Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-03-2008, 20:17   #1
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
[sesja] Warsztaty Storytellingu

Sukinsyny.
Dobrali się do Ciebie w trakcie kąpieli, w Twoim własnym mieszkaniu. Ilu ich było? Pięciu na pewno, może siedmiu.... wszyscy w kominiarkach. Jeden był chyba magiem – nie było szans uciec. A może tylko szukasz wytłumaczenia dla siebie?
Nieważne... Dorwali cię, ale o dziwo nie zabili. Coś ci wstrzyknęli w szyję. Bolało, jak cholera, lecz nie zabijało. Świat wokół zawirował. Spotkanie z ziemią pamiętasz jak przez mgłę.
Tak, mgła... mgła zasłoniła cały świat, który w końcu przestał istnieć. A może to Ty już nie żyjesz?



***

Wspomnienie podróży było niczym zły sen dla czwórki wybrańców. Zimne, metalowe ściany wyciągały chciwe łapska, chcąc uchwycić swoje ofiary. Nie mieli dokąd uciec, coś krępowało ich ruchy. Ktoś się porzygał – nic dziwnego, wszyscy mieli ochotę haftować, pozbyć się z organizmu narkotyku, który sprawił, że byli bezbronni niczym dzieci. Dzieci na diabelskiej karuzeli – trzeba dodać.


Trudno powiedzieć ile minęło czasu. Wreszcie koszmarna podróż dobiegła końca. Jacyś ludzie o twarzach wykrzywionych i groteskowych unieśli więźniów jak toboły. Nic nie mówili, tylko śpiewali... śpiewali o końcu świata.

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.


Ciemność zalała ich ciała, pożarła dusze. Choć część z nich nie miała już Boga, wszyscy się teraz modlili o ocalenie... by kochać, by zemścić się, by żyć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.


Zostali wniesieni do ogromnego, kamiennego pomieszczenia. Dziwne rzeźby przyglądały im się ze ścian. Widzieli ich powykrzywiane, demoniczne oblicza w delikatnym splocie kolorowych świateł, jaki tworzył ogromny witraż naprzeciw nich. Spojrzawszy w tamtą stronę, zrozumieli - znaleźli się oto w pradawnym kościele.


Jak udało mu się ocaleć? Uczono ich przecież, że ostatnia katedra gotycka została zbombardowana przez Japończyków. Widać źle ich uczono. Chłód kamieni paraliżował ciała. Wciąż byli nadzy, lecz nie czuli wstydu. Trudno go odczuwać, kiedy nie wiesz czy dany oddech nie jest Twoim ostatnim.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.


Usadowiono każdego oddzielnie na zimnej ławie, gdzie kiedyś musieli zasiadać wierni. Ich głowy ukierunkowano na ołtarz.
Ile czasu tak siedzieli? Trudno zgadnąć. W pewnym momencie zauważyli jakąś postać. Człowiek o skrzydłach anioła rodził się z kamiennej posadzki, która nagle stała się taflą jeziora...


Pieprzony narkotyk.

- WITAJCIE MŁODZI BUNTOWNICY. – zadudnił głos anioła, dochodząc niemal ze wszystkich stron – DOTYCHCZAS JAK KOTY SPADALIŚCIE NA CZTERY ŁAPY. LOS OKALECZYŁ WASZE DUSZE, ODEBRAŁ WAM BLISKICH, LECZ ZOSTAWIŁ NAJCENNIEJSZE – ŻYCIE. ŻYCIE, KTÓRE TERAZ JEST W MOJEJ MOCY.
- Kim... kim jesteś?
– wyszeptała jedna z dziewczyn, próbując zogniskować wzrok na przedziwnej postaci.

Teraz, kiedy obcy „wypłynął” z podłogi, ta znów stała się kamieniem. Jedynie jej barwa się zmieniła, jakby ktoś splamił ją krwią.

- KIM JESTEM? JESTEM PODRÓŻNIKIEM I TAK TEŻ MNIE NAZYWAJĄ: PUSTELNIKIEM, OBIEŻYŚWIAT, TUŁACZ, WŁÓCZĘGA, JUDASZ-PODRÓŻNIK.

Nagle żywe ognie wytrysnęły z pomiędzy kamieni, liżąc postać anioła, trawiąc jego skrzydła, a on stał tylko i uśmiechał się. W ten sposób przeobraził się w diabła.

- TO, KIM JESTEM, NIE JEST WAŻNE. WAŻNE JEST, KIM WY JESTEŚCIE LUB KIM SIĘ STANIECIE. KAŻDE Z WAS ZOSTAŁO WCIELONE DO NAJEMNICZYCH SZEREGÓW NIE Z WYBORU, LECZ Z PRAGNIENIA SIŁY. KAŻDE Z WAS RÓWNIE NIENAWIDZI BIG BOSSA CO WAMPIRZYCY ORAZ WSZELKICH INNYCH SEKT. KAŻDE Z WAS – W KOŃCU – CHCE BYĆ WOLNE. A JA WAM Tę WOLNOŚĆ MOGĘ DAĆ, JEŚLI ZOSTANIECIE JEŹDŹCAMI APOKALIPSY.

Czy ten facet sobie kpi? Naczytał się starych mitologii i teraz próbuje ich zastraszyć? Przecież to śmieszne.
Ognie piekielne, które pełzały po ścianach katedry oraz po ławkach nie miały w sobie jednak nic zabawnego.

- CHCĘ, BYŚCIE SZERZĄC CHAOS W ZASTĘPACH BIG BOSSA I WAMPIRZYCY, ODSZUKALI DLA MNIE PEWIEN PRZEDMIOT – PRZEDMIOT, KTÓRY OBOJE DAWNYMI CZASY WSPÓLNIE UKRYLI. GDY GO ZNAJDZIECIE – BĘDZIECIE WOLNI. WOLNI I BOGACI. DAM WAM SIŁĘ, DZIĘKI KTÓREJ TAMCI SIĘ WAS BĘDĄ BAĆ, A WY... WY ODBIERZECIE IM, CO TYLKO BĘDZIECIE CHCIELI. JA NIE CHCĘ ŻADNYCH PROCENTÓW, TO, CO ZABIERZECIE TAMTYM – BĘDZIE WASZE. MNIE OBCHODZI TYLKO TEN JEDEN PRZEDMIOT...

Straszliwy huk wstrząsnął katedrą. Czy to tylko piorun?


Nagle straszliwe oblicze diabła pojawiło się tuż przed twarzą Niny. Dziewczynie wydawało się, że ognie z posadzki zaczęły pełznąć ku jej stopom. Przerażona starała się podnieść nogi wyżej.

- NINA RAE. PIĘKNA I GŁODNA WRAŻEŃ NINO CZY CHCESZ JUŻ ROZSTAĆ Z TYM PADOŁEM, CZY OBIECASZ MI WIERNOŚĆ, STAJĄC SIĘ JEDNYM Z MYCH ANIOŁÓW?
- Ja... obiecuję.
– odpowiedziała dziewczyn drążącym głosem po chwili wahania.
- A ZATEM CHRZCZĘ CIE IMIENIEM „GŁÓD”.

Cień obcego przepłynął dalej, przytłaczając niemal swym ogromem Ranalda. Samą swoją aurą zdawał się wgniatać młodego mężczyznę w zimne siedzisko.

- RANALDZIE BLIZZERZE BOISZ SIĘ MNIE, PRAWDA? WYBIERZ CZY WOLISZ UMRZEĆ W STRACHU, CZY ZŁOŻYSZ MI PRZYSIĘGĘ I ZDOBĘDZIESZ SIŁĘ, BYŚ JUŻ NIGDY NIE MUSIAŁ SIĘ BAĆ?
- Przysięgam!
- ZATEM CHRZCZĘ CIĘ IMIENIEM „WOJNA”.


Znów uderzenie pioruna, a może to świat krzyczał? Czarnoskóra dziewczyna miała łzy w oczach. To nie tak... to nie tak miało się wszystko zakończyć!

- ISABELL RASSA. TY NAJLEPIEJ WIESZ JAK WIELE CIERPIENIA MOŻE ZNIEŚĆ CZŁOWIEK. ŚWIAT NIE JEST SPRAWIEDLIWY. OTO TWÓJ WYBÓR: UGNIJ SIĘ I POPADNIJ W NIEBYT LUB ZEMŚCIJ SIĘ - KRZYCZ ILE SIŁ W PŁUCACH I PRZEKLINAJ ŚWIAT, KTÓRY ODEBRAŁ CI SENS BYTOWANIA. CO WYBIERZESZ?
- Ja nie mam prawa krzywdzić...
- JA CI DAJĘ TO PRAWO! PRAWO STANOWIENIA O WŁASNYM LOSIE ORAZ PRAWO STANOWIENIA O LOSIE INNYCH, BY CIERPIELI CI, KTÓRZY ZABILI TWOJĄ MIŁOŚĆ.
- Tak... niech cierpią!
- A WIĘC NADAJĘ CI IMIĘ „ZARAZA”.


Ostatni spośród czwórki oddychał gwałtownie czekając na swoją kolej. Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi. Wreszcie usłyszał Go tuż nad sobą, czuł jego cuchnący siarką oddech.

- LUKAS HIGSHOOG. PODOBNO NIE BOISZ SIĘ ŚMIERCI... A POWINIENEŚ CHŁOPCZE. UMIERANIE NIE JEST PRZYJEMNE. WYBIERZ SWOJE PRZEZNACZENIE: WOLISZ ŚMIERĆ CZY WOLISZ STAĆ SIĘ ŚMIERCIĄ?
- Wolę... stać się.
- WITAJ ZATEM W MYM KOROWODZIE JEŹDŹCÓW, TWE IMIĘ: „ŚMIERĆ”.


Postać oddaliła się, wzlatując dzięki szkieletowi swych skrzydeł ponad ołtarz.

- OTO NADSZEDŁ CZAS BY ZBARZMIAŁY ANIELSKIE TRĄBY. OTO POWSTALI JEŹDŹCY APOKALIPSY, BY UKARAĆ ŚWIAT ZA JEGO ZBRODNIE!!!


Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.*


***

W głowie wciąż huczało, lecz starczyło otworzyć oczy, by uświadomić sobie, że narkotyk przestał działać. Kształty wokół były już normalne. Właściwie mogliby uwierzyć, że cała scena z kościoła była tylko koszmarem sennym, gdyby nie fakt, że byli dalej w czwórkę i... wciąż byli nadzy.

Dwie kobiety i dwóch mężczyzn znajdowało się w niedużym, pozbawionym wszelkich mebli pomieszczeniu. Były tu tylko wielkie okna, przez które widzieli nocną scenerię metropolii. Były też zamknięte drzwi oraz... kula.


Ogromna czarna kula tkwiła pośrodku pokoju, zupełnie niewzruszona losem ludzi, którzy się tu znaleźli.


*Cz. Miłosz, Piosenka o końcu świata
 
__________________
Konto zawieszone.

Ostatnio edytowane przez Mira : 08-03-2008 o 21:20. Powód: literówki
Mira jest offline  
Stary 15-03-2008, 12:01   #2
 
Odyseja's Avatar
 
***


Isabell leżała w ciemnej pustce. Była całkiem naga. Wokół nie było nic oprócz dużej ilości wpatrzonych w nią par ludzkich oczu. Nie mogła się poruszyć, nic powiedzieć, tylko leżała przerażona na plecach. Nagle ujrzała jego. Michael podszedł do niej z troską wymalowaną na twarzy i okrył ją płaszczem. Łzy pociekły po policzkach Isabell, gdy ją przytulił. Michael nie mówił nic, ona nic wyrzec nie mogła. Oczy zniknęły. Pozostali sami, a Isabell nigdy od śmierci ukochanego nie czuła się tak bezpieczna. „Nie odchodź… Nigdy więcej mnie nie zostawiaj…” chciała wyszeptać, ale nie mogła poruszyć spierzchniętymi wargami. Łzy zaczęły kapać po jej ciemnej twarzy. Tylko dlaczego te łzy miały tak szkarłatną barwę? Jedna spadła na dłoń Michaela. W tym miejscu które musnęła szkarłatna łza, jego skóra ściemniała. Po chwili zaczęła czernieć jeszcze bardziej i promieniowo rozchodzić się po całej ręce. Po paru sekundach cała ciemna skóra zaczęła gnić. Powoli zaraza rozchodziła się po całym ciele. Coraz więcej łez spływało z niemej twarzy Isabell, a każda, która dotknęła Michaela, przyspieszała działanie choroby. Kobieta nie była w stanie nic zrobić. Mogła się tylko przyglądać, jak w cierpieniu umiera.

- To wszystko przez ciebie, Zarazo - wyszeptał ostatkiem sił i upadł wpółzgniły w ciemność.


***


Sen skończył się, lecz Isabell wydawało się, że nic się nie zmieniło. Leżała na twardej, zimnej posadzce, a łzy dalej płynęły z jej oczu. Ciemność również się nie rozjaśniła. Przez zaciśnięte powieki nie przepływały żadne wiązki słonecznego światła. Brunatne, lekko pofalowane włosy delikatnie opływały jej ciemną, nieco tyko od nich jaśniejszą, twarz. Duże, spierzchnięte usta poruszały się w bezgłośnym szepcie. Tylko czy ktoś mógł wiedzieć, że dziewczyna o tak niezmąconej niczym, poza łzami cerą, bezwiednie szepta jedno imię? Imię tak jej bliskie, a jednocześnie tak odległe i bolesne? Pod wpływem nieregularnego oddechu całe jej nagie ciało delikatnie falowało. Isabell nie była wysoka, ale nie można było jej nazwać drobną.
Żałowała w duchu, że musi zacząć działać, że nie może reszty być może nie za długiego życia przeleżeć w tym pokoju. Powoli uniosła ciężkie jak żelazo powieki. Światłość jaka wtedy nastąpiła, zmusiła Isabell do ponownego ich zamknięcia. Na twarzy czuła jeszcze zaschnięte łzy. Pewnie popłakała się śniąc. Zwykle ludzie nie pamiętają swoich snów, więc dlaczego ona jest wyjątkiem? Wiele by oddała, by zapomnieć o wszystkim. Nie tylko o nawiedzających ją co noc marach. Ponownie otworzyła oczy, lecz tym razem nie zamknęła ich tak gwałtownie, tylko poczekała, aż jej wzrok przyzwyczai się do tej jasności płynącej z zawieszonych pod sufitem lamp. Przetarła oczy, ścierając tym samym ostatnie zasychające łzy. Rozglądnęła się wokoło, lecz nie bardzo do niej docierało to, co widzi. Dopiero po paru długich sekundach wszystko do niej dotarła absurdalność sytuacji w której się znalazła. Isabell spróbowała unieść się na łokciach, do pozycji siedzącej. Nie było to proste zadanie, ale gdy już jej się udało, zakręciło jej się w głowie i znów upadła. Po chwili ponownie spróbowała usiąść, teraz jednak o wiele wolniej. Udało się. Zasłoniła ciało kolanami i rozglądnęła się. Szybko zorientowała się, że nie jest sama i nie tylko ona jest naga. Bynajmniej świadomość że ktoś jeszcze tu jest, nie poprawiała jej samopoczucia.
- Gdzie ja jestem…? – wyszeptała do siebie. Isabell ogarnął wstyd i skrępowanie. Nie miała pojęcia co ma zrobić.
- Czy ktoś wie, co się tu dzieje? Gdzie jesteśmy? – powiedziała po chwili głośniej, pewniejszym głosem. Nie okazuj emocji. To była jedna z jej głównych zasad i nie miała zamiaru jej łamać przez trudną sytuację. Wiadomo, że ktoś kiedyś mógłby wykorzystać jej słabość…
 
__________________
A ja niestety nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Co spróbuję coś napisać, nic mi nie wychodzi. Nie mogę się za nic zabrać, chociaż bardzo bym chciała. Nie wiem, co się ze mną dzieje. W najbliższym czasie raczej nic nie napiszę. Przepraszam.

Ostatnio edytowane przez Odyseja : 20-03-2008 o 22:00.
Odyseja jest offline  
Stary 15-03-2008, 16:18   #3
 
Lukadepailuka's Avatar
 
Lukas Higshoog







- LUKAS HIGSHOOG. PODOBNO NIE BOISZ SIĘ ŚMIERCI... A POWINIENEŚ CHŁOPCZE. UMIERANIE NIE JEST PRZYJEMNE. WYBIERZ SWOJE PRZEZNACZENIE: WOLISZ ŚMIERĆ CZY WOLISZ STAĆ SIĘ ŚMIERCIĄ?

- Wolę... stać się.

- WITAJ ZATEM W MYM KOROWODZIE JEŹDŹCÓW, TWE IMIĘ: „ŚMIERĆ”.

~Wolę… Wolę być śmiercią.~ Lukas dokonał wyboru i… zapłakał?

Nie, on nigdy nie płakał…


***


http://galeria.elixir.int.pl/uploads/galery/2406.jpg




A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: Chodź, a patrzaj! I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było Śmierć, a Otchłań mu towarzyszyła; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie.


Ap 6, 1-8



***



~Moja… głowa. Cholera!~

Lukas zastanawiał się, czy dalej jest pod wpływem narkotyku. Jedyny sposób, który wpadł mu do głowy to otworzyć oczy. I gdy to zrobił, upewniło go to, że wszystko jest już w porządku. Wszystko? Ręce, nogi, głowa, tułów, z ciałem chyba tak.

~Tylko gdzie ja do diabła jestem?~

Rozejrzał się po pomieszczeniu starając się przy tym wstać i dopiero zauważył inne osoby. Mężczyzna i dwie kobiety, wszyscy goli. Z kamiennym wyrazem twarzy obserwował jak jakaś mulatka starała się podnieść i ledwie udało jej się usiąść.

- Czy ktoś wie, co się tu dzieje? Gdzie jesteśmy?- Spytała, trochę jakby niepewnie.

~Tak, Kurwa! A Ty nie dostałaś planu wycieczki?~ Pomyślał zażenowany Lukas, lecz nie odezwał się ani słowem.

Stojąc już na nogach rozejrzał się po całym pokoju. Pusto, drzwi, okna i kula. Kula? Tak, cała czarna, stojąca po środku pomieszczenia. Tylko po co? Mimo, że intrygowała go, to ruszył najpierw do okien. Był nagi, ale nie obchodziło go to, ani w żaden sposób nie czuł się zakłopotany.


Sugerując się wyglądem i cerą, Lukas wyglądał na jakieś dwadzieścia lat. Młoda, gładka skóra, ciemne, lśniące włosy, trochę nierówno ścięte i gęste brwi ponad piwnymi oczami. Przeciętny, może nawet trochę przystojny, dzieciak. Jednak coś w jego spojrzeniu było inne. Brak było iskry życia, tego nieodłącznego blasku, który ma każdy nastolatek patrzący w daleką przyszłość. No właśnie, Lukas nie miał przyszłości, nie widział jej.

Był już blisko okna. Narkotyk pozostawił po sobie jeszcze ślady. Bolały go mięśnie. Zachwiał się. Zaklął.

Szyba, miał wielką ochotę ją zbić, w sumie miał wielką ochotę na zdemolowanie całego pokoju. Ale to na nic, musi się stąd wydostać najlepiej jak najprędzej. Miał coś do zrobienia, obiecał to, sam sobie.

~Powiedzieli, że jak znajdziemy dla nich jakąś rzecz to będziemy dzięki temu, mogli zabić Jego. Tylko po co nas tutaj w takim razie zamknęli?!~

Z napierającą furią spojrzał co znajduję się po drugiej stronie okna. Na co On liczył?
 
Lukadepailuka jest offline  
Stary 15-03-2008, 20:48   #4
 
Morfik's Avatar
 
Boże chyba jestem nagi. - taka była pierwsza myśl Ranalda gdy obudził się. Jeszcze nie otworzył oczu. Starał się przypomnieć to co wydarzyło się wcześniej. Pamiętał kościół i ludzi, którzy byli tam razem z nim. Była tam również postać, która mówiła coś o sile. Na wspomnienie tamtego wydarzenia zabolała go głowa. Pewnie był to skutek działania narkotyku. Wreszcie nadszedł moment aby otworzyć oczy. Rzeczywiście był nagi, na szczęście leżał na brzuchu więc nic nie było pewnego intymnego miejsca. Podłoga była tak mile zimna, mógłyby tak leżeć godzinami. Podniósł się powoli i oparł na łokciu. To co zobaczył bardzo go zaskoczyło ponieważ nie spodziewał się, że obudzi się nagi obok trójki innych ludzi równiez nagich. Po środku pokoju stała pokaźnych rozmiarów czarna kula. Co on tu robi i co robią ci ludzie? Takie pytania zaczęły nasuwać się Ranaldowi. Podczołgał się pod ścianę i oparł się o nią. Podrapał się po głowie, cały czas go bolała. Pogładził czarne włosy i założył noga na nogę aby chociaż trochę zakryć genitalia. Nie chciał na razie wstawać, potrzebował jeszcze kilku chwil aby odpocząć. Zaczął obserwować współtowarzyszy. Pierwsza poruszyła się ciemna dziewczyna. Widać było, że dużo wysiłku kosztuje ją wstanie. - Gdzie ja jestem…? – wyszeptała. Jak będę wiedział to na pewno cię o tym poinformuję.- pomyślał Ranald. Nagle wstał chłopak, który również posiadał czarne włosy. Widać było, że fakt iż był nagi wcale mu nie przeszkadzał. -Hej gościu zakryj się, nie każdy chce oglądać twoją fujarę.- powiedział do niego Ranald. Chciał, żeby ten chłopaczek mu odpowiedział i to najlepiej w sposób, który by go zdenerwował. Złość wyładowałby właśnie na nim. Był kiepski w walce na pięści ale chyba dał by mu radę, czarnowłosy chłopak nie wyglądał na silnego. I znów jego głowę przeszył bół. Kiedy ich wreszcie stąd wypuszczą, musi łyknąć jakieś prochy.
 
Morfik jest offline  
Stary 16-03-2008, 00:23   #5
SG
 
SG's Avatar
 
Ból. Krzyk. Zimno. Przeraźliwe zimno. Przez głowę Niny przelatywały zaledwie obrazy tego, co mogło się dziać przez ostatnie kilka godzin… A może to był tylko sen? Koszmar? Ludzie bez twarzy. Światło… Co to za miejsce…? Katedra? Chłód posadzki. I pieśń… śpiew niosący się echem między kolumnami, świdrujący uszy, pulsujący razem z bólem głowy. Nieme oczekiwanie.
„Jestem jeszcze sobą… czy… czy jestem niczym?”
I On… Ono. Czymkolwiek było. Mesjasz? Co?
„Nie… nie podchodź do mnie, jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni… znam was… dobrze… znam…?”
- Kim… kim jesteś?
„Nie… nie chcę wiedzieć. Za późno…”


Słowa. Osobliwa mowa. Szatan? Czy takie twory w ogóle istnieją?
„Co to wszystko ma, do jasnej cholery, znaczyć? Jaki znowu przedmiot?”
Błysk. Czy to jakiś znak? Strach.
„Wcale nie. Wcale się nie… nie zbliżaj się! Czego ode mnie chcesz?! Odejdź!”
- Ja… obiecuję.
„Odejdź! Głód…? Nie rozumiem.”


Tętent kopyt stukających o podłogę. Stuk, stuk. Koń? Czarny ogier? Tutaj? Metalowy przedmiot. Co to, waga? Do kogo to należy? Znowu śpiew. Tekst powtarzany w kółko, jak jakaś mistyczna mantra. Dosyć już… dosyć.

***

Leżała na czymś, co z pewnością było niewygodne. Błoga ciemność zastąpiona została przez ostre światło. Nina bardzo powoli otworzyła oczy, ale nie ruszyła się z miejsca. Wszystko ją bolało – od głowy po koniuszki palców. Miała wrażenie, że tępy, pulsujący ból zaraz pozbawi ją czaszki. Leżenie na twardej, drewnianej, jak się okazało, podłodze nie bardzo się jej podobało, zdecydowała się więc przeturlać na brzuch i dźwignąć się na klęczki.
„Co to, do cholery, było?” – zastanawiała się. – „Sen czy halucynacja? Cokolwiek to było, to towar kopał nieprzeciętnie.” – stwierdziła.

Dopiero teraz uważniej rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie była tu sama. Poza nią znajdowały się tu jeszcze trzy osoby – dwaj mężczyźni i jedna kobieta. Wszyscy nadzy, tak samo jak Rae i równie zdezorientowani. W głowie krążyły Ninie trzy imiona… Lukas, Ranald i Isabell. Trzecie z pewnością należało do dziewczyny, ale niestety Rae nie zapamiętała twarzy współtowarzyszy w chwili, gdy te imiona wypowiadano, nie mogła więc dopasować pozostałych dwóch.
„To ich widziałam…” – przypomniała sobie. – „A więc to nie mógł być sen… to się działo naprawdę. W takim razie ten drug to faktycznie było coś.”
Ktoś zadał pytanie. Kobieta. Nina potrząsnęła głową, by pozbyć się odurzenia, bez najmniejszego skrępowania wstała, lekko się przeciągając i rozmasowując mięśnie, po czym oparła się o ścianę i spojrzała z ukosa na dziewczynę.
- Hmph – parsknęła. – Po co pytasz? – rzuciła w jej stronę, unosząc brwi. – Z pewnością zapamiętałaś przynajmniej jakieś obrazy z… hmm… tamtego miejsca. W takim razie mniemam też, że zdajesz sobie sprawę z faktu, że wiemy niewiele więcej od ciebie. Mam rację? Mam.

Pusty pokój nie wyróżniał się niczym szczególnym. Zwyczajna podłoga, zwykłe okna, normalne drzwi. Jedyną rzeczą, która z pewnością tu nie pasowała, była kula. Sporej wielkości czarna, połyskliwa kula z bliżej nieokreślonego materiału. Jakby czekająca na to, aż ktoś jej dotknie, podejdzie bliżej. Dziewczyna zerknęła za okno, by zorientować się w otoczeniu. Widziała migoczące światła ogromnej metropolii, ruchliwą, roziskrzoną ulicę, nie mogła jednak dostrzec żadnych szczególnych punktów, które mogłyby zdradzić cokolwiek, co pomogłoby jej określić, w której części miasta się znajdują. Znów ktoś się odezwał. Tym razem był to jeden z mężczyzn – ten, który nie wstał. Wyraźnie szukał zaczepki. Rae zmierzyła go przeciągłym spojrzeniem, tym samym, co uprzednio Isabell, po czym uśmiechnęła się tylko, nie zamierzając komentować.

Nina ruszyła w kierunku tajemniczej kuli.
„Ciekawe, czy gdybym zrobiła sobie rozgrzewkę idąc z jednego końca na drugi, to już by było za wiele” – zastanawiała się, uśmiechając się do siebie i szła dalej.
Kiedy się zatrzymała, przechyliła głowę lekko w bok, sprawiając wrażenie zaintrygowanego dziecka, które myśli, co teraz zrobić. Po chwili odrzuciła w tył swoje czarne włosy, jakby podjęła decyzję. Oczy zabłysły jej czerwonym blaskiem i, chichocząc, położyła obie dłonie na powierzchni kuli z zamiarem popchnięcia jej, zaciekawiona co się stanie.
 
__________________
Do zobaczenia w maju!
SG jest offline  
Stary 20-03-2008, 15:45   #6
 
Kutak's Avatar
 
Nie rozmawiali ze sobą zbyt wiele. Wymienili parę uwag, pytań bądź suchych stwierdzeń, często zaczepnych. Panie i Panowie Nocy, Ludzie Ulicy, Władcy Życia i Śmierci dla naprawdę wielu mieszkańców Miasta, a od niedawna także Jeźdźcy Apokalipsy. Wszyscy nadzy, wszyscy w pustym pomieszczeniu, swoistej zagadce, gdzie jedyną podpowiedzią była czarna kula.

I to właśnie ona była rozwiązaniem.

W momencie, gdy Nina przyłożyła obie dłonie do kuli celem popchnięcia jej, zobaczyła iż ich czerwony zarys pojawił się na powierzchni przedmiotu. Prędko próbowała go popchnąć, ale nic to nie dało- co gorsza, próba oderwania rąk także zakończyła się niepowodzeniem!

- Co to za cholerstwo!?- krzyknęła, zwracając na siebie uwagę reszty Jeźdźców.- Moment…

Na czarnej powierzchni kuli pojawił się napis. Małe, czerwone literki układały się w jakiś niewyraźny napis- dopiero gdy twarz Rae znalazła się kilka centymetrów od urządzenia, zobaczyła mrugające litery:

Uruchamianie aplikacji: God.exe
Nie minęła chwila, a ten sam napis pojawił się na środku pomieszczenia. Hologram. Ręce Niny zostały uwolnione, światło w pomieszczeniu zgasło, zaś Lukas zauważył ciężkie, stalowe rolety powoli zasłaniające okna.

W parę sekund siedzieli w czwórkę w ciemnym pokoju, w którym jedynym źródłem światła był holograficzny napis, dzieło czarnej kuli. Pułapka? Więzienie? Jaki ma to związek z ich narkotycznymi wizjami? I co w tym wszystkim robi program nazwany Bogiem!?


- Dałem wam Raj, miejsce pełne szczęścia, spokoju i miłości. Żyliście blisko serca mego, tak iż mogłem usłyszeć każdy wasz szept. Tak blisko, że każdą waszą prośbę spełniałem natychmiast, że każdą z waszych łez samemu ścierałem. Tworzyliśmy wtedy jedność- Ja i wy, wy i Ja.- głos wydobywający się z kuli był niski, męski, naprawdę głośny- a do tego towarzyszyły mu kolejne obrazy, które urządzenie przedstawiało w postaci trójwymiarowych hologramów.

- A jednak, nawet do Raju przedostał się On, w postaci węża. Szukałem go wśród ludzi, którzy wszak byli najmądrzejsi, szukałem wśród ptaków, które mogły się wznieść najwyżej, szukałem wśród wielkich i potężnych zwierząt, lecz nie szukałem wśród zwykłych węży. Tam on się objawił i skusił dwójkę waszych praprzodków do złego. I tak zniszczyliście Raj.

- Lecz ja stworzyłem dla was Ziemię. Miejsce pełne uśmiechu i płaczu, słodyczy i goryczy. W modlitwach dziękowaliście za mój dar i błagaliście o pomoc w życiu na nim. Zapomnieliście jednak o jednym- to wy kształtujecie ten świat. To od was zależało co się z nim stanie- czy stanie się drugim Rajskim Ogrodem, czy przybliży was do Otchłani. Niektórzy się starali, lecz jako ogół każdy z was parł w inną stronę. Tak żyliście.

- Tym razem On był subtelniejszy, chociaż na Ziemię mógł się dostać dużo łatwiej- po części ciągle był tam obecny. Pojawił się jako myśl, idea, dla niektórych nawet mój głos, zamieszkał w waszych mózgach i kierował decyzjami, manipulując zmysłami i rozumowaniem. I tak doprowadził do upadku waszego świata, robiąc to wszystko waszymi rękami. Wciskając czerwone guziki, wciskając spusty… Zrywając po raz kolejny jabłko, które kusiło was od zawsze.

- Lecz ja stworzyłem dla was Miasto. Miejsce pełne łez, żalu, smutku i niespełnionych marzeń. Pełne niespotykanych dotąd zjawisk, czarów i stworzeń z najgorszych koszmarów- pełne wpływów Złego. A mimo wszystko to w nim żyjecie, ono pozwala wam wstawać rano i zasypiać wieczorem- nawet gdy wasza poduszka jest pełna od łez, to błogosławcie swe życie. Wiele osób w waszych żywotach swą egzystencje przerwało, wiecie więc zapewne jak wielkim darem jest to, iż ciągle oddychacie. Nawet jeżeli powietrze jest mocno skażone…

- On też tu jest. Przygotował już jabłko, które ktoś może zerwać. Dwie potęgi miasta wyciągają już swe ręce w kierunku owocu, nie wiedząc, iż niezależnie od zwycięskiej strony ściągną na siebie zgubę. A wy, Jeźdźcy Apokalipsy, moi wybrańcy, musicie zdobyć ten owoc, lecz nie ugryźć go w żaden sposób, a zwrócić go twórcy i właścicielowi- odnajdziecie mnie i oddacie mi jabłko.

Hologram zniknął.

- Pytajcie więc, jeźdźcy. Kto pyta, nie błądzi, a wy w waszej drodze zabłądzić nie możecie. A potem ruszajcie- Trąby Jerychońskie odzywają się już w oddali…
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 24-03-2008, 19:19   #7
SG
 
SG's Avatar
 
Podekscytowanie, które początkowo zagościło na twarzy Niny, gdy coś zaczęło się dziać, szybko ustąpiło miejsca zgrozie, kiedy próba odjęcia rąk od lśniącej powierzchni zakończyła się fiaskiem.

- Co to za cholerstwo?! – krzyknęła i w tym samym momencie zauważyła napis. – Moment…
Litery były tak niewyraźne, że Rae musiała dobrze się im przyjrzeć, zanim je odczytała. Program o nazwie Bóg.

- God.exe? – zdziwiła się Nina. – Zaczynam się czuć jakbym brała udział w szeroko zakrojonej grze jakiegoś fanatyka…

Dziewczyna odczuła ulgę, gdy jej dłonie zostały uwolnione. Tylko… w jakim celu to urządzenie w ogóle uniemożliwiło jej wcześniej ich oderwanie? I dlaczego to coś odwzorowało jej ręce?
Czerwone oczy zabłysły w ciemności. Rae odniosła wrażenie, że nikomu brak światła nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie – ciemność otulała ich ciała ciemnym kirem, ukrywając nagość. I choć hologram pulsował mętnym światłem, to i tak czuli się bardziej pewnie.
Nina całą swą uwagę skupiła na słowach wydobywających się z kuli, słuchając ich z niekłamanym zdumieniem. O co, do diabła, chodzi z tą historyjką o Raju, ówcześnie żyjących ludziach, o „Nim”, kimkolwiek miał być, upadku i Zakazanym Owocu? Antoine znał wiele takich opowiastek z przeszłości, ale Nina nigdy nie sądziła, że w dzisiejszych czasach ktoś może podchodzić do nich z taką powagą… no chyba że członkowie jednej z magicznych sekt, czczących historyczne bóstwa i podtrzymujących stare tradycje.
„Ale co mnie to w ogóle obchodzi?!” – To była pierwsza myśl, jaka naszła Rae po wysłuchaniu tego co najmniej niezwykłego monologu.
Przyjrzała się towarzyszom, wyglądali na równie zdumionych jak ona.
Stary Antoine opowiadał mi kiedyś starą historię o pierwszych ludziach… jesteśmy nadzy i nieświadomi, zupełnie jak oni” – uśmiechnęła się.

- Kto pyta, nie błądzi, co…? – mruknęła Nina pod nosem.
Co prawda hologram zniknął i nie była pewna, czy usłyszy jakąkolwiek odpowiedź, ale kula nadal tu była, a w głowie kłębiło się jej tysiące pytań. Nie wiedziała, od którego zacząć.
- Hmm… Boże? Panie… Boże? Tak mamy cię tytułować? – zwróciła się do kuli, nie bardzo wiedząc, do czego mówić. – Skoro pytać, to chyba najlepiej u źródła, nie mylę się? – odchrząknęła, zastanawiając się, czy uprzejmy ton przyniesie jej jakieś profity. – Pytań mamy tysiące, to, wydaje mi, jest oczywiste. Pozwól więc… Boże, że je zadam.
W tym miejscu Rae zrobiła krótką pauzę. Nie doczekawszy się jednak odzewu splotła ręce na piersiach i kontynuowała.
- Po pierwsze… czym jesteś? – zapytała, wpatrując się w kulę przenikliwym wzrokiem. - Czyimś narzędziem? Istotą porozumiewającą się z nami poprzez program? Skąd mamy wiedzieć, czy okazując ci posłuszeństwo, nie skazujemy się na zgubę?
Zmrużyła oczy.
- Dalej… Co się z nami działo? Gdzie jesteśmy? I co to znaczy, że jesteśmy Jeźdźcami Apokalipsy, co się z tym wiąże? To tylko taki alias, czy może coś więcej? – zadrwiła.
- Z oczywistych względów ciekawi mnie również natura owego Jabłka. Czego tak naprawdę mamy szukać i dlaczego mielibyśmy ci je zwrócić? Co nas czeka, jeśli nie będziemy posłuszni i zatrzymamy ten potężny przedmiot… dla siebie?
Nina zwinnie okręciła się w miejscu, by przyjrzeć się po kolei twarzom pozostałych, zajrzeć w ich oczy.
- I ostatnie pytanie z działu tych najbardziej intrygujących… dlaczego my? - zapytała.

Liczyła na to, że usłyszy jakąś odpowiedź, że nie mówiła do ścian pomieszczenia. Nie przywykła do bycia lekceważoną.
 
__________________
Do zobaczenia w maju!
SG jest offline  
Stary 25-03-2008, 10:25   #8
 
Odyseja's Avatar
 
- Hmph. Po co pytasz? Z pewnością zapamiętałaś przynajmniej jakieś obrazy z… hmm… tamtego miejsca. W takim razie mniemam też, że zdajesz sobie sprawę z faktu, że wiemy niewiele więcej od ciebie. Mam rację? Mam.

Isabell nie odezwała się. Wpatrywała się w nocne miasto za oknem, nie patrząc na "towarzyszy". Nie widziała chodzącego po pokoju... jak mu tam było... Lukasa, nie widziała Niny, ani tego drugiego. Myślała, a z jej twarzy nie można było wyczytać nic. Dopiero, gdy na środku pojawił się hologram, a żaluzje zasłoniły okno, spojrzała na środek pokoju. Doskonale ukrywając zdumienie i pewnego rodzaju przerażenie wysłuchała tego co program, czy cokolwiek to było, miał do powiedzenia. Czy to był kolejny koszmar, z którego obudzi się zlana potem? A może po prostu znów się naćpała i leży w domu, zaśliniona na podłodze. Ale... to wszystko było tak rzeczywiste. Prawdziwe. Chciałaby, by był to sen.

- Pytajcie więc, jeźdźcy. Kto pyta, nie błądzi, a wy w waszej drodze zabłądzić nie możecie. A potem ruszajcie- Trąby Jerychońskie odzywają się już w oddali…

~Phi... Kto pyta nie błądzi... Kto teraz tak idiotycznie się odzywa?~ Przeszło jej przez myśl, ale nie podzieliła się tym z innymi. Już chciała zadać pierwsze pytanie, co do pewnych nieścisłości, ale Nina ją uprzedziła. Wysłuchała jej pytań i gdy tamta dostała odpowiedzi, wtrąciła się Isabell.

- Może ustalicie sobie jakąś jedną wersję, co? - zaczęła dosyć zirytowanym głosem, ale po wypowiedzeniu tych słów trochę się uspokoiła. - Boss i Wampirzyca w końcu to ukryli, czy chcą to zdobyć? - zakończyła spokojnym, może nawet grzecznym tonem. Ogarnęła ją przemożna chęć przyczepienia się do czegoś, a ten temat był idealny.
 
__________________
A ja niestety nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Co spróbuję coś napisać, nic mi nie wychodzi. Nie mogę się za nic zabrać, chociaż bardzo bym chciała. Nie wiem, co się ze mną dzieje. W najbliższym czasie raczej nic nie napiszę. Przepraszam.

Ostatnio edytowane przez Odyseja : 25-03-2008 o 14:48.
Odyseja jest offline  
Stary 25-03-2008, 11:43   #9
 
Lukadepailuka's Avatar
 
Lukas zapatrzył się przez okno, ignorując zaczepkę Tego drugiego mężczyzny w tym pokoju.

~To tylko brzęcząca mucha. Zgniotę ją później.~

I wtedy usłyszał krzyk kobiety, a potem zauważył jak zgasło światło i powoli zaczęły opadać stalowe rolety.

Odwrócił się i ujrzał holograficzny napis na środku pokoju. Zauważył jak i inni zdziwieni są nazwą programu. Powoli zsunął się po żelaznych roletach na podłogę słuchając co ma do powiedzenia Ten „Niski Głos”, oraz dwie kobiety. Rozśmieszyło go tylko, jak jedna zaczęła go tytułować. Boże? Oni sobie chyba jaja robią.

Lukas siedział i milczał. Wolał pracować sam, po jakie licho mu inni? Odezwał się tylko raz.

- Gdzie może być ten przedmiot, a jeżeli go zdobędziemy to gdzie możemy was szukać? I jeszcze w sprawie wyposażenia, rozumiem, że oddacie nam to co zabraliście przed chwilą, ale przewidujecie jakiś dodatkowy ekwipunek?- Powiedział sucho i bez cienia emocji, profesjonalnie. Nie chciało mu się żartować, czy integrować z resztą drużyny.

Poczekał na odpowiedzi na wszystkie pytania, wstał i ruszył w kierunku drzwi.
 
Lukadepailuka jest offline  
Stary 25-03-2008, 12:52   #10
 
Morfik's Avatar
 
~Szkoda, że ten koleś się nie odezwał...~ pomyślał Ranald a już miał nadzieje, że może będzie mógł go okaleczyć trochę na tej pięknej twarzy. Ranald niestety tak już miał, że każdego kto go chociaż trochę wkurzył od razu chciał "uciszyć". Czasami było to nie możliwe a czasami po prostu mu się nie chciało.

I znów ból, który przeszył jego głowę. -Błagam wypuśćcie nas, muszę w końcu łyknąć jakieś prochy bo nie wytrzymam.- jego dyskomfort związany z bólem głowy pogłębiał jeszcze fakt iż leżał na zimnej podłodze całkiem nagi. Na początku mu to nie przeszkadzało, ale teraz strasznie go to zaczęło denerwować.

Z zamyślenia wyrwał go krzyk dziewczyny, która stała akurat przy kuli. -Co się dzieje? Czego ona tak krzyczy?!- pomyślał chłopak i podniósł się do pozycji siedzącej. -Hmm ktoś nazywa siebie Bogiem? Chyba ma duże mniemanie o sobie. - nie słuchał dokładnie o czym mówi głos z kuli. Coś o raju i jakiejś rzeczy, którą mają dla niego zdobyć. Później przyszedł czas na pytania.

Ranald w spokoju słuchał pytań jakie zadawali ludzie zamknięci razem z nim w pokoju. Znowu oparł się o ścianę i założył ręce za głowę. Nie za bardzo interesowała go odpowiedź na to dlaczego właśnie oni. I bardzo dobrze, że akurat on został wybrany, należało mu się. Poczekał aż wszyscy skończą zadawać swoje dociekliwe pytania. Interesowało go tylko jedno : -Co z mocą, którą nam dałeś? I jaką moc ja posiadam?- zapytał kulę. To było jedyne co zapamiętał z wydarzeń w kościele. Tajemnicza postać dała mu moc, aby już nigdy się nie bał.
 
Morfik jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172