Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-12-2009, 16:56   #1
 
Only The Shadow's Avatar
 
Reputacja: 52 Only The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodze
[Storytelling][Niedaleka przyszłość, wojna w Iranie](18+)Sztuka propagandy.


Był to kolejny pogodny dzień w Nowym Yorku. Na ulicy pojawiły się, w ilości większej niż zwykle, plakaty nawołujące różnymi sposobami do wyjazdu na wojnę do Iranu. Hasła "Potrzebujemy Ciebie!", "Dołącz do najlepszych - wstąp do US Army", w połączeniu z dobrodusznymi twarzami oficerów oraz zwykłych szeregowców (którzy odznaczali się jednak rysami aktorów filmowych) napastowały przechodniów na każdym kroku.
Armia potrzebowała nowych rekrutów, a w obliczu malejącego poparcia dla samej wojny, coraz więcej pieniędzy wydawała na promocję. W telewizji nadawane były reklamy, podobne do tych widniejących na plakatach w całym mieście. Do zgłaszania się do punktów rekrutacyjnych nakłaniał sam prezydent Paulus - oświadczając przy tym, że osobiście i bez wahania wysłałby na wojnę własnego syna, gdyby tylko go miał.
Na jednej z ulic trwało właśnie uroczyste zaprzysiężenie żołnierzy, którzy za parę dni mieli wyjechać na Bliski Wschód. Na innej znów odznaczano weteranów tej jak i ciągle prowadzonej w Afganistanie wojny. Bez wątpienia dzień należał do wojska - ciężko było przeoczyć plakaty, mówców i żołnierzy, czy to wychodząc rano po zakupy, czy też idąc do pracy lub parku.



W całym tym gwarze, niepozorny mężczyzna w szarym płaszczu próbował przedostać się na drugą stronę ulicy, do punktu rekrutacyjnego. Wbrew pozorom, nie było to łatwe zadanie. Drogę co chwila zagradzali mu ludzie idący w różnych kierunkach i co chwila skręcający w inne - jakby nie wystarczał już sam tłok, uciążliwszy dziś niż na co dzień. Człowiek, rozgarniając tłum niezbyt dobrze zbudowanymi rękoma starał się nie spuszczać z oczu budynku, do którego konsekwentnie się zbliżał. Przez swe lekko przyciemniane, okrągłe okulary widział już wielki plakat nad drzwiami "Ojczyzna Cię potrzebuje - dołącz do nas!".
Howking, bo tak miał na nazwisko ów mężczyzna, zaklął cicho pod nosem stając wreszcie na progu i łapiąc oddech. Wciągnął powietrze jeszcze raz, wyprostował się na moment, odważnym ruchem otworzył drzwi i wszedł do środka.
Z miejsca uderzała obecność zaledwie trzech osób w tak dużym pomieszczeniu, kontrastująca wyraźnie ze scenami rozgrywającymi się na zewnątrz. Za biurkiem siedział rekrutujący, wyjaśniający prawdopodobnie jakiemuś zainteresowanemu wstąpieniem do armii obywatelowi perspektywy, jakie daje mu wojsko. Widząc Howkinga, mężczyzna skinął mu głową i wskazał mniejszy pokój, w którym siedział już inny człowiek, ubrany w niezbyt wyszukany, czarny garnitur.
Bez zbędnych ceregieli Howking przecisnął się między ścianą i krzesełkiem rozmawiającego z wojskowym cywila, by dostać się do wspomnianego pomieszczenia.
-Witaj, Howking. - facet w garniturze wstał i podał rękę wchodzącemu do pokoju. - Usiądź sobie, tutaj masz fotel.
-Dziękuje, panie... MacLine? Przepraszam, panie MacLinn. - Howking zdjął płaszcz i podał rozmówcy, by ten mógł go powiesić obok drzwi. - Pańskich ptaszków nie ma?
MacLinn przybrał lekko urażoną minę, ale w chwilę potem znów patrzył na niego z nieznacznym uśmiechem:
-Przyjdą, mają jeszcze trochę czasu. Jest dopiero za pięć pierwsza.
-Och, rzeczywiście - Howking spojrzał bez większego zainteresowania na zegarek - nie myślałem że tak szybko przebiję się przez te tłumy na zewnątrz.
-A więc widzi pan jak dobrze działa nasza polityka promocyjna - MacLinn uśmiechnął się szerzej, zakładając nogę na nogę.
-Tak, szkoda tylko że macie tutaj więcej personelu niż zainteresowanych. - uśmiech który przed chwilą pojawił się na twarzy eleganckiego mężczyzny zrzedł ponownie. - Ale cóż, nam też za dobrze ostatnio nie idzie, a budżet mamy jednak większy.
Po chwili ciszy Howking podjął dalszą rozmowę:
-Jest pan pewien tych osób?
-Jak najbardziej. Zaraz znajdę ich akta.
Człowiek wstał by przejrzeć półki z segregatorami przy oknie. W tym czasie Howking zaczął trochę rozglądać się po pomieszczeniu. Niewielki, pomalowany na jasno żółty kolor pokoik wyglądał dość schludnie. Do wnętrza prowadziły jedne drzwi, a światło wpadające przez okno na ścianie obok w zupełności wystarczało do oświetlenia wyposażenia - dwóch foteli, biurka i drewnianych regałów.
-Proszę, oto one. - MacLinn podał pięć niewielkich teczek na dokumenty.
-A, tak... dziękuję. Przejrzę je potem. - Howking schował teczki do swej aktówki i odłożył ją obok płaszcza. - Macie może kawę?

 

Ostatnio edytowane przez Only The Shadow : 26-12-2009 o 17:20.
Only The Shadow jest offline  
Stary 28-12-2009, 11:53   #2
 
Araks3's Avatar
 
Reputacja: 230 Araks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie coś
Sheaprd mieszkał w stanie New Yersey, dość blisko granicy z Nowym Yorkiem, toteż zdecydował się na podróż swoim samochodem. Odkąd w Iraku widział AC130 spadające z nieba niczym blaszane zabawki stracił zaufanie do latających maszyn. Poza tym nic nie potrafiło zastąpić jego poczciwego Dodge Neon, który powoli stawał się już przeżytkiem. Shepard kupił go za żołd po powrocie z Iraku. Ciekawe jaki samochód kupi po powrocie z Iranu? O ile w ogóle przeżyje - jednak myśli że mogłoby być inaczej starał się do siebie nie dopuszczać. Przeżył Irak to i przeżyje Iran. Nie sądził, że w Iranie mógłby powstać drugi Irak. Sytuacja nie była chyba aż tak zła. Shepard postanowił jechać w nocy. Mniej korków i problemów. Wyruszył o 9 p.m. Zdążył pożegnać się jeszcze ze swoją żoną i córką, po czym wsiadł do samochodu ruszając w długą drogę.

Podróż przebiegała mu spokojnie. Oczywiście nieocenioną zasługę miało w tym radio z płytami DVD, które umilało mu drogę takimi zespołami jak Metallica, czy RHCP. Shepard cenił starą, dobrą muzykę. W obecnych czasach nie potrafił przyzwyczaić się do jakiegoś "łupania" w głośnikach, które teraz stało się tak popularne. James przystawał na stacjach benzynowych, ale w końcu zatrzymał się w jednym z McDonald`ów, wszak coś jeść trzeba było, a czekało go jeszcze spory kawałek drogi. Poza tym stołowanie się u Megan, było jawnym samobójstwem. Nie żeby coś miał do kuchni swojej żony, ale brutalnie mówiąc po prostu nie umiała gotować i tego już się zmienić nie dało. Nawet tutaj Sheparda atakowały plakaty i ulotki głoszące "Wstąp do armii ! Pomóż USA i Iranowi !" - Pieprzona propaganda... - Burknął pod nosem, dokańczając swojego hamburgera. Aż nazbyt przypominało mu to akcję promocyjną Iraku.

Do Nowego Yorku dotarł rankiem, gdy słońce jeszcze wschodziło. Obraz promieni słonecznych odbijających się od szklanych powierzchni biurowców, na długo zapadnie mu jeszcze w pamięci. Na pewno w Iranie nie będzie mógł liczyć na takie widoki. Shepard spojrzał na mapę Nowego Yorku, szukając ulicy, na której znajdował się budynek rekrutacyjny. Swoje papiery złożył już wcześniej, teraz zostało mu tylko pomyślne przejście rekrutacji. Na ulicach Nowego Yorku roiło się od żołnierzy, a uroczyste ślubowania na Brooklyn`ie wywoływały tylko u niego uśmiech politowania. Nie spodziewali się co może ich czekać na wojnie. Shepard też się nie spodziewał i dostał od życia porządnego "kopa prosto w dupę".

Gdy w końcu udało mu się dotrzeć do wyznaczonej ulicy, z niemałym trudem zaparkował gdzieś swoje auto, po czym na piechotę ruszył do punktu rekrutacyjnego. Krótką chwilę "ogarniał" się jeszcze przed wejściem do budynku, wszak nie przespał nocy, a mógł wyglądać na nieco... nieświeżego. A tak wypaść na pewno nie chciał. Po chwili otworzył drzwi budynku rekrutacyjnego, wołając od progu - Dobry wszystkim. - Zdziwiła go nieco wielkość sali, a raczej ilość osób w tak dużym budynku. Na pewno nie była imponująca. Pamiętał, że w punkcie rekrutacji do Iraku sala pękała w szwach. Być może był za wcześnie, albo umówili ich na taką godzinę, co by nie panował zbyt duży tłok. - Gdzie znajdę osobę rekrutującą? James Shepard i byłem tutaj umówiony na... pierwszą. Tak, wszystko się zgadza. - Dodał po chwili, sprawdzając jeszcze raz godzinę na zegarku. Był tutaj pierwszy? Cóż... na to mu wyglądało.
 

Ostatnio edytowane przez Araks3 : 28-12-2009 o 18:56.
Araks3 jest offline  
Stary 30-12-2009, 09:34   #3
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 11192 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
Tego dnia, Sara miała umówione spotkanie. Zwykle jej praca dla rządu wyglądała nieco inaczej i wszystko co mogło jej być potrzebne dostawała pocztą - zwykle elektroniczną. Nie dziwiła się jednak, gdyż podobne do czekającego ją dziś spotkania też miały miejsce, a czasami było to wręcz konieczne.
Po obudzeniu się o 6:00, miała jeszcze dużo czasu. Najpierw poszła wziąć gorący prysznic, zawsze pomagało to miło rozpocząć dzień. Następnie nastawiła wodę na kawę i przyrządziła sobie i swojemu dzieciakowi śniadanie - placki ze świeżymi borówkami, malinami i jeżynami. Oczywiście jak to u niej bywa, potrawy były w takich proporcjach, że większość posiłku stanowiły owoce. Jej chłopiec został obudzony przez budzik o 6:30 - w sam raz na śniadanie i świeżo zaparzoną kawę. Jedząc je wspólne, porozmawiali trochę o niczym i po umówieniu się na lunch, Sara wyprawiła go do pracy.
Pościeliła łóżko, schowała naczynia do zmywarki, sprawdziła jej ustawienie i włączyła ją. Następnie włączyła TV, w wiadomościach mówili głównie o wojnie w Iranie, tłumacząc konieczność działań zbrojnych i zachęcając ludzi aby wstąpili do wojska. Po kilku minutach znudzona tym Sara przełączyła na kanał muzyczny, aby leciało w tle. Sama zaś usiadła do komputera i sprawdziła wiadomości - nic nowego nie przyszło, co było raczej zrozumiałe skoro sprawdzała pocztę jeszcze wczoraj wieczorem. Popijając sok z mango, poszukała czegoś ciekawego na znajomych jej forach dyskusyjnych, niestety... a może na szczęście, nie znalazła nic co mogłoby ją zainteresować.
Około godziny 10 zajęła się przygotowaniami do wyjścia. Sprawdziła swojego Desert Eagle i upewniwszy się co do jego 100% sprawności schowała do czarnej skórzanej torebki. Zadbała trochę o wygląd, co w zasadzie ograniczyło się głównie do umycia się i uczesania. Przebrała się w granatowe bojówki, czarny T-shirt i czarną skórzaną kurtkę, a na stopy założyła lekkie skórzane buty, znacznie wygodniejsze podczas prowadzenia samochodu niż kozaki, czy trepy, które zwykle nosiła. Zanim wyszła jeszcze raz sprawdziła wiadomości, aby się upewnić czy nie ma zmian w planie - nic nie było, więc ostatnie instrukcje były aktualne.
Wychodząc kilka minut po 11 włączyła alarm i zamknęła drzwi. Wsiadła do swojego czarnego BMW i ruszyła na umówione spotkania. Jak zwykle w jej okolicy nie było dużego ruchu na ulicach i już po kilku minutach jechała przez Verrazano-Narrows Bridge podziwiając przy okazji znajome, ale nadal ładne widoki.
O godzinie 12:00 spotkała się ze swoim chłopcem w jednej z lepszych restauracji na wcześniej umówiony lunch. Zajadając smaczne kotlety cielęce z zieloną fasolką, słuchała uważnie co tam było słychać w firmie i z zadowoleniem stwierdziła, że jej obecność tam nie jest konieczna.
Po lunchu miała około 30 minut czasu, a na miejsce drugiego spotkania szło się niewiele mniej niż właśnie tyle. Sara jednak nie miała ochoty chodzić piechotą i podjechała swoim samochodem. Okazało się, że ruch uliczny i spowodowane jakąś wojskową paradą problemy ze znalezieniem miejsca do parkowania, sprawiły że zaoszczędziła tylko kilka minut. Przejrzała się jeszcze w lusterku, zabrała torebkę i wysiadła z samochodu. Zamknęła pilotem drzwi samochodu włączając tym samym alarm - choć i bez tego mogła być o niego całkowicie spokojna. Wrzuciła monetę do parkometru i śmiało ruszyła na spotkanie.
Pod wskazanym adresem była o 12:58, czyli dwie minuty za wcześnie - jak stwierdziła patrząc na zagarek. Wyłączyła komórkę, aby nikt jej nie przeszkadzał i bez wahania weszła do środka. W milczeniu rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Pan MacLinn? - powiedziała patrząc na żołnierza.
- Tutaj proszę. - odpowiedział jej, przerywając na chwilę rozmowę z cywilem i ręką wskazał odpowiednie drzwi.
Te były otwarte na oścież, więc nie było sensu pukać. Sara przeszła przez nie i spojrzała po twarzach wszystkich trzech zgromadzonych tam mężczyzn. Zdziwiła ją duża ilość osób, zwłaszcza jak na rozmiary tego niewielkiego pokoju. Brak miejsc siedzących też nie był do końca normalny - zwykle wszystko wyglądało nieco inaczej. Nie dawała jednak niczego po sobie poznać - spokojnie można się było dostosować.
- Witam panów. - powiedziała na powitanie dość obojętnym głosem. Nie było potrzeby, aby się przedstawiać, czy mówić coś więcej.
 

Ostatnio edytowane przez Mekow : 30-12-2009 o 17:10.
Mekow jest offline  
Stary 31-12-2009, 17:47   #4
 
mikhail's Avatar
 
Reputacja: 0 mikhail nie jest za bardzo znany
Kolejny dzień, kolejne świry... ekhm znaczy pacjenci do wyleczenia. Wejść do gabinetu, i czekać. Do gabinetu przyjechałem pół godziny wcześniej. Pan Novitzki, bo jak przypomniała mi Stacy, moja asystentka, lubi przychodzić trochę wcześniej. Cóż nowego piszą dziś gazety? Wstąp do Armii... Sukcesy na wojnach, kryzys gospodarczy... Nic nowego. Zająłem się czytaniem artykułu o taksówkarzach bez uprawnień, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
-Wejść- pomyślałem
-Zapraszam- rozległ się mój głos.
Spojrzałem na zegar, zostało jeszcze piętnaście minut do terminu wizyty.
-Dzień dobry panie Novitzki, co tam słychać u pańskiej żony?- wcale nie chciałem tego słuchać, ale właśnie za to mi płacą. Problemem tego staruszka był chyba nadmiar czasu. Bo z całą pewnością nie potrzebował mojej pomocy. Chce płacić, jego wola.
-Ach, dobrze, że pan pyta, panie Dirković, otóż pamięta pan, jak opowiadałem panu, że chyba mnie zdradza?
-oczywiście- powiedziałem. Teraz tylko potakiwać, a na koniec, coś o tym, że powinien z nią szczerze porozmawiać. Później Stacy umówi go na następne spotkanie, i... następny pacjent. Ci wszyscy pacjenci są tacy nudni. Mogłaby ich wyleczyć nawet małpa. Echh... kiedy właściwie miałem ciekawego pacjenta? To chyba było jak Thomas wrócił z tej misji... gdzie to było... Czy to ważne, tyle tych wojen prowadzimy, że już mi się miesza. Jakiś jego kumpel z oddziału nabawił się cholernej fobii przed krwią.
-Doprawdy panie Novitzki?
- Otóż to, i później pojechała...
Prawie dwa lata zajęło mi wyciąganie go z tego. A od tego czasu to Novitzccy, którzy twierdzą, że ich żona zdradza...
Do gabinetu zajrzała Stacy
-Grigić, ktoś do Ciebie.
-Panie Novitzki, przeproszę pana na chwilę.- Gdyby to było coś nieważnego, Stacy by mi nie przerywała. Wyszedłem z gabinetu, i zanim zdążyłem zapytać Stacy, kto jest taki ważny, zauważyłem.. Thomasa.
-Cholera, chłopie, masz wyczucie. Zastanawiałem się właśnie, kiedy się odezwiesz.
-Bardzo zajęty?
-Nie, właściwie, to nie, Stacy, umówisz pana na następną wizytę?
-Ale przecież dopiero zaczęliście, tak nie można.- Stacy wyglądała na zakłopotaną.
-Dasz sobie radę, powiedz, że poszedłem ratować bezdomnych, czy coś takiego. Wiesz co robić.
W pobliżu mojego gabinetu znajdowała się knajpka. Gdybym powiedział, że była obskurna, byłoby to przesadnym pochlebstwem. Ale była tania i blisko. Dla mnie OK. Zamówiliśmy whisky i zaczęliśmy gadać. Dość szybko rozmowa zeszła na temat wojny. Jak się spodziewałem, okazało się, że Thomas wyrusza na misję.
-Właściwie, to przyszedłem tu w tej sprawie. Widziałeś ogłoszenia o werbunku do armii?- odpowiedź była tak oczywista, że nie musiałem nic mówić. Thomas kontynuował
-To moja wielka szansa na awans. Mam objąć dowództwo nad dywizją.
-Gratulacje. Musimy to oblać...- Nie zdążyłem zawołać barmana, Thomas podjął dalej.
-Chcę, żebyś się zaciągnął. Potrzebuję kogoś zaufanego. Kogoś, kto będzie pilnował, żeby zbyt wielu chłopaków nie udawało czubków.
- Hej, to przecież proste. Zwolnić żołnierza można gdy wystąpi o zwolnienie ze służby i udowodni niepoczytalność. Jak ma na tyle oleju we łbie, żeby prosić o zwolnienie, ma zdrowy łeb. Tyle. Żadna filozofia.- Damn, czy ten człowiek nie ma mięśni w twarzy? Nawet jeden mięsień na jego twarzy nie wskazał na to, że dowcip go rozbawił.
-Poproszę raz jeszcze, zaciągnij się. Nie będziesz narzekał.
-Pomyślmy... Mam dobrą pracę, ładną asystentkę, ciekawych pacjentów, i spokój. Mam to zamienić na barak w Iraku, wspólny prysznic z batalionem żołnierzy i codzienne użeranie się ze sfiksowanymi trepami? Daj mi się chwilę zastanowić. Dobra już wiem. Nie.- Ostatnie słowo tak na wszelki wypadek wyraźniej zaakcentowałem.
Thomas wyjął z kieszeni marynarki kopertę.
-Trzymaj.- W środku były zdjęcia. Moje, jeszcze ze studiów. Wciągałem biały proszek.
-Stracisz uprawnienia, pracę, asystentkę. Tego chcesz?- Później powiedziałem mu co sądzę o tym sposobie negocjacji, który praktykuje się w kręgach politycznych, a zwykli ludzie nazywają go szantażem. Koniec końców pojechałem do NY, pod wskazany adres.
Na miejscu usłużni urzędnicy (tak samo bucowaci, jak Thomas) skierowali mnie do odpowiedniego pokoju.
A teraz jestem przed drzwiami pokoju, do którego mnie skierowano. Godzina 13.15, wchodzę...
 
mikhail jest offline  
Stary 08-01-2010, 22:36   #5
 
Only The Shadow's Avatar
 
Reputacja: 52 Only The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodze
Pokój powoli zapełniał się ludźmi. Gdy wchodził do niego James, panujące tu zatłoczenie było jeszcze całkiem znośne. McLinn, po wcześniejszym przywitaniu się i przedstawieniu z nazwiska Shepardowi, starał się uprzyjemnić pozostałym czas opowieściami o swej nastoletniej córce. Nie bacząc na niewielkie zainteresowanie dwójki mężczyzn, analizował głośno problemy związane z jej wychowaniem. Konsekwentnie jednak nie przedstawiał siedzącego obok niego mężczyzny, ani powodu wezwania - choć tego akurat można się było domyślać.
Mężczyzna przerwał wreszcie swe dywagacje, w momencie gdy do pomieszczenia weszła Sara. Na wypowiedziane przez nią powitanie McLinn wstał i przedstawił się identyczną jak poprzednio formułką:
-Witam, jestem McLinn, czekamy na resztę.
Natomiast drugi z siedzących mężczyzn jedynie skinął lekko głową, nie podnosząc się ze swego miejsca.
Oczekiwanie przeciągało się, gdy po jakimś czasie do gabinetu wszedł kolejny mężczyzna - dość wysoki i postawny, o jasnych, lekko przystrzyżonych włosach. Nie zdejmując letniej kurtki podał swą wielką dłoń McLinnowi i mocno ją ścisnął, nie zwracając szczególnej uwagi na wypowiadane przez niego nazwisko. Rozejrzał się po pomieszczeniu i lekko zdziwiony wzruszył ramionami, po czym podszedł do okna, aby oprzeć się o parapet. Czas dłużył się coraz bardziej, zwłaszcza że nikt nic nie mówił, a McLinn wyraźnie czekał na wszystkich zaproszonych.
Kwadrans po trzynastej przemówił wreszcie dotąd milczący, siedzący w fotelu obok McLinna facet:
-Doczekam się więc kawy?
McLinn zapytał pozostałych, czy również mają ochotę się napić, po czym wyszedł z pokoju. Podczas gdy opuścił gabinet, by zjawić się potem z kilkoma filiżankami i ekspresem do kawy, do budynku wszedł Grigić Dirkovic.
-To już wszyscy? - człowiek czekający na kawę rozejrzał się po twarzach zebranych. Wyraźnie nie znalazł na nich odpowiedzi, westchnął głośno i podsumował - Ciekawe spotkanie, dobrze że nie zaspałem.
McLinn nie kazał na siebie długo czekać. Zjawił się, rozlał kawę i postawił filiżanki na parapecie obok człowieka w kurtce.
-Przepraszam że kazałem Państwu czekać z wyjaśnieniami, ale nie chciałem się kilka razy powtarzać. - McLinn wyszczerzył do zgromadzonych swe białe zęby. - Sprawa jest taka: ojczyzna nas potrzebuje.
-Piękniej nie mógł Pan tego ująć - w zdanie wciął mu się lekko siorbiący kawę facet w fotelu.
-Jeśli pozwoli mi Pan skończyć, Panie Howking... - twarz mówcy przybrała bardziej agresywny wyraz.
-Ojczyzna nas potrzebuje. - po powtórzeniu sloganu, McLinn ciągłął już bardziej rzeczowym tonem:
-Chciałem oznajmić, iż nasza armia postanowiła podpisać z Państwem bardzo prestiżowy kontrakt dotyczący ochrony pewnej grupy naszych ludzi i sprzętu w Iranie. Nie muszę chyba mówić że jest to nie lada wyróżnienie i wielu doświadczonych wojskowych chciałoby dostać tak ważne i opłacalne zlecenie. Nim przejdę do szczegółów, powiem tylko, że Państwa żołd będzie wynosić 5500 dolarów miesięcznie.
Po ostatnim zdaniu McLinn uważniej rozejrzał się po słuchaczach, obserwując ich reakcje.
-Po podpisaniu przez Państwo wszystkich wymaganych oświadczeń, stanę się kompetentny do udzielenia informacji o detalach. Już teraz mogę jednak zapowiedzieć, że Państwa głównym zadaniem będzie ochrona grupy naszych dyplomatów w Tabrizie. Nie muszę chyba zaznaczać, że ich maksymalne bezpieczeństwo to nasz priorytet. Sama misja nie wiąże się jednak z wysokim, bezpośrednim zagrożeniem ze strony Irańczyków. Nasi dyplomaci przebywają bowiem w mieście opanowanym już przez siły koalicyjne, a Państwo są wysyłani jedynie po to, byśmy mieli 100% pewność co do ochrony ważnych dla nas osób.
Mężczyzna wziął niewielki łyk kawy i kontynuował, szybko i na bezdechu:
-Przedstawię Państwu Pana Howkinga - wskazał na niestrudzenie siedzącego w fotelu człowieka - jest on naszym bezpośrednim koordynatorem i prawdopodobnie będzie towarzyszył Państwu w Iranie.
-Nie śpieszmy się aż tak, drogi Panie McLinn. Nie zapytał Pan jeszcze, czy szanowni Panowie i Pani chcą uczestniczyć w naszym przedsięwzięciu.
-Tak, rzeczywiście. - pouczony człowiek odpowiedział z nieukrywaną irytacją. Opanował się jednak w kilka sekund, po czym znów przemówił:
-To oczywiście sprawa formalna. Misja jest względnie bezpieczna, oferujemy wysoki żołd i kontrakt o którym marzy niejeden weteran wojen w Zatoce. Zapytam jednak - zgadzają się Państwo na udział w tej misji?
Howking uśmiechnął się i odstawił filiżankę. Patrzył teraz wnikliwie na zapytanych.
 
Only The Shadow jest offline  
Stary 13-01-2010, 22:07   #6
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 11192 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
Sara nie była zbytnio zadowolona z tego co tu usłyszała. Praca w zespole i misja ochrony, były dla niej nowością, ale mogła to przełknąć. Wyjazd... może też, ale nie tak długi jaki zapowiadano. Proponowana jej stawka była natomiast nie do przyjęcia.
Przez chwilę zastanawiała się co odpowiedzieć. Inni nie powinni się zorientować ile Ona sobie rzyczy, bo też będą się domagać podwyżki, albo potem dojdą do wniosku, że dlaczego mają robić to samo co Ona, skoro dostają jedną dziesiątą jej wynagrodzenia.
Dość szybko dano im dojść do głosu, ale przez dłuższy moment wszyscy milczeli zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jest pewien problem. - powiedziała spokojnie Sara.
- Widzę, że mają panowie moje akta - wskazała leżące na biurku teczki - więc wiedzą panowie ile otrzymuję tu w kraju. Za wyjazd oczekiwałabym więcej. - powiedziała spokojnie, ale zdecydowanie.
- 5500 miesięcznie to może dobra oferta dla weteranów, ale jak dla mnie to po prostu trochę za mało. - dodała spokojnym głosem, a tylko ci którzy czytali owe akta wiedzieli, że słowo "trochę", miało tu znaczenie umowne.
- Druga sprawa, to co właściwie oznacza "miesięcznie"? Ja wykonuje konkretne działania i zajmuje mi to mniej czasu niż dotarcie w odpowiednie miejsce. Nie licząc oczywiście przygotowań, na które poświęca się najwięcej czasu. Jak długo mielibyśmy tam zostać, skoro liczycie czas w miesiącach? - spytała niezadowolona wizją dłuższego wyjazdu.
 

Ostatnio edytowane przez Mekow : 14-01-2010 o 12:45. Powód: Mała inwersja treści.
Mekow jest offline  
Stary 16-01-2010, 18:08   #7
 
Araks3's Avatar
 
Reputacja: 230 Araks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie coś
Shepard kiwnął głową na widok McLin`a, po czym przez chwilę słuchał jego rozmowy. Szybko jednak przestał, gdyż temat zwyczajnie go nudził, a poza tym podobnie jak McLin miał młodą istotkę w domu i wszelakie tematy oraz problemy znał niemal z życia. Sheparda zainteresował drugi mężczyzna, który jak dotąd w ogóle się nie odzywał. Ba, nawet nie został im należycie przedstawiony. Wpatrywanie się w podłogę i ściany pomieszczenia przerwało mu wejście kobiety. Resztę niezręcznej ciszy przerwało mu pytanie McLin`a. - Ja z chęcią się napiję. Przez całą noc byłem na nogach. - Rzekł krótko. Gdy McLin wrócił z kawą, Shepard zaczął powoli pić, przysłuchując się toczonej rozmowie.

- To czy się zgodzimy zależy jeszcze od kilku ważnych czynników Panie Howking. - Rzekł spokojnie, odstawiając swoją filiżankę z kawą. Nie podobało mu się to wszystko... dlaczego taką dobra fuchę przydzielano im? Równie dobrze mogli przydzielić to tego zadania jakiś trzech żołnierzy z jednostki. Dostaliby znacznie niższy żołd, a na dodatek byliby jeszcze wdzięczni, że nie wysyła się ich na front. Poza tym zirytowały go jeszcze słowa kobiety. Znalazła im się "Paniusia" z dobrego domu, która zażyczy sobie pewnie pościel z białego atłasu. Sheparda po prostu irytowali ludzie z... wyższych sfer? - Twierdzi Pani, że 5500 dolarów miesięcznie to wspaniała oferta dla jakiś weteranów, ale nie dla Pani? Sądzi Pani, że jest bardziej potrzebna, niż wyszkolony człowiek z karabinem i granatami przy pasie? Co Pani zamierza zrobić z napotkanym Irańczykiem? Przekona go Pani wdziękiem i perswazją, żeby nie atakował? - Rzekł kpiąco, przenosząc swój wzrok na Howkinga. - Dorzućcie mi jeszcze z 500 dolców do pełnych 6000 dolarów i jestem usatysfakcjonowany. - Rzekł po chwili, zastanawiając się jeszcze nad kilkoma pytaniami. O czas pobytu zapytała już "arystokratka", o co jeszcze można by było zapytać. - Komu bezpośrednio podlegamy? Jakie jest ryzyko zamachów na owych dyplomatów i co mamy robić gdy zrobi się "zbyt gorąco"? Możemy liczyć na jakieś wsparcie ze strony sił USA? - Rzekł spokojnie obserwując Howkinga.
 

Ostatnio edytowane przez Araks3 : 23-01-2010 o 14:24.
Araks3 jest offline  
Stary 16-01-2010, 21:13   #8
 
mikhail's Avatar
 
Reputacja: 0 mikhail nie jest za bardzo znany
-Czy się zgadzam? Może powinienem zapytać inaczej, czy gdybyście nie mieli pewności, że się zgodzimy, zapytalibyście?-Mimo wszystkich targających nim emocji, Grigić starał się tego nie okazywać.
-Pan konkretny, żołnierz jak przypuszczam dobrze mówi. Wysyłacie nas na wojnę. Panią, którą za nisko cenicie, żołnierza, który wydaje się być jedynym, który nadaje się do tej misji, i psychologa. Do czego? Do ochrony dyplomatów. Może nadajemy się, żeby odpędzać paparazzich, ale nie oczekujecie chyba, że będziemy strzelać do Irańczyków?- pan McLin czekał chyba, aż wszyscy powiedzą, co mają do powiedzenia, gdyż do tej pory nie dał żadnej odpowiedzi.
-Skoro wszyscy poruszają temat pieniędzy, to i ja się wypowiem. W zasadzie mam to gdzieś. Może być i ten wasz żołd, jak znam życie, i tak nie przewiduje się negocjacji w tej kwestii?-Spojrzał znacząco na McLina-Chciałbym tylko dowiedzieć się, jak długo mamy tam przebywać?
 

Ostatnio edytowane przez mikhail : 17-01-2010 o 10:06.
mikhail jest offline  
Stary 17-01-2010, 01:46   #9
 
Only The Shadow's Avatar
 
Reputacja: 52 Only The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodzeOnly The Shadow jest na bardzo dobrej drodze
Mężczyzna oparty o parapet pozostawał w cieniu całego zamieszania, przyglądając się rozmówcom, jakby czekając co wywiąże się z całej sytuacji.
Raz nawet prawie otworzył usta, jednak chyba zrezygnował, gdy głos zabrał Grigić.

Nie takiej reakcji oczekiwał natomiast McLinn. Patrzył przez chwilę na pozostałych z pewną dozą niedowierzania, czy poirytowania. Szybko jednak zmienił wyraz twarzy na uśmiechniętą, choć być może lepiej pasowałby tu zwrot "szyderczy uśmieszek".
Pozwolił grupce na zakończenie krótkiej wymiany zdań, choć zareagował dość nerwowym gestem na bezpośredni zwrot Sheparda do Howkinga.

Howking spojrzał z zaciekawieniem na Jamesa, jednak nie zdążył odpowiedzieć, gdy zaczął mówić McLinn:
-Pozwolą Państwo że odpowiem po kolei. - mężczyzna przy oknie chyba wreszcie zdecydował się wtrącić do dyskusji, jednak McLinn przerwał mu wzrokiem - I będą Państwo łaskawi wysłuchać mnie bez przerywania.
Howking założył ręce za głowę, lekko odchylił się w fotelu i uśmiechnął, nic nie mówiąc i patrząc głównie na Sheparda.
-A więc zaczynając od obiekcji Pani Loken - McLinn odwrócił się na chwilę w stronę kobiety. - 5500 dolarów to wysoka i wystarczająca stawka biorąc pod uwagę Wasze cele i stopień zagrożenia. I owszem znam Pani akta, być może dokładniej niż by sobie Pani tego życzyła.
Howking skrzywił się lekko na ostatnie słowa, tak jakby ktoś opowiedział jakiś kiepski dowcip.
-Po co te gierki. Nie może Pan po prostu powiedzieć Pani Sarze, że na miejscu może liczyć na jakąś małą, dodatkową robotę i skromne, dodatkowe honorarium? Prawda że ładniej to brzmi?
-Panie Howking, znam moje i Pana kompetencje. Nie pomaga mi Pan w tym momencie. - policzki McLinna przybrały lekko czerwony kolor. - Dobrze, w każdym razie mam nadzieję że ta kwestia została wyjaśniona.
Mężczyzna przeszedł dalej na bezdechu, by nie stworzyć nikomu okazji do wtrącenia:
-Pan Shepard zapytał o kilka ważnych spraw...
Po minie Howkinga widać było, że to on chciał teraz mówić, jednak powstrzymał się widząc, iż McLinn jest już chyba zbyt mocno zdenerwowany.
-Jak dobrze zauważył Pan Grigić, nie przywykliśmy targować się co do żołdu, to nie jarmark. Wyznaczamy odpowiednie sumy, które mogą Państwo przyjąć, bądź nie. Ewentualne premie za dobre wykonywanie swoich zadań są osobną kwestią.
W sprawie organizacyjnej - podlegają Państwo bezpośrednio Panu Howkingowi jako koordynatorowi, natomiast przez większość czasu dowodzić będzie sierżant Roan Butterman - jego osobę przybliżę na następnym spotkaniu, jeśli przystąpią Państwo do misji.
W sytuacjach zapalnych, do których mam nadzieję nie dojdzie, jeśli nie dostaniecie od przełożonych innych poleceń - głównym celem będzie ochrona dyplomatów i ich ewentualna ewakuacja. Nie zależy nam na ryzykowaniu życia tych ludzi w strzelaninach z terrorystami.
Oczywiście będą Państwo w stałym kontakcie z przełożonymi i lokalnym punktem dowodzenia, tak więc oczywiście nie będą Państwo zdani na siebie samych.
-Skoro już się Pan lekko zapowietrzył, dokończę odpowiadając na pytania doktora Grigić'a - Howking wreszcie zabrał głos na nieco dłużej. - Gdybyśmy nie mieli pewności, że się zgodzicie, nie marnowalibyśmy czasu i kawy. Powody dla których wybraliśmy akurat Was są sprawą Armii Stanów Zjednoczonych. Natomiast oczywiście może Pan to rozumieć w ten sposób, iż kogoś posłać musimy, a Wasze osoby pasują nam do tej misji. Mam nadzieję, że rzeczywiście nie będziecie musieli strzelać do Irańczyków, byłoby to wysoce wskazane - nasi dyplomaci nie przywykli do świszczących nad głową kul, krwi tryskającej na twarz i innych rarytasów.
Kontrakt przewiduje miesięczny pobyt, z możliwością jego przedłużenia na identycznych warunkach i za Waszą zgodą. Sądzę jednak że dyplomaci nie zabawią w Iranie aż tak długo - w razie wcześniejszego zakończenia misji wypłacimy 30% kwoty za każdy dzień, o który skrócimy kontrakt...
-Kiedy poznamy szczegóły? - mężczyzna oparty o okno wreszcie zdołał wtrącić się do dyskusji. - I od kiedy mielibyśmy zacząć?
-Szczegóły wyjaśnię jutro o godzinie 14:00, na dłuższym posiedzeniu w moim biurze przy 152 W 34th, o ile podpiszemy dziś kontrakt. - McLinn uspokoił się już i mówił raczej zdawkowym tonem. - Wylot planowany jest na przyszły poniedziałek, wraz z grupą naszych żołnierzy. Możemy przejść do podpisywania dokumentów, czy mają Państwo jeszcze jakieś pytania?
 

Ostatnio edytowane przez Only The Shadow : 17-01-2010 o 01:51.
Only The Shadow jest offline  
Stary 17-01-2010, 13:24   #10
 
Araks3's Avatar
 
Reputacja: 230 Araks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie cośAraks3 ma w sobie coś
Shepard zamilkł na dłuższa chwilę wysłuchując słów McLin`a. Nie mógł rozgryźć tej dziwnej relacji panującej między McLinem, a Howkingiem, gdzie ten drugi sprawiał wrażenie bardziej "wycofanego" i szczerego, niż McLin, który wyglądał Shepardowi na typowego rekrutatora, który na wszystko miał przygotowaną odpowiedź i ćwiczył swoje przemowy przed lustrem. James z uwagą przysłuchiwał się ważnym sprawom typu "Komu podlegają?", które znacznie bardziej interesowały go niż utarczki o żołd. Jak wspomniał mężczyzna "To nie jarmark", a w sumie i tak przyjmie ustaloną sumę. Dorzucenie 500 dolców mogło być tylko wyrazem grzeczności lub wdzięczności ze strony armii. - Mam nadzieję, że nie będą nam kazali otworzyć ognia do cywilów. - Rzekł krótko, zapamiętując sobie imię i nazwisko sierżanta. Shepard zamyślił się przez chwilę, słysząc końcowe pytanie, czy się zgadzają. Musiał mieć nieco czasu, bo nie było to kupowanie pary butów, albo wypad do miejscowego McDonalda. Jechali do kraju, w którym trwała wojna, a nie popołudniowy piknik. - Gdzie mam podpisać? - Zapytał krótko przenosząc swój wzrok na McLin`a. Shepard już długo rozmyślał nad powrotem do armii, a papiery składał z przekonaniem, że jednak gdzieś pojedzie. Zwyczajnie przygotował się już na tą myśl, że wraca do obiegu.
- A i jeszcze jedno... na jakie uzbrojenie możemy liczyć? Dostajemy kamizelki, pistolety i granaty, jak zwyczajni szeregowi, czy mamy możliwość... wizyty w zbrojowni? - Zapytał spokojnie rozglądając się za jakimś długopisem.
 
Araks3 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:19.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169