Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-11-2010, 19:56   #1
 
Songolooz's Avatar
 
Reputacja: 11 Songolooz nie jest za bardzo znany
[Anime] Death Note Poszukiwanie Prawdy

Etap I – Poznanie



Poznanie prawdy o życiu i śmierci. To przesłanie łączy każdego. Życie wychowuje wszystkich inaczej, ciężkie dzieciństwo powoduje, że nawet małe dzieci są bardziej dojrzałe od najstarszych mędrców świata. Życie powoduje, że wielu chce jak najszybciej doczekać spokojnych dni, w których krzyżówki i prognoza pogody to jedyne zmartwienia. Mimo wszystko na świecie znajdują się ludzie żądni przygód, odkrycia tego o czym inni nawet nie wiedzą, a raczej uciekają od prawdy bojąc się życia w ciągłym strachu.

Pięć lotnisk, pięć prywatnych samolotów, pięć tajemnic i pięciu ludzi odpowiedzialnych za przyszłość zepsutego świata, w którym bardziej opłaca się zabić niż negocjować. Świat, w którym życie już na starcie oznacza ciągły strach i walkę. Mimo wszystko można spotkać wiele organizacji, które za główny cel postawiły sobie obalenie tyranów i ciągłej walki politycznej. Stworzenie utopi w obecnych czasach graniczy z cudem.

Marchal z niecierpliwością czekał na pięciu ludzi, których nigdy nie znał i nigdy nie chciał poznać, jednak każdy z nich był indywidualnością i każdy z nich według informatorów nie jest osobą, którapoświęciła by życie, aby wykonać swoją pracę. Nikt z nich nie wiedział w jakim celu udaje się do tego dziwnego miejsca wiedzieli tylko, że nie mają wyboru. Ich „ojcowie” po prostu zlecili im to zadanie. Musieli je wykonać nie tylko z powodu pieniędzy, sławy, ale także z poczucia sprawiedliwości, które Margo, Dante, Finn, Hisayuki oraz Lizzard posiadali ponad normę.
Pięć różnych indywidualności, różnych zawodów i nacji. Lot każdemu przebiegł podobnie, kawa, papieros, gazetka lub dobra książka. Mimo wszystko Finn oraz Margo czuli się trochę niekomfortowo lecąc samolotem przeznaczonym na 500 osób „solo”. Cała obsługa tylko dla nich. Lizzard nie mógł wytrzymać w jednym miejscu i praktycznie co 15 minut zmieniał siedzenie. Za oknem tylko piękne chmury przypominające wielką, powietrzną autostradę.

Pięć samolotów praktycznie jednocześnie wylądowało na wielkim pustkowiu, przypominającym nie pierwszy rzut oka pustynie z niewielką ilością zieleni. Zza budynku można było ujrzeć staw. Słońce grzało chyba bardziej niż na pustyni. Czuliście jak po plecach ciekł pot, a telefony w waszych komórkach zaczynają krzyczeć z bólu. Obok prowizorycznego lotniska znajdował się parterowy budynek, który ciągnąć się niczym mur chiński. Tysiące pokoi, setki anten i jeden człowiek na widoku. Marchal wysoki, łysy, ciemnoskóry mężczyzna, ubrany w białe spodnie, sandały oraz niebieską koszulę przywitał nadchodzących ludzi i natychmiast zaprosił do budynku. Zdecydowanie widać było po nim, że spędził na słońcu już kilka godzin. Mimo że każdy z was przyzwyczajony do obcych ludzi i do ciężkich sytuacji, to teraz każdy czuł jak by miał za sobą rywala lub najlepszego przyjaciela, który właśnie posunął waszą żonę lub męża. Ciężką atmosferę, która wisiała w powietrzu było czuć na przestrzeni 30 kilometrów. Wszyscy ukradkiem spoglądając na potencjalnych „przyjaciół” udali się za czarnoskórym mężczyzną.

Pierwszy pokój, który był zarazem korytarzem znajdował się mały stolik, pół okrągła kanapa naprzeciw której stał jeden duży fotel wyglądał jak mała sala kinowa. Marschal kiwnięciem ręki pokazał, że zaprasza gości by usiedli. Pomieszczenie było klimatyzowane, tak więc w przeciwieństwie do pustynnego klimatu było całkiem przyjemnie, aczkolwiek z sekundy na sekundę, napięcie zaczęło rosnąć.
Pomieszczenie wielkości małego boiska piłkarskiego nie posiadało okien tylko sześć stalowych drzwi, które w tej chwili były zamknięte. Czarnoskóry mężczyzna usiadł na skórzanym fotelu i spoglądał w kierunku każdej osoby, jak by chciał przetestować ich wytrzymałość. Czas dla siedzących na kanapie osób wydłużał się z każdą minutą, także po jakimś czasie zdawało im się, że siedzą tam godzinami. Gdy, ktoś próbował odezwać się lub o coś zapytać w tej samej sekundzie Marschal wymownie spoglądał w jego kierunku natychmiastowo ucinając rozpoczynający się dźwięk.
- Wszystkie urządzenia nagrywające, komórki, noże, pistolety, kalendarze, notesy i długopisy, proszę położyć na stół. - gruby, charczący głos mężczyzny dotarł do waszych uszu. Każdy posłusznie wyciągnął wszystko co miał i ułożył na zgrabną kupkę.

- Nazywam się Marschal, jestem jedną z najważniejszych osób, które znajdują się w tym centrum badawczym. W tym wielkim budynku znajduje się 20 osób, przy czym 13 z nich to naukowcy znajdujący się w seksji C. Z pewnością chcieli byście się czegoś dowiedzieć dlaczego was tutaj sprowadziłem. Jest to niestety jeszcze niemożl... - Marchal nieoczekiwanie przerwał w pół słowie. Spojrzał na drzwi, które znajdowały się za jego plecami. Chwilę się przyglądał po czym powrócił do monologu.

- Zapraszam Państwa do pokoji. na każdym znajduje się litera, z pewnością nie pomylicie się – w tym momencie wszyscy jak wilki na polowanie ruszyli w stronę wskazanych przez Marschala drzwi.
 
__________________
Między życiem, a śmiercią jest naprawdę cienka linia.

Ostatnio edytowane przez Songolooz : 19-11-2010 o 20:00.
Songolooz jest offline  
Stary 19-11-2010, 21:41   #2
 
Kali's Avatar
 
Reputacja: 10 Kali nie jest za bardzo znany
*Już tak dawno nie leciałem samolotem, ale nawet gdybym latał nimi codziennie to i tak nie byłbym przyzwyczajony do takiego sposobu podróżowania.*
Pomyślałem i kolejny raz z niedowierzaniem rozejrzałem się po całym luku pasażerskim, w którym znajdowałem się jedynie ja, choć zmieściłoby się tu śmiało, jeszcze kilkaset innych osób. Czułem się jakoś nieswojo i często zmieniałem miejsce spoczynku, gdyż niecierpliwie wyczekiwałem lądowania. Byłem ciekaw co tym razem los mi przygotował... miałem nadzieję, że w końcu trafię na coś godnego mojej uwagi, ponieważ od bardzo dawna nie miałem ciekawego zajęcia. Same kradzieże lub drobne przestępstwa. Miałem dość bezczynnego siedzenia w biurze i to właśnie dlatego tak szybko i bez zastanowienia zgodziłem się przyjąć to zlecenie.

*W końcu jakieś dobre wieści... mam już dość tej nudnej telewizji i przesłodzonej obsługi.*
Takie zdanie przeszyło moje myśli, kiedy to pilot zakomunikował, że za chwilę będziemy podchodzić do lądowania. Zapiąłem posłusznie pasy, tak jak mówiła instrukcja i kiedy koła samolotu dotknęły ziemi, odetchnąłem z ulgą i czym prędzej wyszedłem na zewnątrz.

*Cudownie czuć stały grunt pod nogami... Ciekawe co teraz?*
Zapytałem sam siebie i zacząłem rozglądać się dookoła. Okazało się, że wylądowałem na totalnym pustkowiu z niewielkimi oznakami zieleni, od samego początku czuć było ogromne gorąco, które po wyjściu z samolotu uderzało z twarz, tak jakby miała właśnie bliski kontakt ze ścianą. Człowieka, który byłby słaby fizycznie, mogłoby nawet powalić na kolana. Najbardziej, wzrok przykuwał jednak niski, ale za to bardzo ogromny powierzchniowo budynek, który roztaczał się przez tą pustynię jak wielki mur. Widać było, że mimo miejsca wybudowania, jest dobrze wyposażony, chociażby po tym ile anten sterczy na dachu budynku.

*No to pięknie... wylądowałem na jakimś zadupiu. Ciekawe co jeszcze przytrafi mi się dzisiejszego dnia. Coś czuję, że w niezłe bagno się wpakowałem.*
W tej samej chwili moją uwagę przykuła niewielka postać i nie mając innego wyjścia pomaszerowałem w jej kierunku. Dopiero teraz zorientowałem się, że prócz mnie, w niewielkich odstępach, kroczą jeszcze cztery inne postacie i najwidoczniej przybyły tu w tym samym celu co ja.

*Co jest grane? Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak tajna i zmasowana akcja, choć trzeba przyznać, że w głębi serca to właśnie tego pragnąłem.*
Kiedy zebraliśmy się wszyscy i ruszyliśmy za czarnoskórym przewodnikiem, czuć było w powietrzu ciężką atmosferę i to wcale nie była wina słońca. Jakoś dziwnie się czułem w gronie tylu obcych mi ludzi i choć nie była to dla mnie nowość, to jednak z dala od jakiejkolwiek pomocy, czułem się trochę niepewnie.

Kiedy czarnoskóry mężczyzna otworzył drzwi od budynku, ze środka wyleciało chłodne i przyjemne powietrze, które orzeźwiało i dodawało energii do dalszego funkcjonowania. Od razu wróciła mi ochota do życia i zacząłem niepewnie spoglądać po twarzach moich przyszłych towarzyszy, gdyż z tego co wcześniej wywnioskowałem, mamy wspólny cel, choć jeszcze nie wiedziałem do końca jaki. Kiedy znalazłem się w środku mój wzrok przykuła kanapa wraz ze stolikiem i fotelem, które stały na środku sali. Nie wiedziałem zbytnio co robić, ale kiedy mężczyzna zachęcił nas gestem, nie zamierzałem długo zwlekać i ruszyłem do przodu, aby zająć wygodne miejsce na kanapie. Oczywiście wybrałem to z brzegu i wygodnie się usadowiłem w oczekiwaniu na jakiekolwiek informacje.

Dalej nie wiedziałem kim są inni zgromadzeni w pomieszczeniu i nawet kiedy chciałem zabrać głos, aby w końcu przerwać tą niezręczną ciszę, człowiek który nas przywitał, skutecznie mnie uciszał, spoglądając mi głęboko w oczy i dając do zrozumienia, że to jeszcze nie czas na pytania i odpowiedzi.
Zacząłem więc rozglądać się po pomieszczeniu, które tak naprawdę było puste. Jedyną rzeczą, która wyróżniała salę to tak wielka ilość drzwi z niewielkimi literami.

*Ciekawe co tam jest...*
Nie zdążyłem skończyć swojej myśli, a już otrzymałem odpowiedź. Trochę mnie to przestraszyło, ale nie mając innego wyboru, wstałem z kanapy i chcąc odpocząć po podróży, powędrowałem w stronę drzwi, na których znajdowała się literka "D". Wcześniej oczywiście oddałem całą elektronikę jaką posiadałem. Z tego co się dowiedziałem, miał to być od teraz mój pokój, tak więc otworzyłem drzwi bez wahania i wszedłem do środka. Na początku zapoznałem się z całym pomieszczeniem, aby mieć już to za sobą, a następnie położyłem się na łóżko, jednakże mimo zmęczenia nie potrafiłem zasnąć. Zbyt wiele pytań zaprzątało mój umysł...
 

Ostatnio edytowane przez Kali : 21-11-2010 o 16:55.
Kali jest offline  
Stary 20-11-2010, 16:47   #3
 
FunkyMonkey's Avatar
 
Reputacja: 0 FunkyMonkey nie jest za bardzo znany
Kilkunastogodzinny lot pustym samolotem i lądowanie na jakiejś pustyni na końcu świata - ja chcę jeszcze raz, pomyślała niezbyt zachwycona dziewczyna, przerzucając torbę przez ramię. Gdy tylko wyszła z chłodnego samolotu od razu uderzył ją gorący powiew pustynnego powietrza i palące słońce. Już prawie zapomniałam, jak wygląda słońce, pomyślała Finn, zamykając oczy i ciesząc się ciepłem. Nie miała jednak na to całego dnia - w tym samym momencie czworo innych ludzi wysiadło z poszczególnych samolotów, zauważyła też murzyna w jasnym stroju i ciągnący się za nim budynek.Widząc, że trochę już na nich czeka, przez głowę przeleciało jej kilka wyjątkowo rasistowskich myśli, które wywołały uśmiech na jej twarzy.

Murzyn jej nie przeszkadzał. Przeszkadzał jej natomiast fakt, że sprawdziły się jej przeczucia - nie była jedyną, która została wciągnięta w tą robotę. Ona, wolny strzelec, samotna puma została wciągnięta w wyścig szczurów, którego nienawidzi.

Zanim zdążyła się rozkręcić i zacząć winić cały świat za każde najmniejsze niepowodzenie, zostali wprowadzeni do dużego, pokoju przypominającego kameralne sale kinowe, które widziała w RPA. Tamtejszy przepych został jednak zastąpiony ascetycznymi meblami. Dziewczyna, wchodząc jako ostatnia, zamknęła za sobą drzwi i zajęła miejsce tuż przy stoliku. Czarny usiadł w fotelu i sprawiał wrażenie, przynajmniej według Hindley, zawiedzionego. Pozostali zaproszeni próbowali odezwać się i przerwać tą denerwującą ciszę, jednak zostawali natychmiast uciszeni. Gdy tylko wpadła jej do głowy chęć skorzystania z miejsca, które wybrała i ułożenia nóg na stole, murzyn w końcu się odezwał, każąc im oddać swoje zabawki.

Zresztą, właśnie taką minę miała Finn, kładąc na gromadce telefon, notes, mały piórnik z małpkami i Berettę 92 - jakby ten cholerny czarnuch kazał jej oddać jej ukochane zabawki.
Uśmiechnęła się ironicznie, słuchając początku jego wypowiedzi, ale chwilę później zainteresowało ją te siedem osób, nie będącymi naukowcami. To znaczy, oczywiście podejrzewała, że byli to po prostu sprzątacze, ale wolała teorię, według której ta siódemka była ludźmi pociągającymi za sznurki w dzisiejszym, przegniłym świecie.

Po zaproszeniu do wybrania pokoi, Hindley od razu zerwała się z miejsca i szybkim spojrzeniem omiotła tabliczki na drzwiach. Najbliżej niej znajdowały się drzwi z literą "F". Ruszyła w ich stronę, znów szeroko się uśmiechając, a jej myśli błądziły wokół podświadomego wyboru właśnie tej litery.
 
__________________
Kto nie ma anioła stróża, może robić, co mu się żywnie podoba.

Nie daj się zwieść mojemu nickowi - jestem kobietą ;)

Ostatnio edytowane przez FunkyMonkey : 21-11-2010 o 15:20.
FunkyMonkey jest offline  
Stary 20-11-2010, 23:02   #4
 
Antari's Avatar
 
Reputacja: 15 Antari nie jest za bardzo znanyAntari nie jest za bardzo znanyAntari nie jest za bardzo znany
Samolot. Cóż, mogło być gorzej. Co nie znaczy że lot samolotem to najfajniejsza sprawa jaką kiedykolwiek przeżyłem. Każde siedzenie niewygodne. Nie można latać samemu takim przestronnym samolotem. Co chwilę zmieniałem siedzenie przez co straciłem parę godzin zamiast poświęcić je na dobrą lekturę. Samolot wylądował. Wreszcie.

Palące słońce w pierwszej chwili oślepiło, odruchowo zasłoniłem oczy ręką. Druga trzymała torbę na ramieniu. Wziąłem tylko najważniejsze rzeczy. Czuję się brudny po tym locie. Mam nadzieję, że mają tutaj łazienkę. Nieważne. Schodzę ze schodków.

Twarda ziemia i suche kępki trawy chrupią pod starymi adidasami. Pot leje się pod t-shirtem. Strasznie ciepło. Już tęsknie za NYC. Inne samoloty też tu są. Jednak to nie one tak interesują. Najważniejszy wydawał się ten łysawy murzyn przed nim.

Chłodny pokój. Nareszcie. Zbyt długo przebywali na słońcu. Rozejrzałem się. Dziwne pomieszczenie. Takie... pustawe. Miałem oddać wszelkie rzeczy umożliwiające zapisywanie danych. Popatrzyłem na murzyna spode łba.
Posłusznie wyciągnąłem z czarnej torby notebooka i swój własny prywatny notes, z czerwonym napisem na okładce "Do not open!". Wiedziałem, że taki napis, aż zachęca innych do otworzenia. Dopóki nie widzą co robię z tymi, którzy próbują go otworzyć. Na stół poszła także moja komórka. Świetnie, nie zostało mi już nic do zabawy.

Pokój z literką "X". Świetnie. Nie podoba mi się to. Ale żadna inna litera nie pasowała. A owo "X" oznaczało tylko jedno. Ktoś tu mnie za dobrze zna. Cóż, kolejna sprawa. Jak to się mówi:"Just another day in the office.". Heh. Klamka opadła pod ciężarem ręki. Drzwi otworzyły się do środka. Szybko przekroczyłem próg. Najpierw szybki prysznic, potem się będziemy martwić.

Zdążyłem się rozgościć. Mały ołtarzyk poszedł na szafkę. Obok niego położyłem cztery symbole. I tak można żyć prawie wszędzie.

Wisiorek z niebieskim smokiem powędrował z szyi na wewnętrzną stronę klamki. Tak żeby mnie strzegł. Jak zawsze.
 
__________________
En Taro Tassadar!

Ostatnio edytowane przez Antari : 21-11-2010 o 08:14.
Antari jest offline  
Stary 22-11-2010, 17:32   #5
 
Wredotta's Avatar
 
Reputacja: 14 Wredotta nie jest za bardzo znanyWredotta nie jest za bardzo znanyWredotta nie jest za bardzo znanyWredotta nie jest za bardzo znany
Z lekkim wahaniem ruszyłam przez bramkę lotniskową. Co ja wyprawiam? Rzucam wszystko, tylko po to, żeby dowiedzieć się czegoś o swoim pojebanym ojcu? To nie ma sensu. Obejrzałam się za siebie. Może jeszcze zdążę się wycofać. Taa jasne… Już się zdeklarowałam, zwolniłam się z pracy w Wombie i opuściłam tymczasowo Monsters. Monsters…. Michael. Jak podło się czułam mówiąc mu, że opuszczam naszą kapelę, być może na zawsze i że nie może ze mną pojechać, choć to dotyczy naszych „zdrowo” rąbniętych ojców. Tom. Mój przyrodni brat, chciał znowu wyruszyć ze mną w podróż w nieznane. Jednak i on nie mógł. Biedna Azusa, miała łzy w oczach, gdy się ze mną żegnała. Cholera, miałam wrażenie, że już ich nigdy ich nie zobaczę. Westchnęłam, obróciłam się ponownie za siebie patrząc na moje ukochane miasto, mój dom.
Tokio obiecuję Ci, że tu wrócę”.
Poprawiłam swoją basówkę na ramieniu, zacisnęłam palce na torbie z Pumy i ruszyłam po schodkach do samolotu.

Lot w zasadzie minął mi szybko. Czytałam „Piątą czarownicę” R. Newcombe’a, grałam na PSP. Tylko trochę niekomfortowo się czułam sama w samolocie przeznaczonym dla 500 osób. W końcu zeszłam po schodkach, ciekawie rozglądając się wokół. I w jednej chwili mnie zamurowało. Pustynia! O cholera jasna. Poczułam nagłą ochotę, powrotu do domu. Ja nie wytrzymam przecież na pustyni. Jak na zawołanie zaczęło się ze mnie lać potem, choć nic w tym dziwnego. Byłam ubrana w szeroki longsleeve z zespołem Gorgoroth, czarne dżinsy i… glany. Całe szczęście, że miałam w torbie trampki. Zauważając długi budynek od razu ruszyłam ku niemu szybkim krokiem, mając nadzieję, że będzie tam klimatyzacja. W połowie drogi dostrzegłam czarnoskórego mężczyznę stającego przed budynkiem i czwórkę innych ludzi zmierzających w tym samym kierunku co ja. Cholera, nikt mi nie wspominał, że będzie to akcja zbiorowa. Stojąc już przed owym murzynem, nerwowo poprawiłam gitarę na ramieniu. Inni też wydawali się nieco zaskoczeni albo po prostu wkurwieni. W końcu murzyn zaprosił nas do środka, tego dziwnego długiego budynku. Na szczęście w środku, co było częściowo do przewidzenia była klimatyzacja. Usiadłam szybko na skraju sofy, opierając o bas o podłokietnik na podłodze. No i zaczęła się długa, krępująca cisza. niektórzy chcieli zabrać głos, ale murzyn każdego uciszał swoim przenikliwym wzrokiem. W końcu się odezwał, prosząc o wyjęcie wszystkim urządzeń do zapisywania danych. Ze złością wyłączyłam telefon i rzuciłam na stolik. No i koniec kontaktów z Michaelem, Tomem i Azusą. Dwa długopisy w torbie już sobie darowałam, a PSP bym prędzej umarła niż oddała komuś moje cudne cacko. Kompa przy sobie nie miałam. Z krótkiej przemowy murzyna wychwyciłam tylko parę istotnych informacji: to że ma na imię Marchal, że niestety na razie nie może nam nic powiedzieć, co przyjęłam z frustracją, a nasze pokoje już na nas czekają z odpowiednią literką na drzwiach. Nie zwracając większej uwagi na resztę towarzystwa, z powrotem przerzuciłam basówkę przez ramię i ruszyłam ku pokojom. W końcu znalazłam pokój z literką „M”. Bez wahania weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Wyskoczyłam z glanów, ostrożnie odłożyłam instrument na łóżko i zaczęłam grzebać w torbie. Wyjęłam kosmetyczkę, czyste ciuchy i bieliznę. Niewiele myśląc wskoczyłam pod prysznic. Gorąca woda odświeżyła mnie, cudownie kojąc zmysły. Po kąpieli już ubrana w czarną dopasowaną koszulkę z długimi rękawami i komiksowy T-Shirt stałam na pokoju nie wiedząc co robić. W końcu darowałam sobie wypakowanie swoich skromnych rzeczy, delikatnie wyjęłam gitarę z pokrowca , usiadłam na łóżku i cicho brzdąkałam smętne melodie.
Przypominając sobie jak w Monsters graliśmy kiedyś cover Beatelsów w wykonaniu Across the Universe "Strawberry Fields Forever"
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=8N0Ap_CQT4E[/MEDIA]
odtworzyłam w połowie te piękne chwile cicho śpiewając.
 
__________________
"Już, już, bo nie będzie gier wideo..."

Ostatnio edytowane przez Wredotta : 22-11-2010 o 17:52.
Wredotta jest offline  
Stary 24-11-2010, 00:26   #6
 
adurell's Avatar
 
Reputacja: 13 adurell nie jest za bardzo znany
Samolot pędził po niebie. Hisa zaś siedział po turecku na jednym z foteli i napawał się tymi kilkunastoma godzinami samotności. Samotności, której ostatnio chyba nieco mu brakowało. Ciągle tylko praca, praca, praca- a przy takiej ilości pracy do wykonania, nie zostaje nigdy wiele czasu na cokolwiek innego, na nic, co się kocha, nad czym chce się spędzać czas. Nic więc dziwnego, że perspektywa długiego lotu, na dodatek, jak się okazało, prywatnym samolotem, została przywitana z entuzjazmem i skrupulatnie wykorzystana na książki i korzystanie z laptopa.

Wreszcie, po długim locie, dotarli na miejsce. Temperatura na zewnątrz wcale nie zachęcała do opuszczenia metalowej maszyny. Ledwo Hisa zszedł po schodkach i już poczuł, że skóra, przyzwyczajona ostatnio do chłodnych pomieszczeń, zaczęła spływać potem. Zwłaszcza, że chłopak miał ze sobą całkiem sporo bagażu- bez mała dwie spore torby i rzeczy podręczne. Wlókł się więc gdzieś w ogonku osób, które po wyjściu zaczęły zmierzać w kierunku kompleksu budynków. Mimo warunków, Hisayuki przed wyjazdem starał się oswoić z myślą, że może wylądować gdziekolwiek, toteż nie burzyło się w nim tak bardzo z powodu przybycia na jakies pustkowie. Dum spiro, spero- póki dycham, mam nadzieje, jak mawiał Marek Aureliusz.

Gdy po krótkim marszu udało im się dotrzeć do wejścia, Marchal, czarnoskóry mężczyzna w lekkim ubraniu, przywitał ich i zaprowadził do środka. Chłód klimatyzacji trzymał w ryzach temperaturę z zewnątrz, dzięki czemu Hisa miał wreszcie okazję odetchnąć. Gdy tylko weszli do ogromnego pokoju, rzucił torby pod ścianę i usiadł na kanapie. Mimo pozornego, leniwego rozglądania się po osobach w pomieszczeniu, napięcie rosło z minuty na minutę i on sam nie był tu wyjątkiem. W głowie kołatało mu się wiele myśli, które przez czas oczekiwania starał się sobie ułożyć. Gdy wreszcie nad głowami przybyłych rozległ się komunikat o zostawieniu rzeczy, chłopak najpierw cierpliwie poczekał, aż wszyscy zdążą powyjmować, co mieli, poczym samemu podszedł do stoliczka i wyjął z wielu kieszeni w swoim ubraniu wszystko, co odpowiadało opisowi- komórki, urządzenia grające, notesy, masę ołówków i długopisów (zostawił sobie jednak jeden ołówek w piórniku w torbie), wreszcie swojego eleganckiego, zdobionego Glocka model 33.

Gdy wszyscy pognali do swoich pokoi, on sam niepospiesznie udał się do tego, który wydał mu się tym właściwym, tzn. tego z wypisaną na drzwiach literą „H”. Po krótkich oględzinach pokoiku, który swoją surowością raził poczucie estetyczne Hisu, chłopak usiadł na łóżku, poczym począł rozpakowywać rzeczy z bagażu i skrupulatnie układać je tam, gdzie tylko znajdywał odpowiednie dla nich miejsce. Gdy tylko pokoik wypełnił się wonią kadzidła, na szafkach pojawiły się sterty książek i innych papierów a wszelkie rzeczy znalazły swoje miejsce dzieki czemu w pokoju zapanował porządek, Hisa mógł udać się pod wyczekiwany od kilkunastu godzin, zimny prysznic, a następnie delektować się momentem relaksu w zaciszu własnego pokoju. Zapewne po raz ostatni przed rozpoczęciem tego, po co go tu sprowadzili, cokolwiek by to nie było.
 
__________________
"Another tricky little gun
Giving solace to the one
That will never see the sunshine "

Ostatnio edytowane przez adurell : 24-11-2010 o 00:28. Powód: drobne poprawki.
adurell jest offline  
Stary 13-12-2010, 16:35   #7
 
Songolooz's Avatar
 
Reputacja: 11 Songolooz nie jest za bardzo znany
Noc minęła spokojnie, nic nie zapowiadało większych zmian, a wszyscy czuli się bardziej jak na wakacjach niż na misji, o której jeszcze nie mieli bladego pojęcia. Każdy z pokoi był praktycznie identyczny. Cztery ściany bez okien, a w środku małe łóżko. Na ścianie wiszący regał na książki lub dokumenty. Na dużym stole laptop, lampka, telefon komórkowy, ściany w ciemnych kolorach przyprawiały raczej obrzydzeniem niż napawały radością, ale nikt nie spodziewał się, że będą to ich pokoje na długie dni i noce. Obok szafy wręcz miniaturowe drzwi do łazienki, która była w przeciwieństwie do drzwi większa niż sam pokój. „Widocznie dbają tutaj o czystość” - pomyślał każdy.

Punkt jedenasta przed południem pięć osób otworzyło, trochę nietaktownie, drzwi od pokoi.

Dante:
Drzwi otworzyły się, a przed nimi, stanęła piękna drobna kobieta. Mimo że początkowo wkurwiony grzecznie przywitałeś kobietę.
- Nazywam się Kasawi – wypowiedziała trochę jąkając, niewielkiego wzrostu Japonka.
Była ubrana niczym nauczycielka porno. Krótka spódniczka, biała koszula z czarnym krawatem. Przyciśnięta do biustu ( miseczka C ) zamkniętą kopertę.
Mimo widocznego zawstydzenia usiadła na łóżku koło Ciebie. Podała bez słowa kopertę ucałowała w policzek, a następnie usiadła na krześle koło biurka.
- Jestem tutaj by wszystko wyjaśnić. Co tutaj robisz, co będzie Twoim zadaniem.
Pamiętaj, nie lubię się powtarzać
- Powiedziała już zdecydowanie poważniejszym głosem.
- Jeżeli będziesz próbować zdezerterować, wyjawić to co teraz usłyszysz natychmiast Cię zabiję – na słowa Kasawi, delikatnie się wzburzyłeś, aczkolwiek tylko wymownie kiwnąłeś głową.
- Obecnie znajdujemy się na środku Sahary, jest to Centrum Badawcze. Badamy tutaj największą broń wszech czasów. Death Note. - kobieta przerwała na chwilę jak by chciała sprawdzić dotychczasową reakcję na podane informacje.
- Death Note to notes, który posiada diabelską moc. W momencie gdy wpiszesz w notatniku imię oraz nazwisko osoby zginie ona śmiercią wskazaną przez autora. Jest wiele różnych przeszkód, oraz zasad, które trzeba spełnić by zabić oponenta. Jedną z nich jest to, że w przypadku wpisywania imienia oraz nazwiska należy znać twarz ofiary. W kopercie znajduje się twój nowy dowód osobisty, prawo jazdy oraz karty kredytowe. Całą noc zajęło nam grzebanie w systemach by to dla Ciebie zrobić. Problem jest następujący, ów Death Note został skradziony – ostatnie zdanie wypowiedziała ciszej i zaciskając wargę tak jak by otrzymała silny cios batem po plecach.
- Twoim, a raczej waszym zadaniem będzie odnalezienie notesu. To czy będziesz pracować sam, czy w grupie zależy od Ciebie.
Znajdujemy się obecnie w strefie A i na ten moment tylko tutaj możecie przebywać. Poza swoimi pokojami w strefie A znajduje się sauna, siłownia, mini basen oraz biblioteka, w której znajdują się podstawowe informacje dotyczące notesu. Są one do waszych dyspozycji o każdej porze dnia i nocy.
- Kasawi skończyła mówić z lekkim uśmiechem, jak by oprowadzała Cię na wycieczce szkolnej.
- Zapomniałam powiedzieć, o dość istotnej sprawie. Jestem historyczką oraz pilotem helikoptera. Jesteś pod moją opieką, a raczej ja pod Twoją. Gdziekolwiek będziesz chciał się udać musisz do mnie zadzwonić, a ja pomogę Ci się ewakuować z tego szarego miejsca. Dodatkowo możesz mi zadać jakiekolwiek jedno pytanie, chętnie na nie odpowiem.



Finn:
Drzwi otwarły się na oścież, a w nich przystojny mężczyzna. Na pierwszy rzut Hiszpan, opalony brunet, czarne jak heban oczy, elegancka marynarka biała koszula. Perfekcyjnie związany czarny krawat podkreślał oczy anioła na ziemi. Zanim jeszcze wszedł, w nosie czułaś delikatne swędzenie, nim otworzył drzwi już było czuć jego doskonały perfum. Otworzył drzwi uśmiechnął się troskliwie. Na chwilkę zaniemówiłaś, na tyle długo, że zdążył ucałować Cię delikatnie w policzek. Szybko przebudziłaś się i przywitałaś.

- Witam Cię słoneczko Ty moje – odpowiedział iście pedalskim głosem.
- Nazywam się Parta i pochodzę z Grecji – każde wypowiadane słowo męczyło nawet największych zwolenników „tej odmiany ludzi”.
- Jestem tutejszym lingwistą, matematykiem, fizykiem oraz specem od zakładania podsłuchów. Naturalnie jak każdy potrafię latać helikopterkiem. Ale nie o mnie tutaj... przyszedłem porozmawiać z tobą odnośnie Twojego zadania. - w ostatnim zdaniu czuć było delikatny narcyzm Parta i smutek, że nie może kontynuować tego tematu „o sobie” dalej.
- Przyniosłem Ci kopertkę, w której znajdziesz odpowiedzi na najważniejsze pytania. Powiem Ci w tajemnicy, nikt inny o tym nie wie hihihihi – wydał przeraźliwy śmiech. Iście 100% gejowski śmiech – że jesteśmy w centrum badawczym gdzie badają Death Note. Spytasz co to, a ja Ci maleńka powiem. Death Note to notesik, w którym zapisujesz imionka, a jak je zapiszesz to osóbka ta umiera. Tutaj wszyscy badają to cudo i kop... - urwał w pół słowa, jak by poczuł, że zagalopował się jak na pierwszy raz.
- Kopertę zobaczysz sobie potem sama. Ja opowiem Ci co tutaj kochana masz robić. Twoim, a raczej waszym zadaniem będzie odnalezienie notesu. Spytasz czemu go odnajdywać słońce? Bo ktoś go ukradł, a szefo się strasznie wkurwił. Och przepraszam za przekleństwo malutka. Masz tak naprawdę do dyspozycji wszystko czego zapragniesz. Jeśli będę wstanie ci w czymś pomóc dzwoń. Jak będziesz chciała się wydostać dzwoń. Ale mam dla Ciebie najfajniutciejszą informację… - szybko przeszło Ci przez myśl „o kurwa”
- Zawsze będę Ci towarzyszyć w podróży. Znajdujemy się obecnie w strefie A i na ten moment tylko tutaj możecie przebywać. Poza swoimi pokojami w strefie A znajduje się sauna, siłownia, mini basen oraz biblioteka, w której znajdują się podstawowe informacje dotyczące notesu. I jeszcze jedna rzecz misiaku, masz do dyspozycji jedno pytanie na które odpowiem. Spieszę się na zdanie raportu więc pospiesz się proszę. - zakończył Parta zarzucając nogę na nogę.



Margo Green:
Czas dłużył się i dłużył, ale wreszcie klamka ruszyła się. W drzwiach pojawił się 150 kilowy potwór. Broda sięgała mu do pępka, ręce jak dwa wielkie wiosła, dłonie wielkości patelni. Ciężko było na pierwszy rzut oka określić rysy twarzy, gdyż długie rude włosy zasłaniały praktycznie większą część twarzy mężczyzny. Ubrany w flanelową koszulę, spodnie typu alladyn, które dodatkowo dodawały wizualnie 30 kilo. Widać było, że przejście od drzwi do pierwszego krzesła jakie widział sprawiało mu wielki problem. Usiadł sapnął ze zmęczenia i zaczął swój monolog.

- Witam cię serdecznie. Nazywam się Roob, aczkolwiek nazywają mnie Rudziak. Nazywaj mnie jak wolisz mnie to obojętne. W skrócie o mnie, nie mam poczucia humoru, nie jestem wylewny i wierz mi nie chce tutaj być, aczkolwiek takie mam rozkazy. Jestem tutaj by wyjaśnić ci kilka rzeczy.
Jesteś nam potrzebna do odnalezienia jednej ważnej rzeczy, dla której powstał ten budynek. Ktoś okradł nas z niewielkiego notatnika. Notatnik ten jest wyjątkowy, gdyż po wpisaniu imienia i nazwiska osoby można określić jej śmierć. Jest wiele zasad notatnika, które znajdują się w tej kopercie.
- w tym momencie zza flaneli wyciągnął lekko pogniecioną kopertę.

- Nie ma sensu opowiadać Ci o tym co możesz sama przeczytać, tak więc będę kontynuować. Twoim zadaniem jest znalezienie ów notatnika, naturalnie nagroda za zlecenie będzie uwarunkowana od twojej pracy. Znajdujemy się obecnie w strefie A i na ten moment tylko tutaj możecie przebywać. Poza swoimi pokojami w strefie A znajduje się sauna, siłownia, mini basen oraz biblioteka, w której znajdują się podstawowe informacje dotyczące notesu. Są one do waszych dyspozycji o każdej porze dnia i nocy. Na ten moment przedstawiłem ci wszystko co miałem. Możesz zadać mi dwa pytania, na które muszę odpowiedzieć, tak więc pytaj nie krępuj się – zakończył i znowu sapnął. Widać było, że kosztowało go to wiele wysiłku.


Lizzard:
W drzwiach pojawił się czarny mężczyzna, ubrany w biały frak. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, zgodnie z zasadą wszyscy murzyni są tacy sami. Wysoki, łysy, o brązowych oczach. Widać było, że nie był osiłkiem, raczej można by go określić jako typ naukowca niż osiłka.
- Witam Cię w naszych skromnych progach – rzucił iście poetyckim słowem.
- Jestem Hill Masott, a w tej organizacji zajmuję się „kontaktem ze światem”, że tak określę. Jestem aktorem, aczkolwiek moim główną zaletą jest manipulacja ludźmi. - po czym uśmiechnął się czule. Wyciągnął z kieszeni niewielką kopertę i rzucił w twoją stronę.
- Trzymaj, zaraz ci wszystko wytłumaczę.. niestety taka rola mi dzisiaj przypadła. Jesteś tutaj bo jesteś dobry, wyjątkowy oraz nietuzinkowy – słowa brzmiały na szczere, aczkolwiek mówił w taki sposób jak by tekst ten był wyuczony, jak by postępował według jakiegoś scenariusza.
- Jesteś tutaj ponieważ potrzebujemy twojej pomocy. Kolega Marschal pozwolił na zgubienie najważniejszej rzeczy w tym laboratorium. Zgubił notes śmierci. Zastanawiasz się co to ? Wiem, że nie będziesz wstanie od razu tego pojąć, natomiast uwierz mi na słowo. Death Note to notes, który posiada diabelską moc. Gdy wpiszesz w nim imię oraz nazwisko np. prezydenta Stanów Zjednoczonych, będziesz wstanie nim manipulować, aż do określenia jego śmieci. Więcej na temat notesu dowiesz się w bibliotece. Jest zbyt dużo informacji i za mało czasu bym teraz ci o tym mówił. Twoje zadanie jest o tyle trudne, że ten kto go ukradł nie ujawnił się jeszcze w żaden sposób, nikogo nie zabił, przynajmniej my o tym nie wiemy, ale odkrycie tego też należy do twoich obowiązków. Krótko mówiąc notes rządzi się swoimi prawami, a my nie mamy czasu na szukanie go dlatego masz to zrobić. Im szybciej tym lepiej. Niestety za niepowodzenie jesteśmy karani i wierz mi nie jest to chłosta lub kara pieniężna... - W oczach aktora widać było strach, a jego zęby zacisnęły się w taki sposób, że mógł byś przysiąc, że widziałeś jak by odgryzł sobie kawałek języka.
- Możesz zadać mi jedno pytanie zanim stąd ucieknę. Pytaj pytaj mój przyjacielu -


Hisayuki:
W drzwiach pojawił się już trochę znany tobie Marschal, kiwnął głową na powitanie, poszukał wzrokiem krzesła, usiadł. Spojrzał ci głęboko w oczy i widać było, że ta zabawa chyba nigdy mu się nie znudzi. Tym razem cisza nie trwała dłużej niż 2 minuty.
- Witam cię kolego, ponownie. Ja jestem osobą przydzieloną ci do pomocy. Jeśli mam być szczery brakuje nam ludzi by przydzielić kogoś innego, ale to niewielki szczegół. Jesteś, a raczej jesteście tutaj ponieważ, zgubiliśmy coś co sami kiedyś ukradliśmy. Niestety nie wiemy nic o złodzieju. Jedno jest pewne, że wiedział o … Może zacznę od początku. Obecnie znajdujemy się w Laboratorium badawczym, w którym testowaliśmy pewne narzędzie zbrodni. Niepozorny notes, dokładniej mówiąc Death Note. Notes, który posiada iście boską moc, po wpisaniu nazwiska oraz imienia osoby jesteś wstanie ją zabić, nawet jej nie widząc. Wszystkie informacje dotyczące notesu jesteś wstanie znaleźć w tutejszej bibliotece. Notes ten był testowany oraz sprawdzany na wszystkie sposoby. I teraz najważniejsze, notes ten został skradziony, a my nie wiemy nic... Złodziej się nie ujawnił, jeszcze nikogo nie zabił. Chyba... Trzeba go znaleźć jak najszybciej! - słowa wypowiedziane były prawie na jednym tchu i sam Marschal wiedział, że ilość informacji była duża jak na pierwszy raz, aczkolwiek widać było, że czas gra tutaj najważniejszą rolę.
- Tutaj ofiarowuję ci kopertę z kilkoma ważnymi informacjami, które być może pomogą ci... I jeszcze jedno zadaj mi pytanie, na które ci odpowiem. Proszę pospiesz się, ponieważ gonią mnie moje obowiązki. -






Zawartość koperty:
- Krótki list z przyczepionym skrawkiem papieru wielkości wizytówki.
Nie wiemy czy przyda Ci się to aczkolwiek jest to skrawek z notesu śmierci. Możesz to wykorzystać w taki sposób jaki potrzebujesz. Używaj rozważnie, zanim użyjesz przeczytaj informacje w bibliotece ! Nikomu o tym nie mów, nikogo o tym nie informuj jesteś wyjątkowy tylko ty posiadasz ten skrawek, gdyż tylko ciebie uważamy za osobę, która może rozwiązać tą sprawę. W razie pytań nie dzwoń, tylko szukaj informacji w świecie. Pozdrawiam Marschal”
- Długopis
- Mały notes na notatki
- Dowód osobisty
- Prawo jazdy
- Karta kredytowa
- Telefon komórkowy
 
__________________
Między życiem, a śmiercią jest naprawdę cienka linia.

Ostatnio edytowane przez Songolooz : 13-12-2010 o 16:38.
Songolooz jest offline  
Stary 14-12-2010, 17:00   #8
 
Antari's Avatar
 
Reputacja: 15 Antari nie jest za bardzo znanyAntari nie jest za bardzo znanyAntari nie jest za bardzo znany
Pobudka! Dobrze, że nie śpię nago tylko w slipach i podkoszulku. Odruchowo spojrzałem na wisiorek na klamce od drzwi. Dalej tam był. Dobrze.

Złapałem kopertę, wysłuchałem monologu, wysypując zawartość na kołdrę.

Długopis, notes...
Przecież przywiozłem takie rzeczy z tą różnicą, że tamte były moje! Chcę mojego notebooka! Chcę mój zeszyt!
A diabli z komórką, byle oddali mi numery kontaktowe.

Dowód osobisty, prawo jazdy... na imię Irvine Booker. Bardziej pokręconego się nie dało. Okej, teraz jestem jakimś tam irlandczykiem. Świetnie.
A komórka jak to komórka, sztuk jeden. Typowa dla każdego kraju, tak typowa, że żaden złodziej nawet na nią nie spojrzy. Sprytne.

Dopiero po chwili zacząłem rozmyślać nad tym co opowiadał ten czarny poeta czy aktor, nieważne. Death note, notatnik w którym zapisujesz czyjeś imię i ta osoba umiera. To było nieprawdopodobne, wręcz prawie niemożliwe. Ale komu chciałoby się robić aż tak dużą szopkę, aby go nabrać? Jedyna osoba któraa przychodziła do głowy to Ai ale wynajęcie samolotu i takiego kompleksu musiało kosztować tysiące, jeśli nie miliony dolarów... Nie to nie mógłby być ktoś kogo znam. Więc może to prawda? Ale niby jak? Death Note?

Czas mijał, a Hill Masott chyba zaczynał się niecierpliwić.
- Cóż, panie Masott, jestem detektywem, więc jako swój obowiązek poczuwam złapać kogoś kto kradnie... by zabijać. Poza tym nie macie, poszlak, nie macie dowodów, nie macie podejrzanych, ja mam do dyspozycji tylko Ciebie, ewentualnie tych ludzi, którzy byli tam w sali ze mną i panem Marshallem. Jak rozumiem mogę korzystać z biblioteki i całego kompleksu. A moje pytanie jest takie: Kiedy śniadanie?
 
__________________
En Taro Tassadar!
Antari jest offline  
Stary 17-12-2010, 17:51   #9
 
FunkyMonkey's Avatar
 
Reputacja: 0 FunkyMonkey nie jest za bardzo znany
Hindley miała dość radykalne poglądy na temat pracy w grupie (a przynajmniej tej konkretnej), ale było bardziej niż oczywiste, że nikogo nie obchodzą one choćby w najmniejszym stopniu.

Zamknęła za sobą drzwi pokoju i odetchnęła cicho z ulgą, widząc stojące pod ścianą łóżko. Kilkanaście godzin spędzonych w samolocie i tak znacząca zmiana klimatu tragicznie wpłynęły na jej głowę.
Gdyby rozejrzała się po pokoju, mogłaby domyślić się, że nie zostanie w nim długo. Nie zrobiła jednak tego - ćmiący ból w skroniach przebijał wszystkie argumenty i dziewczyna była w stanie tylko paść na łóżko i zasnąć.

Zaspane "zdechnij, sukinsynie" rozległo się w ciemnym pokoju, kiedy półprzytomna Finn zaczęła szukać po omacku swojej torby. Torby, wewnątrz której znajdowało się coś, co postawiło sobie za punkt honoru zaprowadzenie kogoś na sam skraj opanowania i pokazanie, co jest dalej. Dziewczyna, nie przerywając recytowania słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne, zlazła z łóżka i z hukiem postawiła torbę na stole. Ku jej najszczerszemu zdumieniu winowajcą okazał się mały budzik przypominający rybkę Nemo po LSD, który nikomu nie znanym sposobem znalazł się w torbie. Hindley była tak zaskoczona tym odkryciem, że na chwilę przestała przeklinać. Wyłączywszy budzik, szybko wygrzebała z bocznej kieszeni paczkę papierosów i śpiewając pod nosem ruszyła do łazienki z ubraniem w jednej ręce, a fajkami w drugiej.
Wrzuta.pl - Weezer - We Are All On Drugs

Po jakiejś godzinie Finn w końcu wyszła z łazienki, tym razem w czarnych bojówkach, białym podkoszulku i papierosem w ustach. Nie zdążyła nawet odłożyć rzeczy, w których przyleciała do torby, a już ktoś władował się jej do pokoju. Facet na pierwszy rzut oka i pociągnięcie nosem sprawiał wrażenie pedantycznego perfekcjonisty. Musiała też przyznać, że był cholernie przystojny, nie był to jednak typ faceta, który mógłby jej zawrócić w głowie.

Parta... Grecja... Matematyka, fizyka, helikopter... Pojedyncze informacje przebijały się przez kłęby tytoniowego dymu i zagnieżdżały się w pamięci dziewczyny. Treści, które tam dopuszczała, uznawała za ważne, lub mogące się przydać w przyszłości.
Koperta... Spojrzenie szarych oczu przeskoczyło z żarzącej się końcówki papierosa na grubą kopertę.

Death Note. Notatnik, który zabija. Prychnęła, ale najwyraźniej jej gość był zbyt przejęty tym co mówił, by to zauważyć. To chyba oczywiste, że podchodziła do tego bardzo sceptycznie - nigdy nie wierzyła w żadne siły stwórcze ani magiczne, które zawsze okazywały się lepiej lub gorzej ukartowane. Od dziecka nauczyła się, że należy wierzyć w spryt, siłę fizyczną, strach, broń i materiały wybuchowe. Dokładając do nich pieniądze i hedonizm, otrzymamy współczesny panteon bogów. Bogów, w których wierzyła ponad połowa ludzkości, w których wierzyła także ona. Morderczy notes nie mógł istnieć w takim świecie, o tym była całkowicie przekonana.
Kradzież nieistniejącego notesu rozbawiła ją jeszcze bardziej, niż człowiek, z którym miała pracować.
Zaklęła paskudnie słysząc, że jest praktycznie przywiązana do tego śmiesznego greka, który na dodatek zachował się jak jakiś pieprzony dżin. Jedno pytanie!
- Tylko jedno, a chciałabym wiedzieć znacznie więcej - stwierdziła, wysypując zawartość koperty na łóżko. - Na przykład kto was finansuje, co łączy was z moim stryjem, dlaczego do cholery nazywam się Sidney Ramsey - jęknęła oglądając dowód - i dlaczego jesteście przekonani, że potrafię go znaleźć? W czym niby się wyróżniam, hę? A może któryś z was bawił się psychologią i ubzdurał sobie, że zrozumiem jego czy jej posunięcia? Że to żaden problem dla złodzieja - wniknąć w umysł drugiego złodzieja?! Macie całe więzienia takich jak ja! Kurwa mać! Dlaczego właśnie ja!? - Warknęła, uderzając z hukiem pięścią w ścianę.
 
__________________
Kto nie ma anioła stróża, może robić, co mu się żywnie podoba.

Nie daj się zwieść mojemu nickowi - jestem kobietą ;)
FunkyMonkey jest offline  
Stary 19-12-2010, 18:55   #10
 
Kali's Avatar
 
Reputacja: 10 Kali nie jest za bardzo znany
* Kto to nagle mnie odwiedza?*
Pomyślałem nieco wkurzony, że ktoś wchodzi do pokoju bez pukania. Być może byłem tu gościem, ale jakieś formy grzeczności na pewno wszyskich obowiązują i nie byłem przyzwyczajony do takiej samowolki. Jednakże kiedy odwróciłem się na krześle w stronę drzwi, moja złość całkowicie minęła. Przesiadłem się na łóżko i podziwiałem cudowne walory kobiety, która mnie odwiedziła. Nie wiedziałem zbytnio co robi, ale kiedy usiadła obok mnie i dała mi całusa od razu się rozluźniłem i powiedziałem.
-Ja jestem Dante, ale to już pewnie wiesz skoro Cię do mnie przysłali.
Po tych słowach postanowiłem w ciszy wysłuchać tego co ma do powiedzenia i dopiero później zabrać głos. Każde jej słowo wzbudzało we mnie nowe emocje, które bardzo się od siebie różniły. Począwszy od zafascynowania, przez strach i ciekawość, aż do zaskoczenia.

Kiedy tylko dowiedziałem się co znajduje sie w kopercie, otworzyłem ją rozrywając jej górną część i wysypałem całą jej zawartość na łóżko.

- Mów, mów... nie przeszkadzaj sobie. Mam bardzo podzielną uwagę.
Przerwałem na chwilę Kasawi i zacząłem przeglądać zawartość koperty. Na początek wziąłem do ręki nowe dokumenty i karty kredytowe. Byłem bardzo ciekaw czemu mają mi służyć, skoro nie można mi opuszczać pokoju, a dodatkowo jesteśmy na Saharze, więc raczej nie będę miał okazji użyć którejkolwiek z tych rzeczy, ale miałem nadzieję, że szybko uda mi się rozwiązać ową zagadkę i wrócić do domu. Być może z niezłym zarobkiem na swoim koncie. Nie chciało mi się jednak wierzyć zbytnio w fakt, że jakiś zwykły notes, więc i kawałek papieru może zabić człowieka. Zastanawiałem się czy to czasem nie jest jakiś spisek, lub czy też nie szukamy tak naprawdę czegoś innego, co nazywane jest tutaj "notesem" dla zaszyfrowania prawdziwych informacji o tej tajnej broni.

Następnie przestudiowałem książkę kontaktową która znajdowała się na komórce, która leżała na biurku i znalazłem w niej numer do Kasawi, więc tak jak mówiła mogłem w każdej chwili skontaktować się z nią, gdybym miał jakieś pytania. Podobała mi się bardzo perspektywa pracy z tak piękna kobietą, ale dawało się odczuć, że ma dość ciężki charakter, więc początek będzie ciężki.

Kiedy wszystkie otrzymane rzeczy schowałem do kieszeni postanowiłem i ja przemówić i zająć chwile czasu mojej nowej kompance.
- Więc dobrze. Wszystko zrozumiałem co miałaś mi do przekazania i bardzo się cieszę na myśl o naszej współpracy i nie chcę, aby między nami były jakieś niejasności, więc jeżeli będziesz miała jakieś wątpliwości co do sposobu mego działania, to proszę, abyś mi o tym mówiła. Skoro jesteś pilotem helikoptera i historyczką, to oczywiście Twoje umiejętności bardzo mi sie przydadzą, dlatego pewnie szybko poproszę Cię o pomoc. Chciałbym dowiedzieć się tylko jednej rzeczy... Skoro to tak tajna baza to jak u licha zginał wam Death Note? Jak to w ogóle możliwe, że tak łatwo daliście go sobie zabrać? Nie był trzymany w sejfie? Jeżeli masz mi pomagać to proszę, abyś zaprowadziła mnie do wspomnianej wcześniej biblioteki, a później sporządź dla mnie listę wszystkich pracowników, którzy kiedykolwiek stacjonowali w tej bazie. Nawet tych, którzy nie mieli styczności z owym notesem. Trochę potrwa nim przestudiuję wszystkie informacje. Może trochę Cię dziwie, ale na ogół od razu przystępuję do pracy.
Po tym długim przemówieniu wstałem z łóżka, spakowałem laptopa do teczki, komórkę do kieszeni i z tym wszystkim (również z dokumentami) ruszyłem w stronę drzwi.
- To jak? Idziemy?
Zapytałem uśmiechając się do kobiety.
 
Kali jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169