Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-01-2013, 21:34   #1
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
[Storytelling SF] Długowieczni

Helen Treany

Niedawno przybyła na największą ludzką stację kosmiczną. Sanctum 2, stworzona w celach handlowych, jakiś czas temu przeobraziła się w jedno centrum polityczne znanego nam wszechświata, ambasadorowie wszelakich kosmicznych nacji spotykali się tutaj by rozwiązywać spory. Oczywiście nie zawsze rozmowy pokojowe, czy innego rodzaju dysputy wywierały pożądany efekt. Większość ras jednak ceniła sobie istnienie olbrzymiej stacji, przez którą codzie przewijało się przeszło pięćdziesiąt tysięcy podróżnych a przebywało dziesięć razy tyle.
Helen siedziała w jednym z lokali w strefie handlowej. Czekała właśnie na swoje zamówienie. Nie miała pojęcia czego się spodziewać, była to bowiem restauracja należąca do Tremów, rasy humanoidalnych mięsożernych jaszczurów, na ich ciałach nie odnalazłoby się śladu włosów. Zielonkawa łuska połyskiwała niczym bursztyn, gdy padało na nią światło. Ich oczy przeważnie miały barwę czerwieni, z rzadka jedynie zdarzały się przypadki osobników o oczach zielonych, jak głosi legenda są to potomkowie rodu królewskiego z zamierzchłych czasów. Nieopodal jej stolika siedział mężczyzna, na oko trzydziesto paro letni. Miał krótko ścięte włosy i delikatny zarost na twarzy. Wyglądał dziwnie znajomo. Dopiero po chwili zauważyła że ów jegomość nie pozostaje jej dłużny i również lustruje ją wzrokiem, sącząc przy tym coś czego Helen nie była w stanie dostrzec. Po dłuższych chwili wspólnego przyglądania się sobie. Mężczyzna wstał i ruszył do wyjścia z lokalu, machając na pożegnanie kucharzowi
- Ekh, gat, nama, taratu - dodał jeszcze a wszyscy zgromadzeni Tremowi wybuchli gromkim śmiechem

Teovist Karkavlakkis


Siedział wyraźnie zadowolony z siebie w fotelu kapitańskich swego statku, patrzył jak jego podwładni krzątają się po pomiędzy stanowiskami, starając się dać z siebie jak najwięcej. Znajdowali się właśnie w przestrzeni należącej do Kwarian. Niebezpiecznej rasy wojowników, bezwzględnej i skrajnie ksenofobicznej. Teovist dostał zlecenie na dostarczenie broni dl jednej z mniejszych koloni chcącej wyrwać się spod reżimu imperium. Jak do tej poru droga była spokojna. Radary nie wskazywały żadnej aktywności w najbliższej okolicy. Przemierzaliście przestrzeń już od dwóch tygodni, niemożność skorzystania z wrót skokowych wydłużyła jedynie podróż. Napięcie w załodze dawało się już odczuć. Nie byli przyzwyczajeni do tak długich wypadów poza przestrzeń neutralną. Nic więc dziwnego w panice jaka zapanowała na całym statku gdy czujniki dalekiego zasięgu wykryły, zbliżającą się z dużą prędkością flotę statków. Dokładna liczba nie była znana, korzystali z jakiegoś rodzaju urządzenia zagłuszającego, zapewne dlatego wykryto ich dopiero teraz. Do spotkania pozostało niespełna piętnaście minut. Zapewne już od jakiegoś czasu wiedzieli o statku Teovista. Wrzawa i krzyki roznosiły się po mostku , nikt nie wiedział co zrobić. Wszyscy nerwowo spoglądali na swego przywódcę, mając nadzieję że wymyśli on zaraz jakiś genialny plan którymi zaskakiwał ich już niejednokrotnie.

Christian Poussin

Pogoń za wiedzą, ciągłym doskonaleniem się, doprowadziły go na stację Sanctum 2. Czyż można by sobie wyobrazić leprze miejsce do pozyskiwanie wiedzy, jaką na przestrzeni lat zgromadziły obce cywilizacje, od miejsca w którym co dzień przewijały się ich tysiące. Christian wynajmował niewielką kwaterę w sekcji mieszkalnej. Wyposarzona była ona we wszelkie wygody, prócz prawdziwego prysznica. Woda w przestrzeni kosmicznej była towarem deficytowym i nie marnowano jej na tak przyziemne rzeczy jak higiena. Musiała więc wystarczyć kabina soniczna, która emitując odpowiednie dźwięki, niesłyszalne dla ludzkiego ucha, usuwała zabrudzenia. Christian leżał na łóżku, wertując strony starej książki którą udało mu się niedawno nabyć na jednym ze straganów, strefy handlowej. Sprzedawca zapewniał że opisuje ona dokładny rozwój technologiczny rasy Bremian, jednej z najstarszych znanych ludzkości ras. Niestety napisana była ona w ich rodowitym języku, którego sekretów nikomu nie wyjawili. Mimo długich godzin spędzonych nad książką Christian nie był w stanie nic z tego zrozumieć. Zrezygnowany odłożył książkę obok siebie i spojrzał w sufit. Wewnętrzne rozważania, przerwał mu jednak dźwięk dzwonka. Zerwał się na równe nogi podchodząc do drzwi, które otworzyły się tylko gdy się do nich zbliżył. Stał tam umundurowany mężczyzna, sądząc po belkach pagonach koszuli, obsługa stacji.
- Wiadomość do Pana - wręczył Christianowi niewielki liścik i odszedł natychmiast
Wiadomość była krótka i zwięzła, przez nikogo nie podpisana, a głosiła ona: Za godzinę, Lokal Hamonis.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
Stary 09-01-2013, 18:44   #2
 
Falcon911's Avatar
 
Reputacja: 30 Falcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodze
Teovist był dumny.
Właściwie, jego poczucie dumy dotykało wszystkiego. Był dumny z siebie - po ostatnim zleceniu zasób jego konta zwiększył się na tyle, że mógł pozwolić sobie na zakup nowych droidów bojowych. Był dumny z załogi, bo tak pracowitych i wyszkolonych podwładnych trudno było znaleźć w całej galaktyce - w porcie, do którego ostatnio zawinął, najął ich bez wahania. Wystarczyło popatrzeć na ich twarze i sprzęt. Wykształceni, silni, opanowani. Wyekwipowani. Zdolni i silni.
Był dumny z "Divico". Z "Divico" chyba najbardziej.



Kto by pomyślał, że stary transportowiec typu "AIrspc II" wzbogacony o elementy kanonierek Inferior, może stać się silnym, wytrzymałym, pojemnym, a przede wszystkim szybkim i zwinnym statkiem. Typ idealny dla pirata. Nic więc dziwnego, że należał do Teovista.
Teovist, pomimo swojego sędziwego wieku nie wyglądał wcale na tyle lat, ile posiada. Gdyby tak było, już dawno rozpadłby się w proch! Jednak doświadczenie z tak długiego okresu pozwalało mu wykorzystywać luki w postępowaniu stróżów prawa i wszelkiej maści łowców głów. Dzięki czemu stał się wyjątkowo szanowanym kapitanem.
Teraz stał, pusząc się radośnie i czochrając gęste, ciemne brodzisko. Jego załoga, sześćdziesiąt trzy osoby, uwijało się między holograficznymi ekranami i wprowadzało coraz więcej danych do pamięci komputera pokładowego, starając się naprowadzić "Divico" na odpowiedni tor, prowadząc prosto do klienta.
Teovist wcale nie spodziewał się, że wrota skokowe będą niedostępne. Czasami ryzykował, fakt, ale nigdy wtedy, kiedy nie musiał. Ale teraz nastąpił wyjątek.
Pomimo dumy i radosnego obserwowania swoich podwładnych, denerwował się nie mniej niż oni. Niebezpiecznie było piratowi przemierzać tak długo obce terytoria, poza przestrzenią neutralną. Zwłaszcza jeśli terytoria te należały do Kwarian.
Ale zachowywał pozorny spokój. To, że kapitan drży jak osika na myśl o spotkaniu z bezwzględną rasą nie poprawiłoby morale załogi.

Ale stało się. Czujniki wykryły wrogą flotę. Bieganina zrobiła się jeszcze bardziej gorączkowa.
- Reems, melduj! - rzucił Teovist.
- Brak danych co do liczebności. - wypalił młody oficer - W każdym razie jest ich dużo. Zbliżą się za piętnaście minut.
- Dlaczego, do cholery ciężkiej, nie zaraportowaliście tego wcześniej?
- Używają jakiegoś maskowania, nie mam pojęcia co to.
Teovist zaklął.
"Divico", pomimo dobrego uzbrojenia, nie był okrętem bojowym. Miał na koncie kilka zwycięskich potyczek, ale jego kapitan nigdy nie był na tyle bezmyślny, by przeciwstawiać mu całą flotę.
- Co teraz, kapitanie?
Teovist myślał gorączkowo. Nie mogą ich złapać. Nie z tak wielkim ładunkiem broni. Nie mogą stać się ich ofiarą.
Ale skoro nie mogą być ich ofiarą... to może kogoś innego?
Teovist złapał za kołnierz munduru jednego ze starszych stażem członków załogi.
- Uruchomić autodestrukcję dwóch lewych dział i luku pasażerskiego. Nie wieziemy nikogo, nie jest nam potrzebny. Ale rozwalcie je jak najszybciej i jak najmocniej.
- A... ale...
- Wykonać! - ryknął kapitan.
Po chwili statkiem targnęła eksplozja. Potem druga. Dwie kolejne oznaczały, że luk pasażerski będący dodatkowym modułem uczepionym dna statku, właśnie przestał istnieć. Teovist zaczekał, by wszystko ładnie zajęło się ogniem, po czym złapał za mikrofon i podbiegł do swojego pulpitu.
- Wywołać mi dowódcę tamtej floty! Mayday, mayday! Tu statek kupiecki "Lusitania". Tu statek kupiecki "Lusitania"! Nie mamy wrogich zamiarów, zostaliśmy napadnięci przez piratów, mam na pokładzie rannych, powtarzam, mam rannych! Piraci umknęli w przeciwnym kierunku, powtarzam, uciekli w przeciwnym kierunku. Prosimy o pościg, confirm, over!
Miał nadzieję, że podstęp zadziała. Uszkodzony transportowiec może faktycznie wyglądać jak napadnięta linia kupiecka. A gdyby flota rzeczywiście rzuciła się w pościg za wyimaginowanym wrogiem... Wtedy rzeczywiście mogli uciec.
- Wszyscy w gotowości - zawołał do załogi - Możemy za chwilę mieć tutaj rzeź. Przygotować droidy bojowe i mieć aktywatory pozostałych dział pod ręką!
Odetchnął, mimowolnie poprawiając przypiętą do pasa kaburę z blasterem i krótki miecz z drugiej strony. Kto wie, może to ostatnia walka w życiu. Tyle ich było... szkoda, żeby ta nie została rozegrana.
 
Falcon911 jest offline  
Stary 10-01-2013, 19:58   #3
 
Nasty's Avatar
 
Reputacja: 504 Nasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnie
-----------------------------------------------------------------


Co za lokal. Akurat tu musiałam się spotkać z Jimem. Też sobie wymyślił. Zawsze miał głupie pomysły i przy tym dobrą zabawę z tego. W tym momencie przyszły wspomnienia jak zaliczyła przez niego wpadkę. Na wielkim bankiecie dobroczynnym. Jim niech cię szlak jak zaraz nie przyjdziesz to wychodzę. Rozglądała się po lokalu. Dość nie przyjazne otoczenie dla szpiega. To tak jak bym siedziała w chińskiej mafijnej restauracji z lat 90. Wtedy to też Jim nawalił. Nie wysiedzę zaraz wyjdę. – W myślach przeklinała mężczyznę na którego czekała. Stukając nerwowo palcami w stolik. Taksowała cały lokal. Poprawiając sobie włosy, zauważyła mężczyznę . Niby nic szczególnego ale go już gdzieś widziała. Raczej miała dobrą pamięć do twarzy. I jeżeli wydaje się że kogoś już gdzieś widziała to tak jest. Lustrowała go i analizowała jego twarz. Mężczyzna też nie był dłużnikiem i odwzajemniał tym samym. Po tych spojrzeniach obiekt zainteresowania wzrokowego wstał i wyszedł. Mówiąc coś do kucharza.

- Ekh, gat, nama, taratu - dodał jeszcze a wszyscy zgromadzeni Tremowi wybuchli gromkim śmiechem.

No jeżeli chciał wzbudzić ciekawość to udało mu się. Jim. Gdzie ty jesteś. Rozglądała się. I co chwilę patrząc na zegarek na ręce. Stukała w stolik i się niecierpliwiła. A niech to Jim. Wstała od stolika. Zostawiła zapłatę za zamówienie i skierowała się do wyjścia. Idąc spojrzała na kucharza a on na nią jak wychodzi. I mijając go powiedziała.

- nie patrz tak. Nie znam waszego języka za dobrze. – i dodając jeszcze wkurzonym głosem po niemiecku
- chodzące buty i torebka. – I wymusiła uśmiech.

Wychodząc zapaliła papierosa. A przynajmniej to co nazywali papierosem. Elektroniczne gówno które niby nie truje i nie uzależnia. Skierowała się w stronę swojego apartamentu. Idąc miała wrażenie że ktoś ją obserwuje.

----------------------------------------------------------
 

Ostatnio edytowane przez Nasty : 10-01-2013 o 20:56.
Nasty jest offline  
Stary 10-01-2013, 22:08   #4
 
Kuru's Avatar
 
Reputacja: 0 Kuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znany
Lekko zdziwiony wiadomością przetarł dłonią zmęczoną twarz. Podniósł wzrok znad liściku jednak osoby, która go wręczyła, już nie było. Odwrócił się na pięcie wciąż wpatrując w tekst, po omacku szukając butelki whisky. Opróżnił ją do końca i począł zastanawiać się nad ewentualnymi konsekwencjami spotkania w Hamonis. Kto wie... może zaproponują mu współpracę, podzielą się jakimiś naukowymi nowinkami, zechcą sfinansować któryś ze sprzętów, a może ofiarują królika doświadczalnego celem przetestowania jego protez? Za to ostatnie ugryzł się w język. Niewolnictwo już chyba umarło całkiem. Kto o zdrowych zmysłach zgodził by się na coś takiego?
Godzina to dużo czasu jednak Christian nie miał żadnych interesujących zajęć więc może udać się tam już teraz. W końcu i tak nie rozumie praktycznie nic z czytanej przez niego książki. Najpierw jednak przyjrzał się sobie w lustrze – podkrążonym oczom, zapadniętym policzkom, niechlujnemu zarostowi oraz nieśmiertelnym kręgom z przerywanych linii. Obdarzył odbicie szerokim uśmiechem uznając iż nie potrzebuje żadnego zabiegu pielęgnacyjnego. Zupełnie nie bacząc na zasady dobrego wychowania uda się na spotkanie wyglądając jak ochlapus. Dzieło wieńczył oczywiście zapach alkoholu oraz stare znoszone ubranie. Wyszedł z wynajmowanej przez siebie kwatery i obrał kurs na lokal. Korytarzami przechadzał się wolno coby po napawać się widokami stacji Sanctum 2. Nie żeby była według niego jakoś wybitnie piękna czy coś. Po prostu wciąż nie wierzył w swoje szczęście.

- No więc.

Burknął do siebie cicho i przeciągle gdy dotarł na miejsce. Nie dawał po sobie poznać, że rozpiera go energia. Mało by brakowało a z tej euforii i ekscytacji zaczął by się trząść.
 
Kuru jest offline  
Stary 15-01-2013, 19:52   #5
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
Teovist Karkavlakkis

Po wydaniu rozkazów załoga nieco się uspokoiła. Pierwszy oficer stał niewzruszona u boku Teovista, co rusz rzucając gniewne spojrzenie załogantom którzy wpadali w panikę. To wystarczyło by wzięli się w garść. Procedura odłączenia zbędnych modułów trwała pięć minut, nieubłagalnie przybliżając obcą flotę do Divico. Chwilę później nieopodal burty statku nastąpiła potężna eksplozja. Brak czasu na konkretne obliczenia sprawił że statek Teovista doznał lekkich uszkodzeń. Silniki manewrowe działały na 80% mocy, ponadto jeden z odłamków uderzył w kadłub statku, powodując niewielką wyrwę, nic groźnego, trzeba było jednak szybko się tym zająć, nim stan się pogorszy.
Oficer łączności szybko wystukał kilka komend na konsoli.
- Panie Kapitanie, kanał otwarty, można nadawać.
- Mayday, mayday! Tu statek kupiecki "Lusitania". Tu statek kupiecki "Lusitania"! Nie mamy wrogich zamiarów, zostaliśmy napadnięci przez piratów, mam na pokładzie rannych, powtarzam, mam rannych! Piraci umknęli w przeciwnym kierunku, powtarzam, uciekli w przeciwnym kierunku. Prosimy o pościg, confirm, over!
Nastąpiła pełna grozy chwila. załoga zastygła wpatrując się na ekran monitorujący ruch floty. Po kolejnych pięciu minutach część statków oddzieliła się od floty i ruszyła we wskazanym kierunku.
- Sir, mamy odczyt o liczbie wrogich jednostek, 40 statków ruszyło w pościg za naszymi piratami, 10 wciąż zmierza w naszym kierunku - zameldował pierwszy oficer.
- Otrzymaliśmy wiadomość Panie Kapitanie, jedynie tekst, każą nam rozbroić systemy obronne i przygotować się ma ich przybycie, chcą wejść na pokład.
Załoga nie śmiała chociażby pisnąć, wszystkie oczy skierowane były na Teovista. Czekali na kolejne rozkazy. Wiedzieli że tylko ich kapitan, może wybawić ich z tej opresji. Jasnym było że w momencie wejścia na pokład, obcy zorientują iż wcześniejszy komunikat był jedynie podstępem

Helen Treany

Apartamenty Helen znajdowały się dość daleko od sekcji handlowej stacji, bądź co bądź, było ją stać na odrobinę luksusu. Spacer zajął jej około dwudziestu minut. Na domiar złego pseudo papieros się posuł, wciąż dało się go palić, jednak w ustach zostawiał posmak palonego plastiku. Kiedyś produkowano znacznie rzeczy, można było kupić coś co następnie służyło przez kolejnych 20 lat, czasem nawet więcej. Jednak teraz, ledwie skończyła się na coś gwarancja, można było się spodziewać że niebawem przestanie działać. Helen odetchnęła z ulgą gdy zobaczyła drzwi swojego apartamentu. Weszła do środka, podirytowana z dwóch powodów. Po pierwszej, Jim ściągnął ją taki kawał drogi i nie raczył się pokazać w umówionym miejscu , po drugie, cholernie chciało jej się palić. Straszny nałóg z którego nie potrafiła zrezygnować. Dopiero szklaneczka szkockiej nieco ją rozluźniła. Usiadła na łóżku wpatrując się w nicość i sącząc swojego drinka. Dopiero gdy się uspokoiła dostrzegła że na stole leży coś, czego wcześniej tam nie było. Czerwona róża, paczka prawdziwych papierosów marki Lucky Strike i mały liścik. Pewnym było że ktoś podczas jej nieobecności był tutaj, na pierwszy rzut oka niczego nie brakowało. Helen podniosła liścik i zaczęła go czytać:

Droga Helen, dawno się nie widzieliśmy. Cieszę się że jesteś w dobrym zdrowiu. Nie wiem czy wciąż palisz, jednak znając Ciebie, nie rzuciłaś. To chyba twoja ulubiona marka, chociaż mogę się mylić, jeśli tak, racz mi wybaczyć. Zastanawiasz się zapewne czemu twój kontakt się nie pojawił. Otóż, to moja sprawka, zwabiłem Cię tutaj. Proszę nie miej mi tego za złe, musiałam mieć pewność że się pojawisz. Nie będę obijał w bawełnę, potrzebuję twoich umiejętności. Nie mogę jednak na razie podać Ci szczegółów. Zrozumiem jeśli postanowisz odlecieć. Jeśli jednak jesteś zaciekawiona. Zapraszam Cię na kolację do Hamonic, obiecuję że zjesz tam coś smacznego. powiedzmy o godzinie 19.

Twój E

Christian Poussin


Dotarła na miejsce dużo wcześniej. Obsługa lokalu nie go jednak wpuścić, twierdząc że to nie miejsce dla niego. Wspominali też coś że takie łajzy nie powinny opuszczać Katakumb. Christian zdążył się już wcześniej dowiedzieć czym jest wyżej wymieniony obszar. Stanowił nieoficjalną nazwę dla najniższych sektorów stacji gdzie zbierali się najubożsi przedstawiciele wszelakich ras. Współczynnik przestępczości był tam znacznie wyższy niż w innych miejscach na stacji.
Pewnym było że do lokalu nie dostanie się w takim stanie. Równie dobrze jednak mógł czekać na zewnątrz. Przechodzący obok niego ludzie, wytykali go palcami, słychać było również śmiechy. Co niektórzy odważyli się nawet na wytknięcie palcem. Wreszcie nastała godzina spotkania. Nikt jednak nie podszedł do Christiana. Mijały kolejne monotonne minuty. Wreszcie ktoś wyraził zainteresowanie Niska kobieta o jasnoniebieskich włosach, podeszła do mężczyzny. Jej spojrzenie było zimne jak lud.
- Pan Poussin jak mniemam
Christian jedynie skiną głową
- Aurora Ivanowa, przysłał mnie przyjaciel, niestety spóźni się spotkanie. Pilne sprawy zmusiły go do przełożenia go na godzinę 19, proszę za mną, wprowadzę Pana do lokalu
Chwyciła mężczyznę za rękę i weszła do Hemonic, gdy bramkarz chciał ją zatrzymać, wystarczyło jedno jej spojrzenie by natychmiast zaniechał swoich zamiarów.
- Proszę siadać, dotrzymam Panu towarzystwa do czasu przybycia... - widać było że zawahała się - do 19.

Sławek Chlebowski

Obudził się w niewielkim pokoju, był cały biały i oświetlony rażącym jasnym światłem. Nie widać było żadnych drzwi. w każdym z 4 kątów pokoju, znajdowały się kamery. Sławek nie pamiętał absolutnie niczego z ostatniej nocy. W jego głowie kołatało się jedynie mgliste wspomnienie dwóch rosłych mężczyzn stojących naprzeciw niemu. Nagle po pomieszczeniu rozległ wszechogarniający dźwięk, zupełnie jakby każdy cal ścian pokryty był głośnikami.
- Obudziłeś się wreszcie... doskonale, długo na to czekaliśmy
Zapanowała cisza. Po jakimś czasie w jednej ze ścian pojawił się pokaźnych rozmiarów otwór. Jednak nie na tyle duży by Sławek mógł się przecisnąć. Nawet jeśli by tak było, nie zdążyłby. Gdy tylko wsunięta przezeń została taca z jedzeniem, otwór zniknął. Suchy chleb i woda, czegóż innego można było się spodziewać. Został szwagrze porwany i umieszczony w jakimś dziwnym pokoju bez klamek, z pozoru przypominający ten jaki pokazywano w starych filmach na oddziałach psychiatrycznych.
- Proszę, jedz, jedz, musisz nabrać sił, niedługo rozpoczniemy nasze małe badania - ponownie rozległ się czyjś głos - a kiedy już skończymy... - zdanie nie zostało dokończone
Sławek przez dłuższą chwilę nie mógł się poruszyć. Zapewne środki jakimi go odurzyli, wciąż działały. Czuł się okropnie i gdyby tylko miał lustro, dowiedziałby się że tak samo też wygląda.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
Stary 15-01-2013, 21:29   #6
 
Falcon911's Avatar
 
Reputacja: 30 Falcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodzeFalcon911 jest na bardzo dobrej drodze
Twovist odetchnął z ulgą widząc na ekranach jak wroga flota dzieli się znacznie, pozostawiając jedynie niewielką ilość swoich sił do abordażu "Divico". Teovist bardzo nie lubił gdy ktokolwiek, kogo nie zapraszał na swój okręt, znajduje się na nim i zamierza buszować po jego ładunku.
- Podać dalsze informacje dla tych jednostek. Gotowe? Dawaj. Tu "Lusitania". Mamy awarię silników i systemów sterujących, znosi nas z kursu, miniemy strefę docelową. Wysyłamy obliczenia przewidywanego toru kursu. Uzbrojenie deaktywujemy, over.
Uśmiechnął się. Silniki były uszkodzone, ale to nie miało znaczenia - jeśli statki które napotkali były pancernikami lub innymi ciężkimi jednostkami wojskowej floty, ucieczka nawet z palącymi się na czerwono lampkami silnika byłaby możliwa. A 80% mocy? Dolecieliby nawet do kilku układów pirackich, gdzie za naprawdę niewielkie sumy zdołałby naprawić wszystko i jeszcze wynająć kilka dobrze wyszkolonych jednostek do pozbycia się kłopotliwego ogona.





Tym razem Teovist nie chciał długiego, męczącego pościgu. Chciał jak najszybciej uciec sprzed nosa obcej flocie, prawdopodobnie kwariańskiej i dostarczyć wszystko na umówione miejsce.
- Uwaga, wszyscy! - zawołał donośnie, choć nie było raczej takiej potrzeby - słyszał go dobrze także mostek bojowy, umieszczony w górnej części statku. Przeciwnie do nawigacyjnego - położonego na dole, gdzie Teovist aktualnie się znajdował. - Słuchać uważnie, bo nie będę powtarzał. Za kilka chwil sprowokujemy dziesięć dobrze uzbrojonych statków, żołnierską elitę, która biła się pewnie w wielu bitwach i w wielu zwyciężyła. Dlatego mówię co zrobimy. Gdy tylko zejdą na tamten kurs zrobimy to samo, z wyłączonym uzbrojeniem i z dwudziestoma procentami mocy silnika - będziemy posuwać się w ślimaczym tempie, jak najwolniej i najniezdarniej. Ale gdy tylko osiągniemy jedną trzecią drogi - wszystkie systemy mają działać na pełnej mocy i robimy w tył zwrot! Zrozumiano? Wszyscy mają być przygotowani do tego, że jednak wejdą na pokład. Ale jeśli tylko spróbują, pokażemy im, jak witamy nieproszonych gości! - ostatnie słowa wyryczał do swojej załogi, potrząsając groźnie wyszarpniętym z kabury blasterem. Tak właśnie powinno się przemawiać do swoich ludzi.
- Wykonać. Reems, przejmujesz dowodzenie na platformie bojowej - jeśli zbliżą się za bardzo - ognia ze wszystkich dział, wal tym co masz. Masz moje upoważnienie do otwarcia ognia. Zresztą, będziemy utrzymywać kontakt. - Poklepał młodego oficera po ramieniu i popchnął lekko w kierunku schodów.
- Deaktywować uzbrojenie! Wchodzimy powoli na lipny kurs.
Statek zadrżał, gdy zeszli z obranej ścieżki, zmieniając tor lotu. Teovist nerwowo wpatrywał się w mapę gwiezdną szukając możliwej drogi ucieczki. Ka'amnre, Da'arta, Trigglan... To nie to.
- Nawigator! Wprowadź kurs na najbliższe neutralne miejsce i uruchom go gdy tylko dam znać.
- Tak jest!
Divico poruszał się w naprawdę wolnym tempie. Ale tylko przez jakiś czas.
- Uwaga! - zawołał kapitan - Uruchomić wszystkie systemy za trzy, dwa jeden... Teraz!
Silniki zawyły, oznakowania przeciążonych systemów mignęły na sekundę na czerwono, a Divico zrobił gwałtowny skręt i zawracał, przyspieszając nagle. Teovist zaniósł się głośnym, rzężącym śmiechem. - Tak jest panowie! - krzyczał - Pełna moc! Reems, słyszysz mnie?
- Głośno i wyraźnie kapitanie.
- Aktywuj systemy. Bądź gotowy na zrobienie im z dupy jesieni średniowiecza.
- Tak jest.




Wkrótce oznakowania dział paliły się na zielono, nie na żółto jak dotąd. Teovist zaciskał pięści i liczył w duchu na to, że znajdzie się gdzieś niedaleko miejsce, gdzie będzie mógł szukać schronienia i naprawy, a Kwarianie nie znajdą go do tego czasu.
- Nawigator, kurs na najbliższy neutralny hangar. Gdzie to jest?
 
Falcon911 jest offline  
Stary 15-01-2013, 22:40   #7
 
Kuru's Avatar
 
Reputacja: 0 Kuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znanyKuru nie jest za bardzo znany
Biedny musiał stać przed lokalem i przyglądać się jak przedstawiciele najróżniejszy ras migrują z kąta w kąt. Wlepił wzrok w jednego z bramkarzy, który uznał iż przyplątał się tu z Katakumb. Urocze. Naprawdę wyglądał aż tak tragicznie? Spojrzał po sobie uważnie przyglądając się dłoniom oraz znoszonemu T-shirtowi. No i co on sobą reprezentował.

Ha! Jakby to miało dla mnie jakieś znaczenie. – uśmiechnął się do swoich myśli.

Przestępował z nogi na nogę oraz od czasu do czasu kręcił się wokół własnej osi. Wziął głęboki oddech w celu upewnienia się czy wciąż czuć od niego alkohol. Może coś tam. Jego pokraczne zachowanie i jeszcze gorszy wygląd oczywiście nie umknął uwadze gawiedzi. Jak na człowieka pozytywnie nastawionego do życia przystało, na śmiechy oraz wytykanie palcami odpowiadał szczerym ‘bananem’, który gościł co róż gdyż nikt nie udawał nawet, że nie zwraca na niego uwagi. Ot typ wykształcony ale skoro zapuszczony to na pewno be. Bywa.

Przez ramie jednego z ochroniarzy zerknął na salę coby wybadać czy w zasięgu jego wzroku znajdzie się jakiś zegar. Jest już trochę po czasie. Czy to oznacza, że go wystawili? Nie, gdzieżby tam.

Wtem do jego uszu dotarł kobiecy głos.

- Pan Poussin jak mniemam

Christian jedynie skiną głową
- Aurora Ivanowa, przysłał mnie przyjaciel, niestety spóźni się spotkanie. Pilne sprawy zmusiły go do przełożenia go na godzinę 19, proszę za mną, wprowadzę Pana do lokalu
Chwyciła mężczyznę za rękę i weszła do Hemonic, gdy bramkarz chciał ją zatrzymać, wystarczyło jedno jej spojrzenie by natychmiast zaniechał swoich zamiarów.
- Proszę siadać, dotrzymam Panu towarzystwa do czasu przybycia... - widać było że zawahała się - do 19.

Jak kazano tak zrobił. Nie wiedział czy zaczynać rozmowę... jak ją w ogóle zacząć. Jedyne co robił to uśmiechał się. Pochwycił leżące na stoliku menu i nagle go olśniło.

- Auroro, bądźmy proszę na Ty. Moje imię znasz ale przez grzeczność tak napomknę: Chrystian. – odwrócił w jej stronę menu, palcem wskazując coś konkretnego – Widzisz, pozycja 11, nie umiem wymówić nazwy tego dania ale spotkałem się z nim kiedyś. To takie fioletowe, chociaż kobieta uznałaby to za purpurę, – machnął zbywająco ręką – coś co wygląda jakby oddychało. Nie będę Cię męczyć pytaniami po co tu jestem. Te skieruję do Twojego przyjaciela. Chciałem się tylko dowiedzieć z czego to jest i jak to smakuje.

Oparł się wygodnie na krześle i dumny z siebie założył ręce za głowę. Jak można się domyślać uśmiech uparcie nie znikał z jego twarzy.
 
Kuru jest offline  
Stary 16-01-2013, 20:44   #8
 
secutor's Avatar
 
Reputacja: 88 secutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znanysecutor wkrótce będzie znany
Niewola, czy ukierunkowanie?
- "Mają mnie żywego, a wiec nie chca mojej śmierci."
- Obudziłeś się wreszcie... doskonale, długo na to czekaliśmy. - ktoś powiedział.
- "Jeśli umre, nie doczekacie się nigdy". - Pomyślał Slawek.
Suchy chleb i woda, czegóż innego można było się spodziewać.
Ktoś przyjdzie odebrać tacę, albo wyciągnie go na zewnatrz zostawiając ją w środku. Sopjrzał na wode w kubku.
- "Woda, żywioł Ningenów. I chleb, źródło mojego nazwiska. Co za ironia - Pomyślał.
- Proszę, jedz, jedz, musisz nabrać sił, niedługo rozpoczniemy nasze małe badania - ponownie rozległ się czyjś głos - a kiedy już skończymy... - zdanie nie zostało dokończone.
- "Po wodzie i chlebie ciężko nabrać mlodemu chłopakowi siły ". - W razie gdyby najpierw przyszli nie po tacę a po niego, zakleił rozmoczonym w wodzie chlebem kamery. Co prawda nie sięgał do nich, ale żutem skutecznie zasłonił. To tak w razie gdyby nie dali mu okazji żeby ich przestudiować.
Odizolowali go. Zmkneli jak niebezpieczne zwierze, a przecież nie jest groźny.
- "A wiec...." - pomyślał. Wniosek sam się nasuwał. Narzucał się jak zdesperowany przekupień w Marakeszu na stoisku sprzedawczym. Otrząsnoł się z tej myśli niczym pies z wody za w czasu, zanim całkiem go pochłonie. To nie czas i nie miejsce na wspomnienia. Nie może dać się im ponieć.
- " A wiec to oni sa groźni". - Zabrali go w tajemnicy, nie chca żeby to wyszlo na jaw. Wiedza kim jest, chodz na pewno nie wiedza wszystkiego. Napewno trzymali tu wielu jemu podobnych. Sa dobrze zabezpieczeni.
Nie miał żadnych złudzeń, nie wyjdźie z tąd łatwo. Zabrali go w tajemnicy i będą chcieli ukryć tajemnice.
Usiadł po turecku.
Nie jadł
Nie pił.
Czekał.
Wolność to stan umyslu.
 
__________________
,,Ruchów na pozór jest wiele, ale tylko nieliczne są możliwe, a każdy kolejny zamyka drogę innym".

Ostatnio edytowane przez secutor : 20-01-2013 o 22:09.
secutor jest offline  
Stary 17-01-2013, 01:17   #9
 
Nasty's Avatar
 
Reputacja: 504 Nasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnie
-----------------------------------------------------------------------------------


Helen ochłonęła idąc do swojego apartamentu który, był dość daleko. Chodź tylko na chwilkę bo zaraz po tym gówniany papieros się popsuł. Co za czasy. Pamiętała czasy wojen jak i gorsze momenty gospodarcze, ale zawsze papieros to był papieros. A teraz to wszystko tylko na czas przydatności do spożycia lub gwarancji. Nareszcie drzwi apartamentu. Jeszcze nie weszła do środka, a już wiedziała że, ktoś ją odwiedził. Stara sztuczka z czymś w drzwiach zawsze działała. Wsuwka leżała na podłodze. Jeżeli to był by Jim nie omieszkał by ją położyć na swoje miejsce. Otworzyła drzwi trzymając torebkę wiszącą na pasku tak by w razie czego obronić się. Ale w środku nikogo niezastała. Weszła dalej. Rozejrzała się po apartamencie nic nie zniknęła. Nalała sobie szkockiej na rozluźnienie po tym fartownym dniu. Co jeszcze dziś – zamyśliła się chwilkę. Miała już podejść do kratki wentylacyjnej gdy, coś zwróciło jej uwagę na stoliku. Róża? To się staje zagadkowe. Jim dobrze wiedział że lubi konwalie. Lecz zaraz dostrzegła paczkę papierosów marki Lucky Strike i mały liścik. Delikatnie chwyciła liścik i otworzyła. Zaczęła czytać:

Droga Helen, dawno się nie widzieliśmy. Cieszę się że jesteś w dobrym zdrowiu. Nie wiem czy wciąż palisz, jednak znając Ciebie, nie rzuciłaś. To chyba twoja ulubiona marka, chociaż mogę się mylić, jeśli tak, racz mi wybaczyć. Zastanawiasz się zapewne czemu twój kontakt się nie pojawił. Otóż, to moja sprawka, zwabiłem Cię tutaj. Proszę nie miej mi tego za złe, musiałam mieć pewność że się pojawisz. Nie będę obijał w bawełnę, potrzebuję twoich umiejętności. Nie mogę jednak na razie podać Ci szczegółów. Zrozumiem jeśli postanowisz odlecieć. Jeśli jednak jesteś zaciekawiona. Zapraszam Cię na kolację do Hamonic, obiecuję że zjesz tam coś smacznego. powiedzmy o godzinie 19.

Twój E


No panie E! Sprawdzimy co z ciebie za fantom. Podeszła do kratki wentylacyjnej. Dosunęła krzesło i stanęła na nim. Stając na palcach otworzyła kratkę i wyjęła stamtąd kamerkę. Zeszła z krzesła i wyciągnęła z pod łózka walizkę. Podając kod do zamków w walizce otworzyła ją. Wyciągnęła nowoczesne urządzenie coś jak laptop ze szkła. Był to AID najnowszej generacji. Sprawdziła co się nagrało. Niestety gość który ją odwiedził miał nakrycie głowy zasłaniające twarz. No tu ci się udało pomyślała Treany. Sprawdzimy cię troszkę inaczej. Chwyciła paczkę papierosów dość ostrożnie. Wyjęła cieki przedmiot z walizki i zeskanowała odciski palców. Po chwili wyskoczyły dane dwóch postaci. Jeden to jakiś oprych który widocznie sprzedał paczkę panu E. Przy drugim wyskoczyło identyfikacja niemożliwa! No panie E zaciekawiłeś mnie. Postanowiła pójść na spotkanie. Przebrała się w czarną sukienkę i wyszła na spotkanie.


---------------------------------------------------------------------------------
 
Nasty jest offline  
Stary 22-01-2013, 01:37   #10
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
Teovist Karkavlakkis

- Sir, do przestrzeni neutralnej czeka nas piętnaście dni drogi, do portu 20 - zameldował nawigator - i to pod warunkiem że odzyskamy pełną skuteczność silników
Statek Teovista ruszył z pełną możliwą prędkością. Oficer nawigacynjy szybko starał się wyznaczyć najlepszy możliwy kurs. Z głośników na mostku wydobył się nagle komunikat przesyłany przez wrogie okręty
- Lusitania natychmiast wyłącz silniki w przeciwnym razie zostaniecie ostrzelani
Teoviast rzucił groźne spojrzenie oficerowi łączności. Bez jego zgody kanał komunikacyjny nie powinien zostać otwarty.
- Panie Kapitanie, to nie moja wina, dostali się do naszych systemów - mężczyzna był wyraźnie zakłopotany.
Na ekranie taktycznym wyświetlało się obecne położenie statków. Wrogie jednostki wciąż się zbliżały. Divico może byłby w stanie prześcignąć statki Kwarian jednak nie z uszkodzonymi silnikami i takim obciążeniem.
- Wróg ładuje broń - oświadczył oficer uzbrojeniowy
W chwilę później została oddana pierwsza salwa. Minęła statek Teovista ledwie o kilka metrów, co w przestrzeni kosmicznej porównać można by do milimetrów jeśli porównałoby by się go ze strzałem z pistoletu. Pudło jednak raczej nie było dziełem przypadku. Salwa ostrzegawcza, nawet Kwarianie to niezwykle honorowa rasa. Nie było już sposobu na ucieczkę.
Załoga przygotowała się do walki na własnym pokładzie najlepiej jak tylko mogła, wszystkim wydana została broń osobista i pancerze ochronne. Nastroje wśród ludzi były co najmniej marne. Stanęli przed obliczem przytłaczającej siły przeciwnika, który planuje wedrzeć się na pokład
Nastąpił drugi strzał, tym razem wymierzony w silniki. Zatrząsł się cały statek, gdzieniegdzie buchnęły iskry, w kilku miejscach na pokładzie wybuchł pożar. Nie to jednak było najgorsze. Divico wytracał prędkość w zastraszającym tempie.
Ponownie rozległ się dźwięk z głośników
- Lusitania, nie stawiaj oporów w przeciwnym razie zostaniecie zniszczeni.

Sławek Chlebowski


Głosy ze ściany jeszcze kilkakrotnie namawiały go do konsumpcji podanego posiłku, po jakimś czasie jednak zrezygnowały. Sławek nie wiedział dokładnie ile czasu minęło od jego przebudzenia. Uwierzyłby gdyby ktoś powiedział mu że siedzi tam od tygodnia, uwierzyłby również że były to ledwie dwie godziny. Środki którymi go odurzono wciąż musiały działać. Nagle w ścianach otworzyło się kilkanaście małych okrągłych otworów. Pomieszczenie zaczęło wypełniać się gryzącym dymem. Sławek zaczął kaszleć, stracił przytomność. Gdy ponownie się obudził był w podobnym pomieszczeniu co poprzednio, może nawet tym samym. Zaopatrzone było jednak w metalowy fotel do którego chłopak był przykuty żelaznymi uprzążkami zaciśniętymi na nadgarstkach i kostkach nóg. Rozległ się dźwięk, podobny do tego który miał miejsce przy otwarciu się klapki przez którą podano mu wcześniej jedzenie, był jednak znacznie głośniejszy. Do pomieszczenia ktoś wszedł.
- Nieładnie - to był ten sam głos który przemawiał wcześniej przez głośniki - powinniśmy współpracować, teraz będziemy musieli załatwić to inaczej
Sławek nie był w stanie dostrzec twarzy mężczyzny. Cały czas stał za nim. Słyszał jednak jak się zbliża. Nasuną mu na głowę parciany worek.
- Tylko nie próbuj na mnie swoich sztuczek i tak nic Ci nie dadzą - postać roześmiała się
Chłopak poczuł ukucie na zewnętrznej części dłoni.
- Wrócę gdy kroplówka się skończy
Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia by powrócić po jakiejś godzinie. Sławek wciąż miał worek na głowie.
- No to teraz sobie porozmawiamy...



Helen Treany

Helen ponownie ruszyła w stronę sektora handlowego. Po drodze kilkukrotnie ktoś na nią wpadł, niemalże nie wywracając. Zadziwiające, od jej przybycia na statek nic takiego nie miało miejsca, tym razem jakby się na nią uwzięli. Znacznie to wydłużyło jej przechadzkę. Na miejscu była jednak przed czasem. Zegar wskazywał godzinę 18:50. Równie dobrze mogła już wejść do lokalu. Rozejrzała się, od jednego stolika przy którym siedziały dwie osoby wstała kobieta. Podeszła do Helen
- Aurora Ivanowa zapraszam, nasz przyjaciel się niebawem zjawi

Christian Poussin

Aurora siedziała przy stoliku, opierając brodę o pięść ręki, która łokciem spoczywała na stoliku. Nie wyrażała szczególnej ochoty na konwersację. Jej odpowiedzi składały się zazwyczaj z prostego tak lub nie. Czasem jedynie rzuciła jakieś krótkie zdanie, gdy nie miała innego wyboru. Wyraźnie kogoś wypatrywała. Nerwowo spoglądała na piękny złoty zegarek na łańcuszku, który wyciągała z kieszeni swojej marynarki. Do lokalu weszła kobieta. Aurora natychmiast wstała od stolika i skierowała się w jej kierunku. Po chwili obie wróciły i zajęły miejsca.

Helen Treany, Christian Poussin

Po krótkim przedstawieniu się zapadła cisza. Wyglądało na to że czekali jeszcze na kogoś. Dokładnie z wybiciem godziny 19 do lokalu wkroczył ten sam mężczyzna który wcześniej tak bacznie jej się przyglądał w Tremskiej restauracji. Zdążył się jednak przebrać, wyglądał znacznie bardziej elegancko, ubrany w czarny matowy garnitur, białą koszulę i skrząco czerwony krawat, wydający się nie pasować do reszty stroju. Włosy miał w nieładzie. Ivanowa podeszła doń niemalże natychmiast. Wymienili kilka słów, uścisnęli się na pożegnania i kobieta opuściła lokal. Jej miejsce zajął ów mężczyzna.
- Doskonale, zdaje się że możemy zaczynać - uśmiechał się lustrując oboje wzrokiem - Domyślacie się może dlaczego was tu zaprosiłem?

Helen Treany:

Była zdumiona całą sytuacją. Dość dziwne spotkanie. Jedna nieznajoma czeka na nas potem wychodzi. A przychodzi inny mężczyzna.

Helen Treany. Christian Poussin

Helen - Dzień dobry panu panie?...
E - Ależ Helen, po cóż te formalności, czyżbyś mnie nie poznawała? - mężczyzna uśmiechną się szeroko
Helen- Mam dobrą pamięć do twarzy ale nie kojarzę pana.
Rozmówca, przetarł posępnie twarz dłonią, wyraźnie się zmartwił
E - Cóż, należało się tego spodziewać, ostatecznie spotkaliśmy się tylko raz i było to lata temu. Wypadało by się więc przedstawić. Eric, Eric Greenwood, może to coś Ci mówi - z nadzieją spojrzał prosto w oczy kobiety
Helen - No cóż, nie bardzo. Naprawdę to spotkanie musiało być bardzo dawno no i z przykrością powiem że mało znaczące. Skoro nie pamiętam.
Eric - Cóż prawda, mało znaczący Epizod podczas drugiej wojny światowej, mniejsza o to, ważne że ja Cię pamiętam. - Spojrzał na chłopaka - a ty co tak milczysz kolego?
Christian przysłuchiwał się do tej pory rozmowie, nie wyrażając szczególnych chęci dołączenia do niej, jednak teraz gdy zostało do niego skierowane pytanie, nie miał wybory
Christian - Nie za bardzo wiem co tutaj robię, nie znam was - wzruszył ramionami
Eric - Owszem, nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, wiele jednak o tobie słyszałem. twoje umiejętności przydadzą się podczas tej małej misji którą dla was zaplanowałem - tutaj spojrzała na Helen - Mam nadzieję że twoje umiejętności nie zardzewiały, moja droga?
Helen - zależy jakie?- delikatnie się uśmiechając.
Eric - Potrzebuję kogoś do obejścia systemów zabezpieczeń w nowoczesnym ośrodku badawczym idealnie się do tego nadajecie. Christian jest doskonałym hakerem, jeśli moje informacje są prawidłowe
Christian - Coś tam potrafię - odparł dość niechętnie
Eric - Sprawa musi być załatwiona po cichu, mają tam świetne systemy ochronne, już raz próbowałem się tam dostać, ledwo uszedłem z życiem. Zostaniecie sowicie wynagrodzeni za udzieloną pomoc co wy na to?
Helen - rozglądała się dyskretnie. Jak by się czegoś obawiała. Potem zapytała wprost – czy możemy przedtem dowiedzieć się co to za ośrodek no i w jakim celu się włamujemy?
Christian - Nie interesują mnie pieniądze poszukuję jedynie wiedzy
Eric spojrzała na mężczyznę i uśmiechną się szeroko
Eric - Zdaje sobie z tego sprawę. Wiem też o twoich problemach z książką, która teraz spoczywa na twoim łóżku. - Greenwood sięgną do kieszeni marynarki i wyciągną zeń, niewielki czarny kryształ - to kryształ danych, znajduje się na nim wszystkie potrzebne informację do odszyfrowania książki, dostaniesz go teraz, konsola do jego odczytania będzie nagrodą za wykonanie zlecenia - Zwrócił się w stronę kobiety - Oczywiście że możesz moja droga. To tajny ośrodek należący do organizacji, nienawidzącej takich jak my, organizacji która za główny cel postawiła sobie naszą całkowitą eliminację. Moje źródła donoszą że złapali nowo wykrytego długowiecznego, podobno obdarzonego ciekawymi zdolnościami, chciałbym go odbić
Helen - więc chodzi o Research Longevity. Przecież to tak jak byśmy się pchali do nich na stół do pocięcia! By tam wejść byśmy musieli się nie włamać lecz poddać.
Christian - Jeśli ten kryształek pomoże mi odszyfrować zawartość książki, wchodzę w to, wiesz gdzie mnie szukać, mam kilka spraw do załatwienia
Christian wstał i wyszedł z lokalu, pozostawiając Erica i Helen samych.
Eric - nie twierdziłem że będzie łatwo. Jest to jednak możliwe. Dysponuję dokładnymi planami placówki, mam też człowieka w środku, dostarczy nam niezbędnych informacji o zmianie straży. Jeśli ktokolwiek jest w stanie to zrobić, to właśnie ty
Helen - strażnicy to tylko jedna z przeszkód, zostają jeszcze najnowsze zamki z sknerami siatkówki oka, tonu głosu, ultra karta. Czujniki sensoryczne sprawdzające ruch molekularny, stężenia powietrza w tunelach powietrznych. Podciśnieniowe czujniki gęstości. I wiele innych. Na jaki poziom musimy się dostać i co zwinąć ?
Eric - z tego co mi wiadomo, trzymany jest w piwnicach budynku w jednej z tych wielce nieprzyjemnych białych cel. Miałem kiedyś okazje dokładnie się im przyjrzeć
Helen - Więc tylko jego mamy wydostać. Dobrze by było gdyby cel znał nasze plany. To by zapobiegło straty czasu na jego przekonywanie że my to ci dobrzy.
Eric - wszystko jest w trakcie załatwienia. Moja wtyczka już nad tym pracuję, chłopak puki co jest jednak bacznie obserwowany. Czy to znaczy że w to wchodzisz?
Helen - tak, jak zawsze jeżeli chodzi o jednego z nas.
Eric - wspaniale, powinnaś się przygotować. Niestety ja nie będę mógł wam towarzyszyć. Mam tu jeszcze kilka spraw do załatwienia. Muszę zorganizować przerzucenie chłopaka na jakąś spokojną planetę. Prócz tego bieglej władam bronią białą niż palną. Za to Aurora, zna się na tym doskonale, wyruszy z wami w charakterze obstawy, masz jeszcze jakieś pytania?
Helen - myślałam że dasz plany do zapoznania, jak i dostaniemy ułatwienie w postaci kopi karty wstępu. Ale bez tego chyba sobie poradzę. Tylko będzie to o wiele trudniejsze no i potrzebuję więcej czasu. A co chociaż z tymi strażnikami ?
Eric - wszystkim zajmie się mój kontakt gdy będziecie na miejscu. Aurora doskonale go zna. Nie wiem czy uda się zorganizować karty dostępu. Plany prześlę w najbliższym czasie na twój komputer Na pewno uda się was wprowadzić do budynku, reszty dowiecie się na miejscu
Helen - jak się skontaktować z Aurorą ?
Eric - będzie czekała na was w porcie. Dok ósmy stanowisko trzecie. Ach jeszcze jedno. Chciałbym byś to ty dowodziła tą misją
Helen - Ja!? Czy mogę się zastanowić ? A o której będzie czekać i kiedy ?
Eric - Masz tyle czasu na przygotowania ile Ci potrzeba. Aurora będzie na statku przez cały czas. Wyruszycie gdy tylko się zjawicie. Jeśli rola dowódcy nie będzie Ci odpowiadać, akcją poprowadzi właśnie ona, wolałbym jednak byś ty się tym zajęła. Aurora jest może doskonałym żołnierzem, jednak nie ma twojego doświadczenia.
Helen - do kiedy mam podjąć decyzję ?
Eric - wszystko zależy od Ciebie. Postaraj się jednak by to nastąpiło przed przylotem na ziemię, Aurora również musi mieć trochę czasu do przygotowań
Helen - ok, więc od powiem w ciągu dwóch dni. Czy skład ekipy to tylko trzech ludzi?
Eric - Tak, małemu oddziałowi łatwiej będzie pozostać niewykrytym
Mężczyzna spojrzał na zegarek
Eric - Niedługo muszę być na innym spotkaniu, więc jeśli pozwolisz, opuszczę Cię już, chyba że masz jeszcze jakieś pytania bądź wątpliwości
Helen - rozumiem że Aurora to obstawa, Ten drugi który się nawet nie przedstawił to haker, ja to wiadomo. Brakuję jeszcze jednej osoby, która zajęła by się z zewnątrz prowadzeniem nas jak i dała nam w razie czego też ofensywę. Tak do odwrócenia uwagi!
Eric - Liczyłem że zajmie się tym mój kontakt, okazało się jednak że zbyt się boi, rozumiem go i tak sporo ryzykuje a nie jest jednym z nas. Jeśli znasz odpowiednią osobę, zwerbuj Ją, Ja niestety mam związane ręce
Helen - znam jedną taką osobę, od niej też można załatwić sprzęt potrzebny by złamać system ochrony. Czy pokrywasz część kosztów?
Eric - W twojej kwaterze na moim statku znajduje się już walizka po brzegi wypchana dolarami, to powinno wystarczyć na pokrycie wszystkich kosztów. Uważaj jednak by nie wzbudzić niczyich podejrzeń nabywając taki sprzęt. Pamiętaj że ta organizacja wie o nas więcej niż byśmy sobie tego życzyli. Nie powinni was wykryć od razu, musicie jednak działać szybko. Ziemia stała się ostatnio niebezpiecznym miejscem dla ludzi nam podobnych
Helen - nie ma sprawy mam swoje kontakty i zaufanych przyjaciół. Więc do zobaczenia.
Eric - Powodzenia, oby dane nam było szybko się spotkać
Mężczyzna wstał od stołu, skłonił się delikatnie i ruszył w swoją stronę
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170