Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-12-2010, 15:35   #1
 
Kenny's Avatar
 
Reputacja: 42 Kenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodzeKenny jest na bardzo dobrej drodze
[Autorski] Polowanie

Nad dżunglą zabrzmiał cichy warkot silników a następnie krzyk ludzi. Oznaczać mogło to tylko jedno. Polowanie się rozpoczęło.

marine.

Każdy z was ockną się spadając z kilku kilometrów wysokości. Żaden z was nie miał czegoś co chociaż trochę przypominało by spadochron. Jedyne co mieliście to plecak z ekwipunkiem i dziwny migający na czerwono pas zaczepiony w biodrach. Każdy z was krzyczał. Nagle pasy wybuchły i wydobyły się z nich spadochrony. Wylądowaliście na ziemi w niewielkiej od siebie odległości. Staliście w gotowości do działania. Nikt nie znał żadnego z tutaj obecnych. Nie wiedzieliście gdzie jesteście ani po co to jesteście. Nagle z dżungli wydobył się okrzyk. Nie był to głos człowieka. Bardziej przypominało to ryk. Coś poruszyło się w zaroślach nieopodal was.
Opiszcie co zrobiliście tuż po zrzucie.

Tonen

Ujrzałeś na niebie statek swojego plemienia i wylatujące z niego przedmioty. Założyłeś włócznię na plecy i ruszyłeś w kierunku spadających rzeczy. W czasie biegu usłyszałeś krzyk. Oznaczać to mogło tylko jedno. Następny sezon polowania właśnie się zaczął. Dotarłeś do miejsca w którym powinna znajdować się zwierzyna. Włączyłeś kamuflaż i wskoczyłeś na drzewo aby dowiedzieć się na kogo teraz polujesz.
Opisz co zobaczyłeś i zrobiłeś po tym jak wskoczyłeś na drzewo.

Xenomorph.

Poczułeś w powietrzu zapach feromonów nowej istoty. Były jednak one dosyć daleko od ciebie. Jednak nie przeszkadzało ci to. Ruszyłeś w ich kierunku.

Opisz co działo się podczas wędrówki do źródła feromonów.

Otoczenie.
Wszyscy znajdują się w nieznanym im lesie. Nie chodzi tutaj o miejsce gdzie są lecz również o rośliny i zwierzęta. Otaczały was wysokie drzewa z liśćmi tak ostrymi że najmniejsze dotknięcie ich kończyło się skaleczeniem. Tuż przy drzewach rosły kwiaty podobne do róży. Miały jednak one biało-czarny kolor. Trawa była podobna do tej normalnej z ziemi jednak pod wpływem nacisku zmieniała kolor na ciemniejszy. Las przypominał trochę puszcze tropikalną. Niewiele światła docierało do ziemi.


Przypominam że piszecie w takiej kolejności:
Marine --> Predator/Xenomorph.
Na post daje wam tydzień. Jeśli nie napiszecie to mija was tura. Jeśli predator i alien nie doczeka się swojej kolejki to daje im dodatkowy czas aby napisali swój post. W takim przypadku Marine który nie napiszę posta traci ruch.
 
__________________
Odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu.

Ostatnio edytowane przez Kenny : 27-12-2010 o 20:14.
Kenny jest offline  
Stary 27-12-2010, 20:04   #2
 
arek9618's Avatar
 
Reputacja: 12 arek9618 nie jest za bardzo znanyarek9618 nie jest za bardzo znanyarek9618 nie jest za bardzo znany
Ahmed ocknął się spadając znikąd do jakiejś dżungli. Prędkości nadawał mu ciężki plecak, który zwiększał ciążenie. Kiedy arab zorientował się, że nie posiada spadochronu zaczął panicznie krzyczeć. W końcu pas, o którego posiadaniu Ahmed nie miał pojęcia wybuchł kilkaset metrów nad ziemią. Z jego wnętrza wydobył się spadochron. Ahmedem zarzuciło, a następnie przebił się przez grubą warstwę wysokich drzew kalecząc przy tym dłonie i twarz. Końcowa faza lotu- potężny upadek na cienką, leśną ściułkę. Przez chwilę fanatyk zwijał się z bólu. Czuł się jakby połamał wszystkie kości.
"Czy ja już nie żyje? Allahu jeśli zginąłem w twoje imię, to dla mnie zaszczyt"- pomyślał.

Ahmed po chwili podniósł się z ziemi rozejrzał wokół i dostrzegł innych ludzi. Byli uzbrojeni po zęby. "Ja żyję. Muszę wypełnić misję!". Szybko zrzucił plecak, w którym miał swojego kałacha ze składaną kolbą, wyciągnął go, przeładował i zaczął mierzyć do innych.
- Kim jesteście ku**a? Mam was pozabijać? Nie ruszać się!! Przysięgam, że was pozabijam!!!- krzyczał Ahmed w niezrozumiałym dla reszty języku arabskim. Nie uświadomił sobie jednak, że go nie rozumieją.

Ahmed mierząc do ludzi kątem oka rozglądał się po okolicy. Otaczał go wysoki las przypominający las równikowy. Było gorąco. Ahmed zrzucił kurtkę oraz czapkę, odsłaniając resztę swoich śmiercionośnych zabawek. Do jego brzucha przymocowany był ładunek wybuchowy, a na klatce piersiowej znajdował się pas ciągnący się w poprzek ciała, do którego były poprzyczepiane granaty.

Jego orientację w nowej sytuacji przerwał potworny ryk. Jakby lew, niedźwiedź i tygrys razem wzięte.
- Co to ku**a było?!- krzyknął ponownie po arabsku Ahmed.

Hałas odciągnął jego uwagę od pozostałych ludzi. Arab skierował broń w stronę z której dochodził ryk. Nie miał pojęcia co to za zwierzę wydawało z siebie taki potworny dźwięk. Był jednak przygotowany, aby to zwierzę podziurawić kulami ze swojego karabinu. Czekał w spokoju nie zwracając już uwagi na innych ludzi. Teraz liczyło się tylko to zwierzę.
 

Ostatnio edytowane przez arek9618 : 27-12-2010 o 20:07.
arek9618 jest offline  
Stary 27-12-2010, 21:56   #3
 
Ataman's Avatar
 
Reputacja: 29 Ataman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodzeAtaman jest na bardzo dobrej drodze
Grigorij Alexandrovich Zakharov wpierw doznał uczucie lotu... Nie, jednak spadał. Dopiero to zmotywowało go do otworzenia oczu, by odkryć, że spada z duże wysokości. A humoru nie poprawiał mu fakt, że to, co miał na plecach, nie było spadochronem. Nie przejmując się innymi lecącymi, chciał przekląć Boga za swoje aktualne położenie
- Aaaaaaaaaaaa...!
Wydarł mordę. Zamilkł dopiero, gdy tajemniczy pas, na który wcześniej nie zwrócił uwagi, wypluł z siebie spadochron. Rosjaninem szarpnęło w górę jak szmacianą lalką.

W końcu walnął w ziemię. Nie podniósł się, chociaż nie było to spowodowane bólem, czy szokiem. Jako że cała sytuacja przypominała mu pewną akcję w Afganistanie, załadował magazynek i odbezpieczył karabin maszynowy. Chociaż to był jakiś las, a nie pustynia, lepiej się przygotować. W końcu nie wiedział, co tu robił.

Podniósł się dopiero, gdy wstał jeden z jego "towarzyszy" i krzyczał coś w niezrozumiałym języku. Tak... To z pewnością był arabski.
- Uspokoi się, moj arabski drugu!
Powiedział głośno, z wyraźnym rosyjskim akcentem. Oby tamten go zrozumiał. Chociaż przez cały czas się uśmiechał do Araba, celował w niego z karabinu. Nie zawahałby się strzelić pierwszy.

Grigorij wyglądał dość charakterystycznie. Wysoki, postawny mężczyzna z pewnością zasłużył na swoje przezwisko. Ubrany był w czarne, podszyte kewlarem bojówki i koszulkę w biało-czerwone paski. Pod nią również nosił kamizelkę kuloodporną. Przy pasie miał długi zakrzywiony nóż i dwie kabury z pistoletami. Poza tym do plecaka miał przywiązaną półmetrową maczetę. I dodatkowo karabin maszynowy, nadal wycelowany w krzykacza. Sympatyczny wyraz twarzy z pewnością do niego nie pasował.

Rosjanin miał doświadczenie w walce z Arabami. I wolał rozwalić gościa, nim ten zdąży odpalić ładunek Jego plany zostały jednak zmodyfikowane przez dziwny, zwierzęcy ryk. Nic dziwnego, w końcu byli w dżungli.
- shlyuha matʹ!
Zaklął po rosyjsku, celując w źródło hałasu.

Arab zaczeka.
 
__________________
Somebody owes me some money, Bob. Somebody whose name rhymes with... What rhymes with 'Norman Osborn? - Deadpool

Ostatnio edytowane przez Ataman : 27-12-2010 o 23:39.
Ataman jest offline  
Stary 27-12-2010, 22:41   #4
MTM
Wirtualna Tawerna
 
MTM's Avatar
 
Reputacja: 28173 MTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputację
Ja pierdole… więcej nie piję... - Pomyślał żołnierz służb specjalnych. Dotarło do niego, że nie czuje gruntu pod stopami. Powoli otworzył oczy to co zobaczył wyraźnie go zaniepokoiło.

- Kurwa! Ale faza! – wykrzyknął. – Sen na jawie, zawsze o czymś takim marzyłem. - Przebudził się spadając z wysokości. Z każdą sekundą zbliżał się do ziemi. Wszędzie widział tylko zieleń. Gdy odległość od ziemi znacznie rosła bardzo się przeraził.
- Chuj z tym! Ja chcę się przebudzić! – Nerwowo zaczął się szczypać w rękę. Gdy to nie pomogło zaczął krzyczeć. Po chwili namysłu szukał spadochron, myśląc, że powinien tam być. Zamiast tego znalazł jakąś przepaskę. Gdy zaczął się już zegnać ze światem z jego przepaski wydobył się spadochron.

Po chwili Gnar ciężko runął na ziemię. Zwijając się z bólu rzucał co jakiś czas przekleństwa. Mimo to podniósł się otrzepując z ziemi swój ciemno zielony mundur. Chwilę potem zorientował się, że nie jest tu sam. Pierwsi w oczy rzucili mu się arab i rusek. Szybkim ruchem wyciągnął z kabury swój HK VP70. Mimo, że służył amerykańskim służbą, nosił ze sobą niemiecką broń. Skierował więc w nich swój pistolet. Potem usłyszał jakiś bełkot z usta araba. Nie znał tego języka. Mimo iż miał obowiązek się go nauczyć. Później rusek się odezwał. Jego już zrozumiał. Całe szczęście, że przełożony Gnara był Rosjaninem. Zaskoczyło go to, że obaj byli uzbrojeni. Z przerażeniem patrzył na araba. Wiedział do czego Ci ludzie są zdolni. Przykucnął więc wśród roślin przypominających paprocie przypatrując się jak dalej potoczą się wydarzenia.

- Co to było? – Jęknął cicho gdy usłyszał jakiś przerażający wrzask. Na pewno nie dobiegał z ludzkiego gardła. Pewnie jakiś zwierz. Mimo to wycelował broń w miejsce skąd dobiegał dźwięk.
 
__________________
"Pulvis et umbra sumus"

Ostatnio edytowane przez MTM : 27-12-2010 o 23:13.
MTM jest offline  
Stary 28-12-2010, 00:39   #5
 
Buzon's Avatar
 
Reputacja: 166 Buzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie cośBuzon ma w sobie coś
Spadanie. Siła grawitacji nadal rządzi człowiekiem. Bez skrzydeł, czy też śmigieł człowiek był skazany na życie na lądzie, jeśli jednak jakimś cudem oderwał się od ziemi bez wcześniej wymienionych czynników to skazany był na szybki upadek. Tak i tym razem fizyka nie była po jego stronie. Spadał coraz szybciej. W powietrzu widział także innych, którzy podobnie jak on przegrali walkę z grawitacją. Ale nie rozpoznawał nikogo. Przecież skakał wraz ze swoim oddziałem. Ale tutaj nikogo takiego nie widział. Ale nie brak widoku jego towarzyszy napawał go strachem, albowiem był bez spadochronu.
-„Kurwa Mać!!!!- darł się spadając- Jego uwagę przykuł jednak czerwony pas. Migał on swoim światłem. Ludzki odruch- uderzenie w niego, jedyne co nie było jego, kolejne uderzenie za kolejnym, ale nic się nie pojawiało.-„ No by to chuj! Niech tylko dorwę tego skurwysyna, który się tak bawi!”- darł się raz po raz. Dalszą wiązankę przekleństw przerwał głos otwierającego się spadochronu.

Wylądował na ziemi. Bez chwili zastanowienia odczepił ten cholerny pas. Dobył karabinu. Rozejrzał się wokół siebie. Widział dwóch może trzech innych osobników. Arab, którego rozpoznał po języku już miał zamiar rozwalić nie komuś, ale im wszystkim łby. Szybkie odbezpieczenie broni, przykucnięcie na prawej nodze. Strzelec był już gotowy. Odstrzelić mu ten zakuty arabski łeb. Nie cierpiał arabów, to z nimi ostatnio prowadził niewielkie walki partyzanckie, których miał dość. Kpił z frajerów, którzy umierają za samą religię. Jeśli przyjdzie to odda życie za cenę ojczyzny. Tak był patriotą ale także ateistą i odstrzelenie brodatej gęby tego czuba poprawiłoby mu humor. Zdążył zauważyć, że nie tylko on celował do brodacza. Był jeszcze jeden. Jego miał zamiar odstrzelić jako drugiego. Póki co jednak obserwował.
Niewyobrażalny ryk przerwał mu koncentracje. Coś wydało okropny dźwięk. Nie znał tego odgłosu. Na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, że jest w dżungli i że ryk jaki dobiegł to mógł być dźwięk kuguara ale te zwierze iż ma naprawdę przeszywający ryk to ten był o wiele okropniejszy od niego. Jakby coś ruszyło na polowanie. Tylko co…
Do ryku dołączył dźwięk, który był miodem dla uszu Budziona, albowiem usłyszał słodkie: -„shlyuha mat’”- które wypowiedział jego „przyjaciel” celujący do araba.- „Żeby tylko pracował dla mafii.”- rzekł cicho do siebie, a następnie krzyknął po rosyjsku do swojego towarzysza-„ Zostaw tego idiotę. Szkoda kul na takiego. Lepiej skupić się na tym dźwięku.”
Zaczął iść w ich stronę, trzymając wylot lufy w kierunku strony, z której dobiegł go dźwięk. Jako iż stacjonował w jego rejonach i wykonywał misję, w których przechodził podstawowe szkolenia polegające na infiltracji jego kraju musiał nauczyć się posługiwać ich językiem. Połamał swój język mówiąc-„ Odłóż broń. Jeśli tego nie zrobisz to rozwalę ci łeb nim zdążysz się pożegnać ze światem. Uwierz nie chcesz mieć we mnie swojego wroga”- po zakończeniu wypowiedzi Budzion rzucił mu kamienne spojrzenie.
 
__________________
" Przyjaciel, który wie za dużo staje się bardziej niebezpieczny niż wróg, który nie wie nic."
GG 3797824
Buzon jest offline  
Stary 28-12-2010, 02:46   #6
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Ten dzień zapowiadał się dobrze. Mark czyścił nieskazitelnie białą szmatką wręcz patologicznie czyste SWD. Niebawem miał osłaniać konwój ewakuujący cywilów z centrum miasta. W mieście wybuch bunt, sytuacja ekstremalna, najwyższe zagrożenie. Snajper właśnie takie zadania lubił najbardziej. Jego towarzysz Beny zniknął gdzieś kilka minut wcześniej. I w sumie to była ostatnia rzecz jaką strzelec pamiętał. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, błysnęło światło, zobaczył jakieś rozmyte kształty i znowu zobaczył ciemność. Teraz do świata żywych przywrócił go pęd powietrza. Co się stało ? Nie wiedział tego, a oddał by wiele za odpowiedź na to pytanie. Okazało się że spadał w dół, pod sobą widział tylko niewyraźną zieloną plamę. Gdy szok został po sekundzie lub dwóch opanowany, okazało się że spada z jakiegoś statku wprost do lasu. Odpowiedź była prosta: sen. Ale jakiś dziwny. Mark pomyślał że chciał by się wzbić w powietrze ... ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. Znaczyło to, iż jest to rzeczywistość. Jakkolwiek chora, nadal prawdziwa. Snajper wrzasnął mimowolnie. Nagle pas którego nawet nie spostrzegł wybuchł i jakby znikąd pojawił się spadochron. Wpadłszy w połać lasu zaraz za jakimś arabem uniknął ostrych jak brzytwy liści. Jego spadochron miał mniej szczęścia. Stracił część swoich właściwości kiedy został poharatany, ale cudem doniósł snajpera do celu.

Ghillie Suit


Mark Bilicky był snajperem USMC. Nie nosił standardowego munduru marines, ubrany był bowiem w przygotowane przez siebie Ghillie Suit. Ubranie z tkaniny chroniącej przed termowizją jest "ozdobione" imitacją trawy i frędzlami, które mają za zadanie rozmyć sylwetkę człowieka. Przez to strzelec zdawał się być bardzo barczysty. Na głowie miał kapelusz, również w specjalnym maskowaniu. Za bazę ubrania służył niemiecki mundur w kamuflażu Flecktarn. Spory plecak także posiadał maskowanie snajperskie, można go było bowiem użyć jako opcjonalnego stanowiska strzeleckiego. Było to spore udogodnienie jeśli miało się przez kilka godzin leżeć w jednym miejscu. Wadziło jednak trochę przy długich podróżach. Pod maskującym strojem Mark założoną miał lekką kamizelkę taktyczną, również w kamuflażu Flecktarn. Magazynki rozmieszczone były tak by dostęp do nich był niezwykle szybki. Kabura pistoletu była przyczepiona na paskach do kamizelki, co nie powodowało utraty mobilności przez zbędne mocowania.

Od razu po wyplątaniu się ze spadochronu strzelec padł na ziemię. Sprawdził sprzęt; SWD był, celownik w pokrowcu, pistolet i noże też. Plecak z oporządzeniem i amunicja na miejscach. Pamiętał jak szykował wszystko przed misją. Rozejrzał się, dookoła byli obcy mu ludzie. Jeden z nich przykuł szczególnie jego uwagę. Był to bowiem najprawdziwszy arab. Ci nie byli mile widziani w USMC. Podnosząc się z ziemi, rozglądając dookoła Mark starał się ocenić sytuację. Sześciu .. nie, siedmiu obcych mu ludzi, w tym jeden wyglądający jak goryl występujący w filmie z lat 70'. Uwagę Rosjanina, bo to nim się właśnie okazał ów osobnik odwrócił dziwny ryk. Wszyscy krzyczeli, rzucali przekleństwami w różnych językach ale kiedy ów dźwięk przeszedł powietrze wszystko na chwilę umilkło. SWD na małe odległości to marnowanie amunicji. Mark przerzucił karabin przez ramie i wyjął pistolet z kabury. Drugą rękę położył na rękojeści noża. Powoli, chwila rozglądając się i mając na oku cały teren wstał. Okazało się, iż Ruskich było tu więcej. Krótka sprzeczka z arabem nieszczególnie obchodziła snajpera. Nie jego wojna ... chyba. Ów drugi kacap udał się w stronę źródła dziwnego dźwięku. To była dobra chwila na zadbanie o karabin. Zrzuciwszy z ramienia plecak i "snajperkę", po odłożeniu pistoletu na trawę ("Ja pierdolę, co to za pojebana trawa ?" tak właśnie zareagował Mark gdy zauważył iż trawa pod naciskiem zmienia kolor) by był gotowy w każdej sekundzie szybko wyjął pokrowiec z PSO-1. Rozpiął go nie odrywając wzroku od dżungli i wrzucił ponownie do plecaka. Złapał karabin i zamontował optykę. Po szybkim przygotowaniu i zoptymalizowaniu ponownie przerzucił broń przez ramie i skupił się na krótszych narzędziach do zabijania.


Snajperskaja Wintowka Dragunowa

- Może pozabijacie się nawzajem jak już ustalimy gdzie kurwa jesteśmy i co tu do jasnej cholery robimy, co ? - zaproponował Mark robiąc dwa kroki do tyłu. Przyklęknął celując w dżunglę, między dziwne liście. Raz tu, raz tam, nie chciał dać się zaskoczyć jakimś sukinsynom z brodami do pasa i imieniem Boga na ustach. Ale zaraz, przecież to raczej nie Afganistan. Cóż, mniejsza o to. Grunt by nie dać się zaskoczyć. Jedna ręka trzymała pistolet, druga spoczywała spokojnie na rękojeści noża.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 28-12-2010, 13:29   #7
 
Hermit's Avatar
 
Reputacja: 31 Hermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodzeHermit jest na bardzo dobrej drodze

Jego włosy mierzwił ciepły i mocny wiatr, a suchość jaka gościła w jego ustach była porównywalna do niejednej zasranej pustyni w tym cholernym Afganie. Ledwo co niedawno przyjechał, a już od trzech dni siedział z czerwonymi i walił samogon. Oczy miał zamknięte, bo dnia następnego wraz z nimi miał wybrać się na skoki nad strefą 15 tego okręgu. Niby nic prostszego, ale w tym błogim śnie coś mu nie pasowało. Postanowił przełamać się, i otworzył oczy. Widok był zaskakujący...
Spadał z wielką prędkością, a on sam nie wiedział od czego zacząć.

'No chyba te fajfusy nie wyrzuciły mnie po pijaku z śmigłowca, nosz kurwa !!!'

Przeleciał przez poszycie lekkich chmur, a jego oczom ukazał się las tropikalny. To nie pasowało ponad wszystko. Odruchowo chwycił za wajchę uwalniającą od spadochronu, lecz to także nie pasowało. Nie było jej.
Zaczął więc hamować swoją prędkość, by zyskać choć trochę czasu do namysłu, ale i tak się nie dało. Łeb napierdalał jak dzwon w niedziele.

Pip, Pip, Pip... trzask

Ku jego ogromnemu zdziwieniu, coś na jego plecach się otworzyło. Plecak, bo miał pewne przypuszczenia by to tak nazywać otworzył się wypuszczając z niego zgrabny spadochron.

-Nowy model? Lekki to to, ale...

Niedane było mu dokończyć, bo nim się zorientował, przedzierał się przez koronę drzew lądując twardo na ziemi. Jego przez chwile nieruchome ciało przykrył opadający spadochron.
Szybkim i nerwowym ruchem wstał, odpinając to badziewie. Wtedy zorientował się, że nie tylko on znalazł się w tej dżungli. Było jeszcze kilku, najwidoczniej także wojskowi. Wszyscy, jak jeden mąż reagowali jak by siedzieli gołą dupą na mrowisku czerwonych mrówek.
Ręką udało mu się namacać karabinek szturmowy, oraz jego USP. Słowem, to z czym miał udać się na skoki. No, prawie wszystko bo nie miał plecaka...


Arab, bo takiego widział zaledwie wczoraj na patrolu powietrznym napierdzielał coś jak szalony, wymachując giwerą. Kilku go uspokajało, lecz na nic to chyba wychodzi. Cudem, czy też przypadkiem dowiedział się wczoraj przy popijawie co powiedzieć takiemu kiedy do ciebie celuje. Przełknął kapkę śliny, po czym począł prawić po arabsku

-Uspokój się turbanie, bo ci nasi sprawią lanie...

Za grosz nie miał pojęcia co to może znaczyć, ale postanowił dodać do tego uśmiech chińczyka z stadionu tysiąclecia. Spojrzał po twarzach pozostałych. Nie wyglądali jak jego ludzie. Postanowił z Polskiego przejść na Angielski.

- Witam panowie. Jestem Grzegorz Gerba, sierżant Rzeczpospolitej Polskiej, dla przyjaciół Husar.


Tutaj lekkim ruchem zasalutował pozostałym

-Widzę że zostaliśmy przydzieleni do... misji treningowej?


Starał się zachować pełnie powagi, na jaką było go teraz stać, ale coś nie wychodziło. Miał już takie przypadki, kiedy wysyłali go w nocy zrzutem na dany teren z wykonaniem tego i tego. Takie życie cicho-ciemnego...
Wtem nagle w lesie rozbrzmiał ryk czegoś, co śmiało mogło sprawić by nie jeden twardziel zesrał się w gacie.

-O kurwa, diabeł !
 
__________________
"Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła"
Chan
Hermit jest offline  
Stary 28-12-2010, 15:13   #8
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2791 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Jerry obudził się w powietrzu i widząc pozostałych pierwsze co zrobił to założył sobie worek-maskę na głowę. Worek miał wycięte dziury tak żeby mógł widzieć co się dzieje wokół niego. Ziewnął i po chwili otworzył się spadochron. Jerry widział pod sobą dżunglę i jedyne co o tym pomyślał to to, że trzeba będzie upolować jakiegoś bydlaka i będzie dobre żarcie. Miał ze sobą posypkę do grilla, kilka składanych krzesełek, kilka litrów wódki, podpałkę, zapalniczkę i oczywiście wielgachny tasak i dodatkowy, zapasowy tasak.

Ale będzie wyżerka! - powiedział Jerry jeszcze zlatując na spadochronie i uśmiechnął się choć uśmiechu tego nikt nie widział z powodu wyżej wspomnianego worka.

Po wylądowaniu ładnie złożył spadochron ignorując resztę i ich panikarskie zapędy - w końcu może przydać się hamak.

Widząc, że panikarstwo reszty jest nieskończone po prostu rozłożył wszystkie składane krzesełka. W trakcie przygotowywania miejsca nastąpił jakiś ryk. Jerry ponownie się uśmiechnął i klasnął wiedząc, że skoro jest ryk to jest żarcie. Widząc reakcje innych po chwili powiedział po angielsku dość głośno, żeby wszyscy słyszeli:

Ojej macie takie wielkie giwary. Ojej macie przeszkolenie wojskowe. Ojej, a zachowujecie się jak banda owiec. No i ryknęło i co z tego? Dla mnie to na przykład oznacza, że jest to grubszy zwierz. A jak jest grubszy zwierz to ma dużo mięsa. A jak jest dużo mięso to jest co jeść. Pozytywy. Zawsze jakieś są.

I gdy już przykuł uwagę innych dodał odpowiedzi na pytania snajpera: Oczywistością jest to, że jesteśmy w jakimś lesie czy dżungli i do tego nie trzeba Sherlocka Holmesa. Patrząc po was wydaję mi się, że jesteśmy z różnych rejonów świata. Prawdopodobnie zostaliśmy porwani, a to wszystko to jakiś upośledzony test psychologiczny. Może jakiś bogaty cham bada nasze reakcje i czy odrazu się pozabijamy. Dlatego właśnie proponuję usiąść i napić się wódki, którą akurat miałem przy sobie, gdy mnie porwano. W sumie dziwne, że jej nie zabrano, może założyli, że moja wódka może nas połączyć w drużynę. I tu wchodzi tajemniczy ryk - prawdopodobnie jeśli nie będziemy współpracować, jeśli nie wypijemy razem przysłowiowego kielicha (którego nie mam, będziemy pić z gwinta) to najpierw pozabijamy się aż będzie nas mniej, a potem ten ryk zabije pozostałych. Ryk to albo gruby zwierz i to jest dobre, bo lubię próbować nowe rodzaje mięsa albo dźwięk z głośników jakiejś maszyny tych szmat, które nas porwały. - na moment przerwał i spojrzał po pozostałych
- Gdybyście zamiast panikowania i rzucania się na siebie przez moment przystanęli i pomyśleli to doszlibyście do takich samych wniosków jak ja.

A teraz proponuję usiąść w kole na krzesełkach, które rozłożyłem i napić się ze mną wódki. Pokazać trochę współpracy i zaufania. Dla opornych, którzy myślą, że są cwańsi niż ustawa przewiduje: trochę wódki wam nie zaszkodzi, a siedząc w kółku możecie tymi wielkimi giwarami ochraniać plecy innych i pozwolić, żeby kto inny ochraniał wasze plecy. Dodatkowo w kółku wszyscy wszystkich widzimy dlatego nie będziemy musieli się bać, że jeden z nas włoży nóż w plecy drugiemu.
- odchrząknął i wciąż widząc opory zdjął worek z głowy i pokazał, że jest dość przeciętnym mężczyzną z przeciętną twarzą i przeciętną fryzurą i krzyknął:

- A jak wam się nie podoba mój plan to wypierdalać mi stąd! - pokazał palcem w krzaki i już nie krzycząc: - Moje krzesełka, moja wódka, moja miejscówa i jedyne co z tym możecie zrobić to mnie zastrzelić. Nie wypijemy, nie poznamy się i prawdopodobnie nie wyjdziemy stąd żywi. Tylko działając wspólnie możemy to przeżyć.

Odwrócił flaszkę i uderzył w dno po czym otworzył ją i pociągnął średniego łynia. Wyciągnął rękę z otwartą flaszką i pragnie, żeby ktoś to od niego wziął, a jak już weźmie to niech ten ktoś usiądzie. I niech tak wszyscy usiądą. Nawet arab, bo allah po pierwsze zabronił wina, a nie wódki, a po drugie niech arab siada jak tatary litewskie pod drzewami to allah go nie będzie widział i tak z tą wódką.

Jeśli natomiast nikt nie chce wziąść wódki od Jerriego to ten odrazu zakłada sobie worek na głowę, zamyka wódkę i nie wstając z krzesełka mówi: W porządku, wszyscy zginiemy, a skoro zginiemy to przynajmniej przed śmiercią obalę jak najwięcej wódki zamiast łazić po lesie z takimi chamami jak wy. Na nic wam się zda bieganina. Jeśli ktoś miał władzę, żeby z różnych rejonów świata porwać kilka osób po czym zrzucić ich ze spadochrony do wielgachnej dżungli to znaczy, że dla nich żaden problem zabić wszystkich.
Jeszcze raz spojrzał na wszystkich i jeszcze raz spróbował podać flaszkę: Ostatnia szansa na życie?
 
Anonim jest offline  
Stary 28-12-2010, 15:29   #9
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Snajper słuchał wypocin ów człowieka z dziwnym wyrazem twarzy. Nie wiedział czy ma się śmiać bo to głupi żart kogoś wysoko postawionego czy też jakiś chory wybryk rzeczywistości. Bardzo chory wybryk rzeczywistości. Nie dość, że żołnierze okazali się być z różnych armii to jeszcze ten facet z wódką. Z Ruskimi i Polaczkiem pewnie się dogada w trymiga, ale Mark nie miał ochoty zostać zdegradowanym do szeregowego za pijaństwo. Kolejną rzeczą która ostatecznie przesądziła o tym, że to raczej nie żarty było coś, o czym geniusz w worku (prawie jak królik w kapeluszu) zapomniał wspomnieć. Przyroda. Takich roślin nie ma nigdzie. Drzewa z liśćmi ostrymi jak brzytwy, trawa zmieniająca kolor. Nie, to nie ma racji bytu w normalnym świecie. Wstając snajper rzucił do reszty
- Dobra, ja się stąd zabieram. Nikt nie jest z mojego oddziału, nie mam wobec nikogo zobowiązań. Jak ktoś chce iść ze mną niech bierze swoją swoją "wielką giwarę" i rusza dupę.

Nie sprawdzając nawet czy ktoś ruszył za nim Mark odchylił delikatnie zarośla i ruszył przed siebie. Szedł powoli, kroczek po kroczku, blisko ziemi. Broń miał gotową do strzału w każdej chwili, nóż leżał wygodnie pod ręką. Celem Snajpera był jakiś klif czy też coś z czego można przeprowadzić rekonesans. Na chwilę obecną nie wiedział nic. Co kilka metrów zatrzymywał się, przylegał jeszcze bardziej do ziemi i rozglądał się. Dopiero dalej szedł dalej, powolutku, bez pośpiechu.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 28-12-2010, 15:55   #10
MTM
Wirtualna Tawerna
 
MTM's Avatar
 
Reputacja: 28173 MTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputację
Co to za frajer? – Powiedział cicho po angielsku. Facet z tasakiem i workiem na głowie, było tu o wiele nie na miejscu.

To miejsce jest coraz bardziej posrane... - pomyślał. – Nieznany las tropikalny, dziwne rośliny, kolesie z giwerami z innych krajów, dziwne odgłosy. Zresztą największym absurdem jest to, że jeszcze przed rzutem spałem sobie spokojnie na posterunku w bazie treningowej w Meksyku. – Mówił już na głos. Spojrzał po wszystkich. Nagle jeden z nich odszedł kawałek dalej.

Ej, ty? Z jakiego oddziału jesteś? I co my tu robimy? – powiedział głośniej, wyłaniając się z krzaków. Wciąż jednak broń miał w pogotowiu.Na Gnara prawym ramieniu widać było naszywkę na mundurze z napisem „SATS”, oraz znak oznajmujący jego stopień wojskowy, czyli sierżanta.

Po chwili „ten z SWD” odwrócił się i podszedł bliżej Gnara. Oglądną go od stóp do głów, po czym powiedział.
- ‘USMC sniper, więcej nie musisz wiedzieć. A co do tego, co my tu robimy, to nie jestem w stanie udzielić Ci odpowiedzi.’

Całe szczęście, że gadał po angielsku. Potem bez słowa odwrócił się i ruszył w swoją stronę.
- Czekaj! – krzyknął Gnar. – Nie wiem gdzie idziesz, ale idę z tobą!
 
__________________
"Pulvis et umbra sumus"

Ostatnio edytowane przez MTM : 28-12-2010 o 16:30.
MTM jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169