Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-04-2009, 12:06   #1
 
Buzon's Avatar
 
Reputacja: 166 Buzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie coś
[Autorska/ Storytelling] Znamię Pokoju

Wszyscy

Dzień był słoneczny. Pomimo iż był ranek na ulicach było dość tłoczno i gwarno. Miasto stawało do życia. Cały rynek, który znajdował się przed ratuszem był pełny ludzi, orków, krasnoludów a nawet było tam kilku gigantów, które oferowały swoje towary. Nad całym tym „chaosem” panowała straż miejska.





Każdy z Was kierował się w stronę ratusza. Na papierach jakie otrzymaliście po złożeniu swoich usług widniała godzina stawienia się w dziale rekrutacji. Była to godzina 8.00. Przed ratuszem mijaliście różnych ludzi i nie tylko, którzy podobnie jak Wy musieli przybyć po przydział. Na zegarze widniała godzina 8.00 a każdy z was już był na szczycie schodów i wchodził do ratusza.






Po udaniu się do działu rekrutacji zostaliście skierowani na plac za ratuszem. Plac był ogromny na na jego końcu był ustawiony średni stół a za nim siedziało trzech urzędników. Na placu było około 200 chętnych na przydział. Strażnik kazał zrobić miejsce dla osoby, która niosła gigantyczny stos papierów. Kiedy młodzieniec ułożył na stole został odwołany przez urzędników z powrotem do ratusza.

-” Cisza wszyscy!! Zaraz zaczniemy grupować was w drużyny!!”- Wydarł się strażnik, który przed chwilą doszedł do stolika.

Nie było dziwne, że wszyscy zamilkli jak grób. Urzędnicy wkładali do teczek papiery rekrutacyjne po czym opisywali je i odstawiali na drugi koniec stołu. Trwało to przez dobre dwie godziny. Pomimo wcześniejszego rozkazu nikt nie był w stanie stać nadal w milczeniu i cisze najpierw przerywały szepty a następnie zwykłe rozmowy. Strażnik wiedząc, że ponowne uciszanie nie ma sensu gdyż on sam nie wiedział ile to jeszcze będzie trwało aż nagle urzędnik odłożył ostatnią teczkę i kiwnął potwierdzająco głową do strażnika.

-” Spokój!!! Nadszedł czas ogłoszenia drużyn jakie zostały już utworzone!!!”- Wydarł się ten sam strażnik co wcześniej.

-” Dziękuję Ci. Dalej poradzę Sobie sam”- rzekł do niego jeden z urzędników. Następnie skierował się w stronę zgromadzonych, odkaszlał i zaczął swoją wypowiedź:

-” Witam was wszystkich. Jestem godny podziwu dla waszej odwagi. Nie każdy ma jej tyle aby opuścić swój dom i ruszyć w nieznane aby uratować swój świat. Zapewne wśród Was są osoby, które są zainteresowane tylko nagrodą więc nie będę ich trzymał w niepewności. Nagroda przewidywana dla drużyny, która sprowadzi do nas Złote Dziecko jest naprawdę wartościowa. Nasz król Merliar każdemu członkowi ekspedycji zapłaci 50 tysięcy sztuk złota.- po tych słowach cały tłum nie mógł uwierzyć w to co słyszał.- Do tego każdy otrzyma przywileje i tytuł szlachecki.- Tłum tym razem o mało nie upadł z wrażenia stawki o jaką grają.- Mam nadzieje, że nagroda jest godna waszego poświęcenia”.- z tłumu słyszeliście krzyki zgadzające się z urzędnikiem.- „ Teraz przystąpmy do najważniejszej rzeczy albowiem wasze drużyny są już ułożone i proszę Was o cisze gdyż za chwilę wyczytamy wszystkie drużyny i ich członków.- po zakończeniu swojej wypowiedzi od razu zabrał się do roboty.
Na swój przydział czekaliście jakieś 30 minut. Inny urzędnik wstał wyciągnął teczkę przeczytał na głos:

-” Drużyna D12!! W jej skład wchodzą Madlen, Goran-syn Madana, Grimr, Silvan, Sonnilon i pomimo iż grupy powinny liczyć 5 osób to do wasze grupy należy jeszcze Mores”- odłożył waszą teczkę i wziął następną.
Byliście trochę zmieszani. Teraz tworzyliście drużynę D12. Kiedy urzędnicy skończyli wyczytywać grupy. Urzędnik, który przedstawiał wam waszą nagrodę ponownie zabrał głos.

-” Teraz jeśli wiecie, z kim będziecie z drużynie dajemy Wam jeden dzień na zapoznanie się ze Sobą i wybranie kapitana, który jutro o godzinie 7.00 zgłosi się do nas po resztę informacji.

Urzędnicy wstali od stołu i kazali jednemu ze strażników aby zabrał papiery i poszedł za nimi. Kiedy zniknęli w ratuszu zostaliście sami. Przed Wami stała teraz trudna decyzja. Musieliście wybrać kapitana, a to, że się nie znaliście jeszcze bardziej was denerwowało. Jedyne co wam zostało to poznanie się bliżej i na podstawie tak krótkiej znajomości wybrać najbardziej odpowiedzialną osobę.
 
__________________
" Przyjaciel, który wie za dużo staje się bardziej niebezpieczny niż wróg, który nie wie nic."
GG 3797824
Buzon jest offline  
Stary 18-04-2009, 17:10   #2
 
Raincaller's Avatar
 
Reputacja: 14 Raincaller nie jest za bardzo znanyRaincaller nie jest za bardzo znanyRaincaller nie jest za bardzo znanyRaincaller nie jest za bardzo znany
Rumar , miasto w którym miała się narodzić nadzieja.
Goran wiedział , jak poważne jest zagrożenie w obliczu którego stanęli mieszkańcy kontynentu. Zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i nie dziwiło go , jak ogromne zainteresowanie wzbudzała ta cała rekrutacja wybrańców.
Czuł jednak , iż niewielu z napotkanych na szlaku podróżników pragnących zgłosić się do ratowania świata działa z pobudek bardziej szlachetnych aniżeli chciwość.
Zanosi się na ładny dzień. – pomyślał , po czym usłyszał parsknięcie wierzchowca , zwierze wyraźnie zgadzało się z druidem. – Ale Vesta jest nadzwyczaj niespokojna , co może ją trapić? Czyżby miało wydarzyć się coś niedobrego? Jedyne co ja wyczuwam to własny lęk przed wizytą w mieście i widmo dobrowolnej współpracy z istotami , o których nic nie wiem. – pochłonięty rozważaniami i spoglądaniem na pięknego sokoła szybującego ponad nim , dotarł do bramy miasta.

Goran był druidem , człowiekiem kochającym naturę i uczucie wolności. Chociaż osobiście często ten zmysł dzikości przypisywał dziedzictwie swej matki ,w której żyłach połowicznie płynęła elfia krew , sam nie potrafił zmusić się do poczucia swobody wśród zatłoczonych ulic i tłumów ludzi. Dlatego też , po wjechaniu do miasta poczuł się przytłoczony ogromnym ruchem i zamieszaniem panującym na głównym rynku. To wyraźnie nie był jego świat.
Jakim cudem te wszystkie istoty potrafią się odnaleźć w tym motłochu. Nie słyszę własnych myśli , a oni toczą dyskusje , handlują. – spuścił głowę , kryjąc twarz w cieniu kaptura , który nasunięty miał na głowę. – Nie dziwię się , że Vesta wolała zaczekać za murami miasta. Chyba żadne stworzenie o zdrowych zmysłach nie wybrałoby dzisiaj Rumar…
Prowadząc wierzchowca przez zatłoczoną uliczkę Goran dotarł do budynku ratusza , gdzie nakazano mu się stawić. Po przedstawieniu swojej sprawy , odesłany został na plac , gdzie odbywać się miało oficjalne formowanie drużyn.

Zmęczony urokami miasta i gwarem panującym na placu , Goran stanął wśród tłumu zgromadzonych śmiałków i czekał cierpliwie na rozwój zdarzeń. Był mężczyzną wysokim i dość dobrze zbudowanym , dlatego też nie miał problemów z widocznością czy też z miejscem blisko przednich rzędów. Wyraźnie emanowała od niego dziwna dzikość i nieskrywana niechęć do nawiązywania znajomości. Chociaż trafił się barczysty człowiek chcący zyskać miejsce bliżej środka kosztem druida , to ustąpił pod budzącym niepokój dziwnie spokojnym wzrokiem Gorana. Ceremonia przebiegała sprawnie , w końcu padła długo wyczekiwana wiadomość. Nagroda wywołała niemałe poruszenie tłumu , niektórych wyraźnie wprawiła w euforie , której dawali upust klaszcząc i pokrzykując.
Pięćdziesiąt tysięcy sztuk złota , przywileje i tytuł szlachecki!? Wyraźnie nikt nie ma zamiaru kalkulować przesadnie wagi całej tej sprawy. Najważniejszy jest cel i osiągnięcie go w miarę sprawnie i szybko. – Goran spojrzał na rozradowanych najemników stojących przed nim. – Takich jak wy nie trudno kupić. Jak daleko jednak możecie się posunąć celem zdobycia nagrody , nie bacząc na faktyczną powagę sytuacji. Jak szybko wielu z was stwierdzi , iż zapłata nie warta jest ryzyka…

Gdy całe zamieszanie związane z przemówieniem urzędnika przycichło , rozpoczęła się najważniejsza część tego całego zgromadzenia , czyli wyczytywanie członków poszczególnych drużyn. Goran obserwował twarze tych , którzy usłyszeli swoje imię i występowali z tłumu. Jedni wyraźnie zadowoleni , inni dziwnie rozczarowani , jeszcze inni zaskoczeni.

Ciekawe z kim przyjdzie mi wyruszyć. Może z jakimś krasnoludem co nie potrafi przejść obojętnie obok rośliny bez zdeptania jej. Hmm , może poznam łucznika co strzela do zwierzyny , gdy tylko zauważy ruch na horyzoncie… Z cała pewnością jest tu wiele osobliwych przypadków. Czy aby na pewno dobrze robię , czy aby na pewno gdyby mój ojciec żył to byłby ze mnie dumny? Nie jestem żołnierzem jak on , nie wiem czy sprawy w które się angażuję są moimi sprawami. Eh… - druid pogrążony w myślach posłyszał nagle swe imię , które padło z usta urzędnika. „…Goran , syn Madana…” Ależ tak! Jestem Goran , syn Madana. Chociaż kocham moich elfach braci to do tego świata także należę. Jestem przecież człowiekiem.

Wystąpił z gromady ludzi po środku placu i stanął obok strażnika. Po chwili obok niego zgromadziło się jeszcze pięć osób. Gdy ceremonia dobiegła końca , a urzędnik wygłosił ostatnie słowa Goran spojrzał na nowych towarzyszy broni. Na drużynę D12.

Jednym ruchem ręki zsunął z głowy kaptur spod którego wyłoniły się kruczo czarne włosy i emanująca spokojem twarz druida. Skinął lekko głową , po czym zaczął.
- Witam. Jestem Goran , uniżony sługa natury. Cieszę się , że mogę was poznać.

Będzie co ma być. Wszystko w rękach matki natury i losu… Już nie ma odwrotu.
 
__________________
"Tylko silni potrafią bez obawy śmiać się ze swoich słabostek." - W.Grzeszczyk
Raincaller jest offline  
Stary 18-04-2009, 22:00   #3
 
Mroczusia's Avatar
 
Reputacja: 52 Mroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodze
Madlen stała w cieniu, jednego z budynków otaczającego ratusz. Oparta o mur niezbyt uważnie słuchała urzędnika, który rozprawiał coś na temat odwagi i poświęcenia. Od początku jasne było, że będzie o co walczyć, jednak nikt nie wspominał o tym, że będzie powołanych wiele drużyn. Niezbyt jej się to podobało, choć na pewno się tego spodziewała. Nie dość, że będzie trzeba się wysilić by znaleźć to dziecko, to musimy dodatkowo pamiętać o konkurencji - Pomyślała i skrzywiła się, jednak po chwili szybko przegarnęła długie, blond włosy i utkwiła wzrok w mężczyźnie który czytał przydział do grup. D12.... Zobaczymy z kim będę musiała żyć przez następne miesiące - Uśmiechnęła się i pewnym krokiem podeszła bliżej ratusza. Wszyscy zaczęli się już rozchodzić, jednak na środku placu stała jedna grupa. Ktoś wspomniał coś o D12
Tak, to oni... Zbliżyła się do nieznajomych, gdy akurat jeden z nich się przedstawiał
- Witam. Jestem Goran , uniżony sługa natury. Cieszę się , że mogę was poznać.
Dziewczyna wyczuwając napięcie panujące w grupie, uśmiechnęła się pod nosem
- Madlen - Powiedziała i skinęła głową.
 
Mroczusia jest offline  
Stary 18-04-2009, 22:48   #4
 
Whiter's Avatar
 
Reputacja: 155 Whiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znany
Ostatnia noc przed zgrupowaniem drużyn była dość uciążliwa. Chęć snu zakłócały myśli tak nieskoordynowane i różnoznaczne, że paladyn nie mógł zasnąć. Przysiadł do stołu i dolał do kufla resztę dość zwietrzałego piwa którego nie mógł dopić wcześniej. Spojrzał w głąb naczynia i rozpoczął monolog grający się w jego duszy. Myśli były skierowane bardziej o przyszłości, o tym co go czeka rankiem gdy stawi się po przydział. Kiedy już utopił ostatnią myśl w kuflu wypił go jednym haustem po czym położył się spać z niemal czystym sumieniem i poukładanych myślach. Rankiem kiedy już wstał przysiadł na kraju łóżka przetarł niedbale oczy i przeciągnął się.

-Co ma być niech się stanie. – powiedział przez ziewnięcie. Kiedy postanowił wyjrzeć przez małe okienko karczemne będące w jego pokoju zdał sobie sprawę że jest jeszcze bardzo wcześnie. Ruch na ulicach powoli się zagęszczał, lecz wiadomym było że Mores ma jeszcze sporo czasu przed zbiórką. Podszedł do drugiego krzesła przy którym była ułożona zbroja, a na krześle spoczywały ubrania. Ubierał się dość powoli gdyż w założeniach była teraz godzina 6:00. Potem przez dłuższą chwile mocował się z płytami pancerza lecz poszło bez większych problemów. Ostatnimi elementami układanki jaką musiał przywdziać był miecz i tarcza.




Tarcza wyglądała dość reprezentatywnie i dobrze świadcząc o nim lecz była też zbędnym obciążeniem które mogło jedynie wadzić. Pokój był wynajęty przez niego w imię wiary , więc karczmarz baczył też o dobre imię i interesy. Pozostawienie reszty zbędnego ekwipunku było by dobrym pomysłem. Rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu, by ogarnąć wszystko po czym zszedł zjeść śniadanie. Składało się ono z pajdy chleba i jajecznicy mocno ściętej. Dość pożywny i dobry posiłek na rozpoczęcie dnia. Jako że stolik przy którym spożywał posiłek znajdował się niedaleko lady, Mores podniósł rękę i niemal wykrzyczał w formie wojskowej do karczmarza:
- Idę w sprawach oczywistych. Przyjdę potem po resztę dobytku, który jeszcze leży w pokoju i oczywiście po wierzchowca.
Karczmarz kiwną niedbale głową patrząc na paladyna który właśnie wychodził z dobytku.
-Dzień zapowiada się pełen niespodzianek- wymruczał pod nosem po czym skierował się wolnym krokiem wtapiając się w resztę rekrutów. W przeciwieństwie od większości z nich, Mores dostał rozkazy i został skierowany do tej, jak on to lubił zwać „ kompani karnej” . Poprowadzono wszystkich spod ratusza prosto na plac będący za nim, by ułożyć i odczytać drużyny. Trwało to dwie godziny… dwie długie i niepotrzebne godziny. Urzędnicy mogli poukładać to wszystko przedtem, lecz jednak woleli teraz.

-Witam was wszystkich…- ciągnął przemówienie którego i tak mało kto słuchał, lecz wszyscy jak jeden mąż ożywili się na słowa- …Nasz król Merliar każdemu członkowi ekspedycji zapłaci 50 tysięcy sztuk złota. Do tego każdy otrzyma przywileje i tytuł szlachecki.- Nagroda była niemal gargantuicznie wielka. Za tą sumę można było zrobić … wiele. Kolejne 30 minut przeminęło na czekaniu już tak nie mozolnym jak przedtem. Gra toczyła się o wysoką stawkę. Nagle padły słowa:

-Drużyna D12!! W jej skład wchodzą Madlen, Goran-syn Madana, Grimr, Silvan, Sonnilon i pomimo iż grupy powinny liczyć 5 osób to do wasze grupy należy jeszcze Mores.
-Jakże czuje się zaszczycony, iż dołączyli mnie jako tego” specjalnego”- wycedził sam do siebie. Nie był zły, gdyż nie był chciwy i rządny sławy, lecz sława to nic złego. Wręcz przeciwnie. To dodatkowy oręż do walki. Postąpił krok, a za nim następny zmierzając w stronę strażnika który stał nieopodal. Zebrało się tam 5 ludzi. Jeden z gromady przemówił:

- Witam. Jestem Goran , uniżony sługa natury. Cieszę się , że mogę was poznać.

-I ja cie witam druidzie Goranie. – Pochylił lekko głowę paladyn. Jego stosunek do druidów był dość mieszany, lecz uznawał ich za osoby mądre i spokojne. –Pozwólcie że teraz ja się przedstawię. Me imię brzmi Mores. Kapral i uniżony sługa w służbie u naszego miłościwie nam panującego króla Merliara. Mam nadzieję że nasza współpraca odniesie pożądany efekt.- starał się dobierać odpowiednio dobre słowa by wywrzeć dobre wrażenie- miło mi.
Stała nieopodal jeszcze jedna dość tajemnicza postać, zapewne kobieta. Było to dość nietypowe że kobieta podjęła się tak niebezpiecznego zadania lecz jaki fach takie ryzyko.

- Madlen- odparła druidowi i lekko skinęła głową. Widać było że albo była dość nieśmiała, albo coś ukrywała. Mores skierował się w stronę Madlen by podkreślić powagę swoich słów:

- I witam także piękną pannę która będzie, jak mniemam podróżować z nami. – Odparł z przyjacielskim uśmiechem na twarzy lekko puszczając oczko w stronę Madlen. Wyraz ten miał bardziej przełamać domniemaną nieśmiałość, i zawęzić stosunki między kompanami.
 
__________________
"Znaj siebie i znaj przeciwnika, a możesz stoczyć 100 bitew nie odnosząc porażki"
Sztuka Wojny
Whiter jest offline  
Stary 18-04-2009, 23:49   #5
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 2667 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Akademia Edwina... jego dom. Gdyby nie ona najpewniej w tej chwili zamiast delektować się lampką wina i wpatrywać się w płomienie pochłaniające kolejne kawałki drewna w kominku, byłby martwy. Na samo wspomnienie ile poważnych operacji musiał przejść, by dzisiaj móc się cieszyć tym stanem zimny dreszcz spływał mu wzdłuż kręgosłupa. Dzięki Akademii nie musiał się martwić o zakwaterowanie i wyżywienie, a dzięki pracy którą w niej otrzymał stać go było na dalsze studiowanie. Praca, choć diabelnie niebezpieczna dawała mu dużą satysfakcję, oraz była nieźle płatna. Mógł sobie pozwolić na więcej luksusów, niż większość ludzi nawet z bogatych, arystokratycznych rodzin. Nie oznaczało to bynajmniej, że był delikatny jak arystokrata - życie wystarczająco go zahartowało, zwłaszcza że tak naprawdę był dość młody

Pierwsze płatki śniegu, niesione zimnym, północnym wiatrem opadały na parapet okna. Otwarta księga spoczywała na kolanach Grimra, a ponad jej żółtymi stronicami unosiły się złociste znaki. Wiedza, za którą był gotów poświęcić naprawdę wiele zapisywała się w jego pamięci, przekształcając w nowe, potężne zdolności. Zakwaterowanie z jednej z akademickich wież miało swój dodatkowy luksus - miał naprawdę blisko do największego z księgozbiorów we wszystkich znanych mu sferach - słynnej biblioteki edwina. Dzieła podobno tak stare jak wszystkie sfery, tajemnice życia i śmierci, a nawet prawda o samym twórcy wszechrzeczy - wszystko to podobno było spisane na stronicach tamtejszych ksiąg. Co prawda Grimr miał dopiero trzeci stopień wtajemniczenia, przez co nie uzyskał jeszcze dostępu do wewnętrznej sekcji, w której sercu znajdowało się podobno Etherium Eius, jednak i sekcja zewnętrzna dawała mu duże możliwości

Lekturę przerwało mu lekkie uderzenie w parapet. Podniósł wzrok znad książki i ujrzał lodowego chochlika



Chochliki zwykle wykorzystywane były jako służący do podstawowych zadań, lub jeszcze częściej jako gońcy. Choć nie spodziewał się wiadomości o tak późnej porze to nie wypadało jednak jej zignorować. Wstał chrzęszcząc metalowymi fragmentami ciała i podszedł do okna. Uchylił lekko okno, a chochlik wszedł do środka. Zaraz też podał Grimrowi niewielki zwitek papieru, po czym ponownie wyszedł na dwór, znikając w rozpoczynającej się właśnie zamieni. Na pergaminie widniało tylko jedno słowo: Kostnica, oraz pieczęć Mistrza. Najwyraźniej było to wezwanie i to dość pilne, skoro wiadomość została dostarczona o tak późnej porze. Wiedząc, że w kostnicy temperatura nigdy nie przekracza zera narzucił sobie na ramiona płaszcz i wyszedł z komnaty

Droga, prowadząca przez setki krętych schodów potrafiła zmęczyć nawet Grimra. Najpierw musiał pokonać dwie kondygnacje wieży, tylko po to by udać się do najgłębszych piwnic. Dzisiaj śpieszył się wyjątkowo, podświadomie wyczuwając że to wezwanie może być czymś poważnym, tak że pod drzwi kostnicy dotarł niecałe dziesięć minut później. W środku nad jednym ze stołów pochylał się Mistrz oraz czterech wtajemniczonych. Zachęcony gestem przez Mistrza Grimr zbliżył się do stołu, na którym leżał Wora, inny z Pozyskiwaczy. Jego ciało wyglądało na zapadnięte w sobie, a liczne rany klatki piersiowej świadczyły, że nie zginął w naturalny sposób. Nie było to specjalnie zaskakujące, żaden Pozyskiwacz nie umarł jeszcze ze starości jednak mało który kończył tak zmasakrowany. Po chwili Mistrz odwrócił się do Grimra



- Grimrze, moje dziecko! Dobrze, że już jesteś
- Na twe wezwanie, Panie
- Naszą społeczność spotkała wielka tragedia, o tak, naprawdę wielka. Jak widzisz nasz brat Wora opuścił nas, oddając swe życie na jednej z misji. Był on drogi mojemu sercu, jak każdy z dzielnych Pozyskiwaczy. Miał on zdobyć dla nas diadem, bardzo cenny z naukowego punktu widzenia. Analiza spektralna widma eteru wykazała nam, gdzie aktualnie się znajduje. Już miesiąc temu jak Wora wyruszył, dzisiaj zadziałał glif i ściągnął go z powrotem. Było już za późno, najwyraźniej biedak od kilku dni nie żył
- Mam kontynuować jego zadanie?
- Tak, moje dziecko. Sfera docelowa zamieszkała jest przez wiele ras rozumnych, z którymi już wcześniej miałeś kontakt. Twoje wyniki są zaiste imponujące, a pozostała trójka Pozyskiwaczy jest zajęta swoimi zadaniami. Coraz mniej was zostaje... Coraz mniej... Słuchaj dziecko. Nie możemy pozwolić, by coś ci się tam stało. Po śmierci Wory stałeś się wraz z Marcusem najbardziej doświadczonym z Pozyskiwaczy. Zostaniesz dobrze wyekwipowany na swoją wyprawę, bo nie będzie ona należała do tych łatwiejszych. Posłuchaj uważnie, bo to co teraz powiem jest potwornie ważne...

***

Podróż portalem jak zwykle była dla niego bolesna. Magia, która podtrzymywała go przy życiu rezonansowała, powodując trudny to wyobrażenia ból. Na szczęście całe jego ciało było odporne na przenosiny międzysferowe, dzięki czemu ryzyko zapaści było minimalne. Portal doprowadził go niedaleko bram miasta, które według słów Mistrza miało być pierwszym etapem w dokładniejszym zlokalizowaniu artefaktu. Obok już materializował się sługa, którego jednak lepiej było tymczasem pozostawić za miastem. Ignorując lekkie mdłości, spowodowane natłokiem wiedzy przekazanej przez Strażnika Wspomnień ruszył przed siebie

Miasto nie zachwyciło go. Prawdę mówiąc po widoku mrocznych otchłani Ziem Cienistych, po miesięcznym pobycie na Polu Stali czy widoku umierającego świata którego o mało nie przypłacił życiem niewiele było w stanie go zdziwić lub zainteresować. Nie niepokojony przez nikogo dotarł na plac przed ratuszem. Według planu miał tutaj zostać przydzielony do drużyny, która to miała go doprowadzić do pożądanego przedmiotu. W założeniach nic trudnego, jednak skoro już jeden z Pozyskiwaczy zawiódł musiał być ostrożny. W ostateczności w księdze miał schowany pakt, wystarczyło że z własnej woli skropi go krwią jednak ryzyko zawsze istniało

Tłumy ludzi zebrane na placu dziwiły go do momentu, do którego usłyszał o nagrodzie. Dla większości z nich taka suma oznaczałaby utrzymanie do końca życia. Cóż, tym lepiej dla niego. Drużyna będzie miała większą motywację, by wykonać swoje zadanie. Plan Mistrza wydawał się doskonały jak zwykle. Grimr musiał jednak uważać, by tego nie zepsuć

Przydziały dobiegły końca, a drużyny powoli się formowały. Nie miał wyjścia, jak dołączyć do swojej. Widać było, że pierwsze lody powoli były łamane, Miał nadzieję, że szybko się do siebie przyzwyczają, bo nie miał najmniejszej ochoty być spowalniany przez różnice poglądowe. Im szybciej zaczną, tym szybciej skończą, a im szybciej skończą tym szybciej Grimr wróci do domu

Grimr był dość wysokim mężczyzną. Miał około metr osiemdziesiąt wzrostu, jednak poza tym że był przeciętnej muskulatury nic nie dało się o nim powiedzieć. Przyczyna tego była prosta - znaczną część powierzchni ciała zastępowały metalowe płytki. Także twarz zastąpiona była metalową maską. Wszystkie metalowe elementy zdawały się być wrośnięte bezpośrednio w jego ciało

Gdy zbliżył się do pozostałych uniósł lekko prawą rękę do góry w geście powitania

- Witajcie, przyszli kompani. Jestem Grimr, podróżnik
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett
Blacker jest offline  
Stary 19-04-2009, 10:45   #6
 
Keitaro's Avatar
 
Reputacja: 14 Keitaro nie jest za bardzo znanyKeitaro nie jest za bardzo znanyKeitaro nie jest za bardzo znanyKeitaro nie jest za bardzo znany
Kolejna samotna noc i męczące mnie wciąż koszmary związane z przeszłością. Choć minęło już tyle czasu wciąż widzę tę samą twarz wuja i żądzę krwi w jego oczach. Od razu, gdy tylko usadowiłem się na swoim legowisku po pracy w gospodzie, bowiem właśnie w taki sposób często zarabiałem na jedzenie i nocleg, który zwykle nie był zbyt okazały. Tym razem dane mi było, bowiem spać w czymś co przypominało stodołę, jednakże zmęczony pracą i wędrówką nie narzekałem tylko zamknąłem oczy i przeniosłem się w świat sennych marzeń będąc głuchym na wszelkie hałasy dochodzące z zewnątrz. Jak się szybko okazało senne marzenia o szczęśliwej rodzinie szybko przeobraziły się w makabryczny koszmar który wybudził mnie ze snu. Bylem cały zalany potem, a że powoli zaczynało świtać postanowiłem już nie zasypiać, bowiem nie miałem ochoty przeżywać znów tego samego.

Jak okazało się w gospodzie miałem jeszcze bardzo dużo czasu do 8.00 więc postanowiłem coś zjeść i przyjrzeć się niektórym osobą znajdującym się w pomieszczeniu, bowiem jak mówił karczmarz zatrzymało się u niego wielu śmiałków mających ten sam cel co ja.
Ech... widzę konkurencja będzie dość duża. No cóż nie ma co się tym przejmować, w końcu nie wiem dokładnie jak to wszystko będzie wyglądało...
Pomyślałem po czym zjadłem ostatni kęs jedzenia, które obiecał mi karczmarz za wczorajszą pracę po czym pożegnałem go i wyszedłem na zewnątrz mieszając się z ulicznym tłumem. Jak co rano widać było już pierwsze stragany rozstawiane na ulicach, a że jak już mówiłem zbudziłem się bardzo wcześnie postanowiłem przejść się powolnym krokiem i rozejrzeć po okolicy. Stragany były bardzo interesujące i kolorowe, pewne było że każdy kto tu zajrzał mógł dostać wszystko czego szukał.

W końcu dotarłem na miejsce, które było mi dziś przeznaczone i zapięło mi dech w piersiach. Nie spodziewałem się, że zjawi się tu tylu poszukiwaczy przygód i łowców nagród.
No nic lepiej zachować anonimowość, bo nie chciałbym aby ktoś mnie rozpoznał. Możliwe że ktoś pochodzi tu z moich stron, albo co gorsza jest szpiegiem...
Założyłem więc na głowę kaptur od mojej szarej peleryny i zasłoniłem nią tors. W taki to właśnie sposób z łukiem przewieszonym przez plecy i kołczanem strzał powoli poczłapałem na szczyt schodów ratusza.

Kiedy trafiłem już na plac za ratuszem wybrałem jakieś ustronne miejsce w cieniu i oparłem się o jedną ze ścian budynku i cierpliwie wyczekiwałem informacji jakie zostaną podane. Nawet krzyk strażnika nie wybudził mnie z transu w jaki wpadłem. Tak głęboko zatraciłem się w swych wspomnieniach, że nawet hałas wywołany przez dwustu najemników zbytnio mnie nie rozpraszał.

W końcu jednak nadszedł najważniejszy moment podsumowania. Podniosłem wiec lekko głowę by móc spojrzeć na mówcę i wyłapywałem każde słowo wychodzące z jego ust...
Coo..?! Aż tyle, jeżeli uda mi się zdobyć tą nagrodę... jeżeli mi się uda... to będzie pierwszy krok do wolności, abym w końcu mógł odpłacić za wszystko swemu wujowi...
Z tą myślą napełniła mnie fala euforii,a na mej twarzy zagościł lekki uśmieszek.

Po dłuższym czasie wsłuchiwania się w imiona i przydziały do drużyn w końcu usłyszałem swoje własne. Ruszyłem więc do przodu, aby spotkać się ze swoją drużyną i zapewne Ci którzy mi się przyglądali wiedzieli już po moim lekkim chodzie i po gracji z jaką się poruszałem że jestem elfem.
A więc D12, ciekawe kim są moi kompani
Kiedy tylko zgromadziliśmy się całą nietypową według strażnika szóstkom wysłuchałem przywitania kilku z nich i sam zabrałem głos.

- Witam moi drodzy, jestem Silvan. Przepraszam że nie zdejmuję swego kaptura, ale puki nie opuścimy tego zatłoczonego miejsca wolałbym nie ujawniać swej twarzy...

Milknę przez chwilę przyglądając się z ukrytka kompanom i ciągnę dalej.

- Wiem że może to niegrzeczne, ale postaram się wszystko wyjaśnić później... A jeżeli chodzi o wybór kapitana to ja się raczej nie piszę na to stanowisko, bo jak już mówiłem wolę zbytnio nie zwracać na siebie uwagi.
 
Keitaro jest offline  
Stary 19-04-2009, 12:09   #7
 
Mroczusia's Avatar
 
Reputacja: 52 Mroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodzeMroczusia jest na bardzo dobrej drodze
Madlen przeleciała wzrokiem po wszystkich zgromadzonych. Hmm... widać, że nie wielu w przeciwieństwie do mnie ma problemy finansowe - Pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem.
- I witam także piękną pannę która będzie, jak mniemam podróżować z nami.- Z uśmiechem na twarzy powiedział Mores
Dziewczyna prawie skopiowała uśmiech wysłany do niej i wyciągnęła rękę, w kierunku paladyna
- Miło Cię poznać, mam nadzieję, że najbliższe tygodnie miną mi ciekawie w twoim towarzystwie , gdyż jak widać, reszta nie jest zbyt rozmowna - Powiedziała i zaśmiała się, a następnie oparła rękę na biodrze i wróciła do lustrowania grupy.Zatrzymała spojrzenie na osobniku, który przedstawił się jako Grimr. Podróżnik, ciekawe... hmm.. bardzo wygodnie musi mu być w tej blaszanej skorupie, no nic tylko się śmiać. Nie mogę, się doczekać, jak ruszymy w teren by zobaczyć go przedzierającego się w tym pancerzu przez krzaki, choć jest pierwiastek prawdopodobieństwa, że podróż zejdzie nam na jechaniu dziedzińcem, w przyjemnym chłodzie, pośród drzew Następnie spojrzała na zakapturzoną postać zwaną Silvanem, tu już nie mogła się powstrzymać i parsknęła śmiechem Co za dziwne stworzenia chodzą po tym świecie, nie chce zwracać na siebie uwagi, a chodzi w kapturze i oznajmia wszystkim wszem i wobec że woli pozostać niewidoczny, do puki nie opuści tego miejsca. Logiczną rzeczą, jest chyba fakt, ze po tak owym komunikacie, zwróci na swoją osobę niepotrzebną według niego uwagę, ale nie, koniec z ocenianiem, bez wcześniejszego zapoznania.- Sprostowała swoje myśli i czekając na obrót sprawy wbiła wzrok w jedno z okien ratusza, jakby próbując odgadnąć co za nim się kryje. Nie krępowało jej milczenie, jednak wolała nie marnować czasu. Nie wspomniała jednak o tym, gdyż wolała nie narażać się reszcie grupy, która może po prostu lubiła stać i się nie odzywać.
 
Mroczusia jest offline  
Stary 19-04-2009, 15:52   #8
 
Raincaller's Avatar
 
Reputacja: 14 Raincaller nie jest za bardzo znanyRaincaller nie jest za bardzo znanyRaincaller nie jest za bardzo znanyRaincaller nie jest za bardzo znany
Goran spojrzał na zgromadzonych wokół nowych towarzyszy broni i po wysłuchaniu , co miał do powiedzenia Silvan zwrócił się do Moresa.
- Wybór kapitana... słuszna uwaga Silvanie. - zaczął jak zwykle swoim spokojnym głosem. - Urzędnik wyraźnie dał do zrozumienia , iż musimy podjąć taką decyzję i mam co do tego , nie ukrywam , swoją opinię.

Chociaż nie wiem czy aby na pewno tak krótka chwila może służyć jako rozeznanie w charakterach tu zgormadzonych... Istotnie nie myliłem się co do galerii osobliwości , jaką oczekiwałem napotkać w dniu dzisiejszym. Madlen wydaję się być osoba szczerą , jednak jest kobietą... Któż wie co może skrywać pod tym pięknym uśmiechem - spojrzał na kobietę witającą się z paladynem - Silvan także nie budzi we mnie wyjątkowych obaw... Ale ten Grimr? Zbyt wiele skrywa bym mógł go jakkolwiek oceniać. - zmierzył wzrokiem Moresa i usmiechnął się lekko - Rycerz natomiast wydaję się mieć conajmniej dobre zamiary. To musi póki co wystarczyć...

- Jeśli o mnie chodzi - kontynuował po chwili przerwy druid. - Hmm , wydaje mi się , że Mores nadawałby się idealnie do roli naszego reprezentanta. Zresztą raczej nie straszne mu poranne wstawanie po rozkazy. - uśmiechnął się ponownie , tym razem silił się na szeroki i szczery uśmiech. - Wydaje mi się , że należy nam się chwila odpoczynku , jak również powinniśmy się troche lepiej poznać , nim z rana dostaniemy królewskie rozkazy. Tuż przed wejściem na plac widziałem gospodę , tam zostawiłem wierzchowca. Jeśli nie macie nic przeciwko temu , to myśle że będzie to idealne miejsce na przedyskutowanie istotnych spraw.

Druid kończąć naciągnął kaptur z powrotem na głowe , po czym spojrzał pytająco na paladyna , jakby wyczekująć zatwierdzenia własnych słów. Osobiście wybrał juz lidera i chociaż wiernie służyć potrafił tylko dzikiej naturze to na współprace z takimi osobami był w stanie przystać.

Ciągle nie daje mi spokoju ten Grimr... Istoty inteligentne i bez masek maja wiele twarzy... Cóż może skrywać taka osoba pod maską z metalu?
 
__________________
"Tylko silni potrafią bez obawy śmiać się ze swoich słabostek." - W.Grzeszczyk
Raincaller jest offline  
Stary 19-04-2009, 20:39   #9
 
andramil's Avatar
 
Reputacja: 885 andramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwuandramil jest godny podziwu
Świergot ptaków obudził podróżnika z małej drzemki jaka uciął sobie w siodle. Piękny skowronek śpiewał swoją przejmująca pieśń, oznajmiając światu swą radość życia. Przyłączył się do niego drugi, podobny mu. Ich wspólny trel dolatywał do jego uszu.
- Cholerne ptaszydła! Zamknęły byście te wasze przeklęte dzioby... No Kuniu! Co tak wolno? Galopem! Bo się spóźnię!

8:00
Postać ubrana w czarny płaszcz pędziła na swym brązowym koniu przez zatłoczone miasto. Materiał falował na powietrzu. U boku podskakiwał mu miecz w pochwie. Kropelki potu pojawiły się na szyi konia. Z chrap zaczął dobywać nieprzyjemny dźwięk. Zwierze wydawało się zmęczone. Bardzo.

8:03
Na dziedzińcu gdzie zebranych było wielu pojawiła się nowa postać. Prawie wpadł w tłum na zajeżdżanym koniu. Prawie. Zatrzymał wierzchowca i zsiadł z niego. Trzymając go za uzdę podszedł bliżej centrum by lepiej słyszeć. Jednak jego spóźnienia nikt nie zauważył. Wszyscy zwróceni byli ku urzędnikowi, który kończył czytać swe notatki. I dobrze. Wszyscy byli zainteresowani nagrodą.
- Przez ciebie durna bestio nie wiem jaka jest nagroda!
- Ciiiiichooo! Nie słyszę imion w drużynach! - starała się go uciszyć jakaś ponętna poszukiwaczka przygód.
- Powiedz mi tylko... dobra kobieto jaka jest zapłata za nasze usługi? - powiedział słodziutkim głosem w stronę awanturniczki.
- Pięćdziesiąt tysięcy w złocie, przywileje i tytuł szlachecki. Ale zamilcz już!

Jakieś półgodziny później nowo powstała grupa D12 spotkała się na placu. Sześciu ludzi. No prawie. Jakieś elfy też się przybłąkały. I ten dziwny... człowiek. No trudno. Z kim mi przyszło pracować? Poznać ich trza by było.
Młody człowiek, mężczyzna, wyglądający na jakieś trzydzieści lat podszedł do reszty drużyny. Odziany był w czarny płaszcz, czarny kaptur i tegoż koloru zbroję. A jego ochronny uniform większości składał się ze skóry. Jedynie pierś odziana była w koszulkę utkaną z kolczych kółek. Przy pasie zwisały mu dwa miecze. Po lewej miecz znacznie dłuższy niż przewiduje to ustawa dla "mieczy długich", jednak zbyt mały by wziąć go za dwuraka. Po prawej zaś widniał mu krótszy miecz. Krótszy niż jego przedramię. Idealny do zastaw i szybkich, ukradkowych ataków. Jednak niewielka warstwa kurzu znaczyła rzadkość w używaniu.



Szedł do nich pewnymi krokami. Doświadczony obserwator mógłby stwierdzić, iż często on używa swych nóg jako środek transportu. Sprężyste ruchy przywodziły na myśl starego piechura. Jednak w lewej ręce trzymał uzdę konia. Chudego i widocznie zmęczonego.



Gdy zbliżył się wystarczająco blisko i zauważył "mało widoczny" ruch zakrywania twarzy kapturem u niektórych nowych towarzyszy, uśmiechnął się ironicznym uśmiechem. Cóż za głupota rozpowiadać o swym ukrywaniu? A może specjalnie to robi, by zwrócić na siebie uwagę? Sam zdjął swój kaptur pokazując twarz. Twarz młodego i uśmiechniętego młodzieńca. Młodzieńca z białymi włosami. Z przodu krótsze, sięgające do podbródka, a z tyłu spływające mu poniżej ramion.
- Witać mości panowie. I wy szanowne panie. Jam jest Sonnillon. I będę miał ... przyjemność z wami podróżować. Co do kapitana... To każdy byle nie on - wskazał na kaprala - źle mu z oczu patrzy i jajkiem śmierdzi z pyska. Osobiście sam zgłaszam swą kandydaturę. Mam już jakieś doświadczenie w tych sprawach. A zresztą! Mamy cały dzień! Opijmy powstanie nowej drużyny! - powiedział z małą radością w głosie i spojrzał na reakcję nowych kompanów. Obserwował.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
Stary 19-04-2009, 23:13   #10
 
Whiter's Avatar
 
Reputacja: 155 Whiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znanyWhiter wkrótce będzie znany
Madlen odwzajemniła uśmiech, co prawda trochę aktorsko, lecz bez wątpienia szczery. Ujął dłoń kompanki i automatycznie skierował wzrok na następnego kompana który w niemal tym samym czasie zabrał głos:

- Witajcie, przyszli kompani. Jestem Grimr, podróżnik.

Mores przez chwile stał wpatrzony w otwory w masce, by dojrzeć oczy rozmówcy. Aura tego kompana była dość „inna” niż u pozostałych kompanów, lecz nie widział w niej nic złego. Albo Grimr dobrze ją ukrywa, albo umiejętności paladyna wymagają doszkolenia. Bynajmniej niektóre. Ukłonił się lekko i odwzajemnił przywitanie.

-Witaj podróżniku. Cieszę się że będziemy razem ze sobą podróżować. – powiedział z ewidentnym zaciekawieniem do Grimra. Do drużyny dołączyła jeszcze zakapturzona postać. Przedstawiała się jako Silvan. Przywitała się jak i reszta drużyny po czym rzekła:

- Wiem że może to niegrzeczne, ale postaram się wszystko wyjaśnić później... A jeżeli chodzi o wybór kapitana to ja się raczej nie piszę na to stanowisko, bo jak już mówiłem wolę zbytnio nie zwracać na siebie uwagi.

-Rozumiem. – odparł Mores. ‘Jedni wolą się ukrywać, a inni nie. Nie każdy miał ciekawą historie życia.’ Następny zabrał głos Goran. Z jego przemowy wynikało, że dobrym reprezentantem był by sam paladyn. Oczywiście było to lekkim zaskoczeniem, lecz raczej jednym z tych milszych.

-Dziękuje że ufasz w me zdolności Goranie, lecz jeszcze reszta kompanów musi zdecydować. Z tego co widzę kilku jest neutralnych i kilku nie zabrało głosu. Pozwólcie że ja oddam głos jako ostatni. Demokracja jest demokracją. – odrzekł. Kiedy zdawało się że wszyscy już się zebrali doszedł ostatni z szóstki. Był to młodzieniec o dość charakterystycznych białych włosach. On jako ostatni zabrał głos:

- Witać mości panowie. I wy szanowne panie. Jam jest Sonnillon. I będę miał ... przyjemność z wami podróżować. Co do kapitana... To każdy byle nie on - wskazał na Moresa - źle mu z oczu patrzy i jajkiem śmierdzi z pyska. Osobiście sam zgłaszam swą kandydaturę. Mam już jakieś doświadczenie w tych sprawach. A zresztą! Mamy cały dzień! Opijmy powstanie nowej drużyny!

-Z mordy to ci się będą sypać zęby chamie- wycedził już bez wcześniejszej ogłady. I oto ukazało się drugie oblicze Moresa. Wojskowe.- Za taką obrazę powinnem ci jebnąć w pysk. –Położył rękę na głowni miecza. Uśmiechnął się z wyraźnym brzydkim przekąsem.- Postawa jaką reprezentujesz jest godna lizania bruku. Obywatele, całkiem obcy jak i ty przyszli i okazali wobec siebie szacunek, a tu przychodzi ancymon z obrazą.- Widać że złość nie opuszczała paladyna. Drugi i trzeci palec od ręki spoczywającej ochoczo na głowni skierowały się w korpus młodzieńca.- Nie godzi się reprezentować taką postawę, zwłaszcza gdy wysuwasz własną kandydaturę na kapitana.
Mores wyprostował się oczekując odpowiedzi.
 
__________________
"Znaj siebie i znaj przeciwnika, a możesz stoczyć 100 bitew nie odnosząc porażki"
Sztuka Wojny

Ostatnio edytowane przez Whiter : 20-04-2009 o 15:15.
Whiter jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166