Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-03-2009, 20:48   #1
 
Korbas's Avatar
 
Reputacja: 426 Korbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetny
[Storytelling] Irackie Piekło


USA, Waszyngton, Biały dom
6 Września 2003, godzina 16.30




-Panie Prezydencie, doradca obrony do Pana. - odezwała się sekretarka przez głośnik który stał na biurku.
-Niech wejdzie. - odpowiedział mężczyzna siedzący za biurkiem i czytający jakieś papiery rządowe.
Prezydent siedział przy swoim biurku w swoim gabinecie. Był przestronny i zadbany. Na półkach leżały książki, w rogu pokoju był też mały stolik i kilka fotelów. Biurko było zawalone papierami i innymi rzeczami.
Po chwili białe drzwi otworzyły się i do środka wszedł mężczyzna w średnim wieku, w garniturze i z uśmiechem.
-Witam Panie Prezydencie. - rzekł na powitanie podchodząc do biurka.
-Dzień Dobry, usiądź i powiedź o co chodzi - prezydent wskazał mu miejsce przed sobą i odłożył dokumenty.
Doradca ds. Obrony narodowej usiadł na fotelu i spojrzał na prezydenta.
-Musimy coś zrobić z Irakiem. Proponuję wysłać oddziały specjalne na miejsce i zrobić z tym porządek. To realne zagrożenie dla kraju, a nawet świata.
- Nie martw się, jakoś na to poradzimy...


Irak, Polska strefa okupacyjna, Helikopter CH-47 Chinook
6 Września 2003, godzina 18.00
Thomas Anker, Harve Loodstone, Miranda Gray




W CH-47 była dużo miejsca dla pasażerów. Było ich tam siedmiu. Siedzieli na ławeczkach przy ścianach helikoptera, wsłuchując się w dźwięk śmigieł. Szeregowi: Anker, Gray, Loodstone, Chris, Lars, Everton i Sephard.
Wewnątrz helikoptera było tylko mnóstwo wolnej przestrzeni, spadachrony i linki asekuracyjne oraz liny załadunkowe. Z okienek do środka wlewało się nieśmiało światło. CH-47 leciał teraz nad Polską strefą okupacyjną Iraku, zmierzając w kierunku Bagdadu.
-Zaraz dolecimy - powiedział głośno Lars, mały, ale muskularny murzyn. Miał zielone oczy i wyglądał na to że trochę już przeżył. Miał szramę na policzku i na nosie oraz nie miał małego palca u lewej dłoni. Szeregowy Everton był do Larsa podobny, tylko był wyższy, grubszy i mnie muskularny. Białas z kruczoczarnymi włosami chyba był żółtodziobem, bo nerwowo stukał palcami w kolano i zdążył się spocić. Natomiast Sephard w ogóle nie przypominał żołnierza, prędzej hirurga. Przystojny, średniego wzrostu, prawdopodobnie będzie miał trudności z utrzymaniem M16 w rękach. Wszyscy w mundurach i hełmach gotowi do wylądowania w bagdadzkiem bazie wojskowej w rejonie Tarablus w centrum miasta.


Irak, Bagdad, Amerykańska Baza Wojskowa w Tarablus
6 Września 2003, godzina 18.23
Thomas Anker, Harve Loodstone, Miranda Gray


Po kilku minutach lotu wylądowali na mini lotnisku. Siódemka wyszła z Chinooka na lądowisko i po schodach w dół do Pułkownika Andersa.
Na dole był jakby mały hol z odkrytym dachem. Widać było że baza jest obwarowana murem. Wszystko było tu zbudowane z żółtej cegły, a na ziemi leżał wyschnięty piasek. Korytarz przy którym stał szeregowiec prowadził do dalszej części Bazy.
-Baczność! - rozkazał do szeregowców, a Ci wykonali rozkaz - Witam was w Amerykańskiej Bazie Wojskowej w Bagdadzie w rejonie Tarablus. Już wcześniej zostaliście przydzieleni do swoich oddziałów. Anker, Loodstone i Lars, jesteście w oddziale Sierżanta Williamsa. Macie spotkać się z nim na dziedzińcu.
-Chris, Everton, Sephard wy będziecie służyć u Starszego Sierżanta Colonela. Czeka na was w jednostce dowodzenia. A Gray powinna zameldować się u dowódcy Marines. Jest tam.- wskazał przechadzającego się między Apache'ami żołnierza. Potem odwrócił się i wskazał na żołnierza stojącego z boku. - Jensen was zaprowadzi. Spocznij.
Anders odszedł, a żołnierz nazwany przez niego Jensenem uśmiechnął się do całej siódemki i ruszył korytarzem w stronę dziedzińca.

Irak, Bagdad, Amerykańska Baza Wojskowa w Tarablus
6 Września 2003, godzina 18.18
John Williams


Sierżant Williams przechadzał się właśnie po strzelnicy, gdzie trenowali szeregowcy, gdy nad jego głową przeleciał CH-47 Chinook, helikopter transportowy. Strzelnica była dużą otwartą przestrzenią, niedużo różniącą się od pozostałej części Bazy. Ściany z żółtej cegły, piasek na ziemi i stanowiska strzelnicze. Zamiast sufitu nad głowami trenujących rozciągała się zielona siatka wojskowa, kryjąc przed słońcem. Każda tarcza była dodatkowo oświetlana, dla poprawienia widoczności. Schody na dół przy 35-tym - ostatnim stanowiskiem, prowadziły do składu broni. Przez drzwi za plecami Williamsa wchodziło się na dziedziniec. Właśnie tymi drzwiami Sierżant wyszedł ze strzelnicy i kierując się na prawo wszedł do pomieszczeń Jednostki Dowodzenia. Wcześniej jeszcze spojrzał na korytarz niemal naprzeciwko strzelnicy - na korytarz wiodący do stanowisk lądowniczych helikopterów i dział przeciwlotniczych.
Williams zamknął za sobą drzwi do jednostki dowodzenia i przeszedł przez mały hol. Bylo tu zupełnie inaczej niż na zewnątrz. Panował tu chłodny klimat. Ciemno granatowe ściany i błyszczące czarne kafelki na podłodze. W porównaniu z klimatem na zewnątrz, tutaj była klimatyzacja i było to uwolnienie od gorąca na zewnątrz. Sierżant poszedł korytarzem i nie zdążył zapukać, bo drzwi otworzył Pułkownik Anders.
-Witajcie Williams - powitał go już 3 raz w tym dniu Anders gdy Sierżant zasalutował. - Chcieliście coś ode mnie? Idę właśnie do nowych szeregowców. Ściągnęli ich z południowych rejonów.
-Właśnie w tej sprawie Pułkowniku. Słyszałem CH-47, to oni? - odparł Williams idąc powoli z Pułkownikiem korytarzem do holu.
-Tak, tak to oni. Kilku dojdzie do Ciebie Williams. Bądź zaraz z łaski swojej na dziedzińcu poznać swoich nowych szeregowych.
-Tak jest. - rzekł Williams i wyszedł z Andersem na dziedziniec. Pułkownik poszedł dalej w stronę stanowisk lądowniczych, a Sierżant zatrzymał się na dziedzińcu.


Irak, Bagdad, Tajna Siedziba Naukowa "Wolnego Iraku" w Al Karamah
6 Września 2003, godzina 19.40
Darkanzali Al'nalis


Al'nalis przechadzał się po laboratorium badając jakąś bakterię, gdy usłyszal przelatujący nad budynkiem samolot amerykański. Nic nadzwyczajnego, przecież w Tarablusie była umieszczona Baza Wojskowa. Często przelatywały tutaj helikoptery i przejeżdżały wozy opancerzone. Co za głupota żeby tak ważną siedzibę umieszczać w środku miasta, na dodatek pod nosem Amerykanów. No, ale jak ktoś mądry powiedział: "Im bliżej zagrożenia, tym dalej od zranienia". No fakt, to że jeszcze nie odkryli tutaj partyzantów było cudem. Laboratorium, jak na laboratorium przystało było czyste i w białych barwach. Buło tu jednak tylko jedno małe okno, które i tak nie dawało światła ze względu na budynek obok. Było tu kilka stołów, szafek z flakonikami i innymi szklanymi przedmiotami potrzebnymi do eksperymentów, blatów na których stały dziwne substancje, czy przedmioty. Do środka wszedł jeden z partyzantów, ubrany w strój maskujący domowej roboty, z Ak-47 w rękach i przepaską na głowie.
-Zbieraj się, atakują nas! - krzyknął do Darkanzali'ego i rzucił mu Glocka 19-stkę.
Partyzant pobiegł schodami w dół zostawiając naukowca w białym fartuszku. Chwilę później rozległa się eksplozja, zapewne granata i wymiana ognia.

Irak, Bagdad, Rejon Al Karamah
6 Września 2003, godzina 19.38
Sergiej Gołubiew


Sergiej Gołubiew szedł w kierunku swojego domu w rejonie Al Karamah, w centrum, niedaleko Bazy Wojskowej. Nad jego głową przeleciał CH-47, zapewne do bazy. Z końca ulicy wyjechały 2 strykery i Apache pojawił się w powietrzu.



Samochody zatrzymały się przed budynkiem w kórym było tylko jedno okno i było dwupiętrowe.
Z samochodów i po linie z Apache'a wyszło kilkunastu żołnierzy. Widocznie w budynku była baza partyzantów. Zadzwonił telefon Gołubiewa. Odebrał i przyłożył do ucha:
-Spieprzaj z Al Karamah! Dostałem cynk że zasadzają się na kryjówkę partyzantów.
Nastąpiła pierwsza eksplozja: To żołnierze wysadzili drzwi razem z kawałkiem ściany i wkroczyli do środka. Sergiej rzeczywiście był w opałach. Po krótkiej wymianie ognia okazało się że zastawiono pułapkę na Amerykanów.
3 samochody, zakurzone i przerdzewiałe podjechały do Strykerów.
Rozpoczęło się piekło. Partyzanci wyskoczyli z furgonetek i zaczęli ostrzeliwać Amerykanów buszujących po budynku i tych, którzy zostali na zewnątrz. Jeden z partyzantów miał nawet Bazooke. Trafił prosto w pojazd opancerzony Stryker stający najbliżej wejścia do budynku, który eksplodował odrzucając do tyłu najbliższych żołnierzy. Jeden został poważnie ranny. Sergiej postanowił opuścić to miejsce.


Zadania:
Wszyscy - przedstawić się, opisać swój wygląd itp.

Anker, Loodstone, Gray - zawiązać jakiś dialog ze sobą, iść na dziedziniec i spotkać się z Sierżantem Williamsem

Al'nalis - uciec z miejsca bitwy podziemnym kanałem (dwóch partyzantów Cię osłania)

Gołubiew - Oddalić się z miejsca walk.
 
__________________
Wyłącz się!
Ctrl+W

Ostatnio edytowane przez Korbas : 08-03-2009 o 21:04.
Korbas jest teraz online  
Stary 05-03-2009, 21:20   #2
 
Moneystars's Avatar
 
Reputacja: 50 Moneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodze
W helikopterze mało obchodzili mnie inni, rozglądałem się po okolicy. Widziałem wiele, ale ten widok mnie lekko przeraził. W około rozwalone domy, dzieci szukające matek, Pełno ognia. Zrobiło mi się przykro, ale cóż wojna to wojna - pomyślałem- nie ma co robić z siebie mięczaka. Miałem dość dźwięku helikoptera, więc z kieszeni wyciągnąłem MP3, założyłem słuchawki na uszy, było słychać piosenkę Sabaton - 40-1. Zacząłem kiwać energicznie głową, i tak przesłuchałem resztę podróży. Oprzytomniałem jak zaczęły się turbulencje, zobaczyłem, że lądujemy. Ściągnąłem słuchawki z uszu, wyłączyłem MP3 i schowałem do kieszeni. Wylądowaliśmy, wyszedłem z samolotu, nie czułem tyłka, ale nie dawałem się we znaki. Po chwili jakiś żołnierz, najwidoczniej wysokiej rangi, podszedł do nas. Zasalutowałem i wysłuchiwałem czego mówi pan przede mną. Ruszyłem za żołnierzem, po drodze rozglądałem się po okolicy, chciałem zorientować się w terenie. Brak włosów pomagał przy temperaturze, jednak i tak upał mi doskwierał, pot spływał mi po czole i po chwili skapywał na zaschnięty piasek, dobrze zbudowane ciało było zakryte fałdami tłuszczu, zielone oczy błyszczały w świetle słońca. Ręką starłem z siebie pot z czoła.
- Skoro mamy pracować razem, trzeba się poznać - powiedziałem obracając się w stronę towarzyszy.
- Jestem Harvy Loodstone, ale mówcie na mnie Heavy. Interesuję się bronią ciężką i wszystko co z nią związane. Słucham przeważnie metalu, ale to mało ważne. I to raczej wszystko, teraz wasza kolej - lekko uśmiechnąłem się i dogoniłem żołnierza.Zacząłem podziwiać piękno Iraku, brak chmur na niebie, wszystko tego samego koloru i hałas strzałów. Wyciągnąłem butelkę z wodą i dużymi łykami piłem ją. Następnie wylałem resztę na siebie, od razu poczułem się lepiej. Chłodna woda ostudzała moje ciało, poczułem się jak w siódmym niebie. Zostawiłem trochę wody i ponownie obróciłem się do towarzyszy :
- Chce ktoś łyka?
- Chłodna jest
- dodałem po chwili
Po chwili doszliśmy do nowego dowódcy. Zasalutowałem, stanąłem na baczność
- Harvy Loodstone melduje się na rozkaz!
 

Ostatnio edytowane przez Moneystars : 07-03-2009 o 09:02. Powód: Post był króciutki ;d
Moneystars jest offline  
Stary 06-03-2009, 01:20   #3
 
Unicorn's Avatar
 
Reputacja: 50 Unicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodze
Monotonny dźwięk śmigieł helikoptera CH-47 Chinook mógłby mnie uśpić... Mogłabym spać przy tym dźwięku całą wieczność, wydawał się taki słodki i przyjazny - znajomy.
Niestety tym razem wywołał u mnie zgoła zupełnie inne uczucia.
Niepewność...
Podekscytowanie...
Nerwowość...
... i dziwną zawiść do tego szczęśliwca, który właśnie pilotował ten pojazd! Świerzbiły mnie ręce od myśli, że mogłabym sobie polatać taką maszyną na spokój - nie w ferworze walki.
Starałam się jednak o tym nie myśleć.

Wracałam z powrotem do Iraku. Już tu byłam... Już czułam na skórze uporczywe gorące słońce... Już się tutaj pociłam... Dobrze pamiętam jak skóra na rękach przyklejała się do sterów helikoptera i niemiłosiernie szczypała potem od oparzeń. Pamiętam doskonale poszukiwanie cienia, który i tak nie dawał ulgi. I pot spływający spod hełmu.... Wszystkie wspomnienia boleśnie wróciły gdy zamknęłam na chwilkę oczy.

Jestem raczej niską osobą, zresztą jako pilot nie muszę być wcale wysoka, a nawet myślę, że byłoby to niewygodne. Moje krótko strzyżone blond włosy nie wymagały specjalnego układania, długość absolutne minimum, żebym nie wyglądała jak facet, czyli do uszu.
Pocierałam drobne, ale wystarczająco silne by utrzymać górę żelaza w odpowiednim poziomie dłonie... Kurde! Chciałabym usiąść za sterami w końcu!


Rozejrzałam się po ludziach, którzy ze mną lecieli. Niektórzy z nich prawdopodobnie pierwszy raz lecieli w takie miejsce jak Irak. Ale z drugiej strony mogłam się mylić. Pozory w końcu mylą.

Z ulgą przyjęłam wiadomość, że niedługo lądujemy. Szczerze, nie mogłam się już doczekać, co mnie czeka. Pomimo lekkich turbulencji moja ręka była pewna i stabilna kiedy sięgała do kieszeni po paczkę papierosów. Zostały mi dwa... Cholera! Gdyby nie głupia kontrola przed wyjściem z bazy jeszcze w Ameryce miałabym jeszcze kilka paczek w torbie - pozwolili mi zabrać tylko jedną. Nie muszę mówić, że wypaliłam ją prawie od razu, jeszcze zanim na dobre wyjechałam z bazy.
Zapaliłam jeden z tych ostatnich... Nie zadałam sobie nawet trudu żeby rozejrzeć się po moich "towarzyszach" by się upewnić, że im to nie przeszkadza. Szczerze mówiąc miałam to w dupie. Nawet nie wiedziałam po jaką cholerę musiałam tu z nimi lecieć.... Byłam w tej grupie jedynym pilotem. Dlaczego nie poleciało nas więcej? Było to dla mnie co najmniej dziwne.
Ale znowu byłam zbyt podejrzliwa.
Dopiero po chwili podniosłam głowę i jeszcze raz przyjrzałam się "oddziałowi".

Więc... Byliście tu już wcześniej? zapytałam szczerze zainteresowana, z kim mam do czynienia.

Lądowanie było gładkie i pokiwałam w aprobacie głową - sama do siebie... Pilot był przynajmniej dobry, czuć było to podczas lotu. Nauczyłam się oceniać takie rzeczy jeszcze w akademii. Nazwałabym to raczej zboczeniem zawodowym niż przydatną umiejętnością.

Nareszcie! powiedziałam na głos.

Wyszliśmy w końcu z maszyny...
Nogi i dupa bolały od godzin lotu. Ale i to uczucie nie było żadną nowością dla mnie. Rozejrzałam się chwilę rzucając papierosa na ziemie zaraz po wyjściu z helikoptera.
Baza jak każda inna... Dużo facetów w mundurach, zdecydowana mniejszość kobiet... Po okolicy roznosił się dźwięk strzałów - ze strzelnicy lub z miejsca walki.

Bagdad... śmierdział tak samo jak zawsze.
Gorączką i śmiercią.
Z pewnością do niego nie tęskniłam... ale przynajmniej teraz wiedziałam jak się do tej misji przygotować. Wiedziałam czego się spodziewać, bo szczerze nie myślałam, że ta misja może się różnić bardzo od "Pustynnej burzy"

Dopiero gdy się napatrzyłam i rozejrzałam podążyłam za resztą grupy, przewieszając przez ramię swój skromny bagaż - wojskową torbę z wyposażeniem i różnymi innymi pierdołami.

Zasalutowałam widząc przed sobą pułkownika. Rozkaz baczności, krótkie wprowadzenie i człowiek zniknął. Spojrzałam w kierunku jaki wskazał. Rzeczywiście stał tam ktoś, wyglądający ważnie.

Obejrzałam się przez ramię kiedy jeden z żołnierzy się przedstawił i oblał wodą. Wysłuchałam jego wypowiedzi z lekkim uśmiechem na twarzy...

Wolałabym wódę... Lubię wąchać smród oleju do smarowania i będę ratować wasze żałosne tyłki jak coś spieprzycie. Możecie na mnie mówić jak chcecie i tak mam to w dupie. Do zobaczenia!

I z tym miłym akcentem ruszyłam we wskazanym mi kierunku... Weszłam pomiędzy Apache i stanęłam przed moim nowym dowódcą.
Salut, baczność.

Kapitan Gray, melduję się na rozkaz, Sir!
 

Ostatnio edytowane przez Unicorn : 06-03-2009 o 09:33.
Unicorn jest offline  
Stary 06-03-2009, 10:19   #4
 
kuba1808's Avatar
 
Reputacja: 0 kuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodzekuba1808 jest na bardzo dobrej drodze
Usłyszałem huk helikoptera, ale niespecjalnie się nim przejąłem. Zdążyłem już przywyknąć do ciągłego hałasu. Ot, kolejny. Ciekawe co tym razem? Dostawa amunicji? Może pornosów, co by się żołnierze po służbie nie nudzili? A, zapomniałem, przecież tam są też kobiety. Nowi rekruci? Sami amerykańce, czy może ktoś z europy? Rozważania przerwał jeden z partyzantów, brutalnie wchodząc do laboratorium. Był wściekły. Bardzo wściekły, ale chyba przestraszony. Rzucił w moją stronę Glocka 19-tkę. Jakbym nie miał własnej broni! Chciałem mu coś powiedzieć, ale zanim zdążyłem otworzyć usta, krzyknął:
-Zbieraj się, atakują nas!
Teraz wiem, o co chodziło. No tak, pomyślałem, prędzej czy później musieli na to wpaść. Stałem przez chwilę jak sparaliżowany trzymając broń w ręce. Gdzieś wybuchł granat. Usłyszałem okropny krzyk – ktoś właśnie umierał. To chyba amerykanin – tylko oni potrafią tak głośno wyć z bólu. W sumie to szkoda mi ich. Muszą umierać za ropę i gierki polityczne. Kolejna eksplozja, tym razem o wiele głośniejsza. Wyrzutnia rakiet? Niemożliwe.

Szok powoli mijał. Skoczyłem do szafki i wyjąłem swojego ukochanego H&K. Cóż za ironia! Walczę z amerykańcami ich własną bronią! Garść pocisków-samoróbek schowałem do kieszeni spodni. Po chwili zmieniłem zdanie. Trzymać rtęć w kieszeni spodni? Chyba oszałałem. Z szafy wyjąłem maskujący mundur partyzancki i czym prędzej go założyłem. Do zewnętrznej kieszeni schowałem naboje. Na Allaha! Ależ to wszystko śmierdzi potem. Trzeba było go wyprać po ostatniej akcji w terenie.

Jednym susem dostałem się do schodów prowadzących do kanałów. Nagle zatrzymałem się, tknięty nagłą myślą. Na twarzy wykwitł mi okropny uśmiech. Odwróciłem się i oddałem kilka strzałów w kolby, zlewki i probówki. Szkło rozprysło się na wszystkie strony, a śmiertelne opary zmieszanych, zabójczych bakterii i wirusów uleciały w powietrze. A niech się chamy tylko zbliżą! Zaśmiałem się głośno.

Partyzant czekał wyraźnie zniecierpliwiony i zły. Nie dziwiłem mu się. Tam, na górze, umierali jego koledzy, a on siedział tutaj, bo musiał ratować jakiegoś pseudonaukowca. Gdy mnie zobaczył zerwał się na równe nogi i bez słów pobiegł przed siebie. Nie zastanawiając się ruszyłem za nim. Słyszałem jak odgłosy walk zaczynały cichnąć. Wybili się do nogi, czy to dlatego, że się oddalamy?
Dotarliśmy do włazu. Partyzant niewiele zastanawiając się przykucnął i z nielada wysiłkiem odchylił wejście do kanałów.
-Właź! Szybko, zaraz tu będą!
Rozkaz to rozkaz. Wlazłem i zaraz tego pożałowałem. Wcześniej przejmowałem się smrodem mojego munduru?! To, co działo się tutaj było nie do opisania. Gówno płynące prosto pod moimi butami capiło niemiłosiernie. Umorusane ściany, zrobione ze starej, XX wiecznej cegły były na tyle niskie, że cały czas trzeba było iść skulonym. Ale adrenalina nie daje miejsca na głośnie artykułowanie swoich emocji. Zaraz za mną wskoczył partyzant. Zatrzasną właz, a na spoiwie przykleił dziwną, plastelinową substancję. Ładunek wybuchowy? No ładnie. Skąd on to wszystko ma? Przecież zwykły bojownik oszczędza każdy nabój do kałacha, a ten nie dość, że daje mi swojego Glocka, to jeszcze wyjmuje z kieszeni ładunek wybuchowy?! Nie było czasu na dalsze dywagacje. Popchnął mnie i o mało nie wylądowałem w tej breji. Okazało się, że doskonale zna schemat ucieczki. Był do tego szkolony – pomyślałem.

Czas dłużył się niemiłosiernie. Skręcaliśmy w prawo, w lewo, znowu w prawo, potem w lewo i znowu. Po kilkunastu zwrotach straciłem orientację. Czasami zatrzymywaliśmy się nasłuchując wroga, ale słyszeliśmy tylko cichy plusk fekaliów. Nagle moim oczom ukazała się drabina. Okropnie zasapany, próbowałem złapać oddech opierając się na kolanach, ale partyzant zdecydowanym gestem wskazał wyjście. Wyszedłem, a moim oczom ukazał się Bagdad, ale z drugiej strony, daleko od ogniska działań wojennych.
-Dobrze się spisałeś doktorku. Już niedaleko. Wytrzymasz, jestem tego pewien. – powiedział to tak ciepło, że nagle odzyskałem siły. Ruszył przed siebie truchtem, a ja za nim, niczym cień. Spojrzałem się jeszcze raz na pożar za moimi plecami i napawałem się myślą, że zrobiliśmy dzisiaj amerykańcom małego psikusa. Tylko smród kanałów ulatywał za nami.

Gdyby ktoś z oddali zauważyłby nas - dwójkę uciekających ludzi - pierwsze co by spostrzegł to kałacha przerzuconego przez plecy. Ale nie to byłoby najważniejsze. Wzrok przykuwałaby druga postać - nieco niższa, ale ciągle średniego wzrostu. Nie masywna, lecz na chucherko by nie wyglądała. Czarne, średniej długości włosy do ramion i ciemna broda nadawały typowo irackiego wyglądu. Wydawałoby się, że podchodzi pod 30-stę, ale równie dobrze mogło to być tylko złudne wrażenie...
 

Ostatnio edytowane przez kuba1808 : 06-03-2009 o 11:53.
kuba1808 jest offline  
Stary 06-03-2009, 16:30   #5
 
Keitaro's Avatar
 
Reputacja: 14 Keitaro nie jest za bardzo znanyKeitaro nie jest za bardzo znanyKeitaro nie jest za bardzo znanyKeitaro nie jest za bardzo znany
Siedziałem na jednym z miejsc w CH-47 i zamyślony wpatrywałem się w jeden punkt nie zwracając uwagi na to co robią inni. Nie odchodziło mnie nic prócz tego co działo się teraz w mojej głowie. Wszystkie myśli, które od jakiegoś czasu nawiedzały mnie w wolnych chwilach zlały się w jedno co wcale nie ułatwiało mi zadania. - Ech... wróciłem do służby po tak długim okresie podczas którego nic nie robiłem. Mam nadzieję, że nie spotka mnie już taka sytuacja jak ostatnim razem w czasie wykonywania misji, inaczej chyba bym zabił tego terapeutę... Mam nadzieję rączki, że mnie nie zawiedziecie.

Wypowiadając w myślach ostatnie słowa spojrzałem przez chwilę na swoje dłonie, które często potrafią płatać figle i opierać się mojej woli. Nagle wyrwał mnie z transu głos jedynej kobiety siedzącej wraz z nami... Po jej pytaniu przez chwilę milczałem sprawdzając czy ktoś inny nie chce zabrać głosu po czym wziąłem lekki wdech i odpowiedziałem.
- Nie miałem okazji być w Iraku, ale podróżowałem po świecie wykonując zlecenia rządowe jako snajper. Tak więc jako takie pojęcie o tym co dzieje się na świecie mam, jednakże nigdy nie uczestniczyłem bezpośrednio w tak wielkim konflikcie.

Po skoczeniu krótkiej wypowiedzi przeleciałem powoli wzrokiem po twarzach wszystkich znajdujących się w CH-47, aby zorientować się czy czasem nie uznali mnie za żółtodzioba, który nie wie co to prawdziwe pole walki po czym przesiedziałem jeszcze kilka minut na niewygodnych siedzeniach i nagle poczułem lekkie drgania po których wywnioskowałem, że zaczynamy lądować. - No, nareszcie dolecieliśmy na miejsce i będę mógł rozprostować kości. Trzeba przyznać, że lot był bardzo męczący.

Kiedy drzwi się otworzyły poczekałem cierpliwie, aż wszyscy opuszczą helikopter po czym sam wyszedłem na zewnątrz. Gdy tylko opuściłem maszynę poczułem na swoim ciele gorące promienie słoneczne. Już po krótkim spacerku w stronę czekającego na nas dowódcy moje całe ciało zalało się potem i co jakiś czas musiałem przecierać swoje czoło, aby pozbyć się kropli, a dokładniej mówiąc strużek potu, które wyłaniały się spod średniej długości czarnych włosów które znajdowały się jak zawsze w nieładzie. Podczas przebywania na słońcu musiałem również mrużyć oczy, które nie były przyzwyczajone do tak ostrych promieni.

-Jestem Thomas Anker, ale mówcie do mnie po prostu Tom. Jak już wcześniej wspomniałem w helikopterze jestem snajperem, dlatego może się zdążyć tak, że nie raz uratuję wasze dupy przyglądając się wszystkiemu z oddali z lunetą przy oku...-
Przerwałem na chwilę, aby się zaśmiać po czym ciągnąłem dalej
- ...oczywiście tylko żartowałem, nie twierdzę przecież że dacie się łatwo zaskoczyć czy też zabić.

Nagle usłyszałem głos pułkownika na rozkaz którego natychmiast stanąłem na baczność, aby wysłuchać tego co ma nam do powiedzenia. - Ooo... czyli jednak cała ta brygada nie będzie służyła wraz ze mną. To nawet dobrze bo nie będą musiał ich wszystkich poznawać, chyba że nagle coś się zmieni.

Kiedy tylko zauważyłem jak reszta osób która wraz ze mną będzie znajdowała się pod dowództwem Sierżanta Williamsa rusza na spotkanie z nim, zacząłem iść za nimi przyglądając się podczas marszu każdemu po kolej.

Nagle stanąłem na baczność i zasalutowałem swemu nowemu dowódcy mówiąc. - Thomas Anker melduje się na rozkaz.
 
Keitaro jest offline  
Stary 08-03-2009, 21:40   #6
 
Korbas's Avatar
 
Reputacja: 426 Korbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetny
Irak, Bagdad, Amerykańska Baza Wojskowa w Tarablus (dziedziniec)
6 Września 2003, godzina 18.29
Thomas Anker, Harve Loodstone, John Williams

Anker, Loodstone, Lars, Chris, Everton, Sephard szli długim korytarzem za żołnierzem wskazanym przez Andersa.
-Z Pułkownikiem spotkaliście się na Stanowisku Lądowniczym. - poinformował ich Jensen. - Ten korytarz potocznie nazywany jest przedsionkiem i prowadzi do centrum naszej Bazy - do dziedzińca. - zrobił krótką przerwę. Przed nimi wyraźnie było już widać średniego wzrostu postać, stojącą przy filarze, niedaleko drzwi do centrum dowodzenia. - Stamtąd można dojść wszędzie: na strzelnicę, do centrum dowodzenia, do sypialni. - dodał Jensen gdy w końcu przeszli długim korytarzem i stanęli przed Williamsem.
Jensen zasalutował i reszta zrobiła to samo.
-Sierżancie. Przyprowadziłem trójkę szeregowych. Od tej chwili są do Pańskiej dyspozycji. - ponownie zasalutował i odszedł z Chrisem, Evertonem i Sephardem do jednostki dowodzenia, zostawiając Ankera, Loodstone'a i Larsa z Williamsem.
-Witam. Nazywam się John Williams i dowodzę załogą Strykera.
Williams spojrzał najpierw na Loodstone'a.
-Ty nazywasz się Harve Loodstone? - spytał. Gdy usłyszał odpowiedź rzekł - Taak... i zazwyczaj obsługujesz ciężką broń? - po odpowiedzi uśmiechnął się. - Taak, w Strykerze jest coś dla Ciebie, zaraz tam pójdziemy.
Następnie spojrzał na Ankera.
-Ty jesteś Thomas Anker i byłeś samodzielnym strzelcem wyborowym do zadań specjalnych? - po odpowiedzi przystanął na drugiej nodze. - świetnie.
Skwitował krótko i spojrzał na Larsa.
- A Ty... Ivan Lars?
-Tak jest! - odpowiedział natychmiast i stanął ponownie na baczność.
- Sanitariusz?
-Tak jest!
-Świetnie, będziesz bardzo pomocny, jeśli ktoś z nas oberwie. - rzekł i uśmiechnął się do Larsa. - Dobrze będzie zapoznać Was ze sprzętem. - ruszył w kierunku rozgałęzienia na lewo od drzwi z tabliczką "strzelnica", z których dochodziły strzały. Szeregowi ruszyli za nim.
Chwilę szli korytarzem, podobnym do tego, którym doszli do dziedzińca. Williams otworzył drzwi znajdujące się na końcu korytarza i wszedł do środka.
Okazało się że owe pomieszczenie to nic innego tylko olbrzymi garaż. Mieściło się tu 6 Strykerów, kilka czołgów "M1 Abrams" i jeszcze kilka lekkich samochodów "Humvee". Sierżant podszedł do najbliższego Strykera oznaczonego kodem na masce "AZ77".



Otworzył klapę i wszedł na wóz. Po chwili zeskoczył z niego trzymając w rękach M16 i snajperką M24 SWS. Ankerowi rzucił snajperkę, a Larsowi M16-tke.
-Anker, musisz się zadowolić M24-ką. Nic lepszego tu nie dają. Lars, twoja standardowa broń to M16. - Lars kiwnął głową - Loodstone. Dla Ciebie nad kabiną jest zamontowany na stałe M240. Do tego masz w bagażniku M249, gdyby nam wysadzili pojazd. Do tego każdy z was dostaje pistolet M9.
Sierżant stanął przed nimi i spojrzał na każdego.
-Jakieś pytania?

Irak, Bagdad, Amerykańska Baza Wojskowa w Tarablus (Stanowiska Lądownicze)
6 Września, godzina 18.24
Miranda Gray


Gray powędrowała między gęsto stojącymi Apache'ami w stronę Kapitana Black'a. Zasalutowała, gdy on odwrócił się w jej stronę.
-Gray? Miranda Gray? Tak, tak, poinformowano mnie że masz się do mnie zgłosić. Nazywam się Kapitan Thomas Black i dowodzę jednostką Marines w tej Bazie.
Poprowadził Gray między śmigłowcami.
-Jeśli chodzi o wyposażenie to na lot dostaniesz tylko paczkę papierosów i M9, tak więc jeśli, nie daj Boże, zestrzelą Twojego Apache'a i przeżyjesz katastrofę to będziesz miała małą szansę zabicia wroga z tego gówna - wyciągnął swoją M9 i popatrzył na nią z pogardą, po czym schował ją.



Zatrzymał się w końcu przed czterema Apache'ami oznaczonymi kodami: AC-21, AC-22, AC-26 i AC-30. Każdy z nich, praktycznie identyczny, błyszczał w świetle słońca. Mury Bazy, w ogóle nie dawały cienia, można było schronić się od niego tylko za śmigłowcami co i tak nic nie dawało.
-No, Gray możesz sobie jednego wybrać. AC-21, 22, 26 i AC-30.

Irak, Bagdad, Amerykańska Baza Wojskowa w Tarablus (Jednostka Dowodzenia)
6 Września, godzina 18.38
Jack Hollyfield


Hollyfield wszedł do pokoju łączności w Jednostce Dowodzenia.
-Witajcie Hollyfield - powitał go porucznik Stone, trzymając przy uchu słuchawki. - W Al-Karamah jest gorąco. Wysłaliśmy Strykery żeby przejęły tajne laboratorium partyzantów i wpadli w pułapkę.
Porucznik włączył przekaz na głośnik:
- Potrzebujemy cholernego wsparcia! Okrążyli nas, zniszczyli jednego Strykera i omal nie strącili Apache'a. Mamy też... - jakaś eksplozja zagłuszyła mówiącego - Cholera! Mamy straty w ludziach! Długo nie pociągniemy!!!
Przekaz się skończył i Stone wyłączył go.
-Musimy wysłać posiłki. Leć do Williamsa, powinien być teraz na dziedzińcu albo w garażach. Powiadom go żeby zbierał załogę i ruszył w stronę Al-Karamah. Dokładne położenie podam Wam zaraz przez GPS.
Starszy szeregowy zasalutował i pobiegł na dziedziniec. Tam Sierżanta nie było, więc wybrał korytarz na lewo od strzelnicy.

Irak, Bagdad, Rejon Qaryat Hasan (przedmieścia)
6 Września 2003, godzina 20.50
Darkanzali Al'nalis


Darkanzali razem ze swoim przewodnikiem biegli między chatami, bo inaczej tego nazwać się nie dało, najbiedniejszych mieszkańców miasta. Nikt praktycznie nie zwracał na nich uwagi, bo partyzanci przechodzili tędy co dużo częściej niż w centrum.
Gdy partyzant zauważył jednego ze "swoich", podszedł do niego.
-Ten to kto? - wskazał na Al'nalisa.
-Jeden z tych doktorków - odpowiedział partyzant oglądając się dookoła.
-A fakt. Ewakuowałeś go kanałami, bo odkryli te ich posrane laboratorium? Tak, tak słyszałem że Jankesi wreszcie się pokapowali że badamy nowe gówna pod ich nosem.
-Nieee. - zaprzeczył przewodnik Al'nalisa. - Podstawiliśmy się. Od razu przyjechali i zaczęli atak. Ale za chwilę okazało się że zrobiliśmy im niezłe piekło. Podjechało kilka furgonetek z północnej części.
Drugi partyzant roześmiał się głośno.
-W każdym razie... - ciągnął przewodnik. - trochę stracą ludzi zanim ogarną to wszystko.
-Dobra zbieramy się.
Oboje ruszyli między budynkami, a Darkanzali za nimi.
-Dawno mnie tu nie było - powiedział do partyzanta przewodnik.
-Trochę się pozmieniało. Sam zobaczysz.
Pobiegli dalej, wzdłuż ulicy, potem przez małe pole, aż dotarli do czegoś w rodzaju małej twierdzy.
Metalowe "mury", otwierana brama. W każdym rogu prowizoryczna, drewniana wieża, na której stał strażnik.
-Dziwne że tego też jeszcze nie odkryli.
-Musieliby tu przyjechać. - roześmiał się partyzant i wprowadził ich do środka.


Zadania:
-Loodstone, Anker - zapoznać się ze sprzętem i dowódcą
-Gray - Wybrać Apache'a
-Hollyfield - Poinformować Williamsa o natychmiastowej pomocy w rejonie Al-Karamah
-Al'nalis - Zakwaterować się w nowej bazie.
 
__________________
Wyłącz się!
Ctrl+W

Ostatnio edytowane przez Korbas : 10-03-2009 o 16:54.
Korbas jest teraz online  
Stary 09-03-2009, 22:04   #7
 
Unicorn's Avatar
 
Reputacja: 50 Unicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodzeUnicorn jest na bardzo dobrej drodze
Kapitan Thomas Black, dowódca marines...
Przyjrzałam mu się krótką chwilkę. I przez tą krótką chwilkę próbowałam ocenić tego człowieka. Miał być moim przełożonym. Wcześniej miałam trochę problemów z przełożonymi... Nie chciałabym powtórzyć tych samych błędów.
Jednakże tak krótka chwila nie pozwoliła na jakiekolwiek oceny... Już po sekundzie kapitan Black zaczął prowadzić mnie między śmigłowcami.

Słuchałam uważnie, kiedy mówił o wyposażeniu... Paczkę fajek? I M9? Super! Zanim tu przyleciałam słyszałam, że dowództwo nie przejmowało się za bardzo pilotami i ich wyposażeniem. Ale nie wiedziałam, że sytuacja wygląda aż tak źle. Przypatrzyłam się pistoletowi w ręce kapitana i zgryzłam odruchowo wargę. Nic jednak na to nie powiedziałam już od jakiegoś czasu zaabsorbowana pobliskimi helikopterami.

Zmrużyłam oczy kiedy Black stwierdził, że mogę sobie któregoś z czterech wybrać. Wszystkie wyglądały na pierwszy rzut oka tak samo... Na wszystkich swoje ślady zostawiły kule... gdzieniegdzie dostrzegłam czarną przypaloną blachę... Ale dla oka fachowca wszystkie były zupełnie inne. Chodziłam od maszyny do maszyny, cierpliwie oglądając ich wady i zalety. W końcu wskazałam na AC-26... Był mniej zniszczony niż inne, ale wyglądał również na zasłużony w boju... Nówki nie zawsze się sprawdzały - wiedziałam to z doświadczenia.

Wezmę tego sir... Wygląda wyjątkowo cholernie w tym słońcu! uśmiechnęłam się nieco. A jeżeli chodzi o paczkę fajek to przyda się pewnie bardziej niż to M9!
 
Unicorn jest offline  
Stary 10-03-2009, 18:52   #8
 
szakall's Avatar
 
Reputacja: 53 szakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodzeszakall jest na bardzo dobrej drodze
-Cholera-Wycedziłem przez zęby stojąc na pawie pustym placu. Tu nie było ani śladu po Williamsie... Jedyna myśl jaka przebiegła mi przez głowę "Kwatery". Skierowałem się tam szybko. Biegnąc nie zwracałem uwagi na ludzi stojących mi na drodze... Zresztą kto nie schodzi z drogi prawie dwumetrowemu kierowcy Strykera... Wbiegłem do koszar i złapałem za kamizelkę pierwszego napotkanego szeregowca.
-Gdzie Williams?!-prawie krzyknąłem mu w twarz.
-On... On jest z nowymi na parkingu...-Powiedział zaskoczony szeregowy.
Zamiast pobiec na parking wybrałem drogę wzdłuż korytarza do swojej kwatery.
-Jeśli zginę to z cygarem w ustach...-Powiedziałem sam do siebie opróżniając zawartość małej szuflady do plecaka. Z jednej kieszeni wyciągnąłem konserwę a na jej miejsce włożyłem 2 pełne magazynki do mojego M4...
Chwyciłem broń i biegiem skierowałem się w stronę parkingu. W drodze wypatrywałem jakichkolwiek oznak mobilizacji. Wreszcie widać było parking. Williams stał na "Moim" Strykerze machając bronią przed grupką jakichś nowych. Przyspieszyłem. Kiedy byłem przy pojeździe Williams nie wiadomo czemu uśmiechnął się. Wrzuciłem plecak do Strykera i podszedłem do Williamsa.
-Można prosić na słówko sierżancie?- Odwróciłem się od nowych i powiedziałem do Williamsa -John słuchaj, nasi mają kłopoty. Ostro dostają w dupę w Al-Karamah... Zbierz jakąś ekipę i ruszamy...
Po tych słowach zająłem miejsce kierowcy odpaliłem silnik i szukając zippo sięgnąłem po cygaro...
 
szakall jest offline  
Stary 11-03-2009, 14:12   #9
 
Korbas's Avatar
 
Reputacja: 426 Korbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetnyKorbas jest po prostu świetny
Irak, Bagdad, Amerykańska Baza Wojskowa w Tarablus (Garaże)
6 Września, godzina 18.41
John Williams, Jack Hollyfield, Thomas Anker, Harve Loodstone

Do garażu wbiegł Hollyfield. Sierżant nie zdążył nawet nic powiedzieć, bo kierowca odciągnął go na bok i powiedział o Al-Karamah.
Williams zaklął, a Hollyfield wsiadł do środka.
-Chłopaki pierwsza robota - rzekł John do nowych. - Starszy Szeregowy Hollyfield, mój zastępca w zespole właśnie poinformował mnie o zasadzce zastawionej w Al-Karamah. To region położony na północny - wschód od naszej bazy.
Sierżant zawahał się. Jeśli będzie piekło to będą potrzebować dużo amunicji... W wozie jest jej trochę, ale może nie starczyć...
-Wejść do środka i czekać na mnie - Williams rozkazał załodze i ruszył do wyjścia.
Otworzył drzwi i z kieszeni w spodnich moro wyjął krótkofalówkę i ustawił na odpowiedniej częstotliwości.
-Kapitanie Black! Słyszysz mnie?
Wybiegł na dziedziniec i wszedł na strzelnicę, gdzie zostało 6 żołnierzy strzelających do tarcz, uniemożliwiając porozumienie się z Blackiem... Zbiegł schodami w dół i wyjął klucz do zbrojowni. Klucze mieli tylko dowódcy załóg i wyżsi stopniem oficerowie.
W środku było ciemno i o dziwo chłodno. Pokój był duży, mieściło się tam spokojnie kilkanaście dużych stołów, ginące w ciemności szafy i półki. Wszystko oczywiście zapełnione po brzegi amunicją i giwerami, tak że jakby tu eksplodował granat to pewnie wysadziłoby całą bazę i okolicę.
-Black, jesteś tam?! - krzyknął do krótkofalówki.
Zaczął zgarniać magazynki do M16-stek, amunicję do M249, do M9 i trochę granatów. Wszystko wrzucił do plecaka, a gdy to zrobił w krótkofalówce odezwał się głos:
-O co chodzi Williams? - Sierżant przycisnął przycisk mówienia i krzyknął:
-Przydałby się Apache w Al-Karamah. Dokładne dane podam Ci jak już tam będę.
-Nie ma sprawy. - odezwał się głos Kapitana i głośnik zamilkł.
John zabrał jeszcze 2 granatniki podwieszane M203 i wyszedł z ciemnego pokoju. Krótkofalówkę schował, granatniki także. Plecak z amunicją zarzucił na plecy i zaczął biec do garażu.
Trasa w drugą stronę zajęła Williamsowi jeszcze mniej czasu, co było dziwne biorąc pod uwagę napełniony metalem plecak na jego plecach.
Gdy wszedł do garażu rzucił na tyły plecak, który gruchnął o podłogę wozu. Gdy wchodził do Strykera zobaczył jak M1-Abrams o kodzie M1A6 wyjeżdżał z garażu.
-Ruszamy! Dostaniemy nawet wsparcie z powietrza. Mam nadzieję. - krzyknął do załogi, gdy Hollyfied ruszył, zostawiając za sobą bazę. - Loodstone zajmij miejsce na stanowisku M240-stki. Anker obserwuj. W plecaku macie dodatkową amunicję, zachować ostrożność.
Okazało się że Abrams także jedzie jako posiłki i Stryker jechał zaraz za czołgiem.
 
__________________
Wyłącz się!
Ctrl+W
Korbas jest teraz online  
Stary 11-03-2009, 17:33   #10
 
Moneystars's Avatar
 
Reputacja: 50 Moneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodzeMoneystars jest na bardzo dobrej drodze
Szedłem za przewodnikiem, rozglądałem się, ale słuchałem też z uwagą. Przed nami była postać średniego wzrostu "To pewnie Williams" pomyślałem. Kiedy podeszliśmy zasalutowałem i stanąłem na baczność. Sierżant zadał mi 2 pytania odpowiedziałem tak samo :
- Tak jest, sir!
Kiedy usłyszałem "mam coś dla ciebie" uśmiechnąłem się, rozmyślałem co to może być. Dowiedział się czegoś o swoich towarzyszach, następnie ruszył za sierżantem. Zatrzymałem się na strzelnicy, rozglądnąłem się i ponownie ruszyłem za sierżantem. Williams otworzył drzwi, moim oczom ukazał się 3 typy pojazdów, czołg , stryker i jakiś lekki wóz. Podeszliśmy do pierwszego samochodu, tam sierżant podał uzbrojenie i pokazał mi gdzie jest moja broń. Działko, działko jak każde inne, duże, silne i głośne. W bagażniku, moim zaskoczeniem był M249 , jedna z moich ulubionych broni. Wziąłem je do ręki popatrzyłem, pooglądałem i odłożyłem na miejsce. Sierżant zadał pytanie, po chwili zastanowienia odpowiedziałem
- Nie, sir !
Ktoś wbiegł do garażu, wziął Williams'a na "słówko". Po chwili sierżant powiedział nam co i jak, "ledwo co przyjechaliśmy i już robota, no cóż jak ja to lubię" pomyślałem i zasiadłem przy dziele. Widać jakaś większa sprawa, apache i czołg. Chwyciłem za działko i czekałem na rozkazy.
 
Moneystars jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166