Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa > Archiwum sesji z działu Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Postapokalipsa Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-02-2008, 09:22   #11
 
RavenOmira's Avatar
 
Reputacja: 378 RavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetny
Kruk z uporem maniaka wpatrywał się w bawiące się nieopodal dzieci. Ktoś coś do niego powiedział ale był on myślami zupełnie gdzie indziej. Czerwona sukieneczka wydawała mu się tak znajoma, podobnie jak ubrudzona twarz dziewczynki. *To nie może być przypadek...jutro ma urodziny...to musi być ona...*

Po chwili poczuł charakterystyczny słodkawy, zapach. Nieco to go otrzeźwiło. Rozejrzał się wokół. Facet palący ziele wpatrywał się w niego uważnie, obok niego siedział drugi w niemal idetnycznym płaszczu tak że obaj wyglądali łudząco podobnie. Dopiero teraz zrozumiał sens dochądzących do niego słów.

- Tak...możemy się napić - powiedział do gościa, który przed chwilą leżał na ziemi. Sklecenie jednego zdania sprawiło mu z początku trudnośc, tak dawno z nikim nie rozmawiał...
Nie pytając właściciela o zgodę chwycił butelkę i pociągnął jeden spory łyk, zostawiając jedynie zlewki.
*Co za szczochy* - pomyślał. Nijak miało się do tego co pijał wcześnie. Stwierdził jednak że lepsze to niż nic. Paliwo na najbliższe 15 minut...

Oddał niemal pustą butelkę właścicielowi i nie patrząc na pozostałych dwóch rzucił przez ramię:
- Mówcie mi Kruk.

Poczuł się nieco dziwnie, od wielu miesięcy nikt nie pytał go imię, najczęściej jedynie o to jak chce umrzeć. Nigdy wtedy nie odpowiadał tylko chwytał swoją strzelbę i pakował delikwentowi kulkę w łeb. Teraz położył swój karabin myśliwski obok ogniska i podszedł do bawiących się dzieci.

Dziewczynka była taka podobna...
Z nadzieją w oczach popatrzył na nią i rzekł:
-Ania?
 
RavenOmira jest offline  
Stary 14-02-2008, 15:18   #12
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 784 Mortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwu
Cichy spalił swojego skręta i zaśmiał się donośnie. Skręcił jeszcze jednego, a następnie podał go osobie znajdującej się najbliżej niego.

-Częstujcie się- rzekł

Z jego woreczka zioła ubyła 1/5 zawartości. Cichy skrzętnie schował swoją używkę do kieszeni. A następnie spojrzał w niebo. Słońce zniżało się nad horyzontem.

-Ech już niedługo będzie ciemno, zbliża się wieczór. Mam nadzieje, że spotkam się niedługo z Bartkiem. Wygląda na to, że dzisiejszą noc spędzę przy obozowym ognisku.

Po czym zamyślił się nieco. Patrząc w ognisko zaczął obserwować płomienie. Wydało mu się to niezmiernie zabawnym i ciekawy zajęciem. Dlatego też na pewną chwile oddał się tej czynności. Raz tylko odrywając wzrok, spojrzał na osoby znajdujące się przy nim.
 
Mortarel jest offline  
Stary 14-02-2008, 21:31   #13
 
Altair's Avatar
 
Reputacja: 91 Altair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znanyAltair wkrótce będzie znany
- Na dworze spać nie będziesz a ni ty anie wasza dwójka - powiedział wskazując jointem na pozostałych - mam tutaj chate na uboczu i jedno pomieszczenie jest puste. zawsze to dach nad głową- powiedział zaciągając się. Faktycznie zmierzchało a to dla Marka oznaczało tylko jedno , kolację,
- jesteście głodni ? na pewno jesteście zaraz coś przyniosę z kuchni- powiedział. Po chwili wrócił z miską pieczonego mięsa
- częstować się - powiedział
 
__________________
3444862
A co do nicka ... nie , nie wziąłem go z gry :] . Altair jest gwiazdą . (gwiazdozbiór orła)
Ci co żywią się nadzieją .... umierają głodni....
Altair jest offline  
Stary 15-02-2008, 14:01   #14
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 784 Mortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwu
Wziął spory kawałek mięsa i zjadł je z apetytem.

-Za posiłek, dzięki, ale pozwól, że nie skorzystam z zaproszenia spania w twojej chacie. Już nie pamiętam ile to lat minęło, kiedy ostatni raz spałem w pomieszczeniu. Inaczej jak na dworze i przy ognisku nie zasnę. Od lat, bowiem śpię pod gołym niebem i juz do tego przywykłem. - Powiedział

Następnie popatrzył w niebo i dodał-
-Źle się czuje na ograniczonej powierzchni. Kocham przestrzeń-

Ponownie spojrzał w niebo i pogrążył się w myśleniu

*Kiedy ten Bartek sie pojawi. Mam nadzieje, że nie będę musiał na niego czekać przez kilka dni*
 
Mortarel jest offline  
Stary 15-02-2008, 16:18   #15
 
michau's Avatar
 
Reputacja: 35 michau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodze
[ Przyznam, że jest to moja pierwsza sesja, ale czy nie powinniście poczekać, aż każdy z graczy odpisze na posta?? Czy kolejność może być zmieniana? Wnioskuje z wcześniej czytanych sesji, że powinna być jakaś kolejność, ale może się mylę?? Mg co ty na to?
p.s. edit: wygłupiłem się z tym pytaniem o miejsce rozgrywania akcji- sorry ]

-Widzę, że zadomowiliście się już w obozowisku- odezwał się w końcu Michau, który przez dłuższą chwilę przyglądał się obecnym przy ognisku postaciom nie odzywając się nawet słowem. Wódka przestawała powoli działać wywołując nieprzyjemny efekt, zwany potocznie bólem głowy.
- Mogę trochę mięsa?- zapytał Michau, i nie czekając na odpowiedź wyciągnął rękę w kierunku misy przyniesionej przez Marka, po czym dokończył- Jestem Michau. Właściwie to na imię mi Michał, ale zmieniłem nieco pisownie, żeby angielska wymowa była łatwiejsza- wyjaśnił i rozsiadł się wygodniej.
- Przybyłem tu, tzn do obozowiska, z moją ... koleżanką. Dotarliśmy tu kilka godzin temu, bo zdezertowaliśmy z naszej jednostki wojskowej.
Zwrok wszystkich zwrócił się w kierunku Michau'a.
- Wiem, co myślicie. Nikt nie jest zbyt przyjaźnie do nas nastawiony... Chodzą różne nieprawdziwe wieści o tym jakoby wojsko napadało również na obozowiska Wolnych, które mają jakieś ważniejsze znaczenie, lub posiadają jakieś zasoby jedzenia, czy amunicji. Tak naprawdę, przynajmniej z mojego 3 letniego doświadczenia, mogę stwierdzić, że naszym głównym celem było oczyszczanie terenów z mutantów i tworzenie tam nowych osad, a później kolonii. Było, bo jak wcześniej wspomniałem, już się tym nie zajmuję. Nie mogłem dłużej znieść widoku tylu krwi i cierpienia... - zamilkł i wbił wzrok w dogasające powoli ognisko.
- Była ze mną koleżanka- odezwał się po chwili.- Ma na imię Nika. W dużej mierze to dzięki jej pomocy znalazłem się tutaj. Ona też nie była stworzona do widoku krwi, palenia wiosek, których mieszkańcami byli czasem ludzie, których choroby dotknęły w małym stopniu i który dało się jeszcze wyleczyć, lecz rozkazy były klarowne. Palić i niszczyć wszystkie skupiska mutantów, wioski zamieszkane przez dotknięte chorobą ludność oraz wszelkie inne formy niebezpieczeństwa. Nika bardziej niż ja przeżywała każdą misję, dlatego pewnego razu postanowiła urwać się od grupy i pociągnąć mnie za sobą.
Po tym jak przybyłem do tego obozowiska straciłem ją z oczu. Co tu dużo mówić, dostałem w łeb, bo jak sami wiecie, do obozowiska nie wpuszczają od razu pierwszej napotkanej osoby. Zanim pozwolili mi tu z wami usiąść, porządnie mnie przepytali tak, że chyba wiedzą o mnie więcej niż ja sam o sobie samym- Michau poprawił kurtkę i wstał- Idę poszukać Niki. Może, ktoś z was kto zna teren obozowiska chciałby pójść ze mna??- zapytał Michau.
- Poza tym, niestety zabrali mi broń. Właściwie nie wiem dlaczego, ale chciałbym ją odzyskać. Moja Beretta i tak była prawie bezużyteczna posiadając w magazynku zaledwie trzy naboje, ale zawsze czułem się z nią odrobinę bezpieczniej- powiedział Michau i sprawdził czy nadal ma scyzoryk w swojej kieszeni *Na szczęście chociaż tego mi nie zabrali* pomyślał.
 
__________________
Fortune is fickle.
"Do not follow the Dark Side"

Ostatnio edytowane przez michau : 15-02-2008 o 19:55.
michau jest offline  
Stary 15-02-2008, 21:21   #16
 
RavenOmira's Avatar
 
Reputacja: 378 RavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetny
Kruk zawrócił. *Nie to nie ona. Znów źle*

Różne uczucia zaczęły nim władać. Smutek, żal, wściekłość, bezsilność. Znów nadzieja prysła, znów pękła niczym bańka mydlana...okrutne życie po raz koleiny dało o sobie znać...

Od bardzo dawna nic nie jadł i skutki wypicia wódki zaczynały dawać o sobie znać. Zły na samego siebie z powodu kolejnej pomyłki ponownie stanął przy ognisku. Oddychał niezwykle głośno, próbował pozbierać myśli lecz nie był w stanie. Który to już raz? Mętlik i chaos w głowie robiły się coraz większe...

*Cholera co jest...*

Usiadł (a przynajmniej myślał że usiadł gdyz bardziej wyglądało to na padnięcie na pośladki) przy ognisku. Sciągnął z pleców swój żółty plecaczek, tak bardzo do niego nie pasujący i tak bardzo kontrastujący z jego ciemnym ubraniem. Zauważył, że co poniektórzy zajadali jakieś mięso ale jego to nie interesowało. Jedzenie juz dawno przestało być dla niego priorytetem. Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza manierkę lecz ze wściekłościa spostrzegł że jest pusta.

*Plecak!*

Chwile z nim pogrzebał i znalazł. Butelkę z reszkami koniaku. Było go tyle co kot napłakał ale to mu wystarczyło. Wypił wszystko do końca po czym wyrzucił butelkę gdzieś na bok. Popatrzył ciekawie na pozostałych... Jeden z nich gadał cos o wojsku i jakiejś Nice, nie rozumiał jednak wszystkich słów, nie wszystko do niego docierało.

_ Gadacie głupoty - odezwał się po chwili, jednak zupełnie innym (mniej trzeżwym) głosem - nie wiecie co tooo żyyycie jeest...Codziennna walllka <czknięcie> o przyżyyycie...szuuukam małej dzieeeewczynki <czknięcie> o imieeeniu Ania <czknięcie> ale nie....

Nagle świat zakręcił się. Wszystko wydało się takie lekkie i przyjemne...

- Ok idęęęę szukać - próbował wstać ale z marnym skutkiem. Chciał również chwycić swój karabin myśliwski lecz zwyczajnie nie mógł rozpoznać który, z widzianych przez niego czterech, jest tym właściwym.

- Macie coooś jeszcze do pi <czknięcie> cia?! - z nadzieją w oczach popatrzyl na pozostałych.
 
RavenOmira jest offline  
Stary 17-02-2008, 12:45   #17
 
Regot's Avatar
 
Reputacja: 74 Regot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znany
Robiło sie już coraz ciemniej i chłodniej. Coraz więcej osób powoli zaczęło schodzić się do ogniska. Zaczęto wtedy roznosić posiłki. Jeżeli ktoś był bardzo głodny mógł się udać prosto do kuchni lub poczekać aż ktoś mu przyniesie. Jedzenie było roznoszone i przygotowywane przez kobiety, jedne ładniejsze inne nie. Na nowo obóz odżył, wszyscy zajadali się pieczonym mięsem i rozmawiali. Jak co wieczór czekano aż ktoś wyjdzie i opowie jakąś ciekawą historię. Od dawna w obozie było nudno wiec liczono na nowych. Zostali oni obarczeni licznymi spojrzeniami lecz nie musieli nic mówić, wnet zalazł się ktoś kto zdecydował się opowiedzieć jakąś historie. Był to niski mężczyzna z kręconymi włosami, nazywany przez wszystkich był Hobbit. Wyszedł na środek i zaczął…
-Jak wiedzie tydzień temu obok osady przechodziła grupa żołnierzy, parę osób powiedziało już swoje historie z tym związane ale tera moja kolej. Byli dobrze uzbrojeni, to był większy oddział niż wszystkim się zdaje. Przeczesywali las w poszukiwaniu jakiś Dezente… Detereuw, dezerteuf. Chyba, dla tych mało kuma tych dezerteuf to inaczej zdrajców. Takich co to im uciekli. Więc przeszukiwali las ale ominęli nasz obóz, postanowiłem udać się za taką jedną mniejszą grupą. Niezgadnięcie gdzie trafili… - Twarz Hobbita była niezwykle roześmiana natomiast wszyscy inni wsłuchiwali się uważnie.
-Do jaskini pełnej krwiopijców – Dodał po czym roześmiał się a z nim cała reszta. Próbował jeszcze coś dopowiedzieć ale nie zdołał wydusić z siebie nic zrozumiałego. Wszędzie rozbrzmiewały śmiech a ktoś z zebranych dodał
-to trzecia grupa w tym miesiącu, jak tak dalej pójdzie wojskowi się wyniosą- Wszyscy w wyśmienitych humorach wrócili do jedzenia. Jednak uśmiech szybko znikną z ich twarzy.
Do obozu przybyło dwóch ludzi niosących trzeciego w opłakanym stanie. Wszyscy starzy obozowicze ich poznali. To był oddział Michała, najlepsi z najlepszych jeżeli chodzi o przeszkolenie i posługiwanie się bronią. Brakowało jeszcze Samego Michała, jednego z jego oddziału i Roberta. Wszyscy oderwali się od jedzenia i rzucili się by pomóc. Nie wielu jednak znało się na opatrywaniu ran postrzałowych. Ranny był nieprzytomny a pozostali dwaj skrajnie wyczerpani, nie mogli nic powiedzieć. Łapczywie łapali powietrze jak by tchu im brakowało.
-Kto zna się na pierwszej pomocy niech zaraz tu przyjdzie, reszta niech się odsunie.
Zawołał ktoś z tłumu. Dobrze zdawaliście sobie sprawę ze coś nie jest tak. Trzeba było szybko reagować nim zapanuje chaos i będzie zbyt duży harmider żeby się dogadać. Ludzie biegali to z jednego miejsca w drugie. Warty zostały podwojone a jedzenie przestało być rozdawane. Wielu biegło do swoich chat po broń. Wy na szczęście swoją mieliście przy sobie.
 
__________________
Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe - Albert Einstein

Ludzie się zmieniają...
Regot jest offline  
Stary 17-02-2008, 16:52   #18
 
RavenOmira's Avatar
 
Reputacja: 378 RavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetnyRavenOmira jest po prostu świetny
Kruk słuchał wszystkiego obojętnie. Nie obchodziły go żadne opowieści o oddziele wojsk który miał wyjątkowego pecha. Jakoś nie udzielała mu się ogólna wesołość towarzystwa, wódka powoli przestawała działać a żołądek upominał się o coś do jedzenia coraz głośniej. Pożuł nieco kawałek mięsa, które przyniósł Marek (*Zabawne, pamiętam jednak jego imię*) ale nie było o rzeczą na którą miał ochotę. *Muszę się czegoś napić*

Do tej pory siedział na uboczu nie odzywając sę do nikogo aż tu nagle ktos krzyczy że potrzebny jest ktoś od pierwszej pomocy. Kruk, niedoszły lekarz, który w cuglach zostałby jednym z najlepszych specjalistów w kraju gdyby nie jego problemy z alkocholem, i któremu wojna przeszkodziła w skończeniu studiów tylko parsknął śmiechem.

*Kim oni dla mnie są że mam im pomagać?! Ja potrafię sam o siebie zadbać to oni nie umieją?*

Siedział więc dalej pogrążony we własnych myślach póki nie zerknął na rannego. Naprawdę pomoc musiała nadejść jak najszybciej gdyż wyglądał rzeczywiście nienajlepiej.

*Co mnie on obchodzi!* Kruk próbował pomyśleć o czymś innym ale sumienie nie dawało mu spokoju. *Co by na to powiedziała Ania gdyby to zobaczyła? A może ona tu jest?* - wewnętrzny głos małej dziewczynki wiercił mu głowę. *Nie znam go po co mam mu pomagać?* *To taki sam człowiek jak ty!* *Nie obchodzi mnie co się z nim stanie!* *Chciałeś przecież pomagać ludzią! Masz okazję on cierpi możesz mu teraz pomóc!* *Chciałem pomagac to prawda...ale to było dawno temu! Zmienil sie ten świat, oj zmienił okrutnie* *Więc będziesz obojętnie patrzył jak on umiera? Nienawidzę cię!*

Po raz kolejny przed oczami ujrzał ten sam obraz, który od czterech lat prześladowal go niemal co noc w każdym śnie. Mała dziewczynka patrzyła na niego przerażona, po czym po chwili uciekła z płaczem. szukał jej lecz nie mógł jej znaleźć. Znowu.

Wściekły na samego siebie złapał się za włosy i znów zaklnął. *To co wtedy powiedziałem to nieprawda, nieprawda!* Obłąkańczym wzrokiem rozejrzał sie dookoła. Nikt nie kwapił się by pomóc rannemu. Chaos stawał się coraz większy.

Kruk zadziałał automatycznie. Szybko wstał, chwycił swój żółty plecaczek i karabin a następnie zbliżył się do rannego mężczyzny i jego towarzyszy. *Chaos,. Trzeba nad nim zapanować* Podniósł broń lufą ku niebu i wystrzelił.

- Ja się na tym znam! - już od dawna nie mówił tak głośno - Mogę pomóc, tylko...- zerknął na rannego. *Może być ciężko* - ...dajcie mi łyk czegoś mocniejszego!!!
 
RavenOmira jest offline  
Stary 17-02-2008, 21:16   #19
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 784 Mortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwuMortarel jest godny podziwu
Cichy na widok rannego oderwał się od swojego zajęcia. Z ciekawością przyglądał się postaciom, które wkroczyły do obozu. Jednak nie ruszył się z miejsca. Uznał, że najlepiej zrobi, jeżeli pozostanie tam gdzie jest i nie będzie robił zbędnego zamieszania. Niech rannego opatrzą Ci, którzy znają się na tym wystarczająco. W jego toku myślenia utwierdził go fakt, iż trupia postać Kruka, najwidoczniej po dłuższej chwili wewnętrznej walki z samym sobą, postanowiła włączyć się do pomocy ruszając w kierunku rannego.
Rozległ się wystrzał, Drako zerwał się nadstawiając uszu, natomiast Cichy tylko spojrzał w kierunku, z którego dobiegał dźwięk.
*Aha, więc to tak…* pomyślał

*Ech, nie ma, co się zastanawiać, w końcu to ranny człowiek* dodał jeszcze w myśli, następnie wstał i zbliżył się do Kruka.

- Mam przy sobie kilka bandaży, tabletki przeciwbólowe, plaster… może na cos się przyda. Jeśli potrzebowałbyś jeszcze czegoś to mów. – powiedział, patrząc się w stronę Kruka.
 
Mortarel jest offline  
Stary 18-02-2008, 14:05   #20
 
michau's Avatar
 
Reputacja: 35 michau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodzemichau jest na bardzo dobrej drodze
Do ucha Michau'a dobiegły krzyki. Właściwie najpierw była to pojedyncza fala dźwiękowa, która uderzyła w bębenek słuchowy swojego właściciela, a następnie dopiero impuls przesłany do mózgu i prawdziwego "ja" Michau'a, który nie za bardzo zdawał sobie nawet z tego sprawy. Przynieśli jakiegoś rannego. *Dość już widziałem ludzi w ciężkim stanie. Na widok krwi robi mi się nie dobrze*
W momencie, gdy chciał odchodzić od ogniska, żeby poszukać Niki, a właściwie już to czyniąc i odchodząc parę kroków, potknął się o coś, co przypominało manierkę. *O, Grodziska!* pomyślał Michau. Odkorkował butelkę i powąchał zawartość. Mama zawsze mówiła, żeby nie pił niczego, co znajdzie pod nogami, ale Michau jakoś nie wziął sobie tego do serca, gdyż, jak widać na załączonym obrazku, uniósł butelkę do ust i pociągnął sporego łyka.
- Jasna cholera!!- wyrwało mu się. * Ktoś zgubił Whiskey. Wielka strata dla byłego właściciela. Mógłbym to sprzedać za cholernie duże pieniądze, ale czy nie lepiej wypić?*
- No właśnie, pewnie, że lepiej wypić- potwierdził jakby uspokajając własne sumienie Michau, i zawrócił w stronę ogniska. Nika zaczeka. Poza tym, w tym całym zamieszaniu pewnie nikt nie będzie skłonny do pomocy. Michau zawsze był skłonny do pomocy, ale najwyraźniej dziś nie był dzień, w którym pomoc tą byłby w stanie udzielić. Zasnął natychmiast, ściskając pustą już prawię manierkę whisky.
 
__________________
Fortune is fickle.
"Do not follow the Dark Side"
michau jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:12.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167