lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Postapokalipsa (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-postapokalipsa/)
-   -   [Neuroshima] Doskonały Umysł [Storytelling] (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-postapokalipsa/3149-neuroshima-doskonaly-umysl-storytelling.html)

Lavi 09-07-2007 18:40

Gdy Terry usłyszał jakieś chrząki i chrapanie uśmiechnął się po czym standardowo jak zawsze rozejrzał się po horyzącie. Po około godzinie Jose wstał, popatrzał na niego po czym zaproponował mu żeby się wyspał a warte przejmie on. Terry tylko na niego spojrzał spod kapelusza i powiedział.

- Rozglądaj sie uważnie, nie mam zamiaru być zaatakowany podczas snu. - po czym nie czekając na jego reakcje położył sie i usnął.

Tsumanu 16-07-2007 17:52

Terry usiadł wygodnie i starał się nie zasnąć, ale to było dużo trudniejsze niż myślał. Ten upał i brak snu wyczerpały nie tylko jego ciało, ale i umysł. Powoli gorąc zamieniał się w przyjemne ciepło i obraz stawał się coraz mniej wyraźny, aż w końcu zasnął.

Jose nie obudził się sam. Obudziło go głośnie chrapanie Terre'go. Otworzył tylko jedno oko i rozejrzał się leniwie. Nie wiedział ile minęło, ale stwierdził, że jeszcze tylko na chwilkę zamknie oczy i zaraz wstaje. Gdy znowu się obudził świat już nie był taki ciemny, a wręcz raził go w oczy. Był dzień, piękny, słoneczny ciepły, dzień aż chciało sie iść dalej.

Gdzieś obok niego leżał Terry i właśnie otwierał oczy. Tylko Elizabeth smacznie jeszcze spała. Bóg, prawdopodobnie tej, o którym tak ciągle gada, wie co tam jej się śni, ale z pewnością coś przyjemnego bo leży niesamowicie uśmiechnięta. Nagle zaczęło burczeć i ssać im w brzuchach. To wręcz bolało. Uczucie było tak nieprzyjemne, że zaczęli jeść co tam mają.

Khalida 16-07-2007 23:24

Elizabeth przeciągnęła sie jak kotka i wymamrotała coś przez sen. Uśmiech nadal nie schodził z jej ust. Przekręciła sie na drugi bok, kładąc dłonie pod policzek.
Obudziła się długo po jej towarzyszach. Tak jak i oni odczuła głód i to on wyrwał ją z objęć Morfeusza. Dziewczyna westchnęła ciężko, uśmiech spełzł z jej twarzy. Przez chwilkę wierciła sie zwinięta w kłębek, po czym podniosła ciężko na rękach, krzywiąc sie lekko. Ssanie w żołądku było zbyt dokuczliwe.
Spojrzała na Jose i Terry'ego którzy coś jedli i sięgnęła do własnego plecaka. Wygrzebała stamtąd trochę jedzenia, które jeszcze posiadała, i zabrała sie za spożywanie.
-Co dalej?- zapytała gdy już skończyła posiłek. Patrzyła na mężczyzn z ufnością i lekkim uśmiechem

Lavi 18-07-2007 23:37

Gdy Terry się obudził rozejrzał się dookoła czy czasem coś się nie zmieniło w ich otoczeniu. Nagle jednak rekonesans przerwało mu burczenie w brzuchu. Cóż było robić. Mężczyzna wyciągnął sobie coś do jedzenie i zaczął konsumować.

Popatrzył na dziewczynę która jeszcze spała, na dodatek spała bardzo dobrze co było widać po jej minie. Terry oderwał od niej wzrok gdy się przebudziła.
Gdy zapytała co dalej, przełknął jedzenie i odparł.

- Spytaj się tego pana, miał nam wskazać drogę do jakiejś osady. - powiedział po czym spojrzał na niego srogo.

Jednocześnie Terry zdał sobie sprawę że jeśli nic się nie znajdzie w najbliższym czasie to będą mieli poważny problem.

Tokokamre 21-07-2007 12:56

Jose przełknął ostatni kęs. Nie zwracając uwagi na kąśliwe słowa i spojrzenie Terry'ego powiedział do Elizabeth:
-Za dużego wyboru nie ma. Albo wracamy i umieramy, albo idziemy przez most i wprost. Albo i nie wprost. Zresztą... czego nie zrobimy, zależeć będzie to od szczęścia. To ono rządzi na pustyni.

Tsumanu 22-07-2007 21:55

Gdzieś na horyzoncie za mostem zdawał się majaczyć jakiś obiekt, ale tych było naprawdę dużo w tym miejscu i już nieopodal po prawej stronie mostu najwyraźniej rósł jakiś mały lasek. Teren zdawał się być tylko halucynacją, bo wyglądał zupełnie jak na zdjęciach z przed wojny. Soczysta, zielona trawa, pachnąca roślinność i ta świeżość. Gdzieś pomiędzy łąkami prowadziła ledwo widoczna zarośnięta ścieżka z czasem oddzielająca dwa potężne pola na których rosły rośliny których grupa nie mogła nawet określić. Przed chwilą ledwo wyrwali się z morderczych szponów pustyni, a teraz znajdowali się w terenie, który zupełnie nie pasował do północnej części tych Zasranych Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony była tylko pustynia i kolejna samobójcza przeprawa.

Tokokamre 25-07-2007 11:54

Jose wstał i zarzucił plecak na ramię. Uśmiechnął się lekko.
-Tak jak mówiłem. Albo śmierć, albo przed siebie. No cóż... nawet jeśli na końcu tej drogi czeka inna śmierć, przynajmniej umrzemy w pięknym miejscu.
Jose przeszedł kilka kroków, po czym stanął i poczekał na resztę.

Lavi 26-07-2007 21:23

Spojrzał na wstającego Jose po czym powiedział jednocześnie wstając.

- Też mi piękne miejsce, pełno tam mutantów i innego tego typu ścierwa. - schylił się po plecak zarzucił go na plecy po czym podążył w wybranym kierunku. Nie zwracając uwagę na resztę.

Terry starał się nie przywiązywać do ludzi, gdyż oni za szybko giną w jego otoczeniu. Niestety na to było już chyba za późno, gdyż chłodny sposób bycia Terry'ego nie odstraszał dziewczyny, Jose był mniej odporny ale też jakoś niespecjalnie się tym przejmował.

Tokokamre 26-07-2007 22:14

Jose spojrzał dziwnie na Terry'ego.
-TO miejsce nie jest piękne? Drzewa, woda, trawa... tak wyobrażaliśmy sobie raj z innymi dziećmi zanim pustynia zmusiła nas do porzucenia bezcelowych marzeń.

Terry zaczynał już powoli denerwować szamana. Jose był przyzwyczajony do obelg, do ignorowania, do zamykania się w sobie... ale czarnowidzenia i nie dostrzegania wyraźnego piękna... tego nie znosił.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:37.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167