Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-06-2011, 18:46   #1
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 6228 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
[Vortex] Porwani

Vortex RPG

Sesja #1

Porwani










Linsk, baza wywiadu Unii Ludowej

- Jurij! Cóż za niespodzianka! Co słychać u starej Pietrowej? W zdrowiu?
- Ach, tak, towarzyszu generale! U... matki wszystko w porządku, ale ja właści...
- Coś ty taki poddenerwowany? Wszak wśród rodziny jesteś! Siadaj, każę zaraz naszykować szklanice czegoś na uspokojenie.
- Ale... Towarzyszu ja... ja z raportem! Wielkiej wagi! Moi zwiadowcy znaleźli coś, co towarzysza generała z pewnością zainteresuje...
- młodzieniec konspiracyjnie ściszył głos. - Statek...
- To co ja? Statków nie widziałem?! Nie po to wam Partia płaci, cobyście mi takie liche nowiny sprowadzali! Też mi coś! -
obruszył się potężny wąsacz.
- Ale przecie nie nasz! I nie od Sojuszu... z Neutopii!
- Coście, zmysły postradali?! Z jakiej znowu Neutopii? Gdzie im tu niby po drodze? Jeszcze nigdy się tak daleko nie zapuścili, bo niby po co?
- Wygląda to tak, jakby doznali jakiejś poważnej awarii w nadprzestrzeni, na razie nadal nie wiemy gdzie zmierzali. Trwają prace przy wraku. Widząc nasze statki chyba uruchomili jakiś system samozniszczenia. W sterowni prawie nic nie ostało... w ładowni jednak...
- No gadajcie, gadajcie dalej, jak już takie sensacyje sprowadzacie!
- Ludzie! W pancernych kriokomorach. Dwa tuziny zamrożonych ciał. Wszystkie dane z ich komputerów zostały zniszczone, więc możemy tylko zgadywać do czego byli im potrzebni. Profesor Tudorov po oględzinach podejrzewa jednak, że przeprowadzano na nich eksperymenty...
- To zaiste dziwne wieści... Ale i wielce radosne dla nas! No Jurij, twój ojciec byłby z ciebie dumny! Dopilnuje, by o tobie nie zapomniano! A teraz wybacz mi! Obowiązki wzywają!
- Tak jest, towarzyszu generale!!!


Gdy tylko za młodym komandorem zamknęły się drzwi, generał chwycił za słuchawkę. Jego sucha, ściągnięta twarz w żadnym razie nie przypominała już zarumienionego, jowialnego oblicza.
- Tu generał Wiespiediew, Kod cztery, powtarzam, kod cztery. Autoryzuje użycie siły przeciwko naszym własnym obywatelom. Hasło: "Czernyj Raswiet". Zarządzam natychmiastową eliminację oddziału zwiadowczego Zielenyj-7 wraz z dowódcą Jurijem Kasprovskim. Odzyskane dzisiaj obiekty mają zostać zabezpieczone przez moją jednostkę i przewiezione do ośrodka badawczego na Zenicie.

Słuchawka purpurowego telefonu upadła na widełki. Aparat wjechał z powrotem do pancernego schowka, ustępując miejsca oficjalnemu odpowiednikowi. Generał westchnął, szykując się do następnej rozmowy.
- Towarzyszko Proszewska? Proszę zadzwonić do wydziału świadczeń partyjnych i załatwić Marii Pietrowej emeryturę wojskową czwartego stopnia. Jej rodzina wielce przysłużyła się Unii...


***


Krążownik "Sieriożnyj", w drodze na Zenit

Obudził ich okropnie piekący ból, gdzieś u nasady czaszki. Uśpione sztucznym snem zmysły budziły się jeden za drugim, z wyraźnym oporem i oszołomieniem. Biało-niebieskie światła zdawały wypełniać się cały świat. Gdzieś za rozbłyskami kryły się ruchy... dziwnie obce dla zmarzniętego pół-martwego organizmu. I głosy, maszynowe i ludzkie... Brzmiące, jakby pochodziły z innych, odległych światów i miejsc. Czy czuli na sobie dotyk? Coś zdecydowanie szarpnęło skorupami ich ciał. Poruszali się... a może to nadal świat wirował wokół nich?




- W życiu jeszcze nie widziałem tak dobrze zabezpieczonych zbiorników kriogenicznych... Spójrz na te magnetyczne zamki i ceramstalowe wzmocnienia! - odezwał się niewyraźny głos zza gęstej kurtyny mgły.
- Myślisz, że to po to by zabezpieczyć to, co jest w środku... czy... - właściciel głosu zawahał się. - No chyba nie myślisz że...
- Właśnie -
pomógł mu drugi. - Albo nie pozwolić temu, co było w środku się wydostać...
- Lepiej upewnijmy się, że na pewno śpią.


Z mgły przesłaniającej im cały świat wyłoniły się igły. W zmarzniętych żyłach popłynęła gorąca chemiczna ciecz. Ciemność znów pozbawiła ich zmysłów.




Strasznie kręciło się im w głowach. Rozbrzmiewające wokół nich głosy wydawały się znacznie bliższe niż wcześniej, nadal ciężko im było jednak uchwycić wszystkie wypowiedziane słowa.

- To dziesiąta godzina profesorze... - ponaglił kogoś niski, basowy głos. - Nadal nie mamy żadnych wyników. Naprawdę nic nie udało się ustalić?!
- Wiemy tylko to, co wcześniej. - odparł z wahaniem starszy naukowiec - Przeprowadzano na nich jakieś eksperymenty... widać mikroślady po operacjach w pobliżu różnych narządów. Nadal nie udało nam się jednak stwierdzić, jaki mogły mieć cel. Nasze instrumenty nie wykrywają żadnych zmian i ingerencji poza nacięciami początkowymi zabiegów.
- Partia finansuje wam tu najdroższy możliwy sprzęt -
wycedził jego rozmówca, z trudem kryjąc irytację. - Jeśli nie jesteście w stanie go obsłużyć, to z pewnością znajdzie się ktoś, kto was z wielką chęcią zastąpi!!! - ryknął.
- Nie! Nie... Towarzyszu generale... - wydukał przerażony naukowiec. - To nie będzie konieczne. Zastosujemy głębsze biopsje i na pew...
- Gówno mnie obchodzi, co zastosujecie! Chce mieć wyniki zanim dolecimy na miejsce! Jeśli nie, to paru z nich po prostu pokroimy i zobaczymy od środka, po co w nich grzebali.
- Ale generale... Nie można... Oni przecież jeszcze żyją!
- Macie swoje prikazy. Do roboty!


- Dobrze, przyspieszymy... Podajcie im dwieście mililitrów oksydekazyny. - lekarz brzmiał na zupełnie zrezygnowanego - A tych z komór dwadzieścia do dwadzieścia cztery przenieście do celi na poziomie pierwszym. Widzę, że się przebudzają, a nie chce by ich znowu usypiano, zbyt duże ryzyko urazów kory.
- Tak jest, towarzyszu Tudorov!

***

Z powracającą pełnią zmysłów nadeszły głód, chłód i ból. Zimna, durastalowa cela wyglądała na standardową katownię unijnego wywiadu. Pozostawione im w środku syntetyczne racje żywnościowe jedynie podrażniły układy pokarmowe uśpione od... Właśnie, od ilu? Niewiele pamiętali. W mroku ich świadomości majaczyły jakieś strzępki wspomnień , nie byli jednak w stanie odróżnić ich od psychodelicznych, narkotycznych snów wywołanych terapią pozamrożeniową.

Dopiero pulsujące czerwone światło i alarmowa syrena wyrwały ich z otępienia, stawiając natychmiast w stan gotowości. No prawie. Uzbrojeni żołnierze Unii, którzy wtargnęli do ich celi, bez problemu unieśli ich osłabione ciała i poprowadzili ich przed sobą. Zresztą czym mieli się bronić? Plastikowymi nożami i widelcami z obiadu?

Wszędzie wokół nich rozpętało się piekło. Dziesiątki załogantów mijało ich, pędząc na stanowiska bojowe. W głośnikach rozbrzmiewały doniesienia z bitwy. Tylko jakiej?

- Nowy punkt skokowy za nami! Pozycja 23-105-11. Baterie rufowe, konfiguracja na bliski zasięg, ognia! - darli się do mikrofonów działowi.
- Torpeda na kursie kolizyjnym! Trzy sekundy do uderzenia! Myśliwce Alfa jeden do pięć, przechwycić cel! Powtarzam, zniszczcie tę torpedę!
Gdzieś niedaleko od kadłuba niemiłosiernie huknęło, a cały okręt przechylił się niczym zraniony wieloryb. Prowadzący ich żołnierze odzyskali równowagę w ostatnim momencie, nie pozwalając się rozbroić. Pogrozili im lufami, dźgając w plecy.
- Nowe jednostki Konfederacji wychodzą z nadprzestrzeni! O jasna cho...!
Załogant nie zdążył. Potężna wiązka działa energetycznego przecięła cały pokład, dosłownie wyparowując zajmowane przez niego stanowisko. Trafionym okrętem szarpnęło nie na żarty. Prowadzący ich strażnicy rozrzuceni zostali po całym korytarzu jak szmaciane lalki. Chwilę potem do środka wdarła się sycząca próżnia, porywając ich ciała w przestrzeń. Więźniowie w ostatnim momencie zdołali wskoczyć za zatrzaskującą się masywną gródź, ratując swoje życia.

Nie był to jednak koniec ich szczęścia. Diagram na ścianie pokazywał, iż znaleźli się dokładnie pod zapasowym hangarem wielkiej kosmicznej jednostki. Tylko dwie drabiny i ....

Na pokładzie hangarowym trwała zażarta walka. Dwa promy szturmowe Konfederatów wdarły się do środka, desantując parunastu żołnierzy. Ci niemal od razu otoczeni zostali przez przez trzy tuziny przygotowanych do obrony załogantów. Nie wyglądało to dla atakujących zbyt dobrze. Jakby tego było mało, w spodniach jakiegoś pobliskiego trupa odezwał się komunikator.
- Wasinski? Towarzyszu poruczniku! Musicie ich utrzymać jeszcze tylko parę chwil! Skanery pokazały, że przybywa nasze wsparcie. Ich statki zaczynają się wycofywać!

Uciekinierzy mogli jednak trafić lepiej. Póki co, odgrodzeni byli od przegrywających najeźdźców i ich promów. Miało to jednak też swoje zalety. Znaleźli się na niechronionych tyłach wroga, gdzie ten szykował dla konfederatów nową niespodziankę. Żołnierz wyglądający na pilota, właśnie wjeżdżał na uruchamianego mecha, kierując się zapewne do klapy sterowni.

 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 17-06-2011 o 07:27.
Tadeus jest offline  
Stary 12-06-2011, 13:04   #2
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 6244 Hawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputację
Statek Zwiadowczy "Sunshine", gdzieś w systemach Unii Ludowej

-Przygotować się do wyjścia z nadprzestrzeni za ... 5,4,3,2,1 -
pilot zakończył swoje odliczanie w momencie, w którym okręt wyhamował z ogromnych prędkości utrzymywanych podczas podróży kosmicznej i w błysku światła powrócił do zwykłej przestrzeni. Pokładowy komputer, szybciej niż mogliby zareagować ludzie, zaczął wykonywać wprowadzone wcześniej instrukcje. Światło na okręcie natychmiast przygasło, na nieaktywnych komputerach pojawiło się światło alarmu podwyższonej gotowości bojowej.

-Wszystkie systemy sprawne - zameldował inżynier poprzez interkom.

-Brak wrogich kontaktów w najbliższej okolicy - dodał po chwili wpatrywania się w instrumenty jeden z młodszych oficerów obecnych na mostku. Wszyscy wpatrywali się w stanowisko dowodzenia, w młodego człowieka w kombinezonie kosmicznym z dystynkcjami komandora. Jego "mundur" nie rzucał się w oczy, a dystynkcje można było szybko zdjąć. Dla nowych załogantów było to nie małe zdziwienie, ale ci, którzy służyli z tym człowiekiem już wcześniej, wiedzieli że czasami misja wymaga różnych ... niestandardowych posunięć.

-Przechodzimy w tryb cichy - zawyrokował w końcu Jack -Nie będziemy ryzykować, że nasze nagłe pojawienie wywoła jakiś alarm. Sternik wyznaczyć kurs na wcześniej ustalone współrzędne, moc silników 1/4 -

-Aye sir- odpowiedział mu pilot wykonując delikatne manewry. Teraz pozostawało im jedynie czekać.

Powoli mijały godziny. Wszyscy działali na podwyższonych obrotach, w powietrzu było aż gęsto od emocji. Zdenerwowanie udzielało się wszystkim, nawet wyglądający na spokojnego komandor, przechadzał się po mostku, oczekując jakiś informacji. W końcu cisza została przerwana meldunkiem jednego z marynarzy.

-Mamy obiekt na radarze. Stacja Kosmiczna ... niezbyt wielka, może 100 osób załogi ... nie zauważyli nas -

I nie zauważą. W kosmosie polegano na maszynach, odczytach, a te można było oszukać. A jeżeli ktoś chciałby wyjrzeć i spojrzeć w kosmos ... cóż, naukowcy mieli i na to sposoby, jednak kto w dzisiejszych czasach polega na identyfikacji wzrokowej? Minimum były kamery. Obiekt rósł w oczach, okręt zbliżał się do niego przyspieszając lekko. Zaczynał się kluczowy moment operacji ... coś mogło pójść nie tak, coś mogło zawieść ... w końcu oficer odpowiedzialny za uzbrojenie, poinformował, że znaleźli się w zasięgu.

-Zaczynamy - powiedział tylko jedno słowo McCallahan. Po chwili okręt wystrzelił potężny impuls EMP, skierowany w stronę stacji. Ta najpierw rozbłysła jak choinka, aby po chwili zacząć gasnąć, gdy kolejne systemy wyłączały się.

-Mamy 5 minut, zanim pozbierają się do kupy. Dokować, komandosi do wejść! - rozkazał komandor, samemu ubierając szybko pancerz ablacyjny i ładując swoją broń.

-Evyn przejmujesz mostek - powiedział do swojego zastępcy biegnąc w stronę schodów ...

Baza Lotnictwa DeGriess, gdzieś w systemach Sojuszu

Dowódca podniósł w górę kieliszek zawierający Jacka Daniellsa z Colą. McCallahan odpowiedział mu tym samym, tylko że w jego szklance znajdowała się 15 letnia Glenfiddich wraz z dwoma kostkami lodu. Jack uśmiechał się lekko, gdy otrzymywał gratulację, za dobrze wykonaną misję.

-Co teraz panie McCallahan?- zapytał oficer ciekawy odpowiedzi, odkładając upitego w połowie drinka na stół.

-Cóż, trochę odpoczynku, a potem zobaczymy, co się dalej będzie działo w wielkim świecie. Tacy ludzie jak ja zawsze są potrzebni i jak pokazuje historia dość często korzysta się z naszych usług -

Oficer wzruszył w odpowiedzi ramionami, jakby chcąc odrzucić od siebie tą ideę. -Cóż, możemy mieć coś co niektórzy nazwą pokojem, ale jeżeli nawet nie wisi nad nami groźba natychmiastowej wojny, musimy zdawać sobie sprawę, że niebezpieczeństwa dla państwa dalej istnieją. -

-Przynajmniej na razie - odpowiedział śmiejąc się McCallahan.

Opuścił teren bazy lekko chwiejnym krokiem. Korzystając z komunikacji znalazł się w ciągu kilku minut na terenie hotelu, w którym się zatrzymał. Minął czystą niemal szpitalną recepcję i udał się do hotelowego baru, stylizowanego na dawne ziemskie puby. Wnętrze było obite drewnem, stoliki i kanapy w starym stylu, a także wszechobecny dym z cygar i papierosów tylko potęgowały wrażenie znalezienia się w zupełnie innym świecie. Oficer usiadł na jednym z wolnych miejsc i zamówił swojego drinka. Parę dni wolnego, parę dni, które trzeba było wykorzystać jak najlepiej ... gdy godzinę później udawał się do swojego pokoju hotelowego, miał dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje ... w jego umyśle dzwonił jakiś alarm ... jednakże gdy otwierał drzwi poczuł dopiero dziwne ukłucie w kark, które pozbawiło go przytomności ...
 
__________________
We have done the impossible, and that makes us mighty
Hawkeye jest offline  
Stary 14-06-2011, 10:35   #3
 
zbik_zbik's Avatar
 
Reputacja: 240 zbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie coś
Ból, chłód i głód… - dokładnie w tej kolejności, wielka fala bólu – aż się zwinął, następnie chłodu – dreszcze przeszły całe ciało, a na koniec wielkie ssanie w żołądku… ile już mógł nie jeść? Tego nie wiedział, ale wiedział, że wciąż żyje. Otworzył oczy: zimna, durastalowa cela, jacyś ludzie w podobnych ubraniach, racje żywnościowe… jedzenie! Rzucił się na syntetyczny posiłek, nie był on w stanie zaspokoić głodu, ale na pewno mogło to oszukać trochę mózg. Zatrzymał się, jeszcze modlitwa. „Panie, wspaniały stwórco pełen miłości i życzliwości, dzięki ci za to, że mogę teraz spożyć ten posiłek, dzięki ci za to, że żyję, że się obudziłem. Pomóż mi myśleć racjonalnie i wydostań mnie z trudnej sytuacji, w której się znalazłem.” Nie było go stać w tej chwili na więcej. Jedząc sprawdził jeszcze czy nie jest pocięty, był cały, mógł odetchnąć z ulgą.
„Unia… na sto procent unia mnie porwała, i chcieli mnie pokroić, ale czemu, przecież niczym nie wyróżniam się od innych. Czego mogą chcieć, a może przeprowadzają jakieś eksperymenty, temu też wzięli tych innych ludzi. Pewnie regularnie porywają kogoś z Sojuszu, ale teraz ta pomyłka będzie ich drogo kosztować, jestem przecież obywatelem Królestwa Niebieskiego, jak tylko zorientują się, że mnie nie ma zaczną poszukiwania. Zaraz, przecież dopiero za miesiąc się o tym zorientują, gdy statek nie wyleci. Chwila, ile ja tu jestem…” Młodzieniec zmartwił się nie na żarty, zdawało mu się, że był uśpiony maksymalnie dwa, trzy dni, a pomoc mogła przyjść za późno, w końcu mieli go wkrótce pokroić. Postanowił uciekać jak tylko nadarzy się okazja.

*

Okazja się nadarzyła, Młody chłopak rozglądał się po hangarze powtarzając w głowie psalm:
„Choćbym też chodził w dolinie cienia śmierci,
nie będę się bał złego,
albowiem ty ze mną;
laska twoja, i kij twój, te mię cieszą.
Przed obliczem mojem gotujesz stół
przeciwko nieprzyjaciołom moim;
pomazałeś olejkiem głowę moję,
kubek mój jest opływający.
Nadto dobrodziejstwo i miłosierdzie twe pójdą za mną
po wszystkie dni żywota mego,
a będę mieszkał w domu Pańskim
na długie czasy.”

*

Eustachy zdecydowanie chciał się z tego statku wydostać. Podjął decyzję.
- Proponuję zrobić tak, ktoś mógłby przejąć mecha, ja pokieruje wysięgnikiem i wezmę zbiorniki z paliwem, skieruję je nad żołnierzy przy ciężkich karabinach, ale ktoś kto ma cela będzie musiał zestrzelić je pistoletem, gdy wybuchnie nad nimi całe to paliwo powinniśmy mieć w miarę wolną drogę do ucieczki, a mech by nas osłaniał. - Miał nadzieję że ktoś tu ma cela i może coś zdziałać. “Oby tylko się stąd wydostać” - myślał młody czekając na odpowiedź.
- Nuuu, stąd zdejmę, i pilota mecha i twoje zbiorniki, ale na pilotowaniu, to sie nie znam, ktoś musiałby pryczaicz sie do mecha. Ale czasu na dyskusje nie ma. Strzelać?
-Nie - powiedział stanowczo inny mężczyzna gładząc włosy -Idę tam … po cichu … osłaniajcie mnie.
Chłopak słysząc te słowa też nie czekał, nie było na to czasu, ruszył schylony w stronę wysięgnika, obejrzał się, reszta prowadziła jeszcze jakąś dyskusję, może ustalali kto będzie strzelał, nie miał czasu się zastanawiać. Drążki sterownicze prymitywne, nie powinien mieć problemu ze sterowaniem wysięgnikiem, oby tylko reszta planu zadziałała. Ruszył ramieniem w stronę pojemników z paliwem, wystarczy je wziąć i w powietrzu nakierować nad przeciwnika, nie powinno być trudne bo był w końcu na tyłach wroga. Wiedział że gdy tylko pojemniki znajdą się na miejscu będzie musiał wrócić jak najszybciej do towarzyszy, nie miał ochoty zostać w tyle.
- To do dzieła. – powiedział do siebie. Cichy głos w jego głowie podpowiadał mu że zdarzyło się coś niebezpiecznego, że coś jest podejrzane, adrenalina lekko podskoczyła do nie przyjemnych wysokości. Coś było nie tak z jego towarzyszami a właściwie z jednym, ale co? Nie wiedział, a nie miał czasu dużo myśleć, złapał już zbiornik szczypcami, jeszcze tylko skierować go nad wroga.
 
__________________
Dobry dyplomata improwizuje to, co ma powiedzieć,
oraz dokładnie przygotowuje to, co ma przemilczeć.
zbik_zbik jest offline  
Stary 14-06-2011, 16:33   #4
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 784 deMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwu
Niewyraźny zamglony głos, oglądany jakby przez zamarzniętą szybę. To na pewno ktoś z Unii, kiedyś ukochanej, a teraz tak obcej Unii, akcent jest nie do pomylenia. Słyszał głosy, może nawet rozróżniał słowa, ale nie skupiał się na nich, bowiem pierwszy raz od długiego czasu nie myślał o zamieszkach, o płonących blokach, o wojsku strzelającemu do buntowników, i o kapralu, który przyniósł mu wiadomość.
Ciemność. Znowu stracił przytomność i znowu koszmar zaczął się na nowo.

Powtarzało się to kilka razy, aż w końcu zrozumiał. Był w jakimś medycznym zbiorniku, dookoła było pełno lekarzy, albo raczej naukowców. Wszystko stało się dla niego jasne.

Tajne służby w końcu go namierzyły, prawda wyszła na jaw, miał tylko nadzieje, że nie zdradził nic, co mogło by zaszkodzić, reszcie siatki o której wiedział.
No i tym biedakom, których obecnie ukrywał, choć jeśli nie sypnął, to pewnie dalej tkwili w ukryciu. Ile mogło minąć, dzień dwa? Służby nie potrzebowały więcej, aby wydobyć prawdę. A więc jednak nie zdradziłem, pomyślał, inaczej dostał bym kulkę w łeb, jako nagrodę za współpracę. Teraz jednak zostałem przekazany do sekcji naukowej.

Słyszał o tym miejscy, ale nigdy nie znalazł dowodu na jego istnienie. Uważał to za bajkę, którą straszy się obywateli, bądź posłuszny, bo inaczej trafisz do badań, będę prowadzili na tobie eksperymenty, i będziesz błagał o śmierć.



Po jakimś czasie zaprowadzili go do celi, i zamknęli z innymi, nie widział tu nikogo z Unii, a przynajmniej nie rozpoznał charakterystycznych rys twarzy.


- Alexei Rusayev, - powiedział, jak tylko strażnik odszedł, nie wiedział ile może zdradzić, wszak to mogła być sztuczka służb, dlatego dodał tylko to co już o nim wiedzieli na pewno. - Najwyraźniej, były kapitan, w armii Unii Ludowej. - zaczęły docierać do niego, skutki zamrożenia, głód, zmęczenie, oczywiście to także można wywołać narkotykami, z ulgą zjadł posiłek. Przejrzał się w lustrze, a przynajmniej lustrzanej powierzchni. Przypomniał sobie jak kiedyś wyglądał, lata temu, kiedy wstępował do armii. Młody, uśmiechnięty, chciał dla partii zmieniać świat. Wydawało mu się, że jest najlepszy, a potem, za każdym razem kiedy patrzył na zdjęcie w legitymacji, nienawidził tego błysku i pasji w oczach.



Na szczęście teraz wyglądał inaczej, pięćdziesięcio letni, z niegolonym zarostem, zimnymi oczami, bez śladu uśmiechu, wręcz bez śladu, że kiedykolwiek się uśmiechał. Zachował postawę żołnierza, wszak tyle lat służby, spowodowało, że ćwiczenia weszły w krew. Człowiek, w odbiciu wydawał się, nieprzystępny i obcy, surowy, taki, którego się słucha. Tak. Dobrze grał swoją rolę, choć tak jej nienawidził.



Nie dużo później, ponownie został porwany z resztą z celi, i poprowadzony. Wszystko wyglądało, na prawdziwą sytuację, wyły alarmy, i panowało ogromne zamieszanie, ale dopiero wyrwanie sporej dziury w kadłubie i otworzenie statku na przestrzeń, uświadomiły mu, że nawet jeśli został z resztą uwieziony przez służby, to cała ta walka jest prawdziwa. I ma szansę, pomóc tym ludziom się wydostać. Jak tylko spostrzegli ciała żołnierzy, ruszył aby je przeszukać, zabrał od jednego z nich pistolet laserowy i ruszył z resztą do hangaru, który powinien być niedaleko.
 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 14-06-2011 o 16:39.
deMaus jest offline  
Stary 14-06-2011, 17:20   #5
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 50010 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
Ostatnią rzeczą jaką pamiętał, nim zapadła ciemność, było ukłucie w potylicę. Siedział wtedy w krzakach, przyczajony, z karabinem gotowym do strzału. Wiedział, że Sumiko Akaba pojawi się wkrótce na placyku przed budynkami. Za tą informację dał kilkaset kredytów, ale było to niczym, w porównaniu z tym co oferował Biancarlo. Na Volkovie i Vanderbercie zarobił po dwa tysiące kredytek, a żółtek wyceniony został na dwa i pół tysiąca. Teraz wystarczyło tylko upitolić mu głowę i zawiadomić pana Biancarlo o wykonaniu zadania. Niestety, kiedy Akaba w otoczeniu swoich ludzi pojawił się na placu, Brunner stracił przytomność.

Gdy ją odzyskiwał, w obolałej głowie pojawiły się nieprzyjemne myśli. To musiała być zasadzka. Wiedzieli, że czai się w krzakach i dorwali go. Tylko dlaczego jeszcze żył? Co od niego chcieli? I w ogóle gdzie się znajduje? Wszystko bolało, jakby dostał porządny łomot, ale na ciele nie zobaczył żadnych obrażeń, skaleczeń ani sińców.

Coś kojarzył. Ktoś wyrwał go z głębokiego snu. Co mu robili? Zbiorniki wypełnione jakąś cieczą. Maszyneria medyczna. Ludzie w białych kitlach... Nie potrafił połączyć faktów w całość, ułożyć ich w poprawnej kolejności. Usiadł na łóżku i ukrył głowę w dłoniach. Co on w ogóle tu robił? Znajdował się w małym pokoiku, prawdopodobnie celi, sądząc po drzwiach nieposiadających żadnego uchwytu ani panelu sterowniczego. Na pryczy obok niego leżał posiłek. On sam miał na sobie jednoczęściowy, szary kombinezon. Był więźniem? Czyim? I kim byli ci mężczyźni zajmujący pozostałe prycze? Nie miał siły pytać...

W końcu coś zaczęło się wyjaśniać. Drzwi otwarły się i pojawili się w nich ludzie, ubrani w wojskowe mundury, mówiący z charakterystycznym akcentem. Unia Ludowa. Pieprzone komuchy... Komu mógł podpaść? Może Antonin Volkov miał jakiś znaczących przyjaciół. Bez sensu. Nikt nie byłby w stanie powiązać jego śmierci z Brunnerem. Wszystko zostało upozorowane na nieszczęśliwy wypadek. Kto jeszcze? Porthouse i Zaibatsu odpadali. Może przypomniał sobie o nim narkotykowy król albo Viggo Biancarlo uznał, że nie wywiązuje się z umowy. Bez sensu. Wtedy dostałby kulkę w łeb, a nie tkwił na statku należącym do Uni Ludowej.

Statku właśnie atakowanego przez Konfederację. Żołnierze prowadzili Hansa i kilku innych mężczyzn w takich samych kombinezonach przez wibrujące od ostrzału korytarze, zatopione w przygasającym świetle. Potężny wstrząs cisnął wszystkimi na podłogę. Nim jednak jeszcze nieco otępiały Brunner zdołał podjąć jakąkolwiek próbę ucieczki, żołnierze opanowali sytuację. Zaklął pod nosem i posłusznie szedł dalej.

W ostatniej chwili uniknęli wyssania przez dziurę ziejącą w kadłubie. Jakimiś włazami i schodami dotarli do hangaru, w którym toczyła się walka. jak na razie nie zostali zauważeni. Brunner podniósł leżącą na ziemi strzelbę i zaczął przeszukiwać martwego żołnierza leżącego obok. Z kieszonki munduru wyciągnął paczkę papierosów i żarową zapalniczkę. Od razu zapalił papierosa i powoli wydmuchał dym z płuc. Od razu rozjaśniło mu się w głowie. Trupowi zabrał jeszcze buczący komunikator i zapasową amunicję do broni.

Brunner przez chwilę przysłuchiwał się rozmowie. Popatrzył za oddalającym się współwięźniem.
- Ej ty - zwrócił się do gadającego z unijnym akcentem mężczyzny, podajac mu zdobyty na zabitych strażnikach komunikator. - Może powiedz im żeby się przenieśli na inny pokład. Tam są bardziej potrzebni, albo jakoś inaczej odwróć ich uwagę.

- Nie głupie, jeśli trafimy w częstotliwość i nie zaalarmujemy innych - Unita wziął komunikator, i ustawił standardową częstotliwość, jaką wojska Unii ludowej wykorzystają w takich sytuacjach. - Poruczniku Wasinski zabierz wszystkich żołnierzy w hangarze, i wycofaj się za gródź. Wsparcie napotkało opór, tych sóczysynów z komór, wszyscy ożyli, jesteście potrzebni. Zamknijcie grodzie, wyssiemy konfederacyjne ścierwa w przestrzeń. Macie minuszzszzszszszzsz... - wyłączył nadawanie, i ustawił urządzenie tylko na odbiór.

W głośniku komunikatora zasyczało.
- Wasinski? Wasinski padł! Kto mówi...?! Centrala, potwierdźcie rozkaz!
- To nie my! To wróg!
- odezwał się po chwili drugi głos.
- Uwaga! Federacyjni jakoś weszli na naszą częstotliwość! Nie wykonywać radiowych rozkazów!

- Taaa, kanał znalazł, ale wspólny. Dobrze, że nas nie namierzają – skomentował Rusayev. Brunner już go nie słuchał. Wychylił się zza zasłony, oceniając sytuację. Atakującym nie wiodło się dobrze. Trzeba było ich wspomóc, bo tylko w ten sposób mieli szansę na ucieczkę
 

Ostatnio edytowane przez xeper : 14-06-2011 o 17:46.
xeper jest offline  
Stary 14-06-2011, 18:16   #6
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 6244 Hawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputacjęHawkeye ma wspaniałą reputację
Cela, do której trafili po odmrożeniu nie wyróżniała się niczym szczególnym. Prycze, milczący strażnicy i zimne kraty. Jack cierpiał na chorobę pohibernacyjną. Bolał go żołądek i głowa, w początkowym okresie nawet najsłabsze światło raziło i zmuszało do trzymania oczu zamkniętych, a gdy zasypiał czuł pulsowanie. Był zmęczony, głodny i szczerze powiedziawszy wystraszony, powoli jednak mógł doprowadzić siebie do porządku. Gdy ustały objawy fizyczne, pozostawało się zająć innym problemem. Był uwięziony i jak łatwo było dojść, znajdował się na okręcie Unii Ludowej. Rodziło to kolejne pytania. W jaki sposób agenci wywiadu Unii zdołali wywieźć go z terenu Sojuszu? Żeby tego dokonać potrzeba by przeprowadzić dobrze zorganizowaną i z pewnością nie tanią akcję. Z pewnością w ciągu kilkunastu godzin jego przełożeni wszczęli by alarm i zaczęli poszukiwania ... a jednak znalazł się tutaj.

Ponieważ czas w celi leciał wolno i bardzo monotonnie, mógł nad tym rozmyślać długi czas. Coś zdecydowanie nie pasowało do tego wszystkiego. Unii nie było stać na przeprowadzanie takich akcji, nie przy ich obecnym stanie budżetu. Wymagało to sporego zaangażowania logistyczno - operacyjnego i w stosunku do pojedynczej osoby było po prostu nieopłacalne. Gdyby za bardzo zalazł mu za skórę, mogli go po prostu wyeliminować, co byłoby złamaniem niepisanego, dżentelmeńskiego porozumienia, na mocy którego tacy jak on ... w większości przypadków byli wymieniania na neutralnym terenie.

Potem zaczął zastanawiać się, czy w odwróconej sytuacji, zdołałby porwać oficera Unii? I zawsze dochodził do tych samych wniosków, co innego wywieźć spalonego agenta, który chętnie będzie współpracował i starał się jak najbardziej ułatwić im życie. Porwać kogoś na siłę ... cóż może i byłoby możliwe, ale cholernie trudne, a korzyści z takiej akcji znikome.

Była nadal kwestia, eksperymentów czy badań. To za przeproszeniem była w pewnym sensie amatorszczyzna. Chemiczne przesłuchania ... no cóż, może zadziałałyby na pierwszego lepszego łachmytę, ale wszystkie państwa wkładały sporo starań w to, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Istniały chemikalia, które uodporniały na wszelkiego rodzaju świństwa, a trening pozwalał dobrze oprzeć się manipulacji ... nie, w ten sposób, żaden profesjonalista, nie prowadziłby przesłuchań, a co jak co, Unia nie była amatorami. Każdy ma swój punkt, po którym się łamie, a przesłuchujący Unii, nie musieli martwić się prawami człowieka, czy skargami prawników, powoli, metodycznie i brutalnie dowiedzieliby się tego co chcą ... ta hipoteza odpadła ... w takim razie dlaczego ... dlaczego się tutaj znalazł.

Większość więźniów była milcząca. Pierwszy milczenie przerwał podobno były kapitan Alexei Rusayev przedstawiając się im. McCallahan zmierzył go zimnym wzrokiem. Metoda wprowadzania "kabla" do celi była stara jak świat, a mimo to nadal bardzo skuteczna. Chwilę rozważał co mógłby powiedzieć, w końcu doszedł do wniosku, że przedstawienie się nic nie zaszkodzi, nawet jeżeli jeszcze nie wiedzieli kim jest, w co szczerze powiedziawszy wątpił, nie musiałoby im zająć wiele czasu, żeby się tego dowiedzieć.

-Jack McCallahn, obywatel Sojuszu - to było bezpieczne stwierdzenie, nie niosło ze sobą za wiele, nie dawało nawet jakiś łatwych możliwości dojścia, on nie zamierzał być pokornym więźniem.

Monotonię przerwały alarmy, ogłaszające początek jakieś kosmicznej bitwy, a potem był spacer ze strażnikami, jedna z eksplozji dała możliwość obezwładnienia strażników. Jack skoczył do najbliższego strażnika, ale karabin jego kolegi ostudził zapał komandora. Jednak szczęście nie odwróciło się całkowicie od niego, po kilku chwilach eksplozja wyrwała kawałek kadłuba, a mu i innym jeńcom udało się przedostać za zamykającą się gródź. Nie było jednak czasu czekać i cieszyć się z tego małego zwycięstwa. Ucieczka ... ona w tym momencie była najważniejsza.

Gdy znaleźli się w hangarze, z ciał jednego z żołnierzy zabrał nóż. Trwała zażarta dyskusja, o tym co zrobić, wiedział jednak, że nie ma za wiele czasu. Rzucił do towarzyszy, krótkie stwierdzenie wyjaśniające to co zamierza zrobić i ruszył za skrzynki. Nie przejmował się innymi żołnierzami Unii ... najważniejszy był pilot. Tamci nie mieli prawa go zobaczyć, nie to, żeby był jakiś zarozumiały czy zadufany w sobie, znał jednak swoje możliwości i to wydawało mu się realne.

Pilot ... pilot mógł być problem, a bronił dostępu do mecha ... gdyby udało się z niego skorzystać ... cóż zyskali by natychmiastową przewagę taktyczną. Ścisnął mocniej nóż. Miał nadzieję zaskoczyć pilota ... szybkie działanie, nie dać mu wiele miejsca do manewru, wykorzystać przestrzeń przeciwko niemu i odpowiednio wyprowadzać ciosy ... jeżeli wszystko pójdzie idealnie, to być może wrogi żołnierz nie zorientuje się nawet, co go trafiło ... odległość się zmniejszała ...
 
__________________
We have done the impossible, and that makes us mighty
Hawkeye jest offline  
Stary 17-06-2011, 14:08   #7
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 6228 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
Pilot startującego mecha nie miał żadnych szans. Nie z Jackiem. Ten w mgnieniu oka pokonał dzielący ich dystans i niepostrzeżenie wspiął się na podnośnik, korzystając z głośnego wycia wydawanego przez turbiny pojazdu. Sekundę później unijny pilot padł nieprzytomny, po precyzyjnym ciosie w tył głowy. Bezwładne ciało zsunęło się z dachu pozostawiając drogę do sterowni całkowicie wolną.

Wypadało już tylko pokierować jakoś zdobytym mechem... Zgodnie z obawami okazało się to jednak dość kłopotliwe. Sterownia bojowej maszyny odbiegała bowiem od unijnych standardów. Nie było jednak wyboru, Jack musiał to rozgryźć i to szybko...

Po drugiej stronie hangaru Eustachy walczył ze sterowaniem wielkiego załadunkowego dźwigu. I tu znowu doszło do pewnych opóźnień. Ruch ramieniem był prosty do opanowania, ale precyzyjna obsługa chwytaka okazała się nie lada wyzwaniem. Zbiorniki z paliwem zatrzeszczały opętańczo, gdy ściśnięte zostały ze zbyt dużą siłą. Paliwo zaczęło wyciekać, wpierw małymi kroplami, potem jednak całymi obfitymi strugami znaczącymi podłogę hangaru. Jeśli mieli zamiar strzelać, to musieli uczynić to szybko, dopóki jeszcze cokolwiek pozostało w zbiornikach.

I strzelili. Zarówno Brunner, jak i Alexei wypalili ze zdobycznej broni, prosto w wiszące nad wrogiem pojemniki. Złocista struga z lasera pomknęła wśród rozżarzonych odłamków ze strzelby... i wszystko trafiło w cieknący cel.

Nad częścią unijnych żołnierzy rozwarło się ogniste piekło. Ustawienie beczek nie było jednak idealne, sporej grupie udało się więc uniknąć tragicznego losu i odpowiedzieć ogniem na nowy, niespodziewany atak. Pozycje uciekinierów zasypane zostały seriami z ciężkiej broni maszynowej. I wtedy... Rozbudził się przyczajony do tej pory mech, odpowiadając dudniącym ogniem. Jack nadal miał problemy z pełnym opanowaniem wszystkich możliwości maszyny, jednak to czego zdążył się nauczyć, wystarczyło. Atakowani z dwóch stron unijni żołnierze nie mieli większych szans. Stanowiska ich karabinów upadały jedno po drugim. Nie odeszli jednak bez walki. Mech trząsł się i rzucał iskrami, zasypywany przez setki kul. W momencie, w którym bitwa została wygrana, nie zostało z niego prawie nic poza kupką kopcących pancernych płyt. Jack ledwo wydostał się ze środka, przypłacając całą przygodę tylko lekkimi zadrapaniami i poparzeniami.

Nie był to jednak jeszcze koniec przedstawienia. Nim uciekinierzy zdążyli dostać się do konfederacyjnych promów, przy jednym z włazów rozległy się wrzaski i odgłosy strzałów, a chwilę potem do hangaru wpadł w pędzie młody mężczyzna w podrapanym i zakrwawionym stroju pacjenta. Z jego ciała nadal wystawały części oderwanych diagnostycznych przewodów, tak jakby uciekł prosto ze stołu operacyjnego. Sekundę później za nim wyskoczyła grupka mocno wkurzonych żołnierzy, poganiana przez zakrwawionego lekarza, który wyglądał, jakby ktoś dopiero co złamał mu nos. Cała ta barwna trupa zatrzymała się oniemiała, gdy zauważyła wycelowaną w nich broń. Unijni po krótkiej chwili namysłu od razu rzucili się za przeszkody, uciekinier zaś ruszył ku promom.

Zaskoczeni sytuacją Konfederaci, po krótkiej naradzie bandyckich gęb machnęli tylko porozumiewawczo bronią w stronę szykujących się do odlotu promów. Zapewne mieli zamiar wyjaśnić wszystkie niejasności w bardziej sprzyjających okolicznościach.

Ruszyli przez śluzę hangaru... Prosto w sam środek kosmicznej bitwy. Przez wąskie, brudne okna w ładowni niewiele widzieli, wszystko wskazywało jednak na to, że wyrobili się w ostatnim momencie. Unijne niszczyciele zajmowały właśnie pozycje wokół uszkodzonego "Sieriożnego" wypełniając całą przestrzeń wokół niego wiązkami z broni energetycznej. Ostatni piraci umykali do nadprzestrzeni, bądź kończyli żywota w spektakularnych kulach ognia.

Statek, do którego mieli zadokować wydawał się tuż tuż. Wyglądał na starą, przerobioną górniczą barkę. Przymocowane do niego działa milczały, ładował więc zapewne silnik skokowy czekając już tylko na nich. I wtedy coś huknęło i trzasnęło, a cała ładownia wypełniona została gryzącym dymem. Za oknem mignęły dwa unijne myśliwce, szykujące się do drugiego nalotu.

Do barki zadokowali akurat, gdy w przestrzeni za nimi pojawiły się wystrzelone z myśliwców rakiety.

- Skok! - wrzasnął ktoś na pokładzie. W tym samym momencie doszło do eksplozji obu głowic.

Żołądki podeszły im do gardeł, a głowy wypełnił znany im szum przejścia do nadprzestrzeni. Po nim nastąpić powinien jednak spokój i cisza, a nic takiego się nie zdarzyło. Kadłub ryczał jak ćwiartowane zwierzę, a za oknami szalał pożar. Najwyraźniej barka została trafiona i poważnie uszkodzona, a pełgające w niej płomienie sięgały promu. Nagle cała rzeczywistość wokół nich skurczyła się i gwałtownie wyhamowała. Nie mieli wątpliwości, że uszkodzona barka wypadła z powrotem do normalnej przestrzeni.

Dzięki doświadczeniu Eustachego udało im się w ostatnim momencie odłączyć od umierającego w płomieniach statku i przeżyć jego wybuch.


Ich płaty sterownicze zostały jednak prawie całkowicie zniszczone, a wirujący szaleńczo prom wpadł w pole grawitacyjne jakiegoś księżyca. Brunner próbował jeszcze pół-świadomie grzebać w kablach, by odzyskać choć część sterowności, jednak niewiele to dało. Eustachy zrobił jedyne co mógł, chwycił opuszczony przez martwego pilota ster i pomodlił się. Parę chwil później siła uderzenia odebrała im zmysły.

Obudziło ich wycie piaskowej wichury. Za popękanym oknem szaleńcza kurzawa zakrywała cały świat. Widzieli ubytki w pancernych szybach, a jednak jeszcze się nie udusili. Oznaczać to musiało, że istniała tam jakaś mniej lub bardziej rozrzedzona atmosfera. Tylko gdzie byli? Ocalałe przyrządy nie były w stanie ustalić ich położenia. Musieli znajdować się gdzieś poza terenami głównych nacji. Mgliście pamiętali też, że na orbicie widzieli coś, co wyglądało na starą uszkodzoną stację. Może były tu też inne ślady ludzkiej bytności? Lepiej żeby były, bo pozostanie na jałowej, targanej huraganowymi wiatrami kuli nikomu się nie uśmiechało.
- O, kurde - zajęczał jeden z dwóch ocalałych Konfederatów. - Tośmy wpadli nie na żarty, nie Stew? Stew, żyjesz tam, chłopie?! Obudź się!
Wyglądał na typowego pirata. Wielki i tępy z wytatuowaną twarzą i potężnym zębatym nożem za pasem. Potrząsany przez niego człowieczek wydawał się totalnym jego przeciwieństwem. Mały i drobny, z fizjonomią łasicy, ważył pewnie z połowę tego, co jego kumpel.
- Zawrzyj gębę, Malf, ty wielka, nędzna cioto! To przez ciebie tu wylądowaliśmy! A właściwie... To przez nich! - wskazał oskarżycielsko palcem. - Mówiłem by na nich nie czekać! Patrz na te blade mordy. Ktoście wy w ogóle? Polityczni jacyś? Za co was komuchy trzymały?
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 19-06-2011 o 16:10.
Tadeus jest offline  
Stary 21-06-2011, 12:11   #8
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 50010 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
Prawie się udało. Celne strzały w zbiornik wypełniony paliwem i sprawna akcja opanowanego przez McCallahana robota bojowego, zapewniły im wolność. Wystarczył szaleńczy bieg przez ogarnięty płomieniami pokład, ku stojącemu w śluzie nieco zdezelowanemu promowi i już uciekali w kosmiczną pustkę. Właściwie to nie w pustkę, bo wokół wielkiego okrętu na którym się w nieznanych okolicznościach znaleźli, roiło się od mniejszych jednostek.

Toczyła się bitwa. Wokół promu, który według Brunnera poruszał się ślamazarnie niczym ślimak na psychotropach, przelatywały wysokoernergetyczne wiązki z dział niszczycieli, rakiety z myśliwców i odłamki z poszatkowanych statków. Zmierzali do czegoś co kiedyś musiało być górniczą barką. Brunner wielokrotnie widział takie jednostki w Valaxa, gdzie przylatywały aby przeładować zebrany urobek na transportowce. Ten egzemplarz przeszedł wielokrotne przeróbki, dostosowujące go do walki w przestrzeni i przenoszenia mniejszych jednostek.

Gdy już niemal wlatywali w powoli zamykającą się śluzę dokującą, zostali trafieni. Światło momentalnie zgasło, wszystkie systemy po ułamku sekundy odzyskały sprawność, a Brunner podnosił się z podłogi klnąc na czym świat stoi i rozmasowując krwawiący goleń. Skok w nadprzestrzeń był jeszcze gorszy niż zwykle. Brunner nigdy nie znosił dobrze kurczenia się przestrzeni i zakrzywienia czasu, a teraz będąc pod wpływem jakich specyfików i mając w głowie mętlik pohibernacyjny, wiedział, że bez rzygania się nie obejdzie. Padł w kącie na kolana i zwymiotował. Nim zdążył otrzeć usta z resztek treści żołądkowej, wyszli z nadprzestrzeni. Tylko szaleńcze szamotanie się ze sterami pozwoliło im uniknąć dezintegracji w chwili, gdy barka zakończyła swój żywot. Siła fali uderzeniowej była tak duża, że prom obrócił się wokół własnej osi, a Brunner starł z podłogi wszystko co przed chwilą zwrócił.

To, że prom przetrwał graniczyło z cudem. Cudem też było, że mimo iż nie dysponowali niemal żadnym płatem sterowym, które zostały powyginane i zablokowane w czasie wybuchu, lądowanie na powierzchni gwałtownie zbliżającego się księżyca. Brunner nawet przez chwilę starał się grzebać w panelach sterowania, ale powypalane kable i stopione obwody nie dawały żadnych szans na powodzenie. Można było próbować ręcznie naginać siłowniki, ale na to nie było siły ani czasu.

Ciemność, jaka zapanowała w głowie Brunnera po szaleńczym spadaniu na powierzchnię i gwałtownym spotkaniu z nią, powoli ustąpiła. Znaczyło to, że żył. Leżał ciśnięty na zasobnik z filtrami powietrza, a obie nogi, lewa ręka i głowa bolały jak diabli. Cały kombinezon miał zachlapany krwią, sączącą się z ran i otarć.

- Ja pierdzielę – jęknął i otarł krew z nosa. Rozbieganymi oczami powiódł po wnętrzu promu. Chyba nic nie przetrwało uderzenia nienaruszone. Ale żyli i oddychali, mimo że szyby były popękane a do wnętrza wlatywał pył niesiony porywistym wiatrem. A więc atmosfera zbliżona do ziemskiej, co może, ale nie musi wskazywać na terraformowanie. Może ktoś tu jest... Tu to znaczy gdzie? Powoli podniósł się na nogi i utykając ruszył w kierunku paneli sterowania. Dłuższą chwilę zajęło mu przywrócenie zasilania, ale wskaźniki nie były w stanie zalogować się na jakąkolwiek stację transpondującą.
- Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy w dupie – powiedział właściwie do samego siebie. Dwóch konfederatów, którzy przeżyli lot, właśnie wracało do życia. Nim całkiem zdołali odzyskać świadomość, Brunner, na wszelki wypadek, podniósł zdobytą wcześniej strzelbę i dodatkowo wziął leżący przy ciele martwego żołnierza karabin.


- Komuchy trzymały mnie za jajca – odparł na pytanie pirata. Jego środki ostrożności wydawały się zbędne, konfederaci nie byli agresywni. Na razie. – A tak serio, to nie wiem. Jakiś czas temu wyciągnęli nas z kriokapsuł, ale jak się w takiej znalazłem to nie wiem. Nie wiem też po co nas wybudzali. Ogólnie, kurwa nic nie wiem, poza tym, że nazywam się Brunner...

Podpierając się na karabinie obszedł wnętrze promu, zdzierając z żołnierza, któremu wcześniej zabrał karabin, kombinezon. Ubrał go na siebie i zaczął przeglądać skrytki i schowki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Chciało mu się jeść. Znalazł batonika energetycznego „Lionx” i zaczął go jeść, patrząc jak pozostali wracają do życia.
 

Ostatnio edytowane przez xeper : 23-06-2011 o 09:08.
xeper jest offline  
Stary 22-06-2011, 16:39   #9
 
zbik_zbik's Avatar
 
Reputacja: 240 zbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie cośzbik_zbik ma w sobie coś
Czyżby kierowanie kilkoma drążkami dźwigu mogło być tak trudne? A może to wpływ wybudzania z hibernacji, tak czy inaczej, działanie nie było idealne z zaplanowanym, jednak przyniosło wiele korzyści, i się udało, szybko znaleźli się na promie. Niestety nie był to koniec kłopotów. Statek do którego zadokowali musiał zostać trafiony w jakiś czuły punkt zaraz przed wejście w nadprzestrzeń. Niektórzy wymiotowali, ale nie Eustachy, on recytował:

Zwróć się do mnie i zlituj się nade mną,
bom samotny i nieszczęśliwy.
Ulżyj utrapieniom serca mego
i wyzwól mnie z mojej udręki.
Spójrz na mą nędzę i na moją mękę
i odpuść mi wszystkie moje grzechy.
Zważ, jak liczni są moi wrogowie
i jak gwałtowną nienawiścią pałają ku mnie.

Wyszli z nadprzestrzeni w niezwykle nie przyjemny sposób, Eustachy przerwał modlitwę i rzucił się do sterów, należało jak najszybciej oddalić się od starej barki, niestety było za późno, gdy tylko wylecieli w wolną przestrzeń, statek ‘matka’, rozleciał się, wybuchł, a za promem powędrowało mnóstwo uszkodzonych części, wielka fala części i ognia. Zbliżała się za szybko. Nie sposób było jej umknąć. Nastąpiło zderzenie.
- Straciłem sterowność – widział, że ktoś zaczął majstrować przy panelach, kablach. Ale było już za późno, powierzchnia jakiegoś księżyca zbliżała się nieubłaganie, szybciej niż wcześniejsza fala śmieci. Eustachy walczył ze sterem z całych sił, choć wiedział, że decyzję ostateczną podejmie ktoś inny.

Zachowaj moje życie i ocal mnie!
Obym nie został zawiedziony, gdy się uciekam do Ciebie.
Niech mnie strzeże niewinność i prawość,

*
Ból, chłód, głód… dokładnie w tej kolejności. Eustachy już raz to przeżył, i to zdecydowanie nie dawno… właściwie przeżył to dwa razy w ciągu ostatniej doby. Ale żył, wybudzał się i żył! Nie niech mu ktoś teraz powie, że nie ma Boga i że nie wysłuchuje modłów. Nie mogło być takiej osoby.

Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił
i nie uradowałeś mych wrogów z mojego powodu.
Panie, mój Boże,
do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił.
Panie, dobyłeś mnie z Szeolu,
przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu.

Rozejrzał się po pomieszczeniu, wnętrze promu zapełnione było różnymi gratami, kablami, ludźmi, niektórzy jeszcze się przebudzali, inni nigdy się już nie przebudzą.
- Panie przebacz im ich grzechy i pamiętaj o nich podczas wstania ostatecznego. – wyszeptał do siebie, lecz nie tak cicho aby nikt nie mógł go słyszeć
Pytanie kosmicznych piratów wzburzyło młodym pilotem, przecież on uratował im życie, ale przecież oni mu też, a winny, kto mógł być winny jeśli nie jego współwięźniowie, sam przecież nikomu nic złego nie zrobił, niczym nie zawinił.
- No właśnie - odezwał się Eustachy - Kim wy właściwie jesteście - mówił zwracając się do towarzyszy ucieczki - że mnie z wami pomylili, i tu trafiłem? I czemu chcieli na was i przez to na mnie robić te dziwne badania, eksperymenty, rozkrajać, mordować? O co tu chodzi?
Jedna z osób uspokoiła go, właściwie nie tym co mówiła, ale bardziej spokojnym, opanowanym tonem.
- Masz rację - odpowiedział - nie ma co się kłócić. A co do tej stacji, to zdecydowanie była na orbicie, i wyglądała na opuszczoną... nie wiadomo w którą stronę się udać żeby dobrze trafić. Transponder S.O.S. działa, w takich wypadkach powinno się go użyć w pierwszej kolejności. A tak w ogóle, to mam na imię Eustachy, jestem pilotem z niezależnego Królestwa Niebieskiego. - podał rękę wszystkim po kolei oczekując na ich imiona.
Trzeba było współpracować, bez współpracy nie mogli nic osiągnąć. Jeżeli istnieje tu jakaś społeczność należało ją jak najszybciej odnaleźć i zdobyć części potrzebne do naprawy statku, albo przynajmniej jakiś transport do domu. Eustachy wzorem innych nie chciał pozostać w więziennym stroju. Założył strój pilota i znów przypomniał sobie o głodzie, ruszył coś zjeść. A posiłek był zdecydowanie lepszy i bardziej apetyczny i kaloryczny niż ten u Unistów.
- Skoro trzeba szukać pomocy to lepiej włóżmy te skafandry i weźmy maski tlenowe, nie wiadomo jak stabilna jest tutaj atmosfera. – rzucił i zaczął nakładać jeden z nich.
- Kto zna się na mechanice niech spisze lub zapamięta co jest potrzebne do naprawy statku, kto wie, może uda się nam coś znaleźć.
Trzeba było ruszać, wichura jakby zmalała, trudniejsze było podjęcie kierunku, żadnych punktów orientacyjnych. Zawsze można iść z wiatrem, idzie się łatwiej, i słychać co za tobą, wiatr dobrze niesie dźwięk. Eustachy podzielił się tą myślą, po czym zaopatrzywszy się w prowiant na cztery dni, włączył transponder S.O.S. Jeżeli nikogo nie znajdą to w końcu co za różnica czy zginął zasypani piaskiem czy gradem kul. A nuż Uniści nie zamordują ich, może Królestwo Niebieskie jakoś im pomoże, może już się o wszystkim dowiedzieli i zorganizowali poszukiwania, wysłali listy i apele do nacji. W końcu kto jak kto ale jego nacja dbała o swych obywateli w sposób najlepszy, co oczywiste wynikało to z uduchowienia aparatów władzy jak i samych obywateli.
-Jaką mamy datę?- rzucił jeszcze w kierunku piratów. Chciał ustalić ile czasu był w śpiączce.
Po otwarciu włazu do wnętrza dostało się mnóstwo piachu, na wszelki wypadek Eustachy założył maskę, ale ustawił ją tylko na filtrację tlenu zewnętrznego bez wykorzystania zapasów. Wiatr wiał mocno, trudno było się utrzymać prosto, ale skafander pomagał. Poczekał na grupę i ruszył z resztą starając się trzymać w środku, dla bezpieczeństwa.
 
__________________
Dobry dyplomata improwizuje to, co ma powiedzieć,
oraz dokładnie przygotowuje to, co ma przemilczeć.
zbik_zbik jest offline  
Stary 22-06-2011, 22:31   #10
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 784 deMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwu
Walka na stacji, mignęła mu jak film na przyspieszonych obrotach, najpierw kilka strzałów, potem do akcji wkroczył mech, potem pojawiły się beczki, w które strzelił, a które wybuchły zalewając ogniem, ich wrogów, a jego dawnych braci.
Potem szalona ucieczka, przez plac kosmicznej bitwy, a potem kolejna ucieczka, przed rakietami, i ostatecznie rozbicie się na jakiejś zapomnianej planecie.

Kiedy otrząsną się po lądowaniu, o ile można tak nazwać to co się stało z ich promem, rozejrzał się, i sprawdził, czy nadal ma ze sobą pistolet laserowy.

Przyglądał się zabitym i ocalałym, szukając wspólnego mianownika. Nie znalazł, więc musiał założyć, że albo konfederacji, nie wiedzieli na co napadają, albo ci konkretni, nie byli wtajemniczani w zadanie. Co można było wywnioskować z zadanego przez nich pytania.

- No właśnie - odezwał się Eustachy na pytanie jednego z piratów -Kim wy właściwie jesteście - mówił dalej zwracając się do towarzyszy ucieczki - że mnie z wami pomylili, i tu trafiłem? I czemu chcieli na was i przez to na mnie robić te dziwne badania, eksperymenty, rozkrajać, mordować? O co tu chodzi?

Jack spokojnym krokiem przeszedł się po kabinie, sprawdzając ciała i sprawdzając dostępną broń oraz zapasy. Z początku wydawało się, że całkowicie zignorował pytanie piratów oraz jednego z towarzyszy ucieczki, dopiero po chwili zajął jedno z niezniszczonych miejsc siedzących i odezwał się. Jego głos wydawał się nad wyraz spokojny, jeżeli wziąć pod uwagę wszystko to przez co przeszli -Nie mam zamiaru uczestniczyć w jakiś rozbudowanych dysputach. Bardzo łatwo jest w tym momencie rzucać oskarżenia czy twierdzieć, że z pewnością nie ze swojej winy znalazło się w rękach Unii. Można wymyślić nawet najbardziej bzdurne kłamstwo, a w tym momencie nie będzie wyboru jak go zweryfikować - zawiesił na chwilę głos niedbale poprawiając pas z pistoletem laserowym -To nie jest teraz ważne - kontynuował -Mamy dwie opcje, albo zostaniemy tutaj i zapewne zginiemy, bo nasze zapasy nie starczą na długo, albo ruszymy w poszukiwaniu cywilizacji … w czasie naszego … hmm lądowania widzielismy stację. Moim zdaniem powinniśmy się tam udać, może będą tam ludzie, albo przynajmniej będziemy mieli szansę zorientować się, gdzie się znajdujemy. -

- Masz rację - spokój w tonie tego człowieka trochę go uspokoił - nie ma co się kłócić. A co do tej stacji, to zdecydowanie była na orbicie, i wyglądała na opuszczoną... nie wiadomo w którą stronę się udać żeby dobrze trafić. Transponder S.O.S. działa, w takich wypadkach powinno się go użyć w pierwszej kolejności. A tak w ogóle, to mam na imię Eustachy, jestem pilotem z niezależnego Królestwa Niebieskiego. - podał rękę wszystkim po kolei oczekując na ich imiona.

- Brunner - potrząsnął podaną ręką. Zmiął opakowanie z batonika i cisnął je w kąt. - Trzeba sprawdzić co jest na zewnątrz. Gdzieś na składzie powinny być maski i skafandry. Zresztą, niezależnie od wszystkiego trzeba będzie wyjść i się rozejrzeć. Tego gówna nie da się naprawić. Nie odlecimy nim stąd. Musimy znaleźć inną drogę ewakuacji. Nie wiadomo jak długo będziemy czekać na pomoc. Jeśli w ogóle jakaś się pojawi. Sprawdziłem odczyty. Nie wiadomo gdzie jesteśmy.

Jego towarzysze, też najwyraźniej nie rozumieli co się stało, ale mieli dobre podejście, trzeba działać, razem i szybko. Postanowił zaryzykować i zagrać w otwarte karty.
- Alexei Rusayev, na mnie partia miała, dosc dowodów, aby zabić. Ja był z pewnością klasyfikowany jako polityczny, bo pomagał uciekać innym z planet Unii. Ale za to by mnie kilka dni męczyli, a potym kula, a nie mrozili. - wyjaśnił ściskając podaną dłoń.
- Na zewnątrz da się chyba oddychać, ale maski warto wziąć. Kierunek nie ma znaczenia, choć dobrze było by iść, w tym kierunku, co stacja na orbicie. Baza naziemna, powinna być w najbliższej lini, coby taniej było, przesyłać transporty. -
 
deMaus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169