Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-06-2012, 20:34   #1
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 35 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
Witaj na Marsie!

Oto lista ekwipunku, który posiadacie jako drużyna.

- Uniwersal Book 6+1SM - czyli przenośna encyklopedia, notatnik, budzik, a także urządzenie pełniące funkcję e-booka.

Jest to typowy przykład mago-technicznego urządzenia. Z jednej strony posiada mnóstwo części elektronicznych, jak i przypomina zwykłego e-booka, ale wyświetlacz jest magiczny, no i za dysk twardy służą magicznie zakonserwowane szczurze mózgi. Tak, 6+1SM oznacza właśnie pamięć składającą się z 6 szczurzych mózgów oraz jednym dodatkowym slotem na przenośną pamięć 1SM.

Główną funkcją, z jakiej możecie skorzystać, jest dostęp do encyklopedii, która zawiera ogólne informacje o świecie. Co prawda data aktualizacji wskazuje na lekkie zacofanie, no a jako dokument wydany przez Świątynie na pewno wiele informacji jest ocenzurowanych... Mimo tego, jest to świetne źródło informacji.

Pozostałe istotne funkcje to nagrywanie mówionych notatek (ale nie w formie dźwiękowej, tylko tekstowej) i wyświetlanie ich, a także wyświetlanie innych książek/informacji, które mogą znajdować się na pamięci przenośnej.

- Magostatek, model Ceres, wersja 1.02.

Jest to jeden ze starszych starszych konstrukcji pasażerskich które nie zostały wycofane, służy do przewozu pasażerów i niewielkich ładunków tam, gdzie nie ma potrzeby pośpiechu ani użycia nowoczesnych technologii.

Ogólna zasada działania magostatków polega na tunelowaniu i rezonansie grawitacyjnym - czyli na chłopski rozum: wzmacnianiu grawitacji. Jest to metoda bardzo efektywna, jeżeli idzie o podróże między planetami - zwłaszcza w kierunku gazowych gigantów, albo jeżeli idzie o podróże w stronę słońca. Natomiast niektóre podróże wymagają specjalnej konfiguracji planet. Szczególnych umiejętności wymaga lawirowanie między planetoidami, albo poza orbitą Neptuna (gdzie w użyciu są czasem prototypowe statki o konwencjonalnym napędzie), zaś podróże międzygwiezdne z takim napędem są w ogóle niemożliwe.

Dlatego statek posiada też niewielkie silniki klasyczne do korekcji kursów, a także pozwalające na krótkie podróże (choć ze względu na niższą prędkość, mogą być one bardzo długie).

Pierwsze magostatki do działania wymagały więzi mag-statek, i dopiero niedawno się to zmieniło - lecz wasz statek pochodzi sprzed tej epoki. Jednak latanie magostatkami jest standardowym elementem szkolenia maga, stąd też pełnię mocy statku potrafią wykorzystać Mirko oraz David. Dodatkowo nie trzeba być magiem, aby obsługiwać małe silniki, stąd wszystkie postacie, które znają się na technologii, potrafią to robić (choć przez brak klasycznego interfejsu nie od razu i niezbyt płynnie.

[To by było na tyle, jak jeszcze na coś wpadnę, to dodam do listy. Spodziewajcie się rozpoczęcia sesji wkrótce.]
 
Issander jest offline  
Stary 28-06-2012, 19:58   #2
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 35 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
...MARS...
...
...
...Mars, czwarta planeta w Układzie Słonecznym. Skalista, nieaktywna, w większości pokryta równinnymi pustyniami, na powierzchni również stare przejawy aktywności geologicznej w formie ogromnych wulkanów oraz kanionów. Nazywana "czerwoną planetą" ze względu na barwę, którą zawdzięcza wysokiej zawartości tlenków żelaza w górnych warstwach....
...Długość dnia - 24 i 37 standardowych godzin i minut...
...Długość roku - 687 dni ziemskich lub 670 lokalnych...
...Ilość księżyców - 2...
...Liczba ludności - 876 mln...
...Grawitacja - 0,4 g...
...Historia: Mars był pierwszą skolonizowaną planetą ze względu na bliskość Ziemii jak i zbliżone warunki. Przed drugą wojną był domem dla dużej ilości neandertalczyków. Po wojnie był przez długi czas własnością Świątyni jak i centrum ekspansji. Następnie często zmieniał właściciela, zaś od roku 1937 jest własnością korporacji SunTech....
...Demografia: Znaczna część ludności zamieszkuje Marsjańskie Megalopolis, składającego się z systemu połączonych ze sobą wież. Część ludności zamieszkuje w pobliżu kopalń oraz szklarniowego systemu plantacji. Ludność to w większości robotnicy pracujący bądź na marsie, bądź w pasie planetoid....
...Ruiny: Na Marsie zbadano i skatalogowano 37 zespołów budowli pochodzenia neandertalskiego. Przyjmuje się, że może znajdować się ich jeszcze kilka w bardziej niedostępnych terenach, ale korporacja SunTech zakazuje poszukiwań na własną rękę....
...Gospodarka: Na Marsie wydobywa się głównie żelazo, a także inne surowce na duży rynek lokalny. Mars jest głównym ośrodkiem przetwórstwa metali ciężkich wydobywanych w pasie asteroid, a także głównym dostarczycielem żywności do zewnętrznego układu słonecznego. W niewielkim stopniu rozwinięta jest także turystyka (sprawdź: lista najczęściej odwiedzanych atrakcji na Marsie)....
...
...


Poza tym, o ile potraficie sobie przypomnieć, Mars nie słynie z silnej aktywności buntowników, wręcz odwrotnie, no ale takich informacji w świątynnej encyklopedii nie znajdziecie...
 
Issander jest offline  
Stary 28-06-2012, 21:35   #3
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 35 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
Zarówno marsjański kosmoport, jak i miasto, robiły niesamowite wrażenie. Kosmoport miał ponad dwa kilometry długości i jako jedna z niewielu konstrukcji w przestrzeni zapewniał sztuczną grawitację. To było konieczne - był on zarówno głównym portem obsługującym pas asteroid i Marsa, a także najważniejszym przystankiem w podróży w dalsze rejony układu.

Podróż w ciasnym statku i przy braku grawitacji była męcząca zwłaszcza z tego powodu, że większość z was nie miała z nią jeszcze do czynienia, w związku z czym z ulgą przyjeliście jej koniec. Gdy tylko prom zwiózł was z kosmodromu na lądowisko w górnym mieście, zostaliście zakwaterowani w jednej z Wież, najwyraźniej pełniącej rolę kwater dla gości, takich jak wy.

Miasto sięgało po horyzont i było ogromne. Górne miasto, w którym się znajdowaliście, było tak naprawdę jedynie czubkami najwyższych z wież, które były położone w centrum miasta. 24 identyczne wieże stały w równych odstępach od siebie, tworząc 5 rzędów po 5, lecz zamiast środkowej znajdowała się platforma z lądowiskami oraz Bazyliką. Górne miasto tworzyło najwyższe 60 pięter, z platformami pozwalającymi na przechodzenie pomiędzy wieżami rozmieszczonymi co 5 pięter. Poniżej znajdowało się na oko przynajmniej 200 pięter - ledwo co dostrzegaliście ziemię patrząc w dół. Bazylika zaś "wisiała" w powietrzu, oparta na sąsiednich wieżach.

Dookoła centralnych wież znajdowały się kolejne, już nie tak wysokie, im dalej od centrum, tym niższe. Nie można się było do nich dostać z górnego miasta.


Zostaliście przywitani przez Margritę, zastępczynie Wielkiego Inkwizytora Marsjańskiego, choć nikt z was nie wiedział, czy ten tytuł rzeczywiście świadczy o jego głównej roli w marsjańskiej części Świątyni, czy też jest jedynie pustym wyrażeniem. Kiedy Magrita prowadziła was w stronę waszych kwater, zwróciliście uwagę, że w ogromnej Bazylice i jej okolicach jest wręcz pusto. Zwykli mieszkańcy pewnie woleli nie zwracać na siebie uwagi przebywając w okolicy, ale na Ziemii przyzwyczailiście się, że w tego typu miejscach zwykle jest więcej inkwizytorów i pracowników Świątyni, pomimo tego, że zwykle były to budowle znacznie mniejsze od Bazyliki.

Przydzielono wam całe skrzydło. Po przyjściu na miejsce natychmiast zasnęliście. Wreszcie mogliście odpocząć w prawdziwych łóżkach, do których przyciągała was siła grawitacji! Wtedy jeszcze nie przeszkadzało wam, że grawitacja na Marsie jest słabsza od ziemskiej, choć pewnie niedługo zacznie...

Następnego dnia obudził was łomot do drzwi. Znów spotkaliście się z Magritą, lecz w znacznie mniej przyjemnych okolicznościach. Towarzyszył jej tuzin żołnierzy Świątyni. Przeszukali wasze komnaty. Wypytali was o różne rzeczy. Dopiero potem powiedziano Wam, że mag Biskur, z którym tu przybyliście, został zamordowany.

Inni mieszkańcy potwierdzili, że nie słyszeli niczego dziwnego, ani też, żeby ktokolwiek z was wychodził w nocy ze swoich komnat. Magrita oznajmiła wam, że nadal jesteście tu mile widziani, choć niestety misja, z którą przybył Biskur skończy się niepowodzeniem. Z przeprowadzonego śledztwa wynika, że maga zabili buntownicy, ale złapanie konkretnych sprawców w krótkim czasie jest raczej niewykonalne, w związku z czym śledztwo zostało umorzone. Wielki Inkwizytor zarządził, że uczeń maga, Mirko, ma przejąć zwierzchnictwo nad załogą statku i powrócić na Ziemię wraz z raportem - tam otrzyma dalsze rozkazy. Zgodził się jednak, żeby Mirko przeprowadził własne śledztwo, jeżeli będzie odczuwał taką potrzebę - będzie to jego pierwsze zadanie jako maga i być może pomoże mu w karierze. Jeżeli podejmie się go, pomóc ma mu Wolfgang. Jeżeli udacie się do Bazyliki, zostaną wam przekazane materiały dowodowe.




Mirko

Biskur został zamordowany w pokoju obok. Kiedy sobie o tym pomyślisz, przechodzą cię ciarki. Mag był nie tylko ważną postacią w twoim życiu - był także szansą na zdobycie nietypowej wiedzy i doświadczenia, pomocnych w rozwoju kariery. A teraz jeszcze masz wziąć na siebie odpowiedzialnośc za całą załogę, jak i znalezienie sprawców? I to mimo, że ciągle źle się czujesz po podróży w zero gie... Przynajmniej masz Wolfganga do pomocy. Zostaliście zakwaterowani we dwójkę w jednym pokoju. Jest on równie luksusowo urządzony jak pokój maga, ale przystosowany do pomieszczenia dwóch osób, więc jest w nim trochę mniej miejsca, nie pomyślano też o biurku... Najpewniej jest to pokój przeznaczony dla żony i dzieci, jednak służący nie rzucali wam krzywych spojrzeń, więc pewnie nocowanie w nim nie jest niczym dziwnym.


Wolfgang

Zostałeś zakwaterowany razem z Mirkiem. Do teraz odczuwasz skutki podróży w braku grawitacji. A w głowie kręci ci się jeszcze mocniej, kiedy pomyślisz sobie, że zabito maga (zastanwiasz się, czy szukanie bardziej ekscytującej pracy naprawdę było dobrym rozwiązaniem). I to jakiego maga! Z tego co słyszałeś, Biskur był magiem na tyle poważanym, że nie miał własnego przydziału, to jest pracy do wykonania... Zamiast tego mógł pracować nad czym tylko chciał, a jest to przywilej, który spotyka niewielu.


Sav i Pilar

Dostaliście najdalszy pokój, coś pomiędzy magazynem a pomieszczeniami dla służby... Ale jesteście tu tylko we dwójkę. A raczej, jest tu Sav i metalowa trumna o nieznanej zawartości. To po to, żeby się nią zajmować zwerbowano cię do załogi - na tak krótkich lotach obecność mechanika do zajmowania się statkiem nie jest niezbędna. Na Ziemii świątynni wydawali się być całkiem przejęci zawartością trumny ale tutaj nikt nie zawracał sobie nią głowy, nawet nie odebrano zawartości - więc zabrałeś ją ze sobą, czekając, aż ktoś się po nią zgłosi, co się nie stało. Może nie doszła wiadomość? A może to przez to zamieszanie ze śmiercią maga? Tak czy inaczej, powiedz - nie korciło cię, żeby tam zajrzeć? Przecież w środku może być jakaś zaawansowana broń... Albo inne artefakty... A teraz jesteś sam, no i wszyscy są bardziej zainteresowani czymś innym...


Aferad

Zostałeś zakwaterowany w trzecim pokoju - typowym pokoju dla straży i służby. Osiem piętrowych łóżek, szesnaście skrzyń, wspólny stół - to tyle. Jednak macie sporo miejsca, bo nie wszystkie łóżka są zajęte, no i jedzenie jest stosunkowo dobre. Poza tobą jest tu kilku innych strażników i kucharz, który przygotowywał wam posiłki na statku, a teraz ma wolne. Temu to dobrze. W zupełnie innej sytuacji było tych dwóch, którzy trzymali wczoraj wartę. Wiesz, co się dzieje z takim, co zawiodą. Teraz wrócą na Ziemię, a następny przydział dostaną na Trytonie albo Plutonie. Heh, nie ma to jak walczyć z buntownikami w miejscu, gdzie grawitacja jest jeszcze słabsza niż tutaj, a Słońce jest tylko zimną, dającą niewiele światła kropką na wiecznie nocnym niebie...


Gregor

Ty mieszkasz w zupełnie innej wieży, lecz mimo to codziennie o świcie masz stawiać się w kwaterach tej nowoprzybyłej grupy i być na jej rozkazy aż do zmierzchu. Długa, ale stosunkowo lekka praca. Dziś rano miałeś wolne ze względu na całe to zamieszanie - najwyraźniej zabili maga, który przewodził przydzielonej ci grupie. Czyżbyś miał mieć jeszcze więcej wolnego? Na to się jednak nie zanosi, uczeń maga najwyraźniej dostał jakieś zadanie...

Masz imienną przepustkę pozwalającą na przejście pomiędzy górnym i dolnym miastem.


David

Pod latarnią najciemniej - przedostałeś się do górnego miasta i ukrywasz się tam od paru dni. Rano wybuchło jakieś zamieszanie i wkrótce już wiedziałeś, że zabito jakiegoś maga. Czekając w jakiejś wnęce czy też szybie - wieże wręcz w nie obfitują - usłyszałeś rozmowę dwóch strażników. Najwyraźniej powierzono śledztwo uczniowi maga. Twoje doświadczenie podaje ci sporo powodów, dla których śledztwo może być powierzone komuś, kto najprawdopodobniej nie da rady go rozwiązać...

Sama sprawa jakoś szczególnie cię nie interesuje, ale oni przylecieli tu na statku i mają wolne miejsce... Jak i zależy im na rozwiązaniu tej sprawy, w czym mógłbyś im pomóc. Coś za coś?

Ty także masz przepustkę, ale jest sfałszowana i to może wyjść na jaw.

Alexandro

Wydawałoby się, że na Marsie wszystkie pozostałości po neandertalczykach są już zbadane... Ty tak nie sądzisz. Badałeś mało wartościowe notatki, które znajdowały się w zbadanych już ruinach, żeby odkryć położenie kolejnych. Byłeś blisko, miałeś kilka wstępnych lokacji, poprosiłeś o zgodę na poszukiwania w tamtych rejonach... I dzisiejszego ranka zdażyło się to zabójstwo, a ty zamiast odpowiedzi zostałeś oddelegowany do pomocy w śledztwie. To chyba jeden z tych dni, gdzie jedynym, co przyjdzie ci robić, będzie przeklinanie własnego szczęścia.

Również posiadasz przepustkę.
 
Issander jest offline  
Stary 29-06-2012, 13:20   #4
 
Saverock's Avatar
 
Reputacja: 623 Saverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemuSaverock to imię znane każdemu
Sav był wysokim, młodym mężczyzną i średniej długości białych włosach i szarych oczach. Gładko ogolona twarz. Odziany raczej zwyczajnie. Czarne spodnie, koszula i czarny bezrękawnik, dobrze przylegający do ciała. Na prawej ręce miał skórzaną, czarną rękawicę, sięgającą do połowy przedramienia. Rękaw koszuli wchodził do owej rękawicy. Do tego pas z narzędziami i to wszystko.

W czasie lotu długo się zastanawiał, czy podjął dobrą decyzję, dołączając do załogi. Wprawdzie uciekł od pewnych problemów, przynajmniej tak mu się wydawało, ale nie mógł mieć pewności, że na Marsie nie zjawią się kolejne problemy i tym razem gorsze. Miał pilnować jakiejś metalowej trumny, a nawet nie raczyli mu powiedzieć, co znajdowało się w środku. Mógł się jedynie domyślać.

Na miejscu nie dostał żadnego luksusowego pokoju. Pomieszczenie do którego trafił wraz z trumną, wyglądało na magazyn. Jednak dla mechanika takie miejsce odpowiadało, a raczej był przyzwyczajony, bo spędzał cały czas w swoim warsztacie, który na pewno nie mógł zostać nazwany luksusowym.

Następnego dnia pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Do środka wpadł odział żołnierzy i zaczęli przeszukiwać jego rzeczy. Nie znaleźli nic, więc nie musiał się niczym przejmować. Do momentu, gdy dowiedział się jaki był cel tego przeszukania.
- Przylecieć na Marsa z kimś kto właśnie został trupem. To się nazywa mieć szczęście – powiedział do siebie, gdy został sam. Wszyscy mieli z tego powodu jakieś ważne sprawy na głowie, a on został z tą cholerną trumną. Przechadzał się wokół niej.

- Nikogo nie ma. Jeśli tylko zerknę, nic się nie stanie. Zresztą muszę wiedzieć, co znajduje się w środku, aby odpowiednio się wszystkim zająć. Nawet jeśli ktoś tu nagle przyjdzie, to mają teraz ważniejsze sprawy na głowie, niż ciekawski mechanik - przekonywał samego siebie, że to co zamierzał, nie było przecież niczym złym.

Zapukał lewą ręką w wieko trumny i wsłuchał się w dźwięk, który się rozległ.
- Zaraz zobaczymy, co tam schowali – uśmiechnął się pod nosem i spróbował otworzyć trumnę. Nie powinno to być nic trudnego, więc liczył na to, że w ciągu paru chwil dowie się czego pilnuje.
 

Ostatnio edytowane przez Saverock : 29-06-2012 o 13:51.
Saverock jest offline  
Stary 29-06-2012, 16:20   #5
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 5427 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Alex odchylił się w krześle i wbił wzrok w sufit, starając się nie zwracać uwagi na dokumenty przed nim leżące. Jeszcze wczoraj nie mógł oderwać się od nich, a dzisiaj jedno spojrzenie wystarczyło, by jego szczęki zacisnęły się z frustracji. Był tak blisko. Poświęcił wiele czasu na przeszukanie już zbadanych ruin poneandertalskich i studiowanie notatek tam pozostawionych, jak również tych, które udało mu się dostać od Świątyni, co samo w sobie niemal doprowadziło go do białej gorączki. Dokumenty i raporty różnego pochodzenia, które jego pracodawcy mu udostępnili w połączeniu z tymi, które zdołał odzyskać z licznych ruin, przekonały Alexa, iż pod rozległymi równinami kryje się jeszcze więcej sekretów, pozostawionych przez ową tajemniczą cywilizację. Nogi krzesła z hukiem spotkały się z podłogą. Hiszpan przyciągnął do siebie mapę z zaznaczonymi koordynatami miejsc, w których, jak sądził, znajdowały się niezbadane jeszcze ruiny. Mógł być pierwszym, który do nich wkroczy i odkryje ich sekrety, co stanowiłoby przełom w jego badaniach.

Ale to wszystko było wczoraj. Teraz, Alex mógł jedynie pomarzyć o przekonaniu się, czy jego hipotezy zostałyby potwierdzone. Gdy zaledwie kilkanaście minut temu do drzwi jego kwater zapukał wysłannik Świątyni, ekscytacja ową szansą nasiliła się, by po chwili prysnąć niczym bańka mydlana. Zamiast odpowiedzi na jego prośbę, dostał jedynie niezbyt radosne wieści i rozkaz. Zabójstwo maga skutecznie pokrzyżowało plany młodego badacza, gdyż został oddelegowany do pomocy przy śledztwie z nim związanym. Nie wiedział czemu właśnie on, podczas gdy na Marsie znajdowało się wiele bardziej kompetentnych do tego zadania osób, jednak nie zamierzał kwestionować decyzji Świątyni. Jego ręce skierowały się w stronę koperty z informacjami na temat tego, gdzie ma się udać i do kogo zgłosić. Zerknął jedynie na imiona swych wkrótce towarzyszów i adres ich kwater. Bez dalszego marnotrawienia czasu, podniósł się i wyszedł, po drodze zgarniając swą przepustkę.

(...)
Górne Miasto nigdy nie należało do ulubionych miejsc Alexa, mimo że z „przymusu” często w nim bywał. Teraz jednak nie poświęcał zbytniej uwagi swemu otoczeniu, pospiesznie kierując swe kroki w stronę kwater, w których miał się stawić. Nieliczne osoby, które znajdowały się w okolicy, obdarzały go przelotnym spojrzeniem, nie poświęcając mu zbytniej uwagi. Miejscowi byli przyzwyczajenie do jego nietypowego wyglądu, jednak Alex nie miał złudzeń, że grupa, z którą spotka się za parę chwil, poświęci mu trochę więcej uwagi. Nie był typowym dwudziestoparolatkiem. Jego ubiór, co prawda, nie odbiegał zbytnio od przyjętych norm, a twarz była jedyną rzeczą, która przyciągała uwagę. Jego ciemna latynoska cera mocno kontrastowała z oczami, które zapadały w pamięć tym, którzy w nie spojrzeli. Lewa tęczówka miała niezwykle jasną niebieską barwę, a prawa stanowiła mieszankę brązu i zieleni. Heterochromia iridum, drobna mutacja, którą Alex momentami przeklinał. Niewiele ludzi potrafiło nawiązać z nim kontakt wzrokowy, a nawet jeśli, nie trwał on długo. Młody badacz zapadał również w pamięć, nie tylko dzięki niecodziennemu zabarwieniu tęczówek, ale i fryzury. Stanowiła ona połączenie warkoczy i dredów, utrzymywanych w miejscu licznymi opaskami. Cóż, nie było wątpliwości, że to właśnie Flores będzie wyróżniać się z grupy.

Gdy Alex dotarł na miejsce, powoli przyjrzał się każdym drzwiom po kolei, niepewny co powinien zrobić. Zapukać? Zaczekać na zewnątrz, aż ktoś wyjdzie? Nie wiedział nawet, który z pokoi należał do Vujacica, z którym chciał spotkać się jako pierwszy. Stał tak przez chwilę, kiwając się na czubkach palców i próbując podjąć jakąś decyzję. W końcu westchnął i cofnął się, opierając się plecami o ścianę, decydując, że może trochę poczekać.
 
Aro jest offline  
Stary 30-06-2012, 15:20   #6
 
zabawowy sigmund's Avatar
 
Reputacja: 1683 zabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłośćzabawowy sigmund ma wspaniałą przyszłość
Patowo. Nie powiem...

Najpierw wpadka. Teraz jeszcze to. David spędził kawał życia w towarzystwie magów. Wiedział, że zabójstwo maga, nie jest jak zabójstwo przypadkowego, szarego śmiertelnika. Wymagało dużo sprytu, planowania i siły. Na pewno nie stał za tym pojedynczy, romantyczny frustrat. Nie było to dziełem przypadku. Stała za tym jakaś grubsza figura, poparta bogatszą organizacją a schwytanie Davida byłoby dla niej/niego bardzo wygodnym wypadkiem.

Po głębszym zastanowieniu nie byłoby lepszego kozła ofiarnego niż on sam. Uzasadniony żal wobec świątyni i wszelkie środki potrzebne do uśmiercenia maga, skupione w jednej osobie...

Tak. David był w dupie.

Spoglądał na ulicę, przez ciasno splecioną kratę tunelu wentylacyjnego. Czyści, najedzeni ludzie. Zdrowi, szczęśliwi i z planami na jutro, pojutrze i następny miesiąc. Ci młodsi nawet - na parę lat. Większość z nich się spełni.
Masa ludzka przelewa się jednostajnie i bezdusznie. Gdzie jest w tym prawda? Gdzie sens, skoro pod stopami tego tłumu niezauważenie krząta się druga masa, brudna, czarno-brunatna, uporządkowana rytmem pracy i fajrantu. Tamci nie mają już zbyt wiele planów. Zwykle kończą się na popołudniowym obiedzie i wieczornej nasiadówce w klubie. Te plany zaskakująco często się nie spełniają.

Buczenie działającego na pół obrotów wygłuszacza wypełnia szyb. Jest znacznie bardziej nachalne, niż wtedy kiedy maszyna działa w pełni. To właśnie niższe częstotliwości są słyszalne. Opór maszyny i nieustannie podtrzymywany kamuflaż męczą Davida znużeniem na poły fizycznym i psychicznym.

Świadomość sytuacji, w której wylądował męczy go typowo psychicznie. Nie ma zamiaru spędzić całego życia w tych poskręcanych szybach, podszywając się pod kogoś kim nie jest.

Zresztą jeśli Dan została schwytana, nie będzie w stanie długo się ukrywać.

Ten kto ją załatwił najpewniej będzie w stanie go namierzyć po nadajniku. David nie wyłączył go. Wciąż ma nadzieję na wiadomość od niej. Nawet bez nadajnika szło go znaleźć. Zhakowane sygnatury, złamane kody zabezpieczające, archiwum rozmów.

Tamci mają wiele dowodów.
David ma zbyt wiele niewiadomych.

Gdyby była chociaż pewność, że nie został sfilmowany, nie musiałby nosić tego denerwującego kamuflażu. Jeśli został... czy ten kamuflaż na pewno pomoże?

Zdecydowanie musi się dowiedzieć co stało się z jego wspólniczką. Jest jej to winien.
Oprócz tego, należy zbadać sprawę morderstwa tego maga. Nie uśmiechałaby mu się szczególnie sytuacja, w której ktoś odkryłby to za niego i to ze szczególnym uwydatnieniem jego niewątpliwego udziału w sprawie.

Zaczął zsuwać się tyłem z powrotem do głównego szybu .

***

Wysunął się z kratki wentylacyjnej w jednym z ciemniejszych zakątków "górnego" Marsa. Nieuczęszczanej, tylnej alejki wykorzystywanej głównie przez
wszelkiej maści sprzątaczy i dostawców. Bezbłędnie skierował się w stronę jednej z bardziej popularnych mordowni, będącej równocześnie klubem ze stripteasem.

Taka akcja, to na pewno grube pieniądze dla glin, najemników i zbirów. Ktoś na pewno wpadł na pomysł, by przepić swój udział.
Wystarczyło jedynie znaleźć osobnika ostentacyjnie szastającego kasą i wyciągnąć z niego informacje.
 

Ostatnio edytowane przez zabawowy sigmund : 30-06-2012 o 16:51.
zabawowy sigmund jest offline  
Stary 02-07-2012, 13:02   #7
 
Sketch's Avatar
 
Reputacja: 11 Sketch nie jest za bardzo znanySketch nie jest za bardzo znany
Nie mógł narzekać, gdyż w gorszych warunkach było mu niegdyś przebywać. O wiele gorszych. To jest właśnie wdzięczność świątyni. Nie rozumiał tego, czemu ludzie oddający życie w słusznej sprawie są tak obojętnie traktowani. A on był jednym z nich.

Podróż nie należała do najcięższych. Za sprawą niemałego doświadczenia zniósł to całkiem przyzwoicie. Pomimo tak młodego wieku wspiął się wysoko po szczeblach żołnierskiej drabiny i nie jedno przeżył. Większe lub mniejsze bunty, jak chociażby te na Io, małe spory ze strony wiecznie nienasyconych potęgą korporacji i wiele, wiele innych. Walczył za dobrą sprawę. W każdym bądź razie tak uważał, a nawet mało tego: Był świecie przekonany, iż sprawy świątyni są sprawami nadrzędnymi.

Na długo przed lotem dostał szczegółowe rozkazy. Do jego zadań należało podporządkowanie się świeckiemu inkwizytorowi, którego również miał chronić bez względu na cenę. Następnie wszystko uległo zmianie. Dostał awans, a jako sierżant miał wypełniać polecenia kogoś innego, mianowicie maga.

Jeszcze większe zmiany zaszły po dotarciu na miejsce. Mag Biskur został zamordowany. Ku jego zmartwieniu nie pozwolono mu osobiście przekonać się co zaszło. W obecnej sytuacji wiedział jedynie tyle, iż cała załoga zmuszona była wracać na ziemie. Zwłaszcza młody uczeń maga. Zaś żołnierze trzymający wartę w dniu przestępstwa mieli zostać przeniesieni gdzieś na peryferie układu. Rzecz jasna to była bujda. Dobrze wiedział, że tych dwóch będzie szczegółowo przesłuchiwanych, a następnie znikną w nieogarniętej przez zwykłego śmiertelnika strukturze świątyni. Przestaną istnieć dla świata. Dla tego świata.

Ktoś krzątał się na zewnątrz. Aferad dobrze zdawał sobie sprawę, iż powinien sprawdzić kto to, albo raczej wysłać paru żołnierzy by oni to sprawdzili. Zrezygnował z tego zamiaru. Nadal siedział na jednym z piętrowych łóżek zastanawiając się czy rzeczywiście awans jest takim zaszczytem. Gdyby mógł wybierać wolałby biernie uczestniczyć w gromieniu rebelii, oddawać życie w słusznej sprawie zamiast siedzieć tu w uniformie i zdawać się na łaskę losu.

Raz jeszcze zerknął na jedyne zwierciadło w pomieszczeniu. Widział twarz całkiem przeciętną jak na standardy żołnierskie. Brązowooki brunet siedział w bezruchu. Był taki sam, jednakże całkiem inny od reszty zajętych własnymi sprawami żołnierzy. Inność nie polegała na tym, iż jego zbroja była o wiele czystsza niż reszty.
 
Sketch jest offline  
Stary 02-07-2012, 19:44   #8
 
SWAT's Avatar
 
Reputacja: 11248 SWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputację
Aro.is, Saverock i S.W.A.T

Sen… Sen w stalowej trumnie, do której go siłą wsadzili, nie był miły. A co gorsza, nie mógł się obudzić. Jego mózg podczas lotu postanowił zrobić mu niemiły żart i wrócił do tego momentu, kiedy był młodym poszukiwaczem przygód i plądrował ruiny dla największych, ziemskich szlachciców. Znów był na tym przeklętym księżycu, z tą samą grupką ludzi. Zawodowców. Pamiętał każdy ich krok po ruinach, pamiętał też jak zabrali z dziwnego postumentu ten cholerny artefakt.

Pamiętał jakby to było wczoraj. Jak został w tyle, by poprawić mocowania pancerza. I jak artefakt wybuchł uszkadzając statek, rzucając nim kilka metrów w tył. I to, jak w snopie światła znikają jego towarzysze… A po kilku dniach stał się tym, czym jest.

Trumna, z sykiem powietrza się otworzyła, wyrównując ciśnienie. W środku leżał trup, a raczej żywy trup, ponieważ po chwili otworzył oczy i spojrzał szklistym, lecz niezwykle czujnym i bystrym wzrokiem na jego wybawcę. Najpierw pokręcił głową rozglądając się po pomieszczeniu, po chwili dopiero wyciągnął jakieś igły z ramienia i zrobił kilka kroków do przodu, przeciągając się. Śmierdział zgnilizną, zapewne okropnej, poparzonej skóry zdarzało mu się zostawiać całe płaty na ubraniu, które z tego względu zmieniał rzadko. Zresztą było to widać.

Pilar, kiedy jego kości chrupnęły w czasie przeciągania, spojrzał rybimi oczami na wybawcę w ciuchach mechanika. Patrzył na niego długo, pytająco. Jakby nie było, Pilar nie był stworzony do walki i był na łasce Sava.

Sav otworzył szeroko oczy, widząc zawartość trumny. Wprawdzie budowa pojemnika mogła go naprowadzić na zawartość, ale nie spodziewał się czegoś takiego. Odsunął się trochę, bo nigdy nic nie wiadomo, a wolał nie ryzykować. Nie miał zamiar być kolejnym trupem, który ledwie przybył na Marsa. Obserwował każdy ruch Pilara i zakrył usta i nos, czując jego zapach.
- A ja myślałem, że ze mną już jest fatalnie. Widocznie zawsze może być gorzej - powiedział sam do siebie. Po dłuższej chwili zorientował się, że chyba wypadało się odezwać, skoro Pilar tak na niego patrzył.
- Czym ty jesteś? - zapytał w końcu.

Człowiek, a raczej “Zombi”, jak go nazywali na Ziemi, jeszcze chwilę się zastanawiał co odpowiedzieć. Żywym trupem? Zombi? Człowiekiem? A może mutantem? Nie podchodził pod żaden z tych typów, ba, nawet sam nie wiedział “czym” jest. Więc pozostało mu wzruszyć ramionami.
- Nie wiem - odpowiedział chrapliwym głosem, mówienie nie było dla niego przyjemnością - A ty?

- Opiekunem? To chyba odpowiednie słowo, zważając na to, że moim zadaniem było zajmowanie się trumną z której wyszedłeś i jednocześnie tobą, bo wątpię, aby to pudło było ważniejsze - odparł z dłonią wciąż przy ustach, aby nie musieć czuć zapachu tej zgnilizny.
- I nawet nie wiem, czy powinienem otwierać trumnę. Może miałeś tam ciągle leżeć? - wątpił, że otrzyma odpowiedź, ale zawsze można było spróbować.

- Czy możesz mi powiedzieć gdzie jesteśmy? - podrapał się paznokciami po twarzy, sprawiając że kawałek skóry upadł mu pod nogi - Ups

- Uważaj, trochę - mruknął, widząc tę niezbyt przyjemnie wyglądającą scenę.
- Jesteśmy na Marsie. Przylecieliśmy tutaj zaledwie wczoraj - odpowiedział na zadane pytanie.

Rozejrzał się znowu po magazynie, starał się sobie przypomnieć wszystko, co czytał na temat “czerwonej planety”.
- Skoro jesteś moim opiekunem - mężczyzna z którym rozmawiał najwidoczniej nie za bardzo sobie zdawał sprawę co Pilar tu robi - To, czy nie masz dla mnie jakiś nowych ciuchów? I świeżych bandaży?

- Aż tak dobrze się do tego nie przygotowałem. Myślałem, że ktoś zabierze trumnę razem z zawartością, gdy tylko wylądujemy. Jak widać, spotkała mnie niespodzianka -odpowiedział, rozkładając bezradnie ręce i zaraz tego pożałował, bo zapach zgnilizny uderzył go w twarz.
- Chociaż ubrania i bandaże powinni tutaj mieć, tylko nie wiem, jak mogą zareagować inni na twój widok.

Wiedział dobrze, jak inni na niego reagują. Małe dzieci krzykiem i płaczem, kobiety ucieczką, mężczyźni gotowością do walki, ewentualnie strzałami w jego kierunku. W sumie dobrze, że Inkwizycja go porwała z ulic na te badania, a teraz jeszcze lepiej że został zapomniany. Ale nie miał pojęcia w której części miasta się znajdują. Jeśli w górnej, zapewne żywy by stąd nie wyszedł. Ale musiał spróbować, nim sobie o nim przypomną. Poprawił swoje ubranie, starając się zakryć twarz i tyle ciała, ile mógł przed wzrokiem innych ludzi.
- Gdzie tędy dojdę? - wskazał na drzwi.

- Nie powiedziałbym, że to dobry pomysł. Ty sobie spokojnie wyjdziesz, a potem na mnie spadnie wściekłość kogoś, kto być może miał cię odebrać. Chociaż, zawsze mogą to załatwić szybciej i nawet nie dożyję do spotkania z odbiorcą - westchnął cicho. Wpakował się w niezłe bagno. Mógł opanować ciekawość i nie ruszać tego pudła.
- Wolę pójść z tobą. Zawsze można coś wymyślić, gdy nas zobaczą razem. Sam wzbudzisz zbyt wiele podejrzeń.

- To dobry pomysł - charknął - W grupie raźniej... Skoro kazali Ci mnie pilnowąć, pewnie nie znaczysz dla nich wiele więcej ode mnie... Pójdę przodem - uśmiechnął się delikatnie, przekraczając próg magazynu i na ślepo ruszając dalej, jeszcze za bardzo nie wiedząc czego szuka.
W planach miał przedostać się na sam dół miasta, bo jak się spodziewał byli w jej górnych częściach. Ewentualnie załapać się na krzywy ryj na jakiś statek na Ziemię, do domu.

- Sądząc po twoim stanie, jeden czy dwa strzały wiele nie pogorszą, więc idź przodem - powiedział raczej do siebie, niż do Pilara i wyszedł za nim, mając nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie.

Alex uniósł wzrok, kiedy usłyszał odgłos otwieranych drzwi. “W końcu”, pomyślał i zrobił krok do przodu, jednak nie był gotowy na to, co zobaczył. Któż by był? Żywy trup, ot tak wychodzący sobie z jednego z pomieszczeń. Hiszpan stanął jak wryty, jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, a szczęka mimowolnie ruszyła w dół. Błąd. Kiedy doszedł do niego smród zgnilizny, momentalnie zaczął kaszleć i chwycił kołnierz płaszcza, zasłaniając usta i próbując przepędzić napływające do oczu łzy. Cała sytuacja nabrała większych rumieńców, kiedy zza pleców chodzących zwłok wyłonił się mężczyzna. Alex skakał wzrokiem od jednego do drugiego, nie mogąc odnaleźć głosu.
- Co do...? - Jedynie dwa słowa zdołały opuścić jego usta, ale jego spojrzenie sugerowało, że trochę wyjaśnień byłoby na miejscu.

Pilar jakby wszystko było w najlepszyem porządku, skinął mu głową
- Dzień dobry - rzucił kulturalnie i odwracając głowę od nieznajomego, ruszył normalnym tępem dalej, jakby nigdy, nigdy nic.

Alexowi zachciało się śmiać na całą absurdalność tej sytuacji. Żywy trup na Marsie, dobrze wychowany i zachowujący się, jakby wszystko było w najlepszym porządku. Wbił wzrok w jego plecy i jedynie odprowadził go wzrokiem, zatrzymując jednak jego towarzysza.
- Alexandro Flores, sir, zostałem przydzielony przez Świątynię do pomocy. Pan Vujacic? - Spytał się jedynie, postanawiając zignorować Pilara. Jak na razie.

- O, nawet dobrze wychowany - skinął głową z uznaniem, jakby nie wydarzyło się nic niezwykłego. Już miał ruszać za Pilarem, ale został zatrzymany. Trzeba było jakoś sobie z tym poradzić.
- Żaden Vujacic. Muszę go przewietrzyć. Siedział tak w tej trumnie i ostatni mój rozkaz był taki, abym na miejscu pozwolił mu trochę pochodzić - palnął pierwszą głupotę, która przyszła mu do głowy, a może się uda i rozmówca przyjmie takie wytłumaczenie.

Alex doszedł do wniosku, że zbyt długo czasu spędził w ruinach, wśród ledwo co trzymających się ścian i wąskich korytarzy. Świat stanął na głowie, a on nawet tego nie zauważył. Bez słowa przepuścił mężczyznę, jedynie kręcąc głową na jego słowa. A myślał, że Mars jest spokojniejszy od Ziemi. Lecz wszystko wskazywało na to, że jego dni pełne spokoju i ciszy właśnie dobiegają końca.
 

Ostatnio edytowane przez SWAT : 02-07-2012 o 20:28.
SWAT jest offline  
Stary 11-07-2012, 12:35   #9
 
Irregular's Avatar
 
Reputacja: 159 Irregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znanyIrregular wkrótce będzie znany
Irregular & Boreiro

Wolfgang niepewnie spojrzał na ucznia czarodzieja. Nie miał wielkiego doświadczenia w zaczynaniu tym podobnych rozmów. ,,Hej, czy wiesz może, czemu zamordowano twojego nauczyciela?" nie wydawało się jakoś właściwe. ,,Co możemy zrobić z tą sprawą?" było nazbyt ogólne.
- E... miło cię poznać - zaczął niezręcznie. - Em... to nie zabrzmi jakoś miło, ale... e... wiesz może... - zaciął się. - Em... widziałeś ciało?
Zdawał sobie sprawę, że to, co mówi, jest zapewne niewłaściwe i nie na miejscu, ale zaskakująco trudno jest artykułować takie rzeczy.

Mirko podniósł wzrok na swojego współlokatora. Powolnym ruchem i z głośnym sapnięciem wstał z łóżka. Siedział tam z załamaną głową od czasu wizyty strażników. Na szczęście wyglądało na to, że jego rozmówca także nie wie co należałoby teraz zrobić. Uczeń wziął głęboki oddech, założył ręce na ramiona i przemówił głosem najspokojniejszym jak tylko obecnie potrafił:
-Nie, nie widziałem ciała. O całej sprawie wiem tyle co ty – milczał chwilę po czym kontynuował – To była moja pierwsza misja odbyta poza ziemią. Z Biskurem rozmawiałem zaledwie parę razy i były to krótkie i zwięzłe rozkazy. Przez prawie całą podróż siedział w swojej kajucie. Nie wiem skąd pochodził, jaki miał charakter, czy miał wpływowych znajomych i wrogów. Dosłownie nic. Nie jestem nawet pewny czy zdołałbym przywołać w myślach obraz jego twarzy – głos Mirka stawał się coraz bardziej załamany i niepewny – Wiem, że śledztwo należałoby przeprowadzić teraz kiedy sprawa jest jeszcze gorąca, ale chyba nie dałbym rady jego prowadzeniu. Sądzę, że najrozsądniej będzie wrócić na Ziemię i tam przekazać tą sprawę w ręce wyżej postawionych członków Świątyni. Chyba że … - Chłopakowi rozbłysły oczy i teraz jego głos stał się o wiele bardziej zdecydowany- Ty mógłbyś poprowadzić dochodzenie. Jesteś ode mnie starszy, masz większe doświadczenie i wyglądasz mi na faceta, który wie co należy zrobić. Co ty na to?

Wolfgang załamał ręce.
- Wiedzieć, co robić? Człowieku, ja byłem księgowym! Pierwszy raz poza Ziemią! Nie potrafię poprowadzić śledztwa, jedyny moment, kiedy miałem z czymś takim do czynienia, to jako sekretarz w sądzie... a wtedy sprawy były już rozwiązane! - westchnął. Spodziewał się od maga... czy też ucznia większej pewności siebie, która pozwoliłaby mu usunąć się w cień. - Na pewno nie ma tu nikogo innego, kto mógłby się tym zająć?

Mirko głośno przełknął ślinę. Miał nadzieję, że jego plan obciążenia śledztwem na inkwizytora wypali. Gdyby mieli wrócić na ziemię nie czyniąc żadnych działań, ich przełożeni nie byliby zachwyceni. Ten fakt mógłby się negatywnie odbić na jego karierze jako maga. Zaraz zaraz – pomyślał – przecież na statku było więcej niż 3 osoby! - Mirko kojarzył kręcące się po pokładzie postacie, ale nie zdążył się z żadną zapoznać – ktoś z tamtych musi się chociaż odrobinę na tym znać.
-Słuchaj. Mam plan. Nie możemy ot tak wrócić na ziemię z niczym. Trzeba to jakoś rozwiązać. No więc: najpierw przepytamy załogę statku co do morderstwa i podczas tych rozmów ostrożnie wybadamy ich zdolności i chęci do działań detektywistycznych. Oficjalnie to ja będę prowadził śledztwo, a ty będziesz moim asystentem. Nieoficjalnie zwalimy całą sprawę na głowę któregoś z członków załogi i po sprawie. Genialne! – krzyknął Mirko, po czym klasnął w dłonie wyraźnie uradowany – i co ty na to, mój asystencie?

- Zgoda, panie przełożony - blado uśmiechnął się Wolfgang. - Proponuję uprzejmie poinformować tą załogę o tym, że łaskawie pozwolimy im się wykazać w tej sprawie. Musimy tylko być bardzo pewni siebie, bo jeszcze ktoś zapyta, czemu sami się tym nie zajmiemy. - Zawahał się, nim dodał: - Może... przy odrobinie szczęścia... uda nam się to jakoś rozwiązać. - Miał nadzieję, że się uda. Gdy tylko okazało się, że obaj nie wiedzą, co robić, poczuł się... dziwnie pewnie. Już nie jest sam z kłopotami. Teraz jest ich dwóch.
 
__________________
Mole książkowe są zagrożone. Chrońmy ich naturalne ostoje! (biblioteki!)

Wkurzyłam kogoś? Coś pomyliłam? Sorry, ale biblioholik na odwyku to jeden wielki kłębek nerwów. Wybaczcie.
Irregular jest offline  
Stary 12-07-2012, 18:16   #10
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 35 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
Niemal cała grupa zebrała się w jednej z komnat. Mirko opowiedział, jak wygląda sytuacja. Jego nowi podwładni nie odzywali się ani słowem, jedynie stali na baczność. Jeżeli mieli jakieś obiekcje co do tak niedoświadczonego przełożonego to w żaden sposób ich nie okazali - albo rzeczywiście było im wszystko jedno, albo nauczyli się już że nawet uczeń maga w świątynnej hierarchii znajduje się znacznie wyżej od nich.

Zwykli żołnierze starali się robić wszystko, żeby niczym się nie wyróżniać, nie dać się zauważyć, zapamiętać. Życie nauczyło ich, że jakiejkolwiek odpowiedzialności należy unikać niczym ogni piekielnych. Jednak była tam jeszcze trójka osób, które mogły przydać się inkwizytorom: Alexandro, Gregor oraz Aferad. Alexandro wydawał się być tutaj raczej z przymusu, ale z tego co mówił wynikało, że ma za zadanie pomóc im w śledztwie, co oznacza, że nie trzeba będzie go do niczego zmuszać. Gregor jako przewodnik mógł wiedzieć mnóstwo rzeczy o Marsie, które im by nie przyszły na myśl, a Aferad bez powodu sierżantem nie został - tacy wojskowi często cechują się prostym, ale logicznym sposobem rozumowania który pozwala im znaleźć winnego.


Nie było wśród nich natomiast mechanika, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Któryś z żołnierzy rzucił, że mechanik pewnie poszedł kupić jakieś niezbędne zapasy - podwładni często kryją sobie nawzajem plecy, ponieważ dzielą podobny los.

Tymczasem Sav oraz zjechali kilka pięter w dół windą. Na platformach łączących wieże, znajdujących się co pięć pięter, miały miejsce niewielkie bazary, różnej wielkości zależnie od tego jak często dana platforma była uczęszczana. Udało im się uniknąć zbyt wielu spojrzeń, był późny ranek i większość osób była w pracy. Sav zaproponował, żeby Pilar zaczekał w korytarzu prowadzącym do windy, sam zaś wypatrzył i kupił nieco bandaży oraz luźnych ciuchów. Były stosunkowo dobrej jakości, ale droższe niż na Ziemii, czego można się było spodziewać.


David zniknął w jednym z barów. Ludzie bardzo mocno starali się udawać, że ten fakt przeoczyli, co z pewnością świadczyło o tym, że przynajmniej kilka osób go rozpoznało. Powinien uwinąć się szybko, inaczej to może się źle skończyć. Wiedział, że tu w górnym mieście, tak blisko Cytadeli takie rozrywki jak striptiz są ścigane. Był w jednym z niewielu miejsc, w których można było ich zaznać, można było także kupić tu narkotyki, broń... Ale wszystko to miało miejsce w zamkniętej części lokalu, wyglądającej na magazyn. Pod drzwiami stał jeden wykidajło, ale ktoś doświadczony (nawet, gdyby nie wiedział o drugiej części kantyny) mógłby stwierdzić po pozie i zachowaniu, że robi tu raczej za bramkarza wpuszczającego ludzi, niż pilnującego porządku.
David zarejestrował jeszcze, że barman przekazał wykidajłu jakiś sygnał, ale nie był w stanie powiedzieć, co dokładnie on oznaczał. To się zapewne okaże za chwilę.
 
Issander jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:28.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170