Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-05-2008, 15:23   #1
 
wojto16's Avatar
 
Inkwizycja

http://patrz.pl/mp3/nox-arcana-necromicon

Nad miastem Birchen wstał nowy poranek. Słońce ogrzewało ziemię i ludność wyciągając ich z domów i zachęcając do długich spacerów. Padało też na suche jak pieprz trupy wiszące na sznurkach przywiązanych do drewnianej belki. Wkrótce miał dołączyć do nich jeszcze jeden kompan. Ciemnowłosy mężczyzna klęczał na zmurszałych deskach. Tłum patrzył się na niego jak na zarzynaną świnię. Właściwie nie było żadnej większej różnicy.
Inkwizytor podniósł go brutalnie za kark. Mężczyzna stanął wyprostowany niczym drąg. Inkwizytor stanął obok, wyjął pergamin i spokojnym głosem przywykłym do długich mów oznajmił:
- Julianie de Birge. Zostałeś oskarżony o stosowanie czarnej magii i konszachty z demonami. Czy przyznajesz się do winy?
- A czy to coś zmieni jak powiem: nie?
- Wedle prawa przyznanego mi przez Święte Oficjum – ciągnął dalej niewzruszony Inkwizytor – skazuję cię na karę śmierci poprzez powieszenie gdyż twe płuca nie zasługują na priorytet oddychania ziemskim powietrzem. Twe ciało zostanie wystawione na pokaz, a następnie spalone. Twe prochy rozrzucimy na cztery strony świata. Czy masz jakieś ostatnie życzenie?
Mężczyzna milczał.
- Niech Stwórca ulituje się nad twoją duszą – dokończył standardową formułę Inkwizytor nie mając najmniejszej ochoty dłużej tego przeciągać.
Schował pergamin do kieszeni i podniósł dłoń dając znak katowi. Kat z czerwonym kapturem na głowie podszedł do mężczyzny, założył mu na szyję pętlę i postawił go na małym stołku. Kiedy już wszystko było zrobione pozostało już tylko jedno. Wykopać stołek spod stóp delikwenta, co zostało zaraz uczynione. Inkwizytor nie lubił oglądać egzekucji. Odwrócił się i natychmiast ruszył na wyznaczone spotkanie.

Gdy Julian de Birge w ogromnym cierpieniu rozstawał się z życiem Nihil Yerpdenn właśnie obudził się w swojej komnacie.


Obudziło go mocne pukanie do drzwi, które uniemożliwiły dalszy spoczynek. Zepchnął z siebie nagiego pachołka leżącego tuż, obok który usilnie się do niego tulił. Pachołek po odepchnięciu przewrócił się na drugi bok, zamlaskał przez sen i począł chrapać ponownie. Nihil leniwie przesuwał się po prześcieradle aż zsunął się z łóżka. Zrzucił z siebie kołdrę, wstał i założył spodnie leżące na krześle obok. Szybko je naciągnął i ruszył do drzwi wciąż zaspany.
W drzwiach stał wysoki rycerz w pełnej zbroi. Gdy tylko otworzono drzwi ukłonił się z szacunkiem.
- Witaj, szlachetny panie. Jam jest Julko z Marion, pasowany rycerz w służbie miłościwie nam panującego króla Delagona. Przysyła mnie Wielki Mistrz zacnego Świętego Oficjum. Prosi on szlachetnego pana o natychmiastowe spotkanie. Dam panu czas na przygotowania. Będziemy czekać na dole.
Nim nihil zdążył zapytać, o jakich „my” chodzi rycerz zamknął za sobą drzwi. Dało się już tylko słyszeć metaliczne pogłosy wydawane przez jego zbroję na każdym kroku. Mimo odczuwanego lęku Nihil wiedział, że należy wykonywać rozkazy Inkwizycji, jeśli chce się zachować głowę na karku. Szybko ubrał się pozostawiając pachołka w łóżku. Zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i ruszył do drzwi. W ostatnie chwili przypomniał sobie o najważniejszym przedmiocie tkwiącym w pobliskiej szufladzie. Wyciągnął swój amulet i dopiero wtedy wyszedł na zewnątrz.



Przed katedrą św. Alberta czekało już kilku rycerzy mających za zadanie odprowadzić go do Wielkiego Mistrza. Nie spodobało mu się takie dbanie o jego bezpieczeństwo.
Jeden z rycerzy splunął na ziemię.
- Gdzie ten pieprzony pachołek? – ryknął wściekle. Przechodzący obok mnisi popatrzyli na niego złym wzrokiem, przeżegnali się i poszli dalej.
- Srał go pies – rzucił Julko – Jedziemy.

Podróż była bardzo krótka. Miejsce spotkania było wyznaczone niedaleko od katedry. Unoszący się w powietrzu swąd dymu i spalenizny prowadził do niego niczym dobry przewodnik. Po dotarciu na miejsce w oczu rzucał się spalony dom i okropnie zmasakrowane ciała zabierane właśnie przez Inkwizytorów.
Stojący przed domem Inkwizytor skończył przemowę do trzech osób stojących przed nim. Na widok Nihila Inkwizytor uśmiechnął się.
- A oto wasz przewodnik. Pan Nihil Yerpdenn. Pan Gewein von Ausstoher przebywał w okolicy i stwierdził, ze nikt lepiej niż pan nie nadaje się do tej roboty. Nie chce mi się powtarzać, a więc w skrócie.
Tutaj odkaszlnął i ciągnął dalej:
- A więc w tym mieście działa nieznana grupa magów, która porywa ludzi i nieludzi, a następnie prowadzi na nich eksperymenty. Nie mamy pojęcia gdzie są ani kim są. Sukinsyny nieźle się kryją. A więc pan stanie na czele tej grupy najemników, aby wytropić i wypalić to diabelskie nasienie ogniem i mieczem. Nie mamy na temat tej grupy żadnych informacji. Będziecie musieli sami ich poszukać. Wzbudzacie mniejsze podejrzenia niż Inkwizytorzy więc macie większe szanse czegoś się dowiedzieć. A oto szlachetni najemnicy którzy zgodzili się dla nas pracować. Pan William LaVale – wskazał na wysokiego młodzieńca z opaloną cerą – Krystian Rodewicz – wskazał na niskiego krasnoluda – oraz pan Aramil – wskazał na elfa ze srebrnymi włosami.
Każdemu wręczono po 100 sztuk złota.
- To tak na dobry początek. Teraz wracamy do naszej siedziby. Jeśli będziecie mnie potrzebować tam mnie znajdziecie.

Inkwizytorzy odeszli razem z rycerzami pozostawiając najemników samych przed zgliszczami spalonego domu.

 

Ostatnio edytowane przez wojto16 : 05-05-2008 o 15:39.
wojto16 jest offline  
Stary 05-05-2008, 16:57   #2
 
Lord Artemis's Avatar
 
Był późny wieczór... William siedział w karczmie popijając zdrowo ze swego drewnianego kufla gorzkie tanie piwo.... Pił je próbując zalać smutki... Znów myślał o swym ojcu... Wiedział, że te złe wspomnienia będą go dręczyć całe życie jednak nie było na to rady.. Stało się i już... Nic nie mógł wtedy na to poradzić... Lecz może teraz! A pewni ludzie mu to umożliwili... Będzie mógł Zemścić się na tych sukinsynach za swego ojca, siostrę.. Jebani Magowie!!!- Pomyślał i mocniej ścisnął Kufel.. Zapatrzony w drzwi od karczmy rozmyślał... Wiedział jednak iż los znów się do niego uśmiechnął...

Tym razem jednak dostał od życia o wiele wiele więcej... Więcej niż mógłbym sobie wymarzyć... – Pomyślał a jego twarz rozciągnął paskudny uśmiech..

Patrzył jeszcze tępym wzrokiem na plecy przeciskającego się przez tłum do wyjścia rycerza... Zlecono mu zadanie... Szczyt ambicji! Wytropienie i zabicie grasującej po mieście Birchen grupy Magów. Całej grupy! Nie jeden czy dwóch marnych magów!! Cała grupa i to doświadczona.. Dodatkowo zapłacono za to sto sztuk złota, które szybko wpłynęły do sakwy Williama.. LaValle zgodził się na to zadanie praktycznie ze względu na rodzinę i przeszłość a nie pieniądze...

Siedział teraz sam w karczmie... Miał całą noc przed sobą.. Jutro rano miał zgłosić się w okolice katedry Św. Alberta, aby poznać dokładne cele i jak mówił rycerz-resztę drużyny.. Na razie jednak siedział spokojnie zapatrzony w kufel gładząc raz po raz krótko ostrzyżoną brodę, rozmyślając o przeszłości... Dokończył piwo i podniósł się harując nogami stołka po drewnie... Musiał iść na górę, skoro miał pracę do wykonania nie mógł się upić... Zebrał wszystkie swoje rzeczy i udał się do wynajętego wcześniej pokoju na spoczynek...
Zasnął szybko.. A sny tym razem były spokojne...


Słońce wzeszło wcześnie... William wstał... Przeciągnął się i wykonał kilka rozluźniających mięsnie ćwiczeń... Ubrał się szybko i zszedł na dół karczmy gdzie zjadł pożywne śniadanie... Wyszedł z budynku i udał się na miejsce ustalonego spotkania... Z dalsza zobaczył tłum... Ludzie kłębili się wokół podwyższenia gdzie Inkwizytor coś wykrzykiwał... Gdy tylko podszedł bliżej zorientował się, iż wieszają Maga... William splunął na ziemie na widok człowieka...

- O jednego mniej....- Rzekł sam do siebie i z dobrym humorem ruszył przed siebie, aby po chwili dotrzeć do miejsca gdzie stało już kilka osób... Po prawej stronie dostrzegł spalony dom gdzie krzątali się Inkwizytorzy wyciągając spalone ciała... Spotkał rycerza, który zwerbował go kilka godzin temu, ten przedstawił mu pozostałych członków drużyny, aby po chwili podjąć krótką przemowę, w której tłumaczył cel wyprawy... Inkwizytor skończył właśnie przemowę, gdy nadeszło kilka kolejnych osób.. Przedstawiono im człowieka- Nihila, którego mianowano dowódcą grupy... Po chwili zostali sami.. Inkwizytorzy rozeszli się a czwórka nowych towarzyszy pozostała sama... LaValle rozglądnął się po nich i z teatralnym ukłonem rzekł :

- Witam wszystkich jeszcze raz... Mam nadzieję, iż nasza współpraca będzie bardzo owocna i przyniesie wymagane efekty zadowalając naszych pracodawców...
 
__________________
Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...
Lord Artemis jest offline  
Stary 06-05-2008, 20:53   #3
 
Irrlicht's Avatar
 
Zasnąłem, ześlizgnąłem się w czerń pełną niespokojnych słów o przyszłości; miałem nadzieję spać długo. Odespać nocny rytuał, tak pieczołowicie przygotowany.
W istocie, dzisiaj los nie był mi zbyt przychylny. Ktoś zapukał.
Odepchnąłem pachołka, który już zbyt długo grzał mój barłóg. Nie, żeby przeszkadzało mi jego miłe ciepło, jednak miałem złe przeczucie, co do mojego nieproszonego gościa. Czy nie powiedziałem służbie, by nie wpuszczali byle dziadygi czy służki? Nie po to oporządzałem się tak długo w tym klasztorze, by przerywano mi sen.
Zwlokłem się i nałożyłem spodnie, a mój głos wewnętrzny mówił mi, że ten, kto puka, nie jest posłańcem dobrych wiadomości.
Dźwięk żelaza chrzęszczącego na kamiennej posadzce. Paskudna sprawa, pomyślałem. Ledwo zdążyłem włożyć resztę swojego odzienia i maskę dobrotliwego mniszka.
- Witaj, szlachetny panie. Jam jest Julko z Marion, pasowany rycerz w służbie miłościwie nam panującego króla Delagona. Przysyła mnie Wielki Mistrz zacnego Świętego Oficjum. Prosi on szlachetnego pana o natychmiastowe spotkanie. Dam panu czas na przygotowania. Będziemy czekać na dole.
Przyznam, już od dawna podejrzewałem, że Święte Oficjum przyjdzie do mnie. O, jak oczekiwałem ich.

* * *

Ubrany na czarno mnich wyszedł przez dźwierze frontowe, krocząc za ubranym w pełną płytę rycerza. Mimo, że ten służył Inkwizycji, mnich nie czuł lub nie dał poznać, że w istocie się boi. Wyszedłszy na plac przed klasztorem, zaczerpnął w płuca świeżego powietrza, odetchnął. Widać było, że zrobiło mu się lżej, choć nadal nie wiedział, co go czeka - jak nikt, kogo wzywało Inkwizytorium.

* * *

Nie, nie mogłem wiedzieć, co mnie czeka. Któż, kto został zawezwany przez Inkwizycję, mógł wiedzieć? Chociaż najpierw poczułem strach w moim sercu, postarałem się tego nie okazywać, bowiem i doświadczenie uczy, że to odważni rządzą światem.
Zobaczyłem inkwizytora. Widziałem gdzieś tę twarz... Lecz było zbyt wcześnie, a ja za mało spałem, by dojść, gdzie był. Cóż, ostatecznie kręci się tu wielu Inkwizytorów. Od czasu...
O dziwo, obok służby Oficjum zobaczyłem jakichś innych. Wpierw osądziłem, że są to więźniowie, jednak nie zobaczyłem kajdan na ich dłoniach.
Moje rozważania przerwał jeden z nich.
- A oto wasz przewodnik. Pan Nihil Yerpdenn. Pan Gewein von Ausstoher przebywał w okolicy i stwierdził, ze nikt lepiej niż pan nie nadaje się do tej roboty. Nie chce mi się powtarzać, a więc w skrócie.
Sprawa też wkrótce zaczęła się wyjaśniać. Wiedziałem o koneksjach mojego mocodawcy i współpracownika z Inkwizytorium, to prawda, jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, aby szlachcicowi zachciewało się zaprawiać mnie do walki z magusami, tym bardziej, że znał moją prawdziwą naturę.
Żart? Krotochwila? A może intryga, w którą ten chciał mnie wplątać? Albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, coś wymsknęło się z ust podpitego szlachciury, ot, akurat w odpowiednie uszy? Nie inaczej, zamierzałem to sprawdzić. Jednak teraz nie było czasu. Nie z Inkwizycją i nie teraz.
- A więc w tym mieście działa nieznana grupa magów, która porywa ludzi i nieludzi, a następnie prowadzi na nich eksperymenty. Nie mamy pojęcia gdzie są ani kim są. Sukinsyny nieźle się kryją. A więc pan stanie na czele tej grupy najemników, aby wytropić i wypalić to diabelskie nasienie ogniem i mieczem. Nie mamy na temat tej grupy żadnych informacji. Będziecie musieli sami ich poszukać. Wzbudzacie mniejsze podejrzenia niż Inkwizytorzy więc macie większe szanse czegoś się dowiedzieć. A oto szlachetni najemnicy którzy zgodzili się dla nas pracować. Pan William LaVale, Krystian Rodewicz, oraz pan Aramil.

* * *

Czarno odziany mnich odczekał chwilę, gdy inkwizytor skończył swoją tyradę. Skłonił głowę, dwornie, ale i nieco uniżenie, jak też należało się odnosić do Świętego Oficjum. Czy zrozumiał coś? Przyjął swoją sakiewkę, nabrał tchu w płuca i przemówił:
- Służba Świętemu Oficjum jest chwalebna, inkwizytorze. Tedy przyjmuję waszą misję...
Nie dokończył. Inkwizycja odeszła, a przez jego usta przebiegło coś na kształt przelotnego uśmiechu.
- A teraz nasza kolej - zaczął. - Panowie. Mam niewątpliwy zaszczyt powitać was jako moich współpracowników. W każdym razie, przejdźmy do rzeczy. Moje imię słyszeliście, ja wasze też słyszałem. Słyszałem również o tym domu.
Tu zrobił małą pauzę.
- Jak mi wiadomo, inkwizycja i chłopi zrabowali wiele z tego domu. Nie chce mi się grzebać w ruinach, które i tak zostały rozkradzione. Radzę: Rozejrzyjmy się zatem za karczmą i zasięgnijmy tam języka, jeśli już mamy szukać jakichś magów. Gawiedź mówi dużo... Jednak czasem prawdziwie. Ja sam też zamierzam uruchomić moje... Kontakty, by dowiedzieć się czegoś o nich. Czy tak dobrze? Dołączyłbym do was wkrótce w karczmie.
Czekał, przez grzeczność, na odpowiedź.
 
Irrlicht jest offline  
Stary 08-05-2008, 22:13   #4
 
Christianus's Avatar
 
Krystian wracał właśnie z ostatnego polowania. Pieprzone wilkołaki. Z trudem powstrzymał się od konwulsji, na myśl o rozprutym wilku, którego sam wbił na pal w okolicznej wiosce. Spotkał go ten "zaszczyt". Co za masakra...
Jednak pomimo to, wciągając nozdrzami zapach miasta uśmiechnął się. Taki już był. Wewnątrz cierpienie, na zewnątrz uśmiech. Czy Bóg kiedyś wybaczy mi moje czyny?
Na noc zatrzymał się w karczmie. Nie był to szczyt wygody, ale...no dobra przynajmniej miał na czym spać! Obudził się nad ranem, zjadł solidny posiłek i wtedy właśnie przysiadł się do niego jakiś podróżnik w czarnym kapturze. Rodewicz poznał go od razu. Stary kompan z wielu walk.
- Opowiadaj Rostock - rzucił pogardliwie krasnolud. - co się stało od czasu gdy zostawiłeś mnie w krypcie z bandą wampirów?
- Inkwizycja szuka ludzi. - odparł charczącym głosem.
Krystian zarechotał.
- A konkretnie ciebie?
- Pomyślałem że może mógłbyś...
- Wniknąć w ich szergi i osłaniać ci dupę? - zapytał wojownik odwracając się do byłego kompana twarzą, po czym wycedził przez zęby. - Posłuchaj mnie gnido. Wydałbym cię tym skurwysynom, jeszcze dziś, gdyby nie to, że jesteś zbyt podły, aby umrzeć łatwą i szybką śmiercią. Więc zjeżdżaj z tego baru, jeśli nie chcesz wynieść własnego czerepu pod pachą!
Aby nie gadać po próżnicy Rodewicz wyszarpnął zza pasa szablą i machnął nią przed twarzą zakapturzonego "kompana". Ten spadł ze stołka z przestrachem na twarzy, po czym wybiegł z karczmy. W drzwiach jednak złapało go dwóch panów w pełnych zbrojach płytowych, którzy bez ceregieli wrzucili go do środka. Jeden podniósł zakapturzonego człowieka z ziemi i wyprowadził go na zewnątrz. Drugi przygładził fryzurę i podszedł do krasnoluda.
- Jestem z... - zaczął basowym głosem.
- Inkwizycji - przerwał krasnolud. - Wiem. Nie, nie interesuje mnie wasza oferta. Skończyłem z zabijaniem.
To rzekłszy wychylił kufel z właśnie postawionym przez karczmarza piwem. Spojrzał się potem na inkwizytora.
- Pewien jesteś? - zapytał mężczyzna w zbroi.
Krasnolud potaknął, po czym spuścił wzrok.
- Całe twoje życie opiera się na zabijaniu - powiedział spokojnie inkwizytor. - Moje jest jeszcze gorsze. Ja torturuję. Sprawiam że cierpią. Że proszą o śmierć. Proszę cię tylko o przemyślenie tej propozycji. To jest twoje... - poszukał właściwego słowa. - powołanie. Uratuj parę młodych dziatków przed bezsesowną śmiercią.
Krystian potaknął powoli. Mężczyzna jeszcze chwilę mu się przypatrywał, po czym powolnym krokiem opuścił karczmę.

Z zamyślenia o wczorajszym dniu wyrwał go jakiś mnich:
- Jak mi wiadomo, inkwizycja i chłopi zrabowali wiele z tego domu. Nie chce mi się grzebać w ruinach, które i tak zostały rozkradzione. Radzę: Rozejrzyjmy się zatem za karczmą i zasięgnijmy tam języka, jeśli już mamy szukać jakichś magów. Gawiedź mówi dużo... Jednak czasem prawdziwie. Ja sam też zamierzam uruchomić moje... Kontakty, by dowiedzieć się czegoś o nich. Czy tak dobrze? Dołączyłbym do was wkrótce w karczmie.
Skończyłem z zabijaniem... Krystian splunął siarczyście na ubitą ziemię. Spojrzał na mnicha.
- Najłatwiej będzie rozdzielić zadania! - rzucił machinalnie. - Drogi... - sięgnął w pamięci do jego imienia. - Nihilu. Sięgnij po swoje kontakty. Ja poszukam tropów pośród tych zgliszczy. Jeśli ktoś pytał, to jestem myśliwym. Poluję tylko na taką trochę cięższą zwierzynę.
To powiedziawszy uśmiechnął się smutnie, po czym odwrócił się na pięcie i postąpił krok. Zatrzymał się jednak. Spojrzał na resztę drużyny. Wzruszył ramionami.
- To pewnie nie pierwsze wasze śledztwo, więc na pewno wiecie co robić.
Po czym oddalił się szukać tropów. Tym razem na dobre.
 
__________________
Uczyć się, modlić do swego Boga i pracować. Zawsze czerpać pełnymi garściami z życia, czując się jednocześnie bezwarunkowo szczęśliwym. Pracować nad sobą i kochać za nic. Oto co znaczy być dobrym człowiekiem.

Ostatnio edytowane przez Christianus : 09-05-2008 o 22:39.
Christianus jest offline  
Stary 09-05-2008, 19:08   #5
mjl
 
mjl's Avatar
 
Elf szedł poprzez leśne ostępy natury. Był w szlaku od dłuższego czasu, sam nie wiedział przed kim uciekał. Ośmielił się zaatakować i zabić najemników którzy zrobiliby to samo, więc jego współczucie było dość ograniczone. Ten elf tak się zmienił… Niegdyś chaotyczny, ale i dobry, dziś bezwzględny i wredny.

Sama postać miała długie srebrne włosy, jej sylwetka była bardziej szczupła, ale i umięśniona, a swe ciało ukrywała pod ciężkim, zielonym podróżnym płaszczem. Był to dziwny elf, walczył dwoma broniami, las służył mu kiedyś jako dom, a sam deklarował się mianem ‘Leśnego Ducha’.



Elf szedł i szedł, a w oddali ujrzał widok miasta…


*******


Metropolia sama w sobie była piękna. Miała w swym majestacie urok pewnego tajemniczego, być może piekielnego piękna. Elf dobrze znał typ ludzi którzy tam mieszkali. Kierowali się wyższymi ideałami, które często wyblakłe i wątłe przeistaczały się w coś zupełnie innego. Dla wiary zabijano, dla czystości palono, a dla spokoju… Nie było spokoju..

Zamyślony elf przemierzał śmierdzące smrodem spalonych ciał uliczki. Coś przyciągnęło go do tego miasta, sam nie wiedział co. Trzymał broń blisko siebie, gotową do ewentualnej walki i bystrym wzrokiem rozglądał się po okolicy. Nigdy nie wiadomo, gdzie dorwie cię złodziej.
Przechodząc koło szyldu handlarza ujrzał sylwetkę inkwizytora. Ten szedł, najwyraźniej w jego kierunku. Gdy ich ciała zrównały się tamten przemówił:
-Elfie, czy wierzysz ty?
Dziwne wydało się to pytanie dla elfa. Mieszkając w lesie życie było tak proste, bez religii, ograniczeń, określonych reguł.
-Wiara, to coś dziwnego dla mnie. – odrzekł z ironią.
-Ja wierzę temu! – ciągnął wskazując na swą broń.
A broń miał wykonaną wspaniale. Sejmitar i katana w wirze walki niezwykle skutecznie radziły sobie z jego wszystkimi problemami.
-Nie bluźnij, nie wart jesteś łaski jaką Bóg na ciebie zsyła! – krzyknął tamten.
-Być może…
-Staw się jutro niedaleko katedry rankiem. Jest robota, dla takich jak ty. – rzekł inkwizytor.
-Ale czy dobrze płatna?! – odrzekł z ironią elf.
-Jak śmiesz!
Inkwizytor spojrzał na blisko stojących strażników, ci jakby na rozkaz napięli swe ciała i czekali tylko na sygnał. Tamten jednak nie wykonał żadnego gestu. Jego wściekła mina powoli zmieniła się na pogodny uśmiech i mówca odrzekł:
-Niech Bóg ma cię w swej opiece.
Elf nie chciał już prowokował swego rozmówcy. Skinął głową i odrzekł:
-Będę tam.
Cały dzień włóczył się bez celu. W końcu dotarł do karczmy, gdzie zamówił solidny posiłek i wygodny pokoik. Podczas jedzenia wypytywał się karczmarza o sytuację w mieście i o te wszystkie śmieszne, ludzkie problemy. Potem udał się na spoczynek.


******


Rano stawił się na umówionym miejscu. Po chwili nadeszła reszta jego towarzyszy. Każdemu wręczono po 100 sztuk złota i powiedziano wytyczne zadania. Po odejściu zleceniodawców, elf powiedział:
-100 sztuk złota to wystarczająca ilość złota, by zabić nie jednego, lecz paru mieszkańców tej dziury. Skoro tyle płacą, to na pewno będzie można wybulić od nich jeszcze więcej.. Ciekawe, czy zostawiają gdzieś zrabowane dobra magów? – rzekł rozglądając się po ruinach.
-Przydałoby mi się parę drobiazgów. – mówił.
Na wcześniejsze propozycje drużyny odrzekł:
-Nie jestem stąd, ale postaram się pomóc naszemu dzielnemu krasnalowi szukać tropów.
Przechodząc koło niego, mruknął:
-Zostaw elfom, co elfie.
Zmierzył wszystkich spojrzeniem i wszedł w zgliszcza.
 
__________________
Idzie basista przez ulicę, patrzy a tam mur przed nim. Stoi przed nim i stoi, a wkrótce mur się rozwala...
Jaki z tego morał?
"Albo basista jest głupi albo niedorozwinięty."
mjl jest offline  
Stary 09-05-2008, 19:42   #6
 
Irrlicht's Avatar
 
Rozmawiając tak z owymi żołdakami Inkwizycji, nie omieszkałem skierować wkrótce swoich kroków z powrotem do klasztoru, do mojej skromnej celi.
Jakkolwiek zamierzałem spotkać mojego mocodawcę i protektora, Ausstohera, było dla mnie pewnym, że - bądź co bądź - będę musiał uczestniczyć w śledztwie, i to nie tylko ze względu na Inkwizytorium czy samego szlachcica. Słyszałem już jakiś czas wcześniej o tej sławetnej grupie magów, która kręciła się w okolicach Birchen, jednak za nic nie mogłem dojść do tej grupy, a wszyscy, których posyłałem, ginęli w dziwnych okolicznościach.
Ufny w moc Ausstohera, żywiłem cichą nadzieję, że będę mógł kiedyś uczestniczyć w tych sławetnych, inkwizytorskich przesłuchaniach.
Nie miałem bowiem wątpliwości - klan, który tak dużo wysiłku wkłada w strzeżenie swoich sekretów, zaiste ma czego strzec. Tak to już jest z wszelką maścią potępieńców i czarowników. Nawiasem mówiąc, także ze mną.
Wszedłem do swojej celi, dzięki bogom zastając pachołka śpiącego jeszcze na moim barłogu. Nie chciałem go obudzić jednak od razu. Przede wszystkim zamknąłem na klucz dźwierze, po czym zabrałem ze stołu sztylet, którego zapomniałem wziąć wcześniej.
Miałem też zamiar wziąć ze sobą komponenty do moich rytuałów, jednak nie było teraz ani czasu ani miejsca na kości, różdżki, pentakle i kordiały, które ukryłem w lesie.
Dźgnąłem pachołka głownią sztyletu, który zaraz włożyłem za pazuchę.
Mały bastard zamlaskał przez sen, znowu, jednak obudził się i wbił we mnie zdziwiony wzrok swoich zielonych ocząt, które dostarczyły mi minionej nocy wiele uciech.
Westchnąłem tęskno i złapałem resztki zapachu kadzidła piżmowego. Drogocenna ciecz zdążyła już wyparować, pozostawiając suchy, pomarszczony knot.
- A teraz mnie posłuchasz, Julko.
Ironia. Młodzik, z którym sypiam, nazywa się jak tamten od Inkwizytorium.
- Zbierzesz się zaraz i weźmiesz resztę swoich konfratrów. Jeden pójdzie do karczmy i do burdelu i rozpyta się o magów, tych samych, których kamienicę niedawno spalono. Drugi pójdzie do slumsów i wypyta się o to samo, ale dyskretnie, niby tak od niechcenia. Rozumiesz? Trzeci, jak zwykle, pójdzie do mnichów. I wypyta się o mnie, ale niech ma uszy otwarte... Wątpię, żeby ta cała afera pozostała bez echa wśród kleru...
Czy zrozumiał? Zapewne, przecież zdążyłem już ocenić jego mądrość, choć pewnie i tak myślał cały ten czas o kolejnej i jeszcze kolejnej nocy, którą miałem spędzić z nim. Czy miałem? Zapewne nie będzie mi dane.
- Znajdziesz mnie w karczmie... Tej, co zwykle. Będę czekał.
Odszedłem parę kroków, a tamten zaczął się ubierać. Rychło w czas. Ranek mijał prędko.
Ja zaś założyłem chustę na twarz i spiąłem ciaśniej włosy, po czym nałożyłem na głowę kaptur. Odemknąłem drzwi i wyszedłem.
Do gaju, tam, gdzie spędziłem sporą część tej nocy.
 

Ostatnio edytowane przez Irrlicht : 10-05-2008 o 09:06.
Irrlicht jest offline  
Stary 09-05-2008, 20:57   #7
 
Christianus's Avatar
 
- Zostaw elfom, co elfie.
Krystian odruchowo złapał za rękojeść szabli. Powstrzymał się jednak i miast tego, po prostu wzruszył ramionami. Powrócił do poszukiwań. Przystanął jednak po chwili, bowiem uznał, że powinien powiedzieć coś jeszcze:
- Skończ z tym - rzucił do elfa. - wyjedź stąd choćby zaraz. Dla ciebie, nie jest jeszcze za późno. Twoja postawa, zaprowadzi cię prędzej czy później w bezdenną studnię rozpaczy. Ratuj się, póki możesz.
To rzekłszy poprawił pas na brzuchu i ruszył dalej, w swoją stronę, szukać śladów.
 
__________________
Uczyć się, modlić do swego Boga i pracować. Zawsze czerpać pełnymi garściami z życia, czując się jednocześnie bezwarunkowo szczęśliwym. Pracować nad sobą i kochać za nic. Oto co znaczy być dobrym człowiekiem.
Christianus jest offline  
Stary 09-05-2008, 23:32   #8
 
Lord Artemis's Avatar
 
William nie był w tym mieście długo.. Nie był też tutaj specjalnie popularny.. Ale zawód, jakim się parał przysparzał mu wielu możliwości... Byli ludzie, których znał, mimo iż było ich w tym mieście mało byli bardzo cenni a nie każdy miał do nich dostęp... Fakt faktem za niektóre informacje trzeba będzie zapłacić.. Ale William był na to gotów..

- A więc dobrze..- Rzekł do Nihila- Spotkamy się w karczmie i tam zdamy relacje ze swoich zdobytych informacji...

Popatrzył jeszcze na zgliszcza ruiny i przywołał obraz swego ojca... Po chwili ruszył szybkim krokiem do pewnego człowieka o imieniu Waardi. Warddi był grubszym, cuchnącym potem mężczyzną. Odziany był niczym kupiec, bogato i zadbanie.. Jednak wcale nie handlował żelazem ani złotem... Mandarynkami też nie. Warddi pracował dla poważnych ludzi.. Szczególnie dla gildii, więc mógł mieć pewne informacje na temat całej sprawy... Z reguły wiedział dużo.. Możliwie jak najwięcej... W tej chwili William mógł zdać się praktycznie tylko dla niego, lecz wiedział, iż informacje, jakie posiada ten człowiek będą cenne...

Szedł szybkim krokiem uliczkami Birchen.. Za rogiem pięknie zdobionego budynku skręcił w lewo.. Ruszył aż do bramy bogatego domu, przy którym znajdowało się dwóch strażników... Ochroniarze byli wyjątkowo paskudni i nieprzyjemni z twarzy... Zatrzymali Williama, gdy chciał wejść do środka.. Jednak ten pokazał im pierścień zdobiący jego palec... Przepuścili go ze skinieniem głowy...


- William!! Stary druhu! Jak miło Cię widzieć... Co Cię do mnie sprowadza??- Rzekł Warddi, gdy tylko LaValle wszedł przez drzwi i zdążył ściągnąć buty...- Napijesz się czegoś???

- Mam kilka spraw i mało czasów....- Odparł William.- Przybywam w interesach...

- Rozumiem.. Przejdźmy, zatem do mojego gabinetu... – Odparł Warddi i wskazał na piękne zdobione dębowe drzwi...

William rozsiadł się wygodnie w miękkim fotelu i oparł łokcie na blacie stołu.... Warddi posadził swój tłusty tyłek przed Williamem i zapalił świecę... Popatrzył na człowieka i znaczącym wzrokiem zachęcił do rozmowy....

-Potrzebuję informacji na temat Magów, jacy ostatnio działali w mieście... Musze wiedzieć gdzie mogli się udać, kto może ich kryć, gdzie mogli otrzymać schronienie! Czy zauważyłeś coś podejrzanego... Mów wszystko, co wiesz!- William popchnął po blacie kilka monet w kierunku Warddiego, patrząc mu prosto w oczy.- To dla mnie bardzo ważne... Sprawa osobista.. Powiedz wszystko wynagrodzę cię sowicie... Okłam mnie a twe dni będą policzone... –Powiedział mocnym i twardym głosem oznajmiającym iż wcale nie żartuje. Wbił wzrok prosto w twarz Warddiego oczekując odpowiedzi...
 
__________________
Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...

Ostatnio edytowane przez Lord Artemis : 09-05-2008 o 23:39.
Lord Artemis jest offline  
Stary 09-05-2008, 23:56   #9
mjl
 
mjl's Avatar
 
-Z czym mam skończyć, o dzielny krasnalu?! – rzekł z typową dla siebie ironią.
-Nie ma dobra i zła, jest jedynie potęga, która określa to, czy ktoś przeżyje czy nie. Trzymaj się swoich zasad, a ja swoich. – mówił.
-W ten sposób, i wilk będzie syty i owca cała. – ciągnął z naciskiem.
-Swoją drogą to dziwny krasnal z ciebie. Lubisz polować i tropić, powiadasz?! – zapytał.
-Toż to robota dla elfa, przecież…
Ton elfa spoważniał, a sam wrócił, do przeglądania ruin.
Chodził tam i chodził, aż stwierdził że nic tu po nim. Może kiedyś, znalazłby tu coś, jednak teraz pozostał sam proch. Pożegnał krasnala i odszedł w tłum.
-Spotkamy się później w karczmie, o potężny. – rzucił, śmiejąc się.
Dobrze wiedział, kto w mieście wie najwięcej. Nie bogaci i głupi, jednak biedni i pragnący zarobić.


******


Swe kroki kierował do biedniejszej części miasta. Plebs był łasy na pieniądze, a i był wiernym głupim narzędziem, którego śmierć nie przeszkodziłaby nikomu. Gdy ujrzał żebraka rzekł do niego:
-Ty wiesz co dzieje się w mieście. Możesz mi pomóc.
-Powiedz mi coś na temat magów, czy nie widziałeś tutaj czegoś dziwnego? – mówił, bawiąc się sakiewką i bacznie przyglądając się swemu rozmówcy.


******


Po rozmowie przechadzał się po dzielnicy. Miał przeczucie, że dla magów idealną kryjówką byłoby miejsce nie rzucające się w oczy, a to lokum niewątpliwie temu sprzyjało…
 
__________________
Idzie basista przez ulicę, patrzy a tam mur przed nim. Stoi przed nim i stoi, a wkrótce mur się rozwala...
Jaki z tego morał?
"Albo basista jest głupi albo niedorozwinięty."
mjl jest offline  
Stary 11-05-2008, 13:00   #10
 
wojto16's Avatar
 
Krystian i Aramil


Krasnolud i elf przekroczyli framugę nieistniejących drzwi i omietli wzrokiem ruiny. O ile front domu prezentował się w miarę dobrze, to już wnętrze było całkowicie pokryte popiołem i resztkami zwęglonych elementów. Aramil nie szukał zbyt długo gdyż uznał, że i tak nic tam nie znajdzie. Opuścił ruiny i udał się sobie znanym kierunku. Jednak Krystian Rodewicz tak łatwo nie zrezygnował. Mimo unoszącego się dymu i nieprzyjemnego zapachu rozkładających się zwłok krasnolud przeszedł przez duże pomieszczenie. Dotarł do schodów prowadzących na drugie piętro, które były jednak zawalone. Krasnolud rozejrzał się po pokoju. Nic z inwentarza nie uratowało się z płomieni. A nawet, jeśli coś było w miarę całe to i tak rozpadało się pod mocniejszym dotykiem.

Krystian zrezygnowany planował wyjście z domu, gdy nagle jego wzrok spoczął na nadpalonej kartce papieru. Jej róg ledwo wystawał z kupki popiołu. Krasnolud podszedł do niej, dłonią odgarnął popiół i wyciągnął kartkę. Była już nadpalona i mało, co dało się z niej przeczytać. Udało się wyczytać z niej parę słów.

Krystian nie widząc nic ciekawego w zgliszczach wyszedł z domu. Zaraz po wyjściu dostał ataku kaszlu. Wciągnął nosem świeże powietrze. W pobliżu stało naczynie wypełnione wodą, którą krasnolud wykorzystał do obmycia się z sadzy, która pokryła go przy poszukiwaniach.


Aramil

Elf cały czas w drodze przez miasto próbował zmyć z twarzy brud i popiół. Gdy w końcu uporał się z tym problemem skierował kroki do dzielnicy biedoty. Dzielnica już na pierwszy rzut oka prezentowała się bardzo biednie. Za większość domów służyły małe, drewniane szopy i altanki. Dwupiętrowe domy nie prezentowały się lepiej. W oknach były przybite deski, a drzwi w ogóle nie było. We wszelkich zaułkach panoszyli się żebracy. Ostry smród sprawiał, że Aramilowi zaczęły łzawić oczy.



Żebraków było tak wielu, że Aramil miał problemy z wybraniem tego, kogo zamierza wypytać. W końcu w jednym z zaułków znalazł samotnie siedzącego żebraka. Gdyby dał pieniądze jednemu inni, którzy by to zobaczyli mogliby próbować go okraść, więc zdecydował zapytać się właśnie tego samotnego.

-Ty wiesz, co dzieje się w mieście. Możesz mi pomóc.Żebrak rzucił mu smutne spojrzenie spod kaptura.
-Powiedz mi coś na temat magów, czy nie widziałeś tutaj czegoś dziwnego?
- Ja, panie? Ja żem żadnych dziwów nad dziwy nie dostrzegł. Coś tam jednak wiem na temat magów. Raz siedzę se spokojnie jak Stwórca przykazał na ulicy i wypatruję jałmużny aż tu nagle jak nie zobaczę dziwnego osobnika, który wszedł przez tamte drzwi.

Tu wskazał na drugą stronę ulicy na dwupiętrowy dom, który wyróżniał się tym, że posiadał drzwi.
- No i pobył tam przez chwil parę, a ja żem dochodził, dlaczego ktoś tak elegancko ubrany do takiego plebsu przychodzi. Gdy w końcu wyszedł ja żem ruszył do tego domu by poszukać, czego do jedzenia. Szanowne elf rozumie. Dzieciska głodne i ja głodny to coś do ust włożyć trzeba mieć. No i tak oto wszedłem do tego domu. Niewiele tam znalazłem, ale moją uwagę przykuła mała biblioteczka z książkami. Książki na niej były pozrzucane na ziemię jakby była przesuwana. A więc odsunąłem tę biblioteczkę i dostrzegłem tajne przejście. Wtem tamten tajemniczy mężczyzna wrócił i wyrzucił mnie z domu każąc mi zapomnieć o tym, co widziałem. Nijak daje się o tym zapomnieć. Od paru dni tutaj nie przebywałem. Boję się tam wchodzić, więc nie wiem czy dalej tam przebywa.
Żebrak popatrzył wyczekująco na sakiewkę Aramila.


William

-Potrzebuję informacji na temat Magów, jacy ostatnio działali w mieście... Musze wiedzieć gdzie mogli się udać, kto może ich kryć, gdzie mogli otrzymać schronienie! Czy zauważyłeś coś podejrzanego?.. Mów wszystko, co wiesz! To dla mnie bardzo ważne... Sprawa osobista.. Powiedz wszystko wynagrodzę cię sowicie... Okłam mnie a twe dni będą policzone...

Warddi popatrzył nerwowo na Williama, rozejrzał się na boki i gestem nakazał Williamowi zbliżenie się.
- A więc gdym był u kowala zobaczyłem dwójkę dziwnych klientów. Ich dziwactwo polegało na niezwykle dziwacznych i abstrakcyjnych strojach, których mogłaby im pozazdrościć nawet szlachta. No i zaczęli przebierać w towarach. Oczywiście kowal zaczął patrzeć na nich krzywo. Dopytał się, czego oni szukają, a oni na to „Mieczy z dobrej stali”. Kowal odparł, że u niego nie ma złej stali. Oni jednak poszukiwali czegoś specjalnego. Przeszli się z kowalem na zaplecze. Zaraz potem wrócili ze sporym pakunkiem i wyszli, a kowal był cały w skowronkach. Baczył żem na nich przez okno widząc, że kierują się do pobliskiej karczmy „Gajem” nazywaną. Wtem kowal mnie przywołał do porządku, więc zapłaciłem za swoje rzeczy i wyszedłem. Myślę, że tamtych dwóch powinieneś koniecznie wybadać.

Nihil

Nihil zgodnie z planem przespacerował się do pobliskiego lasu skąd wykopał i zabrał swoje rzeczy. Zaraz po tym wrócił do miasta i ruszył do karczmy na spotkanie ze swoim pachołkiem.

Karczma „Gaj” była dosyć dużym i szerokim domem, za którym rósł duży ogród, który był powodem nadania tej karczmie nazwy „Gaj”. Nihil wszedł do środka.



W głównej sali poustawiane były liczne stoliki, przy której siedzieli wszyscy klienci. Było ich naprawdę sporo i to nie tylko ludzi, ale także przedstawicieli innych ras. Dalej stała gruba lada, za która stał jeszcze grubszy karczmarz. Między stolikami przemykała ciemnowłosa kelnerka. Nihil zapatrzył się w nią przez chwilę, po czym usiadł przy wolnym stoliku. Teraz musiał jeszcze przeczekać parę minut aż przyjdzie pachołek i powie, czego się dowiedział.

Podeszła do niego kelnerka z piwem. Zdziwiło go to, ponieważ nie przypominał sobie żeby cokolwiek zamawiał. Kufel postawiony na stole nagle się przewrócił zalewając piwem cały stolik.
- Przepraszam – rzuciła szybko kelnerka - Zaraz posprzątam.
Po chwili wróciła z mokrą szmatą i zaczęła wycierać żółtawą ciecz.
- Lepiej uciekaj.
Nihil spojrzał na nią zdziwiony. Mówiła do niego cały czas wycierając stolik:
- Ci najemnicy siedzący po twojej lewej bacznie cię obserwują. A szkoda tracić kolejnego. Musimy sobie pomagać by przetrwać. Obok lady są drzwi prowadzące na zaplecze. Tam znajdziesz tylne wyjście. Za drzwiami będzie czekał na ciebie kary koń. Wypij piwo i dopiero wtedy wyjdź.Postawiła przed nim piwo, uśmiechnęła się i odeszła.

Nihil zdenerwowany sączył piwo ledwie powstrzymując się od spojrzenia w lewo. Mimo, że ich nie widział czuł ich ciężkie spojrzenia na sobie. Obejrzał się dopiero, gdy usłyszał kroki. Najemnicy przysiedli się do jego stolika. Jeden z nich, brodaty i cuchnący czosnkiem, odezwał się pierwszy:
- Pan Nihil Yerpdenn. Cóż za miła niespodzianka. Zaszliśmy do karczmy by się czegoś napić, a tu nasz cel już czeka. Nasz pracodawca życzy sobie waszmościa widzieć. To czy sprowadzimy was siłą lub nieco grzeczniej nie odgrywa większej roli.
 

Ostatnio edytowane przez wojto16 : 11-05-2008 o 20:21.
wojto16 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168