Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-03-2010, 15:35   #1
 
Minty's Avatar
 
Reputacja: 134 Minty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znany
Twórcze zabiegi myślowe pani R.

1

Białe ściany oświetlone promienieniami zza skutego metalowymi kratami okna. One tworzą to pomieszczenie, są jego podporą. A światło? Ono budzi wszelkie życie, odgania sen, ulegając pokusie zbadania wszystkiego, co napotka. Chłosta twarze, gładzi liście i przemyka się przez wodę. Przywraca porządek życiu, zwraca uśpione emocje, wiodąc wszystko do rzeczywistości.
Ale ono nie tylko budzi. Światło odkrywa to, co martwe. Ukazuje rzeczy takimi, jakimi przedstawił nam je świat.
Na parapecie pelargonie czerwienią się w swym uwodzicielskim spojrzeniu. Prześwitują odkryte słońcem, ukazują swoją subtelność, czekają, aż trącone wiatrem, zdolne poruszyć swą barwną aparycję, będą mogły stanąć w apogeum prezentacji – zapachnieć.
Woń słodka i przyjemna, ona bez problemu spełnia swoje zadanie, zwraca uwagę każdego, kto ją poczuje. Strzeżcie się Ci, którzy nie poświęcą jej choćby odrobiny uwagi – wy umieracie.

Życie to odbieranie bodźców, reagowanie na nie poprzez okazywanie emocji. Jeżeli człowiek przestanie żyć w świecie doznań, to kim się staje? Co pozostaje takiej istocie? Nicość. Stan zarezerwowany tylko dla tych, których już nie ma – trupów.
Sala jest pusta, nikt nie będzie już zjawiał się w porze wizyt, nikt już nie przejdzie się gdzieś tam, hen na dole, nikt nie obejrzy karty, spoczywającej na silnym, stalowym ramieniu szpitalnego łoża.
Wystarczy, że ty już nie istniejesz, to załatwia całą sprawę. Jesteś wypalona.
Z pożółkłego sufitu zwisa lampa, skazany na niedolę wisielec, grymaszący jedynie swymi świecącymi wnętrznościami. Nawet jego blask to tylko bujda, wynik procesu rozgrzewania wolframu do niebotycznej dla nich temperatury kilku tysięcy stopni Celsjusza.
W końcu i ta miara jest marnym wytworem, czymś wymyślonym przez nich, przez Ciebie.
Ponad tym sufitem jest niebo, kosmos. Nieskończona istota prawdy. Niebo nie jest sztuczne, ono ma w sobie czystość, jest pierwsze, dziewicze i to na nim opiera się świat. Jest stałą wartością pierwotną, namiastką tego, co niepoznane. Kto może dotknąć nieba? Chwycić je w swoje piękne dłonie, otulić się nim? Ach, gdyby to było możliwe... Nawet w świecie bez granic niebo pozostanie jedynie odległym marzeniem.

Na ścianach jakieś obrazki, żałosne wytwory absurdu. Człowiek stworzył to wszystko. Całe to otoczenie. Mury, podłogi, sprzęty... to wszystko jest jego dziełem, ale najbardziej interesuje go to malowidło na ścianie. Dlaczego? Czyżby bardziej zaprzeczało istocie tworzenia? Czy to sprzeciwia się prawom natury? Co jest przyczyną tego wewnętrznego uwielbienia dla sztuki? Kolejny absurd. Ona wcale nie sprawia, że życie staje się bardziej realne. To nadal są ułomne dzieła nierzeczywistych ludzi, tworów wyobraźni, niebytów uważających się za stwórców.
Pościel jest lekka, nie chroni Twojego ciała przed zimnem, jest mocno wykrochmalona i śmierdzi wybielaczem. Zmysły podpowiadają Ci, że to powinno wywołać jakieś emocje. Ta wzburzona tafla szmacianego jeziora na Twym ciele, zapach odpędzający pewnie wszystkie myśli, zimno i dotyk niezburzonego niczym, niebieskiego prześcieradła. To powinno poruszyć, rozpędzić umysł i zasiać coś, co później da Ci z powrotem zaznać życia. Niestety, Ty nic nie czujesz. Ty tylko wiesz, że widzisz kwiaty na parapecie, puste łóżka wokoło, ściany i sufit. Wiesz, że jesteś przykryta sztywną kołdrą, a Twoje ciało nieruchomo poddaje się więzom otulającym twoje nadgarstki i kostki.
Na szczebelku kraty, po zewnętrznej stronie okna przysiadł gil. Przechyla główkę na bok, dokładnie przygląda Ci się swym bacznym oczkiem. Mieni się kolorami, skacze, zrywa się do lotu, jednak zaraz wraca. Otwiera dziób, aby wydać z siebie dźwięk, jednak bezgłośnie zamyka go z powrotem.

Ptak odlatuje po krótkiej chwili, będzie gościć tam, gdzie poniosą go jego lekkie skrzydełka, pewnie nigdy już go nie ujrzysz, tak samo jak i on nie ujrzy Ciebie. W końcu jest tylko ptakiem – zdałaś sobie po chwili sprawę i rozczarowałaś się.
Już nie śpisz.
 

Ostatnio edytowane przez Minty : 31-03-2010 o 16:32.
Minty jest offline  
Stary 22-03-2010, 20:07   #2
 
Rhaina's Avatar
 
Reputacja: 430 Rhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetny
Gil odfrunął. Nie wiem, czy bardziej się cieszę, że tu był, czy smucę, że już go nie ma. Teraz widzę, że jeszcze przed chwilą byłam wypalona i jałowa, jak ostygły popiół. Teraz znowu coś czuję - dzięki tej ptaszynie, wcielonej płochości z czerwonym brzuszkiem.

Gdy myślę o nim, czuję na języku smak emocji. Wiem, jak się nazywa. Słodko-gorzki. Znowu jestem żywa. I doprawdy jest tak, jakbym dopiero co się narodziła.

Nie poznaję tego miejsca, nie wiem, jak się tu znalazłam. Próbuję sobie przypomnieć i napotykam mur.
Gdzie jestem? Nie wiem. Jak mam na imię? Nie wiem. Ile mam lat? Nie wiem, nie wiem, nie wiem.

...Drobina kurzu płynie pod światło...

A jednak - coś pamiętam - teatr, tam w smugach blasku z okien tak samo tańczył kurz. Pamiętam, co mówiłam, pamiętam, jak złamali ciszę, gdy po mnie przyszli.
Pamiętam? Błądzące luźno myśli znalazły ścieżki do innych wspomnień. Niewiele tego jest. Pamiętam, że prowadziłam pamiętnik. Obracam w myślach te dwa wpisy; dziwne to. Powinnam nie pamiętać ich treści, lecz to, co za nią stało, a jest odwrotnie. Pamiętam jedną, drugą, trzecią scenę - niedużo tego, jak na całe życie.

I jeszcze...
Wiatr rozwiewał włosy, targał płaszczem i chłostał twarz zimnym powiewem. Niebo nie płynęło już swym zwyczajnym, subtelnym dryfem. Galopowało, deptało, gnało. Granatowe, niezroszone blaskiem gwiazd, wielkie i potężne, a na nim, jak piana na morzu – chmury. Ciemne, majestatyczne, w końcu drapieżne, zachwycające swym idealnym, pysznym pięknem.
Niebo wyzywało, było bezczelne, porywało każde spojrzenie, każde westchnienie i bicie serca. Zniewalało.
Stała pośród polany, wielka, potężna, a jednak tak bezbronna wobec tego, co nieskończone. Mimo to, jej oczy płonęły, twarz była spokojna, dumna, głowa wysoko uniesiona. W rękach trzymała kępy trawy, na których jeszcze przed chwilą bezsilnie zaciskała pięści. Jednak teraz odzyskała swoją moc, widać to było po jej oczach.
- Pani znów zasiada na tronie! - wyśpiewała donośnie i otoczył ją blask.
Czy to ja?! Czy to byłam ja??!!

Zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Blask jej oczu...
Rzeczywistość, która nagle przyjęła Formę Piękna i Majestatu, wydestylowanych tak, że aż zapierają dech. Natrętna materia ze swymi szczegółami zeszła na dalszy, najdalszy plan. To, co się dzieje w powstałej próżni - jest porywające. Od zachwytu boli serce.

To chyba był sen. Ale jaki cudowny...
Zimno mi w policzek, na wąskich kreskach od oka prosto w dół, i wzdłuż skrzydełek nosa. Kreska wydłuża się, dosięga kącika ust - słone.
To zimno, to woda z solą.
Łzy.

Do rzęs tuli się warstwa płaczu, tak cienka, że wolno jej urągać grawitacji i nie spływać. Oczy to dna mórz. Spod wody wszystko się rozmywa - ściany, okno i obrazki w niewyraźne plamy barw, światło - w tęczę.
Na suficie, teraz jednolicie gładkim, jak jasnokremowy jedwab, z załamania promienia rozkwitają tęczowe płatki. Zielony, niebieski, żółty, czerwony - kryształ? samo światło? Kwiat-mozaika lśni jak samo słońce, przez chwilę.
Ostry zapach zawiercił mi w nosie. Kicham - w ułamku sekundy wszystko zadrżało i znikło.

Przysięgłabym, że słyszę najcichsze echo brzęku kryształu. Ale widzę kraty w oknie i czuję więzy na kostkach i nadgarstkach, i zaczynam wątpić.

Przeczuwam, czemu mnie tu zamknęli.

Ale i tak chciałabym wiedzieć, kim jestem - kim byłam - w ich oczach. Może to mi pomoże dowiedzieć się, kim byłam dla siebie. I jakiż to dar pragnęłam przekazać całemu światu.

Potrzebni mi ludzie. Płacz i ten nieznośny, ostry zapach wysuszył mi oczy i gardło. Niegłośno, chrapliwie wołam, bez większej nadziei, że ktoś tu przybiegnie, pełen troski:
- Wody -
 
__________________
jestem tym, czym jestem: tylko i aż człowiekiem.
nikt nie wybrał za mnie niczego i nawet klątwy rzuciłam na siebie sama.

Ostatnio edytowane przez Rhaina : 23-03-2010 o 08:18.
Rhaina jest offline  
Stary 15-04-2010, 19:06   #3
 
Minty's Avatar
 
Reputacja: 134 Minty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znany
Jak to jest być świadomym, a jednocześnie być wariatem? Zdawać sobie sprawę z tego, że każda myśl, każde doznanie i uczucie może być tylko wybrykiem chorego umysłu. W końcu pewnie i tak traci się orientację, albo głupieje do reszty. Żyjąc w ciągłej niepewności, samotnie w swym szaleństwie człowiek zbliża się do kresu, do rozpaczy.
Ale czymże jest rozpacz dla Ciebie? Kiedy ostatnio czułaś się samotna, gdzie znajdowałaś ostatnie schronienie i komu ufałaś? Przecież Ty nic nie pamiętasz, nie możesz być samotna nie zaznawszy nigdy przywiązania. A może? Czujesz się osamotniona?
Leżąc na tym starym, szpitalnym łożu uświadamiasz sobie, że właśnie poznajesz historię wszystkich, którzy spoczywali na nim wcześniej.
Ona była młoda, niewiele starsza od Ciebie. Chociaż nie, w końcu Ty nie wież ile masz lat.
Jej jasne włosy miękko opadały na wyniszczoną smutkiem twarz. Oczy – lustro duszy, tak mówią. Ale jej spojrzenie nie wyrażało nic, zupełnie nic. Spoglądała jedynie w górę, jakby chciała ujrzeć przez sufit gwiazdy błyszczące na atłasowym niebie.
Jedna, druga... liczyła pod nosem. Poznawała każdą z nich, nadawała im nowe imiona, tuliła je. Już dawno przestała obcować z ludźmi. Oni są zanieczyszczeni, nie oferują jej tego, co gwiazdy – czystego uczucia.


Wariaci... skrępowani więzami choroby? A może wolni? Żyją z dnia na dzień, nie przejmując się ludzkimi sprawami. Mają określony cel w życiu i do niego dążą. Są niczym ciała niebieskie wiecznie podążające swoimi drogami, choćby nawet ich drogą miałby być jej brak.
Człowiek, którego nie krępują żadne ziemskie przymusy zachowania kultury myślenia, to człowiek wolny. Zwykli ludzie, więźniowie własnych myśli pojmują to jako chorobę, lecz czy oni sami nie są chorzy? Często są niczym zwierzęta, pozwalając swojemu życiu podążać torem instynktów i pierwotnych pragnień, a zarazem ustanawiają prawa, wyznaczają sobie obowiązki, rozwijają się. Prawa będą łamać, obowiązków zaniechają, a rozwój zastąpi zacofanie. A może nie? W końcu kto może to wiedzieć? Kto oprócz wariatów?

Dlaczego się obudziłaś? Będziesz tkwić w tym łożu, starając się dociec kim jesteś i dlaczego się tutaj znalazłaś? A może już wiesz? Żyjesz dla tego samego, co para kochanków za oknem?
Poświęcają uwagę tylko sobie, nie ufają jedynie nikomu prócz siebie nawzajem, gardzą światem i są z niego wyłączeni. Sami tego chcą.
Trwając w subtelnym splocie miękkich ust, tak delikatnym a zarazem niosącym ze sobą tyle pasji i namiętności, przestają być mężczyzną i kobietą. Są splecionymi ze sobą gałązkami drzewa nad wodą, bliźniaczymi kamykami, albo jedną kroplą wody.
Płatki śniegu leniwie opadają gdzieś z głębi czarnego nieba. Czy to możliwe, aby każdy z nich był inny? Żaden z nich nigdy nie znajdzie bratniej duszy, nikogo nie zrozumie? Żal mi was, płatki śniegu. Ale lecą z góry, mając za nic moje słowa. Są niczym ostatnia szczypta soli, która idealnie przyprawiła tę scenę. Czy istnieje coś piękniejszego, niż miłość?
Ona zamyka oczy na wszystko inne, wszystko co ich nie dotyczy.
Jej pozostawione w pozamieciowym nieładzie ciemne włosy bez oporów poddają się każdemu dmuchnięciu wiatru. Taka jest ich natura. Trwają miotane siłami natury, błyszcząc i zachwycając. Przecież to są niebezpieczne, ciemne fale wzburzonego, jeziora. Dlaczego boicie się poznać ich naturę? Czy ludzie są aż tak powierzchowni?
Na jej młodej, jasnej twarzy o rumianych policzkach i tak czerwonych ustach, że wszystkie okoliczne maki skryły na ich widok się między śmietnikami i latarniami, widnieje jakiś niemożliwy do wyrażenia w słowach spokój. Ona czuje się bezpieczna, darzy go zaufaniem. Ach, jak to wszystko dzisiaj mało znaczy... jedynie oni to cenią. Te posągowe lica to obraz szczęścia, czy smutku?
Smukłe palce splotła na jego silnym karku, o skórze spalonej słońcem i wiecznie smaganej wiatrem.
Są niczym kwiaty polne na twardej, niedostępnej górskiej ziemi. Ale to jest jednak tak oczywiste, naturalne, dobrze wiesz, że nie mogło być inaczej, że oni bez siebie nie istnieją.
Jego dumna twarz pochyla się teraz nad jej postacią, krótko ścięte włosy ogarnia wiatr, płatki śniegowe rozpuszczają się ogrzane ciepłem jego ciała. Na piersi błyszczy coś, ale co, tego nikt w tej chwili nie chce dociekać, bo nie to jest ważne.
On nie opuszcza powiek, o nie. Uważnie wpatruje się w jej twarz, każdym spojrzeniem łowi piękno wizerunku swej oblubienicy i zakopuje je głęboko w sercu.
Ale czy to nie jest pożegnanie? Czy na jej atramentowych rzęsach nie pojawiają się krople słonej rosy smutku? Ona płacze. Potoki łez wartko spływają po rumianym policzku, znajdują drogę w kąciki ust. On przecież odchodzi. Już nigdy się nie zobaczą.
Pani w zielonej sukience chwilę jeszcze stoi na peronie. Nigdy się stąd nie ruszy. Ale cz to jest ważne? Kogo interesuje ten tkliwy twór boski, który tkwi teraz z opuszczonymi luźno rękami na wiekowych deskach teatru. Kurtyna opadła.


Na stoliku obok Ciebie stał szary kubek napełniony do połowy kompotem porzeczkowym. Dbają tu o Ciebie. Dopiero poznajesz, co to znaczy nie być komuś obojętnym. Ale wiesz, że to jest ułomne, oni robią to dlatego, ze muszą. A może ich jednak obchodzisz?
 

Ostatnio edytowane przez Minty : 15-04-2010 o 20:24.
Minty jest offline  
Stary 21-04-2010, 17:41   #4
 
Rhaina's Avatar
 
Reputacja: 430 Rhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetny
Sięgam po kubek. Poznaję ten zapach - porzeczkowy. Język cudownie cierpnie od zapamiętanej goryczy. Czyli znam smak porzeczki. Nie, nie znam - poznałam. Kiedyś. Nie wiem, kiedy, gdzie, jak - poznałam, ciało pamięta, choć umysł nie.



Pierwszy łyk - nie umiem przestać, pierwszy staje się drugim, trzecim i piątym, napój płynie nieprzerwanym, cienkim strumyczkiem, aż w kubku nie ma już ani kropli.
Odstawiam szary fajans i próbuję odtworzyć blednące odczucie.
Porzeczkowy kompot był cierpki, orzeźwiający, czysty... Gładki i miękki. I delikatny, choć tak cierpki i kwaśny. Orzeźwił, odnowił. Smakował... smakował błogosławieństwem.

Czy na pewno? Czy to tylko tak się zdaje wariatce?
Nie wiem. Chciałabym tylko napić się jeszcze raz. Czy za drugim razem będzie smakować tak samo?


Pani w zielonej sukni odeszła. Oczy miała puste, ruchy bez gracji. Wolałaby, by zasypał ją śnieg i zmienił w lodowy posag - ale będzie wstawać rano, chodzić do pracy, siedzieć samotna w pustym mieszkaniu przy zgaszonej lampie, słuchając, jak w dole przejeżdżają ciężarówki. Będzie żyć, choć przecież właśnie umarła; istniała dla miłości tego mężczyzny, którego pożegnała. Przedstawienie się skończyło. Teraz będzie trwać w bufecie w podziemiach teatru, czekając, aż znowu wezwą ją na scenę, na drugi akt, który może nigdy nie nastąpi; czekać na jego umiłowany głos... na zmartwychwstanie.

Nasz los jest podobny. Dla żadnej z nas nie ma miejsca na scenie, choć nie porozmawiamy za kulisami. Pytanie tylko - dla której z nas los był bardziej miłosierny? Dla ciebie, Zielona Pani, której dano zagrać główną rolę w pięknym romansie i która będziesz żyć tą rolą już na wieki - czy dla mnie, która nie wiem nawet, w jakim grałam przedstawieniu ani czy już się skończyło?

Chyba mam przerwę. Mogę usiąść na widowni, snuć się po foyer, patrzeć. Ale boję się, że wkrótce zapragnę stanąć na scenie - zapragnę tak bardzo, że przestanę dostrzegać cokolwiek innego.
Świat straci barwy i czar. Nie zobaczę kryształowych kwiatów z połamanego blasku. Porzeczki wypiję nieuważnie, w pośpiechu, i zapomnę, jak smakowały. Boję takiej ślepoty; bardzo się boję.
Czy boję się wyzdrowieć? Czy być normalnym - to być ślepym na wszystko prócz swej roli w teatrze, tylko w niej widzieć sprawy godne uwagi?
 
Rhaina jest offline  
Stary 23-08-2010, 02:11   #5
 
Minty's Avatar
 
Reputacja: 134 Minty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znany
Jak dobrze jest poczuć na ciele ciepły dotyk słońca. Dać się pieścić Zefirowi, iść... Tak po prostu, stawiać kroki poza murami więzienia, zapominać.
Na chwilę, bo pod bacznym okiem kobiet w białych fartuchach nie da się zupełnie odciąć od wizji niewoli.

„Pani jest chora, musi pani tutaj zostać. To dla pani dobra” mówił lekarz patrząc na Ciebie przyjacielsko. A czymże jest to dobro? Twoje dobro oczywiście, bo cała reszta to teraz sprawa drugorzędna. Na myśl przyszło Ci od razu zdrowie. W końcu jest to niezbędny składnik potrzebny do osiągnięcia szczęścia. „Dobro osiąga się przez zdrowie”, taka teoria nie mogła długo przetrwać w Twoim umyśle, była zbyt chwiejna. Czymże jest zdrowie bez wolności? „To wolność jest gwarantem szczęścia!” Czy aby na pewno? Całe to poszukiwanie szczęścia, jakie rezultaty może przynieść tak absurdalna akcja. Przecież szczęście w całej swej złożoności nie może być zbudowane z określonych składników. To przychodzi wedle własnego, swoistego widzimisię. A może zszyła je Bóg? Ale kim on był? Nie pamiętasz, jest Ci smutno.
Nie można jednak pozostać bezczynnym wobec szczęścia. Czasami samo myślenie o nim pozwala na osiągnięcie go.
Ale czy dostosowanie szczęścia pod własną osobę to nie oszustwo? Ludzie cieszą się z rzeczy, które w rzeczywistości są dla nich marne, nic nie warte. To pseudoszczęście to obłuda.
Nie znajdziesz tutaj prawdziwego szczęścia.

Cienie drzew tworzą piękne obrazy, po co tamtędy przechodzić? Można podziwiać je z daleka, w całości. Ale one, białe mary, prowadzą przez to arcydzieło, nie ma wyboru.
Przechodząca grupa swoimi pospolitymi cieniami na chwilę niszczy obraz. Raz zrujnowany nigdy już nie będzie taki sam... Szkoda, ale trudno jest Ci się skupić na jednej rzeczy, nie możesz o tym myśleć.
Może podali Ci jakiś lek. Lek, który w zasadzie z niczego Cię nie wyleczy. Bo nie jesteś chora? Skąd możesz to wiedzieć? Może to właśnie chory umysł oszukuje Cię wmawiając Ci, że dawno już wyzdrowiałaś? Jak jest naprawdę?

Opiekunki przed spacerem naćpały całą grupę. Pewnie chciały uprzykrzyć im tę jedyną chwilę wolności, uniemożliwić wyrwanie się z niewoli, zakładając im kajdany narkotyku... Jak można być tak podłym?
Powoli przenosisz wzrok na jedną z nich, idzie nieświadoma niczego, może właśnie delektuje się swoją zbrodnią przeciw wolności...
Jest ubrana w biały fartuch, który luźno zwisa na jej jeszcze zgrabnym ciele. Ma pewnie około czterdziestu lat, podkręcone włosy zafarbowała na czekoladowo, a na usta nałożyła czerwoną szminkę. Chce cofnąć czas.
Wyszło fatalnie.
Opiekunka bynajmniej nie wygląda żałośnie dla tego, że nie pasuje jej odcień podkładu, albo szminki, że dobrała zły cień do powiek, albo zafarbowała włosy na śmieszny kolor, o nie! Z tym wszystkim wygląda nawet ładnie, jednak jej próby oszukania czasu są śmieszne. Jest jak tonący, który wchodzi na dziurawą szalupę i liczy na to, że dopłynie do brzegu.
Grupa mija jezioro. Na nieruchomej tafli zielonkawej wody odbijają się promienie słońca. „To piękne” stwierdzasz, pierwszy raz od przebudzenia używając tego określenia.
Ludzie zbyt często używają teraz takich słów. Ale Ty jeszcze tego nie wiesz, radujesz oczy widokiem drzew falujących na wietrze, liści tańczących w powietrzu i zimnego, błękitnego nieba. Wszystkie je nazywasz pięknymi.
To ciekawe, jak głębokich doznań może przynieść zwyczajna sadzawka w słoneczny dzień. Zamiast ludzi podziwiasz przyrodę, bo wiesz, że ona sama nigdy się nie zmieni i Cię nie zawiedzie. Nie zlekceważy Twojego zachwytu i nie zamieni się w coś innego, obrzydliwego. A tego nawet nie wymagasz od człowieka.



A gdyby tak wrzucić opiekunkę do stawu? Trzymać pod wodą, aż przestanie się szamotać, a jej smukłe ciało opadnie bezwładnie na dno?
Czując w ten sposób stajesz się coraz bardziej ludzka. Zdajesz sobie z tego sprawę, lecz nie wiesz, czy Cię to cieszy, czy martwi?
Czy to oznacza, że jesteś chora? W końcu skoro wracasz do normalności, jak wszyscy określają człowieczeństwo to znaczy, że zdrowiejesz, więc wcześniej byłaś chora. A jeżeli wszyscy się mylą? Jeżeli człowieczeństwo nie jest normalnością? To znaczy, że chorujesz? Umierasz?

Jesz ciastko. Jest słodkie i ładnie udekorowane, jednak kelner, który przyniósł Ci je do stolika był jakiś dziwny... Z jego głowy wyrastało coś na kształt baranich rogów, tylko jakby niezauważalnych mimo znacznej wielkości. Od czasu, kiedy go ujrzałaś nie możesz przestać myśleć o tym, że ten człowiek chce Cię otruć. Ale ciastko jest takie smaczne...



Ludzie całe życie gonią za przyjemnościami, są hipokrytami, bo od kołyski aż po grób wyznają prawdy, które im tego zakazują. Ludzie to w gruncie rzeczy śmieszny twór. Stworzyłaś go dla zabawy?
Ale nawet Ty uwielbiasz przyjemności. To takie przyziemne. Dać się otruć dla chwili słodyczy. Wiedzieć, że rozpływający się w Twoich ustach łakoć to śmiertelna trucizna.
Zostaw to, nie jedz, nie stawaj się ludzka! Bogowie nie mogą być ludzcy.

Opiekunka zabiera Was z powrotem do więzienia. Z okna widzisz kościół. Zastanawiasz się nad Bogiem. Śpisz.
To takie ludzkie...
 
Minty jest offline  
Stary 27-08-2010, 20:33   #6
 
Rhaina's Avatar
 
Reputacja: 430 Rhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetnyRhaina jest po prostu świetny
Takie... ludzkie.
Pozwalać życiu przepływać, być jak liść unoszony strumieniem czasu; brać się z życiem za bary, walczyć, pracować z mozołem, by zyskać... dobrobyt - bezpieczeństwo - sławę - szczęście - nic.
Które jest drogą człowieka?

Myśleć, męczyć się, rozgryzać zagadki istnienia jak uparte, twarde orzechy, roztrząsać, szukać, do upadłego, bez wytchnienia, z rozpaczą i nadzieją naraz - takie ludzkie.
Nie myśleć, pozostawać w kręgu znanych spraw, utrwalonych poglądów, nie szukać, nie wychylać się, trwać - takie powszechne. Takie ludzkie.

A może nieludzkie właśnie?
Bo niepiękne. A ludzie powinni być piękni.

Patrzę na spacerowiczów, spokojnych, bo otumanionych. Ja też płynę na miękkiej mgle leków. Wszystko jest spokojem, a pielęgniarki - białe anioły stróże - patrzą na swoje dzieło, stateczność naszego spaceru i są zadowolone.

A bogowie? Jacy oni powinni być?

I czy może nadal być Bogiem - Bóg bezsilny?

Męczą mnie te pytania, uparte komary, brzęczą i brzęczą. Sny mam gęstsze niż rzeczywistość, lecz nie pamiętam z nich nic. Czas jakby stał w miejscu, a jednak jestem tu już kolejny tydzień; drugi? trzeci?.. Mylą mi się rzeczywistości przez te zapomniane sny...

Tylko te topole nad stawem są pewne i stałe. To miejsce przechodzi na wskroś przez wszystkie czasy i światy, o których śnię.

Szczęście. Co to jest szczęście?
Szczęście - to tworzyć.
Nie, nie tak.
"Spojrzeć na dzieło swoje i wiedzieć, że jest ono dobre."
Tak właśnie.

Czyż nie jest jednym z nieszczęść ludzkości ich namiętność do podziałów, do profesjonalizmu... Ten nieszczęsny odruch, by każdemu, kto ma talent, przyznać papier, a tych, których nie usprawiedliwia ani "talent" - pasja i widoczne już osiągnięcia - ani papier, odesłać do innych zajęć.
Oddają "sztukę" w ręce profesjonalistów; wyrzekają się czegoś, co powinno być częścią ich duszy.
- Tworzenie jest ludzkie! Każdy człowiek jest twórcą!! - krzyczę, echo obija się o wnętrze mojej czaszki.
Od oddechu tego mojego szeptu poruszyły się lekko liście między moją twarzą a stawem. Tylko tyle.

Przecież nie o to szło, by ktoś usłyszał. Tylko bym nie ogłuchła od swoich myśli. Topole i tak mnie słyszą. Czy tylko taniec, muzyka, pisanie, tworzenie przedmiotów pięknych i niekoniecznych jest sztuką? Jestem pewna, że nie. Ale w takim razie, gdzie są granice sztuki? Czym ona jest, co nią nie jest?

Topole nie wiedzą.



...Człowieczeję, z dnia na dzień człowieczeję. Mam coraz mniej czasu, by zrozumieć, co to znaczy - czy bronić się powinnam, czy cieszyć? Czy te sprzeczności i hipokryzje to pomyłka, natura człowieka, wyzwanie? Są godne pogardy czy współczucia?

Jeden z pozostałych pacjentów też lubi siedzieć nad wodą, wtulając plecy w pnie drzew. Siedzimy tak już kolejne popołudnie, oddaleni o dwa drzewa; nie przeszkadzamy sobie. Widzę go. Ma łagodne oczy; czasem wygląda, jakby się zgubił, a czasem tak, jakby zgubili się wszyscy inni.

Już nie tylko podczas spaceru go obserwuję. Wszystko, co robi, robi z powagą i namysłem. Jakby każdy, najdrobniejszy element życia był wyzwaniem, ceremonią. Ale nie ma w nim goryczy, ani krzty.
Tak jakby cały czas kreślił swoje życie, godzina po godzinie, pędzelkiem na papierze, z absolutnym skupieniem. W oczach ma to spokojne zadowolenie, przypisane Bogu pierwszymi słowami Pisma - wiedzę, że rzecz została wykonana właściwie, odpowiednio.
Jestem prawie pewna, że on jest szczęśliwy.
 
__________________
jestem tym, czym jestem: tylko i aż człowiekiem.
nikt nie wybrał za mnie niczego i nawet klątwy rzuciłam na siebie sama.
Rhaina jest offline  
Stary 27-08-2010, 21:05   #7
 
Minty's Avatar
 
Reputacja: 134 Minty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znany
Na świetlicy znajdowali się chorzy. Kobiety i mężczyźni. Duża sala z telewizorem,gazetami i grami planszowymi była ulubionym miejscem pobytu wielu „pensjonariuszy”.
Jakiś mężczyzna, na oko trzydziestoletni,odziany w pasiastą piżamę i szare pantofle przysiadł się do ciebie. Jego uczesane w równy przedziałek czarne, przetłuszczone włosy lekko opadały na niedogoloną twarz. Mężczyzna przedstawił się. Był poszukiwaczem kwiatu paproci. Krótka rozmowa wystarczyła mu,aby nawiązać znajomość tak poufałą, że pozwoliła mu opowiedzieć historię swojego życia (w jego przypadku była to historia poszukiwań kwiatu paproci).
- Kwiat pojawił się w nocy, w świetle księżyca – mówił mężczyzna. - Był piękny, niezrównany w swej subtelności i zmysłowości barw. Kielich kwiatu paproci przypominał tulipan, albo lilię. Najlepiej jednak powiedzieć, że było to coś pomiędzy tymi dwoma kwiatami. Jak pachniał? Brzydko. Jego zapach przywodził na myśl gorzkie mlecze, miał też w sobie coś z kory drzewnej.
Kwiat wyrastał z centrum wysokiej paproci, której gałązki wyglądały przez to jak jego liście. W gruncie rzeczy to przecież tak było.
Zerwałem kwiat pewien swoich racji. Znałem wszystkie legendy, wiedziałem co mnie czeka. Ale nie miałem się czego obawiać. Dla mnie świat zacieśniał się do mej własnej osoby i tej magicznej rośliny.
Mężczyzna westchnął. Nastała chwila milczenia.
- Długo cieszyłem się bogactwami i dobrobytem. Miałem wszystko, poczynając od złota i diamentów na pięknych kobietach kończąc – kontynuował. - Ale byłem coraz smutniejszy, pustka powstająca w moim życiu wypełniała już całego mnie, potrzebowałem być kochanym! Wtedy wszystko runęło.
Powiedziawszy to wszystko poszukiwacz kwiatu paproci odszedł bez słowa. Zajął się grą w chińczyka przy stoliku opodal.
Cyprysik ustawiony z boku sali zafalował dotknięty podmuchem wiatru. Zza okna do pomieszczenia wlewała się poranna jasność letniego, nisko zawieszonego na niebie słońca, było ciepło.
Pielęgniarka przyniosła kawę.
Byłą szczupła i niska, mocno opalona, albo ciemnej karnacji. Kruczoczarne, falowane włosy opadały na jej smukłe ramiona i okrągłą twarz bogatą w dwoje dużych, czarnych oczu, jak bezcennych klejnotów.
Pielęgniarski kitel ciasno opiewał jej ładnie uformowaną talię i nieduże piersi, spódnica odsłaniała zgrabne kolana i smukłe łydki.
Przyniesiona przez nią zbożówka smakowała tylko mężczyznom. A kofeina? Na widok tej małej ślicznotki i tak podniecali się do tego stopnia, że żadne inne dopalacze nie były im już potrzebne.
Pożądanie – myślałaś. - to ważny element życia.
Trudno byłoby to sobie uświadomić, gdyby nie ten niewielki przykład. Jedna ładniutka, młoda pielęgniarka pośród tłumu wariatów nieznanego pochodzenia. Ona pewnie i tak ma wspaniałego mężczyznę, a mimo to nadal flirtuje z pielęgniarzem pilnującym drzwi.
Ciekawe, cos wyobrażali sobie teraz wszyscy śliniący się mężczyźni. Szczególnie jeden dziadek spocił się i wyglądał, jakby zaraz miał zejść na zawał. Kim jesteś w jego fantazji, pielęgniarko? Chętną dziewczyną z fartuszkiem zadartym ponad krągłe uda? A może stary dziad posunął się jeszcze dalej, w zakamarki wyobraźni, gdzie zdecydowanie jest sprośnej, głośniej i nawet straszniej. W końcu to szpital wariatów.
Więc wyobraźnię można wykorzystywać także w taki sposób. Interesujące...



Czarno-biała sceneria opustoszałego nowojorskiego dworca kolejowego z romansu kina lat pięćdziesiątych miała w sobie coś z ludzkiego smutku.
Strzępki gazet leniwie przewijających się przez brud peronu i gwizd pociągu w oddali przepełnione był czystą melancholią.
Pośrodku peronu stało dwoje ludzi.
Sukienka tej kobiety zawieszona grubymi ramiączkami na jasnych ramionach w czarno-białym pryzmacie wyglądała równie smutno, co reszta otoczenia. Luźny krój zgodny z trendami mody lat pięćdziesiątych, płaskie pantofelki i niewielki kapelusz z rondem, a pod nim zatroskana twarz. To oblicze pod skorupą piękna skrywa wiele cierpienia i ran.
Kobieta trzyma za rękę dziecko.
Mała istotka odziana w spodnie do kolan i wizytowy mundurek z szerokim kołnierzem z nadzieją patrzy w odległą mgłę spowijającą tory kolejowe. Ale ostatni pociąg już odjechał, wszyscy, którzy przeżyli powrócili już do domów. Zawiadomienie było prawdziwe.
Ale oni będą jeszcze tutaj stać,chociaż dziecko niedługo zachce wrócić do zabawek.

nie martw się tym
że nie masz czegoś
co kiedyś miałaś

odbudujesz

gorzej z tym czego nie miałaś

albo z myślą senną

pierwszym i ostatnim haustem
zatrutego powietrza
(to ponoć rozjaśnia umysł)

albo świeżego
choć tego nie jesteś pewna
chyba boli jak dziecko
też zaciągające się pierwszy raz
zimnym tlenem

później uratujesz się papierosem
jak cierpkim winem
albo pogardą

nadym usta
spójrz w lustro
i z kimś tam sobie porozmawiaj


Po chwili spędzonej przy kawie postanowiłaś odpocząć w milczeniu. Nieopodal jakiś ubrudzony dżemem na niedopiętej koszuli jegomość właśnie zwierzał się przyjaciółce z tego, że jest wzgardzonym twórcą świata. Opowieść dochodziła właśnie do momentu, kiedy ów człowiek zostaje wypędzony ze swego stanowiska.
- Fantastyczna podszewka i prosta konstrukcja cechowały świat kreowany naszą myślą i czynami podobnych do nas – mówił. - Nie należy zapominać także o zaniedbaniach inżynierskich i wykonawczych. Chociaż wcale nie wynosiliśmy materiałów – dodał, jakby żartem. - Każda myśl działała dla wspólnego dobra.
Twórca świata uśmiechnął się swymi lekko żółtawymi zębami.
- Abstrakcja szybko jednak wyszła na jaw – kontynuował. - Absurd i żart ostatecznie pozwoliły nam ocalić głowy. Chcę przez to powiedzieć, że moją funkcją w machinie, jaką okazuje się być świat było tworzenie jego alter ego – wyjaśnił wypędzony twórca świata. - Ostatecznie mi się to nie udało, dlatego jestem tutaj. Ja, niegdysiejszy twórca światów, a dzisiejszy poeta.
- O, jak miło spotkać jakiegoś poetę – zainteresowała się jego rozmówczyni. - Czy mogłabym poznać jakiś z pana wierszy?
- Wierszy? - oburzył się tamten. - Nie, nie pisuję żadnych wierszy.
To powinien być koniec rozmowy, jednak kobieta nie ustępowała.
- Dlaczego? - zapytała.
Wypędzony twórca świata odszedł jednak w milczeniu. Za to jakiś inny mężczyzna, może trzydziestoletni podchwycił rozmowę:
- Powiem pani coś o poezji – zaczął. - Poezja jest jak tlen. Ale musi być zakazana – uśmiechnął się. - O prawdziwie wyklętych wiemy niewiele, tyle co nam opowiedziano (albo i nawet nie). Ich dzieciątka o perłowych, łysych główkach, podobne do lekkich baniek pełnych ciężkiego dymu, kojarzymy tylko po błyszczących mydlinach powierzchni.
Wyraziwszy swoje zdanie człowiek ten odszedł w swoją stronę.
Na świetlicy działo się wiele rzeczy. W jednym kącie ktoś się kłócił zwróciwszy aż na siebie uwagę pielęgniarza,który jednak nie przerwał przez to rozmowy z śliczną koleżanką po fachu, w drugim kwitła miłość (platoniczna, rzecz jasna), gdzieniegdzie ludzie wspominali, albo marzyli i planowali (na jedno wychodzi). Tylko w twoim fotelu działo się coś nieokreślonego. Może właśnie dokonywał się proces, przez który przechodzą wszyscy więźniowie tego zakładu.
- Ile czasu trzeba poświęcić na to, aby wyzdrowieć z obłędu? - myślałaś. - O ile to w ogóle możliwe – to pytanie przeraziło cię.
Stara, gruba pielęgniarka o krótko ściętych, jasnych włosach i brzydkiej, ziemniaczanej twarzy oznajmiła koniec wolnego czasu.
Wolny czas w zamkniętym zakładzie dla psychicznie i nerwowo chorych. Czyli uciekamy do jedenastej, a później wracamy, żeby zdążyć jeszcze na obiad i lekowy deserek?
 

Ostatnio edytowane przez Minty : 27-08-2010 o 22:39.
Minty jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169