja z życzliwości serca, nie dla pieniądza.- Mruknął i pognał wozem dalej.

Weszła do miasta, strażnicy wpuścili jej bez słowa protestu, jednak ich wzrok był łakomy. Dobrze, że sama elfka tego nie zauważyła. Bezmyślnie poruszała się uliczkami, jakby nie widząc sensu dojazdu do miasta. A takowy istniał?

Wreszcie się zatrzymała, jakby nie zdecydowana, jakby wreszcie trafiła… gdzie? Stała przed jakimś słupem. Ruszyła dalej, ale ten nie dawał jej spokoju. Odwróciła się i zaczęła czytać.

I poszła dalej. Obojętnym krokiem. Ruszyła do najbliższej karczmy, gdyż krople zaczęły spadać jej na głowę, mocząc białe włosy.

W środku nikt jej nie zaczepiał, co było dziwne. Prawie zawsze nie mogła się odpędzić od ludzi i irytowało to ją. Atmosfera tutaj jednak była tak dziwna, że czuła się nieswojo. I usiadła przy stoliku. Barman podszedł i nic nie mówiąc podstawił przed nią piwo.








- Jesteś wolny.

Półork wstał z pryczy i podszedł do krat. Strażnik otworzył drzwi, więc Borlath’owi nie pozostało nic innego jak wyjść, mimo, że był zdezorientowany.

- Kto?

- Szef Karawan.- Warknął tylko w odpowiedzi strażnik i wyprowadził byłego więźnia.

Półork stał samotnie na ulicy nie wiedząc co robić. Nieopodal wisiało jakieś ogłoszenie na słupie. Wyglądało jak… poszukiwanie najemników. Więc podszedł i przeczytał je.

Przeznaczenie? Też coś. Robił to tylko dla pieniędzy.

Kamiennymi uliczkami ruszył w kierunku swojego… przeznaczenia. Nieopodal zobaczył jakiegoś orka, leżał przy murze owinięty szmatami, spał. Twarz wykrzywił mu grymas złości. Sięgnął po miecz przy pasie, ale zawahał się. Po prostu go ominął.

Podszedł do studni. Powiadali, że nie jest tu czysto, ale trudno. I tak na razie nie było szans na znalezienie lepszej wody. Chyba, że poza miastem, ale teraz miał jeszcze sprawy do załatwienia.

Obmył sobie twarz zimną wodą, która trochę go ocuciła. Po bójce miał jeszcze obolałą twarz, ale nie zwracał na to uwagi. Ruszył dalej.

W karczmie było cicho i spokojnie. Barman rzutem oka już wiedział po co on tu jest. Takie osobniki nie przychodzą do barów, aby sobie posiedzieć i miło pokonwersować. Ale w tym spojrzeniu karczmarza było coś więcej.

Wskazał na stół, przy którym już siedziała jakaś białowłosa kobieta. Borlath przysiadł się do niej, nic nie mówiąc. Odebrał od oberżysty kufel z piwem. Postawił go na stole.

Nie upił nawet łyka.







- Wracaj tu gnojku!

Otto umknął w ostatniej chwili przed łapą jakiegoś niskiego wieśniaka. Biegł ile sił w nogach słysząc jeszcze przekleństwa tamtego.

Pędził jak najdalej się da. W płucach zaczęło brakować mu powietrza i wreszcie wiedząc, że już dalej nie dobiegnie i nikt mu po plecach nie depcze, usiadł opierając się plecami o mur. Obok niego stał jakiś staruszek szczając i rechocząc przy tym. Coś bełkotał sam do siebie…

- Hi, hehe, a to dobre, hi. O kur… zapiał, cholera… Hi, hi.

Otto pokręcił głową i wstał. Znowu nie udało mu się nic ukraść, miał już dość takiego stanu życia, wiedział, że już długo nie wyrobi, że prędzej czy później go złapią. Samotny jedenastolatek nie miał prawa bytu w takim świecie.

Ruszył, przygnębiony bardzo, w kierunku swojej kryjówki nie wiedząc co już robić. I wtem pojawiło się błogosławieństwo, nadzieja, która później okazała się zgubą.

Ale to później…

Zobaczył napisy na pergaminie przyczepionym do słupa i na twarz wypełzł mu uśmiech. Jest nadzieja. Może się nadaje, umie co nieco, może się zda, wszak to przeznaczenie. Szybko ruszył do karczmy nieopodal.

Wpadł do środka, zdziwiony, że jeszcze nie został wygoniony przez Barmana. Rozejrzał się i… już wiedział gdzie trafić. Gdzieś w kącie stał stół, przy którym siedziała dwójka dziwnie wyglądających osobników. Jakiś półork i elfka. Nie bardzo wiedział co ma robić, ale zbliżył się do nich i usiadł obok, patrząc z zainteresowaniem na kobietę. Wyglądała tak inaczej. I przypominała mu kogoś.



Halandar




Na horyzoncie widać już było miasto. Zmęczony Niziołek nie miał już ochoty iść dalej. Miał nadzieje, że pogoń go tak szybko nie znajdzie. Usiadł na ziemi z dala od gościńca i pociągnął łyk wody z bukłaka. Usnął.

Następnego dnia ruszył dalej. W mieście nikt na niego nie zwracał uwagi, niziołki były z natury podobne do siebie i były często widywane. Jednak potrzebował pieniędzy. Jego sakiewka była już pusta.

I zobaczył ogłoszenie, wiszące na słupie. A może to będzie dobra okazja? Poszedł… Niszcząc wszystko za sobą.

W karczmie było luźno. Spojrzał barmanowi głęboko w oczy. Ten odwzajemnił spojrzenie i kiwnął głową w kierunku stołu, przy którym siedział Półork, jakaś białowłosa kobieta i mały chłopiec. Zgraja niepasujących do siebie dziwaków odstraszała. Ale Halandar odważył się usiąść obok nich. Wszyscy milczeli, tylko ten dzieciak wpatrywał się w kobietę z ciekawością. Karczmarz przyniósł mu piwo, jednak Niziołek nawet go nie tknął. Nie miał ochoty się teraz upijać.




Mater!!!



Krasnolud odgryzł kawałek jabłka. Było przepyszne, słodkie i o wyraźnym smaku. Pogoda zapowiadała się nieźle, więc począł pogwizdywać.

Nadchodziły jednak ciemne strony tego dnia.

Durin’owi zaczynało brakować pieniędzy. Wprawdzie już ich nie miał. A pracy dla kogoś takiego jak on jak na złość niebyło.

Nie było? Bynajmniej. Ale on jeszcze o tym nic nie wiedział.

I wtedy poczuł jakieś szarpnięcie przy pasie. Ktoś sięgał po jego sakiewkę, wprawdzie pustą, lecz sam fakt był hańbiący. Zamachnął się swoją wielką łapą, lecz tamten zdołał jej uniknąć.

Zwykły, biedny, dziesięcioletni chłopak. Schylił się, po czym zaczął jak najprędzej uciekać przed złym krasnoludem. Ten go nie gonił. I tak nie miał po co. Krzyknął tylko, żeby go bardziej nastraszyć.

- Wracaj tu mały gnojku!

I ruszył dalej. Ogryzek wyrzucił na ulicę i wierzchem dłoni otarł usta z lepkiego soku. Jakiś ptak zaświergotał wesoło.

- Krasnal, nie wiesz może gdzie znajdę jakąś posadę? Wiesz, ostatnio brakuje mi gotówki. Może byś mnie trochę zasponsorował?- Mruknął do niego półdrow w czarnej kolczudze i z mieczem przy pasie.

Durin nie lubił gdy zwracano się do niego per „krasnal”, a ponadto miał w genach nienawiść do elfów i im rasowo podobnych. Czemu by nie podsumować pięknego dnia posoką, jakiegoś kmiecia? A czarny jegomość ewidentnie rzucał mu wyzwanie.

- Nie, a szukasz może mocnych wrażeń?- Odwarknął groźnie, sięgając po topór przy pasie.

Tamten też wyjął miecz. Na dodatek, dla dodania dramatyzmu, począł padać deszcz.

- Nie będę walczył w deszczu.- Rzekł mroczny elf i schował broń do pochwy. Wycofał się do uliczki wsadzając ręce do kieszeni.

-Że co?- Zdziwił się Durin, kręcąc głową. Świat schodził na psy.

Wolnym krokiem ruszył do najbliższej karczmy, wyciskając zmoczoną brodę. Od razu swe kroki skierował ku barowi nie zwracając uwagi na otoczeni. Było wyjątkowo cicho.

- Najemnik, tak?- Spytał się barman, a krasnolud zmarszczył brwi.- To widać. Tam.- wskazał palcem stół, przy którym znajdowała się już jakaś grupka ludzki.

Szykowała się robota, za którą można było zarobić. Spokojnym krokiem ruszył do stołu i usiadł obok innych. Hobbit, Elfka, Półork, i jakiś ludzki dzieciak. Zgraja wariatów.

Karczmarz przyniósł mu piwo, ale ten nie tknął go nawet, bo i inni siedzieli w milczeniu nic nie robiąc. Wolał już dostać coś do jedzenia.




Civis totius mundi



Miasto prezentowało się przeciętnie. Kamienny mur, uliczki wyłożone kamieniami. Niektóre domy jeszcze z drewna. Ogólnie nic wyjątkowego, kolejne miasto, które odwiedza się przejazdem. Nie miał zamiaru spędzać tutaj dużo czasu.

A może jednak?

I wtedy zobaczył to ogłoszenie. Takie doświadczenie dałoby mu dużo wiedzy. Czemu by nie?

Ruszył naprzód gdy deszcz zaczął padać. Szybko jednak dotarł do karczmy, więc nie zmókł za bardzo.

Otworzył drzwi do karczmy i podszedł do barmana, który czyścił szklankę jakąś brudną szmatą.

- Wie pan może gdzie mogę znaleźć Guthga Starego?- Spytał Niziołek siadając przy barze.

Karczmarz tylko kiwnął głową, dalej szorując szkło, co zaczęło irytować Hugo.

- Eee, a więc gdzie go mogę znaleźć?

Oberżysta wskazał głową w kierunku stolika przy, którym siedział już jakiś Półork, Niziołek, Elfka, Krasnolud i ludzki dzieciak.

Hugo westchnął i ruszył do towarzystwa przyjmują wcześniej od barmana piwo. Usiadł przy nich stawiając kufel przed sobą, nie odzywając się.



***

A w kącie karczmy pogrywał na lutni bard.


- Witajcie, dziękuje, że przyszliście. To jest istotne dla mnie i nie tylko. Większość z was jest poszukiwaczami przygód. Byłymi wojakami, czy najemnikami. Czemu przeznaczenie was tutaj sprowadziło? Nie będę owijał w bawełnę, zadanie jest ciężkie. Drogę jaką będziecie musieli przeżyć będzie najpewniej najdłuższą w waszym życiu, może nawet ostatnią. Samo zadanie brzmi prosto, problem także.- Przerwał i pociągnął łyk piwa z kufla.

- Mój znajomy, osoba bardzo istotna dla społeczności Cormyru, ma ciężką sytuacje. Poczęły w nim odradzać się ukryte za dzieciństwa demony. Ów znajomy jest magiem, bardzo zdolnym i takowe przebudzenie demonów będzie niebezpieczne dla nas wszystkich. Teraz jest wśród najznakomitszych magów w Fareunie. Spowalniają oni proces mutacji, jednak potrzebują kogoś kto zdobędzie lekarstwo, Splamiony Ząb Smoka, który wygna z jego ciała demony i wchłonie do siebie. Wiedzą nawet kto takowy ma. Jakowy Hektor Jaszczurzy Język, Gadzi Pomiot, Ognisty Demon, Pogromca Krasnoludów i Szatańskie Ostrze. Plotki jednak niosą, że już nie żyje, a jego twierdza została spalona. Nikt jednak tam nie zaglądał i lekarstwo pewnie jeszcze znajduje się w skarbcu. Sam nie wiem gdzie te ruiny mogą się znajdować, ale znam osobę, która zna osoby, które to wiedzą.

Zadrżeliście, tylko o to chodziło? Cała ta gadka o przeznaczeniu do tego się sprowadzała?

- I co? I tyle? Przecież to może zrobić każdy! Nie mówię, że to łatwe czy coś, ale nie sprowadza się to tylko do przeznaczenia.- Powiedziała Lili, jakby zła na samą siebie.

Starzec wstał. Twarz wykrzywił mu grymas złości.

- Tylko? Tylko? Dziewczynko , co Ty możesz o tym wiedzieć! Myślisz, że to jest byle co? To przeznaczenie was tutaj ściągnęło. Skoro wy tu jesteście, to czemu nie inni? Czemu niema tu wszystkich tych, którzy są zdolni wykonać taką misję? Czemu tylko was przygnało? Chcieliście tutaj być?

Wszyscy zamilkli, więc starzec usiadł na swoim miejscu. Napił się jeszcze jednego łyka piwa.

- Tutaj liczy się czas. Jak tylko zdobędziecie ten artefakt szybko przyjeżdżajcie do Miasta, niech nic was nie zatrzymuje. To naprawdę pilne. Znajdziecie mnie w mieszkaniu jedenaście na ulicy Vulgira, lub tutaj wieczorami w karczmie. Proszę, pośpieszcie się. Wiedzcie, że magowie potrafią być hojni.

Zamówił kolejne piwo i przestał na chwilę mówić. Bawił się medalionem na szyi.

- Osoba, która wie gdzie są osoby wiedzące, gdzie jest Hektor, to kobieta. Półelfka, która pracuję jako prostytutka w jednej z karczm Miasta Dolliran. Gospoda nazywa się, bodajże „Pod Smoczym Ogonem”, a kobieta ma na imię Turyli. To chyba wszystko co powinniście wiedzieć. Uważajcie na siebie.

Zapłacił barmanowi, wstał, założył płaszcz, zapiął jego guziki, narzucił kaptur i… I wyszedł.

Wyszedł.

Wyszedł.


Wyszedł.





 

Ostatnio edytowane przez Lukadepailuka : 03-02-2008 o 15:56.
Lukadepailuka jest offline  
Stary 02-02-2008, 12:35   #2
INNA
 
Nami's Avatar
 


Elfka poza specyficznymi cechami wyglądu swej rasy, o dziwo wyróżnia się od braci swojej krwi.
Ma szpiczaste, długie uszy i smukłą budowę ciała, co akurat dla jej rasy nie jest niczym nadzwyczajnym.
Charakteryzuje się długimi, sięgającymi za łopatki, białymi włosami, które dumnie oplatają jej szyję, muskają policzki i głaszczą ramiona za każdym razem, gdy wiatr poniesie je w nic nieznaczący, aczkolwiek uroczy taniec. Wtedy to pojedyncze kosmyki włosów opadają nierówno na lica bądź czoło, skąd zawsze delikatna i smukła dłoń zgarnia je z powrotem na swoje miejsce. Twarz ma o delikatnych rysach, niewielki nosek oraz pełne, brzoskwiniowe usta dodają jej uroku i sympatycznego wyrazu zaś pełne zieleni oczu, bystrości i niezbadanego buntu, którego nie sposób opisać. Jej wzrok zawsze jest gdzieś zagubiony, błądzi po bezkresach nieistniejącego świata na krótko zaszczycając kogoś swym spojrzeniem, a potem znów wraca w nieznane, jakby tam czekało go coś szlachetnego.
Od większości elfów wyróżnia ją skromny wzrost, bowiem ma zaledwie 167cm wysokości. Niezbyt długie, zgrabne nogi, nieco szerszy, równie zgrabny tyłek oraz wspaniała, atletyczna budowa ciała, to coś, czego nie sposób nie zauważyć. Ubiór Lilianum bywa mylny. Jest dość skromny, żeby nie powiedzieć, że zużyty. Ręce, poza palcami u dłoni i ramionami, ma zasłonięte długimi, brązowymi rękawicami, na których wyraźnie widoczne są zszycia. Właściwie, cały jej ubiór jest koloru tego samego brązu. Bluzka jest właściwie jedynie po to by zasłaniać kuszące części jej korpusu, jakimi są piersi nieskromnego rozmiaru. Górna część garderoby zawiązywana jest z przodu na sznureczki, z tyłu zaś ma mocne, trudne do rozerwania zapięcia i wiązania, które zresztą i tak zasłania mocno trzymający się plecak, który podczas szybkiego biegu nie majta się w tę i z powrotem. Jej długie, przylegające do ciała spodnie są stworzone po to by nie krępować ruchów. Niestety, podczas licznych podróży materiał został lekko nadszarpnięty, co sprawiło, że na przedniej części lewego uda, oraz zewnętrznej prawego, powstały porwania, które, bądź co bądź, dodają dziewczynie słodkości. Przy pasie ma bukłaczek oraz przypiętą, bardzo małą torbę, luźnie trzymającą się na szerokości jej bioder. Na samym początku uda ma czarny pas z pochwą, mocno zaciśnięty wokół uda, w którym trzyma niezbędny sztylet.
Poza tym na jej stopach spoczywają wysoko podbite, wygodne buty, długością sięgające prawie aż za łydkę.


Lili siedziała jak wryta. Całkowicie oniemiała. Mimo iż otworzyła usta, milczała. Ruszała tylko od czasu do czasu jakby już miała wydobyć z siebie jakiś dźwięk jednak kończyło się to niczym.
Już jak mężczyzna wyszedł uniosła lekko na wysokość twarzy rękę i zaczęła wymachiwać pomału wskazującym palcem, jakby karała dziecko jednak w zwolnionym tempie.
Gdy drzwi do gospody zamknęły się za mężczyzną, a ten zniknął wydusiła z siebie.

- On nie był w pełni normalny - powiedziała kpiąco z niedowierzaniem. Była wprost oburzona. Jeszcze naskoczył na nią gadając o przeznaczeniu, które nie istnieje! To, że przyszli tutaj było czystym przypadkiem! Pewnie każdy z nich miał zły dzień, każdemu z osobna przydarzyło się coś naprawdę niesympatycznego.
Dziewczyna spojrzała ukradkiem na smutnego chłopca siedzącego obok niej. Jego oczy. Te wielkie oczy patrzyły na nią z takim zainteresowaniem.
Lili poczuła jak na jej twarzy maluje się różany rumieniec. Potrząsnęła głową zasłaniając go włosami. Odwróciła głowę w kierunku dziecka.

- Ej, wszystko w porządku? - spytała urokliwie i uśmiechnęła się. Chciała by ten uśmiech był szczery, ale zwyczajnie nie miała ochoty uśmiechać się. Jegomość strasznie ją zirytował. Do pełni furii brakowało jej jeszcze tego, by zwrócił się do niej w skrócie! Czuła, że chyba nie wyszedłby z tego cało, nie dziś po tym co ją spotkało.
Najpierw mężczyzna, który ją podwiózł. Drwił z tego, że jest elfką, a potem, że ma takie imię! Na domiar wszystkiego nazywał się Eten. Cała ta sytuacja trochę ją przerosła. Trochę, mówiąc delikatnie.

- Jestem Lilianum - powiedziała radośnie jakby do wszystkich jednak najbardziej zwracała się do chłopca. Było jej go bardzo szkoda.

"Phi, przeznaczenie...biedny chłopczyk" - pomyślała ze smutkiem.

- A Panowie z "przeznaczenia", jak się zwą, jeśli można spytać? - rzekła odwracając głowę w stronę reszty towarzystwa. Słowo "przeznaczenia" powiedziała z ironią i kpiną.
 
__________________
Discord podany w profilu

Ostatnio edytowane przez Nami : 02-02-2008 o 12:38.
Nami jest offline  
Stary 02-02-2008, 13:23   #3
 
shadowdancer's Avatar
 
Karzeł, jaki każdy porządny niziołek, był niskiego wzrostu. Miał delikatnie rzeźbioną, nieco kobiecą twarz, a włosy spięte z tyłu, co jeszcze bardziej upodabniało go do kobiety. Osoba niezorientowana w tym, że był prawdziwym, stuprocentowym niziołczym mężczyzną mogła by go wziąć za osobę płci zgoła przeciwnej. Miał małe, bystre oczka, którymi świdrował siedzącego Gutgha, na tym, jednak nie robiło to wrażenia. Ubrany był w prawie damską, obcisłą koszulę, i ciemnobrązowe spodnie przypięte do płaszcza za pomocą cienkiej siateczki z materiału. Przy pasie zwisały mu dwa niebieskie kamienie na rzemiennych paskach, które miętosił w ręku. O krzesło, na którym, siedział, oparł swój, już dość sfatygowany kij (jeśli kij może być sfatygowany, to ten tak właśnie wyglądał). na nogach nosił skórzane, obcisłe buty, które jednak nie zakrywały palców Karła.

Spokojnie słuchał słów Guthga. No, zaczyna się robić ciekawie - pomyślał. Wcześniej sądził, że będzie to jakiś nudny wykład o śmierci, a stary będzie go próbował nakłonić do przystąpienia do jakiegoś kościoła i dla niego służby, by otrzymać łaski i wieczne życie... Phhh... Nie uznawał żadnych bóstw. Ale przygoda zaczynała się robić ciekawa, a nie ma niczego niebezpiecznego dla odważnego poszukiwacza przygód, którym on mógł się niewątpliwie nazywać...

-Z "przeznaczenia", mówisz? Jeśli chodzi ci o to, to niewątpliwie tak... Jestem Hugo, ale nie obrażam się też, gdy ktoś nazywa mnie karłem... Jakoś tak do mnie przylgnęło - odezwał się w odpowiedzi na słowa Lili - Można mówić ci Lili? Lilianum to strasznie długie imię...
 
shadowdancer jest offline  
Stary 02-02-2008, 13:50   #4
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Wysoki, silnie zbudowany półork stał przy oknie i z zainteresowaniem oglądał kraty. Nie wyglądały na najsolidniejsze na świecie. Borlath chwycił jeden z prętów i leciutko pociągnął. W szarych oczach błysnęło zadowolenie, a ciut większe niż ludzkie zęby wyszczerzyły się w szyderczym uśmiechu.
"Partacka robota" - pomyślał.
Dłonią, nieco większą od przeciętnych, poprawił krótko ostrzyżone, brązowe włosy.
Słysząc kroki nadchodzącego dozorcy odsunął się od okna. Z udawaną obojętnością spojrzał w stronę drzwi. Na jedzenie, za które zapłacił widząc, czym karmi się w areszcie, było jeszcze za wcześnie.
Słowa strażnika zdecydowanie go zaskoczyły. Jak sięgał pamięcią opuszczał mury aresztu nieco inną drogą, niż tam przybywał.
- Kto? - spytał krótko, nie chcąc trudzić gardła. Wiedział, że to nie sprawiedliwość przyczyniła się do jego zwolnienia. Półorki były traktowane podobnie, jak ich pobratymcy pełnej krwi... Nie miał też pieniędzy, by zapłacić za uwolnienie. A nawet gdyby miał... Kupowanie sobie wolności nie leżało w jego naturze.
Zapisał w pamięci informację. Trafienie na człowieka, który doceniał jego zalety... To było warte zapamiętania.
Pospiesznie nałożył zbroję i przypasał miecz. Skinął głową, dość obojętnie, strażnikowi i wyszedł.
Tuż po opuszczeniu gościnnych murów aresztu sprawdził ekwipunek. Ku jego niebotycznemu zdziwieniu nic nie zginęło. Co prawda ktoś w plecaku grzebał, ale nie zabrał niczego. Zostało nawet parę monet...
Borlath ruszył przed siebie. Miał zamiar opuścić jak najszybciej to gościnne miasto. Z karawaną, lub sam.
Za ostatnie monety kupił zapas jedzenia i skierował się ku bramie.
Ogłoszenie, wiszące na słupie, nie wiedzieć czemu przyciągnęło jego uwagę.
- Przeznaczenie... - parsknął szyderczo. - Też coś...
Ale mimo wszystko nie ruszył w stronę bramy.
Zatrzymał się przy najbliższej studni. Pochylił się nad pełnym wody wiadrem. Ujrzał twarz o nieco szarawej cerze, dość płaskim nosie, odrobinę wystających łukach brwiowych.
"Żadnych sińców" - skonstatował z zadowoleniem. - "Tamci wyglądali dużo gorzej..."
Nie mówiąc już o tym, że trzech z 'tamtych' nie było w stanie wstać o własnych siłach.
"Głupki" - pomyślał i z trudem powstrzymał się przed splunięciem.
Wylał wodę i napełnił na nowo wiadro. Opłukał twarz, dłonią wytarł część wody i ruszył w stronę centrum.
- Czarna Skała? - w spojrzeniu, jakim go obrzucił zapytany przechodzień, było coś dziwnego. - To w tamtą stronę...

To, że barman zachowywał się tak, jakby na niego czekał, niezbyt mu się spodobało. Kufel piwa, wręczony mu przez tego samego barmana, spodobał mu się jeszcze mniej. Przez taki sam kufel, którego nie chciał wypić, wylądował w areszcie.
Najmniej spodobała mu się obecność długowłosej elfki, beztrosko demonstrującej całemu światu nieskromnego rozmiaru biust.
Borlath westchnął cicho. Miał tylko nadzieję, że elfka i jej biust nie staną się powodem kolejnej awantury, o jakie i tak łatwo w każdej karczmie...
Odsunął piwo, ale nie zdążył poprosić o nic innego.

Borlath spojrzał po kolei na każdą z osób siedzących przy stole. Takiej różnorodnej zbieraniny dawno nie widział. Całkowita mieszanka ras i kultur.
Pokręcił nieco głową i wrócił myślami do słów starca z medalionem. Zdania o przeznaczeniu i demonach puścił mimo uszu. W zasadzie dotarły do niego tylko słowa o wdzięczności magów. Zaś wdzięczność od dawna można było wyrażać w brzęczącej monecie. A to go interesowało.
Spojrzał na elfkę.
- Można spytać - odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Można nawet otrzymać odpowiedź.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wstał i ukłonił się. Lekko.
- Jestem Borlath.
Usiadł i spojrzał na Hugo.
- Z pewnością nie będę cię nazywać karłem. To głupie wyzwisko - stwierdził.
 
Kerm jest offline  
Stary 02-02-2008, 15:13   #5
 
Panda's Avatar
 
"Mały" Otto

Życie małego, bezdomnego chłopca w małej mieścinie nie jest usłane różami. Dzień w dzień dziecko zmuszone było do walki z przeciwnościami losu, dzień w dzień wiatr wiał mu w twarz. Jak nie kradzież, to błagalne oczka przed jakąś kobietą, tak czy inaczej jedzenie miał prawie zawsze. Dziś niestety o jakikolwiek kawałek suchego chleba było trudno. Jakiś mężczyzna, najprawdopodobniej piekarz żałował mu starej bułki, która i tak zostanie zjedzona jak nie przez kury to myszy. Świat był zły... Tak przynajmniej myślał Otto.

- Wracaj tu gnojku! - słyszał za sobą krzyki mężczyzny.
- Temu panu coś dziś na głowę pało, jeśli myśli że tam wrócę. Pffi - skomentował w myślach słowa wieśniaka.

Pędził ile sił w małych, krótkich nóżkach przez jakieś uliczki, nie patrząc czy wdepnął w jakieś pomyje czy też w inne świństwo. W pewnym momencie zaczęło braknąć mu tchu, zwolnił i po chwili dopiero zauważył, że nikt go już nie goni. Przystanął, oparł ręce na kolanach i zgarbił się, oddychając głęboko.
- Trudno ostatnio o jedzenie... - pomyślał smutno.

Ruszył powoli przed siebie z zamiarem ukrycia sie w swojej kochanej samotni, w starym domku, który kilka lat temu spłonął prawie doszczętnie. Zachowała sie tam małe pomieszczenie pod schodami. Jeszcze nikt go tam nie znalazł i dla tego tak bardzo kochał to miejsce.

Uradowany tym, że go nie złapali szedł sobie spokojnie, zastanawiając się jak zdobyć jedzenie. W pewnym momencie ujrzał pewne ogłoszenie. Podszedł do niego i zaczął czytać. Trochę minęło nim skończył lekturę bowiem sylabizując naprawdę trudno się czyta a nauki tej czynności to on nie pobierał.

- Jest nadzieja... Spotkanie w karczmie, może będzie jedzenie? Najem się, napije a potem ucieknę. - przeszło chłopaczkowi przez myśl a usta wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu.

Po krótkim marszu doszedł do gospody, o której mowa była w ogłoszeniu. Otworzył powoli drzwi i rozejrzał się. Ludzie zebrani w przybytku dostrzegli małego, zaledwie 130cm wzrostu, chłopca ubranego w jakiś stary kaftanik skórzany i spodnie, równie stare jak sama kurtka dziecka. Nogi obute w jakieś stare, brązowe łapcie. Na głowie nosił skórzaną czapeczkę, z pod której wystawały blond włoski. Z pod grzywki opadającej na czoło dziecka można było ujrzeć duże, fioletowe oczy. Klajniak w ręku trzymał dziwny kij niewiadomego pochodzenia.

Otto rozejrzał się po przybytku i ujrzał kobietę przy jednym ze stołów. Podszedł do niej i wgramolił się na krzesło niedaleko Niej.
W tym momencie zaburczało mu w brzuchu i spuścił wzrok, spoglądając na blat przed sobą.

- Ej, wszystko w porządku? - usłyszał kobiecy głos.

Szybko poderwał głowę do góry tak, że czapeczka spadła z niej na ziemię. Uśmiechnął się głupkowato i podniósł swoje nakrycie głowy

- Nie, proszę Pani. - uśmiechnął się jeszcze szerzej - Nic mi nie jest.

Po chwili dotarła reszta ludzi, który pewnikiem tak jak on przyszli na kolację. Jakiś mężczyzna zabrał głos lecz mało to obchodziło chłopca, który wpatrywał się w dziewczynę jak w obrazek. Kogoś mu przypominała, te szpiczaste uszy, jak by kiedyś je widział.

Gdy mężczyzna skończył i zabrał się do wyjścia Otto stanął na krześle ze zdziwioną miną i spojrzał za nim.

- A darmowa kolacja?! - spytał, podnosząc głos.
 
Panda jest offline  
Stary 02-02-2008, 15:37   #6
INNA
 
Nami's Avatar
 
- Nie, proszę Pani. - uśmiechnął się szerze chłopiec - Nic mi nie jest.
- To dobrze - odpowiedziała miło i odwzajemniła uśmiech. Nagle usłyszała zza siebie męski, wysoki głos.

- Można mówić ci Lili? (...) - spytał karzełek.

Lili, Lili, Lili...Lili...rozniosło się po jej głowie jak echo rzucane w głęboką, pustą przepaść.Jednak przepaść jej umysłu nie była znowuż taka pusta. Odwróciła machinalnie głowę a w jej oczach zapłonął ogień. Zatrzęsła jej się prawa ręka i drgnęła powieka lewego oka. Gwałtownie wstała z krzesła odsuwając je z hukiem i momentalnie znalazła się przy hobbicie. Złapała go za kołnierz i uniosła lekko do góry. Zaczęła nim potrząsać brutalnie.

- Coo, koleżankę sobie znalazłeś?! ŻYCIE CI NIEMIŁE CZY JAK?! Słyszysz co do Ciebie mówię ty suko?! Jak ja Ci zaraz kurwa dam Lili to Ci te krótkie nóżki z dupy odpadną, ty śmieciu! Zasrańcu jeden, od dziś masz się do mnie zwracać Lilianum Arterstin Elevelorin, i ani jeden literki z tego imienia masz nie opuścić zrozumiano?! LILIANUM ARTERSTIN ELEVELORIN!!!! Wyrażam się jasno szmato?! - Elfka jeszcze sapała ze złości przez jakąś sekundę zanim pojęła co tak naprawdę zrobiła.
Nagle ogień z jej oczu zniknął a mina wściekłego psa wystawiającego w groźnym geście swoje kły zmieniła się w przesympatyczny wyraz twarzy.
Poczuła na sobie wzrok ludzi z karczmy i to doprowadziło ją do normalnej postawy. Otrząsnęła się.

- Ojej... - wyjęknęła i postawiła hobbita na ziemię. Wstrząsy jakimi go poddała musiały być zaskakujące i dość nieprzyjemne. Dziewczyna spojrzała na niego z powrotem a z jej oczu biło przyjemne ciepło.
- Mam na imię Lilianum Arterstin Elevelorin. I następnym razem lepiej pytaj JAK?!, a nie dajesz sugestie! - syknęła w odpowiedzi.

- A darmowa kolacja?! - usłyszała jeszcze głos chłopca w momencie gdy potrząsała karłem w powietrzu.
Podeszła do niego.

- Jesteś głodny kochanie? - spytała jak ostatnio ze słodką minką i uprzejmym tonem głosu, który jak kojąca melodia wypłynął z jej ust.

- A jak Cię zwą Słoneczko? - dodała jeszcze nachylając się nad nim z ciepłym uśmiechem i szczerą życzliwością.
 
__________________
Discord podany w profilu
Nami jest offline  
Stary 02-02-2008, 20:14   #7
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Borlath z zaciekawieniem spojrzał na zrywająca się ze stołka elfkę.
"Powiedz do mnie Lili, a zaraz wpadnę w morderczy szał" - pomyślał z szyderczym błyskiem w oku. - "kto by pomyślał, że pod tą czarującą powłoką kryje się taka choleryczna kobieta."
"Chociaż trzeba by to nazwać pełnią temperamentu" - szyderstwo ciągle błąkało się w okolicach jego myśli. - "Tak jest ponoć bardziej elegancko..."
Z coraz większym zaciekawieniem obserwował widowisko, jakie robiła z siebie elfka. Był ciekaw, czy dziewczyna w napadzie szału podbije niziołkowi oko, rozkwasi nos, wybije kilka zębów, czy też rzuci nim przez całą salę.
"Z pewnością zapamiętam te wszystkie imiona" - przemknęło mu przez głowę, gdy elfka po raz wtóry prezentowała całą ich gamę. - "I pewnie nie tylko ja..."
Wrzeszczącą elfkę słychać było pewnie na rynku, a to, że w drzwiach karczmy nie stanęły jeszcze oddziały strażników przypisywał tylko odległości, jaka dzieliła karczmę od siedziby straży.
Słysząc, jak niziołkowi dzwonią wszystkie zęby zastanawiał się, czy nie wydrzeć nieboraka z rąk krwiożerczej elfki, ale, z pewnym trudem, opanował się. Nie chciał, by ktokolwiek jego działanie w obronie sponiewieranego Huga potraktował jako napaść na cześć dziewczyny. Miał już za sobą tego typu sytuację i wolał być ostrożny.
Usiadł zatem wygodniej i chłonął wprost niespodziewane widowisko. Nie był w tym odosobniony, bowiem na elfkę wygapiali się wszyscy - od barmana począwszy, na siedzącym w odległym kącie bardzie skończywszy.
"Ten to będzie miał temat do ballady" - pomyślał rozbawiony.
Widowisko, ku wielkiemu żalowi zgromadzonych (tak przynajmniej sądził Borlath) skończyło się dużo za wcześnie, a niziołek, jakimś dziwnym trafem, uszedł w miarę cało z rak dziewczyny.
W ułamku sekundy elfka z wściekłej baby zamieniła się w przesympatyczną dziewczynę, a jej głos wprost ociekał miodem.
"Jak one to robią" - pomyślał nieco zaciekawiony. Ale nie zastanawiał się nad tym problemem. Z tego co słyszał, nad zawiłymi meandrami żeńskiej psychiki latami głowili się najwięksi mędrcy. Bezskutecznie.
- Lilianum Arterstin Elevelorin - powiedział - bez wątpienia wszyscy już zapamiętali, by nie mówić do ciebie... - zawiesił głos - ...używając tego zdrobnienia.
Z kamienna twarzą kontynuował:
- A swoją drogą... wyglądałaś uroczo... z tym błyskiem w oku.
"A pomyślałaś, że może on nie lubi, gdy ktoś mówi do niego 'Słoneczko'?"
Tą myślą nie podzielił się jednak z nikim.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 02-02-2008 o 20:17.
Kerm jest offline  
Stary 02-02-2008, 20:52   #8
 
Panda's Avatar
 
"Mały" Otto

Nagle za plecami chłopca rozegrała się, dla co poniektórych, ciekawa scenka. Gdy Otto usłyszał krzyki i wrzaski obrócił się. To co ujrzał zaparło dech w piersiach. Otworzył szerzej oczy a szczęka znalazła się piętro niżej. Właśnie przed nim biły się dwie kobiety. Jedną z nich była Elfka, która już wcześniej zagaiła do niego, drugą zaś hobbicka dziewoja. Chociaż głos miała męski... W gruncie rzeczy Otto nie chciał sobie teraz zawracać tym głowy, ustali to później.

Elfka z mordem w oczach potrząsała tą drugą, trzymając za poły ubrania. Malec dziwił się skąd taka niepozorna dziewczyna ma w sobie tyle siły by podnieść krępego karła do góry i nim potrząsnąć jak jakimś workiem lub kocem do wytrzepania.

Scena trwała może z minutę, w ciągu tego czasu z ust Panny Lili płynął potok słów i nie każde z nich zaliczano do tych "kulturalnych".
Po krótkiej chwili Elfka uspokoiła się i odłożyła karzełka na miejsce, sycząc coś do niej.
Po całym zajściu podeszła do Otta.

- Jesteś głodny kochanie? - spytała ze słodką minką.
Chłopiec nawet się nie odezwał. Bał się gdyż nie za bardzo wiedział co tą Panią zdenerwowało i nie chciał skończyć jak hobbit.
- A jak Cię zwą Słoneczko? - dodała jeszcze nachylając się nad nim z ciepłym uśmiechem i szczerą życzliwością.
- O... oo... Otto... - wyjąkał, cofając się o kroczek do tyłu.

Jako, że chłopiec stał na krzesełku zachwiało nim i siłą rzeczy poleciał z siedzenia. Już miał rozbić się o posadzkę gdy, jak to tonący, zaczął machać rękoma na prawo i lewo. Przeznaczenie () chciało, że złapał za... Cieniutkie sznureczki stroju kobiety... Dziewczyna szybko złapała chłopca i przycisnęła go do piersi, tym samym powstrzymując bluzkę od całkowitego rozwiązania się

- Uważaj co robisz, bo się zdenerwuje... - zagroziła, jednak ta groźba brzmiała jak żart...i to nawet urokliwy.
- Prze... Przepraszam Proszę Pani! - wydukał pośpiesznie.

Był przestraszony, wiedział co stało się z hobbitem, który zdenerwował Panią Lili, on nie chciał tak skończyć.

- Nic się nie stało Sło...Otto. - odpowiedziała i uklęknęła na podłodze odstawiając go. Szybko złapała sznureczki swojej bluzki i zawiązała je mocno na supeł a potem kokardeczkę.
Uśmiechnął się i odetchnął z ulgą, widząc że kobieta się nie gniewa.
- A co do Pani poprzedniego pytania... - zrobił pauzę - ... Zjadł bym coś. - szepnął ze zmieszaną miną.

W brzuchu coraz głośniej mu burczało z czego nie był dumny. Nie jadł od wczoraj... Chociaż czy małą bułeczkę można nazwać jedzeniem? Raczej przekąską, lecz to i tak wyolbrzymia ten posiłek.

- Mam tylko 2 złote monety kochanie...nie wiem na ile to starczy...ja sama nie jestem głodna, więc proszę - wyciągnęła w jego kierunku rękę z monetami jednak zanim mu je dała, powiedziała - Obiecaj tylko, że wydasz je na jedzenie, dobrze?
- I na picie! - dodał uśmiechnięty.
- Na picie też - powiedziała i trąciła wskazującym palcem jego nosek uśmiechając się szeroko.
Zbliżyła usta do jego ucha i szepnęła - A jak nie zostawisz mnie sam na sam z tymi ludźmi, to nawet nauczę Cię jak kraść by przetrwać.
Na jego twarzy wykwitł uśmiech od ucha do ucha.
- Wiii! - pisnął - Ciesze się! - dodał po chwili.
Rzucił się na szyję pani i przytulił ją.Objęła chłopca i uśmiechnęła się zszokowana. Pocałowała go w czółko i szepnęła mu do ucha tak by kompletnie nikt poza nim tego nie usłyszał
- Możesz mi mówić Lilianum.
- Dobrzę, proszę P... Lilianum - odpowiedział.

Z uśmiechem poczłapał do lady i wyciągnął dwie złote monety.
- Czy dostane za to coś do jedzenia i picia? - spytał karczmarza.
Do dziecka uśmiechnął się wysoki, postawny mężczyzna. Spojrzał na rękę młodzika i spytał:
- A znasz tamtą panią? - kiwną w stronę Lilianum.
- To moja... Koleżanka! Od niej dostałem pieniążki. - powiedział, dumnie wypinając pierś.
- Aha... To co chciał byś zjeść? - spytał mężczyzna.
- A co za to dostanę? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Niewiele tego masz, chłopcze, ale dostaniesz kilka kartofli i kotleta mielonego. - uśmiechnął się karczmarz.
- A do picia? - spytał.
- Picie wliczone razem z kartofelkami, synu.
- To ja poproszę! - stanął na palcach by mężczyzna mógł zabrać pieniądze.
Karczmarz sięgnął po jedną monetę i zamknął dłoń dziecka. Otto spojrzał na niego pytającym wzrokiem, czyżby na tym świecie byli jeszcze porządni ludzie?
- Powiedz tej Pani, że ja zapłaciłem za Twoją kolacje. - karczmarz uśmiechnął się.
Otto jak na małego chłopca był bardzo mądry i wiedział o co chodziło mężczyźnie. Teraz ma większy dług wobec Lili i chyba opłacać będzie mu się, gdy przy niej zostanie. Przemyślenia przerwał mu karczmarz.

- Proszę, oto Twoja kolacja. - z uśmiechem podał tace z jedzeniem i piciem chłopcu.
- Dziękuje! - prawie wykrzyknął uradowany dzieciak.

Szybko wrócił do stołu przy którym siedzieli i postawił swoje jedzonko, które jeszcze parowało. Lecz za nim zjadł podszedł do Lili i oddał jej monetę.
- Tamten pan... - wskazał palcem na karczmarza -... postawił mi kolację. Dziękuje. - przytulił dziewczynę po czym usiadł na siedzeniu i zaczął jeść.
 

Ostatnio edytowane przez Panda : 03-02-2008 o 00:54.
Panda jest offline  
Stary 03-02-2008, 15:17   #9
Zak
 
Zak's Avatar
 
Do karczmy wszedł dobrze zbudowany krasnolud z długą kasztanową brodą, pozwijaną w warkocze. Cała jego twarz była pokryta różnej długości i grubości bliznami, tak jak większość jego ciała. Jego wygląd nie zachęcał do zaprzyjaźnienia się. Jedynym pozytywnym elementem jego wyglądu były oczy, w których widać było normalnego, przyjaznego krasnoluda.

Skierowany przez karczmarza, Durin przysiadł się do stolika, przy którym siedziało już kilka osób.
-„Karzeł, elfka, jakiś bachor i zielono skóry… Co ja tu robie!?”- pomyślał krasnolud patrząc na grono przy stole.

Po rozmowie z pracodawcą, rozpoczęły się rozmowy, w których Durin nie specjalnie chciał uczestniczyć. Usiadł wygodniej na krześle, napił się piwa i zaczął się przysłuchiwać swoim nowym towarzyszom.
W pewnym momencie spojrzał w stronę dzieciaka, rozmawiającego z elfką.
-„Czy ten mały nie chciał mnie dzisiaj obrobić?”- pomyślał.
Kiedy chłopak spojrzał w kierunku Durina, krasnolud obficie spluną na ziemię i uśmiechną się szyderczo do chłopaka.

Nagle ta sama elfka, z którą rozmawiał dzieciak, wydarła się na karła, który przybył jako ostatni.
-„Elfy… Za jakie grzechy tu jestem?!”

Kiedy wszystkie rozmowy ucichły krasnolud postanowił się przedstawić.
-Jestem Durin Redanvil. Nie powiem, że mi miło, ponieważ tak nie jest.- powiedział i rozejrzał się po wszystkich- Jeżeli nie macie lepszego pomysłu, to proponował bym iść poszukać tej kobiety. Dziwki najlepiej szukać wieczorem- pokończył zdanie, po czym dopił swoje piwo i podsumował wszystko donośnym beknięciem.
 
__________________
Życie uczy:
"ZABRANIAM CI MARZYĆ POZA HORYZONT ZDOLNOŚCI KREDYTOWEJ!"


Praca - studia - studia - praca. Granie - niestety - na drugim planie...
Zak jest offline  
Stary 03-02-2008, 15:48   #10
 
Panda's Avatar
 
Gdy krasnal wszedł do karczmy Otto zrobił wielkie oczy, a kawałek ziemniaka wypadło mu z buzi.
-Przyszedł po mnie...- przeszło mu przez myśl. Pobladł.

Odwrócił się tak, by mężczyzna go nie widział lecz chyba mu sie to nie udało. Gdy krasnolud splunął pod nogi chłopca, Otto o mało co nie zwrócił tego, co przed chwilą przyjął.
Odsunął talerz bardziej na środek stołu i zeskoczył z krzesełka. Podszedł do krasnoluda.
- Ja tu JEM! - krzyknął mu w twarz po czym pociągnął go za brodę i kopną w piszczel.

Po tej akcji uciekł ile sił za Elfkę tuląc sie do jej nogi.
 
Panda jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172