Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa > Archiwum sesji z działu Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Postapokalipsa Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-09-2008, 19:52   #1
 
Neoworld's Avatar
 
Reputacja: 1 Neoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputację
[NS 1.5] Army of One - SESJA PRZERWANA

Dla dodania odrobiny klimatu radzę:
YouTube - NOX-Nem lesz több tánc

Życie w osadzie toczyło się zawsze spokojnie, izolacja dobrze służyła mieszkańcom. Pozbawione raźnej przemocy, głodu chorób. Pod okiem Bogini żyło się w dostatku.
Warunek był zawsze tylko jeden: Nie wychodzić poza bramę...
Wyjątkami od tej zasady byli tylko łowcy i bezimienni tzn. "Widma", ci pierwsi po prostu zaopatrywali osadę w mięso. Śluby nie zdradzania co jest poza skalną barierą, miały na celu nie wzbudzać zbędnej ciekawości. Z bezimiennymi sytuacja miała się inaczej. Z twarzami ukrytymi pod maskami, opuszczali osadę na długie dnie i noce. Nieraz bezpowrotnie...
Jak już wspomniane. Izolacja miała służyć osadzie...

Skrzypek
Każdy odnajdzie w społeczeństwie swoje miejsce. Twoje widocznie nie było przy bydle ni na polach. Ciekawość i ciągłe pytania "dlaczego"? Kazały tobie drążyć i szukać odpowiedzi na pytania które inni nie ważą się nawet zadać.
Wielu mieszkańców nauczyło się liczyć z twoim zdaniem i nabytą wiedzą, zaś starzy czeladnicy i mistrzowie z chęcią dzielili się z tobą swoją wiedzą. Wszystko zapowiadało się beztrosko i przyjemnie. Aż do dzisiejszej nocy...

Cienie zjawiły się znikąd, bezszelestnie, bezboleśnie kojąc z powrotem do snu...

Bradley Norman
Z dala od ludzi, na łonie przyrody, tam się tacy jak ty czują najlepiej. Zaliczasz się do jednych z tych którym Bogini otworzyła bramę i pozwoliła przyczynić się osadzie jako myśliwy. Objęty przysięgą milczenia na temat świata z poza osady. Naprawdę nie pozostawiło wiele tematów do rozmów. Jednak zdajesz sobie dobrze sprawę czemu tak jest.. Piękno przyrody które ciebie tak zauroczyło mogło by nawet wywabić całą mieścinę na zewnątrz. A zamroczeni ludzie pięknem, z pewnością nie dostrzegli by zagrożeń...

Dzisiejsze polowanie wygląda inaczej. Twoje zmysły ostrzegły cię przed postacią podchodzącą od tyłu. W chwili kiedy zwróciłeś jej uwagę. Powstała i przemówiła do ciebie.
-Bradley, wybacz ale nie mogę tego tobie teraz wyjaśnić...

Poczułeś drobne ukucie. Nastąpiła ciemność... Nawet nie zdążyłeś się przyjrzeć postaci.

Andre Lecter
Wzorowy żołnierz. Nie ma trafniejszego określenia. Opanowałeś zdolność ważniejszą od samej walki. Mianowicie walki słownej.
Z takimi talentami stanowisko oficera było banalne do zdobycia. A szacunek większości podwładnych nagrodą. Wiadomo że większość to nie wszyscy. W każdym wojsku trafiają się buntownicy, w twoich oddziałach również. Nazywał się Caleb. Żołnierz który akceptował tylko jedną prawdę. Swoją! Dobrze wiesz że nawet najzdolniejszy wojownik musi zrozumieć że nie ma "ja" w słowie drużyna. Caleb przy wszystkich swoich bojowych talentach tego nigdy się nie nauczył. Wreszcie przesadził...
Przeminęło sporo czasu odkąd Caleb stawił czoło karze. Czy była zbyt surowa? Wydalenie z wojska i przykucie do kamieniołomu? Jak mawiają: "Prawdziwy wojownik, wszystko przetrzyma! Tylko ile jego ciało?"
Złożyłeś już 3 wnioski o zwolnienie karanego, a generał z niewiadomych przyczyn nie chce go puścić... W takich chwilach przychodzą wyrzuty sumienia. "Po co składałem meldunek?" I oczywista podpowiedz: "regulamin..."

Kolejna pobudka, kolejne ćwiczenia i przygotowanie wojska na wroga który się nie zjawi... A kiedy dzień się kończy, umiłowany odpoczynek i rozmyślenia. Dziś jednak nie zasnąłeś. Po zachodzie słońca nawiedził cię gość. Bardzo rzadki gość z świątyni, odziany całkowicie w habit i z kapturem na głowie. Zdobienia na szacie świadczyły o wysokim poziomie wtajemniczenia ów gościa. A spokojnie, jednoznaczny głos mężczyzny wywoływał drżenie.
-Oficerze Lecter. Pójdzie pan ze mną do świątyni. Ktoś chce z panem porozmawiać...

Nie potrafiłeś się oprzeć tym słowom. Bez odpowiedzi, poszedłeś za kapłanem.

Fae Highwind
Nie istnieje osada bez punktu beztroskich spotkań. Wasza tu się nie różni. A każdy taki dom kwitnie w towarzyską obsługą. Karczma "Immortal Heven" Dało tobie idealne zajęcie które pozwoliło łączyć przyjemne z pożytecznym i uniknięcie grupowego robienia prania od harujących chłopów. Dodatkowo wachlarz adoratorów wzrastał z dnia na dzień... Szkoda że Bóg nie przyjął ludzkiej formy i nie przyszedł się napić do IH...
Mija właśnie kolejny dzień pracy... Znowu nie było tego jedynego. Tylko bałagan pozostał do posprzątania, w dodatku sprzątaczka się czymś struła i ty musisz się brudzić. Aż nagle! W futrynie karczmy zjawił się on. Mężczyzna postury tak majestatycznej że myślałaś że zaraz rozwinie skrzydła, lśniący uśmiech i oczy pełne szczerości, dobroci i ciepła...
Zamarzasz w bezruchu. Fakt że wyjął różę i podchodzi z nią do ciebie naprawdę nie ułatwia próby poruszenia się, czy choćby i powiedzenia słowa. Wreszcie stanął przed tobą , dał przecudny kwiat i pocieszył uśmiechem. Ciekawość poznania zapachu kwiatka, doprowadziła do zakończenia rozmowy z nieznajomym przystojniakiem, przed jej rozpoczęciem... Zapach powoduje że mdlejesz.

Caleb
Być synem legendy, nie zawsze bywa łatwe. A efekt końcowy to walka samego z sobą. Był twoim idolem, wzorem do naśladowania. A świadomość tego że nie potrafisz mu dorównać, nic w życiu nie ułatwia. Jednak nauczył cię kilku rzeczy. Na przykład tego że najpierw trzeba się nauczyć walczyć głową, a później mieczem. Było by dobrze gdyby nie ten gówniany system...
Wysoko sytuowane szuje mogą robić co chcą w imię wyższych celów. Ale braciszek Santiago przeholował i to grubo... Należało mu się...
No i po tej akcji się zesrało... Nawet gdyby tobie uwierzyli, że mu się należało, to regulamin i tak cię udupił... No to mamy komplet. Pobicie kapłana, zniewaga tytułu, niewierność, gniew, brak żołnierskiego zachowania. Jak się jeszcze dowiedzą że miałeś 2 dziewczyny w jednym czasie to będzie komplet grzechów...
Teraz trzaskasz kamienie od kilku miesięcy. Już prawie padasz na mordę. Czemu nie przestaniesz? Racja, nie może być gorszy od niego...
Dziś jedzenie było wyjątkowo do dupy, w dodatku ledwo stoisz na nogach. Ciekawe czy dojdziesz do łoża? Wiem co cię zmotywuje. Wiesz, on by doszedł...
Zasypiasz, mocno jak nigdy...

Dla wszystkich
Budzicie się. ( z wyjątkiem Lectera, który wszedł do hali o własnych siłach). Wielkie okrągłe pomieszczenie, sufit w kształcie kopuły, liczne filary i posągi skrzydlatych postaci odzianych w habity, zdradza że musicie być gdzieś wewnątrz świątyni (Lecter , ty wiesz że jesteście wewnątrz).
Na samym środku stoi kobieta odziana jak większość kapłanów. 3 kolejnych braci stoi porozmieszczanych w koło pomieszczenia. Dostrzegacie że kopuła sufitu u szczytu ma otwór i że są tylko jedne drzwi. Kobieta przerwała, wasze ciekawskie penetrowanie sali.

-Witam was bracia i siostry. Nazywam się siostra Bernadeth. I czy któryś z was wie czemu tu jest?

--------------------------------------
Poza sesją: to jest tzn moment na przedstawienie się
 
__________________
Extra! Extra! Read all about it!

Nothing to read right now! :P

Ostatnio edytowane przez Neoworld : 10-09-2008 o 20:10.
Neoworld jest offline  
Stary 10-09-2008, 21:07   #2
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Reputacja: 1 MrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputację
Skrzypek otworzył z ociąganiem błyszczące, zielone oko. Otworzył też drugą powiekę. To oko było inne, raczej szare. Monter nie wiedział dlaczego tak jest, faktem było to że kiedy się urodził oczy miały mniejwięcej tą samą barwę. Oczywiście z naciskiem na mniejwięcej... Rozejrzał się dookołą zdezorientowany. Jego kłaki były tak przetłuszczone że można było na nich smażyć jajecznicę. Broda wyglądała jeszcze gorzej. Czarno- blondyński zarost swędział, kto wie, może mieszkały tam jakieś żywe stworzenia... Jego kilkukrotnie złamany już nos przez swoją długość zdawał się pogięty i krzywy. W rzeczywistości były to drobne niezrośnięcia. Wykrzywił usta w paskudnym uśmiechu szczerząc żółtawe zęby.
-Co jest kur... hej, nie jestem twoim bratem... ojej. Czy ja nie jestem w bunkrze? Nie...
Mężczyzna podrapał się po głowie. Zastanawiał się czy niczego mu nie zabrali bo najwyraźniej odużyli jakimś zielskiem czy jak by się to nie nazywało. Spojżał na sufit. Kopuła... właściwie to nie widział z okolicy chyba żadnych dachów podobnych do tego. Sięgnął ręką do kieszeni chcąc sprawdzić czy ma swoją flaszkę.
Nagle zobaczył że oprócz niego i kilku dziwnych gości w habitach było tu jeszcze kilka osób. "Pewnie cholerna sekta jakaś. Świetnie... zaraz... czy to nie są ci kapłani od nas? Cholera, jeszcze gorzej..." - pomyślał.
 

Ostatnio edytowane przez MrYasiuPL : 10-09-2008 o 21:36.
MrYasiuPL jest offline  
Stary 10-09-2008, 21:22   #3
 
Highlander's Avatar
 
Reputacja: 1 Highlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputację
Na ziemi leżała dziewczyna mająca około osiemnastu lat. Długie włosy były związane i spływały niemal do pasa. Jej ubiór stylizowany na indiański. Skórzany. Na twarzy dwa karmazynowe pasemka. Kolor skóry także nie mógł być przypadkowy. Stąd pewnie i ta opaska. Chodziły słuchy, że mała nie pochodziła z osady. Że jeden z myśliwych przyniósł ją tu gdzie była jeszcze małym szkrabem. Ów mężczyzna twierdził, że coś zabiło rodziców dziecka a on nie mógł się zdobyć na to aby zostawić jej na pustyni. Tak też zamieszkała w tej dziwnej osadzie. Wychowywana przez wszystkich, lecz przez nikogo konkretnie. Dziecko ulicy. W istocie „Feather” była niezłym ziółkiem. Miast prania, prasowania, czy cerowania ubrań wolała przebywać z ludźmi i opowiadać niestworzone historie. Szmaciane lalki z guzikami miast oczu nigdy jej nie interesowały. Wolała kopać piłkę z chłopcami, lub grać w klasy. Oczywiście, chłopcy nigdy otwarcie jej nie akceptowali. Więc siedziała na „trybunach”. Ale nie siedziała bezczynnie. Osoby takie jak „Feather” nigdy nie siedzą bezczynnie. One obserwują. Uczą się. Pojmują grę. A potem dopiero zaczynają grać…innymi graczami. Z początku zakłady, które prowadziła były niewielkie. Zabawki. Kapsle z butelek. Pożółkłe pocztówki. Dopiero potem inne gry. I poważniejsze gamble. W osadzie nigdy nie kwitł hazard. Przynajmniej nie oficjalnie. Praca którą miała w „Immortal Heven” stanowiła jedynie subtelną przykrywkę. Chodziły słuchy, że jeśli potrzebujesz coś załatwić…coś obstawić, to Highwind jest właściwą osobą do której należy się zgłosić. Aż do teraz. Teraz była osobą, która budziła się na pieprzonej, zimnej podłodze w bliżej nieokreślonej lokalizacji…
- Ja…już…nie…
Dziewczyna powoli otworzyła ślepia. Kilka razy, odruchowo mrugnęła, po czym skarciła się w myślach za ten durny, pozbawiony sensu romantyzm, który na krótką chwilę otumanił jej zmysły i sposób pojmowania świata. Tam w lokalu. Przeklęty kwiat. To nie był jej styl. To nie było jej standardowe zachowanie. Co to w ogóle, do ciężkiej cholery było? Zapewne prychnęła by pogardliwie względem samej siebie i całego, wykreowanego dziś przez życie scenariusza. Jak i roli, którą otrzymała w przedstawieniu. Gdyby oczywiście była sama, nie zaś pośród specyficznej widowni. Omiotła oczyma pomieszczenie. Byli tu także inni ludzie. Zapewne sprowadzeni w podobny sposób. A może „uprowadzeni” byłoby bardziej pasującym w tej sytuacji słowem? Tak, zdecydowanie. Statuy skrzydlatych figur przykuły jej uwagę na nieco dłużej. Jakże ich nie znosiła. Od lat młodości. Znajdowali się więc w…świątyni. Bernadeth. To imię odbiło się od ścian. Zdawało się rezonować w głowie. Czy ona…już gdzieś go nie słyszała? Być może…szeptane po cichu. Gdzieś. Kiedyś.
- Ponieważ zostaliśmy wyjątkowo kulturalnie uprowadzeni z miejsc w których znajdowaliśmy się wcześniej. Nie muszę dodawać, że wbrew naszej woli, prawda?
Wszystko zostało wypowiedziane jako proste stwierdzenie (wyjątkowo oczywistych) faktów. Bez jakiejkolwiek, widocznej urazy, czy agresji z jej strony. Choć ignorancja (jak i nutka skrzętnie zakamuflowanej arogancji?) naburmuszonej panny, niezaprzeczalnie była widoczna, och tak. Długowłosa przekrzywiła delikatnie głowę i oparła się dłońmi o jedną ze znienawidzonych rzeźb w geście niewypowiedzianego buntu.
- Jeśli chcieliście z nami porozmawiać trzeba było po nas posłać. Nie jesteśmy bydłem...jesteśmy ludźmi i tak powinno się nas traktować.
Rzuciła mimochodem, nic więcej już nie mówiąc i czekając na to jak zareagują inni. Cóż. I tak znosiła tą całą farsę dość dobrze. Zwykle osoby uprowadzone są zdecydowanie bardziej wojownicze i wybuchowe. Ale takie zachowanie nie tyczy się dobrych dyplomatów, prawda?
 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 10-09-2008 o 21:28.
Highlander jest offline  
Stary 11-09-2008, 14:09   #4
 
Zarim/Ramen's Avatar
 
Reputacja: 1 Zarim/Ramen nie jest za bardzo znanyZarim/Ramen nie jest za bardzo znany
Gdy wszedł do sali zobaczył cztery osoby leżące na posadzce, swój wzrok zawiesił na nich tylko przez sekundę. Chwilę dłużej zatrzymał się na znajomym z oddziału, w myślach uśmiechną się do siebie szczęśliwy że jego człowiek żyje, na jego twarzy jednak nie drgną nawet jeden mięsień. Równym krokiem podszedł do środka sali zatrzymał się na wprost do kobiety i regulaminowo strzelił obcasami okutych butów. Nie martwił się o to czy dobrze wygląda, jego mundur zawsze był idealny, każdy element na swoim miejscu, po prostu nie mógł sobie pozwolić na błąd, tego też wymagał od swoich ludzi.
Na pytanie kobiety krótko, jak przystało na żołnierza, zaprzeczył po czym dalej stał wyprostowany jak struna czekając na wyjaśnianie, tego był pewien każdy dowódcą zadaje to pytanie po czym rzuca masę informacji, ważnych informacji.
 
Zarim/Ramen jest offline  
Stary 12-09-2008, 18:36   #5
 
Ragnaak's Avatar
 
Reputacja: 1 Ragnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwu
Krępy mężczyzna , barczyste ramiona oraz byczy kark sprawiały, że wygląda na mniejszego , ale to tylko pozory. Sto osiemdziesiąt z hakiem, a może i więcej cm wzrostu to chyba nie mało? Rysy twarzy miał ostre, kanciasty podbródek , a zmarszczki w kącikach oczu powodowały , że wyglądał na pochmurnego. Oczy jego są dociekliwe , bezlitośnie zimne i wyrachowane. Większość ludzi intuicyjnie wyczuwa że właśnie te cechy rozwija w sobie najbardziej.
Krótkie czarne włosy , czarne , gęste brwi oraz ponad 90kg samych mięśni dopełniały całą resztę. Ale nie ma co mu się dziwić . W końcu szkolił się przez całe życie jak najszybszym sposobem odebrać ludzkie i nie tylko, życie.

Podniósł się z ziemi powoli, ale pewnie. Jego mięśnie były naprężone do niewyobrażalnych rozmiarów. W końcu nie miały kiedy odpocząć od ciężkiej pracy jaką otrzymał za "swoje nieposłuszeństwo", a jego szaty dawały wiele do życzenia. Brudne, podarte z plamami krwi w niektórych miejscach. Jego własnej krwi.

Bacznie się rozejrzał :
Pierwszy musiał się ocknąć zapewne Skrzypek maruda, a może paranoik, a może ... co go to obchodzi. Ludzie ponoć się z nim liczyli. Zawsze zadawał wiele pytań "dlaczego". Nie przepadał za takimi typami. Nie dlatego, że byli mądrzy, ale dla tego, że mogli sprowadzić nieszczęście.
Fae - znał ją. Kilka razy coś u niej kupował, ale zawsze przychodził do niej w masce na twarzy. Podobała mu się, ale o dziwo nigdy do niej nie podszedł ... nie podszedł bezpośrednio. Może dla tego, że inne po prostu brał na bok, tylko po to by przelecieć, ale ... ale Fae robiła na nim wrażenie. Zawsze ją obserwował, na swój sposób podziwiał, że nieźle sobie daje rade wśród facetów, że walczy ... ale to nie było jego zmartwienie - on miał inne rozkazy do wykonania.
Gdy stali już w trójkę do sali wszedł Lecter. Wykrochmalony żołnierzyk, który na każde zawołanie przełożonych biegł do nich niczym młody kundel, któremu rzuciło się kość. Gdy mówili skacz on odpowiadał jak wysoko. Trzymał i zapewne nadal trzyma się regulaminu ... Caleb nie miał nic do regulaminu dopóty nie stanowił zagrożenia. Nie zamierzał poświęcać swoich przyjaciół czy kogoś z drużyny w imię : bo my tak mówimy i wy macie to zrobić. Nigdy nie uwarzał się za typowe mięso armatnie. Zawsze można było iść na kompromis, zawsze. Ale ci "u góry" woleli stawać ponad wszystkich. "Nieomylni" - w dupę kopani. Caleb wiedział co to rozkazy i umiał je wykonywać, ale wykonywać normalnych przełożonych, którym zależy na życiu jednostki - wiedział, że są misje, gdzie można stracić życie, ale wiedział, że ci "u góry" nie robią tego od tak sobie lub nie przemyśleli tego ...

Jego zimne spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem jego dawnego dowódcy, pieprzonego regulaminowca. Nie uśmiechnął się, nie skrzywił, nie zrobił żadnej miny czy grymasu. Po prostu patrzył ... a jego wzrok zamrażał.

-Witam was bracia i siostry. Nazywam się siostra Bernadeth. I czy któryś z was wie czemu tu jest?

- Nie wiemy ... ale szanowna siostra zapewne nam wszystko, ze szczegółami opowie ... Co najwyżej mogę się domyślać, że coś się zaczyna dziać niedobrego,a my mamy to zbadać i stosownie zareagować? - powiedział to powoli w jednej tonacji głosu. Bez sarkazmu, bez zaciekawienie.
 
__________________
Miarą sukcesu jest krew : twoja lub wroga !!!
Ragnaak jest offline  
Stary 16-09-2008, 00:13   #6
 
Night wolf's Avatar
 
Reputacja: 1 Night wolf nie jest za bardzo znanyNight wolf nie jest za bardzo znany
Nagle zbudził go z koszmaru jakiś głos... Musiał się otrząsnąć. Znowu nawiedzały go koszmary. Miał nadzieję, że nie ma to nic wspólnego z tym, o czym myślał... Nienawidził tego. Chyba najwyższy czas udać się do jakiegoś znachora.
Lekko zmroczony zaczął szukać źródła głosu. Zauważył stojących koło niego kilku ludzi - widać nikt się nim nie zainteresował i nie wiedzieć czemu, jako jedyny leżał na ziemi...
Przez chwilę próbował sobie przypomnieć, co się stało - był przecież kimś z zewnątrz... Polowanie i szukanie - jego codzienne zajęcie, które sprawiało mu tyle przyjemności, umożliwiając mu przebywanie z dala od ludzi, w samotności. A teraz jest w jakimś dziwnym miejscu z nieznanymi ludźmi... O co tu kur... chodzi? Nie panikuj - mówił sobie w duchu. Nie panikuj! Skup się!
Przyjrzał się osobom, które stały koło niego. Koleś z dziwnie pogiętym nosem, dziewczyna, którą widywał w karczmie i dwóch żołnierzy... no, przynajmniej jeden z nich jeszcze nim był... Wszyscy stali na przeciwko kobiety ubranej w habit, ale w tym pomieszczeniu nie była jedyną osobą noszącą go...
Dobrze, że nikt nie zwracał na niego uwagi, wszyscy pochłonięci byli ciszą i wpatrywali się w kobietę, tylko co jakiś czas padały jakieś słowa. Z tego co zauważył, nie był jedyną osobą tutaj, która nie wiedziała, co się dzieje.
Ale wiedział, że zaraz się dowie co tak naprawdę się stało...
 
Night wolf jest offline  
Stary 17-09-2008, 19:23   #7
 
Neoworld's Avatar
 
Reputacja: 1 Neoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputacjęNeoworld ma wspaniałą reputację
Chłodne spojrzenie Bernadeth, rozeszło się po was. Kiedy już wszyscy zamilkli w oczekiwaniu na odpowiedz.
Wreszcie obróciła się tyłem do was, zrobiła dwa kroki zatrzymując się idealnie po otworem w kopule. U jej stóp dostrzegacie nietypowe wzory kręgów i symboli. Symbole zostały wykonane przy pomocy różnorodnego układu płyt. ( Skrzypek, na twoje oko to jakiś stop metali).
Za wami drzwi się otwarły, a Bernadeth, wreszcie przemówiła:
- Sprowadziłam was tutaj siłą, ale teraz daje wam wybór.
Obróciła się do was.
-Ci którzy chcą pomóc, niechaj wstąpią ze mną do kręgu. Zaś pozostali niech skorzystają z drzwi. Wiedzcie jednak że każda z podjętych decyzji. Jest ostateczną i nie ma odwroty.
Kobieta ponownie zamilkła. Z korytarza słychać ciche znajome dzwieki osady.
 
__________________
Extra! Extra! Read all about it!

Nothing to read right now! :P
Neoworld jest offline  
Stary 17-09-2008, 21:44   #8
 
Highlander's Avatar
 
Reputacja: 1 Highlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputację
Lodowe spojrzenie Bernadeth, czy jak ją tam nazywali, nie zrobiło na młodej dziewczynie wielkiego wrażenia. Znała ten typ. Znała go, może nawet zbyt dobrze. Nie darząc przy tym zbytnią sympatią. Od zakapturzonej emanował specyficzny, niezdrowy fanatyzm religijny. Wiara w jedną, słuszną sprawę. Nie do pomyślenia było posiadanie odmiennych poglądów, nie wspominając już nawet o sprzeciwianiu się tej oszalałej przedstawicielce…kultu. Bo jak, jeśli nie kultem, albo jakimś skrzywionym rodzajem sekty, należało nazwać to wszystko co miało miejsce w osadzie? I jeszcze ten wojskowy, który kulturalnie wszedł sobie drzwiami, nie zaś zebrał się z ziemi. Jak reszta sprowadzonych tu przymusowo ludzi. Fae na obecną chwilę nie okazała względem niego żadnych negatywnych emocji. Szczerze mówiąc, wątpiła aby nawet to zauważył, gdyby przyszło co do czego. Nie zmieniało to faktu, że będzie mu ciężko odnaleźć się jako lider grupy, jeśli taką rolę otrzyma od „kapłanki”. Już panna Highwind się o to postara. Jednak chwila…tego znała. Chyba nazywał się Caleb. Kiedyś się u niej zaopatrywał. Nie kojarzyła jego charakteru zbyt dobrze, jednak z tego co zaobserwowała teraz, jemu także się to nie podobało. Nie dziwota. Sytuacja wyprowadziłaby anioła z równowagi. Mężczyzna z połamanym nosem i zarostem na twarzy nawet ją rozbawił. Swoim króciutkim monologiem rzecz jasna, nie zaś wyglądem. Fae nigdy nie śmiała się z wyglądu innych ludzi. Doskonale zdawała sobie sprawę, że matka natura jednym daje, drugim zaś zabiera. Nie można było z tego szydzić. Tak, czy inaczej, wszyscy z nich znajdowali się w tej samej, jakże kłopotliwej sytuacji. O dość negatywnym zabarwieniu. „Feather” szybko rozróżniła sojuszników, od tymczasowych wrogów. Wiedziała też, że nie może sobie pozwolić na zbyt wybuchowe reakcje. Przynajmniej nie w tym momencie. Znajdzie się na to odpowiedni czas.
- Też mi wybór…jeśli wyjdziemy przez te drzwi, jest spora szansa, że jutrzejszego ranka ktoś znajdzie nasze zwłoki za bramami osady. Tsk, wybór...
Wyszeptała, niemal niesłyszalnie, w stronę swojego jedynego, miejmy nadzieję, sojusznika. W tym bagnie, w którym się znalazła. Te słowa nie niosły ze sobą większych, negatywnych emocji, jedynie sugestię jej pokrętnego rozumowania. Równocześnie chciała przekazać mężczyźnie w stalowej masce co mogło go spotkać, jeśli zdecydowałby się teraz oddalić. Słyszała już o takich przypadkach. O swobodnej możliwości odejścia, bez jakichkolwiek zobowiązań. W związku z czym, nie miała, na chwilę obecną, zbyt wielu opcji. Co więcej, dźwięki osady dochodzące z zewnątrz, nieznacznie ją irytowały. Nigdy by się do tego otwarcie nie przyznała, jednak pragnęła się wyrwać z tego miejsca. Wiedziała, że za tym przeklętym, wysokim murem jest zupełnie inny świat. Świat oferujący sobą inne możliwości. Chciała go zobaczyć. Poznać. Uwolnić się z tego…tego więzienia. Bo tym właśnie było miejsce w którym żyli – więzieniem. I niczym więcej. Przemawiał przez nią pesymizm? A może realizm? Ciche, dogłębne westchnienie.
- Nie wiem jak ty Caleb, ale ja się decyduję. Zobaczmy co dla nas mają. Zzagram kartami, które wpadły mi w ręce…zawsze może być gorzej, prawda?
Uśmiechnęła się do niego promiennie i nieznacznie przytaknęła.. Jej nastrój zmienił się jak w kalejdoskopie. Zdawała się taka żywa, pełna energii i zadowolona z siebie. Weszła do wskazanego przez kapłankę kręgu. Bez pośpiechu, ale też zbytnio się nie ociągając. Tak…zagra kartami które jej dali, do momentu kiedy będzie mogła wyciągnąć kilka asów z rękawa i zgarnąć dla siebie pełną pulę. Życie było trochę jak przyjazna partyjka pokera…
 
Highlander jest offline  
Stary 17-09-2008, 22:20   #9
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Reputacja: 1 MrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputacjęMrYasiuPL ma wspaniałą reputację
Skrzypek podniósł się powoli z podłogi. Bernadeth czy jak jej tam było była z pownością tak szalona i fanatyczna że przekraczało to jego pojęcie. Z drugiej strony za pomoc zawsze była jakaś nagroda, cokolwiek miała by zaoferować mu ta kobieta. Rzeczy które mogły mu przypaść do gustu były 3. Dwie czymkolwiek były, odpadały. Została ostatnia. Gamble.
Podrapał się po plecach i wyciągnął rękę zamarzystym ruchem.
-Ah! Jak ja lubię pomagać innym. Napewno chcesz żebym uratował świat? Świetnie, i tak robię to codziennie... czasami po kilka razy...

Uśmiechnął się cierpko. Niektórzy z jego znajomych nazwali by ten uśmiech "miną srającego kota", tyle że nie widział tu za dużo kotów. Stanął przy kręgu i przykucnął przyglądając się dokładniej podłodze. Postukał w nią palcem. Metal... ah, zmarnowali tyle metalu. Można by go potem wydłubać kiedy nikt by nie widział... Prostując się wszedł do kręgu. Spojżał na kilku ludzi stojących obok. Ciekawe nad czym się zastanawiali? Dziewczyna mówiła coś o kartach. Niektórzy potrafili zawsze znaleźć odpowiednie miejsce i czas na rozmowę o czymś zupełnie nie na temat. Przypomniało mu to że powinien wstąpić do swojego mieszkania po kilka rzeczy.

Cofnął się o krok i przybliżył się nieco do Bernadeth. Ciekawe czy jeśli ją obwącha to poczuje że jest poprostu naćpana. Nie, nie pewnie dobrze to ukryła. Podeszła do niego osiemnastolatka. Ha, lepsza niż ta sekciara... kapłanka... kultystka. Wymamrotał coś pod nosem poczym spojżał na swoje stopy czekając.
 
MrYasiuPL jest offline  
Stary 18-09-2008, 20:07   #10
 
Ragnaak's Avatar
 
Reputacja: 1 Ragnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwuRagnaak jest godny podziwu
Uuuuu jak zimna i przerażająca - pomyślał Caleb. Ale miał to gdzieś. Nie lubił i nie lubi osób, które nic nie mówią na temat "misji", czemu ich tu przywleczono i tym podobne bzdury. To równie dobrze mogło by zabrzmieć. "Jesteście nikim, lubimy się znęcać, a teraz róbcie co wam każemy".

Nie wykazywał żadnych emocji, żadnego skrzywienia twarzy, grymasu czy "łzy" w oku. Jego oczy były zimne i wyrachowane. Nie rozglądał się specjalnie po sali, ani nie patrzył na kapłankę czy kim tam ona była. Zerknął jedynie na "Feather" w momencie kiedy ona na niego zerknęła. Wyglądała jakby nad czymś myślała. Nie okazał krzty emocji. Nie okazał nawet kiedy Skrzypek - tak go chyba zwano walnął, krótkim acz idiotycznym tekstem :
-Ah! Jak ja lubię pomagać innym. Na pewno chcesz żebym uratował świat? Świetnie, i tak robię to codziennie... czasami po kilka razy...

Później usłyszał cichy szept. Wiedział kto mówi i do kogo. To Fae swoim pięknym głosem zwracała się do niego. Tak bynajmniej to odebrał :
- Też mi wybór…jeśli wyjdziemy przez te drzwi, jest spora szansa, że jutrzejszego ranka ktoś znajdzie nasze zwłoki za bramami osady. Tsk, wybór...

Stał przez chwilę. Mógł pójść pierwszy jak to miał w zwyczaju, ale nie tym razem. Chciał poczekać na reakcje innych.
Pierwszą okazała się Fae, która nim wstąpiła do okręgu obok kapłanki rzekła krótkie zdanie w jego kierunku :
- Nie wiem jak ty Caleb, ale ja się decyduję. Zobaczmy co dla nas mają. Zzagram kartami, które wpadły mi w ręce…zawsze może być gorzej, prawda?
Uśmiechnęła się do niego promiennie i nieznacznie przytaknęła. Teraz wyglądała na bardziej żywą, pełną energii i zadowoloną z siebie. Caleb odwzajemnił uśmiechem i przytaknął delikatnie głową po czym znów stał się zimny niczym "golem". Potem zobaczył jak w okręg wchodzi mężczyzna z brodą i połamanym nosem ... Nie czekał, kiedy i czy w ogóle pozostali wejdą chodź wiedział, że Lecter na pewno też przyłączy się do ratowania świata czy czego mu tam rozkażą. Zerknął tylko na stojącego obok niego jegomościa po czym ruszył w kierunku kapłanki. Stanął obok Fae tak jakby chciał ją odgrodzić od jakiegoś niebezpieczeństwa, aby poczuła jego ciepło ciała, aby wiedziała, że nie jest sama, że nie musi się bać. Jeśli w ogóle czegoś się bała.

Potem ... potem już czekał co się wydarzy.
 
__________________
Miarą sukcesu jest krew : twoja lub wroga !!!
Ragnaak jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172