Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-08-2008, 09:36   #1
 
Lord Artemis's Avatar
 
[Autorski] Dowód winy.

Opowieść ta rozpoczyna się w 1642 w księstwach. Gdzie walka o tron tego państwa jest chyba jedyną rozrywką arystokratów i szlachciców....




Zachód tego dnia był niezwykle cudowny i piękny, ostatnie promienie słońca przebiły się przez chmury rzucając swe światło na zamek Lorda Williama- cudownej fortecy obronnej, która mimo ogromnego wieku wyglądała wprost cudownie... Piękne wieże oraz wysokie mury kryły w sobie jeden z niewielu cudów świata stworzonych ludzką ręką... Zamek Williama należał to jednego z najpiękniejszych i najznakomitszych dzieł ówczesnych architektów, zachwycał swoją wielkością i wykonaniem, wspaniałe fontanny oraz rzeźby stojące w zielonych ogrodach kryły w sobie tajemnicę wielu lat, lecz wciąż porażały swym pięknem i kunsztem wykonania...

Podczas gdy nad światem powoli zapadał zmrok, Lord William wraz ze swym wiernym sługą Baltazarem przemierzali korytarze zamku pogrążeni w rozmowie...

- A więc powiadasz, że udało ci się zebrać ludzi godnych wykonać to zadanie? – Zapytał Lord William patrząc, wprost na swego sługę z ogromnym zaciekawieniem...

- Tak panie.. Najlepsi, jakich mogłem trafić...Zabójcy, złodzieje oraz pewien tropiciel... Mimo prób nie udało mi się nawiązać kontaktów z najwyższą półką świata przestępczego, może i dobrze się stało bo te gnojki za pieniądze mogli by zacząć współpracę także i z kimś innym. Jednak ludzie, których wynająłem są odpowiedni!! Ręczę za nich...- Rzekł Baltazar kłaniając się delikatnie z ręką złożoną na piersi.- Tak czy owak będą tutaj o umówionej porze, a dokładniej za parę godzin.. Kilku a dokładniej dwójkę z nich doprowadzi straż, ciężko było ich wydostać bez żadnych podejrzeń, ale udało się... Jednak było straszliwie trudno! Nasze poczynania są śledzone Panie...

- Ach tak!! Czyli tych kilka trupów pływających w rzece i jakiś bogaty strażnik, który zginął ostatnio to nie przypadek??? – Zapytał William z przesadnie ironiczną miną.- Zapewne, ktoś z rady przekazał, co nieco Jamesowi!! Nie przejmujmy się! Ważne jest, iż mamy odpowiednich ludzi... - Zakrzyknął hrabia z lekkim uśmiechem.- Powiedz mi przynajmniej, jaką nagrodę im obiecałeś??

************* *************** ****************** ******************

Dagon LaTauri

Dagon leżał w swej zimnej i mrocznej celi.. Nienawidził zapachu stęchlizny, która unosiła się w całej celi oraz własnych odchodów stojących kilka metrów dalej od jego łóżka w zardzewiałym blaszanym wiadrze... Twarde kamienne łóżka wyścielone jedynie zatęchłym sianem i szmatami nie nadawały się zbytnio do spania... Myśl o niechybnej rozprawie, w której zostanie skazany i zapewne powieszony nie przysparzała mu humoru...

Światło pochodni migotającej w delikatnym podmuchu wiatru wlewało się do celi.. Dagon wstał z pryczy i usiadł skulony w kącie wpatrując się w biegające po suficie karaluchy. Z zamyślenia wyrwał go nagle metaliczny dźwięk i chrobot zamka od swej celi... Drzwi do celi były otwierane tylko dwa razy dziennie- raz, aby podać obrzydliwą papkę zwaną tutaj jedzeniem, drugi raz, gdy zabierano wiadro z nieczystościami.. Problem tkwił w tym, iż cela została otwarta dziś już dwukrotnie!! Dagon spodziewał się, że przyszli go zabrać na rozprawę.. Miał rację ktoś przyszedł i niestety nie był to zwykły strażnik więzienny.

- Witaj Dagonie.- Rzekł niższy od niego mężczyzna w średnim wieku. Miał miły głos i minę wyjątkowo niepasującą do całej sytuacji. Dagon wyczuł, iż mężczyzna lęka się go mimo to mówił dalej - Nazywam się Baltazar i jestem wysłannikiem Lorda Williama... Nie wiesz, kim jestem, lecz ja wiem, kim jesteś ty i wiele słyszałem o twych umiejętnościach. Dlatego jestem tutaj, aby zaproponować Ci współpracę... Ktoś o twoich możliwościach będzie cudownym nabytkiem do tej misji – Rzekł i odwrócił się do strażnika stojącego obok nich.- Zostaw nas samych!!!- Gdy tylko strażnik zniknął za rogiem Baltazar znów popatrzył na Dagona mierząc go swym mocnym spojrzeniem.- Zbieramy ludzi, aby odszukać pewnego człowieka. Wiem, że nadasz się idealnie... W zamian za prace dla nas otrzymasz sowite wynagrodzenie oraz dokument jasno stwierdzający Twoją niewinność oraz oczyszczenie z zarzucanych Ci czynów... Resztę informacji, co do celu wyprawy otrzymasz na zamku mego Pana wieczorem... I słuchaj strażników!- Dodał na obchodne z dziwnym uśmiechem na twarzy...

Baltazar wyszedł ze słowa. Był rad, iż Dagon pomoże im w wykonaniu zadania, jakie mu zaproponował... Popatrzył jeszcze na strażnika, który zamykał celę Dagona i przywołał go gestem ręki...

- Jeszcze dziś w południe uwolnisz tego człowieka, otworzysz jego cele i wyprowadzisz na dziedziniec...- Rzekł Baltazar wręczając strażnikowi sakwę z pieniędzmi... – Na dziedzińcu będzie czekał nań człowiek z wolnym koniem, będzie miał dla niego pieniądze i zakwaterowanie w karczmie... Puścisz go wolno i zapomnisz, iż w ogóle istniał.. Zrozumiano??
- Tak Panie....- Strażnik schował sakwę i zniknął w korytarzu....

***************** *********************** ********************* ********



Nadia Eithne

Nadia jechała właśnie przez uliczki miasta piękną karetą wykonana z wspaniałego drzewa. Po przez uchylone okienko do środka wpadało świeże powietrze delikatnie falujące po białych włosach Nadii. Kobieta siedząc na wygodnym wspaniałym siedzeniu patrzyła na idących po ulicy ludziach...To było wspaniałe-jechać pojazdem, który zapewne kosztował więcej niż mogłaby naraz ukraść. Czuła się jak królowa.... Patrzyła w zmarnione puste oczy przechodzących istot.. Teraz nie była po tamtej stronie, po stronie biedaków i złodziei. Jednak wiedziała, iż jest to chwilowe... Kareta miała dowieźć ją tylko do wyznaczonego przez Baltazara miejsca gdzie miała się spotkać z Lordem Williamem...

Z daleka ujrzała zamek.. Cudowne dzieło architektury zapierało dech w piersiach i sprawiało, że nikt nie mógł przejść koło niego obojętnie... Pomyślała od razu o pieniądzach, które obiecał jej Baltazar za pomoc przy wykonaniu misji.... Przypomniała sobie jak kilka dni temu spotkała tego człowieka....

Nadia kroczyła właśnie ulicą, gdy w oko wpadł jej pewien mężczyzna... O tak!- Pomyślała na widok jego cudownie wypchanej sakwy... Sakiewka zmieniła właściciela bardzo szybko i bez zbędnego krzyku... Jej wcześniejszy nosiciel zapewne nawet nie zauważył, iż ubyło mu trochę złota na pasku... Nadia zadowolona z siebie ruszyła mała uliczką w stronę karczmy gdzie miała zamiar zjeść obfity posiłek... I wtedy stało się.!! Bach! Wszystko pękło! Tuż za nią wyłonił się mężczyzna. Szedł szybko a jego kroki dudniły odbijając się echem po mrocznej uliczce... Gdy nagle z przodu wyłonił się kolejny Nadia wiedziała, iż jest w pułapce, była pewna, iż są to jacyś rządni pieniędzy członkowie gildii, którzy przyszli zabrać jej łup... Nadia gotowa zabić, aby tylko obronić to co dopiero sama zwędziła szybko położyła rękę na trzonku noża...

Zapadła cisza, którą przerwały oklaski kolejnego mężczyzny wychodzącego zza jej pleców... Był ubrany w drogie szaty z wygrawerowanym herbem Lorda Williama... Nadii zrobiło się gorąco... Złapali ja strażnicy... Zapewne widzieli wszystko i przyszli tutaj za nią!!! Szlag, za takie coś czeka ją stryczek!

- Brawo- Rzekł mężczyzna.- Nie lękaj się mnie Nadio! Nie jestem Twym wrogiem... Potrzebuję kogoś takiego jak ty... Obserwowałem Cię, wiem kim jesteś i co potrafisz... Osoba o twych zdolnościach musi zasilić nasze szeregi w walce o dużą stawkę z nagrodą, o której mogłaś tylko marzyć... Staw się jutro po zachodzie słońca pod karczmą „Złoty Młyn”... Będzie tam czekała kareta na Ciebie, która odwiezie Cię do zamku mego Pana... Mam nadzieję, iż nie zawiedziesz mnie i stawisz się o umówionej porze... Życzę miłego wieczoru- Rzekł kłaniając się i odchodząc tak szybko jak się pojawił...

*************************** ************************* *******************

Edgar Priss


Śmiech strażnika rozniósł się po celi, gdy Edgar próbował zdusić krzyk po mocnym uderzeniu pałki... Klawisz podał pałkę innemu, ten wymierzył celny cios prosto w kolano Prissa. Gwiazdy a po chwili całkowita ciemność pojawiły się przed oczami mężczyzny... Kolejny cios trafił w brzuch i wywołał falę mdłości mieszaną z rechotem strażników...



- Toś wpodł!!- Rzekł niski klawisz patrząc w napuchnięte oczy Edgara.- Hrabiemu dzika zarymbać!! He he he!! My się tu tera z tobą zabawimy!!- Niestety Edgar wiedział, że to prawda... – Jutro przenoszo cię do kopalni, ale zanim tam trafisz musisz odpracowoć swoje winy!!

Kolejny cios przytłumił zmysły Prissa, ledwo słyszał pukanie do stalowych drzwi... Powoli przekręcił głowę. Do celi weszło kilku mężczyzn-Kolejni oprawcy- Pomyślał, żałując swego spotkania z Hrabią, którego przeklinał w duchu... Po chwili jednak wydarzył się coś, czego nie oczekiwał... Uśmiech znikł z twarzy oprawców, wstąpiło na nie natomiast zdziwienie i złość... Niski mężczyzna w średnim wieku w drogich szatach pokazał palcem na półprzytomnego Edgara, po czym strażnicy rozkuli jego kajdany... Edgar myślał o najgorszym, pewnie ludzie Hrabiego zabiorą go do swej siedziby.. Na pewno!! Miał za niedługo umrzeć. nie było co do tego wątpoliwośći- a to było co najmniej irytujące. Skąd tak dobrze ubrani ludzie w takim syfiastym miejscu??- Pomyślał, napewno ludzię Hrabiego....

Dwóch ludzi podniosło Edgara za ręce i wyprowadzili go z celi.. Usłyszał jeszcze za sobą porządną wiązankę przekleństw i niski męski głos oznajmujący o karze za to pobicie.... Po chwili powlekli go korytarzami... Edgar powoli dochodził do siebie, nagle coś pojawiło się przed jego twarzą... Słyszał głos jakby z oddali....

- Nazywam się Baltazar. Poszukiwałem Cię Edgarze!!- Priss nie wiedział zupełnie, o co chodzi, był co raz bardziej pewien swej niechybnej śmierci... Ocucił go dopiero kubeł lodowatej wody wylanej wprost na twarz... Rozejrzał się dookoła... Napastników było trzech... On był sam, zmaltretowany i bezbronny....

- Żyjesz??- Zapytał kolejny raz ten sam głos.- Nazywam się Baltazar... Poszukuję Edgara Prissa... Mam nadzieję, iż jesteś nim ty... Mam dla ciebie pewne zlecenie, które przyjmiesz zapewne, bowiem nagrodą za nie jest wolność i ciężkie złoto... – Mężczyzna złapał za twarz Edgara i popatrzył na nią.- Na razie jednak musimy zrobić coś z twoim wizerunkiem... Jutro spotkasz się z mym panem a w takim stanie nie wyglądasz zachęcająco....

********** *********************** *********************** ********


Emily Schon


Karczma jak zwykle była zapchana i pełna pijanych gburów. Jednak była to specyficzna karczma o nazwie „ Śliski węgorz”. Przesiadywała tutaj z reguły cała „Elita” świata przestępczego, mordercy, złodzieje, przemytnicy i członkowie potężnych gildii.

Baltazar wszedł do karczmy... Było tu gwarno i duszno... Nie lubił takich miejsc, bał się ich wręcz jednak miał swój cel w wizycie tutaj i nie mógł go porzucić... Szukał kogoś, i znalazł!! Emily siedziała w rogu Sali gdzie popijała najlepsze wino jakie tylko serwowano w tej karczmie. Co prawda dla Baltazara takie tandetne wino nie powinno w ogóle być w sprzedaży, jednak zachował to dla siebie. Emily Była piękną kobietą jednak Baltazar wiedział iż równie niebezpieczną.. Dlatego jej potrzebował! Ach! Ile by dał, aby zgodziła się na prace... Wiedział, iż jest to kobieta kapryśna i bezwzględna...

Żwawym krokiem podszedł do jej stolika. Emily popatrzyła na niego z zaciekawieniem a jednocześnie ze złością, gdy usiadł przed nią zajmując miejsce bez zapytania o zgode.

- Witaj Emily.- Rzekł patrząc prosto na nią od razu, gdy tylko usiadł- Jestem wysłannikiem Lorda Williama i chcę zaoferować Ci pracę za spore pieniądze.- Dodał ściszonym głosem nie odrywając oczu od kobiety. Baltazar wiedział, iż za samo tak otwarte działanie w stosunku do tej kobiety mógł zginąć jednak nie miał wyjścia... Czekał cierpliwie aż ta w końcu odpowie bądź po prostu wsadzi mu nóż między żebra... – Wiem, iż nie jest tutaj bezpiecznie rozmawiać. Nie mówię tutaj jedynie o twoim życiu, ale także o mojej misji. – Dodał spuszczając oczy z kobiety...- Staw się jutro na zamku Mego Pana a tam dowiesz się reszty...


*************** *************************** ************************

Vagnez

Baltazar miał już cztery osoby... Potrzebował kolejnego zabójcy. Znał tylko jednego, któremu mógł zaufać. Zabójcę mającego całkiem znośne znajomości oraz kilka dobrze wykonanych zadań na kącie... Z informacji Baltazara wynikało, iż Vagnez w tym momencie rozpoczął grę w karty o ogromną stawkę w pewnej karczmie do, której Baltazar nie miałby nawet prawa wejść...



Karczma należąca do Mikołaja Zierniewko była kwitnącym miejscem, w którym uprawiano wszelkie rodzaj hazardu. Począwszy od wyścigów szczurów, walk skorpionów po przez grę w kości na kartach skończywszy... Samo wejście do tej karczmy nie było stosunkowo drogie.... Ale bardzo niebezpieczne! Spotykali się tutaj arystokraci i szlachcice mający kontakty z Mikołajem oraz bardzo wielu zabójców i złodziei chcących powiększyć swoją zapłatę bądź łup. Vagnez też tutaj był, wraz ze swoja ciężką sakiewką. Miał nadzieję wygrać i spłacić kilka dług ów... Może nawet w końcu odbije się od ziemi??
Było ich sześciu. Zasiedli do stołu. Każdy wszedł za odpowiednią stawkę, rozdano karty.


Vagnez wyszedł mocno trzaskając drzwiami... Uderzył ręką o ścianę, przeklinając samego siebie. Przegrał wszystkie pieniądze i jak na dzień dzisiejszy doszedł mu jeszcze dług u Mikołaja, Vagnez wiedział, że jeżeli nie spłaci tego wszystkiego to w najmniej odpowiednim czasie zabija go. Mimo tego, kogo zna i co potrafi...

- Kurwa!!- Krzyknął Vagnez kopiąc kamyk.... Ten poturlał się prosto pod skórzane buty jakiegoś mężczyzny.... Vagnez podniósł wzrok i popatrzył na człowieka. Ubrany był po szlachecku, więc zabójca pomyślał, iż zapewne zmierza do tej zapchlonej karczmy! Jednak nie, człowiek ten stał przyglądał się mu się by po chwili się odezwać:

- Interesy źle idą?? – Zapytał jak by byli starymi znajomymi.- Po minie widzę, iż niestety nie za dobrze, wręcz kiepsko! Vagnezie! Wszystko się może zmienić!

********************* ********************************* *************





Stół był suto zastawiony... Owoce i słodycze stały bardzo blisko wspaniałych i wykwintnych dań, na które całą piątka musiałaby pracować latami... Słudzy przynosili jedzenie, wino na tylko jedno skinienie lorda!. Wszyscy byli zachwyceni...

Lord William był człowiekiem młodym a zarazem silnym i inteligentnym. Siedział najbliżej Edgara i Vagneza, tuż za nim stał sługa i kilku strażników gotowych zabić każdego za zbyt spontaniczny ruch... William wstał i przemówił do zgromadzonych:

- Jak wiecie, nazywam się Lord William i mój serdeczny przyjaciel Baltazar...- Wskazał ręką na siedzącego na drugim końcu mężczyznę.- Zwerbował was do pewnego zadania. Zadania najwyższej wagi naszego państwa! Za które otrzymacie wynagrodzenie tak wielkie, iż nie marzyliście o nim! Kilku z was zostanie darowana wolność oraz winy oraz tysiąc sztuk złota, inni zaś otrzymają dwa tysiące za pracę, którą wykonacie... Baltazar nie mógł wcześniej wyjawić szczegółów misji bądź dokładniejszych planów ze względów na osoby postronne mogące zniweczyć nasze plany.... Teraz wyjawię wam, na czym polega misja.... Od razu zaświadczam, iż nie możecie się już wycofać po tym co usłyszycie.- Rzekł patrząc na zgromadzonych i lekko spinając głową na strażników... Odczekał chwile oczekując protestów i podjął dalej- Jak zauważyliście nie zwróciłem się do straży miejskiej ani urzędników państwowych tylko właśnie do was... Ludzi mających konflikt z prawem, żyjących z tego, co ukradną bądź za to co zarobią na czyjejś śmierci!! Wynajmuję was do niebezpiecznego zadania.... Jak wiecie Król zmarł.... Podejrzewamy wszyscy iż nie była to śmierć naturalna , ktoś po prostu pomógł królowi dostać się na inny świat... Lord James jest głównym pretendentem do korony... Jednak nie może objąć tronu!!!- Zakrzyknął uderzając ręką w stół.- Wiem, iż jest mordercą a wy macie tego dowieść!! Wasze zadanie polega na odnalezieniu dowodu, który ukaże jego winę.... Odnajdzcie zabójcę Króla!!! Wiem, iż to James zlecił mu zabójstwo!! Udowodnijcie to! Odnajdźcie zabójcę, sprowadźcie go tutaj aby opowiedział wszystkim o zleceniu jakie dał mu James. Spiszcie jego zeznania?? Nie wiem.. Nie obchodzi mnie to naprawdę! Chcę mieć dowód winy Lorda Jamesa!!! A wy mi w tym pomożecie... Nie tylko dla pieniędzy... Dla własnego życia, bo kiedy ten człowiek obejmie rządy rozprawi się z takimi jak wy! Bardzo szybko!!!- Kolejny raz krzyknął William patrząc na drużynę płonącym wzrokiem.- Dowiedzcie się, kim jest zabójca?! Macie takie kontakty.. Odnajdzcie go, przekupujcie swoich znajomych, kolegów, Nie wiem! Musze mieć dowód winy Jamesa!!! – Gdy tylko to powiedział rzucił pięć sakiewek na stół.- Tu są pieniądze na łapówki i zdobycie informacji... Każda zawiera sto sztuk złota i dwieście srebra... Na wszelkie zdobyte informacje będę czekał dwa dni..Czy ktoś ma jakieś pytania???
 
__________________
Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...

Ostatnio edytowane przez Lord Artemis : 14-08-2008 o 09:48.
Lord Artemis jest offline  
Stary 14-08-2008, 11:44   #2
 
wojto16's Avatar
 
Dagon był już znudzony po tygodniu spędzonym w celi. Zapewne pachołkowie już czyścili dla niego szubienicę by mógł zawisnąć nad czystą powierzchnią jednak zamiast strachu odczuwał znudzenie wywołane przedłużającym się czekaniem na uśmiech losu. Póki, co ten uśmiech wyglądał na bardzo złośliwy. Wszechobecny smród jego własnego moczu i odchodów z pobliskiego wiadra utrudniał oddychanie. Kraty w ścianach dopuszczały na tyle niewielkie ilości świeżego powietrza żeby nie zemrzeć od smrodu. Jedzenie, jakie tu podawano było tak podłe, że jakby nawet je zwrócił to i tak by wyglądało oraz smakowało tak samo. Przez te wszystkie dni wszystko kręciło się wedle tego samego schematu. Pobudka, siedzenie w kącie, posiłek, siedzenie w kącie i spać. Nie spodziewał się, że tego dnia uśmiech losu przestanie być złośliwy.

Człowiek ten ubrany był tak bogato, że mógłby być tylko szlachcicem. Jak się szybko okazało służył on pewnemu zamożnemu człowiekowi. Owy człowiek prosił o pomoc jego, Dagona LaTauri, zwykłego zabójcę, który szybko stał się legendą. W zamian za pomoc obiecał wysoką nagrodę i dokument zapewniający o jego niewinności.

- A co z połową królestwa i ręką królewny? Nie odpowiadaj. To był żart. Rozumiem, że wywiedziałeś się o mnie, co nieco w okolicy i wiesz, że moje słowo nie dym. Jak mówię przysięgam mówię podejmuję się tego i gotów jestem ryzykować życiem żeby wykonać to zadanie. Ojciec nauczył mnie, że w każdym zawodzie, nawet zabójcy, powinien być honor. Inaczej stajemy się takimi jak te bezdomne psy. Tak, więc przysięgam i podejmuję się tego zadania. Teraz zostaw mnie na chwilę samego. Muszę odpocząć.

Kiedy człowiek o imieniu Baltazar odszedł Dagon usiadł ponownie w kącie czekając na dalszy rozwój wypadków. Ubrany był w ciasne, fioletowe spodnie z szerokimi nogawkami i zielony sweter z owczej wełny. Wszystko to skrywał pod brązowym płaszczem z kapturem. Kaptur zakrywał jego ułożone w nieładzie, ciemne włosy. Miał oczy tego samego koloru, co płaszcz. Jego cera była nieco blada, a twarz szczupła. Szczupła również była jego sylwetka. Był też bardzo wysoki.

Czas spędził na rozmyślaniu nad swoim tajemniczym zleceniodawcą. Wiedział, że kupcy i drobna szlachta, dla której zwykł pracować wyparli się go, gdy trafił za kraty. Ten sługa był bardzo bogato odziany, więc musiał służyć komuś bardzo możnemu. Komuś takiemu jak lordowie. Drogą eliminacji wyznaczył dwóch lordów, którzy mogliby go wynająć. Jamesa i Williama. Nagle zatrzeszczały kraty i drzwi do jego celi stanęły otworem. Strażnik gestem zaprosił go na zewnątrz.
„Już czas” – przyszło mu do głowy. Wyszedł z celi i udał się ze strażnikiem poza teren więzienia. Na zewnątrz od razu poczuł przyjemne ciepło słońca i nagle poczuł się cały obolały. Strażnik wskazał mu mężczyznę z wolnym koniem.
- Dziękuję, przyjacielu. Nie zapomnę ci tego – powiedział do strażnika.
- Jasne, że zapomnisz – syknął strażnik – a teraz zejdź mi z oczu póki jeszcze się nie rozmyśliłem.
Dagon szybko podbiegł do mężczyzny i wskoczył na wolnego konia.
- Mam pytanie. Gdzie mamy właściwie jechać?
- Najpierw do karczmy na odpoczynek. Później na zamek lorda Williama.
- Tak podejrzewałem. Dziękuję.

Wreszcie spędził spokojną noc w wygodnym łóżku. Z samego rana został przebudzony przez jego towarzysza, który stwierdził, że pora ruszać. Dagon niezadowolony z faktu, że ktoś przerywa jego upojny sen zwlókł się z łóżka i zszedł na dół. Nie dostał nawet śniadania, gdyż musieli natychmiast ruszać żeby nie spóźnić się na ucztę w zamku. Po krótkiej podróży dotarli do majestatycznego zamku Williama, który do tej pory dla Dagona był tylko majestatycznym widokiem. Teraz mógł wreszcie zobaczyć od środka tę przepiękną budowlę, o której słyszał tyle dobrego. Nie było czasu na zwiedzanie, ponieważ już byli prawie spóźnieni na ucztę. Dotarli w ostatniej chwili. Na miejscu odkrył, że nie był jedynym przedstawicielem marginesu społecznego wyznaczonym do tego zadania. Przyjrzał im się tylko pobieżnie zajęty pałaszowaniem wszystkiego, co znalazło się w zasięgu jego wzroku. Po tygodniowym przymusowym poście królewska uczta była jego marzeniem, które właśnie się ziściło.

Po posiłku władca wyjaśnił im szczegóły ich zadania. Polegało na odnalezieniu zabójcy króla, który prawdopodobnie działał na zlecenie lorda Jamesa. Żeby zdobyć niezbędne dowody trzeba było posłużyć się swoimi kontaktami. Jego wynagrodzenie było o tysiąc sztuk złota mniejsze niż trójki innych. Z drugiej strony akt uniewinnienia wart był każdej ceny.
- Czy ktoś ma jakieś pytania??? – spytał się na koniec Lord William.
- Dla mnie wszystko jest jasne. Potrzebuję tylko kilku dodatkowych informacji. Jak rozumiem król został otruty. Wiadomo coś o tej truciźnie? Prosiłbym też o jakieś poufne informacje dotyczące osoby Lorda Jamesa.
 
wojto16 jest offline  
Stary 14-08-2008, 18:00   #3
 
Hanibal's Avatar
 
Bądź cicho, nie krzycz, nie daj im satysfakcji. - pomyślał gdy strażnik brał zamach do pierwszego uderzenia. Może nie dostałbym takich cięgów, gdybym pierwszego dnia nie uderzył dowódcy. Kolejne uderzenie sprowadziło Edgara do parteru. Ciekawe ile im zapłacił ten chędożony hrabia? Kopalnia. To jest szansa, ucieknę stamtąd, jeśli do tego czasu nie wyzionę ducha. Ostatni cios otumanił go całkowicie, próbował się zasłonić ale kajdany krępowały ruchy. Ból był wielki, wprost nie do opisania, zastanawiał się czy śmierć nie byłaby najlepszym rozwiązaniem. Na wejście trzech nowych osobników nie zareagował, było mu to obojętne. Dopiero gdy rozkuli kajdany zaczął rozglądać się po okolicy. Strażnicy mieli nietęgie miny. Nagle zrozumiał, ludzie hrabiego odgrywają tę scenę aby zabrać go na jego dwór, De Mimsy chciał zemsty. Wyprowadzono go z celi. Po chwili usłyszał głos, niski mężczyzna mówił coś do niego, stał blisko lecz głos dochodził jakby z oddali. Lekarstwem na taki stan fizyczny okazała się zimna woda. Oprzytomniał od razu, słowa mężczyzny, który przedstawił się jako Baltazar sprawiły, że w głowie Edgara zaczęły pojawiać się coraz to nowe myśli, plany i koncepcje. -Jeśli jest prawdą to co mówisz za wolość wykonam to zlecenie. - Gdyby był to jakiś podstęp po prostu ucieknę. - dodał w myślach.

Przez całą drogę nie odezwał się ani razu, nie miał ochoty na rozmowę, nie wiedział co go czeka. Zleceniodawcą miał być sam Lord William. Edgar wiedział kto to lecz nie przywiązywał do tego wagi. Uznał, że będzie musiał wykonać jakąś brudną robotę, niegodną podwładnych Lorda, nie wahał się, za wolność był w stanie zrobić bardzo dużo. Szczegóły miał poznać następnego dnia, teraz Baltazar zostawił go u zaprzyjaźnionego medyka, któremu nakazał doprowadzić go ,,do porządku”.

Następnego dnia Edgar wyglądał o wiele lepiej, miał siniaki lecz dzięki medykamentom nie czół bólu, wszystko też goiło się w zawrotnym tempie.
Baltazar wraz z kilkoma ludźmi o poranku zawitał pod dom medyka. Polecił połowie swego oddziału aby odeskortowali Edgara do zamku, a sam z resztą odjechał.
Zamek był ogromny i widać było, że mieszka w nim ktoś możny. Wszędzie pełno obrazów i drogocennych staroci. Priss spodziewał się, że Lord będzie trochę starszy jednak po rozpoczęciu uczty skupił się tylko na konsumpcji. Nie przejmował się tym co pomyślą inni osoby zgromadzone w tym miejscu, Lord potrzebuje go więc nie zwróci mu uwagi a reszta specjalnie go nie obchodziła.
Po skończonym posiłku Lord wstał i zaczął wygłaszać przemówienie. Edgar siedział najbliżej, miał dobry wgląd na pozostałych. Lustrował każdego po kolei. Sam wyglądem nie rzucał się w oczy. W tym samym momencie gdyby ktoś przyglądał się jemu ujrzałby chudego mężczyznę przed trzydziestką. Gdy ktoś widzi go po raz pierwszy uwagę przykuwają jego ogromne zielone oczy. Można by uznać go za przystojnego lecz cały efekt psuje uśmieszek pełen drwiny pojawiający się na jego twarzy za każdym razem gdy z kimś rozmawia.
Gdy Lord William zapytał o ewentualne pytania pierwszy zabrał głos wysoki mężczyzna. Powiedział, że wszystko jest dla niego jasne. Dla Edgara też było wszystko jasne, prawie wszystko.
- Moje wyposażenie.- powiedział do Lorda- mają klawisze, chociaż może już wszystko sprzedali. Potrzebuję mojego ekwipunku albo pieniędzy na nowy. Wolałbym mój chyba, że macie coś dla mnie…
 
__________________
War...War never changes

Ostatnio edytowane przez Hanibal : 14-08-2008 o 18:10.
Hanibal jest offline  
Stary 14-08-2008, 19:37   #4
 
echidna's Avatar
 
Nadia siedziała w karecie wykonanej z drogiego gatunku drewna. Miękka kanapa obita atłasem stanowiła idealne podparcie dla głowy, dzięki czemu kobieta mogła wygodnie się na niej rozłożyć i położyć nogi na kozetce po drugiej stronie powozu. „To jest życie” – pomyślała przeciągając się z zadowoleniem.
Mijała obskurne karczmy, w których co noc grała w kości, a z których potem uciekała czym prędzej, bo jej przeciwnicy nie byli zadowoleni z przegranej, a przecież ona wcale nie oszukiwała. Mijała targowiska na których każdego dnia kradła nie tylko by zaspokoić głód, ale także próżność i rządzę błyskotek, która charakteryzowała niemal każdą kobietę.
Przez całą drogę z uwagą obserwowała tych wszystkich ludzi, do których los nigdy się nie uśmiechnie: te biedne, brudne i zasmarkane dzieci, które taplały się w błocie, by za kilka lat stać się złodziejami podobnymi do niej, czy do setek innych rabusiów, którzy żyli w tym mieście; tych żebraków, którzy klęcząc pod świątyniami prosili o zapomogę; te tabuny hazardzistów i szulerów, którzy dzięki sprytowi i szybkości potrafili w ciągu jednej nocy zbić fortunę, by w ciągu następnej wszystko przerżnąć; te cycate i skąpo ubrane prostytutki, których jedynym skarbem było własne ciało, a i je musiały wyprzedawać, by zarobić na życie.
Mijała właśnie główny targ w mieście, gdy zobaczyła jak strażnicy pałują jakiegoś złodziejaszka po tym, jak gonili go za kradzież sakiewki możnej damy. „Dobrze mu tak” – pomyślała Nadia. – „W tym fachu przetrwają tylko najsprytniejsi”.
Niebawem zabudowania miejskie zostały daleko za nią, a ona wreszcie mogła nacieszyć się chwilą spokoju. Powóz łagodnie kołysał się na gościńcu, konie miarowo stukały kopytami o kamienistą drogę, w oddali słychać było szum wiatru wśród pól i lasów, a przez opuszczone atłasowe zasłony do wnętrza pojazdu wpadała delikatna pomarańczowa poświata zachodzącego słońca. „To jest życie”- powtórzyła w myślach Nadia drapiąc się po brzuchu.

Zabudowania rodowej siedziby lorda Williama widać było już z oddali. Schludnie wyglądający pałacyk ze strzelistymi wieżyczkami, otoczony połaciami zielonej trawy przywodził na myśl siedzibę króla, a przecież jego właścicielowi daleko było do tronu. O tym wiedzieli wszyscy. Nie umniejszało to jednak ani trochę wrażenia, jakie budowla wywarła na kobiecie.

Nadia siedziała spokojnie pałaszując półmiski z suto zastawionego stołu. Nie głodowała, w końcu sama na siebie zarabiała i potrafiła zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. „Nigdy nie wiadomo kiedy następnym razem przyjdzie ci jeść takie rarytasy” – pomyślała nakładając sobie na talerz jakiegoś małego ptaka w polewce. „Przepiórka? Smakuje jak łykowaty kurczak. Nie rozumiem czym się zachwycają ci bogacze." – stwierdziła w myślach dziwiąc się serdecznie.
Przez cały czas miała wrażenie, że znajdujący się wokół niej ludzie uważnie jej się przyglądają. Doskonale wiedziała dlaczego i wcale jej się to nie podobało. Za każdym razem, gdy znalazła się w nowym towarzystwie wzbudzała sensację, uśmiechy, a nawet drwiny ze strony obecnych. Powodem był oczywiście jej wygląd.
Niektórzy szaleni ludzie nazywali ją ładną dziewczyną. Inni, równie, a może jeszcze bardziej niezrównoważeni, mięli tyle odwagi, lub raczej byli na tyle głupi, by na głos cisnąć uwagę na temat jej wyglądu. Najwięcej było jednak takich, którzy szeptali do siebie wzajemnie spoglądając na nią wymownie, jednak nie śmieli powiedzieć tego głośniej. W sumie wszystkim im trudno się było dziwić. W końcu nie każdego dnia miało się okazję spotkać podobną personę.
Włosy Nadii były kręcone, a przy tym białe jak mleko, jej skóra przywodziła na myśl jasny pergamin, ale to jej oczy wywoływały zawsze najwięcej sensacji. Krwistoczerwone tęczówki niektórych przerażały, innych wprawiały w osłupienie, a jeszcze innych w zachwyt, nikomu jednak nie pozwalały przejść obok kobiety obojętnie.
Reszta jej wyglądu stanowiła jedynie dopełnienie: długie skórzane spodnie, wysokie buty z klamrami, płócienna koszula zawiązana tuż pod biustem, a przede wszystkim srebrny wisiorek z ametystem przedstawiający uskrzydloną postać. Wszystko to sprawiało, że gdziekolwiek Nadia się pojawiła, wzbudzała poruszenie.

Lord William zabrał głos. Mówił długo, a gdy wreszcie wyjawił cel całej wyprawy Nadia zaczęła się poważnie zastanawiać jak on sobie to właściwie wyobraża. Po jakimś czasie zakończył swój wywód. Pierwszy odezwał się wysoki mężczyzna, zaraz po nim zielonooki chudzielec o drwiącym uśmieszku.

- Ja się tylko zastanawiam jak wasza lordowska mość wyobraża sobie całą akcję - odezwała się wreszcie. - Ja (gdybym wysłała skrytobójcę, by zabił króla) zaraz po wykonaniu przez niego zadania zabiłabym go po pierwsze po to, by mu nie płacić, po drugie żeby pozbyć się świadków. To mogą być tylko moje dziwaczne rozważania, ale co jeśli i Lord James wpadł na ten pomysł?
 
__________________
W każdej kobiecie drzemie wiedźma, trzeba ją tylko w sobie odkryć.

Ostatnio edytowane przez echidna : 16-08-2008 o 23:49.
echidna jest offline  
Stary 15-08-2008, 11:35   #5
 
Vivan's Avatar
 
Emily siedziała w karczmie pod nazwą „śliski węgorz”. Jak co dzień można było tam zastać wyłącznie ludzi jej pokroju. Osoby, które miały konflikt z prawem. Złodziei, bandytów, zabójców a nawet zboczeńców, których w całej dzielnicy gnębiono. Emily była przyzwyczajona do takich ludzi, gdyż wychowała się tam i sama nawet była złodziejem. I to bardzo dobrym w swoim fachu. Ludzie mieli do niej szacunek jak stwierdziła Emily gdyż bali się jej bo wszędzie było słychać o jej bezwzględności.

Kobieta siedziała spokojnie w rogu Sali sama przy stoliku popijając najlepsze wino serwowane w karczmie kiedy nagle w drzwiach stanął obcy dla tego miejsca człowiek. Ze zniesmaczonym wyrazem Twarzy rozejrzał się po karczmie aż wreszcie jego wzrok skupił się na Emily. Ruszył szybkim krokiem w jej kierunku. Z początku Emily była zaskoczona a jednak też zaciekawiona kimże jest ten człowiek i czego od niej chce jednak kiedy bez słowa usiadł przy jej stoliku zaciekawienie zamieniło się w złość.

Bezczelny typ, nawet w tej klasie społecznej jakieś maniery obowiązują i każdy wie że należy się ich trzymać – pomyślała kobieta.
Mężczyzna wybełkotał o pracy dla Lorda Wiliama patrząc prosto na nią jednak, gdy kończył zdanie spuścił wzrok patrząc na pusty stół.
Kobieta chcąc zyskać pieniądze miała się wstawić się nazajutrz na zamku Lorda.
Mężczyzna widząc iż Emily nie zamierza powiedzieć żadnego słowa ani jej mina nie wyrażała żadnych Emocji wyszedł z karczmy.

Dziewczyna do późnego wieczora siedziała zastanawiając się do czego właśnie ją potrzebuje Lord Wiliam. Z pewnością nie może to być proste, ani również głośna misja. Może być nawet potajemna jeśli potrzeba mu takich ludzi. Ale skoro sam Wiliam chce żeby coś dla niego zrobiono powinno to być wysoko cenione a trochę kasy by się przydało. Może akurat zdobędę coś po raz pierwszy nie kradnąc?? – myślała Emily po czym stwierdziła, że nic jej nie zaszkodzi iść do zamku i spróbować wykonać zadanie od Lorda.

Emily wiec poszła do swego pokoju gdzie spędziła noc aby wypocząć a z samego rana ruszyła do Zamku. Budowla wyglądała z zewnątrz wspaniale. Zadbany ogród i Zamek. Gdy weszła do środka jej wrażenia nie zmieniły się. W Sali do której ją skierowano był zastawiony syty stół, a wokół niego siedział już człowiek którego spotkała w karczmie i kilku innych ludzi z jej poziomu społecznego. Więc potrzebuje więcej takich ludzi–pomyślała, po czym usiadła. Gdy zjawił się Lord wyjaśnił iż teraz wycofać się nie można i powiedział czego od nas oczekuje.

Teraz wszystko stało się jasne. Chcąc znaleźć zabójcę króla nie dał by rady zrobić tego ze strażą. Nikt by nic nie powiedział. - pomyślała.

Emily wiedziała że nie będzie to taka łatwa sprawa… Jednak zrobi to. Nie dlatego że Lord zabronił się wycofać. Dla sprawdzenia samej siebie i honor jej nie pozwalał zrezygnować. Udając obojętność dla sprawy i nie pytając o nic Emily siedziała dalej na swoim miejscu przyglądając się pozostałym członkom wyprawy.
 
__________________
Bogowie wiedzą, że śmierć jest nieszczęściem. Inaczej chętnie umieraliby sami.
Vivan jest offline  
Stary 16-08-2008, 16:51   #6
 
Kraven's Avatar
 
Napisał Kraven
Vagnez postawił wszystkie swoje oszczędności na tą ostatnią kolejkę, od samego początku szczęście mu dopisywało... Zarobił pokaźną sumkę od kilku bandziorów, co sprawiło, że na ich listach osób którzy powinni już dawno leżeć pod ziemią, skoczył parę szczebelek w górę. Gra toczyła się o ciężką kasę i nie mógł sobie pozwolić na jaki kol wiek błąd. Dostał najgorsze kary jakie można mieć, nie miał nic, blefował...

- Podbijam kolejne pięćdziesiąt srebrników – na twarzy Vagneza pojawił się wymuszony uśmiech próbujący zmylić przeciwników.
- Wchodzę – rzekł Mikołaj uważnie przyglądając się mężczyźnie, jakby chciał wyczytać w jego myślach, jakie karty ma jego rywal. Obaj mężczyźni dorzucili po pięćdziesiąt srebrnych monet.
- Wymieniam jedną – Mikołaj pociągnął kartę, jego przeciwnik to samo zrobił. Zostali tylko oni, reszta graczy już odpadła.

Jak ja kocham to chędożone szczęście, w końcu jakaś karta... No Mikołaj to nie jest twój dobry dzień... - Vagnez popatrzył w twarz przeciwnika nie zdradzając żadnych emocji – Sprawdzam...
Mężczyzna rozłożył na stole po kolei, dychę, waleta, królową, króla i asa, miał strita.
- No mój przyjacielu, dziś nie był to twój szczęśliwy dzień
- Mężczyzna z uśmiechem na twarzy złapał za całą pulę i zaczął przyciągać ja do siebie...
- Zaraz, Nie tak prędko, ty masz tylko Strita, a ja mam – Mikołaj położył na stole, dwie dwójki i trzy ósemki.
- Fula – Mężczyzna cicho wydusił z siebie te słowa, postawił na tę partię wszystkie swoje oszczędności a nawet życie i przegrał...
- Przegrałeś chłopcze, raz jest się na wozie, a raz leży po nim, życie... Mam nadzieję ze szybko spłacisz zaciągniętą dzisiaj pożyczkę?, bo musiałbym użyć pewnych środków, których obaj nie chcemy...
- Oddam dług, nie musisz się niczym przejmować, nigdy cie nie zawiod...
- I mam taką nadzieję, nie zawiedź mnie chłopcze, znamy się trochę więc będę wyrozumiały dla ciebie,masz czas do następnej pełni... - mikołaj przerwał Vagnezowi w pół zdania, po czym wstał od stołu i oddalił się, a jego wygraną zajoł się jeden z jego sługusów...
- Kurwa... - Vagnez walną pięścią w stół. Kolejny dług i to teraz u samego Zierniewko, do następnej pełni pozostało szesnaście dni i tyle mam czasu, bo inaczej będę spać z rybkami na dnie kanału, Kórwa jego mać, chędożone karty, chędożony Zierniewko, jestem największym idiotą jaki widział ten jebany świat... Zierniewko nie jest byle kim, trzeba z nim uważać... Muszę szybko zdobyć tę kasę, dwa patyki kurwa w dwa tygodnie, to nie wykonalne...

Vagnez wyszedł z knajpy, był zły na wszystko, a najbardziej na siebie i swoją głupotę...- Kurwa!! - Krzyknął Vagnez kopiąc kamyk.... kamyk zatrzymał się pod butem parszywego elegancika, Vagnez nie miał teraz ochoty na żadną zaczepkę.
- Mam kurewski dzień więc radzę zejdź mi z drogi nieznajomy...
- Interesy źle idą?? – Zapytał jak by byli starymi znajomymi.- Po minie widzę, iż niestety nie za dobrze, wręcz kiepsko! Vagnezie! Wszystko się może zmienić!
- A niby kórwa jak?..
- Przyjdź jutro do dworku Lord Wiliiam`a, to wszystkiego się dowiesz, nagroda jest warta twojego zapału, Lord potrafi sowicie się odwdzięczyć za twe usługi...
- Dobra przyjdę, ale żeby było to warte mojego zapału jak mówisz... Mężczyzna oddalił się bez słowa pożegnania w swoją stronę idąc uliczkami dzielnicy biedoty, mijając uliczne kurtyzany, których nie chwycił by się nawet ślepy pies. Vagnez rozmyślał na słowami Elegancika, cóż takiego sam Lord William chce odemnie, co mi szkodzi wpaść i zobaczyć w czym problem... Noc tą spędzę u Carmen, kiedyś obronił jej dziewczynki przed za dużo sobie pozwalającymi bydlakami, a ona potrafi się odwdzięczyć. Carmen była najsłynniejszą panną w Mieście, z jej usług korzystała największa elita i on również... No przypuszczam iż da mi za darmo, ale zawsze można spróbować... Następnego dnia Vagnez stawił się na dworze Lorda Williama, straże przepuścili go od razu, jakby wiedzieli że ma przyjść. Gdy wszedł do sali jego oczom ukazał się pięknie nakryty stół z jedzeniem, przy którym zasiadał sam Lord William, elegancik i paru innych gości jego pokroju, jedną osobę już zna, Emili, było głośno o tej kobiecie w jego kręgach, jeśli ona tu też jest to Lordzik ma poważny problem... Był wysoki, maił długie czarne włosy opadające na ramiona i szary płaszcz na sobie, płaszcz był stary, ale no go lubił, nosił ciężkie skórzane buty, czarne spodnie i czarną koszulę i jak zwykle był ostatni, już wszyscy na niego czekali... Młody mężczyzna zajął jedno wolne miejsce i zabrał się do jedzenia, na ramieniu siedział mu czarny kruk, który ze smakiem dziobał winogrono.

Po skończeniu posiłku, głos zabrał Lord, poinformował ze jeśli ktoś chce to może zrezygnować, bo potem już nie będzie odwrotu. Lord kazał im odnaleźć zabójce króla płacąc pokaźną sumkę, prawie na dług u Mikołaja będzie, kilka osób miało parę pytań odnośnie zadania, Vagnez słuchał wypowiedzi wszystkie odnośnie zadania...Słuchał uważnie.
 
__________________
Wolałbym żyć życiem krótkim, ale w chwale, niż długim, ale w zapomnieniu... bo ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później, żyją wiecznie w ich towarzystwie...
Kraven jest offline  
Stary 16-08-2008, 22:24   #7
 
Lord Artemis's Avatar
 
I tutaj jest właśnie problem!! – Rzekł William patrząc prosto na Nadię... – Widzicie, Rada Królewska prowadziła śledztwo... Jednak służący mający akurat służbę w momencie, gdy dokonano zamachu na króla zginęli... Jeden po prostu zniknął inny rzekomo popełnił samobójstwo... Tuż po śmierci Króla dwóch najwyższych strażników, Jamesa zwolniono, po czym kilka godzin później obydwaj zrezygnowali z pobytu na tym świecie. Tak to wygląda... Rada królewska jest opłacona przez Jamesa i raczej nie będą prowadzić zbyt dokładnego śledztwa... Za pewne pieniądze przyjmą swoją wersję, jaką im się poda.. Niestety każdy ma swoja cenę... Niestety samo opłacenie członków rady niewiele mi pomoże! Muszę mieć dowód... A czy wy myślicie, że James nie próbował zabić tego zabójcy?! Hah! Praktycznie od razu... Ten jednak uciekł, następnie rozeszło się to i James nie zdobył tym popularności u zabójców z jego regionów... Jego właśni ludzie nie za bardzo chcieli pomóc ponieważ bali sie iż sami skończą podobnie, dlatego zabójca uciekł... I tylko tacy ludzie jak wy możecie go odnaleźć, wy jesteście nadzieją...
James na pewno ciągle szuka zabójcy, lecz ma ograniczone pole manewru... W pewnym sensie sam sobie przeszkodził.. Musi załatwić tego człowieka, ponieważ ten posiada informacje obciążające go!. Taki jest fakt... Zabójca, któremu zapewni się ochronę i pieniądze zacznie mówić... Ochroną będziecie wy! Pieniądze to moje zmartwienie.. A co do pańskiego pytania
-zwrócił się do Dagona- James jest kim jest.. Bezwzględnym i podstępnym człowiekiem , który nie zawaha się przed niczym.. Jeżeli nie może zdobyć czegoś pieniędzmi- pieniędzy tych ma sporo. Stara się zdobyć to siłą... Jest głównym pretendentem do tronu... Zależy mu na władzy... Zwodzi ludzi kłamstwami i obietnicami, wykorzystuje wszystkich do własnych celów... Jest młody, ma dopiero ponad dwadzieścia wiosen na karku... To inteligentny i silny człowiek o bardzo przerośniętym Ego... Cóż więcej mogę powiedzieć??- Zapytał jakby sam siebie..- Co do trucizny?.. Hmm... Król nie posiadał żadnych ran kłutych... Lekarz stwierdzający zgon wyjechał w pilnej sprawie, więc nie wiemy nic... Podejrzewamy, iż był to tzw „Czarny Lotos”*... Nie wiemy, kto sprzedaje i gdzie tą truciznę... Niestety....

-Co do pańskiego Ekwipunku Panie Edgarze... Hrabia wydał strażnikom pozwolenie na grabież pana rzeczy pod warunkiem, iż dadzą Panu porządne Lanie... – Lord sięgnął do kieszeni i wyciągnął malutkie zawiniątko.- Tutaj jest trochę pieniędzy na nowe wyposażenie... Miecz, łuk i tego typu sprawy może pan otrzymać z naszej zbrojowni...

Lord William poczekał jeszcze chwile na ewentualne pytania i wzniósł puchar z winem mówiąc- Za naszą sprawę!! – Po czym łyknął zdrowo i skinął na sługusów.- Moi ludzie odprowadza was do wspaniałych komnat przygotowanych specjalnie dla was gdzie wypoczniecie i przemyślicie całą sprawę. . Mam nadzieję, iż jutro rozpoczniecie poszukiwania... Potem dajcie mi znać, co odkryliście... Bardzo zależy mi na pomyślnym rozwiązaniu tej sprawy.... Nie wiem czy będziecie zdobywać informacje na własna rękę czy wszyscy razem.. Nie interesuje mnie to.. Macie mi doprowadzić zabójcę!! Pieniądze otrzymacie po wykonaniu zadania, a za taką sumę zapewne każdy z was będzie mógł poszaleć do woli!! Mam szczerą nadziejęiż z rana wyruszycie na poszukiwania... A teraz żegnam..- Rzekł, po czym wstając szybko ruszył w kierunku drzwi Sali jadalnej, tuż za nim szybkim krokiem podążał Baltazar...

******************* *************** *************
Komnaty, w których ulokowani zostali bohaterowie były istnie królewskie... Ogromne łóżka i pokoje pełne malowideł i świeczników, złote przedmioty i obrazy wiszące na ścianach... to było cudowne przeżycie, które niestety miało się więcej nie powtórzyć i zakończyło się poranną pobudką służących wnoszących wspaniałe śniadanie, które wprowadzało we wszystkich nowe życie...



**************** **************** ***********

*Czarny lotos- Substancja pochodzenia roślinnego, działająca jako środek usypiający... Podana w większej ilości, najczęściej na śluzówki bądź do dróg oddechowych wchłania się niezwykle szybko powodując zatrzymanie akcji serca w fazie rozkurczu, zabijając zainfekowana osobę w około 10 sek... Dostępny na czarnym rynku, używany do obezwładniania bądź eliminacji osób
 
__________________
Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...
Lord Artemis jest offline  
Stary 16-08-2008, 23:16   #8
 
Vivan's Avatar
 
Emily siedziała wpatrując się w Lorda, jego poddanych i od czasu do czasu spoglądając na Towarzyszy. Wyczuwała, iż reszta ma większe zainteresowanie sprawą niż ona, bądź pozostali po prostu nie kryją swoich emocji. Wszystko co mówił Wiliam dla Emily miało sens. Zaczęła nawet uważać, że Lord Wiliam słusznie podejrzewa Jamesa.
Jest on bliżej spokrewniony z rodem królewskim stąd po śmierci króla gdyby nie wyjawiono żadnych sprzeciwów ani dowodów które przeszkodziły by mu w objęciu tronu został by on królem. Chcąc zataić swoją zbrodnię zabił wszystkich świadków. Wszystkich… za wyjątkiem zabójcy. Zabójcę ciężko zabić, to właśnie oni wiedzą o tym najwięcej stąd możliwość ucieczki przed Lordem Jamesem. Zabójca może się ukrywać ale nie w nieskończoność, jest pewny, że Lord go szuka aby dokończyć swoje dzieło zbrodni. Ochrona dla niego i pieniądze mogły by sprawić, iż coś powie. Jednak czemu miałby nam zaufać?? Zawsze możemy się podawać za tych „dobrych” a naprawdę też chcieć go zabić. Z drugiej strony Lord James będzie miał problem ze znalezieniem ludzi którzy odszukają mordercę gdyż wtedy musiał by również zabić wszystkich którzy o tym wiedzą. – tak rozmyślając Emily przysłuchiwała się słowom Lorda Wiliama. – Jeśli James jest naprawdę taki jak go opisuje Wiliam Bezwzględnym i podstępnym człowiekiem , który nie zawaha się przed niczym, może nie dawać za wygraną i ciągnąc dalej swoje kłamstwa i zbrodnie. Więc jest jeszcze nadzieja że popełni on sam jakiś błąd, który naprowadzi nas na trop….. trucizna… czarny lotos… hmmm… któż by używał tej trucizny?? Trzeba popytać wśród znajomych może ktoś będzie wiedział więcej na ten temat… nie mało ludzi, którzy zawsze wszystko wiedzą pierwsi i to jeszcze przed faktem więc może coś da się zrobić.

Emily wzięła łyk wina tuż po toaście Lorda Wiliama, po czym udała się do wskazanej komnaty. To co zobaczyła wewnątrz oszołomiło ją bardziej niż samo wejście do zamku. Purpurowy delikatny dywan, który uginał się lekko pod stopami dziewczyny, ściany ozdobione różnymi obrazami i wszystkich wielkości, przedstawiały cudowne widoki oraz portrety ludzi, jak Emily się domyślała byli to członkowie rodziny królewskiej. N szafkach porozstawiane i zapalone złote świeczniki… było ich tak wiele, że pokój wydawał się oświetlony jak przy świetlistym poranku. Łóżko, na którym Kobieta miała spędzić noc było prawie tak wielkie jak cały pokój w karczmach, w których ostatnio spędzała czas a przy tym miękkie i pościele tak delikatne że aż chciało się na nich leżeć.

Oczarowana Emily położyła się zatem do wygodnego lóżka i rozmyślała jak zdobyć informacje. Jakiekolwiek z początku, wiedziała, że jeśli zaczepi się już choćby najmniejszego szczegółu wszystko pójdzie lepiej, zwłaszcza, że informacji tych szuka pięć osób. W takich właśnie rozmyślaniach Emily pogrążyła się we śnie tak twardym jakiego nie doznała w zasadzie od dziecka….

Nad rankiem Emily obudził cichy chód służących którzy nieśli obfite a zarazem smaczne śniadanie. Emily jadła spokojnie jakby nigdzie się nie śpiesząc. Kiedy jej żołądek był już nasycony i dziewczyna wiedziała, że więcej zjeść już nie będzie w stanie odeszła od stołu. Kiedy wszyscy zjedli zwróciła się go nich:

Jestem Emily, może ktoś już coś słyszał na mój temat, jednak nie jesteśmy tu aby mówić o mnie czy o kimś z was. Nie będę mówić wam co macie robić ani nie będę bawiła się w przywódcę. Mam jednak propozycję dotyczącą dzisiejszego dnia. Każdy z nas ma swoich zaufanych ludzi i każdy z nas mógłby dziś odwiedzić starych znajomych szukając informacji. Jeśli zadanie ma się powieść myślę że na razie trzeba popytać wśród swoich, potem połączyć siły i razem coś zdecydować. Mam wrażenie że Lord nie wybrał nas przypadkowo i każdy jest potrzebny. Zatem powtarzam jeszcze raz… Ja idę poszukać informacji wśród swoich wieczorem proponuję spotkanie przed bramami zamku. O zachodzie słońca. Wtedy porozmawiamy i coś ustalimy.


Dziewczyna rozejrzała się po wszystkich twarzach po czym odwróciła się i ruszyła w swoją stronę w poszukiwaniu informacji na temat zabójcy i czarnego lotosu, który może naprowadzić ją na jakiś trop.
 
__________________
Bogowie wiedzą, że śmierć jest nieszczęściem. Inaczej chętnie umieraliby sami.
Vivan jest offline  
Stary 17-08-2008, 10:40   #9
 
wojto16's Avatar
 
Otrzymane informacje na temat lorda Jamesa nie satysfakcjonowały go. Takiego opisu charakteru właśnie spodziewał się po lordzie Williamie. Poza tym opis ten mógł odnieść się nie tylko do samej osoby Jamesa, ale również do Williama.
„Obaj byli najmocniejszymi pretendentami do tronu i obaj mieli w takim razie powód do zamordowania króla. William twierdzi, że cała rada została przekupiona przez Jamesa. Jeśli to prawda w takim razie śmierć króla jest mu dziwnie bardzo na rękę. Podejmuje zdecydowane działania polegające na wynajęciu kilku wyrzutków społeczeństwa, których zadaniem jest przeprowadzenie tajnego śledztwa w tej sprawie. Mówi o tym, że James próbował zgładzić zabójcę, ale mu się nie powiodło, bo zabójca głupi nie był. A może to William wykorzystuje nas do odnalezienia zabójcy, którego nie udało się pozbyć? Dzięki takim działaniom zyska w oczach rady i zostanie uznany za niewinnego. My w tym czasie pozbędziemy się zabójcy i zdobędziemy fałszywe dowody winy Jamesa. Bardzo sprytny plan. Z drugiej strony możesz mówić prawdę i winny jest James. Za wcześnie żeby to osądzać.”
- Za naszą sprawę – zawtórował królowi podnosząc do góry kielich i wychylając go jednym haustem. Odstawił go na stół i uśmiechnął się dziwnie spod kaptura patrząc uważnie wprost na lorda,
„Podjąłem się tego zadania i wskażę winowajcę za wszelką cenę nawet, jeśli to miałbyś być ty. Szczerze mówiąc nawet na to liczę. Wówczas czeka nas wielce pasjonująca gra, którą ostatecznie wygram ja.”

Wziął swoją sakiewkę ze stołu i schował ją pod płaszczem. Swobodnie ruszył za sługusami, którzy zaprowadzili go do jego komnaty. Po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni dane mu było zasnąć w królewskiej komnacie. Pierwszym, co rzuciło się w oczy było ogromne czerwone łoże z baldachimem i liczne obrazy przedstawiające wcześniejszych mieszkańców zamku. Zimną, kamienną podłogę pokrywał ogromny wełniany dywan. Było kilka dużych okiennic, za którymi roztaczał się widok na całe miasto. Największe nawet domy, w jakich bywał wydawały się mniejsze niż zamki z piasku, a ludzie wyglądali z tej perspektywy jak mrówki. Ściany i sufit upatrzone były barwami rozmaitymi. Naszła go nawet myśl by ukraść kilka drogocennych przedmiotów z komnaty i odsprzedać je na rynku, ale ostatecznie zrezygnował z tego zamiaru. Kodeks honorowy zobowiązywał. Sypiał stosunkowo niedawno, ale z przyjemnością zagłębił się w niezwykle miękkie łoże. Zasnął niemal natychmiast.

Obudziły go mocne szturchnięcia. Zaspanym wzrokiem spojrzał na królewskiego sługę, który z uśmiechem powiedział:
- Śniadanie.
- Ludzie. Nie dość, że mi marnym groszem płacicie to jeszcze wyspać się nie dajecie – odpowiedział zaspanym głosem, ale zwlókł się z łóżka. Śniadanie było dość proste, ale również dość smaczne. Mały bochenek chleba, kawał jakiegoś mięsa, odrobina miodu i kufel piwa, którym popił całe skonsumowane śniadanie. Wtedy właśnie jedna z jego towarzyszek przedstawiła się jako Emily i opowiedziała o swoim planie wedle, którego mieli skorzystać ze swoich kontaktów w celu zdobycia informacji.
- To tak samo oczywiste jak to, że proces oddychania jest niezbędny do życia. Zwę się Dagon LaTauri żeby była jasność. Ja znam wielu bogatych kupców, którzy bywali na zamku lorda Jamesa. Ktoś z nich powinien mieć informacje na temat tego gdzie można zdobyć ten czarny lotos. W takim razie do zobaczenia.
Opuścił komnaty i wpierw wstąpił do zbrojowni skąd za pozwoleniem kwatermistrza wyniósł długi miecz z pochwą i sztylet, który ukrył pod płaszczem. W zbrojowni jeszcze wyciągnął miecz, wykonał kilka syczących młyńców i kilka szybkich cięć w celu sprawdzenia czy aby nie wyszedł z wprawy. Następnie nie widząc żadnych przeszkód opuścił zamek. Wiedział, że kupiec Volian bywał na zamkach wszystkich lordów i posiadał szerokie informacje o czarnym rynku. Póki, co był jedyną znaną mu osobą, która mogła przekazać mu odpowiednie informacje przydatne w zakończeniu śledztwa i wskazania winnego zamachu na króla. Kupiec w tym czasie musiał przebywać albo na targowisku, albo w swoim domu. Dagon wpierw udał się na targ. Postanowił, że jeśli tam go nie znajdzie wstąpi do jego domu, choć Volian raczej nie będzie rady z tego faktu.
 
wojto16 jest offline  
Stary 20-08-2008, 17:06   #10
 
Kraven's Avatar
 
Vagnez siedział cierpliwie przy stole zajadając wytrawnie przyrządzone i podane dania. Nie zaliczał się do społeczeństwa szlacheckiego, ale jakiekolwiek pojęcie o dobrych manierach miał. Zastanawiało go tylko po co tyle widelców i łyżek w komplecie sztućców, wziął odkroił kawałek baraniny, nałożył łyżkę ziemniaków i przystroił to wszystko jakąś sałatką warzywną. Jedzenie było wyborne i prawdopodobnie ostatni raz miał przyjemność zakosztować takich delicji. Jego kruk Beau, siedział na jego ramieniu i zajadał winogrona, które Pan mu podawał od czasu do czasu. Po kilku członkach tej wystawnej kolacji widać było że naprawdę są zainteresowani całą sprawą. Jeśli to co mówi William to prawda to trudno będzie nam znaleźć tą kanalie, czarny Lotos to jedyna nasza poszlaka, najpierw trzeba znaleźć tego kogoś, kto był w stanie przygotować taką miksturę, Czarny Lotos to nie byle wywar, potrzebne są rzadkie składniki, a i przyrządzenie też jest skomplikowane...krąg nam się zawęża do paru alchemików...
W końcu Lord William uniósł puchar i przemówił.
- Za naszą sprawę!! - Po czym łyknął zdrowo i skinął na sługusów.- Moi ludzie odprowadza was do wspaniałych komnat przygotowanych specjalnie dla was gdzie wypoczniecie i przemyślicie całą sprawę... Mam nadzieję, iż jutro rozpoczniecie poszukiwania... Vagnez pogrążył się zamyśleniu nie zwracając uwagi na otoczenie, ...trzeba znaleźć Alchemika, jednymi podejrzanymi w tej sprawie mogli by być, królewski Alchemik Mortaciusz czy jakoś tak mu jest lub Lavender, typek z pod ciemnej gwiazdy, przyrządza niezłe kompociki i na pewno na tej truciźnie się zna, Mamy jeszcze Loszka, stary ma nie po kolei we łbie, ale jeśli chodzi o preparaty to nie ma sobie równych. Mogę się też mylić, może to być również ktoś z poza miasta, wtedy będzie trudniej... Psia mać, a na dodatek mój dług będzie mnie ścigać przez cały czas, muszę jakoś szybko się wzbogacić, bo coś mi mówi że ta sprawa może potrwać dłużej...

Po kolacji, Vagnez wziął największą kić winogron dla swojego pupilka po czym udał się za lokajem do pokoju gdzie miał spędzić noc, gdy wszedł jego oczom ukazał się widok komnaty sypialnej, którą nawet w snach nie mógłby sobie wyobrazić... no to rozumiem, chatę ma ten Lordzik pierwsza klasa... podłoga była wyścielona pięknie zdobionym dywanem w odcieniach kremowych, ściany pokryte seledynową farbom z wieloma obrazami przedstawiającymi rożne postacie, bitwy i pejzaże. Całe pomieszczenie oświetlało kilka świec umieszczonych w świecznikach, zrobionych całkowicie ze złota. Widać pan tego domu nie szczędził kasy, za taki jeden świecznik to mógł bym wyżyć przez pół miesiąca, u nie jednego pasera dostał bym za nie niezłą kasę, no ale matka zawsze powiadała "nie gryzie się ręki pana co ci jeść i schronienie nad głową daje"...
- Czy coś pan sobie jeszcze życzy? - Lokaj zapytał Vagneza i chwile odczekał
- Nie, niczego mi nie potrzeba... - Mężczyzna zdjął płaszcz, koszulę i dwa pasy z sztyletami, miał się już położyć do łóżka, kiedy nagle coś snobie uświadomił, nie brał kąpieli od dwóch dni, a nie grzecznie było by pakować się komuś do wyra, brudnym.
- Nie, czekaj, potrzebował bym zaznać kąpieli, muszę się zrelaksować i przemyśleć parę spraw – Vagnez zwrócił się do lokaja który już opuszczał pokój.
- Oczywiście, za pół godziny będzie wszystko gotowe, ktoś po pana przyjdzie by pana zaprowadzić do łaźni.
Vagnez był dobrze zbudowany, nie był barczysty, ale jego rzeźba ciała sama za siebie mówiła o jego sprawności fizycznej. Beau rozlokował się na gałęzi drzewka doniczkowego, które stał w jednym z rogów pomieszczenia i lekko zakrakał, dając znać swemu Panu, że chyba o czymś zapomniał.
- Przepraszam cię mój przyjacielu, jak mogłem o tobie zapomnieć, masz, jedz...
Vagnez podszedł i przewiesił przez gałąź kić winogron, następnie podszedł do okna i otworzył je szeroko, widok na całe miasto zapierał dech w piersi.

Pół godziny minęło bardzo szybko i do drzwi ktoś zapukał. Mężczyzna otworzył i ujrzał w progu młodą, piękną pokojówkę.
- Kąpiel już gotowa, proszę za mną...
- Z przyjemnością – odparł i podążył za śliczną dziewczyną. Łaźnia mieściła się piętro niżej na końcu korytarza, była wielka, cała z marmuru z podgrzewanym basenem kompilowanym, u samej góry był nie wielki otwór przez który wydostawała się gorąca para. Pomieszczenie było oświetlone takimi samymi świecznikami, cienie rytmicznie tańczyły na ścianach, cały ten obraz tworzył magiczną atmosferę romantyzmu... Vagnez nie mógł oderwać wzroku od pięknej dziewczyny, miał słabość do kobiet... Chciał jej już zaproponować wspólną kąpiel, ale zdążył ugryźć się w język...

Wykąpał się szybko i rozmasował obolałe mięśnie. Leżał w wodzie jeszcze przez chwilę rozmyślając nad jakimś planem działania, do kogo by się udać najpierw, pierwszym na mojej liście jest Levander, siedzi całymi dniami w swojej pracowni więc nie trudno będzie go złapać... Gdy wrócił do pokoju jego pupilek już spał, noc była ciepła więc zostawił otwarte okno. Łóżko było wyścielonym miękką i delikatną w dotyku pierzyną,przykryte aksamitnym, szkarłatnoczerwonym, kocem. Sen od razu go dopadł.

Na nazajutrz zbudziła go, ta sama śliczna pokojówka informując że śniadanie już podane do stołu... Miał znów nie odpartą ochotę poznać ją głębiej... Gdy zeszedł na dół, do tej samej sali co wczorajszego wieczoru, większość już siedziała przy stole. Początki nie były łatwe, ale jakoś to poszło i rozmowa ruszyła, każdy po kolei się przedstawił. Emilii już znał, z jego kręgów chyba nie było osoby która, nie słyszała by o jej wyczynach i temperamencie. Była równie piękna co nie bezpieczna. Teraz przyszła kolej na niego.
- Zwą mnie Vagnez i przyszło nam pracować razem, każdy z nas ma już ułożony plan działania... Ja udam się do kilku zaprzyjaźnionych osób od alchemii, któryś powinien coś wiedzieć, co może nam się przydać, a przynajmniej może się dowiem, czy w ostatnim czasie ktoś nie robił zapasy na specyficzne odczynniki z których dało by się przyrządzić truciznę... Tak jak powiedziała nasza koleżanka – Wagnez zatrzymał wzrok na Emilii - jestem za, aby spotkać się u Lorda Williama wieczorem o zachodzie słońca... Po śniadaniu każdy z osobna udał się rozpocząć, realizacje powierzonego im zadania.
 
__________________
Wolałbym żyć życiem krótkim, ale w chwale, niż długim, ale w zapomnieniu... bo ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później, żyją wiecznie w ich towarzystwie...
Kraven jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172