Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-09-2012, 09:47   #1
 
Rebirth's Avatar
 
Reputacja: 4639 Rebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputację
[space opera/autorski] Na nieznanych gwiezdnych szlakach

Kod:
FUSHIMA CORP. CS434 v. 2.0.1 ŁADUJĘ PANEL... G-4Font v. 2.0.2 ZAŁADOWANE CW SYS CODE.ex.ex34 ZAŁADOWANE BOOTDES.ex.sys34 ZAŁADOWANE ADMIN ŹRÓDŁO: 1111.111.002.001 HASŁO: ************* POLECENIE: gendata>>...crewdata>load ZAŁADOWANE PLIKI: 6 Axel Malachius.txt.txt2 Troy Sanchez.txt.txt2 Jamie Thompson.txt.txt2 Raven Screwdriver.txt.txt2 Shin Nakamuratxt.txt.txt2 Jo-Ann Hargreaves.txt.txt2 ŁADUJĘ PROFILE...





Kod:
Axel Malachius...
Cytat:
Axel Malachius:
Płeć: M
Wiek: 38
Pochodzenie: Terra
Rola: Kapitan

Urodzony na Ziemi, od 5 lat kapitan własnego okrętu klasy średniej, będącego MGPT. Wcześniej szkolony w akademii wojskowej jako pilot, spędził wiele lat na transportowcach. Jego umiejętność zjednywania ludzi, zdobywania kontaktów, w parze z jego niezwykłą spostrzegawczością, oraz przenikliwością, sprawiły iż "Bumerang" należy to jednego z najbardziej nieuchwytnych i cenionych "bramo-statków" w wielu galaktykach.
Kod:
Jamie Thompson...
Cytat:
Jamie Thompson:
Płeć: M
Wiek 31
Pochodzenie: Keck
Rola: Pilot

Urodzony na planecie Keck tuż przed utworzeniem się tam SWK. Wyrwał się z półświatka wraz z bratem, podczas awaryjnego lądowania statku WFK "Barcelona". Został przyjęty na praktyki jako pilot, a potem szkolił się na wielu innych okrętach. Pewnego razu odmówił wykonania rozkazu, i uciekł na jedną z planet SWK. Jeden z członków załogi statku z którego uciekł Jamie, znał Axela Malachiusa, który szukał wówczas pilota. Kapitan Malachius dotarł do Jamiego Thompsona i zyskał bardzo utalentowanego załoganta.
Kod:
Raven Screwdriver...
Cytat:
Raven Screwdriver:
Płeć: M
Wiek: 25
Pochodzenie: Terra
Rola: Technik

Technik-inżynier wśród załogi, był drugim po Jamie Thompsonie zwerbowanym członkiem załogi "Bumeranga". Mimo młodego wieku, przemierzył sporo lat świetlnych w kosmosie, nie mogąc zagrzać nigdzie miejsca na dłużej. Po tym jak szczęśliwie uniknął wojskowej prokuratury, zdobył informacje o przebywającym właśnie na planecie Axelu Malachiusie, który rozpytywał o kogoś z wiedzą techniczną. Ich drogi wkrótce się zeszły, a po krótkiej rozmowie został przyjęty na "Bumeranga" i służy tam do dziś. Zwykle przesiaduje w maszynowni, grzebiąc coś w sprzętach których laik bałby się nawet dotknąć.
Kod:
Troy Sanchez...
Cytat:
Troy Sanchez:
Płeć: M
Wiek: 30
Pochodzenie: Quaris
Rola: Lekarz

Wychowany wśród górniczej dyscypliny, przekwalifikował się dopiero w Akademii Wojskowej. Umiejętnie jednak połączył cechy z obu profesji, co sprawia go nieco niekonwencjonalnym. Dodatkowo odziedziczył po zaginionym bracie jego kontakty i wiedzę zwiadowczą. Posiada specjalnie zmodyfikowaną protezę ręki, która wyposażona jest w medyczny sprzęt diagnostyczny. Statek Bayreuth na którym służył Troy, często korzystał ze wsparcia transportowca pilotowanego przez Malachiusa. Po latach gdy Malachius po śmierci jednego z pokładowych lekarzy szukał zastępcy, uruchomił dawne kontakty i tak namierzył Troya Sancheza, który nie wahał się podjąć ryzyka współpracy z przemytnikami.
Kod:
Shin Nakamura...
Cytat:
Shin Nakamura:
Płeć: M
Wiek: 24
Pochodzenie: Polaris
Rola: Żołnierz

Pierwszy żołnierz w składzie Axela Malachiusa, wychował się wśród środowisk o charakterze przestępczym i patologicznym. Dzięki solidnej lekcji przetrwania, stawał się co raz bardziej wprawnym wojownikiem, a wkrótce i zabójcą. Postanowił jednak wyrwać się częściowo z tego świata i stał się najemnikiem. Pewnego razu kierując się pogłoską o dużym popycie na jego profesję w układzie Vega, udał się tam, gdzie szybko wynajął go Axel Malachius. Początkowo tylko na jedną misję, ale potem wynajął go ponownie, i ponownie... Aż w końcu zaproponował mu stałą pracę na swoim statku. Ten widząc potencjał w przemytnictwie hiperportingowym zgodził się służyć pod jedną banderą.
Kod:
Jo-Ann Hargreaves...
Cytat:
Jo-Ann Hargreaves:
Płeć: K
Wiek: 32
Pochodzenie: Terra
Rola: Żołnierz

Jedyna kobieta wśród załogi, najświeższy nabytek Malachiusa, żołnierz z "bogatą" przeszłością. Służyła długo i wiernie w armii WFK, zdobywając wiele zasług. Urodziła się na Marsie w układzie Terra jako córka komandora. Wkrótce sama kontynuowała tradycję rodzinną, stając się oficerem. Po jednej z tragicznych misji, mimo bohaterstwa, uznana została przez WFK z ich tylko wiadomych przyczyn za niezdolną do dalszej służby. Nie poddała się i jak większość w jej przypadku, potajemnie została jednym z najemników. Pewnego razu przypadkiem w jednej z kantyn planety New Aztekia Malachius zobaczył jak Jo-Ann sama radzi sobie z trzema napastnikami. Zaproponował jej drinka, a potem współpracę. Jo-Ann zgodziła się i choć jest wciąż na statku nowa, na każdym kroku stara się udowodnić że jest całkowitą profesjonalistką.
Kod:
Profile załadowane. Przygotowanie do otwarcia kapsuł...
Na nieznanych gwiezdnych szlakach

"Nie cofa się ten, kto związał się z gwiazdami." Leonardo da Vinci.
 
__________________
Something is coming...

Ostatnio edytowane przez Rebirth : 04-09-2012 o 11:56.
Rebirth jest offline  
Stary 04-09-2012, 09:49   #2
 
Rebirth's Avatar
 
Reputacja: 4639 Rebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputację

[MEDIA]http://66.90.118.45/ost/space-wolves/kektrbxiii/119-ambient-09.mp3[/MEDIA]

Galaktyczne niebo układu Vega tonęło w czerni, wypełnionej gdzieniegdzie nieruchomymi, czerwonymi rozmazami światła. Lekka domieszka widmowej bieli na horyzoncie oznaczała iż do tej części nieba zaczął dochodzić blask największej gwiazdy układu - Aiusa. To był jednocześnie znak, że powoli zbliżaliście się do miejsca spotkania z waszym klientem. Automatyczny system kontroli lotu, zaprogramowany na jak najszybszą i możliwie najbardziej oszczędna w paliwie podróż, właśnie skorygował nieco trasę i przełączył tryb silników "Bumeranga" na wolno-pulsacyjny. Mimo wytłumienia wstrząsów, co jakiś czas załoga i tak odczuwała delikatne wahania za każdym razem gdy reakcje jądrowe odpychały statek w wolnej przestrzeni kosmosu. Ale do tego każdy zdążył się już przyzwyczaić. Nawet Jo-Ann - najświeższa załogantka (i jednocześnie doświadczony żołnierz) nie zwracała na to uwagi. Centralny HUD niepozornie na lewej jego krawędzi odliczał czas do planowanego końca lotu - liczby wskazywały że nastąpi to za niecały kwadrans. Jednakże tak naprawdę planowo załoga musiała być w gotowości już od godziny - takie procedury. Godziny, która podobnie jak inne godziny w kosmosie, potrafiła się ciągnąć i rozmiękczać niczym zbyt długo trzymane płatki śniadaniowe w ciepłym syntetycznym mleku. Niekiedy jednak kapitan Malachius pozwalał na większą swobodę, a "Bumerang" mimo wszystko posiadał kilka ciekawych atrakcji - holo-gry, mini-sauna, prowizoryczny barek, a nawet sala projekcyjna wraz ze sporym archiwum starych ziemskich filmów w technologii HI-h3d . Wtedy nudę dało się zawsze jakoś zabić, niemniej gdy trzeba cierpliwie czekać, monotonia potrafi być niczym męki w Tartarze. I tak ciszę oczekiwania przeszywał jedynie sporadyczny zgrzyt i piknięcie dobywające się gdzieś z górnych systemów wentylacyjnych, co przypominało o zbliżającej się dacie wymian filtra i procedurze odgrzybiania.
Kapitan Axel Malachius w skupieniu obserwował dane na trzech HUD-ach. Swoim, centralnym, a także podglądał też informacje pilota. Zwykle pilot nie przepadał gdy ktoś mu zerkał przez ramię, ale Malachius nigdy nie rezygnował z podwójnej ostrożności. I trzeba było się do tego przyzwyczaić, jak zresztą do wszystkich nawyków dowódcy statku. Poza Malachiusem był jeszcze jeden członek załogi, którego nawyki okazywały się nie do przezwyciężenia.
Raven Screwdriver zajmował się (jak zwykle) jakimś urządzeniem o niejasnej funkcjonalności i niewiadomym przeznaczeniu. Na dobrą sprawę wyglądało jak czarna kostka z zewsząd powbijanymi kablami i polimerowymi osłonami. Gdyby to była bomba próżniowa, albo nawet quesiniański zakrzywiacz czasoprzestrzeni, nikt by z załogi nie zwrócił pewnie na to uwagi.
Z oczekiwaniem na dolot najlepiej radziła sobie oczywiście Jo-Ann Hargreaves, wykwalifikowany żołnierz który takich momentów przeżyła setki, jeśli nie tysiące. Po drugiej stronie niecierpliwił się zaś Shin Nakamura, drugi z najemników. Obca mu była wojskowa dyscyplina, co było widać nie tylko teraz, ale i ogólnie gdy trzeba było użyć siłowych argumentów. Mimo różnic w rodzaju wyszkolenia pomiędzy tą dwójką, póki co nie doszło do większych spięć czy nieporozumień. Być może było w tym szczęście, a może jednak japońska pragmatyczność płynąca gdzieś jeszcze w żyłach Nakamury potrafiła zachować w nim zdrowy rozsądek gdy trzeba.
Nieco na uboczu reszty w zamyśleniu, skrobiąc coś w swej techno-protezie ręki, naprzeciw okna stał Troy Sanchez. Trudno było ocenić z jego wyrazu twarzy czym teraz emanował - nostalgią, melancholią, a może zdystansowanym spokojem? W każdym bądź razie oglądanie kosmosu u niektórych wzbudzało szczególne uczucia. Tak jakby gdzieś mimo wieków kolonizacji galaktyk, wciąż w ludziach powodowało jakieś niemalże instynktowne poczucie głębi, dystansu i tęsknoty za ojczystą Ziemią...
Osiem minut i dwadzieścia dwie sekundy do punktu docelowego. HUD ostrzegł właśnie pilota o sporej ilości kosmicznych śmieci i skał na trasie. Dopiero teraz Jamie Thompson przypomniał sobie o danych, które ściągnął niedawno o tej części układu Vega. Faktycznie, jakieś dwa miesiące temu otarły się o siebie dwie pokaźne asteroidy. Patrząc na okoliczności kontaktu, "otarły się" to było chyba za mało powiedziane. Bardziej prawdopodobne było czołowe zderzenie. Stąd tyle obiektów na skanerze. W takich chwilach bezpiecznie będzie nie ufać do końca automatycznym systemom i przejść na sterowanie manualne. Poniekąd chyba każdy pilot lubił pokazywać swoją użyteczność, a niestety co raz lepsze systemy komputerowe statków, wypychały ich role na dalszy plan. Na szczęście były jeszcze walki kosmiczne, a tam poleganie na systemach przy doświadczonych pilotach nieprzyjaciela to była pewna śmierć. Dlatego momenty w których nie trzeba było narażać tyłka, a jednocześnie trzeba było pokierować statkiem własnymi zdolnościami, były witane przez pilotów z otwartymi ramionami. Kolejny pulsacyjny odrzut i już tylko siedem minut piętnaście sekund. To najwyższy czas przygotować się do spotkania.
Axel Malachius wciąż miał w głowie rozmowę z informatorem. Czy był za nerwowy? A może za spokojny? Czy można było mu ufać? Ale i zarobek spory. Wszystko wskazywało na to, że ma do czynienia z jakimś nowicjuszem wojaży, który dorobił się nagle wydobywczego statku i chce łatwo wzbogacić się na jakimś obiekcie NEO, umieszczonego w zakamarkach nieskolonizowanej galaktyki. Tacy zawsze płacili z reguły za dużo, gdyż ekscytacja wizji zarobku zwykle brała górę i nie byli skłonni negocjować cen. Wszystko się zgadzało... Lecz poniekąd ponoć "gdy wszystko się zgadza, to nic się nie zgadza". Czyżby przeczucie zawiodło? Było trochę za późno na takie wątpliwości, a przy okazji szkoda byłoby z powodu chwilowego wahania nadszarpnąć swojej reputacji. Co będzie to będzie - nie od parady "Bumerang" był jednym z najbardziej i najdłużej poszukiwanych. Wpadka nie wchodziła w ogóle w grę.
 
__________________
Something is coming...

Ostatnio edytowane przez Rebirth : 04-09-2012 o 14:11.
Rebirth jest offline  
Stary 06-09-2012, 14:28   #3
 
Sekal's Avatar
 
Reputacja: 6828 Sekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputację
Axel siedział na fotelu kapitańskim na mostku, beznamiętnie wpatrując się w czerń kosmosu. Czasami wyglądało na to, że było to jego główne zajęcie, gdy przez długie godziny spędzał bez ruchu. Ci, którzy byli w załodze dłużej wiedzieli tylko tyle, że bardzo mało czasu spędza w swojej kajucie, śpiąc najwyraźniej okazjonalnie, od przypadku do przypadku. "Bumerang" nie był okrętem wojennym, dlatego też obyczaje tu panujące były inne niż sam Malachius zapamiętał z dawnych czasów, nie próbując tamtych tu przywracać. Pozwalał na nieformalne stroje, nawet jeśli sam często nosił dobrze skrojone i wyglądające, w miarę oficjalne stroje w ciemnych kolorach. Nie było to tylko wrażenie, mimo bycia przemytnikiem, Axela raczej nie można było określić człowiekiem robiącym wszystko dla pieniędzy. Nie raz i nie dwa odmówił, nie przyjmując kontraktów. Nie był już nowicjuszem, łapiącym się wszystkiego co się dało, a i wiekiem nie był także gołowąsem. Prawie zawsze zachowywał się profesjonalnie na tyle, na ile pozwalała sytuacja, nikt z załogi nie widział go także nigdy pijanego. Zwykle pogodny nastrój zanikał tylko w kilku przypadkach - jednym z nich była niesubordynacja i samowolka podczas wykonywania kontraktu lub przy jego negocjowaniu.
Za to zwyczajnie wywalał z załogi bez dyskusji.

Teraz na jego obliczu także widniała tylko profesjonalna determinacja, pojawiająca się, gdy był skupiony na jakimś zadaniu lub obmyślaniu spraw ważnych. Zwykle zawsze pozwalał załodze na zabieranie głosu i wspólnie ustalali wiele rzeczy, ale nie tyczyło się to samych negocjacji. Tu słuchał tylko konkretów, jeśli ktoś miał jakieś podejrzenia mógł je zgłosić, ale decyzja zawsze należała tylko do Malachiusa. Miał nosa na tyle dobrego, ze jak dotychczas uniknęli wszelkich poważniejszych kłopotów.
Sam w końcu twierdził, że cholernie trudno go okłamać.

Obecny kontrakt nie miał się wiele różnić od innych zadań tego typu. Jasne, że część z tego wszystkiego to były pułapki, przynęty lub zwyczajni idioci, którzy myśleli, że przelecą się gdzieś za nic. Było kilka prostych sposobów na to, chociaż ci lepsi czasami sprawiali problemy. Takie było to życie, może trudne, ale wypełnione emocjami. Axel lubił wiedzieć, że żyje.
Gdy zbliżali się do celu, uruchomił interkom i jego spokojny głos pojawił się w uchu każdego członka załogi. Noszenie tych komunikatorów było obowiązkowe na "Bumerangu", gdyż Malachius nie lubił korzystać z ogólnych głośników. Raven i czasami i inni z załogi nie mogli mu potem wmawiać, że przecież nie słyszeli, bo silniki czy inne bzdury im zagłuszały. Było jeszcze coś. Axel zawsze zwracał się do swoich ludzi po imieniu, jego części lub choćby funkcji. Wszystko byle tylko nie brać statku za jakiś wojenny okręt pełen służbistów.
- Przygotować się. Jo, idziesz ze mną. Doktorku, chcesz się rozerwać? Jeśli tak to też możesz się przejść. Shin pilnujesz, aby nikt nie spróbował się dostać na "Bumerang". Raven, Jamie trzymajcie naszą zabawkę w pogotowiu, gdyby trzeba było się ewakuować. Standardowa procedura. Troy weź jakiś detektor żelastwa, gdyby przypadkiem gościu był zadrutowany.
Gdy statek znieruchomiał, docierając do celu, Malachius wstał i przeciągnął się. Sprawdził kamerę, uruchamiając dobrze ukrytą zabawkę. z przyzwyczajenia pod ubraniem schował też niewielki pistolet, choć w takich przypadkach zwyczajnie liczył na Jo, której chyba jeszcze nigdy nie nazwał pełnym imieniem, zwłaszcza w myślach. Był gotowy, więc skinął na pozostałych i ruszył do wyjścia.
 
Sekal jest offline  
Stary 06-09-2012, 19:03   #4
 
RoboKol's Avatar
 
Reputacja: 34 RoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodzeRoboKol jest na bardzo dobrej drodze


Piosenka, prosty tekst, uspokajający przekaz, skierowany do dziecka, z jakiegoś powodu zamieszkał w głowie Jo-Ann na kilka minut czasem spotkania z klientem. Zwykle w takich chwilach podporucznik... najemnik, jakim była, myślała o pustce kosmosu, o nieskończonych, nieodwiedzonych i niezbadanych jeszcze światach. Lecz teraz myślała o domu. Ha, czy było coś, co mogła nazwać domem? Czy któraś z tych unoszących się w kosmosie skał, czy też nieustannie wędrujących krypt mogła być dla niej domem? Na Marsie tylko się urodziła, niewiele więcej łączy ją z tą planetą. Jej pierwszym dom, statek komandora Hargreaves'a dryfował teraz w próżni, zniszczony, rozbity, pełen wspomnień z ciepłej, przyjaznej przeszłości, jak i przedstawiający to, jak ta przeszłość się skończyła. Więc co dla byłej podporucznik Jo-Ann Hargreaves, obecnie wyrzutka i najemnika było domem?
Kobieta wielokrotnie zadawała sobie to pytanie. Odpowiedzią była służba, reprezentująca stateczność, zarobek, pracę, jak i życie ciekawe i czasami niebezpieczne. Była, ponieważ po bezczelnym wyrzuceniu ze służby, Jo-Ann już nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Czy dom w ogóle istnieje? Cóż, wszechświat ma miliony milionów światów. Musi być co najmniej jeden, w którym ją przyjmą, w którym będzie żyć w spokoju i z dala od bitewnych dział. Przynajmniej taką odpowiedzią Hargreaves się pocieszała.
Piosenka trwała w głowie Jo-Ann przez cały czas. Tylko... Dlaczego nie brzmiała ona tak pocieszająco jak w dzieciństwie? Dlaczego ciepło zastąpił mrok? Być może orzeczenie o ZSP było prawdziwe? I być może, że WFK nie popełniło błędu, zwalniając ją ze służby...
Nie! Jo-Ann była żołnierzem. Zawsze gotowa do kolejnych działań. Bez wyjątków. Wyjątki spoczywały w próżni, na statku komandora Hargreaves'a, na Plasma Theta wraz z pokonanymi wrogami, wszędzie gdzie byli ludzie stworzeni do walki.
Implant lewego oka dobrze współpracował z tym oryginalnym, ludzkim narządem wzroku, spoglądając na resztę załogi. Raven Screwdriver, mechanik czy też technik, dość młody, ale i doświadczony przez życie. Żołnierz nie do końca rozumiała jak można znaleźć pasję w maszynach, spędzając na ich konserwacji i modyfikacji całe życie. Chociaż z drugiej strony, sama lubiła grzebać przy swoim karabinie Sevar z modułem EKO, zastępując stare części nowymi, oraz zwiększając osiągi broni.
Troy Sanchez - grzebiący w swojej ręce, czy raczej protezie pokładowy felczer. Jo-Ann nie wątpiła w jego umiejętności, choć raczej nie chciała ich sprawdzać. Jego proteza przypomniała jej, że sama posiada wszczep w ręce pilnujący, by osłabiona złamaniem kość nie była krucha. Inny był chyba Jamie Thompson, pilot. Jo-Ann chyba już słyszała jego nazwisko podczas wieloletniej służby w wojsku, ale nie pamiętała o co dokładnie z nim chodziło. A być może to wcale nie chodziło o Thompson'a? Nie wiedziała. Nie zajmowała umysłu takimi rzeczami.
Niespokojny nieco Nakamura, kolejny młody i możliwe, że gniewny, którego życie albo wyciszy, albo zabije. Tak przynajmniej uważała starsza od niego Jo-Ann. Jednak nie była najstarsza na tym statku. Kapitan Axel Malachius, człowiek sprawiający wrażenie kogoś twardego, nieugiętego miał właśnie najwięcej lat na swojej skroni. Uporczywie nazywał ją Jo, dlaczego - nie wiedziała. W końcu była to tylko połowa jej imienia, reprezentująca wkład ojca w jej powstanie i wychowanie. Druga połowa była równie ważna. Póki co, to tylko lekko drażniło Jo-Ann, dlatego nie planowała robić z tego powodu kapitanowi jakiejś większej afery. Tak jak w wojsku - należy siedzieć cicho i nie wychylać się, a inicjatywa obowiązuje jedynie na rozkaz!
Właśnie, rozkaz...
- Przygotować się. Jo, idziesz ze mną. Doktorku, chcesz się rozerwać? Jeśli tak to też możesz się przejść. Shin pilnujesz, aby nikt nie spróbował się dostać na "Bumerang". Raven, Jamie trzymajcie naszą zabawkę w pogotowiu, gdyby trzeba było się ewakuować. Standardowa procedura. Troy weź jakiś detektor żelastwa, gdyby przypadkiem gościu był zadrutowany.
Hargreaves przemilczała ciężko kapitańskie "Jo". Był starszy rangą i mógł w każdej chwili wykopać ją z załogi...
- Tak jest, kapitanie. - Skierowała słowa do systemu łącznościowego.
Jej ręka automatycznie powędrowała do prawego boku. Odnalazła pistolet, który zawsze tam spoczywał. Dobrze, LittleHammer był gotowy. Brać karabin? Pewnie, że tak. Jak już robić za goryla, to na całego. Granaty EMP się raczej nie przydadzą, ale postanowiła zabrać jedną sztukę. To już chyba wszystko. Należało tylko założyć na głowę hełm i czekać, aż kapitan, da sygnał do wyjścia.

 
__________________
Jak obudzić w sobie wielkość, gdy jest ona niezbędna?
RoboKol jest offline  
Stary 06-09-2012, 22:08   #5
 
Reinhard's Avatar
 
Reputacja: 7040 Reinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputację
Wykrywacz metali był dla człowieka z kolonii górniczych jak wyznanie wiary dla mnicha. Zagarnął go, włączył sensory i czekał na raport. W czasie analizowania przez komputer danych ruszył za kapitanem. Po krótkim czasie kalibracji wykrywacz był gotowy.
Troy wiedział, jaka jest jego rola - obserwacja. Kto z negocjatorów jest skłonny do przemocy, kto nie lubi długich rozmów, komu trzeba konkretów, a komu wielozgłoskowych wypowiedzi. Software matryc schematów behawioralnych człowieka był zbyt drogą zabawką, więc używało się tego, co było pod ręką - czyli medyka.
We współczesnych szkołach medycznych obserwacja nie należała do szczególnie cenionych metod. Koncentrowano się na obsłudze skomplikowanych urządzeń. W kolonii górniczej jednak, i na wojskowych jednostkach - a takie doświadczenie miał Sanchez - była to niekiedy podstawa diagnozy. Nie należy też zapominać o innym źródle doświadczenia z zakresu komunikacji niewerbalnej, którym dysponował Troy - bójki, które wśród górników i złomiarzy występowały dość często. Nieraz boleśnie przekonał się, że nadmierne poleganie na sile protezy i lenistwo umysłowe to prosta droga do przegranej.
Idąc, rozluźnił się i oczyścił umysł. Stres powodował schematyczność myślenia, a na to nie mógł sobie pozwolić. Tym bardziej, że po przeciwnej stronie zapewne też będzie obserwator.
 

Ostatnio edytowane przez Reinhard : 07-09-2012 o 07:35.
Reinhard jest offline  
Stary 07-09-2012, 19:42   #6
 
Pan Żelek's Avatar
 
Reputacja: 0 Pan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodzePan Żelek jest na bardzo dobrej drodze
Raven nie należał do ludzi którzy lubili dużo mówić, życie go nieco doświadczyło, umiał dzięki temu zachować zimną krew ale za diabła nie potrafił przywyknąć do tych podróży, dobrze wiedział że generator NPG był dobrze skalibrowany i był w świetnej kondycji, w końcu sam o to zadbał ale zawsze pozostawało w jego duszy to ziarno niepewności, co by było gdyby wpadli na asteroidę lub wylądowali na orbicie gwiazdy której temperatura w kilka chwil zmieniłaby "Bumerang" w popiół.
Chociaż już dosyć długo podróżował razem z kapitanem Malachiusem, darzył go bezgranicznym zaufaniem i szacunkiem, w końcu to dzięki jego instynktowi jeszcze nie wpakowali się w łajno po uszy, to chyba jakaś część jego duszy w dalszym ciągu wymykała mu się spod kontroli.


Co jakiś czas zerkał w bezkres przestrzeni kosmicznej myśląc ile światów czeka jeszcze na odkrycie i czy kiedykolwiek uda się odnaleźć je wszystkie, jednak jego rozmyślania zostały przerwane kiedy statek wyszedł z nadprzestrzeni, jego oczom ukazał się cel naszej podróży, czyli kolejny klient, Raven nigdy im nie ufał ale zawsze sobie powtarzał "To tylko sposób na zarobek, a z czegoś trzeba żyć", znów pogrążył się w swoich myślach, tym razem z jego urojonego świata wyrwał go głos kapitana, chłopak odłożył swoje "zabawki" na bok i tylko odpowiedział do interkomu -Tak jest kapitanie, maszyna będzie czekać po tych słowach tak jak zwykle udał się do swojego zacisznego miejsca w maszynowni, ale jednak coś nie dawało mu spokoju, chłopak jednak szybko przywołał się do porządku, to przecież tylko kolejne zlecenie.


Przestał się bić z myślami akurat w momencie kiedy dotarł do maszynowni, kiedy stanął w drzwiach przeciągnął się i zaczął upewniać czy wszystko działa, jak przypuszczał wszystko było w najlepszym porządku, tak jak to zostawiał, ale przezorności nigdy dosyć, poprawił słuchawkę w uchu by być gotowym na ewentualne wezwanie, ręką przeczesał włosy, oparł się o ścianę i zwyczajnie czekał mając wszystko na oku.
 
Pan Żelek jest offline  
Stary 09-09-2012, 15:21   #7
 
Dranheim's Avatar
 
Reputacja: 12 Dranheim nie jest za bardzo znanyDranheim nie jest za bardzo znanyDranheim nie jest za bardzo znanyDranheim nie jest za bardzo znanyDranheim nie jest za bardzo znany
Ze zleceniami bywało różnie; czasem przebiegały gładko bez żadnych niespodzianek, innym razem sytuacja wymagała interwencji z użyciem siły. Im więcej żołnierzy-najmeników znajdowało się na statku, tym szansa na swój udział właśnie w takiej sytuacji malała, co mogło odbić się później na jego formie. Z tego powodu większość czasu podczas międzygalaktycznych lotów spędzał na siłowni. Bardziej niż na zapoznawaniu się z pozostałymi członkami załogi, wolał spędzać czas na doskonaleniu swojego ciała, aby nie zawiodło go, gdy znajdzie się w sytuacji pozornie bez wyjścia. Takie już zresztą było jego zadanie - wspomaganie pozostałych członków załogi, nie rzadko idąc do walki w pierwszej lini. Dla niektórych takie zadanie byłoby katorgą, obowiązkiem z przymusu. Dla Shina było to coś całkowicie odmiennego. Był wdzięczny Malachiusowi za to, że pozwolił mu wyrwać się z wcześniejszego środowiska.
Gdy w słuchawce komunikatora zabrzmiał głos kapitana, Nakamura jak zwykle trenował.
- Przyjąłem. - Odpowiedział krótko, czemu towarzyszył stukot odkładanych na półkę hantli. Nie wiedział przez jak długi czas zdzierży siedzenie na statku, jednakże odmowa wykonania rozkazu nie wchodziła w grę. Od negocjowania był dowódca statku, a Jo-Ann jako ta bardziej opanowana i zdyscyplinowana może bardziej nadawała się do pełnienia roli obstawy podczas ustalania warunków umowy.
Zaraz po otrzymaniu komunikaty ruszył do swojej kajuty wyposażyć się w sprzęt. Dopóki nie było to konieczne, na pokładzie statku "Bumerang" poruszał się w zwykłych ciuchach. Po ubraniu kombinezonu i sprawdzeniu, czy nie będzie miał problemu z sięgnięciem po karabin, udał się na obchód.
 
Dranheim jest offline  
Stary 10-09-2012, 22:36   #8
 
Boreiro's Avatar
 
Reputacja: 32 Boreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodzeBoreiro jest na bardzo dobrej drodze
Polecenie kapitana Malachiusa, Jamie skwitował tylko krótkim:

- Zrozumiałem.

Po czym zaczął szybko wklepywać do kolejne ciągi liter z wirtualnej klawiatury. Najpierw zaczął tworzyć informację o spotkaniu dla kontrahenta. Skorzystał z jednego z podstawowych szablonów, do nadawania wiadomości, zawartych w oprogramowaniu. Następnie przeszedł w tryb edycji kodu i dopisał gdzieniegdzie po kilka linijek. Mógł kliknąć jeden przycisk i komputer zrobiłby to w mniej niż sekundę, ale wolał mieć całkowitą pewność. Gdy skończył, wyskoczyło okienko z małą szarą kłódką informujące, że dane zostały bezpiecznie zaszyfrowane. Jeszcze raz przeleciał wzrokiem przez cały ekran po czym kliknął Wyślij. Nie czekając na raport doręczenia, wszedł w ustawienia silników. Wybrał tryb czuwania, pobierający jedynie mikroskopijną część normalnego zużycia energii. Mimo tego w tym ustawieniu „Bumerang” był w stanie wystartować błyskawicznie. Poczekał, aż pasek ładowania dojedzie do stu procent i zamknął aktualnie otwarty ekran wychodząc do głównego menu.

- Wszystko gotowe, szefie. Możemy się stąd zawinąć w każdej chwili – zameldował przełożonemu.

Odchylił się się teraz w fotelu, wygodnie usadowił, położył splecione ręce na wysokości pępka. Mimo pozornej beztroski, jego czujny wzrok bacznie obserwował wszystkie słupki i tabelki, oraz inne przydatne widżety wyświetlane i aktualizowane na bieżące na HUD-zie pilota. Miał szczerą nadzieję, że ten teleporting nie będzie niechlubnym wyjątkiem i wszystko obędzie się bez jakichkolwiek zgrzytów.
 
Boreiro jest offline  
Stary 11-09-2012, 11:26   #9
 
Rebirth's Avatar
 
Reputacja: 4639 Rebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputacjęRebirth ma wspaniałą reputację
Na trzy minuty przed kontaktem, system ostrzegania "Bumeranga" oznajmił o pojawieniu się w zasięgu radaru nieruchomego obiektu, dysponującego ID statku rozpoznanym jako: "0739 Mitsu-Alfa". Zgodnie z materiałami informatora ID ten należeć miał do aktualnego klienta. Jego silniki były jednak wyłączone, lub były pozostawione w stanie uśpienia. Mimo iż statek klienta wyglądał jak wysłużony prom kosmiczny minionej epoki, to według przekazanych informacji dysponował ponoć całkiem nowoczesnym napędem impulsowo-jonowym, a przede wszystkim posiadał nawet własny, nieduży generator MGPT. Miał mu zresztą posłużyć do drogi powrotnej, ale dzięki waszej pomocy mógł podwoić możliwy dystans.


Mitsu-Alfa

"Bumerang" powoli wyhamowywał pęd. Niczym łabędź sunący po tafli jeziora, swobodnym dryftem zbliżał się na odległość pozwalającą przyłączenie terminala. W międzyczasie Jamie wysłał wiadomość z prośbą o spotkanie na pokładzie Mitsu-Alfa. Nie otrzymał jednak żadnej odpowiedzi. Tymczasem "Bumerang" zdążył już zatrzymać się tuż przy celu, pozostając w stanie gotowości, a załoga gotowa była do przejścia. Ponowna wiadomość wysłana automatycznie do klienta i kolejny brak odzewu. Choć gubienie się informacji w kosmosie to była rzecz dosyć powszechna, to na takiej odległości nie mogła mieć raczej miejsca. Chyba, że odbiornik lub nadajnik był uszkodzony. Wystarczyło jednak kilka krótkich komend na HUD-ie, by rozwiać wątpliwości co do jakiejkolwiek awarii systemów przekazu na "Bumerangu". Sytuacja wyglądała więc niepokojąco. Mijała właśnie ósma minuta od wyhamowania, a z "Mitsu-Alfą" nadal nie było żadnego kontaktu. Wtem na HUD-zie komunikacyjnym Jamie Thompsona zagościła nowa wiadomość:

Cytat:
Dobrze, potwierdzam spotkanie. Przygotujcie się do połączenia terminalów.
Nie minęło sześćdziesiąt sekund, a na monochromatycznym hologramie pojawiło się okienko z zapytaniem o wysunięcie terminala. Gdy Jamie wydał zgodę, ekran w okamgnieniu zaczął zapełniać się setkami dynamicznych danych i informacji o aktualnie wykonywanych czynnościach. Przy okazji program kontroli gwałtownym ruchem sam skorygował optymalną odległość do przyłączenia, co mogło wywołać utratę równowagi u nieprzygotowanych osób na pokładzie. Dwie ogromne, pneumatyczne wysuwnice, niczym mechaniczne macki skierowały się na spotkanie z podobnymi sobie z obiektu naprzeciwko. Jeszcze jeden lekki wstrząs towarzyszący ich zespoleniu, i "Bumerang" stał się właśnie jednością z o wiele mniejszym "Mitsu-Alfą".
"Połączenie zakończone sukcesem. Łączę terminale." - ogłosił subtelny żeński głos systemu "Bumeranga". Na waszych oczach, choć nadal oddzielała was przeźroczysta bariera, widzieliście jak dwa sprężyste niczym harmonijki tunele zbliżały się ku sobie po złączonych ramionach.
"Potwierdzam połączenie terminali. Ekstrakcja możliwa." - po tych słowach dobywających się z głośników nad waszymi głowami, momentalnie dwie ogromne zapory po obu stronach opadły, i mogliście bezpiecznie przedostać się wolnym lotem w pozbawionej grawitacji przestrzeni, wprost na pokład drugiego obiektu. Przelot ułatwiały równomiernie rozmieszczone chwytaki przypięte do ścian tunelui, którymi mogliście odpychać się w stronę przeciwległego terminalu.

Malachius, Hargreaves, Sanchez:

Gdy wasza trójka przelatywała przez terminal, poczuliście charakterystyczny, lekki swąd spalenizny. Nigdzie jednak nie było śladów palenia się układów, niemniej mogło to wzbudzać pewien niepokój. Mimo to, udało się bezproblemowo dotrzeć przed właz połączonego statku, umieszczonego już za drugim terminalem. Statek nie otworzył się od razu, lecz dopiero po dwóch minutach. Wyglądało to trochę jakby ktoś niechętnie zaprosił was do siebie, a potem złośliwie kazał jeszcze czekać przed drzwiami.
Przedsionkowe wnętrze "Alfy-Mitsu" wyglądało mało atrakcyjnie, wręcz nieschludnie. Ściany zżerały brud i wyschnięty smar, pod nogami walały się śmieci i jakieś stare szmaty, a efekt nieładu potęgował głośny hałas dobiegający z maszynowni położonej najpewniej nieopodal (bo widocznie ktoś skąpił na odpowiednie wytłumienie ścian).
- Pierwsze drzwi na prawo - dobiegł was lekko charczący, typowo męski głos.
W sali dowodzenia do której was zaproszono, wyglądało już nieco lepiej. Co prawda daleko było od porządku, ale na upartego dało się wytrzymać. Najbardziej rzucała się w oczy wszędobylska, stalowa szarość, która jednocześnie wzbudzała uczucie chłodu (choć bardziej prawdopodobne, że ogrzewanie również było tutaj kiepskie). Po prawej stronie znajdowała się wnęka wypełniona panelem sterowania i stacją komputerową. Wspólnego HUD-a operowały w milczeniu dwa androidy, oba o damskim layoucie. Prostopadle do panelu znajdowało się kilka prostokątnych, metalowych szafek, a także dwa automaty - jeden z napojami, drugi wypełniony przekąskami. Naprzeciw automatów znajdowało się przyspawane do podłoża żelazne biurko, na którym siedział właśnie gospodarz. Ręce miał założone, a jego dość kwaśna mina mogła oznaczać, iż nie jest zadowolony z waszej obecności. Ubrany był w znoszoną syntetyczną skórę i kapelusz. Swoją krępą budową ciała i prezencją, na dobrą sprawę nie wzbudzał sympatii. Z danych z którymi zdążył się zapoznać Malachius, klient nazywał się Gary Scott, a przynajmniej tak przedstawiał go informator. Rzadko kiedy bowiem ludzie udający się w szarą strefę chcieli być rozpoznawani.




Gary Scott:

- Nie spodziewałem się tej wizyty. Zaliczka wpłacona, koordynaty wam podałem, i właśnie robiłem przelew za lot. Tak więc czemu zawdzięczam to nagłe spotkanie? - z głosu rozmówca wstępnie wydał się wam dosyć szorstki, nieco oporny, a Malachius dodatkowo wyczuł w nim jakąś nieokreśloną nutę poddenerwowania.

Jamie Thompson:

Nie wiadomo czemu Malachius zechciał spotkać się z klientem, ale jeśli miało to tylko zapewnić dodatkowe bezpieczeństwo, to nie należało narzekać. W takich chwilach pilot musiał tak naprawdę być zawsze czujny. Gdyby coś poszło nie tak, musiał być w stanie jak najszybciej ewakuować załogę. Tyle, że bardziej na tym statku liczyła się zapobiegliwość i sztuka przewidywania. Nadmierna ostrożność, choć męcząca, pozwalała ocalić tyłek nim w ogóle doszło do krytycznej sytuacji. "Bramo-statki" nie były mistrzami nagłych ucieczek. Thompson i Malachius doskonale o tym wiedzieli, gdyż było im dane spotkać się w swej karierze z podobnymi okrętami, choć o innym przeznaczeniu. W okolicy póki co skanery i radary nie wskazywały na obecność niczego prócz skał. Były nieruchome, tak jakby ktoś zamroził je w czasoprzestrzeni.

Raven Screwdriver:

Wszystko wskazywało, że statek pracuje w normie. Silniki wciąż pozostawały włączone, choć nie generowały odrzutu. Kontrolki wskazujące chłodzenie reaktorów również nie wzbudzały podejrzeń. Także generator NPG nie wykazywał awarii. Chociaż... Coś jakby było nie tak, a przynajmniej tak dociekliwemu technikowi jakim był Raven się wydawało. Generator choć w tej chwili tylko w trybie przygotowania, miał nieco zbyt wysoką impedancję wyjściową. Mogło to oznaczać, że wzmacniacze energetyczne nie do końca spełniają swoją rolę. Jak i również mogła być to wina systemu diagnozy. Albo jeszcze coś innego. W najgorszym wypadku awarii wzmacniacza, najszybciej będzie wpiąć zapasowy wtórnik emiterowy. Tyle, że to zajęłoby z pół godziny czasu. Tak czy owak - można było to zignorować. Najwyżej obiekt poleci trochę dalej niż powinien...

Shin Nakamura:

Być może decyzja Malachiusa nie była do końca zrozumiała, bo wszak wziął ze sobą nową załogantkę, od bardziej wypróbowanego Nakamury. Z drugiej strony nie tylko jej żołnierskie opanowanie, ale ogólnie płeć czasami mogła ocieplić twardą atmosferę negocjacji. Tym samym Shin musiał zorganizować sobie czas na pokładzie. Kajuta Shina była dosyć skromna i ciasna, ale dysponowała szafką na ubiór, zbrojoną szafką na broń podręczną, biurkiem i kapsułą regeneracyjną. W lustrze umieszczonym na lewo od drzwi Nakamura wciąż widział tą twarz zimnego sukinsyna z Polaris. Trudno było się wyzbyć przeszłości, która odciskała piętno na człowieku niczym ślady stóp na mokrym piasku. W sumie chyba najbliżej jego sytuacji był pilot - Jamie Thompson. Urodził się i wychowywał w podobnych warunkach i też był innej karnacji. Mimo, że kosmos znacznie wytłumił rasizm i odmienność "kolorowych" to jednak niekiedy nabierał innych wymiarów - już nie chodziło o skórę, ale o pochodzenie. Ludzie to ciekawy gatunek - mimo ogromnego postępu i wiedzy, nie potrafią sobie poradzić z najbardziej prymitywnymi odruchami i zachowaniami. Czysty dysonans i kuriozum, a jednak udało się skolonizować kosmos. Obchód jak zwykle był nudny, ale trzeba było go zrobić. W takich sytuacjach przy otaczającej głębi kosmosu trudno nie popaść w zamyślenie... I dopiero nagły, dziwny ruch przy jednej z toalet wzbudził podejrzenia u Nakamury.
 
__________________
Something is coming...

Ostatnio edytowane przez Rebirth : 11-09-2012 o 15:09.
Rebirth jest offline  
Stary 12-09-2012, 21:20   #10
 
Reinhard's Avatar
 
Reputacja: 7040 Reinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputację
Wkraczając do sali dowodzenia, Sanchez otarł się o ścianę i usmarował protezę bliżej nieokreśloną substancją. Kiedy Scott zaczął mówić, był w trakcie jej oczyszczania. Okręcanie mechanicznym ramieniem podczas sprawdzania, czy zabrudzenie zostało dobrze usunięte, pozwoliło medykowi wykonać pewien trik. Kiedy klient skupił się na kapitanie, a Troy był pewien, że nie zauważy podstępu, włączył minikamerę diagnostyczną i przeciągnął nią po wnętrzu pomieszczenia, starając się zatrzymać ją przez moment na nośnikach danych i samym zleceniodawcy. Kilkumilimetrowa, czarna głowica na tle czarnego okrycia protezy była niemal nie do wypatrzenia. Ot, stara górnicza tradycja do wykorzystywania opcji sprzętu na sposoby, których konstruktorzy nie umieścili w instrukcji...
Potem będą mieli sporo czasu, by przejrzeć nagranie. Ton Scotta był nieprzyjemny i Sanchez miał nadzieję, że zdobyte dane ułatwią odpowiedź na pytanie, czemu. Skupił się na komunikatach niewerbalnych klienta, starając się wyodrębnić niespójności ekspresji poszczególnych części ciała i nieadekwatne lub nieproporcjonalne reakcje towarzyszące wypowiadanym słowom. Zwrócił też uwagę na kontakt wzrokowy i szerokość źrenic.
 
Reinhard jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169