Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-07-2012, 11:24   #1
 
Pinn's Avatar
 
Reputacja: 19392 Pinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputację
[CP2020] Martwe Dusze


LIPIEC BROOKLYN, NY ; 2028


Josh Hitchkin

Josh siedział pod mostem kolei nadziemnej, który szumiąc i trzeszcząc pozwalał wozić zdegenerowanych lub zmęczonych pasażerów w większości nie płacących za przejazd. Pogoda była upalna, podobno skutki globalnego ocieplenia. Wychudzony pies spojrzał na byłego glinę swoimi wielkimi oczami. Król mówił o jakieś lipnej walce , małe zakłady , mała stawka. Garstka młodzików z chęcią wyładowania hormonów; na jednym z poziomowych parkingów. Z małym prawdopodobieństwem można było spodziewać się najazdu Synów Allaha. Popierdolonych czarnych sekciarzy chcących przejąć i nawrócić okolice. Miał również wizytówkę od reporterki. Tony Shaw. Jaki mógł być? Opłacało się z nim pracować? Kto wie... Zawsze może uderzyć wieczorem na parking, sprać parę mord tym samym szanując Króla i następnego dnia uderzyć do tego specjalisty. Pan Shaw... Ramię zabolało go , przenikliwy kłujący ból. Jeśli nie przejdzie , znów będzie musiał skorzystać z niezawodnych środków przeciwbólowych, choć trzeba przyznać tolerancja się zwiększała.


Spock


[media]http://www.youtube.com/watch?v=jQvUBf5l7Vw[/media]-TY TĘPY JEBANY CHUJU! NIE UCIEKNIESZ! DORWĘ TWOJĄ PEDALSKĄ KOLCZYKOWATĄ MORDĘ I ZMIAŻDZE!


Spock musiał nieźle spierdalać. Goniła go para wygolonych neonazistów. Jeden posiadał- widział to kątem oka- kastet wmontowany w tanią cyber-rękę, drugi pędził z pałką teleskopową. Czemu go gonili? Chuj wie? Podobno , był wtedy nietrzeźwy(teraz leciał na jakimś dopale, małej trójkątnej powlekanej pigułce), coś zrobił to pewne. A te szajbusy znajdywały byle jaki powód.

-MYŚLISZ !... WŁAZIĆ NA NASZĄ MELINĘ ! NASZE KURWA DUPY! ZA KOGO TY SIĘ UWAŻASZ?!


Sprawa powoli się wyjaśniała a mięśnie szybszego punka męczyły się. Wbiegł na dosyć ruchliwą ulice. Ludzie patrzyli się z niepokojem. Automatyczna taksówka zatrzymała się z piskiem i zrobiła mu zdjęcie. Sporo świadków. Chyba tamtych dwóch miało tylko broń białą. Kto wie?!
Janek
-To co Johny...- powiedziała i uśmiechnęła się; należała do Red Angel Dragnet klubu motocyklistów , lubiącym różne rzeczy, szczególnie te ostre w szerokim tego słowa znaczeniu.

[media]http://fc03.deviantart.net/fs71/f/2012/179/4/3/433af7a18bd8dd06d2403caadadc5c76-d5589pc.jpg[/media]-Siadaj- powiedziała Janet Jane wyjmując długiego, którego rozpaliła oświetlając swoją śliczną buzie- wiesz , widzę jak latasz tam i gdzie indziej. Shaw znajdzie dla ciebie robotę. Musisz się tylko wykazać. Często podpierdalamy dla niego auta. Głównie Robby- wypuściła blado niebieski dym. Popatrzyła w podkrążone oczy Janka. Dosyć długo.


-Śmiało pocałuj mnie- powiedziała znienacka i przygryzła górną wargę. Co za nietypowy dzień. Była dziewczyną szefa Angelsów- Heina. Poznali się na koncercie , trochę opili. Mieli wspólnych znajomych. Widział jej zdjęcia na facebooku, którego posiadał tylko do przeglądania profili innych, pod fikcyjnym nazwiskiem. Z tego co wiedział pochodziła z dobrego domu i miewała swoje zachcianki. Była jednak dobrą dziewczynką, nawet jak obowiązywała poza która podobno była wszystkim- małym diabełkiem. Zarzucili dermy z analogiem endorfiny. Miała szkliste , wodniste oczy. Ten fakt na pewno wkurzył by Heina. Chwaliła jego twardy akcent Johnego. Jej prababcia podobno też pochodziła z Polski. Takie szczegóły mimowolnie ich do siebie przybliżyły. Przynajmniej tak wydawało się Jankowi.

Andrew Nomad


-Ścigamy się! Boisz się kurewko? Nie? To dawaj.
Znajdował się na jednej z głównych ulic Brooklynu. Czerwone światła na sygnalizacji jak i pojazdach. Spaliny. I Rudy pragnący wyścigu.

-Znajdę dla ciebie dobry kontakt. Ja jestem tam spalony , ale ... Masz tylko zapierdolić w gaźnik.

Czteropasmówka. Zero policji. Powinien dać radę.
 
__________________
"It's not the best choice, it's Spacers Choice."

Ostatnio edytowane przez Pinn : 06-07-2012 o 23:10.
Pinn jest teraz online  
Stary 07-07-2012, 01:34   #2
 
Rebirth's Avatar
 
Reputacja: 9164 Rebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputację
Był w dosyć podłym nastroju. Tak naprawdę nie miał ochoty się prać z tymi nędznymi punkami, a ból w ręce tylko go w tym utwierdzał. Na dodatek zarobił osiem dyszek na czysto, a to powinno starczyć na jakieś podróbki leków, żarcie. Może nawet zostałoby parę eurobaksów na dzień następny. Po jaką cholerę ta dziennikarka dała mu ten namiar? Co ją to do cholery obchodziło? Kogo w ogóle obchodziły sprawy zhańbionego gliny, w dodatku rynsztokowego ćpuna i wykidajły? Nie mieściło się to w głowie Josha, dlatego wolał się chwilę położyć. Przed walkami należy być wypoczętym. Łyknął zawyżoną dawkę prochów, z nadzieją że utrzymają się jeszcze przez walki. Nic nie było tak upokarzającego jak poddanie się przez kontuzję. Nie mógł zawieść. Poza tym jeśli przyjdzie mu kiedykolwiek ochota zobaczyć się z tym typkiem od tej dziennikarzyny, to dobrze by nie był zbyt poobijany. Wiedział, że choć przeciwnik wydawał się słaby, to będzie walczył pod presją. Głupie limo pod okiem, jakaś nieplanowana szrama na twarzy czy wybite zęby nie stawiałyby go w zbyt dobrym świetle. Jeśli ten Tony Shaw to jakaś większa szycha... Co?! Jaka większa szycha, o czym ty myślisz Josh. Przecież jedyny twój aktualny kontakt z wyższym sferami jest tylko przez pośredników - tj. przez firmy ochroniarskie wyganiające cię ze strzeżonych posesji. Nic to, korzystał więc z tego co miał pewnego. "Król" choć w tym śmiesznym świecie turbo był jedynie jakimś ledwo widocznym pyłkiem rzeczywistości, ale dla Josha był pewniakiem któremu wiele zawdzięczał. Bo "Król" jak każdy król powinien być uczciwy dla poddanych (albo przynajmniej dobrze kryć swoje machlojki), inaczej skończy jak każdy inny - z głową w rynsztoku, albo nawet bez niej. Odpoczął ile trzeba było i udał się na parking.
 

Ostatnio edytowane przez Rebirth : 07-07-2012 o 01:50.
Rebirth jest offline  
Stary 07-07-2012, 23:45   #3
 
Gob1in's Avatar
 
Reputacja: 25717 Gob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputację
Łapała go zadyszka, a ból w prawym boku dawał o sobie znać nasilającym ćmieniem. Jeszcze trochę i nie da rady biec dalej. Przeskoczył nad stertą śmieci i gruzu. Swoją drogą tamci musieli być mocno wkurwieni - gonili go przez ładnych parę minut. Uliczka skręcała ostro w prawo. Zmienił kierunek nie zwalniając, ale nie wyrobił i musiał rękoma amortyzować zderzenie z murem. Nic - ważne, że biegł dalej.

"Co teraz?" - uliczka nagle wyszła na ruchliwą przecznicę. Przeciął chodnik rozchlapując wodę z kałuży ciężkimi buciorami i niemal wywracajac jakiegoś Hindusa w turbanie, który zaczął coś za nim krzyczeć z oburzeniem. Pisk opon i błysk flesza zwrócił jego uwagę na taksówkę.
- To Ameryka! Mów po angiel... - ze stęknięciem prześlizgnął się po masce żółtego pojazdu - ...sku, palancie! - dokończył, obracajac się w kierunku goniących go skinów.
Że też musiało go aż tak popierdolić, żeby ładować się tym popaprańcom na metę. I jeszcze obracać ich kobiety... Trudno - było, minęło. Nie było aż tak fajnie, żeby się teraz tyle gorączkowali. Są.
Wykrzywione w grymasie gęby prześladowców pojawiły się tuż obok wciąż protestującego Hindusa, który przytomnie zszedł skinheadom z drogi. Spock, nie ruszając się z miejsca uśmiechnął się szeroko, czym najwyraźniej zbił ich z tropu, po czym zasalutował i macając klamkę drzwi taksówki zawołał:
- Sayonara, głąby!
Na dziś miał dosyć wrażeń - jeszcze spotkanie ze Shaw'em i czas walić na chatę.
 
__________________
I used to be an adventurer like you, but then I took an arrow to the knee...
Gob1in jest offline  
Stary 09-07-2012, 23:17   #4
 
Pinn's Avatar
 
Reputacja: 19392 Pinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputację
Josh Hitchkin

Zbliżał się wieczór. Parne powietrze mieszało się z spalinami i oparami marihuany palonej przez tych młodych fanów rapu. Mieszanka różnokolorowa, mężczyźni w młodym wieku, maksymalnie 25 lat, za duże ubrania, neonowe lub złote zawieszki, kilka spluw, cwaniaki w większości niezrzeszone z żadnym większym gangiem choć trzeba było przyznać widział parę ważniejszych osobistości. Lampy dość jasno oświetlały parking blisko ważniejszych przynajmniej dla garniturów okolic. Król był obecny. Czarny, z wyraźnymi kościami policzkowymi, w lustrzankach i brązowym kożuchu, pod spodem siatkowa koszulka odsłaniające wyrzeźbione (z wielką pomocą nielegalnych suplementów) mięśnie, obcisłe spodnie z podrabianej skóry z krokodylim wzorem, za uchem kilka załadowanych chipów. Typowy człowiek biznesu, przynajmniej w dolnych partiach Brooklynu. Ach ten górny poziom, te piękne wieże, arkologiczne kompleksy dla bogatych. Niedostępny sen dla Josha. Gdy był dzieckiem patrzył jak je budowano , żyjąc w getto...

-Twój pierwszy przeciwnik to Horror, ma tak jak dostał bad-tripa po design-psychodelicu. Jest szybki i lubi wgzyzać się w przeciwników. Chłopaki ci nie pomogą. Oni lubią to jeszcze bardziej- Król odsłonił swoje zęby, złote po części. Poklepał Hitchkina po ramieniu i kazał wejść na ring zbudowany z żywej masy. Chłopcy ucichli, gdy ten wkroczył.


Horror był dosyć chudym i wysokim murzynem z szaleńczymi mrugającymi oczami. Będzie dość szybki. Kto wie? Może naprawdę gryzie oponentów.


-Start!- powiedział prowizoryczny sędzia.


Horror prawie ,że skakał ale nie miał zamiaru podejść pierwszy. Zmusił Josha do ataku. Pięść minęła się z głową czarnego. To było pewne, dopalacz refleksu. Musiał mieć nieźle popierdolone w głowie, żyć na ciągłym slowmotion i ta domniemana modyfikacja mózgu po zażyciu eksperymentalnego psychodelika. Wykorzystując odsłonięcie kopnął go w jego bolącą rękę. Ból byłby niesamowity, trafił w samo zgięcie łokcia , gdyby nie zażycie prochów. Teraz był po prostu niezwykle silny. Kolejny cios- niepotrzebnie odruchowo złapał się za czułe miejsce. Prosto w twarz. Odrzucenie, stróżka krwi , złamany nos, paskudny ból, narastająca nienawiść do przeciwnika jak i zdrajcy (zapewne Króla pragnącego widowiska) jego słabego punktu. Upadł na plecy, totalnie zamroczony, ale gotowy do wstania. Najwyraźniej przeciwnik nie kopał leżącego... a jednak mocny kopniak w żebra. Jechał go jak szmatę. Nie podda się.

Śmieszne- prze głowę , w takim momencie, przeszła mu myśl jak pokaże się Shaw`owi. Ten człowiek być może coś w sobie miał. Zbliżająca się łydka w czerwonych Nike`ach...


 
__________________
"It's not the best choice, it's Spacers Choice."

Ostatnio edytowane przez Pinn : 11-07-2012 o 14:12.
Pinn jest teraz online  
Stary 10-07-2012, 03:10   #5
 
Rebirth's Avatar
 
Reputacja: 9164 Rebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputację
"Wstawaj Josh, wstawaj pajacu nie daj się jakiemuś chudemu szczylowi obijać!" - wewnętrzny głos nie dawał mu spokoju, był niczym ojciec zmuszający dziecko do wysiłku. "Co ty kurwa wyrabiasz, zaraz będzie po tobie!" Dzwonki w uszach, jakieś stłumione ekstazy, dyszenie i kroki "Ej, kurwa przyjeb mu teraz! Teraz! TERAZ!!!" - ostatnie słowo zadziałało jak samowyzwalacz. Zareagował wręcz instynktownie, tkwiąc gdzieś jeszcze po części w odmętach zamroczenia. Przyjąwszy kolejny cios wroga na żebra (a umiał to robić, co odróżniało go od amatorów) jego pięść niczym pocisk nakierowała się na rdzeń siły każdego wojownika - prosto w krocze! W tym ciosie pokładał cale swoje nadzieje, a jednocześnie błagał los by przeciwnik nie był na tyle popierdolony, by wmontować sobie tam jakiś cyberwszczep, albo jakieś inne gówno z dzisiejszego, chorego świata. Jeśli cios "siądzie", był gotów rzucić się na chudego murzyna, i sprawić by przed oczami przewinęły mu się wszystkie czarne święta jakie spędził w życiu. Uderzenie w łokieć było w złym smaku, ale miało jedną cechę - wyzwalało u Josha mroczne instynkty, które brały władzę nad jego głową niczym psychoza. "Król" chciał widowiska? Oj, to będzie je miał... Bo kiedy już dopadnie przeciwnika w tym stanie, będzie to droga bez powrotu dla któregoś z nich, chyba że sędzia ich w ostatniej chwili rozdzieli. Inaczej będzie jedno wielkie bagno. Krwi.
Cios był już prawie u celu... Gdyby jednak nie trafił, gdzieś w tyle głowy Josha zapalało się światełko, że trzeba wstać i spróbować przyjąć gardę i nie dać się znowu trafić.
 
Rebirth jest offline  
Stary 10-07-2012, 13:39   #6
 
JohnyTRS's Avatar
 
Reputacja: 46790 JohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputacjęJohnyTRS ma wspaniałą reputację
Janek, znany częściej jako Johnny, uśmiechnął się. Był to nikły uśmiech, choć wystarczający, żeby dziewczyna zauważyła. Siedzieli na podwórzu pomiędzy tymi starymi ruderami Brooklynu, pomiędzy kolejnymi takimi samymi przecznicami. Wiele budynków było pustych, można było w nich znaleźć jakiś osłonięty kąt do spania, starą dechą lub płytą plastiku zablokować drzwi i być w miarę bezpiecznym.

Objął ją ręką, prawą dłoń położył na jej prawym ramieniu, na jej czerwonej kurtce. Swoją drogę niezłe połączenie, a może niezły kontrast. Ona cała w czerwieni, on w czerni, z kilkunastocentymetrowym Irokezem, też czarnym.

Endorfiny zaczęły działać, ogarniał go coraz lepszy humor, jaźń przestawiała na boczny tor ostrzeżenia o późniejszym moralnym kacu, będącym odwrotnością dermu.

-Kradzież samochodu? Czemu nie. Jest jeden problem. Nie mam żadnego sprzętu, żeby to zrobić. Muszę wiedzieć, co to za samochód i z którego roku. Ja wiem, że te które warto kraść, są nowe i mają zabezpieczenia. Te rzeczy to nie problem, muszę wiedzieć tylko co to za samochód, jaki ma zamek i tak dalej. Zgadzam się - endorfiny ukazały całą swoją moc - a jaka jest w tym twoja rola?

Dopiero wtedy przysunął się do niej i pocałował.

To nie Polska, tu nie ma starych Volkswagenów, do którego wystarczy byle wytrych bądź drut oraz akumulator z dwoma przewodami, żeby zresetować komputer sterujący.
 
__________________
Życie społeczne to sztuka
wbijania innym noży w plecy
i udawania
że własne plecy ma się czyste
JohnyTRS jest offline  
Stary 11-07-2012, 04:15   #7
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 125 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
Uwielbiał zapach spalin.
Od tej woni lubił bardziej jedynie świst wiatru przy dużej prędkości oraz ryk silnika swojego motoru. No i te zabawne żółte, lekko gorzkie pigułki które sprawiały, iż jazda na motorze stawała się jeszcze bardziej zajebista.

Ktoś coś od niego chciał. Spojrzał w kierunku źródła tego głosu, uniósł gogle... Rudy. Znów chciał się ścigać. Chyba był zbyt tępy, by zrozumieć, że w tej dzielnicy jest tylko jeden mistrz jazdy na motorze. I on nim z pewnością nie jest. Tylko Andrew, zwany zazwyczaj po prostu Nomadem, był dostatecznie powalony, by być posiadaczem takiego tytułu. Nikt nie był bardziej psychiczny od niego, więc nikt nie miał prawa z nim wygrać. Tam gdzie inni zwalniali on jeszcze przyśpieszał mijając przeszkody dzięki nadludzkiemu refleksowi. Naprawdę nadludzkiemu, przecież nie ćpał dla smaku, prawda?
- Mógłbyś od razu dać mi ten kontakt. I tak przegrasz - zaczął, szczerząc się do Rudego. - Ale sądzę, że widok twojego wściekłego ryja po kolejnej przegranej wart jest tego wysiłku...

Nasunął gogle na powrót na oczy, po czym sięgnął ręką do kieszeni i chwilę w niej pogrzebać, by wyciągnąć z niej niewielką, żółtawą pigułkę. Wetknął ją do ust.
Jak zwykle smakowała okropnie. Ale cholera, ona przecież nie służyła do smakowania! To był narkotyk tylko dla takich pojebów jak on, uwielbiających duże prędkości, sprawiający, iż reszta świata poruszała się niezwykle wolno...

Zalśniło zielone światło, więc Nomad, zgodnie z życzeniem Rudego "zapierdolił w gaźnik". Oczywiście, nie był by sobą gdyby się nie popisał - podniósł przednie koło motocykla i przez jakiś czas jechał jedynie na tylnym.
W końcu położył przednie koło na asfalcie i zaryzykował rzut oka w tył, by dojrzeć Rudego. A potem wszystko zaczęło zwalniać...
 
Wnerwik jest offline  
Stary 11-07-2012, 21:14   #8
 
Pinn's Avatar
 
Reputacja: 19392 Pinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputację
Josh Hitchkin
Cios dodarł prosto na krocze Horrora, szykując się do kolejnego ataku stracił czujność. Przeciwnik padł na ziemię strącony siłą ciosu. Josh wstał , miał mało czasu. Przywarł do czarnego całym swoim ciałem, kładąc kolana na jego klatce i począł masakrować twarz oponenta. Uderzał systematycznie i boleśnie. Podniósł się gwar. Wołali by przestał lub przyłożył jeszcze bardziej. Twarz Horrora wyglądała dosłownie jak wyjęta z horroru. Nie miał już nosa, łuki brwiowe były porozcinane, tak samo wargi, parę zębów wyleciało , jeden wbił się w pięść Josha.

-Dość!- krzyknął Król, jednak to tylko podsyciło furię byłego gliny , to on sprzedał jego słaby punkt. Czarny był już ledwo przytomny , dopiero gdy jego kumple przywarli do Hitchkina i usiłowali go odciągnąć przestał tłuc.
W tej samej chwili rozległa się syrena policyjna. Trzeba było zwiewać.
Psedo-gangsterzy poczęli się rozchodzić , niektórzy wykrzykiwali obelżywe słowa w stronę policji. Jakiś jeden czarny ten z poważniejszych popatrzył na Josha i uśmiechnął się.

-Tak to bywa- powiedział idąc w stronę swojego samochodu.

Król razem z przybocznym kierowali się do swojego podrasowanego BMW. Mógł poprosił o podwiezienie. Lodówa zapewne wjedzie na to piętro, nie spodziewał się zablokowanie wjazdu, wiele znajomych z komisariatu wiedziało jednak , że Josh bierze udział w nielegalnych walkach. Zgarną go jako pierwszego podejrzanego, szczególnie że w prewencji gardzono i obwiniano go najbardziej.


Spock
Wbiegł zdyszane do żółtej automatycznej nowojorskiej taksówki. W środku powitała go przestraszona twarz grubego cwela w średnim wieku. Kolejna para wkurwionych ciot zbliżała się tymczasem a w zasadzie biegła ( z znaczącym gniewem na twarzy) do wspomnianej taksówki.

-PROSZĘ WYSIĄŚĆ PAŃSKIE WTARGNIĘCIE JEST BEZPRAWNE WSZEDŁ PAN W TRAKCIE TRWANIA INNEGO KURSJU. MAMY PAŃSKIE NAGRANIE, JEŚLI PAN...- w tym momencie przez szybę koło Spocka wbiła się nadludzka wszczepiana ręka; nienagannie błyszczące metalowym blaskiem (w każdym razie nie było to amelinium) pokrywy ochronne. Wbudowane kastet wydobył się z sztucznych nadgarstków. Cała interesująca konstrukcja wspierana donośnymi przekleństwami z zewnątrz najwyraźniej szukała gardła Spocka. Ten miał już co robić gdy pojazd ruszył z piskiem opon.

-PROSZĘ ZACHOWAĆ SPOKÓJ. POLICJA JUŻ ZOSTAŁA POWIADOMIONA O TYM INCYDENCIE. PROSZĘ...- i tak w kółko.

Gruby pasażer przerażony powoli wydał z siebie słowo.

-Dookąd jedzieemy?- wyjąkał.

-NA NAJBLIŻSZY KOMISARIAT POLICJI W CELU ZŁOŻENIA ZEZNAŃ.

-Chuj by to strzelił, ty jebana puszko- skwitował bardziej nagannie wyglądający pasażer przemądrzałej żółtej automatycznej nowojorskiej taksówki.


Janek
Janet Jane odchyliła swoją głowę i spojrzała uwalonym szczęśliwym wzrokiem na Janka.

-Moja rola lols- powiedziała nowomodnie- lubię cię, a domyślam się, że wolisz pracować z kimś dobrym. Hein był by za bardzo zazdrosny, w każdym razie mam wyrzuty sumienia. Shaw to dobry gość, profesjonalny, bo ma nawet wizytówki. Zaraz ci dam.

Zeskoczyła z podjazdu i podeszła do skórzanej torebki. Po chwili wręczyła mu ładną białą wizytówkę. Staromodną , bez żadnego 3-D i tak dalej.

-Podbij do niego. Co ty na to Johny? Sprzęt- wywaliła wypaloną szlugę- może pożyczyć ci Robby lub sam Shaw. Wiesz...- ściszyła głos- on ocenia ludzi. Momentalnie, są dobrzy albo do dupy. Niektórzy mówią , że ma kilka chipów z systemem analizującym ludzkie zachowania. Idź do niego i spróbuj szczęścia.
Andrew Nomad
Ruszył momentalnie i efektownie. Miał lepszy motor i o tym wiedział. Jeszcze rozgryzł tą żółtą pigułkę Flasha , choć tamte ostatnie jeszcze go trzymały. Szeroka czteropasmówka. Na niej mieli pokazać kto jest lepszy. Andrew zręcznie manewrował między pojazdami , jeden city-car nawet zatrąbił. Kochał prędkość to było coś cudownego. Pełnia życia. Spojrzał w lusterko. Rudy był za nim , daleko za nim. Miał dojechać do drugiego skrzyżowania. Pierwsze jednak go zaskoczyło. Czerwone a dalej gąszcz samochodów jadących przeciwlegle do niego. Nie ładnie. Nie ładnie.Przed nim znajdował się jeszcze tir z rampą podjazdową, ale czy był aż tak pojebany?
 
__________________
"It's not the best choice, it's Spacers Choice."

Ostatnio edytowane przez Pinn : 11-07-2012 o 23:18.
Pinn jest teraz online  
Stary 11-07-2012, 22:32   #9
 
Rebirth's Avatar
 
Reputacja: 9164 Rebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputację
- Giń kutasie, trzeba było uważać na łokieć, tego ci już kurwa nie powiedzieli, że robie się bardzo zły gdy ktoś mnie tam uderzy? - w złości nie był w stanie się pohamować, bił najmocniej jak potrafił, i nie obchodziło go kto chce żeby murzyn żył, a kto by nie. Był tylko on, czarna miazga i rządza zemsty, krwi, krzywdy. Rządza zabijała ból łokcia i nosa, mimo że krew utrudniała oddychanie, on jakoś dawał radę i gdyby nie naprawdę solidna ochrona, przywaliłby jeszcze paru pionkom, na końcu oczywiście zostawiając sobie króla, tego który to sprowokował. I nagle... Wycie dzikich szakali. Tłum zaczął znikać jak gdyby zapadał się pod ziemię, lub rozpływał, rozdrabniał się na małe molekuły. Jednak dla Josha musiało minąć kilka dobrych chwil, nim adrenalina zeszła na tyle by mógł zacząć myśleć. Momentalnie skoczyła mu znowu gdy usłyszał niosące się wycie znajomych syren. Kiedyś uwielbiał, dziś miał obowiązek nienawidzić tego dźwięku - ale nie było czasu na narzekanie. Trzeba było spierdalać i to szybko! Spojrzał wpierw na pakującego swe "królewskie" dupsko postawnego murzyna - co za niefart, wystawił go już drugi raz tego dnia. Skurwiel. Zapłaci za to. Chwila, zastanów się Josh! Gwałtownie odwrócił głowę i spojrzał na drugiego czarnego, który jak mu się zdawało coś do niego mówił. Zerwał się z miejsca i pobiegł za nim.
- Ej ty, czekaj! Pomóż mi się stąd wyrwać, proszę! Chcesz kasy? Wystawili mnie, ale kurwa mam przy sobie ostatnie pięć dyszek! Jeśli mnie stąd jakoś wyciągniesz, choćby w bagażniku kurwa, to zarobisz i będziesz miał u mnie dług wdzięczności - choć nie był mistrzem perswazji, a jego morda przypominała trochę syntetyczną konfiturę, to zdał się na desperację - ona czasami ratowała dupsko, a Josh często mógł opowiadać potem na haju jak to znowu "miał szczęście". Bo trzeba przyznać, w jego sytuacji to tylko szczęściarz jeszcze by żył...
 

Ostatnio edytowane przez Rebirth : 11-07-2012 o 22:39.
Rebirth jest offline  
Stary 11-07-2012, 23:08   #10
 
Pinn's Avatar
 
Reputacja: 19392 Pinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputacjęPinn ma wspaniałą reputację
Josh Hitchkin

Murzyn popatrzył na niego, i poprawił swoją czapkę rapera.

-Nieźle walczyłeś białasie. Ale tak się składa,że Horror należał do naszej ekipy. I ty go skurwiłeś, a ja nie jestem jakąś pierdoloną dziwką by łapać twoje marne eurobaksy.

Odsłonił pistolet. Duży kaliber.

-Spadaj- powiedział, trzymając kluczyki z pilotem w dłoni. Drzwi jego nowego Chevroleta otwarły się automatycznie. W każdej chwili mógł mu wykurwić. Nie patrzył.



 
__________________
"It's not the best choice, it's Spacers Choice."
Pinn jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170