Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-12-2008, 18:24   #1
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
[Autorski] Lotr:Ithilien

Minas Tirith, rynek

Zbyslav

Dzień był upalny lecz mimo to na rynku panował zwyczajowy ruch. Na drewnianym podeście w centrum tego placu stał herold ze swoją zbrojną świtą i czytał głośno:
„Każdy, kto posiada doświadczenie w bojach oraz działania w lasach, szczególnie w Ithilien winien zgłosić się do koszar i zostać przygotowanym do wcielenia do nowych oddziałów Rangerów Faramira, syna namiestnika Denethora.”
Minas Tirith, uliczka
-Łap go! – krzyknął jeden z rycerzy do swojego ziomka który ruszył galopem za uciekającym mężczyzną w czarnym płaszczu. Pędzili konno wąskimi uliczkami, to tu, to tam przeskakując skrzynki czy też rozpędzając idących ludzi. W końcu rycerz dogonił uciekającego mężczyznę i celnym kopniakiem strącił go z konia.
-Mam cię … wreszcie – powiedział jeden z nich i odetchnął. Mężczyzną leżącym na ziemi był jeden z okolicznych wędrowców którego nie było stać na pobyt w gospodzie i musiał uciekać.
-Tu jesteś ! – krzyknął drugi rycerz wyjeżdżający zza rogu na brązowym koniu.
- Mamy zabrać go do koszar, tak ? – zapytał ten który złapał uciekiniera. Drugi kiwnął głową i odjechali prowadząc więźnia między sobą. Po kilkunastu minutach dojechali do koszar. Rycerze zeszli z koni i wprowadzili mężczyznę do środka. Tam usiedli za stołem naprzeciw stojącego więźnia i rozpoczęli przesłuchanie.
-A więc, co sprowadza cię do miasta ? – zapytał przesadnym tonem pierwszy
-Słyszałem, że Ithilien jest zagrożone, chciałem się przyłączyć do drużyny która miała tam wyruszyć. Mieszkam tam, zwą mnie Zbyslav.

Minas Thirit, karczma

Cathalan

-Przyniosłem panu śniadanie. – powiedział karczmarz i wyszedł z pokoju. Siedział tam młodzieniec o czarnych włosach. Przysunął do siebie tackę i zaczął jeść. Gdy już miał wstawać do pokoju wbiegł zdyszany mężczyzna i zaczął mówić szybko i niewyraźnie
-Odkryli naszą kryjówkę, wiedzą kim jesteśmy, złapali już prawie wszystkich, jadą tu !! Musisz uciekać …
-Co?! Mów wszystko, po kolei - odpowiedział mu zaskoczony młodzieniec i wysłuchał opowieści jak strażnicy rozgromili grupę złodziei za miastem, jak ktoś z ocalałych wydał wszystkich jej członków i o tym, że teraz jadą po niego. Gdy tylko przybysz skończył mówić młodzieniec wypadł z pokoju i wybiegł z karczmy rzucając karczmarzowi kilka złotych monet na blat. Biegł tak szybko jak potrafił. Od czasu do czasu chował się przed rycerzami jadącymi przez miasto. Gdy dotarł do rynku próbował znaleźć kogoś ze swoich przyjaciół gdyż nie miał gdzie się ukryć. Jednak nie dostrzegł nikogo. Dosłyszał za to wypowiedź herolda. W chwilę po tym na rynek wjechali zbrojni przeszukując tłum. Nie mając chwili do stracenia pośpieszył w paszczę lwa – w stronę koszar. Wbiegł do nich i udając zainteresowanego słuchał co mówił do niego kapitan. Gdy ucichł odgłos koni i szczęku stali miał już wyjść lecz coś go tchnęło. Odwrócił się i podszedł do kapitana.
-Jak cię zwą ?
-Jestem Cathalan , nazywany też przez niektórych „Wrzód” .
Kapitan stłumił śmiech i zapisał go na listę.

Minas Tirith, koszary

Khanirus

Na tyłach koszar znajdowały się kwatery Rangerów. Tam też na strzelnicy szkolili Się kandydaci do służby w tych oddziałach. Dziś wyjątkowo odbywały się tu dodatkowe szkolenia dla kandydatów do misji w Ithilien.
-Świetny strzał – pochwalił jednego z uczniów dowódca Rangerów – Myślę, że nadawał byś się do tego, a wiesz, że każdy Ranger jest dziś na wagę złota. Jesteś jednym z najlepszych. Mam dla ciebię propozycję. Wiesz zapewne, że każdy Ranger dopiero po latach treningów musi przejść test. Ja mogę ci zaproponować go już dziś. Jeżeli powrócisz cało z misji do której Faramir szuka ludzi, zostaniesz Rangerem. – dokończył i odszedł.

Chwilę później

-Kapitanie, kapitanie ! – wołał do swojego nauczyciela ten sam wysoki młodzieniec który odbywał swój trening – Zdecydowałem się. Wezmę udział w tej misji.
-Świetnie. Idź do głównego holu w koszarach, tam zapisz się u kapitana Kithana.
Po tych słowach młodzieniec odszedł szybkim krokiem do holu w koszarach. Było tam kilka osób stojących w kolejce przed kapitanem. Stanął w kolejce a gdy przyszła jego kolej kapitan powiedział:
-Ach tak, mówiono mi, że przyjdziesz Khanirusie …

Minas Tirith, koszary

Lared

Na placu ćwiczebnym ćwiczyło kilkunastu młodych mężczyzn którzy mieli zostać wkrótce rycerzami. Jednemu z nich szło wyjątkowo dobrze. Nauczyciel, który od pewnego momentu obserwował go uważnie podszedł do niego i odprowadził od reszty.
-Jesteś dobry, ale musisz widzieć, że teraz nie zostaniesz rycerzem. Zbliża się wojna. Możesz zostać jedynie piechurem walczącym o Osgiliath lub broniący muru miasta. Jednak w tedy się zmarnujesz. Mogę postarać się wprowadzić cię do oddziałów Rangerów którzy potrzebują teraz zdolnych ludzi. Co ty na to ?
-Naprawdę ? Nie będę mógł dołączyć do rycerzy Białego Miasta ? No cóż … trudno. Może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja … dobrze.
-Więc idź do koszar. Polecę im ciebie.
I młodzieniec odszedł w stronę głównego holu w koszarach. Po kilku minutach, gdy już tam dotarł zobaczył kolejkę ludzi różnego pokroju. Byli tam osiłkowie, ale i mali drobni ludzie. Wszyscy stali przed rycerzem siedzącym za ławą i spisującym nazwiska. Gdy nadeszła jego kolej przedstawił się :
-Lared
-Tak, mówiono mi o tobie. Wpiszę cię na listę.

***

Minas Tirith, koszary
Wokół podłużnego stołu stało piętnastu mężczyzn. Byli różnie ubrani. Jedni w lekkie zbroje, inni w łachmany. Rozmawiając szeptem między sobą zdawali się być lekko zdenerwowani. Gdy drzwi do sali się otworzyły wszyscy umilkli. Weszło dwóch ludzi. Jeden w lekkiej skórzanej zbroi i zielonym płaszczu, a drugi w dostojnym srebrnym pancerzu.
-Jestem Mathiew i będę dowodził waszą akcją – powiedział mężczyzna w zielonym płaszczu.
-Ja zaś jestem Kapitan Jan i zajmę się waszym uzbrojeniem. Chodźcie za mną. – odrzekł chwilę po tym drugi z nich i wszyscy wyszli. Szli przez koszary do zbrojowni. Było to obszerne, kamienne pomieszczenie z blatem ciągnącym się w połowie. Miał on oddzielać rozdających broń od rycerzy.
-Ustawcie się w kolejce. Każdy z was otrzyma tu broń oraz resztę potrzebnych wam rzeczy – powiedział kapitan i odszedł na bok.
Ludzie ustawili się w kolejce i podchodzili do pierwszego z kowali. Wydawał on miecze, łuki i kołczany ze strzałami w zależności od tego jaki sobie kto wybrał. Większość wybierała zwykłe krótkie miecze jednak nie wszyscy. Cathalan dostał długi sztylet i kilka noży do rzucania, Zbyslav długi miecz, a Lared i Khanirus poprosili dodatkowo o małe toporki które mogli by trzymać w drugim ręku. Drugi kowal rozdawał ubranie i zbroję. W skład tego zestawu wchodziły skórzane buty, brązowe spodnie z materiału, lekka skórzana zbroja, pas, zielony płaszcz z kapturem oraz długie rękawice. Trzeci z nich rozdawał wodę, jedzenie i kilka potrzebnych rzeczy. W ten zestaw wchodziły między innymi lina, krzesiwo, kilka suchych drewienek na podpałkę i kilka innych drobiazgów. Gdy wszyscy odebrali swój ekwipunek przemówił kapitan.
-Dziesięciu moich ludzi odwiezie was na skraj Ithilien w czterech wozach. W dalszą część planu wtajemniczy was Mathiew. Teraz zaś chodźcie z nami i wsiadajcie do wozów.
Po tych słowach wszyscy wyszli. Przed koszarami stały cztery wozy. Na każdym znajdowali się dwaj rycerze. Jeden powoził, a drugi dzierżył łuk. Oprócz nich było tam też dwóch konnych. Wsiadali do wozów po czterech. W każdym powozie znaleźć się miało dwóch doświadczonych Rangerów i dwóch nowych. Do pierwszego wozu wsiedli Cathalan, Zbyslav i dwóch nie znanych im ludzi. Do drugiego Khanirus, Lared, Mathiew i jakiś niski człowiek. Do pozostałych dwóch wsiadła reszta Rangerów. Gdy już wszyscy wsiedli wozy ruszyły i szybko pojechały do bramy miasta. Tam zatrzymały się na chwilę aż brama została otwarta i ruszyli w stronę Ithilien przez trakt.
 

Ostatnio edytowane przez Arsene : 19-12-2008 o 18:56.
Arsene jest offline  
Stary 23-12-2008, 14:52   #2
 
Crassus's Avatar
 
Reputacja: 20 Crassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znany
Khanirus usiadł w wozie na ławce przy osi jezdni. Zmierzył wzrokiem swoich towarzyszy, chciał od początku pokazać, że jest twardzielem. W "współlokatorach" przejażdżki dostrzegł dwie osoby, które wcześniej już gdzieś widział oraz nieznanego mu, niskiego mężczyznę. Spojrzał następnie na niebo, pośród błękitu wędrowały trzy cumulusy, od góry białe, u dołu szare, spłaszczone. Następnie sięgnął do plecaka położonego pod ławką, wyjął z niego bukłak z wodą, napił się i powiedział:
- Ach... Myślę, że powinniśmy się sobie przedstawić. W końcu będziemy dzielić niedole losu przez najbliższy czas... - popił wodą. - Tak więc zwą mię Khanirus. Khanirus Wilk. Pochodzę z Eriadoru. - po czym pokazał palcem na jednego i drugiego znajomego mu mężczyznę - A wy? Skądś was znam towarzysze.
 
__________________
Wolność gospodarcza: 63
Tradycjonalizm:-37
Wolności obywatelskie:54
Najbliższa Ci ideologia to: Libertarianizm

Ostatnio edytowane przez Crassus : 23-12-2008 o 15:00.
Crassus jest offline  
Stary 23-12-2008, 20:22   #3
 
ZBGfromWPC's Avatar
 
Reputacja: 257 ZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie coś
Wchodząc do pierwszego z wozów spojrzał po towarzyszach i zauważył na ich oczach strach i przerażenie a także niepewność, towarzyszącą im. Wszedł i usiadł. Spojrzał na nich jeszcze raz i nie wytrzymał -Ludzie głowy do góry. Fakt, nie jedziemy na piknik tylko walczyć, ale walczyć o nasze miasto. Na pewno wrócicie cali i zdrowi - mówiąc to nie był zbyt pewny siebie. -Jestem Zbyslav i tak jak wy nie mam zamiaru strugać bohatera, a jeśli mamy już spędzić najbliższe dni, może tygodnie razem to może otwórzcie swoje piękne buzie to zleci nam szybciej czas - Zakończył dobitnie i usiadł najdalej od zejścia. Myślał teraz czy aby nie przesadził. Nie chciał zgrywać twardziela bo wcale nim nie był, ale tym ludziom potrzeba otuchy, wsparcia. Spojrzał jeszcze na inne wozy. Tam również nie widział by wszyscy byli zbyt zadowoleni. Może dwóch lub trzech mężczyzn wyglądało na pewnych siebie. Na ludzi, którzy mieli już do czynienia z różnymi przejawami zła i poradzą sobie teraz.
 
__________________
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.
ZBGfromWPC jest offline  
Stary 23-12-2008, 20:50   #4
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
Pierwszy z wozów
Wrzód kręcił się bez wytchnienia na omszałej, niewielkiej desce służącej mu i trzem gburowato wyglądającym ludziom za ławkę. Jak szalony przerzucał z ręki do ręki otrzymany niedawno, całkiem porządny sztylet. Starał się uporządkować sobie z grubsza to wszystko. Ta cała absurdalna sytuacja... Jak oni nas do cholery wywęszyli! Ktoś musiał zdradzić, przeklęty sukinsyn! - zadał sobie nie pierwsze takie pytanie w przeciągu ostatnich kilku minut. Spróbował przeanalizować wszystko jeszcze raz.

Wczorajsza akcja.
- Pospiesz się Wrzód! - szeptał nerwowo skryty w cieniu załomu budynku młody chłopak.
- Spokój! - syknął wściekle skulony, okutany czarnym płaszczem człowiek nazwany Wrzodem. - Nie panikuj młokosie! Wszystko jest w jak najlepszym porządku! - zaśmiał się cicho i powrócił do dłubania w mosiężnym, potężnie wyglądającym zamku dębowych drzwi. - Już - w zastygłym powietrzy rozległo się ciche klikniecie. - Wchodzimy. Tylko cicho. Pamiętaj, że mam zatknięty za pas ostry, spragniony krwi głupców sztylecik. - mówiąc to cicho zagłębił się w mroczną otchłań kryjącą się za otwartymi właśnie drzwiami.
- Czekaj na mnie! - prawie przewracając się o wysoki próg wycharczał drugi.
- Morda! Na górze śpi służąca! - ledwie słyszalny ostry syk dobiegł go gdzieś z czarnej nicości.
- S... s... służąca?! - nie dbając o zachowanie ciszy powiedział młody. - Mówiłeś, że to łatwa robota! Że nie będzie nikogo! Ja nie chcę iść na stryczek! Ja jestem jeszcze za młody! - darł się coraz głośniej

Pogrążonego w myślach Wrzoda z zadumania wyrwał wstrząs. Natychmiast przyległ do ściany, w jego ręku błysnął sztylet, wolna ręka zacisnęła się na niewidzialnym gardle nieistniejącego zamachowca.
- Coś ty taki nerwowy żółtodziób, co?! Boisz się głupiej nierówności drogi? Może na ochłonięcie pozmywasz przyrządzisz nam coś dzisiaj do jedzenia? Hę? - zuchwałym tonem kpił jeden z tych gburów.
Gdyby tylko wiedział z kim ma do czynienia, gdyby tylko zdał sobie sprawę z zagrożeń wynikających z samego przebywania z Cathalanem, ale teraz nie było na to czasu. Opadł ciężko na rozklekotaną ławkę i wpatrzył się w oddalający się stopniowo biały mur Minas Tirith.

Kryjówka za miastem, dzień poprzedni
- No nareszcie! - nad radosnym śmiechem i odgłosami zabawy zabrzmiał głęboki, basowy głos. - To ten nowy jeszcze żyje?! Zadziwiające On już...

Wrzód zawisły pomiędzy rzeczywistością a wspomnieniami poczuł okropny ból brzucha. W powietrzu błysnął sztylet, rozległ się trzask łamanych desek. Między nogami rozkraczonego Rangera najbliżej Wrzoda wściekle zadygotało wbite do połowy w siedzisko ostrze sztyletu.
-Jeżeli ktoś mnie jeszcze raz uderzy nie będę tak łaskawy - wyciągnął sztylet i zatknął go sobie za pas. - A tak przy okazji chłopaki nazywam się Cathalan, wy możecie nazywać mnie Wrzodem. Nie powinno obchodzić was skąd jestem, co robiłem, robię i będę robił i takie tam. Miło was poznać - tu spojrzał na intrygującego, odznaczającego się od reszty, spokojnie siedzącego bez ruchu człowieka. - Ciebie witam szczególnie przyjacielu. Jak Cię zwą? - uśmiechnął się w iście szelmowski sposób.
 

Ostatnio edytowane przez Sulfur : 23-12-2008 o 20:59.
Sulfur jest offline  
Stary 23-12-2008, 22:40   #5
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
-Witaj, Khanirusie. Jestem Mathiew. Mam dowodzić tą akcją. Jestem Rangerem od ponad dziewięciu lat. Urodziłem się i mieszkałem w Minas Tirith. - powiedział przywódca Rangerów i oparł się o burtę wozu.

Gdy rozmowy w wozach toczyły się w najlepsze, te wyjechały już poza bramę miasta. Nieodzywający się dotychczas niski człek jadący z Mathiewem i resztą podniósł głowę i wykorzystując chwilową ciszę przedstawił się.
-Mnie zwą Dan. Tak jak Mathiew wychowałem się w Minas Tirith. Do Rangerów dołączyłem dwa lata temu.

W drugim wozie

-Zbyslav, nie gorączkuj się. - powiedział nieznany mu Ranger - Ja i mój brat odbyliśmy razem niejeden taki zwiad i powiem Ci, że to nic wielkiego. W zasadzie to nie wiem po co nas aż tylu. Chyba, że czegoś nie wiemy. A tak poza tym to jestem Anarion, a to mój brat Branin. - Zakończył wskazując na drugiego Rangera który się uśmiechnął.
Chwilę później odezwał się Cathalan.
 

Ostatnio edytowane przez Arsene : 23-12-2008 o 22:54.
Arsene jest offline  
Stary 24-12-2008, 14:43   #6
 
ZBGfromWPC's Avatar
 
Reputacja: 257 ZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie coś
Zbyslav spojrzał na nieznanego mu rangera i ze spokojem, choć jednak zaskoczony powiedział - Chłopcze nie widziałeś mnie jeszcze rozgorączkowanego i mam nadzieję, że nie zobaczysz. Nie jestem może najbardziej wiekowym z naszego towarzystwa, ale swoje już przeżyłem. Tak jak i wy brałem udział w niejednej wyprawie i niejedną niebezpieczną sytuację mam za sobą. Mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz przyjacielu i nikt z nas nie ucierpi ani nawet się nie zmęczy. - Tu przerwał bł w sumie zaskoczony. Spodziewał się kilku żółtodziobów, a tu ma w grupie ludzi, którzy coś przeżyli. Myśląc tak kontynuował swoją wypowiedź - Nie jestem najstarszym z was ale w swej karierze także przeżyłem to i owo. Dziwi mnie to dlaczego zostaliśmy zwerbowani tak szybko. Coś m tu mówi, że to nie musi być zwykły zwiad. Za dużo tu tajemniczości. Bywały czasy gdy przemierzałem dzikie krainy eskortując podróżnych i wiele słyszałem. Mówię wam zbliża się coś dziwnego, a my musimy wziąć w tym udział. -Skończył i pociągnął łyk ze swojego bukłaku zamieszczonego u pasa. Poczuł ucisk w pęcherzu a wiedział, że powożący nie zatrzyma się specjalnie dla niego. Podszedł do skraju wozu... -Chłopcy wybaczcie ale z naturą nie wygram - i zaczął załatwiać swoja potrzebę fizjologiczną.
 
__________________
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.
ZBGfromWPC jest offline  
Stary 26-12-2008, 00:05   #7
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
Pierwszy wóz
Wrzód stał poirytowany, bezczelnie gapiąc się na prowadzących w najlepsze konwersację typa nazywanego Zbyslavem i dwóch "doświadczonych" Rangerów. Rozwarł paszczękę, wlepił gały i w najbardziej chamski i bezczelny z możliwych do wyobrażenia sposób zaczął się śmiać. Zaczął i nie mógł przestać. "Oni naprawdę myślą, że są tacy twardzi? Ciekawe, który pierwszy zesrałby się na widok prawdziwego orka." I rechocząc w najlepsze rozłożył się wygodnie na ławce. Po bardzo długiej chwili nieudanych prób opanowania się wycharczał z trudem:
- Te, Ananian, czy jak ci tam- dławiąc się zwrócił się do jednego z mężczyzn, - Myślisz, że to zwykły zwiad? Hahaha, to głupi jesteś ci powiem. Bardzo głupi. Nie zdziwiłbym się, gdyby zaraz ktoś skierował nas w stronę Osgiliath. Hahaha - kolejny atak śmiechu.
Milczący do tej pory starszy Ranger odpowiedział całkiem spokojnie.
- Wiesz, Cathalanie, żal mi ciebie, ale tylko troszeczkę. Tak ciuteczkę. Nie, wiesz co, wcale mi cię nie żal. Hahahahaha - teraz to on wyraził swoją radość perlistym, głośnym śmiechem.
- Wiesz, Ananiananionie, żal mi ciebie - przedrzeźniając tamtego zagłuszył go Wrzód. - Ty, taki doświadczony wojak... Taki zawszony sługus Namiestnika, bezwiednie wykonujący rozkazy tego szaleńca...
- MILCZ! - dzikim rykiem przerwał mu Ranger. - Jak śmiesz?! Za TO grozi stryczek. Mam jednak nadzieję, że to tylko reakcja nerwowa na sytuacje z ostatnich kilku godzin - spojrzał znacząco na Wrzoda. - A co do twojej irracjonalnej uwagi o wysłaniu nas do Osgiliath... Spójrz najpierw na nas, potem na siebie, na broń, odzienie... - powiedział całkiem miło, wręcz z litością.
- To był tylko przykład. Ale co do jednego się zgodzę, mości panie Aneniaszu, powinniśmy zachować względny spokój. W końcu tworzymy rodzinę, drużynę, czy jak to tam, psiakrew, chcecie zwać.
-Miło mi, że zrozumiałeś intencję - uśmiechnął się naprawdę przyjaźnie. -A, mości Wrzodzie nazywam się Anarion. - zakończył.
Wzburzony jeszcze Cathalan nie skomentował i z zażenowaniom obserwował jak Zbyslav, ten zagadkowy młodzieniec, oddaje się wyjątkowo normalnej i ludzkiej czynności znacząc za wozem mokrą, wąską ścieżkę.

Myśli powróciły do zdarzeń sprzed kilku godziny. Teraz był już spokojny, opanowany, myślał trzeźwo. "Czas podjąć decyzję. To wszystko potoczyło się znacznie za szybko, no ale cóż, trzeba żyć dalej. A żeby żyć dalej trzeba kłamać, oszukiwać, chędożyć, palić, zabijać i srać kurwa. Że też to wszystko musiało się stać akurat teraz. Kiedy zaczęło układać mi sie tak dobrze, wszystko wracało do normy. Kurwa! Wóz albo przewóz, białe albo czarne, zostać, czy uciec, białe albo czarne... Spróbować zabić wszystkich tutaj i skryć się gdzieś w Ithilien, czy podszywać się pod jednego z tych szelmowatych, oddanych wspaniałemu, nieomylnemu Namiestnikowi Białego Grodu rycerzyków? Dlaczego JA?! Przecież tyle jest skurczybyków chodzących po tym świecie, dlaczego padło właśnie na MNIE?! Kurwa!
Skrył twarz w rękach i odpłynął w nieprzemierzone otchłanie splątanych misternie wspomnień. Pogrążył się w świecie złudzeń i niedopowiedzeń właśnie tam szukając odpowiedzi. I znalazł.
-Zostaję, psiamać! - wydarło mu się z zaschniętego gardła.
 

Ostatnio edytowane przez Sulfur : 26-12-2008 o 00:14.
Sulfur jest offline  
Stary 29-12-2008, 22:23   #8
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
W wozie w którym jadą Cathalan, Zbyslav, Anarion i Branin

Gdy w wozie trwała kłótnia między Rangerami, a Cathalanem nikt nie zauważył pędzącego za nimi jeźdźca. Gdy kłótnia się skończyła Cathalanowi wyrwało się "Zostaję, psiamać". I wtedy wszyscy spojrzeli na niego.
-Zamierzałeś się stąd wyrwać ? Zapomnij. - Powiedział Anarion - Ostatni, co tego próbował, chyba złodziejaszek jakiś co to niby chciał się do nas przyłączyć i tak dalej leży pod którymś z drzew hehe.- I gdy skoczył pociągnął łyk swojej wody.
Tym czasem jeździec dogonił pierwszy wóz i nachylił się do Mathiewa szepcąc coś szybko do niego.
 
Arsene jest offline  
Stary 31-12-2008, 12:41   #9
 
Crassus's Avatar
 
Reputacja: 20 Crassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znanyCrassus nie jest za bardzo znany
- Miło mi panie kapitanie poznać pańską osobę. - Khanirus wręcz stał na baczność. Następnie zmierzył wzrokiem milczącą osobę. W końcu odetchnął i spostrzegł galopującego za ich wozem jeźdźca, ów jeździeć po chwili dogonił ich wóz i zagadał do kapitana Mathieva. Khanirus niestety nie dosłyszał słów, ani po gestach nie udało mu się zorientować na jaki temat toczona jest szybka konwersacja.
 
__________________
Wolność gospodarcza: 63
Tradycjonalizm:-37
Wolności obywatelskie:54
Najbliższa Ci ideologia to: Libertarianizm
Crassus jest offline  
Stary 02-01-2009, 12:27   #10
 
ZBGfromWPC's Avatar
 
Reputacja: 257 ZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie cośZBGfromWPC ma w sobie coś
Zbysłav spoglądał jak zbliża się do nich mężczyzna. Zanim podjechał rzucił krótko - Nie podoba mi się to. Miejmy nadzieję że to nie są złe wieści.
Siedział i doszedł do wniosku, że chciałby być już na miejscu. Ta droga zaczynała go męczyć. Było spokojnie, stanowczo za spokojnie. To nie wróżyło dobrze na przyszłość. Ta drużyna jak na razie to zbieranina kilku osób, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Bez dobrego przywódcy będzie ciężko, ale nasz kapitan wydaje się być właściwą osobą na tym stanowisku.
 
__________________
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.
ZBGfromWPC jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169